Dodaj do ulubionych

jan i bana

15.12.10, 11:05
dziekuje za wsparcie. wasze posty sa naprawde cenne dla chorych i daja nadzieje.
Obserwuj wątek
                    • bananarama-live Kochane ludziska 22.12.10, 17:31
                      Wierzcie, albo nie, ale HCV to pryszcz, w porównaniu z tym, z czym ja się teraz borykam.
                      Zapewniam was,ze nie chcielibyście zamienić HCV,na chorobę ukł nerwowego,która mi pozostała, jak dowiedziałem się o HCV Wątroba jak dzwon, a w głowie jak u dziecka.
                      • dejw007 Re: Kochane ludziska 23.12.10, 08:56
                        Deprecha? Nerwica? Obie są do wyleczenia. Podejście "na łatwego" to zabicie objawów kolorowymi cukierkami. "na trudnego" to marsz na terapię i przepracować co nieco bo podejżewam, że hcv był katalizatorem a nie przyczyną
                        I mogę cie zapewnić, że głowe też można wyprostować tylko wymaga to czasu i samozaparcia
                        Uszy do góry banan, co cie nie zabije to ci pomoże
                        • bananarama-live Z tym 26.12.10, 07:29
                          katalizatorem, to chyba masz rację. Zawsze byłem jakiś inny, ale zganiałem to na mój styl.
                          A to g... Po prostu narastało,zeby wybuchnąć w danej chwili.
                          Psychoterapia za miesiąc
                          Trzeba coś robić żeby nie zwariować .
                      • gilda28 że jak? 25.12.10, 21:57
                        Jeśli została Ci jakaś choroba układu nerwowego, to co najwyżej pointerferonowa, a nie szoku złych wieści ;)
                        A poważnie (choć wyżej to nie do końca żart): boisz się czegoś, czy nie radzisz sobie z codziennością?
                        Po tym co napisałeś, Twoje istnienie na forum nabiera innego wymiaru - obiecuję już wrednie Ciebie nie szturchać... Chcesz pomóc sobie, poprzez poczucie pomagania innym. Ale to nie pomaga, bo narasta poczucie beznadziei sytuacji i, globalnej, śmiertelności?
                        A czy próbowałeś odciąć się od tematyki HCV? Nie czytać, nie myśleć, nie pisać? Na początek powinno pomóc, się zdystansować.
                        Chyba, że interferon indukował u Ciebie jakieś faktycznie schorzenie neurologiczne. Ale jeśli to psychika (nie neurologia) to spoko. Kwestia uświadomienia sobie charakteru problemu i odnalezienia drogi do osiągnięcia równowagi. A leki to pułapka. Wszystkie leki dają skutki uboczne, czasem w dłuższej perspektywie poważniejsze niż pierwotne schorzenie. Leki antydepresyjne są z kolei (w testach klinicznych) podobnie skuteczne jak placebo. Bo to Twój mózg, Twoje myśli - od Ciebie zależy, jak nimi pokierujesz.
                        • bananarama-live Re: że jak? 26.12.10, 07:25
                          W tej chwili HCV nie ma związku z problemami, tym bardziej interferon. Problemy zaczęły się duzo wcześniej. Analizujac moje zycie, wszystko zaczęło się w embrionie, tylko ja nadałem temu wszystkiemu kształtu. Teraz ciężko to wszystko poukładać w głowie.
                          Totalny mętlik. Jeśli ktos tego nie przeszedł, w ogóle nie wie o czym mówię.
                          Oczywiście pozytywne myśli, to chemia, ale o ta chemię jest trudno. Po to stosuje leki.
                          Nie jest gorzej, a to bardzo dużo ---
                          • gilda28 Re: że jak? 26.12.10, 15:47
                            Serotonina - jedni nie mają z nią problemu, innym jej brakuje i ci potrzebują się stymulować (seks, sport, kokaina, gra w szachy, obcowanie z przyrodą, whatever..) . Ale ja bym się skłaniała ku teorii pierwotnej, że taka Twoja uroda :) Skoro tak było zawsze i wcześniej sobie z sobą radziłeś, a "złe wieści" były katalizatorem pogorszenia, to powinno udać się osiągnąć pierwotną równowagę. Uważaj na psychiatrów i psychoterapeutów, bo to często biznesmeni. Nie daj sobie wcisnąć, że masz większy problem niż faktycznie. Moja kumpela tą metodą "leczyła się" chyba z 5 lat - z wmówionej sobie depresji na tle organicznym. Szereg leków, po których puchła albo chudła, była otępiałą albo agresywna. Istna masakra, szczególnie, że to "leczenie" kosztowało ją w sumie wiele tysięcy złotych. Pan psychiatra-psychoterapeuta kasował 200 zł/h. Gocha w końcu zrozumiałą, że nie ma depresji, tylko zwyczajnie złapała kiedyś tam doła (po śmierci kogoś bliskiego) i wpadła w pułapkę tej doliny - uwierzyła, że to wynika z jej wnętrza, a nie z chwili. Teraz żyje już zupełnie normalnie - rzuciła psychoterapię i leki, związała się z fajnym gościem, wyjechała za granicę gdzie znalazła świetną pracę, jak tylko może jeździ po świecie - przestała paranoicznie bać się śmierci, postrzegać życie jako beznadzieję itp.
                            Nie twierdzę, że to reguła, ale to jedna ze stron tego wielościennego ;) medalu, jakim jest życie.
                            Zazwyczaj, rozwiązanie jest prostsze niż by się komukolwiek zdawało. Życzę Ci żebyś to meritum dostrzegł, odnalazł. Przy pomocy psychoterapii lub w jakikolwiek sposób, wsio rawno - liczy się efekt.
                            • jan-w Re: że jak? 26.12.10, 17:27
                              Dla zwiększenia ilości serotoniny można próbować stosować prekursory serotoniny. Dostępne bez recepty jako suplementy diety, czym zresztą są. Np SAME (methionina) korzystna też przy żółtaczce i marskości ( www.naturaltherapypages.com.au/article/methionine ), Tryptophan ( en.wikipedia.org/wiki/Tryptophan ) lub 5HTP ( www.5-htp.pl/ )
                              Akurat 5HTP podobno nie jest specjalnie wskazany przy problemach z wątrobą.
                            • poli-1978 Re: że jak? 26.12.10, 22:07
                              Zgadzam się w 100% z tym, że psychoterapeuci to biznesmeni. Chodziłam kiedys na psychoterapię bo miałam nerwicę lękową. Zapłaciłam w sumie ok 2000 tys po to żeby pan pytał mnie na sesji "co pani czuje w tej chwili" albo o czym pani myśli". W sumie nic mi to nie dało, tylko byłam wkurzona na dziada, że mi nie pomaga. Może to komuś pomaga, albo są lepsi psychoterapeuci ale ja straciłam do nich zaufanie...
    • bananarama-live Re: jan i bana 26.12.10, 18:15
      Dziękuję za wsparcie. Wierzcie mi ,ze miło jest jak ktoś odpowie ci indywidualnie, myśląc o twoim problemie / chociaż przez ułamek sekundy/ Serotonina, większa jej ilość ,nie jest wskazana. Nigdy nie miałem i nie mam depresji. To stany hipo-maniakalne . Też fajna choroba. Na tyle nie ogarnęła mnie,ze potrafię funkcjonować ,ale bez leków, niestety nie obejdzie się. Psychoterapia jest mi raczej potrzebna, bo zakręciłem się w tym życiu. Muszę z kimś o tym porozmawiać. Poukładać sobie w głowie. Doszedłem do wniosku,ze to równia pochyła. Czas na zmiany
      Trzymajcie się. Dzięki

      • martan07 Re: jan i bana 26.12.10, 23:28
        Ja także dziękuje, za wszystkie informacje na forum

        Bana - wiem o czym piszesz, ja w tym roku przeżywałam ciężką depresję bliskiej mi osoby. I samo weź się w garść niestety w takich przypadkach nie skutkuje.

        Czuje jednak w Twoich słowach siłę, a to niezły początek żeby zacząć walczyć nad zmianami.

          • gilda28 Re: jan i bana 28.12.10, 13:01
            Mylisz się twierdząc, że takie problemy nie wynikają z zaburzeń gospodarki serotoniną ;)
            Mania jest drugim biegunem depresji, co jest szczególnie (i dobitnie) widoczne w przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej, gdzie chory "skacze" między manią (wzrostem aktywności serotoniny/noradrenaliny) a depresją (zmniejszeniem aktywności tych hormonów).
            Wydaje mi się, że pisałeś kiedyś o depresji w czasie leczenia interferonem - zdawało mi się?
            Jeśli mi się nie zdawało, to nie masz pewnie hipomanii, tylko dwubieguna, co najwyżej z przewagą epizodów maniakalnych. W hipomanii miałbyś w czasie stosowania interferonu jak ja - podniesienie nastroju/drażliwość/pobudzenie, czyli mania jak się patrzy.
            Ja mam zaburzenia gospodarki hormonami, na pewno mam nadwrażliwość na testosteron (noszenie w brzuchu chłopca, wydzielanie przez niego do mojego krwiobiegu hormonów, dawało u mnie objawy jak przy nadczynności testosteronu - po porodzie wszystko ustąpiło jak ręką odjął), wszelkie substancje wpływające na dopaminę, adrenalinę itp. działają na mnie bardzo silnie i efekt utrzymuje się długo. Więcej testów nie robiłam, bo nie dostałam zgody komisji bioetycznej ;) A poważnie - nie jesteś sam z takimi problemami, mi stany, nazwijmy to, maniakalne nie są obce. Ale nauczyłam się z tym żyć, tłumaczę sobie, że wielu geniuszy tak miało ;) i staram się wykorzystywać to konstruktywnie - w pracy. Zaostrzenia wychwytywać - wtedy można przeciwdziałać "równi pochyłej".
            A rozmowy, pogadanie które ma doprowadzić do progresu, poukładania myśli - chyba najlepiej uskuteczniać z przyjaciółmi, bo żaden konował nie zrozumie człowieka tak jak kumpel, któremu zależy.
            Tak z ciekawości, piszesz o hipomanii - czy zdiagnozowano Ci ją oficjalnie? A jeśli tak, to po leczeniu interferonem, w trakcie leczenia czy przed nim?
            • bananarama-live Re: jan i bana 28.12.10, 21:41
              W trakcie leczenia interferonem, byłem " zdrów" jak ryba. Wszystko zaczęło sie przed terapią. Diagnoza - zespół lękowy - dostałem Cital ,tydzień i po problemie. Oczywiście brałem jeszcze przez rok. Teraz to inna historia. Cital, jeszcze bardziej pogłębiał mój napęd i stany maniakalne. Dostałem Depakine 500 i jest w miarę ok. Jednak to jest bardzo cienka lina. Myślę o włączeniu jakiegoś leku, ale to decyzja lekarza. Piszesz kolega, :-) nie mam takich i nigdy nie miałem. Tak naprawdę to nie słyszałem diagnozy, ale ja nigdy nie byłem przygnębiony,smutny, niechętny do pracy, stąd wniosek ,że depresji nie mam. Mam za to za duzo myśli /niepoukładanych ,chaotycznych/ jestem napędzony. Z tym się normalnie nie da żyć. To trzeba leczyć.
              • gilda28 Re: jan i bana 29.12.10, 16:37
                Od kilkunastu lat buduję swoją wizję rzeczywistości, w której jestem "panią swego losu" a myśli dają się opanowywać. Dlatego nie zgodzę się z tym, że gonitwa myśli, ich chaos itp. są nie do opanowania.
                Jako nastolatka miałam ze sobą OGROMNE problemy, zaczęło się wraz z wejściem w okres pokwitania (lęki nocne, wycofanie, skrajne emocje, brak zrównoważenia emocjonalnego itd., a przy okazji duża inteligencja i bardzo dobre oceny w szkole - więc dla otoczenia problemu nie było). W okresie dojrzewania - narkotyki, tatuaże, kolczyki, dużo seksu, subkultury, agresja i autoagresja; rzuciłam szkołę, poszłam do pracy i udowadniałam wciąż coś światu.
                Zaszłam w ciążę w bardzo młodym wieku, z dużo starszym żonatym mężczyzną, a o żonie dowiedziałam się w połowie ciąży. A potem, nagle, biorąc w ramiona dopiero co urodzone dziecko (w czasie ciąży nie czułam się matką, nie miałam jakiegoś ogromnego instynktu) dostałam obuchem w łeb i dotarło do mnie, jakie priorytety powinny przyświecać mojej egzystencji. Nawet nie musiałam nic postanawiać - samo się stało: wzięłam się za siebie, szybko nadrobiłam wszystkie zaległości, wyprowadziłam się do innego miasta i "zaczęłam nowe życie".
                Jestem wciąż świrem, ale to opanowałam. I lekarz, do którego czasem zaglądam (psychiatra, który raz na jakiś czas mnie kontroluje) jest ze mnie bardzo zadowolony i twierdzi, że na tę chwilę jest wszystko OK.
                Pół życia z ręką na hamulcu ręcznym robi jednak swoje - wpadłam trochę w skrajność, w oficjalnych relacjach oficjalność uszami mi wycieka, trudno nawiązuję bliskie relacje z ludźmi, myślę bardzo analitycznie i skupiam się na robieniu pieniędzy, zaniedbując trochę pewne kwestie, które być może są dla mnie ważne, ale na dłuższą metę wpływają na mnie destrukcyjnie.
                Ale żyję, nie mieszam nadmiernie w tym życiu, a nad myślami panuję. Tak to już jest - nie można mieć wszystkiego, a takie typy jak ja, nie mogą pozwolić sobie na spontaniczność, niestety.
                Piszę Ci o tym, bo już wiem, czemu mnie tak wkurzasz. A leki, pewnie pomagają, ale zmieniają człowieka. Oczywiście, są pewnie sytuacje, w których trzeba je brać. Ale, naprawdę, wszystkie leki dają skutki uboczne, a nad myślami da się zapanować bez nich.
                Mam jednak to szczęście, że mam bliskich ludzi - paru kumpli, którzy są "naj" i ja dla nich też - możemy na siebie liczyć. Na tym fundamencie dużo mi się udało zbudować. Pewnie jakbym ich nie miała, też szukałabym psychoterapii, ale ze znajomymi wychodzi taniej, a efekt pewnie podobny ;)
                • bananarama-live Re: jan i bana 29.12.10, 18:40
                  Dobrze ,ze napisałaś - są pewne sytuacje kiedy trzeba brać leki. W takiej sytuacji właśnie znalazłem się. Uznałem,ze muszę się leczyć,żeby nie zrobić czegoś głupiego sobie, albo bliskim. Decyzja o leczeniu nie zapadła z dnia,na dzień. Po prostu było coraz gorzej i niestety sam nie potrafiłem nad tym zapanować. Ja tez mam iq ponad przeciętną,jestem wrażliwy. To tez działa <na niekorzyść >
                  Prostak, wywaliłby flachę , obtarł gębę i byłby uzdrowiony.

                  Nie możesz mówić o możliwościach ,tylko na swoim przykładzie. Ile ludzi, tyle przypadków. Wiem ,że leki są be, ale pozwalają funkcjonować. Terapia ? Jeśli wyczuję ,że robi mnie w jajo, nie zarobi dużo. Nie mam z kim porozmawiać, a szukać słuchacza na siłę ......

                  Wkurzam Cię :-) Moze popracuj nad tym? Ty potrafisz ;-)

                  Pozdrawiam

                  ps do sezonu motocyklowego muszę być uzdrowiony. nieważne jakim sposobem.
                  • jan-w Re: jan i bana 29.12.10, 18:55
                    bananarama-live napisał:
                    > ps do sezonu motocyklowego muszę być uzdrowiony. nieważne jakim sposobem.
                    Zmień motocykl na rower. W tej dyscyplinie sezon trwa cały rok! I lepiej się poruszać i powysilać niż siedzieć nieruchomo na kanapie/fotelu/siodełku. A jaka satysfakcja kiedy wydostaniesz się ze śniezno-lodowej otchłani za miastem i mimo wszystko żyjesz :-)

                  • gilda28 Re: jan i bana 07.01.11, 18:02
                    Faktycznie, tworzenie teorii na podstawie jednego przypadku jest absurdalne :P
                    Więc powodzenia i niech moc (maszyny) będzie z Tobą.. Uważaj na zakrętach. Pozdr
                  • gilda28 Re: PS 07.01.11, 18:09
                    Jakbyś naprawdę był chory, to byś sobie z tego nie zdawał sprawy ;) Bo "te" choroby tak działają, ponoć. Ale to, jakby nie patrzeć, Twoja sprawa i Twoja, ewentualna, choroba, w którą ja nie wierzę :P
                    • bananarama-live Re: PS 07.01.11, 19:06
                      Ludzie psychicznie chorzy , nie zdają sobie sprawy ze swojej choroby. Ja jestem nerwowo chory.
                      Do lekarza, praktycznie poszedłem ze swoja diagnozą, potrzebowałem tylko leków odpowiednich.
                      Nie wierzysz? Zrozumiałe. To tylko forum.
                      • gilda28 Re: PS 07.01.11, 19:25
                        Nie no, szacun. Samodiagnozowanie zawsze doceniam ;) i przede wszystkim cenię lekarzy, którzy zapisują samozdiagnozowanym leki. BUHAHAHA (sorry, ale nie mogę się powstrzymać ..)
                        • bananarama-live Re: PS 07.01.11, 19:34
                          To nie jest zbyt trudne,jeśli ma się IQ powyżej przeciętnej + internet.
                          Starasz się mnie ośmieszyć - ok, ale mam dobrze dobrane leki ,więc daruj sobie. Nie wyprowadzisz mnie z równowagi. Lekarz jest moim kolegą , wiec rozmowa wygląda zupełnie inaczej ,niż myślisz.
                          • gilda28 Re: PS 07.01.11, 19:42
                            Przepraszam. Nie chcę Cię ośmieszyć, nie próbuję Cię prowokować.
                            Tylko jak czytam, że ktoś się zdiagnozował i poszedł do lekarza tylko po leki, to się zastanawiam, po co są paroletnie studia medyczne i praktyka lekarska, skoro wystarczy "IQ powyżej przeciętnej + internet".
                            Choć z drugiej strony rozumiem, że są sytuacje, w których człowiek musi sam szukać, bo trafia na debili w kitlach, i jeśli sam się nie zdiagnozuje (nie domyśli się co mu jest), to go zakopią.
                            "BUHAHAHA" to była ekspresja emocji, bez urazy ;)
                            • jan-w Re: PS 07.01.11, 20:48
                              W kwestii swojego zdrowia, człowiek który zna swój organizm, zwykle wie o nim więcej od lekarza. Lekarz musi być uniwersalny i potrafić diagnozować wszystkich. Jednak efektem bywa sztampowe traktowanie chorego.
                              • jan-w Re: PS 07.01.11, 23:30
                                A na miły początek weekendu - stara reklama amerykańska.
                                Fachowość lekarzy: s3-eu-west-1.amazonaws.com/images.owni.fr/pub_vintage_026.jpg
                                :-)
                              • gilda28 Re: PS 08.01.11, 13:04
                                Masz rację (stawiasz obiad i kolację.. ;)

                                Przerabiałam to wiele razy, ale jak to człowiek - mierzę siebie inną miarką niż innych.
                                Jednak w kwestii zdrowia psychicznego (nerwowego) osoba, która ma "problem", nie jest na tyle obiektywna, zdystansowana, żeby ten problem prawidłowo zinterpretować. Chyba, że jest akurat w remisji i ma na tyle dystans do siebie, że potrafi spojrzeć z boku (choroba afektywna dwubiegunowa? schorzenie schizoafektywne?). Ale tu pojawia się problem jaźni i jej ewentualnego rozwarstwienia. Oraz nadinterpretacji, naturalnego dążenia człowieka do nazywania swoich schorzeń, niekoniecznie prawidłowo (w związku z brakiem elementarnej wiedzy medycznej). Reasumując, żeby zdiagnozować u siebie hipomanię, trzeba mieć chyba rozdwojenie jaźni albo ...być w błędzie. Oczywiście to moje zdanie. Nie jestem psychiatrą. Opieram się na "IQ powyżej przeciętnej + internet" oraz własnych doświadczeniach, w kontekście wywodów lekarzy, z którymi miałam kontakt.
                                Kiedyś jeden mądry psychiatra mi powiedział "musiałbym panią zobaczyć, kiedy mówi pani językiem choroby, bo teraz widzę przed sobą zdrowego psychicznie człowieka". I to jest sedno. Dopiero wtedy, gdy się mówi "językiem choroby", daje ona o sobie znać.
                                Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że samodiagnozowanie i samoleczenie nie jest do końca bezpieczne, a może być hipotetycznie niebezpieczne. I tyle.
                                • gilda28 dodano 08.01.11, 13:17
                                  Tamten psychiatra, zapisał mi Chlorprothixen Zentiva 15 mg i kazał wziąć, gdybym traciła kontrolę. Nadszedł dzień, że ją straciłam - połknęłam jedną tabletkę (dawka jak dla dziecka) i zasnęłam. Obudziłam się po 12h, a przez kolejnych 12 nie miałam w głowie żadnych myśli, dosłownie. Czułam pustkę myślową, tak sobie wyobrażam lobotomię..
                                  Psychiatra stwierdził, że taka reakcja świadczy o tym, że nie mam paranoi i że mam się wziąć w garść i, zwyczajnie, ZAPANOWAĆ NAD SWOIMI EMOCJAMI.
                                  Ponoć, gdyby to była "choroba", ten lek by mnie wyciszył i pozwolił zapanować nad myślami - a nie pozbawił mnie ich.
                                  Od tego czasu czuję się zdrowa lecz temperamentna. Co nie zmienia faktu tego, że czasem wchodzę na niezdrowe obroty. Ale wolę myśleć trzeźwo choć na obrotach, ale żeby to były moje myśli, żebym to była ja.
                                  Skatowanie się lekami jest pójściem na łatwiznę. Trzeba nad sobą pracować, analizować siebie i swoje postępowanie, zmieniać się na lepsze. Kontrolować się.
                                • bananarama-live Re: 08.01.11, 13:20
                                  Mądry psychiatra? :-) Nie wystarczy mu książkowy opis zachowania? Mi wystarczy żeby stwierdzić u siebie w/w stan. Tym bardziej mojemu psychiatrze.
                                  • gilda28 Re: 08.01.11, 13:39
                                    Tak, tak. Kiedy czytam wykaz objawów chorób, to połowę z nich mogę u siebie "zdiagnozować". A jak spojrzę na sprawę wybiórczo i opiszę swoje wybiórcze objawy - to lekarz też mi przyzna rację i potwierdzi "diagnozę".
                                    Dla każdego, jak widać, mądrość jest czymś innym. Ale najważniejsze, że czujesz się dobrze i masz poczucie kontroli sytuacji. Nie zamierzam burzyć tego spokoju.
                                    • bananarama-live Re: ------------ 08.01.11, 14:29
                                      Chyba nie myślisz,ze wszedłem do gabinetu i powiedziałem ,że mam hipomanię.
                                      Lekarz po prostu potwierdził, to czego się spodziewałem.
                                      Podstawa, to niczego nie sugerować lekarzowi.
                                      Zresztą lekarze nie lubią mądrali, nawet jeśli są na koleżeńskiej stopie.
                                      To oczywiste- skoro wiesz co ci jest, lecz się sam.
                                      • gilda28 Re: ------------ 08.01.11, 21:26
                                        Nic nie myślę. Obraz buduję na tym, co tu przeczytam. Pisałeś, że masz hipomanię, sam się zdiagnozowałeś, poszedłeś do znajomego lekarza tylko po receptę na leki. A że są jakieś dodatkowe aspekty - podejrzewam, ale ich nie uwzględniam, bo to by było wróżenie z fusów.
                                        Uznajesz lekarza, u którego byłam, za niemądrego, ponieważ z mojego ustnego opisu objawów, nie postawił wiążącej diagnozy? Nawet mechanikowi zazwyczaj nie wystarczy opis, żeby postawić jednoznaczną diagnozę usterki samochodu.. a przecież człowiek jest trochę bardziej złożony niż samochód. Chyba, że mój mechanik też jest idiota, skoro musi zajrzeć pod maskę?
                                        Ja nie widzę nic dziwnego w tym, że lekarz psychiatra nie stawia z marszu diagnozy i nie wdraża leczenia. Dziwi mnie za to, że inny lekarz zapisuje leki, na podstawie samodiagnozy psychiatrycznej pacjenta, opierając się na opisie objawów.
                                        Ale co człowiek to wizja rzeczywistości.
                                          • gilda28 Re: ------------ 09.01.11, 00:13
                                            A w ogóle, przecież on mi nie powiedział na dzień dobry, że mam zejść mu z oczu i się wziąć w garść. Gadał ze mną 2 razy po parę godzin (a może 2x po godzinę, ale miałam wrażenie że opowiedziałam mu cały życiorys i wszystkie niepokojące mnie epizody szaleństwa), a potem jeszcze analizował moją reakcję na leki, które mi zapisał. Stwierdził, że jestem temperamentna i ulegam namiętnościom (w szerokim znaczeniu), że sporo przeszłam i to samo w sobie może być powodem pewnych rozterek, ambiwalencji. Ja się cieszę, że nie muszę go częściej widywać, bo kosztowało mnie to parę stów za wizytę. Trzeba być pragmatycznym, a żaden majątek nie wziął się z rozrzutności. HA!

                                            Nie chcę być upierdliwa, ale moje IQ i internet ;) doprowadziły mnie na trop diagnozy dla Ciebie: moje domniemania były słuszne - masz chorobę afektywną dwubiegunową, bo epizodów maniakalnych było więcej (jak rozumiem). W takiej sytuacji faktycznie możesz wymagać regularnego leczenia farmaceutycznego. Jest wciąż opcja jakiejś choroby schizoafektywnej, ale to byś musiał jeszcze skonsultować z wikipedią ...
                                            [Musiałam to napisać o wikipedii, aż się prosiło. Nie miej żalu i się nie złość. Jestem tylko słabą kobietą, ulegająca emocjom ;]
                                            • bananarama-live Re: ------------ 09.01.11, 08:17
                                              Lekarz dla pacjenta ma góra 10-15 min. W tym czasie musi go wysłuchać i podjąć decyzję.
                                              Często z chorym przychodzi ktoś z rodziny, bo chory sam nie potrafi opisać swojego zachowania.

                                              Ty diagnozujesz mnie? Przecież nawet lekarz po rozmowie, nie jest w stanie postawić odpowiedniej diagnozy, a ty to robisz przez net ? :-D

                                              Daj już sobie na luz, bo szkoda twojego palca -no moze dwóch :-)
                                              • gilda28 Re: ------------ 09.01.11, 20:15
                                                No widzisz jaki absurd z tym diagnozowaniem? Ale jednak wikipedia jest nieubłagana - w przypadku większej ilości epizodów manii lub hipomanii, diagnozuje się dwubieguna, niezależnie czy są też epizody depresji ;) I akurat w tym miejscu jestem prawie zupełnie poważna (w każdym razie, wikipedia właśnie tak podaje).
                                                Przecież ja nie chce Cię diagnozować, a na pewno nie na serio. Chciałam Ci pokazać, jakie to wszystko jest złudne, dane z internetu. Ale jeśli tego nie dostrzegasz mimo moich starań, to oczywiście dam spokój, bo to faktycznie bez sensu.

                                                Szkoda, że nie możesz się w rozmowie opierać na faktycznych moich wypowiedziach, tylko je zniekształcasz: lekarz nie chciał mnie diagnozować na podstawie moich relacji ustnych z jakichś tam wydarzeń z przeszłości, a nie tak jak piszesz, że odesłał mnie z marszu z kwitkiem do domu bez pomocy.
                                                Jesteś bardzo radykalny, bezkrytyczny, nie uznający innego stanowiska niż Twoje - z marszu je negujesz lub ignorujesz. Ale to pewnie cecha osobowości, a nie "język choroby", no ewentualnie efekt źle dobranych leków ;)
                                                [kiedy stawiam -> ;) <- tzn. że żartuję lub ironizuję]
                                                A piszę 4-6 palcami i, faktycznie, muszę je oszczędzać, bo mnie stawy palców bolą..
                                                BEZ ODBIORU
                            • bananarama-live Re: PS 07.01.11, 22:46
                              Zgrywasz się. Tylko uważaj zeby przy tym buhahaniu, nie puściły ci zwieracze, bo będzie kleks.


                              Też nie wytrzymałem :-D Pozdrawiam
                              • gilda28 Re: PS 08.01.11, 12:54
                                A puszczaj zwieracze, do woli ;) Internet jak papier, przyjmie (prawie) wszystko. A po mnie (prawie) wszystko po mnie spływa, więc tym bardziej..

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka