Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Erasmus na własnej skórze

    IP: *.pool85-53-24.dynamic.orange.es 13.08.09, 02:38
    Coz w Hiszpanii trzeba sie zaaklimatyzowac i troche upodobnic do otoczenia,
    poza tym tutaj czesto funkcjonuja hermetyczne grupy towarzyskie, ktore
    faktycznie czesto traktuja otoczenie jak powietrze... jesli jednak znajdzie
    sie w srodku, automatycznie ma sie zorganizowany caly wolny czas (na wspolne
    picie kawy, sport, obiady, kolacje, nocne wyjscia...) - nie ma co ukrywac, ze
    najlepiej poznaje sie ten kraj (zreszta jak pewnie kazdy) poprzez tubylcow...
    polecam wobec tego wysilenie sie w celu zawarcia znajomosci
    Obserwuj wątek
      • Gość: Maria Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.09, 10:37
        Ja niedawno wróciłam z semestru spędzonego w Hiszpanii ( a dokładnie w
        Katalonii). Muszę przyznać, że na imprezy się chodziło, ale głównie w czwartki i
        soboty. W tygodniu nawet jeżeli ktokolwiek chciałby iść na imprezę, to nie było
        gdzie.
        Co do zajęć, to uczyłam się sporo. Różnica była taka, że więcej uczyłam się
        podczas całego semestru niż w sesji, tak były rozłożone zaliczenia. Na jednym
        przedmiocie, który był po katalońsku, byłam jedyną erasmuską i reszta - 50 -cio
        osobowa grupa Hiszpanów patrzyła na mnie jak na stworzenie z innej planety..
        Poziom przedmiotu był dość wysoki, ale z zadowoleniem mogę przyznać, że
        poradziłam sobie lepiej niż większość tamtejszych osób.
        Mimo że poziom nauki nie był aż tak wysoki, bardzo podobało mi się podejście
        wykładowcy do studenta i sposób prowadzenia zajęć. Nie musiałam mozolnie
        przepisywać wszystkich slajdów, bo informacje były dostępne na kampusie
        wirtualnym, w zamian za to mogłam skupić się na tym, co mówi i o co pyta
        wykładowca. Nie mogłam się jednak przełamać, aby do wykładowcy mówić po imieniu,
        jak to było w zwyczaju.
        Jeżeli chodzi o samych Hiszpanów, to zaczynają się integrować dopiero na
        imprezach, są otwarci na osoby innej narodowości i wcale nie zwracają uwagi na
        mój niezbyt perfekcyjny akcent. Dużo przyjemniej jest spędzać czas z tamtejszymi
        mieszkańcami, jeżeli chce się dowiedzieć czegoś więcej o kulturze, kuchni i
        obyczajach.
        • Gość: borys Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.toya.net.pl 21.08.09, 22:52
          niech zgadnę, pewnie byłas w Vic prawda?
          tak czytam to co napisalas i zgadzam sie w 100% :) pzdr
          • Gość: pkl Nigdy więcej nie zatrudnię zadnego erazmusa! IP: *.jmdi.pl 27.08.09, 18:11
            Lenistwo , pijanstwo i pozjadane "wszystkie rozumy"
      • Gość: gregory Erasmus na własnej skórze IP: *.chello.pl 15.08.09, 10:39
        Tyle opinii ilu wypowiadających się.Ja tez byłem i było super. I to zarówno
        pod względem imprez jak i wiedzy którą z tamtąd przywiozłem.
        • Gość: arm Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.chello.pl 27.08.09, 18:10
          Szkoda, że nie robisz wycieczek do półki ze słownikiem;)
          • Gość: aga Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 18:17
            nie ma to jak się pierdół czepiać;)
      • Gość: Kot Erasmus na własnej skórze IP: *.toya.net.pl 18.08.09, 22:26
        Sadze, ze duzo zalezy od:

        uczelni gdzie sie jedzie - sa takie, ktore wymagaja i takie, ktore olewaja

        czy sie pisze prace mgr czy czy tylko robi przedmioty - w pierwszym przypadku
        trzeba sie duzo wiecej narobic (i mniej naimprezowac) niz w drugim

        czy zna sie jezyk danego kraju - zapomnij, zeby grupa kilku osob przestawila
        sie w 100% i trwale na ang dla jednego rodzynka. Niezaleznie od kraju. Zeby
        sie zintegrowac z miejscowymi dobrze jest znac miejscowy jezyk w stopniu
        umozliwiajacym swobodna rozmowe. Bez tego bedzie trudno
        • rst Re: Erasmus na własnej skórze 18.08.09, 22:59
          Boże kochany co Wy wypisujecie! Pojechaliście do obcego kraju na
          kilka miesięcy i już mówicie o zintegrowaniu się z cudzoziemcami w
          sytuacji, gdy imigranci przebywający w tych krajach po kilka-
          kilkanaście lat mają problemy z integracją. Ktoś tam wcześniej
          napisał nawet, że to miejscowi zaczęli się integrować z
          przyjezdnymi. Dajcie spokój przyszli magistrowie za dychę. Kto Wam
          te stypendia załatwiał?

          • Gość: tomasz Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.smrw.lodz.pl 19.08.09, 09:49
            Frustracja czy zazdrość?
            • rst Re: Erasmus na własnej skórze 19.08.09, 20:33
              Gość portalu: tomasz napisał(a):

              > Frustracja czy zazdrość?

              Frustracja by mogła być, gdyby mi wzwodu zabrakło w sytuacji, gdy
              był potrzebny, do czego - myślę, jeszcze długo nie dojdzie.
              Zazdrość też odpada, bo to o czym piszecie znam, byłem, widziałem,
              doświadczyłem.
              Jedyne co mi można zarzucić, to brak tolerancji względem
              wypisywanych przez innych głupot.
              • Gość: M. Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.09, 19:47
                Źle rozumiesz pojęcie słowa "integracja", użytego w tym kontekście. Byłeś na erasmusie/ jak długo nie jesteś już studentem?

                Tu nie chodzi o całkowite wtopienie się w otoczenie.
                I faktycznie, brak tolerancji jest aż nazbyt widoczny. Ale ci ludzie nie piszągłupot - tylko Ty masz ciśnienie. Na pierwszy rzut oka jesteś osobą, która wszystko wie lepiej - wyluzuj, napij się wody, może Ci przejdzie.
                • Gość: Rotamistrz Re: Erasmus na własnej skórze IP: 86.46.240.* 27.08.09, 18:31
                  > Źle rozumiesz pojęcie słowa "integracja", użytego w tym kontekście.

                  No właśnie. Dla studenta "integrować się" znaczy pójść na imprę, posłuchać muzy,
                  wypić pyffko, powdychać buszka. O emigranckiej doli nie wiedzą nic, albo prawie nic.
                  • ondskan Re: Erasmus na własnej skórze 28.08.09, 02:35
                    Przecież nie mają w założeniu zostać tam na stałe, być imigrantami.
                    Mają poznać i w miarę możliwości poznać inną kulturę.
                    Gdyby więcej Polaków tak robiło, może mniej odstawalibysmy od
                    najbardziej rozwiniętych krajów Europy.
          • Gość: mati Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.Red-217-127-254.staticIP.rima-tde.net 27.08.09, 16:31
            ja akurat mieszkam w hiszpanii od 5 lat, a wszystko zaczelo sie
            wlasnie od erazmusa... a z ciebie wylaza kompleksy, frustracja,
            zawisc... nie pozdrawiam
          • Gość: aga Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 18:19
            Ci imigranci to zapewne do roboty tam przyjeżdzaja i maja wazniejsze
            rzeczy na głowie niz integracja z miejscowymi. Co innego studenci,
            których sensem zycia są imprezy i integracja z otoczeniem i bardzo
            dobrze im to wychodzi;)
            Moze też sie wybierzesz?
          • niebrzydki_jacek_kameralnie Im chyba chodzi o inny rodzaj integracji 28.08.09, 12:26
            Erazmusowcy (tak mi się wydaje) nie jadą tam,żeby integrować się ze
            społeczeństwem i czuć się jak u siebie w Polsce. Taki cel (choć
            oczywiście nie jest to główny cel) mają imigranci. Oni (imigranci)
            chcą się poczuć tam, po jakimś czasie, jak u siebie. Erazmusom,
            zdaje się, wystarczy jak się będą dobrze bawić, obrócą kilka
            zagranicznych koleżanek, lub kolegów (w zależności od płci, upodobań
            i wartości bądź ich braku), zdadzą se semestr i tyle. To jest dla
            nich integracja. Także to,że mogą do kogoś gębę otworzyć i nie czują
            się samotni. Przecież nikt nie mówi tu o pełnej integracji
            społecznej w danym kraju w ciągu semestru czy dwóch. To chyba
            oczywiste.
        • Gość: Water Proof Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.icpnet.pl 27.08.09, 18:41
          Byłam na Erasmusie w Wielkiej Brytanii, imprezy, owszem, były, ale nikt nie
          traktował mnie ulgowo. Wszystko musiałam zaliczać tak jak pozostali studenci i
          dostawałam oceny za moją pracę - jak każdy inny. Dodatkowo w drugim semestrze
          (stypendium dostaje się tylko na jeden semestr) musiałam sama na siebie zarobić.
          Ale było wspaniale, każdemu polecam :)
      • Gość: student Chrzanienie!!! IP: 94.254.188.* 19.08.09, 15:18
        Zapraszam na Gent University w Belgii. Weryfikacja z artykułem już po
        pierwszych zajęciach! Nie ma tam mowy o jakiejkolwiek taryfie ulgowej -
        egzaminy normalne dla wszystkich, tyle samo się wymaga, takie samo postawiona
        poprzeczka. Trzeba się naprawde napocić, zeby tam zdać i wiem co mówię bo
        zdawałem tak m.in. chemię i genetykę. Imprezy, taryfa ulgowa, naciąganie ocen,
        wyrozumiałość - może na południu Europy tak, ale na pewno nie w Belgii... mimo
        wszystko jestem dumny, ze tam studiowałem, 42. uniwerek na świecie!!!
        • Gość: M. Re: Chrzanienie!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.09, 19:50
          Czemu chrzanienie, skoro przytoczyli (mam nadzieje, że nie wymyślili) wypowiedzi pewnych osób? I ja to właśnie tak odebrałem - jest to opinia paru osób, nie uogólnianie...
          • princess_of_babylon Re: Chrzanienie!!! 27.08.09, 21:51

            Gość portalu: M. napisał(a):

            > Czemu chrzanienie, skoro przytoczyli (mam nadzieje, że nie
            wymyślili) wypowiedz
            > i pewnych osób?

            No to samo pomyślałam ;)
        • Gość: piasek Re: Chrzanienie!!! IP: 155.210.232.* 27.08.09, 16:04
          no widzisz to wsystko zalezy od tego na czym sie studiuje
          bylem tam rowniez i fakt jest poziom wysoki ale, rowniez jest
          ulga, rozmawialem z ludzmi i wszyscy mi powiedzieli ze wyczuli
          pewna ulge ze wzgledu na to ze sa erasmusami,

          same zajecia nie mam pojecia jak wygladaja bo wszystkie byly w jezyku
          flamandzkim, cale szczescie ze glownym jezykiem w fizyce jest angielski
          wiec dostalem materialy w tym jezyku i w tymze jezyku rowniez moglem zdawac egzaminy

          imprezy, oczywiscie ze sie zawsze znajdzie czas, i jak jedna z przedmowczyn
          pisala, zaczynalo sie od wspolnej kolacji a nastepnie na miasto
        • Gość: Tomek Artykul to stek bzdur IP: *.cable.ubr06.blac.blueyonder.co.uk 27.08.09, 16:04
          Niebawem rozpoczynam studia na drugim roku w Anglii i musze powiedziec ze dziennikrze opisuja chyba jakis swiat rownolegly.

          Student zza granicy musi pracowac bardzo ciezko, i na imprezy nie ma po prostu czasu. Angielscy studenci rowniez NIE naleza do jakos specjalnie imprezowych. Wszyscy traktuaj tu nauke bardzo powaznie i naprawde nie ma w tym nic dziwnego ze w biblitoece (czynnej 24/7) nawet w sobote o 2 w nocy znajdziemy kilkudzisieciu studentow korzy sie UCZA [to sa studia przeciez!].

          • Gość: agintar Re: Artykul to stek bzdur IP: *.elpos.net 27.08.09, 17:10
            Tu jest mowa o Erasmusie, a nie o studiowaniu za granica. Jedno z drugim ma
            naprawde bardzo malo wspolnego
          • Gość: Bartolomeo Re: Artykul to stek bzdur IP: *.broker.com.pl 27.08.09, 17:29
            kolego - nie myl zwyklego studiowania na obcej uczelni z programem
            stypedialnym Erasmus. Sam byłem na Universidade do Minho w
            Portugalii na inzynierii lądowej (V rok). Powiem tak - jest to
            nagroda za "ciężkie" i sumienne studiowanie w Polsce. Nieoficialnie
            mógłbym powiedzieć - najdłuższe wakacje w życiu. To wpsaniałe
            chwile, których już nie dane będzie mi przeżyć ;).
            A dla tych którzy zazdroszczą - jest tylko jedna prosta rada -
            zdawajcie egzaminy wewnętrzne, uczcie się języka obcego a dane
            będzie wam się na żywo przekonać co to znaczy "być erasmusem".
      • Gość: iza Erasmus na własnej skórze IP: *.27-79-r.retail.telecomitalia.it 19.08.09, 21:41
        A ja spedzilam ponad rok we Wloszech. Dwa semestry studiow i
        praktyki w biurze. Nie najlepiej wspominam integracje i imprezy.
        Dwie najliczniejsze grupy stanowili Polacy i Hiszpanie. Mieszkalam
        tez z jedna Hiszpanek, moje nowe przyjaznie to przede
        wszytskim ...Polki. I przewspaniala Niemka oraz Iranka. Wloski znam
        bardzo dobrze (pracuje tu w biurze i radze sobie), iwec nie jezyk
        byl przeszkoda, ale Wloszki "przyjazniami" zainteresowane nie byly,
        za to Wlosi jak najbardziej, tylko nie koniecznie takimi jakie ja
        mialam na mysli...
        Mam na mysli to ze seksu lub wspolnego upijania sie nie traktuje w
        kategorii przyjazni.

        Z wymiany jednak wynioslam wiele. Najwazniejszy jest moj chlopak,
        bynajmniej nie Wloch. Potem zaliczony rewelacyjnie semsestr, ciezko
        na t pracowalam, tylko jak mmi ktos wytlumaczy czemu srednia 28.8/30
        (w skali ocen 18-30) to ledwo 4,3 w Polsce? mam tez doswiadczenie,
        lepij znam jezyk i kontakty zawodowe.

        Zwiedzilam tez niesamowicie duzo, byc moze moje wloczegi spowodowalu
        ze nie zaprzyjaznilam sie tak bardzo z innymi erasmusami, ale moje
        miasteczko nie oferowalo zbyt wiele, upijac mozna sie wszedzie, jak
        sie juz jest zagranica to trzba zwiedzac.

        Bo siwat jest jak ksiazka, a kto ni podrozuje to czyta caly czas ta
        sama strone...
        • ondskan Re: Erasmus na własnej skórze 28.08.09, 02:42
          A Grenlandia należy do Danii...
      • Gość: TOB Erasmus na własnej skórze IP: *.ptr.magnet.ie 27.08.09, 15:15
        Takie wlasnie podejscie do studiowania maja polscy studenci -
        imprezy, zdawanie egzaminow na zasadzie "jakos to bedzie albo
        sciagne". Jesli wykladowca czegos wymaga to jest "zolza".
        A potem zdziwienie ze absolwentow nikt nie zatrudnia, bo absolwenci
        nie maja o niczym pojecia, nie znaja komunikatywnie jezykow, nie
        przyzwyczajeni sa do pracy i nie wiedza co to odpowiedzialnosc.
        Koncza geografie, socjologie, etnografie na przepisanych pracach
        dyplomowych i laduja w posredniaku albo na zapleczu w londynskim
        pubie.
        • Gość: Engineer Re: Erasmus na własnej skórze IP: 79.162.136.* 27.08.09, 15:28
          He he właśnie. Statystyka na AE Poznań, tfu teraz to
          juz "Uniwersytet". Ci z dysmózgią uciekli na ekonomiczną ze strachu
          przed matmą, a tu ZONK! Dobrze Im tak!
          • Gość: Bob Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.09, 16:02
            Mam wrazenie, ze goscie ktorzy jada po innych, ze to niby polmozgi po
            geografii itp itd to zakompleksione ofiary :)
          • princess_of_babylon Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 21:55

            Jestem ciekawa z jakiej uczelni ucieka się przed matmą właśnie na
            UE.
      • Gość: Miszcz Bezpłatne wakacje na koszt podatnika IP: *.oswiecim.vectranet.pl 27.08.09, 15:17
        Erasmus to wakacje na koszt podatnika. Nieprzerwana impreza i orgie seksualne.
        Polacy jeszcze jakoś się zachowują ale Polki (często mające chłopaka w Polsce)
        lecą na każdego cudzoziemca, szczególnie na kolorowych.

        Ten program nie ma nic wspólnego z poznawaniem kultur. To po prostu jedna
        wielka popijawa.
        • Gość: kaczo && ponuro Re: Bezpłatne wakacje na koszt podatnika??? IP: *.natpool5.outside.ucf.edu 27.08.09, 15:37
          Bzdury piszecie panie "Miszcz'u", bzdury wierutne (...jak to tez
          czesto na Internecie bywa)!
        • Gość: kama Re: Bezpłatne wakacje na koszt podatnika IP: *.brig.cable.ntl.com 27.08.09, 15:42
          miszcz, a ty oczywiscie wiesz lepiej, zwlaszcza o tych orgiach i Polkach...byles
          i widziales, czy przeczytales kilka opinii na innych forach i tak sobie
          wyrobiles zdanie?
          ja bylam na koszt podatnika na Erasmusie, koszt przypomnijmy nie wielki, bo
          ledwo starczylo na oplacenie mieszkania, aczkolwiek uwazam ze jest to szansa dla
          tych osob, ktore chca to wykorzystac, ja to zrobilam, poza tym ciezko tam
          pracowalam a teraz jestem na uczelni goszczacej na studiach full time...
          fajnie tak generalizowac i nie zmuszac sie do myslenia...a myslenie nie boli, uwierz
          • Gość: Miszcz Byłem, widziałem i widzę IP: *.oswiecim.vectranet.pl 27.08.09, 17:57
            Przez rok byłem na Erasmusie na zagranicznej uczelni. Od trzech lat tam
            studiuję. Poziom studentów na Erasmusie jest coraz gorszy.
            • Gość: potwierdzam Re: Byłem, widziałem i widzę IP: *.olesno.info.pl 27.08.09, 20:20
              racje masz pelna. Erasmus to w tej chwili jedna wielka orgia seksualna, sporo Polek po kilkuminutowej znajomosci z kolorowym jest gotowa na igraszki. Dlatego nie ma co sie dziwic jaka opinia o Polkach jest chocby w UK.
      • Gość: S Erasmus na własnej skórze - ja też byłem IP: 195.116.156.* 27.08.09, 15:24
        Mit 1: Niekoniecznie. Wielokrotnie bywało, że chciałem coś zrobić, a wszyscy
        siedzieli w pokojach i nawet piwa nie wypili.

        Mit 2: To zależy od kraju. Na Słowacji poziom jest porównywalny z Polską, ale
        od znajomych słyszałem, że w np. w Niemczech czy Szwecji jest trudniej. Za to
        Grecja, to po prostu sielanka.

        Mit 3: Prawda! Sam miałem egzamin na których wykładowca powiedział mi, że
        gdybym nie był z innego kraju, to miałbym poprawkę, a tak postawił ocenę 3+
        (na polskie warunki - tam było to D)

        Mit 4: Prawda! Ze mną byli Finowie i Portugalczycy, którzy może w czasie
        całego semestru mieli kontakt z kilkoma miejscowymi studentami. Z nami było
        inaczej, bo mieliśmy zajęcia ze Słowakami
        • Gość: JJ Re: Erasmus na własnej skórze - ja też byłem IP: 212.67.141.* 27.08.09, 15:27
          W Grecji zajęcia to śmiech na sali i prościzna, za to sesja i egzaminy są
          naprawdę ciężkie... Przynajmniej na prawie w Salonikach...
          • kot_kreskowy84 Re: Erasmus na własnej skórze - ja też byłem 28.08.09, 13:17
            Na prawie w Salonikach ciężkie egzaminy? Wybacz, ale chyba żartujesz - przywiozłam stamtąd same A i jedno B, przy naprawdę niewielkim nakladzie pracy :)
      • Gość: evelinas Erasmus na własnej skórze IP: *.iFiber.telenet-ops.be 27.08.09, 15:26
        Kto mysli ze na erasmusie jest latwo niech pojedzie do Belgii.. Tu
        nie ma zadnej taryfy ulgowej a wrecz przeciwnie - trzeba naprawde
        duzo sie uczyc zeby zaliczyc semestr - podczas gdy studiujacy
        Belgowie maja specjalne programy kompensacyjne, Erasmusow
        (przynajmniej na mojej uczelni) to nie dotyczy i musz sobie radzic
        sami..
        • Gość: indiana Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.ibb.waw.pl 27.08.09, 15:39
          W Holandii tez nie uświadczyłam taryfy ulgowej..może jakiś element ulgi
          jest, gdy zajęcia prowadzone są w języku narodowym kraju. Ja
          uczęszczałam na przedmioty wykładane w języku angielskim i żadnej
          różnicy w traktowaniu studentów erazmusowych i holenderskich nie
          zauważyłam..oprócz tej że Holendrzy, jeśli nie mogli się dogadać z
          prowadzącym ćwiczenia po angielsku wyjaśniali sobie to wszystko po
          "dutchowsku" ;)
        • podniebny_warchlak Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 15:51
          > Kto mysli ze na erasmusie jest latwo niech pojedzie do Belgii..

          No i? Bylem w Belii na Erasmusie i bylo bardzo latwo. Troche
          zalezalo od tego na jakich wykladowcow/zajecia sie trafilo, ale i
          tak prawie nie slyszalem o tym, zeby ktos z Erasmusow oblal jakies
          egzaminy. A byli tacy co na zajeciach sie nie pojawiali prawie w
          ogole. Wiec prosze nie pisz uogolnien, jakbys pozjadala wszystkie
          rozumy.

          Ja sie troche nauczylem, bo chcialem - chodzilem na zajecia, bo byly
          ciekawe. Ale nie uczylem sie dla ocen, tylko dla siebie. A przy
          okazji poznalem ludzi z calej Europy i nie tylko no i zobaczylem
          kawal swiata.

          I wbrew temu co pisza niektorzy, takie doswiadczenie przydaje mi sie
          w pracy w miedzynarodowej korporacji, wlasnie gdy wspolpracuje z
          ludzmi z innych krajow. Mysle ze pobyt za granica poszerzyl mi tez
          troche horyzonty. Zreszta gdyby takie studia byly nic nie warte, to
          dlaczego wiekszosc duzych firm przychylnie patrzy na nie w CV (wiem
          z doswiadczenia swojego, jak i wielu znajomych)?
          • Gość: evelinas Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.iFiber.telenet-ops.be 27.08.09, 17:04
            Na uczelni walonskiej czy flamandzkiej byles? Bo ich poziom jest
            nieporownywalny.. Uniwersytet w Gent czy ESHAL w Brukseli (na ktorym
            ja bylam)stawia nieporownywalnie wyzsze wymagania niz uczlnie
            walonskie.. Wiec prosze Cie nie zarzucaj mi "uogolnien jakbym
            wszystkie rozumy pozjadala" - to ze Ty nic nie musiales robic na
            swojej uczelni nie znaczy ze inni musieli ciezko pracowac..

            • exxon71 Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 19:10
              Heh, trafilas kula w plot - bylem we Flandrii, Universiteit Antwerpen.

              Niestety, ale uogolniasz i sama sie do tego niechcacy przyznajesz :) Napisalas
              "Kto mysli ze na erasmusie jest latwo niech pojedzie do Belgii." a teraz
              zmieniasz ton i mowisz ze chodzilo Ci tylko o Flandrie, a wlasciwie to o dwa
              uniwersytety :)
              • podniebny_warchlak Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 19:22
                Powyzsza wypowiedz dot. studiow w Antwerpii jest moja - pisalem z komputera
                kolegi i zapomnialem sie przelogowac na wlasne konto.
              • Gość: evelinas Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.iFiber.telenet-ops.be 28.08.09, 11:48
                A ja mysle ze po prostu sie czepiasz - podalam przyklad ze Erasmus
                to nie jest tak ze nic nie musisz robic, tylko ze czasem trzeba sie
                naprawde duzo uczyc. Belgia, Holandia i Austria sa ogolnie uznawane
                za kraje gdzie od Erasmusow wymaga sie najwiecej. Co wiecej, nie
                chodzi mi tylko o Flandrie tylko o uniwersytety flandryjskie
                (Bruksela to ani Walonia ani Flandria - nie bedziemy przeciez
                uogolniac, prawda?) I w Belgii one sa uznawane za reprezentujace
                wyzszy poziom niz uczelnie walonskie - ergo mozna powiedziec ze
                studia w Belgii sa trudne - choc nie da sie ukryc ze pewnie wiele
                zalezy od tego co sie studiuje. Wiec nie czepiaj sie tylko ciesz ze
                miales luz :)
                A tak poza tym, to jezeli ktos powie ze spedzil wakacje w Hiszpani,
                to jest ignorantem i kretaczem, bo przeciez na pewno nie odwiedzil
                kazdej wioski w tym kraju?
                • podniebny_warchlak Re: Erasmus na własnej skórze 28.08.09, 16:27
                  No dobra, troche sie zapedzilem :) Sorry. Nie tyle spieram sie z tym co
                  napisalas, co ze sposobem ujecia - ale juz niewazne :)

                  A co do poziomu - mysle ze na University of Antwerp jest calkiem niezly
                  (przynajmniej w mojej dziedzinie). Tyle ze podobnie jak na niektorych innych
                  uczelniach w roznych krajach od Erasmusow wymaga sie czesto mniej niz od
                  miejscowych studentow (inna sprawa ze sluchajac niektorych wypowiedzi tychze
                  miejscowych studentow nabieralem watpliwosci co do ich poziomu ;).

                  Ja sie calkiem sporo nauczylem (z tych przedmiotow, ktore mnie interesowaly, bo
                  rzeczywiscie ze dwa inne dobralem tylko na "dopchanie planu") ale byli tez tacy
                  co sie nie nauczyli prawie nic, a i tak zaliczyli.
      • Gość: ccc Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 15:31
        w hiszpanii wymagano ode mnie ... picia wina. opiekun pierwszego dnia
        powiedział że podpisze mi wszystkie papiery. poszedłem do pracy bo za
        300eur/mies niewiele można poszaleć. ogólnie super.
      • Gość: Zygmunt Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywistosc IP: 155.69.184.* 27.08.09, 15:32
        Studiowalem swego czasu w Anglii, teraz robie studia podyplowe w jednym z
        krajow Azji i mam kilka przemyslen na temat erasmusowcow.

        Jest to dobra sprawa tylko i wylacznie dlatego, ze ludzie wychylaja glowy z
        wlasnego podworka i jada troche w swiat. Niekiedy naucza sie tez czegos
        ciekawszego, podszkola jezyk. Idee byla taka by ludzie z europy sie
        integrowali, poznawali swoje kultury itd.

        Rzeczywistosc jest jednak taka, ze wymiany to imprezy dla zamoznych, albo
        przynajniej sredniozamoznych. Poznalem mnostwo erasmusowcow i kazdego z nich
        bylo stac na jezdzenie po europie tak czy inaczej, wiec nie musial koniecznie
        przyjezdzac na semestr do uk zeby dowiedziec sie, ze nie wszedzie je sie pierogi.

        Ci ludzie tez (korzystajac ze swojej zamoznosci albo chociaz bycia w klasie
        sredniej) znaja dobrze przynajmniej jeden jezyk obcy, wiec na wyjezdzie moga
        go co najwyzej udoskonalic, ale w stopniu nie duzo wiekszym niz jakby
        pojechali na profesjonalny kurs jezykowy. Umowmy sie, w calej europie ludzie
        na erasmusie komunikuja sie ze soba po angielsku, ktory i tak wszyscy znaja
        najlepiej.

        Tak wiec zastanawiam sie czy ta piekna idee umozliwiania mlodziezy poznawania
        kontynentu jest dobrze realizowana? Moze zamiast dawac kazdemu po 200-300 euro
        powinno sie dofinansowywac mlodziez ubozsza wiekszymi kwotami, by faktycznie
        niektorzy ludzie mogli poznac swiat, bo inaczej szans by na to nie mieli?
        Moze powinno sie lepiej inwestowac w nauczanie angielskiego w polsce w
        podstawowkach i liceach?

        • Gość: zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.184.* 27.08.09, 15:39
          A, no i wlasnie. Nie oszukujmy sie: wymiana to popijawa i okazja do zwiedzania
          na koszt podatnika. Ew.snobistyczna masturbacja dla niektorych studentow, tak
          jak dla tej osoby, ktora kilka postow wyzej podkresla goraczkowo ze jest dumna
          bo pojechala studiowac na 42 uniersytecie swiata.
          Panowie i Panie: bez zludzen. Najwieksza zaleta i atrakcja tego programu jest
          poznawanie znajomych do picia i podrozowania oraz przygody milosno seksualne.
          99% erasmusowcow patrzy najpierw na miejsce gdzie chca studiowac a dopiero 2 dni
          przed odlotem dokladnie przyglada sie kursom (o ile ktos wczesniej nie kaze im
          na cos sie zapisywac).

          W Azji studenci na wymianie jeszcze mocniej nastawieni imprezowo podrozniczo
          nastawieni sa. Od cholery ludzi bierze przedmioty jakiekolwiek, byle miec
          dluzszy weekend na podrozowanie tanimi liniami na dziwki do tajlandii, albo na
          plaze w indonezji. Jedna wielka impreza, kazdy kazdego zdradza i kreci sie
          bajera. Tutaj tylko jest to indywidualna turystyka i kasa i zadna unia za to nie
          placi.

          W europie seksturystyka (ekhm, erasmus) jest sponsorowana przez nasze podatki.
          Nie mowie, ze to zle, bo faktycznie moze ktos tam sobie wyjedzie i pozna swiat,
          bedziemy bardziej europejscy, niemniej nazywajmy sprawy po imieniu!
          • simply_z Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 15:46
            99% erasmusowcow patrzy najpierw na miejsce gdzie chca studiowac a
            dopiero 2 dn
            > i
            > przed odlotem dokladnie przyglada sie kursom (o ile ktos wczesniej
            nie kaze im
            > na cos sie zapisywac).
            >
            > W Azji studenci na wymianie jeszcze mocniej nastawieni imprezowo
            podrozniczo
            > nastawieni sa. Od cholery ludzi bierze przedmioty jakiekolwiek,
            byle miec
            > dluzszy weekend na podrozowanie tanimi liniami na dziwki do
            tajlandii, albo na
            > plaze w indonezji. Jedna wielka impreza, kazdy kazdego zdradza i
            kreci sie
            > bajera. Tutaj tylko jest to indywidualna turystyka i kasa i zadna
            unia za to ni
            > e
            > placi.
            >
            > W europie seksturystyka (ekhm, erasmus) jest sponsorowana przez
            nasze podatki.
            >
            posłuchaj jesli ty w ten sposob lubisz spedzac czas tzn ,dziwki w
            tajlandii ,popijawy itd,nie znacyz to ,ze kazdy student wyjezdzajacy
            na wymiane tak sie zachowuje ,najglosniej zawsze krzycza ci ,ktorzy
            nigdzie nie byli ,nic nie widzieli ,a ze trafia sie takie rodzynki
            jak zygi ? coz po prostu przyczyniasz sie tylko do utrwalenia
            kolejnego negatywnego stereotypu na temat Polakow za granica.
            • Gość: zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.184.* 27.08.09, 15:51
              Ekhm, akurat nie mowilem o sobie w kontekscie studenta na wymianie, bowiem robie
              tu pelne studia i raz ze stypendium jest biedne, dwa ze nie mam w ogole czasu,
              wiec nie bardzo nigdzie smigam. Natomiast juz od paru lat widuje rzesze
              studentow przyjezdzajacych na wymianie i ciezko mi sobie przypomniec kogos kto
              przyjechal tutaj chociazby w wiekszym stopniu dla nauki (pomijajac to ze
              uniwerki sa bardzo dobre)
              • podniebny_warchlak Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 16:00
                Coz, masz sporo racji - sam wybieralem w duzej mierze pod
                katem "gdzie bedzie fajnie", choc na poziom uczelni tez zwracalem
                uwage. Ale nie zmienia to faktu, ze wiele zyciowych doswiadczen
                czlowiek na takim stypendium zdobedzie - swiadomie czy nie :)
                Pomijam moze przypadki skrajne, czyli osoby pijane 24h na dobe,
                ktore nawet nie sa w stanie stwierdzic w jakim sa kraju. Ale akurat
                z mojego doswiadczenia to dotyczy bardziej innych narodowosci niz
                Polakow akurat.

                A co do zwiedzania na koszt polskiego podatnika to bym nie
                przesadzal - 200 euro miesiecznie to nie jest jakas gigantyczna
                dotacja. I zreszta pewnie dlatego wlasnie malo wyjezdza
                biedniejszych (choc tez nie przesadzalbym ze wyjezdzaja akurat
                zamozni) bo jesli ktos w Polsce mieszka z rodzicami, to roznica w
                koszcie utrzymania za granica jest dla niego ogromna. Ja studiowalem
                w Warszawie, z daleka od domu, wiec dotacja pokrywala mi prawie
                calkowicie roznice w koszcie zycia.
          • Gość: kama Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.brig.cable.ntl.com 27.08.09, 15:53
            po pierwsze, studiujac w swoim kraju tez chodze na piwo i imprezy i pozanje
            nowych ludzi, czego nie mialabym teg orobic na stypendium, w innym kraju? nie
            rozumiem tez, czemu sadzisz, ze wyjechali tylko ci bogaci i ze srednio zamoznych
            domow...o ile wiem nie ma 'progow finansowych' by sie ubiegac, ja wyjechalam i
            tam musialam pracowac by dorobic do mojego stypendium, ktore jak juz napisalam
            bylo w stanie ledwo pokryc mieszkanie, moi koledzy erasmusowcy tez jakos nie
            spali na kasie, mialam znajomych z roznych krajow i owszem byly osoby, ktore pol
            swiata zjezdzily a byle tez takie, dla ktorych wyjazd byl pierwszym pobytem za
            granica, na ktory, przypomnijmy, zapracowali sobie na studiach w swoich krajach.
            Na moim uniwerku byla selekcja ostra, nie wiem jak na innych, moze jest inaczej.
            ach, i seksturystyka...nie wiadomo mi nic o tym, w umowie studenckiej nie ma o
            tym slowa, natomiast na pewno jest zaliczanie przedmiotow, a takze roznic
            programowych na moim uniwersytecie, co sprawilo ze mialam 2 razy tyle pracy co
            inni studenci, ktorzy nie wyjechali...ale jak juz pisalam, tak latwo jest
            generalizowac
            • Gość: Zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.184.* 27.08.09, 16:01

              Piszesz "tak latwo jest generalizowac...." A ja odpowiem: Boze, tak latwo rzucac
              indywidualnymi przykladami. Nauki spoleczne opieraja sie na generalizacji i
              jezeli sie cos finansuje z budzetu panstwa czy tez prowadzi jakas polityke to
              trzeba ja opierac na badaniach z zakresu nauk spolecznych, ktore z kolei sa
              generalizujace.
              Bo jezeli nie to np. trzeba by bylo skasowac wyplate rent dla wszystkich, bo
              ktos tam jeden czy drugi oszukuje. Albo na odwrot.


              Oto i statystyki Unii Europejskiej, ktore mowia dokladnie o tym ,ze glownie
              jezdza bogate dzieciaki.
              "Figures from the Euro Student Report (1997) show3 that the foreign study rate
              of students who
              come from higher income families is considerably higher than that of students
              from lower income
              families"
              patrz: ec.europa.eu/education/erasmus/doc/publ/survey_en.pdf


              A jesli chodzi o picie i seks, to zapraszam do wygooglowania wynikow sondazy
              robionych przez rozmaite wydzialy psychologii.
              • Gość: ... Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 16:35
                > "Figures from the Euro Student Report (1997) show3 that the
                foreign study rate
                > of students who
                podajesz statystki sprzed 12 lat uhm fajnie
                coz powiem tak ,na erasmusa na pewno nie jedza biedni ,ale tez nie
                najbogatsi.co bylo dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem ,i niezle
                trzeba zaciskac pasa ,zeby za te 200 ,30o euro przezyc ,nierzadko
                sobie oplacic mieszkanie ,jedzenie ,ksera itd.
                ciagle widze jakies idiotyczne opluwanie -boo oni pija za nasza
                kase bo to bo siam to.a ja wciaz uwazam ( idealistycznie),ze to
                piekna idea pozwalajaca na zmiane stereotypow( " to w polsce
                jestinternet/uzywa sie lodowek/niedziedzie nie spaceruja po ulicach
                itp) i znoszenie barier ,bo czy kilkanascie lat temu ,mozliwe bylo
                wspolne studiowanie europejczykow z bogatszej i biednieszej czesci
                Europy?
                • Gość: zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.184.* 27.08.09, 16:51
                  podalem tez linka. jak ktos jest wytrwaly to znajdzie odnosniki do bardziej
                  aktualnych danych. ale od razu mowie, ze tendencja jest identyczna. To jest
                  impreza dla bogatszych (niekoniecznie najbogatszych), nie tylko dlatego, ze daja
                  malo kasy i trzeba miec wsparcie finansowe od rodziny czy z oszczednosci, ale
                  rowniez dlatego ,ze trzeba dobrze znac jezyk, a w polsce biednych ludzi rzadko
                  stac na to by sie nauczyc angielskiego, bo przeciez w panstwowkach to sa jaja a
                  nie nauka
                  • podniebny_warchlak Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 17:12
                    No tak, ale dosyć oczywista oczywistość ;) W Polsce, jak i pewnie w każdym innym
                    kraju generalnie studenci pochodzą z rodzin zamożniejszych niż średnia
                    społeczeństwa - przyczyn jest wiele i myślę że nie ma sensu tu o nich
                    dyskutować. Ale wystarczy zadać sobie pytanie - ile znasz dzieci zamożnych
                    rodziców, które nie poszły na studia (nie mówię o skończeniu ich, bo z tym już
                    bywa różnie :). Ja nie znam żadnych.

                    Ale myślę że trochę niedoceniasz argumentu finansowego - znam sporo osób, które
                    angielski znają całkiem nieźle, a o wyjeździe na Erasmusa nawet nie pomyślały
                    poważnie, bo uważały że ich nie stać. Oczywiście słowo "uważały" też jest
                    istotne, bo w praktyce jak ktoś się uprze to zawsze sobie finansowo poradzi - w
                    wielu krajach nie ma problemu, żeby dorobić podczas tego semestru. Ale pewna
                    bariera, przynajmniej w psychice, chyba jest.

                    I wbrew pozorom ten poziom angielskiego w Polsce wcale taki tragiczny nie jest -
                    na stypendium spotykałem Włochów czy (szczególnie) Hiszpanów którzy naprawdę
                    ledwo potrafili sklecić najprostsze zdanie. Większość z nich trzymała się "ze
                    swoimi" bo po prostu nie byli w stanie się dogadać z innymi. Były oczywiście
                    wyjątki, jak koleżanka Włoszka - na początku mówiła po angielsku słabo, ale się
                    nie zrażała i co chwilę pytała innych jak coś powiedzieć. Efekt - po 5
                    miesiącach jej angielski znacznie się poprawił.
              • Gość: kama Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.brig.cable.ntl.com 27.08.09, 19:05
                widzisz z ta generalizacja to trzeba byc ostroznym...skoro juz nawiazales do
                rent, to przypadek naciagaczy jest nieporownanie mniejszy do odsetka osob,
                ktorym te renty sie naleza i generalizowanie w tym kerunku, ze wszyscy sa
                naciagaczami to jest naciaganie rzeczywistosci i falszywe wnioski, nie sadzisz?
                jesli juz generalizowac, z czym nalezy byc bardzo ostroznym, to jednak trzeba
                zbadac pewna tendencje jakosciowo i ilosciowo, generalizacje z tzw. sufitu
                wkladamy miedzy bajki, takze w naukach spolecznych
                • Gość: zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.2.* 28.08.09, 05:03
                  Dlatego tez Szanowna Pani napisalem "albo na odwrot", a ponadto
                  podalem link do badan unii europejskiej dot. tego tematu. Zachecam
                  do zapoznania sie z ich trescia, tudziez do siegniecia bo bardziej
                  aktualne opracowania. Mam nadzieje, ze ukaze to Pani, ze bylem
                  bliski prawdy sugerujac wyzsza zamoznosc studentow jezdzacych na
                  erasmusa.

                  Polecam rowniez badania robione przez wiele uniwersytetow z silnymi
                  wydzialami socjologii , ktore traktuja o problematyce zdrad i
                  rozwiazlosci na tego typu wyjazdach.


                  I jeszcze raz: JA NIE KRYTYKUJE TEGO ZE LUDZIE PIJA, KOCHAJA SIE I
                  PODROZUJA PO OKOLICY! To jest super sprawa i dzieki temu na naszym
                  kontynencie zawiazuja sie przyjaznie i buduje wzajemne rozumienie.
                  Ja chce tylko zeby pozbyc sie tej hipokryzji i mowienia o tym jakie
                  to "wazne z punktu widzenia naukowego rozwoju" itd. Niemal kazdy
                  jedzie na przygode i najpierw wybiera ciekawe miejsce, dopiero potem
                  martwi sie szkola. Erasmus to europejska popijawa dla zamozniejszych
                  dzieci w wydaniu max i nie ma co sie oszukiwac. Pozdrawiam
          • portobello_belle Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 15:59
            cos w tym jest, sama na Erasmusie nie bylam, ale mam sporo
            znajomych, którzy byli. Generalnie tendencja jest "na poludnie",
            nauka jest gdziestam na 3cim planie, na pierwszym imprezy, nowe
            znajomosci i ogólnie rzecz biorac "best days of my life". Moja
            kumpela byla przez pól roku w Portugalii, po powrocie niemal popadla
            w depresje - bo tam bylo tak imprezowo, wesolo i luzacko, a tutaj
            szara rzeczywistosc, "starzy" nieciekawi znajomi - wiec postarala
            sie o kolejny semestr, jakos jej sie udalo.
            Na pewno sa osoby, które wybieraja prestizowe uniwersytety i
            niekoniecznie najciekawsze pod wzgledem towarzysko-imprezowym
            miasta, ale oni chyba naleza do mniejszosci. Dla wiekszosci (tych
            których znam), Erasmus to takie pólroczne wakacje za granica.
          • Gość: DW Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.magma-net.pl 27.08.09, 16:14
            Widzę koledze zostały przyprawione rogi przez jakąś dziewczynę:))) Masz
            kompleksy stary i jesteś mi winien 5 minut, które straciłem na czytanie twoich
            marudzeń :/
            • Gość: zygmunt Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: 155.69.184.* 27.08.09, 16:18
              Widze, ze nie czytales ze zrozumieniem :)
              Ja nie jestem tutaj ani nie bylem w Anglii na wymianie. Studiuje na stale,
              jestem lokalnym studentem. Bardzo dobrze sie bawie z ludzmi z wymiany, ale
              obserwuje tez pewne zachowania.
              Co do zdrad to zapytaj sie kogokolwiek kto byl na erasmusie, czy nie uwaza, ze
              jest to dosyc czeste (aczkolwiek niedotyczace KAZDEGO) zjawisko.
              pozdrawiam
              • podniebny_warchlak Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 17:16
                Jest częste. Aczkolwiek z mojego doświadczenia osoby które zdradzały nie
                przyjechały z zamiarem spędzenia "sekswakacji" - zdrada przydarzała im się
                zwykle na jakiejś imprezie po pijaku. Więc nie robiłbym z tego celu wyjazdu -
                przynajmniej jeśli chodzi o osoby które są w związkach, bo niektórzy single
                pewnie rzeczywiście mogą mieć taki cel :)
        • simply_z Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist 27.08.09, 15:43
          > pojechali na profesjonalny kurs jezykowy. Umowmy sie, w calej
          europie ludzie
          > na erasmusie komunikuja sie ze soba po angielsku, ktory i tak
          wszyscy znaja
          > najlepiej.
          >
          nie zgodze sie ,bylam na Erasmusie w Hiszpanii i studenci
          porozumiewali sie miedzy soba glownie po hiszpansku.Dzieki temu
          oponowalam ten jezyk ,lepiej niz uczeszczajac na wszelakie
          kursy ,pod wzgledem jezykowym taki wyjazd jest nieoceniony.
          • Gość: gosc Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.57.4.17.dyn.user.ono.com 27.08.09, 18:27
            no wiec wlasnie - po hiszpansku, bo Hiszpanie nie znaja zbyt dobrze angielskiego
            • Gość: Simply_z Re: Pare przemyslen. Wymiana: idealy a rzeczywist IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 22:12
              Gość portalu: gosc napisał(a):

              > no wiec wlasnie - po hiszpansku, bo Hiszpanie nie znaja zbyt
              dobrze angielskieg
              > o
              i tak i nie ,bo z erasmusami tez rozmawialismy miedzy soba po
              hiszpansku ,nie po ang. co mi sie bardzo podobalo bo zmuszala do
              uzywania tego jezyka wszedzie.
      • Gość: efka1983 Erasmus na własnej skórze-prawda! IP: *.chemy.cf.ac.uk 27.08.09, 15:35
        a ja napisze ze ten artykul opisuje sytuacje rzeczywiste-
        przynajmniej w moim przypadku:) Polecam wszystkim Niemcy Bremen:) w
        polsce uczylam sie sporo w Niemczech zas tyle co nic, realizowalam
        swoj wlasny projekt wiecgodziny pracy dobieralalm sobie sama, a
        pmylenie dnia z noca ,,oo tak, imprezy codziennie, alkoholowy
        brzuszek, znajomi z calego swiata zmianan pogladu na zycie:) ooooo
        tak! i choc bylo to 3, 5 roku temu znajomosci nadal sa utzrymywane a
        erasmus zaowocowal moim doktoratem zagranica... polecam wszytskim:)
      • Gość: anonymous O czym nie wiedza Polscy studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 15:52
        Wiekszosc Polakow nie zdaje sobie sprawy ze studia w Polsce
        przekreslaja w zasadzie mozliwosc znalezienia pracy w zawodzie
        zgodnym z dyplomem w USA, krajach starej Unii a takze w Kanadzie
        i Australii a roczne studia za granica malo zmieniaja.
        Liczy sie glownie marka i renoma uczelni w ogolnie rozumianym sensie.
        Wynika to z faktu ze Polskie uczelnie zaczynaja
        rankingi swiatowe od miejsc 400 setnych i tylko U Warszawski U Jegielonski i
        czasem Politenika Warszawska. Uczelnie Niemieckie
        startuja tam z miejsca 50 tego a na czele sa uczelnie Brytyjskie i
        Amerykanskie. Jesli planuje sie wyemigrowac do danego kraju ze tam pracowac
        warto jest zaryzykowac wyjazd jak najszybkiej juz w okresie szkoly podstawowej
        a przedw wszystkim zaiwenstowac wszystko w nauke tamtejszego jezyka, ktorego
        nieznajomosc w stopniu lokalnej szkoly podstawowej staje sie pozniej najwieksz
        bariera w znalezieniu pracy w wiekszosci zawodow. Nalezy jednak sobie zdac
        sprawe ze w krajach
        takich jak USA niektore osobe nie moga studiowac w ogole poniewaz
        wszystkie uczelnie pobieraja czesne i ich na to nie stac.
        Studia sa wiec trudniejsze poniewaz trzeba podczas nich pracowac
        nawet jesli sa to prace zgodne z kierunkiem studiow jak asystent
        nauczyciel lub naukowiec.
        Z pozycji biednego obcokrajowca
        jakimi relatywnie nawet do najnizszej klasy pracujacej fizycznie zgodnie z
        klasyfikacja nowczesnej socjologii USA jest statystyczna wiekszosc Polakow
        znaczy to ze ma sie
        tam jedynie szanse nas studia magisterskie i doktoranckie
        i tylko na wydzialach scislych i tzw. nie profesjonalnych jak
        prawo czy medycyna po ktorych gwarantowana jest wielusettysieczna
        pensja. Jest to jednak rynek okupowany przez jeszcze biedniejszych
        tzn. obywateli Chin Indii i Rosji krajow dzie pensja wynosi od kilku do
        kilkudiesieciu dolarow na miesiac choc Rosja powoli zbliza sie do Polski i
        znaczy to ze relatywnie student emigrant jest jeszcze biedniejszy niz np. we
        wlasnym kraju Polsce.

        Jeden z najpopularnieszych rankingow uczelni z Chin:

        www.arwu.org/ranking.htm
        Akredytowane egzaminy panstwowe w USA wymagane przez wiekszosc uczelni USA,
        GRE, TOEFL, SAT:

        www.ets.org/
        • Gość: Krecik Re: O czym nie wiedza Polscy studenci IP: 64.80.3.* 27.08.09, 18:26
          Sorry, ale troszke bredzisz :) Cos tam slyszales, wiesz ze dzwonili
          ale nie wiesz w ktorym kosciele.
          1. Jedyne studia w Polsce, ktore przekreslaja mozliwosc pracy, czy
          kontynuacji edukacji w USA to prawo. A to ze wzgledu na zupelnie
          inny system prawny w Polsce i Stanach.
          2. Marka uczelni liczy sie, ale mowimy tu o uczelniach prywatnych
          typu Harvard, Yale, MIT, gdzie uczelnie wybieraja sobie najlepszych
          z najlepszych i czesne za sama szkole zaczyna sie od $40k za rok
          (akademik, ksiazki zarcie prawdopodobnie drugie tyle).
          Cala reszta absolwentow jest wrzucana do jednego wora. Wiekszosc
          pracodawcow patrzy na umiejetnosci, doswiadczenie a nie na papierek.
          3. Zgodze sie, ze jezyk to podstawa, ale nie musi byc znowu
          niewiadomo na jak wysokim poziomie. Amerykanie tak strasznie nie
          przykladaja do tego wagi, tym bardziej ze sami robia byki piszac
          maile czy mowiac.
          4. Studia wcale nie sa trudniejsze. Wszystko jest tak zorganizowane
          (liczba godzin), zebys mial mozliwosc pracy. Poza tym nie ma wymogu
          pracy, nic nie trzeba. Ale faktem jest, ze wiekszosc zaczyna
          pracowac od 16 roku zycia.
          5. Wszystkie pobieraja czesne, ale jest ono zroznicowane. Od ~10k na
          rok na panstwowych w gore(patrz wyzej). Z tego wzgledu czasem
          wypadaloby sie zastanowic czy studiowanie sie oplaca, bo trzeba sie
          liczyc z debetem srednio ok $60k na koniec studiow, a nie kazdy
          kierunek jest dobrze platny po ukonczeniu.

          P.S. W moim przypadku studia w Polsce niczego nie przekreslily.
          Skonczylem automatyke napedu elektrycznego na Politechnice
          Warszawskiej i wyobraz sobie, ze pracuje w zawodzie jako projektant
          systemow automatyki do pewnego rodzaju maszyn. Przy czym wyjezdzajac
          5 lat temu z Polski takiej mozliwosci nie mialem (raczej nie za
          wiele sie projektuje). Szczytem mazen byla praca jako handlowiec.
          TOEFLA zdalem dosc dobrze (powyzej wymaganego min na dobra panstwowa
          uczlenie), ale mowa u mnie za rewelacyjna nie jest, mimo to prace
          dostalem
          • Gość: skrzat waldek Re: O czym nie wiedza Polscy studenci IP: *.LONESTAR.ORG 27.08.09, 19:41
            Co prawda to prawda kreciku!

            Chociaz studia skonczylem w USA i w USA pracuje, to
            faktem jest ze dyplom z Polskiej uczelni wcale nie dyskwalifikuje
            ani nie stawia kandydata w jakims gorszym swietle, a coraz czesciej
            bywa wrecz przeciwnie - amerykanie zaczynaja dostrzegac solidny
            "warsztat" polskich uczelni. Na moim wydziale (pracuje w IT) przy
            doborze kandydatow licza sie WYLACZNIE umiejetnosci, a Polacy sa w te klocki calkiem dobrzy...
        • Gość: anonymous Re: O czym nie wiedza Polscy studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 20:01
          System edukacji w USA: Imigranci z krajow nisko rozwinietych
          technologicznie jak Polska czy Indie (brak energetyki jadrowej,
          kolei jak TGV 350 km/h telewizji HDTV etc.) maja z reguly szanse
          na prace bezposrednio po polskiej uczelni jedynie jako asystenci w naukach
          scislych i inzynieryjnych na drugich studiach w czasie studiow i na krotka
          prace po doktoracie tzw. Postdoctoral.

          en.wikipedia.org/wiki/Education_in_the_United_States
          Klasy spoleczne w USA. Przyjazd do USA na studia montuje imigranta
          z reguly do dwoch najnizszych klas spolecznym o najtrudniejszym starcie,
          najnizszych dochodach i najwiekszym prawdopodobienstwie kolizji z prawem:
          Klasy nizszej "Lower Class" i klasy pracujacej "Working class" (Thompson & Hickey).
          ileu imigrantow zapomina ze sa jak wszyscy ludzie czescia spoleczenstwa
          bez wzgledu na to jak i skad przyjechali. Njgrozniejsze jest to
          dla Polskich studentow na stypendiach lub zatrudnianych na uczelniach
          jako asystenci (Teaching assistants lub research assistants) jakoze sa w klasie
          pracujacej mimo ze otoczenie wydaje sie inne i zderzaja
          sie ze studentami z klas wyzszych.

          en.wikipedia.org/wiki/Social_class_in_the_United_States
          W krajach starej Unii jest duzo trudniej z wyzszych wymogow
          jezyka mowionego. USA nie wymaga formalnie znajomosci angielskiego
          mowionego a jedynie sporadycznie pyta o tw. Test of Spoken ENglish
          lub TSE dodatkowo do TOEFL ktory sprawdza znajomosc pasywna.
          • podniebny_warchlak Re: O czym nie wiedza Polscy studenci 28.08.09, 16:33
            ROTFL. Prosze, powiedz, ze sobie robisz jaja takimi wpisami jak ten? Czy
            naprawde jestes az tak oderwany od rzeczywistosci? :)
      • Gość: kasiulekkkkk Erasmus na własnej skórze IP: *.uwoj.wroc.pl 27.08.09, 16:06
        na erazmusie imrezuje się dzień w dzień...impreza zaczynała się niemal
        codziennie po zajęciach...za granicą zwiedzaliśmy głównie kluby. I nie żałuję,
        bo dzięki temu poznałam wielu ludzi, z którymi do dziś utrzymuje kontakt, i
        "doszlifowałam" swój język angielski. Po alkoholu zna się go niemal perfekt :)
        Było super i nie żałuję. Polecam każdemu! Nie bawią się tylko kujony i odludki
        nie lubiące tłumów i imprez...a potem piszą tu, że na Erazmusie się tylko
        uczuli i nie imprezowali codziennie!
      • Gość: PQ Erasmus na własnej skórze IP: 217.153.117.* 27.08.09, 16:12
        To jak sie spedza czas na erasmusie zalezy od kraju i uczelni.
        Poimprezowac na pewno mozna w krajach poludniowych jak hiszpania, portugalia
        czy wlochy, gdzie przedmiotem wykladanym jest nawet surfing czy golf.
        Skandynawia to przede wszystkim nacisk na nauke i tam raczej sie nie
        poimprezuje wiecej niz w Polsce, sam to sprawdzalem na wlasnej skorze.
        Wszystko poza tym zalezy jeszcze od poziomu nauczania na uczelni i jej pozycji
        w rankingach.
        • Gość: Z Re: Erasmus na własnej skórze IP: 62.23.212.* 27.08.09, 18:48
          > Skandynawia to przede wszystkim nacisk na nauke i tam raczej sie nie >
          poimprezuje wiecej niz w Polsce, sam to sprawdzalem na wlasnej skorze.> Wszystko
          poza tym zalezy jeszcze od poziomu nauczania na uczelni i jej pozycji> w rankingach.

          Dania - na niektórych zajęciach pojawiałam się sporadycznie (raz w miesiącu lub
          rzadziej). Średnia przywieziona - 4,9. Nie wiem, na ile to zasługa polskiej
          politechniki, która wymaga dużo, czy żenującego poziomu na SDU, nyślę, że obu,
          bo generalnie moi polscy znajomi dostawali lepsze stopnie niż np. Hiszpanie. Są
          osobne egzaminy dla studentow i Erasmusów. Jestem teraz regularnym studentem i
          nie jest już tak łatwo.

          Imprezy - co kto lubi, mi się znudziły po kilku miesiącach w pierwszym
          semestrze, niektorym było mało po kilku latach (regularni studenci imprezujący z
          Erasmusami).

          Wybór kraju - ja wybrałam Danię, bo nie mówię po hiszp czy francusku, Niemcy to
          nie był dla mnie wyjazd zagraniczny, a innych opcji nie było.

          Finanse - nie zgadzam się, że jeżdżą tylko bogaci. Moja rodzina zdecydowanie nie
          jest zamożna, po prostu całe studia pracuję, a przed wyjazdem wydizobałam sobie
          najwyższe możliwe naukowe i pracowałam też w Danii (trzy dni w miesiącu
          starczają na czynsz, więc wszystko da się pogodzić).

          Związki - niektóre związki się sypią, ale to zależy. Mam parę znajomych, którzy
          się rozjechali na rok (on i ona do różnych krajów) i nie było żadnych zgrzytów.
          Większość się nie utrzymuje, ale to nie chodzi o przygodny seks - po prostu
          ludzie się zmieniają. Poza tym z obserwacji bardzo wiele "erasmusowych" par
          zostaje ze sobą na długo (znam sporo pozaręczanych i już po ślubach).

          Reasumując - wszystko zalezy od człowieka.
      • Gość: zygu erasmus i nauka tolerancji? niekiedy to bujda IP: 155.69.184.* 27.08.09, 16:13
        Tyle sie mowi o tej tolerancji, ktorej sie ludzie ucza na erasmusie.
        Pewnie wiekszosc sie tego uczy i jest ok, ale poznalem kilka osob, na kotre
        erasmus wrecz zle wplynal.
        Otoz moj przyjaciel pojechal na studia do Grenoble (Francja), dosyc ciezko tam
        pracowal (student fizyki). nauczyl sie dobrze francuskiego (well,
        udoskonalil), poznal laske z ktora jest do dzisiaj i... stal sie rasista po
        tym jak ciagle musial sie tam z arabami szarpac.moze nawet nie rasista ale
        kulturowym szowinista. wielu studento jadacych do anglii zaczyna nienawidziec
        pakistanczykow itd.
        sadze, ze jest to ogolnie problem mniejszej czesci wyjezdzajacych, ale
        niemniej wypadaloby sie nad nim zastanowic..
        • Gość: z. Re: erasmus i nauka tolerancji? niekiedy to bujda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 16:28
          > Otoz moj przyjaciel pojechal na studia do Grenoble (Francja),
          dosyc ciezko tam
          > pracowal (student fizyki). nauczyl sie dobrze francuskiego (well,
          > udoskonalil), poznal laske z ktora jest do dzisiaj i... stal sie
          rasista po
          > tym jak ciagle musial sie tam z arabami szarpac.moze nawet nie
          rasista ale
          > kulturowym szowinista. wielu studento jadacych do anglii zaczyna
          nienawidziec
          > pakistanczykow itd.
          > sadze, ze jest to ogolnie problem mniejszej czesci wyjezdzajacych,
          ale
          > niemniej wypadaloby sie nad nim zastanowic
          nie nazwalabym tego rasizmem ,a raczej pewnego rodzaju otwarcime sie
          na swiat ,uwierz mi ,mozna stac sie rasista jesli jestes zaczepianym
          przez hordy pakistanczykow ,arabow w wiekszych miastach Europy
          zachodniej.doswiadczylam tego na wlasnej skorze i nie jest to zbyt
          mile doswiadczenie ale taka jest rzeczywistosc w krajach Europy
          zachodniej,Dla polaka ,ktory na codzien nie styka sie z taka
          wielokulturowoscia ,a ludzie wygladaja mniej wiecej tak sam to
          jednak jest szok.
      • Gość: gosc z Kaliforni Erasmus na własnej skórze IP: *.socal.res.rr.com 27.08.09, 16:13
        moj syn ktory studiowal w Boston college dwa lata temu byl z
        piecioma innymi kolegami na wymianie w Hiszpani przez pol roku,
        zwiedzil niemal cala zach Europe.Uwaza ze byli lepiej przygotowani
        do uczestnictwa w dyskusjach iz ich koledzy z Niemiec czy
        Polski.Studiowal nauki polityczne)On zna biegle hiszpanski i mial
        wielu hispanskich znajomych.Bardzo polubil Barcelone. Dostal sie na
        prawo do Washighton ale wzial rok przerwy na podrozowanie
        • yourdzawor Re: Erasmus na własnej skórze 28.08.09, 00:49
          Gość portalu: gosc z Kaliforni napisał(a):

          > moj syn ktory studiowal w Boston college dwa lata temu byl z
          > piecioma innymi kolegami na wymianie w Hiszpani przez pol roku,
          > zwiedzil niemal cala zach Europe.Uwaza ze byli lepiej przygotowani
          > do uczestnictwa w dyskusjach iz ich koledzy z Niemiec czy
          > Polski.Studiowal nauki polityczne)On zna biegle hiszpanski i mial
          > wielu hispanskich znajomych.Bardzo polubil Barcelone. Dostal sie na
          > prawo do Washighton ale wzial rok przerwy na podrozowanie


          Super. Mogę Cię dotknąć? A Twój synek wie chociaż, gdzie jest Polska, bo wydaje
          mi się że większość Jankesów nie wie..
          • exxon71 Re: Erasmus na własnej skórze 28.08.09, 10:37
            Heheheh, niezla riposta. "Gosc z Kaliforni" w ogole celuje w takich
            wiele wnoszacych wpisach. Polecam jego historie o wizycie w
            restauracji z razem z zona i pasierbem - "14 lat i wygladal jak
            dziewczynka ,plowe wlosy,delikatna uroda," :)

            forum.gazeta.pl/forum/w,23,99417949,99425681.html
      • Gość: rothaus Erasmus na własnej skórze IP: *.pools.arcor-ip.net 27.08.09, 16:28
        bylem na erasmusie - to nie mity tylko naga prawda:)))
      • Gość: As Orgazmus-jedziesz by chclac i ru..., ot co:) IP: *.wroclaw.mm.pl 27.08.09, 16:28
        A jak masz inne pomysły to znaczy,że nie wiesz co robisz.
        • Gość: andre Re: Orgazmus-jedziesz by chclac i ru..., ot co:) IP: *.olesno.info.pl 27.08.09, 20:24
          otoz to. Jest to dobra okazja, by sprawdzic w lozku inne nacje. Dlatego warto jechac na Erasmusa i na maxa imprezowac.
      • Gość: mała Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 16:28
        erasmus to najlepsze wakacje w moim zyciu-najlepsze i najdłuższe:-))
        z chęcią bym się cofnęła do tamtych czasów... ajjjj fajnie było!!
      • Gość: ala Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.202.116.195.easy-com.pl 27.08.09, 16:31
        banda dzieciaków którym starzy taki wyjazd załatwili i kasę dali proste
        • Gość: zx Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 18:42
          napisała ala, która dzielnie szlifuje fryzjerstwo
      • Gość: k3 Erasmus na własnej skórze IP: *.dialog.net.pl 27.08.09, 16:35
        A ja byłem na Erasmusie w Holandii, w Anglii, w Niemczech i na Węgrzech i nigdzie nie było lekko ani żadne ulgi nie obowiązywały obcokrajowców. Ale zawsze znalazł się czas na imprezy i na zwiedzanie nowych miejsc i jakoś udało się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie przemawia do mnie ten artykuł w ogóle, może te opowieści o wiecznej bibie i luzie związanym ze studiowaniem za granicą łykają ludzie, którzy nigdy nie uczestniczyli w takim programie. Jeśli nawet komuś udało się tak trafić, że nie musiał w ogóle się starać a i tak zaliczył to nie ma się czym chwalić gdyż to tylko pomniejsza rangę "wyczynu" jaki dokonał. Pozdrawiam i polecam studia za granicą.
        • Gość: z. Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 16:41
          Gość portalu: k3 napisał(a):

          > A ja byłem na Erasmusie w Holandii, w Anglii, w Niemczech i na
          Węgrzech i nigdz
          > ie nie było lekko ani żadne ulgi nie obowiązywały obcokrajowców.
          Ale zawsze zna
          > lazł się czas na imprezy i na zwiedzanie nowych miejsc i jakoś
          udało się połącz
          >
          w jakis sposob byles na erasmusie 4 razy?
          • Gość: k3 Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.dialog.net.pl 27.08.09, 16:52
            Na Erasmusie byłem raz. A w jego programie było studiowanie w 5 krajach po dwa
            miesiące w każdym. Tak więc w 18 osobowej, międzynarodowej grupie studiowaliśmy
            na 5 uczelniach zaczynając od Polski. Potem Holandia, Anglia, Niemcy i Węgry. Na
            każdej uczelni mieliśmy mniej więcej po 4 przedmioty a na koniec każdego etapu
            egzaminy. Troszkę inna odmiana w stosunku do tych tradycyjnych.
            • Gość: polowinka Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 19:36
              To raczej nie był Erasmus tylko inne stypendium, albo to było 10 lat
              temu. Mimo wszystko gratuluję i zazdroszczę.
              • Gość: k3 Re: Erasmus na własnej skórze IP: *.dialog.net.pl 28.08.09, 13:43
                Wszystko pod egidą Erasmusa, choć wyjazd specyficzny tylko i wyłącznie dla mojego kierunku studiów - Geologia i Górnictwo. I nie 10 lat temu tylko w zeszłym roku. Jak widać są na świecie rzeczy, które nawet filozofom się nie śniły ;) pzdr
        • podniebny_warchlak Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 17:20
          > A ja byłem na Erasmusie w Holandii, w Anglii, w Niemczech i na Węgrzech i nigdz
          > ie nie było lekko ani żadne ulgi nie obowiązywały obcokrajowców.

          To popytaj ludzi, którzy byli w Hiszpanii, Portugalii czy Grecji (ewentualnie z
          wyłączeniem topowych uniwersytetów). Na Erasmusie można trafić bardzo różnie - i
          dobrze, bo każdy ma inne priorytety.
      • Gość: Kuba Erasmus na własnej skórze IP: *.satfilm.net.pl 27.08.09, 16:35
        zdjęcie pasuje jak pięść do oka bo Erasmus nie oferuje wyjazdów do Azji
        • mateusz.cygan Re: Erasmus na własnej skórze 27.08.09, 16:38
          1
      • swojski_fr_1 Socrates-Orgasmus 27.08.09, 16:42
        tak powinien nazywac sie ten program.

        nie zgodze sie tylko z mitem, ze mniej sie wymaga.
        Wyjazd jest w deche, samo uczenie sie w innym jezyku i w innym
        jezyku zdawanie prawdziwych egzaminow ulatwilo mi miedzynarodowa
        kariere. Studiowaniu zawsze towarzyszyly imprezy i smakowanie zycia.
        Kto zazdrosci, niech sam zda egzamin wewnetrzny na polskiej uczelni
        zakwalifikuje sie i wyjedzie.

        Przypominam, ze niezaliczenie semestru skutkuje zwrotem grantu.

        Polecam Kazdej i Kazdemu.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka