hipotamica
10.07.08, 12:52
Wynajmuję mieszkanie na ulicy Łabędziej w Mysiadle. początkowo mi
się podobało, bo 5-letni blok, więc uniknę wymian rur wszelakich,
ocieplania budynku i innych tego typu rozrywek jak w starych
mieszkaniach. Mieszkam tu kilka miesięcy i nie mogę wyjść z szoku.
- ściany z karton-gipsu nie tylko między pokojami, ale także między
sąsiadami oraz klatką. Słychać każde słowo, chrapanie i pierdnięcie.
Powiesić na tej ścianie można co najwyżej nieduży obrazek, bo
obciążona szafka spadnie człowiekowi na łeb razem z kawałkiem tej
super ściany.
- okna są tak nieszczelne, że przy większym wietrze z jednej strony
okno wyje a z drugiej gwiżdże.
- wjazd do garażu został wyliczony chyba na terenówki, bo nawet
turlając się delikatnie wali się albo zderzakiem albo rurą w podłoże
- brama psuje się średnio raz w miesiącu na tydzień, albo i dłużej
- tynk odpada
- jakiś idiota wyłożył wejście do klatki gładką terakotą (czy innym
gównem), dzięki której przy opadzie deszczu albo śniegu tańczy się
niczym baletnica, albo zalicza dupoglębę
- barierki balkonowe już wpieprza rdza
- w garażu woda leje się z rur i po ścianach, ponadto ciągle wywala
bezpiecznik, więc wieczorem a nawet w dzień idzie się po omacku
(chyba zacznę jeździć z latarką)
- winda z garażu nie działa i podobno nie działała nigdy
- na razie więcej nie pamiętam, ale serdecznie współczuję komuś,
kto na to mieszkanie wziął kredyt na 30 lat.