Dodaj do ulubionych

Szpitale - gdzie jakie warunki?

22.12.04, 09:08

Obserwuj wątek
    • madziulec Re: Szpitale - Warszawa Bielanski - Kawa.z.c 22.12.04, 09:09
      Kalinka była w szpitalu dwa razy.Raz przy okazji bezdechu w czwartym miesiącu,a
      potem przy pseudomonasie.Łącznie pobyty trwały miesiąc i te właśnie cztery
      tygodnie chcę wymazać z pamięci. Warszawski Szpital Bielański może nie ma
      najlepszej w kraju opinii,ale znajduje się w zasięgu trzech minut jazdy
      samochodem od miejsca w którym mieszkamy. Pierwszy raz był
      koszmarny,przepełnione sale,duszno,bo mamusie nie pozwalały przewietrzyć choć
      odrobinę no i brak miejsca do spania związany z zakazem wnoszenia materacy i
      leżaków. Na szczęście pielęgniarki w szpitalu były fantastyczne i patrzyły
      przez palce na różne formy koczowania nocnego. Ja i tak miałam
      dobrze,samodmuchajacy się materacyk bach,pod łóżeczko i jakos dało się
      przespać. Natomiast matki spiące na leżakach...na siedząco! Litości... Potem
      były trzy tygodnie zum-u. I znów Bielański,bo blisko,a dziecko właściwie
      nieprzytomne. Lekarze,pielęgniarki super,ale warunki "życiowe" jeszcze gorsze
      niż za pierwszym razem. Materacyk to był luksus na który pozwolono mi tylko
      dlatego,iz wiedziano,że mam dwoje dzieci i że jeżdżę od jednego do
      drugiego,więc muszę się choć chwilę przespać. W dzień plastikowy zydelek. Po
      pewnym czasie,kiedy tylko Kalinka zasypiała,szłam do pielęgniarek po pieluchy
      do składania,tak mnie tyłek i plecy bolały,potrzebny był pretekst,żeby trochę
      postać. Teraz,kiedy mamy operacje w perspektywie jestem zdolna zapłacic każde
      pieniądze,żeby tylko byc z dzieckiem sama w pokoju.Lub choćby w 2-osobowej
      sali. Ostatni pokój szpitalny w jakim byłam był okresowo nawiedzany przez
      mamusię-narkomankę,przez co nie mogłam w nocy spac ze strachu (i nie tylko
      zreszta ja),bo owa kobieta ćpała sobie w najlepsze, nie krępując sie
      nikim,wprost na sali,a potem zasypiała na własnym dziecku (!!!).
      • ziuta74 Re: Szpitale - CZD 22.12.04, 10:27
        pobyt w CZD trzeba rozroznic ze wzgledu na oddzial.
        bylam na dwoch: urologia i patologia noworodka
        najpierw o urologii - odnowiony oddzial, super mila i fachowa opieka lekarsko -
        pilegniarska. najwiekszy minus to fakt, ze nie mozna zostac z dzieckiem na noc.
        po 22:00 rodzice sa wypraszani. mozna miec izolatke, ale akurat jak my tam
        bylismy to byla w remoncie. mozna wrocic na oddzial o 6:00 i byc przez caly
        dzien. jest opcja oplacenia pielegniarki na noc, ktora jest dedykowana tylko do
        twojego dziecka i siedzi przy nim non-stop. kosztuje to 120pln za 8h

        patologia noworodka - super mila opieka lekarsko - pielegniarska. mozna zostac
        na noc, ale warunki sa s t r a s z n e! na szczescie na patologie trafiaja
        tylko dzieci w 1 miesiacu zycia, wiec juz mi powrot tam nie grozi.

        matki spia na podlogach. noca chodza pielegniarki zeby podlaczac dzieciom pompy
        z antybiotykami i potykaja sie o koczujace matki. je sie w poczekalni dla
        pacjentow. w kucki przy rozpadajacym sie stoliku. i wnosi sie bakterie z
        zewnatrz.
        swoja droga dlaczego ludzie nie rozumieja ze trzeba zostawic kurtke w szatni i
        nalozyc ochraniacze foliowe na buty, a nie wnosic ten caly syf z ulicy na
        oddzial?
        dlaczego ludzie wsiadaja do windy ktora jest tylko dla pacjentow i maja na
        sobie okrycie wierzchnie a wewnatrz sa kilkudniowe dzieci w inkubatorach albo
        dzieci wiezione wlasnie na operacje z roztrzesionymi rodzicami, albo dzieci
        przewozone po nocy na oiomie. ludzie, tym dzieciom moze zaszkodzic kazda jedna
        bakteria.
        wracajac do oddzialu patologii, warunki sanitarne sa koszmarne. toalety brak,
        stolowki brak, na obchod wszystko musi byc pochowane do szafy tak zeby pozornie
        wygladalo ze jest czysto.
        nie moge powiedziec zlego slowa na pielegniarki (no moze ze 2 bym udusila
        wlasnymi rekoma, ale reszta super)
        nie moge tez powiedziec zlego slowa nt lekarzy. oczywiscie sa bardziej wylewni
        i mniej wylewni, ale opieka nad dzieckiem na najwyzszym swiatowym poziomie.
        antybiotyki najnowszej generacji, drogie i nowoczesne (tak powiedzial inny
        lekarz po obejrzeniu naszego wypisu ze szpitala).

        od mojego pobytu w czd nie jestem obojetna na zadna akcje charytatywna, ktorej
        celem jest zbiorka pieniedzy na ten szpital. jest to miejsce przepelnione takim
        smutkiem i cierpieniem tylu dzieci, ze trzeba tam byc zeby to zrozumiec.
        wszystkie dzieci sa warte tego zeby moc byc leczonym w przyjemnych i godnych
        warunkach. sa dzieci ktore spedzaja tam wiekszosc swojego zycia i to miejsce
        musi wygladac lepiej bo to ich drugi (a czasem pierwszy) dom
      • 0wiolcia0 Żeromski Kraków chrurgia dzieci 05.11.14, 21:30
        Byliśmy tam już 3razy. Warunki ok, jak już ktoś pisał sale 2/3 osobowe, łóżko dla rodzica. Dostęp do wyposażonej kuchni, łazienki. Personel ok, chociaż niektóre pielęgniarki próbują zabierać dziecko do zabiegowego bez rodzica, jak rodzic nie protestuje to zostaje za drzwiami. Lekarze mają obchód 3 razy dziennie i zawsze można o wszystko zapytać, starają się wszystko jasno wytłumaczyć. Jeśli ktoś już musi wybierać szpital w Krakowie dla dziecka z problemami urologicznymi i nefrologicznymi to ten wybór jest najlepszy. Na oddziale jest urolog dziecięcy i nefrolog również.
    • gajdzia Re: Szpitale - gdzie jakie warunki? 27.12.04, 21:20
      pierwszy rok zycia Emilki - spędziliśmy w sumie trzy czy cztery miesiace na
      Działdowskiej - na patologii noworodka - nie mozna zostawać na noc - byłam z
      małą do 24 i przychodziłąm na szóstą rano na karmienie. Całe dnie na
      plastikowym krzesełku. Na oddziale C - można nocować na karimacie pod
      łóżeczkiem dziecka (tym krótkim wiec nogi pod brodą) nie ma łązienki (jedna na
      cały szpital dla wszystkich rodziców bez prysznica i wypełniona szczelnie
      palaczami - mam nadzieję ze to się zmieniło.
      CZD juz tu opisano. W tym roku kiedy Emilka musi być hospitalizowana jedziemy
      do Dziekanowa Leśnego. Jestesmy zadowolone z opieki i z warunków - każda matka
      sama z dzieckiem w pokoju płatne około 20 złotych za dobę. Szpital ma bardzo
      dobrego specjalistę od USG i dobrych chirurgów urlolgów. W razie
      specjalistycznych badań - jeśli szpital nie posiada sprzętu np. tomografu
      komputerowego (przynajmniej nas przewozili) przewożą dziecko karetka do CZD.
    • beata963 Re: Szpitale - gdzie jakie warunki? 02.01.05, 19:35
      Witam
      Leczę synka od 15 m-c w Krakowie - Szpital im. Żeromskiego.
      Personel bardzo kompetentny i przyjazny zarówno dla dzieci jak i rodziców.
      Po przeczytaniu powyższych postów stwierdzam , że warunki dla matki i dziecka
      sa tu wprost rewelacyjne : sale 2 , 3 osobowe , mama ma łóżko (odpłatość 12 zł.
      za dobę , mama karmiąca niepłaci).Łóżka oddzielone są od siebie pionowymi
      roletami co zapewnia troszkę intymności .W salach TV (na monety) Do dyspozycji
      kuchnia z mikrofalą ,czajnikiem , kuchenką i lodÓwką .Na korytarzu WC oraz
      prysznic.
      Beata
    • antonina_74 Re: Szpitale - gdzie jakie warunki? 04.01.05, 13:41
      Zosia była raz, na Działdowskiej, na oddziale nie wiem czemu, gastrologicznym
      czy jakoś tak.
      Od razu na początku ogromny minus, położyli ją na sali z dziewczynką z
      rotawirusem. Bo tylko jedna sala z malutkimi łóżeczkami a w wywiadzie Zosi były
      jedne wymioty. Oczywiście w dniu kiedy miałyśmy wyjść do domu, okazało się że
      wirus dopadł i Zosię i z 3 dni zrobiło się 8 sad
      Warunki jak warunki, spanie na fotelu przynoszonym na noc ze świetlicy, mycie
      po kryjomu w łazience dla pacjentów. Niedogadanie się w sprawach diety - w
      ostatnim dniu odkryłam w oddziałowej lodówce 12! butelek Nutramigenu
      przygotowanych dla Zosi, plus 4 butelki zupy, o których nikt mi nie powiedizał,
      przynosili z kuchni, ładowali do lodówki a ja robiłam wlasne mleko. Marnowanie
      pieniędzy sad
      Pielęgniarki miłe ale wychodzą z założenie że skoro jest matka to matka
      wszystko zrobi sama. Jedyne co robiły same to kroplówki podłączały, resztę,
      czopki, termometr, inhalator, po prostu przynosiły i radź sobie sama. mimo że
      Zosia była strasznie oporna w łykaniu antybiotyku ze strzykawki i potrzeba było
      jednej osoby do trzymania a drugiej do wlewania.
      Lekarka nasza-prowadząca miła, kompetentna, ciepła, ale już jeden dyżurny
      koszmar, nic się nie mogłam od niego dowiedzieć, wyjdziecie na przepustkę albo
      nie, może dziś, może jutro, kto to wie itp.
      I jeszcze ten totalitarny "ustrój" szpitala - łatwo wejść trudniej wyjść niż z
      więzienia.
      W ogóle szpital to koszmarne miejsce, nie rozumiem czemu jeśli całe leczenie
      polega na 2 zastrzykach na dobę, nie można tego robić w domu, w domu nie ma
      ryzyka złapania dodatkowej choroby od sąsiada z sali, czy od odwiedzających.
      Jeśli będzie następny raz to raczej zapłacę prywatnie pielęgniarce żeby
      przychodziła z zastrzykiem niż oddam Zosię do szpitala.
      • madziulec Re: Szpitale - jedzenie dla malych dzieci 04.01.05, 13:54
        No wlasnie.. jak to ejst.
        Przypomnialo mi sie, ze jak bylismy w IMiDz to pytano nas ile Myszol zjada.
        Wcale z tego nie korzystalismy.
        I wtedy Pani Doktor mowila, ze pierwszego dnia (pozny wieczor, nawet noc), ze
        nie ma teraz mozliwosci jedzenia, bo kuchania zamknieta (ciekawe co by zrobili,
        gdyby ktos dotarl bez jedzenia w trybie pilnym?? - zmarl z glodu?????).
        No, ale zmierzam do tego, ze cos sie dzialo z tym jedzeniem Myszolowym...
        TYLKO CO??????
        • antonina_74 Re: Szpitale - jedzenie dla malych dzieci 05.01.05, 01:06
          Znając życie to nadal stoi w jakiejś tajnej lodówce sad
          nasze było w lodówce "dla personelu" schowane a znalazłam je zupełnie
          przypadkiem jak pomyliłam lodówki... mnóstwo butelek z karteczką z nazwiskiem...
      • azosiolek Re: Szpitale - gdzie jakie warunki? 04.01.05, 14:31
        No tak, my tez na Dzialdowskiej bylismy, 3 razy...
        Na oddziale dla niemowlat - standard szpitalny: mozna nocowac z dzieckiem, ale
        na fotelu albo wlasnorecznie przytaszczonym materacu (na lozko polowe
        pielegniarka krecila nosem, bo "za duzo miejsca zajmuje" ?!). Poza tym -
        warunki dla rodzica zadne, jedna lazienka na caly szpital (a w zasadzie toaleta
        z "ogolnodostepna" umywalka) i brak miejsca do zjedzenia czegokolwiek, dobrze,
        ze lodowka i czajnik w kuchni byly dostepne (ale juz stol i krzesla
        zarezerwowane tylko dla pielegniarek).
        Co do personelu, to lekarze na ogol sympatyczni i wywierali wrazenie
        kompetentnych, ale po poludniu, w czasie dyzuru, znalezienie ktoregos
        graniczylo z cudem (bo 1 lekarz "obslugiwal" kilka oddzialow). Z pielegniarkami
        juz roznie. Faktycznie, czesto wychodza z zalozenia, ze skoro rodzic jest, to
        niech sie dzieckiem zajmie i czesto trzeba je prosic o zrobienie czegos -
        jednak nie zdarzylo mi sie, zeby ktoras odmowila, jesli sie ja o cos poprosilo.

        Drugi oddzial, ktory "zaliczylismy" to chirurgia. Tutaj - niestety - wiekszy
        balagan (moze dlatego, ze tutaj trafiaja przypadki "nagle" i wiecej zamieszania
        w zwiazku z tym) i pielegniarki mniej sympatyczne niz na niemowlakach, no i
        calkowity brak dostepu do kuchni dla rodzicow. Z nocowaniem - tak samo jak na
        niemowletach, z lazienka - tez.

        Z jedzeniem na szczescie nie bylo problemu, bo Matti na piersismile

        Z plusow - za kazdym razem bylismy lokowani tak, zeby byc sami na sali
        (zdarzalo sie, ze kogos nam pozniej dokwaterowywali), przymykano tez oczy na
        pobyt wiecej niz jednego rodzica w ciagu dnia (sama zamartwilabym sie tam na
        amen).
        Wkurzajaca byla pani obslugujaca aparature "echo serca", ktora wrzeszczala na
        rodzicow u ktorych zobaczyla w reku telefon komorkowy. Zamaist sie drzec mogla
        po prostu wywiesic kartke, ze w tym miejscu nie nalezy komorek uzywac - z
        pewnoscia kazdy (no, moze prawie) by zrozumial.

        Ogolnie: warunki dla rodzicow - kiepskie, opieka pielegniarska - taka sobie,
        lekarska - w porzadku.
    • mami7 Re: Szpitale - Kraków-Strzelecka 04.01.05, 14:42
      Szpital Wojewódzki dla Dzieci i Młodzieży w Krakowie - oddział niemowlęcy

      Na sali 6 dzieciaków, kilka pustych łóżeczek. Zaduch niemiłosierny.
      Matki, jeśli mogą śpią na własnym sprzęcie - karimata - w okolicach łóżeczka dziecka (ja "spałam" na krześle). Jeśli nie mogą to dzieci śpią w innej zbiorowej sali same, bardzo cicho jak na niemowlaki, jak się okazuje mogą dostać środki uspokajające, żeby mamy nie brakowało.
      Łazienki nie ma. Na dole Szpitala jest jedna "toaleta" z umywalką, przy przychodni szpitalnej. Jak ja byłam bez światła i ciepłej wody.
      W sali dla dzieci zlew-wanienka? W każdym bądź razie widziałam, że dzieci rano po kolei się tam myły.

      Pielęgniarki może i znośne, tzn. nieopryskliwe, ale olewające.
      Nie mieli pomp do kroplówek, całą dobę przesiedzialam patrząc czy w rureczce nie ma pęcherzyków powietrza. Ciągle się zatykało, ciągle zmieniały dziecku wenflon.
      Lekarz dyżurny przyjął nas na nawodnienie. Dziwnym trafem zamiast dostać kroplówki młody dostał od razu antybiotyk.
      Rano wizyty nie było. Dziecko gorączkuje w granicach 40, nie dało się zbić (no ale mieliśmy tylko paracetamol w czopku). O 12 dowiedziałam się o antybiotuku, poprosiłam o lekarza. Kilkakrotnie oczywiście. O 13 poinformował mnie, że mały jest ciężko chory (ale na co?). Leżał z dzieciakami chorymi na Rota i zapalenie płuc. Ok. 14 młody jest jak piecyk, już ponad 40 C, nic nie skutkuje i decyzja mądrej pani doktor pyralgina, dożylnie. Zastanawiałam się dlaczego trzęsą się jej ręce jak podaje to dziecku... Szkoda gadać, na szcęście wszystko było ok, a ja dopiero po fakcie dowiedziałam się, że maluchom jak już coś to podaje się w czopkach.
      Suma sumarum, o 18 mąż znalazł miejsce dla nas w innym szpitalu, który też opiszę. Spotkałam tam 2 dzieci ze Strzeleckiej.

      Rozmawiałam z rodziacami dzieci tam leżących. Przychodzą z biegunką, idą do domu, wracają z zapaleniem płuc i na odwrót. Rekordzista (maluch 6 miesięczny) był po kolei 5 razy.

      Sama kilka razy byłam w szpitalu, czasami tez odwiedzałam bliskich...nigdy w takich warunkach
    • mami7 Re: Szpitale - Kraków-Narutowicza 04.01.05, 15:18
      Oddział niemowlęco-dziecięcy w Szpitalu Narutowicza w Krakowie

      Dla maluszków sale 2,3 osobowe, matka śpi na łóżku.
      Maleństwa zostające na noc same, śpią w kilku salkach przy dyżurce pielęgniarek.
      Nie robiłam obchodu, ale starsze dzieci chyba były w salach 3-4 osobowych i matki tam spały na łóżkach polowych, składanych na noc.
      Łazienka, prysznic, toaleta. W salach przedpokoiki z umywalką i szafką. Kuchenka, świetlica dla dzieci, telewizor.
      Oczywiście płaciło się za ten "luksus" dla matki, ale było warto, ceny nie pamiętam, niewygórowana.
      Pielęgniarki fantastyczne, moje dziecko je uwielbiało. Rozmawiały z dziećmi, żartowały, w miarę wolnego czasu. Jak młody gorączkował, to w nocy przychodziły co kilka godzin sprawdzać co się dzieje. A, że ja czuwałam już 4 doby, to padałam na twarz i przysypiałam. Pewnie, że to ich obowiązek, ale robiły to bez łaski i z troską o małego.
      Kadra lekarska bez zarzutu. Byłam na bieżąco informowana co się dzieje, co z tego może wyniknąć, co planują w związku z tym.
      Lekarze i pielęgniarki informowały, że leżą też dzieci z wirusem Rota i gronkowcem. Prosili o nie paradowanie po korytarzu, maximum higieny i zminimalizowanie odwiedzin. Wymienialiśmy się z mężem przy młodym.
      Jedzenia dla Patryka nie chcieliśmy (bo byłam jego ścisłą żywicielką, na ścisłej diecie), ale można było dostać.

      Doba w szpitalu na Strzeleckiej skończyła się rozwinięciem zapalenia płuc, które leczyliśmy właśnie tutaj. Z Narutowicza młody wyszedł z refluxem, ale jednak zdrowy.
      Przeprowadzili pełną diagnostykę - stwierdzono reflux.
    • joln Prokocim w Krakowie 04.01.05, 19:59
      mozna okreslic jednym slowem dramat!!!
      Oddzial niemowlecy-obrypane metalowe lozeczka 6 (potem dostawili 7) sztuk, dwie
      mamy, w tym ja na plastikowym krzesle ogrodowym przez 7 nocy
      temp w dzien 27-28 (zaluzje zepsute), moja Iga miala caly czas lekka goraczke z
      tego powodu
      pielegniarki "mieszane" jedne mile,inne wrecz przeciwnie byla taka Malgorzata,
      franca nr 1, typowa znieczulica
      toaleta dla rodzicow, pietro nizej, dojscie zajmuje okolo 3 min, balam sie atam
      chodzic, szczegolnie w nocy, bo przeciez szpital otwarty cala dobe, i nie
      wiadomo, czy jakis psychopata gdzies sie nie czai za rogiem
      kuchnia dla rodzicow w sferze marzen
      , prysznic w podziemiach, platny
      lekarze zaangazowani, szczegolnie ordynator oddzialu
      "cala sala" miala rotawirusa, lacznie z moim dzieckiem, w karcie wypisu nie ma
      slowa, ze zarazili nas tym swinstwem,za to wielkimi literami, dziecko wypisane
      przez ukonczeniem leczenia na prosbe matki
      ucieklam stamtad z chorym dzieckiem (na cos innego niz na poczatku), po
      tygodniu traumy, do tej pory mam dreszcze, kiedy jestem tam, np w poradni
    • dziartom Otrzegam przez Urologią w Prokocimiu 19.07.14, 22:34
      Mam nadzieję, że tym postem oszczędzę wielu dzieciom zdrowia, a rodzicom nerwów. Nie polecam Kliniki Urologii w Prokocimiu, a wręcz odradzam. W styczniu moja nowonarodzona córeczka trafiła tam z wodonerczem. Przez dwa tygodnie była tam trzymana tylko po to, aby w wykonać 2 badania USG. W tym czasie zarazili ją wirusem RSV i bakterią Klebsiellą Pneumaniae. Ordynator oddziału łamie prawa pacjenta, wyprasza rodziców z wizyty lekarskiej, a wobec rodziców zachowuje się obcesowo. Nic się od lekarzy nie można dowiedzieć na temat stanu dziecka. Uważam, że tam się traktuje dzieci jak króliki doświadczalne, niepotrzebnie wykonuje zabiegi, niepotrzebnie hospitalizuje, faszeruje antybiotykami. Po prostu leczy się tak, aby nie wyleczyć. Nie wiem po co, córka przez te dwa tygodnie miała cewnik w pęcherzu i brała Augmentin. Mogła spokojnie być na furaginie. Ordynator chciał córce założyć nefrostomię i wysłać ją do domu na pół roku. Nie zgodziliśmy się na to i przenieśliśmy leczenie do Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. Tam zajęto się córką profesjonalnie. Córka niebawem przeszła operację plastyki połączenia moczowodowo-miedniczkowego. W "Żeromskim" naprawdę leczą, a nie bawią się w leczenie tak jak to się dzieje w Prokocimiu. Ostrzegam przed Prokocimiem. Nie wspomnę już jakie warunki tam są dla rodziców, bo to już jest rzecz drugorzędna...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka