Gość: Zuza
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.01.05, 22:22
Chciałabym poruszyć problem, który mnie bezpośrednio dotka i dotyczy
wynagrodzenia za pracę. Otóż pracuję w dość dużej firmie - spółce skarbu
państwa i czuję się dyskryminowana ze względu na płeć. Dział, w którym
pracuję składa się z kierownika i 4 pracowników (3 facetów i ja jedna
kobieta). Wszyscy pracujemy na tym samym stanowisku i wykonujemy podobną
pracę, wymagającą od nas jednakowego wysiłku i umiejętności. Chociaż w firmie
obowiązuje układ zbiorowy pracy i ów układ przewiduje dla danego stanowiska
widełki płacowe - jest sposób aby to ominąć - kontrakty indywidualne. Nasz
cały dział (łącznie ze mną) ma takie kontrakty. Z jedną małą różnicą. Otóż
panowie, w swoich umowach wyskakują ponad widełki przewidziane dla naszego
stanowiska w ZUZ a ja jestem poniżej tych widełek. Wygląda to tak, że oni
zarabiają 1,5 raza tyle co ja (lub ja 2/3 tego co oni). Premie również są
płacone od podstawy, więc również jestem gorzej premiowana.
Dodam jeszcze, że jestem najmłodszym pracownikiem w tym dziale (5 lat) ale
kolega, który zaczął pracować tam 2 lata wcześniej niż ja, juz gdy ja
zaczynałam pracę (czyli po okresie pracy mniejszym niż dwa lata) miał
aktualny współczynnik wynagrodzenia.
Ten współczynnik nie zależy bezpośrednio od mojego kierownika tylko jego
przełożonego ale jest on osobą bardzo zachowawczą i chociaż docenia moją
pracę (zapewniał mnie o tym wielokrotnie) nie potrafi walczyć o pracownika.
Wiem na pewno, że to Dyrektor nie chce podniesienia mojej pensji.
Żeby jeszcze bardziej wszystko zagmatwać dodam jeszcze, że w firmie zarobki
są utajnione i nie mam prawa wiedzieć o zarobkach kolegów.
Cała ta sytuacja bardzo mnie dołuje a najbardziej to, że ja swoją pracę
bardzo lubię i się w nią angażuję a moi koledzy odbębniają swoje (ale
rzetelnie) i jak wybije 17-ta nie ma ich w firmie.
Jakie macie pomysły? Co zrobić w takiej sytuacji? Sąd pracy? Tylko co wtedy
ze stosunkami w firmie?
Zuza