Gość: kasia
IP: *.icpnet.pl
15.12.03, 19:00
Witam chciałabym się z wami podzielić sytuacją jaka mi się przytrafiła.
Kilka lat temu zachorowałam na sclerodermie...ustalenie diagnozy trwało ok
pół roku... przez ten czas leczono mnie na to co nie trzeba wycięto
migdały/niepotrzebnie/ itd. Nie czułam się lepiej tylko coraz gorzej w końcu
po wielu miesiącach postawiono diagnozę, zastosowano sterydy i przez jakiś
czas był spokój, niestety okazało się że choroba silnie postępuje ciągłe
wizyty u lekarza, i na oddziale spowodowały że straciłam pracę... czułam się
żle lekarze rozkładali ręce i stosowali nowe leki, czułam się jak królik
doświadczalny, każde nowe leczenie nie przynosiło poprawy.
Byłam załamana. słaba psychicznie i fizycznie.
W końcu znajoma powiedziała mi o lekarzu bioenergoterapeucie, zawsze byłam
sceptyczna w tym względzie, śmiałam się z tego całego czarowania, bo jak
można wyleczyć człowieka dotykając jego głowy itd Byłam jednak tak
zrezygnowana ze ... poszłam
:)
Dowiedziałam się tam na co jestem chora, jak długo choruję...które części
mojego ciała zajęła choroba, zbaraniałam
póżniej, był seans energetyczny jak to się ładnie mówi
Na drugi dzień po wizycie czułam się jak nowo narodzona... po tygodniu
zrobiłam wyniki, lekarz powiedział że zdażają się poprawy i zmiejszył dawkę
sterydów...
Byłam sceptyczna ale już nie jestem
bioenergoterapeuta mi pomógł.