Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni...

    IP: 31.178.124.* 29.03.12, 14:13
    Kobieto, o czym ty piszesz? Jak można doprowadzić do tego, aby pan mąż (bo to nie partner w moim odczuciu) wyliczał ci pieniądze, jego pieniądze, zupełnie jakby prowadzenie domu nie było zajęciem? Wywalić drania na zbity pysk (wiem, łatwo się mówi, ale trzeba mu mocno pokazać, że rodzina to nie tylko formalność, ale i odpowiedzialność)>
    aż się zagotowałam...
    może powinnam napisać, że sama jesteś sobie winna, bo zrezygnowałaś z jakiejś kariery na rzecz wychowania dzieci, ale to twój wybór i jego konsekwencje ponosisz.
    Obserwuj wątek
      • Gość: gosc Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.lsanca.fios.verizon.net 29.03.12, 17:41
        agape, wspolczuje ci ze tak latwo mozesz osadzac ludzi, ciekawe jakim prawem to robisz, ludzie maja inne role wobec siebie niz tylko osadzac. Twoj radykalizm nie jest rada a glupota. Mysle ze ty rowniez potrzebujesz psychoanalityka
        • Gość: sdf Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 15:15
          Miejsce, w którym znajduje się autorka, jest tylko i wyłącznie efektem jej działań.
          • big.ot Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 02.04.12, 10:03
            Dokładnie. Już na po pierwszym "to jest moje mieszkanie/moje pieniądze" mężuś powinien dostać na obiad pusty talerz, a na śniadanie czerstwy chleb sprzed tygodnia.

            No ale jak kobieta nie szanuje swojej pracy (w domu) to jak może oczekiwać, że mąż będzie tą pracę (ciężką !) szanował? A później zwala winę na (tfu tfu tfu) "tradycyjny model rodziny"
          • lucusia3 Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 06.04.12, 11:22
            Gość portalu: sdf napisał(a):

            > Miejsce, w którym znajduje się autorka, jest tylko i wyłącznie efektem jej dzia
            > łań.
            Bardzo mi przykro, ale nie. To jest zasada, że prace "służebne" są niżej oceniane niż inny rodzaj zadań. Nie da się strzelić gola, jeśli ktoś nie poda w dobrym momencie i punkcie piłki, ale to nie ten perfekcyjny podający jest gwiazdą, ale ten co strzelił. Kobieta decydująca się na zajęcia usługowe w stosunku do reszty rodziny, nie ma szans na docenienie. Jej pracy nie widać. Jest po prostu normalnie, no chyba, ze czegoś nie zrobi, to wtedy widać, że jest inaczej niż zwykle. Nawet święty mąż, szef wpada w taką pułapkę niezauważania. Rzeczy oczywiste są niewidzialne.
            Podejmując się wykonywania tylko takich zajęć, nie ma najmniejszych szans na docenienie i trzeba się na to przygotować. Co innego "wypominanie" dochodów, to już chamstwo indywidualne, nie mające żadnego wytłumaczenia poza kompleksami czy chęcią zdominowania.
            • lescer Re: z drugiej strony: 08.04.12, 21:46
              z drugiej strony to ja, facet, utrzymuję nasz domowy kram i bardzo sobie cenię to, że nie muszę moich zawodowych obwiązków podporządkowywać sprawom rodzinnym, które prowadzi moja żona. wiem, że mogę wróć o 16.00 lub o 21.00 i nie ma to znaczenia dla funkcjonowania domu. najważniejsze, żebym jakoś spełnił sie w mojej roli żywiciela i nie stracił kontaktu z żoną i dzieckiem. wiem, że kontaktu z dzieckiem nie straciłem, ale z żoną to już nie wiem...
              ale wiem tyle, że gdybyśmy obydwoje pracowali zawodowo, to z pewnościa nie było by nam łatwiej. wtedy stresy życia zawodowego przenosiłyby sie na rodzinę z obu stron. dzisiaj mam stres w pracy powiedzmy raz w miesiącu (dość komfortowa sytuacja) - jeśli moja pracująca żona miałaby stres zawodowy także raz w miesiącu, to razem są już 2 stresy miesięcznie. do tego doszedłby brak zawodowej dyspozycyjności u mnie i pewnie podobnie u żony... = 4 x więcej stresów.
              moim zdaniem nie ma recepty na diagnozowanie kryzysów rodzinnych poprzez schematy (on zarabia, ona nie lub odwrotnie lub oboje zarabiają ale za mało, lub jedno się poświęca dla drugiego). albo się małżeństwa dogadują, albo jedna strona wykorzystuje drugą. i naprawdę nie zawsze kobieta jest tą słabszą stroną.
              • Gość: w_anna Re: z drugiej strony: IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.04.12, 23:38
                Właściwie to zona ma jedynie stresy domowe (no chyba, że jest tak cudownie, że strseu w domu nie ma). Zastanawia mnie gdzie ona może je odreagować, skoro pracujący zawodowo mąż ma prawo do spokoju po pracy.
              • Gość: ja Re: z drugiej strony: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.12, 22:16
                "z drugiej strony to ja, facet, utrzymuję nasz domowy kram i bardzo sobie cenię to, że nie muszę moich zawodowych obwiązków podporządkowywać sprawom rodzinnym, które prowadzi moja żona. wiem, że mogę wróć o 16.00 lub o 21.00 i nie ma to znaczenia dla funkcjonowania domu. najważniejsze, żebym jakoś spełnił sie w mojej roli żywiciela i nie stracił kontaktu z żoną i dzieckiem. wiem, że kontaktu z dzieckiem nie straciłem, ale z żoną to już nie wiem... "

                Pan tak powaznie czy to jakaś prowokacja??
      • Gość: bebe Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.leon.com.pl 29.03.12, 20:48
        a ja bardzo wspólczuje tej kobiecie męza, ja tez jestem matka ktora nie pracuje a zajmuje sie domem, a maz nas utrzymuje, ale moj maz jest najlepszy na swiecie, bo zacheca mnie abym robila to co chce, wspiera na kazdym kroku, jest cudownym ojcem, ktory wiekszosc swego czasu po pracy poswieca dziecku i mnie, i pomaga mi w domu pełną parą, jest wspaniały i kochany i wiem ze jesli zdecyduje sie zaczac kariere na nowo to bedzie stal za mna murem, zycze wszystkim takiego meza
        • cucurucu Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 01.04.12, 10:45
          Oczywiscie, ze tak! Skarzyc sie swiatu, ze maz glupi? Widzialy galy co braly a teraz nie ma wyjscia abo jest: usamodzielnic sie, postawic twarde i jasne warunki okreslajace dalsze bytowanie pod jednym dachem.
          • jakas-nazwa Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 01.04.12, 11:34
            Widzisz, czasem facet zmienia się po ślubie. I o ile przed był najwspanialszym facetem na świecie, o tyle po staje się apodyktycznym człowiekiem, który wszystkim robi łaskę samą swoją obecnością - również rodzinie.
            Sama na szczęście się w nic takiego nie wpakowałam, ale widziałam w rodzinie. I czasem ze względu na dobro dzieci trudno coś takiego przerwać.
            • lucusia3 Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 06.04.12, 11:35
              Rodzina to nie sztywny układ, ale struktura dynamiczna. Na każda zmianę jednego z elementów, reszta też się musi zmienić. Tkwienie w układzie, który nie satysfakcjonuje, to trochę cierpienie na własne życzenie. Nie oznacza to, że trzeba męża/żonę rzucić. Trzeba tak zmodyfikować swoje zachowania, żeby wpływały na poprawę własnej sytuacji. To nie jest przypadek, że są nieszczęśniczki, które ZAWSZE trafiają na ten sam typ mężczyzny, nawet , gdy zapowiadał się inaczej. Nie, one go sobie "tworzą" przez swoje zachowania. Nie faceta tu trzeba zmienić, ale siebie. Owszem są bandyci bijący, zdradzający, ale to myślę margines, który po prostu trzeba wyeliminować z własnego życia. Reszta to normalni, pewnie sympatyczni faceci, który podlegają zwykłym społecznym i psychologicznym zasadom. I jeśli się zmieniają, to bardzo często nie bez naszego udziału.
            • Gość: mmena Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.89.67.170.static.crowley.pl 11.04.12, 09:45
              jakas-nazwa napisała:
              > Widzisz, czasem facet zmienia się po ślubie.
              Facet się nie zmienia. To kobiecie wydaje się, że facet był inny. I potem jest zdziwienie gdy taka jedna z drugą przejrzy na oczy. Dziwne, że niczego nie chce robić w domu, ale jak przed ślubem spędzał z nią całe dnie i nie kiwnął palcem by zostać w domu i umyć okna przed świętami to wtedy się nie dziwiła.
              A wracając do meritum - czemu bohaterka zrezygnowała z pracy? Przecież wystarczyłoby aby inaczej ją zorganizowała.
        • Gość: męski szowinista Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.of.pl 01.04.12, 12:54
          a ja bym chciał wysłuchać drugiej strony bo na razie to mamy tylko opis problemu "biednej kobietki" która wcale taka biedna może się nie okazać... W końcu nie napisała czym go wkurza. Może zostawia syf w domu albo zbyt często jeździ do tych koleżanek zaniedbując dziecko. Gdyby chciała to pewnie wróciła by do pracy albo szykowała się na powrót do niej. Dziecko cały czas niemowlęciem nie jest.
        • Gość: ala To nie w mężu problem IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 13:01
          a przynajmniej nie największy. Żyje w takim samym układzie od kilku lat - pracowałam, robiłam karierę, zdecydowałam się na dziecko i wszystko się zmieniło - dziecko urodziło się chore, poszłam na długi wychowawczy, wyprowadziłam je z tego, nawet z końcem wychowawczego wróciłam do roboty, ale dziecię na tym cierpiało: przestało rosnąc, stało się nerwowe, cofało w rozwoju. Zrezygnowałam z pracy zawodowej. Mąż nigdy mi nie skąpił, chociaż i nie pomaga za bardzo w domu, pieniądze są "nasze", nie "jego"... A ja i tak się czuję fatalnie - nie ma mnie, jest robot do robienia obiadków, sprzątania, zajmowania się dzieckiem, który nie ma własnych pieniędzy, tylko "nasze", i nie wydaje na siebie, bo mu zwyczajnie głupio.
          Jestem pomietłem po dwóch fakultetach, z 4 językami, sfrustrowanym, bo ma ambicje.

          Założyłam działalność. Idzie tak sobie. Na razie zarabiam na ZUS i księgową + od czasu do czasu na waciki.
          • Gość: gruba Re: To nie w mężu problem IP: *.nplay.net.pl 01.04.12, 17:48
            Dajcie już spokój z tym 4 językami - czy to świadczy o jakimś geniuszu czy co?
            • lorku Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 00:04
              No i po co czepiasz sie przedpiszczcycy? W tym dzikim kraju malo ludzi komunikuje nawet po polskiemu, wiec po co sie czepiac 4 jezykow. Mowi? Swietnie, oby pomogly w wyjsciu z pieluch. Pozdr.dla czepialskiej.
            • mrarm Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 09:40
              Tak, opanowanie 4 języków w stopniu płynnych świadczy bardzo dobrych zdolnościach językowych, które są jednym z elementów geniuszu (nie są konieczne, ale często idą w parze).
              • jop Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 14:14
                Z samą znajomością 4 języków możesz być najwyżej recepcjonistką w luksusowym hotelu. Jeszcze trzeba umieć coś przy użyciu tych języków zrobić.
                • Gość: ja Re: To nie w mężu problem IP: *.214-103-94.adsl.internet.lu 06.04.12, 12:46
                  Można jeszcze zostać tłumaczem (tym zajmowała się bohaterka artykułu), można uczyć. A w pracy tłumacza/ nauczyciela języka obcego nie trzeba znać aż czterech języków. Często wystarczy jeden (świetnie opanowany) oraz umiejętność nauczania (oj nie każdy to potrafi), bądź talent w posługiwaniu się językiem ojczystym (tłumacz). Akurat wiem, co mówię:)
                  • Gość: fan Re: To nie w mężu problem IP: *.globalconnect.pl 09.04.12, 14:30
                    Po ekonomii można zostać tłumaczem instrukcji obsługi żelazka. Żeby zostać prawdziwym tłumaczem, ale to bardzo długi proces, trzeba ukończyć odpowiednią filologię. Kobieta przestała blokować miejsce pracy przeznaczone dla ludzi z kwalifikacjami. W szkołach swego czasu pojawiły się całe stada nauczycielek języka i katechetek, które były po prostu bieżnikowanymi księgowymi z przerostami ambicji.
                    • Gość: ANia Re: To nie w mężu problem IP: *.dynamic.chello.pl 14.06.12, 17:34
                      Jako tlumacz chcialam Ci powiedziec, ze nawet instrukcja zelazka musi byc przetlumaczona prawidlowo i z tzw. wyczuciem jezykowym, ktorego czasami i tym po filologiach brakuje...
                • Gość: Scarlet Re: To nie w mężu problem IP: *.9-1.cable.virginmedia.com 15.06.12, 00:05
                  Dlaczego w Was jest tyle zawiści? Czepiacie się kogoś, bo zna 4 języki? A co Wam do tego? Jakieś kompleksy się odzywają czy co? Zupełnie nie rozumiem takich reakcji.

                  A co do meritum, to zgadzam się z powiedzeniem "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz".
                  Wiele kobiet wyręcza narzeczonego, a później męża we wszystkim, a potem jęczą. Oczywiście, że przez takie zachowanie, same są sobie winne. Inna rzecz w tym, że wiele kobiet jest tak zdesperowana, żeby znaleźć męża, że przymyka oko na lenistwo partnera w pracach domowych, gotowaniu itp. Albo dziewczyny zostały tak wychowane, że mężczyźnie trzeba usługiwać.
                  Ja miałam zupełnie inną sytuację w domu - moja mama pracowała zawodowo niemal zawsze (z jedną 10-miesięczną przerwą). Jak była bez pracy, choćby krótko, to dostawała kota (dosłownie) i szajba jej odbijała (wyżywała się na wszystkich w domu, bo nigdy nie cierpiała siedzieć w domu, gotować, sprzątać itd.). Dlatego miałam zawsze 2 pracujących zawodowo rodziców i dzięki temu nigdy nam niczego finansowo w domu nie brakowało. Za to znam dziewczyny, których mamy nigdy nie pracowały zawodowo i te dziewczyny teraz "obsługują" swoich mężów jak służące. Smutno na to patrzeć.

                  Teraz sama mam męża, i chociaż pracuję w domu jako wolny strzelec, to mój mąż i tak pomaga w domu, chociaż zarabia dużo więcej ode mnie i dużo pracuje. Pewnie jak się pojawi dziecko, to będzie ciężej dla mnie, bo będę musiała i swoją pracę zawodową wykonać i dzieckiem się zająć, ale za to na męża pewnie przejdzie gotowanie i sprzątanie wtedy. Jakoś trzeba się pracą w domu dzielić a nie być supermenką.
          • nikodem_73 Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 00:26
            A się tak spytam - mąż wydaje na siebie?

            Jeżeli tak - to nie rozumiem "bo mi głupio" - to czysty układ - on "moja macho duża maczuga, moja przynosić mamuta do jaskinia", Ty "moja potrzebować na waciki i ch*j masz do gadania".

            Jeżeli nie - to może tej kasy jest po prostu za mało, a wtedy warto by ustalić w rozmowie ile kasy miesięcznie można przeznaczyć na poprawę samopoczucia.

            Jeżeli facet jest rozsądny to po prostu wyśmieje Twoje opory (rada: nie obrażaj się za mocno na jego śmiech - to zdrowy objaw w tym wypadku).

            To samo przerabiałem z moją partnerką. Wołami musiałem z niej wyciągać "ococho?" i było "bo ja jestem takim pasożytem", "ty się zajeżdżasz a ja nic nie robię", "żyję na twój koszt", "nic nie zarabiam". No i tłumaczyłem. Tłumaczyłem. Tłumaczyłem. I dla odmiany tłumaczyłem. A, że to nasze, że przecież razem działamy, że dom, że dzieci, że, że, że.

            W końcu ją przekonałem do założenia działalności. Też jej idzie jak Tobie ;) No, ale w moim wypadku to pomogło - przynajmniej jak te "wacikowe" przeleje na wspólne konto to później nie ma oporów. ;) Bo akurat nie mam jakiegoś schiza, że "to ja zarabiam, a ty kobieto to do kuchni schabowego robić".

            Serio - pogadaj z mężem o tym co byś chciała w życiu robić. Jestem przekonany, że zrozumie. I pomoże na tyle na ile będzie mógł.
            • Gość: ala Re: To nie w mężu problem IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.12, 08:26
              > A się tak spytam - mąż wydaje na siebie?
              Wydaje na siebie i na mnie. Bo to on mi kupuje lakiery do paznokci, frywolną bieliznę czy kremy do paszczy. Ja mam opory przed kupieniem sobie nowych butów, chodzę od czasów sprzed ciąży w tych samych. Kasy wiadomo, zawsze za mało, ale na życie wystarcza.

              > Jeżeli facet jest rozsądny to po prostu wyśmieje Twoje opory (rada: nie obrażaj
              > się za mocno na jego śmiech - to zdrowy objaw w tym wypadku).
              Ach, wyśmiewa co tydzień z góry na dół :-) Tłumaczenie, tłumaczenie i dla odmiany tłumaczenie tez przerabiamy.

              > To samo przerabiałem z moją partnerką. Wołami musiałem z niej wyciągać "ococho?
              > " i było "bo ja jestem takim pasożytem", "ty się zajeżdżasz a ja nic nie robię"
              > , "żyję na twój koszt", "nic nie zarabiam". No i tłumaczyłem. Tłumaczyłem. Tłum
              > aczyłem. I dla odmiany tłumaczyłem. A, że to nasze, że przecież razem działamy,
              > że dom, że dzieci, że, że, że.
              Ty nie jesteś mój mąż? Tak kontrolnie spytam :-)
              Tłumaczenie nie działa. Nasze pokolenie weszło w życie z ambicjami zawodowymi, z przekonaniem, że powinnyśmy coś osiągnąć i osiągi te regularnie powtarzać, być kimś, coś znaczyć, a to, czego nie widać, czyli prace domowe i hodowla dzieci to tylko nieprzyjemny obowiązek. Trudno taki program na życie zmienić i dlatego napisałam, że to nie w mężu główny problem, a w nas samych...

              • nikodem_73 Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 13:18
                > Ty nie jesteś mój mąż? Tak kontrolnie spytam :-)

                Nigdy się nie ożeniłem :) Co nie przeszkadza mi być z partnerką już ponad 10 lat i mieć dwójkę dzieci. :)

                > Nasze pokolenie weszło w życie z ambicjami zawodowymi,
                > z przekonaniem, że powinnyśmy coś osiągnąć i osiągi te regularnie powtarzać, by
                > ć kimś, coś znaczyć, a to, czego nie widać, czyli prace domowe i hodowla dziec
                > i to tylko nieprzyjemny obowiązek.

                No i właśnie. Od dłuższego czasu jest wkładane (przez media) do głów "ja", "moja KARIERA", "samorealizacja" i wszystko widziane z perspektywy pracy zawodowej. Jakby praca była CELEM samym w sobie. Jakby praca definiowała to jakim jesteś człowiekiem.

                No i nie ma już dłużej "drużyny pierścienia", a za to jest "on, ona i dzieciaki".

                Jeżeli ktoś zamiast pracować po 18h na dobę, wypruwać żyły i "kręcić słupki" cieszy się rodziną to jest z miejsca postrzegany jako ktoś, kto coś bezpowrotnie traci i nic nie zyskuje.

                Sam to jestem nawet zdania, że obecna niechęć do posiadania dzieci to w głównej mierze efekt właśnie tej "lanso-kariery", chęci dziwnie pojmowanej "samorealizacji". Pewnie - brak przedszkoli, czy żłobków nie pomaga, ale jakoś tak mi się wydaje, że nawet gdyby ich ilość potroić to niespecjalnie by to wpłynęło na dzietność.

                Nie ma się co oszukiwać - dzieci ograniczają zakres dostępnych rozrywek. No nie można sobie ot tak, spontanicznie wyrwać się za miasto, na narty, czy nad morze. To już "wyprawa". Nawet głupi wypad do knajpki, czy do kina wiąże się z organizowaniem opieki. To ogranicza.

                A jeżeli "trendy" jest żyć miło, łatwo i przyjemnie, bez wyrzeczeń, wciąż się "samorealizując", to i dzieci nie bardzo pasują do tej wizji. No jedno jeszcze jakoś przejdzie... Ale więcej?

                Znam trochę par w wieku 25-40 lat. My, z naszą dwójką, jesteśmy "w elicie". Znam tylko jedną parę, która ma trójkę dzieci. Z parką jest może ze 3 (z nami). Reszta (kilkanaście? kilkadziesiąt?) ma GÓRA jedno i zastrzega, że kolejne w ogóle nie wchodzi w rachubę. I żeby było zabawniej zwykle nie chodzi o kasę (bo np. już obecnie zatrudniają nianię), lecz o zwykłą wygodę.

                A teraz wybacz - idę gotować obiad, bo partnerka niedługo przywiezie córę ze szkoły, a syn właśnie zakomunikował, że coś by wciągnął. :) (no praca w domu ma pewne zalety ;))
                • Gość: ala Re: To nie w mężu problem IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.12, 13:52
                  Ideale, przyjmij gratulacje dla siebie i swych jakże mądrych rodziców, którzy wychowali takiego faceta! :-)

                  Wiesz, myślę, że jednak nie tylko o karierę tu chodzi, bo wiele z nas nie ma aż takich ambicji, wiele innych już ich nie ma, bo kariery nie zrobiło... Na pewno po części chodzi o takie kobiece "oooo nie! nigdy więcej!". Ja bym chciała drugie pomimo swojego zawodowego niespełnienia, bo pierwsze udane i dla drugiego takiego przemęczyłabym się jeszcze lat kilka, mąż też jest za, ale jak sobie pomyśle o tych miesiącach ciąży, koszmarze porodu, koszmarze połogu, koszmarze pieluszek, koszmarze marchewki we włosach, koszmarze rytmu dnia wyznaczanego przez cykl jedzenia, wydalania i wrzeszczenia przychówku, to mi się słabo robi... I o dziwo nie jestem wyjątkiem. Moje koleżanki mają w większości te same odczucia.
                  Celem naszych babci było rodzić dzieci, a naszym - spróbować raz, czy nam się spodoba.

                  Druga sprawa - forsa. U szczytu całkiem obiecującej kariery biurowej zarabiałam 1/4 tego, co mój mąż. Niania pochłaniałaby 80% mojej (nisko)budżetowej pensji, dojazdy kolejne 8%. To już wolę pracować na waciki we własnym domu.

                  No i trzecia dopiero, ta kariera, która przy kilku dzieciach i braku wsparcia piechoty w postaci zaufanej babci wali się w gruzy i musi zostać odbudowana od podstaw przy konkurencji młodszych, bardziej zaangażowanych i dyspozycyjnych. Mam koleżankę, która naprawdę wysoko zaszła, marzy o dziecku, ale mimo wsparcia babci nie może sobie pozwolić na ciążę, bo straci stanowisko.

                  I tak to cywilizacja depcze w nas instynkty :-)
                  • nikodem_73 Re: To nie w mężu problem 07.04.12, 03:00
                    > Ideale, przyjmij gratulacje dla siebie i swych jakże mądrych rodziców, którzy w
                    > ychowali takiego faceta! :-)

                    No i widzisz - zawstydziłaś mnie ;) Nie wstyd Ci teraz? :)

                    > ale jak sobie po
                    > myśle o tych miesiącach ciąży, koszmarze porodu, koszmarze połogu, koszmarze pi
                    > eluszek, koszmarze marchewki we włosach, koszmarze rytmu dnia wyznaczanego prze
                    > z cykl jedzenia, wydalania i wrzeszczenia przychówku

                    No. Mnie się też słabo robiło (bo to ja karmię - partnerka mniej-więcej w dwa tygodnie po porodzie traci pokarm).

                    > Celem naszych babci było rodzić dzieci, a naszym - spróbować raz, czy nam się s
                    > podoba.

                    Nie do końca się zgodzę. Babcie uważały, że "tak trzeba". No bo kto się zaopiekuje rodzicami jak nie dzieci? Teraz masz ZUS, MOPS i domy "jesieni życia". Nie potrzebujesz dzieci do niczego.

                    Babciom mówiono "rodzić jest rzeczą kobiet". Teraz mówi się "samorealizuj się, dbaj o siebie, Twoje szczęście jest najważniejsze". Po prostu nie ma miejsca na potomstwo w tej samorealizacji. Jeżeli rodzisz dzieci zamiast "robić karierę" to z punktu jesteś gorsza - jesteś "kurą domową". Kimś z definicji pozbawionym "właściwej wrażliwości", "szerszego spojrzenia" i "ambicji". No z definicji jesteś głupia. Ot, tak po prostu.

                    > Druga sprawa - forsa. U szczytu całkiem obiecującej kariery biurowej zarabiałam
                    > 1/4 tego, co mój mąż. Niania pochłaniałaby 80% mojej (nisko)budżetowej pensji,
                    > dojazdy kolejne 8%. To już wolę pracować na waciki we własnym domu.

                    BRAWO! I PRAWIDŁOWO! Wybacz brutalną szczerość, ale nie robiłaś żadnej kariery. To była tylko ułuda. Dopiero TERAZ robisz karierę.

                    Piszesz, że pracujesz "na waciki". Tyle tylko, że to teraz starcza na waciki. Pomyśl, że jeżeli będziesz miała chęć i ochotę to możesz rozwinąć działalność. Nie wiem - będziesz miała więcej czasu, zmodyfikujesz profil działania, wpadniesz na jakiś genialny pomysł (nie wiem czym się dokładnie zajmujesz, więc zgaduję) - to może się okazać, że Twoja firma zaczyna przynosić konkretne przychody. I czy to nie jest piękna kariera?

                    > Mam koleżankę, która naprawdę wysoko zaszła, marzy o dziecku, ale mimo wsparcia b
                    > abci nie może sobie pozwolić na ciążę, bo straci stanowisko.

                    Tak jest! Bo w życiu już tak jest, że dostajemy coś-za coś. Twoja koleżanka dokonała wyboru (nie potępiam - bynajmniej) i uznała, że kariera jest dla niej istotniejsza niż chęć posiadania drugiego dziecka. Nie możesz mieć jednocześnie i kariery i wielogodzinnego kontaktu z dziećmi. No nie da się.

                    Jeżeli ktoś zaś twierdzi, że "a w państwie X tak zrobiono i okazuje się, że można", to najprawdopodobniej nie dostrzega po prostu konsekwencji takich rozwiązań wymuszanych przez prawo.
                • jamesonwhiskey Re: To nie w mężu problem 02.04.12, 17:25
                  >A jeżeli "trendy" jest żyć miło, łatwo i przyjemnie, bez wyrzeczeń, wciąż się >"samorealizując", to i dzieci nie bardzo pasują do tej wizji. No jedno jeszcze jakoś >przejdzie... Ale więcej?


                  a to cos zlego ?

                  wiesz, to co piszesz mozna odebrac jak robienie dobrej miny do zlej gry
                  jak juz w to wpadles to mowisz o jak jest super i fajnie bo juz kroku wstecz sie nie da zrobic
                  jestes w elicie masz dwojke, ciagly zapie...i brak odreagowania spontanicznym wypadem na narty czy zrobienie to na co masz ochoty
                  moze inni nie chca tak zyc i chca miec troche inne doswiadczenia zyciowe niz gotowanie zupy
                  oczywiscie twoj model nie jest zly ale daj innym decydowac o sobie bez sarkastycznego oni tylko maja jedno bo sa wygodni
                  • Gość: tralala Re: To nie w mężu problem IP: *.114.32.58.plusnet.thn-ag3.dyn.plus.net 06.04.12, 14:04
                    jamesonwhiskey

                    to nie o to chodzi, że z kolei "wygodni" z jednym dzieckiem są źli
                    Raczej o to, że z góry niejako narzuca nam się ten model człowieka spełnionego. Tylko dlaczego spełniony musi oznaczać "ten co pnie sie po drabinie kariery"? Prawda jest taka, ze na kobiętę zajmującą się domem z wyboru patrzy się jako na TYLKO kurę domową. I po pewnym czasie ta kobieta, która sama sobię taką "karierę" wybrałą i była z niej zadowolona, zasypana z każdej stronyu hasłami kariera, samorealizacja blabalabla i lekceważącymi spojrzeniami ludzi, zaczyna się istotnie czuć nie spełniona. Bo nie realizuje modnego modelu życia. Niestety, człowiek jest zwierzęciem stadnym i zdanie innych liczy się dla nas. I może wpędzić w depresję.
                    Ja jestem w domu z dziećmi. I znajduję czas też dla siebie. Rozrywka nie jest mi obca. To kwestia zorganizowania i uwzględnienia nie tylko siebie w planach.
                    Ale mimo wszystko coraz gorzej mi z tym. Bo widzę ironiczne uśmieszki i niemal współczujące spojrzenia ludzi, kiedy mówię, że mój zawód to "mama"
                    • nikodem_73 Re: To nie w mężu problem 07.04.12, 02:40
                      O to to to to.

                      Dokładnie - media tłoczą w umysły obraz "młodych japiszonów" - bez męża/żony, bez dzieci, bez zobowiązań. "Liczę się tylko JA".

                      Tworzony jest piękny obraz społeczeństwa konsumpcyjnego, w którym ten kto konsumuje najwięcej stoi najwyżej w hierarchii. Jest z definicji LEPSZY. I wszystko co służy zwiększaniu konsumpcji jest LEPSZE.

                      Dochodzi do absurdów, gdy kobieta, która wychowuje własne dzieci jest pogardzana, a gdy wychowuje cudze dzieci (jako przedszkolanka, czy nauczycielka) to "robi karierę".

                      KURCZE! Jaką karierę? Znakomita większość ludzi (nawet nie wyłącznie kobiet) nie robi żadnej kariery, lecz po prostu zarabia na życie. Jaką karierę robi pani na kasie w Biedronce? Albo "młodszy referent ds. zbędnych" w UM? Może zostać "starszym referentem ds. zbędnych" i dostać 200 zł brutto podwyżki? Aj waj! KARIERA! No normalnie zaraz o niej będą w Forbes pisać!

                      Media tłoczą w nas przekonanie, że możemy zostać aktorami, artystami, kosmonautami, czy gwiazdami rocka. Ale znakomita większość z nas nimi nie zostanie. I na to jest tłoczone wyjaśnienie - "nie byłeś dość dobry". Kończysz wyścig szczurów na jakimś g*wnianym stanowisku, z rozczulającą pensją i okazuje się, że z życia nic nie masz. Ani nie zrobiłeś kariery, ani nie masz więzi z ludźmi, którzy powinni być najważniejsi w Twoim życiu,

                      I to ma być sukces? To ma być spełnienie? Całe życie zapieprzać, spotykając się z ludźmi, których nawet nie lubisz, dostając w zamian możliwość konsumpcji? To jest ta KARIERA?

                      "May I never be complete. May I never be content. May I never be perfect. Deliver me Tyler from being perfect and complete."

                      oraz

                      "You are not your job. You're not how much money you have in the bank. You're not the car you drive. You're not the contents of your wallet. You're not your fucking khakis."

                      > Ale mimo wszystko coraz gorzej mi z tym. Bo widzę ironiczne uśmieszki i niemal
                      > współczujące spojrzenia ludzi, kiedy mówię, że mój zawód to "mama"

                      Nie! Twój zawód to "Starszy specjalista do zarządzania chaosem". ;)

                      A jak widzisz takie spojrzenia to zawsze mów: "Stać mnie na to aby robić to co zechcę w życiu. A Ty co musisz robić, żeby mieć co jeść?". Sprawdzone doświadczalnie. Moja partnerka to praktykowała. Działa bez pudła. Za całą resztę zapłacisz kartą mastercard.
                      • lauren6 Re: To nie w mężu problem 10.04.12, 09:16
                        nikodem_73 napisał:

                        > Dochodzi do absurdów, gdy kobieta, która wychowuje własne dzieci jest pogardzan
                        > a, a gdy wychowuje cudze dzieci (jako przedszkolanka, czy nauczycielka) to "rob
                        > i karierę".

                        Powtarzając po Tobie: o to to to. Niedawno Danuta Wałęsa zwróciła uwagę na problem, że kobieta wychowująca dzieci jest w Polsce nikim, nie może nawet mieć telefonu na abonament. Co najlepsze najbardziej zajadle atakowały ją matki pracujące, którym w głowach się nie mieści, że można wychowywać dzieci i żądać podobnego traktowania jak matka polka pracująca. Ludzie dali sobie wyprać mózgi i uważają, że harowanie dla kogoś innego za pieniądze czyni z nich lepszych od osób, które same dbają o swój dom.

                        Przypomina się smutny dowcip:
                        - Jasiu co robi twoja mama?
                        - Moja mama nic nie robi. Tylko ciągle chodzi zmęczona i na nic nie ma czasu.
                        • jamesonwhiskey Re: To nie w mężu problem 11.04.12, 14:36
                          > Ludzie dali sobie wyprać mózgi i uważ
                          > ają, że harowanie dla kogoś innego za pieniądze czyni z nich lepszych od osób,
                          > które same dbają o swój dom.

                          z dbania o dom to pieniedyz nie bedzie
                          rozumiem wychowanie dzieci ale jak pojda do szkoly to nadal bedziesz sie upierac ze robisz swietna robote dbajac o dom
                  • nikodem_73 Re: To nie w mężu problem 07.04.12, 02:17
                    jamesonwhiskey napisał:
                    > a to cos zlego ?

                    Nie. Dlaczego? Każdy wybiera sobie własną ścieżkę.

                    > oczywiscie twoj model nie jest zly ale daj innym decydowac o sobie bez sarkasty
                    > cznego oni tylko maja jedno bo sa wygodni

                    To nie sarkazm! Chodzi o to, że oni są wygodni! Nie potępiam. Bynajmniej. Po prostu konstatuję fakt.

                    Wraz ze zwiększaniem się ilości potomstwa ilość czasu i środków, które możesz poświęcić sobie maleje. To fakt! Jeżeli nie chcesz mieć więcej dzieci, choć Cię na to stać, to oznacza, że chcesz oszczędzić własny czas. Robisz to z czysto egoistycznej, własnej wygody. I tyle.

                    I jeszcze raz - nie potępiam tego. Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu. Brak potomstwa to nie jest "poświęcenie" (potomstwo poświęceniem zresztą też nie jest - to po prostu alternatywa), to wygoda. Możność "samorealizowania". Spełniania własnych zachcianek zamiast zachcianek potomstwa.

                    A jeżeli tłoczony jest obraz "idealnego świata", w którym spełniasz swoje zachcianki, to brak dzieci jest wg mnie naturalną konsekwencją.
      • blekitnapanienka Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 01.04.12, 11:05
        ta pani podjęła decyzję. Jest osobą dorosłą! SAMA się zdecydowała,że zrezygnuje z pracy, było jej dobrze, teraz się jej znudziło i co, żal do wszystkich naokoło?! Halo! Proszę Pani! Trzeba było myśleć wcześniej! A teraz to zakasać rękawy, dzieci do żłobka/przedszkola i wracać do roboty. Świat jest jaki jest, zamiast narzekać, bo to NIC nie da, trzeba ruszyć tyłek i wziąć sprawy w swoje ręce. Nie rozumiem takich zrzędzących kobiet, które mają żal do wszystkich, oprócz siebie.... może jeszcze wina Tuska, nie;) Nie będę pisać tu o sobie, jak to ja potrafię, a ona nie, bo nie o to tu chodzi. Ale, proszę pani, MOZNA. trzeba tylko CHCIEĆ i umieć robić coś więcej niż tylko jęczeć i narzekać. Na męża nie patrzeć, tylko robić to, co trzeba.

        I, proszę pani,. niechże się pani zdecyduje, jakiej jest płci!!! Jest pani nauczycielem to chyba mężczyzną. Matką, czyli kobietą. To ja już nie wiem. Obojnak? Cud natury normalnie... hrrrr

        • Gość: urulu Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.net.stream.pl 06.04.12, 16:54
          do kogoś kto pisał i zawodach w odmianie żeńskiej- nie poprawne jest ich używanie! dlaczego nastała moda na feminizacje nazw zawodów! przecież to brzmi okropnie- dajmy na to psycholożka, socjolożka, a tytuły osiągnięte też będą odmieniane- magisterka? doktorka? przecież to śmieszne
      • Gość: kretes biedaczysko - ale intelektualista IP: *.dip.t-dialin.net 01.04.12, 11:05
        szkoda gadac... jesli ktos szuka pomyslu na zycie a przy okazji dzieci robi - to bym tez takiego nie zatrudnil...
        • szary212 Re: biedaczysko - ale intelektualista 06.04.12, 18:41

          Gość portalu: kretes napisał(a):

          > szkoda gadac... jesli ktos szuka pomyslu na zycie a przy okazji dzieci robi - t
          > o bym tez takiego nie zatrudnil...


          I dlatego, przez takich szefów jak ty, myślących wciąż jak w latach 80-90-tych, jest u nas wciąż tak, jak jest. Nie widzisz, że młodzi w ogóle nie chcą żyć tak, jak ich za...plający rodzice?
          Że liczą się dla ich inne rzeczy? Normalne, spełnione życie, i że jest to trend na całym świecie - a nie gonitwa za jakąś karierą?
          Według ciebie posiadanie dzieci to zaprzeczenie robienia kariery - a rób sobie ją, tylko nawet genów nikomu nie przekażesz, i pies z kulawą nie będzie o tobie pamiętał.
          • Gość: znowu ja Re: biedaczysko - ale intelektualista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.12, 22:40
            "tylko nawet genów nikomu nie przekażesz,"

            lol bo to przekazywanie genów to taka chwalebna misja jest...
      • Gość: kasjusz masz dokładnie to,czego chcesz, IP: *.ists.pl 01.04.12, 11:09
        ani mniej, ani więcej. Każdy kowalem swego losu.
        Trzeba takiego męża kopnąć w d..
        • Gość: borsuk Re: masz dokładnie to,czego chcesz, IP: *.starachowice.vectranet.pl 01.04.12, 14:21
          jak mąż nie widzi że sukces zawdzięcza także żonie to rozwód, podział majątku i firmy-rura zmięknie szybko
          • Gość: Dodo Re: masz dokładnie to,czego chcesz, IP: *.studiopol.pl 01.04.12, 17:37
            myślisz że ta babka weźmie się do pracy? Podział firmy jakiej? Z tego wynika że ta firma to jej mąż który ma działalność gospodarczą, to co obetnie mu 1 rękę?
            A jeśli facet pracuje po 10 godzin dziennie to chyba nie bardzo ma kiedy zajmować się dziećmi?
            Kobiecie z artykułu robić za bardzo sie nie chce, i ma żal, że mąż nie daje tyle pieniędzy ile by chciała.
            Typowe od stuleci.
          • Gość: edek Re: masz dokładnie to,czego chcesz, IP: *.ntlworld.ie 01.04.12, 19:21
            > jak mąż nie widzi że sukces zawdzięcza także żonie to rozwód, podział majątku i
            > firmy-rura zmięknie szybko


            wwyprowadza sie majatek firmy ze nie ma co dzielic
            i komu wtedy rura mnieknie ?

            temu kto zarobil czy temu kto uwaza ze dzieki gotowaniu obiadow ta firma sie tak rozwinela
            • jop Re: masz dokładnie to,czego chcesz, 02.04.12, 14:20
              He, znam taką historię. Jak przyszło co do czego, to okazało się, że firma pana już dawno temu zbankrutowała, a pan nie ma niczego - nowa firma jest na kochankę (która rzekomo pana utrzymuje).

              Żona była na tyle głupia, że dała sobie wmówić, że będzie lepiej jak będzie dmuchać w ognisko domowe, a pan będzie przynosił mamuty. Została z ręką w nocniku: bez grosza, z małym dzieckiem, bez pracy i bez doświadczenia, dobrze po trzydziestce.
      • ateofi Ilu jest takich pożal się Boże "mężów" 01.04.12, 11:34
        co muszą dowartosciowywać się poniżając żonę i/lub matkę dzieci? Gdy nie mają argumentów w rozmowie, to Ci powiedzą "żyjesz za moje"!! Niestety wiem, jak upokarzające może byc żebranie u współmałżonka o pieniądze na życie, tak miała osoba z mojej rodziny, która nie mogła wrócić do pracy bo musiała opiekować się upośledzonym synem. Teraz nie a nawet emerytury wypracowanej! Poza patologią jak przemoc fizyczna i psychiczna, to najgorszą rzeczą w małżeństwie jest uzależnienie materialne od partnera/ partnerki! Ja mam uraz do dziś i nigdy nie chcę być w sytuacji, że nie mam własnych dochodów!
        • Gość: miki Re: Ilu jest takich pożal się Boże "mężów" IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.04.12, 11:49
          JA jestem taką matką, o której piszesz. Kiedy okazało się, że syn jest upośledzony - mąż zwinął manele i sobie poszukał bezproblemowej młodej kochanki, która ogła sobie pozwolić na zwiedzanie światta razem z nim. JA załatwiłam rozwód, JA załatwiłam WSZYSTKO i załatwiam do dziś (syn ma 21 lat). Da się, ale potrzeba herkulesowej sił i odporności.

          I pogardy dla byłego męża który jest zerem. Takiej zwyczajne i chyba najgorszej - pogardy.
          Wypracowałam (mimo tego wszystkiego) emeryturę, biedną, ale chyba wypracowałam.
          Co dalej? Nie wiem, zobaczymy....
          • Gość: ja2 Re: Ilu jest takich pożal się Boże "mężów" IP: 141.228.106.* 01.04.12, 22:48
            Wielki podziw dla tej pani i 100% popieram (od Faceta) tak trzmaj
          • Gość: a Re: Ilu jest takich pożal się Boże "mężów" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.12, 19:07
            Sporo takiego ścierwa chodzi po ziemi. Dziecko chore - zbiera manele i idzie do innej dupy "się realizować". Okazuje się, że dzieci to nie rybki akwariowe i wymagają opieki, pieniędzy i wysiłku - zbiera manele. Żona po drugim porodzie na macierzyńskim nie daje tak chętnie, jak przed ciążą - zbiera manele, bo przecież jego priorytetem jest mieć gdzie wsadzić dwa razy na tydzień, a nie jakaś tam rodzina, która jeszcze rok wcześniej była całym jego życiem.
            • Gość: b Re: Ilu jest takich pożal się Boże "mężów" IP: 82.113.106.* 11.04.12, 20:43
              ale przecież samorealizacja jest najjawniejsza. Kolo się pisał na bycie ojcem w stylu serialu Rodzinka a tam nie ma niepełnosprawnych dzieci (może w kolejnej serii będą ?). W dodatku jak to mówią dziecko na pewno by nie chciało żeby rodzice byli nieszczęśliwi i tkwili w związku który nie daje satysfakcji. Teraz wszyscy są zawodnieni ex mężu z nową kobietką bez obciążeń. A ty będąc matką Polką
      • Gość: Gość Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.play-internet.pl 01.04.12, 11:39
        Dlatego lepiej mieszkać na 23 wynajętych metrach, zarabiać grosze,ale dorabiać się powoli samemu i nie liczyć na ochłapy jakiegokolwiek faceta.
        A odnośnie "sama sobie to wybrałaś". Nie każdy jest panią prezes, redaktor albo doktor po studiach. Pochodzącą z rodziny" wykształciuchów", zamieszkującą Warszawkę. Oprócz dużych miast są małe wioski, są kobiety po szkołach zawodowych, mieszkające w miasteczkach bez perspektyw. Trzeba czasami spojrzeć dalej niż poza swoje dobrze usytuowane otoczenie.
        Jakby życie w Polsce byłoby takie proste 2 mln dzieci jadły by co najmniej 2 posiłki dziennie, a stopa bezrobocia wynosiłaby 5 %.
        "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia"- a może wystarczy czasami pojechać swoim nowym mercedesem do najbliższej wioski na wsch Polski i popytać ludzi jak im się żyje ?
        Tak to trudne dla elit...Lepiej dawać dobre rady nieudacznikom.
        • Gość: :))) Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.uznam.net.pl 01.04.12, 13:28
          Gość portalu: Gość napisał(a):

          (...) Nie każdy jest panią prezes, redaktor albo
          > doktor po studiach. Pochodzącą z rodziny" wykształciuchów", zamieszkującą Wars
          > zawkę. Oprócz dużych miast są małe wioski, są kobiety po szkołach zawodowych, m
          > ieszkające w miasteczkach bez perspektyw. Trzeba czasami spojrzeć dalej niż poz
          > a swoje dobrze usytuowane otoczenie. (...)

          Bardzo wielkim problemem naszego kraju jest właśnie to, że mamy tak mało pań doktor po studiach a tak wiele pań po szkołach zawodowych w małych wioskach. Zamiast wyzłaszczać się na osoby wykształcone, przydałby się trend pędu do wiedzy, do kwalifikacji wśród pań z małych ośrodków. Kwalifikacje, prawdziwy zawód, umiejętności dają możliwości, lepszą sytuację materialną. Namawianie kogoś aby "spojrzał dalej" i dostrzegł to, ż czego składa się niemalże cała Polska, czyli podłą kondycję większości, nic nie wnosi. Namawiajcie dzieciaki to nauki! Tylkjo edukacja i oświecenie mogą nas wyciągnąć z bagna!
          • Gość: luki349 Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.icpnet.pl 01.04.12, 15:37
            "Bardzo wielkim problemem naszego kraju jest właśnie to, że mamy tak mało pań doktor po studiach"
            Boże uchowaj, wykładowca płci pięknej na studiach to zło największe, mściwe, upierdliwe i nigdy nie wiadomo o co mu chodzi !
            • Gość: edek Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.ntlworld.ie 01.04.12, 19:20
              > Boże uchowaj, wykładowca płci pięknej na studiach to zło największe, mściwe, up
              > ierdliwe i nigdy nie wiadomo o co mu chodzi !

              100% racji , tak samo w robocie baba szef to koszmar najwiekszy
          • Gość: o naiwności do :))) IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.12, 09:28
            > Bardzo wielkim problemem naszego kraju jest właśnie to, że mamy tak mało pań do
            > ktor po studiach a tak wiele pań po szkołach zawodowych w małych wioskach. Zami
            > ast wyzłaszczać się na osoby wykształcone, przydałby się trend pędu do wiedzy,
            > do kwalifikacji wśród pań z małych ośrodków. Kwalifikacje, prawdziwy zawód, umi
            > ejętności dają możliwości, lepszą sytuację materialną.

            Błahaha, wiesz, ile zarabia pani doktor po studiach? Ostatnio koło mojego domu szukali kasjerek do biedronki i dawali 200 zł więcej, niż mam po doktoracie. Pani doktor po studiach zarabia, o ile pracuje na 2 etatach - naukowym, gdzie dostaje często 1300-1700 zł (i wcale jej nikt kosztów uprawiania nauki nie zwraca, książki kupuję za własne, na konferencje też jeżdżę co drugi raz bez dofinansowania). A po pracy na uczelni idzie zarabiać do szkoły (kolejne 2 tys.) czy do biznesu. I tu ma lepszą kasę, ale jakim wysiłkiem!
            Twierdzę, że wręcz mamy za mało pań po zawodówkach - kucharek, hydrauliczek, elektryczek, piekarek, kierowczyń, serowarek, hafciarek czy monterek.

            I twierdzę też, że one będą mieć znacznie wyższą emeryturę ode mnie, która przez 9 lat studiowałam (nie odkładając żadnych składek), a teraz zarabiam niecałe 2/3 średniej krajowej i może pod koniec życia ogromnym wysiłkiem dorobię się tej średniej, jeśli mi starczy sił, czasu i masochizmu na habilitację. Nie było warto.
      • Gość: wery Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.warszawa.vectranet.pl 01.04.12, 12:03
        A ja rozumiem, że nie zawsze człowiek podejmuje decyzje w pełni świadom, jakie to pociągnie konsekwencje w najbliższym czasie ...i tym dalszym. Poza tym, to czy człowiek może liczyć na osoby najbliższe często okazuje się po wielu latach, w różnych okolicznościach. Nie da się zaplanować wzorcowego życia, wiec głosy, że autorka sama jest sobie winna są bardzo nie na miejscu. Być może jest to możliwe, jak się jest omnipotencjalną perfekcjonistką i nie odpuszcza się sobie nigdy a w każdej sekundzie myśli tylko o tym, żeby siebie dobrze urządzić. Z moich obserwacji wynika, że nawet gdy mąż docenia i szanuje pomoc kobiety, która zdecydowała się zostać w domu, to całe dookolne środowisko nie da takiej kobiecie żyć, a zwłaszcza inne kobiety, które mają inne poglądy. Będą używać sobie bez końca na takiej "kurze domowej" poprzez uwagi, złośliwe i kąśliwe rady, popisywanie się. Niestety po wielu latach porównań mogę powiedzieć, Polki należą do jednych z najbardziej agresywnych, bezkompromisowych i nietolarancyjnych kobiet w Europie - wiecznie wojujące, wiecznie udowadniające jakie są lepsze niż te inne, zapatrzone w siebie, narcystyczne... i niemiłosiernie zakompleksione. Porządne dziewczyny z porządnych domów mają jeden sposób na życie a każdy inny jest zły i wadliwy.
        • Gość: wiotka Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.dynamic.mm.pl 01.04.12, 12:36
          Zgadzam sie , swieta prawda.Myślę, że trzeba mysleć o sobie bo jest mnóstwo przykładów,
          panowie sie zmieniają szczególnie jak im się dobrze wiedzie.Pomagają im panie które maja
          mniej obowiazkow i chetnie zaopiekuja sie takim.Pani która zrezygnowała z kariery na rzecz
          ogniska domowego niech pomyśli,że mąż może ja zostawić a takze o emeryturze.Samo życie.
        • szary212 Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 06.04.12, 18:32
          Zgadzam się w 1000% - takie same mam odczucia i spostrzeżenia. Dlatego Bridget Jones u nas nigdy by nie miałaby takich fajnych przyjaciółek - każda każdej do każdej obrabiałaby 4-litery:)
          Jesteśmy tragicznie zakompleksione i nietolerancyjne, a przecież jedno wynika z drugiego.
          • Gość: wer Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.12, 19:13
            Tylko jeszcze dodajcie, że to działa w dwie strony. Pracująca będzie obrabiać dupę kurze domowej, że książki innej niż kucharska od lat nie miała w ręce, a kura będzię tygodniami rozprawiać o tym, jak karierowiczka ma w domu nieposprzątane i jak tak można. Polacy w ogóle to taki narodek, co to żyje tym, jak żyją inni i dlaczego źle. No ale to się zmienia. Już fakt, że tak często ten temat się pojawia na forach (!) świadczy o tym, że coraz więcej osób widzi w tym coś niewłaściwego.
      • Gość: Lord Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 12:42
        O baby byby - każdej kurze domowej a szczególnie tej której zostanie kurą to był cel życiowy (czyli 20 parę lat i szukanie zaradnego faceta przy którym mogła być kurą :)) mówię:

        - facet nagle umrze i co ? Jaki masz zawód, kontakty, doświadczenie - tak tak poradzisz sobie, bo będziesz musiała. Kobiety są twarde i sobie dają radę ale nie bedzie to rozowe.

        - facet odchodzi do innej - pozwę go o alimenty, ambitny cel życiowy, a jeśli nie bylo dziecka i slubu ?:)

        - facet nie odszedł ale chciałbyś aby odszedł (aby dostac te alimenty) - czyli jest nudny, smeci, narzeka, w lozku sapie, jest beznadziejny ale nie bije Ciebie ani dzieci wiec nie ma pretekstu do rozwodu z jego winy...

        I co wtedy kuro domowa zrobisz? Meczysz sie z nim, a jak jeszcze pojawią sie dzieci to sama sobie mówisz ze nie masz wyjscia...

        Szanuje kobiety które musiały zostać w domu, bo np. jest 3 dzieci itp sytuacje

        Ale totalnie nie rozumem młodych siks 20 paro letnich dla których to jest cel. Bezpieczny domek, kochający zaradny mąż zarabiajacy duże pieniadze itp

        Jakie to jest niebezpieczne!!!

        Znajomy zarabiał 20 tyś zł na miesiać a żona zrezygnowała z pracy i pachniała w domu...
        On nagle stracił prawo wykonywania zawodu (bo kombinował aby w domu kasy było wiecej m.in. na wydatki dla pani domu typu kurtka za 5 tys) i teraz jego dochód to ZERO ZŁ.

        Ona wróciła do pracy, dobrze ze przed tym jak facet zaczał zarabiac miała zawód, uznanie i kontakty!!! Czyli tak jak on w młodym wieku weszła na rynek pracy i do 40stki na tym rynku pracy była. Potem 10 lat laby i zycie pokazało ze w wieki 50 paru lat znow na rynek pracu MUSI wejść.

        Baby nie bądzcie naiwne, plus ze nie planujcie ze Wasze jedyne zabezpieczenie przyszlosci to kasa faceta lub alimenty od niego. Facet moze umrzec, zniknac, isc do wiezenie (białe kołnierzyki tez tam ida!) itp

        • Gość: tek Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.hell.pl 01.04.12, 22:49
          Jasne a dziecko najlepiej oddac obcym na wychowanie bo niezależność najważniejsza. Pewnie bede tego zalować ale dobre studia i pocztak kariery poszly w odstawke po nardozinach dziecka, bo najwazniejsze dla nas było, aby pierwsze lata zycia dziecka spedzic z nim a nie podrzucić komuś.

          Jakoś tacy "oświceni" zapominaja ze jest tez druga strona medalu a mianowicie dziecko, którym ktoś sie musi zająć a jezeli nie matka to zawsze bedzie to gorszy wybór niezleżnie jak bardzo chcielibysmy zeby było inaczej. Żadna instytucja, a nawet babcia nie zastąpią mamy czy ojca, którzy są cały czas a nie tylko przez 2h dziennie. I choćby to były najbardziej intensywne 2h dziennie to nie zastąpią całych dni, które mogę spędzać dzieckiem - jest to inna jakość kontaktów.

          Na szczescie moj maz wie co to znaczy zajac sie dzieciem i domem i bynajmniej malo ma to wspolnego z lezeniem ale to juz trzeba odrobiny wyobraźni i chęci.


          • Gość: anyzarg Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.waw.pl 02.04.12, 15:06
            Skąd tyle agresji w twojej wypowiedzi? Wybrałaś taki model życia - ok. Wybrałam podobny -porzuciłam na 4,5 roku karierę dla dwójki dzieci. Potem serce pękało mi, kiedy oddawałam dwuletnią córcię do przedszkola (prywatnego) i praktycznie cały zarobek wydawałam na przedszkole i dojazdy do pracy. Ale zaprocentowało to... kilka lat minęło, dzieci poszły do szkoły, zarobki już nieco lepsze, ale mąż był kilka miesięcy bez pracy. Było ciężko, ale nie było takiej tragedii, jak byłaby bez żadnych dochodów przynoszonych przeze mnie.
            Opieka dla dziecka - kogoś innego niż rodzice zawsze wiąże się z jakąś stratą dla dziecka i dla rodzica, ale jest i druga strona medalu - niepewność finansowa, w razie gdyby coś poszło nie tak jak zaplanowane, co w obecnych czasach jest wysoce prawdopodobne.
            Teraz przy trzecim dziecku, które za kilka tygodni przyjdzie na świat - zaraz po wykorzystaniu urlopów macierzyńskiego i wypoczynkowego wrócę do pracy - i jeżeli babcia nie będzie mogła zająć się dzieckiem - to wtedy niańka lub żłobek (niestety znów prywatny - ach ta wspaniała polityka prorodzinna państwa).
            A tak do twojej wiadomości - pracując 8 godzin dziennie i dojeżdżając do pracy ok. 1 - 1,5 godz. w jedną stronę - da się spędzać z dzieckiem więcej niż 2godz. dziennie. Przećwiczone. A i tak liczą się relacje i dobry kontakt z dzieckiem (a o ten rzeczywiście łatwiej nie pracując zawodowo, ale dla chcącego...) Można ustawić tak godz. pracy - że jedno zajmuje się dzieckiem rano - pracując od 9 lub 10, drugie po południu pracując do 15. Wiem , że w naszym kraju jeszcze elastyczne ustawienie godzin pracy nie jest zbyt popularne, ale na szczęście mądrych pracodawców przybywa. A z mojego punktu widzenia - bezpieczeństwo finansowe (zwłaszcza z kredytem mieszkaniowym - gdzieś przecież trzeba mieszkać) - jest podstawą przy dwójce lub większej liczbie dzieci. Podkreślę raz jeszcze - bezpieczeństwo finansowe, a nie żadne luksusy czy jakaś oszałamiająca kariera.
            Poza tym warto mieć jeszcze świadomość, że rezygnując z pracy na rzecz wychowania dzieci - programuje się sobie nędzę i/lub dzieciom perspektywę utrzymania mamuśki na starość . Nie chcę żyć ze świadomością, że będę ciężarem dla córki czy syna i obciążeniem, bo musi łożyć na mamusię, zamiast zapewnić byt własnym dzieciom.
            Są różne wybory życiowe, różne modele życia. Każdy wybiera swój model i ponosi konsekwencje swojego wyboru i nikomu nic do tego.
            W idealnym świecie byłoby możliwe i bezpieczeństwo finansowe i rezygnacja z pracy, żeby wychowywać dzieci. Niestety żyjemy tu i teraz, i często musimy godzić się na kompromisy dalekie od idealnego modelu. Coś za coś.
            • Gość: łonder Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: 89.204.153.* 11.04.12, 21:01
              Z tym pękaniem serca to jakaś ściema. To jakaś nowa forma frazeologiczna czy co ? Jakby miało pęknąć to byś nie poszła się samorealizować do pracy. Myślę że po prostu wybrałaś pracę zamiast wyzwania jakim jest wychowywanie dzieci . Tak z ciekawości po co ci one idziesz w ilość czy co. Może prościej kupić sobie tamagotchi i poklikać sobie np. w pracy wtedy na pewno wygospodarujesz na tą przyjemność więcej niż 2h. w dodatku możesz też klikać w autobusie w drodze do pracy. Leczysz jakieś kompleksy z dzieciństwa hę ?
          • belle.du.jour Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 06.04.12, 11:02
            Uważam, że kobieta, która całkowicie i na całe lata uzależnia się od mężczyzny robi wielki błąd. Przede wszystkim większośc mężczyzn traci szacunek do kobiety całkowicie od nich uzależnionej, taka jest natura ludzka. Po drugie, istnieje zawsze ale to zawsze możliwosc, że mąż/partner/kochanek odejdzie do innej, umrze, straci pracę/prawo wykonywania zawodu lub po prostu zakręci kurek z pieniędzmi. I wtedy co? Wyciśnięcie z niego co się da w sądzie? A co jeśli ukrywa co posiada, rozdał po rodzinie, przepisał na kochankę, tak jak większośc rozwodzących się mężczyzn?
            Sama mam 2 dzieci, jedno dorosłe, drugie prawie.. ciężko było jak były małe, w domu z każdym zostałam do mniej więcej półtora roku-dwóch lat. Potem opiekunka a od 2.5 roku przedszkole, babci w pobliżu nie było. Nie wyobrażam sobie bym miała siedziec z dzieckiem w wieku szkolnym w domu bo niby w jakim celu? Oboje z mężem zajmowaliśmy się dziecmi a on tym bardziej bo widział, że jestem bardzo zajęta i na studiach i w pracy. Dzieci są dobrze wychowane, nie są roszczeniowe, szanują matkę i nie traktują jak wycieraczkę (jak to często robią dzieci matek siedzących w domu). Co więcej, oboje są dumni z moich osiągniec zawodowych, zwłaszcza podkreśla to dorosła córka. A im się nic nie stało - w niemowlęctwie byłam z nimi na 100% a w newralgicznych latach dorastania też zorganizowałam swoją pracę tak by dopilnowac i dowiezc dzieci na dodatkowe zajęcia etc. Wtedy zwolniłam by byc więcej w domu i od dyspozycji dzieci. Ale NIGDY nie przyszło mi do głowy by zakopac sie w domu bo to nie jest dobre rozwiązanie dla nikogo, a już na pewno nie dla uzależnionej kobiety. Autorce listu polecam własną działalnośc, chocby w małym zakresie - przecież może robic tłumaczenia part-time.
            • nikodem_73 Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 07.04.12, 02:06
              Powiedz mi - szanujesz swoje dzieci? A dlaczego? Przecież są od Ciebie w pełni zależne. Zgodnie z Twoimi słowami w naturze ludzkiej leży brak szacunku do takich osób.

              A może uważasz, że kobiety "z natury" są lepsze od mężczyzn i to tylko mężczyźni tracą szacunek?

              No i zdecydowanie Twoje dzieci powinny pracować od najmłodszych lat. Przecież zawsze, ale to zawsze istnieje możliwość, że rodzice umrą/stracą pracę/prawo wykonywania zawodu, lub po prostu zakręcą kurek z pieniędzmi. I wtedy co? Wyciśnięcie z nich co się da w sądzie? A co jeśli ukrywają co posiadają, albo przepiszą po sąsiadach?

              Wy aby tworzycie z partnerem rodzinę, czy może taki luźny układ "friends with benefits" plus dzieci?

              Nie wiem, może po prostu nie przystaję do współczesnego świata, bo uważam, że obowiązkiem faceta jest dbać o własną rodzinę. Nawet własnym kosztem. No po prostu sądzę, że to jedna z tych rzeczy które "facet po prostu musi zrobić". A jeżeli nie robi to nie warto nawet nań splunąć.

              Gdybym miał kochankę i postanowił dla niej zostawić swoją rodzinę, to nie mógłbym w lustro spojrzeć gdybym miał zostawić ich bez środków do życia. No, ale ja to jestem taki stary, patriarchalnie myślący dziad, który nie rozumie, że należy się "samorealizować" i "dążyć do szczęścia", gdy dzieje się to kosztem tych, którzy na mnie polegają.
              • Gość: m Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.12, 19:21
                To że ty tak uważasz, jeszcze nie znaczy, że wszyscy mężczyźni tak uważają i tak postępują. Smutna prawda. Żyć trzeba tak, by się dostosować do realiów, a nie jakichś mrzonek o szlachetnych ludziach, gdy wiadomo, że większość to o szlachetności najwyżej gdzieś słyszała. Świństwa, jakie ludzie wyrządzają swoim najbliższym, którzy prawie nigdy się tego nie spodziewają, stanowią najlepszą zachętę do zabezpieczenia się na przyszłość na własną rękę.
      • ulanzalasem Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 01.04.12, 13:25
        Śmiać się czy płakać ?
        Ktoś zmusza do posiadania partnera ? Przecież teraz w modzie jest robienie kariery, a nie dzieci i rodzina, przecież najważniejsza jest 8-12 godzinna praca, oddanie korporacji, a potem zabranie jeszcze pracy do domu..
        Ktoś zmusza do tego, żeby ten partner stał się np. naszym mężem ? Przecież można żyć bez zobowiązań, wyznaczyć granicę.
        Nie ma obowiązku zrobienia sobie "dzieciaka", sam się nagle nie pojawia, potrzebny do tego jest jakiś palant, który potem zniszczy życie. Jeśli ktoś jest nieodpowiedzialny i dziecko pojawia się w jego życiu " od tak sobie" to potem niestety musi ponosić konsekwencje swojej głupoty. Poza tym są środki antykoncepcyjne i o zgrozo nawet aborcja - trzeba się wyzwolić spad niewoli facetów i kk i usunąć bachora.
        Nikt nikogo nie zmusza, nie ma obowiązku a i tak co chwila artykuł o tym samym, może trzeba wprowadzić od podstawówki przedmiot - "samiec twój wróg" ? :D
        • Gość: baba bezdzietna Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 13:58
          Ty ułan to sie puknij w czółko i pomyśl zanim coś głupiego znów powiesz.
          Bo według ciebie to pewnie każdy komu się dzieje zle ponosi za to zasadniczą winę. To ma jakąś nazwę w psychologii (takie myślenie), ale już mi się nawet nie chce tłumaczyć...
          • ale_thru Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 01.04.12, 15:36
            poziom wiedzy z nauk społecznych jest przerażający, nikt nie słyszał o adaptacyjnym kształtowaniu się preferencji (kwaśne winogrona), strukturalnych nierównościach, ideologii itp itd A wmawiają wszystkim, że tylko inżynierów potrzeba, bo nauki społeczne to darmozjady.
            • mrarm Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i 02.04.12, 09:53
              Też mnie to dziwi, neuropsychologia razem z jakąś bioneurologią ma kolosalną przyszłość, a generalnie psychologowie są potrzebni w: każdej dużej korporacji, każdej szkole, w sejmie przydałby się cały sztab kryzysowy psychologów.. itd itp.
        • Gość: mariapaula Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.12, 12:14
          śmiać się czy płakać , ale z twojej odpowiedzi. W tym przypadku kolega małżonek wykolegował żonę
      • Gość: a Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.wroclaw.mm.pl 01.04.12, 13:49
        Przypomniał mi się niedawny artykuł
        www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,11336736.html
      • Gość: luki349 Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.icpnet.pl 01.04.12, 15:27
        "dzieci są tylko "moje", bo to ja je wychowuję!" rozwód, pierwsza rozprawa o opiekę nad dziećmi i przytoczysz ten argument. Psss... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      • ale_thru Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 01.04.12, 15:27
        Zawsze mnie śmieszy, że to, czego GW nie robi na polu ekonomii, próbuje kompensować na polu genderów, ale jakoś nie przychodzi jej do głowy, że ekonomia i gender są ze sobą nierozwiązalnie połączone.
      • Gość: Whatever albo albo IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 18:46
        albo przechujowy ten mąż albo dzisiaj prima aprilis
        • von_seydlitz Ale lala marudzić to potrafi.... 02.04.12, 07:18
          Jejku.... kobiety to inny gatunek, jakby były z czegoś zadowolone, to by dopiero były nieszczęśliwe.....


          A tak niewiele trzeba, jakieś interesowania, jakiś drobny sens życia... a tak - ciągły, nieuświadomiony brak relacji symbiotycznej, najprawdopodobniej z matką...

          I tak to z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę sobie przekazują....

          Straszne......

      • tredve Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 01.04.12, 19:29
        Do diabła ze stereotypami. Długie lata byliśmy przekonani, ja i moja lepsza połowa, że to ja zarabiam więcej. W tym roku rzetelnie podliczyliśmy PIT-y. I wyszło szydło z worka. Moja ślubna zarabia więcej. I BARDZO DOBRZE.
        Mamy oddzielne konta, od kilkunastu lat. Musimy dogadywać się, jakie mamy wydatki. Dzięki temu panuje równouprawnienie. Na początku myśleliśmy o wspólnym koncie. Ale jakoś obojgu to nie pasowało. I wcale nam to nie przeszkadza. Podzieliliśmy się finansowymi obowiązkami. Dogadujemy się, czyli musi być dialog, kontakt, bo bez tego katastrofa.
        Po urodzeniu dziecka przez pierwsze tygodnie byliśmy razem, ja też później byłem kilka miesięcy na wychowawczym. Wiem jak to jest i dzięki temu rozumiem drugą stronę i zżyłem się z własnym dzieckiem.
        Słowem tzw. babskie, tradycyjne obowiązki niczemu mężczyźnie nie uwłaczają, są wyrazem odpowiedzialności za wspólny dom. A tego nauczył mnie mój ojciec, który wyrastał w tradycyjnej, przedwojennej rodzinie, gdzie jego ojciec pracował zarobkowo i miał 6 dzieci.
        Może mi było łatwiej, bo widziałem jak mężczyzna może prać i gotować i dbać o dzieciaki i to jest OK. Po prostu wspólny dom i wspólne obowiązki.
        • Gość: mi Amen! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 20:19
      • Gość: pasażer Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 22:41
        Chyba "dziennikarze" "gazeta praca" ostatnio to tylko takie bzdurne listy wymyślają...

        Co za bzdety!


      • Gość: jaca Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: 212.127.64.* 02.04.12, 00:18
        Jestem facetem.Ale doskonale rozumiem autorke tego postu.Moja matka tak miala cale zycie slyszac to samo od ojca a wraz z nia ja i moj mlodszy brat.Ze to JEGO dom,ze ON zbudowal.Ze zyjemy za JEGO pieniadze itp.Dzis jestesmy z bratem dorosli i mama ma nasze wsparcie.Przy tym w sumie nie przypominam sobie by ojciec mnie za cos kiedys pochwalil.Jesli bylo dobrze to nic nie mowil.Jesli bylo zle to mowil ze do niczego sie nie nadajemy.I ze jestesmy niczym i nikm.Do dzis tak gada jak se popije-ale nas juz to nie wzrusza.Niech mu ulzy.Ja uwazam ze wazne jakim sie jest czlowiekiem dla drugiego czlowieka a nie stan posiadania.Dlatego nie szanuje jego postepowania.Chyba nikt go tego nie nauczyl....Coz,takie zycie.
        • Gość: jaszczura Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.166-1-64736c11.cust.bredbandsbolaget.se 06.04.12, 12:06
          Szacun dla Ciebie, brata i mamy.
      • Gość: m. W małżeństwie/związku nie ma miejsca na MOJE-TWOJE IP: *.centertel.pl 02.04.12, 00:37
        Pieniądze mają być NASZE, samochód NASZ, dom NASZ (no, może kosmetyki jej itp). Jak któryś z partnerów przejawia ciągoty do takich sformułowań, to należy od początku reagować i dobrze się zastanowić od razu, co dalej. Bo niektóre osoby przez zbytni egoizm mogą po prostu nie nadawać się do związku.
        Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę, złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
        Jak zamierzają tego dokonać, gdy już w sprawach przyziemnych, materialnych nie potrafią być owym jednym ciałem?
      • Gość: x Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.internetia.net.pl 02.04.12, 07:38
        Kolejny wyssany z palca list GW o bezmózgim, lewackim zabarwieniu.
      • forumowiecgwna Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 02.04.12, 09:41
        kiedys w Przyjaciolce byly takie same "artykuly" :) - listy od :)))))

        A jezeli ta historia to prawda to jest to tylko i wylacznie przyklad tego jak wyglada "dobieranie sie" ludzi w naszym smiesznym narodzie - sam mialem w pracy takie sytuacje, ktore wielokrotnie obserwowalem gdy wolne "szukajace" kobiety sposrod kilkunastu kandydatow zawsze i niezwykle celnie wybieraly najbadziewniejszego kandydata. Niestety - pomimo "milosci" w koncu wychodzi to i tak na swiatlo dzienne - caly ten list to jeden wielki krzyk kobiety ktora po prostu zle sie czuje w zwiazku i tyle. I chocby nawet chodzilo o zawiazywanie sznurowek to bylby ten sam pocisk emocji.

        Trzeba wybierac z rozumem! Prawda jest taka ze miliony kobiet z polski bylyby mega-przeszczesliwe w takich zwiazkach, w ktorych one moga siedziec w domu, "cos" robic i miec opieke finanasowa meza. A juz sam znam historie kobiet ktore po zajsciu w ciaze od razu "ida na zwolnienie" a potem siedza na wychowawczym rok albo i trzy - moze twoj malzonek mysli ze wlasnie Ty jestes przeszczesliwa w takim stanie jak jest?
        Poza tym to raczej w sporej czesci zarty - przeciez wiadomo ze nawet mieszkanie sprzed slubu, kupione na kreche, albo takie w ktorym byl remont za pieniadze "malzenskie" staje sie juz czescia majatku wspolnego - przykro mi, ale kazdy prawnik usmieje sie na slowa "to moje".

        Ja az teraz glupio sie czuje - bo mamy dwa auta, i jak sie "mowi" to jedno jest "twoje" a drugie "moje" - przypadkiem male i nowiutkie jest "jej" a stare i duze jest "moje" ;).
        To tez zle? musze o tym dyskutowac z moim partnerem? moze ona zle sie czuje z tego powodu ;), moze to ze stare i duze jest moje to jej uwlacza? Matko! Pokoj tez mam "moj" w domu!!! i mam "moje" wierzby w ogrodzie, ktore sa tylko "moje"!
      • the_dzidka Biedna, stłamszona Ty 02.04.12, 09:48
        Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Dokonałaś takiego a nie innego wyboru, więc nie wylewaj teraz krokodylich łez. A jak już musisz, to zacznij pisać bloga.
        • Gość: wow Re: Biedna, stłamszona Ty IP: 89.204.153.* 11.04.12, 21:12
          czy aby na pewno to są krokodyle łzy ? Wnioskuje więc że żonka już wyczyściła konta a teraz już tylko szuka pretekstu żeby się urwać z tego związku. Czy list go GW może być dowodem wykorzystywanym przy orzeczeniu winy rozpadu małżeństwa. Tja
      • Gość: yyy Re: taką niewdzieczna suke to tylko kopnac w dupe IP: *.ericpol.com 02.04.12, 11:19
        szowinistyczna swinia, to moze jeszcze kobieta powinna sobie oltarzyk meza postawic i sie do niego modlic, ze zapewnia jej kase na jedzenie i dach nad glowa? A samica codziennie swego wybawce z zimnym piwem witac powinna i poklony bic na jego czesc???

        Zastanow sie palancie co ty piszesz, pewnie masz mase kompleksow i stad twoje podejscie...
      • 13monique_n Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... 02.04.12, 12:24
        Mam nadzieję, że autorka dała radę ocucić męża opowiadaniem o Parsifalu. Ale współczuję, że doszło do tego momentu. Już nie jest dobrze, a moje doświadczenia życiowe pokazują, że dużo łatwiej z tego miejsca pójść w złą stronę. I to raczej autorem będzie szanowny małzonek autorki listu. (radzę na wszelki wypadek porozmawiać z adwokatem).

        Tylko ci warczący pseudo-macho niech powiedzą, skąd taka karłowatość w niektórych facetach, że nie potrafią cenić i doceniać żony dbającej o dom. Zresztą na bazie wspólnej przecież decyzji.
      • Gość: a Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i ni... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.12, 12:34
        Jesteśmy w takim historyczno-ekonomicznym momencie, że nie ma dobrego wyjścia dla kobiety. Stawia na karierę - źle, bo w wieku 40 lat zostaje sama bez dzieci, męża, rodziny. Stawia na dzieci i rodzinę - źle, bo dzieci rosną a ona zostaje "kurą domową" bez perspektyw zawodowych. Usiłuje pogodzić dziecko i karierę - to harówka od świtu do nocy i wieczny stres, że się z czymś nawala. A jak dziecko jest chore, to jeszcze ciężej. Potrzebujemy jakiegoś nowego otwarcia, przeorania stereotypów.
        • Gość: D. Re: Listy czytelników: zrezygnowałam z kariery i IP: *.dynamic.chello.pl 06.04.12, 13:58
          Przede wszystkim należy uświadamiać społeczeństwo (matki, ojców, pracodawców...) że każde dziecko ma też ojca, który ma takie same obowiązki wobec dziecka co matka.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka