Do szpitala zgłaszmy się juz 2 września celem wykonania badań ,ale
obiecali ,ze wrócimu jeszcze na weekend do domku i musimu przyjść w niedziele
wieczorem.Amelka cały czas łobuzuje,wczoraj potłukła sobie kolanko i było
krzyku co nie miara.Staram się spędzać z nią każda chwilę ,lepimy plastelinka
kolorujemy Kubusia Puchatka,chodzimy na długie spacery i jak najmniej
siedzimy na komputerze(ale po operacji wszystko nadrobię



)Udało jej się
znowu przytyć juz waży 13,600 i nie ma obiadu bez jej ulubionego jago (jago
to mięsko)a dzisiaj bardzo się cieszyła jak zaczął padać deszcz ,bo dostała
ostatnio od kochanej cioci pachochoł(parasol)i chyba go wypróbujemy.Trzymam
sie dzielnie (chociaż nie zawsze mi to wychodzi)najgorszy jest wieczór kiedy
mała spi ,ale już wiem ,że będzie dobrzę ,bo tyle ludzi bedzie trzymało
kciuki za nas.Będziemy Was informowac na bierząco ,bo w szpitalu jest kafejka
internetowa a i najważniejsze Amelka nauczyła się przeklinać mwi bardzo
brzydko Qwa mać(nauka starszej siostry)tyle że kiedy chce brzydko powiedzieć
przylatuje tymi bosymi nóżkami i pyta się na cały głos mamo moge powiedzieć
Qwq mać(ja jej tłumacze że nie wolno,ale nie potrafię utrzymać powagi) i
jescze byłyśmy w zoo a na drugi dzień musiałam udawać słonia i małpy(widzicie
jak skakałam po meblach i wersalkach sama się z tego śmiałam a ona karmiła
mnie czipsami,ale było super.