Dodaj do ulubionych

....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!!

07.01.06, 01:24
Godzina duchów. Nie wiem jak się z wami przywitać , na dzień dobry za wcześnie
, dobry wieczór też niedpowiednio bo do ranka blisko a mnie ogarneła nostalgia
za dobrym mrożącym krew w żyłach horrorem. Chciałem wam zaproponować opowieści
cmentarne. Czzego by dotyczyły? Strasznych opowieści pisanych przez was nocą a
zasłyszanych w okolicach gdzie mieszkacie .Jako, ze ja go rozpocząłem
pozwólcie że opowiem wam historię jaka niby wydażyła się na cmentarzu
bródnowskim i była opowiadana przez naszą babcię gdy niesforni chłopcy byli
za bardzo rozbrykani przed snem.
Słoneczna piękna niedziela. Na obrzeżach miasta w budynku jednorodzinnym
państwo młodzi szykują się do wesela i zaślubin w pobliskim kościele. Wreszcie
gdy wszystkie pary uczestniczące w weselu zebrały się , ruszono piechotą do
pobliskiego kościoła .Gwar , śmiech ogólna wesołość a za grupą podąża kobieta
ubrana na czarno podpierająca się czarną parasolką. Nie wiadomo skąd
nadciągnęła burza. Zagrzmiało , pierwsze duże krople deszczu rozproszyły
orszak weselny. Państwo młodzi podbiegają do wielkiego dębu stojącego przy
drodze, chronią się przed deszczem wraz z kobietą ubraną na czarno. Nagle
rozbłyska niebo. Błyskawica przeszywa niebo, uderza w przydrożne drzewo.
Dramat. Państwo młodzi nie zyją. Tylko osoba ubrana na czarno znikneła. Ten
sam dom dwa dni później. Zamiast do wesela gospodarze i goście szykują się do
pogrzebu. Lament...
Ojej ! za moimi plecami biała dama stoi i żecze- Kładź się spać , znowu jakieś
pierdoły piszesz- i jak duch leciutko na palcach powędrowala w stronę mojego
łóżka . Jutro o północy dokończę swoją opowieść.
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 01:56
      A co będę czekał kończę.
      Dwie trumny ustawione obok siebie. Pan młody jakże zmieniony.Bez włosów opalony
      z podkurczona ręką. Obok panna młoda , jej uroda dalej przebija sie przez osnute
      śmiercią ciała. Wyprowadzenie zwłok , goście już nie weselni z posępnymi minami
      kierują sie do tego samego kościoła gdzie miał odbyć się ślub.Msza, po ,
      samochód ciężarowy wiezie dwie trumny na cmentarz. Pochówek. Grabiarze wkładają
      do grobu najpierw pana młodego a później pannę młodą. Słychać łoskot piasku o
      trumny . Grób przybrany wieńcami wydaje niesamowitą woń pełną słodyczy ale i
      spokoju.
      Wieczór. Przez mur cmentarny przeskakuje człowiek z łopatą , kieruję sie w
      stronę świeżo usypanego grobu. Rozkopuje grób podwarza łopatą wieko... i nagle
      panna młoda przerażona powstaje a pada złodziej zwłok. Ledwo żywa dziewczyna
      dochodzi do bramy i tam mdleje . Rano znajduja ją ludzie . Tak kończy się moja
      opowieść . Doranoc. W tle muzyka zresztą poważna.
      • kesaira Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 01:57
        ...oooo widzę, że jakis film opowiadasz...
      • kryzar Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 08:24
        ale dlaczego w tle muzyka poważna. Mnie opowieść ubawiła.
        Pozdrowienia
    • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 11:04
      Ale skąd tam , żaden film, miało być strachliwie a wyszło zabawnie . Naprawdę to
      była opowieść którą słyszeliśmy od mojej babci- jak bum cyk cyk.Byłem małym
      chłopcem i do dzisiaj ona( ta opowieść) siedzi we mnie .
      • tesunia Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 11:12
        no dobra...jakos ,jak dla mnie za malo dreszczykuwink
        bylo cos wiecej ??
        • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 11:41
          Dziś o północy znowu coś będzie...
          • tesunia Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 12:07
            przypraw to extra mocniej,poczytam rankiemwink)
            • maladanka Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 13:18
              www.wyslijto.pl/index.php?file_id=12453536822904311848
              może się otworzy?
              • misia007 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 13:36
                Przeżyłam własnie coś na kształt horroru, jeszcze w szoku jestem .Siedzimy sobie
                z męzem w róznych pokojach a tu z dużego dziwne hałasy dolatują.Ponieważ mąż
                pracował na swoje nieszczęście wpadłam tam pierwsza.Wszystkie trzy koty usiłuja
                się jeden przez drugiego wepchnąć za sofę,Naiwnie pomyślałam, że mysz im tam
                wpadła i usłużnie odsuwam,a tam ptaszysko czarne się trzepocze.Wydałam taki ryk,
                że mąż w sekundę przyleciał, koty ze strachy zwiały.Był to kos , strasznie
                zszokowany ale przez koty nieuszkodzony, więc wypuszczony na balkonie odleciał,
                Jak te bestie go wtargały do mieszkania, pojęcia nie mam .Okna zamknięte, jedyne
                wyjście to mała kocia klapka.Jeszcze nie mogę się uspokoić znalężć za własną
                kanapą coś takiego.Myślę, ze można to podciągnąć pod szelest wampira.
                • lucjona Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 14:19
                  uuuuuuuuaaaaaaaaaaa,juz boje sie...
                  dobre..lbie poczytac w celu innosci,odmiennosci,,,
                  JESZCZEsmile))
                  • del.wa.57 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 17:49
                    Sagittariusie!!!!a co z tą /białą damą/co poszła do Twego łóżka?????gdzie jest
                    dalszy ciąg????czekam z niecierpliwościąwink)))
                    • natla Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 17:51
                      Delwusiu, nie właź pod łóżko wink)
                      • del.wa.57 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 18:03
                        Oj!!! to już zapytac nie wolno??wink)
                        • dankarol Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 18:07
                          a dzisiaj też będę jakieś duchowe historie?
                          • del.wa.57 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 18:09
                            Będą Danusiu będą,Sagittarius obiecałwink))
                            • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:34
                              www.frankenstein.pl/dzialy/galeria/film/f8.jpg
                              • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:36
                                Urocza ale nie chcę się znią spotkać chociaż może to była ona?
                                • natla Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:39
                                  Aleś Ty niezdecydowany.....
                              • natla Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:38
                                Jaka pięęęęęęękna Wampirzyca......Strzelcu, gdzie ją poderwałeś? Ale zaraz,
                                zaraz, to mała być biała dama......
                                I jeszcze jedno pytanie: Czy ty nam ją przedstawiasz, bo chcesz uzyskać naszą
                                zgodę na poślubienie tej ślicznoty? Nie ma sprawy, zrobimy referendum wink)
                                • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:44
                                  Twoje myśli idą w odwrotną stronę ...Zasmiał się truposz w trumnie kacikiem ust,
                                  coby mu piasek nie wsypał sie do ust...
                                  • natla Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:50
                                    Coś mi tu pachnie Czarnym Humorem wink))
                                    • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:55
                                      Czarny humor czarna koszula w czarną godzinę przyszła upióra ...
                                      • sagittarius954 Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 19:57
                                        Natlo ty w wywiadzie pracujesz? Dość ... do północy już blisko.
                                        • natla Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 07.01.06, 20:02
                                          Ostatnio jestem przeczulona wink)a o północy uważaj....
      • kesaira Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 08.01.06, 20:34
        Sagittariusie, babcine opowieści zawsze były nie z tej ziemi. Więcej w tych
        opowieściach było mroczności lub złego fatum, albo po prostu marałówsmile)

        Swoją drogą ja swoim dzieciom układałam bajki o ufoludkachsmile)) Też z morałem.

        Fajne!
        smile)
    • sagittarius954 Taka sobie historia ..... 08.01.06, 00:00
      Ostatnie uderzenie zegara obwieściło nadejście północy.Duchy ,zjawy , maszkary i
      upiory wypełzły, aby pożywić się ludzkim strachem.


      Jest 29.10.1965rgodz.18.00. W najmniejszym pokoju państwa Wnuczkowskich, ich
      najmłodszy syn ogląda telewizję. Jedenastolatek nie jest zadowolony. Raz, ze
      jest sam w domu , drugi ,że w telewizji musi oglądać Echo i rozmowę z jakimś
      dyrektorem pegeru, wykazującym ogrom pracy rolników.
      - Nic ciekawego- myśli gdy nagle słyszy bliżej nie określony dźwięk . Przycisza
      telewizor Neptun , ale lampy rozgrzane do granic możliwości w tv nie pozwalają
      na skuteczne odebranie dźwięków z otoczenia. Wyłącza telewizor. Słyszy oddech,
      równy, miarowy.Dalej nie może go zlokalizować, jakby dobiegał zewsząd. Wygląda
      przez okno. Nikogo nie ma . Podwórko powoli zasypia pozbywając się różnoletniej
      latorośli. Zasłania firanki okienne i wtedy oddech staje się przyspieszony.
      Wypełnia cały pokój. Chłopiec zaczyna bać się. Wychodzi do przedpokoju, otwiera
      drzwi wejściowe. Na klatce schodowej panuje cisza i spokój. Uspokojony wraca do
      pokoju siada na tapczanie. Oddech staje się chrapliwy. Przerażony chłopiec kuli
      się w kącie między tapczanem a oknem. Zatyka uszy. On jest , głos jest. Zaciska
      powieki i wtedy przeszywa go lodowaty chłód. Jedna łza spływa mu po policzku,
      wolniutko. W tym momencie w przedpokoju słyszy kroki. Nie są ciężkie, jakby
      kobieta na wysokich obcasach zbliżała się do jego pokoju.Podłoga skrzypi. W
      mózgu młodzieńca kotłują się urywane myśli przerażenia i przerażenie. Widzi
      postać kobiety zbliżającą się do drzwi. Matowa szyba nie pozwala zobaczyć
      detali.Kobieta wyciąga rękę i kładzie ją na klamce . Ugina ją . Zbyszek , bo tak
      na imię ma nasz bohater, składa ręce jak do modlitwy . Jego ciało ogarnia jeden
      nie kończący się dreszcz. Oddech cichnie. Do uszu młodzieńca dobiega szept
      wyraźny- Jesteś mój - Wrócę po ciebie. Chłopak mdleje. Odzyskuje przytomność po
      chwili , która dla niego była wiecznością. Wstaje i podąża do łazienki. Czuje
      się bardzo słabo, widzi swoje odbicie w lustrze . Jego kruczo- czarne włosy
      zmieniły barwę na kasztanowe. I lustro , pękniete lustro w poprzek.Siedzi bez
      sił na podłodze łazienki . Około godziny 23.00 znajdują go rodzice . Wrócili z
      pracy.Matka , bladość twarzy i ogólną słabość bierze za chorobę . Ojcie robi mu
      burę za zbite lustro w łazience. W chwili gdy podnosi głos , połówka lustra
      rozpryskuje się z łoskotem o lastryko łazienki. Ojciec patrzy się ze zdumieniem
      na rozsypane kawałki szkła , które utworzyły napis WRÓCĘ.


      Dobranoc dobre duszyczki. Spijcie spokojnie . Maszkara stoi pod waszym oknem i
      pilnuje Was dla siebie....
      A biała dama pobrzękując kosteczkami, znudzonym głosem zawodziła - A ten znów
      swoje . Wlazuj do trumienki.
      • natla Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 00:10
        Czy słyszałeś ten mój wrzask przy czytaniu wink))))
        łaaaaaaaaaaa
        • dankarol Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 00:13
          hi,hi,hi dobre,smile)
          • august2 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 04:44
            Opowiadanie mrozace krew.. w zylach.
            Fajna fabula. Ma cos z Hitchocka..

            Czy Zbyszek nie ogladal czasami programu Tele-Echo?
            W opowiesci jest Echo.
            A ta pania to moze byla sama Irena Dziedzic??
            • maladanka Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 07:13
              Przechodził na skróty przez cmentarz robotnik idący z nocnej zmiany i wpadł do
              świezo wykopanego grobu.Noc zimna,dygocze, nie umie sie wydostać.nadchodzi
              ranek,inny robotnik idzie na skróty przez cemntarz na ranną zmianę, widzi
              dygocącego człowieka na dnie grobu i mówi- :Zimno ci?To po co się rozkopałeś?
              • tofika Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 08:07
                Maladanuskasmile)))
              • tofika Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 08:17
                Auguscie,
                jak,tylko cos podszukam,tez tu pomroze WAMkrew w zylkach..
                zupelnie zapomnialam o teeeeeeeellllechuuuuuuu,tak rzeczywiscie pamiec nic a
                nic Cie nie zawodzi..
                Irena Dziedzic-prowadzila Tele-Echo,
                bywa w wyjatkowych sytuacjach; swiatecznej telewizjii -zapraszana
                sadszkoda ze tak malutko..widujemy jĄ..
                • tesunia Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 10:26
                  nioooooo...historyjka taka sobie....,jak dla mnie zamalo dreszczowcawink)
                  duszki nawiedzaja malych chlopcow o polnocy a nie o 23:00wink)

                  * maladanuska
                  z tym "odkrytym w grobie" dobrewink)))))))))))))))))))))))
                  • natla Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 11:45
                    Zły człowiek, powinien był go zakopać, żeby nie marzł biedak.
                    • regine Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 11:49
                      Nie boję się takich "dreszczowych", opowieści, choć dużo ich znam, właśnie
                      dzięki babbci.
                      Nie wierzę w duchy i sny i twardo stąpam po ziemi, choć dziś miałam koszmarne
                      sny....sad((
                      • del.wa.57 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 15:39
                        Alez,mnie dreszcz przeszedł!!!dobrze,ze nie mieszkam na parterzewink)
                        • del.wa.57 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 16:54

                          JAK CZARNY HUMOR!!!-TO CZARNY!!OO!!
                          Przychodzi synek ze szkoły,
                          Mamusiu,mamusiu dostałem
                          dzisiaj piatkę!!
                          No..i co tak sie cieszysz???
                          i tak masz raka!!
                          • natla Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 17:01
                            To tak jak z tą prośbą mamy do synka o przyniesienie 5 kg ziemniaków.
                            A w czym mam przynieść - pyta synek.
                            W bereciku kochanie, w bereciku.
                            • dankarol Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 17:05
                              Kaziu nie huśtaj ojca, nie po to się powiesił.
                              • del.wa.57 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 17:19
                                Potwór Frankensteina poszedł na spacer do lasu i tam zatruł się grzybami.
                                Doktor Frankenstein po wyjęciu mu starego żołądka i wszczepieniu nowego,
                                przestrzega go:
                                - Następnym razem jak pójdziesz do lasu, masz jeść tylko te grzyby, które
                                znasz!
                                - Ale ja znam tylko muchomory!


                          • del.wa.57 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 17:04
                            Dwóch facetow,jeden kulawy,drugi garbaty,zrobili zaklad,ze o północy przejda
                            sie przez cmentarz.Kulawego obleciał strach,mówi do garbatego idz Ty pierwszy,
                            idzie garbaty,rozgląda się wokół,wystraszony okropnie..nagle wyskakuje kostucha
                            i pyta;;EE!TY!!co tam masz?? ano,garba mam,rzecze wystraszny człowieczek.
                            Dawaj tego garba!!Szczęśliwy wraca do kulawego,stary nic sie nie boj,patrz!!
                            miałem garba i nie mam!!.Ciebie tez uzdrowi.Rusza kulawy idzie,rozgląda
                            się...wyskakuje kostucha i w te slowa EE!!!Ty!!! masz garba?? nie nie mam,mówi
                            kulawy,Hę...no to masz!!!!
      • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 18:43
        Chociaż jesteście jacyś tacy niezdecydowani to jednak spróbuję pociągnąć temat
        dalej.smile))
        • natla Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 18:52
          Noo doooobraaaa wink))
          • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 18:54
            Ale nie o północy siem bojemsmile)
            • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 19:01
              Dowcipy cool!!!smile)
        • kesaira Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 20:58
          Czy Ty jesteś z krwi i kości?
          Snem jakimś, albo jakaś marą?
          Że niepokoisz żywych - gości chmarą
          co to nie mogą usiedzieć w wieczności.
          • kesaira Re: Taka sobie historia ..... 09.01.06, 12:09
            Zapomniałam sie usmiechnąć, Sagittariusie, i wyszło mroczniesmile
            smile)
        • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 09.01.06, 11:45
          Zegarze , mroczny twój ton... bęg...bęg....bęg...bęg...



          Mineło siedem lat. Zbyszek zmienił się nie do poznania. Z rozbrykanego chłopca
          ciekawego życia, śmiejącego sie z byle okazji i patrzącego się z
          zainteresowaniem na koleżanki, stał się małomównym młodzieńcem.Nauka nie szła mu
          szczególnie łatwo, każde zapamiętane twierdzenie wymagało trudu do którego po
          pewnym czasie nie przykładał się. Powoli odpuszczał sobie znoje nauki.Obserwował
          codzienne życie innych , ale bał się w nim uczestniczyć jakby przekroczenie
          granicy realności miało zadecydować o jego istnieniu.
          Tkwiło w nim jeszcze wspomnienie tamtego wieczoru. Chłód , który wtedy go
          przeniknął stawał się realny, niemal namacalny gdy sam pod kołdrą podciągał nogi
          pod brodę.Zasypiał z otwartymi oczami. bał się zaskoczenia przez zjawę , która
          zmieniła jego życie. Zdarzyło się kilkakrotnie w tym okresie, gdy budził się
          oblany potem z okrzykiem - Ona wróci.
          Zawsze napotykał matczyne ciepło. Jej ramiona tuliły jego strach i wątpliwości
          bytu , ale nie mogły odegnać wspomnień. Gorące pocałunki, którymi pokrywała
          twarz chłopca , koiły go i pozwalały mu zasnąć spokojnie obok niej. Zdawało mu
          się wtedy , że zasypiając w duszy znów odzywa się ten upiorny głos.





          30.10. 1972r godz 10.00

          Od kilku miesięcy młody Zbyszek pracował w jednej z warszawskich fabry tak gęsto
          położonych obok siebie na ul Kasprzaka. Dziwnym zrzadzeniem losu trafił na
          wydział gdzie pracowało 120 kobiet na trzy zmiany, uwijając się przy produkcji
          suwmiarek. Milczący młodzian najpierw wzbudził zainteresowanie wśród kobiet.
          Niezliczone żarty, na początku pracy dotyczące jego samego wywoływały rumieniec
          na jego policzkach , spędzany z pochmurnej twarzy gdy był sam . Kobiety
          onieśmielały go, chociaż głęboko w jego podświadomości odnawiało się
          zainteresowanie nimi. Wracając po pracy do domu przez park Sowińskiego,
          przyglądał się klombom z różami i myślał o dniu w którym jedną z nich podaruje
          swojej dziewczynie . Róże tamtego lata były dorodne, wysokie z liściami mi tak
          soczystej zieleni okalającymi gałązki z cierniami.
          Pączki kwiatów przybierały kształt tak niewinny, by po rozwinięciu się ,wysyłać
          słodką woń do spacerowiczów. Niejednokrotnie wyciągał ręce w kirunku kwiatów,
          ale zawsze przed zerwaniem wstrzymywała go myśl , że zrobi krzywdę roślinie gdy
          ta nie trafi w smukłe i delikatne dłonie kobiety. Czyż celem róż ,jest być
          kochanym i tą miłość przekazywać dalej?
          Na wydziale chemigrafii pracowało nieliczne grono mężczyzn a jednym z nich był
          mistrz Pędołowski. Mały człowieczek z łukowato wygiętymi nogami nie odstępował
          Zbyszka na krok . Zbyszek odczuwał tę opiekę szczególnie boleśnie . Żadnej z
          dziewczyn nie mógł spojrzeć głęboko w oczy aby mogła poznać jego nieśmiałość.
          Zbyszek do kierownika-zawołał mistrz , głos poniósł się przez halę powtarzany
          jak echo przez kilkanaście damskich gardeł.Skierował się wstronę pokoju
          kierownika. Przez szybę widział szefa rozmawiającego z dziewczyną , jego równolatką.
          Gdy wszedł , spojrzał na filigranową postać kobiety szczelnie zakrywający szyję
          golf i przylegający do jej ciała. Mini spódniczka do połowy uda nie zakrywała
          tego na co mężczyźni spoglądają u kobiet najczęściej. Głowa dziewczyny, z
          długimi włosami koloru kasztanowego, opadającymi na plecy a wśród nich można
          było wyróżnić pasemka blond.Twarzm iała okrągłą z uwydatnionymi policzkami
          zaznaczonymi mocnym makijażem, podkreślającym także jej oczy koloru brązowego.
          Chłopak stał i nie mógł od niej oderwać spojrzenia . Gdy ich wzrok napotkał się
          na oba oblicza wystąpił rumieniec .
          Do końca zmiany nie pamiętał już co robił . Starał się przebywać w pobliżu Zosi
          .Ilekroć stał obok niej i czuł zapach jej włosów w jego trzewiach
          rozkwitało dziwne uczucie , którego doświadczyłpo raz pierwszy. Rozchodziło sie
          ono po całym ciele napełniają je ciepłem i szczęściem . Wiedział , że ją pokocha
          gorąco i tkliwie , mocno jak tylko mężczyzna może pokochać kobietę po raz pierwszy.
          Gdy mu podała rękę na zakończenie zmiany , wymienili uprzejmości , pochylił się
          nisko i pocałował jej dłoń, Dziewczyna roześmiała się głośno , bo nie w
          zwyczaju młodzieżowym był taki gest,choć domyślała się przyczyny skłonu
          chłopaka. Sama myślała o nim z sympatią ale daleko jej było do miłości . Dopiero
          czekała na rozpalenie tego uczucia.
          Droga przez park do domo wcale nie dłużyła się Zbyszkowi.Przyglądał się
          ogrodnikom , którzy zakrywali krótko pościnane róże suchymi liściami . Nie
          przypominały tych wspaniałych kwiatów ze środka lata. Po obiedzie zamknął się w
          swoim pokoju zajęty rozmyślaniem o Zosi .
          Tymczasem Zosia wychodziła z pracy bardziej zajęta myślami o zakupach niż
          chłopakiem. W drodze do tramwaju wsponiała go tylko raz.
          W momenie gdy to uczyniła i zatrzymała się na krawędzi krawężnika, w oczekiwaniu
          na zmianę światła, poczuła mocne uderzenie w twarz nieznanej siły i pchnięcie w
          plecy, które przesuneło ją o trzy kroki do przodu.
          To wystarczyło by samochód ciężarowy 66 kierowany przez młodego
          żołnierza,uderzył w nią z prędkością 50 km/godz.Jak szmaciana lalka wyleciała w
          powietrze , niezbyt wysoko i niezbyt daleko ale wystarczjąco, żeby koła
          samochodu ciężarowego dopadły ja i zgniotły.
          Resztką świadomości , zobaczyła unoszącą się nad nią piękną twarz kobiety, którą
          powoli wykrzywiał grymas wściekłości . Jej system nerwowy jeszcze nie zareagował
          i nie czuła bólu.
          On jest mój- usłyszała syczący głos.
          Dusza powoli opuszczała szczątki dziewczyny i gdy uniosła się dostatecznie
          wysoko, żeby zobaczyć truchło lężące na ziemi pod samochodem, nieznana siła
          wciągneła ją w ciemność.

          Niczego nie świadomy Zbigniew podekscytowany znajomością, czekał na następny
          dzień . Ciemna noc zbliżała się do okien i nie wzbudzała w nim żadnych obaw.
          Zasnął.
          Śniła mu się Zosia stjąca smutno przed cmentarzem . Wystające z grobów dłonie
          kiwały się zapraszając ją do siebie .
          Obudził się w środku nocy z wielkim niepokojem w sobie .Przez myśl przelatywały
          mu urywki z dnia który minął.Wróciło uczucie strachu, którego doznał w tym samym
          pokoju siedem lat temu. Lodowaty chłód dopadł jego serce . Chciał się wyrwać i
          wybiec z pokoju. Starał się naprężyć mięśnie grzbietu i nóg. Leżał bezwładny ,
          zamiast okrzyku wydobył się z jego gardła cichy jęk .
          Znów usłyszał ten oddech. Tym razem sufit rozstępował się i do pokoju wpływała
          czarna cuchnąca chmura , wydobywał z niej się ten głos który mówił
          - Na każdą, którą spojrzysz i obdarzysz uczuciem rzucę klątwę , zniszczę ,
          zabiję - i zobaczył zjawę , Rzadkie włosy na czerepie , trupio blada sucha
          twarz i szpony które kierowały się w jego stronę jego twarzy. Czarny płaszcz
          którym była okryta odchylił się i zobaczył Zosię , tkwiącą między żebrami zjawy
          skrępowaną drutem kolczastym z przeszpilonymi wargami igłami szewskimi. Z oczu
          jej płyneły łzy .Gnijące mięśnie luźno zwisały obok żeber upiora.
          Powoli głowa upiora zbliżała się do jego głowy.
          -Jesteś mój -zacharczała i złożyła pocałunek na jego ciepłych wargach.
          Poczuł zimne, piaszczyste, cuchnące usta z których wydobywały się wijące glisty.
          Serce Zbyszka na moment staneło a później zatrzepotało jak wrobelek trafiony z
          procy. Szarpał się mocno .
          Stracił przytomność...

          Biała dama spojrzała smutno na mnie i rzekła :
          - chcesz się przestraszyć ?- i gestem pokazała kuchnię - tam w zlewie czekają
          cię cudności. Nie znoszę kręcić się po domu gdzie zamiast mnie dzwonią talerze.


          .
        • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 10.01.06, 13:32
          B . przepraszam ale w związku z natłokiem zadań w pracy nie mogę nadążyć z
          przygotowaniem następnego odcineczka opowiadania.Postaram się jutro wieczorem z
          wystartowaniem następnej części.
      • kesaira Re: Taka sobie historia ..... 08.01.06, 20:40
        Ales mnie przestraszył !!
        Przypomniały mi sie kolonie letnie, na których nocą dziewczyny opowiadały
        podobne historie. Dobrze, że zapomniałamsmile
        • emma50 Re: Taka sobie historia ..... 09.01.06, 11:05
          Obiecała:"WRÓCĘ" - i co? zapomniała? w innym miejscu musiała postraszyć?
          przespała godzine duchów?
          • sagittarius954 Re: Taka sobie historia ..... 09.01.06, 12:09
            Emmo proszę spojrzy troszeczkę do góry do mojego poprzedniego wpisu.
            • regine Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 12:38
              Bardzo zaintrygowała mnie ta opowieść o Zbyszku...i Zosi, ktra odeszła w
              czarną, bezkresną dal....
              Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy...
              Tylko jedno mi się nie zgadza...Dlaczego umierająca Zosia, została wciągnięta w
              czarną czeluść, odchodząc z tego świata....Niewinne, odchodzące osoby idą "w
              stronę, pięknego, kojącego blasku"...
              Więc chyba coś mrocznego nam szykujesz co wynika z dalszego zapisu....
              Czekam na dalszą część, niecierpliwie smile)
              • sagittarius954 Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 12:43
                Regine dobre opowiadanie nie może wszystkiego wyłożyć od zaraz. zadam pytanie
                czy mam ciągnąć dalej? Wybywam . Praca. Wrócę do Was wieczorem.
                • regine Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 12:56
                  Ciągnij, to opowiadanie, warto nawet po pracy smile))
                  Czekam, niecierpliwie...Jakby co do Woli nam niedaleko, rzut beretem, znajdę
                  Cię i posłucham....Co dalej z Zosią - Zjawą i Zbyszkiem ????
                  • dankarol Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 16:08
                    No, ta historia rozwija się coraz lepiej, czekam do wieczora z niecierpliwością.
                    • del.wa.57 Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 19:30
                      Sagittariusie!!!ale pięknie opowiadasz....czekam na dalszy ciągwink))
                      • emma50 Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 19:45
                        Dotrzymała słowa i zjawiła się. To pewnie dzisiejszej nocy też zjawi się, więc
                        ja wyłączę komputer przed godziną duchów - na wszelki wypadek - bo może
                        bezpieczniej będzie poczytać jutro rano?
                        • kesaira Re: Czekam, na ciąg dalszy.... 09.01.06, 23:27
                          ...tylko, że... ja sie już boję...

                          Sagittariusie, chyba Cię nie spłoszyłam czterowierszem?
                          W ps dołączyłam usmiechy.
                          smile
    • dankarol Re: ....usłyszałem szelest wampira...aaaaa!! 10.01.06, 11:05
      Upiór
      Kiedyś kneź Dreptak jeszcze w łożnicy
      Leżał przed pójściem do łaźni,
      Aż tu przychodzą doń wojownicy
      Hej, wojownicy odważni.
      Zdumiał się Dreptak, koszulę spuścił,
      Co ją chciał ściągnąć przez głowę,
      - A was – zapytał – kto tutaj wpuścił
      Na te komnaty kneziowe?
      Pod nimi zasię drżą aż kolana,
      Cali ze strachu się pocą…
      - Myśmy – rzekł jeden – przyszli do pana,
      Bo w zamku straszy coś nocą.
      Oj straszy, straszy to całkiem nieźle i
      Chowa się w różne framugi,
      Chodzi po zamku w jedwabnym gieźle.
      A pysk ma o… taaaaki długi!
      Uszy ma takie wielkie jak kapcie,
      A Oczki całkiem maciupcie,
      Więc, mości książe, wy to coś złapcie
      Albo w ogóle coś zróbcie.
      Tu kneź okazał męstwo i władzę
      I rzekł: - Nie martwcie się, goście,
      Już ja z tą zgagą sobie poradzę,
      A teraz pa! Się wynoście!
      A kiedy wyszli bijąc pokłony
      Książę wyskoczył spod koca
      I krzyknął, wpadłszy do izby żony
      - Ty, gdzie się włóczysz po nocach?
      Andrzej Waligórski
    • sagittarius954 część 3 ... 11.01.06, 16:01
      Tak spokojnie w każdej minucie ...




      Następnego dnia pierwszy do pokoju Zbyszka wszedł jego brat. Otworzył drzwi i
      powiedział - mamo - później głośniej - m a m o - wreszcie krzyknął nienaturalnym
      głosem - MAMO- .
      Matka zerwana ze snu wyskoczyła z łóżka i z błędnym wzrokiem biegła do pokoju
      syna . Odepchneła Marka i zobaczyła ...
      Zbyszek przewieszony przez rant wersalki z głową do dołu i rękoma bezwładnie
      rozrzuconymi na boki leżał nieprzytomny. Górna część piżamy rozpięta a przez
      piersi ciągneły się cztery rysy, kończąc się w dolnej części brzucha. Widok ten
      matkę przeraził, osuneła się na kolana.
      -Boże - wyrwało jej się z zaciśniętej krtani- co tu się stało?- zadała pytanie
      na które nie było odpowiedzi .
      Rękami objeła głowę syna i próbowała ją podtrzymać. Razem z
      Markiem ułożyli nieprzytomnego Zbyszka na wersalce.
      - Mamo trzeba lekarza- stwierdził Marek
      - Dzwoń , na co czekasz, dzwoń!- odpowiedziała łamiącym się głosem Marta.
      Brat wykręcał kilkakrotnie numer pogotowia zanim się z nim połączył.
      - Tu stacja pogotowia ratunkowego oddziałna Woli słucham- odezwał się głos w
      słuchawce.
      - Proszę pani , moj brat jest nieprzytomny proszę przyjechać - Próbował
      powiedzieć jak najszybciej .
      - Proszę podać przyczynę utraty przytomności , wiek , adres zamieszkania, numer
      telefonu z którego pan dzwoni-w odpowiedzi zabrzęczało w słuchawce.
      Gdy powiedział wszystko i wyjaśnił, dowiedział się , że w przeciągu 15 minut
      przyjedzie pogotowie . Wybiegł z mieszkania otworzył drzwi klatki zablokował
      kawałkiem cegły i wrócił do mieszkania.
      Pogotowie przyjechało po 45 minutach a raczej lekarz z kierowcą , ponieważ
      karetki wykorzystywane były do poważniejszych przypadków w Warszawie.
      Lekarz, gdy wysiadał z karetki robił to niespiesznie i spacerkiem poczłapał w
      stronę klatki schodowej.
      -Panie doktorze szybciej szybciej- wołała matka.

      -proszę pani proszę nie panikować- stwierdził spokojnie - pacjent oddycha , stan
      jest stabilny . W takim wieku się nie umiera.
      Wyciągnął słuchawki i przykładał do piersi chorego.
      - Dlaczego syn się podrapał- zapytał
      Panie doktorze to nie on , on był nieprzytomny.- powiedziała matka.
      -Proszę pani , widzę dokładnie za paznokciami dużą ilość naskórka , trudno go
      nie zauważyć , kto miłby to uczynić duch- zapytał- i nie czekając na odpowiedź
      dodał- czy syn jest człowiekiem zrównoważonym?
      - panie doktorze nie cierpi na zaburzenia psychiczne.- odparła matka.
      -proszę pani po odgłosie serca syna stwierdzam wadę wrodzoną serca , trzeba
      przewieźć chorego do szpitala na badania które skonkretyzują diagnozę, więcej
      powiedzieć nie mogę- .
      Rozpoczeły się targi matki Zbyszka z lekarzem kto ma to uczynić . Lekarz upierał
      się , że karetka przewozowa . Wreszcie ubłagała go i zgodził się zabrać syna do
      szpitalą .

      Zbyszek odzyskał przytomność w dwie godziny później . Leżał otoczony drucikami i
      ssawkami poprzyklejanymi do jego piersi. W pierwszej chwili niczego nie pamiętał
      i dziwił się , że leży na białej sali wśród kilku innych pacjentów.
      Później przypominał sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru.Zaczął głośno
      oddychać co zauważyła trzydziestokilkuletnia pielęgniarka, krótko obcięta
      blondynka w białym fartuchu.
      - Pani doktor , nasz uroczy pacjent wrócił- Uśmiechneła się w jego stronę.
      Do zbyszka podeszła lekarz dr Gąsecka .
      Panie Wnuczkowski, jestem lekarzem , słyszy mnie pan? - Spytała
      Kiwnął ręką ,że tak a ona ciągneła - znalazł się pan u nas ponieważ stracił pan
      przytomność z odczytanych danych zapisu EKG ma pan niedotlenienie serca, to w
      młodym wieku się zdarza. Postaramy się doprowadzić pana szybko do stanu
      używalności . Powinniśmy w przeciągu kilku dni poznać przyczynę pańskiej choroby.
      Leżał na łóżku i czuł się bardzo słaby. Wydawało mu się , nie miał pewność , że
      powietrze które wciąga do płuc zasysa przez jakiś filtr. Odwiedziła go matka , w
      jej oczach zobaczył wielką troskę o siebie. Ujął jej dłoń.
      - Mamo , tak mi przykro musiałaś się o mnie martwić-.
      - Głuptasie a po co są matki-i przytuliła jego dłoń do swego policzka.
      Widział przez szybę jak rozmawiała z dr. Gąsecką. Nie miały zadowolonych min.
      Zażył proszki po których poczuł się lepiej i niewiadomo kiedy usnął. Spał długo
      , całą dobę .Wieczorem od pielęgniarki dowiedział się , że byli rodzice a
      ponieważ spał na prośbę lekarza nie czekali na przebudzenie. Zostawili mu jabłka
      , które wolał wąchać niż jeść.
      Nastpnego dnia został przeniesiony na salę ogólną. Leżał wśród kilku pacjentów ,
      sam zaczął podnosić się złóżka i robić pierwsze kroki . Pielęgniarki i lekarze
      zachęcali go do spacerów . Zdawkowe wymiany zdań i i rozmowy toczyły się o
      wszystkim i o niczym. Temat chorób przebijał wszystkie inne i zdiwienie
      współłóżkowców , że w tak młodym wieku można chorować na serce. Gdy towarzysze z
      sali spali lub byli zajęci lekturą myślał o zjawie . Jednak Zosia była tematem
      wiodącym . Tak bardzo chciał ja zobaczyć i nie potrafił sobie wytłumaczyc tego
      widzenia jej w środku zjawy. Czy jeszcze może mnie coś więcej przestraszyć?
      Czego się boję ?
      W piątek 3 listopada odwiedził go mistrz Pędołowski. Z torbą owoców i życzeniami
      od wszystkich pań i panów z wydziału , szybkiego powrotu do zdrowia.Rozmowa
      toczyła się wokół wszystkich spraw jakie dotyczyły go w pracy , jednak Zbyszkowi
      najbardziej zależało , żeby dowiedzieć się co słychać u Zosi. Mistrz starannie
      omijał ten wątek . Wreszcie powiedział: - Zbyszku - spojrzał na niego - nie wiem
      czy mogę ci to powiedzieć , ale Zosia Grabska miała wypadek samochodowy.
      Zbyszek aż wstał.
      -Panie mistrzu, co u niej , - zaglądał mu w oczy -co z nią , w jakim jest szpitalu?!
      Pędołowski gdy wypowiadał te słowa spuścił wzrok na ziemię - Zbyszku ona nie żyje .
      Zbyszek powoli siadał na swoim łóżku. oparł ręce na udach a następnie
      rozczapierzył palce i tępym wzrokiem patrzył się w nie .
      - Jak to-szeptał -jak to - powtarzał bezmyślnie .
      Wizyta została przerwana . Lekarz dyżurujący i panie pielęgniarki zajeły się nim
      bardzo troskliwie . Wykres EKG nie wykazywał odchylęń od normy , niewielka
      zwyżka ciśnienia bez wpływu na jego zdrowie. Dostał proszki uspokajające . W
      jego umyśle budziła się nowa myśl. Bardzo chciał spotkać upiora . Nie zależało
      mu ju ż na swoim życiua zjawa powinna mu coś wytłumaczyć . Pod wieczór do
      jednago z pacjentów przyszła żona . Przyniosła mu pęk róż . Rozsiewały swój
      zapach . W oczach kobiety zobaczył wielką miłość do mężczyzny. Trzymała jego
      dłonie w swoich , mówiła coś szeptem ale czule i co chwila opierała swoje czoło
      na jego piersi .
      Pomyślał ile trzeba znieść przeciwieństw losu aby stać się mężczyzną?
      -Suko, chciałbym cię zobaczyć.
      Spojrzał w okno . W górnej części zobaczył uśmiechniętą twarz zjawy.
      - Już się ciebie nie biję - szepnął do niej .
      Na zewnątrz rozszalała się burza...



      Biała damo? Co z tobą ? Gdzie jesteś?
      • regine Re: część 3 ... 11.01.06, 16:32
        Szkoda mi Zbyszka, nie ma Zosi, tylko męczy go ta złośliwa, wredna zjawa...sad(
        A początek znajomości już, już wydawał mi się z życia wzięty. A tu masz Biała
        Dama i do tego złośliwa, z pazurami....
        Czego może chcieć od biedaka ???
        Nawet szpital jej nie wystraszył smile)
        • regine Re: część 3 ... 11.01.06, 16:33
          Czekam na dalszą część smile)
          • del.wa.57 Re: część 3 ... 11.01.06, 18:53
            Bardzo mi żal biednego Zbyszka,zeby sie tylko nie zalamał po smierci Zosi.
            Trzymam kciuki i niecierpliwie czekam na dalszy ciągwink)
            • annal74 Re: część 3 ... 11.01.06, 21:10
              Czytam z zapartym tchem , lubię takie opowieści , doskonale , że w odcinkach .
              Poproszę o więcej.
              • natla Re: część 3 ... 11.01.06, 22:05
                A ja wytrzymuje.....nie przeczytałam 2 i 3 cz. Poczekam, aż Strzelec wyjąka
                ostatni odcinek i przeczytam całosć wink))i....wtedy go dopiero pochwale smile
                • emma50 Re: Dwoje ludzieńków - Bolesław Leśmian 12.01.06, 10:53
                  "Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
                  O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

                  Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
                  Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

                  Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
                  A czas ciągle upływał - bezpowrotny, jedyny.

                  A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,
                  Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

                  Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
                  Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

                  I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,
                  Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

                  Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
                  I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

                  Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
                  Ale miłość umarła, już miłości nie było.

                  I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
                  By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

                  Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,
                  By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata."

                • natla Re: część 3 ... 13.01.06, 00:13
                  Strzelcu miły, co to za opóźnienie? smile)
                  • sagittarius954 Re: część 3 ... 13.01.06, 13:48
                    Ależ nie chcę Was codziennie zanudzać smile) postaram się dziś wysłać część 4 a
                    piątą w sobotę .
                    • natla Re: część 3 ... 13.01.06, 19:32
                      To jeszcze napisz, ile masz tych części wink))muszę sie nastawić ....
                      • del.wa.57 Re: część 3 ... 13.01.06, 20:42
                        Okropna ta zjawa!!!sama bym ja rozszapała!!upssss..może usłyszy??i nie daj
                        Panie przydzie do mnie w nocy??nie jeszcze poczekam sobie na ta zmorę...co On
                        biedny zrobi??smile)ale trzymasz nas w napięciu Sagittariusie!!!
                      • sagittarius954 Re: część 3 ... 14.01.06, 09:11
                        A 6782 odcinki? Może więcej? smile)))
                        • natla Re: część 3 ... 14.01.06, 09:35
                          No to będzie wirtualne morderstwo wink
                          A mógłbyś od końca pisać? No wiesz.....możemy umrzeć z ciekawosci, a wtedy kto
                          na forum będzie.....
                          • sagittarius954 Re: część 3 ... 14.01.06, 12:18
                            Zgodnie z pani sugestją w sobotę niedzielę dwa następne odcinki i w poniedziałek
                            zakończenie smile
                            • del.wa.57 Re: część 3 ... 14.01.06, 14:39
                              Umrę z ciekawości!!!!Sagittariusie litośći!!smile)
                              • regine Re: część 3 ... 14.01.06, 23:25
                                No i nie ma części przedostatniej, a północ tuż, tuż ....
                                Soboty końcówka, Strzelcu !!!
    • sagittarius954 część4... 13.01.06, 17:22
      Czy jeśli nie byłoby czasu to zjawy mogłyby istnieć?...


      W szpitalu spędził jeszcze dwa tygodnie. Diagnoza , rozszerzenie aorty, mała
      niedoczynność zastawki aortalnej, nadciśnienie tętnicze . Kardiolog , który
      prowadził go zachodził w głowę co mogło być przyczyną choroby , badanie
      aortografii nic nie wykazało i niewiele wnosiło do sprawy. W tym okresie myślał
      już tylko o Zosi i jej pogrzebie. Rodzice bojąc się nawrotu choroby omijali
      temat Zosi. Zbyszek wymusił na matce jej obecność w jego imieniu na pogrzebie i
      że złoży wiązankę na jej grobie. Uprosił rodziców , że sam wyjdzie ze szpitala.
      Cel miał jeden.


      Rozmowa z upiorem.


      Spotkać zjawę . Rozmawiać z nią . Jeśli trzeba oddać życie to proszę , czy można
      cierpieć więcej za życia czy po śmierci? Kim lub czym jest zjawa? Co od niego
      chce? Jak go chce wykorzystać? Pytania za pytaniem cisneły się na jego usta.
      Gdzie szukać odpowiedzi? Przed spotkaniem ze zjawą nocą ma opory . Człowiek nie
      jest stworzeniem nocnym . Pozostaje tylko dzień. Pojawiała się w różnych porach
      popołudniowo nocnych .Czy uda ją się sprowadzić ? Zareagowała gdy powiedział do
      niej - suko. I dlaczego nie wpadła do sali gdzie leżał i nie rozszarpała go? Co
      było w niej takiego że nie zrobiła tego .Minął mały niski budynek ,
      przyszpitalne prosektorium, gdzie ciągle do godzin popołudniowych wydawano zwłoki.
      Jest pochmurno, zwykły jesienny dzień. Do przystanku autobusowego powtarza-
      suko, suko , suko- mając w myślach postać upiora. Przechodzi koło kosza ze
      smieciami, nagle wokół przystanku zrywa się wiatr i pojawia się wir powietrzny .
      Unosi do góry śmieci i rzuca je na Zbyszka. Stanął oblepiony nimi. Grupa
      młodzieży wychodząca ze szkoły , rechocze wesoło ubawiona widokiem Zbyszka.
      Pokazują go palcami. Zbyszkowi wcale nie jest do śmiechu. Powoli uwalnia się z
      resztek śmieci i słyszy wokół siebie jej oddech. Ten głos też nie jest przyjemny
      w dzień. Rusza biegiem przed siebie , przebiega przejście dla pieszych na
      żółtym świetle i wbiega na odcinek ulicy Kasprzaka od Płockiej do Bema . Jest
      rzadko uczęszczany przez przechodniów . Mógł swobodnie rozmawiać ze zjawą nie
      krępując się ludzi.
      -Co zrobiłaś Zosi- zapytał.
      Odpowiedział mu szyderczy smiech.
      - CzyZ nie mówiłam ci , Ze nie mozesz obdarzyć uczuciem żadnej kobiety.
      -Wiem że nie zyje, widziałem ją pod twoim płaszczem . Czemu ją więzisz?
      -Tak stanie się z każdą u której pojawi się chociaż nić zainteresowania tobą .
      -Więc potrzebujesz mnie?
      -Niebywale jesteś domyślny .
      - Ja już podjąłem decyzję , zabij mnie a ją wypuść.
      Poczuł uderzenie w twarz.
      -Nie ty będziesz decydował co mam z tobą zrobić.
      Z rozciętej wargi posączyła się strużka krwi.
      -Czujesz serce - spytała i jego serce zabiło mocniej i szybciej- człowiek to
      takie słabe stworzenie. W jednej chwili zgasiłabym cię jak pochodnię.
      Uderzył w błagalny ton z zabarwieniem szantażu.
      -proszę cię o rozmowę z Zosią albo popełnię samobójstwo- zatrzymał się jak i
      jego serce. Otworzył szeroko usta jakby większy łyk powietrza zmusił je do ruchu.
      -Marny z ciebie negocjator-zarechotała zjawa.
      Upadł na kolana. Serce znów ruszyło w powolnym rytmie.
      -Będę twój- obiecał-tylko pozwól mi rozmawiać z nią.
      Długo nie mógł usłyszeć głosu upiora i wreszcie ją zobaczył przed sobą o kilka
      kroków . Odchylała płaszcz i pokazywała Zosię.
      - Z nią nie , z jej duszą tak.
      - Czekaj - sykneła , znikła.
      Minął ostatni budynek PAN-u i drzewo, które wrastało w chodnik.Kropelki potu
      wystąpiły na czoło. Na przeciwko niego od strony ulicy Bema szedł starszy pan na
      spacer z psem. Ulicą normalnie przejeżdżały samochody. Gdy zrównali się ze sobą,
      starszy człowiek zatrzymał się i spytał:
      -Źle się czujesz młodzieńcze, niedobrze wyglądasz?
      - dziękuję wszystko w porządku- odpowiedział.
      Pies , który ominął go z podkulonym ogonem, wbiegając prawie na jezdnię, stanął
      kilkanaście metrów dalej , wyraźnie się bał.

      W domu przywitał Zbyszka brat. Pokój posprzątany sterylnie rzucał się w oczy .
      - To mama- spytał Marka, rzucając wymowne spojrzenie na pokój.
      - Tym razem nie , to ja.
      -A tobie co odbiło?
      -No wiesz, nie możesz się przemęczać.
      - Dzięki stary, nie wygłupiaj się i nie traktuj mnie jak staruszka, czuję się
      normalnie , odziedziczyłem tylko po rodzicach nadciśnienie tętnicze, daj
      zapalić- poprosił Marka.
      - Tobie nie wolno.
      - Zostaw te gadki lekarzom, chodź usiądziemy sobie i pogadamy .
      Usiedli na wersalce.
      - Co tobie stało się w wargę?- spytał Marek.
      - Przygryzłem ją - skłamał Zbyszek i pomyślał, jakie to proste.
      Zaciąnął się papierosem, co dalej , jak żyć? Przymknął oczy.
      - Jak z tobą gadać jak ty znów odleciałeś- machnął na Zbyszka Marek i wyszedł z
      pokoju.
      Zbyszek leżał na wersalce i cieszył się, że jest znów w domu. Zwolnienia
      poszpitalnego dostał jeszcze dwa tygodnie i wcale nie chciało mu się wracać do
      rozkrzyczanych kobiet i pracy. Czekała go jeszcze trudna rozmowa z matką.
      Wiedział już , że będzie kłamał i nie powie prawdy jej ani nikomu. Zostanie sam
      ze swoimi kłopotami. Kto mógłby uwierzyć w zjawy i upiory? Wezmą go za psychola
      którego w końcu trzeba będzie zamknąć w szpitalu. Pruszków czy Ząbki?
      - Dalsze moje życie to gra- uśmiechnął się do siebie- tylko sędziego brak...



      -Biala damo , gdzie byłaś?
      - Od czasu do czasu odwiedzam znajomych na cmentarzu , ale wyznam ci prawdę - u
      ciebie jest najbardziej sucho.
      • regine Re: część4... 13.01.06, 22:17
        Do części czwartej ....
        Szkoda mi Zbyszka, zjawa wyśsie z niego ostatnie tchnienie, za duszę Zosi...
        Ciekawe, czy piąta część doprowadzi go do Zosi ???
        Czy Zosia przyjdzie do niego, jako biała dama...???
        Ze zdrowiem też nietęgo chłopak "przędzie" sad(
        Ciekawi mnie bardzo zakończenie....
    • sagittarius954 ...część 5 14.01.06, 23:41

      Ciężko mu się rozmawiało z matką. Domyślała się czegoś niezwykłego, co mogło
      wydarzyć się w życiu syna . Brała pod uwagę nieszczęśliwą miłość i odtrącenie
      Zbyszka przez inną kobietę. Jak każda matka, rozpościerała nad nim swoje
      skrzydła , aby uchronić go przed czymś lub kimś co mogłoby skrzywdzić syna ,
      wiedziała również , że opieka nad nim nie może trwać bez końca.
      Śmierć młodej dziewczyny i prośba Zbyszka o uczestnictwo matki w jej pogrzebie,
      jeszcze bardziej pogłębiły zaniepokojenie Marty. Zbyszek tłumaczył matce w jaki
      sposób poznał dziewczynę i że oprócz sympatii nic nie łączyło go z Zosią Grabską.
      Ponieważ była to pierwsza dziewczyna , którą poznał w pracy dosyć blisko, chciał
      ten fakt specyjalnie zaakcentować, sam przecież nie mógł uczestniczyć w pogrzebie.
      Prosił matkę o streszczenie pogrzebu Zosi i czy nie wydarzyło się nic
      niezwykłego w czasie smutnej uroczystości. Marta zrobiła zdumioną minę , gdy
      usłyszała o niezwykłych wydarzeniach , było to co najmniej niesmaczne, że jej
      syn pragnie usłyszeć o czymś niezwykłym. Opowiedziała mu o pięcioletnim
      braciszku , który nie rozumiał powagi sytuacji i podbiegał do znajomych pytając
      się ,kiedy Zosia wróci od Bozi, o koleżankach, licznie przybyłych na ostatnie
      pożegnanie , wieńcach i wiązankach pokrywających grób, panującym w rodzinie
      zwyczaju chowania zmarłych w grobie niemurowanym . Wreszcie o tym niezwykłym
      wydarzeniu , gdy trumna z Zosią nieumiejętnie wkładana do grobu przez grabarzy
      została zaklinowana jakby broniła się przed miejscem ostatniego spoczynku.
      Długo trwała cisza po opowieści matki.
      Zbyszek wstał i pocałował matkę w policzek.
      -Dziękuję ci mamo- powiedział
      -Czy gdy ja umrę też bedziesz szukał atrakcji na moim pogrzebie?- Spytała.
      Próbował zlekceważyć sytuację pytaniem.
      - Czy nie ma lepszej zabawy od wesołego pogrzebu?- roześmiał się - skłamałem
      matce- pomyślał. Nie był to moment szczególny do przypominania sobie kiedy matkę
      oszukał, sumienie jednak odezwało się.
      - Nie umieramy mamo- znów podszedł do niej - czy mogłabyś podać w której alei
      leży Zosia . Matka podeszła do regału , wzieła torebkę , otworzyła ją i podała
      mu karteczkę z zapisanym numerem .
      Popatrzyła w jego oczy i zobaczyła smutek .
      - Może źle go oceniłam- pomyślała.
      Cokolwiek było w sercu syna tylko on miał do tej sprawy klucz.


      Następnego ranka wstał jak wszyscy opuścili dom i udali się do pracy. Zjadł
      śniadanie i myślał o ubraniu się . Założył garnitur bo kochał Zosię i koszulę w
      kratkę którą bardzo lubił.Jeszcze , cieplejsza kurtka i ruszył do tramwaju 26 ,
      krótszą drogę przez cm. Wolski- ominął. Tramwaj poruszał się leniwie, kołysząc
      się na boki i raptownie hamując na przystankach. Wpuszczał do swojego wnętrza
      szaro ubranych ludzi o szarych twarzach i ich sprawy poruszane w czasie jazdy.
      Przy ulicy Targowej przesiadł się w tramwaj 34 i dojechał pod samą bramę
      cmentarza Bródnowskiego. Szeroko rozwarta brama zapraszała na teren cmentarza
      gości, jak i przyszłych gospodarzy. Jedni w skupieniu podążali w orszakach,
      drudzy, słuchając tego skupienia, docierali na miejsca.
      Miesiąc listopad jest jednym z tych miesięcy, kiedy ludzie odwiedzają groby
      bliskich zapalając lampkę pamięci. Idąc środkiem alei rozglądał się na boki
      patrząc na groby. Liczne lampki, spalone, szczerniałe od temperatury i okopcone
      wystawały z wieńców i kwiatów położonych na grobach. Nieliczne liście,
      pozostające na konarach drzew, dodawały uroku temu śpiącemu miejscu. Te , które
      spadły , o barwie jasnobrązowej, żółtejm, czerwonej, gniły, zgromadzone w kopy,
      na poboczach alejek.Zobaczył miejsce spoczynku Zosi z daleka. Wieńce, wiązanki
      straciły świeżość ale wybijały się z pośród zabudowanych i zajętych pomników.
      Prosty drewniany krzyż i przybita tabliczka do niego : Zofia Grabska lat19
      zmarła śmiercią tragiczną. Z boku grobu stał krzew jałowca, który w pierwszych
      latach wzrostu, został przyciśnięty czymś ciężkim i rósł krzywo. Czekał jednak
      na Zosię bo jedną gałąź ,na wysokości dwóch metrów rozpościerał nad grobem i
      ochraniał to miejsce przed słońcem i deszczem.

      Podszedł do grobu , stał w milczeniu . Schylił się , wyciągnął z kieszeni
      zapałki i zapalił dwie lampki , które zgasił wcześniej wiatr. Ukląkł i po raz
      pierwszy w życiu modlił się żarliwie o życie dla duszy Zosi.
      Ogromny głaz przytłaczający jego sumienie , kruszył się. Upadł twarzą na
      wiązanki kwiatów .
      - Zosiu , Zosieńko - szeptał- wybacz mi , proszę .
      Objął ramionami grób dziewczyny jakby chciał zostać tu na zawsze .
      Nagle usłyszał szelest i głos zjawy:
      - Chcesz rozmawiać z nią .
      - Tak - odpowiedział i zaczął zapadać się.
      Jego świadomość przebiła się przez piasek pokrywający grób, wieko trumny, ciało
      dziewczyny i weszła w ciemność...


      Biała dama zakrywając usta kołdrą , zrobiła przerażone oczy i spytała:
      - I co dalej?
      • regine Re: ...część 5 14.01.06, 23:59
        No, no...jednak pozwoliła Zbyszkowi na spotkanie z Zosią....
        Niesamowite opowiadanie, niby realne ale z domieszką horroru.
        Może się mylę ???Bo w horrory nie wierzę, chyba, że chodzi o sprawy namacalne.
        Ale z zainteresowaniem poczekam na zakończenie.
        Coś jak książka "Z księżycem ci do twarzy",
        Straszna i jakże prawdziwa, opowieść o życiu i śmierci.
        A dla miłości zresztą, nie istnieją żadne granice,
        nawet te dotyczące życia i śmierci...
        • sagittarius954 Re: ...część 5 15.01.06, 00:06
          Aż dziwne , że wy kobiety nie rozszyfrowałyście tego opowiadania . Czyżby
          intuicja Was zawiodła?/ Żarówka mi się spaliła , 12v w lampce przy komputerze bo
          bym dopisał ostatnie dwie częścia tak idę spać . Dobranocki wszystkim życzę.
          • regine Re: ...część 5 15.01.06, 00:53
            Zbyszku, trudno nie rozszyfrować, wiem o czym piszesz.
            Ale powieść w odcinkach to prawie serial, których nie oglądam.
            Ale powieści z życia wzięte, w odcinkach,
            to już zupełnie co innego...smile)))))))))
            Nie wykręcaj się lampką tylko, szybko pisz zakończenie,
            Nie piszę czego, zakończenie. Większość z nas wie na 100% co opowiadasz...
            Napiszę po ostatnim odcinku. Może być ???
    • sagittarius954 ...część 6...układ. 15.01.06, 16:33
      Stracił pojęcie czasu i z przestrzenią miał kłopot. Jak określić coś co nie ma
      wymiaru, jest tylko pustka i kolor czarny zmieniający swe odcienie aż po szarość.
      Minął nicość albo ona go mineła , zbliżał się do słyszalnych dla jego ucha
      szumów , jęków i głosów. Z gęstwiny mroku wyłaniał się obraz Zosi. Stanął przed
      nią w milczeniu.
      - Co mi przynosisz? - słyszał jej głos , lecz przeszpilone wargi nie poruszały
      się - wolność czy więzienie?
      - Wybacz mi - zdołał wydusić z siebie.
      - Nie mam ci nic do wybaczenia - powiedziała - nie ty jesteś przyczyną mojego
      nieszczęścia i nie powinieneś się martwić.
      - Zosiu ofiarowałem swoje życie za twoją wolność, ale od woli zjawy zależy kogo
      wypuścić mnie czy ciebie.
      - Źle zrobiłeś - odpowiedziała i ciągneła dalej, mówiąc monotonnym głosem - ty
      masz cieszyć się życiem , wracaj na ziemię.
      - Jest mi ciężko , pokochałem cię i tego samego dnia utraciłem.
      - Nie było widocznie przeznaczone dla mnie życie z tobą , nie przebywaj tutaj za
      długo. Śmiertelni niech pozostają na powierzchni życia.
      - Tak bardzo chciałbym być z tobą .
      - Odejdź i nie wracaj ,zapomnij o mnie , skąd wiesz ,że patrząc na mnie nie
      widzisz wizerunku jaki zjawa chciała przedstawić - zamilkła , jej podkrążone
      oczy zamkneły się, domagając się końca rozmowy.
      Nie protestował, wracał przez puste przestrzenie. Uczucie żalu nie odstępowało
      go. Krzyknął:
      - Zjawo , chcę z tobą rozmawiać i zawrzeć z tobą układ!
      Trwał w pustce długą chwilę, bojąc się ,że zostanie tutaj sam bez bliskiego mu
      wizerunku Zosi. Wyłoniła się z ciemności i staneła przed nim głowa zjawy,
      błyskając czerwonymi ślepiami.
      - Czego dotyczyć ma układ?- spytała.
      - Wypuść Zosię a na zawsze będę twój.
      - Co to za interes skoro i tak jesteś mój - błuskawicznie zmieniała położenie.
      - Wiem , że żywisz się krzywdą ludzką, strachem , nieszczęściem , każda tragedia
      i zło ludzkie to pokarm którym się delektujesz, upijasz się tą mieszanką jak
      narkotykiem i czekasz na następną ofiarę.
      - Haaaaaa- wycharczał czerep- nareszcie kojarzysz.
      - Zrozumiałem i pragnę wolności dla Zosi, będę donosił ci kolejne ofiary i ich
      nieszczęśca ale wypuść duszę Zosi.
      Zaległa cisza. Czerep zniknął. Po chwili ukazał się i Zbyszek usłyszał?
      - Zgadzam się, naznaczam cię znamieniem motyla , kładę go na twojej piersi na
      pamiątkę naszego układu. Szpon wyłonił się z ciemności i dotknął niewidocznej
      dla Zbyszka piersi.Przeszył go ogromny ból.Rozżarzone żelazo tkwiło w
      kształcie owada obok serca.
      - A Zosia?- chciał być pewien układu
      - Pieczęć , znamię, to gwarantuje- wydeła pogardliwie wargi. Znikła.
      Wracał do krainy życia. Jego świadomość znów rozgościła się w ciele.
      - Panie tak nie można , tak nie można , pan jest młody - czyjeś ręce szarpały go
      i próbowały podnieść z grobu- proszę się pomodlić, nie rozpaczać bo może pan
      przyciągnąć duszę zmarłego do siebie- tłumaczyła starsza pani.
      - Już dobrze , już dobrze - powtarzał, podniósł się i spojrzał za oddalającą się
      starszą panią. Zawiał wiatr. Spośród liści, wiązanek i kwiatów, wydobywała się
      biała mgła. Uniosła się w górę i ukształtowała w wizerunek Zosi.Uśmiechneła się
      do niego i spoważniała jakby była świadkiem układu. Całe niebo pokrywały ciężkie
      szaroniebieskie chmury i tylko w jednym miejscu przebijał się promień słońca. U
      ponóża chmur cieniutki jak złota niteczka rozszerzjący się w kierunku
      cmentarza.Rozświetlił na moment i ogrzał miejsce spoczynku, pozwolił jednej
      duszy wejść do siebie . Zosia powędrowała w jego kierunku. Powała chmur zamkneła
      się i znów było szaro ,zimno i smutno.Po raz pierwszy od wielu dni Zbyszek był
      szczęśliwy. Uniósł do góry ręce i gdy promień zniknął, wolno je opuścił.Tracił
      swoją pierwszą miłość, ale może zyskiwał obrońcę, tam wysoko.Wracał do domu
      taksówką którą złapał na ulcy św. Wincentego i nie myślał o układzie ze zjawą.
      Taksówka szybko dowiozła go do domu.Kierowca próbował rozpocząć rozmowę ale
      Zbyszek zbył go milczeniem.
      - Milczący ten pasażer, odludek jakiś- pomyślał kierowca i do końca drogi nie
      zajmował się pasażerem.
      Zbyszek zapłacił za kurs i dotarł do domu. Tylko raz pomyslał o zjawie gdy wziął
      do ręki gazetę sportową i zobaczył kolumnę z wynikami meczów .
      - Ciekawe czy tak jak tu w kolumnie gdy liczba strzelonych bramek równa się
      straconym zasada ta nie rozpościera się ina ludzi . Dobrych ludzi jest tyle samo
      co złych? Po której stronie ja wyląduję?
      Koniecznie chciał zaskoczyć rodzinę czymś pozytywnym i wymyślił , że ugotuje
      zupę pomidorową. Tylko z makaronem miał kłopot i musiał przekładać go do dwóch
      garków.





      Biała dama odwróciła się do mnie plecami - dalej to ja znam tą historię same nudy.
      • tofika Re: ...część 6...układ. 15.01.06, 19:35
        Zbyszku,,,
        "dalej bedzie nudna"?
        bedzie z zycia wziete... ,nie pozostawiaj tak w niewiedzy nas,,
        wiadomo tym !, co to motylek 1 moze uczynic,,nigdy juz \nas nie opuszcza ..on
        trw,trwa,trwa.... i bedzie trwal..........klikaj dalej,,
        zmyslaj,kombinuj ,nie opuszczaj swojej wyobrazni.., swej wyobrazni na
        prawdziwym zdarzeniu opartej (smile))..pisz.........
    • sagittarius954 Zakończenie....? 16.01.06, 04:00
      Czerwiec 1980.


      .... ,południowy wiatr , ciepły, delikatny, zrywał płatki róż i przenosił na ich
      nagie ciała. Klomby róż stojące obok stały milcząco z zawstydzeniem oglądając
      scenę miłości. Pierwsze kropelki rosy osadzały się na źdżbłach traw i na
      delikatnej skórze Białej damy. Zbyszek spijał krople potęgując w nich
      pożądanie.Całował pasemka warg zatrzymując się na kącikach ust.Wargi i ręce
      zmysłowe narzędzia miłości prowadziły namiętną grę do szczytu rozkoszy, by w
      ułamku sekundy rozładować nagromadzone emocje. Spiew pierwszych ptaków ogłaszał
      wszem o doznanych przez nich zjednoczeniu.Chwilo trwaj... Dwie dusze a jedno
      ciało.Zbyszek unosił głowę do góry wpatrując się w twarz kochanki.
      - Chciałbym tak zostać na zawsze- Szepnął jej
      Odpowiedział mu radosny śmiech.
      - Chciałbyś się stać pierwszym eksperymentem klombowym w parku - odpowiedziała.
      Wiedział, napewno wiedział ,że tylko z tą kobietą pójdzie dalej przez życie ,
      cokolwiek stanie się w przyszłości.
      - Już cię nie wypuszczę z rąk, moja Biała damo- Za sobą zostawił lęki i upiory
      przeszłości.




      Post Scriptum.

      Pisane niewprawną ręką amatora i ortograficznego dyletanta twór ten dedykuję
      jedynej osobie, której miłości wciąż doświadczam, Mojej Żonie - Białej Damie.

      Oświadczam, że wszystkie zaistniałe i opisane sytuacje są fikcją, ale życie bez
      marzeń to stracony czas.

      Sagittarius954 Warsszawa



      A Biała dama wciąż swoje...
      • tofika Re: Zakończenie....? 16.01.06, 08:28
        Zbyszku,
        o tak,tak,
        tylko klikaj dalej nastepne czesci...odcinki...)
        nic, to,ze gdzies tam... wkradnie dyletantsmile
        niech wkrada oby bylo dalej....wymarzone ,wymyslone,to tak przciez ciekawe,
        ZABIERAJ juz !!!!!!!!!!,do nastepnych wydarzen....smile
        czekamy.....
        • dankarol Re: Zakończenie....? 16.01.06, 11:45
          Dzięki, świetnie się to czytało. Pozdrowienia dla Białej Damy.
      • kesaira Re: Zakończenie....? 16.01.06, 16:21
        Fajnie sie czytało, zwłaszcza tę część.smile)

        PS. Mam pytanie do polonistów.
        Czy jeśli zwrot "mojej żonie" jest napisany jako "Mojej Żonie" to znaczy, że
        osoba już nie żyje?
        Kiedyś chyba tak było...?
        • del.wa.57 Re: Zakończenie....? 16.01.06, 18:29
          Dzieki Sagittariusie,trzymałes nas w napieciu,swietnie sie to czytało.Masz cos
          jeszcze w zanadrzu?? serdeczne pozdrowienia dla''białej damy''smile)))
        • natla Re: Zakończenie....? 24.01.06, 23:16
          Myśle Kesairo, ze to tez okazanie dużego szacunku.....tak mysle.....
          • kesaira Re: Zakończenie....? 24.01.06, 23:51
            Natlo, naszła mnie taka frywolna myśl...
            Jesli mąż okazuje "duzy szacunek" żonie, to ten tego...bara-bara... nie
            uskuteczniają?

            A poważnie: Nieee...Już północ sie zbliża, więc powaznie nie będziesmile)
            • natla Re: Zakończenie....? 24.01.06, 23:53
              Hmmmm, no chyba. ze to pomnikowa pięknosć wink))
              • kesaira Re: Zakończenie....? 24.01.06, 23:54
                No, chyba, że - pomnik!
                smile
    • sagittarius954 Część 15... 23.02.06, 17:24
      . Zbyszek wracał od Krystyny z rozdartym sercem. Mijał puste ulice , nieliczne
      samochody poruszały się leniwie rozbryzgując kałuże zgromadzone wśród zagłębień
      nierównej jezdni. Całe strugi wody wylatywały z pod kół i z łoskotem uderzały o
      chodnik. Echo uderzeń i chlapnięć , roznosiło się i gdzieś w oddali odbijało się
      od ścian budynków , milkło jakby nie chciało zbudzić wewnątrz śpiących ludzi.
      Spojrzał wysoko na budynki , nieliczne okna świeciły nocą dając znak , że
      pomieszczenie jeszcze nie usnęło. Trwało w świadomości czekając na ranek. Nad
      dachami przesuwały się chmury , jednak coraz więcej gwiazd błyszczało na ciemnym
      niebie . Tarcza księżyca wyłaniała się zza chmury , była matowa i nie dodawała
      uroku miastu zalewanego swoim własnym światłem z latarni i rzadko
      rozmieszczonych neonów. Czuł pustkę w sercu i żal do samego siebie . Kolejna
      dziewczyna i jej uczucie , które podarował upiorowi. Doprowadzenie do nieszczęść
      Bogu winnych dziewcząt i rzucenie ich uczuć upiorowi sprawiało mu coraz większy
      kłopot , sprawiało że zaczynał nie lubić siebie, jeszcze nie nienawidził, ale
      kto wie w którym momencie to nastąpi. Wiedział że robi źle .Groźba jaką usłyszał
      od upiora i przysięga złożona na grobie Zosi stanowiła że trwał w rozkochiwaniu
      kobiet i rzucaniu ich.
      - Nie pozwolę ci umrzeć, będziesz trwał, aż ostatni potomek pamiętający ciebie
      odejdzie . Będziesz bardzo stary, zaznasz opuszczenia i zapomnienia . Dołożę
      ci jeszcze kilka chorób abyś posmakował bólu gdy najprostsza czynność przyjdzie
      ci z trudem. Jeśli chcesz umrzeć musisz wykonać to co przyrzekłeś .-
      Bronił się przed miłością i pokochaniem kobiet , wchodził w tą grę gdzie tylko
      jedna strona wiedziała jaki będzie wynik. Dziewczyny ufały mu i jego urodzie ,
      pokazywały to co w nich najlepsze, wierność, czułość, oddanie mając nadzieję że
      on to wszystko przyjmie i odda poprzez swoją miłość . W momencie gdy niczego się
      nie spodziewały, porzucał je jak przedmioty, wywołując w nich fale nienawiści i
      zwątpienie nie tylko w mężczyznę ,ale też w człowieka . Niejednokrotnie nie
      dowierzały , że człowiek może tak postąpić . Dochodząc do ulicy Sokołowskiej
      usłyszał za sobą warkot samochodu osobowego. Nie oglądał się. Przekraczał pasy
      dla pieszych zamyślony i troszeczkę zniechęcony oczekującą go drogą do domu.
      Samochód zjeżdżając do krawężnika wjechał w zagłębienie z brudną wodą . Snop
      całkiem dorodnej strugi spod kół otoczył Zbyszka i spadł z chlaśnięciem . Jego
      lewa strona ciała była całkowicie mokra , koszula , spodnie nawet skarpetki ,
      wszystko nieprzyjemnie mokre i na pewno przybrudzone.
      - K***a- zaklął Zbyszek pod nosem i od razu pomyślał o tych strumyczkach
      ściekających po włosach i spadających na plecy i piersi. Wstrząsnął rękoma
      pozbywając się resztek wody z ramion. Szedł w kierunku samochodu, ten zaś
      zatrzymał się kilkanaście metrów dalej , wjeżdżając bocznymi kołami na
      krawężnik. Z otwartych tylnich drzwi dobiegały odgłosy kłótni. Młody mężczyzna
      wystawiał nogę zaś kierowca taksówki przechylony z przedniego siedzenia do tyłu
      , wczepiał się w jego koszulę .
      - Zapłać mi , umawialiśmy się – mówił podniesionym głosem kierowca.
      - Ale nie mam, myślałem że mam , ale nie , pomyliłem się- odpowiadał mu
      mężczyzna- pan poczeka, żona zostanie w środku a ja szybko pobiegnę po brakująca
      sumę do domu.
      - Nie łapie się taksówki jak się nie ma pieniędzy- odpowiadał taksówkarz – nie
      ma miedzi niech w domu siedzi- kierowca przeszedł na formę bezosobową chcąc
      bardziej dokuczyć mężczyźnie.
      Zbyszek pochylił nisko głowę prawie wsadzając ją do wnętrza wozu.
      - Panie kierowco ! Wie pan w co wjechał?- spytał
      - Niby w co – odpowiedział zaczepnie
      - Może mam usiąść na przednim siedzeniu żeby mógł pan dokładnie obejrzeć –
      odparł Zbyszek kładąc rękę na klamce przednich drzwi- jak się nie umie jeździć
      to proszę na wioskę i tam swobodnie ochlapywać krowy . Winien jest mi pan za
      upranie ubrania, płaci pan czy wzywamy milicję?-
      - Co jest , zmówiliście się – ripostował kierowca- żądaj pan od niego , jest mi
      winien za kurs , zdenerwował mnie , to jego wina .
      - Jaka moja nie kazałem ci wjeżdżać w kałużę – mężczyzna z taksówki też
      przeszedł na ty gdy usłyszał jak kierowca odzywa się do niego. Zbyszek patrzył z
      ironicznym uśmiechem na kłótnię w taksówce . W jej głębi zobaczył twarz młodej
      dziewczyny . W jej oczach odnajdował smutek i zażenowanie z zaistniałej
      sytuacji. Przerwał ich kłótnię pytaniem.
      - Ile jest panu winien pasażer?-
      - Dwadzieścia pięć złotych-
      - Proszę – wyciągnął ze zmoczonej kieszeni drobne monety, przeliczył i położył
      na drapieżnie wysuniętej dłoni taksówkarza- czy państwo są wolni- zwrócił się do
      kierowcy.
      - No teraz tak a co pan filantrop?-
      - Ja nie , ale wierzę w pana , to jak zwraca mi pan za upranie ubrania?-
      - Coś pan nigdy-
      - Nigdy nie mów nigdy, czy będzie pan mógł posiedzieć w taksówce do momentu
      przybycia milicji? – spytał mężczyznę z samochodu.
      - Tak chętnie – mężczyzna cofnął nogę do środka samochodu , rozparł się wygodnie
      i skrzyżował ręce na piersiach.
      - Panie , panie , gdzie pan teraz znajdzie o tej porze milicjanta- wycofywał się
      kierowca – a ile pan chce za to pranie ?-
      - Nie będę zdziercą piętnaście złotych-
      Kierowca odliczył sumę pieniędzy i prawie cisnął nimi w Zbyszka .
      - Wynocha z samochodu- krzyknął
      - Interes z panem to sama przyjemność – zaczął Zbyszek, pasażerowie opuścili już
      pojazd a ten ruszył z piskiem opon.
      - Dziękuję bardzo , ale jestem nadal twoim dłużnikiem – młody mężczyzna
      wyciągnął rękę do Zbyszka – pozwól, że ci przedstawię moją żonę Bożenę Tarbus a
      ja jestem Maciej.
      Zbyszek zrobił krok do przodu a młoda kobieta przez chwilę trzymała wyciągniętą
      rękę w powietrzu.
      - Miło mi – powiedziała na jej twarzy nie było widać uśmiechu- jesteśmy
      wdzięczni z wyratowanie nas z kłopotliwej sytuacji.-
      W momencie gdy wypowiadała pierwsze słowa Zbyszek ujął jej dłoń i przedstawił
      się . Zmieszał się troszkę bo wyglądało to troszkę na chęć przerwania jej słów.
      - Przepraszam- dodał gdy skończyła- przedstawienie się nie jest moją silną
      dłonią- kierowca wkurzył mnie robiąc mi prysznic ale doszedłszy do taksówki
      zorientowałem się w sytuacji i uznałem , że kwota nie może popsuć wam wieczoru,
      reszty wieczoru.-
      - Dziękujemy, dziękujemy- wpadł w słowo Zbyszka Maciej- pozwolisz , ja pobiegnę
      szybko do domu po pieniądze .-
      - Zostawisz mi w zastaw swoją żonę ? – Uśmiechał się Zbyszek.
      Maciek roześmiał się , jego trel był charakterystyczny, niemal świdrujący
      przestrzeń między mówiącymi.
      - Przepraszam , pozwól zapraszamy cię na kawę do siebie – dodał Maciek- prawda
      Bożenko?-
      Zanim zdążyła odpowiedzieć Zbyszek podniósł ręce do góry jakby przed nimi się
      bronił i oznajmił :
      -Dziękuję wybaczcie że odmówię jestem i zmęczony i zmoknięty a moje jedyne
      marzenie, to żeby szybko wrócić do domu, suma pieniędzy jest tak mała że możemy
      o niej zapomnieć.-
      - Ależ to niemożliwe żebyśmy się tak rozstali- w dalszym ciągu mąż Bożeny nie
      dawał za wygraną – jeśli czujesz się zmęczony to może przyjmiesz zaproszenie na
      najbliższa sobotę , zgoda ?- spytał kierując pytanie do Zbyszka i Bożeny.
      Zapadła chwila ciszy w której Zbyszek czuł się coraz więcej zaklopotany.
      Wreszcie obojętna twarz żony Macieja odparła :
      - Tak , zapraszamy-
      Maciek ze Zbyszkiem wymienili między sobą numery telefonów , podali sobie ręce,
      grzecznościowo się uśmiechnęli i rozeszli.
      Młode małżeństwo cofnęło się do ulicy Sokołowskiej i zniknęło za rogiem budynku
      .Zbyszek wolno ruszył ulicą Wolską ale gdy tylko para skręciła w ulicę ,
      zawrócił i szybkim krokiem podszedł pod mur budynku by nie być zauważonym, lekko
      wychylił głowę . Wodził wzrokiem za odchodzącą parą , oświetloną blaskiem
      pobliskich latarń. Ona wsunęła ręce w załamanie jego ramienia prawej ręki, szli
      rozmawiając, do uszu Zbyszka nie dobiegł żaden fragment rozmowy. Patrzył się na
      • sagittarius954 Re: Część 15...cdn 23.02.06, 17:32
        patrzył się na Bożenę . Krystyna stawała się mgła . Postać Bożeny można było
        łatwo rozróżnić po jasnej sukience do kolan .
        - te dwie zgrabne nózki, niezła naprawdę niezła - szepnął do siebie
        W myślach zaświtała mu szatańska myśl.
        Podoba ci się - rzucił swoje słowa w mrok.
        Odpowiedziała mu cisza. Ruszył do domu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka