Dodaj do ulubionych

moja historia

19.03.12, 00:13
Cześć Wszystkim,

Moja historia w zasadzie nie różni się wiele od waszej historii. Zachorowałam na nerwicę w wieku 13 lat, na początku była to żadka i nie rozumiana przez nikogo choroba trichotillomania, do której potem z upływem lat doszła jeszcze trichofagia. W wieku około 18, 19 lat zaczęły sie u mnie bóle brzucha, zdiagnozowano mi nerwicę żołądka. W jakiś czas potem zaczęłam tracic łaknienie i schudłam około 35 kilogramów, zatrzymała mi się miesiączka, którą jednak udało się za pomocą hormonów przywrócic do ładu i jest ok.Wówczas lekarz zdiagnozował mi anoreksję nervosę i to nawet ginekolog mi powiedział, wyglądałam jak śmierć prawie, a wszytskie moje koleżanki mówily mi, żebym już nie chódła. Dostałam leki przeciwdepresyjne, ale zupełnie nie pomogły. Fakt, że wróciłam do dawnej wagi ale cały czas czułam, że coś jest nie tak z moim apetytem, raz był raz go nie było. Po pewnym czasie zacząl sie kolejny koszmar bo zaczęłam jeśc nadmiernie i zaczęło sie najgorsze zaczęłam wymiotować jedzeniem i ten koszmar trwał około 8 lat, praktycznie całe studia i jeszcze po. Po kilka razy dziennie obżerałam się a potem wszystko wymiotowałam, to był prawdziwy koszmar, miałam powiekszone ślinianki, opuchnięta twarz od ciągłych wymiotow, poszły mi zęby, w sensie zrobiło mi sie dużo dziur. Zdiagnozowano mi fobie społeczna bo zaczęłam bac sie ludzi. A najgorsze stało się w wieku 24 lat kiedy zaczęłam mieć urojenia i lęki znalazłam sie w szpitalu psychiatrycznym z diagnozą schizofrenii paranoidalnej. Podano mi jednak leki i od tamtej pory, a mam dzisiaj 32 lata nie mam już objawów schizofrenii, leki sa na prawdę super. I wiem też, że to tylko dzięki lekom. Przestałam też jakieś cztery lata temu wymiotować i obżerać się. Niestety ostatnio zaczęły mi sie nasilać objawy nerwicy natręctw i leków ( natręctwo liczenia), próbowałam brac Anafranil ale zupełnie na mnie nie działa. I w ogóle tak się składa, że na forum gazety sześć lat temu poznalam swojego chłopaka, który po 6 ltatach związku mnie zostawił, nie podając przyczyny. Trochę się tez martwię czasami, że wróci mi bulimia bo ostatnio mam jakiś zwiększony apetyt, ale na razie jest ok, w każdym razie brzuch mnie na razie nie boli i nie wymiotuję, a tak zacząl się ten cały syf z bulimią. Generalnie w sumie prawie 9 lat chodziłam na terapię do pani psycholog w klinice nerwic w Warszawie bo z Warszawy jestem, terapia zupełnie mi nie pomogła, tak ją teraz oceniam z perspektywy czasu. W sensie nie usunęła żadnych z objawów choroby. Czasami nie mam już siły na te wszystkie choróbska straszne które dopadaja mnie nie wiadomo skąd i dlaczego. A czasami czuję się jak jakiś alien lub kosmita, nie rozumiana przez innych. W sumie może i tak mam trochę szczęścia bo schizofrenię udało się opanowac lekami a bulimia sie wypaliła, tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie wiem czy nie wróci któregoś dnia. W sumie nie wiem człowiek jest chyba w stanie przejśc wiele cierpienia, bo stany, które miałam w schizofrenii to nie życzę nikomu. A jeśli chodzi o nerwice natręctw to czasami mam dni, że liczę jak karabin maszynowy, tak to nazywam przynajmniej, a czasami mija i nic nie wydarza się przez tydzień. To samo z trichotillomanią. Ale tez wydaje mi się, że w tej chorobie nauczyłam sie wiele pokory wobec życia. Tu na tym forum taki kolega pisze, że będzie nikim może. Ja tez tak myślałam często, że skończę studia ( bo w sumie to nawet dwa kierunki skończylam) to może będę kimś. Teraz zupełnie tak nie myślę. Chyba bardziej nauczyłam sie żyć z dnia na dzień, cieszyć sie małymi chwilami szczęścia, kiedy na przykład jestem wolna od objawów. Kiedy chorowałam na bulimię, miałam okazję spotkac się z psychitarą, który pierwszy w POlsce zakałdał ośrodki dla alkoholików i powiedziłam mi słowa które pamietam do dziś, że najważniejsze to nigdy nie tracić nadzieji. Bo bez nadzieji człowiek umiera. I nie wrato przejmować się slowami głupców, że nadzieja jest matka głupich, chociaz ja sama czasami łapię sie na tym, że wpadam w taki schemat myślenia. Ja wiem, że choroba może okrótnie zniekształcić życie, ale chyba najważniejsze żeby sie po prostu nie poddawać. I nie chcę tu jakoś kadzić czy coś. Bo już z własnego doświadczenia wiem, że nawet z najgorszego gówna czasami można wyjść, chociażby na jakiś czas.
Obserwuj wątek
    • tadeuizdbsk47 Re: moja historia 14.08.12, 00:21
    • miyal Re: moja historia 01.03.13, 21:25
      Moja historia jest chyba nieco podobna, od lat mnie to prześladuje, ciągle sprawdzam czy zamknęłam drzwi,czy wyłączyłam różne urządzenia, mam jakieś schizy, że od kaloryfera zapali się firana, szmata itp., do tego dochodzą często nachodzące mnie myśli, że na pewno zrobiłam coś źle lub czegoś nie zrobiłam, że to będzie miało dla mnie i dla innych negatywne skutki, nikt tego nie rozumie i inni myślą, że ciągle się czegoś boję i jestem zbyt nerwowa, mam stresujący zawód, owszem, niestety taka kolej rzeczy, ale kiedyś było inaczej, próbowałam szukać przyczyn i usuwać je, ale to ciągle nachodzi... czasami mija, gdy coś dobrego w moim życiu wydarzy się; czasami też odczuwam, że jestem "gorsza" i nie powinnam właściwie niczego robić, martwi mnie to.. nie mogę już czasami patrzeć na siebie w lustrze i jedyne co mi pomaga to ciągła modlitwa przed snem..dopóki nie zasnę, wierzę, że może to jakoś pomoże, ale ileż tak można? wierzę w Boga, chętnie modlę się, jednak to nie powinno być chyba wyjście w sytuacji, proszę codziennie o to, żeby "wszystko było dobrze" i abym mogła być szczęśliwa, ale obecnie raczej mam stany depresyjne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka