Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    IP: *.MAN.atcom.net.pl 17.06.03, 20:41
    Wiem, że powieści w odcinkach cieszą się pewną popularnością, ale mają
    zasadniczą wadę jak na razie żadna się nie skończyła. Ta się skończy (co jest
    jej przynajmniej jedną niezaprzeczalną zaletą) będzie miała w sumie trzy
    częśći. Czyli to raczej opowiadaneczko "E.T."


    E. miała tę niezwykłą właściwość, że jednocześnie była w stanie palić
    papierosa, wysyłać esemesa i podpatrywać czy aby klient nie kradnie.
    Na dworcu PKP Ochota, E. Sprzedawała wiadomości drugiej albo i
    trzeciej świeżości. Wiadomości tygodników robiły się przeterminowane już po
    mniej więcej dziesięciu dniach i trafiały na stragan E. Żywotność
    miesięczników była nieco dłuższa, ale i tak trafiały w końcu na stragan E.
    Począwszy od „War Get Mediewal - opis już w tym numerze” poprzez „jak zdobyć
    mężczyznę na 101 sposobów” - to w piśmie hatte Coture przez „101 fryzur” - to
    w popular, skończywszy na „101 kochankach Julio Iglesiasa” - to w brukowcach.
    No i były też gazety z przejrzałymi lolitami, patrzącymi oczami obramowanymi
    kurzymi łapkami zachęcały „ostra jazda na dwa baty w liceum” - w tych bruk
    był nieosiągalnym sufitem.
    W każdym razie wszystko to prędzej czy później trafiało na stragan E.
    Cały proces polegał podobno na wyciąganiu gazet niesprzedanych z tuż przed
    maszyny mielącej i był gromko i bezskutecznie oprotestowywany przez
    stowarzyszenia prasy różnej. E. wiedziała mgliście skąd się gazety biorą, a
    nie wiedziała wcale i gdyby wiedziała nie obchodziłoby jej to, że proceder
    ten według lamentów wydawców prasy jest nielegalny.
    E miała inne zmartwienia.
    - Gówno - powiedziała E. Do swojej koleżanki paląc kolejnego L&M na klatce
    schodowej przed mieszkaniem gdzieś na Pradze, w którym wynajmowały pokój za
    stosunkowo niewielkie pieniądze, ale mając za to na głowie babę, która
    uznała, że za stosunkowo niewielkie pieniądze należy się im stosunkowo
    niewiele wody, prądu, gazu, a także papieru toaletowego. O czym właścicielka
    mieszkania w zasadzie codziennie im przypominała.
    - Gówno - powiedziała raz jeszcze E., a rozstrzęsiony dym L&M poleciał
    w górę.
    - Trzeba spierdalać- od niej, bo jeszcze nam każe od jutra płacić-
    za oddychanie w „naszych” pięciu metrach kwadratowych.
    E. klęła mocno i często. Kiedyś było inaczej i może jednak nawet i lepiej,
    kiedy mieszkała na swojej planecie kawałek od Radomia. Tak nie jest
    tajemnicą, że E. pochodziła z obcej planety. Pewnego dnia wzięła srebrny
    kombinezon astronauty, kanapki na drogę i uleciała PKSem do Warszawy. Obcą
    planetę Miasta zaczęła zdobywać zachłannie i szybko. E już była nawet blisko
    kogoś z kimś za ręce można się było za ręce potrzymać i poseksić i
    porozmawiać i pojeździć rowerem przez aleję bzów (tak jest taka ulica w
    Ursusie) do parku czechowickiego i dalej przez tory do ogródków działkowych
    ale przyszła opozycja planet i rozpękło się wszystko i rozpadło w pył. Pył
    ten osiadł w płucach i żołądku E., bo się go nawdychała i najadła za dużo i
    ani papierosy L&M ani alkohol nie mogły tego jak na razie do końca wywabić.
    Dodatkowo gdzieś na orbicie E. zaczęło krążyć słowo recesja, które w pewnym
    momencie zaczęło się kręcić wokół E. Coraz szybciej, aż w końcu
    przypierdoliło jej tak, że spadła na dworzec Warszawa Ochota.

    mosquito
    Obserwuj wątek
      • Gość: egal Re: E.T. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.03, 22:06
        zaletą tego - oprócz trzech odcinków i końca - jest to, że w końcu da się to
        czytać od strony języka, tempa i klarowności.
      • Gość: mosquito Re: E.T. IP: *.skorosze.2a.pl 28.06.03, 15:37
        Część 2

        T. tez był z innej planety, ale nie była to też planeta E. T. po skończeniu
        liceum też wyruszył w podróż kosmiczną najpierw na studia, a potem do pracy w
        Warszawie. Gdyby, powtarzam, gdyby T. poznał E. na korytarzach swej firmy
        (którymi chodził z poczuciem pewnego awansu cywilizacyjnego, bowiem były
        klimatyzowane, a bezszelestne sprzątaczki utrzymywały je w czystości) napisałby
        coś takiego:
        „Zaczęło się tak
        Ja – obcy w mieście
        E. – obca w mieście
        Ja – obcy w firmie
        E. – obca w firmie
        Od początku sierpnia jasnymi rankami zacząłem jeździć do pracy i
        jeśliby Aleje Jerozolimskie nazwać kręgosłupem tego miasta to ja stuk stuk,
        stuk stuk, stuk stuk tramwajem po jego kręgach”.
        Oczywiście nie miejmy do T. zbytnich pretensji za to, co by napisał,
        wszak w ogóle w klimatyzowanych pomieszczeniach byłaby to pewna ekstrawagancja,
        a nawet wśród co bardziej nastawionych probiznesowo i prokliencko przełożonych
        T. mogłoby to uchodzić za oznakę pewnego rozchwiania umysłowego jakże
        niepożądanego przecież.
        W chwili kiedy T. zaczął traktować klimatyzację i sprzątaczki jako
        naturalny element rzeczywistości, a nawet zamyślał je zmienić na lepsze w jego
        życiu też pojawiła się recesja. Recesja nie potraktowała go tak spektakularnie
        jak E. ale powoli zaczęła go ściągać w odmęty czarnych myśli nt. swoich
        możliwości. T. nie był nastawiony wystarczająco probiznesowo powoli dotarło
        bowiem do niego, że jest skazańcem. Dotarło do niego po mniej więcej dwóch
        latach, że jest skazany na pracę zarobkową z jałową ścieżką kariery i że musi
        codziennie rano wstać zuniformizować się, dać sobie włożyć wenflon w żyłę i
        pozwolić by jego pracodawcy powoli wyciągali z niego wszystkie soki. Był to
        pewien rodzaj wampiryzmu, bo nie obchodziło ich co i jak robił tylko czekali w
        niezdrowym pobudzeniu na godziny, dni i lata które skapują do nich i są
        magazynowane w raportach, oficjalnych majlach, komórkach excela i bilingach
        przeprowadzonych rozmów telefonicznych.
        • Gość: mosquito Re: E.T. IP: *.skorosze.2a.pl 10.08.03, 19:29
          No i część ostatnia

          Jak mogło i miało dojść do spotkania na dworcu Warszawa Ochota? W tłumie który
          spieszył się z okazji kolejnego Warszawa Wschodnia – Grodzisk Mazowiecki? A po
          jego odjeździe zastygał w zmęczenio-znurzeniu? Pomiędzy sznurówkami, ciastkami,
          starymi gazetami, żulikami, skarpetami po pięć par razem – tanio, no jak?
          T. wracał z pracy na dworzec powoli, lekko zadeszczonymi ulicami i
          zaciągając się papierosem wystygał. Był zmęczony, popuszczana codziennie krew
          nie krążyła po ciele tak żwawo jak kiedyś w każdym razie tak mu się wydawało,
          że to od tego. Na pewno było to :
          - siedzący tryb życia (pernamentnie),
          - papierosy (pół paczki do paczki),
          - alkohol ( z znajomkami),
          - trawka (czasem)
          - brak snu (też pernamentnie)
          W każdym razie czuł się rozjebany i zmęczony nie bardzo mu się chciało wracać
          do mieszkania. Przeszedł obok zawsze śmierdzącego śmietnika (mimo, że już nie
          ciepło było) na rogu miedzianej i platynowej zszedł zaszczanymi schodami na
          dworzec, popatrzył chwilę i właściwie już się zdecydował. Podszedł do stoiska
          E. która jak zawsze gdy ją tu widywał paliła papierosa L&M i wysyłała esemesa.
          - A jednak lolity pomyślał – a powiedział: To.
          - Dziesięć złotych – powiedziała E. T. schował „Lolity – pojemne tyłeczki” do
          teczki dość spiesznie i pojechał do mieszkania.
          Czy mógł się oprzeć jednemu z najpiękniejszych uśmiechów i wypięć cycków jakie
          widział u Giny?
          E. Jakieś pół godziny później zwinęła kram i też pojechała do
          mieszkania do staruchy gdzieś na Pragę.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka