roasen
09.11.08, 13:04
Witam,
6 dni temu, w trakcie normalnej przechadzki po korytarzu szkolnym, byłem blisko sytuacji, w której kilku geniuszy bawiło się w wydawanie sobie uderzeń w krocze.. Niefortunnie jeden odskoczył i całkowicie niezamieszany w sprawę ja, otrzymałem uderzenie w jądra. Ból był z początku mocny - zgięło mnie w pół, kłujący ból.. Przez około godzinę robiło się coraz lepiej. Po sprawdzeniu, nie zauważyłemm żadnego obrzęku, zaczerwienienia, napuchnięcia, ani nic podobnego. Samo jądro także nie zmieniło się w kształcie w porównaniu z drugim jądrem. Uciskanie go nie powodowało bólu (oczywiście uciskanie w granicach rozsądku - mam na myśli to, że lekkie uciskanie zarówno na nienaruszonym, jak i uderzonym jądrze nie powoduje wzmożonego bólu - nie ma żadnej reakcji). Niemniej ból cały czas odczuwałemm. Od przedwczoraj ból konsekwentnie znikał. Wczoraj nie było już właściwie żadnych problemów i takim sposobem od dwóch dni nie odczuwam już żadnego pulsującego bólu, czy bólu bez wyraźnej przyczyny, samego z siebie. Niemniej, bardzo rzadko (dosłownie raz, dwa razy na dzień) przez kilka minut nie tyle boli mnie, co.. "czuję" ("rwie"?) punkt na prawym jądrze, w które zostałem uderzony. Kiedy coś robię, czyli przez 90% dnia, nic się nie dzieje. Jednakże rano i wieczorem czuję lekkie rwanie (oczywiście całkowicie bez porównania z tym, co było 4 dni temu). Co to może być? Czy to nadal normalne? Wczoraj nagle rwanie przeszło z prawego na lewe jądro - może ktoś z Was dostał już kiedyś w jądra i wie, ile to u niego trwał ból, jakie były konsekwencje itd.?