Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    doktorat? po cholerę...

    IP: *.dtvk.tpnet.pl 22.10.02, 16:22
    za rok, może za półtora roku - zostanę doktorem nauk humanistycznych.
    i po cholerę mi to?!
    brak szans na zatrudnienie na uczelni (nawet na uczelniach okolicznych, mniej
    liczących się niż moja alma mater).
    doktorat stawia mnie w rzędzie osób posiadających nadkwalifikacje (dla
    niektóych pracodawców często tytuł magistra wystarcza, by zrezygnować z
    kandydata), a więc szanse na zatrudnienie mizerne.
    książki mam pisać?
    o szukaniu pracy?

    stypendium zagraniczne? nie w mojej ustabilizowanej sytuacji rodzinnej, która
    nota bene będzie kolejnym argumentem dla pracodawcy, by mnie nie zatrudnić.

    trochę strasznie jest w przyszłości.
    można zatrzymać czas?
    chociaż na chwilę.

    juta
    Obserwuj wątek
      • jotembi Re: doktorat? po cholerę... 22.10.02, 16:31
        no cóż... już sam doktorat był chyba sposobem na przeczekanie...? w każdym
        razie tak było ze mną, chociaż z nieco innych powodów, bo i czasy były jakby
        trochę inne
        a papierek należy schować pieczołowicie do jakiejś teczuszki i lepiej go nie
        ujawniać bez potrzeby...
      • Gość: prawie_dr Re: doktorat? po cholerę... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 23.10.02, 00:14
        Gość portalu: juta napisał(a):

        > za rok, może za półtora roku - zostanę doktorem nauk humanistycznych.
        > i po cholerę mi to?!

        dobrze postawione pytanie.
        Czy możesz odpowiedzieć dlaczego zdecydowałaś się na doktorat?

        swego czasu również miałem taki pomysł, praca magisterska była ciekawa i
        proponowano mi kontynuację.

        Zacząłem się zastanawiać:
        - czy i ewentualnie co "wniosę do nauki" przez ten doktorat
        - czy doktorat nie będzie tylko "rozwinięciem" pracy magisterskiej
        - czy nadaję się na "człowieka nauki"

        odpowiedzi, których sobie udzieliłem spowodowały, że darowałem sobie
        doktorat ....

        Pozdrowienia
        • ewex1 Re: doktorat? po cholerę... 23.10.02, 12:04
          Słuchajcie, ja pracuję z kolegą który ma doktorat i wiecie co? Zarabia 560
          zł!!!! Ale co ma sie spodziewać po obecnej sytuacji w Polsce? Dobrze ze choć to
          ma.
          • ostinato Re: doktorat? po cholerę... humanistom :) 24.10.02, 00:32
            ewex1 napisała:

            > Słuchajcie, ja pracuję z kolegą który ma doktorat i
            wiecie co? Zarabia 560
            > zł!!!! Ale co ma sie spodziewać po obecnej sytuacji w
            Polsce? Dobrze ze choć to
            >
            > ma.

            jest doktorem nauk humanistycznych?
            to wiele wyjaśniałoby.
            poza tym niekoniecznie należy badać motywy podjęcia
            studiów doktoranckich (?), by wyprorokować przyszłość
            zawodową humanistom.
            niestety, mają niewielkie pole zawodowego popisu.
      • brenya Re: doktorat? po cholerę... 24.10.02, 13:18
        Jak tak sobie wszystko przemysle i pokombinuje to wychodzi mi, ze:

        1) im wyzsze wyksztalcenie, im wiecej stopni naukowych, osiagniec, jezykow i
        ogolnie mowiac kwalifikacji, tym trudniej prace znalezc. Doswiadczenie i wiedza
        sa w Polsce przede wszystkiem czynnikiem dyskwalifikujacym, zagrozeniem dla
        potencjalnego pracodawcy, a nie (jak to jest w normalnych krajach) atutem i
        przepustka do lepszego zycia.

        Jednoczesnie:

        2) ludzi zacheca sie aby podnosili swoje kwalifikacje, aby sie uczyli,
        doksztalcali, byli elastyczni, przebojowi.

        Jak pogodzic te sprzecznosci? Z jednej strony na rozmowie kwalifikacyjnej
        musisz pokazac, ze do pracy sie nadajesz, ze jestes najlepszy, najambitniejszy,
        najzdrowszy psychicznie itp. itd., jednoczesnie robiac z siebie niedouczonego
        barana bez ambicji.

        Podsumowujac: skoro pracodawcy boja sie pracownikow wyksztalconych i
        doswiadczonych i takich nie zatrudniaja, to wychodzi mi, ze wiekszosc ludzi,
        ktorzy maja prace (i) ma powazne braki w wyksztalceniu (ii) posiadlo
        umiejetnosc udawania kretynow.

        Jakby nie patrzec - ten kraj jest nienormalny.
        • usenetgazeta Re: doktorat? po cholerę...z zalozenia dla wiedzy 24.10.02, 14:36
          moze zacznij myslec od innej strony:
          1) sa rozne rodzaje prac, do zdecydowanej wiekszosci dyplomu doktora nie
          potrzeba. Po co miec pracownika, ktory uwaza ze nie po to robil doktorat zeby
          teraz robic taka robote, jest niezadowolony, chce zarabiac wiecej bo ma dyplom.
          Dla pracodawcy jego dyplom nie ma znaczenia.
          2) Polska nie nalezy do krajow majacych duzy budzet na rozwoj wiedzy (ma w
          ogole jakis?) - tam normalnie trafia wiekszosc doktorantow.
          3) w Polsce rowniez prywatne firmy raczej nie maja swoich oddzialow badawczych -
          widac w innych krajach latwiej im prowadzic biznes a dla ludzi ktorzy duzo
          wiedza i sa zaradni nie ma granic krajow.
          4) no i co najwazniejsze, dyplomu doktora nie robi sie dla dyplomu tylko dla
          wiedzy, pracy nad czyms co ciebie interesuje (co jest ciagle zupenie mylone w
          naszym kraju). Prestiz? dobra praca? przeciez kazdy widzi ze duza czesc
          doktorantow to Ci co nie znalezli pracy po studiach. Ci dobrzy juz w trakcie
          dyplomu pracuja w prywatnych firmach/miedzynarodowych organizacjach lub zostaja
          na uczelniach.

          a nie (jak to jest w normalnych krajach) atutem i
          > przepustka do lepszego zycia.
          podaj przyklady z zycia gdzie niedoswiadczony doktorant dostal lepsza prace niz
          doswiadczony magister... (nie mam na mysli uczelni/jednostek badawczych)

          > 2) ludzi zacheca sie aby podnosili swoje kwalifikacje, aby sie uczyli,
          > doksztalcali, byli elastyczni, przebojowi.
          podnosic kwalifikacje to nie znaczy siedziec na uczelni do 30 roku zycia robiac
          po kolei 3 zupelnie rozne kierunki i do tego jakis doktorat. Szansa na
          znalezienie dobrej pracy w porownaniu do kogos, kto ma 30 lat w tym 6 lat
          kierunkowego doswiadczenia (zaoczne studium?) jest na duzy plus dla tego
          drugiego. Bo ty jestes w niewiele lepszej sytuacji niz on 6 lat temu.

          > Jak pogodzic te sprzecznosci?

          bedac absolwentem (1,3 czy 5 kierunkow) czuc sie absolwentem a nie specjalista.
          Szkola to teoria, stad jeszcze daleko do przynoszenia zyskow firmie.

          Nie neguje ze sytuacja na rynku pracy jest tragiczna i mozna miec wiele
          pretensji ale czemu do tych, co daja prace (wlascicieli firm, ktorych sensem
          dzialania jest ich zysk) a nie do tych, co ja powinni tworzyc warunki do
          otwierania nowych miejsc pracy (- rzad, ktory badz co badz sami wybieramy).
          • Gość: Mike Re: doktorat? po cholerę...z zalozenia dla wiedzy IP: *.koperfam.pl / 192.168.0.* 24.10.02, 15:14
            Mysle, ze niekoniecznie chodzi tu o osoby, ktore siedza na uczelni do 30 i nie
            maja pojecia o praktyce zawodowej. Nie do konca wszyscy doktoranci sa nimi
            tylko dlatego, ze nie mogli znalezc pracy. Niektorzy dzialaja na 2 fronty.
            Sadze, ze najlepiej doktorat robic pracujac i nabierajac doswiadczenia, a
            doktorat jest wtedy potwierdzeniem czyichs zainteresowan czy wiedzy
            teoretycznej, prestizem itd. Nielogiczne jest myslec, ze majac pewna liczbe
            fakultetow czy doktorat ma sie zapewniona dobra prace, bo jest to tylko jeden z
            elementow. To jest postawa roszczeniowa, ktos sie czuje lepszy, bo ma wyzsze
            kwalifikacje, a zarazem nieposkromione apetyty na stanowiska i place. Osoba,
            ktora jest swietnie wyksztalcona to zaledwie dobry material na pracownika a nie
            specjalista wysokiej klasy. Zgadzam sie, ze pracodawca zatrudnia po to, by miec
            zysk, a nie zeby po prostu zatrudnic doktora. Dlatego ludzie, ktorzy sie
            ksztalca z takim zapalem powinni dzialac wedlug jakiegos planu, a nie zaczynac
            cos, a pozniej nie wiedziez, co dalej.
            Pozdrawiam
      • Gość: akaWill Re: doktorat? po cholerę... IP: *.snet.net 24.10.02, 16:03
        Troche przerabialem w tym temacie.
        Robienie doktoratu rowna sie zostawaniu na uczelni. Przynajmniej 15 lat temu
        tak bylo, nawet jezeli od razu nie bylo etatu. Uzdolnieni, pracowici, chetni
        itd. powinni sie doktoryzowac, o ile ...wiedza co dalej. Kazdy promotor
        powinien odbyc szczera rozmowe z kazdym kandydatem i nie przyjac na studia
        jezeli kandydat traktuje doktorat jako poczekalnie na lepsze czasy. Slyszalem,
        ze obecnie bywa po kilku kandydatow na miejsce na studiach doktoranckich w
        Polsce, co jest chora sytuacja.

        Ja zaczalem doktorat w Polsce, przerwalem, wyjechalem do USA na studia
        doktoranckie, gdzie je skonczylem. Mimo tego calego budzetu w USA nie wszyscy
        doktorzy znajduja tu prace zgodna z wyksztalceniem i aspiracjami, choc
        niewatpliwie jest lepiej niz w Polsce; takze dlatego, ze sa alternatywne
        posady, ktore nie degraduja.

        Tak to juz jest, ze doktorzy plasuja sie przy wierzcholku piramidy zawodowej, a
        tam jest po prostu ciasniej.
        • Gość: Jasw Re: doktorat? po cholerę... IP: *.proxy.aol.com 25.10.02, 07:00
          No i co? Gdybys mial okazje podjac decyzje o robieniu doktoratu jeszcze raz, to
          jaka decyzje bys podjal i dlaczego?
          Pzdr
          • Gość: akaWill Re: doktorat? po cholerę... IP: *.228.252.64.snet.net 25.10.02, 15:29
            Gość portalu: Jasw napisał(a):

            > No i co? Gdybys mial okazje podjac decyzje o robieniu doktoratu jeszcze raz,
            to
            >
            > jaka decyzje bys podjal i dlaczego?
            > Pzdr

            W Polsce raczej na pewno nie. W USA tak, to bardzo dobry sposob zarowno na
            rozwoj jak i na emigracje, jesli komus chodzi o to drugie. Czynniki materialne
            np. brak mieszkania odgrywaly istotna role. I na pewno zrobilbym to lepiej
            tzn. wybralbym lepiej dziedzine, uczelnie itp.

            Moj wyjazd do USA to jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu. Moge to
            stwierdzic z cala pewnoscia mimo ze mialem rozterki wyjezdzajac z kraju w
            czasie duzych zmian. Oczywiscie nie jest to uniwersalna prawda i duzo zalezy
            od indywidualnych uwarunkowan.

            A, no i jakos sobie radze jako doktor. Prawde mowiac, jest mi lepiej niz
            myslalem w czasie zaczynania studiow doktoranckich, ale coz, absolwent studiow
            w Polsce jest zarowno troche upokorzony (ta gama mozliwosci jakie sie przed nim
            otwieraja) jak i niedoinformowany.
      • Gość: WMI Re: doktorat? po cholerę... IP: 195.112.95.* 25.10.02, 10:03
        U mnie w firmie pracuje doktor biologii. Jako asystentka. Wszyscy ja lubia, bo
        jest bardzo inteligentna i zalatwiania roznych dupereli zajmuje jej bardzo malo
        czasu. Firma idzie jej na reke, zeby mogla prowadzic swoje badania. A po co jej
        ten doktorat ??? Tego to ja nie wiem.
      • Gość: Guillermo Re: doktorat? po cholerę... IP: *.dhcp.uno.edu 26.10.02, 01:02
        No bo troche nie rozumiecie jak to jest z doktoratem. Rowniez tutaj (USA) jak
        doktor szuka pracy poza uniwersytetem to pracodawcy rzadko chodzi o konkretne
        umiejetnosci ktorych dotyczyla praca doktorska, ale osoba z doktoratem swoim
        dyplomem mowi ze:
        1. jest osoba inteligentna i ogolnie sprawna umyslowo, bo oslom doktoratow sie
        nie daje.
        2. napewno sie umie uczuc, wiec gdy nie wie to sie nauczy, nie trzeba jej przy
        kazdej okazji bez konca posylac na szkolenia.
        3. umie przysiasc na dupie jak trzeba i zrobic rzeczy na czas, czyli ma
        dyscypline pracy, bo znowu, jak nie ma to do konca doktoratu nie dociagnie.
        4. jest zorganizowana zyciowo i odporna psychicznie bo nawet tutaj pisanie
        doktoratu to ekwilibrystyka finansowa.

        Niestety wasz problem polega na tym ze macie polskie doktoraty i powyzszego nie
        mozna zakladac, stad problem.

        Prosze sobie darowac odpowiedzi typu "polacy nie gesi" i "nie bedzie amerykanin
        plul nam w twarz". Fakty mowia za siebie.
        • Gość: riena Re: doktorat? po cholerę... IP: 62.233.186.* 26.10.02, 02:29
          > > Niestety wasz problem polega na tym ze macie polskie doktoraty i powyzszego
          > nie mozna zakladac, stad problem.

          na jakiej podstawie wysnuwasz te wnioski? przyznam, ze jestem zaskoczona i
          zbulwersowana, gdyz tym co napisales uraziles cala grupe doktorantow i doktorow
          w Polsce - bez wyjatku

          > Prosze sobie darowac odpowiedzi typu "polacy nie gesi" i "nie bedzie
          > amerykanin plul nam w twarz". Fakty mowia za siebie.

          Jakie fakty??
        • Gość: Jasw Re: doktorat? po cholerę... IP: *.proxy.aol.com 26.10.02, 07:25
          Gość portalu: Guillermo napisał(a):

          > No bo troche nie rozumiecie jak to jest z doktoratem. Rowniez tutaj (USA) jak
          > doktor szuka pracy poza uniwersytetem to pracodawcy rzadko chodzi o konkretne
          > umiejetnosci ktorych dotyczyla praca doktorska, ale osoba z doktoratem swoim
          > dyplomem mowi ze:
          > 1. jest osoba inteligentna i ogolnie sprawna umyslowo bo oslom doktoratow
          sie nie daje.

          Roznie z tym bywa i tu w kraju i tam za wielka woda. Bylbym ostrozny z
          ogolnieniami odnosnie sprawnosci umyslowej wszystkich doktorow tak tu jak i tam.

          > 2. napewno sie umie uczuc, wiec gdy nie wie to sie nauczy, nie trzeba jej
          przy kazdej okazji bez konca posylac na szkolenia.

          Znam takiego jednego z Ph.D. zza wielkiej wody, ktorego zatrudniaja jako
          technika, bo poza tym do niczego sie nie nadaje. Zatrudnili go, bo wlasciciel
          ma kompleks nizszosci. Jak chce blysnac przed klientem, to mu mowi "Czy
          widziales kiedys prawdziwego Ph.D.? Chodz, to ci go pokaze "

          > 3. umie przysiasc na dupie jak trzeba i zrobic rzeczy na czas, czyli ma
          > dyscypline pracy, bo znowu, jak nie ma to do konca doktoratu nie dociagnie.

          Nie rozsmieszaj mnie. Wiesz chyba co znaczy skrot Ph.D. i jak zdyscyplinowani
          sa filozofowie. Jedynym sposobem na dyscypline sa pieniadze. Jak ktos wie, ze
          jak nie zrobi PORZADNIE roboty to kasy nie bedzie, to od razu staje sie
          zdyscyplinowany.

          > 4. jest zorganizowana zyciowo i odporna psychicznie bo nawet tutaj pisanie
          > doktoratu to ekwilibrystyka finansowa.

          A co to znaczy tutaj? O jakiej ekwilibrystyce finansowej mowisz?

          > Niestety wasz problem polega na tym ze macie polskie doktoraty i powyzszego
          nie mozna zakladac, stad problem.

          Nie rozumiem co masz na mysli piszac "polskie doktoraty". Osobiscie znam wielu
          profesorow na uczelniach amerykanskich czy kanadyjskich ktorzy doktoraty robili
          w Polsce i sa uznanymi specjalistami w swoich dziedzinach. Znam tez wielu Ph.D.
          z dyplomami uczelni amerykanskich czy kanadyjskich, co do ktorych wiele osob ma
          zastrzezenia odnosnie ich kwalifikacji.

          > Prosze sobie darowac odpowiedzi typu "polacy nie gesi" i "niebedzie
          amerykanin plul nam w twarz". Fakty mowia za siebie.

          Jakie fakty masz dobry czlowieku na mysli, bo w w twojej wypowiedzi zadnych
          faktow nie ma? Z czym konkretnie wiazesz powyzsze cytaty, bo jest to trudno
          zrozumiec . Wyglada mi na to, ze konczyles jakas uczelnie zza wielkiej wody, i
          masz klopoty z wyslawianiem sie. Wydaje mi sie rowniez, ze masz jakies
          pretensje do kogos. Postaraj sie to jasno napisac, a pewnie ktos na tym forum
          ci pomoze.

          Pozdrowienia
          • Gość: Guillermo Re: doktorat? po cholerę... IP: *.dhcp.uno.edu 27.10.02, 04:34
            Fakty sa w poprzednich watkach a szczegolnie w pierwszym, tego dotyczyl moj
            pierwszy punkt dotyczacy sprawnosci umyslowej. To samo mozna powiedziec o
            wyciaganiu wnioskow na podstawie jednego przykladu (patrz powyzej). Taki tekst
            kompromituje nawet maturzyste a tu macie pretensje do doktoratow. Jaki jest kon
            kazdy widzi.

            Nie mam ochoty sie z nikim palowac, kto ma ladniejsze piorka, wyrazilem swoja
            opinie, zrobcie z nia co chcecie.
            • Gość: Jasw Re: doktorat? po cholerę... IP: *.proxy.aol.com 27.10.02, 15:36
              Gość portalu: Guillermo napisał(a):

              > Fakty sa w poprzednich watkach a szczegolnie w pierwszym, tego dotyczyl moj
              > pierwszy punkt dotyczacy sprawnosci umyslowej. To samo mozna powiedziec o
              > wyciaganiu wnioskow na podstawie jednego przykladu (patrz powyzej). Taki
              tekst
              > kompromituje nawet maturzyste a tu macie pretensje do doktoratow. Jaki jest
              kon
              >
              > kazdy widzi.
              >
              > Nie mam ochoty sie z nikim palowac, kto ma ladniejsze piorka, wyrazilem swoja
              > opinie, zrobcie z nia co chcecie.

              Czy miales okazje przeczytac jakies sprawozdania czy listy pisane przez
              niektorych tzw. Ph.D. zza wielkiej wody? Domyslam sie ze nie, bo bylbys
              ostrozniejszy w swoich opiniach.
              Pozdrawiam
        • Gość: Budzik Re: doktorat? po cholerę... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 21:15
          Co do tych punktów(1,2,3,4) to się zgodzę. Faktem jest , że pracodawcy nie
          interesuje, jaki robiłeś doktorat, no chyba, że próbujesz się dostać do firmy,
          której działalność pokrywa się w jakimś stopniu z doktoratem.
          Robienie dokotratu ma potwierdzić dokładnie te cechy, które zapisałeś w
          punktach 1...4

          Natomiast co do tych polskim doktoratow to nie rozumiem!!!!

          Ja na moim kierunku:Automatyka i Robotyka mam 3 doktorów(w sumie dużo więcej),
          którzy już od roku siedzą w Houston, gdzie ich zaproszono,
          teraz jadą następni.
          W sierpniu został rozpisany konkurs na stanowisko profesora - biło się o nie 3
          doktorów z USA. Przyjęli jednego.:)

          Więc chyba dawno nie byłeś w Polsce, bo chyba trochę się zmieniło od Twojego
          wyjazdu.

          A to jak traktuje się polskie doktoraty na zachodzie, jak mi się wydaje zależy
          od renomy nawet nie uczelni ile wydziału, no i od samego siebie. Taki wniosek
          wysnułem z faktu, że na innych wydziałach nie jest tak różowo jak u mnie.
        • Gość: akaWill Re: doktorat? po cholerę... IP: *.newt1.cpe.charter-ne.com 28.10.02, 00:24
          Gość portalu: Guillermo napisał(a):

          > No bo troche nie rozumiecie jak to jest z doktoratem. Rowniez tutaj (USA)
          jak
          > doktor szuka pracy poza uniwersytetem to pracodawcy rzadko chodzi o
          konkretne
          > umiejetnosci ktorych dotyczyla praca doktorska, ale osoba z doktoratem swoim
          > dyplomem mowi ze:
          > 1. jest osoba inteligentna i ogolnie sprawna umyslowo, bo oslom doktoratow
          sie
          > nie daje.
          > 2. napewno sie umie uczuc, wiec gdy nie wie to sie nauczy, nie trzeba jej
          przy
          > kazdej okazji bez konca posylac na szkolenia.
          > 3. umie przysiasc na dupie jak trzeba i zrobic rzeczy na czas, czyli ma
          > dyscypline pracy, bo znowu, jak nie ma to do konca doktoratu nie dociagnie.
          > 4. jest zorganizowana zyciowo i odporna psychicznie bo nawet tutaj pisanie
          > doktoratu to ekwilibrystyka finansowa.
          >
          > Niestety wasz problem polega na tym ze macie polskie doktoraty i powyzszego
          nie
          >
          > mozna zakladac, stad problem.
          >
          > Prosze sobie darowac odpowiedzi typu "polacy nie gesi" i "nie bedzie
          amerykanin
          >
          > plul nam w twarz". Fakty mowia za siebie.

          Guillermo, musze sie z Toba nie zgodzic. Przynajmniej w moim przypadku,
          pracodawcy bardzo patrzyli na dziedzine, temat pracy doktorskiej i konkretne
          techniczne umiejetnosci. To ci bardziej swiatli tylko patrza na ogolne
          przygotowanie, inteligencje itp. a tych, w moim odczuciu, jest malo.

          A polski doktorat jest wedlug mnie dobry, z tym ze nie ma tu mowy o prestizu
          doktoratu z danej polskiej uczelni. Juz bardziej z danych osrodkow
          badawczych. A najlepsza jest osobista wiedza i umiejetnosci i zdolnosc ich
          rozszerzania (cos tak jak Ty piszesz). Mam na mysli osoby przyjezdzajace na
          ten tzw. postdoc. Wielu polskich doktorow wyroznia sie w USA, choc pepkiem
          narodow oczywiscie nie jestesmy.
      • Gość: eks-doktorantka Re: doktorat? po cholerę... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.10.02, 14:12
        Rozumiem Cię doskonale. Sama mniej więcej po roku studiów, czytaj: szarpaniny
        finansowej i ogólnożyciowej i przekonywania samej siebie, że tego chcę i że
        będę kiedyś bardzo żałować, że nie wykorzystałam szansy, zrezygnowałam. Byłam
        zdolną studentką z własnymi pomysłami badawczymi (również w dziedzinie
        humanistyki) i byli ludzie, którzy namawiali mnie, żebym się nie poddawała.

        Ale sytuacja była prosta jak kij od szczotki - nie utrzymam się ze stypendium
        wynajmując mieszkanie, a eksperyment z łączeniem pracy ze studiami w moim
        przypadku zupełnie się nie powiódł - po roku byłam wyczerpana i kompletnie
        sfrustrowana. Nie byłam też ani tak bardzo zdolna, ani na tyle przebojowa, żeby
        zdobyć jakieś sensowne stypednium.

        Zresztą nawet gdyby mi się udało zrobić ten doktorat - co potem? Na uczelni nie
        chciałam zostawać. Byłabym tylko o cztery lata starsza, bogatsza o trochę
        wiedzy i jeden papierek, i właściwie jedyne co by mi pozostawało to znaleźć
        sobie bogatego męża i siedzieć w domu z dzieckiem. W ogóle sytuacja prawna
        doktoranta, który nie ma ani przywilejów studenta, ani uprawnień pracownika,
        jest po prostu chora.

        Teraz jest niby dobrze - mam całkiem miłą pracę, czas na to, żeby pójść na
        basen, na spacer i do teatru, będę mogła (w miarę) spokojnie urodzić dziecko,
        tylko czasem bardzo, bardzo mi szkoda tej abstrakcyjne, bezinteresownej
        przyjemności, jaką jest praca naukowa, szkoda mi prestiżu, szkoda mi
        towarzystwa ludzi, dla których myślenie jest przyjemnością, a nie żmudnym
        obowiązkiem, szkoda mi rzeczy, które jeszcze mogłam napisać i wymyślić. Ale za
        to nie muszę chałturzyć, stać mnie na buty, na książki i na dentystę. Takie to
        są, niestety, wybory.

        Z melancholijnym pozdrowieniem

        Eks-doktorantka

        • Gość: doktorantka Re: doktorat? po cholerę... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 17:25
          A ja pisze i chwale sobie bardzo. Przede wszystkim ludzie, w towarzystwo
          których weszłam-Zyczkiwi, mądrzy i dowcipni.Od mojej promotorki nauczyłam się
          dużo-czerpać radość z pracy społecznej, patrzeć na świat bez kompleksów, mysleć
          globalnie także o sobie i swojej przyszłości.
          Można sobie dorobić zajęciami na zaocznych-ale, ja zajęcia ze studentami po
          prostu bardzo lubię, naprawdę. Czuję się za katedrą jak ryba w wodzie. Solidnie
          przygotowuję się do zajęć, wiec prowadzę je bez stresu.
          Mam dużo czasu dla moich dzieci.
          • Gość: doktorantka_bis Re: doktorat? po cholerę... IP: *.acn.waw.pl 27.10.02, 23:48
            Gość portalu: doktorantka napisał(a):

            > A ja pisze i chwale sobie bardzo. Przede wszystkim ludzie, w towarzystwo
            > których weszłam-Zyczkiwi, mądrzy i dowcipni.Od mojej promotorki nauczyłam się
            > dużo-czerpać radość z pracy społecznej, patrzeć na świat bez kompleksów,
            mysleć
            >
            > globalnie także o sobie i swojej przyszłości.
            > Można sobie dorobić zajęciami na zaocznych-ale, ja zajęcia ze studentami po
            > prostu bardzo lubię, naprawdę. Czuję się za katedrą jak ryba w wodzie.
            Solidnie
            >
            > przygotowuję się do zajęć, wiec prowadzę je bez stresu.
            > Mam dużo czasu dla moich dzieci.

            az milo cos takiego przeczytac:)
            ja z takim optymizmem startowalam na doktoranckich:)
            mialo byc tak pieknie, praca - ktora lubie, czas dla dziecka, stypendium
            zagraniczne za czas jakis, zlecone, granty, dodatki...itp.
            co jest po 2,5roku:
            totalna frustracja:( gole stypendium:( dzialania uczelni na zasadzie kija i
            marchewki - jak nie napisze art. po angielsku (bo tylko zachod sie liczy!) to
            zabiora stypendium... a jak cos tam zrobie (spolecznie) to moze zlecone (300zl
            brutto!):) nienormowany czas pracy... tak, ale w gore nie w dol:( odejsc? nie
            moge... nie bede miala skad wziac forsy zeby zwrocic im, zostac... musze, choc
            gdzies radosc z tego co robie uleciala:( dziecko chore... koszmar! za 1000zl
            stypendium musze oplacic przedszkole, benzyne do samochodu i ewentualna
            opiekunke... dorobic??? jak? kiedy? promotor by umarl gdyby sie dowiedzial!
            stypendium zagraniczne? buahahhahahaha! jada mlodsi ode mnie, bez znajomosci
            jezyka... ale za to lepsi w kombinowaniu i podlizywaniu sie promotorowi:)
            a co potem?
            wiem! bede slala setki cv i kalkulowala czy przyznac sie, ze mam doktorat?
            jedyne na co licze to na Unie Europejska... to moja ostatnia deska ratunku!
            tylko czy aby nie bede za stara na start gdzies w swiecie? kiedy urodze
            wymarzone drugie dziecko? kiedy odetne pepowine od rodzicow (ciagle nam
            pomagaja!)?
            pozdrawiam:)
            P.S.
            ilosc doktorantow gwaltownie rosnie za przyczyna gewaltownego wzrostu
            bezrobocia:) kiedys o Polsce mowiono kraj dyrektorow, za pare lat bedzie to
            kraj doktorow:))) i co mi wtedy da ten doktorat????????
      • Gość: doktorantka Re: doktorat? po cholerę... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 21:28
        ja jestem taka zadowolona właśnie po 2,5, roku. Naprawdę mam dużo czasu, mam 2
        dzieci. Ale prawda, że przedszkoleplus opiekunkaplus benzyna=dokładnie 1000zł
        (mam mało godzin, dlatego tak tanio to wypada), więc w zasadzie utrzymuje mnie
        mąż.I chwała mu za to!
      • Gość: doktorki Re: doktorat? po cholerę... IP: *.wne.uw.edu.pl 20.11.02, 15:56
        Mamy na buty, na dentyste i na ksiazki. Nawet mamy czas, zeby czytac te
        ksiazki. Spotykamy ciekawych ludzi, jezdzimy na ciekawe konferencje. Ale mniej
        wiecej raz w tygodniu zastanawiamy sie czy dobrze robimy zostajac na uczelni.
        Bo moze cos waznego nas omija? Ciekawsza praca, lepiej platna i mniej
        stresujaca. Niektorzy sie rozesmieja, ale praca na uczelni jest stresujaca! I
        nie mozna po prostu zamknac drzwi i nie myslec o pisaniu artykulow, o nowych
        teoriach, szukaniu projektow, stypendiow, etc.
        Mlode doktorki
        • Gość: Jasw Re: doktorat? po cholerę... IP: *.proxy.aol.com 23.11.02, 04:42
          Masz racje. Praca na uczelniach jest stresujaca. Te uklady, ukladziki. Ta
          niepewnosc, czy dopisalo sie wlasciwe osoby do publikacji. Czy rachunek za
          chalture, podsuniety do podpisania profesorowi jest dostatecznie wysoki.
          Stresy, stresy, stresy!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Ja Re: doktorat? po cholerę... IP: 212.33.66.* 24.11.02, 11:42
        Mam dosyć ciekawą sytuację, ponieważ przyjęto mnie do pracy pod warunkiem, że
        będę robiła doktorat. Tzn. nie powiedziano tego wprost ale wszystkie znaki na
        niebie i na ziemi wskazywały, że o to chodzi. Jestem po biologii a pracuję jako
        laborantka w Zakładzie Farmakologii AM. O co chodzi z tym doktoratem tak
        naprawdę dowiedziałam się dopiero niedawno. A mianowicie chodzi o to, że
        warunkiem zrobienia doktoratu z Farmakologii jest zgłębienie tajników tejże. To
        jest w sumie oczywiste. Tylko, że u nas praktykuje się tę zasadę, że osoba
        przygotowująca się do doktoratu MUSI prowadzić ćwiczenia ze studentami i nikt
        nie patrzy na to, że biologia z nauką o lekach ma w sumie niewiele wspólnego a
        szefostwo kazało mi prowadzić te zajęcia dosłownie w pierwszym tygodniu pracy.
        Tym samym adiunkci mają dużo więcej czasu wolnego, godziny wypracowanych zajęć
        na swoim koncie a mi oczywiście nikt za te zajęcia nie zapłaci. I tym sposobem
        warunkiem mojej pracy tutaj W OGÓLE jest robienie doktoratu. Jestem tego pewna
        ponieważ kiedy próbowałam "podskakiwać" dano mi do zrozumienia, że albo pracuję
        jako laborantka i robię doktorat albo nie pracuję w ogóle.
        • Gość: Jasw Re: doktorat? po cholerę... IP: *.proxy.aol.com 24.11.02, 16:53
          A to ciekawe. Jezeli to co napisalas jest prawda, ze doktoranci a nie
          pracownicy naukowi prowadza dzisiaj zajecia ze studentami, to po co sa ci
          adiunkci i dostojne grono profesorskie?? Proponuje ich zwolnic i zaoszczedzic
          sporo kasy. Ja ze swojej strony chce tylko 10% oszczednosci budzetu za ten
          pomysl.
          Pozdrawiam
          • Gość: Adiunkt Re: doktorat? po cholerę... IP: *.wne.uw.edu.pl 06.12.02, 13:30
            Gość portalu: Jasw napisał(a):

            ze doktoranci a nie
            pracownicy naukowi prowadza dzisiaj zajecia ze studentami, to po co sa ci
            > adiunkci i dostojne grono profesorskie?? Proponuje ich zwolnic i zaoszczedzic
            > sporo kasy.

            Adiunkci i profesorowie tez prowadza zajecia - wyklady, trudniejsze cwiczenia,
            seminaria magisterskie no i zajecia dla doktorantow!
            Jezeli ich zwolnisz i wszystkie zajecia dasz poczatkujacym doktorantom, ktorzy
            (z calym dla nich szacunkiem) ale jeszcze nie potrafia dobrze prowadzic zajec,
            to ja nie zazdroszcze polskim studentom.
            Oczywiscie profesorowie tez sa czasem niedouczeni, ale jednak statystycznie na
            rzecz patrzac, ich wiedza i umiejetnosci uczenia innych sa wieksze niz u
            doktorantow.
            Adiunkt


      • Gość: Gosia Re: doktorat? po cholerę... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 00:43
        Ja nie zastanawiam się nad tym czy? ale jak? Poważnie myślę o doktoracie.
        Studia doktoranckie raczej nie wchodzą w grę. Słyszałam o doktoracie
        eksternistycznym. Może ktoś objaśni mnie bardziej szczegółowo? A może są
        jeszcze inne możliwości?

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka