Dodaj do ulubionych

Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście

19.03.06, 22:59
proszę uprzejmie - odcinek pierwszy.

Ósmego Marca – dzień dla nas tak świąteczny jak ongiś bywało, choć bez
goździka w celofanie. Dzień Wyjazdu ! Nakarmione przez Mamę Hani pożywną
zupką i drożdżowymi rogalikami (reszta rogalików do torby, a jakże !)
ruszamy jak zawsze z hejnałem (no prawie).
Tanie linie lotnicze są wielką radością dla wędrowców, pod jednym wszakże
warunkiem – że nie wyruszasz z Warszawy. W innych miastach, gdzie jest jeden
terminal, wszystkie samoloty z niego startują. W Warszawie zaś jest terminal
o melodyjnej nazwie Etiuda . Dworzec PKS-u w Pcimiu Dolnym to komfort w
porównaniu z ową-że Etiudą. Ciasno, ponuro, siedzieć mogą tylko nieliczni
szczęśliwcy. O wypiciu kawy z odprowadzającymi można zapomnieć, dopiero w
hali odlotów barek z niezłą kawą, ale na stojąco. Cóż, jeśli bilet w obie
strony kosztuje 200 złotych, takie niedogodności da się znieść.
Za to w Rzymie lądujemy na Fiumicino. Z lotniska do miasta jeździ kolejka,
za pół godziny jesteśmy na Stazione Termini. Stamtąd już tylko krótki spacer
do naszego hoteliku. Nasze zamiary wieczornego spaceru spełzają na niczym,
marzy nam się już tylko prysznic i łóżeczko.
Za to rano jesteśmy na nogach już o 7.30 , śniadanko i ruszamy.
Pogoda nie jest może radośnie złoto – błękitnie – wiosenna, ale nie jest
zimno. Za to jak na Rzym można powiedzieć, że jest niemal pusto i to jest
niewątpliwą zaletą podróży o tej porze roku. W wysokim sezonie wszędzie
natrafiałybyśmy na niewyobrażalne tłumy.
Zaczynamy od San Giovanni (czyli Świętego Jana) na Lateranie.
Potężny kościół, niegdyś była to siedziba papieży. Pamiątką po tamtych
czasach są skryte w relikwiarzu nad głównym ołtarzem relikwie najcenniejsze
z cennych – głowy Świętych Piotra i Pawła. Oszałamia bogactwo rzeźb, posadzki
z wielobarwnych marmurów.
Stamtąd już blisko do Koloseum. Okazuje się jednak nie tak blisko, jakby się
wydawało, bo choć idziemy z planem w ręku nagle kręte zaułki wyprowadzają nas
znów na plac przed Świętym Janem. Ale za to po drodze znalazłyśmy San
Stefano Rotondo – najstarszy kościół rzymski w kształcie rotundy, maleńki,
wciśnięty między domy, tylko trochę zatarty napis nad bramą. Są tam piękne
mozaiki i bizantyjskie malowidła, ale musimy uwierzyć przewodnikowi na
słowo, bo świątyńka jest w remoncie.
Dochodzimy wreszcie do stóp Koloseum, ale najpierw wzmacniamy nadwątlone
siły filiżanką niedoścignionego włoskiego cappuccino. Z widokiem na Forum
Romanum smakuje niezwykle.
Koloseum – nie, to nie tu umęczono Ligię. To było w Circus Maximus, dziś już
nieistniejącym. Koloseum powstało za cesarza Wespazjana, następcy Nerona.
Ale i tu, oprócz walk gladiatorów odbywały się spektakle męczeństwa
chrześcijan.
Budowla miała 57 metrów wysokości i 620 metrów obwodu – biorąc pod uwagę
ówczesną technikę to prawdziwy kolos. Ale nazwę wzięło od stojącego opodal
(wtedy, dziś go już nie ma) posągu Nerona.
Obok Łuku Konstantyna i Maksencjusza przechodzimy na Forum Romanum. To jest
miejsce, w którym najbardziej widać, jak bardzo określenie Wieczne Miasto
jest prawdziwe. Forum Romanum to ogromna połać pozostałości rzymskiego
Imperium. Z ruin starożytnych budowli wyrastają kopuły to renesansowych to
znów barokowych kościołów. A przez środek Forum przebiega szeroka, ruchliwa
ulica. I tak te wszystkie epoki nakładają się na siebie, współgrają i
wszystko wygląda tak, jak by tak właśnie być miało, nie ma w tym żadnych
dysonansów.
Po przejściu na drugą stronę Forum dochodzimy do centralnego rzymskiego
placu – Piazza Venezia. Obchodzimy dookoła szkaradny, gigantyczny ni to
pomnik, ni to mauzoleum ni to ołtarz Vittorio Emanuele. Budowla ta nazywana
jest Ołtarzem Ojczyzny, jest z białego marmuru i dopiero patrząc na Rzym z
góry widać jak jest ogromny i jak szkaradny. Ale jest doskonałym punktem
orientacyjnym, widać go z każdego miejsca.
Zaprojektowanymi przez Michała Anioła schodami zwanymi Cordonata wchodzimy
na Plac Kapitoliński, też przez Niego zaprojektowany. Na środku placu kopia
pomnika Marka Aureliusza (na nim wzorowany jest nasz Sobieski przed Pałacem
Prezydenckim) , dwie z trzech budowli po bokach kryją zbiory Muzeów
Kapitolińskich. Już na dziedzińcu ciekawostka – potężna marmurowa głowa,
stopa i dłoń – to pozostałości pomnika cesarza Konstantyna – był tak ogromny,
że zawalił się pod własną wielkością.
Wewnątrz fantastyczne zbiory malarstwa i rzeźb antycznych i renesansowych ,
w tym tak sławne jak Wenus Kapitolińska, Wilczyca karmiąca Romusa i
Romulusa , Umierający Gall, Dyskobol, piękny Spinario , Herkules i
dziesiątki innych.
Mamy już dość wrażeń, wracamy do domu na odpoczynek.
Wieczorem jeszcze jedna atrakcja – Piazza Navona. To taki nocny salon Rzymu,
teraz jeszcze nieco pustawy , latem kłębią się tu tłumy. Na środku sławna
Fontanna Czterech Rzek - cztery rzeźby olbrzymów oparte o wysmukły obelisk
symbolizują Ganges, Dunaj, Nil i La Platę . Wokół Placu eleganckie (bardzo
drogie) restauracje. Siadamy przy stoliku i zamawiamy lody . Tak się piękne
nazywają – tartuffo nero, tartuffo bianco i tiramisu. Smakują równe wspaniale.
Nad Placem świeci bliski pełni księżyc, jakiś uliczny grajek przygrywa na
gitarze. Jest pięknie. Spokojnie i dobrze.
Zasypiamy pełne wrażeń. Jutro Watykan.
Obserwuj wątek
    • natla Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 19.03.06, 23:51
      No to się naczytałam z przyjemnoscią, bo większosć widziałam wiele lat temu
      i teraz obrazy i wrazenia powróciły. Pamiętam jak nie mogłam zrozumieć Forum
      Romanum.....co ta ulica tu robi......moje wyobrażenie było zupełnie inne wink))
      No, żebym tylko nie musiała na drugą część czekać do przyszłej niedzieli, jasne?
      wink)))
      • regine Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 00:00
        Nie byłam, ale tak pięknie to Toskanio opisałaś, że "szłam" krok po kroku
        i "widziałam". Mam masę książek i zdjęć z Rzymu i Watykanu więc,
        miejsca te, nie są mi tak całkiem obce.
        Troszkę wyobraźni i też "zwiedzałam" z Wami.
        Ale za wspaniały opis i za spacer dziękuję. Zrobiłaś to cudownie.
        Czekam na drugą część, na Watykan.
        • natla Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 00:02
          Kurcze, a gdzie Polek wieczorne rozmowy przy winku? wink)
          • maladanka Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 09:05
            jak zwykle Toskanio kolejna strona Twojego opisu skopiowana i wydrukowana! Może
            kiedyś się przyda?
            • wiktoria53 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 09:07
              No, to byłam w Rzymie smile)))))) myślę, że w niedługim czasie zwiedzę
              Watykan..........smile
              • takanietaka Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 09:40
                ale mi zrobiłas apetyt na kawę na placu Navona,z widokiem na fontanne
                Berniniego!To najpiekniejsze miasto świata!
                _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
                wiadomosmile **
                • dankarol Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 20.03.06, 10:31
                  Toskanio jak miło i wygodnie zwiedza się z Tobą, siedzę sobie w fotelu, a
                  oczami wyobraźni widzę trasę wycieczki i nawet słyczę tego grajka, dzięki i
                  czekam na dalszy ciąg.
    • toskania8 Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Watykan 21.03.06, 00:56
      dzięki za dobre słowa, aż się chce dalej pisać.
      A więc - odcinek drugi.

      Dzień trzeci – najważniejszy. Watykan.

      To był ten dzień najważniejszy, najbardziej wyczekany, istota naszej podróży.
      Po śniadaniu od razu do stacji metra. Niestety, w przeciwieństwie do innych
      wielkich miast, metro rzymskie to raptem dwie linie, trzecia się podobno
      mozolnie buduje. A wszystko dlatego, że tu, co wbijesz łopatę, to archeologia.
      No i problemy.
      Ale tym razem dojeżdżamy szybko i łatwo, tuż w pobliże Placu. Kilkaset metrów
      spaceru, przechodzimy pod kolumnadą – i zamieramy z przerażenia. Kolejka
      łukiem obiega cały Plac, wzdłuż kolumnady , od wejścia do Bazyliki do
      przeciwległego krańca. Co najmniej kilkaset osób. A wszystko dlatego, że, tak
      jak w innych tłumnie odwiedzanych miejscach (tak było wczoraj na Kapitolu, tak
      będzie jeszcze w Muzeach Watykańskich) trzeba przejść przez bramki, takie jak
      na lotnisku, prześwietlenie bagażu a nawet kurtek . Na szczęście posuwa się
      sprawnie, już po pół godzinie zmierzamy do Grobów Papieskich, do Tego
      Najważniejszego. Groby Papieskie to długi, dość szeroki korytarz. Cisza, tylko
      z głośników płynie cichutko jakiś modlitewny śpiew. Szmer przesuwających się w
      milczeniu pielgrzymów. Paweł VI. Płaska , prosta płyta. Jan Paweł I. Prosty
      sarkofag z białego marmuru.
      I już jesteśmy przy Nim. Płaska, zupełnie prosta płyta z białego marmuru.
      Widzieliśmy ją wszyscy tyle razy w Telewizji. A jednak prostota i spokój tego
      miejsca porusza do głębi.
      Dwie donice z zielenią. Jakiś kolorowy balonik, pewnie położony przez jakieś
      dziecko. Wzrusza swoją zabawną niestosownością. A może właśnie tak trzeba. Temu
      dziecku musiał ktoś pozwolić, bo kłaść nic nie wolno. Ludzie zatrzymują się na
      chwilę, wolno przechodzą. Ale dla tych, którzy chcą się pomodlić czy po prostu
      pomyśleć, oddzielono barierką kawałek miejsca pod przeciwległą ścianą. Młodzi
      ludzie z plecakami siedzą na podłodze, swobodnie oparci o ścianę. Milczą.
      Przyszli po prostu do Niego. Już nie nawołują „Giovanni Paulo”, bo tu nie
      wolno. Ale po prostu przychodzą.


      Kawałek dalej jeszcze jedno wzruszenie. Grób Piotra. Tu est petrus …
      Mijamy jeszcze kilka, może kilkanaście grobów. Ale wiele grobów papieskich
      znajdujemy także w licznych rzymskich kościołach, widziałyśmy je wczoraj na
      Lateranie , zobaczymy w Santa Maria Maggiore, są i w innych.
      Bazylika. Cały kunszt architektów polega na tym, że wchodząc nie czuje się
      właściwe przytłaczającego ogromu. Tylko w posadzkę wstawiono tablice,
      zaznaczające miejsca, gdzie kończą się (licząc od prezbiterium) największe
      kościoły świata. Św. Paweł w Londynie, katedra w Sewilli, kilkanaście innych,
      coraz bliżej. Ostatnia jest nasza Katedra w Gdańsku, już zupełnie blisko
      konfesji, czyli papieskiego ołtarza. A nam wydaje się taka ogromna.
      Centralny punkt prezbiterium to złocisty w barwach witraż z wizerunkiem
      gołębicy, wydaje się niewielka, choć rozpiętość jej skrzydeł to 175 cm.
      Wszystkich rzeźb, posągów, ołtarzy, grobowców opisać nie sposób, trzeba by na
      to całej księgi. Wspomnijmy więc już tylko o grobowcu Dobrego Papieża, Jana
      XXIII – jako błogosławiony jest już przeniesiony do bazyliki, ( a na jego
      właśnie miejscu w podziemiu pochowany jest Nasz Papież), ten grobowiec to jakby
      przeszklona trumna, w niej bardzo naturalistyczna postać wyrzeźbiona z białego
      marmuru, przybrana w „prawdziwe” szaty, o posągu Św. Piotra z brązu – każdy
      musi dotknąć jego stopy, na szczęście, są wiec już mocno wyślizgane , o
      portrecie jedynej w bazylice kobiety – Marii Klementyny Sobieskiej Stuart.
      Wnuczka króla Jana III , żona jednego z angielskich Stuartów.
      No i najpiękniejsza z pięknych. Pieta. Po groźnym napadzie (w 1972 pewien
      szaleniec mocno uszkodził ją młotkiem) jest teraz schowana za pancerną szybą.
      Piękna i smutna twarz młodej, smukłej dziewczyny trzymającej na kolanach
      bezwładne, martwe ciało. Nie ma w tej twarzy rozpaczy i rezygnacji. Jest wielka
      miłość, bezbrzeżny smutek, ale i nadzieja. Michał Anioł , krytykowany za tę
      dziewczęcość Matki dorosłego już przecież Syna powiedział, że przecież Ona już
      od młodości wiedziała, co Ją czeka, a ponadto miłość prawdziwa, a nade wszystko
      miłość matczyna nie starzeje się nigdy. Mądre, prawda ?
      Dla mnie Michał Anioł to geniusz wszechczasów. Z należnym szacunkiem
      podchodzę do współczesnych twórców i wierzę znawcom na słowo, że to wybitne
      dzieła, ale nigdy, przenigdy nie wzbudzą one we mnie takich wzruszeń, jak
      dzieła Michała Anioła. Spotkamy go dziś raz jeszcze.
      Klękamy jeszcze przed głównym ołtarzem, przy którym Mszę Świętą ma prawo
      odprawiać tylko Papież , pod opartym na czterech potężnych kolumnach
      baldachimem Berniniego. . Właśnie dokładnie pod tym ołtarzem znajduje się
      Confessione, a w niej grób Świętego Piotra. Nad ołtarzem zaś najbardziej
      charakterystyczny widok Rzymu – projektowana przez Michała Anioła kopuła. Jej
      wysokość wynosi wewnątrz budowli 119 metrów a średnica ponad 42 metry.
      Zaprojektowanie i wybudowanie tej kopuły w czasach Renesansu to był doprawdy
      wyczyn nieprawdopodobny.
      Opuszczamy już bazylikę, przemierzamy plac spoglądając jeszcze na okno
      biblioteki, to, z którego przez tyle lat On uśmiechał się do całego świata.
      Przypomina mi się moja pierwsza wizyta w Rzymie, było to rok po wyborze JP II.
      Polacy byli wtedy w Rzymie i w całych Włoszech swoistą atrakcją. Pamiętam
      chwilę, kiedy przyszliśmy na Plac w niedzielne południe. Dzień był szarawy . I
      dokładnie w momencie, gdy okno się otwarło i stanął w nim On, w powitalnym
      geście rozłożonych rąk, zabłysło słońce. Tyle lat, a tak pamiętam. I „niech
      będzie pochwalony Jezus Chrystus” po polsku. Potem trochę przywykliśmy wtedy
      jeszcze było to tak niezwykłe. Teraz staje w tym oknie już kto inny. Smutno.
      W uliczce pod watykańskim murem wstępujemy na niewyobrażalnie drogą (cóż, takie
      miejsce) kawę i idziemy dalej, do Muzeów Watykańskich.
      I znów nieprzebrane bogactwo rzeźb, obrazów, ściennych malowideł, zbiory
      egipskie, zbiory etruskie. Tygodniami by tu można chodzić. Cóż, my mamy tylko
      kilka dni na wszystko. A więc najważniejsze miejsca, galeria map, galeria
      arrasów, sala Sobieskiego z ogromnym, na całą ścianę obrazem Matejki Bitwa
      pod Wiedniem. Tak, tu w Rzymie doceniono Obrońcę Chrześcijaństwa. Jest na
      Kapitolu tablica poświęcona Marysieńce, jest kilka miejsc , tablic pamięci
      króla Jana. I jest ta sala, gdzie przewodnicy w różnych językach świata
      opowiadają o polskim królu, który powstrzymał pogańska nawałnicę. Prężymy się
      dumnie – to nasz król !
      I wreszcie dochodzimy do miejsca najważniejszego. W przedsionku z głośników
      napomnienie o zachowanie bezwzględnej ciszy. Kaplica Sykstyńska. Są na świecie
      takie miejsca, których nie opowie żadne słowo, nie pokaże żaden film ani
      reprodukcja. Bo nie są w stanie. Każda reprodukcja pokaże tylko poszczególne
      fragmenty.
      A tam, na sklepieniu najpierw ten piękny jak pogański bożek Adam, w którego
      dotknięcie boskiej ręki tchnie właśnie życie. Potem spożyli Owoc. I rozpacz
      wygnanych z Raju. Cały właściwe Stary Testament. I ogrom Sądu Ostatecznego
      na ścianie szczytowej. Postacie kłębią się, krzyczą, spychane w wieczny ogień
      piekielny! A Ci zbawieni jakąż mają radość w twarzy.
      Tam można rzeczywiście tylko stać w milczeniu i patrzeć, patrzeć, patrzeć…
      Nie ma takiego drugiego miejsca. I nie było takiego drugiego artysty.
      Czy wiecie, że Michał Anioł tę kaplicę malował zupełnie sam, przez dwadzieścia
      miesięcy, nie mając nawet pomocnika do mieszania farb? Spał na tym rusztowaniu
      tuż pod sklepieniem, jadł, i malował, ślepnąc prawie. Widział tylko fragmenty,
      tyle, co na wyciagnięcie ręki. Kompozycję całości, perspektywę musiał widzieć
      tylko w wyobraźni. I w dodatku wcale nie chciał tego robić ! On był
      rzeźbiarzem
      • regine Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Wat 21.03.06, 01:48
        Toskanio, jestem pod niesamowitym wrażeniem Twego, cudownego opisu.
        Cudownie opisałaś, masz wspaniały dar, oddawania piórem to co czujesz.
        Brakuje mi słów, więc tylko schylam głowę, i DZIĘKUJĘ....
        • maladanka Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Wat 21.03.06, 02:25
          i ja dziękuję - nasza srebrnopióro reporterko - tyle relacji
          czytałam,słyszałam,a Twoja mnie porusza i już,zaraz jechałabym tam
      • natla Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Wat 21.03.06, 09:34
        To był dzień największych przeżyć. Ciężar gatunkowy olbrzymi. Wyobrażam sobie
        jak powłócząc nogami wróciłyscie do domeczku. O Kaplcy Sykstyńskiej też bym tak
        napisała. Po prostu nie da się opisać atmosfery tego miejsca. Nie da się
        ogarnąć ogromu pracy MA. Ja miałam szczęście być tam przez kilka minut sama.
        Nie zapomnę tego. Pisz dalej, bo robisz to tak obrazowo, że odczucia mi wracają.
        • krista57 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Wat 21.03.06, 11:53
          Dziekuję za realistyczny opis z osobistymi komentarzami.
          Moze kiedys i ja TO zabaczę na własne oczy,obawiam się tylko,ze
          nie posiadam takiej wrażliwosci na piękno.
          • graga21 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-cz.II-Wat 21.03.06, 12:13
            Piękna relacja bez patosu i zbędnej egzaltacji, świetnie oddająca Twój zachwyt,
            podziw i szacunek. To rzadka umiejętność pisać tak o czymś, co aż dech zapiera
            w piersiach. Kocham czytać czyjeś relacje z podróży, gdyż każdy widzi co innego
            i czuje nieco inaczej.
            Obie części wydrukowałam w oczekiwaniu na część trzecią.
            • takanietaka Goli panowie! 21.03.06, 12:22
              ale pewnie w życiu nie widziałyście tylu gołych panów jak w muzeum watykańskim
              w dziale rzeźby..z listkiem i bez listka ..........naprawde śmiesznie...panowie
              kilometrami...
    • toskania8 Wieczne Turystki w Wiecznym Mieściecz. III-targ 21.03.06, 23:05
      z Waszych komentarzy (jakże miłych) wynika, że jeszcze się Wam nie znudziło, a
      więc proszę, część trzecia.

      Pobudka jak zwykle o 7.30, na śniadanie też jak zwykle bułeczki z masełkiem,
      serkiem, wędlinką, dżemem, miodem, grzanki, drożdżówki – co kto woli.
      Autobusem dojeżdżamy do Campo del Fiori . Dziś ten miły placyk znany jest jako
      największe rzymskie targowisko. Ale miejsce to ma dość krwawą historię – 17
      lutego 1600 roku spalono tu na stosie Giordano Bruno, filozofa i astronoma.
      Upamiętnia to jego pomnik. Od tego czasu było to miejsce wykonywania wyroków
      śmierci.
      Teraz jednak codziennie stoją tu stragany. Wiosną i latem, w sezonie owocowym
      jest tu pewnie rojniej i piękniej. Ale i teraz stosy mandarynek i pomarańczy
      (na nie właśnie jest sezon!), piękne i malownicze wczesne truskawki (ale kudy
      im do naszych), karczochy, młody szpinak, rukola i wszelakiego innego zielska
      obfitość. My kupujemy piękne, ogromne czarne oliwki, suszone pomidory . Przy
      kolejnym straganie zaczepia nas sympatyczny, gadatliwy Włoch i oferuje
      mieszanki przypraw, pokazując album z wycinkami z prasy wielu krajów, gdzie są
      wzmianki o nim. Kupujemy dwa rodzaje. Jeden został już wypróbowany, z
      przecierem pomidorowym domowej roboty tworzy fenomenalny, pikantny sosik do
      makaronu. Do straganu z serami trafiamy nieomylnie po zapachu. No i tu już
      puszczają wszelkie hamulce – to jest silniejsze od nas. Z wielkiej bryły
      świeżutkiego parmezanu pani szczodrze odkrawa spory kęs. No i jeszcze
      peccorino di Pienza – jeden z najsłynniejszych serów włoskich, pikantny o
      niezwykłym aromacie, produkowany jest w toskańskim miasteczku Pienza, słynącym
      właśnie wyrobem serów. Do plecaka trafia cała okrąglutka gomółeczka.
      Ale okazuje się, że to nie koniec atrakcji. Okrążając plac nagle trafiamy na
      sklep z wędlinami. Ale jaki ! na ścianach rozliczne dyplomy, wycinki z gazet.
      Pod sufitem wiszą gęsto wielkie suszone szynki, salami różnej wielkości i
      kształtu, suszone pasemka polędwiczki i Bóg wie co tam jeszcze. Zapachu nie
      podejmuję się opisać. Miesza się woń najrozmaitszych przypraw, suszonego
      mięsiwa. Miły gospodarz, zapewne nawykły takich zachwytów, pozwala
      obfotografować to niezwykłe miejsce, sam z uśmiechem pozuje do fotografii.
      Plecaczek oczywiście znów staje się cięższy o parę smakołyków. Jaka frajda
      będzie w domu ! Te dobre gatunkowo włoskie wędlinki mają to do siebie, że
      zachowują świeżość tygodniami. Niby twarde, po pokrojeniu cieniutko, znów
      pachną i rozpływają się w ustach. Ale tam się nie robi dwóch kilogramów szynki
      z kilograma mięsa, tylko co najmniej na odwrót.
      Koniec tej kulinarnej rozpusty.

      Przed nami jeszcze dzisiejszy program zwiedzania.
      Przecinamy raz jeszcze Piazza Navona, zaglądamy do Sant’Agnesa In Agone, czyli
      Umierającej Świętej Agnieszki, umęczonej w tym miejscu 13- letniej Agnieszki..
      Wewnątrz piękne rzeźby i malowidła. Tak to jest z tymi rzymskimi kościołami.
      Tyle w nich bogactwa, rzeźb, mozaik, obrazów i ściennych malowideł, dzieł
      najsłynniejszych twórców, że nawet nie sposób opisać wszystkie te, które
      widziałyśmy, a to przecież niewielki fragment tego, co Rzym ma do zaoferowania.
      Ale my szukamy St. Agostino. Niewielki kościółek, tak wciśnięty między wąskie
      uliczki, że z trudem go odnajdujemy. We wnętrzu śliczna XVI-wieczna marmurowa
      Madonna del Divin Patro, wyrzeźbiona przez Sansovino . Jest patronką kobiet
      ciężarnych, zwykle modli się tu ich kilka. A obok ołtarza rzecz niezwykła –
      gruba księga, do której szczęśliwe włoskie mamy wklejają zdjęcia swoich
      ślicznych maluszków urodzonych szczęśliwie dzięki wstawiennictwu Madonny i
      wpisują słowa podzięki i krótkich modlitw.
      Obok obraz Caravaggia, główny ołtarz projektowany przez Berniniego, z pięknym
      obrazkiem Madonny Bizantyjskiej, na jednym z pilastrów malowidło Rafaela -
      wyobraźcie sobie, mały, niepozorny kościółek a tyle w nim skarbów. U nas by tym
      ze dwie katedry obdzielił.
      I jeszcze jedno z dość licznych w Rzymie poloników – tablica nagrobna
      starościca inowrocławskiego (z moich stron !) Wojciecha Spławińskiego.
      Stąd wąskimi uliczkami już tylko parę kroków do Panteonu.. To ciekawa budowla –
      niezwykła, bo jedyna, która w stanie niezmienionym, w całości przetrwała od
      starożytności (27 r.p.n.e.) do dziś. Okrągły, przysadzisty budynek, przykryty
      płaską kopułą o średnicy ponad 43 metry – na owe czasy cud architektury,
      podtrzymujące kopułę mury mają sześć metrów grubości. Może dlatego świątynia
      ostała się próbie czasu. Do 392 roku był świątynią różnych bóstw rzymskich,
      od 609 roku papież Bonifacy IV wyświecił budowlę jako Kościół Matki Boskiej
      Męczenników. I tu ciekawostka – z katakumb zwieziono tu wówczas 28 wozów kości
      umęczonych chrześcijan. Oczywiście nie było żadnej możliwości ich
      identyfikacji , wobec tego papież ustanowił święto Wszystkich Świętych. I stąd
      się ono wzięło. Nigdy tego nie wiedziałam.
      Posilone filiżanką cappuccino na placyku przed Panteonem, wchodzimy do środka.
      Od roku 1870 Panteon jest mauzoleum włoskich królów – jest tu grób
      uwielbianego Vittorio Emanuele, kilku innych królów. Jest też grób Rafaela
      Santi i obok epitafium jego narzeczonej, Marii Bibiena. Choć, jak się jeszcze
      okaże, z tą wiernością dla narzeczonej było chyba trochę różnie. Ale o tym
      jutro.
      Wracamy na plac, z tyłu drugi placyk a na nim dziwna figura – rzeźba
      słonia, autorstwa Berniniego ; z grzbietu słonia wyrasta egipski obelisk a na
      szczycie obelisku krzyż ! Dla każdego coś miłego ! Z placyku wchodzimy do
      Santa Maria Sopra Minerwa. To jedyny w Rzymie kościół gotycki, wybudowany na
      ruinach Świątyni bogini Minerwy. Choć różny to od naszego strzelistego, gotyk,
      bardziej przysadzisty, ale niech im będzie, że gotyk. I znów coś polskiego –
      nagrobek Natalii Komar – Spada, w posadzce płyta nagrobna Bolesława Antoniego
      Zapola Zapolskiego , przy ścianie nagrobki Józefa Wałagina Monasterskiego,
      Witolda Bronisława Stablewskiego i Józefa Korwina Szymanowskiego. Odnotowuję to
      skrzętnie, bo miło jest spotkać polskie ślady na obczyźnie. Ale to nie
      dziwota, wszak wiele polskich losów się na dłużej lub krócej z tym miastem
      splatało.
      Wędrujemy teraz spacerem do San Pietro In Vincoli. Zbaczamy z głównej ulicy i
      oto o parę kroków od wielkomiejskiego gwaru i sznurów samochodów, w samym
      centrum miasta jesteśmy nagle w cichej uliczce, w tej porze sjesty zupełnie
      pustej. W oknach, a jakże, suszy się pranie, na przyzbie siedzą starowinki,
      na środku maleńkiej piazetty kępka pomarańczowych drzewek. Sielsko jak w małym
      miasteczku.
      San Pietro niestety zamknięty – święta pora sjesty dotyczy także kościołów.
      Jedziemy więc do domu na odpoczynek. W recepcji naszego hotelu pracuje Pani
      Dorota, miłą Polka. Sporo nam pomogła, opowiadała, jak się dostać w różne
      ciekawe miejsca, jak i gdzie robić zakupy. Pracujących tu Polaków jest sporo.
      Za to turystów – prawie nie ma.
      Wypijamy herbatkę, maleńka przekąska i ruszamy.
      San Pietro In Vincoli, niewielki kościółek naprzeciwko Koloseum, ale jakże
      ważny! Po pierwsze – Mojżesz ! Niedokończone fragmenty grobowca papieża
      Juliusza II, tego , który wymusił na Michale Aniele malowanie Sykstyny.
      Michał Anioł wyrzeźbił tylko owego Mojżesza i kilka postaci – dwie zostały
      przy Mojżeszu, dwie są we Florencji a dwie w Luwrze. A miało ich być według
      projektu kilkadziesiąt. Ale potem Juliuszowi bardziej zachciało się Kaplicy
      niż grobowca . Miał on stać w Bazylice, w końcu jednak te fragmenty ustawiono
      tutaj, wiele lat po śmierci papieża. Głowę Mojżesza zdobi para rogów – to
      skutek błędu w tłumaczeniu Biblii, zamiast „promieni” wyszły rogi. I tak
      zostało. Po ukończeniu rzeźby Michał trącił siedzącego Mojżesza w kolano i
      zawołał do niego „mów !̶
      • dankarol Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieściecz. III-ta 21.03.06, 23:33
        Toskanio, dzięki Tobie mało, że zobaczyłam Rzym, to jeszcze go poczułam, zapach
        pomarańczy, ziół,serów i usłyszałam odgłosy kroków w zaułkach i kościołach.
        Dziękuję za już i czekam na jeszcze
        • august2 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieściecz. III-ta 22.03.06, 04:16
          .. no to wycieczke do Rzymu mam z glowy!
          Wyglada na to ze nie bede musial juz tam sie wybierac!
          Przeczytalem i zaoszczedzilem...

          Dzieki Toskanio!
          • wiktoria53 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieściecz. III-ta 22.03.06, 07:04
            Pięknie i dokładnie opisałaś Toskanio, to co widziałyście.Jeszcze kilka takich
            opisów i zachęcisz niektóre osoby do osobistego kontaktu z tym cudownym
            miejscem.Wszystkie III części mam wydrukowane aby zaglądać w nie
            częściej...Dzięki i czekam na dalsze odcinki........smile
            • maladanka Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieściecz. III-ta 22.03.06, 09:54
              Pan Kapuściński wielkim reporterem jest,ale smiem twierdzic,że Toskania wiekszym
    • toskania8 Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończenie 23.03.06, 00:24
      dzięki Wam za wszystkie dobre słowa, czuję się mile połechtana w swej twórczej
      próżności (choć z tym Kapuścińskim, Danusiu to jednak przegięłaś chyba).
      A oto część czwarta - ostatnia.

      Dzień piąty – Zatybrze

      Ranek niedzielny jest słoneczny ale podmuchy zimnego wiatru nie pozwalają nam
      się pogrzać. Tym razem jedziemy tramwajem. Wysiadamy na pierwszym przystanku
      za Tybrem. I nagle jesteśmy w zupełnie innym mieście.
      Dopiero jak jest się w Rzymie i ma się przed oczami topografię miasta z jego
      siedmioma wzgórzami, znaną choćby z Quo Vadis , można pojąć jak ogromne było to
      miasto już w starożytności. Kiedy porówna się to do wyznaczonej liniami
      miejskich murów obszarów dzisiejszych wielkich metropolii w okresie na
      przykład średniowiecza, to albo ich wówczas w ogóle nie było, albo, w
      porównaniu z Rzymem były mieścinami.
      Zatybrze, odległe od ówczesnego centrum – Palatynu, Kapitolu , Eskwilinu o
      dobre kilka, kto wie czy nie kilkanaście kilometrów było już wówczas
      dzielnicą Rzymu. Dzielnicą biedoty , ale było. To tu przecież mieszkała Ligia,
      tu mieszkali i gromadzili się na Janikulum pierwsi chrześcijanie. To poczucie
      realności, dotknięcie ręką tego wszystkiego, co wydarzyło się naprawdę jest
      niezwykłe, właśnie dlatego, że jak to już wspomniałam, miasto zachowało
      ciągłość, wciąż tak samo żywe, a to co było wtedy, zostawiło trwałe ślady i
      wplotło się w dzień dzisiejszy.
      Zatybrze ma zupełnie inny klimat, niż centrum miasta. Jako, że była to
      dzielnica biedoty, nie było tu pewnie wspaniałych pałaców czy świątyń, więc nie
      bardzo miało się co zachować ze starożytności. To dzielnica wąskich, cichych
      uliczek, małych placyków, renesansowych i barokowych kościółków. Nie znaczy to
      oczywiście, że nie ma tu rzeczy pięknych.
      Zaczynamy od San Francesco a Ripa. Święty Franciszek mieszkał tu przez kilka
      lat, zachowała się jego cela z krucyfiksem i kamiennym podgłówkiem. Ale
      wrażenie zupełnie niezwykłe robi rzeźba Berniniego Błogosławiona Lodovica
      Albertoni. Rzeźba ze śnieżnobiałego, kararyjskiego marmuru przedstawia owąż
      Ludwikę w chwili śmierci. Niezwykle wyrazista twarz pełna jest cierpienia ale
      równocześnie ekstatycznej radości ze zbliżającego się spotkania z Bogiem.
      Obficie pofałdowane szaty wydają się być miękkie i zwiewne, niemal poruszane
      lekkim powiewem. Łoże zaś, na którym spoczywa Ludwika wyrzeźbione z
      żyłkowanego marmuru w tonacji ciepłego brązu, wydaje się też być pokryte
      miękką, spływającą w dół tkaniną. To jedna z najpiękniejszych rzeźb, jakie
      widziałam.
      Ulicą Świętego Franciszka (usiłując nie widzieć wystawy wspaniałej cukierni
      pełnej misternie wykonanych i apetycznych łakoci), dochodzimy do Piazza Santa
      Maria In Transtevere, czyli Świętej Marii na Zatybrzu. To jedno z
      najpiękniejszych dla nas, Polaków miejsc w Rzymie. Przy placu stoi bowiem
      kościół pod takim właśnie wezwaniem. Jest on tytularnym kościołem polskich
      prymasów, przedtem kardynała Wyszyńskiego, teraz Józefa Glempa.
      Początki kościoła datują się na pierwsze wieki chrześcijaństwa , obecny jego
      kształt pochodzi z XII wieku. Nad portykiem piękna, złocista mozaika i figury
      świętych. Wewnątrz, w apsydzie nad głównym ołtarzem także wspaniała mozaika.
      Dla nas ważny jest także grobowiec kardynała Hozjusza, XVI wiecznego biskupa
      warmińskiego, pisarza i teologa.

      Na stopniach fontanny przed kościołem grupki młodzieży, placyk jest centralnym
      miejscem Zatybrza, więc w słoneczną niedzielę sporo tu spacerowiczów.
      Przysiadamy w jednej z kawiarenek na naszą codzienną kawę i idziemy dalej.
      W kościóku Santa Maria Della Scala obraz przedstawiający Św. Jacka Odrowąża z
      Katarzyną Sieneńską (to bardzo ważna włoska święta) .
      Błądzimy jeszcze kilka chwil po wąskich uliczkach Zatybrza, zaglądamy w bramy
      i podwórka. Niestety nie udaje nam się obejrzeć wnętrza Villi Farnesina z
      freskami Rafaela. Wspominałam wczoraj, mówiąc o grobie Rafaela i epitafium jego
      narzeczonej, że różnie musiało być z tą narzeczeńską wiernością. Na Zatybrzu
      bowiem mieszkała piękna Margherita ( moja zresztą imienniczka), zwana
      Fornarina, czyli Piekareczka. Była ona przez wiele lat kochanką malarza,
      uwiecznioną na kilku portretach. Po jego śmierci zapukała do klasztornej furty,
      ufundowała kościół (pod wezwaniem Św. Małgorzaty, oczywiście, stoi niedaleko
      Santa Maria In Transtevere) i resztę życia spędziła na modlitwie i pokucie.
      Ale tak sobie myślę, że nawet już nie bacząc na ten kościół , to chyba jej
      dobry Pan Bóg jednak wybaczył grzechy, za to, że była muzą i natchnieniem tak
      znakomitego malarza.
      Renesansowa Porta Settimiana to granica między Zatybrzem a Janiculum.
      Rozpoczynamy wspinaczkę na to bodaj najwyższe rzymskie wzgórze. Droga prowadzi
      przez rozległy park, niestety jeszcze nie zielony. Na szczycie wzgórza nasz
      trud zostaje wynagrodzony. Stojący na środku placu tegoż imienia okazały
      pomnik Garibaldiego może nie poraża urodą, ot, facet na koniu, za to widok ze
      wzgórza jest niezwykły. Dzień jest pogodny, powietrze przejrzyste. I oto u
      naszych stóp cały Rzym, kopuły kościołów , kolumny Forum Romanum, szerokie,
      proste ulice i wąskie zaułki, mosty na Tybrze . Niestety, najbardziej rzuca
      się w oczy gigantyczny, marmurowy masyw Ołtarza Ojczyzny, czyli wspominanego
      już pomnika króla Vittorio Emanuele. Dopiero stąd naprawdę widać, jak jest
      bezsensownie ogromny.
      Za to w głębi roztacza się, widoczny jak na wyciagnięcie ręki długi, potężny
      łańcuch ośnieżonych Apeninów.
      Stoimy długo i wypatrujemy po kolei wszystkich znanych już, odwiedzanych w
      poprzednich dniach miejsc. Przy tak wspaniałej widoczności odnajdujemy je
      wszystkie.
      Pora schodzić w dół . Po drodze jeszcze pomnik i zarazem grobowiec Anity
      Garibaldi (żona Giuseppe, z pochodzenia Brazylijka), znacznie ciekawszy niż
      wielkiego bohatera – postać dziewczyny na koniu w pełnym galopie, z rozwianą
      grzywą, oparty tylko na dwóch tylnich nogach konia. Arcydzieło nie tylko
      rzeźbiarstwa ale i inżynierii – jak to zachowuje równowagę ! Przypomina trochę
      mojego ukochanego Jeźdźca Miedzianego czyli pomnik Piotra I w Petersburgu, ale
      on ma jeszcze trzeci punkt podparcia, koński ogon.
      Kręta ścieżka sprowadza nas ze wzgórza prosto pod Zamek Świętego Anioła – to
      już blisko wejścia do Watykanu.
      Mostem Vittorio Emanuele wchodzimy na Corso tegoż imienia, to jedna z
      najważniejszych, najelegantszych i najbardziej ruchliwych ulic centrum Rzymu.
      Mamy do wykonania jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu – jakże to, być w
      Rzymie i nie spróbować pizzy i makaronu, czyli pasty.
      Na progu małej, miłej knajpki uśmiechnięty gospodarz zaprasza do wejścia.
      Wchodzimy więc. Na stolikach serwetki w kratkę, przy stołach włoskie rodziny
      spożywają niedzielny obiad. Przy wejściu stolik zastawiony rozmaitymi
      antipasti, czyli przystawkami. Są plasterki salami, kawałki sera, plastry
      bakłażana w oliwie, kawałki przypieczonej papryki i mnóstwo innych cudeniek.
      Dookoła, na półkach gęsto stoją buteleczki z rozmaitymi winami. Widać, że to
      rodzinny interes, w progu wita nas padre, do stolika podaje uśmiechnięty
      młodzieniec.
      Zamawiamy różne rodzaje pasty, każda inne, potem się podzielimy. Carbonara to
      spaghetti wymieszane na gorąco z surowymi jajkami (ścinają się od gorąca
      makaronu), skraweczkami z wysmażonego bekonu, ziołami, oliwą i posypane ostrym
      serem. Mnie przypadły ravioli, maleńkie pierożki z mięsnym farszem, Jance
      lasagna, czyli płaty pasty przekładane podsmażonym mielonym mięsem. Zwykle
      podaje się zapieczone z beszamelem, nam podano z pomidorowym sosem , też dobre.
      Pasta to u Włochów pierwsze danie. Na drugie – klasyczna, pachnąca pizza
      margherita, z cieniutkiego ciasta, z pomidorami i serem.
      Do tego dzbanuszek vino de la casa, czyli domowe, młode wino z beczki. Tam, w
      tej knajpeczce smakuje wybornie.
      No i tak oto z programu turystycz
      • natla Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończen 23.03.06, 09:39
        Toskanio, piękny reportaż. W wolnej chwili umieszczę w "naszej książce".
        Mam jednak pytanie: kiedy i gdzie planujecie następny wyjazd? smile)
        • regine Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończen 23.03.06, 09:55
          Reportaż, to za mało...Cudowny opis !!! Pozdrawiam i dziękuję.
          Zwłasza, że jak to u Toskani, we wszystkich opisach z podróży, nie obyło się
          bez degustacji wina smile
          O "smakołykach" dla duszy i cała już nie wspomnę, bo pięknie to opisałaś.
          Zapachy i piękno "rozniosły się", po całym forum i nie tylko. Tak sądzę...
          • maladanka Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończen 23.03.06, 10:22
            żal,że zakończenie - a z Kapuścińskim sie upieram - u Ciebie jest to "coś" -
            ta jakby trójwymiarowść - i wiesz,wcale nie odczuwam braku ilustracji opowieści
            zdjęciami.Koniecznie gdzieś znowu wyjedźcie!
            • natla Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończen 23.03.06, 11:23
              Trafiłaś Danuska w dyche. Nawet mi przez mysl w czasie czytania nie przeszło,
              ze szkoda, iż nie ma zdjęć. Ciekawe zjawisko, bo zdjęcia na ogół uszlachetniają
              opisy. No tak, Toskania wystarczy. smile
              • vogino55 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście-zakończen 23.03.06, 21:43
                Toskanio sprawiłaś mi wielką frajdę.Czytanie 'Wiecznych Turystek' zajęło mi,
                dobrych kilka godzin.Już tłumaczę,,,po lewej na biurku rozłożony plan Rzymu
                (ten z Wyborczej) w kompie otwarte forum ,następne Google ze zdjęciem
                satelitarnym Rzymu i jeszcze jedno by sobie do fotogalerii dojść np

                www.romecity.it/Basilicadisanpietro01.htm

                i jeszczxe

                www.romecity.it/Photogallery.html
                i tak prawie co 2 linijki Twojego tekstu

                (smile))DZIĘKUJĘ(smileDZIĘKUJĘ(smileDZIĘKUJĘ(smile))
                Wojciech
    • sagittarius954 Re: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście 23.03.06, 08:39
      Czy długo jeszcze tam będziecie? Chciałoby się Was słuchać , bo jak czytam
      niemal Was słyszę no i poczułem ten zapach ze sklepu z wędlinami . Drogie
      turystki zostańcie tam.wink)
      • toskania8 następne podróże Wiecznych Turystek 23.03.06, 12:16
        dzięki Wam za te wszystkie miłe słowa, dołożre starań, aby podtrzymać tę nową
        świecką tradycję.
        A następne podróze - sa oczywiście plany !
        A więc najpierw weekend majowy - Puszcza Białowieska i Podlasie
        weekend czerwcowy - Góry Świętokrzyskie
        no i wrzesień - wielki hit ! pływamy wyczarteorowną łodką (no niech będzie, że
        jachtem) po wyspach greckich. Dwa tygodnie ! To będą dopiero historie !
        • dankarol Re: następne podróże Wiecznych Turystek 23.03.06, 12:34
          Toskanio, dzięki za wycieczkę, od chodzenia troche nogi bolą, ale pasta i
          ravioli wspaniałe. Popieram zdanie Malejdanuśki jesteś lepsza ood
          Kapuścińskiego, chociaż barszo go lubię. Czekamy na następne podróże
    • filomena1 Toskania turystka 23.03.06, 22:11
      OJ, droga Toskanio, obudzilas moje wspomnienia.
      Nigdy nie mialam czasu na tak szczegolowe zwiedzanie miasta. Bylam w nim 4
      razy, w roznych okresach mego zycia i z osobami z mego zycia z tegoz okresu .
      Chyba nie bede spala,bo wracaja obrazy wspomnien ,chwil , przezyc z tamtych
      lat.
      Piazza di Navona la piu bella di Roma...tam moczylam glowe w fontannie, upal
      byl wsciekly.
      A schody Hiszpanskie,,, hippisi ...Katakumby na via Appia Antica..gdzie nie
      chciano mnie wpusci w mini spodniczce.. nie, nie ma mowy o spaniu, wyciagam
      moje slajdy orwo....
      Za kazdym pobytem to juz bylo inne ogladanie miasta.
      Kaplicy Sekstynskiej jeszcze nie widzialam, natomiast reportaz i film o jej
      renowacji. Historia jej powstania jest ciut inna, ale to nie ma wiekszego
      znaczenia. Toskanio! Relacja swietna i jakze pracowita.
      Zapraszam na esspresso mciato, wlasnie tam po prawej stronie schodow
      hiszpanskich.
      cordialmente Fil.
      • toskania8 Re: Toskania turystka 23.03.06, 22:19
        dzięki, filomeno, jakże się ciesze, że przypomniałam Ci piękne chwile, tak ich
        mamy niewiele, trzeba je zbierać i nizać jak perełki, bo to tylko może nam
        pomóc wtedy, kiedy życie da Ci kopa.
        Moją wiedzę o kaplicy Sykstyńskiej czerpałam (oprócz przewodników) przede
        wszystkim z mojej ukochanej Udręki i Ekstazy oraz ksiązki Spotkanie z Michałem
        Aniołem Bruno Nardiniego. A masz jakąś inną ? chętnie się czegoś nowego , bo
        Michała Anioła kocham nade wszystko.
        I zdradzę Ci, że postanowiłyśmy już - za rok o tej porze - Florencja !
        • filomena1 Re: Toskania turystka 24.03.06, 09:02
          Toskanio, rzadko zdarzaja sie turysci odwiedzajacy jakies miejsca z tak
          doskonalym przygotowaniem merytorycznym. Na ogol turysci chodza po miescie,
          trzymaja w rekach jakis byle jaki przewodnik i mysla tylko gdzie by usiasc, i
          wyjac nogi z butow i napisc sie esspreso. Ja marzylam o hulajnodze, ale wowczas
          nie byly jeszcze w modzie te male skladane hulajnogi. Mysle, ze udaloby mi sie
          takze , az tyle w tak krotkim czasie zobaczyc i przezyc co Tobie, bo tempo
          mieliscie olimpijskie rzec by mozna.. Jednym slowem musze tam wrocic. Ale jak
          pewnie wiesz, Rzym i Jerozolima to miasta , ktore jesli sie je raz odwiedzi to
          przyciagaja, ciagna do siebie , cale nasze zycie marzymy aby tam wrocic.
          (nie szukam, chyba nazywa sie to Boca di verita, tam nabralam moja coreczke
          12 letnia , tak jak Gregory Peck to zrobil, w "Rzymskich Wakacjach".
          co do Michael Angelo , to pierwsza wersja plafonu malowana na specjalnej
          warstwie gipsowej zostala przez niego osobiscie zniszczona. Postacie i figury
          byly za male. Namalowal je w wielkosciach naturalnych, wlasnie wowcza malowal
          sam ,bez pomocnikow , a z podlogi widoczne byly jeszcze mniejsze, i szczegoly
          sie zacieraly. Zdecydowal zwiekszyc rozmiary postaci o 0 bodaj 50%. W tym celu
          wynalaz specjalna technike powiekszania modeli. Rysunki postaci powstawaly na
          dole-na ziemi na pergaminie, potem przykladano je do plafonu i metoda
          dzirkowania kolorowym olowkiem przenosili jego pomocnicy kontury obrysunku na
          plafon. Malowal juz sam. Bez pomocy uczniow nie zadzylby w wyznaczonym
          terminie. TO tyle co pamietam z reportazu.
          Florencja to tez duze przezycie. Zwiedzilam ja z coreczka w plecaku , na
          szczescie koscioly byly oaza chlodnego cienia oraz zawsze miescem gdzie moglam
          usiasc i podumac- a coreczka sie zdrzemnac.
          A teraz masz caly rok aby sie dobrze do podrozy przygotowac . I
          slusznie...nazywam to swiadomym zwiedzaniem swiata. A nie powierzchownym
          wloczeniem sie po ulicach, chociaz i jeden taki dzien tez jest przezyciem
          niezapomnianym...
          Powodzenia.
          Filomena.
          • graga21 Prawdziwe turystki 25.03.06, 13:50
            Pięknie piszecie o Rzymie, chyba nareszcie dam się namówić. Tym bardziej, ze w
            Rzymie mieszka brat mojego zięcia, czyli jest gdzie zakotwiczyć. Czasu także
            mam mnóstwo i nie trzeba będzie ganiać z wywieszonym ozorem. Zresztą, Filomeno,
            masz wyborny pomysł z hulajnogami – dwie składane stoją u córki. Kiedyś,
            podczas zwiedzania marzyły mi się wrotki, a dzisiaj - proszę, w zasięgu ręki
            jest hulajnoga nawet z siodełkiem i elektrycznym silniczkiem! Tam jednak
            najpraktyczniejsze będą te najprostsze, które można złożyć i przewiesić przez
            ramię. Twój diariusz , Toskanio, czyta cała moja rodzina i polowa znajomych.
            Bardzo dziękuję Wam obu za ukazanie własnego widzenia Wiecznego Miasta.
            Oto dowód, Toskanio – Małgorzato, że Twoja praca jest wydrukowana:
            img68.imageshack.us/img68/7328/wrzymie0016uf.jpg
            • toskania8 Re: Prawdziwe turystki 25.03.06, 16:35
              nawet sobie nie wyobrażacie, jaka to dla mnie frajda, że z takim
              zaintersowaniem czytacie moje przemyślenia. Bo właśnie to nie jest przewodnik,
              a przemyślenia na tle przewodnika.
              Rzym jest takim miejscem, że zawsze, ile razy by się tam nie wracało, jak długo
              nie było, zawsze jest niedosyt i zawsze poczucie muśnięcia tylko z wierzchu. I
              dlatego właśnie, że nie da się wszystkiego nie można dać sie zwariowac, biegać
              i "zaliczać", aby tylko jak najwięcej.
              Bo potem zostaje i tak tylko jeden wielki mętlik.
              Pisałaś, filomeno, o przygotowywaniu się do podróży. Dla mnie jest to tak
              oczywiste, jak zapakowanie szczoteczki do zębów. W miejsce, o którym nic nie
              wiem nie warto jechać, bo nie będę w stanie go przeżyć.
              I też nie chodzi tu o gubienie się w detalach. Widziałam takich, którzy chodzą
              za przewodnikiem i zapisują co się da - daty, wielkości, nazwy, nazwiska... I
              tak się starają zapisac, ze juz nie zdąża nawet spojrzeć.
              Umiejętność patrzenia i widzenia (bo to zupełnie nie to samo) jest dla mnie
              bodaj najważniejsza.
              I dlatego właśnie cieszę się, że Was ten mój spsób widzenia mojego świata
              interesuje. Wtedy dopiero przeżycie jest pełnem jak się nim można podzielić.
              I dlatego to ja Wam wszyskim dziękuję.
              • graga21 Re: Prawdziwe turystki 25.03.06, 18:43
                I tak to właśnie ma być!
                Serdeczności, Gr.
                • filomena1 Re: Prawdziwe turystki 25.03.06, 19:17
                  dokoncze tyllko, ze Katakumby jednak zwiedzilam w mini spodniczce. Nie
                  zrezygnowalam, zwrocilam sie o pomoc do przewodnika polskich grup, ktorym byl
                  starszy mezczyna, jak sie okazalo ksiadz. W pierwszej chwili stracilam
                  nadzieje, ze mi te spodnice do pol uda wybaczy. Ale wybaczyl. Poprosil tylko
                  bym wlozyla cos na ramiona i dekolt. Zwracal sie domnie w trzeciej osobie
                  liczby pojedynczej, a ja ciagle myslam, ze mowi do kogos , o kims stojacym
                  obok. Przez jakies dwa lata wymienialismy korespondencje.. .. az na jakas
                  moja nie odpowiedzial, raz, drugi.... i sie urwalo.

                  Inna przygode mialam z fontanna di Trevi do ktorej wpadlam przypadkiem, ale
                  inni pomysleli , ze to bylo celowe i tez wskoczyli. Urzadzilismy sobie 15
                  minutowa "orgie" chlodzenia...Upal byl taki potworny, ze nikt nam nie zwrocil
                  uwagi. Podobno di Trevi ma moc czarodziejska, po tej kapieli wiedzialam , ze w
                  Rzymie nie jestem po raz ostatni.
                  Filomena
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka