siedem23
22.02.15, 23:31
Witam, mam spory problem z pracodawcą.
Pracowałem na magazynie, pewnego dnia zdejmowałem towar wózkiem widłowym, towar spadł i się zniszczył. Był to zwykły wypadek przy pracy. Lecz po czasie zostałem wezwany do szefa który stwierdził że mam oddać mu kilka tysięcy za towar. Co mnie bardzo wystraszyło bo w życiu nie spodziewałem się że mogę ponieść za to jakieś konsekwencje.
A teraz wyjaśnie jak wygląda to ze strony umów.
otóż pracowałem na umowie-zlecenie, z tym że firma podpisuje z pracownikiem taką umowę dopiero po przepracowanym miesiącu (A w czasie tego miesiąca odprowadzają za nas składki zus) i tak w każdym jednym miesiącu. Także podczas tego wypadku można powiedzieć że pracowałem na czarno, a dodam również że posiadam uprawnienia na wózki widłowe.
podczas rozmowy z szefem podkreśliłem mu te dwa ważne fakty, brak umowy, oraz uprawnienia, a jednak wciąż twardo stwierdzał że mam mu je oddać. Mam czas do czwartku by się jakoś przygotować na rozmowę, boje się że jak pójdę im na rękę i podpiszę z nimi umowę za ten miesiąc dopiero bd kazać mi oddać kasę, bo jednak w tym momencie mają uwiązane ręce.