pirania168
20.07.11, 15:19
W sumie nie wiem jak to nazwać, ale w Polsce absurd goni absurd. Obecnie szukam pracy. Mam tytuł licencjata (który nic nie znaczy). Póki co nie posiadam statusu studenta, dopiero będę na nowo studentem od października. I jaki wkradł się paradoks w moje poszukiwania pracy. Otóż na rozmowach kwalifikacyjnych pytali mi się czy będę studiować dziennie dalej- no to odpowiadałam że tak- a oni no to dziękuję. No cóż rozumiem, nie chcą kogoś kto potem nie będzie dyspozycyjny. Inna rozmowa kwalifikacyjna Pani mi mówi, że miała różne sytuacje w pracy i wolą zatrudniać nie na umowę o pracę tylko zlecenie i to STUDENTÓW! No to jej uprzejmie wytłumaczyłam, że już nim nie jestem. W wielu ofertach pracy jest wymagany status studenta.
Reasumując na koniec. Nie mogę być studentem dziennym, bo nie jestem dyspozycyjna. A dopóki nie będę mieć statusu studenta to i tak nic nie wypali.
Pozostaje mi jedynie nadzieja, że w końcu znajdzie się ktoś kto będzie patrzył na moje doświadczenie a nie status. Albo stąd wyjadę, bo praca jest chyba dla tych co w wieku 22 lat mają 3 lata doświadczenia, znają 3 języki i mają wtyki. Przykre ale prawdziwe. Czy ktoś miał podobną sytuacje?