woman301
20.02.10, 18:50
Mam prezesa który uważa się za guru a słoma z butów wyłazi. Pomijając już jego
ubogie słownictwo przeplatane wiązankami w zdenerwowaniu to jeszcze ostatnio
jego zachowanie wprowadziło mnie w osłupienie. Przeszedł do kuchni coś
przetrącić. Odwinął sobie złotko i zajada kanapkę. Zagadnęłam z czym,
odpowiedział, że z jego ulubioną pastą z łososia. Rzeczywiście to jego
ulubiona potrawa, oddał by wiele za nią. Nawet jak organizuję jakieś wyjazdy
integracyjne to w menu zawsze ta pozycja musi być, bez tego się nie obejdzie.
Słuchajcie i on sobie wcina tą kanapeczkę i nagle pac - kawał tej pasty
sfrunął na ziemię. Dżizas jak on zajęczał, zawył, że mu to spadło. No to ja,
żeby mu nie było głupio to mówię, że może coś się da uratować i takie tam... A
on nie wiele myśląc, ośmielony moją propozycją wziął delikatnie z podłogi i
włożył z powrotem do środka buły. A fuj....myślałam, że tego nie zrobi.....