graga21
10.06.06, 21:21
Adminka nie wypowiedziala sie, wiec zakladam nowy watek, a ona niech wkleja
go do "Naszej ksiazki", ktora moim zdaniem jest swietna - nareszcie
wydrukowalam ja.
*****
Nasz przewodnik ma ciężką stopę, wskaźnik szybkościomierza nie spada poniżej
150 km/godz. Mkniemy szosą gładką niczym blat stołu, terenami bezludnymi tak,
że w razie wypadku - tfu, tfu! - szybciej zapewne wykrwawilibyśmy się,
aniżeli doczekali pomocy. Mijają już dwie godziny, a jeszcze nie spotkaliśmy
obcego pojazdu ani nie ujrzeliśmy żadnego zabudowania. Na zewnątrz
temperatura ciągle rośnie, lecz samochód wyposażony w automatyczną
klimatyzację pomaga trzymać w ryzach atakującą nas senność. I co ciekawe,
urządzenie to w pełni doceniamy dopiero przy próbie opuszczenia szyby, bo nie
dość, że huk wdzierającego się powietrza jest ogłuszający, to jeszcze bucha
żarem jak z otwartego pieca. Wprawdzie za oknami jest zaledwie 28°C, to
jednak w środku samochodu pozbawionego klimatyzacji byłoby dużo goręcej!
Chwilami dosięgają nas fale zmęczenia graniczącego z zanikami świadomości,
ale - ponieważ nie chcę niczego stracić z tego odcinka podróży - staram się
rejestrować mijany pejzaż. Przede wszystkim chcę odnaleźć w nim swoje
wyobrażenia o południowo-wschodnim Transwalu.
Zawsze wydawało mi się, że ta część prowincji jest nieźle zaludniona i
wyglądem przypomina tereny przemysłowe Europy. A to dlatego, że tutejsze
pokłady geologiczne zawierają niemal całą tablicę Mendelejewa, która mocno
przyciąga człowieka pożądliwego, i zawsze będzie przyciągać tak długo, aż
ostatnia bryłka cennego kruszcu zostanie wydarta wnętrznościom skał.
Pejzaż jest jednak bynajmniej nie przemysłowy: dookoła, jak okiem sięgnąć
bezkresne równiny bez hałd, wież wiertniczych, fabrycznych kominów, ani tym
podobnych akcesoriów, a na dobitkę wszystko ujarzmione nowoczesną
agrotechniką (choć nie dostrzegam zabudowań chłopskich czy farmerskich, albo
burskich, jak tu nazwano rolników). Nie ma też żadnych innych obiektów, które
przyciągałyby wzrok, dlatego oko w swym niezmordowanym szperaniu biegnie aż
po horyzont, za którym po lewej stronie w wapiennych brekcjach kryje się
historia człowieczego rodu, natomiast po stronie prawej rozciąga się zielona
kraina Natalu i Zululandu, gdzie podobno są jeszcze słonie i białe nosorożce,
gdzie żyją potomkowie Zulusa Shaka. Nam jednak nie po drodze, więc wbijam
wzrok w horyzont przed nami. Dotychczasową monotonię mącą nareszcie
wzniesienia porosłe trawą i z rzadka aloesami o grubych łodygach okrytych
resztkami suchych dolnych liści. Pomiędzy nimi majaczą sylwetki samotnych
strusi zajętych skubaniem trawy, bądź obojętnym przyglądaniem się pędzącemu
samochodowi.
Na przestrzeni ostatnich dwóch wieków obfitujących w krwawe bitwy i wojny,
fauna została silnie przetrzebiona, a nieliczne wolnożyjące egzemplarze
zostały wywiezione w krainy górskie oraz na tereny nadgraniczne, głównie do
Parku Narodowego Krugera. Jednak strusie należą do zwierząt, które można
spotkać na wolności w całej Afryce. Funkcjonują też wielkie fermy hodowlane,
których właściciele jeszcze 50 lat temu stawali się prawdziwymi krezusami
przy pierwszej sprzedaży strusich piór. Dzisiaj popyt na ten luksusowy towar
jest znikomy i kupujący zainteresowani są głównie strusim mięsem oraz
wielkimi jajami sprzedawanymi w sklepach spożywczych, natomiast w sklepach z
souvenirami oferowane są wydmuszki. Grubość ich skorupy zadziwia i
jednocześnie wzbudza podziw dla chytrości dzikiego smakosza potrafiącego
dobrać się do pożywnego żółtka, bowiem dla człowieka pozbawionego
odpowiednich narzędzi również bywa wyzwaniem nie lada!
______________________________________________________________________________
Dzisiaj strusie nie są u nas żadnym ewenementem, ale jakie piękne przedmioty
z nich robi 1951b, popatrzcie do forum ‘Rękodzieło i ozdoby’
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1111&w=38103792