Dodaj do ulubionych

Piaseczyńska bajka....

23.02.08, 00:29
Wierzę w tęgie umysły tu zamieszkujące,wierzę w pomysłowość, wenę i humor. Wszak każdy może zostać poetą, czy innym pisarzem.

Stwórzmy nową- piaseczyńską, dodam- bajkę. Wyzwólmy umysł...hehe ;)

No to zaczynam:

"za górami, za lasami, za rzekami, za morzami, za asfaltowymi drogami, dziurawymi chodnikami......
Obserwuj wątek
    • stentonik Re: Piaseczyńska bajka.... 23.02.08, 01:34
      ...leżał stary zardzewiały scyzoryk. Pan Stefan z kamienicy przy
      Sierakowskiego nabierając z pompki poranną wodę do wiadra, rzucił
      okiem na ów kawałek podłużny leżący na jezdni. Splunął trafiając w
      ostrze wyrzutą gumą donald i zabierając wiaderko spojrzał na nową
      fasadę budynku sądu...
      • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 23.02.08, 12:49
        ....tymczasem na drugim końcu miasta, duchem młoda aczkolwiek
        wiekiem trochę posunięta, Cześka ze Szkolnej własnie obalała
        alpażura zastanawiając się czy z herbaty granulowanej da sie zrobic
        papierosa?...
        :)
        • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 09:56
          coś pierdło, strzeliło, zaiskrzyło i po mieszkaniu rozniósł się
          zapach czarnej klasycznej złamanej nutką gazety wyborczej;) w
          płucach aż zagrało a gardło dawno nie dostało takiego kopa! tiaaaaaa
          teraz wiem że żyje - pomyślała Cześka i bujneła sie teatralnym susem
          w niedawno opuszczony, jeszcze ciepły barłóg...wtem łomot w drzwi
          zakłócił te sielanke ...
          ;)
          • zemfiroczka Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 10:24
            Do Czeski wparowali z kurtuazyjną wizytą Józek z Jaśkiem. "No to żegnaj pierzyno"- pomyślała Cześka. Jasiek był dziś zupełnie nie w formie- całą noc walczył na szabelki z czterogłowym smokiem trzymającym owe szabelki za pomocą 12 języków. Kryyyyste, co walka- Jasiek już, już miał się poddać, ale wpadł mu niechcący zupełnie- do głowy dziwny pomysł i jak się zamyślił, to nadepnął smokowi na pazura, a tamten ni z tego, ni z owego na takie dictum pokazał mu czterokrotnego faka, zawinął ogon i sobie poszedł....
            Jasiek obudziwszy się, zobaczył siedzącego przy stole, przy JEGO stole Józka....Tylko dlaczego razem z Józkiem zjawili się potem nagle u Cześki, to tego Jasiek jakoś nie mógł sobie przypomnieć...i to niedośc, że przez smoka, to jeszcze przez niodganione mysli cały czas jest taki nieteges....
            • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 10:39
              Cześka słuchając tej opowieści, w myślach już robiła zapasy czarnej
              klasycznej granulowanej, dzieląc ją na działki. Rany ale ma kopa-
              pomyślała...smoki, miecze - az podskoczyła z radości na myśl o
              złotym interesie! Wyskoczyła z barłoga, przeczesała kołtuna na
              głowie, pogłaskała pieszczotliwie pypcia na nosie i a z zakrzyczała
              w przypływie pozytywnej energii.
              • len_y Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 11:26
                ...jak tu pięknie – wykrzyknęła. Nastawiła pranie, bo świeże lujdy się
                skończyły. Sześć razy we Frani zmieniała wodę, za każdym razem dodając Calgon;)
                aby wirnik kamieniem nie zarósł. Wywiesiła pranie na sznur między dwie
                nadpróchniałe jabłonki...wzięła w pudełeczko ciut herbaty i poszła do sąsiadki
                urzędującej za winklem. Razem z Jadźką sprzedawały kiedyś buty z „drugiej ręki”
                na pobliskim rynku. W mieszkaniu Jadźka przygotowywała właśnie zacier w
                proporcji 1410. Siadły przy stole i zaczęły skręcać herbate...
                • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 11:43
                  ...słysząc trzask zamykanych drzwi Józek ocknął soie na moment
                  próbując złapac ostrość ale obraz wydawał sie śjakiś taki rozmyty.
                  Coś diabelnie szczypało go w oczy a kac wyrywał z otepienia
                  alkoholowego. Wział kilka głebszych wdechów iiiii poteżne
                  kaszlnięcie wyrwało sie z jego, osmolonych radomskimi, płuc. Na
                  alpażura! co tu tak śmierdzi? - skrzywił sie Józek. Poczał sie
                  rozglądac po izbie i nagle zdał sobie sprawe że ów zapach dobywa sie
                  z jego spodni...kasłanie będąc zamroczonym, to nie był dobry
                  pomysł....

                  -
                  Robal zamienił sie w motyla! :)
                  • zemfiroczka Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 11:58
                    ....i znowu trzeba będzie się przejść do Gienki, bo Jadźka zaczęła właśnie protest antypralniczy. Stara tara już rdzą podeszła, a nową szkoda, bo tak ładnie błyszczy...
                    • len_y Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 12:15
                      ...do Józka przyszedł Jasiek z jakimś pomysłem, ale jak tylko wszedł do komnaty
                      i sztachnął się zawiesiną wydobywającą sie ze spodni to od razu zrobiło mu się
                      słabo. Więc trzasną drzwiami, pierdnął, żygnął i wyszedł... - i powiedział -
                      chamstwa nie zniesę!!!
                      • zemfiroczka Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 12:21
                        ...i na poprawę humoru pierdnął sobie zamaszyście....
                        • zemfiroczka Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 12:23
                          ...i skierował się z wizytą do Ziuty i Edwarda...
                          • stentonik Re: Piaseczyńska bajka.... 24.02.08, 16:25
                            Tymczasem u wspomnianych...
                            -Wstawaj Ziuta, Burek zdechł!
                            -Jak to zdechł?
                            -No nie dycha. Pewnie przez tę pralkę!
                            -Co ma pralka do tego. Przecież on na twoich brudnych gaciach zdechł!
                            -No toż mówię przecież, że przez pralkę!
                            W tym momencie od Zalesie Górnego nadleciał Airbus230 linii WizzAir.
                            Ziuta z Edwardem nastąpili na psa aby lepiej widzieć zbliżającą się
                            do Okęcia maszynę. Znów powiało wielkim światem...
                            • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 25.02.08, 17:31
                              Od kilku godzin Czeska i Jadźka pracowicie spędzały czas nad herbata
                              snując plany co zrobią z całą furą pieniędzy, którą zgarną na tym
                              interesie. Cześka cieszyła sie że w koncu pojedzie na stadion i
                              zaszaleje ale Jadźka czympredzej sprowadziła ją na ziemie, że na
                              stadionie za wiele już nie kupi. Rozczarowanie Cześki nie miało
                              granic aż sobie zaklęła siarczyscie i splunęła obficie jakby chciała
                              cały smutek z siebie wyrzucić.
                              Jadźka oczami wyobraźni widziała w swoim domu piękny kolorowy
                              telewizor. Ech "Niewierna" w kolorze, "Zakazana miłosc" w kolorze,
                              to będzie dopiero! Gienia pęknie z zadrości ha!!
                              ....i tak jedna ze smutkiem na twarzy druga rozmarzona z uśmiechem
                              dalej skręcały herbate nie bacząc na obtarcia i zmęczenie...

                              -
                              Robal zamienił sie w motyla! :)
                              • zemfiroczka Re: Piaseczyńska bajka.... 25.02.08, 19:51
                                Zmęczywszy się już tą robotą obie postanowiły wpaść jak co tydzień we wtorek na Julianowską w odwiedziny do Reginy- taki tam mały zlot czarwonic. W odwiedziny nigdy kwiatów nie przynosiły- po co? skoro Regina od 5 lat codziennie wącha je od strony korzonek. Regina...to była złota kobieta- a jaki samogonek robiła...Sam "Winogronowy Jablonex" chciał jej podstępem wykraść recepturę, ale Burek i Syfilis skutecznie przepędziły łotrów. Wprawdzie sam samogon zaprowadził Reginkę tutaj, ale wtedy...to były czasy- zawsze można było być pewnym, że dostanie się u niej musztardówę tego nektaru...
                                Cześka i Jadźka posiedziały jeszcze chwilę u Reginy, posprzątały wiązanki z sąsiedztwa- nawet świeże były, bo niedawno pogrzeb był w drugiej kwaterze i poszły na rynek z chwastami...
                                • stentonik Re: Piaseczyńska bajka.... 25.02.08, 20:36
                                  Zygmunt nie znosił nudy. Postanowił coś ze sobą zrobić. Gdyby nie
                                  piaseczyńska oczyszczalnia ścieków, byłby nadal nikim. On się nigdy
                                  o niej nie dowiedział, kto wie jakie byłoby wtedy jego zdziwienie...
                                  Ale do rzeczy...
                                  Tego piekielnie upalnego popołudnia siedział jak zwykle na
                                  przystanku przy poczcie na Kościuszki, gdy od strony pewnej znanej
                                  firmy kosmetycznej z jego pięknego miasta poczuł w powietrzu
                                  coś...znajomego. Ten znajomy zapach, którego nie pomyliłby nigdy.
                                  Zapach, który błyskawicznie przypomniał mu jego byłe kobiety...
                                  To niemożliwe, pomyślał, i puścił bąka. A jednak! To ten sam zapach,
                                  wprawdzie mniej koszerny ale jednak...
                                  W jednym momencie stanęło mu nowe lepsze życie przed oczami.
                                  Wiedział, że to szansa i był zły na siebie, że tyle kasy którą
                                  mógłby zarobić konfekcjonując i sprzedając bąki poszło w atmosferę.
                                  Skoro im się udało! Ale wiedział, że oni nie są doskonali, wszak
                                  tyle smrodu im ulatuje. On zachowa wszystko.
                                  Zaczął skromnie od jednej marki "Cień Zygmunta". Pracował w domu. Po
                                  cichu. Pierdział do małych 100mll buteleczek po wódce, którą chwilę
                                  wcześniej obalał, zakręcał i chwilę pasteryzował. Wkrótce zamierza
                                  gazować wodę, ale to zanim strażacy znajdą jego ostatnią kobitę w
                                  studni na podwórzu. Ta woda co jest tera nie smakuje najlepiej...
                                  • teqilaa Re: Piaseczyńska bajka.... 26.02.08, 09:46
                                    (zawsze wiedziałam że te wiejskie klimaty to nie tylko oczyszczalnia
                                    hehehehehehe)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka