Dodaj do ulubionych

Dobranoc w tym roku ...

12.01.12, 20:33

dobranoc dobranoc
Już kłade sie spac
Bo jutro raniutko musze przecież wstac
Lecz z ustęsknieniem wielkim będe czekał
Na ten blask księzyca
Który wplta sie zręcznie we włosy księżniczki
I jej ust wilgotny koral i oczy tak płoche
Gdy się z moimi spotkaja
Na troche
Dobranoc dobranoc fajnie było z wami
Lecz kołderka czeka
A podnią sny różne i ważne i błache
Jeszcze tylko ziewnę sobie zręcznie
I włączę srebrnego ekranu full
Przy nim usne niczym dziecię małe
dobranoc dobranoc.smile
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ...Zemsta 31.03.12, 20:22
      Zemsta.
      „Każda ma takiego Staszka, na jakiego sobie zasłużyła”.
      Tej dewizy Stefania trzymała się przez całe życie Oczywiście bardzo lubiła tę tezę
      powtarzać w obecności innych kobiet , najczęściej mężatek , którym pożycie
      małżeńskie nie za bardzo się układało . Jej świat składał się z pracy ,
      dostarczającej jej tylu wrażeń , że po powrocie do domu szybko musiała o nich
      zapomnieć , wtulając twarz w poduszkę i zasypiając . Mąż przez pierwsze lata
      małżeństwa, tłumaczył sobie jej nagminne zmęczenie różnie , bardziej lub mniej
      zrozumiale dla samego siebie . Początek małżeństwa zawsze charakteryzuje się
      niezliczoną ilością miłosnych igraszek mogących trwać całe noce . I choć mąż
      stawał na wysokości zadania to ilość ta, zupełnie nie odpowiadała Stefani.
      Początek współżycia jest samolubny . Każdy z partnerów myśli o zaspokajaniu
      siebie, oddalając moment poznania swego wnętrza i swoich możliwości w dziedzinie seksu
      i przekazania go drugiemu partnerowi . Stefka obrała sobie jeden cel . Mąż ma
      spowodować ,że ona zostanie matką . Nic tak nie wywyższa kobiety nie tylko w
      oczach męża, ale i wszystkich pozostałych znajomych kobiet jak zajście w ciążę,
      najszybciej zaraz po zawarciu małżeństwa . A udowadniać swoją przewagę Stefa
      miała komu . Jej siostra, już rok wcześniej od niej zawarła związek małżeński i
      rywalizacja między nimi trwała nadal. . Tym bardziej, że trudne warunki
      mieszkaniowe będące udziałem wielu polaków stawały się po części także i ich .
      . Ich rodzice byli jednak na tyle zapobiegliwi , potrafili zapewnić jedno ,ale
      na tyle duże mieszkanie i obie siostry zajmowały osobne pokoje . Jednak cel
      tak wyczekiwany - dziecko , nie wiadomo z jakiego powodu nie pojawiało się .
      Stefania jednak nigdy nie uskarżała się . Odnotowywała swoje okresy w
      kalendarzyku i wiedziała że wreszcie ten upragniony dzień nadejdzie . Pierwsze
      pół roku zmęczyło naszą bohaterkę bardzo , postanowiła temperować ochotę do
      miłości swojego męża . Stąd ten jej sen po powrocie z pracy, złe samopoczucie ,
      niechęć do spotkań z innymi młodymi małżeństwami . Tym bardziej ,że nie wiadomo
      skąd jej małżonek, nie ograniczał się tylko do zmiany pozycji podczas stosunku,
      pewnego wieczoru przeraziło ja pragnienie jej męża , który pochylił twarz nad
      jej pochwą i zatopił w niej swoje usta . Co prawda chwilę odczuwała małą
      rozkosz , jednak świadomość z jakimiż to bakteriami będzie walczył jego organizm
      , kazała jej zwrócić mu uwagę, żeby wymył sobie zęby . Nic nie pomogły jego
      jęki i zawodzenia na jej nieczułość. Tą rundę Stefka wygrała, przerywając na
      dobrą chwilę kochanie. Po powrocie męża z łazienki, bardziej dla zatuszowania
      swoich prawdziwych intencji, sama rozpoczęła grę miłosną . Dla młodego mężczyzny
      troszkę sponiewieranego psychicznie , nie stanowiło żadnego kłopotu w dojściu do
      jeszcze mocniejszego wzwodu i miłości jeszcze dłuższej i gorętszej . Ten
      przypadek nauczył Stefanię jednego . Nie oddawania gry miłosnej i pozostawiania
      jej w rękach Staszka. Oczywiście pozwalała mu przejmować inicjatywę a gdy
      obserwowała, że on schodzi z właściwego toru gry miłosnej kończyła ją ,
      wymawiając się bólem głowy , narządów kobiecych , ciężkim dniem , zmęczeniem i
      tym podobnych niezliczonych odmów. Wiedziała ponad wszystko , musi być trzeźwa i
      absolutnie nie ma prawa zapomnieć się , żadnych uniesień , zamknięć oczu ,
      rozkosz nie ma prawa zawładnąć nią . Można się napić alkoholu , jednak to nie
      jest powód by dostać zawrotu głowy ani utracić zdolność panowania nad sobą ,
      wszystko trzeba sobie stopniować , także a może tym bardziej miłość fizyczną .
      Staszkowi zaczynało się to nie podobać , ale w tym samym niemal momencie jego
      żona poinformowała go o nadejściu upragnionego dziecka. Jeszcze tylko dwa
      miesiące młody mężczyzna mógł się cieszyć z możliwości kochania się ze swoją
      żoną . Stefania wymyślała coraz to nowe powody niemożliwości współżycia , którym
      jednym najważniejszym powodem była utrata płodu . Stanisław westchnął tylko
      sobie, zaciskał zęby i trwał bo wiedział i wierzył , że po urodzeniu dziecka
      nadrobi wszystkie stracone dni ciąży . Stefania sama doradzała mężowi, żeby w
      tym gorącym okresie poszedł sobie do łazienki i tam spokojnie uprawiał
      samogwałt. Stanisław przyjął jej słowa z niedowierzaniem . Przypisał je jednak
      temu szczególnemu stanowi jakiemu podlegała Stefania . Te wszystkie humory ,
      raptowne zmiany ich, mogły spowodować także zmianę racjonalnego odbierania
      rzeczywistości . Po prostu wierzył w to, co pewnie gdyby przytrafiło się
      dwadzieścia lat po slubie , byłoby tylko powodem do szybkiego rozstania się,
      lub szukania rozwiązań zupełnie innych . On zdecydował opuszczać żonę na nawet
      cały tydzień . Liczył na rozstanie powodujące tęsknotę za drugim partnerem ,
      wydobycie z jego głębi odrobiny zainteresowania seksem i otoczenie jego , męża
      choć częścią uczucia, które żona okazywała przyszłemu dziecku .
      Drogi czytelniku zapytasz z ciekawością a gdzie tu jest zemsta i kto niby ma się
      mścić ?
      Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w następnym odcinku kończącym tą może
      i interesującą opowieść a może banalną, jakich wiele się toczy w alkowach
      małżeńskich .

      • super.222 Re: Dobranoc w tym roku ...Zemsta 05.04.12, 11:37
        Nooo??? Będzie ciąg dalszy?

        Zemsta.
        Sąsiadka do sąsiada mówi:

        - ten mój stary, to jak się położy w łóżku to zaraz chrapie
        a ja leżę, leżę i zasnąć nie mogę;

        - to zupełnie tak samo jak z moją starą - odwraca się do ściany
        nakrywa kołdrą i śpi. Nieraz to sobie tak myślę, że mógłbym
        ją zdradzić i to by mi podniosło moją godność męską.

        Spojrzeli sobie głęboki w oczy i postanowili wyjechać gdzieś, gdzie
        nikt ich nie zna... żeby się mścić. Po trzech dniach i nocach,
        sąsiadka zauważyła, że kochanek położył się w łóżku i nim ona
        ogarnęła się trochę w łazience, ten już mocno chrapał.

        Budzi...budzi...i prosi ...musimy jeszcze raz się zemścić.
        Wymamrotał przez sen ....dobrze, ale nie teraz, bo ja nie jestem
        tak bardzo mściwy.
          • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ...Zemsta 16.04.12, 16:27
            Pora na część drugą i końcówke smile

            Zemsta cz.2.

            Stefania doskonale znosiła ciąże, a nawet stosunki z siostrą, nagle ożywiły się
            i poprawiły. Siostra dbała o nią, co i róż podsuwała jej smakołyki , była
            znakomitą kucharką i potrafiła z niczego zrobić coś. Dbała nie tylko siostrę
            ,ale o swego przyszłego siostrzeńca lub siostrzenicę . Badania wykazywały już
            płeć dziecka , jednak Stefania trzymała tę wiadomość w całkowitej tajemnicy i
            nie zdradziła jej nawet matce . Oczywiście matka była na nią zła o ten brak
            zaufania. Jednak Stefania przechytrzyła ją i kiwnęła głową podczas niemal
            codziennych zgadywanek , na znak że będzie to dziewczynka . Ech , matka wolała
            płeć męską , ale co Bóg zesłał , niech będzie .
            Nieobecności męża, najpierw dokuczliwe ,ale z każdym tygodniem stawała się
            normalnością . Przywykła do nich , jak przywyka się do braku towarów w sklepie .
            Mogła w spokoju spać , oglądać telewizję, rozmawiać z mamą , chodzić na zakupy .
            Co najważniejsze , nikt nie burzył jej ustalonego planu , po pracy drzemka ,
            wyjście z mamą na zakupy , powrót i przystąpienie do sprzątania . Dawniej
            zaniedbane rejony , nagle zaczęły błyszczeć . Jej chęć sprzątania wyszła
            samoistnie poza mieszkanie . W biurze w którym pracowała, każda kartka papieru
            znalazła swoje miejsce w szafce lub regale , dotąd zakurzone parapety okienne
            lśniły czystością a każdy listek nielicznych roślin, błyszczał pielęgnowany i
            zraszany wodą. Po powrocie do domu niemal codziennie robiła wypady do prawie
            pustych sklepów , zaobserwowała u siebie następną ważną cechę . Oszczędność
            . Oczywiście kobiety są zawsze schludniejsze niż mężczyźni , dbają o siebie
            ponad normalność , jednak oszczędność stała się jej główną cechą . Każdy mała
            kwota zarobiona przez nią i przez męża, była lokowana na książeczce
            oszczędnościowej . I kwoty małe powoli rosły , aż po latach osiągnęły całkiem
            przyzwoity wynik . W każdym bądź razie, ten okres ukształtował ją , wyrył w
            niej koleiny , których zapewne nikt ani nic, nie mógł zmienić . Staszek z czasem
            odnajdował te jej cechy i szczerze ją starał się kochać . Tym bardziej ,że każdy
            jego trud w zarobienie pieniędzy, znajdował oparcie w ponad przeciętnie
            uzdolnionej w tej dziedzinie żonie . Brakowało mu bliskości kobiety , tego
            cielesnego zaspokojenia , męskie zapotrzebowanie niebezpiecznie się zmniejszyło
            . I aby je utrzymać, postanowił spróbować miłości z inną kobietą. To na co
            czekał , myśląc, że stanie się jego zaspokojeniem nagle przybrało barwę dramatu
            . Okazało się ,że jego stosunek był tak krótki , aż wywołał śmiech na ustach
            tajemniczej kobiety . Kilka sekund . Skąd wziąć siłę do życia , do dalszego
            istnienia , czemu właśnie on i co teraz . Pytania zawisły w próżni, gdyż Staszek
            odrzucał kontakt z seksuologiem , miał za dużo dumy by prosić żonę o więcej
            seksu , i pozostawały mu tylko pieszczoty , nieliczne pocałunki z czasem
            zanikały jak księżyc, który schował się za chmury . Jego dłonie czuły jedwab
            skóry Stefanii i krągłości tak powabne, że omal nie dochodziło do samoistnego
            spełnienia . Tylko jak długo można tak żyć . Praca stawała się tym czynnikiem
            zapomnienia i zaspokojenia . To co pomogło mu częściowo przed urodzeniem syna ,
            postanowił wykorzystać tym razem na obczyźnie . Dużo pieniędzy wpływało na ręce
            i konto Stefani i Staszka. Tym razem to ona odczuwała głód rozłąki , nie ,
            nie z powodu zaspokojenia seksualnego , ale tym powodem okazało się wychowanie
            syna . Trudno jednej osobie dążyć i zastępować w każdej sytuacji oboje rodziców
            . Krótkie okresy przerw i pobytu w kraju Staszka, wypełnione były kłótniami .
            Oboje jednak odczuwali respekt , przed kontem którego suma nadzwyczaj szybko
            rosła . Tak szybko, jak szybko znikały więzi obojga, łączące ich małżeństwo .
            Dla świętego spokoju Staszek obiecywał powrót do domu , zyskiwał tym samym kilka
            dni bez kłótni . Tymczasem w życię Stefani, wkroczył młody inżynier pracujący w
            tej samej firmie . Najpierw wpadały na nią jego ponad przeciętne oczy, czarne i
            krystaliczne , później głos upajał ją niebezpiecznie . W niej samej następowała
            jakaś niesamowita zmiana, czemu opierała się jak tylko mogła . Dotąd
            uporządkowanej i zdawałoby się prostej , wyrastały niesamowite chęci poznania i
            doznania tego kontaktu fizycznego , tylko raz jeden jedyny i nic poza tym,
            żadnych westchnień , upojeń , tylko poznać , zaznać raz jak smakuje rozkosz .I
            doznała jej . Stało się to prosto i prozaicznie , na biurku , poczuła jego
            ciepłe dłonie, spragnione usta, ręce ogarniające ją całą i to ciepło , które ją
            zalało tak gwałtownie , poczuła jego męskość i swoją bojaźń , Tak szybko
            nadchodzącą jak odchodziła rozkosz i wypełniała ją , aż musiała szepnąć
            cichuteńko :Co ja zrobiłam ? Pytała i wiedziała, że nikt jej nie odpowie, póki
            sama nie upora się z tym problemem. Wiedziała też to , nie bała się grzechu jako
            takiego ,ale tej zmiany jaka w niej nastąpiła i która mogła zniweczyć i rozbić
            tą starą Stefanię . W przeciągu miesiąca przestała pracować w swoim wieloletnim
            przedsiębiorstwie . Wszyscy dziwili się jej i zadawali pytania , zostawiała je
            bez odpowiedzi, ot kaprys kobiety w średnim wieku . Stawała każdego ranka w
            oknie domu i wyczekiwała powrotu swojego męża . Wypłakiwała oczy ukradkiem
            ,żeby matka nie widziała jej rozterki . To jednak czego nie zauważyła osoba
            najbliższa , spostrzegła siostra . Gołym okiem widziała jak depresja ogarnia
            Stefanię i trzyma tak mocno . Po raz pierwszy w życiu bała się o nią , jednak
            pomóc jej, do momentu wyjawienia co ja trapi, nie potrafiła i nie mogła .
            Przyszedł wreszcie moment powrotu Staszka . Żona przyjęła go leżąc, przykryta
            kocem . Jej poszarzała twarz dała mu do myślenia . Zaraz wybuchnie . I nie mylił
            się . Zalał go żar kobiecości , namiętności, jakiej nigdy nie widział u żony .
            Jej pocałunki nie były krótkie , język nie był już tym dawnym uciekającym z
            niego , zostawał i pragnął . Oczy które chciały mu coś powiedzieć i ręce teraz
            silne , obejmujące go i przygarniające cała postać do niego . A z ust wydobył
            się szept :
            Czy mnie zdradziłeś ?
            Oczywiści że nie , Czy mnie zdradziłeś , powtórzenie tego samego pytania dawało
            mu do myślenia, zawahał się i to było odpowiedzią . Tak jak do niego przylgnęła,
            nagle zakończyła swoje pieszczoty . Zdradziłeś mnie . W jej głosie był wyrzut .
            A on stał i nie wiedział zupełnie co ma robić , Ta sytuacja go przerosła. Jej
            ręce uniosły się do góry i uderzyły go , jak gałęzie biły po głowie , po twarzy
            , po piersiach raz mocno drugim razem zupełnie bezsilnie . Z jej krtani
            wydobywał się lęk , skowyt , zazdrość , miłość, artykułowane drganiami żałości
            i bólu. Zdołał ją przygarnąć do siebie i tak trzymać , mocno, bo nie wiedział
            czy w następnej chwili jej nie straci . Pachniała kobietą , niezaspokojeniem ,
            a rozchylony szlafrok ukazywał jej piękne piersi . Uchwyciła ten jego pożądliwy
            wzrok . Nie . Nie teraz . Samiec, obrzydliwy samiec pragnący . I przez jej
            głowę przebiegła myśl . Niech zazna to o czym będzie dalej tylko marzył .
            Popchnęła go na wersalkę , rozpinała pasek od spodni i ściągała spodnie Swymi
            ustami dotykała jego męskości, będziesz żałował i pragnął , tęsknił . Po raz
            pierwszy Staszek czuł przypływ namiętności , tej burzy przetaczającej się przez
            niego , ale co dziwne nie myślał, czy mu się uda zaspokoić żonę . To takie
            proste, wystarczy być sobą i czuć , cieszyć się tym . Gładził jej skórę i tak
            pragnął być znów młodym , każdą iskierką swojej jaźni przywoływał pokłady
            zastygłe w nim , magma zmieniająca się ze skały w gorącą lawę i płynąca przez
            jego ciało . Jej obecność i dotyk sprawiało nie tylko przyjemność ,ale pewność
            samego siebie . Zapragnął dotrzeć do jej wnętrza całym sobą a gdy to osiągnął
            poczuł szczęście . Ta odrobina zadowolenia zakiełkowała w nim , rosła, nie
            wiedząc czy tam po drugiej stronie kobiecego bytu jest też ta sama drobina .
            • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ...Zemsta 16.04.12, 16:29
              go i przeszyło , niezdarnie trzymając swoje rzeczy usiadł w drugim pokoju ,
              zapalił papierosa i wpatrywał się w okno . Tyle lat razem a on nie zna swojej
              żony . Jak ona jest naprawdę . Jak do niej dotrzeć i rozpoznać to czego nie
              udało mu się do tej pory . I czy pozwoli na poznanie siebie , czy ta miłość nie
              była tylko kobiecym kaprysem chwili . Zasypiał z tymi pytaniami a obok za ścianą
              podobne pytania zadawała sobie Stefania i brakowało między nimi tego czynnika
              szczerości by przekazać sobie to co czują . Te małe szczęścia i Golgoty
              nieufności mieszały się ze sobą tworząc obraz . Ich obraz .
              To już raczej koniec .Czy zemsta spełniła swoje zadanie . Wpadnijcie tu za
              dwadzieścia lat , lukrowanych powieści jest na tym świecie pełno, są
              uzupełnieniem i przeciwwagą nieszczęść występujących w tej samej ilości .
              O ile zapamietacie adres tego wątku jak całego forum , cóż starośc ma swoje prawa big_grin
      • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ...Skwerek 09.02.13, 21:08
        Skwerek.

        Krystyna człapała z wysiłkiem . Tak, dożyła już do tego wieku, kiedy każdy krok
        sprawiał trudność . Szurała nogami wracając z cmentarza . Uśmiechnęła się do
        swoich myśli patrząc na liść klonu mijający ją, wzniesiony nagłym podmuchem
        wiatru .
        -Dziś ty jesteś pierwszy, ale jutro ja pozwolę sobie ciebie wyprzedzić obiecuję
        ci to – Pomachała mu na pożegnanie .
        Wreszcie dotarła do skwerku, swojego miejsca i mogła na moment usiąść na
        ławeczce spoglądając przed siebie. W tym miejscu poznała swego męża , otoczenie
        zmieniło swój wygląd, jak ona sama. Pamiętała doskonale, jak razem chwytali małe
        drzewka klonu i wsadzali je do wykopanych wcześniej dołków . Nawet przez myśl
        jej wtedy nie przyszło, że pięćdziesiąt cztery lata później usiądzie sama na
        ławeczce spoglądając nie tylko na skwer, ale i na swoje życie .
        Spoglądała na to życie już nie raz i przypominała sobie kadry pozostałe w jej
        pamięci . Jej córki biegające po trawie w letnie popołudnie , drzewo złamane po
        potężnej wichurze i sąsiedzką solidarność , chęć jak najszybszego posadzenia
        nowego drzewa . Jej męża schodzącego z dyżuru w szpitalu wczesnym rankiem i
        siedzącego jeszcze godzinę na skwerku, zanim wszedł do mieszkania. Ileż mogła
        tych obrazów odświeżyć cofając się do tyłu, przypomnieć sobie je i starannie o
        nich pomyśleć, rozwikłując niektóre zagadki biegnącego czasu .
        Przesunęła ręka po zmarszczonej twarzy , czas, nieubłagany podróżnik wędrował
        dalej i niszczył wszystko co pozostawało nie nadążając za nim .
        - O nie mój drogi , to że mnie opuściłeś jest tylko dowodem twojego egoizmu i
        narcyzmu – Swoje myśli skierowała do męża – ja się tak łatwo nie poddam i dalej
        będę żyła jeszcze długo . Będę cię odwiedzała dopóki starczy mi sił . Nie
        mówiłam ci tego tam ,ale teraz muszę . Jestem zaniepokojona postępowaniem
        naszych córek . Tak, tak ,są dorosłe, bardzo dorosłe. To nie powód jednak, by
        Milena już trzeci raz wychodziła za mąż i to za kogo, za twojego przyjaciela .
        Ona zawsze była indywidualnością , wydaje mi się jednak ,że na starość
        dziwaczeje. Nie bałam się jej tego powiedzieć . Jest już stara , cóż
        sześćdziesiąt lat to nie przelewki, a ona jeszcze marzy o szczęściu ze starszym
        od niej mężczyzną o 17 lat , dobrze dziewiętnaście. I te jej boczenie się na
        mnie , ostentacyjne milczenie . Wie, że denerwuję się o nią każdego dnia . I
        proszę żadnego telefonu , odezwania się do matki i zapytania czy jeszcze żyje.
        - Najgorsza, to ta jej obojętność na moją sytuację . Przecież zmagam się z
        życiem i sam widzisz , nie poddaję się ,ale tak potrzebuje z kimś porozmawiać i
        być a ona jakby tego nie rozumiała . Oznajmiła mi tylko ,że wyjeżdża do Chin .
        Wyobrażasz sobie do Chin . Jeszcze tam jej nie było . Nie zazdroszczę Chińczykom .

        Krystyna podniosła głowę do góry . Spoglądała na obłoki ciągnące się jeden za
        drugim. Niżej zawieszone chmury przesuwały się szybciej , te wyżej usytuowane
        zasłaniały słońce broniąc dostępu jego promieniom . Lekki wiatr poruszał nagimi
        konarami drzew , przemuskiwał się miedzy nimi i frunął dalej do następnego
        miejsca oporu.
        Starsza pani znów cichym głosem zaczęła swój monolog :

        - A Martusia ? Dlaczego wyjechała do Stanów ? W niej miałam pociechę, ona zawsze
        mnie wysłuchała i była na każde moje zawołanie . Już rok jest poza krajem i
        dobrze ,że choć na Boże Narodzenie wpadła jak po ogień ...Cała jest tobą, też
        kocha leczyć i świata nie widzi poza nauką. Widzisz co się dzieje ? Zostawiłeś
        mnie samą a nasze dzieci idą swoim torem i nawet nie pomyślą o mnie. Myślę sobie
        nieraz ,że uciekłeś ode mnie . Całe życie swoje poświęciłeś szpitalowi i
        pacjentom i po co ty mnie wybrałeś za żonę? Nawet w nocy nie byłeś mój. To cud
        ,że mam z tobą dwójkę dzieci.

        Przerwała na moment wyciągając z torebki chusteczkę. Wytarła zaczerwieniony nos,
        oparła rękę trzymająca chusteczkę o brzeg ławeczki .

        - I co ja mam robić ? Pójdę teraz do pustego domu , sama otworzę telewizor ,
        posłucham radia , posiedzę przy oknie oglądając ten skwerek i położę się spać .
        A ty milczysz . Nie chcesz nawet raz się do mnie odezwać . Czas na mnie , pójdę
        już do domu .

        Podniosła się powoli i ruszyła w kierunku bramy otwierającej się przed
        wjeżdżającym samochodem . Na skwerku wiatr zamiatał resztki liści pozostałych po
        ostatniej jesieni . Opodal sznur samochodów stał w korku, czekając na
        odblokowanie drogi . Życie toczyło się miejskim rytmem, tylko przygarbiona
        postać pani Krystyny oddalała się od niego , aż znikła w drzwiach samotnie
        stojącego bloku.

    • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ... 07.04.12, 18:09
      Zanim powrócimy do "zemsty ", ot takie małe opowiadanko z testem na waszą wyobraźnię .

      Niebyt .

      Niebyt.
      Nazywam się Piotr Nozdowski. Raczej tak się nazywałem . Dzisiaj już nie istnieję
      . Mówię nieprawdę . Istnieję . W jakimś bycie , ech …trudno to tak wytłumaczyć ,
      to może zacznę tak po prostu , po ludzku .Chciałbym być dobrze zrozumiany , nie
      żyję , ale jeśli mojego ciała już nie ma , to jednak mój głos (?) a może myśl do
      was dociera . Choć tego też nie jestem pewien . Nie odczuwam przyjemności ruchu
      . Moja świadomość w nowym bycie, jakby obudziła się po mocnym i twardym śnie.
      Będąc żywym , przyjemnie było pomachać rękoma i nogami. Ot tak , nieraz bez celu
      iść, biec , siedzieć , wiązać myśl i przekładać je na wyraz swojej twarzy,
      gestykulacje rąk i przybierać różne pozy. Gdybyście zamknęli oczy i kilka dni
      nie wykonywali żadnych ruchów , to odczuwalibyście zmęczenie , może i
      wyczerpanie nawet . A właśnie mój stan jest podobny, tylko podobny, do takiego
      właśnie zamknięcia oczu i ciągłego myślenia , bez odczuwania zmęczenia . Nie da
      się chyba określić tego stanu jednym słowem , ale jednym zdaniem to
      powiedziałbym : nie odczuwam siebie w sensie fizycznym . Jestem myślą zawieszoną
      gdzieś i po coś , wydaje mi się że wokół mnie panuje ciemność , co powinno
      spowodować strach , lecz ja się nie boję . Jeszcze.
      Moja myśl prowadzi mnie do wspomnień , bez obrazów . Pamiętam swój głos ,
      bezbarwny i matowy , pamiętam jak odczuwałem samego siebie , ruchy języka , warg
      mrugnięcia powiekami , nawet przyspieszone bicie serca , gdy patrzyłem się
      śliczne dziewczyny i ten nieznośny ból pleców , który dosięgał mnie co ranka .
      Zawsze jak otwierałem oczy błogą była chwila bez niego . To wszystko pamiętam
      . Potrafię opisywać ludzi , tak jak ich widziałem . Wydobywam z łatwością
      wszystkie wydarzenia jakie przebiegły w moim życiu . Jednak nie widzę ich i nie
      słyszę, czym jestem i kim jestem …
      Zadaję sobie te pytania , bo coraz częściej zaczynam tęsknić za prawdziwym
      życiem . Chciałbym zobaczyć kolory , a jeśli mam pragnienia to i tęsknotę . Tak
      tęsknię za życiem . I im bardziej zaczynam się powtarzać , tym bardziej może
      zacząć kiełkować we mnie strach , że nie odpowiem sobie na wszystkie pytania,
      jakie sobie zadaję . Znając wszystkie możliwości śmierci, jako bezwarunkowego
      końca życia , działań moich w realnym świecie i istnienia po śmierci,
      związanych z wiarą , jestem zdziwiony swoim zawieszeniem .
      Pewnie chcielibyście zadać mi wiele pytań , tylko…czy ja bym potrafił udzielić
      na nie odpowiedzi?
      A samej śmierci nie będę opisywał , po co , to trzeba samemu przeżyć . Strachu
      jest wiele , powiem tylko, że później znajdziecie dla siebie mocno
      satysfakcjonujący moment . Dla mnie teraźniejszość moja jest tak niezrozumiała
      i obawiam się bardzo by nie popełnić jakiegoś głupstwa , typowo ludzkiego . O
      wszystkim będę musiał się sam przekonać , mam w sobie taką pewność . Jeszcze gdy
      żyłem i myślałem, że po śmierci cała wiedza dotycząca tego świata napłynie do
      mnie jak fala , przepełni mnie i pozostanie . Choć nie będę w sposób ludzki
      mógł z niej skorzystać to jednak da mi satysfakcję i pozostanie w wieczności
      stanie się dlatego bardzo przyjemne. A tu masz … żadnej fali , żadnej wiedzy ,
      jak byłem głupi tak jestem a niepewność bytu doskwiera mi jak za ciasny but .
      Moje myśli krążą wokół mojego życia i mam chęć ogromną opowiedzieć wam coś
      niecoś z niego . Kto jednak nie ma tajemnic? Tym bardziej po śmierci . A jednak
      mam też w sobie taką nadzieję ,że mówiąc wam o swoim życiu przełamię ten stan w
      którym się znajduję . Z drugiej strony , nie należałem nigdy do tej części
      męskiego rodu , która mogła poszczycić się podbojami wśród kobiet , życiem z
      adrenaliną , przygodami i tymi wszystkimi atrakcjami życiowymi za którymi tak w
      życiu tęsknimy . Trudno być i nie istnieć , ciężko istnieć czując, że gdzieś
      obok jest ten właściwy świat , przepełniony kolorami i głosami . Ciężko mi
      myśleć o tym ,że nie jestem użyteczną jego częścią . I choć ciągle sobie wmawiam
      ,że nie boję się to kto wie, kiedy ziarno strachu zacznie kiełkować . Zdaje mi
      się ,że strach bez obrazów i głosów może być na tyle potężny ,bym przestał
      myśleć ,a to może spowodować, że przestanę w tym bycie istnieć.
      Nigdy w cuda nie wierzyłem , to jednak teraz mam nadzieję że opowiadanie wam o
      sobie, spowoduje taki właśnie cud .Moja sytuacja tutaj ulegnie definitywnej
      zmianie. Wreszcie i mnie dosięgnie to piękne słowo , podobne do błyszczącego
      brylantu . Czy mam w sobie tyle wiary w sens istnienia promieni bijących od tego
      brylantu , że potrafiłbym cieszyć się jego widokiem ? Nawet wtedy , gdy
      promienie na moment oświetliłyby mnie i poszybowały dalej do celu przeznaczenia
      . Wydaje mi się że nigdy nawet nie spostrzegłem ich blasku . Może jednak przejdę
      do rzeczy i opowiem wam o sobie , zdradzę jakąś zwykłą tajemnicę z życia
      przeciętnego i szarego człowieka …
      - Naprawdę chcesz to zrobić?
      - Kto ? …Kto to ?
      -Jestem Twoim opiekunem.
      -Czyli Aniołem Stróżem ?
      -Nie, Twoim opiekunem w przestrzeni oczekiwania . Twój Anioł przebywa teraz w
      Raju, czeka na następną duszyczkę , którą będzie mógł się opiekować. Wierz mi,
      Aniołowie też potrafią się zmęczyć.
      - A ja myślałem …
      -Właśnie , po to tu jesteś byś myślał, zastanawiał się a Ty w jednym momencie
      pragniesz coś komuś opowiedzieć . Zapewniam Cię nikt Cię nie słyszy , czy chcesz
      jeszcze coś wiedzieć ?
      -Jak długo tu zostanę ?
      - Nie wiem , może rok a może kilka tysięcy lat, a może tu przestaniesz istnieć .
      -Przestanę istnieć???
      - Czyżbyś odczuwał strach ? Po tu jesteś, byś nabrał respektu dla strachu , nie
      tylko dla niego , zrozumiał siebie .
      - A ty? A ty długo tu jesteś?
      -Od początku zaistnienia myśli . Widzę, że jeszcze moment a nasza wymiana myśli
      przeobrazi się w koncert życzeń i pytań do mnie . Spróbuj się skoncentrować i
      myśleć nad swoim życiem .Ot choćby od tego momentu o którym chciałeś komuś
      opowiedzieć . Pamiętasz tę dziewczynę ?
      -Nie wiem dlaczego, ale wspomnienie o niej tkwi we mnie jak zadra . Nie była to
      jakaś niezwykła historia. Spotkałem ją śpiącą na ławce, przy bloku, w dniu
      pierwszomajowego pochodu …
      -Nie musisz mi o niej opowiadać, znam dokładnie całe Twoje życie , pomogę Ci ,
      Ona była Twoją szansą , ale nie skorzystałeś z niej.
      -Była szansą???Na co???
      - Widzisz , Twoje zdziwienie rozprasza Cię, zastanów się i uwierz , miałeś całą
      masę szans przeróżnych , omijałeś je , przechodziłeś obok , jednych się bojąc,
      drugimi wzgardzałeś a każda mogła wyprowadzić Cię wysoko lub mogłeś stać się
      człowiekiem szczęśliwym . Teraz , gdy jesteś tutaj mówisz – byłem szarym
      człowiekiem .
      -Bo tak było, ta dziewczyna była narkomanką , widziałem , nie chciałem być takim
      jak Ona , wyszedłem z prywatki i więcej się nie spotkaliśmy.
      - Najpierw jej pomogłeś , w czystym odruchu , choć widziałeś w niej seksualną
      kukiełkę a jak zaczynałeś być dla niej ważny odszedłeś , zniknąłeś z jej życia .
      Zapewniam Cię –mogłeś być z nią najszczęśliwszym mężczyzną , teraz zastanów się
      nad tym faktem i postaraj się zastanowić nad innymi wydarzeniami z Twojego życia .
      - Postaram się.
      - Mnie nie musisz nic obiecywać , przypomnij sobie tamten dzień , odnajdziesz w
      nim siebie , tamtego siebie i zastanów się nad swoim postępowaniem .
      - A co oznacza …
      -Przestać istnieć tutaj , to przestać być pamiętanym- tam przez kilkoro Twych
      najbliższych , tu nawet przeze mnie .
      -I mnie to spotka ?
      -Dalej chcesz przejść, obok swojej szansy?
      - Nie , nie , wykorzystam ją , Wykorzystam !!
      - Nie zapewniaj , myśl, zostawiam cię samego .
      -Kiedy znów będziesz przy mnie?
      - Kiedy zaczniesz wykorzystywać szanse . Tu je też masz . Pamiętaj o tym .
      - Opiekunie? Opiekunie??.................

      Dobranoc i Wesołych Świąt, radosnych snów w te dni Zmartwychwstania Pa
    • sagittarius954 Re: Dobranoc w tym roku ... 20.05.12, 04:53
      A gdy ta nić jasna splątana trwale ze mną
      Nagle porwana wiatrem w babie lato się zmieni
      Moich kilka łez zostanie na tej przędzy białej
      I pofrunie, gdzieś w niepamięć targana wspomnieniem .

      Tylko żal zalegnie w mej duszy na długo
      Nic jej już nie osłodzi, nic jej nie ukoi
      Daremnie ręce załamię nad zdjęciem
      W kolorze sepii tęsknota ma się przyczai .

      Dzień przestanie smakować bursztynem
      Codziennie znajdywanym w piasku nadziei
      Każdy krok jest za ciężki, by go ciągle dźwigać
      Samotnie stąpając bez odgłosu twego .

      I tak przyjdzie mi czekać, aż jesień nadejdzie
      I złudne nici znów we wrzosach spoczną
      Wyzute z odwłoka pajęczej pomyślności
      Lecz licha to radość będzie bez miłości

      Może właśnie wtedy, źdźbło czasu mnie dotknie
      I spragniony tej delikatnej struktury
      Tę jedną jedyną nić odnajdę z kroplą
      Mej łzy zaczepionej na białawym sznurku

      Uczepię w nią się mocno i już razem dalej
      Pofruniemy przed siebie, gdzie niebo i ziemia
      Jedną kreską się stają jednym pożądaniem
      I na wieczność jedynym kochaniem .
    • sagittarius954 Słodki zapach 23.10.12, 12:20
      Ta opowieść jest bez żadnego znaczenia , bez żadnego przesłania i należy ją traktować czysto beletrystycznie , o ile to pisanie zasługuje na takie stwierdzenie .
      Sny nawiedzają nas od maleńkości , jedne zapamiętujemy inne nie , z biegiem czasu zaczynamy do nich przykładać znaczenie ,ale nie zupełnie rozumiemy ich istoty . Jednocześnie zachwycamy się takimi , w których klarowne nasze myśli pozwalają przyglądać się zaistniałemu kadrowi snu i być zarazem ich uczestnikiem , jak i podglądaczem . Mamy możliwość wyzwolenia się z każdej sytuacji , wyjść obronną ręką z najcięższej i tragicznej okoliczności , jednocześnie zachwycać się zobaczonymi kolorami , miejscami odwiedzanymi tak nagle , jakbyśmy teleportowali się znając zasady rządzące tą dziedziną . Często zapominamy o nich i nawet nie docieramy do obrzeża treści snu , wtedy sny stają się umilaczami i połykaczami sennego czasu . Jednak niektóre tak wbijają nam się w pamięć , że możemy je opowiadać ze wszystkimi szczegółami , długo, długo po zakończeniu nocnej projekcji .
      Tak i mnie przydarzyła się taka możliwość zanim zrozumiałem i mogłem dopasować ją do okresu czasu o jakim ten sen opowiadał . Ale od początku.
      Kładłem się spać jak zwykle zasypiając na jednym z boków a do moich uszu dobiegała muzyka z filmu na jednym z kanałów telewizora .Ten usypiacz spełnia swoja rolę znakomicie a jeśli obudzę się zanim TV samoczynnie wyłączy się, jeszcze raz rzucę kątem oka czy czegoś ciekawego w srebrzystym ekranie nie ma . Jestem typem pesymisty , więc rzucone nie tylko tego dnia sprawy , jak ziarna grochu obijały się w moim umyśle o niewidoczne ściany aż z czasem nadchodzącym ze snem latały coraz wolniej i wolniej, opadając na jedną z płaszczyzn sześcianowego życia , kiedy mój umysł też wyłączył się i z pozostałym ciałem zapadł się ciemność . Odzyskałem świadomość nie wiem po jakim czasie ,ale nawet byłem zadowolony zobaczonym widzeniem . Przede mną rozpościerało się pole z małymi choinkami dopiero co posadzonymi , w oddali widniały drzewa większe a jednak przez ten obraz wdzierał się już następny , z jakimiś budynkami odległymi , troszkę rozmazanymi a w zasadzie jakby namalowanymi na jednej z plastikowych kart jakie używa się do produkcji filmów rysunkowych . Zdejmując jedną albo kilka z nich, trafiamy na tę właściwą i już wyraźnie możemy zobaczyć dokładnie i ze szczegółami interesujący moment . Przebierałem nogami idąc w kierunku budynków ,ale wielkim zdziwieniem przyjmowałem narodowe barwy , flagi zapięte na drzewach i odległych budynkach, nawet pomiędzy tymi małymi choinkami sterczącymi pośród żółtego piasku lasu i gdzieniegdzie zielonego mchu . Im wyraźniej widziałem budynki, tym flag narodowych było coraz więcej , poruszały się smutno na bezwietrznej przestrzeni . Wreszcie dobrnąłem do jednego z domów , kiedy wszedłem do środka zobaczyłem długi korytarz z drzwiami po lewej jego stronie , jednak pośrodku istniała przerwa, jakby korytarz rozszerzał się w tym miejscu . Zobaczyłem stojącego mojego dziadka wskazującego ręką na to miejsce a nieco dalej jednego z kuzynów mojej zony , niedbale opartego o ścianę korytarza i uśmiechającego się do mnie . Obie postacie już rozstały się z życiem na tym świecie ,ale nie odczuwałem żadnego niepokoju , bardziej zadowolenie z powodu spotkania kogoś znajomego . Zgodnie z tym na co wskazywał mi dziadek , skręciłem w tę stronę i do moich uszu dobiegł mnie lament , zgromadzonych wokół zagłębienia płaczek Rozmazane postacie szlochały gorzko , nie mogłem w tej kakofonii szlochów rozpoznać żadnego żałosnego zdania ani słowa . Gdy spojrzałem w zagłębienie ujrzałem trumnę kolory jasnobrązowego . Podszedłem jeszcze bliżej i opadłem na kolana . Dopiero wtedy poczułem niepokój i wziąwszy głęboki , bardzo głęboki oddech obudziłem się .
      Mało to człowiek ma snów jeszcze bardziej koszmarnych , żeby o nich pamiętać i szukać w nich jakiegoś znaczenia? Tak i ja machnąłem ręką na ten sen , ale zadziwiłem się kiedy i za miesiąc i za pół roku i po roku wciąż go pamiętałem . To mnie zastanowiło . Nie na tyle natarczywie jednak ,bo znów po iluś tam długich miesiącach dopadł mnie następny a przetkany był ileś tam snami o których zapominałem niemal od ręki . A gdzież tu zapytacie , nawiązanie do słodkiego zapachu , tytułu tego opowiadania . Hmmm …gdybym powiedział wam to teraz , zostalibyście dłużej w tym miejscu ? Następny odcinek już wkrótce , choć jestem chimerycznym opowiadaczem i często milknę nie wiadomo na jak długo ….
      • iryska2604 Re: Słodki zapach 23.10.12, 20:40
        Zwykle nie przywiazuję wagi do snów - staram sie nie pamiętać - choć to niełatwe - koszmarów, ale pamietam dwa bardzo odległe sny. Jeden z dzieciństwa,zaraz po śmierci ojca( miałam wtedy 7 lat), Jest powódź,sporo wody - ojcec płynie w trumnie i mówi że nie ma chusteczki do nosa. Dlaczego to tak utkwiło mi w pamięci? Drugi sen zapamietałam chyba dlatego że był cudownie kolorowy.Na dodatek stałam na skraju ziemi, ,kuli ziemskiej (sic!) która nagle zaczyna sie kołysać - tak jak wahadło - bim, bom -i te przepiękne kolory! Najciekawszy był ten skraj ziemi...
    • sagittarius954 Słodki zapach cz.2 27.10.12, 10:53
      Aleksander niezbyt wierzył w sny, jego dotychczasowe życie ustabilizowane małżeństwem i wiarą w Boga, toczyło się leniwie z dnia na dzień , przelewając się monotonnie i jedynie od czasu do czasu sekundy życia nabierały specjalnej barwy . Ten intensywny kolor sprawiał ,że nasz bohater dostawał przysłowiowego kopa i nowych chęci do życia . Właśnie wtedy otaczający go świat zaciekawiał go bardziej i podążał jedną z nowo odkrytych ścieżek . Tyle, że ten sam świat, jakby wymuszał na losie takie a nie inne jego zachowania i w ten sposób koleje jego Aleksandra losu . A niezrozumienie otaczających go ludzi , które ignorował ze spokojem, po odkryciu dróg zainteresowania stawały się ciepłem, które z lubością oddawał innym . W tych krótkich okresach , przyjmował ludzi inaczej bardziej szczerze i niemal rozwierał przed nimi ramiona , pragnąc ich obecności i przyjęcia całego ich wnętrza , otwartości , uśmiechów i postrzegał ich niemal jak grupę aniołów gotowych służyć jemu ,ale i on był gotów na taki sam gest i poświęcenie wobec nich . Ten usystematyzowany świat Aleksandra zaznaczony był jedną przyjaźnią , którą przekładał nad inne . Pozostała ona z lat młodości , dbał o nią specjalnie , potęgując wspomnienia z tamtego okresu . Wiedział ,że nie ma mowy o powrocie do lat młodości . Zresztą niczego nie chciał zmieniać w swoim życiu na tyle ,aby wracać do czasów , gdzie nawet najtrudniejsze sytuacje znoszone są z młodzieńczą nadzieją w nowe lepsze jutro . Jego przyjaciel człowiek na tyle odmienny od niego ,aby trwać razem z nim w tej nowej rzeczywistości . Nie tak dawno, jeśli można powiedzieć o trzydziestoletnim okresie , było ich czterech , niemal jak muszkieterów z powieści Dumasa . Ale koleje losu rzuciły ich w inne sytuacje i obrzeża miejscowości . Zresztą ślub jako początek małżeństwa, jakby na niego nie patrzeć , staje się ogromną zmianą w życiu każdego człowieka . Aleksander zauważał, jak niektórzy mężczyźni walczyli po tym ślubowaniu o odzyskanie swojego kawalerstwa , jakby nie wiedzieli przedtem ,że będą musieli się go wyrzec . Tak było z naszymi młodymi bohaterami . Ślub każdego zmienił go i zmienił ich zachowania a i utrzymanie dotychczasowego stylu życia musiało ulec zmianie . Aleksander rozumiał to przeistoczenie się istniejących postaci w inne, choć dalej pozostające w tej samej cielesnej skorupie, z żalem żegnał spotkania i rozmowy z dotychczasowymi przyjaciółmi , zamieniał je na inne , czy tak samo go interesujące …Właśnie . Z radością podtrzymywał tę więź z jednym z przyjaciół, nawet z żoną toczył rozmowy a mającą zupełnie inne zdanie na temat ich koleżeństwa i przyjaźni. A przecież nie kto inny, tylko właśnie on przyjaciel Agenor stał się zaczynkiem spotkania z jego późniejszą małżonką Adaminą . Polubić książkę , jest tym samym to co polubić człowieka , który ci ją podaje , ukierunkowuje w tę stronę byś mógł poznać nową ścieżkę życia . Aleksander żałował w swoim życiu jednego , że nie będzie mógł, ani nie będzie w stanie przeczytać wszystkich książek świata . Jakaż to szkoda ,że Bóg nie umożliwił jemu i innym tej niezwykłej możliwości . Oczywiście wiązało to by się z przedłużeniem życia , ale jakby tak troszkę człowieka usprawnić ,aby czytał szybko …No tak , właśnie w ten sposób marzył sobie nasz Aleksander . Po kilkudziesięcioletniej przyjaźni opatrzonej pewnymi stratami wobec których Agenor owdowiał , wytworzył się pewien zwyczaj , którego obaj przestrzegali a wobec niezwyczajności losu , jego nieobliczalności postanowili odwiedzać się nawzajem raz w miesiącu , jak gdyby chcieli wyprzedzić los i tajemnicę następnego odejścia . Ich zniknięcia z tego świata . Choć zapewne nie zastanawiali się co uczynią wobec tej zmiany , jak się zachowają i jak ją przyjmą . Żyć trzeba , lecz czy to życie będzie podobało się i im odpowiadało ? Człowiek zniesie wiele , czy jednak da sobie radę przy stracie najbliższych osób , w dodatku kiedy wnętrze człowieka wobec upływającego czasu podlega też zmianom .
      Tego dnia Adamina odwiedzała matkę pozostawiając dom pod opieka męża Aleksandra . Wiedziała ,że mąż da sobie radę z przygotowaniem kolacji . Wyjechała wcześnie rano , choć troszkę żałowała ,że nie będzie mogła podyskutować z przyjacielem męża . Aleksander zaś cieszył się na przybycie przyjaciela i odprawienie rytualnych czynności , wokół powitania , kolacji i dopiero późne godziny wieczorne zmuszą Agenora do opuszczenia miejsca spotkania . I jakież było jego zdziwienie zarysowane na twarzy , kiedy dzwonek do drzwi oznajmił mu przybycie także drugiego przyjaciela do domu . Kto raz widział Alberta , ten jego postać zapamiętywał . Wysokiego szczupłego mężczyznę dbającego o to co wkładał na siebie , uśmiechniętego z blond włosami , starannie ostrzyżonego i ogolonego a dbającego nawet o paznokcie, z ostro zarysowaną linią podbródka, ciekawymi oczyma koloru brązowego i mocnymi rękoma . Ta nieoczekiwana wizyta , była jak najbardziej na miejscu . Potęgowała to spotkanie i od pierwszych chwil mieszkanie Aleksandra i Adminy , rozbrzmiewało wesołością głosów , niezliczonych żartów i przytyków tak chętnie stosowanych za czasów młodości . To co zaprezentował Aleksander na stole , dla swoich gości z jadła i napojów, całkowicie ich zadawalało , czego objawem było znikanie poszczególnych dań, aż nadeszło nasycenie i można było już nie zatapiając się w talerz płynąć rozmowami we wszystkich możliwych kierunkach . Oglądając swoje twarze, spoglądając z bliska w oczy , śmiejąc się z sytuacji już przeszłych ,ale i opowiadając o minionych latach w nowych stadłach , użalając się nad niezrozumieniem kobiecej psychiki, wychwalając powab kobiecej postaci .
      Zostawmy przyjaciół przy kolacji , niech cieszą się swoim widokiem i napawają brzmieniem swoich głosów , chwile szczęścia są przecież tak krótkie .
      • baska123 Re: Słodki zapach cz.2 29.10.12, 22:27
        Sagi.
        zapamiętałam:
        z części pierwszej sen o lesie,flagach, spotkaniu z duchem dziadka, trumnie...
        z części drugiej postać Aleksandra, jego żony, przyjaciół z młodości, wszyscy na "A"....
        Czy słodki zapach to ten, który (ja) czuję w kaplicy domów pogrzebowych?
                        • super.222 Re: dobranoc 28.11.12, 10:17
                          Nie gadasz do siebie, tylko podtrzymujesz rozmowy
                          na tematy, które Ciebie interesują.
                          Ja również mam takie uczucie, że pisze tylko do siebie.
                          Mam tak, że w listopadzie muszę iść spać wcześniej,
                          niż wynikałoby to z normalnego dnia.
                          Zaczynam natomiast wcześniej i szybko się rozkręcam.
                          A później, w miarę upływu dnia, nie mam siły na żadne
                          dobranoc. big_grin big_grin
                          • baska123 Re: dobranoc 28.11.12, 10:24
                            Superko. Masz rację, że robię za respirator, Ty też.
                            Tylko ja się ładuję cały dzień wolniutko, wieczorem osiągam
                            mega kulminację intelektualną, tymczasem nie mam gdzie się rozładować,
                            wszyscy już zasypiają.
                                • waga_1949 Re: skoro odliczamy to... 28.12.12, 17:18
                                  Zapomniałam pochwalić się,że nasza najstarsza wnuczka, Gabrysia, w Sylwestra kończy 18 lat. Niby dawno, a mam wrażenie,jakby to było całkiem nie dawno. Kurcze, ale człowiek już stary jest(wiekiem).
                                      • baska123 Re: Dobranoc Kochani . 30.12.12, 23:45
                                        Ostatnia noc do spania w tym roku.
                                        Jutro zakończymy dzień bezsennie.
                                        Moja psinka jak zawsze cierpi w tych radosnych dla ludzi godzinach,
                                        chowa się pod biurkiem,
                                        w ślepkach ma strach bo niecierpliwi już petardy odpalają.
                                        Dobranoc.
                                                  • sagittarius954 Słodki zapach cz.8 07.03.14, 22:03
                                                    Piękny dzień, piękna niedziela , słoneczna, choć poranek całkowicie turystyczny. Nad Krakowem unosiło się jesienne słońce , które nie mogło zdecydować się i jakby jeszcze tęskniło za swoja mocą letnią . Dogrzewało powodując wypływanie kropel potu u wszystkich podążających, gdzieś i w jakimś celu . Jedynie ci co wybrali ogródki restauracyjne siedzieli przy stolikach i uśmiechali się podpatrując wszystkich spieszących się . Byłem jeszcze pod wrażeniem porannej mszy a teraz musiałem udać się na długi spacer do muzeum lotnictwa . Tylko dzięki wiedzy przyjaciela , który z zapałem przypominał sobie różne historyjki a właściwie wydobywał je ze swoich zakamarków pamięci, spacer między aluminiowymi cackami podniebnych dróg był przyjemnością. Około południa zrobiło się nad wyraz gorąco a brak ławek na alejkach muzeum , skądinąd ciekawych ekspozycji kazał mi wyprzedzić maruderów i pobiegłem do przodu , gdzie znajdował się hangar z następnymi ekspozycjami ,ja jednak starałem się dotrzeć pod jakikolwiek dach , gdzie wreszcie dostałem to na co tak liczyłem , ławeczkę . Usiadłem i zatopiłem się myślami w niedzielnym poranku starych kamieniczek , urokliwych zakątków , budynków sakralnych i cmentarza żydowskiego gdzie mieszkaliśmy . Ten wypad do Krakowa wiecznie odkładany stawał się coraz bardziej ciekawszy i Az żal mi było jutro żegnać Kraków . Tak zawsze mam, cos co lubię nagle wywołuje u mnie tęsknotę mimo że jeszcze jestem przy tym , żyję tym i dalej w tym tkwię . Obojętne czy to miasto czy czyjaś osoba, którą polubię zawsze wywołuje u mnie to deprymujące uczucie końca , którego cień trzeba później odgadywać na pozostałych zdjęciach jako wspomnieniu po tym . Wracaliśmy znów piechotą a mijające nas tramwaje na ulicy pędziły prawie puste , kiedy wreszcie dowlekliśmy się do domu na Kazimierz nogi pękały mi i o niczym innym nie marzyłem tylko o odpoczynku . Krótka sjesta zamieniła się w długą , gdyż wszyscy jak jeden mąż zasnęliśmy smacznie i obudziliśmy się w okolicach kolacji . Powędrowaliśmy nad Wisłę , gdzie pragnęliśmy dotrzeć na most zakochanych obejrzeć wieszane na nim kłódki , lecz gdy zbliżaliśmy się do Placu Wolnicy na jego krańcu zauważyliśmy w jednej z restauracji olbrzymie porcje obiadowe, wydawane wszystkim chętnym i zgłodniałym . Zatrzymaliśmy się tam na godzinę i już najedzeni ruszyliśmy dalej Mostową do rzeki . Naprzeciwko Kładki usłyszeliśmy śpiew Andrzeja Sikorowskiego i jego córki Mai . Panowie z wnuczką pobiegli posłuchać granych melodii a najpierw odnaleźć scenę z występami, a ja wraz z żoną i Agnieszką ruszyliśmy wzdłuż Wisły traktem kurlandzkim w kierunku Wawelu . Chłodny wiaterek pojawił się na szczęście owiewając gorące głowy , po rzece snuły się na pół puste stateczki wzdłuż ustawione barki restauracyjne świeciły pustkami. Kiedy pojawiliśmy się pod Wawelem zapanowała ciemność , na wolnym placu ustawiona scena Gazety Wyborczej kończyła działalność pokazem żonglerki ogni zapalonych na żerdziach . Panie poszły obejrzeć ten spektakl a ja odwróciłem głowę na rzekę i wchłaniałem przedostatni dzień w Krakowie . Kiedy znów dopadł mnie ten zapach . Zapatrzony w balon wznoszący się z chętnymi zobaczenia krajobrazu małopolski pomyślałem ,że to zapach z którejś knajpek i pełen słodkości talerz jakiegoś wybornego tortu . Dopiero po chwili wyłuskałem go z pamięci i usytuowałem dokładnie w odpowiednim miejscu . Przez mój umysł przeleciały obrazy domu i kościoła z dzisiejszego dnia . Wpatrzony w dal z nosem i rozwartymi nozdrzami byłem jakby nieobecny i nawet nie zauważyłem zbliżających się kobiet . Moja żona dotknęła mego ramienia i usłyszałem jej głos – Gdzie jesteś kochanie .
                                                    - Gdzież mogłem być – odpowiedziałem, ale bałem się wyjawić co czułem
                                                    Znów podstępem zacząłem rozmowę .
                                                    - Nie macie ochoty na deserek , jakieś ciasteczko - spytałem podstępnie pragnąc ,aby rozmowa zeszła na tematy zapachów i liczyłem ,że wywołam ją p