thomix
05.05.05, 09:58
Witam!
Wczoraj wieczorem wyszedłem na spacer. Miałem wielką ochotęochłonąć po całym
dniu i pooddychać mokrym, oczyszczonym powietrzem...
Zszedłem sobie poprzez rynek Nowego Miasta w ulice Starą, potem wzdłuż skarpy
wislanej do Dobrej potem w prawo do Tamki potem w górę na Topiel jeszcze w
górę na Krakowskie Przedmieście... Aż przy kościele św Anny zauwazyłem (po
raz drugi, bo pierwszy raz widziałem ich na początku spaceru przy pomniku
przy Sądzie najwyższym) kilkudziesięcioosobową grupkę dzieciaków z Izraela...
Tak sobie pomyślałem że za 3-5 lat większość z nich (także dziweczynki) trafi
do wojska. I częśc z nich zginie od miny, bomby - samobójcy, strzału
snajpera. Jesli będą mieli w tym odrobine szczęścia, to może tylko stracą
rękę lub nogę. Tylko szpetna blizna to już taki sofcik.
Tak sobie pomyślałem że nasze codzienne problemy wyglądają cokolwiek blado
przy wojennej rzeczywistości...
Tu nie chodzi mi nawet o sam Izrael, mam na mysli jeszcze Afrykę, Amerykę
Południową, Azję, wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe... Cieszę się że nie
muszę stawać twarzą w twarz z taką rzeczywistością.