Dodaj do ulubionych

Odrobinka Transwalu

10.06.06, 21:21
Adminka nie wypowiedziala sie, wiec zakladam nowy watek, a ona niech wkleja
go do "Naszej ksiazki", ktora moim zdaniem jest swietna - nareszcie
wydrukowalam ja.
*****

Nasz przewodnik ma ciężką stopę, wskaźnik szybkościomierza nie spada poniżej
150 km/godz. Mkniemy szosą gładką niczym blat stołu, terenami bezludnymi tak,
że w razie wypadku - tfu, tfu! - szybciej zapewne wykrwawilibyśmy się,
aniżeli doczekali pomocy. Mijają już dwie godziny, a jeszcze nie spotkaliśmy
obcego pojazdu ani nie ujrzeliśmy żadnego zabudowania. Na zewnątrz
temperatura ciągle rośnie, lecz samochód wyposażony w automatyczną
klimatyzację pomaga trzymać w ryzach atakującą nas senność. I co ciekawe,
urządzenie to w pełni doceniamy dopiero przy próbie opuszczenia szyby, bo nie
dość, że huk wdzierającego się powietrza jest ogłuszający, to jeszcze bucha
żarem jak z otwartego pieca. Wprawdzie za oknami jest zaledwie 28°C, to
jednak w środku samochodu pozbawionego klimatyzacji byłoby dużo goręcej!
Chwilami dosięgają nas fale zmęczenia graniczącego z zanikami świadomości,
ale - ponieważ nie chcę niczego stracić z tego odcinka podróży - staram się
rejestrować mijany pejzaż. Przede wszystkim chcę odnaleźć w nim swoje
wyobrażenia o południowo-wschodnim Transwalu.
Zawsze wydawało mi się, że ta część prowincji jest nieźle zaludniona i
wyglądem przypomina tereny przemysłowe Europy. A to dlatego, że tutejsze
pokłady geologiczne zawierają niemal całą tablicę Mendelejewa, która mocno
przyciąga człowieka pożądliwego, i zawsze będzie przyciągać tak długo, aż
ostatnia bryłka cennego kruszcu zostanie wydarta wnętrznościom skał.
Pejzaż jest jednak bynajmniej nie przemysłowy: dookoła, jak okiem sięgnąć
bezkresne równiny bez hałd, wież wiertniczych, fabrycznych kominów, ani tym
podobnych akcesoriów, a na dobitkę wszystko ujarzmione nowoczesną
agrotechniką (choć nie dostrzegam zabudowań chłopskich czy farmerskich, albo
burskich, jak tu nazwano rolników). Nie ma też żadnych innych obiektów, które
przyciągałyby wzrok, dlatego oko w swym niezmordowanym szperaniu biegnie aż
po horyzont, za którym po lewej stronie w wapiennych brekcjach kryje się
historia człowieczego rodu, natomiast po stronie prawej rozciąga się zielona
kraina Natalu i Zululandu, gdzie podobno są jeszcze słonie i białe nosorożce,
gdzie żyją potomkowie Zulusa Shaka. Nam jednak nie po drodze, więc wbijam
wzrok w horyzont przed nami. Dotychczasową monotonię mącą nareszcie
wzniesienia porosłe trawą i z rzadka aloesami o grubych łodygach okrytych
resztkami suchych dolnych liści. Pomiędzy nimi majaczą sylwetki samotnych
strusi zajętych skubaniem trawy, bądź obojętnym przyglądaniem się pędzącemu
samochodowi.
Na przestrzeni ostatnich dwóch wieków obfitujących w krwawe bitwy i wojny,
fauna została silnie przetrzebiona, a nieliczne wolnożyjące egzemplarze
zostały wywiezione w krainy górskie oraz na tereny nadgraniczne, głównie do
Parku Narodowego Krugera. Jednak strusie należą do zwierząt, które można
spotkać na wolności w całej Afryce. Funkcjonują też wielkie fermy hodowlane,
których właściciele jeszcze 50 lat temu stawali się prawdziwymi krezusami
przy pierwszej sprzedaży strusich piór. Dzisiaj popyt na ten luksusowy towar
jest znikomy i kupujący zainteresowani są głównie strusim mięsem oraz
wielkimi jajami sprzedawanymi w sklepach spożywczych, natomiast w sklepach z
souvenirami oferowane są wydmuszki. Grubość ich skorupy zadziwia i
jednocześnie wzbudza podziw dla chytrości dzikiego smakosza potrafiącego
dobrać się do pożywnego żółtka, bowiem dla człowieka pozbawionego
odpowiednich narzędzi również bywa wyzwaniem nie lada!
______________________________________________________________________________

Dzisiaj strusie nie są u nas żadnym ewenementem, ale jakie piękne przedmioty
z nich robi 1951b, popatrzcie do forum ‘Rękodzieło i ozdoby’
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1111&w=38103792

Obserwuj wątek
    • del.wa.57 Re: Odrobinka Transwalu 10.06.06, 21:32
      Wspaniała wycieczka i rzeczywisty opis Twój Grażynko zadziałał,poczułam się tak
      jakbym tam była razem z Tobą.
      Dziękuję i czekam na dalszy opis przygóg i wędróweksmile
      A stronka jest rzeczywiście warta obejrzenia,juz to kiedyś oglądałam i nie
      mogłam wyjśc z podziwu,to prawdziwy kunszt.
      • graga21 Jestes... 10.06.06, 21:46
        ...niezastapiona: tam w FS i tu w 50-latkach. Zawsze bardzo cenilam sobie Twoje
        zdanie.
    • dankarol Re: Odrobinka Transwalu 10.06.06, 22:02
      O jak sie cieszę, że jest następna część, nie mogłam sie doczekać.
      Te cuda ze strusich jaj oglądałam przed świętami i postanowiłam swoje pisanki
      pochować na dno koszyczka.
    • malwina52 Re: Odrobinka Transwalu 10.06.06, 22:04
      odbylam ciekawa podroz przed snemsmile
      i bardzo dobrze ze to osobny watek
      dzieki
      • maladanka Re: Odrobinka Transwalu 11.06.06, 09:15
        no, wyplułam kurz,łyknęłam kawy i czekam....
        • natla Re: Odrobinka Transwalu 11.06.06, 11:38
          Popatrz Graga, jak świetnie piszesz....ja też przepłukałam usta, bo i coś
          zgfrzytało w zębach wink))
          Pisz, pisz, bo czyta sie świetnie. Zresztą kogo tu sie źle czyta....wink)
          • krista57 Re: Odrobinka Transwalu 12.06.06, 00:19
            Jak ja nie znoszę upału
            chociaz zwierzaki chętnie sobie oglądam.
            Czekam na jeszcze i dziękuję.
            • graga21 Re: Odrobinka Transwalu 12.06.06, 17:09
              A jednak coś dla Was znalazłam!
              img148.imageshack.us/img148/6981/strusie15jk.jpg
              img147.imageshack.us/img147/7849/strusie24wv.jpg
              img147.imageshack.us/img147/4179/strusie35yf.jpg

              c.d.
              Nareszcie teren ulega silniejszemu pofałdowaniu, w niektórych wzniesieniach
              nawet przebito tunele, by szosa mogła biec dalej, też pojawiają się samochody,
              a daleko od szosy pojedyncze gospodarskie budynki pokryte falistą blachą.
              To oznacza, że jesteśmy już na płaskowyżu i wjeżdżamy w Okręg Johannesburski.
              Pilotujący nas golf zjeżdża do pierwszej napotkanej stacji benzynowej z
              przyległą restauracyjką. Rozświergotana rodzina zajmuje dwa zsunięte stoliki i
              zamawia lunch, który otrzymuje na ogromnych, owalnych półmiskach. My siadamy w
              kąciku przy oknie i prosimy tylko o kawę. Sączymy ją powolutku.

              Restauracyjka jest czyściutka, kolorowa i wyjątkowo przytulna. Nielicznych
              gości obsługują Murzynki ubrane w kwieciste sukienki i krochmalone białe
              fartuszki, a na głowach mają chustki przewiązane do tyłu, spod których wymykają
              się pierścionki sztywnych włosów. Czarne, płaskie twarze z popielatym połyskiem
              są bez wyrazu, a one same jakby nieobecne, choć nieobecność ta nie ma w sobie
              nic z lekceważenia czy wyniosłej obojętności. To tylko jest perfekcyjne
              wykonywanie obowiązków, które w moim świecie w sposób trudno uchwytny każą
              dostrzegać kelnera, dzięki czemu wiadomo gdzie kelner, gdzie klient i na ile
              mogą pozwolić sobie obie strony.
              Tutaj jest tylko klient.
              Barmanka, kasjerka oraz goście mają skórę białą i bynajmniej nie są bezgłośni,
              jak owe kelnerki; widać taka natura białego, że lubi rzucać się zarówno w oczy
              jak i w uszy…
              Po wypiciu kawy postanawiamy wyjść na zewnątrz, rozruszać kości i przyjrzeć się
              otoczeniu. Przy drzwiach siedzi w kuckach stary Murzyn okryty łachmanami
              zwisającymi klasyczną nędzą. Kiedy podchodzimy, podrywa się i drzwi otwiera na
              oścież, więc zaraz myślę, że oto technika niezawodna, stara jak Świat.
              Niestety, nie możemy starego wesprzeć napiwkiem, bo nie dokonaliśmy
              wystarczającej wymiany waluty.
              Krótki, rzęsisty deszcz dokładnie obmył wszystko dokoła, zrobiło się nieco
              przyjemniej. Zaglądam za drzwi z napisem Lavatory i przyznać muszę, że jestem
              ogromnie zaskoczona standardem idealnie czystego pomieszczenia wyłożonego
              kafelkami, zaopatrzonego w automaty dozujące płynne mydło, w elektryczne
              suszarki i w ręczniki dezynfekowane promieniami UV. W kabinach wisi kolorowy
              papier toaletowy, a na półeczce leżą podpaski higieniczne typu deo, w Polsce
              wcale nieznane. Doprawdy, właściciel niczego nie przeoczył!

              Rodzina Malinowskiego zajmuje już miejsca w swoim samochodzie, a szef gromadki
              oblicza, że do Johannesburga dotrzemy koło godziny szesnastej, czyli do odjazdu
              autobusu będzie jeszcze trochę luzu, dlatego zaprasza nas do swojego domu.
              -Potem pomogę odstawić samochód i zawiozę na przystanek autobusowy – przyrzeka.

              Johannesburg przytłacza betonem i szkłem wieżowców oraz ciężkich budynków
              wypełnionych biurami. Właściwie nie ma tutaj mieszkań, a te nieliczne, które
              są, zamieszkują głównie kolorowi obywatele. Chodniki puste, za to jezdniami z
              dużą szybkością suną sznury samochodów, a całość sprawia wrażenie miasta scence
              fiction. To oczywiście jest tylko moje subiektywne odczucie, na które składa
              się popołudniowa godzina, zmęczenie oraz nagły przeskok z terenów pustych i
              bezludnych do przemysłowego centrum wyrosłego dzięki bajońskim profitom
              okolicznych kopalń.
              Historia mówi, że kiedy w Witwatersrand znaleziono złoto (w 1886r.), żądza
              szybkiego zdobycia fortuny najpierw przyciągała zwykłych awanturników
              wyposażonych w kilofy, łopaty i wiadra, ale kiedy odkryto węgiel, żelazo,
              miedź, uran, azbest, magnes, chrom, platynę, rozpoczęły się poważne
              eksploatacje i Afryka Południowa stała się najbardziej uprzemysłowionym krajem
              kontynentu. Do 1970 roku z eksportu uzyskiwała około 10,5 bilionów dolarów,
              równocześnie wydając na import około 7,9 bilionów.( dane ściągnięte z
              miejscowej encyklopedii)
              Państwo płaci wysoką cenę za ten sukces, bowiem rewolucja przemysłowa
              doprowadziła do ostrych zderzeń agresywnej cywilizacji człowieka białego
              bezpardonowo panującym nad bogactwami tej ziemi, z pierwotną kulturą dziko
              żyjących Afrykanów. Perspektywa szybkiego zdobycia ogromnej fortuny przyciągała
              ludzi przedsiębiorczych, nierzadko bezwzględnych, tym samym spychając tubylców
              na margines powstającej społeczności. Ale o tych sprawach Świat niewiele wie,
              bowiem od roku 1948 w RPA funkcjonuje apartheid zazdrośnie strzegący praw
              obywateli chlubiących się białą skórą.

              Formalności związane z oddaniem samochodu zostają załatwione od ręki i do domu
              idziemy pieszo wzdłuż ceglanych bliźniaków jakby żywcem przeniesionych z
              robotniczych dzielnic Rybnika i Mysłowic. Tutaj jednak, w odróżnieniu od
              Zagłębia Śląskiego, powietrze jest kryształowo przejrzyste, a chodniki otula
              cień olbrzymich drzew palisandrowych, które o tej porze roku są gęsto pokryte
              zwisłymi gronami liliowych kwiatów.
              img147.imageshack.us/img147/9651/drzewopalisandrowe9sy.jpg
              Do bramy garażowej i drzwi domu Malinowskiego prowadzi lekko pochyły
              podjazd, natomiast na tyłach domu znajduje się mikroskopijny ogródek z krzewami
              i krótko strzyżoną trawą o brzegach ostrych niczym żyletka. Wnętrze domu jest
              jasne, przestronne, z drewnianymi schodami na antresolę. Gospodarze pozwalają
              nam wziąć prysznic, a potem wszyscy rozsiadamy się w fotelach i sącząc owocowy
              sok, zagłębiamy się w rozmowach o współczesnych problemach naszych krajów, w
              których tak dużo dzieje się ostatnio.
              • maladanka Re: Odrobinka Transwalu 12.06.06, 17:20
                o kurcze! na wielbłądzie siedziałam, ale na strusiu jeszcze nie!
                Brawo!
                • del.wa.57 Re: Odrobinka Transwalu 12.06.06, 17:37
                  Te młodziutkie strusie są urocze,ale z Ciebie odważna laska!!!pozwolił Ci struś
                  dosiąśc swego grzbietu,nie bałaś się??
                  Piękny to widok,czekam na dalszy ciąg wędrówki.
                  • graga21 to nie ja... 12.06.06, 19:41
                    ...tylko moja mama w ub. roku.
                    A mama liczy sobie - bagatela! - 86 wiosenek!!!!!!!
                    smile))))
                    • del.wa.57 Re: Grago... 12.06.06, 19:48
                      Wielkie brawa dla Mamy!!!!Aż sie wierzyć nie chce,uściskaj Mame odemniesmile)))
                      • graga21 dokończenie 12.06.06, 21:08
                        dzięki, del.wa, nie omieszkam. Własnie odwiozłam ją do autobusu, bo coś dzisiaj
                        wolała spać u siebie w domu.
                        Wiedziałam, że spodoba się na tym strusiu!

                        No to kończę pobyt w Johannesburgu.
                        ------------------------------------
                        Młodzi pochodzą z Krakowa. On ukończył Politechnikę, ona Studium
                        Nauczycielskie. Będąc jeszcze na studiach działali w „Solidarności”, co wraz z
                        ogłoszeniem stanu wyjątkowego 13 XII 1981r i nasileniem represji spowodowało,
                        że zasilili szeregi młodej emigracji lat osiemdziesiątych. O tym nie chcą
                        rozmawiać i wcale nie dziwię się, bo przecież nic o nas nie wiedzą, a trudno
                        przewidzieć, co nas wszystkich jeszcze czeka. Przyznają tylko, że o Afryce
                        zaczęli myśleć w wiedeńskim obozie dla uchodźców, a o samej decyzji przesądził
                        fakt, że w RPA absolwenci większości politechnik nie muszą nostryfikować swoich
                        dyplomów.
                        -W tamtych latach – opowiadają – Rząd Afryki Południowej kaperował fachowców,
                        których brakowało, dlatego chętnym opłacano przelot samolotem, na miejscu
                        przydzielano umeblowane mieszkania lub całe domy, jak na przykład ten, w którym
                        obecnie mieszkamy, by już następnego dnia przybysze mogli iść do pracy w swoich
                        wyuczonych zawodach. Organizowano też błyskawiczne kursy języka angielskiego,
                        równocześnie żądając opanowania afrikaans. Polacy wynoszą ze szkoły podstawy
                        angielskiego, dlatego na obczyźnie dają sobie radę, ale nie są zapalonymi
                        poliglotami i robią uniki przy afrikaans – śmieją się, a mama wyjaśnia, że w
                        RPA wszyscy Polacy cieszą się opinią doskonałych fachowców, dlatego władze
                        przymykają oczy na brak znajomości drugiego obowiązującego języka.
                        Młody Malinowski zatrudniony jest w firmie produkującej sprzęt rolniczy. Do
                        jego obowiązków należy kontrola sposobu użytkowania maszyn, więc codziennie
                        przejeżdża setki kilometrów i żartobliwie twierdzi, że gdyby poruszał się z
                        szybkością przepisową, niewiele by zarobił.
                        -Tutaj zresztą nikt nie jeździ wolno z tej prostej przyczyny, że wszędzie jest
                        naprawdę bardzo daleko - zapewnia.
                        -A co na to „chłopcy-radarowcy”?
                        -Przyłapana impreza kosztuje 400 randów, czyli dwie miesięczne gaże służącej.
                        Jak dotąd mam nosa i wiem, kiedy zdjąć nogę z gazu.
                        -Czy wiecie – jego matka zmienia temat – że w Johannesburgu stoi Pomnik
                        Katyński i co roku odbywają się obchody Powstania Warszawskiego?
                        Nie wiemy, bo i skąd?
                        No, to dowiadujemy się, że w 1948 roku powstało Zjednoczenie Osadników Polskich
                        przemianowane w latach pięćdziesiątych na Rodzinę Polską, a obecnie funkcjonuje
                        jako Polonia Afryki Południowej zrzeszająca około 12 tysięcy Polaków. (Dane
                        dotyczą głównie Johannesburga oraz Pretorii, a przy tym tych, którzy są
                        zrzeszeni w ‘Polonii’wink. Jej Prezesem jest Edward de Virion i jeszcze, że żadna
                        inna grupa narodowościowa w RPA nie szczyci się tak wysokim procentem ludzi z
                        dyplomami wyższych uczelni.
                        -Trzeba też wiedzieć – z dumą mówi mama – że posiadamy tutaj swoich
                        uniwersyteckich wykładowców, mamy też rekinów finansowych oraz polityków
                        pełniących rolę doradców w Rządzie, a nazwiska takie, jak: Adamski,
                        Miłoszewski, Zawistowski znane są biznesmenom na całym świecie.
                        Dziwne, myślę sobie, a Bolesław Prus powiedział: „Nasz Polak może być
                        wszystkim, czym tylko zechce: muzykiem, poetą, malarzem; może tańczyć całą noc,
                        a rano zdobyć Samosierrę, ale kupcem ani przemysłowcem nie będzie nigdy. Rzadko
                        fatyguje się milczeniem, tylko grozi wiedzą fachową i nie lubi pracować”.
                        Jest jeszcze jeden gorący temat, a mianowicie sytuacja polityczna. Jak dotąd,
                        do Polski docierały bardzo skąpe i wcale nie optymistyczne informacje, co
                        stawiało wielki znak zapytania nad naszymi planami wyjazdowymi. Od 1982 roku
                        bardzo uważnie śledziłam wydarzenia rozgrywające się w tym kraju, wiadomości
                        zawsze były bardzo skąpe, zwykle z zagranicznych źródeł, głównie z BBC mówiącej
                        otwarcie o demonstracjach, aresztowaniach i zabitych, o pogrzebach
                        przekształcających się w wiece i o coraz trudniejszym życiu w RPA. Siostra
                        jednak twierdziła, że jest OK, a jeżeli są jakieś rozruchy, to dotyczą
                        wyłącznie niesnasek międzyplemiennych.
                        -Jak jest naprawdę? - pytamy teraz.
                        -Tak, jak mówi siostra – zgadzają się gospodarze. – Awantury wszczynają dwa
                        najsilniejsze szczepy: Zulu i Xhosa, które od lat walczą z sobą. Burdy odbywają
                        się wyłącznie w Soweto lub innych murzyńskich dzielnicach i z białymi nie mają
                        nic wspólnego. Niedawno telewizja pokazała, jak czarni złapali jednego ze
                        swoich, zarzucili mu na ramiona oponę samochodową i podpalili. Tłum tańczył i
                        śpiewał w tym swoim szalonym rytmie, jak sto lat temu, jak jeszcze dzisiaj w
                        głębokiej głuszy.
                        (moja uwaga: W Kapsztadzie na wydmach Crossroads, gdzie znajduje się dzielnica
                        czarnych, w roku 1985 wybuchło powstanie i policja zrównała z ziemią tamtejsze
                        domy. Wtedy narodził się taniec zwany „toi-toi” i od tego czasu coraz częściej
                        pojawiały się „płonące naszyjniki”, jak nazywano opony zarzucane na
                        kolaborantów. Spalone ciała pozostawiano na śmietniskach.)
                        -Co na to policja?
                        -A co może zrobić? Czarnych bezpieczniej jest nie dotykać, gdyż świat zaraz
                        grzmi o bestialskim ich traktowaniu. Krąży nawet powiedzenie, że jeżeli musisz
                        uderzyć czarnego, to lepiej od razu go zabij, bo i tak żaden sąd cię nie obroni!
                        Rozmowę przerywa młoda gospodyni apelująca o zaprzestanie dyskusji na
                        tematy „nieciekawe”.
                        – Cieszmy się! – zachęca - Dzisiaj nasze święto: mama i rodacy prosto z Polski!
                        Synowa reprezentuje urodę Polek o włosach koloru dojrzałego źdźbła pszenicy i
                        cerze określanej jako „krew z mlekiem”. I choć jest filigranowa, emanuje siłą
                        wewnętrzną i wielką pogodą ducha. Nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu,
                        ciągle krząta się, co chwilę też przysiada to obok męża, to obok teściowej.
                        Przyznaje, że zamierza podjąć pracę zawodową, lecz najpierw musi nauczyć się
                        obsługi komputera.
                        -Chłopcy są już w wieku szkolnym i nie absorbują jak kiedyś – mówi. –
                        Codziennie przychodzi murzynka, która sprząta, szoruje, pierze, prasuje i nie
                        zostawia dla mnie nic do zrobienia. Oczywiście, to wszystko mogłabym robić
                        sama, jednak każda rodzina białych musi zatrudniać czarną pomoc domową. To taki
                        niepisany obowiązek, z którego nie można się wykręcić, inaczej nie jest się
                        akceptowanym towarzysko. Murzynki, które pracują u białych, nie tylko zasilają
                        budżet swojej rodziny, ale równocześnie podnoszą swój status społeczny. Tak
                        więc pomyślałam sobie, że skoro muszę mieć tę swoją czarną Kaśkę, to z
                        pożytkiem dla mojej rodziny będzie podnieść własne kwalifikacje. Zapisałam się
                        na roczny kurs kreślarski i kurs komputerowy. W tym czasie trzeba będzie jednak
                        przypilnować tych dwóch budrysów – wskazuje na synów – a czarnej ich nie
                        powierzę, gdyż murzynki bardzo rozpieszczają dzieci. Do wychowywania większych
                        wcale nie nadają się. I właśnie dlatego poprosiliśmy mamę o pomoc i mamy
                        nadzieję, ze przynajmniej przez rok zostanie z nami.
                        - Przypilnuję z wielką radością – zapewnia seniorka, czule przygarniając obu
                        chłopców do siebie. – Myślę, że będziemy bardzo, bardzo szczęśliwi, prawda,
                        kochane perełki?
                        -Taaak, babciu! – zgodnym chórem wołają rodzinne skarby.
                        Nasza krótka gościna dobiega końca, czas żegnać się. Jeszcze tylko ostatnia
                        fotka i już ruszamy w drogę.

                        Na przystanek przyjeżdżają pierwsze samochody. Największymi, jak również
                        produkowanymi przez najznakomitsze firmy skali światowej przyjeżdżają
                        bynajmniej nie biali. Dla zabawy zgaduję, kto wysiądzie z nowo zajeżdżającego
                        auta i w przypadku mercedesów nie pudłuję ani razu - zawsze wypełnione są
                        Hindusami.
                        Dziesięć minut przed osiemnastą parkuje piętrowy autobus z napisem
                        GREYHOUND, czyli ‘chart’.
                        Na pożegnanie słyszymy anegdotę krążącą wśród tutejszej
                        • wiktoria53 Re: dokończenie-Grago 13.06.06, 06:43
                          No, znalazłam wreszcie trochę czasu, aby przeczytać dwie ostatnie Twoje
                          opowieści z Afryki.Zdjęcia oglądałam kilka razy szczególnie panią na strusiu,
                          bo byłam na 100% pewna, że to Ty na nim siedzisz, jako młoda
                          trzydziestokilkuletnia osóbka.Zbiłaś mnie z tropu Grago, nie do wiary, ze 85
                          letnia kobieta odważyła się siąść na tego olbrzyma.......
                          • maladanka Re: dokończenie-Grago 13.06.06, 09:07
                            ale uczta, nie znałam nikogo,kto był w stronach opisywanych przez Ciebie.Chyba
                            przegapiłam porządną okazję - koleżanka wodowa ma w RPA kuzyna,zapraszał ją
                            tam, a ona nie chciała sama lecieć i chciała mnie zabrać - tylko podróż sobie
                            opłacić miałam, a ja stchórzyłam !
                            Ale na pewno na strusiu Twoja mama?Uwielbiam szalone panie! Mamie się kłaniam
                            • graga21 Oj, błąd... 13.06.06, 13:33
                              ...Danusiu, wielki błąd! Takie okazje chwyta się w lot. Ale może jeszcze uda Ci
                              się? Ja Ci tego życzę z całego serca, bo dla takiej turystki i fotoreporterki
                              jak Ty, to prawdziwa gratka....
                              A moja mama zawsze była nietuzinkową osobą, podobno od dziecka. Gdyby nie
                              astma, która przyplątała się na stare lata - z papierochów, słyszycie palacze?
                              z papierochów! – to i na nartach jeździłaby jeszcze. Każdego narciarza w
                              podeszłym wieku przeraża tylko myśl, co będzie, gdy się przewróci?! Kto pomoże
                              wstać?! A z tym mama nie ma żadnego problemu, nawet przez płot jeszcze
                              przejdzie. Tylko ta astma, która ją ‘dusi’ i bardzo złości, gdyż nie pozwala na
                              normalne, szybkie poruszanie. Kiedyś, gdy razem szperałyśmy po sklepach, ja
                              miałam 1 zaliczony, a ona 4 z przymierzaniem.
                              Zapytacie, jakim cudem tak świetnie trzyma się? Ja podejrzewam, że geny genami,
                              ale najważniejsze to odżywianie się i ruch. A ona jak nasza regine –
                              najchętniej bez mięsa i tylko ciut, akuratnie tyle, by nie umrzeć z głodu. U
                              niej w lodówce nie ma zapasów, raczej zawsze jest pusta. A do tego dłuuugie,
                              piesze wędrówki. Codzienne. Podpatrzyłam także, że rano, zanim otworzy oczy,
                              zalicza pierwsze ćwiczenia: rozciąganie, napinanie mięśni, nożyce. Nic
                              forsownego, a jakże skuteczne! No i 10 godzin snu; do łóżka idzie ok. 22-23-
                              ciej.
                            • del.wa.57 Re: dokończenie-Grago 13.06.06, 14:17
                              Dziękuję Grażynko za kawałek Twego życia,wspaniale sie czytało i przeżyłaś z
                              rodziną napewno niezapomniane chwile.
                              Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka