Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 16:06
    Tak, tak - życie pisze scenariusze. Nie do wiary. Np. dziś u nas w pracce (z
    czasem poznacie cały nasz art-kołchoz) pojawiła się myśl. Trzeba poprzebierać
    jednych za drugich, bo jutro przyjdzie klient - Turek, który współpracował z
    nami kiedyś, kiedy my byliśmy całkiem inną firmą... Zalegaliśmy wtedy
    gościowi pieniądze, no i jak ona się zorientuje, że my to znowu my - ino pod
    inną nazwą, w innej budzie - to nie będzie biznesa. A biznes musi się kręcić.
    Więc może jutro, pozamieniamy się nazwiskami (on nie poznał kiedyś
    wszystkich!), pozamieniamy się miejscami i... No może się uda. Ja jutro
    dostałem rolę ochroniarza... Ale jaja! CDN
    Obserwuj wątek
      • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 08:49
        No dziś oczekuję swojego debiutu w roli ochroniarza. Nie przepadam za tymi
        typami, ale cóż, czego się nie robi dla chleba - bo przecież nie dla firmy...
        Na marginesie dodam, że moja żona, (słodka Papużka, co je bardzo malutko!) gdy
        opowiedziałem jej, co się w mojej pracce święci, wcale nie był zdziwiona. Ona
        pracuje też w prywatnej firmie (projektowanie) i oni tam często udają, że jest
        ich więcej niż jest! Np. dziś przychodzi do nich klient, który zlecił dużą
        pracę dla jakiejśtam miejscowości. Zlecenie leży sobie od stycznia, bo oni są
        tak zawaleni robotą, że nie było jeszcze komu tego zrobić. I wiecie jak sobie z
        tym poradzą? Aby nie stracić tego klienta dziś na spotkaniu przedstawią mu
        raport o tym, dlaczego z przyczyn leżących po stronie zelceniodawcy jeszcze nic
        nie zrobili!!! Żeby efekt był większy, podzielili się na dwie grupy i raz do
        konferencyjnego na rozmowy wejdzie pierwsza - z kierownikiem A, by po godzinie
        ustąpić miejsca drugiej - z kierownikiem B, że niby tyle ich jest i każdy
        zespół opracowuje konkretny fragment. A prawdę znacie... Życie pisze
        scenariusze. Ciekawe jak uda się mój dzisiejszy show?!
        • piotr_c Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 19.03.04, 14:26
          I jak poszło?
          • purtek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 23.03.04, 14:30
            Była mała pauza wywołana chorobą. Wracając do prackowej story, to w ów dzień
            dostałem mundur ochroniarza i wyprężyłem muskuły. Co prawda na siłkę chodzę
            rzadko, aliści troszkę się ma w "kablu" - tylko nie pytajcie ile, bo nie o tym
            teraz, nie o tym... Pożyczony mundur troszkę zalatywał potem, no dobra
            podśmierdywał - ale cóż było robić! Do nowej roli podszedłem bardziej
            psychologicznie niż wzierunkowo i postanowiłem - wzorując się na prawdziwych
            ochroniarzach - być możliwie wredny i upierdliwy, jak to oni lubią. Stanąłem
            sobie przy windzie i stoję. Stoję, stoję i się nudzę, no ale myśl o tym, że
            przecież nie nudzę się tu nadaramnie, że Wam to wszystko opowiem mnie krzepi.
            Po chwili stanąłem w rozkroku, żeby być większy. Stoję. Tak sobie myślę (wiem,
            wiem ochronarze rzadko myślą), że kurczę nie wiem, jak ten Turek wygląda! No
            ale chyba jakoś go wyczuję. A jak nagle przyjdzie ktoś znajomy i mnie zobaczy w
            tym mundurze? Ale siara! I wtedy jest, idzie. Okrąglutki, przystojny, brunet w
            czarnych lekko kwadratowych okularkach. Sympatyczny. Hm... Znałem już takiego
            jednego z branży lody, tamten był pedałem, czyżby ten też? "Czy może mi pan
            pomóc wnieść próbki towaru?" - niespodziewanie odzywa się do mnie ładną
            polszczyzną Turek. Już, już, odruchowo mmiałem mu pomóc taszczyć pudła i paki z
            windy, gdy sobie przypomniałem o roli! "Ja tu nie jestem od noszenia!" -
            wydarłem fachowo mordę na gościa, i zaraz mi się żal zrobiło, i tego, no głupio
            i tyle...
            • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.03.04, 08:54
              Życie pisze scenariusze. Taa... Najfajniejsze w naszym art-kołchozie jest ta
              różnorodność. Dzisiaj tu, jutro tam, wciąż nowe wyzwania i imprezki. Więc
              pojawiała się potrzeba wydania gazetki z okazji Dnia Matki. Nie jakiejśtam
              reklamuszki-gniotuszki, ino porządnej gazetki, naście stron, błyszczący papier,
              kolorowe fotki. Weszliśmy w to, ale skąd wziąć fotki? Oczywiście istnieją banki
              zdjęć i profesjonalni fotograficy, którzy z tego żyją, ale my, jak zwykle -
              "wersja oszczędnościowa"! No więc błyskawiczna kwerenda: kto zna jakąś tanią
              modelkę, w wieku ładnej matki? I tu jaja niesamowite, bo modelek troszkę to i
              po prawdzie znamy, ale wszystkie one, zdaniem klienta, są zbyt seksowne, za
              ładne, a by pozować na okładkę o Dniu Matki! I tu kłania się polski stereotyp
              myślenia: jak matka - to musi być zgrzebna, spracowana, no chociaż troszkę
              tłustawa! A z drugiej strony to pismo ma zawierać artykuły o pielęgnacji urody,
              fitnessie, nowoczesności itp. Zupełny rozdźwięk! No nic to, mam jedną śliczną
              znajomą - Alkę, która od dawna powinna być gwiazdą ekranu - więc jeden telefon
              wystarczył. Tylko na spotkanie kazałem jej przyjść w sweterku, żadnych bluzek,
              żadnych piersi na wierzchu (a dekolt ma piękny i nosi w nim szafir na złotym
              łańcuszku), tylko nie przewidziałem, że ona przyjdzie na to spotkanie w
              sweterku, ale z deklotem do pasa... Po prostu Alka nie umiała być nieseksowna.
              No nic, jakoś ją zaakceptowali, tylko jeszcze brakowało nam do tych zdjęć
              dziecka. To był mały pat. Już, już mieliśmy jechać na poszukiwania do żłobka,
              gdy przypomiałem sobie, że przecież wynajmujemy mieszkanie (z moją słodką
              Papużką, co je bardzo malutko) u państwa, którzy mają wnuczkę - 3 letnią Zuzię!
              Zuzia, córeczka byłej modelki i miss powiatu; siostrzenica amerykańskiej sławy
              filmowej - przyjęła mnie chętnie, ach płaczliwie. Najpierw wyła pół godziny:
              Niecie zdjęć! Niecie zdjęć! Ale w końcu moje zainteresowanie jej przyborami do
              makijażu, (a ma tego mimo wczesnego wieku całe pudło!) sprawiło, że umówiłem ją
              na sesję zdjęciową... Obawiam się tylko, co będzie jak Zuzia wpadnie w histerię
              na tej sesji? No ale Alka ma dobre podjeście do dzieci (sama ma synka), więc
              może małą jakoś ujarzmi.
              • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.04, 11:20
                Przerwa z powodu pauzy. Pauza z powodu przerwy, a życie? I tak pisze
                scenariusze...
                • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.04, 14:23
                  Taaa... I przyszła wiosna, nawet do naszego art-kołchozu! Ale nim to się stało
                  mieliśmy jeszcze wesołą imprezkę - czytaj marketingowo prospołeczny show
                  reklamowy w jednym z wielkich domów handlowych. To było na 8 marca - niby na
                  Dzień Kobiet właśnie, ale ponieważ nie wypada już tego dnia święcić, więc
                  obchody były zawoalowane. Dostąpiłem zaszczytu poprowadzenia tego
                  wydarzenia "artystycznego" - dostąpiłem mikrofonu i konferansjerki. Uh! Kto nie
                  przeżył, nie zrozumie. Z jednej strony bardzo fajne zadanie (bo mam gadane i
                  szczerze lubię się bawić z ludźmi), z drugiej strony niedociągnięcia
                  organizacyjne (z powodu oszczędności 70% za mało ludzi do obsługi) i trudność w
                  koordynacji imprezy rozgrywającej się wielopłaszczyznowo na pięciu piętrach
                  centrum handlowego jednocześnie. Jednym słowem: wyrypa! Ale zacznę od
                  początku. Najpierw, jak się ubrać na scenę? W mieszkanku, które jeszcze wtedy
                  wynajmowałem z moją słodką Papużką, co je bardzo malutko, nie było nawet
                  porządnego lustra (poza namiastką w łazience), przed którym mógłbym popracować
                  nad swoim scenicznym image... Pożyczyłem więc od ludzi z dołu ogromne lustro i
                  oparłwszy to to o kaloryfer począłem przymierzanie. Szybko zrezygnowałem z
                  tradycyjnych garniturów i elegackich krawatów, doszedłem do wniosku, że show to
                  show i musi się coś dziać - na scenie trzeba być widocznym. Postanowiłem za
                  przykładem królowej angielskiej, (która ubiera się jaskrawo i mało gustownie -
                  podobno po to, by być widoczna nawet z daleka) wrzucić na siebie coś ostrego.
                  Wybór padł na czerwoną jedwabną kszulę (szwajcarski lumpex!), dandysowate
                  lakiery i ciemnoszare spodnie. Wyszło b. dobrze - kobiety wodziły za mną
                  wzrokiem. Zabawa udała się na medal, no może poza tym, że zaraz na początku,
                  akustyk przywiózł scenę nieobitą wykładziną i dostał pół godziny na skok do
                  sklepu i zakupienie tejże. Stukot młotków ekipy technicznej mieszał się ze
                  szmerem fontanny (w tym centrum to podstawa) i próbami mikrofonów... No ale
                  zaczęliśmy planowo i wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet nie
                  spostrzegłem jak wybiła godzina 15.00 - i finał konkursu, który rozstrzygałem
                  na scenie (do wygrania była wycieczka do Paryża!). Wzruszeniom i podziękowaniom
                  nie było końca, zwłaszcza że sposorzy imprezki zafundowali gratisowe badania
                  mammograficzne dla pań. Mnie (jak często przed takim zleceniem) złapała grypa i
                  pracowałem z gorączką. Ale w tym pracowitym dniu nie zabrakło i intrygi
                  towarzyskiej... Otóż kilka dni wcześniej moja kochana Papużka, co
                  malutko "papusia", opowiedziała mi, że u niej w pracce jest malutka aferka, bo
                  żona szefa podejrzewa swego małżonka o gorący romasik (miłość w toalecie itd!)
                  z atrakcyjną księgową, która właśnie się rozwiodła z mężem dżokejem. Ów szef
                  załamany podejrzeniami swej żony oficjalnie na zebraniu poprosił pracowników,
                  aby przy niej nie żartowali na żadne tematy, a szczególnie damsko-męskie i w
                  ogóle milczeli jak groby na każdy temat. Doszło do tego, że gdy prezesowa
                  wchodzi do firmy (a przyłazi często, bo nie pracuje i się nudzi), ludzie
                  wybiegają na papierosa, aby z nią nie mieć do czynienia. Papużka przestrzegła
                  mnie przed długim językiem żony swego szefa, a tu masz babo palcek, prowadzę
                  imprezkę w tym centrum i nagle kogo widzę?! Właśnie ową szefową w całej
                  okazałości! I co tu robić? Udawać, że jej nie znam? I wyobraźcie sobie właśnie
                  ogłosiłem ze sceny konkurs dla klientów na ułożenie hasła reklamującego ten dom
                  handlowy, a ona hyc! Już jest na scenie, już wita się ze mną wylewnie i
                  okazałym biustem napiera... Zatonąłem więc na moment w pulchnych i
                  wypachnionych ramionach prezesowej mojej żony i dalejże robić swoje - to jest
                  prowadzić tę zabwę dla ludzi. Pani prezesowa stanęła do tego konkursu i tylko
                  tak sobie myślałem, co będzie jak przegra? Czy ze złości pozbawi moją Papużkę
                  premii? Na szczęście, dzięki ci o Merkury - bożku kupców i artystów (!)
                  prezesowa była dobra w te klocki i wygrała! W glorii chwały, obsypana nagrodami
                  (głównie szampony do włosów) zeszła ze sceny, by podejść do prezesa (swojego
                  ślubnego), który jakoś blado jej pogratulował. Potem prezesowa zrobiła mi
                  jeszcze kilka zdjęć swoją nową cyfrówką i poszli do domu. Aha, prezesowa
                  zdążyła się jeszcze umówić na bardzo fajną, ale drogą sesję makijażu
                  permanantnego (rodzaj tatuażu konturów ust, oczu, brwi), którą to nowość
                  demostrowałem z linergistką (kosmetyczka od makijażu permanantnego) na scenie
                  paniom z okazji ich święta. Papużka tylko weschnęła: doskonale sobie z nią
                  poradziłeś, ale czy wiesz, że ten makijaż (całość około kilku tysięcy zł) ona
                  sobie zrobi kosztem naszej premii??? No cóż, idą Święta, a moja Papużka będzie
                  bez premii, bo posłałem jej prezesową do ekstra kosmetyczki! ŻYCIE PISZE
                  SCENARIUSZE - sami widziecie.
      • Gość: Mazi Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.04, 18:51
        Więcej scenariuszy z życia wziętych, tutaj:
        ut.netmusicpromotions.com/dn5a177951azh.html
        • zendryk Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 26.04.04, 14:54
          Mimo wiosny śmiejącej się z za okien, dzień po dniu tkwimy - my artyści
          Społdzielni Produkcyjnej, przykuci do kompów w szklanej klatce. (Jeszcze Wam
          nie pisałem, że trzymają nas w przeszklonym biurowcu - oczywiście bez
          kliamtyzacji.) Od tygodni zastygliśmy w paśmie niekończących się zebrań, które
          z założenia mają działać twórczo, a w praktyce zabijają całą kreatywność
          zespołu... Bo ile można słuchać rozhistryzowanego szefa, który dostaje sraczki
          na samą myśl o tym, że możemy odpaść w przetargu, do którego startujemy już w
          czwartek. Ciągle powtarza, że od jutra będziemy pracować jeszcze ciężej - ot
          normalny sobie folwark zwierzęcy. Nic nie da się zrobić bez wcześniejszego
          zebrania, i w ten oto sposób leżymy w powijakach i nawet beczeć z rozpaczy nie
          ma komu. Ciurkające jak z nieszczelnego kranu różne tzw. zlecenia równoległe
          (pracki poboczne), skutecznie wytrącają nas z właściwego nurtu, którym jest
          Wielki projekt, dla Wielkiej fabryki - daleko stąd... Jedyna nadzieja w długim
          weekendzie, który zacznie się już za 6 dni! W ramach tzw. urozmiacania naszej
          prezentacji, którą "wystawimy" przed prezosowsko-dyrektorowską, znudzoną
          widownią owej Wielkiej fabryki - ktoś rzucił hasło, aby ten projekt
          przedstawić w formie gry w polo. To mocno zakręcony pomysł, który sprawi, że w
          tych nudach będziemy mieli troszkę zabawy. Tymczasem wygenerowaliśmy wieeelką
          planszę - pole do gry w polo i przyswajamy fachową terminologię. PS Jeżeli
          chodzi o ciuchy do gry w polo, jestem rozczarowny, myślałem że to wszytsko jest
          bardziej ekskluzywne... Nasza wielka rozgrywka już w czwartek, a tymczasem szał
          pracy i pomieszanie zmysłów. pinczerek
          • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.04, 13:28
            Taaa... Z jednej strony bogactwo i blichtr firm i spraw, z którymi się na co
            dzień spotykamy, a z drugiej strony proza życia, nasza pracownicza bieda, nędza
            ludzi, którzy zarabiają tyle - ile skapnie ze stołu właściciela prywatnej
            firmy. Tymczasem polo - gra arystokracji! Wirtualnie gramy teraz w pracce w
            polo, bo niebawem nas czeka wspomiana przetargowa rozgrywka - stylizowana
            właśnie na mecz polo. Polo wywodzi się z Indii, było rozrywką hinduskich
            kawalerzystów a do Europy trafiło w XIXw za sprawą brytyjskich żołnierzy. Mecze
            polo są eleganckimi spotkaniami towarzyskimi. Boisko (275m x 180m) polo nie
            wygląda bynajmniej tak jak boisko do "nogi". Na mecze przychodzi się z własnymi
            krzesłami, a nawet z własnymi koszami z jedzeniem. Mecz to nie tylko okazja do
            kibicowania, to przede wszystkim spotkanie towarzyskie, wino, sery i koniaczek.
            Ta... Dlaczego my ćwiczymy na sucho?! W czasie przerw w meczu odbywa się
            tzw. "deptanie trawy" - uklepywanie butami ziemi wyrwanej z murawą przez
            końskie kopyta. To jest święta tadycja polo i nawet miłościwie panująca królowa
            Anglii nie jest z tego obowiązku zwolniona. Bramki są zbudowane z delikatnych
            tyczek, aby nie powodować urazów koni. 4-osobowa drużyna (3 "napastników" i 1
            obrońca) przekazuje sobie piłkę przy pomocy malet - bambusowych kijów z
            drewnianymi główkami. No... nie jest to tania gra - to zdecydowanie elitarny
            sport, sport dla bogaczy, co czyni naszą sytuację dość groteskową - przynacie
            sami. Do gry niezbędny jest kucyk - polo pony, a najlepiej dwa kucyki, aby się
            przesiadać, gdy jeden się już zmęczy! Powiem wam tylko tyle, nasz Superteam
            jest już tak zmęczony, że kolega się pytał gdzie są pasy przy zwykłym
            komputerowym krześle... Życie pisze scenariusze!
            • joandra Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 04.06.04, 12:35
              Już po przetargu, niby to wygraliśmy, ale tak do końca to nie wiadomo.
              Idiotyczne zawieszenie w próżni. Ale najpierw droga do, czyli wyprawa po "złote
              runo". Mkniemy srebrzystym renault (zawsze przekraczając dozwoloną prędkość),
              za oknami fanastyczne majowe krajobrazy. Jeszcze w Wielkopolsce jaka taka
              cywilizacja, ale już za Koninem strzechy na chałupach i pojedyncze studnie z
              żurawiami - jeśli wiecie, co to jest i do czego służy. Jest słonecznie,
              przedunijnie i... bardzo, bardzo nerwowo. Siedzę na tylnim fotelu i wymyślam
              różniaste fortele, aby nie musieć gadać z nielubianą koleżanką Histeryczką-
              Chimeryczką. Trochę jest mi żal gdy H-Ch zagaduje do mnie cosik, chce powtórzyć
              sobie jeszcze co nieco przed publicznym występem, a ja ją planowo olewam - chce
              mieć święty spokój! H-Ch ma przekrwione z niewyspania oczy. Jestem też
              diabelnie zmęczony i cały ten przetarg z cyrkiem w postaci symulacji gry w
              polo, przestaje mnie obchodzić. Zawieszam się wzrokiem gdzieś w chmurach i tak
              jest dobrze. Po 4 godzinach jazdy, na zesztywniałych nogach przekraczamy próg
              wielkiej fabryki, dokąd przyjachaliśmy pokazać swoje projekty na ów przetrag.
              Ogromna sala konferencyjna bez okien, stół z krzesłami przypominający ostatnią
              wieczerzę, a za nim szlachetne grono prezesowsko - kierownicze, znudzone,
              zapatrzone w ekrany swoich komórek i kurz po kątach. Mówię co mam przygotowane,
              mój głos ładnie się niesie "po lesie", oni niby słuchają. Nieoczekiwanie H-Ch
              zaczyna mi pomagać, wstaje, ożywia się, pokazuje plansze z rysunkami, no już,
              ufff... Wyplułem swoją część z siebie, wreszcie - teraz rzucam się na sok z
              czarnej poprzeczki. (Ha! To sobie użyję!). Pora na H-Ch, potem na koleżankę
              Zielonkę, potem trzy grosze szefa i, już po wszystkim. Wychodzimy z fabryki
              dźwigając wyświetlacz, laptopa, stojaki do plansz - dogania nas skretarka i
              obdarowuje reklamowymi smyczami z nazwą owej firmy. Rany, a to zaszczyt. No
              teraz czas na jedzonko. Tradycyjnie udajemy się do restauracji "Sala
              Bankietowa - Hades". Hej, jem kotlet, hej jest cola, hej jutro już weekend. Ech
              życie, życie, co ty piszesz?!
              • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.04, 16:21
                Taaa! Tym razem życie napisało coś czarną kredką i nie była to kredka do brwi
                mojej słodkiej "Papużki, co je bardzo malutko". Czarne chmury zebrały się nad
                moim i nie tylko moim życiem... W ironicznie-cynicznym nastroju - trudno o tym
                pisać! Mimo wszystko spróbuję - jutro, najlepiej jutro! Ha! Ktoś kiedyś
                powiedział: Jutro, jutro, jutro! - to najbardziej zajęty dzień w roku. Czy
                zgadzacie się z tym powiedzonkiem? Do usły! Życie, bądź łaskawsze, proszę!
                • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.04, 08:50
                  Witajcie Kochani po wakacjach! Tak jak obiecałem trochę o tym, co się
                  wydarzyło... Aż sie boję, tak od razu po wakacjach, w kraju białe bluzeczki i
                  nowy roczek szkolny, a ja tu z grubej rury. Ale taki scenariusz życie pisze.
                  Jakiś czas temu dowiedziałem się, że mój najbliższy kuzyn nagle zachorował na
                  śmiertelną chorobę, tę najgorszą, na raka. I wiecie co? Depresja (piszę o
                  sobie), próba walki mimo wszystko, straszne zmęczenie niemocą, bezsilnością,
                  słabością, wreszcie dystans do sprawy i poczucie winy, że tak mało teraz robię w
                  tej sprawie. A Chory nadal żyje, jest bardzo dzielny, módlcie się o Jego
                  zdrowie! Ale, ale od początku. Jak tylko czarne chmury nas dopadły - zacząłem
                  organizować pomoc. Przestałem pisać na Forum Dilbertoza, bo wszelkie
                  hocki-klocki w pracce, którym to forum jest poświęcone, po prostu przestały być
                  śmieszne... M.in. zaprosiłem znajomych z pracy i z tzw. życia prywatnego na
                  koncert zorganizowany w celu kwestowania na leczenie Skowrona, bo tak o Nim będę
                  pisał. I wiecie, co? Z pracki przyszła tylko jedna osoba, a z życia prywatnego
                  tylko para naszych z Papużką (teraz już wiem, że prawdziwych!) przyjaciół.
                  Przyszli, sypnęli kasą, współczuli. Reszta pozostała mniej lub więcej obojętna.
                  Nikt nie obiecywał nam, że "życie to proszony obiad"... Taaa... Teraz pozostaje
                  mi kwestowanie wśród finansowych potentatów naszego miasta, których znam
                  pośrednio poprzez pracę, ale wiecie sami jak trudno się do nich dostać, jak
                  trudno sprawić, aby rozsupłali węzełek z pieniędzmi. A o nie się wszystko
                  rozbija! I niech nikt mi nie wmawwia, że pieniądze nie dają szczęścia! Tak więc
                  teraz przede mną bardzo trudna kwesta (kwesta życia i smierci!), a poza tym
                  dzieje się w naszym Art-Kołchozie raz lepiej, raz gorzej. Ale o tym - potem!
                  • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.04, 14:23
                    Taaa... Z tych czy innych względów - uśmiech mi zamarł był na ustach i ten,
                    tego, wogle jest straszno. Skowron się trzyma, nie skarży się choć strasznie
                    cierpi (morfina), a życie toczy się dalej, ale nie ma blasku, jest z mgiełką
                    spraw ostatecznych - jeśli wiecie, co próbuję powiedzieć. W końcu wszyscy
                    pomrzemy, ale czy czytając ten wątek, w słoneczny jesienny dzionek (jest już
                    październik, a pogoda jak latem!), ktokolwiek myśli o końcu swojej prywatnej
                    historii? Swojego CV? Miałem dziś sen (nie, nie - nie stylizuję się na M.L.
                    Kinga!), miałem sen naprawdę. Byłem w ZOO. Przyszedł do mnie wielki barwny ptak
                    (pomarańczowo-niebiesko-żółto-czerwony) z urody coś jak bażant złocisty, ino
                    dużo większy i... zaczął się łasić. Był miękki i ciepły jak młody pies.
                    Poprowadził mnie do klatek z drobnymi zwierzętami (jakieś gryzonie) i... Patrzę
                    a tam duży żółty pies, przegryza klatki i uwalnia zwierzęta. A ptak odezwał się
                    do mnie tym słowy: JEŚLI NAPRAWDĘ KOCHASZ ZWIERZĘTA - DAJ IM WOLNOŚĆ! I co Wy na
                    to? Rankiem jadąc do pracki autkiem z Papużką, (co je bardzo malutko) -
                    opowiedziałem jej ten sen. A ona na to, że jej lekarz (właśnie wyszła ze
                    szpitala - zasłabła w ubiegły piąteczek po przyjściu ze swojej "ukochanej"
                    pracki), a więc jej doktor mieszka przy ul. Motylka. Ale to jeszcze nic, mój
                    szef mieszka przy ul. Norkowej... I tak wszystkie zwierzątka uhonorowaliśmy
                    wspomnieniem, w drodze do pracki. Stwierdziliśmy jednogłośnie, że zdecydowanie
                    nie chcielibyśmy mieszkać przy ul. Tchórzej, ani Jeleniej, Knurzej i
                    Żyrafowskiej, no ewentalnie przy ul. Suka Borsuka, ale to już w ostateczności. A
                    swoją drogą, kto wymyśla te nazwy? Geodeci? Pozdrawiam serdecznie! A może
                    marketingowcy ze społdzielni mieszkaniowych, lubo też Urząd Miasta - oby żył
                    wiecznie! U-ha! Ja tam wolę Papużkę!
                    • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.04, 15:00
                      Hej - ho! Zatrudnili nowego, na miejsce Histeryczki-Chimeryczki, która odchodząc
                      dała wielki chamski show... No ale Nowy okazał się super nabytkiem (jak
                      narazie). Od pierwszych dni częstuje wszystkich pysznym jedzeniem (od cuksów po
                      szynkę, śledziki i chlebuś ze smalcem domowym!) oraz pozbawionym hamulców,
                      zaraźliwym, wyzwalającym - humorem! Nosi długie włosy i gruby portfel. Jest
                      szczodry - jeżeli jeszcze dziś ktoś wie, co to znaczy. Poza tym każdy dzionek w
                      pracce rozpoczyna od zjedzenia grzebienia. Nie, nie, takiego do czesania, ino
                      takiego ciastka francuskiego. To jego rytuał, czasem tylko zakłócany tym, że
                      sprzedawczyni sprzedaje mu omyłkowo grzebienie z marmoladą, zamiast (jego
                      ulubionych) - z budyniem. Taaa... Niektórzy to mają problemy! Zazdroszczę. Szczerze.
                      • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.04, 11:13
                        Nie było jeszcze o kotku... Nie, nie tym "mrożkowskim", który cierpiał za
                        grzechy swego pana ("Działał tylko w jedną stronę!"), ale o żywym, o dachowcu,
                        który podobnież towarzyszy mi w pracce od kilku dni. Z okna naszego biurowca
                        widać dachy garaży, i tam, w jesiennym słoneczku wygrzewa się szaro-rudo-biały
                        kot. Ach jak ma fajnie, przynajmniej w chwili gdy zawalony nudną robotą, z
                        zzazdrością patrzę na niego bez brudną szybkę. Te miękkie ruchy, co za gracja,
                        co za dbałość o siebie! Najpierw długo się mości, układa, szuka godnego
                        królewicza miejsca - potem z rozkoszą spoczywa. Całe ciało rozciąga na dachu,
                        łapki grzeje o ciepłą rynnę. Hedonista jeden. A my tu co? Dobrze, że dziś
                        piąteczek - jutro w domku, z Papużką, będziemy pracować jeszcze ciężej!
                        • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 14:12
                          Znów poniedziałek. Jeszcze Wam nie pisałem, ale od pewnego czasu (z pogardą
                          śmierci głodowej - kredyt) mieszkamy z Papużką (co tylko malutko) w swoim
                          własnym domku... Na oknach mamy zasunięte złodziejodporne żaluzje, co sprawia,
                          że rano budzę się w absolutnej ciemności, jak w skrzyni, no dobra - nie bójmy
                          się tego słowa, jak w trumnie! To + świadomość, że dziś znowu poniedziałek - już
                          wiecie, jak się czuję. Jutro deligacyja, do... No, okolice Wafki! Jedziemy w
                          trójkę: Gąska Małgosia, Pankracy i ja. Jedyny pożytek to to, że zmienimy
                          dekoracje, choć na kilka godzin. Firmowym celem jest Fabryka Serów(nie mylić z
                          Fabryką Snów), a moim celem jest jak najprędzej wrócić do domu! Czego sobie i
                          Wam życzę.
                          • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 14:23
                            Od kiedy Kol. Histeryczka-Chimeryczka porzuciła z własnej nieprzymuszonej woli
                            nasz art-kołchoz - zrobiło się całkiem przyjemnie. Nie, nie będę Wam wmawiał, że
                            lubimy pracować, co to to nie, ale Nowy siedząc przy komputerze tak ładnie
                            śpiewa "Corel-owe Jarmarki", że atmosfera robi się iście domowa. No dobra
                            clubowa. No dobra, dobra - ludowa.
                            • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.04, 16:12
                              No i bylim w Fabryce Serów na delegacyji pod Wa-wą. Po kilku godzinach, z nogami
                              zcierpniętymi w za małym aucie, z głowami huczącymi od przebojów radia ZET (to
                              nie product placement - Gąska Małgosia naprawdę namiętnie go słucha) wyczołgalim
                              się z "wozu" na świeże powietrze. Stanęlim vis a vis bramy głównej i jak
                              chcielim do niej podejść nagle odstraszył nas basowy głos ochroniarza, który
                              napomniał nas przez głośniki nad bramą: DO WEJŚCIA DLA CYWILÓW! Zaśmialim się
                              serdecznie, a to chłopak czujny! Ta fabryka wcale nie jest wojskowa!(Gąska M.
                              zmieniła swoje buty sportowe na czerwone szpilki) i ruszylim do czujnie
                              chronionego wejścia. W fabryce było już zupełnie absurdalnie - albo taka jest
                              codzienność naszej unijnej ojczyzny, albo jestem w nastroju do wyłapywania
                              idiotyzmów. Może jedno i drugie? Derektorzy [pisownia zamierzona], z kórymi
                              mielim meeting w owej fabryce namiętnie obmacywali wzrokiem Gąskę M. (jest na
                              czym zawiesić oko i nie tylko, więc zabieg ze szpilkami i kabaretki pod nimi -
                              okazał się być baaardzo skuteczny), mnie i Pankracemu pozostała rola męskich
                              przyzwoitek... Ale nie do końca, nie do końca - bo jeden z derektorów (czy to
                              był ojcowski od-ruch, czy zgoła inny) przy wyjściu otoczył zaskoczonego
                              Pankracego ramieniem i zapytał z troską w oczach, czy lubi pan żółte marynarki?
                              Ba, wprawdzie można mieć wątpliwości, co do tzw. orientacji Pankraca, ale żeby
                              aż tak? I to by było na tyle. G. Małgosia tak się zaflirtowała, że prowadzenie
                              spotkania zupełnie wymknęło jej się z rąk (nie zamierzałem jej ratować!) i
                              wyjechalim bez konkretnych ustaleń. Po drodze jeszcze wyborny obiad na koszt
                              firmy - jedyna przyjemna rzecz w tym biznesie i... do domciu! W drodze na polach
                              naliczyłem osiem saren. ŻYCIE PIIISZE SCENARIUSZE!
                              • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.04, 16:39
                                No, ledwo ochłonęliśmy po delgacce, a tu już następne wyzwanie - czytaj wyrypka!
                                Dostaliśmy zlecenie na organiazcję weekendowej imprezy tzw. "charytatywnej" w
                                jednym z wielkich centr handlowych. Pisałem już, że lubię prowadzić takie show -
                                więc gdyby nie kłopoty organizacyjne (niesłowni kontrahenci, niepoważni
                                wolonatriusze, nawiedzeni artyści, szalony akustyk itd.) i czas skradziony
                                rodzinie (najbardziej kocham spędzać weekendy z Papużką) - to bym się nawet
                                dobrze tym wszystkim bawił... Owa impreska odbyła się już w minioną niedzielę i
                                dobrze, że mamy to za sobą. Spałem cały poniedziałek, nie tylko ze zmęczenia,
                                ale dlatego, że po raz pierwszy w życiu oddałem krew! Tak, tak - mimo
                                pinczerkowatej złośliwości (z góry przepraszam wszystkich miłośników pinczerków
                                - uwielbiam psy wszelakich ras)- pozostało we mnie jeszcze coś szlachetnego. A
                                było to tak. Przez cały festyn zachęcałem ze sceny ludziska do oddawania krwi i
                                podawałem komunikaty (trochę jak u Owsiaka - mamy już 10 litrów; mamy już 15
                                litrów krwi! itd.) aż w końcu dotarło do mnie, że jeśli mam być wiarygodny - to
                                powinieniem też oddać "dar życia", a nie tylko gadać i gadać. No i mimo
                                wrodzonej niechęci do zabiegów medycznych przełamałem się i zrobiłem to! Zaraz
                                na wstępie, po wejściu do "pokoju krwiopijców" przyznałem się, że się boję i
                                ustaliłem z załogą krwiobusu, iż nie będę patrzał na ten zabieg. Odwróciwszy
                                głowę przetrwałem całą tę rzeź, a oddałem nie mało, bo aż 600 mililitrów krwi -
                                zwykle oddaje się 450ml !(Wyjątkowo dużo, ponieważ mam poszukiwaną grupę krwi
                                zero Rh "-".) Było różnie, chwilami robiło mi się słabo, potem dostałem dreszczy
                                - generalnie żyję i mam szaloną satysfakcję z tego, że się komuś na coś
                                przydałem. Jestem dumny, naprawdę. Już po wszystkim siostra podała mi do wypicia
                                pięćdziesiątkę adrenaliny, po której dostałem taki power, że wieczorem poszliśmy
                                z Papużką... ale, ale - miało być głównie o pracce. Fajnie jest - jestem Krwiodawcą!
      • Gość: wcaleniepink Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.wroclaw.mm.pl 19.10.04, 16:32
        Nie mam teraz czasu tego poczytać, ale znajdę !!
        Jedno pytanko: czy ktoś tu jeszcze wchodzi oprócz pinczerka??
        • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.04, 16:57
          No było to tak: bociana dziobał szpak, a potem była zmiana i szpak dziobał
          bociana, a potem były jeszcze dwie zmiany - ile razy szpak był dziobany? Piszę
          to apropos rozmowy na dywaniku, którą szef był łaskaw ze mną wczoraj
          przeprowadzić... Chodziło o pieniądze, a dokładnie o moją podwyżkę. Biedaczysko
          ubolewał nad złą kondycyją naszego Art-Kołchozu - tak złą, że już miesiąc temu
          zarezerwował sobie nieborak domek w Alpach na zimowe wczasy. Taaa... Co mam
          powiedzieć, sam sobie jestem winien, nie chcę, nie umiem pracować na swoim -
          słuchać muszę się Gnoi. Proste? Proste! EH TY, ŻYCIE! BĄDŻ ŁASKAWSZE, PROSZĘ!
          • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 20.10.04, 17:01
            Pinczuś :) bo się w tej branży robi inaczej :) ja nigdy nie łaziłem po
            podwyżkę, ino gaździe co gospodarstwem zarządza z bólem serca, drżącym głosem,
            wielce zmartwiony mówiłem, że musi sobie nowego poszukać bo żona każe mi
            zmienić pracę na lepiej płatną :) no i ze dwa razy tak mi się udało troszkę
            kassski wyszarpnąć :) a ostatnio - ze pół roku temu zrobiłem troszku inaczej :)
            powiedziałem koleżance (takiej co to za intranet w firmie robi) żem wizę
            wymarzoną do Australii dostał i że się pakuję he he ta doniosła bacy i się
            chłopina wystraszył że mu owieczka ze stadka na poniewierkę i tułaczkę w
            zagraniczne strony ucieka :) no i mimo że sytuacja ciężka i w ogóle tooo jakóś
            udało mu się cósik z kabzy wyczesać :)
            • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.04, 15:50
              Dzięki za radę, chyba tak zrobię, chyba żebym wcześniej mu szyję przegryzł
              był... Pinczerki małe ale wytrwałe! Dziś piąteczek, zbliża się godzina
              wyzwolenia - na weekend, hej bracia i siostry! Na weekend, by duch w nas nie ostygł!
              PS Sam nie wiem skąd mi się ten talent bierze...
              • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 25.10.04, 10:32
                Pamiętaj tylko, żeby to nie do końca był bluff - wiesz miej, jakby coś nie
                wypaliło jakąś odskocznę ratunkową :) powodzenia no i... gratuluję mieszkanka
                (czy domek kopiłeś) :)
                • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 08:28
                  Jesień. Liście z drzew wolno płyną. Zdawałoby się, że już nic się w naszym
                  art-kołchozie nie wydarzy. Bo i cóż, bo i któż poruszyłby ludzi od lat
                  beznadziejnie zaprzężonych do komputerów. Wiadomo - niewolnicy tracą wenę,
                  werwę, a nawet barwę. [Do PT Cenzury - z tą barwą to nie żadna aluzja polityczna
                  - "tylko żeby nie było(...)"] No więc, co ja tam zeznałem? Ach! Był dzień, jak
                  co dzień, no może tylko o poranku znienacka zabrakło wody i namydlone włosy
                  spłukałem deszczówką. [Ale kogo to, Wysoki Sądzie, obchodzi?] Więc ranek, siedzę
                  ja sobie w pracce, normalnie, skromnie, półdupkiem, aż tu jak nie wyskoczy mój
                  boss - Euro-oki, i do mnie: mogę prosić do gabinetu? Niby na dywanik... No
                  zrobił to tak uprzejmie, że aż krawat włożyłem w biegu, co mi go litościwy Nowy
                  w odruchu ludzkim pożyczył. Idę i myślę: Co jest do cholery?! Czy list do
                  "przyjaciół" Francuzów przez pomyłkę pchnąłem do "przyjaciół" Niemców??? Czy
                  może Antek - mój słaby na umyśle kolega - obnażył przed Euro-okim tajemnice
                  naszego prywatnego barku!? Ale nie! ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE!!! Nasz Burak
                  Kochany - zarzucił mi, że w tym miesiącu zarobiłem (a to nikczemny pracownik!)
                  dodatkowo 30% mojej - pożal się Boże pensji... "On żąda wyjaśnień -
                  natentychmiast!" - [pisownie wierna]. Chwyciłem się za serce i w dramatycznym
                  geście (Euro-oki chyba nie lubi Melpomeny) przynałem się. Tak, szefie -
                  ośmieliłem się ciężko pracować i zarobić dodatkowo 30%. "Ale jak to możliwe?!" -
                  pyta Euros. Pytanie rozdarło przestrzeń gabinetu i zawisło w próżni, a Euro-oki
                  z "przystojnego tirowca" zmienił się w "zatroskanego dyrektora PGR-u". Potem w
                  zatroskanego księdza (przepraszam wszystkich wierzących Księży!), a potem
                  pokazałem mu miejsce gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Tak, Wysoki
                  Sądzie, zakończył się akt pierwszy. (Nierozbierany.) Sarkastycznie chichocząc
                  powróciłem za blacik - tzw. miejsce mojej pracki. A tu odwiedzinki, czyli akt
                  drugi (nierozbierany, ale może to i lepiej...). Pchając przed sobą brzuszysko,
                  nawiedziła mnie żona Eurosa - prezes Złozita. Małożonka Euro-okiego buraczano
                  pokraśniała - bynajmniej nie z radości, że przyszła w gości. I od progu, zamiast
                  dzień dobry, wrzeszczała tak: To my wam (...) - a wy nam za to(!!!) - zupełnie
                  jakbym ja był w liczbie mnogiej... "My wam węgiel - wy nam banany, vivat
                  Polonia, vivat Mozambik!" - zanuciłem sobie piosneczkę w duchu [autor nieznany],
                  a głośno oświeciłem nieboraczkę, że za pracę należy się płaca, i że uważam swój
                  postępek za normalny. (Ba! Ale gdzież przebiega norma - zapytacie. I słusznie!)
                  Zołzita wyleciała trzasnąwszy drzwiami, a za nią - nie uwierzycie! - wytruchtała
                  cała trzódka naszej kołchozo-pracowni!!! Co tam się działo - nie pytałem, fakt,
                  że wrócili dość zagubieni. Pewnie stracę tę prackę! No ale kto, powiedzcie mi
                  kto, da mi teraz tak doskonały materiał do uwieczniania czasów i obyczajów?!!! O
                  Hipokryzjo - patronko szefów Euro-okich - daj im "roztropek i łyka wody".[Cytat
                  z ks. Rydzyka] Ament. Kurtyna. Brawa dla PINCZAERKA, który cieńko ćwierka!
                  Ząbkami. Ze strachu.
                  • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 27.10.04, 08:54
                    Hmm może mam coś z garnkiem? bom nie paniał :)
                    Pracowałeś ciężko - tak?
                    Zarobiłeś dla firmy więcej kasski - tak?
                    I za to jesteś na out'cie?
                    No to ja przepraszam mojego szefuńcia - myślełem że to on jest skończonym
                    głąbem - a tu jest kolejny rekordzista - stachanowiec.

                    Powiedz w jaki sposób określane jest Twoje wynagrodzenie? - od czasu spędzonego
                    w firmie czy od zrealizowanych projektów? ( u mnie - a chyba to ta sama branża
                    poli-rekla-mowa :) - mamy stałe pensyjki i premie to się zdarzyły raz w ciągu
                    ośmiu lat)
                    Big pozdro
                    • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 09:55
                      Hula-gula, czyli pozdro z tonącego okrętu. Ja jestem klasa niewolnicza -
                      otrzymuję do ręki marne grosze, a resztę mini-wypłaty po cichu, po wielkiemu
                      cichu... Bez ZUS-u, "na starość torba i kij!". To, co zarobiłem - to było
                      zlecenie, poparte moimi umiejętnościami - tu nikt tego akurat nie umie. Euro-oki
                      się zmartwił, że tak dużo zarobiłem, dla siebie... Lubię psy z wyjątkiem PSÓW
                      OGRODNIKA. Sam nie zje - nie miał jak, nawet nie wiedział o tym zleceniu, a
                      drugiemu nie da!
                      • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 27.10.04, 10:54
                        Nie no wiesz - tak jest wszędzie u nas kolo co to za creativa robi ma umowę na
                        600 zł od tego zusik leci a pod stołem dostaje 3600 na rąsie, facet ma dudki
                        ale już kredytu nie weźmie bo go banki wyśmieją :)

                        Wracając do awantury, to... ty fuszkę robiłeś i oni się o tym dowiedzieli
                        taaak? Hmm miałem to samo na wiosnę, wpieprzył mnie na minę mój zleceniodawca
                        bo... doniósł na mnie po wykonaniu roboty. Straszyli że mnie wywalą ale jak się
                        dowiedzieli że zlecenie było warte 400 zł to się tylko śmiali. Nie pękaj będzie
                        dobrze, wiem jak się czujesz to paskudne uczucie a i człowiek dochodzi do
                        wniosku że godność, honor, poczucie własnej wartości są elementami mocno
                        wtórnymi jak się na głowie kupę rachunków do opłacenia. Nie pękaj jesteś dobry
                        i nie ruszą cię - poza tym na rynku jest trochę ofert pracy dla grafi-kaczek

                        Tak sobie teraz myślę że może zrobili to specjalnie żebyś o kaskę nie wołał -
                        pisałeś o tym że pragniesz podwyżki?
                        • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 27.10.04, 11:02
                          wszędzie tak robią :| nie znam firmy z tego odcinka tortu która by zatrudniła
                          kogoś normalnie :)

                          No ale jak szczurkowa pisała toś bracie na lewiźnie wpadł - mam racyję??? Hmm
                          no to mogą się wku..ać - zresztą zawsze to robią - powiedz masz podpisaną
                          lojalkę i klauzulę o zakazie konkurencji? jeśli nie to z formalnego punktu
                          widzenia to mogą Cię pocałować w ... nóg zwieńczenie :) inna sprawa że mieć na
                          pieńku z pracodawcą to średnio miła rzecz. Myślę że dasz sobie radę - pamiętaj
                          jesteś WIELKI - takiego pracownika się nie pozbywa :)
                          • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 13:25
                            Kochani dzięki, jesteście coolaści. SPROSTOWANIE - TO NIE BYŁA LEWIZNA!!!
                            Euro-oki udaje, że nie wiedział o tym zleceniu. Jest po...czesany, a ja jestem
                            w martwym punkcie i nie wiem, co dalej. Pracę zlecił mi menadżer, ustnie, (tak
                            było do tej pory zawsze - teraz - po jej wykonaniu /usługa teatralna/), Euros
                            nie chce mi zapłacić, udaje, że nie wiedział o niczym, a ten menadżer chodzi i
                            płacze. Dom Furiatów, jak się bronić. Euro-oki za zarobione ciężką, uczciwą
                            pracką - malusie piniążki - chce mnie wylać z roboty. To jakiś koszmar.
                            Ratujcie. Jak się bronić???
                            Haff, haff, haff!
                            • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 27.10.04, 15:29
                              Kurde facet jest popieprzony - kluczowym elementem jest akancik meneldżer,
                              kiery ci dał prackę - jesli potwierdzi twoje słowa to po problemie - wiesz
                              każdy właściciel firmy ciągle wietrzy spiski i to jest norma. Poza tym luuz
                              martw się tylko tym na co masz wpływ inne rzeczy są nie istotne. Praca jest
                              pracą, można ją kochać ale nie należy się do niej zbytnio przywiązywać -
                              pracodawcy takich robo-praco-niewolników wykorzystują bez skrupułów - bądź
                              twardy nie jesteś sam. :) Może w całej tej bieganinie chodzi o to by pokazać
                              kto tu rządzi. 3maj się
                              • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.04, 08:24
                                Dzięki za słowa wsparcia, są mi bardzo potrzebne. Dziękuję! Wczoraj nie było
                                mnie w pracy, bo wysiadło mi serce. Ha! Serce nie sługa... Najbardziej to mi żal
                                Papużki, co je bardzo malutko, bo ona się naprawdę martwi, no i ma czym. Papunia
                                pojechała do mnie do pracy, aby poinformować Zołzitę, że wziąłem dzień urlopu.
                                Było ze mną naprawdę źle, zwłaszcza po południu - rorywający ból w klacie. Ale w
                                międzyczasie skontaktowałem się ze Stowarzyszeniem Antymobbingowym (pozdrawiam
                                wszystkich Dzielnych Działaczy) i dowiedziałem się bardzo wielu ważnych rzeczy,
                                które już wkrótce tu opublikuję, ku nauce pokoleń i pokrzepieniu serc.
                                Najważniejsze, co teraz Wam chciałem przekazać, to myśl, że: WSZECHOGARANIAJĄCĄ
                                PARANOJĘ ODBIERAMY JAKO STAN NORMALNY. PORA WYBRAĆ, ALBO WALKA, ALBO
                                EMIGRACJA... Nie dla mnie argumenty, że tak jest wszędzie. Haff, haff, haff!!!
                                Pinczerek w jesiennym paltociku w pepitkę.
                                • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 29.10.04, 10:54
                                  Pinczooś :)

                                  To nie był argument - tylko stwierdzenie faktu :) ale masz rację :) jeśli wokół
                                  panuje jakaś surrealistyczna atmosferka to nie powód żeby się jej poddawać.

                                  Nie wiem ile latek liczysz ale u mnie to już bisko czterdziestki a w branży
                                  ponad piętnaście rokoff siedzę - powiem ci tak na początku - pierwsze pięć lat
                                  byłem milusi, słodki, zaangażowany, kurde siedziałem w robocie 15-18 godzin a
                                  często i całą dobę :) no ale przyszli młodzi, asertywni i zobaczyłem jak
                                  zarządowi pałka mięknie na coraz to nowe roszczenia wilczków... no i się
                                  wkur...wiłem zrobiłem dym o zaległe urlopy, szykanowanie, dupy zawracanie,
                                  zabrałem się za studia kierunkowe (bo poprzednie rzuciłem w pizdu z powodu
                                  właśnie pracy) - skończyłem studia teraz mam papier i chodź czasem jeszcze uda
                                  im się mnie zastraszyć to generalnie lepiej jest z moją psyche. Pamiętaj jeśli
                                  jesteś dobry to Cię wszędzie wezmą, i znikąd cię nie wyrzucą.

                                  Praca jest uzupełnieniem Twego życia, jego sedno stanowić powinni ludzie,
                                  których kochasz!!! Pamiętaj o tym - teraz łatwo mi mówić ale ja już sięgnąłem
                                  swojego dna upodlenia... Trzymaj się i nie wymiękaj!!!
                    • Gość: Alex Re: zycie IP: 163.244.63.* 11.07.08, 22:52
                      a
                      b
                      c
                      d
                      f
                      g
                      h
                      i
                      j
                      k
                      l
                      m
                      n
                      o
                      p
                      q
                      r
                      s
                      t
                      w
                      darmowe-gimnazjalistki-15-latki-filmy.blogspot.com/
                      zoo-porno-1.blogspot.com/
                      najpopularniejsze-polskie-aktorki-nag.blogspot.com/
                      mlode-rosjanki-nago-zdjecia.blogspot.com/
                      porno-porno-porno.blogspot.com/
                      amatorskie-filmiki-porno-on-line.blogspot.com/
                      sex-ze-zwierzetami-tv-live.blogspot.com/
                      darmowe-filmiki-o-..iu-super-ku...blogspot.com/
                      polskie-porno-amatorskie-darmowe-zwia.blogspot.com/
                      motywy-do-nokii-n70.blogspot.com/
                      16-letnie-cipki.blogspot.com/
                      porno-zwierzeta-darmowe.blogspot.com/
                      14-latki-na-go.blogspot.com/
        • Gość: agat Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.nfz.gov.pl / *.crowley.pl 01.04.05, 14:47
          Pinczerku! Jestes rewelacyjny! Nie przestawaj pisać!!!!Moim zdaniem mógłbyś
          wydać swoje wspominki!
          Pozdrawia gorąco
          Czytelniczka
          • Gość: misio Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.crowley.pl 01.04.05, 20:21
            Och tak!
            Przeczytałem niedawno całość z wypiekami na twarzy! Uśmiałem się setnie!
            Rewelacja!!!
            Pinczerek gdzie jescze piszesz? Już przeszukałem neta za twym nickiem!
            Na książkę już się zapisuję.
            Czekam na jeszcze. Będę tu zaglądał!
          • kamatas Re: 27.06.08, 14:53
      • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 02.11.04, 11:29
        Pinczuzzzz? żyjesz czy nie żyjesz? are u fired? - noo napisz co!
        • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.poz1.cyber-cafe.pl 03.11.04, 14:02
          Żyję, żyję, ale już nie pracuję! Będę teraz rzadziej pisał, więcej spacerował.
          Możnaby pomyśleć, że to, co mi się przyrafiło to tragedia, ale w obliczu
          choroby Skowrona - to to wszystko pikuś... Spaceruję po lesie, po łąkach - skąd
          serdecznie wszystkich Dilbertomaniaków pozdrawiam, myślę o tym, co robić dalej,
          przygotowuję kolejne odcinki Życiowej Story, gotuję dla Papużki. Narazie tyle.
          Dzięki za każde dobre słowo. Nerka!
          • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 03.11.04, 16:12
            Trzymaj się nie minie miesiączek jak nową robótkę znajdziesz :) mam nadzieję,
            że nie jesteś podłamany, odpocznij bo siły ci się zdadzą :) to byli nic
            niewarci "menażerowie" skoro zwolnili inteligentnego gościa :) bez sensu
            • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.poz1.cyber-cafe.pl 08.11.04, 13:55
              Piszę z kafejki internetowej. Jest zimno, listopad (już tylko +5 stopni). Wokół
              ludziska gonią za przetrwaniem (obserwuję ich bez szybkę kafejki), a ja trwam.
              Tylko, i aż trwam - prawie jak TV ojca Rydzyka, lecz bez jej kasy... Dużo się
              dzieje - we mnie - opiszę wszystko jak tylko się burza w szklance ustoi. "A
              kiedy znowu ruszą dla mnie dni, noce i dni, i pory roku zaczną krążyć znów -
              jak obieg krwi?!"
              Smutne jesienne Hau, hau...
              Zziębnięty od środka
              Wasz Pinczer
          • mallina Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 08.11.04, 22:03
            Pinczerku, powinienes sie zatrudnic u Ele Ganckiego..
            • zendryk Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 22.11.04, 12:27
              BEZROBOTNE ŚNIEŻNE IMPRESJE...
              Tak, tak, tu gdzie mieszkamy z Papużką (domek za miastem) - spadł pierwszy
              śnieg. Byłoby pięknie - ogród, świerki w bieli - gdyby nie, to że nowy dom
              trzeba ogrzać, Pies chce więcej jeść, a Papuzia chciałaby dostać, tak jak inne
              ślicznotki- - nową zimową kapotkę, buciki i czapkę... Ha! ha! zaśmiał się
              przymarznięty do barierki. A barierka trzyma. Nim Euro-oki - oby żył wiecznie!,
              z Zołzitą - o boska głupoto!, wykopali mnie z pracki konstatowałem właśnie
              takie myśli. "Życie różni się o literatury tym, że w nim żadna historia się nie
              kończy... Itd. itd" i wtedy przyszedł po mnie Euro-oki.

              A więc los przygotował nam dziś zimową scenografię... Na obiad dzisiaj Makaron
              Wyborowy Fale z Auchan - seria produkty najtańsze. Za to Pies dostanie danie
              specjalne - oprócz mrożonego mięsa z ryżem (2 zł za kg), wykwintny sos
              pieczeniowy od teściowej (przeleżakowany w lodówce!). Własnie może pora
              przedstawić Psa?! Pan April, bo tak będę o nim pisał, jest radością naszych
              szarych dni. April, bo jest u nas od 1 kwietnia br, kiedy to męczącym marszo-
              biegiem przyprowadził mnie się ze schroniska. A było to tak: Znużony nierówną
              walką z losem, w olny piątek wybrałem się do azylu. Miał być terier lub
              terierowaty, bo takie psy mieliśmy w dzieciństwie i ja, i Papuzia. Poszedłem po
              niego sam. Niby miał oprzyjść do nas później, gdy wreszcie popłacimy rachunki,
              gdy będzie więcej słońca, ale stwierdziłem, że nie ma na co dłużej czekać!
              Wizyta w schronisku jest sporym przeżyciem. Wszystkie psy chcą znaleźć dom, a
              ty odwiedzasz ich klatki wiedząc, że możesz wziąć tylko jednego. Wielkie
              szczekanie, miłosne zaglądanie w oczy i myśl, którego, którego mam przygarnąć?!
              Spodobał mi się piaskowy, drobny, nieco przypominający beagla. Ale razem ze mną
              czworonożnego kumpla wybierały także dwie dziewczynki z mamą. One też upatrzyły
              sobie tego piesia, więc już wiedziałem - muszę szukać dalej. Urzekła mnie
              suczka kudłata finezja - już niemłoda, ale taka przytulna... No ale ustaliliśmy
              z Papuzią, że chcemy psa. Póxniej wpadł mi w oko rasowy szczeniak biszkoptowy
              labrador, lae był jakiś taki mało charakterny. Potem zatrzymałem się przy
              młodziutkim tłuściutkim szorstkowłosym wyżle. Ale ten miał wadę, upojony świeżo
              odkrytą dorosłością - chciał kopulować z każdym psem! Biegał po ciasnej
              zbiorowej klatce i każdemu oferował swoje usługi... Zbliżała się godzina 15-ta -
              pora zamykania schroniska. Obojętni (w moim odbiorze) pracownicy doglądający
              zwierzaków - chcieli już do domu. Teraz, albo nigdy, jakem Pinczer! Jeszcze raz
              zadałem sobie pytanie: po co tu przyszedłem? Odpowiedziałem sobie: szukam Psa.
              Psa, a więc wyrazistej mordy, mądrych oczu, żywego ogona, zwinnego ciała.
              Trudno, raz popełnię szaleństwo i zamiast terierowatego wezmę dużego psa. W
              końcu jak długo można w życiu być rozsądnym? Klatka z "wilkami", cała sfora i
              jeden z białym podgardlem. Już wiedziałem - to Ten! W sekretariacie schroniska
              urzędniczka sprawdziła jego akta. Psy mają na szyjach numerki (wytatuowane
              tekże w uszach). Dowiedziałem się, że to młody (10 mies.) pies, "bawiący" w
              schronisku od miesiąca. Właśnie skończył odbywać kwarantannę. Do pomieszczenia
              gdzie rozmawialiśmy weszły rozemocjonowane dziewczynki z mamą i tym małym
              beaglowatym. Podpisały adopcję psiaka i ze szczęścia popłakały się wszystkie
              trzy. To było takie ładne... Poprosiłem o mojego wilkowatego i już po chwili -
              pracownik odławia psa liną zarzucaną na szyję - trzymałem go, a raczej on mnie -
              na zaimprowizowanej smyczy. Pies jak tylko pczuł, że wydostał się z boksu -
              ruszył naprzód - byle dalej od azylu! Ledwie w biegu zdążyłem podpisać jakieś
              papiery, zapłacić symboliczne 20 zł, (dziś to dla nas fortunka!) a już
              biegliśmy rozgrzanym kwietniowym lasem - do domu. Z tego pośpiechu naszły mnie
              wątpliwości, czy aby na pewno wziąłem pieska a nie suczkę, bo Aprilek sikał pod
              każdym krzaczkiem, ale po damsku... Zaschło mi w gardle, mimo popołudnia
              kwietniowe słoneczko grzało ostro. Postanowiłem wejść do mijanego sklepiku po
              picie. I tu pierwsze zdziwienie. Nie jestem już sam, nie mogę sobie swobodnie
              wchodzić do sklepów, bo jestem z Psem. Sznurek udający w naszym biegu smycz,
              nie nadawał się do przycumowania mojego nowego Aprilka do przedsklepowej
              latarni. A więc stanąwszy na progu poprosiłem ekspedientkę o obsłużenie.
              Dziewczyna podała mi colę, którą wlałem w siebie szarpany przez niecierpliwego
              czworonoga. Ale ładny pies! - powiedziała na widok Aprilka. Nie wiem - przed
              chwilą wziąłem go ze schroniska i nie było czasu na oględziny... Później był
              cwał przez las - April odbijał sobie wszystkie uwięzione dni. Potem sklep
              zoologiczny w naszej wsi gdzie dostał prawdzią obrożę i smycz. Tu Piesio był
              bardzo grzeczny - chyba opuściły go już siły. Gdy położył się u mych stóp -
              zadzwoniłem do Papużki. Wiesz, nie denerwuj się, ale mamy psa! Oooo... Jaki to
              pies?! No, najważniejsze, że nie amstaff, nie rotwailer, nie pitbull itd. ,
              taki miły szczeniak - ma 10 miesięcy. I wtedy odezwał się April: Iiii, iii!
              Idźmy już! Kiedy Papuzia zobaczyła osobiście Kwietniowca - od razu pokochali
              się do szaleństwa, mimo że on nie okazał się maleństwem. Makaron już gotowy,
              przyjechała Papuzia. Pora na obiad! Smacznego! CDN
              Pinczer
              • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 23.11.04, 09:03
                Pinkee Ty to chyba masz jakąś popracową depresję - staaaary!

                jak kobieta chce płaszczyk
                no i nowe butki
                znak to że już trzeba
                szukać nowej robótki :)

                Ile sobie tego urlopu dałeś? Miesiączek dwa? Nie sądzę byś miał kłopot ze
                znalezieniem nowej pracki. Może nie za powalającą kasskę ale nie jest teraz źle
                jak drzewiej bywało :) grafik z portfolio nawet średnio interesującym i
                doświadczeniem jedynie dwu - trzy letnim może znaleźć jobek od ręki :) gorzej
                mają starzy wyjadacze co to już w pierze poobrastali, dorobek mają i dużych
                pieniądzów oczekują :)

                Sie trzymaj :) i zmień nicka bo do Cię niepodobny :)
                • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.238.102.170.adsl.inetia.pl 23.11.04, 13:53
                  Nie jestem grafikiem! Haff, haff!
                  • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 23.11.04, 17:34
                    A myślałem - hmm nawet nie wiem skąd mi się to wzieło ale artkołchoz to agencja
                    rekalmowa tak? - hmm a co Ty słonko wogóle robisz???
                    • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.238.97.59.adsl.inetia.pl 26.11.04, 11:50
                      Jestem tłumaczem snów, zamierzam być torreadorem.
                      Pinc
                      • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 03.01.05, 17:13
                        Hmm no to może być ciężko z robótką :)


                        Trzymaj się niech novy roczek Ci lżejszy będzie :)
                        • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.icpnet.pl 10.01.05, 14:39
                          Dzięki Szczurkova za życzonka, jesteś słodka, na wzajem życzę Wam Wszystkim DO
                          SIEGO Roczku 2005 i wszystkich kolejnych!!! I tak sobie żyję i gniję na
                          chorobowym, a właściwie to żyjemy teraz w czwórkę: JA, MOJA DEPRESJA, MOJA
                          PAPUŻKA I NASZ APRIL... Z nas czworga tylko APRIL się nie przejmuje i szturcha
                          mnie swoim mokrym nochalem tak długo, aż dostanie to, co chce. Najczęściej
                          chodzi mu o jedzenie, lub adorację Jego psiej osoby. Ten to sobie radzi w
                          życiu!
                          Przez Święta byłem w szpitalu... Nie, nie - jeszcze nie psychiatrycznym, choć
                          niewiele brakowało. Trafiłem na chirurgię, w nocy z 25 na 26 grudnia -
                          łońskiego roku! Troszkę ze świątecznego wzruszenia, troszkę z przejedzenia, a
                          najbardziej to z nerwów - dopadł mnie atak kamieni żółciowych. "Wsiąść do
                          pociągu, byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku
                          KAMYK ŻÓŁCIOWY (...)". Ha, ale się działo! Koło północy zacząłem się wić z bólu
                          po posadzce i nie pomagały mi już żadne prochy. W tym stanie zawlokłem się do
                          toalety (licząc na jakąś w tej "mierze" ulgę), a tu ze szpary w podłodze, jak
                          na mnie nie wyskoczy pająk! Czarny, ogromniasty, owłosiony - zacząłem
                          wrzeszczeć bo byłem "naćpany" tabletkami przeciwbólowymi - i z tego wszystkiego
                          już nie wiedziałem, czy mam halucynacje, czy widzę go naprawdę. Poważnie -
                          myślałem, że pora do psychola. Ale, nie! Zaalarmowana moim wrzaskiem Papuzia,
                          weszła do łazienki i na szczęście zobaczyła, to samo, co ja. Nim zdążyliśmy
                          ustalić jakąś strategię, April odepchnął Papunię, kłapnął zębiskami, i jak wilk
                          Czerwonego Kapturka - pożarł pająka. Ufff! Dzielne pisisko. Potem przyjachało
                          pogotowie i zabrali mnie na chirurgię - podobno w ostatniej chwili - ostry stan
                          zapalny. Jak my jechali karetką przez rozświetlone świątecznymi lampkami wsie i
                          ulice, a ból rozrywał mi trzewia - to sobie myślałem, podadzą mi Pavulon, czy
                          nie?
                          Potem była udana operacja (Chirurg rozentuzjazmowany zwierzał się po zabiegu
                          Papużce - a wie Pani, że mąż to miał woreczek w nietypowym miejscu?! /Ciekawe
                          gdzie, czyżby na plecach?/ To była bardzo interesująca operacja)...i szpitalna
                          rzeczywistość, którą trudno porównać z czymś innym. Kto nie przeżył - nie
                          zrozumie. Powiem jeno tyle, że się nieźle napatrzyłem, obok mnie leżeli faceci
                          ze stwierdzonym właśnie rakiem lub po amputacji... Jak mogłem, starałem się nie
                          zwariować i jeszcze ich pocieszać, i nawet nieźle mi szło, bo "Only need is
                          love", a w obliczu choroby lub śmierci, wszelkie gierki, pozorki i zgrywki -
                          stają się nieważne. Moi współpacjenci strasznie cierpieli, wyobraźcie sobie
                          nocne jęki, charczenie udręczonych sondami nosów i gardeł, narkotyczne
                          chrapanie, wreszcie wystające z brzuchów, i..., i... - dreny. Brak słów.
                          Dziś jestem już w domku, rodzinka przejęta mym losem skacze koło mnie. Trzymam
                          dietę, a najgorzej to z seksem - no bo jak mi się coś w trakcie, w środku
                          urwie? A ja wiem, jak mnie tam w brzuchu pozszywali? Przypomniał mi się dowcip:
                          Inżynier mówi do kumpla: Wiesz boję się iść do lekarza, bo jak sobie pomyślę
                          jakim jestem inżynierem...
                          April tak się ucieszył, że mnie znów widzi (jestem jego Pańciem od leśnych
                          spacerów), że z tej radochy pazurskami porozdzierałby mi szwy. Jakoś uszedłem z
                          życiem. Teraz mam już zdjęte szewki, siedzę w kafejce, stukam do Was i sączę
                          pierwsze po przerwie (nielagalne w moim stanie) piwko. Na zdrowie! Będę żył
                          krótko, ale szczęśliwie, czego sobie i Wam życzę...
                          PINCZER
                          • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 11.01.05, 10:20
                            Wypoczywaj - a jak już tak sobie myślisz o krótkim życiu to pomyśl że fajne i
                            długi było by "kolorowsiejsze" :)
                            • Gość: riada Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: 62.29.137.* 14.01.05, 15:15
                              wyzdrowienia życzę, to podstawa. Reszta się ułoży.
                          • nihiru Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 19.01.05, 14:40
                            Hej Pinczerek - co z Tobą? MArtwimy się.

                            Chyba że znalazłeś nową pracę i tak ciężko tyrasz, że nie masz czasu do nas
                            zajrzeć - wtedy życzymy powodzenia.
                            • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.238.100.4.adsl.inetia.pl 28.01.05, 15:17
                              Taaa, jakoś żyję, ale co to za życie?! Na ten przykład bylim z Papuzią na
                              urodzinkach mojego kolegi Hipka. Super przygotowana impra domowa. Tzn. świetne
                              żarcie, picie i muzyka do tańca zaprogramowana z góry na 12 godzin... A ja
                              prawie nic nie mogłem jeść, a piłem ino białe wino. I to nie dlatego, że lubię
                              (preferuję czerwone) ale dlatego, że nikt nie kalał w taki wieczór ust winem. Za
                              to wytańczylim z Papugą pierwsze miejsce, w stylu "tango przytulango", i co było
                              główną nagrodą? No co?! Ogromny baniak siwuchy! To takie lizanie lodów przez
                              szybkę, że do innych przykładów się nie ucieknę.
                              Taaa... Oj działo sie działo. Z ciężarną Theodorą bylim jedynymi trzeźwymi
                              gośćmi. A jeszcze jeden gościu zapadł mi w pamięć. Tenże gościu nie pił alkoholu
                              do 30-tego roku życia. Nie wiem, co było tego przyczyną. Faktem jest, że po
                              30-tce zaczął łoić z potrójną siłą. Ale wiecie dzieci kochane, co on pija???
                              Likier miętowy przypominający Ludwika, albo ajerkoniak (tak jak moja mamusia).
                              No łapki opadają...
                              Ale jeszcze trwa karnawał, więc wiać mi od komputera i na parkiet Kochani - w
                              tany, w tany!!!
                              Za jakiś czas opowiem Wam bardzo nierzyzwoitą historyjkę poimprezową, tylko
                              czekam aż jej główny bohater wyjedzie za granicę, bo gdyby przeczytał i
                              skojarzył, że to o nim - więcej już bym niczego tu nie napisał.

                              Pinczerek trzęsący z zimna pupką... (w dzierganym sweterku)
                              • nihiru Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 31.01.05, 10:04
                                A ja trochę tęsknię za czasami licealnymi, kiedy jeszcze potrafiliśmy się bawić
                                bezalkoholowo. Teraz jak nie wypijesz na imprezce to jesteś dziwakiem i
                                outkastem:).
                                Swoją drogą - faktycznie bez wspomagaczy jakoś trudniej się teraz bawić.

                                Moja zimna pupka pozdrawia Twoją zimną pupkę i czeka na tą nieprzyzwoitą
                                historię:))
                                • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.adsl.inetia.pl 24.03.05, 15:23
                                  Uwaga, po dłuuugiej przerwie obiecana anegdota imprezowa.

                                  Onegdaj, kiedy jeszcze bylim z przyjacielem (nazwijmy go Raper) kapkę
                                  przyzwoitsi, grzeczniejsi i nobliwsi - oj działo się działo...
                                  Wtedyż zabalowalim popiwszy "tatanki" - kto pamięta Tańczącego z wilkami - wie
                                  o co się rozchodzi, młodszym przypomnę, że jest to lekki drinasek- wódka + sok
                                  jabłkowy, lubo żubrówka z soczkiem takimż. Trzeba trafu, że był to chyba balik
                                  z okazji absolutorium jednej koleżanki i spanko mieliśmy zapewnione w jej
                                  willi. Jakoś tak nad ranem, wczołgaliśmy się do wyznaczonego pokoju, nie, nie
                                  sami - ino Raper jeszcze uwiódł był jakąś dziewczynę. Póki co, padlim na łoża,
                                  i śpimy. Jenakowoż przez sen słyszę, że Raper wydaje z siebie odgłosy rozkoszy,
                                  a sapie, a jęczy chłopina - znaczy się, chyba seks uprawia z tą istną?
                                  O czasy, o obyczaje!
                                  Odwróciłem się skromnie do ściany i śpię. Ale Raper przeżywa chyba jakowyś
                                  megaorgazm - bo jęki potęgują się jeszcze bardziej!
                                  Nic to myślę, ma swój dzień - ale z tej tatanki afrodyzjak, no! No!
                                  Za chwilę się uciszy myślę, a on nic, tylko jeszcze głośniej!!!
                                  Dyskrecja - dyskrecją, ale człek jest tylko człekiem - więc odwróciłem się i co
                                  widzę?
                                  Raper leży na plecach, sam, i dusi się w pijackiej drzemce zawiązaną na szyi
                                  muchą...
                                  Skoczyłem na ratunek, wyzwoliłem go i po pół godziny teraz już naprawdę zaczął
                                  z tą istną kicać po łożnicy - wcale nie małżeńskiej.
                                  Ładna mi wdzięczność!
                                  Kochani, z okazji nadchodzących Świąt życzymy Wam z Papużką radosnego kicania
                                  po zielonych łąkach, soczystej szynki, twardych jaj, i a ja jaj!

                                  Pinczerek z wielkanocnym koszyczkiem
                                  • juniodj Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 01.04.05, 11:06
                                    czesssssć

                                    masz novą robótkę czy dalej klepiesz bidkę :)
      • Gość: Zniesmaczona Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.05, 11:26
        A wam musi sie strasznie w pracy nudzic, (obiboki), takie wypracowania pisac
        zamiast wziac sie do roboty....
        Nie am w Polsce szacunku do pracy, sa tylko jakies skrajne postawy...
        szkoda
        • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 04.04.05, 09:23
          Noo z tego neoplusa :) to jakieś straszne oszołomy piszą oj straszneeeee!
          • Gość: pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.05, 12:57
            Chciałem wcześniej coś napisać, ale bardzo przeżyłem śmierć Papieża i wobec tego
            wydarzenia - wszystko inne stało się nieważne. No może z wyjątkiem choroby i
            cierpienia mojego przyjaciela Skowrona, który jest już coraz słabszy, bardzo
            cierpi i przyjmuje narkotyczne leki przeciwbólowe. Boję się o Niego bardzo, tak
            trudno pogodzić się z nieuchronnością śmierci. na co dzień zachowujemy się tak
            butnie, tak buńczucznie - jakbyśmy zapomnieli, że jesteśmy tu tylko na chwilę...
            Muszę lecieć - fajnego weekendu!
            • Gość: do pieska Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 13:40
              panie pisz pan bloga a nie wylatujesz w temacie z czyms takim?
              jakis strasznie samotny musisz byc... albo ...
              • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.05, 17:10
                Jeszcze o Wielkiej Stracie, która jest odejściem tylko na chwilę - jeżeli
                wierzymy w życie wieczne. (Słówko do mojego Przedmówcy. Piszę o tym tutaj, bo
                takie SCENARIUSZE PISZE ŻYCIE. I z tych wielkich i malutkich rzeczy splata się
                moja codzienność.) Jak mówi moja kochana Papużka "Nauczyciel odszedł, ;ae ziarno
                zostało zasiane".
                • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.05, 17:41
                  Siedzieliśmy z Papunią w domu, gdy rozległy się dzwony (planowo nie mamy
                  telewizji) i w ten sposób dotarło do nas, co się stało. Pobiegliśmy do kościoła.
                  Bardzo wielu zapłakanych ludzi modliło się razem wśród zapalonych świec. A świt
                  po śmierci Jana Pawła II, przywitał nas stukotem młotków. Wyjżeliśmy za okno, by
                  zobaczyć, że wszyscy sąsiedzi wieszają flagi z kirem. Mamy nowy dom, nie
                  zdążyłem jeszcze zamocować uchwytu, więc osadziłem flagę na smreku, myśląc o
                  tym, jak On kochał góry i tamte iglaste lasy. Papuzia szybciutko wyprasowała
                  flagę - dostaliśmy takową od teściowej na nowe mieszkanie - i żałobnie przybraną
                  (sąsiadka krawcowa sama przygotowała dla wszystkich mieszkańców wsi czarne
                  wstążki)ozdobiliśmy kwiatami magnolii. Pojachaliśmy (jak, niestety, rzadko do
                  tej pory) na mszę do sąsiedniej wsi. I tam wielkie zdumienie, bo przyszliśmy
                  zapłakani (nie wstydzę się tych łez - choć są o wiele lat spóźnione), a starszy
                  ksiądz proboszcz odprawiał mszę, tak jakby się nic nie stało, jakby nie umarł
                  Pasterz.
                  Nie powinienem osądzać, ale chyba wszyscy tam zebrani czuli się bardzo
                  osieroceni w tym dniu, i przyszli szukać we wspólnej modlitwie pociechy, a tu
                  tymaczasem kościelna sztampa... Jedynie po błogosławieństwie końcowym organistka
                  zaintonowała "Barkę".
                  Po powrocie włączyliśmy "Trójkę" i dopiero tu znaleźliśmy ukojenie. Do audycji
                  na żywo dzwonili słuchacze (nie tylko katolicy, również ludzie innych wyznań) i
                  dzielili się swoimi przemyśleniami. To przyniosło nam ulgę i materiał do
                  rozmyślań. Nawróciłem się i piszę o tym szczerze (tutaj, bo to część mojego losu
                  - "scenariusza"). Piszę o tym ku przemyśleniom i może dla Waszych pokrzepienia
                  serc.
                  Jedna wypowiedź słuchacza szczególnie do nas trafiła. Ten ktoś powiedział, że
                  czuje się jak szybowiec odłączony od wznoszącego go samolotu. Rzecz w tym, aby
                  utrzymać wysokość i nie spaść w dół. Czy nam się uda?
                  Narazie bujna zieleniejąca mimo "lodu" za oknem natura - chwali Pana. I Amen -
                  co oznacza - Niech się stanie!

                  Wasz serio Pinczerek
                  • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 09.05.05, 13:23
                    I cóż dodać...

                    A tak z innej strony - pracę znalazłeś?
                    Bośmy Cię dawno nie czytali a teraz dwa posty :)
                    • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 19:24
                      Zdrowie mi się sypie, bo nadal nie mam pracy.
                      Dziś, wracam z miastowej przychodni na wieś do domu, siadam w autobusie przy
                      oknie. Z braku forsy -(jesteśmy spłukani) - jeżdżę na gapę. Siada przy mnie
                      oryginalny jegomość w śnieżno-białej kurtce narciarskiej, z rudą brodą i burzą
                      kędzierzawych miedzianych włosów. Istny Viking. Zagaja coś o brzydkiej
                      pogodzie, i, że pewnie jestem zmęczony po całym dniu pracy...
                      Kiedy się do niego uśmiecham - prosi mnie o złotówkę na margarynę. Mówi, że
                      sypia w noclegowni, gdzie na obiad jest grochówka, a pozostałe posiłki - to
                      suchy chleb.
                      Marzy o margarynie. Z wiadomych względów nie mogę mu pomóc. On swoją
                      niefortunną prośbę o forsę puentuje słowami: SYTY GŁODNEGO NIE ZROZUMIE.
                      Rozstajemy się w przyjaźni.

                      PS Błyskawiczny sondaż: Kiedy ostatnio jadłeś suchy chleb? Nie dla kaprysu, ale
                      z biedy?
                      Wasz Pincze-rrrr!
                      • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 20:05
                        A teraz o tym, co porabialiśmy z "Papużką, co je bardzo malutko" - w tzw.
                        międzyczasie.
                        Z braku forsy, każdy pomysł zarobkowania jest dobry, więc... Wystartowaliśmy w
                        konkursie (quasi reality-show, ale w założeniu kapkę kulturalniejszy!)-
                        zorganizowanym przez lokalną telewizję pt. "DOBRANA PARA". Wystarczyło wysłać
                        małżeńską fotkę i napisać parę słów o sobie. Dobry bajer to podstawa, więc
                        puściliśmy zdjątko - do TV, i wodze fantazji - do zabawy. Po tygodniu
                        znaleźliśmy się w finale - zakwalifikowali (fiku-miku, a ty mnie zakwalifikuj!)
                        tylko pięć par (ze stu). No i zrobiło się gorąco, bo główną nagrodą było 100
                        tys złotych. Gra nabrała rumieńców i zaczęło nam serio zależeć na zwycięstwie.
                        To była szansa na poprawę losu, a przede wszystkim na wyrwanie porządnej kwoty
                        na leczenie Skowrona. Od tej chwili gra potoczyła się błyskawicznie.

                        Przez tydzień, raz dziennie + powtórki, pokazywali nas w telewizorni, a
                        reporteży i dziennikarze (również prasowi) - nawiedzali w domu, niczym jakieś
                        czerwonowłose (wybacz Michale - nie chwalę się wcale!) - pop gwiazdy. Ponieważ
                        nie pracuję, więc przygotowywałem każdorazowo szkic naszych codziennych
                        wystąpień, a wymęczona Papuzia (musiała biedaczka godzić to z intensywną pracą
                        zawodową), z podziwu godną cierpliwością - (ona nigdy nie była "zwierzęciem
                        scenicznym", a szkoda, bo ma warunki pod każdym względem)- po powrocie z
                        roboty, wskakiwała w skomponowaną i wyprasowaną dla niej przeze mnie kreację i
                        ćwicząc tekst w samochodzie, gnała ze mną i z psem do studia. Ależ dały nam te
                        tv-majstry popalić!

                        Pierwszy program był indywidualną prezentacją par na wizji. Zabrałem maskę
                        goryla (przerażające żółte kły, kudłaty czarny łeb) i razem z Aprilem i Kol.
                        Małżonką - odstawiliśmy cyrk w TV - opowiadając z dużą dozą autoironii, (co nam
                        pozostało?!), o naszym miłym stadle. Jedynie April miał na wszystko pełny zwis,
                        i zamiast się szczerzyć do kamery, (a ma czym!) - odwracał mordę od świateł i
                        kamer, i zwinąwszy się w kłębek - po prostu spał w TV... - Co za grzeczny pies -
                        to niesamowite - komentowała jego stoicką postawę ekipa filmowa. Do czasu...
                        Dopiero gdy kłapnął zębami jakiś kabel - poczuli doń respekt. Nie wiedzieli, że
                        nasz piechu to mądra bestia. (Mówimy o nim "profesur"!). Nasz pierwszy występ
                        wypadł ładnie i oryginalnie, ale muszę z pokorą przyznać, że nie doceniałem
                        naszych rywali. Zadufany w sobie (ma się to sceniczne obycie), przygotowałem na
                        ten dzień program minimum. Inne pary bardziej postarały się o zaskarbienie
                        sympatii publiczności. Jedni upiekli ciasto, którym poczęstowali redakcję.
                        Drudzy ugotowali żółwiową zupę i częstowali nią publikę, (zapach rozniósł się po
                        całej hali zdjęciowej i pobudził kupki smakowe audytorium), jeszcze inni
                        zaprosili ludzi do wspólnego śpiewania przy wtórze gitary. Jedynym mankamentem
                        ich popisów były dłużyzny, które im się zdarzały często. CDN

                        • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 20:15
                          Dzień drugi naszej gry o 100 tys, przyniósł nam zadanie zrobienia w
                          hipermarkecie zakupów za 500 złotych - oczywiście w wyznaczonym czasie (10
                          minut). Jasne, że towarzyszyły nam kamery i reporteży.

                          Poszliśmy z Papunią na całość, i, chociaż nie mamy za bardzo czego teraz jeść,
                          za całą ufundowaną kwotę nabyliśmy szampany, truskawki i czarny kawior. Niech
                          widzą jak Pinczerkowie się bawią! Nooo, zdarzyła się w emisji programu pewna
                          nieplanowana przerwa, bo nam i ekipie bąbelki uderzyły do głowy. Zbrataliśmy
                          się za to serdecznie, i przeszliśmy, ku zdziwieniu gapiów na "TY".
                          CDN
                          • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 20:33
                            Następnego dnia nasze zadanie polegało na zabraniu ekipy TV, w jakieś niezwykłe
                            miejsce w naszym mieście (nieopisane w przewodniku turystycznym). To była
                            domena mojej Papużki, która pokazała telewidzom pewną starą kamienicę i na
                            wizji zajmująco o niej opowiedziała. Z tym starym domiszczem związana jest
                            mrożąca krew w żyłach historia potajemnego romansu nieletniej hrabianki z
                            ułanem. Ich zakazana miłość skończyła się pojedynkiem, w którym ów amant z
                            ostrogami - zginął na miejscu od broni palnej. (Oficer ten zastrzelił się
                            omyłkowo sam). Ciekawe czy pochowali go razem z koniem - jak Indianina? O tym
                            jednak historia milczy.
                            Moja żona (ze mną w tle, pies miał wyjątkowo wolne) była w tej odsłonie
                            fantastyczna! Proszę wyobraźcie sobie damskie połączenie profesora Zinna z
                            panem Wołoszańskim, a będziecie mieli pełen obraz tego "przedstawienia".
                            CDN
                            • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 20:41
                              Kolejnym wyzwaniem w owym teleturnieju był rajd samochodowy. Dostaliśmy
                              kluczyki do Lancii - świetny wóz - i posługując się zaszyfrowaną mapą -
                              musieliśmy dotrzeć w ciągu kwadransa na wyznaczone miejsce. "Duża hopa, mała
                              hopa - buuut!" Przybyliśmy do celu przed czasem, a kamerzyści (dysponujący
                              mniejszą od nas ilością koni mechanicznych), z trudem za nami nadążali. W
                              finale tego show, Papunia dała mi tak gorącego całusa na wizji, że od tej pory
                              została okrzyknięta "MISS CAŁUŚNOŚCI". I dobrze!
                              CDN
                              • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 20:57
                                Ostatnia konkurencja teleturnieju - gotowanie na ekranie - stargała mi nerwy na
                                maksa! Wyobraźcie sobie, że kazali nam upiec placki ziemniaczane ze schabowymi
                                kotletami. Co za dziwaczne połączenie! Pewnie byśmy się na tym posypali, gdyby
                                Papużka, (co je baaardzo malutko!), nie chwyciła steru w swoje ręce. Dzięki
                                temu,że dobrze podzieliła między nas kulinarne robótki, dali my radę. Tarłem
                                kartofle aż gwizdało, ścierając do krwi opuszki palców i kostki dłoni.
                                Zdążyliśmy podać ten obiad (łącznie z pieczeniem i fachowym nakryciem stołu) w
                                ciągu 25 minut. To było patelniowo-tarkowe szaleństwo. I jeszcze czyniąc to
                                ostre gotowanko, a raczej smażonko - serwowaliśmy widzom i PT komisji
                                kucharskiej (na czele z szefem kuchni hotelu, w którym odbywało się to
                                nagranie) - kulinarne anegdoty o pani Ćwierciakiewiczowej - dawnej legendarnej
                                kucharce krakowskiej, co była tak gruba, że na schody wchodziła tyłem! Ufff!
                                CDN
                                • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 21:06
                                  No! Mamy już za sobą ten cały teleturniej - myślimy sobie wychodząc z żonką z
                                  hotelu, a tu: niespodziewajka!
                                  Przed hotelem zaczepia nas jakiś gość z prośbą o pomoc w... targaniu wielkiej
                                  szafy. Domyśliłem się od razu, że jesteśmy w ukrytej kamerze, i, chcąc
                                  niechcąc - (dobrze, że byłem chociaż wzmocniony kotletami) - podjąłem ten
                                  okazały mebel.

                                  Mówię wam, po tej ostatniej próbie mojej Papuni wciąż wydawało się, że możemy
                                  znowu być w ukrytej kamerze. Dlatego nawet do sąsiada proszącego o ogień -
                                  podchodziła z telewizyjnym uśmiechem.
                                  CDN
                                  • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.05, 17:40
                                    A KU KU! CZY KTOŚ MNIE JESZCZE CZYTA?
                                    Pozdrawiam Was serdecznie!

                                    Wasz Pinczerek z liściem kapusty na głowie
                                    • Gość: min Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: 193.0.117.* 25.06.05, 09:45
                                      Pinczer pisz częściej. Czytam z zapartym tchem. Masz dobre pióro i jesteś
                                      dowcipny. Co z pracą "papuzią' I "profesórem" Pozdrawiam
                                    • Gość: Mis Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.crowley.pl 28.06.05, 13:46
                                      No pewnie, ze czyta!!!
                                      Tylko cos malo piszesz... ;-(
                                      Zagladam tu co kilka dni!
                                    • nihiru Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 28.06.05, 14:46
                                      Pinczerek - przecież ja zaglądałam na to forum tylko dla Ciebie! Skończyłeś
                                      pisać, to przestałam zaglądać. Całe szczęście że dzisiaj wreszcie coś mnie
                                      tknęło...:)
                                      • szczurkova Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 01.07.05, 09:12
                                        Noo ale taaak jakoś strasznie cedzisz njusy weź się w garść i napisz co
                                        dłuższego :) czymaj się ciępło :) und nie penkaj :)
      • kapturek622 Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 01.07.05, 15:05
        Przeczytałam całość - jednym tchem. Bardzo sympatyczne.
        • Gość: madzia Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.05, 11:30
          pinczer co z toba.
          wygrana do łba uderzyla???
          • Gość: misiek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.wau.bitonline.cc / 213.17.175.* 12.07.05, 15:46
            To się fajnie czyta. Tylko jak to w życiu - scenriusz kolejnego odcinka
            poznajesz otwierając rano... do wyboru: oczy, toaletę, gazetę... Może koledze
            nie chce wyjść z tego wszystkiego happy end? A może właśnie to jest to? W
            każdym razie będę od czasu do czasu tu zaglądał szukając happy endu.
            • Gość: wowo Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.crowley.pl 11.08.05, 11:14
              Pinczeeeeerrr!!! Coo z Toooobą!!! Czeeeekaaaaaaaaamyyyy!!!!!!
              • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 04:15
                Kochani, dzięki za ciepłe słowa! Akurat na dworze zrobiło się zimniutko... No
                ale nie jest źle, bo wkrótce długi weekend sierpniowy. Jakby Wam to powiedzieć?
                Byłem w dalekiej podróży, wydaje się, że wracam, do siebie, ale czy na pewno?
                Ostatnio robiłem tyle wyczerpujących rzeczy. Zdradzę tylko, że zająłem się
                refleksologią. I nie jest ci to nauka ćwicząca refleks, ani też rodzaj
                medytacji...
                Hafff, haff!
                • Gość: min Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: 193.0.117.* 31.08.05, 15:34
                  Pinczer, refleksologia to umiejętność naciskania w odpowiednim miejscu. No wię
                  naciskam, żebyś się zgłaszał częściej, to dobre na psyche (ta daleka podróż,
                  nie depresyjka czasem?) Posdrowienia dla Papuzi i psa "Profesóra"

                • Gość: leng Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.arcor-ip.net 17.09.05, 23:15
                  Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie Pinczerek dla Papużki (co je bardzo malutko)
                  ach i dla waszego Piecha. Mam NADZIEJE, ze jeszcze podzielisz sie z nami... bo
                  przeciez zycie ciagle pisze jakies scenariusze...
                  Wszystkiego dobrego :-)))
                  • Gość: bobek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.elpos.net 27.09.05, 21:14
                    :)
      • Gość: dresiarz Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.05, 11:22
        Z jakieś 10 lat temu pracowałem w drukarni, która chciała drukować różne rzeczy
        dla zakładów farmaceutycznych. Była to mała drukarnia gdzie nikt nie zajmował
        sobie głowy takimi rzeczamy jak stroje robocze, higiena , bhp i takie tam.
        Więc wszyscy drukarze chodzili we własnych ciuchach typu stare podkoszulki,
        swetry, dziurawe dżinsy, bambosze, klapki, trampki. Wszystko to oczywiście
        dokładnie poplamione farbami i nie tylko.
        Ponieważ miała odbyć się wizytacja z jakiegoś zakładau farmaceutycznego szef
        stwierdził, że musi być błysk. No i postanowił ubrać pracowników w jednolite
        stroje robocze. Razem ze szwagrem, który szył dresy, wymyślili że dresy będą
        idealne. No i ubrali wszystkich w kreszowe dresy;) Do tego był tylko jeden
        rozmiar i to taki większy, więc ci skromniej zbudowani wyglądali lekko
        śmiesznie. Wizytacja się odbyła, a po wizytacji oczywiście sprzęt do zwrotu;)
        • Gość: Pinczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 19:08
          Jeszcze się w tej podróży, mój Boże nie jedno zdarzyć może, złych przygód czeka
          nas ciemny trakt.
          Oj działo się działo u mnie i we mnie, a najgorsze to to, że zgubiłem notatki
          pisane do tej rubryczki, albowiem bawiąc z dala od Internetu (nie mylć proszę z
          internatem, koedukacyjnym, a jakże!) notowałem byłem życie na skrawkach
          papieru. I tak sie złożyło, że mi te skrawki zwiało, ale życie mi jeszcze
          zostało, więc... CDN już jutro!

          Pinczer odziany w futro - własne.
          No dobra, dobra, futerko...
          No niech wam będzie - sierść!

          PS Mała dziewczynka zapytana przez dużą panią redaktor w TV, w programie "Od
          przedszkola do Opola"

          Pani Redaktor: A macie w domu jakieś zwierzątko?
          Dziewczynka: Mamy!
          Pani Red: A co to jest?
          Dziewczynka: Kotek!
          Pani Redaktor: A jak się wabi?
          Dziewczynka: ????!
          Pani Redaktor: No jak on ma na imię?
          Dziewczynka: ?????????????!!!!!!
          Pani Redaktor: Nooo, jak tatuś do kotka woła?
          Dziewczynka: Tatuś woła "Ty je..y sierściuchu!"
          No commnets
          • forum_user Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE 24.11.05, 22:37
            Ponieważ robi się dość rozrywkowo dopiszę cosik od siebie. Pewnego razu do
            naszej manufaktury zjechala para Duńczyków. Byli w pewien sposób zaznajomieni z
            prezesówką, więc myśleli o mniejszym, lub większym interesie z nasza firma.
            Niestety, jak na złość w przedsiębiorstwie liczącym ok. 150 osób w obcym języku
            potrafią dogadać się tylko dwie osoby, tzn koleżanka z działu marketingu
            (świetnie po niemiecku i angielsku, tudzież ja po angielsku. Był też
            informatyk, który zazwyczaj robil za tłumacza, ale zmądrzał i wybrał inną drogę
            kariery). Przyjeżdżają więc owi Duńczycy, nikt się nie potrafi z nimi dogadać,
            więc trwają gorączkowe poszukiwania poliglotów. Tymczasem w pokoju "gościnnym"
            Duńczyków zabawia pani "dyrektor finansowa" mówiąc nieustannie "tak, tak" z
            przyklejonym głupawym uśmiechem. Ja natenczas postanowiłem zniknąć na terenie
            kombinatu (heh, a co, niech lokalni geniusze palą głupa), więc dopadli
            koleżankę. Została przedstawiona przez pania prezes Duńczykom (prezesowa
            wskazując na nią powiedziała podobnież: ona jest wery gut specjalist) i padło
            pierwsze pytanie z ust gości: Co znaczy to słowo "taktak" ? Bo ta pani w
            okularach powtarza je od jakiegos czasu ?
            • Gość: Pinczer Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 15:14
              Hau, hau, hau! Uśmiałem się jak nutria...
              Pinczerek - Picerek
              • Gość: Pnczerek Re: ŻYCIE PISZE SCENARIUSZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 17:24
                Tak w ogóle to obiecałem pociągnąć (bez skojarzeń, proszę!) swój wątek.
                Zanim uraczę Was tym, co przygotowałem, wspomnę, że dzień zacząłem od spaceru z
                psem po lesie i polach, potem kawka, poźniej, aż do teraz - lektura i piwko.
                Taaak, jestem bezrobotny.
                Czy już mnie dość nienawidzicie?
                Jeszcze nie dość? To zapraszam do biura z 1870 roku!

                REGULAMIN BIUROWY Z 1870 ROKU
                1. Personel winien być w biurze tylko w dni robocze pomiędzy godziną szóstą
                przed południem a gdziną szóstą po południu.

                2. Oczekuje się, że wszyscy współpracownicy bez wezwania będą pracowali w
                godzinach nadliczbowych - jeśli będzie taka potrzeba.

                3. Za czystość biura odpowiedzialny jest pracownik o najdłuższym stażu.

                4. Wszyscy terminatorzy i uczniowie mają zgłaszać się u niego czterdzieści
                minut przed rozpoczęciem pracy i pozostają do dyspozycji także po zakończeniu
                zmiany.

                5. W czasie godzin biurowych nie wolno rozmawiać. Przyjmowanie posiłku jest
                dozwolone pomiędzy godziną wpół do dwunastej do dwunastej. Jednakże nie wolno w
                tym czasie przerywać pracy.

                6. Regułą jest noszenie skromnej odzieży. Personel nie może ubierać się
                jaskrawo i wolno nosić tylko porządne pończochy. Nie wolno nosić w biurze
                ocieplaczy i płaszczy, ponieważ personel ma do dyspozycji piec. Poza tym zaleca
                się aby każdy członek personelu w okresie zimowym przynosił cztery funty węgla.

                7. Pragnienie tytoniu lub napojów wyskokowych jest słabością ciała i jest
                zabronione dla wszystkich członków personelu biurowego. Osoby płci żeńskiej
                mają starać się prowadzić bogobojny tryb życia.

                8. Każdy pracownik ma obowiązek troszczenia się o swoje zdrowie. Chorzy
                pracownicy nie otrzymują wynagrodzenia. Dlatego każdy pracownik mający poczucie
                odpowiedzialności powinien ze swego wynagrodzenia odkładać pewną sumę, żeby nie
                stać się ciężarem dla ogółu w razie niemożności pracy lub zmiejszenia się
                zdolności pracy.

                9. Urlopów udziela się tylko w wypadkach naglących ze względów rodzinnych.
                Wynagrodzenia za ten czas nie płaci się.

                10. Należy zawsze pamiętać o tym, że jest się winnym wdzięczność swemu
                chlebodawcy. W końcu on Was żywi.

                Zapraszam do dyskusji, proszę Dilbertomaniaków o opinie!

                Was Pinczerek z fifką w mordce.
                • Gość: toxy Re: zycie pisze scenariusze IP: *.crowley.pl 26.09.06, 20:18
                  Napisz cos jeszcze Pinczer!!!
                  Prosze!
                  Albo daj tu znac gdzie jeszcze mozna Ciebie przeczytac!
                  • Gość: Pinczerek Re: zycie pisze scenariusze IP: *.icpnet.pl 03.10.06, 09:19
                    Witajcie Kochani!
                    Zamilkłem na tak długo bo umarł Skowron. Odszedł tej zimy 13 lutego 2006 roku.
                    Umarł w domu, dużo cierpiał. Do końca tworzył, grał, komponował, odnalazł w
                    sobie tę najtrudniejszą pokorę - zgodę na dramatycznie uciekające siły i wciąż
                    narastające cierpienie. W dniu Jego pogrzebu pierwszy raz tej zimy zaświeciło
                    słońce, którego już nie doczekał. Całe ubiegłe lato przesiedzieliśmy w ogrodzie
                    (Skowron leżał), słuchając szumu brzóz i odprowadzając wzrokiem przelatujące nad
                    nami samoloty pasażerskie - unoszące ludzi gdzieś w egzotyczne kraje. (Skowron
                    tak bardzo chciał przed śmiercią odwiedzić Kretę, ale zrezygnował, bo ponoć za
                    granicę nie można wywozić leków narkotycznych, które On musiał już wtedy
                    stosować codziennie.) Wieczorami jego Żona rozpalała ognisko - pachniało jak w
                    górskim szałasie. Nad grobem zagrał i zaśpiewał mu przyjaciel rodziny, były też
                    wiersze, a teraz cisza... Nie dokończona rozmowa. Chodzę czasem z Aprilem na
                    jego grób - modlitwa, zniczyk, kwiatki, ale Jego już tu nie ma. Nikt nie
                    odpowiada na prowadzoną w myśli rozmowę.
                    Nie będę pisać o bólu tych, co pozostali, bo tego się nie da wyrazić. Wiem od
                    Niego samego, że zrobiłem dla Niego dużo, ale wiem także, że możnaby zrobić
                    jeszcze wiele rzeczy, aby dać mu radość w ostatnich dniach, miesiącach.
                    Żeby nie kończyć zbyt żałobnie dodam, że Skowron bywał wesołkowaty, ironiczny,
                    prześmiewczy, a kiedy na pogrzebie zobaczyłem Jego prochy (takie miał życzenie)w
                    wazonikowatej urnie - zamiast w tradycyjnej trumnie, naszła mnie myśl: Ale jaja!
                    Skowron uciekł nam jak Dżin do butelki!

                    PS Obiecuję Wam (piszę do łaskawych mym wynurzeniom Czytelników) kolejne obrazki
                    z mojej rzeczywistości, zwłaszcza, że mam od kilku dni laptopa, a więc
                    profesjonalny warsztat "tkacki". Hej!
                    • Gość: pinczerek Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.06, 12:35
                      A tu już Pani Jesionka przyszła do naszego domka i kubraczki znów założyć czas.
                      A nasz pies April, ha, ha, to już nie szczenię, to psisko pełną mordą, w tak
                      zwanym międzyczasie został był ojcem czworga ślicznych ogonkowców - z suczką
                      owczarką podhalańską z zza płota... Jej pani jest osóbką samotną i wcale, ale
                      wcale się na pieski nie gniewała. Za to jej brat - tak. Dzięki temu mamy od
                      miesiąca nowy drewniany nieprzepuszczalny płot od strony tej suki - nie mylić z
                      Panią sasiadką.
                      Do pracy, a raczej do potencjalnych pracodawców podchodzę jak do g... -
                      ostrożnie, z dużym dystansem. Zrozumie to tylko ten, kogo w pracce skopali tak
                      jak mnie. Mam propozycję pracki w nowej gazecie-miesięczniku przy jakiejś tam
                      unijnej fundacji, nawet jestem w jej redakcji, ale niekt nie wie, że my z
                      Aprilkiem tak naprawdę to nie są w Unii... Wszyscy w naszej wsi weszli, a my
                      zostali i tak bujamy się po manowcach...
                      W związku z głęboką niechęcią do wszelkich form pracy zinstytucjonalizowanej
                      (ale słowo, no, no!) od pół roku działam jako wolontariusz w pewnej Fundacji
                      Charytatywnej i fajnie, tylko nawet tam są przekręty - żerowanie na biedakach.
                      Fuj! Kumpela podjęła kroki by tę lewiznę, jak oczko w pończoszczce! -
                      zatrzymać. Ja ją tylko wspieram duchowo, na nic więcej mnie nie stać i chyba
                      się po prostu wypiszemy z tego szemranego interesu, z tej Fundacji. Piszę to na
                      laptopie, mam teraz ogromną swobodę poruszania sie po domu. Teraz piszę z
                      widokiem na wielki orzech i drzewka wiśniowe. Po tarasie i skalniaku (dopiero
                      tworzymy z Papuzią to cudo) skaczą sroki - beszczelne elegantki. Wracając do
                      pracki, pracuję dorywczo, a docelowo piszę powieść, no dwie a nwet trzy
                      równolegle... Ktoś tu kiedyś obiecał kupić moje wynurzenia jakby wyszły
                      drukiem. Jeszcze troszeczkę, ale jak już coś wydam, to wtedy zdradzę tajemnice,
                      które pozwolą Wam zrozumieć niektóre wątki tej pisanki lepiej, znacznie lepiej.
                      Jeżeli czytasz to w pracy, to mam taką myśl, jeszcze niedawno, prawie dwa lata
                      temu, też grzecznie spalałem się dla szefa. Czy było warto? Nie, ale nie byłbym
                      tym kim jestem dziś, gdyby nie te lata spędzone w prowincjonalnym art-
                      kołochozie.
                      Więc jeśli czytasz to w pracy, myślę o Tobie bardzo serdecznie.
                      Wasz Pinczerek potargany po Psiej Wystawie
                      • Gość: ten no...Pinczerek Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.06, 20:13
                        No tak się sprawy mają, że do naszej wsi przyszło, przybiegło dziś lato(sic!),
                        a profesur, jak tylko ciepełko poczuł, słoneczko zwąchał, dał dyla za płot -
                        górą! No, nie na darmo skończył był on Szkolenie dla psów. Hyca całkiem
                        dziarsko, tylko czemuż, pytam się ja Was, tak niecnie ucieka od swego
                        dobrodzieja, pańcia znaczy się, karmiciela? "Podłość ludzka nie zna granic!",
                        ale żeby psinka tak... Pobiegłem za nim, polną drogą, na czczo, bez kawy, bez
                        komórki! Biegnę i słabnę z każdym krokiem, a tu sąsiedzi patrzą na mnie
                        zdziwieni i uśmiechają się krzywo, taki stary, a mu się joggingu zachciewa. A
                        April zniknął gdzieś na horyzoncie popod laskiem. Jak dobrze, że odżałowałem
                        onegdaj 5 dych i pies ma na szyi wygrawerowany medalik z adresem, maszymi
                        telefonami i swoim imieniem. I wiecie co? Sam wrócił,podła bestia, jak
                        zgłodniał. Ale mu przygadałem. Był baaardzo skruszony.
                        Taaa... Miałem dziś mieć zebranko z ową gazetką, co powstaje, aliści tak mnie
                        mój psinka z rańca przegonił, że zamiaru jazdy do miasta poniechałem i ów
                        meeting odwołałem (by telefon). Za to jutro idę na kawę, czytaj piwo, z
                        koleżanką, która ma pomysł, czy coś - na jakąś godną, czytaj ciekawą i sensowną
                        (dla dobra ludzi, jak to się mówi) pracę. Z tego wszystkiego, tzn. z bezrobocia
                        oficjalnego, to się nawet zastanawiałem, czy nie iść do pracy, do hospicjum.
                        Długo i w bólach żegnałem Skowrona, to wiem jak jest, albo mi się wydaje, że
                        wiem... Od czasu jak on odszedł, byt wydaje mi się niezwykle umowny,
                        iluzoryczny i nieprzewidywalny. Dlatego z taką rozkoszą czytam blogi typu,
                        kobieta trzydziestoletnia, w kótrych dziewczyny piszą o ślubach, ciążach,
                        dzieciakach, a ich faceci o samochodach i zarwanych laskach. To się nazywa
                        witalność, czego sobie i Wam życzę!
                        • Gość: Pinczer moralista? Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.06, 21:34
                          No, Almodovara nam się zachciało, do wsi przyjechało kino i nam gratis
                          wyświetliło Volvera. Jako, że reżyser markowy, film darmowy w domu kultury -
                          skrzyknęliśmy z Papuzią krewnych i znajomych z miasta. W programie były:
                          wiejskie kino, gorąca szarlotka i lodowate lody. I jeszcze wino i piwo, i
                          goszczenie u nas. Papunia szarlotę upiekła (b. udany debiut!), ja jej jabłek
                          natarłem malakserem (albo tak mi się wydawało?), jeszcze obrus haftowany z
                          lumpeksu (a to się Helgi nadziergały, ha!) uprasowalim, i... Byliście na
                          Volverze? Do rana gadalimśmy o tym filmie. Była z nami kumpela, co ma męża
                          Hiszpana, więc film w oryginale rozumiała - intrygująco tłumaczyła wybrane
                          kwestie. Piękny język. A sam film? Jakie tragiczne losy tych kobiet, jakie
                          popieprzone i piękne miały życie jednocześnie. I pytanie, czy gdyby one nie
                          były tak skrzywdzone, jak były, nadal byłyby takie piękne? Koleżanki, które
                          gościliśmy, były bardzo poruszone i wzruszone. A po winie zaczęły opowiadać
                          własne mroczne epizody i historie. Takie wspomnienie: Młodziutka dziewczyna w
                          ciąży została na weekend sama w wiejskim domu rodzinnym. Jej mąż pracował w
                          mieście. Noc. Na dworze wichura, wiatr otwiera raz po raz okna od jej pokoju na
                          parterze. Ona boi się bardzo, w końcu budzi swego śpiącego za ścianą ojca i
                          prosi go żeby z nią pobył. On podpity zbywa ją i przegania. Ciężarna zostaje
                          sama. A za drzwiami jej pokoju słychać szmery, potem łomoty i to na pewno nie
                          wiatr. Więc co, kto? Dziewczyna dygoce bezradnie do rana. Rankiem okazało się,
                          że do kotłowni, tuż przy jej pokoju włamał się zbieg z więzienia. Volver, nie?
                          Ona mówi,że nie ma żalu do ojca. Jednak to opowiedziała. Czy wszystko nam
                          opowiedziała?
                          Inna koleżanka Papuni tego wieczoru przyjechała do nas na Volvera z
                          nastoletnimi córeczkami, dziećmi prawie. Myślę,że to nie jest film dla
                          dziewcząt... Gdyby były moimi córkami, chroniłbym je przed takimi obrazami.
                          Młode spytane o wrażenia grzecznie pochwaliły projekcję za... Nastrój. Był!
                          Niewątpliwie.
                          I jeszcze dziś krzyki na bazarze. Patrzę, a tam starszy pan, taki brzuchaty, w
                          okularach, dobrze ubrany - laską bije kobiecinę po twarzy. Ona krzyczy bez
                          słów. Wszyscy zamarli, ucichli. Staruszeczka bezzębna płacze. Ruszam do nich,
                          gdy ubiega mnie chłopak, może 20 lat. Stanął w jej obronie! Ustawił starucha i
                          jeszcze mu powiedział, że chyba za długo żyje. Na odchodnym pogroził dziadzi,
                          że jak jeszcze raz dotknie żony (okazało się, że starzy są małżeństwem, więc
                          dziadunio czuł się upoważniony) to mu przyp-doli. Kobiecinka grzecznie
                          potruchtała za panem mężem, a kobiety ze straganów skomentowały. No, teraz to
                          ona dopiero oberwie. W domu.
                          Volver?
                          • Gość: profes79 Re: zycie pisze scenariusze IP: *.cable.ubr01.perr.blueyonder.co.uk 19.11.06, 06:05
                            Jak to czasem fajny watek potrafi znienacka wyskoczyc! POczytalem wszystko i na
                            dalszy ciag z iecierpliwoscia oczekuje...
                            • Gość: Grobowy Pinczer Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.06, 19:32
                              Życie? Snem jest przecież... Nie wierzycie – posłuchajcie, zapraszam na mroczną
                              przechadzkę. W weekend, wybraliśmy się z P. do teatru, i było nam magicznie,
                              czarownie, nostalgicznie. Ogromne podwórko wśród starych kamienic, wieczór
                              ciepły choć listopadowy, żółte klony i spora grupa oczekujących na spektakl.
                              Oczekiwanie tajemnicze, bo tu i ówdzie przemykają między zgromadzonymi postacie
                              z innej bajki. Czarne cylindry, powłóczyste peleryny, żaboty i laski. Aktorzy?
                              Chyba tak – robią klimat... W końcu zapraszają na spektakl. Starymi kuchennymi
                              schodami wchodzimy na 8. piętro ponad stuletniej kamienicy. Za wysokim gościem
                              w cylindrze idziemy na strych. Schody skrzypią, zapach starzyzny i kupy gołębi.
                              Im wyżej, tym ciężej iść, lecz nie można przystanąć, bo za tobą cały czas idą i
                              idą ludziska - poobcować ze sztuką. A te schody, czy może raczej wschody, bo,
                              jak mawiał mój ś.p. Dziadek – do obu czynności przecież służą, więc te wschody,
                              skrzypią tak okrutnie, że boję się, czy wytrzymają? Strych. Nareszcie! Półmrok.
                              Widownia z różnistych pozbieranych przypadkowo krzeseł i jeden ooogromniasty
                              fotel i jeszcze na podłodze materace. No to ja z Papuzią klap na ten fotel –
                              kurturarnie znaczy się, niech się pospólstwo wielce performance po materacach
                              wije. Ciemno, cicho, zimno, a na środku strychu drewniana trumna. Wychodzi z
                              niej elegancki jegomość w pelerynie, żabocie, koszuli ze spinkami, zakłada
                              złote binokle i dalejże nawijać, naukowo, wytwornie o... Kłopotach jakich
                              przysporzyć może przedwczesny pochówek! Letarg, czyli senność względna
                              (terminologia moja). No bo wyobraź sobie miły czytelniku siedzący gdzieś w
                              firmie, że zdarzyło Ci się umrzeć pozornie, a niczego nieświadoma rodzina
                              pochowała Cię. Co wtedy? Budzisz się w ciemności, a tu wieko i tony ziemi nad
                              Tobą. Pomysł na tę sztukę zaczerpnięto z opowiadań E. A. Poego, który miał
                              właśnie taką obsesję. Spektakl był wykładem - reklamą niezawodnych trumien,
                              które miałyby być wyposażone w urządzenia umożliwiające denatowi kontakt z
                              grobu - ze światem żywych. W wieku XIX i wcześniej rzeczywiście prowadzono
                              takie badania... Zachowały się historyczne rysunki takich konstrukcji.
                              Fascynujące? A pewnie! Jegomość w czerni, gadał o tym 40 minut, po czym
                              grzecznie podziękował zebranym i rozdał wizytówki firmy trudniącej się
                              serwisowaniem umarłych na wypadek ich nagłego, koszmarnego przebudzenia.
                              Troszkę z Papunią zziębliśmy, więc lekko zesztywniali, po króciutkich
                              oklaskach, zamyśleni - wraz z większością publiki zaczęliśmy zmierzać do
                              wyjścia. Tam w kręgu światła, czekał zwykły świat i w planach ciepła kolacja w
                              domowych pieleszach. Wraz z większością opuściliśmy strychową salę. Ale, wydaje
                              się, że dla tych, którzy pozostali, reżyser przygotował jeszcze
                              mroczniejsze „atrakcje”. Bo na scenie, w zamkniętej trumnie pozostał jeden
                              człowiek - ochotnik z widowni? Nie wiem, więc Wam nie powiem, lecz jest to
                              wysoce prawdopodobne...
                              A jakie są Wasze doświadczenia?
                              W czasie wojny w mojej rodzinie zdarzyło się cudowne zmartwychwstanie. Trwała
                              okupacja, zima była bardzo sroga, więc rodzina wystawiła zmarłego wujka (póki
                              co, a prowizorki są ponoć najtrwalsze) na... balkon! I jakież było ich
                              zdziwienie, gdy przemarznięty wujo, zapukał nagle do nich przez szybkę. Brrr!
                              Za to Babcia opowiadała mi, że kiedy likwidowano stare cmentarze, widziała
                              osobiście liczne poskręcane szkielety pogrzebanych w letargicznym śnie
                              zmarłych. Ich dramatyczne pozycje świadczyć miały o tym, że obudzili się po
                              własnym pogrzebie...
                              Życie jest snem i pisze scenariusze. A sztuka? Teatr – brawo, miodzio!, choć to
                              i owo jeszcze bym w nim udoskonalił. Zupełnie jak w życiu.
                              • Gość: Pinczerek Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.06, 20:16
                                Późnym wieczorem wracałem autem z miasta do swojej wsi, ruchliwą trasą, wśród
                                jesiennie łysiejących drzew. Nagle przed maską wyrosła kurtyna mgły jak bibuła
                                rozpraszająca światła porzucanego właśnie miasta. Było widać gdzie miasto się
                                kończy i gdzie ma się na wieś. Zanosiło się stopniowo, mgławiło, rozmleczniało,
                                i... Stop! – widoczność na 10 metrów. Cisza i mgła jak śmietana. Zostawiłem
                                auto przy polnej drodze i ostatni odcinek doszedłem do domu piechotą. Było
                                tajemniczo i nieziemsko. I ta biel, ta mgła przypomniała mi kogoś po wielu,
                                wielu latach. Przypomniała mi pewną kobietę, która ubierała się cała na biało.
                                Zima czy lato, od stóp do głów chodziła w bieli. Była naszą nauczycielką
                                języka. Wszyscy pod wpływem jej uroku chłonęliśmy lekcje. Obojętne było to, co
                                mówiła – chłonęliśmy ją, nie temat, a ona wyglądała, „świeciła”, wcale nie jak
                                lilia niewinnie, lecz zmysłowo drapieżnie, jak biała dzika róża! Kochała się w
                                niej, pożądała jej, cała męska część ogólniaka, i uczniowie, i profesorowie.
                                Podobno rozbiła czyjeś małżeństwo, w białych rękawiczkach oczywiście. Kobieta
                                wyrafinowana. Któregoś dnia, już po maturze, spotkałem ją w zatłoczonym
                                autobusie, z kochankiem, a jakże, w eleganckim ciemnym garniturze. Stali tuż
                                przy mnie w komunikacyjnej ciżbie i... Jedli wprost z papieru wędzoną makrelę!
                                Rękoma. Nie zapomnę swojego wzburzenia. Ona, taka biało-wyniosła i śmierdząca
                                ryba, jedzona na stojąco. Minęło już tyle lat. Biała dama, ryba, mgła. Ech
                                życie, co ty piszesz!!!
                                • Gość: Pinczerek zdziwko Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.06, 20:19
                                  Dzisiaj z pralni dobiegł mnie głos wkurzonej Papuzi. – Chodź tu szybko – pralka
                                  zeżarła nam serwetkę! Zobacz sam, kupiłam w lumpeksie sześć ślicznie
                                  haftowanych serwetek (przez Helgi z Reichu oczywiście), z ręcznie robionymi
                                  koronkami, z wyszytymi jedwabiem monogramami. Wrzuciłam do pralki sześć, a
                                  wyjmuję pięć! Zaalarmowany przez koleżankę małżonkę przybiegłem do pralni co
                                  żywo i zbadałem sprawę wnikliwie. Fakty są bezwzględne, pralka lub cosik w niej
                                  pożarło nam stołową bieliznę... I to nie jest, niestety, pierwsza kradzież
                                  naszej pralki... (Rany, mam nadzieję, że komp jej nie powie, że o niej tu
                                  piszę!) Pralka co drugą przepierkę pożera nam jedną skarpetkę!!! Well, well...
                                  Pewnego razu, w Meksyku, byłem świadkiem rozmowy gospodyni, u której mieszkałem
                                  z młodziutkim, zatrudnianym przez nią murarzem. Kobieta gorąco przepraszała
                                  tego chłopca za to, że jej pralka „zjadła” jedną jego skarpetę. (Powierzył jej
                                  do prania swoje ciuchy). Chłopak śmiał się i wcale się na nią nie gniewał.
                                  Mówił: Jestem do tego przyzwyczajony, tam skąd pochodzę, moja matka pierze w
                                  rzece i często nurt porywa jej różne części garderoby. U nas rzeka, u pani
                                  pralka, nic nie szkodzi, to się zdarza! A ja wtedy nie uwierzyłem tej kobiecie.
                                  Myślałem, gdzieś zapodziała skarpetkę bałaganiara i teraz zwala winę na pralkę –
                                  ciemnota! No i proszę, pokarało mnie.
                                  Czy też tak miewacie?
                                  • Gość: Pinczerek myśliwy Re: zycie pisze scenariusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 19:38
                                    A znowuż wczoraj to... Śpimy sobie, śpimy w łożnicy małżeńskiej, a tu sąsiadka
                                    gromkim głosem woła (stojąc u płota). Panie, panie, a do was jakaś kaczka
                                    przyleciała i zara ja ten pies poźre. Podciągam rolety, prawda to, co krzyczy
                                    kobieta. April groźnie warcząc ugania się za białą kaczką po naszej ziemi, gdy
                                    ona z trudem podlatuje na parę metrów w górę wznosząc z przestworza z trudem z
                                    lekka otyły (u kaczek to zaleta!) kuperek. Bawią się w duszonego... No
                                    ładnie!!! Błyskawicznie wydaję naszemu "Szarikowi" komendę "Do wozu!", czyli do
                                    dom, a on o dziwo mnie słucha. Ubieramy się byle jak, byle szybciej z Papunią
                                    (kątem oka zauważam, że włożyła mój szalik!) i lecimy po sąsiadach oddać
                                    uciekinierkę. Chodząc od furtki do furtki wyglądamy, jak Świadkowie Jehowy.
                                    Większość sąsiadów kochanych chyba nam dlatego wcale nie otwiera... A jedna
                                    pańcia to mówi bez domofon: Nie reflektuję! Zuepełnie jakbyśmy jej chcieli tę
                                    kakę sprzedać, a nie oddać! Jeden nasz sąsiad - p. Kaczmarek - wytrawny hodowca
                                    dziwnych zwierząt wszelakich, przybiega na miejsce zdarzenia i obejrzawszy
                                    kaczusię stwierdza: to nie pekińska tylko francuzka jest... Jak zwał, tak zwał,
                                    ino czyja onaż? I tak przy okazji dowiadujemy się, że obrzydliwie bogaci
                                    sąsiedzi to mają takie ekstrawaganckie zachciewajki, że sobie trzymają dla
                                    zabawy (baaaardzo muszą byc znudzeni!) jedną kurę, jedną gęś i jedną perliczkę.
                                    Niestety, to nie ich kaczka, więc podarowaliśmy tę Francuzeczkę - białe pióra,
                                    czerwone oczy - do gara biednej sąsiadce - babci samotnej z czwórką wnuków. Tak
                                    sie ucieszyła, że aż pocałowała Papuzię w buzię. I tyle. Musiałem pojmać
                                    jeszcze tę kaczkę, a ona tak rozpaczliwie uciekała, była taka śliczna i w
                                    dotyku puszysta. Och! Mniam?
                                    • Gość: neo Re: zycie pisze scenariusze IP: *.nsn-inter.net 28.10.07, 11:52
                                      No, do licha, Pinczerek, napisz cos jeszcze! Czekamy!
                                      • Gość: neo Re: zycie pisze scenariusze IP: *.nsn-inter.net 08.01.09, 15:04
                                        no naprawde czekamy!!!
                                    • pacor1 Re: zycie pisze scenariusze 23.01.08, 08:09
                                      Cóż za fantazja ułańska:)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka