Witam

Znów będę męczyć pytaniami.
A konkretnie jedną główną sprawą. Jako 2/z11 szamoczę się z pojęciem Misji
życiowej.
Skąd mam wiedzieć co jest moją "misją"? Niektórzy twierdzą, że robienie tego
co się lubi, jest najlepsze... Inni, że to ma być coś "na rzecz innych" -
czyli rozumiem, że poświęcenie /a jak nie to potępienie?/.
Jeszcze inni, że trzeba nauczać tego, co się samemu wie, albo do czego ma się
talenty, umiejętności.
Problem w tym, że ja już nie wiem, co ja lubię, panicznie myślę, co też
powinnam zrobić, na rzecz innych, a już kwestia uczenia innych, przy poczuciu,
że jest się miernotą, której czasem trafi się, jak ślepej kurze, albo która
nie czuje się nigdy pewnie w swoich umiejętnościach...wiadomo.
Owszem, czasem mam wrażenie, że coś jakby umiem, że intuicja podpowiada mi np
co się stanie, ale powiedzenie, że "wiem", czy "potrafię" jest wg mnie bardzo
ślisko-grząską sprawą. A tym bardziej, że hm... mam nieco problem z uznaniem
swoich ewentualnych umiejętności. Nawet jeśli ktoś mnie pochwali, to czuję się
źle.
No i tak się szamoczę codziennie ze sobą.
Troszkę próbuję mniej wątpić we własne umiejętności, co owszem pomaga, ale
bardzo opornie idzie. Im bardziej się silę tym gorzej
Męczą mnie do tego upiorne migreny, co, jak sądzę, jest skutkiem tych szamotań
wewnętrznych.
Jak więc mam wiedzieć, co jest tą misją? Może za bardzo próbuję ją zobaczyć i
dla tego nic nie wychodzi? Problem w tym, że życie nie czeka, trzeba
podejmować decyzje, a ja mam wrażenie, poruszania się niejednokrotnie po
omacku w ciemnym pokoju.
Owszem, mam łepetynę pełną wzniosłych idei, ale co z tego?
Może jakieś podpowiedzi, dla skołowanej 2/z11/z38, która wiecznie o coś pyta?

Problem w tym, że nie mam kogo się poradzić, bo sama raczej wspieram innych.
Pozdrawiam