Dodaj do ulubionych

jak to możliwe?

06.05.06, 16:38
Jestem mężatką od 30 lat. Wczoraj mój mąż napisał do mnie maila ( nie, nie
powiedział w cztery oczy, a napisał..), że zaczął się leczyć na nerwicę
natręctw. Przez tyle lat ukrywał swoją chorobę i teraz go to przerosło i
skontaktował się z psychiatrą. Pierwsze objawy choroby ujawniły się jak miał
8 lat!!!

Ja przez te 30 lat nie podejrzewałam nic! Jego zachowania, jak np. używanie
jednej rolki papieru toaletowego dziennie, aby wyczyścić toaletę, czy
wycierać plamy z wody lub brudu na podłodze, brałam za dziwactwa - poprostu,
taki już on jest.
Nic nie wiedziałam o koszmarach nocnych, pozostawianiu "skażonej" garderoby w
pokojach hotelowych, praniu ręcznika pod prysznicem, aby po kąpieli osuszyć
się mokrym, acz czystym ręcznikiem itd. itd...

Powiedzcie jak to możliwe, że dorosły mężczyzna nie dzieli się ze swoją
partnerką (od 30 lat), swoimi problemami. Jak to możliwe, że woli napisać niż
powiedzieć. Czyżby nie miał do mnie zaufania?

Obserwuj wątek
    • natretna Re: jak to możliwe? 06.05.06, 20:51
      To moze faktycznie dziwne ale osoba chora na NN ma troche inny tok rozumowania.
      Ja np przez wiele lat bardzo bliskiej znajomosci z pewna osoba tez nie
      powiedziala m jej o NN.
      Wiem ze bliska przyjaz to nie to samo co malzenstwo ale napewno podobnie.
      I tak samo jak ty patrzesz na swojego meza patrzy na mnie moja kolezanka - ktora
      poprostu uznaje moje dziwactwa i uwaza jest za cos "normalnego" tak samo jak ty.
      Moze nie powiedzial poniewaz mimo wszystko mimo bilskosci wstydzil sie moze nie
      chcial Cie martwic moze nie potrafi o tym mowic bo jest to dla niego zbyt trudne.
      Ja nie powiedzialam bo nie widze w tym sensu i tak ta osoba nie moze mi pomoc
      tak samo jak ty nie masz duzego wplywu na stan swojego meza.
      Jasne ze mozesz go pocieszac ale czasem to dziala odwrotnie.
      Wiec jesli bylas dobra zona to i tak bylas dla niego oparciem mimo ze nie
      wiedzialas.
      A teraz kiedy poszedl do lekarza wiedzial ze tego nie da sie ukryc przed kims z
      kim sie mieszka.
      A moze dojrzal do tej decyzji ?
      Wiem jedno nie badz teraz nadgorliwa i nie rob mu wyrzutow to moze was tylko
      oddalic.
      Zyjac z NN musisz sie liczyc na rozne nie przyjemne "ciosy" i to byl jeden z
      nich ale pierwszy swiadomie przyjety (wiesz ze to nn)
      Pozdrawiam
      • chp1955 Wsparcie 06.05.06, 21:05
        Dziękuję, to dużo wyjaśnia. Ale jak mogę mu pomóc? Nie chcę być natrętna, ale
        chcę, aby wiedział, że ma we mnie wsparcie, że może na mnie liczyć.
        Co dla chorych na NN jest wsparciem ?
        • natretna Re: Wsparcie 07.05.06, 11:26
          Powiedz mu to co mi "Nie chcę być natrętna, ale
          > chcę, aby wiedział, że ma we mnie wsparcie, że może na mnie liczyć." i ze
          chcesz zeby mowil Ci o wszystkich swoich lekach i niepewnosci.
          NN przebiega zawsze ianczej ale najwazniejsze to nie ingerowac w dziwactwa nie
          zabraniaj mu natrectw dopoki sam sie ich nie pozbedzie (dszieki lekom i terapi)
          Czasem pytaj jak tam jego problemy ale nie wciaz wykaz zainteresowanie ale nie
          przesadne. Nie pokazuj ze to jest dla Ciebie strasznie dziwne
    • kot9912 Re: jak to możliwe? 07.05.06, 14:31
      Witam, po pierwsze chciałam podkreślić, że fakt, iż mąż Cię nie poinformował
      wcale nie świadczy o braku zaufania. W naszym społeczeństwie nie ma tolerancji
      dla osób z podobnymi problemami i być może stąd ten lęk. Oczywiście jak widać
      Ty jesteś osobą bardzo wyrozumiałą (o czym świadczy Twoja reakcja, która jest
      piękna). Może tak Cię kocha i bał się Ciebie stracić... Nie wiem, myślę, że
      Twój małżonek wie to najlepiej, ja mogę się tylko domyślać...

      Nie chcę go usprawiedliwiać bo w związku powinno się mówić o takich sprawach,
      ale ja go rozumiem z tej innej persektywy - sama jestem chora na nn i wiem, jak
      bardzo trudno jest o tym poinformować kochaną osobę... Człowiek boi się
      niezrozumienia, bo często nawet sami chorzy nie rozumieją pewnych aspektów nn a
      co dopiero ktoś zdrowy... Rozumiem, ze musi być Tobie bardzo przykro, ale moim
      zdaniem Twoja reakcja jest naprawdę wspaniała - wioele osób czułoby zawiść,
      pretensje, nienawiść a Ty... pragniesz mu pomóc. A masz prawo czuć negatywne
      emocje... Jestem pod wrażeniem...

      A jak możesz mu pomóc... Myślę, ze każdy człowiek jest inny, ma inne
      oczekiwania, najlepiej po prostu porozmawiaj z mężem i zapytaj go o to... A
      jeśli chodzi o spoób w jaki poinformował Cię o tym, to rozumiem Go.
      Najtrudniejsze rzeczy łatwiej powiedzieć w ten sposób... Ja zrobiłabym tak
      samo, co nie znaczy, ze myślę, ze taki sposób jest ok. Ale pomyśl ile siły
      musiało Go to kosztować... Jaki stres odczuwał czekając na reakcję...
      Wiesz, ja też np. nie mówię ludziom o nn bo wtedy czuję się zdrowsza gdy
      traktują mnie jak zdrową.

      Pozdrawiam Cię serdecznie
      • chp1955 Re: jak to możliwe? 07.05.06, 16:52
        Dziękuję za wsparcie. Dziękuję za to Forum.
        Wiele przeczytałam już o NN w literaturze fachowej i przejrzałam całe Wasze
        Forum, które pozwoliło mi w pewnym stopniu zrozumieć chorobę mojego męża.
        Mam nadzieję, że będę dobrym wsparciem dla męża (w każdym razie będę się
        starała).
        Jego dużym problemem jest samotność (nie odosobnienie, a samotność duchowa),
        samotność w borykaniu się ze NN przez całe swoje życie (próby ukrycia choroby,
        co mu się fenomenalnie udało do tej pory).
        Czekam, kiedy będzie gotowy na otwarcie się; jest tyle rzeczy, których
        chciałabym ię dowiedzieć o jego chorobie od niego: jak to się zaczęło, kiedy
        zorientował się, że to choroba, w jakich momentach to narastało i co
        spowodowało,że dopiero teraz zdecydował się na leczenie.
        Zadałam mu już pytanie, w jaki spoób mu pomóc. Odpowiedzi nie dostałam; może on
        sam jeszcze tego nie wie.

        Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.
        • kot9912 Re: jak to możliwe? 07.05.06, 18:59
          Bardzo możliwe, żę Twój mąż nie wie jeszcze jak możesz mu pomóc, przez tyle lat
          radził sobie sam więc dla niego jest to też jakaś nowa sytuacja, z którą
          podobnie jak Ty musi się oswoić, zaakceptować i nauczyć funkcjonować w trochę
          innej niż dotychczas relacji. Ale naprawdę podziwiam Cię za reakcję.
          Zyczę Wam szczęścia! Trzymaj się ciepło!
          • chp1955 do kot9912 07.05.06, 20:56
            Dzięki. Nie masz co podziwiać. Ja go poprostu kocham.
            • natretna Re: do kot9912 08.05.06, 13:41
              Tez bym chciala miec taka kochajaca zone :) (oczywiscie z moim przypadku meza)
              A natrectwa napewno narastaja w stresowych sytuacjach
    • bb103 Re: jak to możliwe? 21.05.06, 17:43
      Podziwiam twojego meza, ze napisal to Tobie. To bardzo wielka jego zasluga oi
      odwaga. ja ma NN stwierdzona od 29 lat i nikt poza mna w rodzinie tego nie wie
      i nigdy sie nie dowie. To sa moje problemy , z ktorymi musze sam sobie radzic.
      Nie umiem, nie potrafie i co ukrywac boje sie tego powiedziec bliskim w
      jakikolwiek sposob. dlatego nisko chyle czolo przed Twoim mezem. To co
      przezywam, i jak sie maskuje przed rodzina to jeden wieeeeelki koszmar, sam sie
      nie raz dziwie jak to znosze i ze jeszcze zyje.Zreszta wszyscy tu piszacy
      zjednoczeni w jednej mece wiedza dobrze co to noce w NN, co to kazy nastepny
      dzien. Nikt z tu piszacych nie opisal jeszcze WSZYSTKICH swoich objawow i
      sadze , ze nie opisze bo nawet pisanie o tym to koszmar.
      Droga ch1955 poczytaj najpierw o naszych lekach, trudnosciach i mekach, a potem
      starja sie zrozumiec swojego meza. To ze odwazyl sie to Tobie napisac to
      znaczy, ze Ci ufa i oczekuje Twojego ciepla i zrozumienia. Zrozumienie jest tu
      najwazniejsze. Postarja sie mu pomoc, jesli mozesz we dwoje bedzie Wam (Jemu)
      latwiej. ja nie mam komu o tym powiedziec i to dopiero jest okropne

      Pozdrawiam wszystkicg w NN
      • natretna Re: jak to możliwe? 22.05.06, 09:40
        Nie opisalismy swoich wszystkich problemow poniewaz to jest nie do zrobienia.
        Popierwsze nie wszystko lacze z NN a po drugie zawsze o czyms sie zapomina.
        To fakt najgorsza NN jest kiedy jstes w stresie tak jak teraz i kiedy naprzyklad
        wracam w nocy z imprezy i czuje taka pustke i bezsens ...wtedy NN mnie
        paralizuje niczego nie moge zrobic ...
      • kot9912 Re: jak to możliwe? 22.05.06, 22:50
        Drogi "bb103"

        Zgadzam się z Tobą, że powiedzenie ukochanej osobie (bądź powiedzenie
        komukolwiek...) o nn to trudna, czasem wręcz niemożliwa decyzja... Z jednej
        strony Cię podziwiam, żę potrafisz radzić sobie sam z tą dolegliwości, jednak z
        drugiej strony myslę, że jest Ci bardzo ciężko, może ciężej samemu się z tym
        borykać... Nie wiem dlaczego tak skrzętnie to ukrywasz, ale sądzę, ze masz ku
        temu powody. Jesteś bardzo silny. mam nadzieję, ze znajdziesz bliską sercu
        osobę, której bedziesz potrafił wyznać prawdę choć w tej chwili zapewne wydaje
        się to dla Ciebie niemożliwe. Ja również czasem w to wątpie, ze kiedyś jakiś
        partner to zaakceptuje i dlatego powiem Tobie, żę warto w to wierzyć...

        gorące pozdro:)
        Marta
        • bb103 Re: jak to możliwe? 24.05.06, 16:49
          nie zgodze sie, ze jestem silny. Nie sprawa sily raczej wytrzymalosci
          albo...przyzwyczajenia. NN nie jest moim jedynym problemme, jak zapewne
          wiekszosci z tu piszacych i goszczacych. mam jeszcze totalna nawracajaca
          depreche,silne leki ( nerwica lekowa?), fobie a do tego niepotwierdzona
          neuroborelioze. tego co mam to wystarczy na obdzielenie duzej liczby ludzi.
          bronie sie takze przed tendencjami samobojczymi. To wszystko co wymienilem i
          nie ( pozostawilem sporo w niedopowiedzeniu)kreci sie bez przerwy jak jeden
          totalny przerazajacy kierat. popadam z jednego (obledu?)stanu w drugi. czasami
          widze te przejscia, a czasami nie. Mozesz wiezyc lub nie ale od 30 lat nie
          mialem ( moze nie zauwazylem ?)ani jednego spokojnego dnia ,czy czy nocy.
          najgorsze sa cierpienia psychiczne, fizyczne sa tez ciezkie ( zwlaszcza
          boreliozowe)ale DUZO latwiej je zniesc.Dzieki za slowa otuchy. Ciesze sie ze
          jestescie i istniejecie na tym formum. Poiwedziec hm.
          Rodzina ma swoje problemy, natomiast ja mam tyle objawow, ze nawet lekarzy
          trudno przekonac. Zreszta mam juz opinie zlosnika, dziwaka ( to idzie przezyc)
          i najgorsze lenia, nieroba i hipochondryka. Po prostu ucze sie z tym zyc.
          natomiast lekarze.. lecze sie z przerwami ca 25 lat. ostatnie 6 systematycznie
          poprawa prawie zadna. po zalapaniu tej nieszczesnej boreliozy wszystkie te
          objawy nasilily sie. Njabardziej boli jak bliscy nie wieza. raz , czy dwa razy
          probowalem cos na ten temat powiedziec i skonczylo sie na - wez sie w garsc i
          cos porob, popracuj a ci pzrejdzie.To ze lekarze nie iwerza to dzisiaj raczej
          normalka. Przeprazsam za chaotyzm i literowki ( to skutki borelki)
          Wiecej nie mam sil pisac, zreszta nie bede odbieral glosu innym
          Pozdrawiam
    • dola_niedola Re: jak to możliwe? 24.05.06, 18:49
      Droga chp155! Uważam, że w zasadzie powinnaś czuć się szczęściarą z
      następujących powodów:
      1. twój mąż zaczął się leczyć
      2. przez 30 lat uważałaś NN za dziwactwo - więc objawy choroby Cię dotyczyły
      tylko pośrednio. To Twój mąż (tak myślę) wycierał toaletę, plamy z wody.
      Ja mam "staż" z neurotykiem dziesięcioletni i to mąż mi każe wycierać i
      szorować (osobiście niemoże tego robić, gdyż z nerwicy ma alergię na środki
      czystości). Oczywiście, że zawsze jest niedomyte i niedoszorowane, bo jego
      standard czystości poza wyobrażeniami. I ma wrażenie, że to ja powinnam się
      leczyć (na lenistwo i niechlujstwo). Niema dnia, żebym nie poczuła, że w naszym
      małżeństwie jest nas troje: ja, on i nerwica natręctw. Dlatego zazdroszczę Ci
      tych wspólnych 30 lat. U nas to nie są tylko dziwactwa jednego z partnerów,
      gdyż droga do spełnienia neurotycznych wymagań prowadzi przez dręczenie
      współmałżonka.
      Rozumiem, że ujawnienie problemów Twojego męża było dla Ciebie ciosem, ale
      myślę, że mu na Tobie zależy, gdyż decyzja pójścia do psychiatry nie należy do
      najłatwiejszych. Niektórzy nawet tyle siły nie mają...
      Serdecznie pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.
      • chp1955 chyba jak narazie jest lepiej 26.05.06, 23:17
        Dziękuję wszystkim za wypowiedź. Bardzo mi one pomogły.
        Mąż bierze teraz leki i niektóre z objawów nn zmniejszyły się. Bez problemu
        prowadzi wózki z zakupami w sklepach.
        Już nawet sam zaczyna żartować na temat jego natręctwa (wycieranie podłóg i wc
        papierem toaletowym - to robi często). Nie wiem czy to dlatego, aby ukryć, że
        się wstydzi, czy poprostu już się nie ukrywa i jest mu z tym łatwiej.
        • natretna Re: chyba jak narazie jest lepiej 27.05.06, 19:21
          wydaje mi sie ze wie ze nie musi sie juz ukrywac i ze rozumiesz. A czasem jest
          lepiej zazartowac co by nie zwariowac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka