Gość: urlopowicz
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.08.08, 12:04
No tak, żeby rodakom w kraju za bardzo zęby nie zgrzytały na pieniądze wracających z zachodu - wymyślono depresję. Wracają biedni, zdołowani , załamani... Brednie. Sam pracuję w Londynie już dwa lata. Do Polski przyjeżdżam tylko na urlop, odwiedzić rodzinę.Pracuję w duzym hotelu, który zatrudnia 50 Polaków. W ciągu dwóch lat odeszło 6 osób, z czego 3 wróciły do kraju. Depresja i rozczarowanie Polską nie dziwi, ale... problem jest rozdmuchany do nisamowitych rozmiarów. Załamani to wracają ci , którym się nie udało na wyspach. Ja nie wrócę póki poscy pracodawcy nie nauczą się szanować swoich pracowników. W ubiegłym roku zabawiłem się i jeszcze z Londynu powysyłałem cv do kilku polskich firm. Odbyłem w kraju 3 rozmowy chcąc się przekonać, czy już coś się zmieniło, czy nadal syf i porażka. Szczerze? Nic się nie zmieniło. Propaganda sukcesu , wzrostu zarobków(trzykrotnego nawet)i zmniejszenie bezrobocia. Mam wrażenie, że to jakiś dowicip. W jednej z firm nawet w czasie rekrutacji panowała mobbingowa i zgnita atmosfera. Niepojęte.Dlaczego nikt nie pisze o zjawisku powszechnym, a doszukuje się depresji u wracających z wysp. Tu, w Polsce można wpaść w depresję, gdy od wypłaty do następnej nie wystarcza, a wydatki typu kupno zimowych ciuchów czy butów dla dziecka trzeba planować z wielotygodniowym wyprzedzeniem by jeszcze na życie starczyło??????? Wyzysk bliźnich i oszustwa to chyba cecha genetyczna, najwieszy syf i najwięcej oszustw pracowniczym na wyspach dokonują właśnie rodacy. Jeśli pracować w UK, to tylko u miejscowego pracodawcy. Pozdrawiam