Dodaj do ulubionych

** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda...

23.11.06, 22:52
** Dziecko umiera - potrzebna niekonwencjonalna metoda leczenia.

Lekarze (najlepsi w Polsce) dali dziecku chorujacemu na bialaczke 3 m-ce
zycia - rodzice probuja wszystkiego. Odwoluja sie metod logicznych i
nielogicznych. Beda jechac do specjalistow w USA ale tez musza miec jak
najwiecej opcji ratunku.

PROSZE o konkretne wpisy z danymi skutecznych terapeutow, takich co wiecie
napewno, ze komus skutecznie pomogli w smiertelnej chorobie. (Nie piszcie, ze
chyba kuzyna brata dziecka siostry cos to dalo i wpis...)

TYLKO POWAZNE WPISY - SPRAWA JEST SMIERTELNIE ISTOTNA
Dziekuje.

Ps. Nie znam ludzi - zalozylam watek aby im jakkolwiek pomoc. Sama mam
dziecko i nie wyobrazam sobie czegos podobnego...
Obserwuj wątek
    • opierzona Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 01:22
      Nie wiem co moznaby bylo zrobic.

      Wiem czego napewno nie nalezy robic.
      Nie mozna uznawac tego co powiedzieli lekarze za prawde empiryczna.
      Nie mozna dac do zrozumienia dziecku ze cos jest nie tak z nim lub w jego otoczeniu.
      Sami rodzice szukaja sposobu zeby to przejsc i w nich jest prawdziwa nadzieja ze dziecko
      bedzie czulo sie szczesliwe nie wiedzac o swoim nieszczesciu (jesli jest to oczywiscie mozliwe)
      Jesli kazdy dzien jest rodzicow jest tylko dla dziecka.
      Jesli kazdą chwilą jaka moga mu sie poswiecic daja calych siebie.
      Jesli probuja zawrocic wiatr i rzeki dla niego to niech czuja sie pewni ze robia wszystko
      co temu dziecku moze pomoc.

      Ludzie "zdrowi" dowiadujacy sie o swojej chorobie i o tym ze maja jeszcze tylko
      kilka dni zycia, poddajac sie umieraja jeszcze wczesniej.
      Ludzie chorzy czujac sie zdrowo a noszac w sobie nieuleczalna chorobe "zabijajaca"
      w przeciagu paru tygodni, zyja lata.

      Wiem ze moge ranic kogos uczucia piszac takie rzeczy.
      Moim zyczeniem byloby tu aby te 3 miesiace byly najszczesliwszymi miesiacami
      w zyciu tego dziecka i jego rodzicow a nie 3 miesiacami udrek i niecierpliwosci
      kiedy sie cos takiego moze stac.

      Ciesz sie kazda chwila.
      Poznaj siebie.
      Kochaj innych.

      O.

      Smutno mi:(
      • wcyrku1 Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 12:18
        opierzona napisał:

        >
        >
        >
        >
        > Nie mozna dac do zrozumienia dziecku ze cos jest nie tak z nim lub w jego otocz
        > eniu.


        Zgadzam się z Twoją wypowiedzią lecz pewne rzeczy inaczej widzę

        Chory powinien wiedzieć - że jest w trudnej sytuacji ale nie ostatecznej
        -że rodzice i lekarze robią wszystko co jest możliwe
        - poznać mechanizm choroby z silnym akcentowaniem jak to było gdy był zdrowy!!!

        Podkreślasz znaczenie mentalnego nastwienia pacjenta do choroby lecz brakuje mi
        w Twojej wypowiedzi impulsu do pozytywnej aktywności mentalnej.
        Inaczej mówiąc chodzi mi o uruchomienie tzw efektu "placebo" wynikającego ze
        świadomej autosugestii.


        >
        >

        > Ludzie chorzy czujac sie zdrowo a noszac w sobie nieuleczalna chorobe "zabijaja
        > ca"
        > w przeciagu paru tygodni, zyja lata.
        >

        O to właśnie mi chodzi zabierając glos w tej sprawie.


        Poczynił bym także starania by choremu dać więcej szans na wyleczenie.
        zatrudnił bym specjalistę który nauczył by chorego prawidłowego oddychania,
        jest to istotny czynnik wzmacniający organizm, likwidujący depresje, wzmacnia
        aktywnośc mentalną, poprawiający reakcje na leki, nie mający działań ubocznych itd


        ps. niuska 77 założyła wątek z dobrego serca lecz nie znając rodziców jak
        wyobraża sobie pomoc w tej sprawie.
    • mag401 Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 09:44
      podaj imię dziecka i ilę ma lat. W imieniu dziecka powinni się
      zwrócić o pomoc rodzicebo może nie życzą soie tego typu pomocy.
      Ci uzdrowiciele mocno rezreklamowani nie będą mieli czasu na pomoc w
      systematyczny sposób. POdaj dane dziecka na moją pocztę bo na tym forum
      zacznie się głupia dyskusja.
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 12:22
        Nikt, nawet lekarz nie jest w stanie stwierdzić, ile ktoś będzie żyć. To
        dobrze, że istnieje mozliwość skonsultowania dziecka w USA. Tamtejsze szpitale
        mają większe mozliwości a przede wszystkim nie trzeba czekać w kolejkach na
        podstawowe badania.

        Niekonwencjonalne metody tego dziecka nie wyleczą. Nigdy,nikogo jeszcze nie
        wyleczyły z choroby nowotworowej.


        Mag, dlaczego zakładasz a priori, ze odbedzie sie tu głupia, jak to byłaś
        uprzejma określić, dyskusja?
    • green_land Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 20:19
      BSM jest dobre.
      • liina Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 24.11.06, 21:11
        W cyrku ma nieco racji, tylko ja opisuje takimi nieco enigmatycznymi pojeciami.
        On mowi min. o wizualizacji. W USA znaja sie na tej metodzie lepiej niz w
        Polsce. U dzieci ma ona wieksze szanse na powodzenie, gdyz dzieci male latwiej
        przyjmuja obraz, ktory im sie narzuca, niz dorosli, ale to musialby byc bardzo
        dobry specjalsita, ktory dzien w dzien by z dzieckiem cwiczyl wpajanie mu
        pozytynych obrazow, ktore by pobudzily jego organizm do wali, to ciezka sprawa i
        metoda ewentualnie dodatkowa, nie gwarantujaca wyleczenia, ale kto wie.U dzieci
        jest duzo bardziej skuteczna.
        • wcyrku1 Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 13.12.06, 23:56
          liina napisała:

          > W cyrku ma nieco racji, tylko ja opisuje takimi nieco enigmatycznymi pojeciami.
          > On mowi min. o wizualizacji.

          Nie tłumacz moich wypowiedzi - wizualizacja była tylko krótkim epizodem mojej
          nauki ASC
          Podręcznikowej /wymieniałaś kiedys jakiegoś autora/ wizualizacji nigdy nie
          stosowalem bo nawet nie czytałem, tak samo nie czytałem zadnego podręcznika
          jogi i tzw "klasycznej" medytacji. Wystarczy mi że poznalem cele zastosowań
          tych technik + akupunktury.


    • scept89 clinical trials 24.11.06, 22:49
      www.cancer.gov/clinicaltrials/
      Zwalczanie zaawansowanych nowotworow terapia oddechowa lub poprzez
      wdrukowywywanie pozytywnego ogladu wszechswiata pozostawmy szarlatanom.

      Ja moga kazda glupote napisac, np o "przciwnowotworowych trociczkach" ktore to
      sasiada-kuzyna-siostry mojej prababki "wyleczyly" z blizej nieokreslonego raka
      niewiadomo ani kiedy ani gdzie. Bez potrojnie slepej proby badajacej skutecznosc
      czegokolwiek opublikowanej w renomowanym medycznym czasopismie bylibysmy na
      poziomie odczyniania urokow i "leczenia" trzema zdrowaskami w piecu chlebowym.
      • wcyrku1 Re: clinical trials 25.11.06, 11:47
        scept89 napisał:

        > www.cancer.gov/clinicaltrials/
        > Zwalczanie zaawansowanych nowotworow terapia oddechowa lub poprzez
        > wdrukowywywanie pozytywnego ogladu wszechswiata pozostawmy szarlatanom.
        >
        > Ja moga kazda glupote napisac, np o "przciwnowotworowych trociczkach" ktore to
        > sasiada-kuzyna-siostry mojej prababki "wyleczyly" z blizej nieokreslonego raka
        > niewiadomo ani kiedy ani gdzie. Bez potrojnie slepej proby badajacej skutecznos
        > c
        > czegokolwiek opublikowanej w renomowanym medycznym czasopismie bylibysmy na
        > poziomie odczyniania urokow i "leczenia" trzema zdrowaskami w piecu chlebowym.
        >


        Widzę że nie jesteś sceptyczny tylko napisałeś nieprawdę nawiązując do mojej
        wypowiedzi.
        Napisałem o możliwości WSPOMAGANIA leczenia aktywując wpływ mentalny i
        rozwijając techniki oddechowe.


        ps. Byłbym wdzięczny za podanie mi jakiś linka w j.polskim gdzie badano i
        udowodniono że pogłębione oddychanie występujące np podczas zwiększonej
        aktywności fizycznej to tylko dostarczanie tlenu do mięśni a nie mające żADNEGO
        wpływu na ogólną jakość funkcjonowania organizmu.
        Oraz, że poprawianie technik oddechowych nie jest jednoznaczne z pogłebionym
        oddychaniem podczas aktywności fizycznej.

        Ponadto jeżeli jesteś przekonany że słusznie interpretujesz wpływ pieca
        chlebowego jako potrójnej próby trzech zdrowaśiek / bo tak sytuujesz poziom
        mojej wypowiedzi/
        nic nie stoi na przeszkodzie byś sam zorganizował zgodnie z obowiąz. procedurami
        badania nt ewent. braku wpływu większej aktywności mentalnej i fizycznej na
        proces leczenia - różnych chorób nawet raka. Jeżeli opublikujesz to po polsku to
        chętnie się zapoznam.
        • scept89 Re: "wspomaganie" 25.11.06, 21:32
          wcyrku1 napisał:
          > Widzę że nie jesteś sceptyczny tylko napisałeś nieprawdę nawiązując do mojej
          > wypowiedzi.
          > Napisałem o możliwości WSPOMAGANIA leczenia aktywując wpływ mentalny i
          > rozwijając techniki oddechowe.

          Rozumiem ze dodanie slowa WSPOMAGANIE przed np "terapia" rozgrzanym piecem
          chlebowym powoduje ze powolywanie sei na opublikowane badania medyczne staje sie
          niepotrzebne? Nie kryguj sie, tu jest scholar.google.com
          Znajdziesz powazne artykuly popierajace Twoje super-smiale tezy w leczeniu
          jakiegokolwiek nowotworu to wszyscy sie czegos dowiemy. Nie znajdziesz to znaczy
          ze za przeproszeniem nie poparte niczym farmazony wypisywac raczysz.

          > ps. Byłbym wdzięczny za podanie mi jakiś linka w j.polskim gdzie badano i
          > udowodniono że pogłębione oddychanie występujące np podczas zwiększonej
          > aktywności fizycznej to tylko dostarczanie tlenu do mięśni a nie mające żADNEGO
          > wpływu na ogólną jakość funkcjonowania organizmu.

          1) Dlaczegio nie w starogreckim albo Urdu? Przewazajaca wiekszosc wspolczesnej
          literatury medycznej jest jak wiesz w innym jezyku.

          2) Sprobuj oddzielic poglebione oddychanie od aerobowego wysilku fizycznego.
          Mozesz sie np. przebiec czterysta metrow spiewajac 'Miedzynarodowke" albo 'Boze
          Cos Polske' wedle upodobania. Da sie?

          3) to na osobnikach postulujacych jakies zjawisko nalozone jest obowiazek
          podania dowodow. Piszesz cos o oddechach ponoc wspomagajacych leczenie
          nowotworow to od Ciebi i innych glosicielach owych idei swiatlych domagamy sie
          dowodow a nie odwrotnie.

          Jak to mowia w Twoim widac ulubionym jezyku: "put up or shut up"

          O ile nie podasz linkow do recenzowanych publikacji nie mamy o czym gadac.
          • niuska77 Re: "wspomaganie" 25.11.06, 23:25
            Podobaja mi sie Twoje wypowiedzi 'scept89' - bardzo logiczne i brzmiace
            prawdziwie.
            Logiczny i poukladany swiat jak dotychczas nie pomogl dzieciakowi...
            Mi to bez roznicy czy zastosuje sie placebo czy pojdzie do szarlatana czy
            odczyni egzorcyzmy - jesli to ma pomoc - niech bedzie.

            Ponoc wiara to 70% szansy.
            Moze jestem naiwna ale wierze w niektore cudowne uleczenia (chocby te papieskie
            przypadki), moze byly na skutek samouzdrowienia chorego poprzez wielka sile
            ducha, moze z innego powodu - co za roznica? Oczywiscie nie wierze we wszystko
            ale w to co w mojej glowie sie miesci i da sie wytlumaczyc.

            Chodzilo mi o kontakt do wlasnie takich uzdrowicieli ALE nie bylekogo a kogos
            kto faktyczne przypadki udrowien ma na swoim koncie.
            I nie chce pozytywnych wibracji czy zastrzyku energii - chce zwyklego
            uzdrowiciela cudotworcy z dowodem na arsenal swoich wyleczonych owieczek....
            (Jak sie domyslam sporo osob pomysli, ze jestem niezle rabnieta w glowe)

            Ale tacy chyba nie czytuja forum, nie maja internetu...

            Boze pomoz jakos temu dzieciakowi...

            • tigerness.74 Re: "wspomaganie" 25.11.06, 23:39
              Nie wierzę w uzdrowicieli, w bioenergoterapeutów. Natomiast w sytuacji, w
              której nie miałabym nic do stracenia prawdopodobnie zmieniłabym zdanie.
              Do czego zmierzam-widziałam tego gościa w programie Ewy Drzyzgi-to Tadeusz
              Cegliński-bioenergoterapeuta. Nie wiem, czy pomoże Twojemu dziecku, ale z tego
              co widziałam, ma na koncie udowodnione przypadki uzdrowień...
              • tigerness.74 Re: "wspomaganie" 25.11.06, 23:42
                Poprawiam się-Dziecku któremu chcesz pomóc.
            • scept89 Re: "wspomaganie" 26.11.06, 14:45
              niuska77 napisała:
              > Logiczny i poukladany swiat jak dotychczas nie pomogl dzieciakowi...

              No coz, wyobrazmy sobie ze aby uratowac zycie Kowalskiego potrzebujemy srodka
              ktory zapobiega spadaniu (spadochrony niestety nie dzialaja dla pana K.).

              1) nie wynaleziono pigulki antygrawitacyjnej -> medycyna/nauka jest tutaj bezsilna

              2) zamiast antygrawitacyjnej pigulki mozesz zwrocic sie do inzynierow
              projektujacych bo ja wiem rakietowe buty i czapeczki ze smigielkami. Dziala to
              niekiedy na myszach, moze pomoze Kowalskiemu choc prawdopodobne ze jedynie noge
              mu urwie. Tutaj zaliczylbym proby kliniczne.

              3) mozesz takze wypisywac apele o adresy "sprawdzonych" producentow latajacych
              dywanow.

              > Moze jestem naiwna ale wierze w niektore cudowne uleczenia (chocby te >papieskie
              > przypadki), moze byly na skutek samouzdrowienia chorego poprzez wielka sile
              > ducha, moze z innego powodu - co za roznica?

              Wsrod zolnierzy idacych tyraliera na karabin maszynowy padnie bo ja wiem 95%.
              Myslisz ze kule 'przeznaczone' dla pozostalych 5% Wielki Manitou osobiscie reka
              odbil czy tez szczesliwcy oddychali w specjalny sposob wytwarzajac przed soba
              magiczne puklerze? Istnieje przypadek?

              W kazdym zjawisku biologicznym jest kolosalna liczba zmiennych.
              Prawdopodobienstwo zgonu czy dluzszego przezycia to czysta statystyka. Sam
              widzialem pacjenta z rakiem trzustki po 2 latach od rozpoznania potwierdzonego
              operacja i zapewne badaniem patologicznym. Chudy byl jak szczapa, obolalay i
              pozolkly straszliwie ale zyl. To ze przezywalnosc okreslalo sie w takim
              przypadku na nie dluzej niz 6miesiecy nie oznacza ze z setek i tysiecy pacjentow
              jeden ne przezyje znacznie dluzej, jak na razie diabli wiadomo dlaczego.
              Gdyby znachor X natarl w/w pacjenta swiezym moczem kozy to dla naiwnych
              oczywiste byloby stwierdzenie: 'mocz kozy leczy nowotwory'. Ma to taki sam sens
              jak stwierdzenie ze "utrzymal sie przy zyciu bo chodzil w czerwonych szortach".
              Zero zwiazku przyczynowow-skutkowego.


              • niuska77 Re: "wspomaganie" 26.11.06, 22:48
                Widzisz scept89... to kwestia sporna...

                Sa tacy co wierza w Boga i raj, inni tylko w teorie ewolucji a jeszcze inni
                tworza piekna hybryde aby zmiescilo sie jedno i drugie.
                Sa ludzie dla ktorych maja znaczenie tylko cyfry i udowodnione hipotezy sa tez
                filozofowie i psychologowie, ktorzy tylko czesc hipotez dowodza empirycznie -
                reszte przyjmuja jako prawidla wystepujace w wiekszosci (czyli metode da sie
                zastosowac do wszystkich).

                Sa po prostu rozni ludzie. Ty podajesz pieknie zobrazowane przyklady rzeczy
                niemozliwych lub nieprawdopodobnych - czuje tez lekka nute drwiny. Dobrze - nie
                mam tego emocjonalnego stosunku a przynajmniej niezbyt silny bo sprawa nie
                dotyczy mojego dziecka (ani Twojego - jesli je posiadasz).

                Ja doskonale rozumiem o czym piszesz. Pomysl jednak, ze to spotyka Ciebie... Ze
                wszystkie znane Ci i wiarygodne zrodla nie pomogly. Ze zewszad slyszysz tylko:
                nic juz sie nie da zrobic. Ciekawa jestem czy Ty pogodzilbys sie z tymi
                przepowiedniami...

                Ja mam corke i to jest taki rodzaj milosci jak zaden inny na swiecie - mysle,
                ze predzej pogodzilabym sie z utrata kogokolwiek innego z moich bliskich niz...
                nie bede nawet tego wymawiac... Kocham ja ponad zycie - oddalabym wszystko bez
                wiekszego problemu - nawet swoje zycie.
                Probowalabym wszystkiego co mi sie w glowie miesci i co nie - oczywiscie to co
                uznalabym za wiarygodne na swoja logike - choc z drugiej strony w skrajnym
                stanie pewnie logika by umknela. Jesli masz dziecko to wiesz o czym pisze -
                jesli nie to kompletnie tego nie zrozumiesz.

                Podjelam niezbyt wielki wysilek zakladajc ten watek aby jakos pomoc - natomiast
                mam poklady wiary w to obce dla mnie dziecko. Jestem z nim calym sercem i
                chcialbym aby zylo.

                Mam wrazenie, ze bardzo roznimy sie poziomem empatii bo jak pisalam wczesniej
                wszystkie Twoje argumenty sa do przyjecia, jasne i zrozumiale.
                • snajper55 Re: "wspomaganie" 26.11.06, 23:30
                  niuska77 napisała:

                  > Mam wrazenie, ze bardzo roznimy sie poziomem empatii bo jak pisalam wczesniej
                  > wszystkie Twoje argumenty sa do przyjecia, jasne i zrozumiale.

                  Pomijasz jedną rzecz. Utożsamiasz się z matką (co rozumiem), która musi mieć
                  świadomość, iż zrobiła wszystko, co mogła. Pomyśl jednak o dziecku, wożonym z
                  jednego krańca Polski na drugi, poddawanym zabiegom czasem bolesnym, czasem
                  odrażającym, zawsze nic nie dającycm. Dziecku męczonym, odseparowanym od
                  bliskich osób, rzeczy, miejsc. Czy te może ostatnie swoje chwile nie powinno
                  spędzić w spokoju, otoczone miłością i czułością ? W domu, a nie w podróży ? Z
                  matką spokojną i wyciszoną, poświęcającą mu czały swój czas a nie z rozdygotaną
                  kobietą rzucającą się nerwowo od jednego cudotwórcy do drugiego ?

                  S.
                  • niuska77 Re: "wspomaganie" 28.11.06, 13:06
                    poruszyles niezwykle wazny temat... trafiles niemalze w sedno rozterki...

                    Jakos wczoraj wyszlo, ze lekarze odradzili matce wyjazd do USA: tam stosuja
                    drastyczne metody a szansa na przezycie to promil - czy chce Pani na ostatnie
                    chwile zycia dziecka zafundowac mu koszmar?...

                    Nie wiem... Nie mam pojecia co bym zrobila...

                    Dziecko i tak nie bardzo moze byc w domu bo ma specjalne, sterylne
                    pomieszczenie w szpitalu - takze cieplo i zacisze domowe to i tak mrzonki...
                    Kazdy jeden specjalista, profesor czy cudotworca musialby sie osobiscie
                    pofatygowac do chlopca. Maly nie jest w podrozy a przykuty do lozka...
                • scept89 Re: "wspomaganie" 27.11.06, 00:26
                  niuska77 napisała:
                  > Sa po prostu rozni ludzie. Ty podajesz pieknie zobrazowane przyklady rzeczy
                  > niemozliwych lub nieprawdopodobnych - czuje tez lekka nute drwiny.

                  Jesli tak to przepraszam. Nie bylo to moim celem. Zapedzilem sie erystycznie.

                  >Pomysl jednak, ze to spotyka Ciebie... Ze
                  > wszystkie znane Ci i wiarygodne zrodla nie pomogly. Ze zewszad slyszysz tylko:
                  > nic juz sie nie da zrobic. Ciekawa jestem czy Ty pogodzilbys sie z tymi
                  > przepowiedniami...

                  No coz, mysle ze z duzym prawdopodobienstwem moge "przepowiedziec":

                  'ani ja ani Ty nie bedziemy zyc za 100lat'

                  Czy pogodzisz sie z ta "przepowiednia"? A jesli sie nie pogodzisz to co?
                  Pozyjesz dluzej? Rzeczywistosci nie da sie zaklinac. Nasz zgoda na smierc lub
                  jej brak zero zmienia. Mimo najwiekszej empatii czy rozpaczy nonsens pozostaje
                  nonsensem.
                  Wierz mi to nie jest tak ze ci ktorzy smiertelnie chorego dziecka nie zawioza do
                  wiejskiej znachorki/bioenergoterapeuty/etc. kochaja je mniej.

                  Pozdr.
                  • niuska77 Re: "wspomaganie" 28.11.06, 13:17
                    scept89 napisał:

                    > 'ani ja ani Ty nie bedziemy zyc za 100lat'

                    Pewnie, ze nie ale 6 lat to jednak niewiele... Rodzi sie dziecko - przeogromne
                    szczescie, kazdy usmiech, krok, slowo, rysuneczek - wszystko to napawa Cie
                    niesamowicie energia, duma - mozesz wszystko zniesc majac przy sobie takiego
                    malego czlowieka... a tu...


                    > Wierz mi to nie jest tak ze ci ktorzy smiertelnie chorego dziecka nie zawioza
                    do wiejskiej znachorki/bioenergoterapeuty/etc. kochaja je mniej.


                    Oczywiscie - wcale tak nie uwazam. Jedni z milosci podsuwaja dziecku wszystko
                    pod nos - skutkeim czego rosnie sobie taki nieporadny, zalezny od innych
                    osobnik. Inni z milosci stosuja metode: radz sobie sam i nie tylko nie pomagaja
                    a jeszcze utrudniaja w zyciu - skutkiem czego rosnie sobie zaradny, wyzuty z
                    uczuc i chlodny osobnik. Jeszcze inni z milosci (przynajmniej tak oni twierdza)
                    porzucaja swoje potomstwo bo sa zdania ze nie podolaja i gdzie indziej bedzie
                    mu duzo lepiej...
                    Kazda milosc jest inna.
          • wcyrku1 Re: "wspomaganie" 13.12.06, 23:36
            scept89 napisał:

            >

            >
            > Rozumiem ze dodanie slowa WSPOMAGANIE przed np "terapia" rozgrzanym piecem
            > chlebowym powoduje ze powolywanie sei na opublikowane badania medyczne staje si
            > e
            > niepotrzebne?


            Rozumiem że nie czytasz ze zrozumieniem a do tego usiłujesz manipulować moimi
            wypowiedziami łącząc je z wygodnymi Twojej koncepcji pomysłami.
            To Ty przecież połączyłeś moje wspomaganie z nowotworową "terapią" pieca
            chlebowego.

            Jezeli nie rozumiesz co to znaczy wpływ mantalny lub autosugestia to nic nie
            pomoże Ci cytowanie w różnych jezykach uczonych wywodów. Musisz po prostu
            wrócić wspomnieniami do dzieciństwa i przypomnieć sobie dlaczego matka tuliła i
            glaskała gdy nabiłeś sobie guza. Chyba że wcale nie miałeś matki!



            Nie kryguj sie, tu jest scholar.google.com
            > Znajdziesz powazne artykuly popierajace Twoje super-smiale tezy w leczeniu
            > jakiegokolwiek nowotworu to wszyscy sie czegos dowiemy. Nie znajdziesz to znacz
            > y
            > ze za przeproszeniem nie poparte niczym farmazony wypisywac raczysz.
            >
            >


            Nie wiem dlaczego nazywasz krygowaniem wytykamie Ci manipulacji. czyzby to był
            Twój ulubiony język "naukowy"?

            >
            >

            >
            > 2) Sprobuj oddzielic poglebione oddychanie od aerobowego wysilku fizycznego.
            > Mozesz sie np. przebiec czterysta metrow spiewajac 'Miedzynarodowke" albo 'Boze
            > Cos Polske' wedle upodobania. Da sie?

            Co za bzdury - to sam wymysliłeś czy znalazłes w necie?

            >
            >
            >
            > O ile nie podasz linkow do recenzowanych publikacji nie mamy o czym gadac.


            A to bez linkow nie umiesz gadać? sam nie umiesz myśleć
            czy jak myślenie boli to stosujesz np recenzowany w publikatorach paracetamol ?

            Tym się właśnie różnimy, ze Ty cytujesz z linków a ja umiem zablokować w jedną
            sekundę ból nerki , dysku,urazu itd. właśnie stosujac techniki oddechowe,
            rozlużniające w połączeniu z celowaną autostymulacją mentalną.


            • snajper55 Re: "wspomaganie" 14.12.06, 01:38
              wcyrku1 napisał:

              > Tym się właśnie różnimy, ze Ty cytujesz z linków a ja umiem zablokować w jedną
              > sekundę ból nerki , dysku,urazu itd. właśnie stosujac techniki oddechowe,
              > rozlużniające w połączeniu z celowaną autostymulacją mentalną.

              Masz odpowiedniego nicka. Monety z nosa też potrafisz wyciągać ?

              S.
              • scept89 Re: "wspomaganie" 14.12.06, 02:08
                snajper55 napisał:

                > wcyrku1 napisał:
                >
                > > Tym się właśnie różnimy, ze Ty cytujesz z linków a ja umiem zablokować w
                > jedną
                > > sekundę ból nerki , dysku,urazu itd. właśnie stosujac techniki oddechowe
                > ,
                > > rozlużniające w połączeniu z celowaną autostymulacją mentalną.
                >
                > Masz odpowiedniego nicka. Monety z nosa też potrafisz wyciągać ?
                >

                monety byc moze tak. ale juz nie linki. te sa po prostu nie do wyciagniecia dla
                bunczucznych oszolomow.
                • wcyrku1 Re: "wspomaganie" 14.12.06, 13:25
                  scept89 napisał:

                  > snajper55 napisał:
                  >
                  > >
                  > > Masz odpowiedniego nicka. Monety z nosa też potrafisz wyciągać ?
                  > >
                  >
                  > monety byc moze tak. ale juz nie linki. te sa po prostu nie do wyciagniecia dla
                  > bunczucznych oszolomow.



                  Mój nick jest starannie przemyślany, odpowiedni do prowadzenia poważnej uczonej
                  dyskusjii z czołowymi linkowcami na f.zdrowie :})

                  Buńczuczny oszołom ? - ja wiem co potrafię a Ty nie musisz sie przypominać
                  że najlepiej manipulujesz cudzymi wypowiedziami,

                  Jeżeli dalej nie akceptujesz wpływu pozytywnego nastawienia mentalnego na
                  zdrowy/chory organizm to Twój problem

                  Poziom tej pozytywnej aktywności można w b. szerokim zakresie wyćwiczyć
                  poczynając od przywoływania doświadczeń z dzieciństwa :)

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=53278609&wv.x=2&a=53918080

                  Proponuję by pisząc odpowiedz przed kazdą napisaną literą wykonać trzy
                  pogłebione oddechy
                  gwarantuję - jasność umysłu zapewniona

                  Pozdr zcyrku@malpa
        • wcyrku1 Re: clinical trials 10.02.07, 20:05
          wcyrku1 napisał:

          > scept89 napisał:
          >
          > >
          > > Zwalczanie zaawansowanych nowotworow terapia oddechowa lub poprzez
          > > wdrukowywywanie pozytywnego ogladu wszechswiata pozostawmy szarlatanom.
          > >
          > > Ja moga kazda glupote napisac, np o "przciwnowotworowych trociczkach" kto
          > re to
          > > sasiada-kuzyna-siostry mojej prababki "wyleczyly" z blizej nieokreslonego
          > raka
          > > niewiadomo ani kiedy ani gdzie. Bez potrojnie slepej proby badajacej skut
          > ecznos
          > > c
          > > czegokolwiek opublikowanej w renomowanym medycznym czasopismie bylibysmy
          > na
          > > poziomie odczyniania urokow i "leczenia" trzema zdrowaskami w piecu chleb
          > owym.
          > >
          >
          >
          > Widzę że nie jesteś sceptyczny tylko napisałeś nieprawdę nawiązując do mojej
          > wypowiedzi.
          > Napisałem o możliwości WSPOMAGANIA leczenia aktywując wpływ mentalny i
          > rozwijając techniki oddechowe.
          >
          >
          > ps. Byłbym wdzięczny za podanie mi jakiś linka w j.polskim gdzie badano i
          > udowodniono że pogłębione oddychanie występujące np podczas zwiększonej
          > aktywności fizycznej to tylko dostarczanie tlenu do mięśni a nie mające żADNEGO
          > wpływu na ogólną jakość funkcjonowania organizmu.
          > Oraz, że poprawianie technik oddechowych nie jest jednoznaczne z pogłebiony
          > m
          > oddychaniem podczas aktywności fizycznej.
          >
          > ...
          >
          > badania nt ewent. braku wpływu większej aktywności mentalnej i fizycznej na
          > proces leczenia - różnych chorób nawet raka.
          >

          Znalazlem dzisiaj linki w spr poruszanej w w/w temacie

          nie jest to renomowane czasopismo więc nie godne czytania przez wypisujacego
          piguły ale przynajmniej po polsku. W linkach są spisy treści tych publikacji /w
          tygodniu kupię je sobie by wyrobić sobie zdanie nt ich poziomu/ cokolwiek tam
          napisano to i tak jest to tylko FRAGMENT możliwości łącznego stosowania
          technik oddechowych w połączeniu z mentalną autostymulacją, zaznaczam że limfa
          jest w sposób szczególny podatna na działania mentalne


          www.rehabilitacji.pl/index.php?s=karta_spis&id=195
          Wyżej m.in. o fizjoterapi oddechowej w onkologi

          www.rehabilitacji.pl/index.php?s=karta_spis&id=1956

          www.rehabilitacji.pl/index.php?s=karta_spis&id=220
    • no1teresa Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 26.11.06, 09:31
      prof. Julian Aleksandrowicz juz w latach 60-tych ubieglego wieku mial bardzo
      liczne przypadki wyleczen bialaczek ostrych i bialaczek limfatycznych tylko i
      wylacznie magnezem
      nie wiem, czy Mg jest skuteczny we wszystkich rodzajach bialaczki, ale warto
      wiedziec
    • silvja Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 26.11.06, 21:11
      w goczałkowicach(śląsk) ryszard bąk bedzie od 11 grudnia do 16-go
      • bekasia1 Re: ** Dziecko umiera 27.11.06, 21:23
        Ponad 20 lat temu umarła moja siostra, umarła na białaczkę szpikową.
        Dzisiaj być może udałoby się ją uratować przeszczepem szpiku.
        ***
        Wiesz czego najbardziej żałuję? Otóż tego, że nie pożegnałam się z nią za
        życia. Do końca udawaliśmy z rodzicami, że to tylko przejściowa choroba, a
        siostra, chociaż była w wieku 13 lat zdawała sobie sprawę, że umiera.
        ***
        Z drugiej strony w tak tragicznej sytuacji trzeba się łapać wszystkiego.
        Szkoda, że odpada zastosowanie metody BMS i urynoterapii, bo przy stosowaniu
        ich nie można przyjmować lekarstw.
        • snajper55 Re: ** Dziecko umiera 28.11.06, 00:00
          bekasia1 napisała:

          > Szkoda, że odpada zastosowanie metody BMS i urynoterapii, bo przy stosowaniu
          > ich nie można przyjmować lekarstw.

          Urynoterapia to chyba po to, aby choremu obrzydzić życie ?

          S.
    • imagiro Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 27.11.06, 22:14
      www.chilel-qigong.com/
    • niuska77 Dziekuje 28.11.06, 13:25
      Bardzo DZIEKUJE Wszystkim, ktorzy wniesli pozytywne mysli i zyczenia oraz tym,
      ktorzy podali jakis kontakt/ pomysl.

      Sama tez sobie cos przypomnialam i znalazlam kogos :)

      Mam prosbe: czy moglibyscie udzielic duchowego wsparcia w tej sprawie? Choc raz
      pomyslec o tym dzieciaczku i zyczyc mu aby przezyl?
      Niektorym uzytkownikom, bioracym udzial w dyskusji moze to sie nie spodoba ale
      Was tez prosze o jedna ciepla mysl w strone chlopca. O jeden maly przeblysk
      prawdziwej (nieudawanej) wiary w Waszym sceptycyzmie.


      Bardzo Was prosze.
      • zyrafa46 Re: Dziekuje 11.02.07, 15:08
        > Mam prosbe: czy moglibyscie udzielic duchowego wsparcia w tej sprawie? Choc
        raz pomyslec o tym dzieciaczku i zyczyc mu aby przezyl?<


        Opisz jak chłopczyk wygląda (też jego imię), będzie łatwiej myśleć. Oczywiście
        chodzi o opis zdrowego, szczęśliwego dziecka, w czułych rękach rodziców.
        O! :-)))
        Żyra
    • jurek1976 Re: ** Dziecko umiera - niekonwencjonalna metoda. 10.02.07, 20:29
      Specjalista onkologii dziecięcej powiedział mi , że
      dzieci mają dużo większe szanse niż dorośli .
      Wzmocnić organizm dziecka .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka