A rzecz niby prosta bo pobranie moczu u półtorarocznej dziewczynki. Czytałam
Wasze porady aż po 2005 rok i nadal nie daję rady. Udało mi się to w życiu
trzy razy, teraz Aga nabrała wprawy w wstrzymywaniu najwyraźniej bo w sobotę
siedziałam z nią od 6:15 do 10:00 i nie udało mi się złapać ani kropelki

((
A dzisiaj powtórka z rozrywki. 2 i pół godziny i znów ani kropli. Doprowadza
mnie to do łez i wściekłości co na pewno nie poprawia sytuacji, bo ona w końcu
zacznie się bać robić siku w ogóle albo co. Dzisiaj tkwiłam z przytkniętym do
niej kubeczkiem przez bite dwie godziny (oczywiście MiniMini cały czas grać
musiało) po tym czasie musiałam do toalety. Wzięłam ją ze sobą ale mi się
wysmyknęła. No i oczywiście zanim ją dopadłam zrobiła piękną kałużę. I tak
jest robi jak ja ją choćby na chwilę zostawię- bo starszak sok rozlał, bo
telefon dzwoni itd. Do tego robi króciutkimi tryśnięciami i wstrzymuje jak
tylko się zbliżę. A ja sprzątam tylko kałuże klnąc pod nosem. Nie wiem co mam
zrobić przecież nie będę jej robić cewnikowania przez własną nieudolność

((
W czerwcu miała ZUM (w każdym razie bardzo poważna infekcję bakteryjną) a
tydzień temu lekarka zadzwoniła, że w badaniu jest 10 do 4 e-coli i trzeba
powtórzyć

Szczepienie jej odwlekam już piaty miesiąc. Buhuhuhu mamy rozbity
cały dzień, zły humor obie i jestem w dołku