Dodaj do ulubionych

na rozdrożu

20.08.10, 14:25
rozwód...i co dalej to pytanie sama zadaję sobie już od roku. wprawdzie rozwód
nie doszedł jeszcze do skutku ale odliczam dni do rozprawy, która mam nadzieję
zakończy moje małżeństwo. "Stanie na rozdrożu" ma swoje dobre strony. Po
pierwsze zaczynamy od nowa - czyli tak zwana czysta karta, nauczeni
doświadczeniami z poprzedniego związku mamy szansę nie popełnić ponownie tych
samych błędów. Mamy szansę, że tym razem uda nam się znaleźć partnera, który
spełni nasze oczekiwania, i którego oczekiwania my będziemy spełniać. Dla mnie
najgorszy jest etap stagnacji, w którym tkwię wydaje się od wieków. Lizanie
ran i czekanie, aż zagoją się na tyle, by z optymizmem rozpocząć nowy związek.
Myślę, że czas trwania tego okresu zależy od indywidualnych cech każdego
człowieka. Niestety nie udało mi się znaleźć niczego, co pomogłoby mi przejść
przez ten etap szybciej. Cały czas tkwię w stanie który opisałeś i nic nie
wskazuje na to, żebym mogła w najbliższym czasie wyjść z cienia skończonego
związku. Ale uważam też, że nie jest słuszne czekanie z rozwodem aż do momentu
gdy zniknie ostatni powód do bycia razem. Powody bywają przeróżne. W moim
przypadku: malutkie dziecko, nieświetna praca, niepewność, zagubienie,
wreszcie zwątpienie we własne siły. Wiem z doświadczenia, że nie należy
zwlekać z podjęciem decyzji zbyt długo
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: na rozdrożu 20.08.10, 14:43
      Może i tak, ale zauważ, że przed podjęciem ostatecznej decyzji trzeba pomyśleć
      czy to już naprawdę KONIEC. Czy naprawdę nie da się już niczego uratować, czy
      nie ma żadnej szansy, czy naprawdę wykorzystaliśmy wszystkie możliwości..
      Bo rozejśc się jest łatwo, ale potem możesz rozpamiętywać: a może była szansa na
      uratowanie związku? Może nie zrobiliśmy wszystkiego?
      Mnie moja była zona śniła się jeszcze długo po rozwodzie i zadawałem sobie to
      własnie pytanie..
      Szczególnie, jeśli w związku są dzieci i latami je wspólnie wychowywaliśmy..
      Nie jest to takie proste to rozdroże ...
      • sauber1 Re: na rozdrożu 20.08.10, 14:52
        Małżeństwo jak szklany balon pełen wina, gdy pęknie, dużo bałaganu i smród
        tylko pozostaje, zero nadziei
        , smutne ale prawdziwe - przyznacie? ... sad
      • jean891 Re: na rozdrożu 23.08.10, 08:52
        Witaj
        Tego o czym piszesz zupełnie się nie obawiam. Z decyzją o zakończeniu
        nieporozumienia, którym okazał się związek z moim małżonkiem czekałam ponad rok.
        Mój związek mimo że trwał wiele lat okazał się nieprawdziwy. 10 lat mojego
        życia było kłamstwem. Ostatni rok był czasem kolejnych szans. Było ciężko ale
        teraz uważam, że ten rok to też była swoista terapia. Teraz nie zastanawiam się
        i nie rozpamiętuję. Nie działam pod wpływem emocji moja decyzja jest przemyślana
        i ostateczna. Jeżeli będę czegoś żałować to na pewno nie tego, że spróbowałam
        zacząć "od nowa". Straconego czasu nikt nam nie zwróci. A rozdroże nie tylko nie
        jest proste powiem nawet, że w moim życiu jak dotąd to największa próba. Mam
        wrażenie, że to ty jesteś osobą, która z jakiegoś powodu musiała zdecydować o
        zakończeniu związku. Jeśli tak jest to rozumiem co czujesz. To nie jest prosta
        decyzja zwłaszcza, jeśli jak mówisz są w tym również dzieci.
      • dakron1 Re: na rozdrożu 23.08.10, 17:43
        mój mąż nie dał mi szansy wyboru, szansy na rozmowę,zwyczajnie pokłóciliśmy się,
        wściekł się, nawrzeszczał i odszedł, wysłał ifo o odejściu smsem. "nie chcę
        dłużej tego ciągnąć" To było 3 tygodnie temu, nie widziałam go od tamtej pory,
        zabrał swoje rzeczy pod moją nieobecność.
        Nie umiem znaleźć się w tej sytuacji, jestem jak potłuczona, dostałam od niego
        list że skoro na szybki rozwód nie możemy liczyć to chce rozdzielności
        majątkowej. Nie zgodziłam się, nie wiem co ze sobą zrobić.
        To idiotyczne ale świat się zawalił, już nastąpił podział znajomych, on
        sprzedaje swoją wersję, a ja nie mam ochoty sie bronić,
        co za beznadzieja
        • jol.ka1 Re: na rozdrożu 23.08.10, 17:58
          Nie dał ci szansy, ale uwierz i tak zdobył się na wiele -
          wyprowadził się, zszedł ci z oczu. Mój od roku nie potrafi opuścic
          mieszkania, nie pozwala o sobie zapomnieć, pobudza do
          rozpamiętywania i rozdrapywania ran moich i córki. Świat ci się
          zawalił, ale przeżyjesz!!! Uwierz w to, bo to co nas nie zabije to
          tylko nas wzmocni!!! Znajdź chwilę na rozmowę z kimś bliskim, wyżal
          się, nie wstydź, to trochę pomaga. TRZYMAM KCIUKI ZA CIEBIE! DASZ
          RADĘ !!! jeśli czujesz potrzebę to piusz, tu na forum znalazłam
          wiele mądrych rad.
        • jean891 Re: na rozdrożu 24.08.10, 08:37
          w tym co czujesz nie ma nic idiotycznego idiotyczne jest jedynie zachowanie
          twojego męża nie daj sobie wmówić, że to co się stało to twoja wina sms na
          zakończenie małżeństwa żenada sama nie wiem co gorsze czy codzienne patrzenie na
          rozpad aż do momentu gdy nie ma już nic czy takie ostre cięcie jeśli chodzi o
          rozstania nie ma mniejszego zła współczuję to potrwa ale wszystko się ułoży
    • errormix Re: na rozdrożu 20.08.10, 15:02
      Pisząc, że znaleźliśmy się na rozdrożu, jednocześnie między wierszami piszemy,
      że zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie trzeba wybrać jedną z kilku różnych dróg.
      Ale jakoś dziwnie się składa, że każdy od razu mówi tylko o drodze, która
      prowadzi do rozwodu.

      Ale to widać dopiero wówczas, gdy już tę drogę wybierzemy i się w efekcie
      rozwiedziemy. Później, będąc już samym, zaczynamy zastanawiać się, co by było
      gdybyśmy wybrali inną drogę. Wszak to rozdroże było. Możliwości kilka.

      Ale wtedy jest już za późno. Bo samotność, która jeszcze na tym rozdrożu była,
      teraz po wybraniu drogi rozwodowej, jeszcze bardziej doskwierająca jest.
      Problemy, które wydawały się nie do rozwiązania zaczynają blednąć, pojawiają się
      pomysły jak to można było jeszcze inaczej rozwiązać, pojawiają się myśli: a co
      by było gdybym inną drogę wybrał/a.

      Prawnicy zwykli mówić, że rozwód do największa życiowa porażka. I mają rację.
      Bez względu na to czy po rozwodzie wyjesz do czterech ścian, czy korzystasz z
      życia w przekonaniu, że tego ci było trzeba.
    • hanyszka Re: na rozdrożu 20.08.10, 15:32
      jean891 napisała:



      > Dla mnie najgorszy jest etap stagnacji, w którym tkwię wydaje się
      od wieków. Lizanie ran i czekanie, aż zagoją się na tyle, by z
      optymizmem rozpocząć nowy związek.
      > Myślę, że czas trwania tego okresu zależy od indywidualnych cech
      każdego
      > człowieka. Niestety nie udało mi się znaleźć niczego, co pomogłoby
      mi przejść
      > przez ten etap szybciej. Cały czas tkwię w stanie który opisałeś i
      nic nie
      > wskazuje na to, żebym mogła w najbliższym czasie wyjść z cienia
      skończonego
      > związku.

      Mam właśnie za sobą lekturę książki K. Jabłońskiego "Rozwód. Jak
      go przeżyć
      ". Jedną z rzeczy, o których autor pisze, to to, że
      czas emocjonalnego rozstawania się z partnerem i byłym związkiem
      jest nieubłagany - nie istnieją żadne psychologiczne sztuczki,
      pozwalające go zredukować, przyspieszyć. Niby banał, ale ile osób
      próbuje "wyjść z cienia", uwolnić się od wspomnienia obecności,
      dotyku, zapachu kochanej kiedyś osoby, ładując się w nowe relacje,
      romanse, związki. Jabloński zdecydowanie odradza takie rozwiązanie,
      uważając, ze jest to jedna z najgorszych rzeczy, jaką sobie można na
      tym etapie zrobić.
      • jean891 Re: na rozdrożu 23.08.10, 09:18
        Dzięki smile przeczytam, takie racjonalizowanie uczuć też trochę pomaga.. jeśli
        mowa o rzucaniu się w nowe relacje to przez chwilę nawet o tym myślałam ale znam
        siebie na tyle żeby wiedzieć że zakończyłoby się to jeszcze większą krzywdą. na
        tym etapie nie zniosłabym porażki, a bagaż który taszczę z poprzedniego związku
        nie wróży dobrze.. jeszcze dla mnie za wcześnie. a ten Jabłoński podaje może,
        ile trwa taka statystyczna "żałoba"?? szczerze mówiąc ja mojej zaczynam mieć już
        dość
        • hanyszka Re: na rozdrożu 23.08.10, 15:17

          Ja też na poczatku o tym myślałam. Że niby klin klinem. Ale fatalnie
          się z tym czułam, nie byłam na to gotowa zupełnie. Zraniłabym siebie
          i jeszcze kogoś przy okazji. Bez sensu.
          A teraz jest o tyle fajnie, że mam poczucie, że nic nie muszę. Nie
          muszę być sama, nie muszę być z kimś. Nie muszę się przeglądać w
          czyichś oczach, by siebie odnaleźć czy dopełnić - bo teraz jest czas
          dla mnie, z którego skwapliwie korzystam.
          Jabloński nie pisze, jak długo powinniśmy uwalniać się od
          poprzedniego związku. To zależy. Od nas, od byłego partnera, od
          charakteru związku, od tego, jak on się zakończył.Chyba nie ma sensu
          wyczekiwać końca takiej "żałoby". Ból i smutek, a może pustka mają
          prawo długo nas trzymać. I zawsze nam się wydaje, że to "za długo".
          Pozdrawiam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka