Dodaj do ulubionych

czy sa tu samotni ?

27.11.04, 14:24
Tak Was czytam i odnosze wrazenie,
ze wszyscy jestesci w parach
i szczesliwi. To naprawde bardzo mile.
Ja jestem od lat osoba samotna,
troche pewnie z wyboru, czasami
szczesliwa czasami nie.
Jak traktujecie w waszym otoczeniu
osoby samotne?
Unikacie ich, macie jakies obawy?
Obserwuj wątek
    • kla-ra Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 00:03
      Malwinko,
      Co za pytanie?
      Moja najlepsza przyjaciolka jest rozwodka od niepamietnych czasow.Wychowala
      sama dwoje dzieci,wyksztalcila,wydala zamazcorke,a syna ozenila.Bylego widziala
      w sadzie,na rozprawie o podwyzszenie alimentow.Dran nigdy nie odwiedzal swoich
      dzieci.Jestem z niej dumna i bardzo ja podziwiam.Przyjazniac sie z nia nigdy
      nie mialam obaw,ze odbije mi meza /bo takie opinie slyszalam/.
      A my mezatki tez bywamy w zwiazku samotne,szczesliwe i nieszczesliwe.
      • natla Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 00:40
        Wylazłam z łazienki i oczywiście sprawdziam, czy coś ciekawego nowego...
        Malwinko, domyślam się, że chodziło Ci w tym wątku o kobiety niezamężne,
        a nie o samotność, która z małżeństwem nie ma nic współnego. Bardzo dobrze
        Klara zauważyła, że samotność jest częsta w małżeństwach. Ja jestem osobą
        niezamężną z absolutnego wyboru, a nigdy nie byłam samotna. I nigdy nie
        żałowałam swojej decyzji. Zawsze mówiłam, że jeżeli małżeństwo, to u schyłku
        życia, kiedy oboje będziemy siebie potrzebowali, oczywiście na podłożu
        uczuciowym. Kwiatek do kożucha w postaci chłopa na ogół się znajdował, jedynie
        odczuwałam dyskomfort, kiedy bywałam sama zapraszana na imprezy. Z czasem
        nauczyłam się w takich wypadkach "być nieatrakcyjna" dla spokoju żon i swojego.
        W związku z moim zawodem i układami rodzinnymi też nie odczuwałam braków
        w macieżyństwie. Nie konfabuluję. Patrząc na 99% małżeństw, wiem (przynajniej
        do dziś), że uchroniłam sie przed wieloma okropnymi rozczarowaniami. Nigdy
        z powodu papierka ślubnego nie czułam sie samotna.
        Podobno nie powinno się używać słów "nigdy" i "zawsze", ale w stosunku do czsu
        przeszłego chyba tak.
    • axsa Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 07:20
      Ja myślę,
      że samotność to stan psychiczny,
      a nie liczebny otaczających nas ludzi,
      z którymi jesteśmy różnorako powiązani.
      Można czuć się samotnym ,
      będąc otoczonym ludźmi,
      nawet takimi,
      z którymi jest się bardzo blisko związanym.
      Można tak się nie czuć, nie mając nikogo wokół siebie.

      Mimo bardzo częstego kontaktu z mamą,
      mimo prawie czterdziestoletnireo związku
      z bardzo dobrym człowiekiem /no, nie jest bez wad/,
      mimo bardzo dobrego syna,
      synowej, takiej normalnej, ciepłej, dobrej kobiety
      i wnuczka, jeszcze małego, ale ze swoim przenikliwym rozumkiem,
      mimo oznak miłości wyczuwanych między nami,
      mimo przyjaciółek, koleżanek i kolegóworaz znajomych -
      bywa, że czuje się samotna.
      I to wcale nie oznacza, że akurat jestem sama,
      nie mam się z kim skontaktować,
      nie , to taki stan, kiedy coś mnie gnębi
      i mogłabym o tym pogadać,
      ale nie chcę obciążać nikogo
      swoimi sprawami.

      A osoby bez pary?
      Są takie w moim otoczeniu
      i nigdy sie nie zastanawiałam
      czy się właśnie spotykamy i kontaktujemy,
      czy ktoś akurat urządza "polowanuie".
      Może nie urządzał,
      a może tak,
      a mnie nie przyszło do głowy,
      żeby pod tym kątem analizować sytuację.
      • pia.ed Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 10:38
        Takie gleboko filozoficzne wypowiedzi...
        Jestem sama, ale samotna i nieszczesliwa czuje sie tylko wtedy kiedy
        potrzebuje zawiesic obraz i nie mam chlopa ktory by to zrobil.
        Oczywiscie "obraz" jest tylko przenosnia, potrzebuje po prostu kogos do typowo
        meskich spraw, i wtedy odczuwam swoja samotnosc... ktora chyba mozna
        dokladniej nazwac bezradnoscia w pewnych sytuacjach.
        • natla Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 15:27
          Masz rację. Ten dyskomfórt w takich sytuacjach nie jest miły. Ale zaesze
          znajdzie się uczynny chłop, który pomoże i zrobi to bez łaski.
          A ilu mężów nie potrafi "wbić gwoździa w ścianę" ??? ! smile))
          • tesunia Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 16:10
            natla napisała:

            > Masz rację. Ten dyskomfórt w takich sytuacjach nie jest miły. Ale zaesze
            > znajdzie się uczynny chłop, który pomoże i zrobi to bez łaski.
            > A ilu mężów nie potrafi "wbić gwoździa w ścianę" ??? ! smile))

            potrafi,niepotrafi,
            ale czy pozwoli kiedy malzonka chce wbic sama,
            slyszy komentarz::
            "i znow robisz dziure w scianie"wink)
            • kla-ra Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 18:16
              U mnie wszystkie remonty w domu robie ja /nie chwalac sie/i to pod nieobecnosc
              meza.On nigdy niczego nie potrzebuje,sciany dla niego sa zawsze czyste,
              podlogi,nie wymagaja cyklinowania.
              Kiedy woda cieknie z kranu slysze-mozesz zadzwonic po hydraulika,
              bo to ja znam wszystkich fachowco.Na wbicie przyslowiowego gwozdzia czekam pol
              roku,po czym robie awanture i zmowu czekam,wreszcie biore wiertarke i wieszam
              obraz,a od meza slysze-ale krzewo powiesilas,czemu nie powiedzialas-.
              Przyzwyczailam sie do "zosi samosi" i wierzcie mi,ze lepiej iz same mozecie
              podejmowac decyzje co do spraw meskich.
              Czest tuz przed wyjsciem do znajomych,moj szanowny maz oswiadcza,ze lepiej
              bedzie jak pojde sama,bo On akurat nie jest w nastroju.
              Ale tez wiem ze to dobry czlek,fantastyczny ojciec i dobry przyjaciel.
              • tesunia Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 20:39
                kla-ra napisała:

                > U mnie wszystkie remonty w domu robie ja /nie chwalac sie/i to pod
                nieobecnosc
                > meza.On nigdy niczego nie potrzebuje,sciany dla niego sa zawsze czyste,
                > podlogi,nie wymagaja cyklinowania.
                > Kiedy woda cieknie z kranu slysze-mozesz zadzwonic po hydraulika,
                > bo to ja znam wszystkich fachowco.Na wbicie przyslowiowego gwozdzia czekam
                pol
                > roku,po czym robie awanture i zmowu czekam,wreszcie biore wiertarke i wieszam
                > obraz,a od meza slysze-ale krzewo powiesilas,czemu nie powiedzialas-.
                > Przyzwyczailam sie do "zosi samosi" i wierzcie mi,ze lepiej iz same mozecie
                > podejmowac decyzje co do spraw meskich.
                > Czest tuz przed wyjsciem do znajomych,moj szanowny maz oswiadcza,ze lepiej
                > bedzie jak pojde sama,bo On akurat nie jest w nastroju.
                > Ale tez wiem ze to dobry czlek,fantastyczny ojciec i dobry przyjaciel.

                hmmmm....scenarisz podobny do mojego,
                ale ja wolam fachwcow ,(nie wszystko potrafie zrobic sama)niech robia
                a mezulek placiwink)))))))))))))))
              • natla Re: czy sa tu samotni ? 28.11.04, 21:53
                Ha, ha, tak właśnie było w moim domu i jest w domach wielu przyjaciół. Choć
                ojciec potrafiał nas czasem zaskakiwać. Wiedzą i doradztwem. Taki domowy Mac
                Giver. Większść wykształconych panów, to 2 lewe rączki. Znam jednego mądrego
                chłopa, który potrafi i robi te wszystkie naprawy w domciu, ale po 1. traktuje
                to jak hobby, a po 2. żona go wychowała. To jedna z mimozek, która nic nie umie.
                • pia.ed Mimoza? 29.11.04, 11:34
                  Nie zawsze wystarczy byc "mimoza", aby chlop nauczyl sie roboty...
                  Sa naprawde ciezkie przypadki i jesli jedna mimoza zejdzie sie z druga mimoza
                  to juz katastrofa...
        • axsa Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 08:07
          Przepraszam,
          jeśli to co napisałam,
          zakrawa na filozofię,
          to pewnie muszę coś zrewidować.
          Może moje podejscie do sprawy,
          a może... ? ?
          smile))
          • pia.ed Filozofia? 29.11.04, 11:37
            No wlasnie, to ja jestem ta ktora podchodzi prosto i praktycznie do sprawy...
            Taka juz jestem, to moze cecha baranow?
      • natla Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 10:34
        > bywa, że czuje się samotna.
        I to wcale nie oznacza, że akurat jestem sama,
        nie mam się z kim skontaktować,
        nie , to taki stan, kiedy coś mnie gnębi
        i mogłabym o tym pogadać,
        ale nie chcę obciążać nikogo
        swoimi sprawami.

        **Właśnie axsa. To jest najgorszy rodzaj samotności i to dotyka wszystkich.
        Przecież nie zawsze można nawet najbliższej osobie powiedzieć o swoim problemie.
        Wiesz, że musisz się z nim sama uporać, podjąć decyzję, przetrzymać ból itd.
        • axsa Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 14:30
          Tak, dokładnie tak myślę.

          Ale funkcjonuje przecież "smotność"
          oznaczająca życie w pojedynkę.

          Zresztą w poście Malwiny było pytanie o nasz stosunek do nieparzystych.
          • chudababa Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 15:52
            byl czas, gdy przez pewien czas(maz prawie 2 lata po za granicami)bylam ta
            samotna i co?...przestaly mnie kolezanki zapraszac..telefony sie urwaly dopiero
            po powrocie meza wszystko wrocilo do normy, wiec cos w tym musi byc .
            • pia.ed Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 20:10
              Oczywiscie piszesz o ZAMEZNYCH kolezankach?
            • tesunia Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 21:21
              chudababa napisała:

              > byl czas, gdy przez pewien czas(maz prawie 2 lata po za granicami)bylam ta
              > samotna i co?...przestaly mnie kolezanki zapraszac..telefony sie urwaly
              dopiero
              >
              > po powrocie meza wszystko wrocilo do normy, wiec cos w tym musi byc .

              a ja mam odwrotna strone medalu samotniosci....
              z chwila mojego wyjazdu
              zawsze jedna znajoma wydzwania do mojego,
              ba nawet oferuje sie mu jakies papusianie podrzucic.wink)
              • natla Re: czy sa tu samotni ? 29.11.04, 22:36
                > z chwila mojego wyjazdu
                > zawsze jedna znajoma wydzwania do mojego,
                > ba nawet oferuje sie mu jakies papusianie podrzucic.wink)

                ** No problem, skoro o tym wieszsmile)
              • pia.ed samotni mezczyzni ? 30.11.04, 07:25
                Ciesz sie Tesiunia, ze masz tak atrakcyjnego meza!

                Ale to jest TYPOWE, ze mezczyzni wyzwalaja w kobietach instynkt macierzynski,
                bo przeciez tacy biedni i opuszczeni...
                Samotny ojciec z dzieckiem (a takich jest sporo w Szwecji) zaskarbia sobie
                zawsze podziw zenskiego otoczenia, bo taki "duktig", natomiast
                samotna matka wychowujaca czworke dzieci, to przeciez zupelnie
                normalne i niczyjej litosci ani podziwu nie zaskarbia.
    • ania_53 Re: czy sa tu samotni ? 30.11.04, 09:42
      Również jestem osobą samotną i uważam, że takie osoby są gorzej traktowane.Dawne
      przyjaźnie się gdzieś zapodziały, nie ma z kim iść do kina czy na jakąś
      imprezkę.Pozostają tylko cztery kąty i samotnoć przy telewizorze.
      • pia.ed Re: do Ani 53 30.11.04, 10:04
        Pewnie dlatego, ze jak w mojej sytuacji, kolezanki maja dzieci, niektore
        jeszcze w wieku szkolnym i kolezanki im sie bezgranicznie poswiecaja!
        Nigdy nie maja czasu, bo to musza isc na zakupy, gotuja obiad ktory musi byc
        podany na czas. Wszystko kreci sie wokol domu i dzieci nawet jesli wyprowadza
        sie z domu, to kolezanki musza byc pod telefonem "bo o tej porze ma zwyczaj
        dzwonic moja corka"...
        Jeli wyciagne ktoras na wystawe, to slysze komentarze: Eee, na takie
        bohomazy to nie mam czasu, to chyba jakis pijak namalowal (o nowoczesnej
        sztuce).
        Dlatego najchetniej przebywam w moim wlasnym towarzystwie, wcale nie czuje sie
        zle wychodzac samotnie na spacer czy na "sportowanie" w parku.
        • natla Re: do Ani 53 30.11.04, 10:13
          Tak, samotność to jednak stan umysłu.
      • malwina52 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 20:46
        hej Aniu! witaj w klubie,
        tez czujesz sie inaczej traktowana,
        bo tak naprawde jest,
        pracuje z kolezanka juz od niepamietnych czasow,
        popsul mi sie zamek, stwierdzila ze jej maz moglby
        go mi naprawic ale ona go nie pusci,
        kompletna bzdura, co one sobie mysla,
        ze my im chlopow pozabieramy?
        szlak czlowieka trafia na taka glupia filozofie,
        traktuja czlowieka jak drapiezce,
        i dlatego chyba zaczynam umikac kontaktow z duetami
        • natla Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 21:50
          malwinko, znam kilka takich przypadków podbierania mężów, choć nie koniecznie
          przez osoby samotne.smile)) Każda żona czuje się "właścicielką" (i każdy mąż też)
          i choćby ich nic nie łączyło to ... Jest to tak naturalne i normalne, że po
          prostu pamietam o tym w różnych nowych sytuacjach. Oczywi ścienie dotyczy
          to "moich żon" zaprzyjaźnionych, które mnie znają.
    • malwina52 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 07:19
      Pozdrawiam!
      Tych stanow samotnosci jest troche,
      kazdego dopadnie.
      Kazdy samotnik ma juz wlasne metody jak sobie
      z nia radzic.
      Najlepiej sie z nia zaprzyjaznic, ale to taka nielubiana
      przyjaciolka.
      • mira54 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 19:40
        Od 15 lat jestem w separacji z mezem. Wyjechal do USA i zapomnial o zonie i
        dzieciach. Po 10 latach wrocil, jako obcy dla nas czlowiek. Mieszka ze mna pod
        jednym dachem i w dalszym ciagu nie zna rodziny. Naprawde, bardzo trudna
        sytuacja. Pomimo wszystko nie czuje sie samotna i nigdy sie tak nie czulam.
        Mam wielu przyjaciol z ktorymi utrzymuje kontakty towarzyskie. Jest mi z tym
        dobrze. Nikomu nie musze sie tlumaczyc, dokad ide i o ktorej wroce do domu.
        Robie to na co mam ochote.
        • chminka Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 20:31
          mira, faktycznie masz bardzo trudna sytuacje, ale chyba tylko z wlasnego
          wyboru, bo nie jestes z tym "mezem-niemezem" dla dzieci( jak zwykle nam
          kobietom chodzi o dobro dzieci)nie mysle ze pomaga Ci finansowo, bo jak sama
          mowisz nie traktuje Was jak rodzine...wiec co?...zadaje to niedyskretne
          pytanie, ale sama poruszajac ten temat jak gdyby mnie upowaznilas...podejrzewam
          ze jest duzo podobnych zwiazkow...moze warto o tym porozmawiac.
          • mira54 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 21:40
            Z dziecmi on nie utrzymuje zadnego kontaktu. Obcy człowiek. Nie wiem dlaczego
            nie odejdzie z domu. Ma gdzie mieszkac. Wybudowalismy na działce / gdzie wyszly
            fundamenty pod dom, a on pojechal zarobic na dalsza budowe/ budynek gospodarczy
            w ktorym miesci sie kuchnia i pokoik. Mieszkanie w bloku nie jest własnosciowe,
            tyko moje lokatorskie. Nie wykupilam go celowo. Moja tesciowa nie pozwala mu
            sie wyprowadzac. Oni lubia dokuczac innym, a przy tym sa wielkimi katolikami.
            Rozwod kosztuje a ja nie lubie sie wloczyc po sadach. Za mieszkanie musi mi
            placic polowe kosztow: czynsz, swiatlo, gaz ,RTV. Alimenty na dzieci rowniez.
            Zawsze to jest okolo 1000 zl z jego strony. Jest mi lzej finansowo. Tak sie
            wychodzi, kiedy mezowie wyjezdzaja zarobic kase za granice. Kobiety cudze - to
            jest wlasnie cala przyczyna tej sytuacji.
    • ona44 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 20:17
      Witaj malwina!
      Tak ja mam męża,dzieci wyjechały,
      mąż dużo pracuje i czasami czuję się samotna.
      Jestem przyzwyczajona do samotności,jestem jedynaczką.
      Mam koleżankę,która ma bardzo podobną sytuację
      do Twojej cały czas utrzymuję z nią kontakt.
      Chodzimy na wystawy,jeżdzimy na wycieczki rowerowe,
      przed chwilką byłyśmy na basenie,nie unikam,nie mam obaw.
      Skąd u Ciebie takie wątpliwości?

      Dziewczyny chciałam nicka "ona" ale był zajęty
      imię zajęte,ksywka teżsmile))

      • malwina52 Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 20:36
        Watpiwosci wziely sie z zycia.
        Obracam sie w zasadzie w swiecie singli.
        Moj dom jest otwarty dla wszystkich,
        wpadaja zamezne kolezanki ponarzekac jak
        jest im zle, samotne jak im jest samotnie.
        Jednak nie bywam zapraszana do domu malzenstw.
        Sama sie nie pcham tam,
        moze nawet gdyby mnie zaproszono nie poszlabym.
        Fakt jest faktem. Fajnie ze nie macie takich oporow.
        Samotne kobiety nie sa drapiezne.
        Nie ma sie czego obawiac, to raczej niesmiale osoby
        i nie stanowia zagrozenia.
        Sa jednak traktowane inaczej.
        I to mnie wkurza jak cholera.
      • natla Re: czy sa tu samotni ? 02.12.04, 22:01
        Słuchaj no smarkula, czy małolata, czy ona : ustaliłysmy, że w ramach
        komplementowania masz już imoiona ( wszystkie pochodne od smarkuli), zgadza się?
        smile))
        • ona44 Re: czy sa tu samotni ? 03.12.04, 12:13
          natla jestem baaardzo ugodowasmile)))
          a Ty malwinko pewnie jesteś piękną kobietą
          i Twoje koleżanki są trochę wystraszone,czują się zagrożone.
          Sama też jesteś przeczulona na tym puncie,szukaj singli
          jak wśród nich dobrze się czyjesz a może singlasmile)))



          • malwina52 Re: czy sa tu samotni ? 03.12.04, 19:26
            Jestem normalna przecietna kobieta,
            raczej nie przeczulona na swoim punkcie,
            nie sposob umikac dwupakow,
            zyje wsrod nich i pracuje i
            to raczej oni chyba sa przeczuleni
            na swoim punkcie i uwazaja sie za lepszy gatunek bo podwojny,
            faktem jest, ze "glodny glodnego" bardziej zrozumie niz "najedzony"
            dlatego wole towarzystwo singli obojga plci.
            • natla Re: czy sa tu samotni ? 03.05.05, 12:35
              No i jak tam teraz z samotnością? wink)))))
              • kla-ra Re: czy sa tu samotni ? 03.05.05, 18:46
                Ciagle w parze.
                Nie mysle o samotnosci.
                Choc czesto lubie byc sam na sam ze soba.
                • natla Re: czy sa tu samotni ? 03.05.05, 19:21
                  O, o, o, to właśnie............czasem być ze soba tylko.
                  • regine Re: czy sa tu samotni ? 03.05.05, 21:12
                    >Mam serdecznie dość -bycia ze sobąsad(
                    >Kiedyś uwielbiałam ,takie bycie...
                    >Sam na sam ze swoimy myślami...
                    >Tak mało czasu na to maiałam .
                    >Teraz uszamimi ,to już wychodzi...
                    >Na dłuższą metę ,nie da się tak żyć...
                    >Muszę coś zmienić!!!Oby zdrówko tylko dopisało....
                    • regine Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 18:28
                      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2760347.html
                      Jest szansa dla samotnych.....Co o tym myślicie???
                      • malwina52 Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 19:03
                        czy jest gwarancja, ze katolik
                        to zawsze porzadny czlowiek,
                        mam sasiada biega do kosciolka
                        co niedziele wczesnym rankiem,
                        sam, nigdy z rodzina,
                        a jego przeklenstawa ustawiajace
                        rodzine slychac w bloku przez caly tydzien,
                        portal jak kazdy randkowy i napewno
                        zawitaja tam tez nieuczciwi obojga plci,
                        net jest jednak mimo wszystko anonimowy
                        i pelen pokus
                        mysle jednak, ze to moze byc kolejna
                        szansa dla samotnych szczesliwcow
                        • natla Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 19:09
                          .w życiu Karola....................nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                          • natla Re: Tu JUŻ nie ma samotnych............... 10.06.05, 19:12
                            .............chciałam błyskotliwie zauważyć.............
                            Chyba , że mówimy tylko o relacjach damsko-męskich.
                            A swoją drogą z tymi sztandarowymi katolikami, to też bym była ostrożna.........
                        • regine Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 19:10
                          Też znam takich:"Co się modlą pod figur,mając diabła za skórą"....
                          Szansa,jak każda inna...Czy lepsza, bo założona przez Kościół????
                          Wątpię....
                        • mira54 Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 19:13
                          Masz calkowita racje Malwinko. Tez tak mysle,
                          ze zawitaja tam nieuczciwi ludzie. Moj slubny
                          kilka razy dzienie biega do kosciolka, kleka do rozanca,
                          spiewa z radiem Maryja. A jak sie zachowuje?
                          Nie kazdy katolik jest w porzadku...
                          Kto ma szczescie, moze znajdzie swoja druga polowke.
                          Ja w kazdym badz razie w to nie wierze.
                          • zlapalamoddech Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 20:31
                            Samotne to żle brzmi. Może singielki.
                          • malwina52 Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 20:36
                            cena za wstapienie do tego klubu
                            jest niemala,
                            wolalaby ja wydac na piwko smile)))))
                            • takanietaka Re: Szansa dla samotnych :))))) 10.06.05, 21:25
                              A ja wciąż jeszcze lubie byc sama z soba .Robiłam od tego odstępstwa (troche z
                              konieczności a troche z miłosnego ogłupienia)i zawsze sie utwierdzałam w tym ze
                              lubie po prostu życ sama ..ale niesamotna.Mam przerózne dozgonne
                              przyjaciółki ,począwszy od szkoły podstawowej ..i potem na wszystkich etapach
                              zycia znajdywałam przyjaciół.... nic tez nie miałam przeciwko płci przeciwnej i
                              dało mi to wiele radości i spełnienia (oczywiscie rozpaczy i bólu tez)...no i
                              tyle jest ciekawych rzeczy na świecie.Fajnie być singlem ,ale musi to byc
                              jednak dostosowane do charakteru i potrzeb,ludzie sa jednak rózni .No i
                              ludzkość stoi jednak na tych którzy tworza rodziny i maja dzieci,no i tak
                              powinno byc ...jak by takich jak ja było wiecej no to kto by mi emeryture w
                              przyszłości wypłacał ?
                              <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
    • malwina52 Re: Szaleni z samotności 25.10.05, 13:05
      "Stara prawda mówi, że człowiek nie może być szczęśliwy bez drugiego człowieka"
      wiadomosci.onet.pl/1255879,242,kioskart.html
      Chyba musze sie wybrac do psychiatry smile)))))))))))))))))))))))))

      • regine Re: Szaleni z samotności 25.10.05, 17:17
        Tak być samotnym , to nic tylko oszalećsad((
        Czyż to nie prawda...Nie mam do kogo słowa powiedzieć , bo choć 2 koty w domu,
        obok sąsiadka...A ja sama ze sobą.
        To jak nie oszaleć ??? Ludzi zaczepiać na ulicach i z nimi rozmawiać ???
        Mam Was, mam dzieci i cóż z tego...
        Zaczyna mi ta samotność uderzać do głowy, oby tylko w dobre punkty trafiała...
        • regine Re: Szaleni z samotności 25.10.05, 17:19
          A z tym psychiatrą lub psychologiem to wcale nie żart, to niestety
          prawda....Przychodzi taki moment, że niestety ten lekarz jest niezbędny...
          Jaki świat, tacy i ludzie.
          • sarna52 Re: Szaleni z samotności 26.10.05, 19:24
            Czytam i czytam ( nie widziałam wcześniej tego watku)
            Malwinko jakże podobne odczucia i przemyślenia mam do ludzi samotnych i
            tych w zwiazkach.15lat przeżyłam z mężem,15 wychowując samotnie
            córkę i teraz zaczynam czyba następną piętnastkę jako singiel.
            Znane mi są te wszystkie problemy,pytania i wątpliwości
            Zycie płata nam różne figle lekko mówiąc.Pytałaś kiedyś czy jest róznica w traktowaniu osób samotnych i tych w związkach i tych samotnie wychowujących dzieci?
            Odpowiadam jest.
            Oczywiscie duzo zalezy od środowiska w jakim przebywamy i od nas samych.Był to równiez sprawdzian moich przyjażni.Ileż różnych rzeczy nabiera innych barw.
            Jeszcze dzisaj mam wiele pytan,obaw i zahamowań,bo niestety innaczej postrzega sie mężatke,a inaczej kobietę wolną ,a ja przeciez nie zmieniłam się ,a może mi się tyko tak wydaje?
            • malwina52 Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 11:27
              nic Ci sie nie wydaje,
              nie zmienilysmy sie,
              inaczej na nas patrza,
              a jeszcze jak sobie singielka
              niezle radzi w zyciu to juz jest podejrzane,
              bo przeciez powinna byc biedna, zaniedbana,
              wiecznie smutna itd i itp
              • tesunia Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 11:29
                io!! i tu tak tez mysla o singlach,niemniej sa tacy co sobie calkiem niezle
                radza uczciwie i wlasnie o to chodzi.

                a czasami mozna byc singlem mieszakajac pod wspolnym dachem.
                • krysta_w-wa Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 13:52

                  Bywa, ze nieparzyste odbijaja parzystych. Robia to bez skrupułów.
                  Mówia ona jest zła dla Ciebie, albo dzieci duże i ojciec im nie jest potrzebny.
                  Ty natomiast w tej rodzinie jesteś nieszcześliwy - przy mnie będzieśz wesoły ,
                  zdrowy itd....On głupi i naiwny wierzy w te słowa i po wielu latach zostawia
                  swoja rodzinę i nie kontaktuje sie z dziecmi.....
                  • tesunia Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 16:06
                    niestety,slyszalam o takich zdazeniach...smutne to....
                    zastanawiam sie ,jak dlugo pozniej jest razem taka para??
                    czy "chlop" otworzy oczy,ze zostal usidlony?
                  • tesunia Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 16:07
                    krysta_w-wa napisała:

                    >
                    > Bywa, ze nieparzyste odbijaja parzystych. Robia to bez skrupułów.
                    > Mówia ona jest zła dla Ciebie, albo dzieci duże i ojciec im nie jest
                    potrzebny.
                    > Ty natomiast w tej rodzinie jesteś nieszcześliwy - przy mnie będzieśz
                    wesoły ,
                    > zdrowy itd....On głupi i naiwny wierzy w te słowa i po wielu latach
                    zostawia
                    > swoja rodzinę i nie kontaktuje sie z dziecmi.....

                    a tak pozatem witaj Krysta cieplutko.
                    jeste nowa prawda?
                    • dankarol Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 16:24
                      byłam, jestem i będę singlem, ale nie miałam takich problemów, chyba koleżanki
                      i żony kolegów nie widziały we mnie zagrożenia.
                      • tesunia Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 16:29
                        tu sa podobne historie,
                        stwierdzaja babki:ze jak to trudno samemu zyc i po prostu na sile,jedna drugiej
                        meza zabiera....nierozumie tu ,samej psychiki mezow,ktore zostaja "usidlone"
                        • natla Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 18:51
                          Myślę, że samotność , to stan ducha.......Można być samotnym w tłumie równie
                          dobrze.
                          Natomiast życie w pojedynkę, to coś innego.
                          Kristo z W-wy, masz dużo racji (pewnie niestety doświadczenie), że singielki
                          odbijają mężów znudzonych "starymi" żonami, ale to nie jest żadna reguła.....,
                          robią to też mężatki. Wszysko zależy od charakteru, a nie od stanu cywilnego.
                          • sarna52 Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 19:59
                            Przepraszam,ze sie wtrącę ,ale mówicie o zonatych mężczyznach jak o biednych bezwolnych ,bezmyślnych istotach,które nabierają się na miłe słówka tych młodszych. Biedaczyska,a czy to czasem nie odwrotnie? Dlaczego my kobiety obwiniamy drugie kobiety,a nie swoich mężów,ktorzy nas zawiedli,którzy nie chca starzeć sie razem z nami .Dlaczego nigdy nie pomyslimy: to nie ten facet, popełniłam błąd.To smutne.Zawsze były są i będą ladniejsze,młodsze,atrakcyjniejsze,ale nie możemy ich obiniać to nie ich wina.Problem jest bardziej złożony, tak mi sie wydaje...
                            • natla Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 21:18
                              Sarenko, a nie wiesz, że my myślimy na ogół mózgami, a panowie w pewnym
                              wieku......wink). Jak kobieta nie pozwoli to....itd. W większości przypadków
                              obwiniam kobiety, choć jasne, że nie zawsze, że od panów trzeba też
                              wymagać...jednak życie pokazuje inne scenariusze.
                              • malwina52 Re: Szaleni z samotności 27.10.05, 21:59
                                sa madrzy i myslacy mozgiem mezczyzni,
                                kochaja zony i rodzine i nigdy
                                nawet nie pomysla tym .....,
                                i nie wiek mezczyzny czy kobiety ma tu znaczenie,
                                Sarna ma racje, kobiety zdradzane chyba
                                Wam sie cos popsulo w tej idylli malzenskiej
                                i nie obarczajcie wina innych bo to najlatwiej
                                • goskaa.l Re: Szaleni z samotności 28.10.05, 07:38
                                  Wczoraj wieczorem w radio (nie wiem, na której fali) słuchałam fragmentu
                                  audycji "na żywo". Nie znam do końca tematu, ale chyba chodziło właśnie o
                                  problemy zdrady małżeńskiej. Słyszałam wypowiedzi dwóch panów. Każdy z nich
                                  mieł inny problem, choć z zewnątrz wydawałoby się, że to banał.
                                  Pierwszy mówił o problemie ze swoim libido (tak chyba należałoby to bazwać).
                                  Mówił, że ma duże potrzeby, z żoną (... nie dosłyszałam) i od czasu doc czsu po
                                  prostu musi... Ale mówił przy tym, że go to boli, że kocha swoją żonę i nie
                                  chciałby tak więcej czynić. Terapeuta (Włoch czy Hiszpan) nakłaniał go do
                                  większej czułości fizycznej wobec żony, przytulenia w łóżku (nie koniecznie
                                  seksu) i poza nim itp.
                                  Drugi pan awoje zdrady określa wręcz przeciwnie: z żoną w łóżku mu świetnie,
                                  ale... Poszukuje właśnie uczucia.
                                  Nie wiem, w jaki sposób odpowiedział terapeuta, bo coś mnie oderwało.
                                  Opisałam te wypowiedzi, żeby pokazać wam, jak różne mogą być przyczyny zdrady i
                                  że nie zawsze wina leży po stronie partnera. W obu tych przypadkach chyba wina
                                  jest w chorobie związku, który trzeba leczyć (pierwszy) lub zakończyć (drugi?).

                                  Mój TŻ jest nadal formalnie związany z inną kobietą. Tak mocno go okaleczyła,
                                  że długo trwało zaleczanie tych ran. Nie wiem, czy uwierzycie, ale długo się
                                  wahałam, czy wolno mi się poddać temu uczuciu. Dopiero bezpośrednie dowody
                                  pełnego rozpadu tamtego związku spowodowały, że pozwoliłam sobie na to.
                                  Ich córka w pełni mnie zaakceptowała i cieszy się, że ojciec tak korzystnie się
                                  zmienił. Kardiolog jest zachwycony niesamowitą poprawą zdrowia swojego pacjenta.
                                  Wiem, że gdyby nie całkowite odrzucenie go przez żonę, nigdy nie bylibyśmy
                                  razem. Od chwili odrzucenia do związania się ze mną minęło około 7 lat. Ze
                                  względu na jej chorobę (ciężka postać padaczki), czuje się nadal za nią
                                  odpowiedzialny i stara się nią (w narzuconych przez nią granicach) opiekować.
                                  Zdrada nie zawsze jest spowodowana przez "tę trzecią", a szczególnie singielkę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka