darino
25.11.05, 07:55
"Żmija zaatakowała całą rodzinę! Żmija wtargnęła do kościoła w trakcie
nabożeństwa! Żmija zakrada się do stajni i wypija mleko krowie! - Takie
alarmujące sygnały słychać wprawdzie coraz rzadziej, ale nie dlatego
rzadziej, że żmij jest mniej, tylko dlatego, że ludzie zaczynają sobie zdawać
sprawę, że to są bajki - twierdzi Artur Święch. - Żmija jest stworzeniem
bezbronnym, które ma najwięcej wrogów, a najgroźniejszym jej przeciwnikiem
jest człowiek.
Jak twierdzi "łowca żmij”, bo takim mianem określany jest Święch, jad żmii
nie jest śmiertelny, chociaż człowiek mniej odporny po ukąszeniu może
umrzeć. - Podobnie jak człowiek uczulony na jad pszczeli - twierdzi Święch.
Zaczęło się od Raju
Właściciel gospodarstwa w Rokszycach, bojąc się o dzieci i rodzinę wezwał
strażaków, a ci, nie mogąc sobie z nimi poradzić, ściągnęli Artura Święcha z
Nadleśnictwa Tuszyma k. Mielca. Ma on zezwolenie ministra ochrony środowiska
na łapanie i przechowywanie węży w celach naukowych.
Jego zainteresowanie żmijami i wężami trwa już prawie trzydzieści lat. Jest
prawdziwym specjalistą, a ukoronowaniem jego pasji będzie praca magisterska
poświęcona właśnie gadom. - W ciągu 28 lat, odkąd interesuję się wężami,
natknąłem się tylko na jeden przypadek śmiertelnego dla człowieka ukąszenia
przez żmiję - twierdzi. - Jej jad jest neurotoksyczny, kilka godzin po
ukąszeniu człowiek odczuwa bóle, a ukąszone miejsce puchnie. Najlepiej
wówczas podać surowicę. Pamiętam przypadek, gdy pracownik leśny został
ukąszony i nawet tego nie poczuł. Charakterystyczny na nodze ślad ukąszenia
zauważył dopiero dwa dni później, gdy zaczęła go boleć noga.
Lęk i wstręt przed wężami ma swoje źródło już w opowieści biblijnej, gdzie w
Raju wąż, wprawdzie nikogo nie ukąsił, ale namówił do grzechu.
- Ludzie nie znają ich zwyczajów, specyfiki ich życia, myślą też, że żmije są
zimne i oślizłe. To wszystko zwiększa lęk i niechęć do tych gadów - mówi
Artur Święch. - Jedynie dzieci nie czują takich uprzedzeń i bywa, że
ustawiają się w kolejce, by pogłaskać żmiję.
Wystarczy mocno tupnąć
Jak się okazuje, atak żmii - atakuje tylko wówczas, gdy wejdziemy na jej
terytorium - łatwo rozpoznać: zwija się w kształcie litery "S” i wydaje
charakterystyczny szum. Jad służy żmii do zabicia ofiary, jak również
rozpoczyna wstępny proces trawienia.
- Żmija nie atakuje stworzenia większego od siebie, a jeżeli już nastąpi
atak, to tylko w celach obronnych - zastrzega Święch. - Sama zaś stanowi
pokarm dla jeży, lisów, bocianów, a nawet dzików.
- Ludzie powinni starać się zrozumieć dlaczego zwierzyna nas atakuje, bądź od
nas ucieka - twierdzi Zygmunt Jurasz, nadleśniczy Nadleśnictwa Tuszyma. -
Wówczas lepiej wpasowalibyśmy się w środowisko biologiczne. Wszystkie
zwierzęta, nawet te udomowione, psy i koty, kierują się w życiu zasadą
terytorializmu. Po prostu znakują swój teren. O ile jednak bobry czy rogacze
mogą z łatwością przemieszczać się na dużych przestrzeniach, to terytorium
żmij i węży jest stosunkowo małe: okręg samic żmij to zaledwie 350 metrów,
samców jest nieco większy.
Co robić, by wchodząc do lasu, uniknąć spotkania ze żmiją? - Wystarczy
kilkakrotnie mocno tupnąć - twierdzi Artur Święch. - Żmija nie słyszy, ale
nawet do 300 metrów wyczuwa drgania. I wówczas ucieka.
Zostaw mnie w spokoju
Hodowle jadowitych żmij są w Rosji, Chinach i Wietnamie. W Wietnamie, gdzie
mięso żmii jest daniem wykwintnym, a popijane wódką żmijówką jest ponoć
afrodyzjakiem, hodowlą zajmują się nie tylko prywatni hodowcy, ale także
wojsko. W czasie wojny z Amerykanami jadowite żmije wypuszczane były na
stanowiska amerykańskie. Z jadu produkowana jest surowica, a jego
pozyskiwaniem zajmują się wykwalifikowani "dojarze”. Żmije dojone są raz w
tygodniu. Z jadu na końskich farmach robi się surowicę. Koniom wstrzykuje się
co siedem dni coraz większe dawki jadu. Surowice otrzymuje się z osocza krwi
koni. Koń - krwiodawca daje rocznie około 75 litrów krwi, z których można
wykonać nawet do tysiąca ampułek surowicy.
Węże i żmije są u nas pod ochroną, mimo że jak mówią leśnicy, jest ich
obecnie sporo. - I podchodzą do osad, bowiem rolnicy mniej uprawiają pól, nie
wykaszają łąk i nie karczują zarośli - mówi Święch. - Ponadto stosuje się
mniej chemii w uprawach, co mogło się przyczynić do zwiększenia populacji
gadów.
W Polsce nie ma sztucznych hodowli żmij, gdzie hodowano by je w celu
pozyskiwania jadu potrzebnego do produkcji surowicy. - 30 lat temu myślano o
założeniu takiej farmy, ale zrezygnowano z tego pomysłu, gdyż w Polsce jest
zbyt mało przypadków ukąszeń, by potrzeba było aż tak dużo surowicy -
twierdzi Artur Święch.
W ostatnich kilku latach miał około 20 sygnałów o pojawieniu się żmii
zygzakowatej. Nie powinno się ich przenosić, zwłaszcza gdy już obrały sobie
lokum na przezimowanie. - Te, które odłowiłem w studni w Rokszycach, były już
lekko ospałe, w początkowym stadium hibernacji - twierdzi Święch. - Miejsce
wybrane równocześnie przez tyle żmij jest widocznie tak sprzyjające, że w
następnych latach może być ono również wybrane przez inne osobniki. Ale, co
zawsze powtarzam, nie niepokojone, nie są niebezpieczne.
Jak twierdzi "łowca”, natura wszystkie jadowite stworzenia tak wyposażyła, że
już barwami ostrzegają: "zostaw mnie w spokoju”.
- Człowiek nie jest atrakcyjnym kąskiem dla żadnego zwierzęcia, a co dopiero
dla małej żmii - pociesza Święch. - Jedynie krokodyl różańcowy i tygrys
bengalski "nas lubią”.
www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20051125/WEEKEND/51124010