Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Mobbing - czy dręczy Cię szef?

      • mdemontis Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 12.03.02, 15:52
        Mam za sobą wiele lat współpracy z różnymi szefami - mądrymi, głupimi i
        nijakimi. Myślę, że musimy zacząć odróżniać zwykłe chamstwo od mobbingu.
        Oczywiście, każdy źle by się poczuł gdyby szef lub kolega z pracy obrzucił go
        inwektywami, ale od takich zachowań jeszcze daleko do mobbingu. Niestety w
        Polsce mamy częściej ofiary chamstwa niż mobbingu. Niestety - bo o ile
        mobbingowi można przeciwdziałać ( z czasem ze wsparciem prawa) o tyle chamstwo
        jest trudniejsze do wyplenienia. No i nie ma na nie regresu prawnego....
      • Gość: Informat Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 18:36
        Klasycznym przykładem mobbingu zbiorowego w polski wydaniu jest sytuacja w
        Rafinerii Trzebinia S.A. po zmianie Prezesa. Od 7.XI.2001 roku kiedy do
        Rafinerii przyszedł Prezes nadany przez byłego Prezesa PKN Orlen S.A. A.
        Modrzejewskiego rozpoczął się terror psychiczny kadry kierowniczej i ludzi mu
        niewygodnych i mających swoje zdanie.
        Wprowadzenie nowych ludzi i perfidnych metod mają na celu złamać karki przed
        nowym Prezesem. Na każdym kroku kwestionowane są decyzje byłego Zarządu i
        kadry mające na celu ośmieszenie, utwierdzenie w nieudolnym zarządzaniu a
        nawet w niegospodarności.
        Zastraszenie w postaci kontroli komórek, telefonów, pism, umów nie mają nic z
        pracą i oszczędnościami, o których ciągle mówi, lecz z osiągnięciem stanu
        podejrzliwości, zastraszenia czy kablowania. Ta atmosfera ogranicza
        potencjalne możliwości rozwoju załogi i firmy. Przeprowadzone testy
        pracowników przez wskazaną (czyt. jego znajomą) firmę są tylko do jego
        wiadomości i mają wyłonić ludzi, z którymi może współpracować i osiągnąć cele
        prywatne, o których wszyscy mówią, zdołować firmę, spółki zależne, by na końcu
        wyprowadzić majątek i z prężnie działającego zakładu małopolski został kolejny
        bankrut a pracownicy zasilili rzesze bezrobotnych. Podobnie działał w
        Zakładach Chemicznych w Alwernii, ale nie zdążył, bo go w porę odwołano. Cel
        uświęca środki. Były prezes PKN Orlen powołuje go na prezesa Rafinerii
        Trzebinia S.A., by ostatnim rzutem wprowadzić swoich ludzi do firmy, dać
        wysokie pensje a następnie gigantyczne odprawy – tworzy się więc zbędne
        stanowiska i struktury dla swoich. Związki zawodowe w obronie poniżanych i
        gnębionych pracowników piszą i monitują w W-wie, mając nadzieje na szybkie
        decyzje nowego Zarządu PKN Orlen S.A.
        On pozoruje menadżera powołując się na Amerykę, lecz powinien wiedzieć, że
        metody stosowane przez niego są tam ścigane z urzędu i karane.
        Atmosfera i klimat współpracy, która budowała pozycję Rafinerii Trzebinia na
        rynku przerodziła się w destrukcję i koszmar ludzi w niej pracujących a
        zwłaszcza kadry.
        Najlepiej te informacje potwierdzić na miejscu, w związkach zawodowych, którzy
        w obronie godności pracowników stoją murem. Bo Prezes składa deklaracje wobec
        wszystkich pozytywne, za plecami zarobi co innego i łamie prawo, czego dowodem
        jest ukaranie Głównej Księgowej, odebraniem premii za IV kwartał ub. roku
        (kara pieniężna) i prokury (kara służbowa) za winy rzekomo popełnione w I kw.
        ub. roku (!!!) – czyli w okresie gdy Prezesem nie był, lub zmuszeniem Szefa
        Inwestycji o rozwiązanie umowy o pracę pod groźbą śledztwa za nieprawidłowości
        w jego dziale. (Sprawą tą zajęła się prokuratura na wniosek poszkodowanego –
        zwolnionego pracownika). Lokalna gazeta Przełom z powodu nieprzychylnego
        artykułu o Rafinerii i nowym Prezesie (jego odwołania z Zakładów Chemicznych
        Alwernia i doprowadzenia zakładu do progu bankructwa) jest czytana w
        konspiracji a kilkuletnią prenumeratę do firmy z jego polecenia wstrzymano.
        Ten stan dręczenia, szykanowania, zastraszania, poniżania trwa. Psychika
        pracowników jest z dnia na dzień coraz gorsza, każdy wykańcza się nerwowo. Być
        może ta informacją w Waszej Gazecie jaki i forum na portalu Gazeta.pl coś
        zmieni, byśmy zbliżający się okres świąteczny mieli w rzeczywistości a nie z
        nazwy…
        (informatorlokalny@interia.pl)
        • Gość: gencjana Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 01:45
          Gratuluje odwagi! Dwa lata temu, kiedy w naszej firmie nastał "nowy szef" i
          rozpoczął podobne praktyki też ją mieliśmy, ale niestety porozbijaliśmy sobie
          głowy o mur politycznych i innych układów, w których uczciwość i prawda, a
          nade wszystko solidna praca nie mają znaczenia. Walczymy dalej ale niestety
          nie stac nas już na takie publiczne zaufanie. Zbyt wiele instytucji i ludzi,
          nas zawiodło.
          Mimo wszystko życze powodzenia!
      • Gość: szogun Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.radix.eu.org 12.03.02, 21:38

        Pracuję w dużej firmie, o specyficznej, budżetowej strukturze organizacyjnej.
        I aktualnie, z pełną odpowiedzialnością, po trwającej permanentnie - od dwóch
        miesięcy - sytuacji w moim życiu moge powiedzieć, że jestem ofiarą mobbingu.
        Powód - dla którego to ja stałam się kolejną ofiarą mojego pracodawcy był
        bardzo błahy, powiedziałabym nawet, że w ogóle nie było takiego powodu.
        A dokładniejsze opowiedzenie mojej historii (choć wiem że nie tu i teraz na to
        miejsce) mogłoby stanowić scenariusz dla dobrego filmu.
        Pracownik z wyższym wykształceniem, kompetentny, zaangażowany i w pełni
        (powiedziałabym maksymalnie) oddany sprawie i generalnie - pracy.
        Osiem godzin przepracowywane z 10 minutową przerwą na posiłek, praktycznie -
        nie wynurzający nosa z za drzwi swojego pokoju.
        Przenoszenie dokumentacji do domu i kolejne kilkugodzinne (bardzo często
        codziennie) poświęcanie prywatnego czasu powierzonym obowiązkom.
        Weekendy na wsi, spędzane przy laptopie i właściwie kontynuacji tego, co od
        poniedziałku do piątku.
        Co za to?
        Mało, bo:
        Pensja początkowo odbiegająca od naniższej płacy, potem podwyżka, ale i tak w
        efekcie -płaca niższa do płacy osoby na podobnym stanowisku, niezaangażowanej,
        traktującej robotę jako zło konieczne.

        Dużo, bo:
        Ocena pracy - wysoka - najwyższa - pracownik najlepszy niemalże w każdym w
        względzie.

        Co znosilam?
        Przede wszystkim przymus związany z wykorzystywaniem mojego czasu pracy (bardzo
        istotnego zjawiska w kontekscie liczby zadań) - niejednokrotnie nawet
        trzygodzinne "przetrzymywanie" w pokoju, bo ponoc przyjemnie spędzać czas z
        taka osobą jak ja.

        Ale..........
        drobna rzecz - dotycząca mojego prywatnego życia w którą nie angażuje mojego
        przełożonego powoduje, że :
        Odbiera to jako zamach na jego honor, godnosc, a moze i uczucia
        Dzień pózniej pozbawia mnie wszystkiego - stanowiska pracy, otoczenia.........
        Wystawia ocene przecietną, ogranicza wszelkie kontakty z innymi komórkami firmy

        I do dziś próbuje wykazać, iż moja osoba nie ma żadnego znaczenia dla
        organizacji pracy............

        jesli chcesz nawiązać ze mną kontakt, czekam na odpowiedź na forum
      • Gość: delete Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 22:27
        jesli mozna, nie na temat.

        rok temu byla wielka akcja ABSOLWENT
        teraz MOBBING

        a co za rok?
      • Gość: Aneta Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 08:41
        Dręczył, upokarzał, poniżał i ograniczał przez kilka lat. Doprowadził mnie w
        końcu do depresji, miałam mysli samobójcze, nie widziałam już wyjścia z
        sytuacji...Po kolejnej akcji powiedziałam "dość" i poprosiłam o
        przeniesienie...Teraz pracuje już w innym dziale. Niestety, nie pomogło. Pomimo
        tego,że zeszłam mu z oczu prawie przed rokiem, dalej ściga mnie swoją
        nienawiścią, opowiada niestworzone plotki na mój temat i psuje mi opinię w
        srodowisku-a pracuję na eksponowanym stanowisku w dużej, samodzielnej firmie. W
        tej chwili przestaja się mi już kłaniać na ulicy dawni znajomi, blokuje mi
        szanse szkolenia, nastawił przeciw mnie powoli nawet dyrektora...Ponadto jest
        on radnym i człowiekiem o wielkiej pozornej"charyzmie", budzi sympatie wśród
        ludzi znających go powierzchownie. Umie nimi manipulować,potrafiłby nawet
        sprzedać szewcowi buty własnej roboty...:)) Nie wiem, co robić. Nie chcę
        zaostrzać konfliktu i uderzać tą samą bronią, boję się go jeszcze bardziej
        rozwścieczyć...Wszyscy mi powtarzają,że powinnam sie z nim pogodzić, bo inaczej
        mnie zniszczy całkowicie-jest niesamowicie mściwy. Widać nie może się pogodzić
        z tym,że otwarcie powiedziałam mu dlaczego odeszłam...Może ktoś z was mi
        poradzi?
        • Gość: Zosia Re: Do Anety - Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.milicz.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 01:01
          Aneto nie udzielę Ci rady ani pomocy, ale opowiem moją historię. Na mojej
          drodze zawodowej stnął podobny przełożony-szczur i nie odstąpił do dziś. Byłam
          szefem specyficznej sekcji w dużej firmie, z układów zobowiązaniowo-rodzinnych
          (coś za coś) pojawił się nad naszą sekcją przełożony nie posiadajacy ani
          wykształcenia ani doswiadczenia w naszym zawodzie ani żadnych umiejętności
          zarządzania ludżmi. Natomiast doskonale miał opanowaną zdolność poruszania się
          w dużej grupie (z podobnego kołchozu się wywodził i jak sie okazało z wywiadu i
          po fakcie, jedyna jego umiejętność to pięcie się po trupach do góry),
          intrygowania, szantazowania, wykorzystywania wszystkich mozliwości bezpiecznych
          do wysunięcia siebie i unikania jakiejkolwiek odpowiedzialności. Był w tym
          mistrzem. Miałam odpowiedzialna pracę wiążącą się z b.dużym marginesem ryzyka
          finansowego, terminowego, technicznego, współpracowałam z komórkami wewnątrz
          firmy i wieloma instytucjami, firmami itp. zewnetrznymi. Natłok spraw,
          problemów,korespondencji, rozmów, cyklicznych działań przy tym w sekcji za mało
          ludzi na ambitnie postawione przez zarząd terminy. Szczur nie mógł
          merytorycznie w tym uczestniczyć, właśnie z uwagi na specyfikę i brak wiedzy w
          tym zakresie. Starałam sie, pracowałam, pracowałam, z tego min. połowa działań
          była dodatkowa wynikająca z jego niekompetencji. A co robił szczur? W
          pierwszych dniach pracy wyczuł nieformalne osrodki władzy w firmie, sprawdził
          mój rodowód (czyja jestem, byłam niczyja)i moje osadzenie w klikach (w żadnej)
          i zaczął działać. W dniu jego przyjścia mieliśmy już jako sekcja namacalne i
          obiektywne (niezaprzeczalne)efekty pracy, a szczur nie lubił sie "narabiać" dla
          firmy i zaczął rozwalać sekcję. Najmłodszą panienkę ze średnim, właściwie na
          stazu uczynił pierwszą po sobie dając jej władzę nad nami, sprawy personalne,
          słuzbowe musiały przejść przez nią- kontrola- i po zrobieniu kopii dla niego
          oraz po sterowaniu ręcznym przez niego obieg dokumentów był albo go nie było,
          wpadało do szuflady itp. oczywiscie bez żadnej informacji dla nas, z gwarancją,
          że panna będzie zawsze jego prawą ręką (pannę pierwszą zwolnił z obawy, że
          będzie gadać i w szoku zaczęła). Mam czas biegł b.szybko, spraw natłok,
          przetrzymywanie pism wchodzących, wychodzących, tym bardziej, że dotyczacy
          zewnętrznych firm to był sabotaż. Sekcja, która pracowała w b.ciężkich
          warunkach została natychmiast rozbita, każdy, oprócz mnie jako jej szefa,
          dostał polecenie, że ma wykonywać tylko to co on każe, samodzielnych z duzym
          doświadczeniem zawodowym opierajacych mu się na takie diktum pracowników
          przekupił prosta intrygą, że ja zostanę w najbliższym czasie za malwersacje
          zwolniona, natomiast oni dostaną za posłuszeństwo duże podwyzki.
          I zmowa milczenia. Ludzie bez powodu nie wykonywali pracy, mieli gdzieś
          wcześniejsze ustalenia itp. zdałam sobie sprawę z drobnych zdarzeń, że im kazał
          (co po czasie sami potwierdzili). Byłam odpowiedzialna za wykonanie zadań i
          mimo trudności chciałam je wykonać i się udało, ale... Ludziom powiedziałam,
          chcesz pracować ok., nie to również ok. nie stwarzaj pozorów, oddaj się pod
          dyspozycję przełożonego-szczura, nie ma sprawy. Zostały ze mną dwie osoby,
          które jednak w dwóch druzynach grały, trudno, ale pracowały. Ciężko ale szło. A
          co szczur? Zakończenie kolejnego projektu, nasz sukces, to pojawiały się pisma,
          skargi na mnie (bywało zaskakujące, które były pisane pod jego dyktando, tak na
          wszelki wypadek. W moich osobistych sprawach nigdy nie dostawałam odpowiedzi,
          jeżeli formalnie załatwiłam swoją sprawę, np. podanie o urlop z akceptacją
          zarządu, wpadał i robił awantury, że mnie wykończy bo jestem kuta na cztery
          nogi, jeżeli był tylko urlop podpisany przez niego, miałam telefon do domu
          pierwszego dnia, że go cofa, oryginał podania nie istnieje a ja mam nn w pracy
          itp. Kradł moja pracę, gdy projekt był na ukończeniu, biegł do zarządu zgłaszał
          zmyslone zastrzeżenia do mojej pracy, które rzekomo groziły zawaleniem sprawy i
          domagał sie wyłączności na prowadzenie sprawy, oczywiście dla ratowania firmy,
          oczywiscie domagał się zachowania tyajemnicy itp. itd. długo mu się to udawało.
          Trwało to kilka lat, przeniesienie do innego działu nie wchodziło w grę
          (specyfika) porzucenie z powodu szczura projektów tez nie, bo czułam sie
          odpowiedzialna za wiele osób w te działania uwikłanych, postanowiłam wytrzymać.
          Osiągnęłam sukces, który tylko sama mogę stwierdzić, bo szczur zrobił wszystko
          aby zaszargać moją opinię zawodową, na to pracował codziennie. Drobne szykany
          jak w decydujących dla projektu, momentach wpaść do pokoju i zabrać sobie mój
          komputer, faks, krzesła itp. nie pozwolić na kupno aktualnych niezbędnych do
          pracy biuletynów itp. to małe piwko. Zewnetrznym klientom przy nowych zadaniach
          wprost nakazywał omijanie mnie, z opcją: do zwolnienia i bedzie utrudniać
          pracę, a tylko on jest jedyny do kontaktów itp. mamił profitami ale do czasu.
          Tak mógł strzelać na początku kontraktu, bo potem padał technicznie, po
          zrobieniu ze sprawy bagna, które trzeba było naprawiać, ludzie z zewnatrz
          przecierali oczy, wielu mówiło wprost o jego nakazach. Co zrobiłam? Długo
          szukałam rozwiązania, zawodowo ta praca była dla mnie wyzwaniem i chciałam ją
          dokończyć, udało się, chociaż całą moją pracę szczur ukradł, przedstawiając
          zarządowi jako swoją (kropla drąży skałę), na co dzień na ile było niezbędne i
          tylko tyle walczyłam o swoje, na więcej nie miałam wtedy czasu. Sądziłam, że z
          boku ktoś oceni moja pracę. Tu się przeliczyłam, bo wykonałam i zarząd
          natychmiast o tym zapomniał. Myslałam, że może w innym dziale znajdę pracę, ale
          okazało sie, że wszędzie szczur zostawił swoje bobki, on miał czas.
          Mogłam zagryżć szczura, bo nie ma innego wyjścia. Zdałam sobie sprawę, że jest
          to kliniczny przypadek szczura o wysokiej szczurzej inteligencji, który
          poświęci wszystko (wiele pieniędzy firmowych utopił na ukrywanie swojej głupoty)
          aby móc znosić swoje bobki wszędzie i trwać, z zerową inteligencją emocjonalną,
          nienawidzący ludzi, bojący się odpowiedzialności, przyznam, że bez wstydu przed
          ludżmi z zewnatrz srał pod siebie ze strachu z kolei przed swoimi przełożónymi,
          zdemoralizował młodych ludzi w sekcji, starszym odebrał satysfakcję z pracy,
          wiele rzeczy normalnych, jak szczur posikał i posrał.W stosunku do mnie godzina
          po godzinie, dzień po dniu. Acha rozmowy. Rzucał temat lub pytanie i nie
          pozwalał odpowiedzieć, słowa więzły mi w gardle, bo wrzeszczał, że on wie co
          powiem. G.wiedział, bo się na tej robocie wcale nie znał i nie poznał (to do
          gnoja pisałam). Dość.
          I szukając rozwiązania stwierdziłam, że nic nie zrobię. Po prostu nic. Po raz
          pierwszy w zyciu. Robotę wykonałam. Gdybym podjęła walkę, zniszczyłabym się sama
          psychicznie i nie nadążyłabym za szczurem fizycznie, bo skupiał się tylko na
          szczurzym działaniu szybko, wszedzie a pracą jako taka się nie zajmował.
          Aneto. Dzisiaj nie mam pracy. I jestem szczęśliwa, właśnie dlatego, że już
          zapomniałam o szczurze. Ze nie podjęłam z nim walki. Ze gnoja olałam. Ze
          obejrzałam ten kliniczny przypadek na zimno i nikt mi tego doświadczenia nie
          odbierze. Szczury po prostu są. Wiesz, czasami mi żal go jako czlowieka, bo
          były takie momenty satysfakcji w pracy, w których nie uczestniczył, a one
          nadają sens naszemu życiu, więc bał się ich, jak największego zagrożenia, i
          starał sie to niszczyć, a niszczył siebie. Wielu ludzi dzięki niemu odwróciło
          się ode mnie, ale czas pokazał prawdę. I co ze szczurem Twoim zrobić? Tak jak
          szczura, szeroki front i zabić od razu, zniszczyć w środowisku, albo olać i nie
          schodzić do tej piwnicy. Napewno trzeba w otoczeniu jasno przedstawiać sprawę.
          Mozna tez działać formalnie, o ile się ma na to czas i ochotę, szczury sie tego
          boją jak deratyzacji, ale czy tylko dlatego, że szczury są ja mam być
          szczurołapem? Niech ci co mu zaufali sami się sparzą, jak
          • Gość: Zosia Re: Do Anety - Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.milicz.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 01:53
            Sorry, urwało wypowiedż (długą i nudną). Aneto, szczura albo zabić (w postaci
            czlowieka) przegryzając tętnicę szyjną albo olać. Tyle, że szczury zyja
            stadami,znajdują pozywienie w różnych miejscach (jednoczesnie srając i sikając
            na nie), Twój jest radnym... Przy rozroście populacji, czy jak braknie pokramu,
            lub w stanie zagrożenia szczury same się zagryzają, pamietaj o tym.
            Pozdrawiam Ciebie serdecznie. Acha, dowcip i poczucie humoru działa na szczury
            jak azotox, łąpka, tłuczone szkło z gipsem w żarciu razem wziete. Zapomnij o
            nim, szczury po prostu są, to wynik braku higieny stosunków międzyludzkich.
        • Gość: cornel Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 212.106.1.* 14.03.02, 14:33
          Aneta
          Są jak zwykle dwa wysjścia z sytucji:
          znależć sobie drugą pracę albo ignorować tą całą sytuację. Choćbyś nie wiem jak
          uważała zawsze ten typ znajdzie okazję do zaczepki. Bądż ponad to. Jeżeli
          zarzuty to tylko merytoryczne, resztę olewaj.Jeżeli chodzi o znajomych, to ich
          zachowanie świadczy o nich. Trzymaj się.
      • Gość: x Re: Mobbing - jak z nim walczyć IP: 217.153.36.* 13.03.02, 08:44
        Proszę wszystkich o nie wypisywanie tekstów jak szef gnębi pracownika tylko o
        pisanie o Waszych sposobach na walkę z mobbingiem. Będzie z tego chociaż
        pożytek.
        • Gość: agwani Re: Mobbing - jak z nim walczyć IP: *.pg.com 13.03.02, 12:14
          Gość portalu: x napisał(a):

          > Proszę wszystkich o nie wypisywanie tekstów jak szef gnębi pracownika tylko o
          > pisanie o Waszych sposobach na walkę z mobbingiem. Będzie z tego chociaż
          > pożytek.

          Pozytek bedzie z pewnoscia tez jak bedziemy znali jaki to jest wielki problen.
      • Gość: xy Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.netia.pl 13.03.02, 09:26
        Dwa lata pracowałam w poprzedniej firmie. I dopiero kiedy odeszłam, zdałam
        sobie sprawę z tego, przez co przeszłam.
        Nigdy nie zdarzyło mi się wyjść o 17:00 (chyba, że szefowa była w delegacji,
        albo na urlopie). Od momentu wyjścia z pracy do momentu dotarcia do domu i
        póżniej, nagabywana byłam telefonami (na komórkę) od szefowej. Doszło do tego,
        że bałam się odebrać dzwoniący telefon (miała zastrzeżony numer), bo nigdy nie
        wiedziałam z czym tym razem wyskoczy. Dzwoniła do mnie nawet wtedy, kiedy dało
        mi się wyrwac na parę dni urlopu. Jak nie mogła się dodzwonić, zostawiała
        nadąsane wiadomości "Zadzwoń do mnie natychmiast". Ja, prawie oszalała ze
        strachu dzwoniłam, po czym okazywało się, że chciała się dowiedzieć np. gdzie
        schowałam jakis zupełnie mało istotny faks....
        Prawie zawsze spóżniała się na samolot. Wychodząc, rzucała do mnie przez
        ramię "Zadzwoń na lotnisko i powiedz, że ja juz jadę. Niech
        poczekają".....Będąc w Hiszpanii (prywatnie) dzwoniła do mnie do biura, żebym
        wynajęła jej samochód w firmie, która znajdowała się dwie ulice od hotelu w
        którym mieszkała.
        Nigdy z mojej pracy nie była zadowolona. Każdy list, faks, notatkę, którą
        pisałam pod jej dyktando musiała sprawdzić i poprawić. Najśmieszniejsze jest
        to, że jest Serbką, po polsku do dziś mówi niepoprawnie, że nie wspomnę o
        pisaniu...
        W zależności od humoru nazywana byłam jej asystentką, osobistą asystentką,
        sekretarką, a raz nawet w rozmowie telefonicznej nazwała mnie "my stupid
        assistant..". Organizowałam jej kosmetyczkę, manicure, pedicure, prywatne
        wakacje, pomagałam nawet jej narzeczonemu, który często bywał w Polsce,
        odbierałam pranie z pralni chemicznej.
        Kiedy trzeba było coś zrobić w firmie, a nie bardzo było komu - zawsze robiłam
        to ja. Bez dziękuję, żadnego dodatkowego wynagrodzenia finansowego.
        Przykłady mogłabym mnożyć, lista jest badzo długa.I nie dotyczy to tylko mnie,
        ale wielu osób, które tam pracowało. Wiele odeszło, wielu pozbyła się sama, bo
        osmielili się np. mieć inne zdanie niż wszechwładna szefowa.
        A najśmieszniejsze jest to, że moja szefowa gościła w "Wysokich Obcasach"
        jakieś dwa tygodnie temu. Wcale nie jest taka fajna, jak wynikałoby z artykułu.
        Ale to wiem ja i ci wszyscy, którzy mieli nieszczęście z nią pracować. Niestety.
        • Gość: AXF Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 10:33
          Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...

          Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
          zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
          trzecia praca).

          Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wzpowiedzieli na tym forum,
          tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
          jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
          stanowisku). Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
          pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
          przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
          czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
          chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.

          Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
          ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
          uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
          jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
          żadnej firmie nie wytrzyma.

          Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyką i
          traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
          uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
          wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
          dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
          przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
          się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.

          Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
          zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
          uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
          stereotypów, nacjonalism, itd itp.

          Pozdrawiam
          • Gość: Baśka Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.04.02, 12:38
            Popieram w 100%. Ważniejsze jest zachowanie szacunku do samego siebie, niż
            bezndziejnej, stresującej pracy. Bądźmy asertywni na ile tylko potrafimy być i
            nie dajmy się zgnoić, bo opócz nienawiści do "mobbingującego" szefa pozostanie
            nam niemożność spojrzenia na siebie samego z szacunkiem, spowodowana tym, że
            nawet nie próbowaliśmy się bronić ani przeciwstawiać, że daliśmy sobie wmówić
            niekompetencję, brak inteligencji itp.
        • Gość: tena Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 2.4.STABLE* 14.03.02, 14:41
          No proszę, czytam i oczom nie wierzę! Jak to miło znaleźć kogoś, z kim można
          się porozumieć prawie bez słów, bo doświadcza tego samego. Moja jest Polką, ale
          typ najwyraźniej ten sam. W pracy mamy folwark - i uprawiamy go także
          prywatnie. Nie wiem jak w Serbii wykształciły się kompetencje, bo u nas nie
          tylko brak kultury i kindersztuby ale i totalny brak kompetencji.
          Co do dobrych rad:
          wspomniany we wcześniejszej korespondencji przykład szczura też znam - uważam,
          że na szczura (który zazwyczaj ma swoje stado, które za nim stoi) nie warto
          tracić nerwów i czasu. Skrupułów nie ma ale ma swój chory spryt i plecy. Inni
          nawet i widzą, ale nie dotyka ich to bezpośrednio, więc się plecom nie chcą
          narażać i czekają aż szczura przeniosą, albo odejdzie na emeryturę.

          Co do pań z Wysokich Obcasów wymagających służby - przypadek łatwiejszy, choć
          też szarpie nerwy. Ja ustawiłam w swoim telefonie sygnał przypisany tylko
          numerowi szefowej - więc wiem kiedy to ona dzwoni i mogę nie odbierać. Komórkę
          mam prywatną. Nauczyć kultury się nie da, można tylko starać się oddzielać swój
          prywatny czas od tego na służbie. Jeśli nie są właśnie kochankami swoich
          zwierzchników to nawet można wypunktować ich niekompetencje. Jeśli są - to
          trzeba podjąć decyzję: zostać, czy odejść.
          W mobbingu parszywe jest to, że dostrzega to wielu kolegów, ale zazwyczaj
          dotyczy on jednej osoby - i reszta współczuje, ale nie chce tworzyć spójnego
          frontu, bo ich to bezpośrednio nie dotyczy - więc niby "wiem jaka ona jest" ale
          nie będę się w to angażować. Sama pamiętam jak szybko po odejściu od szczurzycy
          zapomniałam tę paranoję.

          Chronić siebie jeśli jest strasznie - bo znacznie trudniej jest leczyć się z
          depresji!
      • Gość: mobik w warszawie? IP: *.atr.bydgoszcz.pl 13.03.02, 09:48
        pierdoły jakies w GW
        czytam ze szefowa wyrzuca kubki,
        szef dręczy jakies wulgazymy wypowiada
        przy kobietach
        panie!
        przeca to mordobiciem musi sie skończyć
        w stolicy ludzie to łykają i się dają
        a czemu?
        nie rozumiem

        • Gość: nowinho Mobbing - pytanie o pomoc??? IP: 62.121.73.* 13.03.02, 09:58
          Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
          magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
          Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
          współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
          oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

          nowinho@poczta.gazeta.pl

          Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
          psychicznego stosowano wobec Ciebie.

          Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

          Nowinho
          • Gość: nowinho PRZECZYTAJ TO - MOŻE MI POMOŻESZ??? IP: 62.121.73.* 14.03.02, 11:52
            Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
            magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
            Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
            współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
            oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

            nowinho@poczta.gazeta.pl

            Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
            psychicznego stosowano wobec Ciebie.

            Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

            Nowinho
      • Gość: mmm Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 212.160.249.* 13.03.02, 10:46
        Nikt mnie nie dręczy, bo jestem na to odporny, dziwię się, że sposobem na
        wybory jest mobbing. Mam pytanie czy po to aby startować do Sejmu trzeba było
        wyciągnąć mobbing a teraz mamy samorządy. Czy już PiS prowadzi kampanię. Może
        się mylę, ale tak to wygląda.
        • Gość: Adam Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 11:40
          Moze coś z zupełnie innej beczki, ale powiem Wam kto ponosi winę za ten cały
          bajzel. Może Was zaskoczę, ale winni jesteście WY!!! Pracownicy!!!
          Bo spójrzcie na siebie z boku: "Pracowałem po 16 godzin", "Przychodzę w
          weekendy", "Leczę sie w psychiatryku", "Mam mysli samobójcze". Czy naprawdę nie
          zauważacie, że jesteście takim samym człowiekiem jak Wasz szef??? Jednak boicie
          sie utraty pracy do tego stopnia, że dajecie się szmacić każdego dnia. Podoba
          mi sie te kilka opinii, że ktoś trzasnął drzwiami, przerwał projekt itp. Nie ma
          lekko. Oczywiście uważam, ze trzeba dać z siebie wszystko, szanować szefa i się
          starać, ale praca i mobbing to dwie różne rzeczy. Czy wiecie, co to jest honor,
          duma, szacunek do samego siebie. Co widziecie w lustrze???
          Jeśli szef mówi cytuję"Ty chujowy menadżerze...", to czemu siedzisz cicho,
          czemu nie powiesz, co o tym myślisz, gdzie protest i wyrównanie faceta do
          pionu??? Ale po co. Wszyscy byli na spotkaniu, nikt się nie naraża, kolega obok
          znosi, ja tez mogę. A oni się uczą i tak Was traktują, bo smai na to
          pozwalacie. Moja żona miała takiego pracodawcę. Na pracy cholernie zależało, bo
          w łódzkim bezrobocie wysokie, a do tego jesteśmy pół roku po ślubie,
          studiujemy, więc się nie przelewa, ale po dwóch atakach, powiedziałem dość.
          Wypowiedzenie podarł, bo ona jest na razie niezbedna, mozna wysłać pocztą z
          potwierdzeniem odbioru, szantaż o dyscyplinarce w dokumentach, o oskarżeniach o
          kradzież, spokojnie!!! Są sądy pracy, a nawet jeśli przegramy to co takiego się
          stanie? Życie to nie tylko firma, kariera i zapieprz. Szanujmy się. Obiboków
          wywalać, ale oddanego pracownika szanować. A jak nie, to mówić i walczyć o
          swoje!!! A wy jak w średniowieczu: przyjeżdza PAN, a Wy bijecie pokłony!!!
          Pluje Wam w twarz, a Wy OK, bylebyś nie zwolnił.Chyba nie macie charakteru!!!
          Zastanawiam się jak wygląda Wasze zycie rodzinne. Sam jestem osoba wrażliwąi po
          jakichkolwiek uwagach mam zepsuty humor na cały dzień. Przecież praca w piekle
          i leczenie, leki, to chyba totalnie rozbite zycie rodzinne - dziecko Was
          wkurza, małżonek również - przenieście się do firmy na stałe! Czasem wydaje mi
          sie, że niektórzy przestają widzieć świat takim jakim jest, przestajecie marzyć
          i walczyć... I dlatego dostajecie za swoje.
          U mnie w pracy szef jest całkiem przyzwoity, ale i tak 3/4 wchodzi do niego z
          trzęsącymi się rekoma, ja rozmawiam rzeczowo, nie płaszczę się - bo wykonuję
          nalezycie swoje obowiązki. I choć ja mam lat dwadzieścia parę, a on prawie 60,
          to już wyzbyłem sie strachu. Za bardzo kocham zyc by cierpieć z powodu wrzodów
          na żołądku, by odgrywać swoje frustracje na zonie itp.
          Kontakt: maknop@wp.pl
          • Gość: agwani Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pg.com 13.03.02, 12:53
            Masz racje. To co napisales jest OK.
            Tylko nie kazdy jest mlody jak ty, nie kazdy moze sobie pozwolic na takie
            postepowanie jak ty.
            Mieszkam od parunastu lat za granica, jestem tez jeszcze mlody ale juz wiele
            zeczy przezylem i widzialem.
            Pracowalem kiedys w pewnej firmie ktora na koniec przz pare lat zwalniala ludzi
            i widzialem jakimi metodami starano sie pozbyc kolegow w szczegolnosci
            starszych i tych co nie mieli "plecow".
            Pewna starsza kobieta pracowala razem z paroma mlodszymi kolezankami ktore ja
            mobbowaly. To nie kierownik do niej przychodzil i ja ponizal.
            Wystarczylo ze on sobie wziol swoja zaufana osobe i w delikatny sposob
            przekazal ze ta starsza pani stracila jego sympatie.
            Od tego momentu zaczelo sie.
            Brak zadan do wykonywania wiec robila czesciej pauze, potem byly rozmowy za
            plecami ze sie obija.
            Miala duzo pracy - rozmowy za plecami ze sie nie nadaje, jest powolna itp.
            Wszystko co robila zawsze wracalo do niej zpowrotem z poprawkami a z drogie
            strony przy niej kierownik pokazywal jakie sprawne sa inne panie.
            Po paru latach ta kobieta dala sobie spokoj.
            Zwolnila sie. Od kierownika i kolezane dostala prezent, kwiaty tak jakby nic
            sie nie stalo.
            Mobbing na zachodzie jest inny od tych przykladow jakie wczesniej czytalem.
            On nie trwa pare miesiecy, kierownicy nie brudza sobie tym rak, oni wydaja
            tylko polecenia kto z pracownikow jest przydatny a kto juz nie!!!
            Potem czekaja - nawet pare lat!!!
            Cala "robote" robia inni, np. koledzy
            Jedyna moja rada dla wszystkich ktorzy juz i tak chodza do psychiatry:
            zbierac wszystkie dowody mobbingu np. sprawozdania od lekarza o stanie zdrowia
            i po jakims czasie oddac firme do sadu.
            Tak robia na zachodzie, zawsze wygrywaja i dotego jeszcze dostaja solidne
            odszkodowania.
            Pozdrawiam
            agwani@gmx.net
            • Gość: Rafik ---->UWAGA - RADA JAK PORADZIC SOBIE Z MOBBINGIEM IP: 213.11.39.* 13.03.02, 15:43
              Dokladnie tak jak agwani napisal:

              > Jedyna moja rada dla wszystkich ktorzy juz i tak chodza do psychiatry:
              > zbierac wszystkie dowody mobbingu np. sprawozdania od lekarza o stanie zdrowia
              > i po jakims czasie oddac firme do sadu.

              Nie zawsze sie wygra, ale za to jaka przyjemnosc wygranej!

              Rafik
              • Gość: lysy Re: ---->UWAGA - RADA JAK PORADZIC SOBIE Z MOBBINGIEM IP: 213.25.22.* 14.03.02, 17:24
                a i tak czasem pomaga tylko walniecie szefa w ryja...
      • Gość: AXF Druga strona monety? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 11:03
        Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...

        Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
        zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
        trzecia praca).

        Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wypowiedzieli na tym forum,
        tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
        jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
        stanowisku). Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
        pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
        przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
        czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
        chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.

        Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
        ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
        uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
        jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
        żadnej firmie nie wytrzyma.

        Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyjką i
        traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
        uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
        wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
        dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
        przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
        się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.

        Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
        zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
        uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
        stereotypów, nacjonalizm, itd itp.

        Pozdrawiam
        • legal.alien Re: Druga strona monety? 13.03.02, 12:06
          Gość portalu: AXF napisał(a):

          > Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...
          >
          > Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
          > zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
          > trzecia praca).
          No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
          porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i cie
          wyslali do Polski??
          >
          > Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wypowiedzieli na tym forum,
          > tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
          >
          > jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
          > stanowisku).
          A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
          operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???
          Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
          > pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
          >
          > przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
          > czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
          >
          > chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.
          >
          > Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
          > ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
          >
          > uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
          > jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
          > żadnej firmie nie wytrzyma.

          Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z Korei,
          gdzie jednostak "zerem"...
          KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. Firma
          bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
          pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
          Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.

          >
          > Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyjką i
          > traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
          > uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
          > wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
          > dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
          > przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
          > się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.
          >
          Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje zadania w
          terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete. Ja w
          przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza do pracy
          z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i gazete
          poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadkiem.
          Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.

          > Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
          > zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
          > uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
          > stereotypów, nacjonalizm, itd itp.
          >
          > Pozdrawiam

          • Gość: AXF Re: Druga strona monety? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 12:30
            legal.alien napisał(a):

            > No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
            > porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i cie
            > wyslali do Polski??

            Przyjechalem z wlasnej woli, tuz po ukonczeniu studiow. Nie bede wymienial
            uczelni, bo od razu zarzucisz, ze jestem egocentryczny. Ofert pracy na pewno nie
            brakowalo. Jednak Polska wowczas byla i nadal jest ciekawszym krajem i rynkiem
            pracy.

            > A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
            > operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???

            Firmy czesto zadaja swoim ludziom rozne zadania i przenosza do roznych dzialow,
            aby uzupelnic ich wiedze o firmie i umiejetnosci zawodowe. To zwieksza ich
            wartosc dla firmy i szanse na rynku pracy. Jest to w pewnym sensie bardzo
            korzystne dla tych ludzi. Niektorzy jednak tego nie lubia, ale takie sa realia.

            > Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z Korei,
            >
            > gdzie jednostak "zerem"...
            > KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. Firma
            > bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
            > pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
            > Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.

            Mylisz sie - w oczach firmy, nikt nie jest wazniejszy od firmy. Firma nie bedzie
            zmieniala swojej strategii, dlugo- lub krotkoterminowych planow ze wzgledu na
            zachcianki swoich rozpuszczonych pracownikow. Nie zastanowi sie - wyrzuci tych
            ludzi, ktorzy nie chca sie dopasowac.

            > Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje zadania
            > w
            > terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete. Ja w
            >
            > przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza do pra
            > cy
            > z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i gazet
            > e
            > poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadkiem.
            > Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.

            Oczywiscie, zgadzam sie. Jednak w wielu firmach w Polsce (ale nie tylko) ludzie
            wola sobie poplotkowac, niz pracowac - nawet kiedy jest nawal pracy. 16 godzin w
            pracy w Wlk. Brytanii to zadna nowosc (i tu sprostuje: polowe czasu bedac
            zatrudniony przez polskie oddzialy zagranicznych firm spedzilem w ich siedzibach
            w UK). Ale w Polsce?? Nieee, tutaj 1630 (1700, cokolwiek firma ustala w
            procedurach) i do domu.

            Pozdrawiam
            • legal.alien Re: Druga strona monety? 13.03.02, 12:51
              Gość portalu: AXF napisał(a):

              > legal.alien napisał(a):
              >
              > > No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
              >
              > > porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i c
              > ie
              > > wyslali do Polski??
              >
              > Przyjechalem z wlasnej woli, tuz po ukonczeniu studiow. Nie bede wymienial
              > uczelni, bo od razu zarzucisz, ze jestem egocentryczny. Ofert pracy na pewno ni
              > e
              > brakowalo. Jednak Polska wowczas byla i nadal jest ciekawszym krajem i rynkiem
              > pracy.
              A to przepraszam, bo jednak "odpady" z Europy Zachodniej w Polsce przewazaja.
              >
              > > A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
              >
              > > operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???
              >
              > Firmy czesto zadaja swoim ludziom rozne zadania i przenosza do roznych dzialow,
              >
              > aby uzupelnic ich wiedze o firmie i umiejetnosci zawodowe. To zwieksza ich
              > wartosc dla firmy i szanse na rynku pracy. Jest to w pewnym sensie bardzo
              > korzystne dla tych ludzi. Niektorzy jednak tego nie lubia, ale takie sa realia.

              To jest, za przeproszeniem belkot i bicie piany. Wyjasnij mi co to jest ta
              elastycznosc. Kazda firma jest inna, kazdy zawod jest inny i nie mozesz
              oczekiwac, ze specjalista od komputerow bedzie np. naprawial pralki.
              >
              > > Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z K
              > orei,
              > >
              > > gdzie jednostak "zerem"...
              > > KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. F
              > irma
              > > bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
              >
              > > pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
              > > Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.
              >
              > Mylisz sie - w oczach firmy, nikt nie jest wazniejszy od firmy.
              Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo jak
              niedostana dywidendy to poleca na pysk.
              Firma nie bedzi
              > e
              > zmieniala swojej strategii, dlugo- lub krotkoterminowych planow ze wzgledu na
              > zachcianki swoich rozpuszczonych pracownikow. Nie zastanowi sie - wyrzuci tych
              > ludzi, ktorzy nie chca sie dopasowac.

              Tylko, ze firma musi szanowac swoich pracownikow, bo bez nich najlepsze strategie
              wezma w leb. Tak jak i pracownicy musza szanowac firme i byc wobec niej lojalni,
              ale nie moga stawiac dobra firmy na pierwszym miejscu swojego zycia. To co
              piszesz brzmi jak przepranie mozgu w Amwayu czy innej sekcie handlowej.
              Z tym wyrzucaniem to tez ostroznie, "nosil wilk razy kilka, poniesli i wilka".
              Troche szacunku dla ludzi.
              >
              > > Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje za
              > dania
              > > w
              > > terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete.
              > Ja w
              > >
              > > przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza d
              > o pra
              > > cy
              > > z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i
              > gazet
              > > e
              > > poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadk
              > iem.
              > > Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.
              >
              > Oczywiscie, zgadzam sie. Jednak w wielu firmach w Polsce (ale nie tylko) ludzie
              >
              > wola sobie poplotkowac, niz pracowac - nawet kiedy jest nawal pracy. 16 godzin
              > w
              > pracy w Wlk. Brytanii to zadna nowosc (i tu sprostuje: polowe czasu bedac
              > zatrudniony przez polskie oddzialy zagranicznych firm spedzilem w ich siedzibac
              > h
              > w UK).
              Nie przesadzaj ludzie podchodza do wszystkiego z rozsadkiem, napisalem pracuja 16
              godzin kiedy trzeba, normalnie wychodz o 17:30, a przychodza 8:30 (1 godzina na
              lunch). Jesli trzeba ciagle pracowac po nascie godzin to znaczy, ze praca jest
              zle zorganizowana i szef do dupy, czyli trzeba zmienic szefa.
              Ale w Polsce?? Nieee, tutaj 1630 (1700, cokolwiek firma ustala w
              > procedurach) i do domu.
              A co w tym zlego? Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby. A placicie im za
              nadgodziny??
              >
              > Pozdrawiam

              • Gość: AXF Re: Druga strona monety? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 13:45
                > A to przepraszam, bo jednak "odpady" z Europy Zachodniej w Polsce przewazaja.

                Zgadzam sie. Ale juz nie badz takim najconalista. Niektorzy szefowie polskich
                oddzialow miedzynarodowych koncernow sa tutaj wysylani, poniewaz posiadaja po
                prostu wiecej wiedzy i doswiadczenia, niz polscy koledzy. Polska i Polacy nigdy
                nie przezyli recesji a wiec miejscowi na stanowiskach kierowniczych nie zawsze
                wiedza, co maja teraz zrobic z firma - tak samo jak mlodzi 'CEOs' dopiero co
                stworzonych firm informatycznych w USA, ktore rok temu padaly jak muchy.


                > To jest, za przeproszeniem belkot i bicie piany. Wyjasnij mi co to jest ta
                > elastycznosc. Kazda firma jest inna, kazdy zawod jest inny i nie mozesz
                > oczekiwac, ze specjalista od komputerow bedzie np. naprawial pralki.

                Jasne, ze generalizuje. Ty, z kolei, przesadzasz. Wspomniany Twoj specjalista od
                komputerow moze zaczac prace w dziale finansow, a potem zostac przeniesiony do
                dzialu operacyjnego, itd itd. Spojrz na szefow wielu koncernow - zwykle przeszli
                przez prawie wszystkie funkcje w swojej firmie. Na pewno nie mowili 'uuuuu, dzial
                operacyjny? Nie podoba mi sie ten pomysl - wolu tutaj siedziec, z kolegami w moim
                dziale.'

                > Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo jak
                > niedostana dywidendy to poleca na pysk.

                Tak. W oczach firmy najwazniejsi to wlasciciel(e). Doszlifowales moje zdanie, ale
                wyrazasz taka sama opinie. Wiec po co taka pedanteria?

                > Tylko, ze firma musi szanowac swoich pracownikow, bo bez nich najlepsze strateg
                > ie
                > wezma w leb. Tak jak i pracownicy musza szanowac firme i byc wobec niej lojalni
                > ,
                > ale nie moga stawiac dobra firmy na pierwszym miejscu swojego zycia. To co
                > piszesz brzmi jak przepranie mozgu w Amwayu czy innej sekcie handlowej.
                > Z tym wyrzucaniem to tez ostroznie, "nosil wilk razy kilka, poniesli i wilka".
                > Troche szacunku dla ludzi.

                :-) Dobra, za bardzo uproscilem to, co chcialem powiedziec. Mimo tego czuje, ze
                co do ogolnego mojego przeslania nie masz zarzutow.


                > Nie przesadzaj ludzie podchodza do wszystkiego z rozsadkiem, napisalem pracuja
                > 16 godzin kiedy trzeba, normalnie wychodz o 17:30, a przychodza 8:30 (1 godzina
                na lunch). Jesli trzeba ciagle pracowac po nascie godzin to znaczy, ze praca jest
                > zle zorganizowana i szef do dupy, czyli trzeba zmienic szefa.

                Troche mnie nie zrozumiales. W Polsce czesto spotykam sie z sytuacja, gdzie ludzi
                nie chca wlozyc dodatkowych godzin nawet kiedy _czasami_ trzeba bo uwazaja, ze
                ich czas prywatny jest swiety. Moze do stanowisk na tasmie produkcyjnej tak mozna
                podchodzic, ale w pracy biurowej - stanowczo nie. Oczywiscie nie mozna zap****ac
                16 godzin codziennie - to glupota.

                > Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby.

                Jasne, ze maja.

                > A placicie im za nadgodziny??

                No comment.


                • legal.alien Re: Druga strona monety? 13.03.02, 14:18
                  >
                  > Zgadzam sie. Ale juz nie badz takim najconalista. Niektorzy szefowie polskich
                  > oddzialow miedzynarodowych koncernow sa tutaj wysylani, poniewaz posiadaja po
                  > prostu wiecej wiedzy i doswiadczenia, niz polscy koledzy. Polska i Polacy nigdy
                  > nie przezyli recesji a wiec miejscowi na stanowiskach kierowniczych nie zawsze
                  > wiedza, co maja teraz zrobic z firma - tak samo jak mlodzi 'CEOs' dopiero co
                  > stworzonych firm informatycznych w USA, ktore rok temu padaly jak muchy.

                  Nie, nie jestem nacjonalista, po prostu mam pewne doswiadczenie z "ekspertami z
                  Zachodu" i nie jest to doswiadczenie najciekawsze.

                  >
                  >

                  > Jasne, ze generalizuje. Ty, z kolei, przesadzasz. Wspomniany Twoj specjalista o
                  > d
                  > komputerow moze zaczac prace w dziale finansow, a potem zostac przeniesiony do
                  > dzialu operacyjnego, itd itd. Spojrz na szefow wielu koncernow - zwykle przeszl
                  > i
                  > przez prawie wszystkie funkcje w swojej firmie. Na pewno nie mowili 'uuuuu, dzi
                  > al
                  > operacyjny? Nie podoba mi sie ten pomysl - wolu tutaj siedziec, z kolegami w mo
                  > im
                  > dziale.'
                  Wszystko zalezy od firmy. Przypuszczam, ze mowisz o firmie zajmujacej sie w ten
                  czy inny sposob finansami, a to nie jedyn rodzaj firm. Trudno, zeby np. inzynier
                  z produkcji, pracowal w marketingu czy odwrotnie. Ta "elastycznosc" to jedno
                  z "magicznych" slow wspolczesnego nieco zdegenerowanego systemu zarzadzania. Samo
                  w sobie nie znaczy nic, a moze znaczyc wiele. Np. mozna powiedziec zwalnianej
                  sprztaczce powiedzie, ze jest nieelastyczna bo nie potrafi obslugiwac komputera.
                  Wiesz jajoglowi w Stanach w centrali mojej firmy wymyslyli po dlugim mysleniu i
                  dobrze platnym haslo, ze jestesmy "Real Time Company" ludzie pokladali sie ze
                  smiechu. Ale "Real time" to brzmi dobrze.........
                  >
                  > > Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo
                  > jak
                  > > niedostana dywidendy to poleca na pysk.
                  >
                  > Tak. W oczach firmy najwazniejsi to wlasciciel(e). Doszlifowales moje zdanie, a
                  > le
                  > wyrazasz taka sama opinie. Wiec po co taka pedanteria?
                  Uwazam, ze wlasnosc prywatna jest najlepsza forma wlasnosci, ale niekoniecznie
                  akcjonariat. Zarzadzanie musi byc powiazne z wlasnoscia inaczej tworzy sie dziwny
                  uklad. Szef staje sie zakladnikiem rozdrobnionych akcjonariuszy, ktorych
                  interesuje tylko iwylacznie krotko terminowy zysk. Nie interesuje ich dluzszy
                  okres czasu. Byl o tym niedawno ciekawy artykul w najwyzszym czasie.
                  >

                  > :-) Dobra, za bardzo uproscilem to, co chcialem powiedziec. Mimo tego czuje, ze
                  >
                  > co do ogolnego mojego przeslania nie masz zarzutow.
                  Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim zyciu
                  FIRME.
                  >
                  >
                  > Troche mnie nie zrozumiales. W Polsce czesto spotykam sie z sytuacja, gdzie lud
                  > zi
                  > nie chca wlozyc dodatkowych godzin nawet kiedy _czasami_ trzeba bo uwazaja, ze
                  > ich czas prywatny jest swiety.
                  Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.
                  Moze do stanowisk na tasmie produkcyjnej tak moz
                  > na
                  > podchodzic, ale w pracy biurowej - stanowczo nie.
                  A dlaczego nie??
                  Oczywiscie nie mozna zap****a
                  > c
                  > 16 godzin codziennie - to glupota.
                  >
                  > > Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby.
                  >
                  > Jasne, ze maja.
                  >
                  > > A placicie im za nadgodziny??
                  >
                  > No comment.
                  Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.
                  A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegolnie
                  rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszystkich
                  szefow, wszystkich szczebli.
                  >
                  >

                  • Gość: AXF Re: Druga strona monety? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 14:52
                    > Wszystko zalezy od firmy. Przypuszczam, ze mowisz o firmie zajmujacej sie w ten
                    >
                    > czy inny sposob finansami, a to nie jedyn rodzaj firm. Trudno, zeby np. inzynie
                    > r
                    > z produkcji, pracowal w marketingu czy odwrotnie. Ta "elastycznosc" to jedno
                    > z "magicznych" slow wspolczesnego nieco zdegenerowanego systemu zarzadzania. Sa
                    > mo
                    > w sobie nie znaczy nic, a moze znaczyc wiele. Np. mozna powiedziec zwalnianej
                    > sprztaczce powiedzie, ze jest nieelastyczna bo nie potrafi obslugiwac komputera

                    Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                    szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                    miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzysz
                    marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                    robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby -
                    a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyki,
                    aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci firm.
                    Z takich ludzi potem latwiej tworzyc szefow, bo maja szerszy poglad. Twoj
                    wczesniej wspomniany informatyk i inzynier produkcji byc moze tak daleko nie
                    dojda.

                    > Uwazam, ze wlasnosc prywatna jest najlepsza forma wlasnosci, ale niekoniecznie
                    > akcjonariat. Zarzadzanie musi byc powiazne z wlasnoscia inaczej tworzy sie dziw
                    > ny uklad. Szef staje sie zakladnikiem rozdrobnionych akcjonariuszy, ktorych
                    > interesuje tylko iwylacznie krotko terminowy zysk. Nie interesuje ich dluzszy
                    > okres czasu. Byl o tym niedawno ciekawy artykul w najwyzszym czasie.

                    Generalizujesz co do zamierzen akcjonariuszy - zalezy od firmy, jak sam czesto
                    twierdzisz. Dazenie do krotkoterminowego zysku jest przede wszystkim cecha
                    niedojrzalych lub niestabilnych rynkow - a tutaj myslalem, ze masz doswiadczenie
                    z Wlk. Brytanii.... :-) A we wiekszosci S.A. to Twoi 'rozdrobnieni akcjonariusze'
                    maja zero zdania - licza sie tylko inwestorzy strategiczni, ktorzy ich tak sa
                    reprezentowani w zarzadzie firmy.

                    Co do roznic miedzy firma prywatna i S.A. - prywatne to nie same plusy. Zalezy,
                    jaki jest szef i wlasciciel prywatnej firmy. Czesto takie firmy maja bardziej
                    plaska strukture - szef chce wszystkim zarzadzac. Jesli jego /jej osobowosc nie
                    pasuje Ci, nie masz wiele mozliwosci. Tymczasem S.A. to hierarchia i czesto
                    wieksze mozliwosci manewru miedzy dzialami. Ale to juz chyba dygresja z glownego
                    watku :-)

                    > Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim zyci
                    > u FIRME.

                    Dojdzmy do sedna sprawy. Niczego nie musisz robic w zyciu (oprocz oddychania
                    itp.). Nie musisz pracowac w danej firmie. Ale jesli to robisz, to nie oczekuj,
                    ze firma sie do Ciebie przystosuje - bo tego nie zrobi.

                    > Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.

                    Utopia. Bo nawet jesli nasza firma jest dobrze zarzadzana, to nasi
                    Klienci/dostawcy/partnerzy czesto nie sa, i tutaj czesto powstaja sytuacje, gdzie
                    trzeba zostac dluzej w firmie.

                    > A dlaczego nie??

                    Patrz wyzej

                    > Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.

                    Jest to powszechne, nawet jesli nie jest to legalne. Dobrze o tym wiesz. Jesli
                    wiekszosc firm tak postepuje to pracownik, przychodzac do nowej firmy, powinien
                    byc na to przygotowany. Jesli nie godzi sie, zawsze moze odejsc lub pracowac np.
                    w MacDonalds.

                    > A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegolnie
                    > rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszystkich
                    szefow, wszystkich szczebli.

                    Zgadzam sie, czesto czytam Dilberta i czesto identifikuje sie z sytuacjami, w
                    ktorych sie znajduje.
                    • legal.alien Re: Druga strona monety? 13.03.02, 15:12
                      Gość portalu: AXF napisał(a):
                      > Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                      > szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                      > miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzy
                      > sz
                      > marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                      > robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby
                      > -
                      > a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyk
                      > i,
                      > aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci fir
                      > m.
                      > Z takich ludzi potem latwiej tworzyc szefow, bo maja szerszy poglad. Twoj
                      > wczesniej wspomniany informatyk i inzynier produkcji byc moze tak daleko nie
                      > dojda.
                      Dobrze, dobrze, ale nie kazdy musi i chce byc szefem. W wiekszosci przypadkow ta
                      tzw. elstaycznosc to "bullshit" i nic wiecej.

                      >

                      > Generalizujesz co do zamierzen akcjonariuszy - zalezy od firmy, jak sam czesto
                      > twierdzisz. Dazenie do krotkoterminowego zysku jest przede wszystkim cecha
                      > niedojrzalych lub niestabilnych rynkow - a tutaj myslalem, ze masz doswiadczeni
                      > e
                      > z Wlk. Brytanii.... :-) A we wiekszosci S.A. to Twoi 'rozdrobnieni akcjonariusz
                      > e'
                      > maja zero zdania - licza sie tylko inwestorzy strategiczni, ktorzy ich tak sa
                      > reprezentowani w zarzadzie firmy.
                      Po pierwsze nie mam doczynienia z finansami. Roznie to bywa z akcjonariuszami.
                      Pamietasz panike na rynku nafotwym 2 lata temu?? Ze wzgledu na krotkoterminowy
                      spadek cenropy firmy naftowe gwaltownie ciely inwestycje, zatrudnienie itp. Po
                      to, zeby akcjonariusze byli zadowoleni, a za rok trzeba bylo wszystko odmrazac,
                      zatrudniac nowych ludzi. Koszty tej operacji byly obledne ale akcjonariusze
                      szczesliwi.
                      >
                      > Co do roznic miedzy firma prywatna i S.A. - prywatne to nie same plusy. Zalezy,
                      >
                      > jaki jest szef i wlasciciel prywatnej firmy. Czesto takie firmy maja bardziej
                      > plaska strukture - szef chce wszystkim zarzadzac. Jesli jego /jej osobowosc nie
                      >
                      > pasuje Ci, nie masz wiele mozliwosci. Tymczasem S.A. to hierarchia i czesto
                      > wieksze mozliwosci manewru miedzy dzialami. Ale to juz chyba dygresja z glowneg
                      > o
                      > watku :-)
                      >
                      > > Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim
                      > zyci
                      > > u FIRME.
                      >
                      > Dojdzmy do sedna sprawy. Niczego nie musisz robic w zyciu (oprocz oddychania
                      > itp.). Nie musisz pracowac w danej firmie. Ale jesli to robisz, to nie oczekuj,
                      >
                      > ze firma sie do Ciebie przystosuje - bo tego nie zrobi.
                      A kto oczekuje zeby firma sie dostosowywala. Firma daje mi prace i powinna
                      oczekiwac ode mnie wykonywania swoich obowiazkow zgodnie z kwalifikacjami, za to
                      mi placi, ale nie powinna oczekiwac ode mnie milosci.
                      >
                      > > Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.
                      >
                      > Utopia. Bo nawet jesli nasza firma jest dobrze zarzadzana, to nasi
                      > Klienci/dostawcy/partnerzy czesto nie sa, i tutaj czesto powstaja sytuacje, gdz
                      > ie
                      > trzeba zostac dluzej w firmie.
                      Czyli najlepiej wprowadzic niewolnictwo. U klientow tez pracuja ludzie i kolo sie
                      zamyka.

                      >
                      > > A dlaczego nie??
                      >
                      > Patrz wyzej
                      >
                      > > Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.
                      >
                      > Jest to powszechne, nawet jesli nie jest to legalne. Dobrze o tym wiesz.
                      Nie wiem, bo pracuje w kraju, gdzie nadgodziny sa platne i to dobrze platne i
                      nikomu by nie przyszlo do glowy by zmuszac pracownika do pracy w nadgodzinach bez
                      dodatkowej zaplaty.
                      Jesli
                      > wiekszosc firm tak postepuje to pracownik, przychodzac do nowej firmy, powinien
                      >
                      > byc na to przygotowany. Jesli nie godzi sie, zawsze moze odejsc lub pracowac np
                      > .
                      > w MacDonalds.
                      To juz jest faszyzm i sredniowieczny wyzysk. Czyli oczekujecie, ze ludzie beda
                      pracowac za darmo i jeszcze maja byc szczesliwi. Co za chamstwo i arogancja.
                      A argument, ze tak sie praktykuje swiadczy o braku o szacunku do prawa. Myslalem,
                      ze Brytyjczycy sa na punkcie przestrzegania prawa uczuleni, ale to pewno prawo
                      jest prawem tylko u siebie w domu. Bo tam za takie numery sie leci.>
                      > > A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegol
                      > nie
                      > > rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszys
                      > tkich
                      > szefow, wszystkich szczebli.
                      >
                      > Zgadzam sie, czesto czytam Dilberta i czesto identifikuje sie z sytuacjami, w
                      > ktorych sie znajduje.
                      Jakos nie zauwazylem

                      • Gość: AXF Re: Druga strona monety? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 16:00
                        > Dobrze, dobrze, ale nie kazdy musi i chce byc szefem. W wiekszosci przypadkow t
                        > a tzw. elstaycznosc to "bullshit" i nic wiecej.

                        > A kto oczekuje zeby firma sie dostosowywala. Firma daje mi prace i powinna
                        > oczekiwac ode mnie wykonywania swoich obowiazkow zgodnie z kwalifikacjami, za t
                        > o mi placi, ale nie powinna oczekiwac ode mnie milosci.

                        Klasyczne podejscie Pokolenia X - 'my pracownicy pod opresja' i 'oni - zli
                        pracodawcy'. Ogolne podejrzenie, ze firma chce nas zniszczyc, itd. Dlatego wracam
                        do argumentu przedstawionym w pierwszej mojej wiadomosci: Mamy 18% bezrobocia na
                        rynku. Jesli Ty chcesz tylko wykonywac Twoje obowiazki to predzej czy pozniej
                        firma znajdzie kogos, ktory ma wiekszy zapal do pracy od Ciebie, i Cie wymieni.

                        > Po pierwsze nie mam doczynienia z finansami. Roznie to bywa z akcjonariuszami.
                        > Pamietasz panike na rynku nafotwym 2 lata temu?? Ze wzgledu na krotkoterminowy
                        > spadek cenropy firmy naftowe gwaltownie ciely inwestycje, zatrudnienie itp. Po
                        > to, zeby akcjonariusze byli zadowoleni, a za rok trzeba bylo wszystko odmrazac,
                        >
                        > zatrudniac nowych ludzi. Koszty tej operacji byly obledne ale akcjonariusze
                        > szczesliwi.

                        Tak, roznie bywa.

                        > Czyli najlepiej wprowadzic niewolnictwo. U klientow tez pracuja ludzie i kolo s
                        > ie zamyka.

                        Dramatyzujesz. Pokaz mi firme, gdzie wszyscy zawsze wychodza o czasie i nikt nie
                        zostaje czasami dluzej, aby skonczyc cos pilnego.

                        > Nie wiem, bo pracuje w kraju, gdzie nadgodziny sa platne i to dobrze platne i
                        > nikomu by nie przyszlo do glowy by zmuszac pracownika do pracy w nadgodzinach b
                        > ez
                        > dodatkowej zaplaty.

                        Ale kto Cie zmusza? Tak jak powiedzialem wczesniej - jesli nie widzisz, ze
                        czasami trzeba zostac dluzej, aby firma osiagnela swoje cele, aby Klient byl
                        zadowolony, itd - to zwykle dlugo nie zostaniesz w firmie.

                        > To juz jest faszyzm i sredniowieczny wyzysk. Czyli oczekujecie, ze ludzie beda
                        > pracowac za darmo i jeszcze maja byc szczesliwi. Co za chamstwo i arogancja.
                        > A argument, ze tak sie praktykuje swiadczy o braku o szacunku do prawa. Myslale
                        > m,
                        > ze Brytyjczycy sa na punkcie przestrzegania prawa uczuleni, ale to pewno prawo
                        > jest prawem tylko u siebie w domu. Bo tam za takie numery sie leci.>

                        Jestes idealista - nie wiem, gdzie pracujesz i nie bede wnikal. Jednak na pewno
                        to, co mowisz nie przedstawia stanu rzeczywistego. Wszyscy w centrali mojej
                        obecnej firmie siedza po nocach kiedy pojawia sie projekt, i nikt nie prosi o
                        wyplate za nadgodziny. Chyba, ze caly czas mowisz o ludziach w MacDonalds.

                        > Jakos nie zauwazylem (re: Dilbert)

                        Podchodzisz do sprawy zbyt emocjonalnie, zdaje sie. Ja nie jestem glownym szefem
                        w mojej firmie, chociaz jestem w zarzadzie. Tez mam szefa - do Prezesa firmy
                        jeszcze trzech szefow nade mna. Tez zostaje po godzinach, srednio 2-3 razy w
                        tygodniu. Nikt mi za to nie placi, nie oczekuje zadnych pieniedzy za nadgodziny.
                        Moja szefowa tak samo, moi pracownicy tez. Moi Klienci to Prezesi / Dyrektorzy
                        Naczelni roznych firm. Rozmowy z nimi potwierdzaja to, co mowie o podejsciu
                        wiekszosci firm do nadgodzin.
                        • legal.alien Re: Druga strona monety? 13.03.02, 17:51

                          >
                          > Klasyczne podejscie Pokolenia X - 'my pracownicy pod opresja' i 'oni - zli
                          > pracodawcy'. Ogolne podejrzenie, ze firma chce nas zniszczyc, itd. Dlatego wrac
                          > am
                          > do argumentu przedstawionym w pierwszej mojej wiadomosci: Mamy 18% bezrobocia n
                          > a
                          > rynku. Jesli Ty chcesz tylko wykonywac Twoje obowiazki to predzej czy pozniej
                          > firma znajdzie kogos, ktory ma wiekszy zapal do pracy od Ciebie, i Cie wymieni.

                          Rozczeruje cie nie jestem z pokolenia X. Mam prawie 40-tke na karku i w paru
                          miejscach juz pracowalem. Waszemu pokoleniu zrobili juz rowny "brain wash". Smai
                          nie jestescie w stanie juz nic wymyslic. Tylko walicie te slogany wwalone wam w
                          glowy na kursach i teambuildingach.
                          Dobra firma to firma, ktora dba o pracownika, dopiero wtedy pracownik bedzie sie
                          z nia utozsamial, a nie odwrotnie.
                          >

                          > Dramatyzujesz. Pokaz mi firme, gdzie wszyscy zawsze wychodza o czasie i nikt ni
                          > e
                          > zostaje czasami dluzej, aby skonczyc cos pilnego.
                          U mnie firmie wszystkie nadgodziny normalnych pracownikow sa platne. 150%
                          normalnej stawki w dni powszednie i 200% w dni swiateczne. Nie ma platnych
                          nadgodzin personel wyzszego szczebla, ale przy awnsie dostaje sie stosowna
                          podwyzke rekompensujaca brak platnych nadgodzin. Wiekszosc ludzi wychodzi z firmy
                          regularnie o godzinie 16:00 i nie ma z tym najmniejszego problemu.
                          >

                          > Ale kto Cie zmusza? Tak jak powiedzialem wczesniej - jesli nie widzisz, ze
                          > czasami trzeba zostac dluzej, aby firma osiagnela swoje cele, aby Klient byl
                          > zadowolony, itd - to zwykle dlugo nie zostaniesz w firmie.

                          A co z twoimi celami?? Praca i praca????
                          >

                          > Jestes idealista - nie wiem, gdzie pracujesz i nie bede wnikal. Jednak na pewno
                          >
                          > to, co mowisz nie przedstawia stanu rzeczywistego. Wszyscy w centrali mojej
                          > obecnej firmie siedza po nocach kiedy pojawia sie projekt, i nikt nie prosi o
                          > wyplate za nadgodziny. Chyba, ze caly czas mowisz o ludziach w MacDonalds.
                          Pracuje w jednym z europejskich krajow w oddziale jednej z amerykanskich firm z
                          sektora energetycznego. Gdyby ci szef odmowil zaplaty za nadgodziny, mialby duze
                          klopoty, a pozatym zgodnie z prawem nikt nikogo nie ma prawa zmusic do pracy w
                          nadgodzinach i nie ma prawa wyciagnac konsekwencji za odmowe pracy w
                          nadgodzinach. U ciebie w firmie ludzie pracuja po nocach w wiekszosci tylko
                          dlatego, ze boja sie stracic prace i tylko dlatego nie domagaja sie wyplat za
                          nadgodziny. Nie ludz sie to nie milosc do firm, to strach przed starta pracy.
                          Tylko niestety tacy pracodawcy sa w Polsce bezkarni. Tylko, ze oni pracuja za
                          grosze, a ty za stawke jak w UK, nie prawdaz - jeszcze pewno diety, zwrot kosztow
                          itp?? Tak wiec sie nie madzyj sie cwaniczku i szanuj najpierw ludzi, a dopiero
                          potem firme.
                          >
                          > > Jakos nie zauwazylem (re: Dilbert)
                          >
                          > Podchodzisz do sprawy zbyt emocjonalnie, zdaje sie. Ja nie jestem glownym szefe
                          > m
                          > w mojej firmie, chociaz jestem w zarzadzie. Tez mam szefa - do Prezesa firmy
                          > jeszcze trzech szefow nade mna. Tez zostaje po godzinach, srednio 2-3 razy w
                          > tygodniu. Nikt mi za to nie placi, nie oczekuje zadnych pieniedzy za nadgodziny
                          > .
                          > Moja szefowa tak samo, moi pracownicy tez. Moi Klienci to Prezesi / Dyrektorzy
                          > Naczelni roznych firm. Rozmowy z nimi potwierdzaja to, co mowie o podejsciu
                          > wiekszosci firm do nadgodzin.

                          • Gość: panjan Re: Druga strona monety? IP: 217.99.1.* 13.03.02, 19:22
                            Jest dużo racji w tym co piszesz (choć wiadomo że medal ma dwie strony)
                            zwłaszcza jeśli chodzi o władców z zachodu lub z korei. Taki mądry prezes nawet
                            sprzątaczki każe przyjmować ze znajomością j.angielskiego a każdy podwładny to
                            śmieć - szczególnie jeśli już skończył 40 lat - doświadczenie, zaangażowanie
                            nie jest nic warte. On wie najlepiej co jest ważne - zadowolenie akcjonariuszy
                            i rosnąca krzywa na wykresie zysków i udziału w rynku (nieważne jakim kosztem).
                            Najlepsi handlowcy odchodzą do konkurencji a za nimi wielu klientów - ale pan
                            prezes widzi tylko cyferki i słupki - żeby cyferki się zgadzały oszukuje się
                            pracowników i klientów ale to nic akcjonariusze i prezes swoje wezmą inni mogą
                            stracić. Pan prezes z Anglii narobił strat na wiele milionów to rozłoży się
                            spłatę na wszystkich pracowników po równo to przez trzy lata spłacą po 320,-
                            zł/m-c, i jeszcze starczy na premię dla prezesa i zysk dla akcjonariuszy z
                            zachodu. Jeżeli umowy są zbyt jasne to prezes każe wydać 45-ty aneks i nikt się
                            nie połapie za ile pracuje a może już ma zacząć dopłacać do tego że pracuje.
                            Dilbert nie chce być bezrobotnym więc będzie pracował za darmo po 16 godzin a
                            na koniec miesiąca dostanie w rozliczeniu - dopłać 550,- zł. To jest kapitalizm
                            po polsku.
                            Pozdrawiam.
                          • Gość: Robert Re: Druga strona monety? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 09:35
                            Witam,

                            Dialog jest bardzo ciekawy i daje klasyczne spojrzenie na podejscie do pracy
                            Polaka i Obcokrajowca. Kazdy ma swoje racje i obawiam sie ze nie przekonacie sie
                            nawzajem. Wynika to z faktu iz kazdy urodzil sie i wychowal w innym srodowisku.

                            Z pewnym argumente musze jednak ujac sie za polakiem - chodzi o prace po
                            godzinach. Obcokrajowiec, ktory przyjezdza do Polski pracowac z reguly jest sam.
                            Nie ma domu, rodziny, duzego grona przyjaciol. Co wiec robi z wolnym czasem? W
                            wiekszosci przypadkow zostaje w pracy.

                            nigdy nie pracowalem za granica ale wydaje mi sie iz bedac u siebie inaczej
                            podchodzi sie do pracy po godzinach.

                            Dla rownwagi musze rowniez napisac iz obcokrajowiec ma racje piszac iz lubimy
                            poplotkowac w pracy (Polacy) i czasami to przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu
                            firmy. Ja bedac Polakiem nie lubie tego typu zachowan.

                            Pozdrawiam wszystkich uczesnitkow dyskusji i zycze abysmy podchodzili do zycia
                            troche na luzie. Mamy tylko jedno i szkoda je zmarnowac na glupoty.

                            Robert

                            ps. A czy wlasniew tym momencie nie zaniedbujemy obowiazkow sluzbowych czytajc i
                            piszac o pracy, mobbingu i innych sprawach?
                            • legal.alien Re: Druga strona monety? 14.03.02, 10:11
                              Gość portalu: Robert napisał(a):

                              > Witam,
                              >
                              > Dialog jest bardzo ciekawy i daje klasyczne spojrzenie na podejscie do pracy
                              > Polaka i Obcokrajowca. Kazdy ma swoje racje i obawiam sie ze nie przekonacie si
                              > e
                              > nawzajem. Wynika to z faktu iz kazdy urodzil sie i wychowal w innym srodowisku.
                              >
                              > Z pewnym argumente musze jednak ujac sie za polakiem - chodzi o prace po
                              > godzinach. Obcokrajowiec, ktory przyjezdza do Polski pracowac z reguly jest sam
                              > .
                              > Nie ma domu, rodziny, duzego grona przyjaciol. Co wiec robi z wolnym czasem? W
                              > wiekszosci przypadkow zostaje w pracy.

                              A potem do baru, tak robia w wiekszosci cudzoziemcy zagranica, szczegolnie
                              Brytyjczycy.

                              >
                              > nigdy nie pracowalem za granica ale wydaje mi sie iz bedac u siebie inaczej
                              > podchodzi sie do pracy po godzinach.

                              Roznie to bywa. Podstawa jest jednak to, ze Prawo Pracy jest Prawem, a nie
                              zbiorem poboznych zyczen i jest respektowane. Gdybym poszedl do mojego pracownika
                              i powiedzialbym mu, zeby pracowal 16 godzin i nie dostanie za to ani grosza -
                              zabilby mnie smiechem.

                              >
                              > Dla rownwagi musze rowniez napisac iz obcokrajowiec ma racje piszac iz lubimy
                              > poplotkowac w pracy (Polacy) i czasami to przeszkadza w normalnym funkcjonowani
                              > u
                              > firmy. Ja bedac Polakiem nie lubie tego typu zachowan.

                              Ludzie plotkuja w pracy wszedzie i Polska nie jest wyjatkiem.

                              >
                              > Pozdrawiam wszystkich uczesnitkow dyskusji i zycze abysmy podchodzili do zycia
                              > troche na luzie. Mamy tylko jedno i szkoda je zmarnowac na glupoty.
                              Najbardziej denerwuja mnie w wypowiedziach AXF slogany. Cale jego wypowiedzi sa
                              nafaszerowane haslami i sloganami jak np. ten o "elastycznosci" i o tym, ze firma
                              jest najwazniejsza. Wyglada na to, ze goscia poddali dobremu praniu mozgu. Gdy
                              pisze o elastycznosci, na moj argument, ze przeciez nie wysle izyniera produkcji
                              do dzialu ksiegowosci i marketingu, odpowiada ze czemu nie.
                              Ciekaw jestem czy wyslalby ksiegowego, zeby zajal sie produkcja...... to bylaby
                              elastycznosc.
                              >
                              > Robert
                              >
                              > ps. A czy wlasniew tym momencie nie zaniedbujemy obowiazkow sluzbowych czytajc
                              > i
                              > piszac o pracy, mobbingu i innych sprawach?
                              Pewno tak, ale zalezy co robisz i jak masz zorganizowana prace.
                    • legal.alien Re: Druga strona monety? 14.03.02, 10:15

                      > Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                      > szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                      > miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzy
                      > sz
                      > marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                      > robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby
                      > -
                      > a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyk
                      > i,
                      > aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci fir
                      > m.
                      A ksiegowy powinien zajac sie produkcja, dzial zakupow sprzataniem, inzynier
                      ksiegowoscia, a sprztaczka zakupami....... Pomysl. Przeciez to bzdura.
                      Elastycznym mozna byc co do zadan w waskich grupach i w ramach swoich
                      kwalifikacji, a nie w duzych specjalistycznych firmach.

              • Gość: kron Re: Druga strona monety? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 17:17
                Nie uwazam ze byl to mobbing, ale pracujac na Tajwanie przez 5 miesiecy nie
                wychodzilem z pracy przed 19 a czesto zostawalem do 21
                Po pracy szedlem do domu wrzucajac cos na ruszt w biegu i bach padalem zmeczony
                aby obudzc sie rano do pracy w jako takiej formie.
                Taka praca nie ma dla mnie sensu. M.in dlatego wrocilem do Polski wczesniej niz
                moglem.

                kron
      • Gość: Diana Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pse.pl 13.03.02, 12:19
        jestem pod presją mobbingu ok.4 lata. pracuję w duzej państwowej firmie. mój
        szef zdecydowanie mnie nie cierpi ( nie wiem za co) i udało mu się zgnębić mnie
        psychicznie do tego stopnia,że czuję się obca, oderwana zupełnie od naszego
        zespołu, cierpię na wrzody żołądka i nieustanne bóle brzucha z powodu nerwicy.
        mój szef nie potrafi się usmiechać, jest wręcz bezczelny i co najgorsze nie
        umie słuchać pracownika. za nic mnie jeszcze nie pochwalił, choć jestem
        sumiennym i dobrym pracownikiem.codziennie idę do pracy w strachu, trzesę się
        na widok mojego przełożonego. byłam już u wielu lekarzy - stwierdzono u mnie
        depresję - przestałam też w siebie wierzyć. powiecie że powinnam zmienić pracę-
        to nie takie proste teraz i myśle że wielu ludzi tak jak ja znosi te wszystkie
        upokorzenia bo nie ma dokąd uciec! myślę że nie powinno się o tym tylko mówić
        ale coś należy z tym zrobić! uważam że tacy szefowie powinni zdecydowanie
        ponieść karę za takie traktowanie innych.
        pozdrawiam wszystkich dręczonych w pracy
        diana
        • Gość: agwani Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.pg.com 13.03.02, 13:18
          Moja rada na tego typa w tekscie "Gość portalu: agwani, 13-03-2002 12:53"
      • Gość: jaris Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.0.* 13.03.02, 13:35
        Mobbing jest elementem szerszego syndromu zjawisk i procesów dotyczących środowiska pracy. Ten szerszy
        syndrom definiuję jako narastanie rozbieżności między treścią dwóch ważnych ról we współczesnym świecie -
        rolą pracownika i rolą obywatela. Rola obywatela wymaga aktywności, podmiotowości, respektowania autonomii
        i godności jednostki. Rola pracownika często oznacza represjonowanie tych atrybutów obywatelstwa. Uważam,
        że dalszy rozziew między tymi rolami stanowic będzie zagrożenie demokracji. Fundujemy sobie różne złośliwe
        " totalitaryzmy" w środowisku pracy. Nie zgadzam sie opinią prof. Obłója, że praca to środwisko "twardej"
        konkurencji a nie klub towarzyski. Takie rozróżnienie nie dotyczy istoty sprawy. W gruncie rzeczy jest szkodliwe,
        bo sytuuje problem w fałszywej perspektywie. Rzecz nie tylko w psychologii i mikroklimatach pracy, w stylach
        kierowania i efektywności działania korporacji. Idzie o sprawę znacznie poważniejszą - właśnie o to, co to dziś
        znaczy " być obywatelem"? Czy pełnienie tej roli można zawiesić na czas pracy? Czy z wymienionych wyżej
        atrybutów tej roli mamy rezygnowac w pracy? Mobbing jest nie tylko psychicznym znęcaniem się nad
        pracownikiem. To także atak na rolę obywatela.
      • Gość: MARIE Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.0.* 13.03.02, 14:47
        Dorzucę kamyczek do tej dyskusji. Kij ma zawsze dwa końce. ale...
        Jestem "elastycznym" pracownikiem, mieszkałam i pracowałam przez 3 lata we
        Francji, w Polsce również udowodniłam sobie, że potrafię zacząć budować swój
        świat zawodowy w różnych miastach. Jestem aboslwentką MBA, specjalistą w
        zakresie finansów i bankowości (dyplom obroniłam w języku obcym, znam biegle 2
        języki, z 8 letnim doświadczeniem zawodowych, między innymi również w
        finansowej instytucji międzynarodowej. Zmieniłam pracę z uwagi na przeprowadzkę
        do innego miasta, obecnie jestem zatrudniona w spółce powiązanej kapitałowo ze
        Skarbem Państwa. Współpracuję ściśle z Zarządem i Radą Nadzorczą. Wiem też co
        to jest wychodzenie po godzinach, ale nie o 17.15 ale o 4.00 nad ranem
        następnego dnia, a 3 godziny później muszę podpisać listę obecności na nowy
        dzień. A szef nawet nie zamówi nic do jedzenia, zwyczaj lunch'u w naszej firmie
        nie istnieje. Nie wspomnę juz o oddwoływaniu mnie z należnego mi urlopu, a
        obecnie gdzie do końca marca trzeba wykorzystać zaległy urlop, zmusza mnie się
        do wypisywania wniosków o urlop w termnie, który mi absolutnie nie pasuje.
        Więc bardzo proszę nie używać takich argumentów bo to mnie irytuje. Noc
        poprzedzającą jedno z posiedzeń Rady N. jeden ze członków Zarządu,
        taki "kulturalny, miła aparycja etc." zwraca się do mnie z tekstem: "jak mnie
        wypierodlą to Panią też wypierdolę na pysk" NO COMMENTS. Sorry, ale ja znam
        swoją wartość zdobytą dzięki bardzo dobremu wykształceniu i solidnemu
        doświadczeniu, i nie pozowolę sobie aby jakiś zakompleksiony człowiek z pozycji
        szefa nie szanował mnie jako swego pracownika, który wykonuje jego polecenia.
        On nie musi mnie kochać, on musi mnie szanować. Jestem niewygodna, bo tu w tej
        firmie, awans zależy od wypicia alkoholu i pójścia do łóżka, a mi nie zależy na
        takim "awansie". Szukam pracy z determinacją od ponad 6 miesięcy, aby się
        wyrwać z tego gówna ale niestey nie mam może skutecznych "znajomości".
        Zapraszam do dyskusji, jeżli poruszyłam czyjeś drażliwe struny.

        • duch2 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 13.03.02, 17:39
          Marie, chyba dobrze opisałaś zjawisko. Zadziwiające, że w Polsce (ale chyba nie
          tylko) karierę i pieniądze robia miernoty psychiczne bez żadnych zahamowań i
          beż żadnej wyobraźni. I o dziwo uchodzi im to na sucho. Chyba pozostaje Tobie i
          mnie zapomnieć o językach, dyplomach doświadczeniu. Musimy zmienić jeszcze
          język i dobrać słownictwo. Kariera przed nami. Albo, za przeproszeniem, obijać
          równo mordy. Oni prawie zawsze są strasznymi tchórzami, bardzo często wystarczy
          realna groźba .....i masz serdecznego przyjaciela. To albo to - wybór należy do
          Ciebie.
          • Gość: MARIE Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.0.* 14.03.02, 08:19
            Witam, dziekuję za słowa wsparcia. Są jak miód na moje serce. Czy możemy jakoś
            nawiązać kontakt? Temat wybuchł jak wulkan. Im więcej osób włączy się do
            ogólnonarodowej dyskusji, tym większa nadzieja na ustanowienie prawa w tej
            kwestii. TRZEBA O TYM KRZYCZEĆ, ŻE ZŁO ISTNIEJE.

            Pozdrawiam i mam nadzieję na szybki kontakt


        • Gość: jan Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 17:59
          Spróbuj znaleźć swoją drogę jednocześnie szukając lepszej pracy. Ja też znam
          swoją wartość i nie zgadzam się z tym co Prezes o nas myśli i jak nas traktuje
          więc żeby nie zwariować zrezygnowałem z awansu i buduję swoją ścieżkę rozwoju
          poziomego - rozszerzam swoją wiedzę i podejmuję współpracę z innymi firmami na
          zasadzie własnej działalności. Nic mnie nie obchodzi interes akcjonariuszy w
          krajach zachodnich skoro ich nie obchodzi czy ja za ok. 350 godzin pracy w
          miesiącu będę miał na podstawowe potrzeby mojej rodziny. Pracuję w pokrewnej
          branży i również szukam pracy ale nawet jeśli będę musiał odejść z tej firmy to
          nie pójdę na kuroniówkę bo mam już tyle kontaktów że na życie zarobię i inne
          firmy z którymi współpracuję też mnie poznały i chętnie mnie przyjmą. Podobnie
          postępuje wiele osób tylko że ja dbam o to żeby nie współpracować z konkurencją
          a tylko uzupełniam ofertę mojej firmy o dodatkowe produkty. Nie możesz dać się
          zwariować i rzucić pracy bo wtedy będzie trudniej znaleźć nową. Uśmiechnij się
          jutro będzie lepiej.
          Pozdrawiam.
      • Gość: WW Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.mobilcom.de / 10.140.52.* 13.03.02, 15:47
        Wlasnie przeczytalem wypowiedz przedstawiciela Coca - Coli. To co on mowi to wierutne klamstwa.
        Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow. Ten caly "team building"
        to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany typu "jestesmy najlepsi itp.".
        Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara masa pracowala na kilku
        nierobow i imbecyli w centrali.
        • Gość: AXF Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.17.164.* 13.03.02, 16:11
          > Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow. Ten
          > caly "team building"
          > to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany typu "
          > jestesmy najlepsi itp.".
          > Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara masa pr
          > acowala na kilku
          > nierobow i imbecyli w centrali.

          Nie moglbys byc bardziej dalej od prawdy. Nigdy wyraznie nie pracowales w
          sprzedazy, a nawet gdybys chcial - spodziewam sie, ze zadna firma by Cie nie
          przyjela.

          Aby dobrze sprzedawac, trzeba wierzyc w siebie, w firme, i w produkt. Szkolenia i
          team-building sluza do budowania tej wiary poniewaz nie kazda osoby
          jest 'naturalnym sprzedawca'.

          Twoja retoryka to po prostu zmeczone powtarzanie sloganow uzywanych przez ludzi
          zbyt leniwych, aby naprawde pojsc do pracy. Nierob i imbecyl to w tym przypadku -
          Ty.
          • Gość: Greg Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.daxnet.no 13.03.02, 17:28
            Gość portalu: AXF napisał(a):

            > > Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow.
            > Ten
            > > caly "team building"
            > > to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany t
            > ypu "
            > > jestesmy najlepsi itp.".
            > > Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara ma
            > sa pr
            > > acowala na kilku
            > > nierobow i imbecyli w centrali.
            >
            > Nie moglbys byc bardziej dalej od prawdy. Nigdy wyraznie nie pracowales w
            > sprzedazy, a nawet gdybys chcial - spodziewam sie, ze zadna firma by Cie nie
            > przyjela.
            > Aby dobrze sprzedawac, trzeba wierzyc w siebie, w firme, i w produkt. Szkolenia
            > i
            > team-building sluza do budowania tej wiary poniewaz nie kazda osoby
            > jest 'naturalnym sprzedawca'.

            Ty chyba pracujesz u Amwaya, bo tylko tam tacy nawiedzeni siedza, chyba, ze u
            Swiadkow Jehowy lub Mormonow.


            > Twoja retoryka to po prostu zmeczone powtarzanie sloganow uzywanych przez ludzi
            >
            > zbyt leniwych, aby naprawde pojsc do pracy. Nierob i imbecyl to w tym przypadku
            > -
            > Ty.

            N0o jeszcze cham, ale Brytyjczycy slyna z arogancji
      • mihauek Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 13.03.02, 16:19
        tez przeczytalem w gazecie wypowiedz kogos z pekao, ze u nich jest wszystko w
        porzadku, a zauwazylem na forum kilka wypowiedzi ludzi tam pracujacych - maja
        zupelnie odmiene zdanie na temat mobbingu u nich w firmie...
      • Gość: Gregor Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 213.77.28.* 13.03.02, 17:30
        Ludzie, a może by wykorzystać fakt, że możemy sie wymieniac myslami i przejdzmy
        do konkretow. Napiszcie w jakich firmach mobbing jest częsty ( czyli jakich
        firm sie strzec). Ja ide na pierwszy ogien...firma "dla kobiet" w ktorej
        pracuje moja dziewczyna - to siedlisko frustratow dla ktorych mobbing jest
        czesto jedynym narzedziem do kierowania ludzmi. Znacie AVON???!!!!
      • duch2 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 13.03.02, 18:16
        redakcja napisał(a):

        > Mobbing to dręczenie, gnębienie, upokarzanie ludzi w miejscu pracy. Czasem są
        > to po prostu chamskie odzywki szefa, czasem sposoby bardzo wyrafinowane. Na
        > Zachodzie zaczęto badać to zjawisko kilkanaście lat temu. Dręczenie zwykle
        > nasila się w czasach recesji - strach przed bezrobociem powoduje, że pracownicy
        >
        > zniosą wszystko.
        > Jak wygląda mobbing po polsku?

        Mobbing był jest i będzie. Tylko 20 lat temu nie nazywało sie to tak tylko ze
        szef czepia się jak głupi. Ale z praca było o niebo łatwiej więc i problem był
        zdecydowanie mniejszy. Teraz kiedy jest to olbrzymi problem mnóstwo ludzi,
        szefów, i pseudo kolegów z pracy z radoscia to wykorzystują. szefowie szefów
        znają zjawisko ale niezależy im na jego likwidacji. To w ich mniemaniu
        dyscyplinuje pozostałych pracowników. A nie ma mądrego, który przeliczyłby dobra
        atmosfere w firmie na wzrost jej dochodów w PLN. A tylko to by przekonało jednego
        z drugim. Znam prezesów goszczących często na pierwszych stronach gazet - w tym
        takze i Waszej, którzy pięknie sie chwalą jak to doceniają swoich pracowników i
        jak dbają o nich. Ale rzeczywistość jest okrutniejsza. Tam jest płacz i
        szykanowanie pracowników. Bo to jest tylko jeden - i nie najważniejszy - zasób
        firmy a szef firmy jest (lub jemu sie wydaje) panem, władcą i bogiem. Ale to jest
        zaskakujace że takie firmy diałają, maja się nieżle i generalnie lepiej wyglądaja
        od strony ekonomicznej od firm autentycznie dbających o pracowników - bo i takie
        też są. Jedyna różnica według mnie to taka, że te naprawdę dbajace bedą istnieć
        przez dziesiątki lat. Może nigdy niebędą liderem ale zawsze będą "na wozie". Te
        pierwsze, z lepszymi wynikami finansowymi stosunkowo szybko zakończą żywot. Może
        dziesięć, może 15 lat - ale nie więcej. I co z tego, właściciel swoje zarobi mimo
        że firma upadnie a on założy nową z taką samą "kulturą" przekonany że jest
        świetnym szefem. Jest to obłędne koło. Może dopiero młode pokolenie biznesmenów -
        teraz w jeszcze w przedszkolu - o ile życie w szkole i na studiach i w pierwszej
        pracy ich nie zepsuje ma szansę wyrwać się z tego tańca. Boję się że mam rację bo
        mam okazję bardzo wiele firm obserwować od środka. Jedna na 80-100 jest wolna od
        tego problemu.
        pozdrawiam
        duch2

        • Gość: eeeeeeee Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.02, 20:23
          ^Pamietam prace w agencji relamowej w warszawie,
          wlasciwie na poczatku bylo ok, tylko po pierwszej klotki z takim jednym dupkiem
          wszystko sie popsulo, nagle okazalo sie, ze szefowej nie podobaja sie moje
          pomysly, potem zaczelo sie bez mala jawne podkradanie pomyslow...ogolnie po roku
          juz mialem po dziurki w nosie pracy w agencji i czekalem tylko az mnie szefowa
          wyleje ..i wylala... a mobbing?? coz...kto pracowal w reklamie to wie co to
          znaczy.

          :)))))))
      • Gość: Ludwik M Mobbing po akademicku IP: *.retsat1.com.pl 13.03.02, 21:26
        Mój od dwóch miesięcy były szef (profesor, akademik) klął, obrażał, niszczył
        psychicznie,zniesławiał, przegrywał procesy o zniesławianie, przegrywał procesy
        w sądzie pracy, przed sądem też dawał "popisy", zniesławieni lub zwalniani
        pracownicy i tak musieli szukać nowego miejsca bo po co wracać do tego samego.
        Mobbing był stosowany dalej w odniesieniu do tych, którzy ujęli się za
        poprzednikami - koło się zamykało. Byłem jego zastępcą - próba dyskusji,
        rozmowa o przyczynach złego stanu jednostki to były jego zdaniem próby
        obniżania jego autorytetu, każda wymiana zdań - wyraz braku lojalności, własne
        propozycje były zwykle idiotyczne - będziesz je realizować, gdy znajdziesz sie
        na moim miejscu - słyszałem. Zwykle wracały jednak jako jego propozycje własne
        za kilka miesięcy. Oczekiwanie na "audiencję" w sprawach merytorycznych trwało
        czasem tygodniami, potem od 9 do 15 czekanie przed gabinetem, nie zawsze
        skuteczne, poprzedzone przyjmowaniem jego i moich podwładnych, załatwianiem
        spraw prywatnych, potem informacja że spotkanie trzeba przełożyć na inny
        termin. Jeśli masz ważne sprawy - przyjdź we Wszystkich Świętych - mam niewiele
        grobów, możemy się umówić. Wiedział, że wszystkie "moje" groby są kilkaset
        kilometrów od miejsca pracy. Potem zaczęły się nadużycia finansowe, formalno-
        prawne. Były szef założył firmę. Jako jej prezes handlował ze sobą jako
        kierownikiem placówki akademickiej. Rozdwojenie jaźni. Więc mniejsze lub
        większe przekręty z fakturami. Wywożenie w godzinach pracy naszych wspólnych
        podwładnych do prywatnej spółki. Koszmar narastał. Dobrzy byli tylko ci, którzy
        pracują dla firmy szefa, kosztem zresztą placówki akademickiej, z
        wykorzystaniem dla prywatnych celów środków publicznych (grantów, środków
        statutowych, aparatury, telefonów, komputerów, innych urządzeń biurowych).
        Stałem się petentem w stosunku do własnych współpracowników, których nie było w
        opłacanych przez uczelnię godzinach pracy, bo w tym czasie pracowali dla firmy
        szefa. Gdy zacząłem to wszystko piętnować stałem się niewygodnym "gnojkiem".
        Z "gnojkiem" nie należy współpracować moje dziecko (tak pieszczotliwie potrafił
        nazywać lizusa, lizuskę lub pracownika który mógł usłyszeć, że w gospodarce
        rynkowej żadna praca nie jest pewna. Mniej "bystrzy" byli szantażowani nawet
        telefonami do domu. Chcesz współpracować z tym "draniem" (t. j. ze mną) -
        możesz pakować manatki. Efekt wiadomy - mężowie niektórych współpracownic już
        okresowo zaznali smaku zasiłku dla bezrobotnych. Pensja akademicka ich żon to
        było jednak coś pewnego. A ja mogę pisać tak jeszcze długo. To wszystko dzieje
        się w ośrodku akademickim. Z Rektorem i jego współpracownikami oczywiście
        rozmawiałem o tych sprawach, przekazałem też wszystko na piśmie, nigdy nie
        dostałem zwrotnie od Rektora obiecanej opinii prawnej. Usłyszałem, że wobec
        takiego konfliktu Rektor jest bezradny. Odpowiedziałem, że to nie konflikt, że
        to walka z łajdactwem i postanowiłem odejść z Uczelni po 25 latach pracy w
        niej, z uzyskanym 5 lat wcześniej Medalem Zasłużonego dla Jej Rozwoju. Czytam
        teraz z sentymentem teksty ślubowań nauczycieli akademickich lub
        bruszurę "Dobre Obyczaje w Nauce". Rektor przy okazji późniejszej głośnej afery
        ogólnopolskiej stwierdził w wywiadzie (dla Gazety zresztą), że trzeba wspierać
        ludzi prawa - koń by się uśmiał. W opisanej przeze mnie sprawie uczelnia
        wspiera raczej przekręty. Ma zresztą poczucie bezpieczeństwa, gdyż w sprawie
        Rektora innej uczelni, działającego podobnie jak mój były szef, prokuratura nie
        dopatrzyła się czynów o znacznej szkodliwości społecznej. Życzę Gazecie
        powodzenia w walce z mobbingiem. Z pewnością jest tego więcej niż wiatraków.
      • Gość: ccc Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 21:44
        mam to u siebie. Duza, bardzo porzadna amerykanska korporacja z rynku IT (
        wypadaloby podawac nazwy i nazwiska) z szefem ktory zahaczyl o Polske w drodze
        z Moskwy do centrali. Szczebel w karierze, ktory upowaznia do traktowania
        polskiego pracownika (lokala) jak bydlecia. Klopot w tym, ze styl zarzadzania
        sie przyjal i nastepca tez rzadzi folwarkiem. Przy okazji, firma ma odpowiednie
        mechanizmy zabezpieczajace, tyle ze w Polsce szybsze sa HRy i klopoty usuwa sie
        na biezaco. A ze ludzie nieglupi wiec siedza cicho i tylko czasem wysylaja
        wyrazy solidarnosci tym, co polegli.
        • Gość: Woland Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 14.03.02, 00:45
          Zemsta za mobbing - czemu nie, to się da zrobić...Pracowałem w 1998 roku w
          pewnej firmie wydającej pisma branżowe. Dostaliśmy nową szefową, młodszą
          zreszta ode mnie. Już na początku dostrzegliśmy, że coś z tą panią dzieje się
          nie tak, jak powinno. Poranek zacznał się od drżących rąk i łykania garści
          różnokolorowych tabletek. Potem zaczęły dochodzić do nas wieści. Nieprzyjemne.
          Pani kierownik na imieninach w innym dziale po wypiciu większej ilości alkoholu
          stwierdziła, że "ona wszystkich wypier.., bo jej się ci ludzie (czyli my) nie
          podobają". Na uwagę,że dobrze pracuących wyrzucić raczej będzie trudno,
          powiedziała "spokojnie, nie takie rzeczy robiłam". Rzeczywiście. Zaatakowała
          mnie i dwie starsze pracownice. Czego nie było...chamskie wrzaski, zarzuty o
          niekompetencję, obmowy przed szefem całej firmy (nb. była jego kochanką i miała
          do niego łatwy dostęp), histeryczne ataki na progu rękoczynów... i niczego
          merytorycznego; nie złapała nas na żadnym błędzie.
          Po trzech miesiącach zwolniłem się jako drugi. Później zwolniła się trzecia
          atakowana osoba. Uszczęśliwiona pani kierownik zatrudniła swoich kandydatów...
          Dostałem pracę w innej firmie i zapomniałem o sprawie. Aliści po dwóch latach,
          kiedy pracowałem już w dużej spółce internetowej, okazało sie, że tamta firma
          pada. Pani kierownik zaś szuka pracy w mojej firmie - poprzez protekcję - i
          liczy na stanowisko kierownicze...Ooo niedoczekanie! Mimo iż nie pracowałbym
          pod jej "światłymi" rządami (sam dostałem wtedy niewielkie, ale samodzielne
          stanowisko w nomenklaturze firmy odpowiadajace kierowniczemu), poszedłem do
          zastępcy prezesa i opowiedziałem nieco o tej pani. Niczego nie ubarwiając, ale
          i niczego nie przemilczając.Facet zaczął rwać włosy z głowy i natychmiast
          starania o jej przyjęcie zablokował, wydajac gromkie okrzyki "psycholi nam tu
          nie trzeba!". Nie czułem i nie czuję wyrzutów sumienia. Uważam, że zrobiłem
          dobrze - uwolniłem innych od osoby wyjatkowo paskudnej, intrygantki i
          dręczyciela. Ale prawdą jest wobec tego, że zło raz posiane - wraca...
      • Gość: Gienio LUBIĘ CHODZIĆ DO PRACY U MNIE NIE NA MOBBINGU IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 00:01
        Zaproponowałem nowy temat na forum WaWy.Napiszcie czy są takie miejsca gdzie
        można w kulki grać przez 8 godz.w pracy i za to płacą - to będzie trochę
        weselsze.
      • Gość: Likwidat DWA DNI TEMU DOSTAŁEM INTRATNĄ PRPOZYCJĘ ZMIANY IP: 80.72.193.* 14.03.02, 08:08

        Witajcie,

        W naszej firmie (państwowej) właściwie nie istnieje typowa forma Mobbingu.
        Ogólne chamstwo, nieczułość, totalna ignorancja "królowej" łączy się w jedno.
        Na szczęście pracuję piętro niżej i do mnie żadko przychodzi, ale koleżanki
        mające stały z nią kontakt często płaczą po rozmowach z nią. Jednak tak są
        wyćwiczone w przyjmowaniu "na twarz" impertynencji, że w normalnych sytuacjach
        zwracają się do niej jak do najlepszej przyjaciółki. Zresztą z tym
        włazidupstwem tak przesadziły, że najmniejszy zakup, np. kłódki załatwiają one
        za własne pieniądze. A królowa bierze grube premijki za super-oszczędności,
        których dokonuje miesiąc w miesiąc. A jak nie chcesz pojechać własnym
        samochodem po 2 paczki styropianu i kupić za własny pieniądz to
        wykazujesz "brak inicjatywy".
        Ja chyba pozbawiony jestem jakichkolwiek zdolności dyplomatycznych, gdy z nią
        rozmawiam. Nie podejmuję tematów, które ona porusza, np. o nowej lampie, albo
        jak przebiegała podróż.
        Kiedyś wysłali mnie do Katowic w delegację na dwa dni i nie dość, że zostałem
        zje....any na czym świat stoi - że se wymyśliłem jakieś wyjazdy, to jeszcze
        musiałem zasponsorować sobie bilety na sypialny i hotel co razem wyniosło ok
        500 zł (pół mojej pensji).
        Ulubionym tekstem "jej" jest: "jest takie bezrobocie, tyle chętnych jest na
        Pani miejsce". I właśnie ostatnio pani "taka jej mać" postanowiła zagrać sobie
        ze mną w ch....ja. Mianowicie, kończy mi się umowa 30 kwietnia i dwie moje
        koleżanki akurat zaciążyły i musi szukać 2 pracownic. Ale zapewne po
        nieprzespanej nocy doszła do wniosku że może mi zaproponować to stanowisko
        zamiast nie przedłużać umowy. Oczywiście zastosowała całą otoczkę do tego
        pytania, w rodzaju: "Mam tylko godzinę na podjęcie decyzji, proszę się
        decydować, itd. Wiem, że jest trudna sytuacja na rynku pracy, itd.". Jakież
        było zaskoczenie, gdy usłyszała ode mnie, że nie zgadzam się na tak intratną
        propozycję. Zbaraniała. Nie mogła zrozumieć tego, że mam gdzieś jej pomysły.
        Być może wynika to z tego iż rzeczywiście mam gdzieś ją i cały burdel, ale to
        jest wynik specyficznej sytuacji, w której się znajduję.

        Z pozdrowieniami

        Likwidator
      • Gość: trw Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 190.1.3.* 14.03.02, 09:01
      • Gość: trw Mobbing - w administracji państwowej też! IP: 190.1.3.* 14.03.02, 09:23
        Większość listów na czacie dotyczy sytuacji, w której ofiarą mobbingu padają
        osoby spoza kadry kierowniczej zatrudnione w firmach produkcyjnych lub
        usługowych, zwykle prywatnych.
        Ale zjawisko występuje też w administracji państwowej i dotyka osób, które
        znajdują się na pośrednim szczeblu kierowniczym. Stara się ich pozbyć szef
        instytucji/polityk, albo dyrektor generalny, teoretycznie niepolityczny, ale
        jeśli rzeczywiście nie jest z układu politycznego to zwykle jest z innego układu
        (kolesiowatość też może być apolityczna i pozapartyjna) Kierownik niższego
        szczebla może przeszkadzać szefowi wyższego szczebla w sterowaniu ręcznym,
        pozwalającym na bezpośredni wpływ na decyzje o wymiarze kadrowym (ludzie z
        układu) lub/i finansowym (administracja przyznaje subwencje, dotacje,
        organizuje przetargi, wszystko to może być i często jest traktowane jak
        atrybuty władzy a nie instrumenty pracy na rzecz państwa). Mobbing w
        administracji państwowej jest w jeszcze większym stopniu niż w firmach
        prywatnych ignorowany i traktowany jako coś naturalnego, bo przecież dla
        większości to "oczywiste", że w administracji państwowej miejsce musi być
        dla "swoich" a nie "cudzych", że kiedy ktoś ma, z racji swego stanowiska,
        jakąkolwiek możliwość i okazję zahamowania działań nielegalnych lub na granicy
        legalności, powiedzenia "nie" wbrew interesowi (politycznemu
        lub "kolesiowatemu")swego przełożonego, to musi albo odejść albo nie korzystać
        ze swoich uprawnień, siedzieć cicho i za wczasu zgadywać, co sprawi przyjemność
        szefowi. W administracji państwowej nie ma zysku do osiągnięcia, nie jest
        rzeczą najważniejszą, czy dobry pracownik odejdzie czy zostanie, bo jakość nie
        jest tu w żaden sposób mierzona ani definiowana. Nie ma więc hamulców, które w
        prywatnych firmach mogłyby powstrzymać szefa przed niszczeniem pracownika ze
        względu na jego wysokie, potrzebne firmie kwalifikacje. Tu nawet lepiej, gdy
        ktoś jest mierny, ale - koniecznie - posłuszny. Powołanie do życia służby
        cywilnej (w doróżnieniu od politycznego, partyjnego zmieniającego się po
        każźdych wyborach pionu władzy) niczego nie zmieniło. Służba cywilna w Polsce
        do atrapa.
        • Gość: szarak Re: Mobbing - w administracji państwowej też! IP: *.um.poznan.pl 14.03.02, 10:20
          Całkowicie się zgadzam!
          W administracji państwowej lub samorządowej pole do nadużyć w tym zakresie jest
          ogromne. Mobbing faluje tu w cylku kilkuletnim - od wyborów do wyborów - oraz w seksualnym - od kochanki do
          kochanki. Nie tylko bowiem aktualna opcja polityczna tu decyduje o diametralnie różnych ocenach kwalifkacji
          pracownika, ale także jego gotowosc do podporządkowania się zasadom wyznaczanym przez własnie
          zatrudniona ostatnio kochanke kolegi prezydenta miasta itp. Konkursy o naborze nowej, kompetentnej kadry sa
          zazwyczaj mila zabawa - kochanka ma i tak zawsze znakomite kwalifikacje, lepsze niz pozostalych 200
          kandydatow.

          Dlatego wlasciwie jedyna nadzieja jest jednak / w moim przekonaniu/ ustawa o sluzbie cywilnej, ktora powinna
          objac tez urzednikow samorzadowych. Byc moze jestem naiwna, ale ciagle w to wierze.

          • Gość: trw Re: Mobbing - w administracji państwowej też! IP: 190.1.3.* 14.03.02, 12:41
            Niestety, ustawa o służbie cywilnej obejmująca samorządy nic nie pomoże, bo w
            administracji rządowej, którą ona obejmuje też nie pomogła. Opisywane przez
            Ciebie zjawiska męsko-damskie występują w administracji rządowej również, choć
            rzadziej. Tylko, że to już jedynie pośrednio ma związek z mobbingiem - chęć
            zatrudnienia swojego na miejsce nie-swojego podyktowana może być różnymi
            względami, również i takimi, a mobbing zawsze jest sposobem realizacji tego
            celu.
      • Gość: robur Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.software 14.03.02, 10:08
        Słuchajcie a u mnie w pracy występuje mobing i wcale mi nie szkoda tych
        dręczonych, bo to ich wina. Nie twierdzę że tak jest wszędzie, ale takie
        sytuacje jak niżej opisana też się zdarzają.

        Firma jesta mała, oddział międzynarodowej korporacji. Szef, no cóż doszedł do
        stołka dzięki wazeliniarstwu. I są 2 osoby, które taką samą drogę kariery
        obrały. Chodzą liżą, przytakują, robią z siebie idiotów przy innych
        współpracownikach i to nie ze względu na strach przed utratą pracy, jak już
        napisałem jest to ich metoda na karierę.

        Oczywiście szef ich bardzo lubi, popiera, są jego powiernikami itd, ale tylko
        jak ma dobry humor. Jak ma zły bierze jednego czy drugiego i objeżdża z góry do
        dołu za niewinność. Nie ochrzania nikogo innego tylko ich dwóch. Dlaczego, bo
        pewnie sam z autopsji wie, że Ci kolesie dla wyższego celu (zrobienia kariery),
        nie odpyskują mu, nie przeciwstawią się tylko grzecznie będą przytakiwać i
        pozwolą sobie na to na co nikt inny w firmie nie pozwoliłby sobie.

        Pozdrawiam
        Robur
        • Gość: jaris Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: 192.168.0.* 14.03.02, 11:29
          Powszechność mobbingu każe wątpić w to, ze przyczyny zjawiska sa związane tylko (czy w głównej mierze) z
          osobowościami szefów i nieróbstwem pracowników. Sprawa jest chyba bardziej skomplikowana, trudniejsza do
          rozwikłania. Mobbing jest funkcją czegos jeszcze innego - może sposobu działania korporacji w dzisiejszym
          otoczeniu (koncentracja na wartosci giełdowej, pogoń za "krótkoterminowym" zyskiem, liczne przykłady
          konkurencji cenowej, stosowanie technik zarządzania ignorujących jakość relacji społecznych). Jest także
          funkcją - być może - etycznego kryzysu zarządzania. Przykładem może być los firmy Arthur Andersen. Ten
          niezmiernie ceniony do niedawna pracodawca i mityczny niemal przykład, prawdopodobnie w niesławie
          zakończy działalność.
          • Gość: nowinho PRZECZYTAJ TO - MOŻE MI POMOŻESZ??? IP: 62.121.73.* 14.03.02, 11:54
            Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
            magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
            Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
            współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
            oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

            nowinho@poczta.gazeta.pl

            Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
            psychicznego stosowano wobec Ciebie.

            Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

            Nowinho
            • Gość: jaris Re: PRZECZYTAJ TO - MOŻE MI POMOŻESZ??? IP: 192.168.0.* 14.03.02, 13:15
              sam się tym interesuję jako badacz raczej niż osoba, która tego doświadczyła.
              Pozdrawiam
      • Gość: Omer Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dip.t-dialin.net 14.03.02, 16:16
        Nie mnie osobiscie, ale moja przyjaciołka, do niedawno zastępca dyrektora
        pewnego studia filmowego, padła tego ofiarą.Wyjechała w podróż służbową na 3
        dni,po powrocie okazało się, że opuściła samowolmie miejsce pracy-(delegacja
        była oficjalnie zameldowana)Były i inne przyjemności-wyzywanie, kopanie w drzwi
        etc. Wszystko po to aby nowa narzeczona szefa mogła zająć jej miejsce. I tak
        się stało, moja przyjaciółka odeszła za "obopólną zgodą" nie wytrzymując
        terroru.Przed nią zostały wymobbingowani inni pracownicy. Została jeszcze jej
        koleżanka, której szef używał sexualnie, więc pracuje dłużej. Oczywiście sama
        sobie winna, ale mając na utrzymaniu dwoje małych dzieci bardzo bała się
        stracić pracę.Oczywiście też już jest do odstrzału- nowa wicedyrektorka zabrała
        jej telefon i co dzień pisze nagany.
        Wydaje mi się, że wykorzystywanie seksualne pracowników jeszcze nie było
        omawiane? to też należy chyba do mobbingu?
        • miriam_73 Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? 15.03.02, 12:13
          To już nie jest mobbing. To jest sexual harrasment, czy jak kto woli po polsku -
          molestowanie seksualne - karalne (zobacz w Kod. Karnym)
          • Gość: omer Re: Mobbing - czy dręczy Cię szef? IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 13:15
            miriam_73 napisał(a):

            > To już nie jest mobbing. To jest sexual harrasment, czy jak kto woli po polsku
            > -
            > molestowanie seksualne - karalne (zobacz w Kod. Karnym)
            Tak Miriam,zgadzam się że to jest molestowanie, tylko jak wytłumaczyć w sądzie
            skoro się na to zgadzała,żeby nie stracić pracy? Duża szara strefa to raz, a dwa
            trzeba pamiętać, że w danej branży, nie tylko filmowej zapewne, szefowie czy
            "ważni ludzie" trzymają ze sobą i jak podniesiesz łeb, to tak zrobią, że już nie
            dostaniesz żadnej pracy,nie tylko zresztą w przypadku molestowania, też jeśli
            chodzi o mobbing. Moja przyjaciółka zdecydowała się poinformować odpowiednią
            instancję, wynik taki, że siedzi od m.w.roku pogrążona w depresji bez pracy, jej
            syn musiał zrezygnować ze studiów, żeby pomagać matce, a były szef opowiada na
            mieście co najgorsze-w tej branży wszyscy sią znają-to są niektóre konsekwencje
            tych historii, co nie znaczy ,że nie trzeba się bronić, tylko jak to zrobić, żeby
            samemu nie polec?

    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka