jnkk
26.12.06, 00:11
Witam,
Mój problem jest trochę skomplikowany, więc może zaczne od początku. Mam 21
lat, 158 cm wzrostu. Zaczęlam sie odchudzać jako nastolatka, zwykle glupimi
zrywami (typu 500 kalorii dziennie), ale do 19 roku życia nie mialam
szczególnych problemów z wagą (okolo 52 kg, z wahaniami w obie strony max 2
kg.). Później, prawdopodobnie w związku z przyjmowaniem Diane25 (mam
zaburzenia hormonalne) utylam nieco. Nalozylo się to na epizod depresyjny i
zaczęlo się objadanie, wymiotowanie, herbatki, idiotyczne pseudo-diety..
Wtedy prawdopodobnie nieco siadł mi metabolizm - od tamtego czasu nie jem
więcej niż 1500 kalorii dziennie (nie mówiąc już o tym, że nie jestem w
stanie tych #$%^& kalorii NIE liczyć..)
Rok temu udalo mi się doprowadzić swoją wagę do satysfakcjonującego punktu
(52kg), ale potem (najprawdopodobniej znów przez tabletki antykonc.) w pól
roku utylam 6 kg.
Tabletki w koncu zmienilam (pomoglo, więc prawdopodobnie to byla przyczyna
problemu), ale w międzyczasie znów wpadlam w bulimiopodobne problemy.
W tym momencie wazę 58 kg (z czym czuje się fatalnie, bo to zdecydowanie nie
te rozmiary do których przywyklam), ćwiczę aikido (średnio 2 razy po 1,5
godziny w tygodniu) i gimnastykuję się codziennie (20-30 min). Jem zwykle
poniżej 1300 kalorii dziennie, ale czasem po prostu tracę kontrolę i obżeram
się słodyczami, albo czymkolwiek.
Nie chodzi mi o to jak szybko stracić zbędne kilogramy. Raczej chcialabym
prosić o radę - jak zacząć NORMALNIE jeść, bez obawy że utyję i że robię
krzywdę swojemu organizmowi?
I drugie pytanie - czy jeśli przyrost wagi byl spowodowany gromadzeniem się
wody w organizmie (pigulki), to - przy zalozeniu ze będę "normalnie" jeść i
ćwiczyć - mogę liczyć na poprawę?