qapewu
11.02.06, 20:58
Witam,
Już sam nie wiem, co mam ze sobą począć. Wykonałem już wiele badań i to, czego się dowiedziałem to, że nie wiem, jaka jest przyczyna mojego samopoczucia. A czuję się bardzo źle. Zacznę może od początku.
W grudniu zeszłego roku skończyłem 31 lat. Z początkiem października, bardzo źle się poczułem. Miałem wrażenie, że zaraz dostanę zawału, albo zemdleję. Leżąc w łóżku odczuwałem zmieniające się fale gorąca na karku i na twarzy, po których przychodziło zimno na całym ciele, a nawet silne dreszcze. Temu wszystkiemu towarzyszył duży niepokój, wręcz strach, potęgowany dreszczami, duszności i wrażenie zwężonego przełyku utrudniającego oddychanie, kłucie za mostkiem, mocne (ale nie dużo szybsze tętno). Bardzo się wystraszyłem, więc pojechałem do szpitala. Tam zrobiono mi pomiar ciśnienia, EKG oraz badanie krwi. Wszystko poza ciśnieniem okazało się w normie. Ciśnienie lekko podwyższone (140/90). EKG poprawne, krew pod kątem serca, również OK. Uspokoiłem się trochę i pojechałem do domu.
Uspokoiło się na jakiś czas. Ten wypadek pozwolił mi również silniej zmotywować się do rzucenia palenia. Od tamtej pory (1 październik) do dzisiaj, nie palę. Wcześniej paliłem do maksymalnie jednej paczki dziennie przez ok 7 lat.
Po tej pierwszej sytuacji postanowiłem zbadać dokładniej serce. Poszedłem do kardiologa, gdzie wykonałem EKG wysiłkowe. Wynik był bardzo dobry, a lekarz stwierdził, że sercem nie muszę przejmować. Że powinienem tylko popracować nad swoją wagą, która jest trochę za duża (176cm/93kg - jestem dobrze zbudowany, to nie tylko tłuszczyk, kiedyś dużo trenowałem) i może być przyczyną podwyższonego ciśnienia. Zrobiłem badanie trójglicerydów i cholesterolu. Górna granica normy, więc raczej nie może to być przyczyną tak złego samopoczucia.
Od czasu badania serca regularnie gram w piłkę nożną na hali, dwa razy w tygodniu po 1-2 godziny. Po każdej grze czuję się dobrze.
Po wykluczeniu serca, postanowiłem sprawdzić, czy aby mój problem to nie cukrzyca lub podwyższony poziom cukru. Choć na czczo mam cukier w górnej granicy, to jednak wystrzał insuliny po obciążeniu glukozą mam bardzo dobry, a wynik poziomu cukru po wypiciu glukozy jest niższy niż na czczo. Więc to również nie to.
Czytałem, że powodem dziwnego samopoczucia może być również tarczyca. Zbadałem więc TSH, PT3, PT4. Wszystko w normie. Zrobiłem przy okazji próby wątrobowe - wyszło OK.
Trochę to wszystko mnie uspokoiło, ale po ok. 1.5 miesiąca od poprzedniego napadu tego dziwnego samopoczucia, sytuacja się powtórzyła. Znów nocą, bo głównie wtedy to występuje, odczułem te dziwne fale gorąca na karku i twarzy, duszności, mocne bicie serca, niepokój. To uczucie jest nie do zniesienia.
Takie stany nie miały jednak miejsca bez przerwy. Pojawiały się i znikały. Średnio z miesięczną częstotliwością. Niestety od kilku dni, przed snem, co wieczór, mam ten sam kłopot. Niepokój, połączony z dusznością. Fale gorąca. W końcu zasypiam i śpię dość dobrze. Budzę się tylko, gdy nasze małe dziecko się tego domaga. Rano budzę się zmęczony. Raczej późno, bo ok. 9-tej. Nie mam ochoty na rozpoczęcie dnia i tak naprawdę udaje mi się zebrać do kupy ok. 11-tej. Przez cały dzień odczuwam, jakbym miał wypieki na twarzy, ale ich nie mam, gdy spojrzę do lustra. Jestem trochę senny, ale nie aż tak bardzo, aby utrudniało mi to funkcjonowanie. Także teraz, odczuwam chłód w dłoniach, a twarz mam rozpaloną, gdy dotknę ją dłońmi.
Najgorsze jednak z tego wszystkiego, co czuję, nie są te duszności, itd., ale wrażenie nierealności otaczającego mnie świata. Czuję, jakby chwila, która się własnie dzieje, była sobie przeze mnie przypominana; jakby już się wydarzyła; jakbym wspominał przeszłość, a to przecież własnie się dzieje! Patrzę, jak przychodzi do mnie dziecko, mówi do mnie, a ja czuję, jak ta piękna chwila mi ucieka, jak odchodzi w przeszłość i nie mogę jej odczuwać i odbierać tak, jak dawniej. Odbieram to, co widzę, jakby rzeczywistość była "skserowana", jakbym był po kilku nieprzespanych nocach. Wszystko jest takie płaskie, a ja gdzieś zza tej kurtyny, obserwuję teraźniejszość jak film o swoim życiu, albo jak sen, w którym mam świadomość, że śnię. Strasznie chciałbym się z tego wyrwać. Móc normalnie żyć i cieszyć się teraźniejszością. Nie czuć tego, jak życie umyka przede mną, a moje dziecko dorasta, jakby bez mojego udziału. Pomóżcie, co mam ze sobą zrobić, kogo się poradzić ?
Napiszę jeszcze kilka słów o sobie. W ostatnim czasie bardzo pogorszył mi się wzrok. Głównie akomodacja. Z trudnością skupiam wzrok na przedmiotach i bardzo często i z wielką łatwością zdarza mi się "zapatrzyć" w dal. Ostatnio również bardzo boli mnie kark, takim natrętnym bólem. Muszę go masować, co zresztą nic nie daje, i zmieniać pozycję, gdy ból staje się nie do zniesienia. Dużo pracuję przy komputerze. Każdy dzień strasznie szybko mi ucieka. Za szybko. Jakbym nie uczestniczył w tym czasie, który mija. Nie mam zbyt wielu stresów. Mam cudowne dziecko i oczekujemy kolejnego. W tym roku mieliśmy zacząć budowę domu, ale jakoś nie mam na to siły w tym stanie. Tak strasznie mi przykro, że życie przechodzi jakby obok mnie i że nie mogę w nim uczestniczyć REALNIE, tylko patrzę na nie, jak przez szybę, a każda rzecz, którą robię, nawet najbliższa w czasie, staje się przeszłością.
Pomóżcie...