Gość: martens
IP: proxy / 217.153.35.*
27.10.02, 22:06
I to niemal z dnia na dzien, choc nie musialem. I nie mam na oku nowej
posadki. Glupia sprawa - nie? Momentami mysle, ze zwariowalem. Rodzina mysli
tak chyba caly czas (juz trzeci dzien). Ale do rzeczy - dlaczego to zrobilem?
Fakt, ze nowy prezes okazal sie morlokiem, ale przeciez morlokowie sa
wszedzie. Fakt, ze nie dalo sie z nim rozmawiac - ale nieczesto sie daje.
Fakt, ze... etc. Ale ja po prostu nagle zdalem sobie sprawe, ze od kilku lat
bieglem nie wiem dokad. Wracalem do domu jako zombie zdolny posiedziec dwie
godziny w fotelu, wypic dwa piwa i pojsc spac. No i koniec z tym do cholery.
Teraz mam przynajmniej czas, zeby zastanowic sie, co dalej? Chyba zrobie
drugi fakultet i prawdopodobnie doktorat, po to, zeby popracowac naukowo.
Pewnie pojde do nowej pracy za kilka miesiecy (pamietacie American Beauty -
poprosze o jak najmniej odpowiedzialna prace) - licze sie z zarobkami
kilkakrotnie mniejszymi niz dotychczas. Zajme sie domem, dopieszcze zone.
Zadbam o psa i o siebie. Przeczytam ksiazki, ktore od lat czekaly. Skoncze
ksiazki, ktore zaczalem pisac i przerwalem po pierwszym rozdziale (chyba ze
trzy sa takie). Zastanowie sie wreszcie nad soba. Pojade w gory. Ogranicze
wydatki - ale przeciez np. moje menu sie znacznie polepszy (koniec z gowniana
pizza na telefon i nieregularnymi posilkami). Moze i zwariowalem. A moze
wlasnie odwrotnie - moze to dotychczas dawalem sie zwariowac? Co Wy na to?