eloach
06.12.09, 13:15
Jestem przed czterdziestką w kilkuletnim związku małżeńskim. Mam
dziecko w wieku szkolnym. Moje życie było normalne. Bez wzlotów i
upadków. Bardzo kochałem swoją żonę, była dla mnie całym moim
światem. Myślałem, że to wystarczy. Nie chciałem, żeby pracowała. Z
jednej strony to miało zaspokoić moją dumę, że jestem prawdziwym
facetem, z drugiej strony byłem o nią zazdrosny. Moje zarobki
starczały na podstawowe życie, ale nie stać nas było na wypady do
kina czy restauracji. Na wakacje wyjeżdżaliśmy raptem na trzy,
cztery dni. Trudno było stworzyć jakąś romantyczną chwilę. W mojej
żonie zrodził się jakiś żal... do mnie, do życia. Stała się
pesymistką.
Wolałem nie zwracać na to uwagi. Przychodziłem z pracy często
zmęczony, więc dla relaksu i odprężenia włączałem telewizor lub
komputer.
W mojej firmie została zatrudniona studenka, którą miałem wprowadzić
w sprawy firmy. Spędzaliśmy zatem ze sobą trochę czasu. Ona była
zabawna, miła i otwarta. Miała problemy z chłopakiem, a ja jako
doświadczony facet udzielałem jej rad. Zaczęła mi się zwierzać.
Rozmawialiśmy coraz więcej, również na gg. Potem zaczęły się różne
podteksty, i tak krok po kroku zakochaliśmy się w sobie. Czułem się
cudownie, ale wiedzieliśmy, że kiedyś nastąpi koniec naszego
romansu. Chcieliśmy cieszyć się każdą wspólnie spędzoną chwilą.
Chłopak mojej kochanki zerwał z nią. Nie było powrotu. Znalazł sobie
potem inną dziewczynę. Po około dwóch miesiącach później moja żona
zaczęła coś podejrzewać. Jakimś cudem dostała się do nieskasowanego
przez nieuwagę archiwum gg i wszystko było jasne. Przyznałem się do
wszystkiego. Pierwsza decyzja jej to rozstanie. Byłem przerażony.
Nie chciałem tracić rodziny, żony, mojego życia. Nie wyobrażałem
sobie tego. Potem żona przyznała się, że również miała romans. Nie
mogła znieść tej samotności w domu. Zakończyła go trzy lata przed
moją zdradą. Powiedziałem o tym mojej kochance, co sprawiło, że
została zdjęta z nas wszelka wina.
Wydawałoby się, że możemy zaczynać życie od nowa.
Jednak dla mnie to wszystko straciło jakąś magię. Zaczynać od nowa...
Moja kochanka układała nam już przyszłość piękną i bez trosk (dom z
kominkiem nad którym wisiałyby zdjęcia z naszych wspólnie spędzonych
chwil). Ja niestety jestem realistą. Wiem, że to wszystko nie takie
proste. Z czego wybudować dom? Jak to wszystko utrzymać? Wpływ
społeczeństwa i jego "krzywe" patrzenie (bo wziął sobie młodszą,
baran jeden... jak mu nie wstyd), jej rodzice, że zawróciłem jej w
głowie... To wszystko nie takie proste.
A ona młoda dziewczyna żyje ideałami, że miłość wszystko zwycięży.
Zaczęła naciskać. Mówi, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że
jak ją zostawię,to ona ze sobą skończy.
Zmęczyło mnie to wszystko. Pragnę spokoju, mojego normalnego życia.
Nie rozwiedliśmy się z żoną, bo ona nie ma się gdzie wyprowadzić, a
mnie też nie stać na wynajmowanie czegoś, poza tym chcę wracać do
swojego domu. Tutaj jest moje dziecko, moja rodzina (mieszkamy w
domu moich rodziców).
Na początku żona strasznie to wszysko przeżywała, ja zresztą też.
Dużo ze sobą rozmawialiśmy, zarywaliśmy całe noce na wspólne
rozmowy. Wiele zrozumiałem, wiele zrozumiała ona... Zaczęła pracować
i trochę się to wszystko uspokoiło. Wiem, że miałbym szansę stworzyć
teraz normalny dom z moją żoną. Jest jednak problem. Jak mam
zakończyć sprawę z moją kochanką? Ona nie odpuszcza. Razem pracujemy
i jak na razie nie ma szans, by to zmienić. Nie umiem być świnią i
tak po prostu ją odepchnąć. Poza tym boję się, że naprawdę coś sobie
zrobi. Widziałem jej płacz i desperację. Urządziła już nie jedną
scenę. Dla niej wystarczy, że jestem. Ciągle ma nadzieję, że
będziemy razem, ale ja już wiem na pewno, że tego nie chcę!