Dodaj do ulubionych

[GW]Kolonizatorzy przedmieść

03.12.05, 13:22
fragmenty artykułu na temat Piaseczna:

miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3046158.html?as=1&ias=3

Kolonizatorzy przedmieść
Marcin Zieliński 02-12-2005 , ostatnia aktualizacja 02-12-2005 22:28
(...)

Dwa razy taniej niż w mieście

Co dziesiąte nowo wybudowane mieszkanie w aglomeracji warszawskiej znajduje
się poza stolicą - wynika z badań przeprowadzonych przez internetowy serwis
mieszkaniowy www.tabelaofert.pl.

Według REAS Konsulting, firmy zajmującej się analizowaniem rynku
mieszkaniowego, najlepiej, jeśli chodzi o budowanie mieszkań w podwarszawskich
gminach, było w 2001 roku, gdy do użytku oddano 2745 mieszkań. Rok później
nastąpił kryzys spowodowany złą koniunkturą gospodarczą w kraju, wtedy
wybudowano zaledwie 991 lokali. Od tego czasu następuje powolny wzrost. Dwa
lata temu pod Warszawą zbudowano 1261 mieszkań, rok temu 1751, a w tym już
2026. planują wybudować w sumie 2013 nowych mieszkań. Z tego w Piasecznie ma
ich powstać 1000, w Ząbkach 718, w Markach 515, w Pruszkowie 167, a w Otwocku 112.

- Naszymi klientami są ludzie młodzi, po studiach, którzy planują założyć
rodzinę, nie chcą wynajmować mieszkania i nie stać ich na kupno drogiego
lokalu w stolicy - mówi

Łukasz Adamczyk z firmy Fort Development sprzedającej mieszkania w
Józefosławiu w gminie Piaseczno. - To właśnie z myślą o takich ludziach
budujemy nasze domy, w których oferujemy mieszkania od 40 do 120 metrów.

Zdaniem Adamczyka najczęstszym powodem zakupu mieszkania w podwarszawskiej
gminie jest cena. Dla przykładu: za 48-metrowy lokal w Pruszkowie trzeba
zapłacić 140 tys. zł, podczas gdy na Ursynowie mieszkanie o dziesięć metrów
mniejsze kosztuje nawet dwa razy drożej.

- Amatorzy podwarszawskich mieszkań świetnie znają rynek nieruchomości,
wiedzą, czego mogą oczekiwać i za ile - uważa Adamczyk.

(...)

Piaseczno zabiega, Otwock wręcz przeciwnie

Andrzej Swat, wiceburmistrz Piaseczna, uważa, że budowlany boom gmina
zawdzięcza przyjętemu kilka lat temu planowi zagospodarowania przestrzennego.

- Na tym, że tyle się u nas buduje, zyskują wszyscy. Rolnicy sprzedają
deweloperom swoją ziemię z dużym zyskiem, ludzie mają domy, a do gminnej kasy
wpływa coraz więcej pieniędzy z podatków - mówi wiceburmistrz i bardzo się
cieszy z każdego nowego mieszkańca gminy.

I ciągle myśli, jak przyciągnąć kolejnych.

- To właśnie z myślą o nich budujemy kolejną szkołę, dodatkowe drogi i
prowadzimy negocjacje z PKP, by uruchomić szybką kolej podmiejską - mówi.

Gmina Otwock ma zupełnie inną politykę.

- My nie chcemy stać się sypialnią Warszawy jak Piaseczno czy Ząbki. Nam
zależy na tym, by mieszkańcy stolicy przyjeżdżali do nas w weekendy wypocząć.
Mamy dużo lasów, zabytkowych kamienic i leczniczy mikroklimat. W tym
upatrujemy naszą szansę. Jeśli ktoś zechce u nas zamieszkać, to zapraszamy,
ale zabiegać o to nie będziemy - mówi Robert Flaziński, naczelnik wydziału
promocji, rozwoju i działalności gospodarczej w Otwocku.

Polityka magistratu złości otwockich deweloperów.

- Mamy najtańsze mieszkania w okolicy. Metr kosztuje u nas nawet o 600 zł
mniej niż w Piasecznie, a jak jedziemy na targi mieszkaniowe i proponujemy
mieszkanie w Otwocku, to klienci jęczą, że to strasznie daleko. A przecież z
Otwocka do centrum Warszawy jest bliżej niż z Piaseczna. Tylko że Piaseczno
się promuje, a Otwock nie - denerwuje się pracownica przedsiębiorstwa
budowlanego Stocki.

Ciężko, ale jednak u siebie

Marcin Burdzanowski na 170 cm wzrostu i ślady białej farby na włosach. Przed
chwilą skończył malować kuchnię. Do swojego nowego mieszkania w Józefosławiu
wprowadził się tydzień temu. Jestem jedną z pierwszych osób, która go odwiedziła.

Mieszkanie mieści się na parterze jednopiętrowej kamienicy, dwa pokoje,
kuchnia i łazienka, całość 45 m kw.

W środku panuje bałagan, w jednym pokoju stoją łóżka w drugim kartony z
ubraniami i zabawkami. Monika, żona Marcina, z najmłodszą czteromiesięczną
córeczką śpi w pokoju sypialnym, dwie starsze córki (pięć i cztery lata) bawią
się wśród sterty pudeł.

- Dopiero się urządzamy, ale do świąt wszystko powinno być gotowe - mówi Marcin.

Burdzanowscy przez ostatnie lata wynajmowali mieszkania na Woli, Sadybie i w
Wawrze. Odkąd sześć lat temu wzięli ślub, to będą ich pierwsze święta we
własnym domu.

- Zawsze marzyłem o tym, że będę miał mieszkanie. Chciałem kupić cokolwiek,
byle tanio. Co tydzień czytałem gazetę z ogłoszeniami i szukałem jakieś okazji
w Warszawie. Najtańsze mieszkania zdarzają się na Tarchominie, ale i tak ich
cena, grubo ponad 3 tys. za metr, jest dla mnie za wysoka. Ja pracuję w
oczyszczalni ścieków, zarabiam 2500 zł miesięcznie, żaden bank nie chciał mi
udzielić kredytu mieszkaniowego. Myślałem, że nigdy nie będę miał własnych
czterech kątów - opowiada Marcin.

Trzy lata temu zdarzył się cud.

Burdzanowski przeczytał w "Gazecie Wyborczej" o międzynarodowej organizacji
Habitat for Humanity zajmującej się budowaniem domów dla rodzin, których nie
stać na zakup mieszkania po cenach rynkowych.

- Szukali wielodzietnych rodzin ze stałym dochodem, które nie miały własnego
domu. Zgłosiliśmy się. Trzeba był wpłacić 10 tys. zł i zobowiązać się do
spłacenia pozostałych 90 tysięcy w przeciągu 20 lat - mówi Marcin i odchyla
się na krześle.

- Ale z drugiej strony nie jest tak różowo. Do najbliższego przystanku
autobusowego jest ponad kilometr. Jak mam na szóstą rano do pracy, to wstaje o
czwartej. Jem śniadanie i o 4.30 wychodzę na przystanek. Czekam na autobus 709
lub 729. Dojeżdżam do metra Wilanowska, przesiadam się w 710 lub 139 i jadę do
Wilanowa. Potem 163 i wysiadam przed oczyszczalnią ścieków - mówi.

Przez dojazdy Marcin traci dziennie ponad cztery godziny.

- To mnie denerwuje, bo ten czas wolałbym spędzić z rodziną. Gdy wracam do
domu, jestem zmęczony podróżą, a muszę jeszcze wykończyć mieszkanie.
Dziewczynki narzekają, że nie poświęcam im tyle czasu co kiedyś - opowiada.

Po przeprowadzce żona musiała zrezygnować z pracy. Dorabiała jako pomoc domowa
u rodziny mieszkającej w Wawrze. Teraz mieszkają za daleko, by mogła tam
dojeżdżać z najmłodszą córką.

- Marcin, czy jesteś pewny, że warto się było przeprowadzać? - pytam.

- Oczywiście, bo wreszcie mieszkam na swoim - Marcin nie ma wątpliwości. -
Poza tym mam nadzieję, że szybko spłacę mieszkanie, a potem je sprzedam i
kupię coś innego. Coś w mieście.
Obserwuj wątek
    • ek1111 Re: [GW]Kolonizatorzy przedmieść 03.12.05, 16:20
      tm51, chyba zapomniałeś o ustawie o prawach autorskich...
      • tm51 Re: [GW]Kolonizatorzy przedmieść 03.12.05, 17:43
        niby czemu? link jest, autor jest, to normalne, że sie wkleja dotyczące danego
        forum artykuły
        • ek1111 Re: [GW]Kolonizatorzy przedmieść 03.12.05, 21:46
          Jest link, nazwisko i źródło, i to jest ok. Co do reszty to jednak potrzebna
          jest zgoda autora artykułu. Można bez zgody autora przytaczać urywki
          rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, lecz tylko jako cytat
          (tzw. prawo cytatu}. W przypadku cytatu autor ma prawo do wynagrodzenia. Zawsze
          bezpieczniej jest podać link i ewentualnie kilka zdań od siebie. Ja się nie
          czepiam, ale prawo jest...
    • mahony2109 Re: [GW]Kolonizatorzy przedmieść 03.12.05, 23:09
      Ciekaw jestem, czy osoba wypowiadająca się w artykule doczekała się
      kiedykolwiek na linię "729". Mi się to nie udało :-D

      Pzdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka