Dodaj do ulubionych

Miłość, przyjaźń po trzydziestu latach.....

26.09.08, 09:28
Przyglądam sie uważnie znajomym parom małżeńskim zadając sobie
pytanie z piosenki Grechuty czy to jest przyjaźń, czy to jest
kochanie ? Dlaczego są razem choć rózni ich wszystko: rodzaj
wrażliwości, styl życia, poglądy na wiele spraw. Pieknie byloby,
gdyby to sprawiła miłość cierpliwa, tolerancyjna itp. Brnę dalej i
pragmatyzm podsuwa podejrzenia,że może to juz tylko przywiązanie,
lojalność, kwestie moralne,ekonomia czy strachliwe lenistwo ?
A może wszystkiego po szczypcie ? Co o tym sadzicie ? Iza
Obserwuj wątek
    • izis52 Re: Miłość, przyjaźń po trzydziestu latach..... 26.09.08, 14:59
      Chyba jednak nie jest to temat na dosłowną i przenośną "złotą
      jesień" ? A może był taki watek, a ja od niedawna znalazłam to
      forum ?
      • sagittarius954 Re: Miłość, przyjaźń po trzydziestu latach..... 26.09.08, 15:14
        Izis musisz pozwolić wszystkim dobrnąć do kompa , dziś jest piątek , targ
        zajęcia z wnuczkiem , albo fryzjer teatr lub inna zachciewajka smile
        A ja ci odpowiem , większośc par w naszym wieku zajęta umacnianiem murów w
        pracy, lekceważy uczucia , i mysli że miłośc jest dana raz na zawsze . Po jakimś
        czasie okazuje się ,że partner lub partnerka jakaś nie taka , brak wspólnego
        języka , przygadywania ,wypominania , pojawia się chęć ucieczki , tylko
        siermiężna rzeczywistośc kraju nie pozwala na odwagę . I dla świętego spokoju
        duża część małżonków decyduje się na pozostanie w związku . I o ile jest ochota
        na zobaczenie że w tym drugim człowieku też bije serce i można cieszyć się nim i
        z nim każdym dniem , każdą chwilką spędzoną razem , każdą rzeczą kupioną , ach i
        każdą czynnośćią wykonaną razem . To jak powrót do stanu narzeczeństwa i może
        wtedy znów to co utracone pojawi się smile
        No to taki przyspieszony kurs naprawiacza smile big_grin
        A jak jest naprawdę , raczej źle , żyją sobie ludkowie osobno ona z nim a tak
        daleko jakby gdzieś za granicą byli .sad
        • polnaro Re: Miłość, przyjaźń po trzydziestu latach..... 26.09.08, 20:13
          Ile związków tyle różnorodnych wzajemnych relacji.
          Sans miałoby opowiedzenie szczere o własnym, jednak kto odważy się na publiczną
          wiwisekcję.
          W każdym razie nie czuję, że coś utraciłam, przeciwnie, mam teraz więcej,
          ogólnie rzecz ujmując.
          • graga211 Re: Miłość, przyjaźń po trzydziestu latach..... 26.09.08, 21:20
            Mnie dodaj troszkę wiecej okrąglutkich lat wspólnego kieratu
            obracanego głównie przez Gragaczka, gdyż Gradze ciągle nie pasowała
            uzda, jaką jej założono. I nie mogę sobie poutyskiwać, bo to raczej
            on by mógł, a nie robi tego, więc co najwyżej czasami wzdycham
            zazdrośnie, że są takie panie, które są wolne, nikt im nie stoi za
            plecami, nie przypomina co należy, czego nie należy, co jest dla
            nich dobre, a co złe i kiedy powinny robic to, a kiedy tamto i w
            ogóle, że ruch to zdrowie, a więc idziemy na wycieczkę w góry.
            Ja ja nie cierpię chodzić po górach!
            Ale męża nie zamieniłabym na żadnego innego. kiss
            • izis52 Re: Graga i uzda ? 27.09.08, 19:04
              Nie sadzę, abyś pozwoliła tę uzdę założyć, chyba, ze
              się napraszałaś o nią usilnie. Włóczęgi górskie lub inne to
              rzeczywiście zdrowe i przyznam,że też bez popychania nie wybrałabym
              się choć w weekendy. Musi być o.k. skoro nie zamieniłabyś Gragaczka.
              Małżeństwa z lat 60 - 80 przetrwały w większości bez większych
              strat. Masz absolutną rację; rzeczywistość bywa skomplikowana zaś
              podsumowania zależne od nastroju, pogody, drobnych zdarzeń wszak
              kobiety sa z innej planety ? Gorsza znacznie jest kondycja
              związków naszych dzieci. Zawierane około trzydziestki z bagażem
              nawyków, garbem samorealizacji i kariery nie rokują najlepiej.
              Intercyza, osobne konta, a z braku czasu - ogólny chaos, przy
              pierwszej małej burzy katastrofa.
              • graga211 Re: Graga i uzda ? 28.09.08, 08:54
                Uśmiechnęłam się z sympatią dla Ciebie i wszystkich, ktorzy potrafią
                na podstawie ulotnej znajomości wirtualnej odczytać przekazy.
                Faktycznie, wędzidło zawsze mnie uwierało i raniło, dlatego mój
                partner postępował ze mną jak "zaklinacz koni" z filmu o takim samym
                tytule. I chyba tym przywiązał mnie do siebie na amen i za to
                cierpliwe 'prowadzenie' jestem mu wdzięczna.
                Natomiast kondycja związku małżeńskiego moim zdaniem zależy w dużej
                mierze od wieku partnerów podpisujących małżeński cyrograf. Jeśli
                stanie się to wystarczająco wcześnie, wówczas rosna szanse na
                związek szczęśliwy. Młodemu łatwiej jest pogodzić sie z trudami
                codzienności i przystosować do partnera; sam bowiem dopiero zaczyna
                poznawać własne możliwości.
                Po 30-tce sprawy mocno się komplikują z powodu nabytych doświadczeń
                i nawyków...
                • skrzydlate Re: Graga i uzda ? 29.09.08, 18:58
                  ja sie kompletnie nie znam, ale ciekawie piszecie
                  • skrzydlate Re: Graga i uzda ? 29.09.08, 19:00
                    jestem w pierwszym rozdziale mojego osobistego harlequina, dlategom taka glupia
                    • grazyna10 Re: Milosc, przyjazn? 30.09.08, 00:30
                      Milosc i przyjazn po wielu wielu latach bycia razem, jakie to
                      wspaniale. A co powiedziec o ludziach, ktorzy sa ze soba ponad pol
                      wieku. Ponad 50 lat w bezustannej walce, zlosci na siebie, nie wiem
                      czy nie nienawisci nawet. Sa ze soba razem po to zeby sie nawzajem
                      niszczyc. A gdy jednego z nich zabraknie na tym swiecie to dla
                      drugiego rozpoczyna sie dramat. Rozpacz z powodu utraty meza czy
                      zony. I patrzac na cos takiego zastanawiam sie czy jest to faktyczny
                      zal za utracona osoba czy zal za tym ze nie bedzie juz kogo
                      nienawidzic.
                      • izis52 Re: Milosc, przyjazn? 30.09.08, 08:33
                        Bywa i tak, że ludzie czerpią siłę do życia poprzez moralne
                        znęcanie się nad osobą słabszą psychicznie. Po pewnym czasie ofiara
                        uczy sie odpowiadać tym samym. Gdy ktoś z tego kregu odchodzi to
                        jak w starej piosence: " i zawsze będzie czegos ci brak ".
                        A swoją drogą chyba trudno wyrwać się (nie w sposób naturalny) z
                        takiego układu
                      • ktosia57 Re: Milosc, przyjazn? 30.09.08, 22:00
                        małżeństwo bardzo młode początkowo prowadzi wojny między sobą i dziećmi,z
                        wiekiem uczucie staje się dojrzalsze,i prawdziwe.W moim przypadku dobrym
                        duszkiem była moja mateńka,która pomogła w trudnych chwilach utrzymać nam
                        rodzinę w całości
                        • natla Re: Milosc, przyjazn? 01.10.08, 07:33
                          Dobrze, jak po 30 latach zostaje przyjaźń i wiara w partnera. To
                          nawet nie dobrze, a wspaniale. Gorzej, kiedy jest dwoje
                          zgorzkniałych nienawidzących się ludzi, zmuszonych z wielu względów
                          przebywać pod jednym dachem. Jaka jest proporcja tych dwóch rodzajów
                          małżeństw? Myśle, że tych drugich jest więcej sad
                          • korynos-a Re: Czy może tylko obowiązek do grobowej deski? 05.10.08, 16:58
                            Ciekawy artykuł o miłości, zdradzie itp.itd załączam. Dotyczy grupy
                            wiekowej 35-55 lat. Bardzo mądre przykłady z 30-letniego życia w
                            stadle, dotyczy zarwóno kobiet jak i mężczyzn.
                            www.charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/55/Sekrety-zdrady/
                            • izis52 Re: Czy może tylko obowiązek do grobowej deski? 06.10.08, 08:00
                              Ciekawe analizy mrocznej części z życia długoletnich związków, bo
                              jednak zdrada fizyczna jest zdradą i rzadko bywa wybaczana. Z mojej
                              obserwacji brak lojalności np. krytykowanie małżonka(i) w
                              sytuacjach towarzystkich jest traktowana najwyżej jako brak
                              wychowania, przejaw dominacji lub chęć szokowania rzekomą
                              szczerością. Wydaje się, że bycie z sobą lub obok siebie z
                              obowiązku do grobowej deski byłoby smutne, nieprawdziwe i trudne do
                              zniesienia zwłaszcza w okresie jesieni życia, gdy w głowie kotłują
                              się natrętne pytania ile czasu zostało, czy czujemy się szczęśliwi,
                              czy mogło, może być lepiej ? A po raz drugi na bal życia nie
                              zaproszą....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka