Dodaj do ulubionych

A imię jej było 666

17.10.10, 08:35
Sobota, wczoraj, 20.00. Jestem na dyżurze w szpitalu do poniedziałku rano. Dzwoni moja mama z informacją że moja była żona zadzwoniła właśnie z ukrytego numeru poinformować że jutro (w niedzielę) odbędzie się chrzest mojego młodszego syna. Mnie nie poinformowała, bo i po co skoro i tak z dyżuru już się nie wymigam. Tak więc dziś o 12 mój syn lat trzy zostanie ochrzczony bez zgody, wiedzy i obecności ojca. Tak na marginesie moja była ostatnio była w kościele na własnych nieudanych zresztą egzorcyzmach.
Myślę, że w związku z rosnącą inwencją mojej byłej w wykorzystywaniu dzieci w robieniu mi na złość i jej ewidentnej niedyspozycji psychicznej już czas pozbawić ją roli rodzica.
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: A imię jej było 666 17.10.10, 08:41
      Pozbawienie jej roli rodzica łatwe nie będzie..
      • michszyb Re: A imię jej było 666 17.10.10, 08:55
        Tak wiem, ale niestety konieczne. Krzywa głupoty i nienawiści jaką kreśli moja była i stopień już dokonanych strat w psychice moich synów prowadzi niestety w prostej linii do nieuchronnej katastrofy, której postaram się zapobiec.
    • pan-kowalski Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:06
      Rozważania co do ewentualnego przejęcia opieki zostaw na kiedy indziej, może teraz warto wymyślić coś, żeby się urwać chociaż na pół godziny.
      Masz jak w banku jak później będzie opowiadała wszystkim naokoło jak to tatuś miał w dupie chrzest własnego syna, jak ona musiała wszystko sama zorganizować, a Ty nawet nie raczyłeś
      przyjść itd.
      Zresztą ciekawe kim są chrzestni.
      • michszyb Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:17
        Jestem w innym mieście, jedynym lekarzem na izbie przyjęć. Nie da rady się urwać.

        Nie wiem kim są chrzestni. No bo po co mi ta wiedza. Jestem tylko ojcem.
      • jarkoni Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:22
        Nie tak łatwo wyrwać się z dyżuru, a to nie byłoby tylko pół godziny..
        A swoją drogą Michu, czy ona wiedziała, że masz dyżur? Zrobiła to z premedytacją?
        • mediator.org Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:27
          Nawet jeśli nie wiedziała, to informowanie o takim wydarzeniu na dzień przed jest czystą złośliwością.
          • michszyb Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:34
            Oczywiście że wiedziała. Moja była śledzi moje życie na bieżąco i jak idę np na zwolnienie lekarskie to ona o tym wie dosłownie tego samego dnia.

            Nie uważam że to tylko złośliwość. To zbrodnia jaką czyni mojemu synkowi. Bo mogę się założyć, że chłopczyk usłyszy dziś nie raz od rodziny byłej komentarze jaką świnią jest ojciec że nie przyszedł. I on to będzie przeżywał. A jak będzie dorosły i zobaczy zdjęcia ze swojego chrztu to co sobie pomyśli jak nie zobaczy tam ojca?
            • kategemi Re: A imię jej było 666 17.10.10, 09:41
              Ma 3 latka tak? Porozmawiaj z nim, powiedz, że byłeś na dyżurze i jak to jest ważne, żeby lekarz był wtedy dostępny dla innych ludzi. Zabierz go sam do kościoła,
              niech Ci opowie jak to wyglądało, powiedz , że to dla Cibie było również bardzo ważne.
              Bez względu na to co robi matka, rozmawiaj z nim, bądź szczery i otwarty.
              Wtedy jak będzie dorisły przypomni sobie rozmowy z ojcem.
              • dsz27 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 10:11
                Nie poinformowanie ojca o chrzcie jego dziecka to co najmniej czysta złośliwość. Nie wiem czym kierują się ludzie postępując w ten sposób.

                Oranie mózgu dzieciom godne potępienia.

                Tylko co z tym zrobić?

                Nigdy nie zrozumiem motywów takiego postępowania.

                Mimo wszystko miłego dnia.
              • michszyb Re: A imię jej było 666 17.10.10, 10:35
                Ja nie jestem na chrzcie z powodu dyżuru tylko z powodu złośliwej matki. To co mam dziecku powiedzieć? Że jego matka jest wredną suką? Z drugiej strony niedługo sam na to wpadnie jak tak dalej będzie.
                • kategemi Re: A imię jej było 666 17.10.10, 10:54
                  I my to wiemy.
                  Chodzi mi o relacje z dzieckiem. Nie masz wpływu na to , że nie bedzie cuę na tym chrzcie.....więc jeżeli ci zależy na dziecku, to skup się na relacjach z nim.
                  I mów o swoich uczuciach a nie matki.
                  Dzieci i tak widzą dużo więcej niż nam sie wydaje.
                  • michszyb Re: A imię jej było 666 17.10.10, 11:20
                    Moje relacje z synami są nienaganne i śmiem twierdzić że pomimo zabiegów z ex są lesze niż jej z nim.
                    O swoich uczuciach do ex dziecku nie będę mówił, zresztą nie muszę bo dzieci widzą co się dzieję bo są przecież główną kartą i narzędziem jakie ona wykorzystuje i per se są w centrum wydarzeń
                    • dziewica_ma_ryja Re: A imię jej było 666 23.10.10, 18:26
                      Było nie zdradzać żony w ciąży i połogu z suką z pracy ...
                • nangaparbat3 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 18:52
                  To co
                  > mam dziecku powiedzieć? Że jego matka jest wredną suką? Z drugiej strony niedłu
                  > go sam na to wpadnie jak tak dalej będzie.

                  Dziecku masz powiedziec prawdę: Za późno dowiedziałaem się o terminie chrztu i nie byłem w stanie w żaden absolutnie sposób zmienic terminu dyżuru. I jest mi z tego powodu bardzo, bardzo przykro.
    • limonka69 Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 10:35
      Na chrzest potrzebna jest wola jednego z rodziców to po pierwsze a po drugie dziecko ma trzy lata gdzie byłeś i dlaczego do tego czasu mały nie jest ochrzczony. Matka wzięła sprawy w swoje ręce i ochrzciła małego nie widzę tu złośliwości. Z tego co już z Twoich wypowiedzi wyczytałam wszystkie jej działania torpedujesz zamiast współpracować. Trzymam za nią kciuki pewnie bym tak samo postępowała. Jeżeli tylko od byłego słyszała bym żądania i wymagania a nic od siebie.
      • michszyb Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 10:42
        Jak moge torpedować coś o czym nie wiem. Zastanów się zanim napiszesz kolejny idiotyzm. Ani była ani ja nie jesteśmy praktykującymi katolikami. Ona w ogóle nie chodzi do kościoła poza Święconką. W sprawach ważnych dla dziecka dla twojej wiadomości potrzebna jest zgoda obojga rodziców. Tak stanowi KRiO. Jej jednostronne zadziałanie i to za moimi plecami jest ograniczaniem mojej władzy rodzicielskiej.
        Jeżeli uważasz że urządzanie chrztu dziecko za plecami ojca który aktywnie uczestniczy w jego wychowaniu i uniemożliwianie mu obecności jest normalne to powinnaś się leczyć i pozostaje tylko współczuć twoim dzieciom i ich ojcu.
      • michszyb Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 10:44
        Pomyśl jak się poczuje mój syn który bardzo mnie kocha gdy mnie tam nie będzie. Jeśli stać cie na to żeby sobie to wyobrazić oczywiście.
        • michszyb Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 10:46
          wg KRiO potrzebna jest wola i zgoda obojga rodziców to po pierwsze. Po drugie ona nie jest katoliczką, nawwet nie mieliśmy ślubu kościelnego a do kościoła chodzi na święconkę raz w roku. Jak mogę torbedować coś o czym nie wiem że istnieje. No pomyśl, zanim napiszesz taki debilizm.
          • nangaparbat3 Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 18:54
            To co z tymi egzorcyzmami?
        • limonka69 Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 10:55
          Po pierwsze prawo kanoniczne nie ma nic wspólnego z KRiO. Po drugie pewnie większa trauma u trzylatka będzie wówczas gdy wiecznie widzi uwłaczającego ojca swojej mamie niż brak Cie na chrzcinach. Po trzecie nie życzę sobie ubliżania tak jak to czynisz swojej żonie pewnie masz to we krwi. Ja Tobie w najmniejszym stopniu nie ubliżam tylko wyrażm swoje poglądy pewnie subiektywne.
          • michszyb Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 11:15
            Jeżeli bezpodstawnie mnie oskarżasz przyklaskując równie bezpodstawnie ex to mi uwłaczasz.
            Prawo kanoniczne w tym kraju nie obowiązuje a wewnętrzne regulacje kościoła nie stoją ponad prawem RP i szczerze mówiąc mało mnie interesuje co sobie klechowie ustalili.
            Matce nie uwłaczam również choć nie omieszkam jej powiedziec kilka ciepłych słów jak ją zobaczę ale na pewno nie w obecności dzieci. A co do traumy trzylatka to jedynym autorem w dniu dzisiejszym jest chora na głowę z nienawiści matka.
            • limonka69 Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 11:28
              Myśl sobie co chcesz i wyrażaj swoje poglądy wg mnie durne. Życzę powodzenia Twojej żonie i mam nadzieje ze sąd prędzej Tobie ograniczy władze aby mogła w spokoju wychowywać synów. Nie wiecznie szarpać się z wszechwiedzącym "tatusiem".
              • dsz27 Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 12:03
                Nie pochwalam języka jakiego często używa autor wątku ale w tym momencie nie chodzi o to, warto odwrócić sytuację.

                Załóżmy:

                Ojciec ma przyznane konkretne dni, kiedy dziecko spędza z nim czas, u niego. W tym czasie, powiedzmy, że jest weekend, organizuje chrzest dziecka. Organizuje imprezę, zaprasza swoich znajomych, rodzinę, byłej żony (matki dziecka) nie informuje o tym całym "zamieszaniu"....

                Fajnie?
              • michszyb Re: Trzymam za nią kciuki 17.10.10, 12:07
                Jeśli tak uważasz to życzę powodzenia w rugowaniu ojca z życia twoich dzieci. A tobie proponuje żebyś już zaczęła odkładać na psychoterapeute dla dzieciaków, bo im się przyda jak podrosną. Nie ma to jak kochająca mamusia "właścicielka" SWOICH dzieci. A i przygotuj się na wielkiego kopniaka w cztery litery jak będą wyfruwać z kochanego matczynego gniazdka.
                • limonka69 Nie mierz wszystkich swoją miarą 17.10.10, 12:20
                  W przeciwieństwie do Ciebie bywają normalni ojcowie.
                  Mimo wszystko życzę powodzenia.
                  • michszyb Re: Nie mierz wszystkich swoją miarą 17.10.10, 12:26
                    W przeciwieństwie do ciebie bywają rozumne matki.
                    Pomyśl czasem o dzieciach a nie tylko o sobie.
                • yo-anna84 Wstyd mi... 17.10.10, 12:34
                  Wobec takiego zachowania tzw. matki wstyd mi za kobiety...
                  Skrajnie nieodpowiedzialne i poniżej wszelkiego poziomu jest takie zachowanie pani...

                  Zniżając się do jej poziomu, powinieneś w czasie gdy Ty widzisz się z dzieckiem, zorganizować chrzest w jakimś innym obrządku... Nie pytając jej o zdanie!!
                  I co? I tak samo dobrze zostaniesz oceniony przez niektóre panie, którym się wydaje, że wydalenie ze swojego organizmu dziecka, to jedyny powód, aby móc autorytarnie decydować o innym człowieku??
                  Ja na Twoim miejscu wystosowałabym oficjalną skargę do kurii czy gdzieś tam, że nikt nie pytał wówczas gdzie jest zgoda czy aprobata Ojca w tym wszystkim...
                  Może jakieś zadośćuczynienie...
                  • michszyb Re: Wstyd mi... 17.10.10, 12:47
                    Wystosowałem dziś oficjalne pismo do księdza który miał chrzcić dziecko. Zawiozła je moja mama. Rozmawiałem z nim też telefonicznie. Wyjaśniłem sytuację i pisemnie nie wyraziłem zgody na chrzest. Ksiądz oczywiście nie był miły informował mnie o konsekwencjach, typu piekło i wieczne potępienie. Zgodził się jednak odwołac chrzest i podpisał mi kopię pisma. Jeśli chrzest się odbędzie to nie omieszkam pozwac parafii.
                    • glasscraft Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:10
                      Wiesz, o ile sie zgadzam, ze co Twoja eksia robi to zlosliwosc i udowodnienie, ze jest na lepszej pozycji i moze, ale czy takim postepowaniem (odwolywaniem chrztu) nie skrzywdzisz tylko wlasnego dziecka? Bo moze maly cieszy sie na okolicznosc imprezy, moze beda jakies prezenty? A nie lepiej byloby wytlumaczyc, ze jest Ci przykro, ze nie mogles tam bys osobiscie - ktos juz pisal o wyjasnieniu na temat szpitala, wizyty w kosciele itp? Twoja byla zona zachowuje sie jak rozkapryszona dziewczynka robiac Ci na zlosc, a Ty podazasz w jej slady i tak samo masz zamiar sie zachowac. I w efekcie obydwoje zapominacie o najwazniejszej osobie - waszym wspolnym dziecku...
                      • michszyb Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:16
                        Impreza może się po mszy odbyć tak czy owak i prezenty może dostać. Ja wyszedłem z założenia że nie będę biernie poddawał się w takich sytuacjach bo to tylko wygeneruje poczucie przyzwolenia na każde draństwo. I robię to właśnie po to by do kolejnych draństw nie dopuścić. Tak czy owak sprawa będzie miała finał w sądzie bo dzisiejsza sytuacja jest tylko jednostkowym przykładem działalności ex.
                        • eutherpe Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:22
                          Pieniactwo i nic więcej. Daj już spokój.I dzieci odetchną również.Zajmij się pracą, pacjentami i niestety przyjmij do wiadomości,że Twoje anse nic tutaj nie zmienią.Żona wychowuje dzieci, postanowiła,że jedno ochrzci, poinformowała Cię o tym.Robi się to dla dziecka nie dla was.Będzie starsze, samo obierze drogę, którą ma podążać.
                        • glasscraft Re: Wstyd mi... 17.10.10, 15:16
                          No to wybacz, bo ja teraz nie rozumiem, co wlasciwie stanowi dla Ciebie problem - to, ze zona zachowala sie jak smarkula i nie dala Ci mozliwosci uczestniczenia w uroczystosci dziecka (nie jej i nie Twojej tylko dziecka), czy to, ze jako wojujacy ateista boisz sie o zbawienie jego duszy? Bo na poczatku wygladalo na to pierwsze - i to jestem jak najbardziej w stanie zrozumiec, to drugie troche mniej, bo sam fakt chrztu jeszcze z nikogo wierzacego nie zrobil (ja bylam ochrzczona, jestem ateistka).

                          Niestety mysle, ze jest jeszcze trzecia mozliwosc i im wiecej Cie czytam, tym bardziej widze, ze tak naprawde toTobie zalezy zeby wykorzystac te okazje i dokopac bylej zonie, tak jak ona dokopuje Tobie. I obydwoje zapominacie o dziecku. Bardzo dobrze jestescie dobrani...
                      • dsz27 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:22
                        Zgadzam się. Dobro dziecka/dzieci nie są już najważniejsze, ważniejsze jest dokopanie sobie nawzajem. I mówię tu zarówno o matce jak i o ojcu.
                        Ktoś musi ustąpić, ktoś powinien zachować się jak dorosły. Może jak emocje opadną, będzie lepiej się dogadać...Na razie oboje fundujecie huśtawkę emocjonalną swoim dzieciom.

                        Swoją drogą czytając watki micha zastanawiam się czym kieruje się jego była.....

                        Nigdy nie byłam mściwa może dlatego nie kumam tego rodzaju przepychanek...
                        • eutherpe Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:24
                          Ale w czym przegięła?Że dziecko chce ochrzcić czy ,że poinformowała zbyt późno Micha?>
                          • dsz27 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:30
                            Wybacz ale jeśli tego nie rozumiesz, dalsza dyskusja nie ma sensu. Bo właśnie o tym jest dyskusja.

                            Była nie poinformowała micha a jedynie przekazała to telefonicznie jego matce (dzień przed chrzcinami). Dla mnie to ewidentne przegięcie. Ale może tylko dla mnie.
                            • eutherpe Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:38
                              Niestety szkoda ,że nie znamy drugiej strony i nie wiemy jak Michszyb zwraca się do byłej.Może ich relacje są cały czas tak napięte,że obydwoje skaczą sobie do oczu. On przegiął, ona przegięła. Ale któreś musi stonować.I nie rozumiem,że zadne nie chce.I obydwoje powinni zabrać się za swoje indywidualne terapie.
                              • dsz27 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 13:49
                                Oczywiście. Łatwiej było by sobie wyrobić opinię gdyby była Micha się tu wypowiedziała. Póki co można jedynie oceniać daną sytuację. Ostrożnie.
                          • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 19:45
                            eutherpe napisała:

                            > Ale w czym przegięła?Że dziecko chce ochrzcić czy ,że poinformowała zbyt późno
                            > Micha?>

                            Powinna uzgodnic z Michem i sam fakt, i termin.
                            Natomiast nie da się wykluczyc, że uzgodnienie czegokolwiek z Michem nie jest możliwe.
                    • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 14:55
                      michszyb napisał:

                      > Jeśli chrzest się odbędzie to nie omie
                      > szkam pozwac parafii.

                      Z nienawiśći i żółci która cie zalewa zupełnie postradałeś zmysły.
                      • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:11
                        Naprawdę uważasz, ze parafia nie powinna byc pewna zgody obojga rodziców?
                        • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:16
                          Albo zgody głównego bohatera uroczystości, jesli rodzice o to nie zadbali i nie podjęli wspólnej decyzji.

                          A gdyby eks Michszyba chciała ochrzcic dziecie jako Świadka jehowy a nie katolika?
                          • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:22
                            to.ja.kas napisała:


                            > A gdyby eks Michszyba chciała ochrzcic dziecie jako Świadka jehowy a nie katoli
                            > ka?

                            A to ja nie widzę różnicy.
                            • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:26
                              A nie wiem jak wynikało z drzewka, ale nie pytałam Ciebie Nanga smile
                              Fakt, że ja dość luźno traktuje drzewko niestety.

                              Ja zgadzam sie z tym co napisałaś wyzej, ze decyzja o chrzcie powinna byc podjęta przez rodziców nie rodzica.
                        • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:36
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Naprawdę uważasz, ze parafia nie powinna byc pewna zgody obojga rodziców?

                          Z mojego punktu widzenia cała ta sytuacja jest co najmniej dziwna i napewno nie wynikła z niczego. Widać tylko bezsensowny upór byłych małżonków we wzajemnym dokopywaniu sobie. Przy czym nikt z nich nie chce i nie stara się być tym lepszym i mądrzejszym. Nie zdziwię się, jesli za jakiś czas to skończy się rodzinnym dramatem, dosłownie.
                          Strasznie przykro się robi jak się to czyta, a przeczytałam chyba wszystko co Michszyb napisał do tej pory. On przecież nawet nie ukrywa swojej agresji i na miejscu jego żony bałabym się tego człowieka.
                          Dlatego mimo wszystko, jestem po stronie matki, choć niekoniecznie w tym konkretnym przypadku, jeśli chodzi o chrzest.
                          • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:41
                            A w którym przypadku przyznajesz matce racje?
                            W sprawie wakacji gdy mimo przyznania czasu Michszybowi przez Sąd mama zniknęła z dziecmi?
                            A może gdy robi awantury i bije Michszyba jak spozni sie z dziećmi 10 minut?
                            No podaj prosze te przykłady kiedy jestes ZA matka dziecka skoro czytasz tak dokładnie.
                            • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:49
                              Z tego co wiem, to Michszyba dzieci są malutkie.
                              Wbrew naturze postąpił ojciec, poczucając je dla innej samicy i wbrew naturze, chce odebrać matce małe dzieci. Wszystko co robi i jak postępuje jest wbrew naturze.
                              Dlatego kibicuje matce. Ma prawo i nawet obowiązek chronić swoje dzieci przez agresywnym samcem.
                              • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:52
                                Hmmm, samica to jego była zona? Cóż za określenie smile
                                On nie porzucił ICh a porzucił SAMICĘ...bo to zła samica była smile))
                                W naturze to samiec potrafi nie tylko porzucic samice albo miec samic kilka a nawet potomstwo zjeść. Chyba z biologią to miałas na bakier, co skoro tak idealizujesz naturę wink
                                • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 20:58
                                  Nie zdziwiłabym się, gdyby za parę lat okazało się, że nową samicę czekają takie same przejścia z Michszybem. Bo trudno uwierzyć, że on się zmieni. Ale ma dziewczyna szczęście, ma czas na obserwację i odpowiednie przygotowanie się do ewentualnych jego ataków, kiedy padnie pod ciężarem alimentów, a mimo to będzie wałił pięścią w stół i krzyczał, że dzieci mu się należą.
                                  Cóż powiedzieć więcej... biedny człowiek.
                                  • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:04
                                    Ale to co piszesz to tylko Twoje przypuszczenia i "wydaje mi się". Nijak sie to może miec do faktów. Na podstawie "wydaje mi się" i wrózenia z fusów trudno budowac sobie opinię.
                                    • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:38
                                      to.ja.kas napisała:

                                      > Ale to co piszesz to tylko Twoje przypuszczenia i "wydaje mi się". Nijak sie to
                                      > może miec do faktów. Na podstawie "wydaje mi się" i wrózenia z fusów trudno bu
                                      > dowac sobie opinię.

                                      Rozumiem, że to co piszesz Ty, to są wnioski powstałe wyłącznie na podstawie faktów z życia Micha.
                                      Cieszę się, że Cię darzy szczególnym zaufaniem, do tego stopnia, że wiesz o nim i jego eks dosłownie wszystko, a w związku z tym Twoje wnioski są wyjątkowo celne.
                                      • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:45
                                        Moje wnioski opatruję dość często wstępem który brzmi "moim zdaniem"...

                                        Swoje wnioski wysnuwam na podstawie tego co Mich pisze WPROST a nie domyslam sie co mógłby napisac ktoś gdyby chciał a nie pisze itd.

                                        I ja nie bronię Ci dochodzić do swoich wniosków. Masz do nich prawo. ja mam prawo do swoich. A Mich zrobi co zechce. Generalnie twoje wnioski nie budzą moich emocji, bo uważam iz masz prawo na temat zycia Michszyba mysleć co chcesz, pisac co chcesz a ja mam do tego takie samo prawo. Ja na temat TWOJEGO małżeńtwa, rozwodu i rodzicielstwa nie napisałam NIC. Ty natomiast ruszyłas mnie, moja córke i eksa personalnie , ba nie znajac mojej sytuacji wyciagnęłas wnioski (dalej nie odpowiedziałas na pytanie co wiesz o faktach z mojeg zycia, ze tak sie o nich pewnie wypowiadasz) tylko dlatego, że zitytowała Cię moja opinia na temat tego co dzieje sie u Micha.
                                        • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:56
                                          Odniosłam się tylko do tego, co sama tutaj pisałaś.
                                          Parę rzeczy mnie uderzyło i to mi zapadło w pamięć.
                                          Dlaczego, już pisałam.
                                          • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:58
                                            Ale KONKRETNIE DO CZEGO?
                                            Odpowiesz na pytanie jakie zadałam Ci dwukrotnie czy dalej bedziesz uciekac od odpowiedzi.
                                            • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:10
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > Ale KONKRETNIE DO CZEGO?
                                              > Odpowiesz na pytanie jakie zadałam Ci dwukrotnie czy dalej bedziesz uciekac od
                                              > odpowiedzi.


                                              Nie bardzo rozumiem o co Ci teraz chodzi. Do czego się odniosłam? Co mnie poruszyło czy zaciekawiło? Już powiedziałam. To że wystąpiłaś o odebranie praw rodziecielskich ojcu, ale nie od razu, mimo że podobno straszna krzywdza Ci się działa, tylko wtedy, kierdy Twój eks zupełnie zniknął z Waszego życia. Pisałam już o tym, ile razy mam powtarzać.
                                              Nie zachowuj się tak agresywnie, nie krzycz, bo to jest bardzo nieprzyjemne.
                                              • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:19
                                                Ale ja nie krzycze. Prawa rodzicielskie miałam mu zabrać kiedy robił krzywde mi i sie rozwodziłam? Ale on nie do mnie miał prawa rodzicielskie a do Młodej. I zabrane zostały kiedy wymiksował sie z jej zycia i kiedy to było PEWNE. Nie działałam pochopnie.
                                                Za moje krzywdy zapłacił rozwodem. Rozróżniam prawa jego jako męża i prawa jego jako ojca. To Ty zaczełas pisac o moim zyciu wiec skoro rzucałas tu taka wiedza na temat niego to prosze o podanie zródła tej duzej wiedzy na mój temat.
                                                • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:30
                                                  Jesteś straszliwie zawzięta.
                                                  Napisałam, że tyle wiem, ile Ty sama napisałaś na tym forum.
                                                  Czego jeszcze oczekujesz ode mnie? Może lepiej sama przeczytaj swoje posty i odśwież, co pisałaś, zamiast mnie atakować.
                                                  • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:36
                                                    Nie, napisałas ze kieruje sie zemsta wobec eksa i z tego wynikała sprawa o odebranie praw. A ja prosze o dowody na taki wniosek. Skąd wiesz czym sie kierowałam, skad masz wiedze o moich motywacjach. Słucham? Jak sie coś dowodzi to chyba na podstawie jakis faktów. A skoro wiesz lepiej niz ja, to poprosze o DOWODY swojej tezy.
                                                  • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:52
                                                    Jak tak chcesz...
                                                    Pokrótce zatem, jakie wrażenia mam na podstawie tego, co piszesz.
                                                    Sam fakt, że bardzo dużo uwagi poświęcasz ciotkom, babciom, koleżankom i kolegom - źle wpływa na relacje rodzinne. Nic gorszego nie można zrobić mężczyźnie, jak tylko wykazać mu, wytknąć przed nos, że babcia, , kuzynka, ciotka, koleżanka będzie lepszą opiekunką dla dziecka, niż własny ojciec. Nie ma lepszego sposobu, aby zdegradować i poniżyć mężczyznę w oczach dziecka. Wszyscy są wążniejsi, ale nie facet w domu, nie mężczyzna, nie ojciec.
                                                    A z tego co pisujesz, tylko tak mogę wnioskować, bo w realu znam kilka bardzo do Ciebie podobnych osób, które na własne życzenie kaleczą własne życie i życie swoich dzieci przy okazji, ale oskarżają za swoje niepowodzenia wszystkich naokoło, tylko nie siebie.
                                                    Dla mnie więc jesteś takim sztandarowym przykładem tego typu człowieka.
                                                    Ale to tylko moja opinia. Nie pytaj o dowody. Czytam, co piszesz i jak się zachowujesz. Dla mnie to wystracza, aby zrobić wnioski.
                                                    Mam prawo, prawda?
                                                    Dziękuję. Też tak myślę.
                                                    I przestań się tłumaczyć, bo tylko pogrążasz się z każdym wypowiedzianym zdaniem.
                                                  • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 23:00
                                                    Jakim ciotkom i babciom poswiecam na boga czas?
                                                    Rodzine mam 200 km od miejsca gdzie mieszkam z Młoda a moja Młoda jest juz DOROSŁA i moje relacje z nią są BEZ ZARZUTU smile)))
                                                    Mój mąz kochanie nie opiekował sie dzieckiem bo ZNIKNĄŁ jak kamfora wiec to z kim była Młoda jak była w pracy to on nawet nie wiedział. mało tego, on nie wiedział o jakiej szkoły chodził bo w pijackiej malignie chyba nie pamietał jak mu pisałam gdyz po kilku latach mieszkania w Wawie on podobno odwiedzał ja w szkole w Olsztynie smile))

                                                    Wiesz co, dawaj jeszcze teraz to dopiero sie ubawiłam. Rewelacja ! jakież fakty o mnie, mojej córce i eksie. Cos jeszcze mi w zyciu "umkło"? big_grin
                                                    Ja czuje ze moje zycie to jedno wielkie POWODZENIE i nie oskarzam o to nikogo. Ba, raczej zarzuca mi sie kreowanie własnego sukcesu i przemadrzałosc w tej dziedzinie. Jestem spełniona, zadowolona,mam udane zycie, cudowne dziecko, mieszkanie, kształce sie ciagle, mam przyjaciół i generalnie to duzo mi sie udało...dzieki mojemu mezowi min, co podkreslam, bo sopro mnie to małzeństwo o mnie i priorytetach nauczyło.
                                                    Ale jak cos jeszcze o mnie wiesz to dawaj, bo to ciekawe big_grin
                                  • ania1ooo Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:46
                                    Śmiem twierdzić, że jednak jego nową samicę w przyszłości czekają zupełnie inne przejścia wink.
                                    Mam już za sobą rozwód, zarówno ja, jak i mój były mąż potrafiliśmy rozstać się z klasą. Rozstanie z michszybem też już kiedyś przerobiłam. Potraktował mnie okropnie, ale nie starałam się dokopać mu na każdym kroku, zaślepiona nienawiścią.
                                    Ja i jego była to dwa zupełnie różne bieguny.
                                    Piszesz biedny człowiek... Owszem biedny, bo daje się wkręcać w jej głupią, chorą grę. Już nie pamiętam normalnego tygodnia, żeby jego ex nie zrobiła jakiegoś świństwa z wykorzystaniem dzieci. Na szczęście radzi sobie z tym coraz lepiej, wkurzy się, podenerwuje, a później odpuszcza dla dobra dzieci, bo naprawdę bardzo je kocha.
                                    • tricolour To już wiesz na 100%... 17.10.10, 21:53
                                      ... że gdyby do rozstania doszło, to potraktuje Cię okropnie. Masz osobiste doświadczenia jak Twój facet traktuje kobiety, z którymi sie rozstaje.

                                      Twoja opinia rzuca wiele światła z niezależnego źródła.
                                      • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:17
                                        Wiem, a mimo to jestem pewna, że nie skrzywdziłabym własnych dzieci, żeby dokopać byłemu. Jestem za bardzo świadoma tego, jak piętna z dzieciństwa potrafią odcisnąć się na dorosłym życiu. Ludzie z dysfunkcyjnych rodzin sami takie zakładają. Jego ex pochodzi z rozbitej rodziny, w której był alkohol. Sama w związku z M stosowała terror psychiczny i przemoc fizyczną. Jeśli teraz nie poradzi sobie z demonami przeszłości, to ciężki bagaż przekaże swoim dzieciom.

                                        On ją zostawił z małymi dziećmi, więc ona teraz może zrobić wszystko, by go ukarać. I jestem pewna, że nie krzywdzi świadomie swoich dzieci, w ogóle nie dostrzega wpływu swojego postępowania na dzieci. Ale jeśli uważacie, że dla Młodego jest obojętne, czy ojciec bierze udział w jego życiu, to trzeba widzieć, jak dzieciaki wtulają się w niego, gdy są razem..., jak pragną robić z nim wszystko razem...., jak wymyślają kolejne preteksty, by przesunąć w czasie powrót do matki...
                                        • zmeczona100 Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:25

                                          Jestem za bardzo świadoma tego, jak piętna z dzieciństwa potrafią od
                                          > cisnąć się na dorosłym życiu. Ludzie z dysfunkcyjnych rodzin sami takie zakłada
                                          > ją. Jego ex pochodzi z rozbitej rodziny, w której był alkohol.

                                          Ten Twój Mich też nie wychował się w rodzinie, gdzie były zdrowe relacje....

                                          Jeśli Ci nie mówił o tym, to poczytaj jego wątki- w którymś o tym pisał.
                                          • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:27
                                            To prawda, pisał o tym.
                                            I może dlatego i Mich i jego żona z wzorcami jakie wynieśli z domu robia piekło własnym dzieciom. I on i ona. Niestety. I dzieci tylko żal, bo dorośli niech siepozabijają jak mają taką fantazję.
                                          • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:31
                                            Rodziców się nie wybiera, ale z tego co wiem, to nie było tam alkoholu, a jego ojciec zmarł, gdy M był nastolatkiem.
                                            • zmeczona100 Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:33
                                              Myslisz, że tylko alkohol powoduje, że rodzina jest dysfunkcjonalna?
                                              • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:37
                                                Nie i chętnie dowiem się, dlaczego rodzina M była dysfunkcyjna. Oświeć mnie, proszę.
                                                • zmeczona100 Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:45
                                                  Pisałam, żebyś poszukała jego postów, bo pisał na ten tema. Wybacz, ale nie chce mi się szukać. Ostatecznie to nie ja z nim żyję i chocby z tego powodu nie mam motywacji, aby przedrzeć się przez tysiące Michszybowych wątków wink
                                                  • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:01
                                                    Wiem o rodzinie M tyle ile sam mi chciał opowiedzieć. Nie była to z pewnością rodzina wzorowo wychowawcza, ale raczej wydolna. Myślałam, że masz coś konkretnego na myśli. Mi też brak motywacji by śledzić wszystkie jego wpisy wink Chyba go po prostu spytam, o co chodzi wink
                                    • tricolour A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 21:57
                                      ... to macie zamiar przejąc opiekę nad dziećmi? Będziesz chciała byc matką całej trójki?

                                      Bo Twój facet wyraźnie pisał, że nie chce, ale może zmienił zdanie.
                                      • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 21:59
                                        Gdzie Michszyb napisała, że nie chce opoeki nad synami? ja serio jestem ciekawa bo obserwuje dosc dokładnie watki Micha i mam wrazenie Tri, ze manipulujesz smile
                                        • tricolour Kaśka kurcze... 17.10.10, 22:12
                                          ... pisał z pół roku temu. Myślisz, że pamiętam linki do jego wypocin czy też mam zapamiętane? Nie mam.

                                          Jest tu nowa żona Micha i może napisać jasno: chcę sie opiekować całą trójką, a wtedy zmieniam zdanie w 5 sekund. Przecież to ona odwali robotę matki całej trójki, bo Mich tyra na utrzymanie i kredyt.

                                          Nawet w dniu chrzcin tongue_out
                                          • to.ja.kas Re: Kaśka kurcze... 17.10.10, 22:21
                                            W dniu chrzcin tylko dlatego, ze dowiedział sie o tym dzień przed chrzcinami...z ta manipulacja to nie do mnie Tri, zbyt dobrze sie znamy.

                                            Nowa partnerka Micha może napisac a moze miec to w nosie bo np. teraz z Michem uprawia seks, je kolację albo zajmuje sie dzieckiem (nie pamietam czy juz urodziła czy jest w ciąży, przepraszam). Generalnie może dbac o swoj zwiazek zamiast siedziec na forum tongue_out
                                            • tricolour Swięte słowa... 17.10.10, 22:27
                                              ... więc cierpliwie poczekam na notatkę w kronice kryminalnej, bo przy takiej eskalacji konfliktu z obu stron coś może będzie.
                                              • to.ja.kas Re: Swięte słowa... 17.10.10, 22:30
                                                Jak na coś trafisz wyslij mi linkatongue_out
                                                Ot babska ciekawosc i gonienie za sensacja.....ot, Ty babą nie jestes wink
                                            • nangaparbat3 Re: Kaśka kurcze... 17.10.10, 22:29
                                              to.ja.kas napisała:


                                              > Nowa partnerka Micha może napisac a moze miec to w nosie bo np. teraz z Michem
                                              > uprawia seks

                                              Na dyżurze? wink
                                              • to.ja.kas Re: Kaśka kurcze... 17.10.10, 22:36
                                                Mogli na dyżurze uprawiac kiedys, to może im tak zostało ? wink))))
                                      • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:27
                                        Wiesz najlepiej dla tych dzieci to by było, gdyby nikt ich nie przejmował i nie traktował jak pionki w rozgrywce. Uważam, że dzieciom jest potrzebna i matka, i ojciec. Najlepiej by było, gdyby stanowili rodzinę. A ponieważ nie są razem, to dla ich dobra powinni dojść do porozumienia. Mam nadzieję, że dokapie to w końcu do obojga rodziców.
                                        Nie chcę być ich matką, one już ją mają i nie potrzebują kolejnej.
                                        • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 17.10.10, 23:29
                                          ania1ooo napisała:

                                          > Wiesz najlepiej dla tych dzieci to by było, gdyby nikt ich nie przejmował i nie
                                          > traktował jak pionki w rozgrywce. Uważam, że dzieciom jest potrzebna i matka,
                                          > i ojciec. Najlepiej by było, gdyby stanowili rodzinę. A ponieważ nie są razem,
                                          > to dla ich dobra powinni dojść do porozumienia. Mam nadzieję, że dokapie to w k
                                          > ońcu do obojga rodziców.
                                          > Nie chcę być ich matką, one już ją mają i nie potrzebują kolejnej.

                                          I bardzo mądrze napisałaś. Serio. I szkoda, ze ani eks Micha ani Mich nie przeczytają tego i nie zastanowią się nad tym co napisałas.
                                          • michszyb Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:07
                                            A ja uważam ze Ania byłaby dla moich synków o niebo lepszą matką niż ta biologiczna. Wcale niegłupi pomysł. Od następnego razu będę ich nakłaniał żeby mówili do niej mamo i wpajał im obrzydzenie do starszego wybrakowanego modelu.

                                            How about that?
                                            • michszyb Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:10
                                              Pozostaje tylko pozbyć się jakoś eks z naszego życia i będziemy mogli stanowić udaną i kochającą się rodzinę. Za jakiś czas chłopcy z ulgą zapomną że w ogóle mieli kiedykolwiek do czynienia z tym czymś.

                                              Jakieś pomysły?

                                              Może Tri, on mi brzmi na psychopatę, sadystę.
                                              • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:14
                                                Mich zaznacz od razu, że to sarkazm bo dopiero się tu rozpeta piekło smile)))
                                              • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:18
                                                Nie śpisz, nie bzykasz podwładnych, to zadzwoń do mnie wink Opowiesz mi dlaczego wszyscy tu myślą, że pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny.
                                                • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:20
                                                  ania1ooo napisała:

                                                  > Nie śpisz, nie bzykasz podwładnych, to zadzwoń do mnie wink Opowiesz mi dlaczego
                                                  > wszyscy tu myślą, że pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny.

                                                  Dooobre. Masz poczucie humoru. I dystans. To dobrze wróży smile
                                                  • michszyb Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:27
                                                    Zostały mi już tylko dwie do bzyknięcia a potem zadzwonie. Przecież wiesz jak to lubię kotku.
                                                  • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:57
                                                    No wiem wink
                                                • dusinka1 Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 14:26
                                                  ania1ooo napisała:

                                                  > Nie śpisz, nie bzykasz podwładnych, to zadzwoń do mnie wink Opowiesz mi dlaczego
                                                  > wszyscy tu myślą, że pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny.


                                                  Nie dziękuj. Tak z nadmiaru wolnego czasu zadałam sobie trochę trudu :

                                                  "Re: Jeśli dzieci to....
                                                  Autor: michszyb 18.09.09, 15:25

                                                  Ja się wychowałem w atmosferze ciągłych kłótni i rękoczynów. Rodzice
                                                  niegdy nie chcieli się rozwieść. Ojciec miał wszystkich w dupie,
                                                  miał kochankę i był skupiony tylko na sobie
                                                  . Mama powtarzała nam że
                                                  tak cierpi z tatą tylko dla nas żebyśmy mieli ojca.
                                                  Jedyne szcęśliwe
                                                  chwile z dzieciństwa jakie pamiętam to jak mieszkałem z babcią. A
                                                  teraz ja odwalam podobne chocki klocki."

                                                  zapewne znalezć można i inne perełki i jakoś nie chce mi się wierzyć, że pierwszy raz o tym słyszysz. tongue_out
                                                  Na marginesie: To kuriozalne teraz tę swoją matkę, która mu taki syf w życiu (razem z ojcem) zrobiła, wykorzystywać jako przekaźnika w wojnie z ex małżonką.
                                                  Przypuszczam, że niezły udział w całej tej wojnie ma też mamusio-babcia. Kobita, która cały syf swojego życia oparła na tłumaczeniu synkom, że to dla ich dobra znosi ten syf i zdrady i kochanka nie daruje synowej, gdy ta się dla synusia nie będzie chciała tak samo jak ona poświęcić.

                                                  • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 19.10.10, 07:54
                                                    To, że między jego rodzicami nie było różowo, to wiedziałam. Co do rękoczynów, to jakoś do mnie nie dotarło. Ale faktycznie masz rację, posrane to.
                                                    Obecnie ludzie zbyt często się rozstają z błahych powodów, ale przynajmniej nie pozostają dla "dobra dzieci" w chorych układach.
                                                    Co do jego matki, to była ona skutecznie przez ex eliminowana z ich życia, również życia wnuków. Dopiero gdy M stwierdził, że odchodzi ex próbowała wciągnąć ją w ustawianie syna do pionu. Teraz czasami kłóci się przez telefon, ale raczej z matką ex. Na pewno nie jest osobą podsycającą konflikt. Przy każdym wygłupie ex, prosi by sobie odpuścił, skoro ustępował jej przez 15 lat.
                                                  • michszyb Re: A skoro już tu jesteś... 19.10.10, 08:35
                                                    Prawda jest taka ze pomimo tego że Ania mówi że jest leniwa i nie chce sie zajmować chłopakami to robi to. Bawi sie z nimi, wynajduje atrakcje, robi dla nich jedzenie, sprząta, pierze ich ubrania, sama kupuje dla nich ciuchy. Z tym ostatnim to nie ma wyjscia bo na weekend dostaje dzieci tak jak stoja bez zadnej zmiany. Chłopaki za na przepadają bo okazuje im wiele serca aoni to widza.
                                                  • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 19.10.10, 09:10
                                                    Nudzisz się w pracy?
                                                  • zmeczona100 Re: A skoro już tu jesteś... 19.10.10, 09:13
                                                    Mich, czy w takich sytuacjach Ania ma wyjście?? Robi, bo musi. Poza tym czym innym są dni odwiedzin, a czym innym macochowanie 24 h/ dobę.

                                                    Bawi sie z nimi, wynajduje atrakcje, robi dla nich
                                                    > jedzenie, sprząta, pierze ich ubrania, sama kupuje dla nich ciuchy.

                                                    A jaki jest Twój udział w życiu Twoich dzieci?

                                                    Czy tylko siedzisz i patrzysz z zadowoleniem, jaką piękną "rodzinkę" tworzycie?
                                                  • ania1ooo Re: A skoro już tu jesteś... 19.10.10, 09:21
                                                    Ja jestem od "babskich" zajęć, on robi wszystko inne, bo dzieciaki są do niego przyklejone jak rzepy. Jest furiatem na forum, ale to dobry ojciec.
                                                    I masz rację, że zająć się dziećmi przez chwilę, to co innego niż być z nimi ciągle. Miałam próbkę w wakacje i wiem, jakie to ciężkie i wymagające zajęcie, z którym nie chciałabym się zmierzyć.
                                              • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:18
                                                Jak pisałyśmy tu ze Zmęczoną...chodzą takie myśli po głowie jak człowieka do szewskiej pasji ktos doprowadza. Ale pomysl, że zza krat cięzko się pełni role rodzica, no chyba, że biedną Ankę chcesz uczynić samotna matka trójki dzieci. No co Ci kobita złego zrobiła, ze jej taki los szykujesz wink))))

                                                Michochłoń.
                                                Pomyśl jaki masz cel.
                                                Jak go osiągnąć.
                                                A potem go realizuj.
                                                METODYCZNIE.
                                                Póki co chłopie ściekasz się, toczysz wojnę a sytuacji synów to nie zmienia.
                                                I nie mówię, że nie masz powodów.
                                                Masz jak jasna cholera, ale ochłoń i zamiast działać w afekcie działaj na zimno i z planem i z myślą o dobru synów. Inaczej nic nie zmienisz.
                                              • mola1971 Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:22
                                                Miałam się nie odzywać, ale się odezwę...
                                                Psychopatą jesteś Ty Mich, Twoja ex zresztą też. Pozabijacie się nawzajem a dzieci oddajcie Ani. To jedyna normalna osoba w tym trójkącie i dla dzieci byłoby najlepiej gdyby to ona je wychowywała.
                                                Szkoda mi Ani, że na Ciebie trafiła bo wydaje się być normalną, ciepłą kobietą. Co Ty bezczelnie wykorzystujesz.
                                                Kiedyś było mi Ciebie żal, próbowałam Cię zrozumieć. Bo taką już mam naturę, że w KAŻDYM człowieku próbuję znaleźć coś dobrego. Niestety, mimo mojego wysiłku, w Tobie nie potrafię znaleźć nawet krztyny dobroci. Choć ciągle mam nadzieję, że się mylę i że w realu jesteś normalnym człowiekiem tylko na forum dajesz upust swoim najgorszym instynktom.

                                                Jak dla mnie EOT. Idę spać.
                                                Dobranoc.
                                                • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:28
                                                  No wkurzyć Molkę, to trza miec talent. Nawet na mnie tylko raz sie wkurzyła big_grinDDDD

                                                  Ale scenariusz Molka ma niezwykle interesujący.
                                                  A potem Anka wyjdzie za Tri który rozwiedzie sie z obecna i beda walczyc o blizniaki które poczna sie z tego zwiazku , ale Tri porzuci ją dla Jarkoniego i Ania wychowywac bedzie juz piatke dzieci, do tego otworzy ochronkę i przytułek dla dzieci z dysfunkcyjnych rodzin na Pradze Pólnoc.

                                                  Ktoś mówił o scenariuszu na serial? Ja mysle, ze wspolnymi siłami mozemy stworzyc dzieki Michowi tu na forum telewizyjny hitwink)))

                                                  ich, przepraszam, po prostu to wszytsko juz sięgnęło dawno absurdu. Ja serio jako nieliczna ciagle Ci kibicuje i mam nadzieje, ze sie nie myle. Ale zmień chłopaku metode bo ta obrana raz i ciagle wkorzystywana niczego nie zmienia w życiu Twoich synów.
                                                  • michszyb Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:44
                                                    No widzisz. Ania powinna być ich matką. Ludzie się zgadzają.

                                                    A tak z innej beczki. Piszesz że mam zmienić metodę. A jaką ja mam metodę? Daje sobie pluć w twarz i staram się nadążyć za szaleństwami byłej i samemu nie odkorkować na zawał przy okazji. No fakt nie trzymam ciśnienia. Ale chyba nawet po siedmiu latach w Tybecie, gdybym musiał uganiać się po mieście szukając przedszkola dzieci, rozbijaniu mi okularów na twarzy, kibicowaniu chrzcinom syna na odległość, regularnego całowania klamki i setek innych to i tak jakiś kurwa cud że ona jeszcze chodzi po tym świecie. No to jaką ja mam metodę. I na jaką mam zmienić.
                                                    Olać to? No to proszę nich ktoś tu stanie i powie że olewa i nie bedzie próbowac się dowiedzieć gdzie dziecko do przedszkloa chodzi. Albo że oleje jak dziecko prawie narobi w gacie jak się zorientowało że mama się dowie że było fajnie u taty i Ania jest fajna. No prosze.
                                                  • to.ja.kas Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 01:03
                                                    Mich...złozyłeś wniosek o przejęcie opieki?
                                                    Kiedy Twoja eks posuwa sie do przemocy zgłaszasz ten fakt na policję?
                                                    Złożyłeś wniosek do sądu o utrudnianie Ci kontaktów?
                                                    Ja się nie dziwię, że tracisz cierpliwość. SERIO się nie dziwę, bo ja bym babę udusiła jakby była moją eks. Ale zacznij działać. Zbieraj dowody, wzywaj policje, przestań się z nią użerać bo ona tylko na to czeka.
                                                    Twoja eks jeżeli się zmieni to na gorsze. Ten typ tak ma. Minęło tyle czasu a jej sie pogarsza. Płacisz na dzieci i na nia olbrzymie pieniądze, dostarczasz rozrywki w postaci awantur jakie moze robic, nie wyciagasz konsekwencji wiec czuje sie bezkarna, mieszka w Waszym domu za free, ba płacisz na niego ciagle i utrzymujesz ją.
                                                    Ja naprawdę Ci życzę byś dostał opiekę nad synami.
                                                    Dla mnie Twoja eks i eks JP czy żona Errora to ten sam model. Pocieszające jest to, że do Jacka syn uciekł po jakimś czasie a teraz zanosi sie, że ucieknie od eks do niego córka - i ja sie dzieciom nie dziwie, szkoda tylko kosztów jakie poniosły będąc jakis czas z niezrównoważoną matką.
                                                    Ty masz działać metodycznie i SPOKOJNIE. Lekarz jestes, łykaj proszki. Bo jak bedziesz zachowywał sie idiotycznie jak Twoja eks guzik ugrasz.
                                                    Dzieki temu, że Error zachował spokój opiekuje sie swoją córką.
                                                    Dzięki temu, że Jacek zachował spokój ma dziś opieke nad synem i pewnie zbliza sie moment gdy bedzie opiekował sie też córką.
                                                    Dzieki spokojowi jakie zapewniał synowi opieke nad dzieckiem ma też Effendir.
                                                    Jeśli chcesz dać dzieciom normalnosc to mimo iż baba zasługuje na to by ją udusić masz być opanowany i działać Z SENSEM i Z WIZJĄ tego co chcesz osiągnąć.
                                                    I zapewniać dzieciom spokój, spokój, spokój i miłośc. Bo emocji dostarcza im już wystarczająco mamusia.
                                                    Jeśli nawet Sąd bedzie zwlekał Ci przyznanie opieki takie zachowanie spowoduje, ze synowie sami będa lgnąć do Ciebie, a kiedyś to zaprocentuje.
                                                    Myśl perspektywicznie.
                                                    A tu sobie poużywaj, bo gdzieś trzeba, a w domu nie możesz bo cięzarnej koiey stresować się nie powinno wink.

                                                    Trzymam kciuki.
                                                  • chalsia Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 00:45
                                                    > Ale zmień chło
                                                    > paku metode bo ta obrana raz i ciagle wkorzystywana niczego nie zmienia w życiu
                                                    > Twoich synów

                                                    problem w tym, że Mich jest NIEREFORMOWALNY.
                                                    Rady o zmianie strategii/metody Mich dostaje w każdym swoim wątku od ponad roku.
                                                    I co? Ano nic.
                                                    Co niestety oznacza, że jest gorzej niż było i będzie jeszcze gorzej niż jest teraz..
                                              • nangaparbat3 schlałeś się na tym dyżurze czy co? 18.10.10, 07:00
                                                michszyb napisał:

                                                > Pozostaje tylko pozbyć się jakoś eks z naszego życia i będziemy mogli stanowić
                                                > udaną i kochającą się rodzinę. Za jakiś czas chłopcy z ulgą zapomną że w ogóle
                                                > mieli kiedykolwiek do czynienia z tym czymś.
                                                >
                                              • el.k Re: A skoro już tu jesteś... 18.10.10, 08:20
                                                michszyb napisał:

                                                > Pozostaje tylko pozbyć się jakoś eks z naszego życia i będziemy mogli stanowić
                                                > udaną i kochającą się rodzinę. Za jakiś czas chłopcy z ulgą zapomną że w ogóle
                                                > mieli kiedykolwiek do czynienia z tym czymś.
                                                >

                                                Jak widać, w słowach nie przebierasz , zapominając, że "to coś", to matka Twoich dzieci.
                                                Opanuj się, bo to już nie jest zwykłe wylewanie żółci na forum, to są groźby karalne.
                                        • nangaparbat3 I kto to mówi! 18.10.10, 06:31
                                          ania1ooo napisała:

                                          > Wiesz najlepiej dla tych dzieci to by było, gdyby nikt ich nie przejmował i nie
                                          > traktował jak pionki w rozgrywce. Uważam, że dzieciom jest potrzebna i matka,
                                          > i ojciec. Najlepiej by było, gdyby stanowili rodzinę.

                                          Pamiętam jak pisałaś, że sporo starań włożyłaś w to, by nie byli rodziną.
                                          Nie dręczy Cię dysonans poznawczy?
                                          • ania1ooo Re: I kto to mówi! 18.10.10, 08:29
                                            Rozumiem, że przyczyną tego dysonansu miałoby być uwiedzenie żonatego i dzieciatego mężczyzny? I skoro jestem taką wspaniałą osobą we własnych oczach, to dlaczego robię takie ohydne rzeczy? Wiesz, to zdarzyło się prawie 3 lata temu i jakoś się z tym uporałam, wydając majątek na terapeutę wink Na szczęście dla mnie istnieją mechanizmy, dzięki którym jesteśmy sobie w stanie usprawiedliwić przed sobą różne draństwa, których się dopuszczamy.
                                            • tricolour Mechanizmy nie zmieniają oceny rzeczy... 18.10.10, 09:04
                                              ... w tym także postępowania.

                                              W każdym razie jesteś przedmiotem w rękach Micha, bo on gdzieś ma twoje zdanie o tym, że tamte dzieci matkę już mają. Dla niego najlepiej by było - i ja się z tym zgadzam - gdyby tylko usunąc starą żonę, a nową przywalić wychowaniem trójki dzieci. W ten sposób Michowi odpadnie wojna, zarobi na alimentach, a radość znajdzie z jakąs młodszą, mniej wybrakowaną.

                                              Prawdę mówiąc ja już się bawię waszym wypruwaniem flaków i publicznym pokazywaniem wątroby per rectum. Proszę o więcej.
                                              • ania1ooo Re: Mechanizmy nie zmieniają oceny rzeczy... 18.10.10, 09:37
                                                Właśnie zmieniają i nasze oceny i postępowanie. Dobrzy ludzie robią potworne rzeczy i uważają to za słuszne. Poczytaj np. o eksperymencie stanfordzkim.

                                                Mówisz, że jestem przedmiotem, który da się przywalić wychowywaniem trójki dzieci. Nie znasz mnie, jestem za bardzo leniwa i zbyt wygodna, by wyręczać jego w byciu ojcem, a jego ex w byciu matką.

                                                A jeśli chodzi o to widmo zdrady, które już nade mną wisi . Macie rację, nie mam gwarancji, że nie zostanę zmieniona na młodszą i mniej wybrakowaną. A skoro M jest recydywistą, to nawet mam większe szanse. Ale to co mam zrobić, już teraz zacząć rwać sobie włosy z głowy? Trzeba się wyluzować i żyć tu i teraz. A moje tu i teraz jest obecnie szalenie ekscytujące. A na razie dzięki ekscesom ex, M nie ma ani czasu, ani głowy do skoków w bok.

                                                A na więcej ubawu możesz spokojnie liczyć, bo oboje lubimy życiowy ekshibicjonizm. Te skrajne emocje, jakie wywołują nasze wpisy, szalenie nas podniecają wink
                                                • tricolour No to ciesze się... 18.10.10, 10:09
                                                  ... Kaśka mnie strofuje żebym nie był zbyt wulgarny, ale dzięki Tobie mam zielone światło.

                                                  Dziękuję za przychylenie się do mojej prośby. Ja też postaram się nie zawieść Waszych oczekiwań.

                                                  smile
                                                  • ania1ooo Re: No to ciesze się... 18.10.10, 11:02
                                                    No proszę Cię, wszyscy tu chyba jesteśmy dorośli. Odrobina chamstwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, więc jeśli bycie wulgarnym w stosunku do mnie sprawi, że poczujesz się lepiej, to proszę używaj do woli wink Dopóki będzie mnie bawić czytanie chamskich tekstów, to będę tu zaglądać, a jak poczuję się urażona, to zawsze mogę to olać i przestać czytać, prawda?
                                                  • pan-kowalski Re: No to ciesze się... 18.10.10, 13:55
                                                    Biorąc pod uwagę w pełni uzasadnioną irytację Twojego partnera i brak możliwości zwolnienia się z pracy - telefon do parafii i odwołanie ceremonii chrztu mnie nie dziwi. Ale , mając tu na względzie hipotetyczną sprawę o ustalenie miejsca pobytu dzieci przy ojcu, czy też ewentualne sprawy inicjowane przez matkę - nie powinien on reagować zbyt gwałtownie. Matka może tu w przyszłości szukać świadków (chociażby w osobie tego księdza, zaproszonych gości), usiłując upradopodabniać że ojciec robi cyrki, a dzieci są przedmiotem manipulacji z jego strony itp. Skoro opadły emocje dobrze byłoby zatem zagaić tego księdza celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji - której ksiądz w końcu nie był winien -, a także celem ustosunkowania się ojca do tematu ewentualnego chrztu dziecka.
                                        • ganesza tu chyba nawet wyraźniej 18.10.10, 15:11
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,117650058,117682072,Re_Mechanizmy_nie_zmieniaja_oceny_rzeczy_.html
                                    • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:15
                                      ania1ooo napisała:

                                      > Rozstanie z michszybem też już kiedyś przerobiłam. Potraktował mnie o
                                      > kropnie, ale nie starałam się dokopać mu na każdym kroku, zaślepiona nienawiści
                                      > ą.

                                      Jesteś jego byłą czy obecną?
                                      Czy to po prostu blef?


                                      • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:22
                                        Jest obecną partnerką.
                                        • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:37
                                          to.ja.kas napisała:

                                          > Jest obecną partnerką.


                                          Dziwne.
                                          Bo napisała tak:
                                          >Rozstanie z michszybem też już kiedyś przerobiłam. Potraktował mnie o
                                          > kropnie, ale nie starałam się dokopać mu na każdym kroku, zaślepiona nienawiści
                                          > ą.

                                          Czyli potraktował ją "odpowiednio", a ona dalej z nim jest.?
                                          Robi się naprawdę niebezpiecznie.
                                          Trzymam kciuki za eks Michszyba i mam nadzieję, że z drugą stroną da sobie radę.
                                          • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:44
                                            Przeciez obserwujesz watki Michszyba, ten watek o nim był niedawno powinien wpasc Ci w oko. A miał chyba z 300 postów z czego czesc trzeba było wyciac wiec trudno było go nie zauwazyc.
                                            Owszem, Mich powodowany wyrzutami sumienia poczatkowo zostawił Anie i wrócił do zony. Tak w skrócie.
                                      • tricolour Masz tutaj... 17.10.10, 22:34
                                        ... forum.gazeta.pl/forum/w,46529,105142248,105142248,Zdradzac_i_byc_zdradzanym.html
                                        • to.ja.kas Re: Masz tutaj... 17.10.10, 22:38
                                          Ale co do tego jaka opinia cieszył sie Mich i jak wygladał poczatek zwiazku Micha i Ani ja sie z Toba zgodziłam bez tego linka wink
                                          • tricolour Do Elki to było... 17.10.10, 22:40
                                            • to.ja.kas ok, ok, nie zauwazyłam, ja wszystko do sie :PPPP 17.10.10, 22:46

                                    • mayenna Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:34
                                      Mnie zastanawia jak ty sobie z tym radzisz?
                                      Chyba trudno żyć z kimś gdy jest jeszcze druga kobieta?
                                      Moim zdaniem oni się tak tamoszą bo uczucia nie wygasły.dziecko dzieckiem ale walka z była żoną chyba jest przejawem uczuć, niekoniecznie do dziecka. Nie jest cię w stanie zranić ktoś kto cię nie obchodzi.
                                      Współczuję.
                          • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:10
                            el.k napisała:

                            > Z mojego punktu widzenia cała ta sytuacja jest co najmniej dziwna i napewno ni
                            > e wynikła z niczego. Widać tylko bezsensowny upór byłych małżonków we wzajemnym
                            > dokopywaniu sobie. Przy czym nikt z nich nie chce i nie stara się być tym leps
                            > zym i mądrzejszym. Nie zdziwię się, jesli za jakiś czas to skończy się rodzinny
                            > m dramatem, dosłownie.
                            To prawda, i też bym się nie dziwiła dramatowi.


                            > Strasznie przykro się robi jak się to czyta, a przeczytałam chyba wszystko co M
                            > ichszyb napisał do tej pory. On przecież nawet nie ukrywa swojej agresji i na m
                            > iejscu jego żony bałabym się tego człowieka.

                            Nie przebiera w środkach wyrazu. I mam wrażenie, że robi to z jakims szczególnym wyrachowaniem. Mozna się bac.

                            > Dlatego mimo wszystko, jestem po stronie matki, choć niekoniecznie w tym konkre
                            > tnym przypadku, jeśli chodzi o chrzest.

                            Ja bym chciała znac historię własnie od jej strony. Choc może też byc tak, że jest to historia zbyt bolesna, by odsłaniac ją na forum.
                            Moja córka jest już dorosła, ale bardzo dobrze pamiętam, jak strasznie potrzebowałam wsparcia, miłości, oddania męża, kiedy byłam w ciązy i kiedy ona była malutka. Gdyby zostawił mnie wtedy dla innej kobiety na pewno przezyłabym to jako zdradę nie tylko mnie, ale i córki. Bardzo mozliwe, że znienawidziłabym go.
                            • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:20
                              Nanga i zgadzam się z Tobą. Eks Micha ma ŚWIETE PRAWO go nienawidzić. Ba, ja pewnie też wieszałabym na nim psy.
                              Ale ja nie wierzę, że posługowałabyś się córką by dokopac eksowi i działał na jej szkodę tylko po to by eksa zabolało.
                              Ja bym nie umiała. Mimo iz gdy odeszłam od mojego eksa nienawidziłam go jak nikogo na świecie.
                              • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:34
                                Ja nie wiem, nie będę się zarzekac, bo nie wiem. Wiem jak się zachowałam jako matka ośmiolatki, ale nie wykluczam, że gdyby to wszystko działo się wczesniej i gdyby odchodził od nas do innej kobiety, robiłabym rzeczy straszne. Po prostu nie wiem.
                                • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:40
                                  Wiedziałam, że tak odpowiesz. Nie dziwne, ja też nie lubie spekulacji "co by było gdyby".
                                  Ale przeszłam piekło nie małżeństwo. Po tym mogę wnioskować jednak COŚ o sobie.
                                  I dlatego uważam iż o ile eksa w tamtym okresie mogłabym z zimną krwią zabić i to w sposób okrutny to nigdy nie umiałabym posłuzyc sie d tego dzieckiem i skrzywdzić Młodą by skrzywdzić jego. Bo moja Młoda miała być CHRONIONA przed złem i rozgrywkami miedzy mną a eksem. I to co bolało mnie najbardziej mnie gdy byłam zona, że nie mogę jej chronić, że ona widzi to co sie dzieje, ze nie jestem w stanie ochronić jej, że eksowi nie zalezy na tym by Młoda nie była świadkiem, nie doświadczała złego.

                                  Mogę się z Tobą nie zgadzac i w każdym wątku brać za kudły, ale jakoś nie wierzę, że krzywdziłabyś własną córkę tylko po to by dokopać męzowi.
                                  • zmeczona100 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:16
                                    o.ja.kas napisała:

                                    >
                                    > I dlatego uważam iż o ile eksa w tamtym okresie mogłabym z zimną krwią zabić i
                                    > to w sposób okrutny

                                    Kas, dzięki Ci za te słowa! Jestem na takim własnie etapie i bałam się takich myśli wyrazić głośno. Kiedy "mój" zaczął znowu kompletnie olewać, ignorować syna szukać pretekstu, aby go obwinić, aby się obrazic na niego, kiedy wreszcie przeczytałam jego odpowiedź na moje pismo procesowe, to przestałam sie dziwić, że dochodzi do zabójstw w afekcie.
                                    Nie czuję tego jako jedyna- jaka ulga.
                                    • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:30
                                      Hahahahahahahaha, Zmęczona.
                                      Kiedy odchodziłam od mego męża i się rozwodziłam nienawidziłam go. OKRUTNIE nienawidziłam.
                                      Po tym co przeszłam mogłabym go zabić w afekcie i pewnie sąd by mnie nie skazał nawet. Ale jakoś mu sie upiekło wink)))
                                      W końcu nie rozwodziłam sie dlatego, że był fajny a ja go kochałam, nie dlatego miał sprawy karne i nie dlatego uciekałam z domu i nie dlatego zostawiłam wszystko byle tylko sie od niego uwolnić.
                                      No cóż moje małżeństwo nie było sielanką.
                                      Moja sis miała lepiej, ona z eks mężem sie rozwiodła bo nie pasowali do siebie, ale zawsze sie lubili, przyjaznia sie do dzis, ba sa najlepszymi przyjaciólmi. Mi niestety dane to ni ebyło i bardzoi żałuje, właśnie ze wzgledu na Młoda. Gdyby moja sis miała dziecko to ona i eks byliby cudownymi rodzicami mimo rozwodu. mój eks uznał, ze dziecko ma w doopie. I to boli do dziś, bo ja bardzi bym chciała by moja córka była kochana i marzyło mi sie, ze moge sukinsyna nienawidzic, ale moze kiedys on sie ocknie i zechce byc jej ojcem i bedzie mogła, bedzie miała szanse poczuc co to znaczy byc "córeczka tatusia"...ja taka byłam i jestem do tej pory i baaardzo to lubie. Niestety mój eks dziecie ma w nosie. A teraz to dziecie ma w nosie eks, mimo iz ciagle wbijam jej do głowy, ze PIELEGNOWANIE nienawisci niszczy.

                                      Ale ja sama przez długi czas nienawidziłam eksa za to co robił, za lęk Młodej, jej strach, jej płacz, za to że nie oszczedził tego mi...ale co tam mi.Zachowujac sie jak sie zachowywał nie oszczedził tego Młodej.
                                      A ze ja leniwa jestem to pielegnowanie nienawisci szło mi kiepsko i mi przeszła. Teraz czuje czasami żal, ale to bardzo czasami, momentami (UWAGA !!!) sentyment (bo w końcu mam Młodą dzieki niemu i to jaka Młoda wink ) a generalnie to mi wisi kalafiorem wink

                                      Ale kiedys? Kiedys mogłabym go z premedytacja i okrucieństwem zabic...tylko do wiezienia nie chciałam iśc. To mija Zmęczona. Mija jak sie tego nie pielegnuje i człowiek uwolni sie z matni. I tego Ci zycze. Szczerze.
                                      • zmeczona100 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:42
                                        No własnie- wizja więzienia skutecznie mnie odstrasza wink no ale w afekcie to chyba nawet i o tym człowiek nie mysli wink

                                        U mnie jest tak, że ja nienawidzę go nie za to, kim sie okazał w stosunku do mnie, tylko własnie- za to, co robi własnemu synowi uncertain Jeszcze ponad rok temu, przed jego powrotem do Polski, dałabym sobie ręke uciąć, że jednak syna nie zostawi, że będzie dla niego ojcem- kiepskim bo kiepskim, ale będzie. jednak pokazał, co potrafi, więc pojawiają się momenty, w których rozumiem tych, którzy z nienawiści kogoś np. poćwiartowali uncertain
                                        Kurdę, chyba psychopatkami nie jesteśmy, co??
                                        • tricolour Jesteście. Obie. 17.10.10, 22:46
                                          tongue_out
                                          • to.ja.kas Re: Jesteście. Obie. 17.10.10, 22:50
                                            tri, mimo wszytsko nie sięgamy Ci do pięt tongue_out My nie biłysmy naszych eksów...nawet czasami leniu tongue_outPP
                                            • zmeczona100 Re: Jesteście. Obie. 17.10.10, 23:05
                                              > My nie biłysmy naszych eksów
                                              I może był to błąd tongue_out
                                              • to.ja.kas Re: Jesteście. Obie. 17.10.10, 23:08
                                                zmeczona100 napisała:

                                                > > My nie biłysmy naszych eksów
                                                > I może był to błąd tongue_out

                                                Eeee, na to nie wpadłam tongue_out
                                  • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:33
                                    Ja też wierzę, że świadomie bym jej nie skrzywdziła. Ale nie wiem, czy nadmiar bólu nie zaburzyłby mojej świadomości. Serio.
                                    • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 22:43
                                      nangaparbat3 napisała:

                                      > Ja też wierzę, że świadomie bym jej nie skrzywdziła. Ale nie wiem, czy nadmiar
                                      > bólu nie zaburzyłby mojej świadomości. Serio.



                                      Ok, przyznam się. Moze kiedys to ktos wykorzysta przeciwko mnie. Ale kiedys w przypływie złosci do eksa zachowałam sie okropnie wobec Młodej. raz i przez chwile. Stracilamgłowe, nerwy mnie poniosły, nie opanowałam sie.A potem spojrzałam w jej zapłakane oczy i poczułam sie tak koszmarnie, ze wspomnienie tego jej wzroku przesladuje mnie do dzis i NIGDY wiecej nie popełniłam tego błedu.
                                      Popełnic bład z bólu i ocknąć sie a działac z premedytacja przez długi czas to jednak jest róznica. I tego bede sie trzymac.
                                      • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 18.10.10, 06:39
                                        Cóż, też mam to i owo na sumeiniu wobec córki - choc nie mogę uzasadnic tego złością na exa. Może kiedyś odważę się napisac o tym, póki co za bardzo boli.
                                        Za to rano, na granicy snu miałam chwilę wglądu: gdyby ex porzucił mnie z niemowlęciem, czułabym że muszę chronic przed nim dziecko. Tak to zobaczyłam - jak tule ją chroniąc przed nim własnym ciałem. Może atawizm, ale wiem, że we mnie tak by to działało - wtedy, póki była malutka.
                                        Ale odszedł jak miała 8 lat - i miałysmy ostatnio taką rozmowę io jej siostrzyczce, która zachorowała:
                                        Ja (prowokacyjnie): A co mi do tego w końcu, to cudze dziecko!
                                        Córka: To moje dziecko!
                                        I bardzo jestem szczęsliwa, że tak powiedziała.
                                        • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 18.10.10, 09:50
                                          Ja czuję radość kiedy patrzę na Młodą i mojego bratanka i widze jak oni się kochają.
                                          I kiedy słyszę jak Młoda mówi "mój braciszku", a on do niej dzwoni bo zdenerwował go tata i musi się wygadać do "najfajniejszej siostry na świecie" to serce mi rośnie. Pokazuje to, że miłość jaką darzymy sie w rodzinie my jako rodzeństwo została darowana tez naszym dzieciom. I jestem pewna, że tak jak ja zawsze mogłam liczyc na sis i brata - w najtrudniejszych momentach przy mnie byli, i chcielismy dzielic tez te najradosniejsze, ze są mi najbliższymi osobami to stanie się też udziałem naszych dzieci. Mimo iz niy są jedynakami nie są sami. I rozumiem Twoje uczucie radości Nanga.
                              • el.k Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:44
                                to.ja.kas napisała:

                                > Ja bym nie umiała. Mimo iz gdy odeszłam od mojego eksa nienawidziłam go jak nik
                                > ogo na świecie.

                                Tak bardzo nienawidziłaś, że po kilku latach postanowiłaś odebrać mu prawa rodzicielskie. Kiedy był już tylko złym wspomnieniem, cieniem, kiedy go nie było w Waszym życiu.
                                Dlaczego więc tak zawzięcie oskarżasz żonę Micha? To niesprawiedliwe.
                                • to.ja.kas Re: Wstyd mi... 17.10.10, 21:54
                                  Nie, wtedy juz był mi obojetny. Nienawidziłam go PO ODEJSCIU od niego.
                                  Prawa zostały mu odebrane gdy juz nic do niego nie czułam. WŁASNIE DLATEGO by nie kierowac sie emocjami a rozumem.
                                  Odebrałam bo mój eks po pierwsze przez 8 lat nie znalazł chwili by córkę odwiedzic, zadzwonic, wysłac kartke , list i nie chciałam utrzymywac FIKCJI. Po drugie dlatego, że poprosiła mnie o to moja prawie dorosła córka (mówi też o zmianie nazwiska na moje panieńskie dlatego, ze z nazwiskiem dziadków i moim panieńskim czuje sie związana z tym które nosi nie. Jako, że ja nie zmieniłam, to ją to powstrzymuje przed takim krokiem, może jej przejdzie, a może nie, jej decyzja jest juz dorosła). Po trzecie mój mąż mimo tego iż na początku go nienawidziłam a duuuuuuużoooo potem nie posiadał praw rodzicielskich posiadał PRAWA do tego by spotykac sie z moją córka gdyby zechciał z tych praw skorzystac. ALE NIESTETY (wg mnie) nie chciał.

                                  I odebrałam mu prawa bo nie był nawet cieniem, go NIE BYŁO w zyciu córki W OGÓLE.

                                  A mich w życiu swoich synów jest a nawet zarzucasz mu, ze chce być za dużo.
                                  czaisz różnice?
                    • rarely ja sie kobiecie nie dziwie że poinformowała Cię 17.10.10, 23:17
                      michszyb napisał:

                      > Wystosowałem dziś oficjalne pismo do księdza który miał chrzcić dziecko. Zawioz
                      > ła je moja mama. Rozmawiałem z nim też telefonicznie. Wyjaśniłem sytuację i pis
                      > emnie nie wyraziłem zgody na chrzest. Ksiądz oczywiście nie był miły informował
                      > mnie o konsekwencjach, typu piekło i wieczne potępienie. Zgodził się jednak od
                      > wołac chrzest i podpisał mi kopię pisma. Jeśli chrzest się odbędzie to nie omie
                      > szkam pozwac parafii.

                      dzień przed, pewnie ze strachu że znowu narozrabiasz pieniaczu

                      tak po mesku powinien ktos spuścic Ci zdrowy wp....ol to bys się uspokoił
                    • beata-12345 Re: Wstyd mi... 18.10.10, 08:29
                      Jak na razie to widzę, że to ty prowadzisz wojnę z własną eks, nie licząc się z dziećmi. I oczywiście wszystko pod sztandarem "dobra dzieci". Twoja żona powinna na kolanach pójść do Częstochowy i dziękować, że już nie jest twoją żoną
                  • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 17.10.10, 19:38
                    yo-anna84 napisała:

                    > Wobec takiego zachowania tzw. matki wstyd mi za kobiety...

                    Za siebie też się powinnaś wstydzic:
                    panie, którym się wy
                    > daje, że wydalenie ze swojego organizmu dziecka, to jedyny powód, aby móc autor
                    > ytarnie decydować o innym człowieku??


                    Chyba że nie rozumiesz znaczenia terminu "wydalanie" - to może mniejszy wstyd, wstydzic się można co najwyżej ignorancji.
                    • yo-anna84 Re: Wstyd mi... 18.10.10, 17:51
                      Z premedytacją i rozmysłem użyłam słów, których użyłam...

                      Argumenty ad personam są co najmniej dziecinne...


                      • nangaparbat3 Re: Wstyd mi... 19.10.10, 01:41
                        Czyżby majac pretensje do osoby mozna było używac innych niż ad personam?
                        Coś ci się myli.
    • altz Re: A imię jej było 666 17.10.10, 12:31
      Matka zrobiła źle i tyle.
      Ja rozumiem, że czasami jeden rodzic może być przeciwny i wtedy druga strona w celu późniejszego zbawienia dziecka wink stara się wykonać obrzędy po kryjomu. Dziwne, że robi to osoba nie praktykująca. Jak dla mnie wiek dziecka 3 lata, nie jest dobrym wiekiem do chrztu, powinny się chrzcić osoby świadome, które już potrafią wybrać, powiedzmy u niektórych to jest 12-16 lat, nie ma się co oburzać, że 3-latek jest jeszcze nieochrzczony.
      Mi by to nie przeszkadzało, bo medycyna nie udowodniła szkodliwości chrztu dla dziecka, a jest to ważne wydarzenie dla dziadków.
      Nasze dzieci nie są ochrzczone, będą chciały, to się poddaną temu sakaramentowi.
    • crazyrabbit Re: A imię jej było 666 17.10.10, 13:20
      Wiesz Michszyb, przegladalam kiedys Twoje watki... i prawde mowiac jestescie siebie warci...
      Co nie zmienia faktu, ze akurat w tym opisanym przypadku, ex niezle przegiela. Nie wyobrazam sobie robienia szopki z chrzcin dziecka tylko po to, zeby zrobic ojcu na zlosc.
      Widac egzorcyzmy niewiele pomogly.
      • tricolour Luzik, Króliku... 17.10.10, 14:13
        ... na drugi raz żona Micha w kompletnej tajemnicy ochrzci dziecko, jak za komuny. Ja bym tak zrobił.

        smile
      • zmeczona100 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 14:47
        crazyrabbit napisała:


        > Nie wyobrazam sobie robienia szopki z chrzcin dziecka tylko po to, zeby zrobic
        > ojcu na zlosc.

        A mich, pisząc jakieś pismo do księdza, nie zrobił byłej na złość?
        • tricolour Ależ oczywiście, że na złośc żonie... 17.10.10, 15:01
          Mich matrwi się, że się rodzina i dzieciak dowiedzą, że go nie ma na chrzcie, ale gdy go nie ma na odwołanym chrzcie - to już dobrze?

          Chuj z dziećmi, ważne by moje było na wierzchu - to jego dewiza. Na drugi raz żona wogóle nie powie, że będzie chrzest i zorganizuje imprezę bez niczyjej obecności. No chyba, że wcześniej Mich obrzeza gówniarza albo co innego...
        • crazyrabbit Re: A imię jej było 666 17.10.10, 17:02
          zmeczona100 napisała:

          > crazyrabbit napisała:
          >
          >
          > > Nie wyobrazam sobie robienia szopki z chrzcin dziecka tylko po to, zeby z
          > robic
          > > ojcu na zlosc.
          >
          > A mich, pisząc jakieś pismo do księdza, nie zrobił byłej na złość?
          >
          Napisalam, ze dla mnie oboje sa siebie warci. Wet za wet.
          Pomimo, iz jestem osoba niewierzaca i niepraktykujaca, uwazam ze chrzest jest rzecza na tyle wazna w zyciu dziecka i rodzicow, ze w tej kwestii ex mogla okazac troche "chrzescijanskiego milosierdzia" dla Micha.
          Ale jak widac "modli sie pod figura, diabla ma za skora". Wszystko na pokaz.
          • zmeczona100 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 17:28
            crazyrabbit napisała:

            uwazam ze chrzest jest r
            > zecza na tyle wazna w zyciu dziecka i rodzicow, ze w tej kwestii ex mogla okaza
            > c troche "chrzescijanskiego milosierdzia" dla Micha.
            > Ale jak widac "modli sie pod figura, diabla ma za skora". Wszystko na pokaz.

            Nie zgodzę się z tym, że chrzest jest ważny w życiu rodzica- ateisty... Michowi przecież chodziło o to, co ludzie powiedzą, co pomyśli dziecko, oglądając za kilka lat zdjęcia z uroczystości...

            Nie zdziwiłabym się ani trochę, gdyby się okazało, że syn został jednak dzisiaj ochrzczony- np. w innej parafii.

            Matka ma takie same prawa, jak ojciec (nie pamiętam, czy Michowi prawa ograniczono?), więc mogła sama zadecydować o tym, co w życiu ojca dzieci akurat nie ma żadnego znaczenia, w żaden sposób nie jest przeciwko niemu czy dzieciom.

            Aż na usta ciśnie się pytanie- dlaczego ex nie poinformowała go wcześniej o chrzcie. Czyżby dlatego, że znając jego "zdolności" mogła przewidzieć jego zachowanie? Bo jakoś tak na złość, to mi do końca nie pasuje. Chociaż dziwne to, że zadzwoniła jednak do babki dzieci.
            Swoją drogą- co to za babcia, skoro za posługaczkę robiła w takiej sprawie...
    • zmeczona100 Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 14:43
      czyli tak- najpierw doczytałam, że chodziło o to, iż nie byłeś poinformowany o chrzcie, w związku z czym siedzisz na dyżurze, bo tego nie da się zmienić. Czyli gdybyś na dyżurze nie był, to byłbyś na tym chrzcie, tak?

      Re: A imię jej było 666
      michszyb 17.10.10, 10:35 Odpowiedz
      Ja nie jestem na chrzcie z powodu dyżuru tylko z powodu złośliwej matki. To co mam dziecku powiedzieć?


      Re: A imię jej było 666
      michszyb 17.10.10, 09:34 Odpowiedz

      Nie uważam że to tylko złośliwość. To zbrodnia jaką czyni mojemu synkowi. Bo mogę się założyć, że chłopczyk usłyszy dziś nie raz od rodziny byłej komentarze jaką świnią jest ojciec że nie przyszedł. I on to będzie przeżywał. A jak będzie dorosły i zobaczy zdjęcia ze swojego chrztu to co sobie pomyśli jak nie zobaczy tam ojca?



      Re: Trzymam za nią kciuki
      michszyb 17.10.10, 10:44 Odpowiedz
      Pomyśl jak się poczuje mój syn który bardzo mnie kocha gdy mnie tam nie będzie.


      A dalej piszesz:

      Re: Wstyd mi...
      michszyb 17.10.10, 12:47 Odpowiedz
      Wystosowałem dziś oficjalne pismo do księdza który miał chrzcić dziecko. Zawiozła je moja mama. Rozmawiałem z nim też telefonicznie. Wyjaśniłem sytuację i pisemnie nie wyraziłem zgody na chrzest. Ksiądz oczywiście nie był miły informował mnie o konsekwencjach, typu piekło i wieczne potępienie. Zgodził się jednak odwołac chrzest i podpisał mi kopię pisma. Jeśli chrzest się odbędzie to nie omieszkam pozwac parafii.


      A więc o co w końcu Ci chodzi? O to, że matka nie poinformowała Ciebie, jako ateisty (tak, tak, nie ma takiego tworu jak niepraktykujący katolik)? A więc jakie znaczenie ma dla Ciebie to, czy będzie ochrzczone czy nie? Chciałeś je wychować jak ateistę? Nic straconego- chrzest nie czyni z nikogo katolika, tylko daje taką możliwość, a reszta zależy od rodziców.

      Skoro ksiądz groził Ci wiecznym potępieniem itp, to nie z powodu braku zgody na DZISIAJ, tylko w ogóle (niech, kurwa, ma problem) .

      Lekko piszesz o tym, że impreza ma się odbyć po, więc jej dziecku nie zepsujesz. Dlaczego zakładasz, że dziecko było przygotowane na prezenty, a nie na to, że otrzyma pierwszy w życiu sakrament? A może było przygotowane, że od tego dnia będzie czuwał nad nim Bóg? I że to własnie dzisiaj miało być dla niego najważniejsze? Jesteś pewien, że tego mu nie zepsułeś?

      Piszesz, że nie braliście ślubu kościelnego, a żona tylko chodziła ze święconką i że w związku z tym skąd u niej pomysł na chrzest. Nie przyszło Ci do głowy, że w związku z przeżyciami, których byłeś sprawcą, mogła jednak się nawrócić? O czym świadczy to, że jednak była ostatnio w kościele (czy jesteś pewien, że nie bywa tam regularnie?)

      > Tak na marginesie moja była ostatnio była w kościele na własnych nieudanych zresztą
      > egzorcyzmach.


      Moje "tak na marginesie":

      Re: A imię jej było 666
      michszyb 17.10.10, 09:34 Odpowiedz
      Oczywiście że wiedziała. Moja była śledzi moje życie na bieżąco i jak idę np na zwolnienie lekarskie to ona o tym wie dosłownie tego samego dnia.


      Jak więc widać- Ty ją też śledzisz. Tylko rozumiem- Ty możesz, a ona nie...

      Mich, ja jestem katoliczką ("praktykującą"), mój "mąż"- nie. Gdybym była w sytuacji Twojej żony, to poinformowałabym też o tym "męża", chociaż dla niego "te całe" uroczystości kościelne nic nie znaczą, ale niechby się na syna nie obrażał. To jest przede wszystkim przeżycie duchowe dla katolików; inni widzą w nich tylko przyjęcia, prezenty i nudną godzinę w kościele. Za rok syn przystąpi do bierzmowania- na pewno go o tym poinformuję, ale zdziwiłabym się baaardzo, gdyby się zjawił w kościele. On ma to w dupie.

      Udaj się do sądu i powołując się na KRiO wnoś o zabranie byłej praw rodzicielskich- powodzenia życzę big_grin Sprawy ważne dla dziecka to takie, które mają wpływ na jego życie- teraz i w przyszłości; chrzest ani żaden inny sakrament nie ma żadnego wpływu na to, chociaż może mieć wpływ duchowy- ale do tego potrzebni są na początku rodzice. Jeśli Twoja żona "zmieniła" religię, to ma prawo wychowywać dzieci "po swojemu"- o ile to wychowywanie nie przyniesie im krzywdy (katolicyzm nie jest w Polsce karalny wink ). Gdybyście byli małżeństwem, to zmiana religii mogłaby być powodem do rozpadu małżeństwa z jej winy.


      Mich, wg mnie Tobie wcale nie zależy na tym, czy dziecko będzie ochrzczone, czy nie- zależy Ci tylko na dokopaniu byłej. Na jej miejscu teraz zrobiłabym chrzest kameralny, w innej parafii, bez powiadamiania Cię o tym.

      A jak starsze dziecko- kiedy było ochrzczone? Bo rozumiem, że było, skoro teraz nie chrzci obojga.

      PS Pozwanie parafii za chrzest? Hhe,a więc jednak chodzi Ci o robienie szumu big_grin
      • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 17:21
        A mi się wydaje, że Michowi chodzi tylko i wyłacznie o to, że jest rugowany z życia swoich synów, z ważnych dla nich wydarzeń nawet jeśli ich nie popiera, że wykorzystuje sie nawet kościól do tego by pokazac, że ojciec dziecka to sukinsyn.
        Mich, idz do sądu i przejmij opieke. Nie ma sensu tu się z tego zwiarzać. Zamiast pisać, po prostu to zrób...i tyle. Ja na twoim miejscu zrobiłabym to dawno.
        • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 17:37
          Kas, z jego postów akurat zupełnie nie przebija to, że chciałby z dzieckiem przeżywać tak ważny dla niego dzień... Chodzi mu tylko o to, aby było na jego, aby przy okazji dokopać byłej. W innej sytuacji poprosiłby księdza o przełożenie terminu i uzgodnił go z ex- np. mailowo, aby mieć dowód, że zależy mu na tym, aby był przy dziecku w takiej chwili, a nie wysyłałby pismo i nie dzwonił do księdza z pogróżkami.
          Mich może i pójdzie do sądu, tylko niech się nie zdziwi, że i tak sprawę przegra, a nawet, gdyby jakimś cudem nie, to jego nowy, młody nabytek się zbuntuje i nie zechce macochować dwójce obcych sobie dzieci podczas kilkudziesięciu godzin jego dyżurów. Panna zapewne będzie skakać pod niebiosa wink
          • crazyrabbit Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 17:55
            Z tego, co pisal Mich, jego ex jest tak samo "praktykujaca" jak on, wiec ten caly chrzest to pic na wode fotomontaz, po to zeby pokazac, ze mamusia "rzadzi".

            Poza tym, moze akurat "nowy nabytek" Micha wcale nie bedzie unieszczesliwiony opiekujac sie jego synami? Nie wszystkie next to krwiozercze harpie smile
            • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 18:14
              Oczywiście, ze ten chrzest to szopka by kopnąć Micha. I to juz szczyt wszytskiego. Co do spekulacji na temat next napisałam to samo.
          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 18:12
            Skąd wiesz co będzie panna robić i czy będzie zachwycona czy nie? Ja tego nie wiem, nie spekuluję.
            Owszem, wg mnie przebija, czy sąd przyzna mu prawa do opieki tez nie wiem, też nie spekuluje. Uwazam, że powinien spróbować bo wg mnie jego żona tpo wariatka której się pogarsza niestety i niedługo by zrobic mu na złość egzorcyzmy zacznie odprawiać nad dziećmi.
            Moje dziecie jest nieochrzczone i jakby mi ojciec Młodej bez porozmawiania ze mną poddał ją jakiemuś obrzadkowi to też bym przeciw temu wystąpiła. Bo to zbyt powazna decyzja by tak ja sobie podjąć i dzień wczesniej poinformowac drugiego rodzica. Dla mnie to sukińsyństwo. Taki pomysł miała teściowa, zaproponowała mi, ze ochrzcimy Młoda a nie powiemy jej ojcu (tez sobie chrztu nie zyczył) i powiedziałam "absolutnie nie"...mimo iż mój eks to kawał palanta był. I co z tego?
            • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 18:33
              Dlaczego, po latach, pozbawiłaś swojego eksa praw rodzicielskich?
              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 18:39
                Dlatego, że nie pojawiał sie przez 8 lat, przez 8 lat ani razu nie zadzwonił, ani razu nie napisał, ani razu nie skontaktował sie z Młoda mimo iz miał telefon, jej komórkę, adresy i moja wole wyrażoną wielokrotnie.
                Ot, zniknął i gdy Młoda miała lat 16 po rozmowie z nia i po wyrażeniu przez nia takiej woli przestałam utrzymywać fikcję. Wcześniej nie chciałam, uważałam, że najlepiej będzie gdy Młoda będzie mogła podjąć decyzję sama i będzie rozumiała jej powody. To iż eks miał prawa przez tyle lat w niczym mi nie przeszkadzało. Gdyby chciał być ojcem, byłoby dla mnie powodem do radości. W końcu im wiecej osób kocha moje dziecko, im wiecej ludzi którzy mają do niej ciepłe uczucia wokół niej tym lepiej.
                • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:12
                  Rozumiem, że jak tylko córka skończyła 16 lat, przyszła do Ciebie i powiedziała: mamo, pozbawmy tego palanta praw rodzicielskich?
                  Niezależnie od tego, w jakim wieku jest dziecko, zasięganie przez jednego z rodziców opinii dziecka w sprawie pozbawienia drugiego rodzica praw rodzicielskich jest manipulacją. Odgrywaniem się na eksie i wciąganiem do tych rozgrywek dziecka.


                  • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:20
                    Nie, moje dziecko gdy skończyło 10 lat zaczeło mówić, że nie ma ojca i że jesli pojawi się w jej zyciu to ona go nie chce znać. Przez kilka lat mówiłam jej, że złe uczucia nie budują i niech poczeka i da szansę.
                    Gdy miała lat 15 zmarła mama jej przyjaciólki i dziecie przechodziło cyrk pt. kto się nią zajmie - tata którego nie znała bo zniknął i pojawiał się od święta czy kochający dziadkowie. Młoda zapytała jak wygląda jej sytuacja prawna, wyjaśniłam jej i poprosiła by uregulować tą kwestię (jak to powiedziała, zostawię dla siebie). Mało tego, poszła do sądu ze mną i wyraziła zgodę na zeznania w sądzie.
                    Mój mąż PO sprawie został przeze mnie zaproszony do domu - nie skorzystał, tak jaknie korzystał z zaproszeń jakie wysyłałam przez lata wcześniejsze. Gdy Młoda yła u jego mamy on wychodził z domu by sie z nią nie spotkac. Więc wybacz ale nie nakładaj na mnie własnych projekcji.
                    Zdecydowanie wolałabym by moje dziecko miało ojca. Może nie doskonałego i idealnego, moze popełniającego błedy, moze takiego który ze mną zyc nie może ale takiego któremu ZALEŻY na dziecku. I wiele gotowa byłabym oddać by moje dziecko znało smak miłości ojcowskiej. Więc zejdz ze mnie i nie pisz pierdół o rzeczach o których pojęcia nie masz.
                    • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:40
                      Dziecko samo to wymyśliło, że ojciec jest palantem i "że nie ma ojca i że jesli pojawi się w jej zyciu to ona go nie chce znać" , czy mamusia sugerowała przez lata?
                      Skoro wiedział, że w oczach własnego dziecka jest palantem, to nie dziw się, że uciekał.
                      • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:43
                        Nic nie wiesz o moim małżeństwie, prawda?
                        No wiec poczytaj sobie łaskawie w wolnej chwili DLACZEGO się rozwiodłam.
                        A teraz zaytam jeszcze...sama wymyśliłaś tą historię o moim zyciu czy masz jakies dowody na to co piszesz. Jak masz to dawaj, jak nie, to może zaczniemy spekulowac dlaczego ty tu jestes?
                        • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:55
                          Uciekasz od odpowiedzi.
                          Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, jak szybko potrafiłaś ocenić eks Micha sama nie będąc świętą.
                          Na marginesie, uważam, że eks Micha powinna pozbawić go praw rodzicielskich. I ma ku temu o wiele bardziej ważkie powody, niż te, którymi Ty się kierowałaś pozbawiając praw rodzicielskich swojego eksa.
                          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 19:59
                            Nie uciekam, bo pisze na tym forum juz wiele lat, wiele osób zna mnie osobiście, wiele pisałam na ten temat a i Tobie odpisałam tak iz gdbys chciała przeczytac wprost a nie szukac drugiego dna to powinnas zrozumiec. Micha i jego eks nie oceniłam po tym watku a po watkach wczesniejszych których było na przestrzeni lat dwóch chyba z kilkadziesiat.
                            Od kiedy tu piszesz? Sprawdziłam. Od wczoraj. A juz wiesz widze wszystko.
                            Chyba, że jestes starym bywalcem, tylko zmieniłas nick bo pod starym nie możesz pisac. Twoja sympatia do mnie wskazuje iż tak jest. Na kilka postów od wczoraj połowa to polemika ze mną. Prawda? tongue_out
                            • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:07
                              Zwróciłam uwagę na ilość Twoich postów, rzucają się w oczy. Niekoniecznie słuszne, ale zawsze wypowiadane z olbrzymią dozą pewności. To zwraca uwagę.
                              Na to forum zaglądam już od kilku miesięcy. Zauważyłam, że jesteś bardzo wyrazistą postacią, choć bardzo kontrowersyjną. Niekoniecznie w sensie pozytywnym.
                              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:11
                                No patrz...ale na pytania tak długo zaglądasz nie odpowiedziałaś.
                                • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:20
                                  Na jakie pytanie?
                                  • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:22
                                    A czytaj ze zrozumieniem, co?
                                    • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:44
                                      to.ja.kas napisała:

                                      > A czytaj ze zrozumieniem, co?

                                      Masz z Michem wiele wspólnego.
                                      Jest to arogancja, tupet i chamstwo.
                                      • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:46
                                        Ja sie nie wie co odpowiedziec to na wszelki wypadek użyje sie epitetów...tak robią ci co nie zachowują się po chamsku smile
                          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:02
                            i jeszcze coś "nowa" osobo. Skąd wiesz, że nie byłam świętą w moim małzeństwie? Wiesz jak przebiegał mój rozwód, jaki zapadł wyrok, jakie były powody i okoliczności? No słucham. A może posuwasz sie do manipulacji by uprawdopodobnić swoje racje?

                            A ja uważam, że to Mich powinien pozbawić praw rodzicielskich swoją eks żonę. I uważam iż ma ku temu ważniejsze powody niż ja miałam.

                            tongue_out
                            • nangaparbat3 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:09
                              to.ja.kas napisała:


                              > A ja uważam, że to Mich powinien pozbawić praw rodzicielskich swoją eks żonę.

                              To nic nie zmieni. Mich i jego żona będą się zachowywac tak samo jak dotąd, dzieci będą tak samo obrywac, tyle tylko że dojdzie trauma wywrócenia życia na nice - ale życie to samo, korzyści żadnej.
                              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:12
                                Może tak być Nanga. Możesz miec niestety rację. Mam nadzieję jednak i jakoś podskórnie czuję, że byłoby inaczej, że Mich nie chrzciłby dzieci za plecami eks żony.
                                Ale i moje i Twoje przeczucia to niestety spekulacje, pewności żadnej.
                                • tricolour Mich nie dostanie sądownie dzieci... 17.10.10, 20:20
                                  ... bo on tych dzieci wcale nie chce. Pisał o tym.

                                  Poza tym jego nowa żona ma właśnie malutkie dziecko więc na dodatkowe dwie sztuki może nie mieć siły. A Micha nie ma, bo Mich zaiwania na alimenty i kredyty.

                                  Ale pogadać można...
                                  • to.ja.kas Re: Mich nie dostanie sądownie dzieci... 17.10.10, 20:23
                                    Gdzie napisał, że NIE CHCE synów. I skąd wiesz, że partnerka Micha nie ma siły na dwójkę synów z pierwszego małżeństwa Micha?
                                    • tricolour Pisałe wyraźnie, że nie chce... 17.10.10, 20:29
                                      ... a GDZIE? Tutaj, na forum, jest gdzieś w archiwum.

                                      Nie jestem Indiana, by latać i szukać.
                                      • to.ja.kas Re: Pisałe wyraźnie, że nie chce... 17.10.10, 20:32
                                        A ja czytałam wątki Micha i nie przeczytałam nigdzie ze nie chce opiekowac sie synami.Moim zdaniem kłamiesz Tri, albo coś zle zrozumiałes. Mało tego podajesz jako fakt na który nie masz lub nie chcesz podać dowodów.
                                        • el.k Re: Pisałe wyraźnie, że nie chce... 17.10.10, 21:32
                                          to.ja.kas napisała:

                                          > A ja czytałam wątki Micha i nie przeczytałam nigdzie ze nie chce opiekowac sie
                                          > synami.

                                          Nie. On tylko żąda absurdalnie wysokiej liczby godzin na kontakty z dziećmi, kiedy wie, że doba ma tylko 24 godziny. Samo to żądanie pokazuje, że nie chodzi mu o dzieci lecz tylko i wyłącznie by mieć na sądowym papierze wypisaną ilość godzin, by mieć czym machać przed nosem swojej eks. Jego sytuację pogarsza fakt, że on stawia żądania, których sam nie jest w stanie w żaden sposób spełnić, chyba że się zwolni z pracy. Ale wtedy z kolei nie utrzyma trójki dzieci. I co tylko udowadnia, że , mimo że odszedł, to nadal chce ustawiać życie swojej byłej żonie według grafika, który jemu pasuje. Bo zakłada, że jak ma dyżur przez dwie doby,a wtedy mu przysługiwały kontakty z dziećmi, to w związku z tym on przyjedzie po dzieci po dużurze i zabierze dzieci na dwie kolejne doby do siebie. A to że może to kolidować z rytmem życia dzieci i matki - jego to nie obchodzi. Bo przecież on ma na papierze konkretną ilość godzin opieki nad dziećmi. Zapomina tylko, żę w ten sposób mógł się zachowywać, kiedy był mężem i był w rodzinie, kiedy rozkład dnia rodziny był mu znany i kiedy uczestniczył w życiu rodziny i współtworzył rytm życia rodziny. Ale teraz jego żona jest obcą kobietą, on tak zdecydował, która ma prawo na swoje plany i na swój rozkład dnia, tym bardziej, że nikt jej praw do dzieci nie odebrał. A więc to nie ona ma się do niego dostosowywać, tylko on. Jakkolwiek ciężko mu przychodzi to przyjąć do wiadomości.
                                          Jego chęci pozostają wyłącznie w sferze marzeń, to nie są chęci realne, rzeczywiste. I cała jego energia jest skierowana na walkę z żoną, a nie na kontakty z dziećmi.
                                          Tak wnioskuję z jego wypowiedzi i treści, które tu od dłuższego czasu prezentuje.
                                          • to.ja.kas Re: Pisałe wyraźnie, że nie chce... 17.10.10, 21:36
                                            Ale póki co to eks Micha zerwała mediacje i nie respektuje ustaleń sądu. I tylko tyle w tym zakresie.
                                        • tricolour Nie będę się kłócił. 17.10.10, 21:41
                                          • to.ja.kas ok Tri :) 17.10.10, 21:54

                                            • tricolour Dodam tylko... 17.10.10, 22:00
                                              ... że dowodów w postaci linku nie podaję, bo nie chce mi się szukać. To jedyny powód.

                                              Ale, ale. Mamy tutaj nowy nabytek Micha. Może ona powie czy chce opiekowac sie całą trójką - jeśli chce zmieniam zdanie adekwatnie do nowego twierdzenia.
                                              • to.ja.kas Re: Dodam tylko... 17.10.10, 22:04
                                                Tri a Ty ciągle bijesz swoją żonę? Bo pisałeś, że bijesz. Nie podaję linku tylko dlatego, że nie chce mi się szukac (rozumiesz o czym pisze?) tongue_out
                                                • to.ja.kas Dodam tylko jeszcze... 17.10.10, 22:05
                                                  że tu pisze PARTNERKA Micha a nie NABYTEK bo człowieka sie nie nabywa.
                                                  tak jat Twoja żona nie jest Twoim nabytkiem a zona a Ty nie jestes jej nabytkiem a męzem, a kiedys byliscie narzeczonymi a wczesniej jakimiś tam znajomymi czy przyjaciólmi.
                                                  To tak gwoli nazewnictwa.
                                                  • tricolour Moment, moment... 17.10.10, 22:15
                                                    ... ta PARTNERKA pisała o swoim Michu, że chodził w glorii tego, co lubi dymać podwładne (to już cytat) i to ją skierowało ku niemu: żeby dmuchnął ją jako podwładną.

                                                    Więc ja ją traktuję tak, jak ona siebie.
                                                  • to.ja.kas Re: Moment, moment... 17.10.10, 22:31
                                                    Zgadzam sie, ze to pisała, to pamietam !
                                                    Z wnioskiem Twoim ofcorse sie nie zgadzam smile
                                                • tricolour Tylko czasami... 17.10.10, 22:07
                                                  ... nie jest prawdą, że biję ją ciągle. Spociłbym się czego nie lubię.

                                                  tongue_out
                                                  • to.ja.kas Re: Tylko czasami... 17.10.10, 22:10
                                                    Niezłe smile)))

                                                    Ubawiłeś mnie leniu jeden smile
                            • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:14
                              Nie interesuje mnie, dlaczego rozwiodłaś się. Zainteresował mnie fakt pozbawienia ojca , którego i tak już nie było w życiu dziecka, praw rodzicielskich.
                              Jeśli chodzi o Micha, to jego zachowanie nie świadczy najlepiej o jego intencjach. Człowiek ewidentnie stracił poczucie równowagi, stracił poczucie priorytetów. Swoją energię kieruje nie tam, gdzie trzeba.
                              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:17
                                Skoro Cię nie interesuje i nie masz wiedzy to nie pisz o rzeczach jakie miały miejsce podobno w moim zyciu, bo nie wiesz o to tym nic.

                                Moim zdaniem Mich ma anielską cierpliwosc do swojej eks i uwazam iz cokolwiek by zrobił i jakkolwiek by sie nie zachował jego eks zrobiłaby tak by mu dokopac, nie patrzac na dobro synów.
                      • crazyrabbit Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:09
                        Wiesz co, Elk? Chyba malo siedzisz "w temacie".
                        Moje dziecko ma nieograniczony kontakt z ojcem, ja gryzlam sie w jezyk za kazdym razem kiedy mialam sie o nim zle przy niej wyrazic, wiec zlego slowa na niego ode mnie nie uslyszala. Ale dzieci, szczegolnie te starsze duzo widza i rozumieja...
                        I teraz jakos mlodej nie chce sie chodzic do taty, juz tatus spadl z piedestalu, ba! zaczela go olewac tak, jak on olewa ja. I zaczela sie mocno krytycznie o nim wyrazac... zauwaza juz bardzo, bardzo wiele... Ma 16 lat.
                        Tyle w temacie. Nie trzeba wcale dzieci "szczuc", one same wiele rzeczy zauwaza, bo to rozumne istoty.
                        • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:14
                          Zwłaszcza jesli rodzice rozwodza sie gdy dzieci pamietaja zycie rodzinne. A dzieci czasami mają pamięć jak słonie.
                          Poza tym 16 letnie dziecko, ba 14 letnie to juz dziecie które samodzielnie potrafi wyciagac wnioski i czesto same bez manipulacji potrafi niepochlebnie ocenić inne osoby. Zwłaszcza takie które wyrzadzaja im krzywde lub totalnie olewają...jak mój eks moją Młodą. Nie trzeba byc geniuszem by wiedziec, ze jesli tata nie daje znaku zycia lat 8 to znaczy, ze ma mnie w doopie.
                        • el.k Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:17
                          Oczywiście, że są to rozumne istoty. Tym bardziej, nie rozumiem powodów to.ja..kas do pozbawienia ojca praw rodzicielskich i tym bardziej nie rozumiem zachowania Micha.
                          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:21
                            A ja nie rozumiem, dlaczego utrzymywać FIKCJĘ czyli uważać iz prawa ojcowskie należą sie komuś kto nie poznałby swojego dziecka na ulicy bo nie ma ochoty na kontakty z dzieckiem i dlaczego nie wysłuchac prosby SAMEGO ZAINTERESOWANEGO w tej kwestii czyli juz prawie dorosłego dziecka które czuje sie OLEWANE (bo i faktycznie tak jest).
            • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:26
              to.ja.kas napisała:

              > Skąd wiesz co będzie panna robić i czy będzie zachwycona czy nie? Ja tego nie w
              > iem, nie spekuluję

              Tak jakoś ostatnio zajrzałam na polecone tu przy podobnej sytuacji forum MACOCHY
              wink

              Co do chrztu- gdyby ojciec Twojej córki miał do niej takie same prawa jak Ty, to mógłby ją ochrzcić. Chrzest o niczym nie przesądza, niczemu nie szkodzi i negatywnie na pewno nie wpływa na dziecko czy jego przyszłość wink


              Kas, wyluzuj- chrzest nie jest przestępstwem. U nas w parafii ksiądz takim niewierzącym rodzicom od razu zadaje pytanie, dlaczego chcą ochrzcić i czy są tego pewni. O ile wiem, to na pewno odmówił przynajmniej jednej parze, bo motywem było to, że rodzina się czepia, no i wszystkie dzieci z klasy szły do Komunii, więc nie chcieli, aby ich czuło się nieswojo. Niestety, rodzice ateiści tak postepujący są po prostu tchórzami, którzy nie potrafią obronić swojego stanowiska, nie chcą znaleźc się w trudnej dla nich sytuacji, więc są konformistami.
              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:30
                Ale na forum "macochy" pisała [artnerka michszyba i pisała, że nie chce jego synów?
                Bo nie rozumiem.

                Zmęczona, rodzice ateiści mają takie samo prawo do tego by szanować ich swiatopogląd jak rodzice wierzacy. Owszem, jesli rodzice są ateistami to uwazaja ze chrzest SZKODZI, a choćby dlatego, że dziecie figuruje w jakiś tam statystykach w jakich oni nie chca by figurowało.

                Nie jestem konformistka. Mimo iż szanuje KK nie ochrzciłam dziecka bo uwazam iz byłoby to NIEUCZCIWE gdyz ani ja ani mój eks NIE JESTESMY katolikami.
                Skoro chrzest nie ma znaczenia i nie ma co sie o niego czepiac, to po co chrzcic? Tak na wszelki wypadek?
                • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:55
                  to.ja.kas napisała:

                  > Ale na forum "macochy" pisała [artnerka michszyba i pisała, że nie chce jego sy
                  > nów?
                  > Bo nie rozumiem.

                  Nom wink tam chyba wszystkie są przeszczęsliwe na początku; dopiero potem kończy się sielanka wink

                  >
                  > Zmęczona, rodzice ateiści mają takie samo prawo do tego by szanować ich swiatop
                  > ogląd jak rodzice wierzacy.

                  Wiem. Tyle, że w tym wypadku ex Micha tez ma prawo do własnych poglądów...


                  Owszem, jesli rodzice są ateistami to uwazaja ze ch
                  > rzest SZKODZI, a choćby dlatego, że dziecie figuruje w jakiś tam statystykach w
                  > jakich oni nie chca by figurowało.

                  Figurują tylko i wyłącznie jako ochrzczeni. Nawet sam KK mówi wprost, że nie jest to tożsame z tym, ilu jest katolików.

                  >
                  > Nie jestem konformistka. Mimo iż szanuje KK nie ochrzciłam dziecka bo uwazam iz
                  > byłoby to NIEUCZCIWE gdyz ani ja ani mój eks NIE JESTESMY katolikami.

                  No i to jest uczciwe podejście.


                  > Skoro chrzest nie ma znaczenia i nie ma co sie o niego czepiac, to po co chrzci
                  > c? Tak na wszelki wypadek?

                  To już wypadałoby zapytać o to ex Micha. Może jej się jednak odwróciło? No i szkoda, że Mich nie odpisuje- może wyjasniłoby sie, kiedy starsze było ochrzczone i czym się wtedy kierowali...

                  Kas, mnie razi to, iż najpierw Mich przekonywał, że ex zrobiła mu na złość, bo on nie mógł być na chrzcinach dziecka w związku z czym nie będzie go na zdjęciach rodzina będzie plotkowac etc., a okazało się ostatecznie, że nie chodziło mu o zmianę terminu, tylko o to, aby- na złość ex- w ogóle w tej parafii nie mogło ono byc ochrzczone...

                  Nie mamy opinii exi, więc nie wiadomo, jakie były rzeczywiste przesłanki takiego jej postępowania. Złosliwości nie wykluczam.

                  Jak to jedna decyzja w życiu (o małżeństwie) poprzedzona spotkaniem (poznanie się) przesądza o kolejnych latach- póki dzieci nie będą samodzielne...
                  • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 21:02
                    Ale nie przekładajmy i nie generalizujmy, to ze jakis oszołom uważa iz rozwódkom zalezy tylko na kasie, nie oznacza przecież ze tak jest, prawda? Wiec partnerka Micha wcale nie musi byc zła macochą. Może być tak dobrą jak te które sa tam wyjątkami...ale jednak są.

                    Zmęczona wydaje mi się, że Michszyb machnąłby ręką na fakt chrztu gdyby:
                    1. matka uzgodniła z nim to
                    2. jesli juz podjęła decyzje umożliwiła mu na tej uroczystości być.

                    Chrzest jest PRZYJĘCIEM sakramentu i figurujesz w statystykach jako ten który jest katolikiem. Wiem, bo zastanawiałam sie czy sama nie dokonać aktu apostazji, ale za leniwa jestem i ja jako katoliczka w aktach koscielnych figuruje i podbijam statystyki. Mi osobiscie to az tak nie przeszkadza, ale z eksem ustalilismy RAZEM, ze nasza córka ochrzczona nie bedzie i wszelkie zmiany w tej kwestii póki miał prawa rodzicielskie i póki Młoda była nieświadoma podejmowalibyśmy RAZEM, albo Młoda musiałaby zaczekac aż sama bedzie mogła podjąć świadomą decyzje o swoim wyznaniu.
                    Ale o moim swiatopoglądzie i stosunku do KK było sporo i tu i na PP i na PBK. Ani ten watek ani to forum to nie jest najlepsze miejsce do dyskusji na ten tema. Nie chce zdominowaćwatku Micha smile

                    Ja ciesze sie, że umiemy ze sobą Zmęczona rozmawiac mimo totalnie róznego zdania. Naprawde.
                  • glasscraft Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 21:17
                    zmeczona100 napisała:

                    > Nom wink tam chyba wszystkie są przeszczęsliwe na początku; dopiero potem kończy się sielanka wink

                    Wyglada mi na to, ze zakladasz, ze wszystkie machochy sa te trzecie, przez ktore malzenstwo sie rozwala... zapewniam Cie, ze nie sa...

                    Sielanka zawsze sie konczy w momencie, gdy pojawiaja sie dzieci - czy to w ukladzie macochowym czy pomiedzy rodzicami - moze z tego powodu, ze bez wzgledu na to jak bardzo dzieci sa chciane i kochane, nigdy sie nie da przewidziec jakie nam szykuja niespodzianki? smile
                    • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 21:21
                      W badaniach wychodzi iż najmniej satysfakcjonujący okres pomiedzy partnerami to okres gdy pojawia się dziecko i jest ono małe. Lepiej zaczyna byc jak juz dziecie jest duzo starsze.
                      I nie ma to nic wspolnego z miłoscia do dziecka. Ale tak deklarują właśnie rodzice w ankietach.
                    • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 22:34
                      glasscraft napisała:


                      > Wyglada mi na to, ze zakladasz, ze wszystkie machochy sa te trzecie, przez ktor
                      > e malzenstwo sie rozwala... zapewniam Cie, ze nie sa...

                      Nie. Jeśli piszę o macochach, to mam na mysli kobiety, które opiekują sie dziećmi swojego partnera- bez względu na to, czy rozbiły małżeństwo, poznały ich po rozwodzie, czy wreszcie poznały ich jako wdowców. Chodziło mi o to, że wychowanie dziecka jednak przestawia świat do góry nogami, trzeba się dostosować do jego potzreb (mam na mysli małe dzieci), jest sie bardziej zmęczonym itp. Trudno wtedy, gdy jest to "swoje" dziecko, czyli "obce" będzie jeszcze trudniej. Tym bardziej, że Michszybowy tymczasowy wink nabytek nie wiązał się z nim i jego dziecmi na 24 godz. na dobę, a jedynie zaakceptował fakt, że Mich ma dzieci i musi im od czasu do czasu poświęcić trochę czasu wink Za chwilę sama doświadczy, jak to jest mieć partnera ciagle w pracy, a do tego dzielącego czas między nią a swoimi dziecmi.
                      Tylko czekac, kiedy Ania100 załozy tu wątek o tym, jak to Michszyb znowu potraktował ja okropnie, kiedy się z nia rozstawał wink
                      • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 22:40
                        Zmęczona znowu wróżysz. No wrózysz jak nic. A jak sie okaze ze Mich i jego partnerka swietnie sie rozumieja i potrafiapogodzic prace i rodzicielstwo? Serio sa takie pary które to potrafia. A to że Michszyb trafił na jedna moim zdaniem wariatke nie znaczy ze trafi tak drugi raz. Moze limit wyczerpał tongue_out
                        • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 22:54
                          Nie kraczę, tylko wróżę? tongue_out
                          takie sa moje wnioski, które wyciagam na podstawie jego (i jej) postów. No i porównania tego z sytuacjami z reala.
                          Wcale bym sie nie zdziwiła, gdyby ta pani sama odeszła do innego, mając po jakims czasie dość jego walki, problemów z byłą i braku wystarczającego jej wsparcia z powodu braku czasu Micha, który będzie go nadal trwonił na wojnę z exią.
                          Akurat prawie identyczna sytuacja ma miejsce u jednej ze znajomych. Też związała się z kims takim, też urodziła jego dziecko i po 3 miesiącach uznała, że jednak nie ma siły ani na jego walkę z ex, ani na samotne macierzyństwo- bo prawie bez pomocy jego, ani na ich pogarszającą sie sytuacje finansową, bo exia ciągle składała pozew o podwyższenie alimentów. Itp. No i ostatecznie wyprowadziła sie od niego, kiedy mała skończyła 4 miesiące.

                          Wcale nie uważam, że nowa Michszybowa też musi być wariatką (mam wątpliwości, czy exia jest wink ); Może trafiła na wariata po prostu tongue_out
                          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 23:06
                            A badania dowodza ze drugie zwiazki sa lepsze i trwalsze niz pierwsze, wiec neksia ma statystycznie wieksze szanse na sukces z Michem, czego im, dzieciom i wszystkim zainteresowanym zycze smile
                            • dziewica_ma_ryja Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 23.10.10, 18:39
                              Trwalsze od drugich związków są trzecie,a od trzecich czwarte,więc...
                      • glasscraft Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 22:45
                        smile
                        Ja troche przyglupialam w temacie relacji Mich/Ania - czy Ania to aktualna bzyknieta, czy byla bzyknieta przed ta, ktora ma dziecko na dodatek do tej dwojki, ktorych zbawienie dusz zostalo zapewnione?
                        • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 22:53
                          A widzisz Glass, to nie takie proste sie w tym połapac wink Gdzies wyzej tri zamiesciłlink który Ci rozjasni, ale by go zgłebic potrzebujesz kufelka piwa i dwóch wolnych godzin wink))))
          • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 18:16
            Aaaa i jeszcze coś:
            mój eks nie czyta i nie czytał tego forum
            moja Młoda nie czyta i nie czytała ego forum
            wiec kiedys jak miałam potrzebę wyrzucenia z siebie złych emocji mojego eksa okreslałam słowami ogólnie uznanymi za obraźliwe. Gdzies ulać sie musiałao, lepiej tu niz przy młodej czy do eksia....i uwazam, ze Mich ma do tego takie samo prawo. Tak jak Królik pisac, ze jej eks budzi w niej stret i był porażką a Ty masz prawo Zmęczona obsmarowywac na forum swojego męża...bo nic dobrego o nim nie napisałas przecież.
            • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:31
              to.ja.kas napisała:

              a Ty mas
              > z prawo Zmęczona obsmarowywac na forum swojego męża...bo nic dobrego o nim nie
              > napisałas przecież.

              Napisałaś gdzieś wyżej:

              Zdecydowanie wolałabym by moje dziecko miało ojca. Może nie doskonałego i idealnego, moze popełniającego błedy, moze takiego który ze mną zyc nie może ale takiego któremu ZALEŻY na dziecku. I wiele gotowa byłabym oddać by moje dziecko znało smak miłości ojcowskiej.

              Napisałabym coś dobrego, gdyby właśnie tak było, jak piszesz wyżej.

              Na pewno mogę powiedzieć tyle dobrego, że to także dzięki niemu urodził się nasz syn. I tylko z tego powodu nie żałuję, że za niego wyszłam i to jest jedyny powód, dla którego całkowicie nie przekreślam mojego małżeństwa. Zrobiłabym to drugi raz, gdyby syn nie mógł pojawić się w moim zyciu w inny sposób wink
              • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:35
                Ale jak piszesz o męzu to piszesz TYLKo źle.
                Dajmy takie prawo Michowi by jak mu sie uleje i ma ochote babie przylac bo wyprawia idiotyzmy by wejsc na forum i ulac sobie tu. Tak jak my to robimy kiedy piszemy, ze naszego eksa nie dotknelibysmy kijem od szczotki do kibla. Prawda? wink

                ba, ja mimo tego iz moje małżeństwo było gehenną (nie, ono nie było złe, ono było gehenną) też bym jeszcze raz związała się z moim eksem...bo moja Młoda jest cudem. Ale szybciej bym sie rozwiodła. Nie czekałabym tylu lat.
                • zmeczona100 Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:44
                  Piszę tylko źle, bo ileż można pisać o wdzięczności za zmajstrowanie mi dzieciaka wink

                  > ba, ja mimo tego iz moje małżeństwo było gehenną (nie, ono nie było złe, ono by
                  > ło gehenną)


                  > Ale szybciej bym sie rozwiodła. Nie czekałabym tylu lat.

                  To tak, jak u mnie. Identyko sad
                  • to.ja.kas Re: Może napisz wprost, o co ci chodzi 17.10.10, 20:49
                    Noooo, a ile można pisać pozytywnie o kims kto urodził i próbuje pozbawić kontaktu z dziećmi? No ma prawo sobie gdzies ulac emocji czy nie? No niech mu, jak to mu pomoże w realu zachowac zimną krew w obliczu prób niech se tu ponarzeka i pomści na eks...jak każdy z nas.

                    No właśnie, gdybyśmy wiedzieli co nas postka pewnie nasi eksowie szansy na męczenie nas tylu lat by nie mieli. Ja po tylu latach nie mam do teo zanych złych emocji, właściwie to wszystko co było budzi juz albo mą obojetność albo usmiech. Przeszłość mnie nie boli. I tego życzę nam wszystkim.
    • mayenna Re: A imię jej było 666 17.10.10, 19:27
      Tak od serca i naprawdę bez złośliwości: zostaw tę wojnę, przynajmniej na pól roku. Odpuść po prostu...Wojujesz i jest coraz gorzej - zmień metodę to może coś się zmieni.

      Skupiasz się na byłej zonie bo ona cie prowokuje. A co z ta obecną? Jak ona znosi ciągła obecność poprzedniczki w waszym życiu?
    • nangaparbat3 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 20:00
      Jeśli naprawdę chcesz coś zmienic, to strategię. Bo dotychczasowa nie zdaje egzaminu. Nawet jeśli odbierzesz dzieci żonie, musisz tę strategię zmienic - bo inaczej będą żyły w tym co do tej pory, możesz byc pewien.
      • mayenna Re: A imię jej było 666 17.10.10, 20:08
        Wojna państwa...Michszyb. Już serial można z tego zrobić, nie tylko filmsmile
        • nangaparbat3 Re: A imię jej było 666 17.10.10, 20:13
          Jak zrobią serial, to ludzie powiedzą, że scenarzysta zwariował.
    • any.key Do Michszyb: tak to widzę 17.10.10, 22:37
      Dawno nie czytałam tak absurdalnego wątku...

      To co mnie uderzyło najbardziej to głównie troska ojca ( michszyba) JAK ON BĘDZIE WYGLĄDAŁ W OCZACH DZIECKA???

      Nie ma pytań o zachowanie jakie będzie korzystne dla dziecka w perspektywie dnia - tygodnia, jakie będzie korzystne w perspektywie wielu lat, tylko egoistyczna troska o to jak się samemu będzie wyglądało w oczach dziecka.

      jego w ogóle nie interesuje dobro dziecka tylko to co o nim dziecko pomyśli!!! I jak on się będzie czuł kiedy dziecko okaże mu , ze go kocha, a jak się będzie czuł jak dziecko się na niego obrazi?? pogniewa??

      dawno takiego narcyzmu i skrajnego egoizmu nie widziałam...

      Chyba w żonie micha, która wyłącznie równie myśli o tym jak ONA się czuje i , ze ma prawo micha nienawidzić...

      Obydwoje maja prawo, ale skrajny egoizm minie poraża....

      Mich, możesz na 5 minut zastanowić się co jest dobre dla dziecka a nie nad swoim obrazem w jego oczach...?
      ( akurat uważam, że odwołanie chrztu z twojej strony być może wcale takie najgorsze nie jest - z mojego punku widzenia jest to sygnał czytelny dla syna - "jesteś pod moja opieka tez i nie pozwolę robić czegoś na co się nie zgadzam - bo nie uważam tego teraz dla Ciebie za właściwe.." długofalowo może przyniesie dobre efekty, nie wiem... ale wszystko i tak popsujesz , jezeli twoim jedynm powodem bedzie co sobie mój syn pomysli o mnie?

      żenujące.


      • to.ja.kas Re: Do Michszyb: tak to widzę 17.10.10, 22:45
        Wiesz, nie wiem czy masz dziecko, ale dla mnie jest ważne to jak wypadam w oczach własnej córki.
        • tricolour To normalne, Kas... 17.10.10, 22:50
          ... każdemu zależy na własnej opinii. Problem z tym, że Mich niczego innego o relacji ojciec-syn nie napisał. TYLKO to, jak wypadnie.

          Postarajmy sie zatem o odrobinę obiektywizmu i wyciągajmy wnioski z tego CO NAPISAŁ. A napisał tylko o tym jak MICH wypadnie.
          • any.key Re: To normalne, Kas... 17.10.10, 22:58
            jeżeli się postępuje "mniej więcej" mając na względzie dobro dziecka to zawsze się wypadnie wystarczająco dobrze w jego oczach i żadne dodatkowe zmartwienia nie są potrzebne.
            mnie interesuje wyłącznie to , czy to co robię dla i do dziecka jest dla niego z długofalową korzyścią...

            Nie przypominam sobie kiedykolwiek argumentu micha - to będzie lepsze dla dziecka bo:...., ani argumentów tych co "kibicują " zonie micha.. "to co ona robi, jest z większa korzyścią dla dziecka"..
            korzyścią dziecka się nikt nie interesuje.
            A jeżeli chodzi o korzyść dla dziecka a wizerunek rodzica w oczach dziecka ( lub jakiekolwiek trudne uczucia rodzica) to jest to ważne jak 100: 1.

            • kasper254 Re: To normalne, Kas... 18.10.10, 08:10
              Każdy zapodający post micha budzi tak ogromne emocje. Jeszcze trochę, a zwróci się do niego jakiś reżyser z USA. Przecież taka popularność musi się przełożyć na komercję i światowe wyzwania. Może wówczas i jego poplecznicy odzyskają świeżość i blask?
              Z tego, co widzę, budujesz swoją popularność na krasomówczej miłości do dzieci, oddaniu im, poświęcaniu. No, cóż, a gdzie było twoje serce, twoja miłość do dzieci, gdy je porzucałeś. "Byliście moimi sercem, kochane dzieci". "Jak to, tatusiu, to jak mogłeś żyć bez serca"?- taki słyszę filmowy dialog.
              Przyjmuję, że twoja była żona mogła myśleć, że będziesz przeciwny obrządkowi chrztu i dlatego zrobiła tak, jak zamierzała. Z tego powodu robisz awanturę, chcesz pozbawić dzieci ich niewątpliwego sacrum, pozbawić ich matki praw rodzicielskich? Czy ty masz w ogóle serce, czy ty myślisz w góle? W niczym nie przypominasz przedstawiciela Y, chociaż niewątpliwie się do niego zaliczasz. Jesteś lekarzem - strach prowadzić chorego do takiego człowieka bez serca.
              • to.ja.kas Re: To normalne, Kas... 18.10.10, 09:39
                Kacper, a jakby matkka postanowiła sprawić by dzieci staly sie mormonami, albo Świadkami Jehowy, albo przejść na judaizm, albo dokonac aktu apostazji zamiast je chrzić...bo tak, bo nie podoba jej sie, ze są katolikami?
                cała reszta Twego postu to mimo szacunku do tego co piszesz i mimo iż często czytam to dość dokładnie, bo nawet jak sie z Tobą nie zgadzam uważam iż to co piszesz zasługuje na uwagę to chwytający za serce bełkto tym razem o tym sercu.
                To mama dzieci chce by fakt odejścia od niej był jednoczesnie faktem porzucenia dzieci. A przed tym broni się Mich.
                • kasper254 Re: To normalne, Kas... 18.10.10, 13:00
                  1. Jeśli cię uraziłem, to.ja.kas - przepraszam. Mich przypomina mi moją byłą żonę, która po trupach chciał osiągnąć tylko swoje cele. Nie interesowało ją nic, nawet dobro dzieci. A gdy nie udało się mnie doprowadzić cwanymi rozgrywkami do tego, abym popełnił samobójstwo, gdy już nie rozpaczałem, gdy poznałem dziewczynę i ożeniłem się, a więc wstałem z kolan,zaczęła się mścić. Nie widzisz, jakie krwiożercze instynkty kierują tym wykształconym przecież człowiekiem? Osiągnął stan, w którym godzi się na unicestwienie byłej żony. Skąd wiesz, przed czym się broni Mich? Jeśli nie odpowiadała mu żona, mógł odejść i żyć samemu. Rzucając ją dla innej - porzucił dzieci, lub z tym się godził. Jeśli nie - był tępy jak siekiera.
                  2. Co do chrztu - wyobrażasz sobie, co by się działo, gdyby ateista Mich bronił się przed tym aktem? Masz rozsądne rozwiązanie? Wiesz, co zrobiła moja umierająca siostra w podobnej sytuacji? Podwieżli Ją pod kościół - dała prezent i odjechała.
                  • only.elvie Dlaczego godzić się na krzywdę dzieci? 18.10.10, 13:25
                    kasper254 napisał:
                    > m się broni Mich? Jeśli nie odpowiadała mu żona, mógł odejść i żyć samemu. Rzucając
                    > ją dla innej - porzucił dzieci, lub z tym się godził. Jeśli nie - był tępy
                    > jak siekiera.

                    Jestem zdecydeowaną przeciwniczką zdrada natomiast absolutnie nie rozumiem dlaczego tak wielu ludzi chce 'karać' niewiernych małżonków odcięciem od dzieci? Mało tego - odcięcie to argumentują, że to zdradzający sami 'chcieli'.

                    G... prawda. Sprawy dorosłych to sprawy dorosłych - jeżeli nie rodzic nie potrafi oddzielić ich od spraw dzieci to powinien iść na TERAPIĘ bo to jego problem nie problem dziecka. Po rozwodzie nie przestaje się być rodzicem.

                    To co piszesz to popieranie używania dziecka w formie broni przeciw eks-małżonkowi. Żona została dotkliwie zraniona zdradą i teraz chce tak samo dotkliwie zranić męża - odbierając mu to co kocha, nie zważając, że tym działaniem krzywdzi dzieci - a Ty jeszcze piszesz o 'godzeniu się' na taką sytuację?
                    • el.k Re: Dlaczego godzić się na krzywdę dzieci? 18.10.10, 20:55
                      Miałabyś rację, gdyby Twój post dotyczył normalnych ludzi.
                      Ale Michszyb i jego panienka to jest kompletnie zdegenerowane i patologiczne towarzystwo, przed którym za wszelką cenę trzeba chronić dzieci.
                      Wystarczy poczytać ich wypowiedzi, i to nie tylko w tym wątku.

                      A najcelniej ujęła to Adaria38:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,117650058,117687332,A_ja_mysle_para_glownych_bohaterow_.html
                      Nic dodać nic ująć.
                  • any.key Re: To normalne, Kas... 18.10.10, 13:38
                    Jeśli nie odpowiadała mu żona, mógł odejść i żyć samemu. Rzucając ją dla innej - porzucił dzieci, lub z tym się godził.

                    ????
                    A ta logika to skąd?

                    To inna kobieta zajmuje miejsce dziecka?????
                    Co ma wspólnego inna KOBIETA z DZIEĆMI...

                    odszedł to odszedł nie ma go w domu , dzieci tęsknią, dla niech nie istotne czy do klasztoru, czy na Syberię czy do kochanki - po prostu taty nie ma w domu a był...
                    i problem w tym , żeby te kontakty utrzymywać a nie mieszać dzieciom w głowie jakąś kobieta...


                    • tricolour Kacper ma rację... 18.10.10, 14:19
                      ... a jeśli twierdzisz inaczej, to poczytaj posty, szczególnie z tego wątku i tych kobiet, które stoją po stronie Micha. To pouczjąca lektura.

                      Te panie (choćby Kas) piszą wyraźnie, że były zdolne wręcz zabić swego męża, bo doznały tak wielkich krzywd. Jeśli twierdzisz że odczuwając aż taką nienawiść można jednocześnie umożliwić sensowne relacje dziecko-ojciec, to uważam, że to utopia.

                      Sama Anka, ta nowa żona Micha, kiedy ten kiedyś wrócił na jakiś czas do żony, leżała trzy miesiące patrząc się w sufit, żrąc prochy i alkohol. Czuła się zdradzona, a przecież - nazywając rzecz po imieniu - złodziej nie powinien czuć zdrady gdy przedmiot kradzieży wraca na swoje miejsce.

                      Oczekujesz zatem rzeczy nierealnych, wyraźnie sprzecznych z doświadczeniem.
                      • only.elvie Re: Kacper ma rację... 18.10.10, 14:27
                        tricolour napisał:
                        > Te panie (choćby Kas) piszą wyraźnie, że były zdolne wręcz zabić swego męża, bo
                        > doznały tak wielkich krzywd. Jeśli twierdzisz że odczuwając aż taką nienawiść
                        > można jednocześnie umożliwić sensowne relacje dziecko-ojciec, to uważam, że to
                        > utopia.

                        Czy osoba, której nienawiść przesłania dobro dziecka powinna sprawować władzę rodzicielską?
                        • tricolour Nie, jeżeli... 18.10.10, 14:35
                          ... dziecko będzie niedożywione, zaniedbane, schorowane itp.

                          Natomiast jeżeli przez to "dobro" uznasz relacje z patologicznym ojcem, to jak najbardziej tak. Tym bardziej, że ten ojciec nie może zająć się dziećmi przez 24h godziny na dobę więc nie ma innej możliwości. Nowa żona ojca wyraźnie pisze, że dzieci nie chce, ojciec też nie chce więc nic innego nie pozostaje.
                          • only.elvie Re: Nie, jeżeli... 18.10.10, 14:45
                            tricolour napisał:
                            > ... dziecko będzie niedożywione, zaniedbane, schorowane itp.

                            Czyli psychika dziecka się nie liczy? Ciekawa teoria smile

                            > Natomiast jeżeli przez to "dobro" uznasz relacje z patologicznym ojcem, to jak
                            > najbardziej tak.

                            Ty go uznajesz za patologicznego. Ja nie. Spora część rodziców po rozwodzie uważa tę drugą stronę za 'patologiczną'. Sąd zdaje się stwierdził, że oboje na rodziców się nie nadają smile

                            A wypowiedzi Ani odnośnie 'nie chcenia dzieci' jakoś nie widziałam. I pewnie tego też nie zaklinujesz wink
                            • tricolour Nawet zalinkuję... 18.10.10, 15:00
                              ... choć nie chce mi sie szukać linków, by tylko wykazać próby prymitywnej manipulacji.

                              forum.gazeta.pl/forum/w,24087,117650058,117676114,Re_A_skoro_juz_tu_jestes_.html
                            • tricolour Zalinkuję drugi... 18.10.10, 15:03
                              ... tak żebyś miała obraz rodzinnej normy:

                              forum.gazeta.pl/forum/w,24087,117650058,117693533,Re_A_skoro_juz_tu_jestes_.html
                      • any.key Re: Kacper ma rację... 18.10.10, 17:17
                        Oczekujesz zatem rzeczy nierealnych, wyraźnie sprzecznych z doświadczeniem.

                        A ja uważam, że oczekuje rzeczy trudnej ale jak najbardziej realnej i możliwej do wykonania, na której przeszkodzie stoi wyłącznie wynaturzony egoizm rodziców i kompletne olewanie dziecka.


                        Moje oczekiwania są ponadto zgodne z wieloma moimi doświadczeniami.


                    • kasper254 Re: To normalne, Kas... 18.10.10, 18:00
                      Tri niezwykle mądrze odpowiedział tobie, any i only. Dorzucę tylko parę słów. Ta logika to stąd, iż ludzie w toku długiego rozwoju wypracowali pewne normy społeczne, uniesione potem do rangi prawa pozytywnego. Jedną z podstawowych jest następująca: "zakazane jest jako odrażające, brudne i złe, pozbawianie słabszego (szczególnie dziecka) bezpieczeństwa". Cała dalsza twoja, any, wyliczanka nie ma żadnego sensu wobec tej zasady, łączącej się z wieloma innymi.
                      Współczesny modernizm ( a dzisiaj modne jest być "modernym") zawrócił wielu ludziom głowie i wydaje się im, że ich tyłek przesłania horyzont i mogą traktować dzieci przedmiotowo. To są tutaj, to tam - przestawiane jak klocki lego. Mich popełnił zbrodnię porzucają małe dzieci na rzecz innej. I nie chodzi o to, aby mu była żona odpłacała, ale...
                      życie, any, to nie ćwiczenia z logiki. Jak to zrozumiesz, jak pomieszasz prawo naturalne z modernizmem i hedonizmem, to wyjdzie ci, co ma wspólnego inna kobieta z dzeckiem. Powodzenia.
    • adaria38 A ja myślę para "głównych bohaterów" 18.10.10, 11:44
      świetnie się Wami bawi - Mich odgrywaniem pokrzywdzonego i wyłudzaniem współczucia, podczas gdy wchodzi na forum by "spuścić się", prowokować agresję, rzucać obelgi i wyzwiska na ex i śmiać się wam w nos gdy mu jakieś rady dajecie(bo ma je gdzieś),
      - Ania pozą "ciepłej, jedynej normalnej kobiety" a w rzeczywistości wyrachowana kobieta, która weźmie sobie z życia wszystko co jej się zachce, bezwzględnie i po trupach innych (i Michszyba i jego żony i was też, jeśli staniecie jej na drodze). Ania nie jest ofiarą w ich związku, w co tu niektóre osoby pragną wierzyć. Dobrze wie co robi i skrupulatnie liczy korzyści dla siebie z tej sytuacji. Oboje dobrali się świetnie. Żadnemu z nich nie zależy na końcu konfliktu z byłą żoną Michszyba bo to energetyczny dopalacz, ex robi głupio i krótkowzrocznie chcąc odciąć od nich dzieci (choć, jak wiele z was, pewnie woli od TAKIEGO przykładu dzieci izolować), a gdyby te dzieci im dała to szybko by im związek rozwaliła wink.

      Popularność tych ich wątków, tłumy włączające się niczym do oglądania Isaury, znaczy tylko tyle, że najlepiej sprzedawalne wśród przeciętnej publiki, są seks/zdrada i przemoc/agresja.
      Tego w wątkach tej pary zawsze mamy sporą dawkę, standardowo. I raczej nie zmienią nagle nadawania na TVP Kultura. Na to nie ma szans.
      A dzieci.... kto by się tam nimi przejmował kiedy wszyscy tak świetnie się bawią kręceniem adrenaliny z permanentnego konfliktu. Przypuszczam, że gdy Michszyb odwoływał chrzest, gdy kierował pogróżki pod adresem księdza jesli by doszło do chrztu przygotowanego przez exżoną, że satysfakcja jaką po tym odczuł, że znowu on jest "górą" nad ex, była bliska orgazmowi. Bo na tym tle ta trójka ma silną więź i silne zaburzenia. Z takiej "przyjemności" ludzie nie rezygnują tak łatwo.

      No to czekam na kolejne odcinki serialu. Może by na jakieś "ptaki ciernistych krzewów" zmienić? Ubarwić trochę, wprowadzić nowe postacie? Nowy facet ex i jego ojcowanie dzieciom Micha, nowe kochanki Micha w tym zakonnica po egzorcyzmach, nowy facet Ani który okazał się kolegą Micha z pracy, seks grupowy, dzieci nie wiadomo z którym ojcem?
      No dawajcie. Harlekina kupować wstyd, a tu można udawać, że się włącza człowiek w wątek w szczytnym celu a nie dla rozrywek na poziomie magla.
      • altz Re: A ja myślę para "głównych bohaterów" 18.10.10, 16:34
        Rozumiem gniew, ale całego tekstu nie mogę zrozumieć. wink

        Co do chrztu, to, według mnie, były dwa wyjścia:
        1) ktoś powinien ustąpić, bo nie da się dziecka na pół ochrzcić i na pół nie ochrzcić, a to chyba był podstawowy, choć ukrywany przez obie strony, problem,
        2) można było odłożyć to na innych czas, gdy dziecko samo zadecyduje, choćby na czas przed komunią, gdy dziecko będzie już świadome i samo wybierze.

        W całym tym zamieszaniu rozsądek się wyłączył, chociaż na rzecz matki działa fakt, że kogoś z rodziny poinformowała (babkę).
        • brzoza1975 Re: A ja myślę para "głównych bohaterów" 18.10.10, 18:50
          ufff zmęczyłam się i dotarłam do końca, ale wybaczcie uważnie wszystkiego nie czytałam, cieszę się, że poprzedniczka powiedziała to co ja chciałam -brazylia , niewolnik, egzorcyzmy Emilly itpwink
          Mnie dotknęło to , że główni bohaterowie poznali się 3 lata temu, co oznacza, że żona była w ciąży, a teraz to już mocno tendencyjne nieprawdaż?smile
          Czas pisać powieść coś z pogranicza Harrego Pottera bo trochę czarów to tu jest , zwłaszcza że od jakiś trzech lat drą koty , mi by się nie chciało, nie szkoda wam zdrowia ?wink
          Tri ty w żadnym razie się nie żeń po raz trzeci ! zabraniam! Kas ja rozumiem wszystko ale Tri i amant z tasiemca??? tego jeszcze nie grali!smile
          Michu - dystansu nieco bo tu kobiety piszą i szacunek ma być !!!!kpw?
        • brzoza1975 Re: A ja myślę para "głównych bohaterów" 18.10.10, 18:53
          dokładnie , dodam jeszcze, że na moje oko ten facet ma zbyt wielu doradców i nie tu na forum w realu, ale to moja własna opinia i również poparta własnymi doświadczeniami.
      • nangaparbat3 Adaria 19.10.10, 01:50
        Proszę, odbierz @
      • ania1ooo Re: A ja myślę para "głównych bohaterów" 19.10.10, 09:04
        To co napisałaś jest trafne i zgodne z rzeczywistością.
        M, żeby nie zwariować, albo nie wybuchnąć, "spuszcza się" na forum. Nie do końca wierzę, że szuka tu agresji, raczej aprobaty do walki z nią, bo w realu, każdy mu mówi, żeby śmiał się z głupoty ex i to olał. Bo o ile sensem jej obecnego życia jest niszczenie go i urabianie dzieci, to w jego życiu, i zawodowym, i osobistym, dzieje się wiele pozytywnych zmian, na których mógłby się skupić. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że dużo bardziej zabolałoby ją, gdyby lekceważył jej poczynania. A jego lęk, że straci miłość dzieci, jest zupełnie nieuzasadniony. Pomimo jadu, jaki sączy im matka i babka, one za nim szaleją.
        Ja na pewno nie jestem ofiarą. Role katów i ofiar są już tu obsadzone. Nieudolnie staram się trzymać od tego syfu i chorych zachowań jak najdalej. Nie powiem, że udaje mi się odciąć zupełnie, albo że nie ma to wpływu na moje życie. Na szczęście jeszcze nie urodziłam, więc jestem skupiona na wyprawce, pokoju dziecięcym i twardniejącym brzuchu smile. Jednak gdy dziecko będzie już na świecie, M będzie musiał zdystansować się od czynów ex i poradzić sobie z gniewem, który w nim wzbudza. Krzywdzą swoje dzieci, ludzie na tym forum wielokrotnie mi uświadamiali, że to ich sprawa i g... mi do tego, więc ok, niech to robią. Ale nie pozwolę, by moje dziecko wychowywało się w oparach walki dwóch zaślepionych wzajemną nienawiścią wariatów.
        Nie rozumiem jednak dlaczego uważasz, że to złe, że wiem czego chcę i umiem to osiągnąć. Po trupach? Bez przesady. Ja i mój ex rozstaliśmy się w zgodzie, każde z nas dostało to, co chciało. Wystarczyła odrobina dobrej woli, godności i klasy, i uzgodnienie na czym komu zależy, aby jak najmniej boleśnie przeżyć rozstanie. To nie było łatwe dla nikogo, bo nie ma łatwych rozstań, ale nie jesteśmy tak okaleczenie, złe emocje (takie też były) opadły szybko, każde z nas jest w nowym związku.
        Nie zależy mi na konflikcie M i jego ex, bo co niby mogłabym w ten sposób ugrać? Opiekę nad ich dziećmi, której jak słusznie zauważyłaś nie chcę. Nie umiałabym i nie chciałabym zastąpić im matki. I M doskonale to wie, nie musi o tym czytać na forum. Kocham je, bo jak nie kochać takich rozkosznych Misiaków (są śliczni i bardzo mądrzy, a ponieważ nie jestem rodzicem, to obiektywna opinia). Ale wychowywanie dzieci, zwłaszcza nieswoich, to ogromna odpowiedzialność, na którą trzeba być przygotowanym i której trzeba chcieć. Ja wiem, że nie dałabym rady.
        Ja nie muszę iść po trupach M i jego ex. Sami się pozabijają, ale jeśli ktoś nie potrafił rozmawiać ze sobą szczerze przez 15 lat, to trudno się tego nauczyć w chwili rozstania. I nikt w tej walce nie wygra nic, poza chwilową satysfakcją, która pryśnie w momencie, gdy z drugiej strony nadejdzie kolejny ruch.
        • tricolour Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 09:15
          ... może przypadkiem, a może świadomie gdy odnosiłas się do zarzucanego Ci zła: jesteś złodziejką.

          Z premendytacją rozwalałaś małżeństwo, bo jarało cię dymanie przez przełozonego. Sukcesywnie, z planem i wyraźnym własnym dupnym celem doprowadziłaś do ruiny cudze życie.
          • only.elvie Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 09:26
            tricolour napisał:
            > ... może przypadkiem, a może świadomie gdy odnosiłas się do zarzucanego Ci zła:
            > jesteś złodziejką.

            Czy mężczyzna jest przedmiotem, który można 'ukraść'?
            • tricolour Jak widać można.,.. 19.10.10, 11:25
              .... tak zorganizować i wykorzystać skłonności faceta do dmuchania podwładnych, by ten porzucił rodzinę. Da się, jak widzisz.

              Nie ma co udawać, że po latach małżeństwa, często nieudanego, flakon może być bardziej atrakcyjny seksualnie od żony. Wykorzystanie tego faktu ja nazywam konkretnym słowem, nie zamiatam pod dywan.
              • only.elvie Re: Jak widać można.,.. 19.10.10, 11:37
                > .... tak zorganizować i wykorzystać skłonności faceta do dmuchania podwładnych,
                > by ten porzucił rodzinę. Da się, jak widzisz.

                No tak bezwolna owieczka prowadzona na rzeź smile

                > Nie ma co udawać, że po latach małżeństwa, często nieudanego, flakon może być b
                > ardziej atrakcyjny seksualnie od żony. Wykorzystanie tego faktu ja nazywam konk
                > retnym słowem, nie zamiatam pod dywan.

                Oczywiście wiele lat nieudanego małżeństwa nie ma tu nic na rzeczy. To wredna kochanka winna smile Stereotypem leci aż miło smile
                • tricolour Nie na rzeź tylko do łóżka... 19.10.10, 13:26
                  ... wyraźnie jest napisane, że jedynym powodem zainetesowania Anki Michem było to, że walił podwładne. Sama pisała, że to najlepszy afrodyzjak więc dwała ile wlezie. Nawet nie wiemy czy ciąża to efekt miłości i planu OBOJGA na przyszłość czy tylko kalkulacja, że mam trzudziestkę na karku więc jakiś dawca by się już przydał.

                  Napisane jest też wyraźnie, że Anka miała dylematy wiedząc o kłamstwach wobec żony, zaniedbaniach dzieci itp. Dylematy biorą się z moralnego konfliktu więc na tym polega jej wina.
                • aneta-skarpeta Re: Jak widać można.,.. 19.10.10, 16:58
                  only.elvie napisała:
                  > Oczywiście wiele lat nieudanego małżeństwa nie ma tu nic na rzeczy. To wredna k
                  > ochanka winna smile Stereotypem leci aż miło smile

                  nie winie tutaj kochanki, ale skoro było az tak źle od tylu lat to czemu brał kredyt- podobno rata 4 tys/m-c, zrobił 2 dzieci? i to malutkich

                  MI tutaj bardziej pasuje- w domu średnio, ale to ładny obrazek, a ja sobie tu podupcze na boku...



              • dusinka1 Oczywiście, że można. 19.10.10, 12:29
                Oczywiście, że od kochanki wiele zależy, wyrachowanych bab mających parcie na cudzasy jest wiele, na prestiż faceta, jego pieniądze, poczucie posiadania go dla siebie, zaspokojenie siebie nim. 90% małżeństw jest średnio udanych, w KAŻDYM pojawiają się kryzysy, które przebiegła kochanka może wykorzystać, wystarczy by trafić na amoralnego lub głupiego faceta, albo wściekłego w kryzysie na żonę, zakręcić mu tyłkiem przed nosem i wodzi się go praktycznie na smyczy. Potem przymilać się i szybko zajść w ciążę, żeby nie wrócił do żony gdy mu pierwsze zaślepienie minie. A gdy ujai się go w dziecko to zaczyna się stawiać warunki, wymagania i chcieć nim dyrygować. On się zaczyna rzucać i chodzić znowu na boki, ale kochanka ma już to czego pragnęła, związek z nim scementowany dzieckiem, dla publiczności pozory udanego małżeństwa, wspięcie się na wyższy poziom społeczny, .. Kochanka na ogół słono za to płaci po czasie gdy facet się opamięta i zobaczy, że nic mu się na lepsze nie zmieniło zaczyna ją traktowac tak jak byłą żonę albo nawet gorzej.
                Ale jak by było gdyby kochanka nie osiągnęła swojego celu ? Musiałaby zmienić pracę, środowisko, wszyscy wiedzieli, że puszczała się z szefem który miał żonę w ciąży i małe dziecko, że jest łatwa i amoralna i traktowaliby ją pogardliwie. Byle pielęgniarka i sprzątaczka w szpitalu gadałaby za jej placami i wytykała palcami z niewybrednymi epitetami, że glupia baba rozwaliła swoje małżeństwo dla chcicy, jej ex ma już inną i nie ma jak do niego wrócić, a jurny kochanek wystawił ją do wiatru i z podkulonym ogonem wrócił do żony. Nie ma nic bardziej upokarzającego dla kochanki, jak publiczne wystawienie jej przez kochanka do wiatru po takich akcjach jak odwalała by go mieć. W swoim środowisku byłaby SPALONA jako partnerka do przyzwoitego związku. A trzydziestka na karku, parcie na dziecko bo to ostatnie lata, itd................ Teraz ma PRESTIŻ SPOŁECZNY, jako osoba w związku z dobrze ustawionym facetem i do tego matka z dzieckiem. Gdyby pozwoliła, że kochanek zwieje do żony, to byłaby wyśmiewaną kochanko-rozwódką, bezdzietną, samotną, o randze niższej niż stara panna, wytykaną palcami. Takie są realia w tym świecie. Czy komuś się to podoba czy nie.


                Pełno takich pazernych bab.
                • malgolkab Re: Oczywiście, że można. 19.10.10, 12:46
                  dusinka1 napisała:

                  > Oczywiście, że od kochanki wiele zależy, wyrachowanych bab mających parcie na c
                  > udzasy jest wiele, na prestiż faceta, jego pieniądze, poczucie posiadania go dl
                  > a siebie, zaspokojenie siebie nim. 90% małżeństw jest średnio udanych, w KAŻD
                  > YM pojawiają się kryzysy, które przebiegła kochanka może wykorzystać, wystarczy
                  > by trafić na amoralnego lub głupiego faceta, albo wściekłego w kryzysie na żon
                  > ę, zakręcić mu tyłkiem przed nosem i wodzi się go praktycznie na smyczy.

                  ale po co komu amoralny lub głupi facet? to ja bym jej podziekowała, niech się ona męczy, nie jasmile poza tym to mąż coś obiecuje (w kościele czy USC), a nie obca kobieta, więc pretensje do męża.
                  > Ale jak by było gdyby kochanka nie osiągnęła swojego celu ? Musiałaby zmieni
                  > ć pracę, środowisko, wszyscy wiedzieli, że puszczała się z szefem który miał żo
                  > nę w ciąży i małe dziecko, że jest łatwa i amoralna i traktowaliby ją pogardliw
                  > ie. Byle pielęgniarka i sprzątaczka w szpitalu gadałaby za jej placami i wytyk
                  > ała palcami z niewybrednymi epitetami, że glupia baba rozwaliła swoje małżeństw
                  > o dla chcicy, jej ex ma już inną i nie ma jak do niego wrócić, a jurny kochane
                  > k wystawił ją do wiatru i z podkulonym ogonem wrócił do żony.
                  byle pielęgniarka i sprzątaczka?? a to co niby znaczy??
                  > W swoim środowisku byłaby
                  > SPALONA jako partnerka do przyzwoitego związku.
                  no, tak, bo do "przyzwoitego związku" szuka się człowieka przez przeszłości. To proponuje poszukać w gimnazjum, bo licealista juz może mieć jakieś grzeszki na sumieniu...

                  >A trzydziestka na karku, parci
                  > e na dziecko bo to ostatnie lata, itd................ Teraz ma PRESTIŻ SPOŁECZN
                  > Y, jako osoba w związku z dobrze ustawionym facetem i do tego matka z dzieckiem
                  > . Gdyby pozwoliła, że kochanek zwieje do żony, to byłaby wyśmiewaną kochanko-r
                  > ozwódką, bezdzietną, samotną, o randze niższej niż stara panna, wytykaną palcam
                  > i. Takie są realia w tym świecie. Czy komuś się to podoba czy nie.

                  podejście prawie jak ze średniowiecza. co to w ogóle za dzielenie na rangi? system kastowy stosujesz? całe szczęście, że otaczam się, dla których i stara panna i rozwódka i samotny człowiek z dzieckiem i osoby żyjące bez ślubu, to po prostu LUDZIE, a nie kategorie.
                  • dusinka1 Gratuluję hipokryzji. 19.10.10, 12:55
                    Jak jakaś panienka wskoczy do łóżka twojemu ojcu pod nieobecność matki, potem zaliczy męża twojej siostry gdy ona akurat będzie z dzieckiem w szpitalu, a potem zacznie się ocierać o twojego męża to stwierdzisz "ach! to przecież człowiek! zaprośmy ją na herbatę w niedzielę wszak zna się już z całą rodziną więc wypada"
                    Tiaaaa.....
                    • sonia_30 Re: Gratuluję hipokryzji. 19.10.10, 13:02
                      Ech te przebojowe panienki - tarany wskakujące i nadskakujące bezwolnym kukiełkom płci przecwinej, do łożek i kieszeni...to one wszystkiemu winne! wink
                      • dusinka1 Re: Gratuluję hipokryzji. 19.10.10, 13:14
                        Nie dzielę tu żadnych win. Informuję kilka tutejszych mitomanek, że kochanki to nie zawsze słodkie istotki kierujące się w swoich poczynaniach dobrem rodziny Misia albo dobrem samego Misia, tylko SWOIM INTERESEM I CELEM. To kobieta jest szyją w układzie, jeśli tylko zna zasady gry. Takie same bywają też żony(rola zamienna), bo niejedna ma charakter .....(pii).
                    • malgolkab dusinka 19.10.10, 13:38
                      chyba nie zrozumiałaś co miałam na myśli... Twoje wsadzanie ludzi do szufladek "gorsza niż stara panna", "byle pielęgniarka czy sprzątaczka" itd. skłoniło mnie do wniosków i tylesmile
                      • dusinka1 Re: dusinka 19.10.10, 13:52
                        A na jakim świecie ty żyjesz? Myślisz, że jak w swoim malutkim kręgu kilku znajomych tego unikasz to cię reguły całości polskich realiów nie dotyczą? Mało to wątków było choćby tu, że mężatki przestawały zapraszać do siebie rozwódki? że nagle po czyimś rozwodzie wiele dawnych sparowanych koleżanek przestało się kontaktować z rozwódką? Że samotne kobiety są wykluczane z towarzystwa wielu par? Myślisz, że otoczenie cię nie szufladkuje poza twoimi plecami? Myślisz, że jakbyś zaczęła radośnie opowiadać jak dawniej się puszczałaś z kim popadnie na dyskotekach dla sportu to ludzie by cię szanowali tak samo jak kobietę, która dba o swoją opinię? Myślisz, że jak powiesz facetowi, że jest twoim 28 kochankiem w tym roku to będzie cię traktował jako kandydatkę na matkę swoich dzieci równie ochoczo, jak gdy mu powiesz, że jest twoim drugim życiowym partnerem?
                        Obudź się.
                        • dusinka1 ps 19.10.10, 14:00
                          co do tego konkretnie wątku, to obecna partnerka autora została jego kochanką bo rajcowało ją dawanie się bzykać szefowi, dziwnym trafem nie byle pielęgniarzowi. tongue_out
                          I to tak z powietrza jej się wzięło twoim zdaniem, tak?
                          • brzoza1975 Re: ps 19.10.10, 22:37
                            z "Na dobre i na złe"?wink
                        • malgolkab Re: dusinka 19.10.10, 14:15
                          dusinka1 napisała:

                          > A na jakim świecie ty żyjesz? Myślisz, że jak w swoim malutkim kręgu kilku zna
                          > jomych tego unikasz to cię reguły całości polskich realiów nie dotyczą? Mało to
                          > wątków było choćby tu, że mężatki przestawały zapraszać do siebie rozwódki?
                          fakt, zdarzaja sie takie sytuacje, sama doświadczyłam kilka razy i stwierdziłam, że tacy znajomi mi niepotrzebni... ja dalej pozostałam tą samą osobą, więc skoro przestałam byc mile widziana ze względu na stan cywilny to nie mój problem tylko ich...
                          > e nagle po czyimś rozwodzie wiele dawnych sparowanych koleżanek przestało się k
                          > ontaktować z rozwódką? Że samotne kobiety są wykluczane z towarzystwa wielu pa
                          > r? Myślisz, że otoczenie cię nie szufladkuje poza twoimi plecami?
                          pewnie tak, ale średnio mnie to interesuje. ludzie zawsze o czymś będą gadać- często dodając coś od siebie- taka ludzka natura.
                          > Myślisz, że jakbyś zaczęła radośnie opowiadać jak dawniej się puszczałaś z kim popadnie n
                          > a dyskotekach dla sportu to ludzie by cię szanowali tak samo jak kobietę, która
                          > dba o swoją opinię?
                          nie mam w zwyczaju opowiadać o swoim zyciu seksualnym komu popadniesmile dla mnie nie ma znaczenia ile partnerek/partnerów mieli moi znajomi, jak dla kogoś ma to jego sprawa. > > > Myślisz, że jak powiesz facetowi, że jest twoim 28 kochankiem w tym roku to będzie cię traktował jako kandydatkę na matkę swoich dzieci
                          > równie ochoczo, jak gdy mu powiesz, że jest twoim drugim życiowym partnerem?
                          > Obudź się.
                          hm, czyli co-należy kłamać?smile nie jestem akurat zwolennikiem opowiadania o ilości i jakości poprzednich partnerów, przynajmniej ja nie chciałabym wiedzieć takowych szczegółow o swoim facecie, bo mi to niepotrzebne do szczęścia. nie oceniam ludzi na podstawie tego co robili- rozgraniczam jedno- jakby był wcześniej sam i zaliczał inną co miesiąc - ok, ale jakby był w związku i zdradzał co miesiąc to na pewno nie brałabym pod uwagę takiego kandydata...ale to oczywiście moja, subiektywna ocena
                          • tricolour Jest pewna sprzeczność. 19.10.10, 14:30
                            Niechęc do informowania otoczenia o swoim życiu prywatnym (co jest normalne) oraz nieprzywiązywanie wielkiej wagi do historii partnera (co jest normalne) stoi w sprzeczności do niechęci gdy facet był w związku i zdradzał co miesiąc.
                            • malgolkab Re: Jest pewna sprzeczność. 19.10.10, 17:19
                              Tri, jak napisalam to moje subiektywne zdanie. Dla każdego "normalne" jest co innego. Gdybym wiedziała, że facet będąc w poprzednim związku miał kilka skoków na bok, cały czas bym się zastanawiała kiedy zacznie zdradzac mnie, co na pewno by mnie męczyło, więc raczej nie brałabym takiego pana pod uwagę. Za to to, że przede mną sypial z ilomaś kobietami jakoś mi nie przeszkadza, choć szczegółóe nie chciałabym znać. Co jest dopuszczalne dla innych, to już lezy w ich uznaniu.
                              • aneta-skarpeta Re: Jest pewna sprzeczność. 19.10.10, 17:36
                                problem z ymi tajemnicami z przeszlosci jest taki, ze kiedys cos moze wyplynąc i moze byc nieciekawa kicha

                                dlatego warto znac swoją przeszlosc- nie mowie o opowiadaniu sobie ze szczegolami, ale miec pojecie z kim sie spiwink
                          • nangaparbat3 malgolka 19.10.10, 18:10
                            dla mnie
                            > nie ma znaczenia ile partnerek/partnerów mieli moi znajomi, jak dla kogoś ma to
                            > jego sprawa. > > >

                            Ale wiesz, że idąc z kimś do łóżka, w kontekście flory bakteryjnej idziesz do niego ze wszystkimi jego poprzednimi partnerkami,partnerami tych partnerek, etc., etc.? Chyba że zawsze używał prezerwatywy - albo Ty go dopilnujesz.
                            • nangaparbat3 ojej, przepraszam 19.10.10, 18:10
                              Coś mi się w oczach dwoi - zamiast znajomi przeczytałam partnerzy.
                • nangaparbat3 Re: Oczywiście, że można. 19.10.10, 18:04
                  Ale pojechałaś. Myślałam, że takie poglądy to już przeszłosc.
                  Chociaż też uważam, że faceta można "ukrasc", ostatnio słyszę opowieści o dziewczynach wchodzących chłopakom do łóżka bez zachęty z męskiej strony, i nie reagujących od razu na "nie chcę, idź sobie". Zastanawiam się, czy zmiana pokoleniowa, czy po prostu dawniej się o tym nie opowiadało.
                • dziewica_ma_ryja Re: Oczywiście, że można. 23.10.10, 18:46
                  Święta prawda Dusinka,żałosne są te suki,mi ich jest w sumie żal..
                  • panda_zielona Re: Oczywiście, że można. 23.10.10, 19:30
                    OOOO,wysyp trolli czy zmiana nicków na potrzeby wyzwisk?
          • ania1ooo Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 09:57
            Fakt ominęłam, ale złodziejką się nie czuję.
            Jego małżeństwo, chociaż mieli wtedy dwójkę małych dzieci, to była jakaś farsa. Wszyscy w pracy wiedzieli, że on lubi romansować. Jarało mnie dymanie przez przełożonego, ale ponieważ jego poprzednie romanse nie kończył się rozwodami, więc nie sądziłam, że cokolwiek doprowadzę do ruiny. Myślałam, że taki mają układ. Mój związek też był nieźle popaprany.
            Z pewnością wiesz jak cała historia wyglądała, bo ją chyba nawet linkowałeś.
            M kochał dzieci, pewnie żonę na swój sposób też. Więc nasza sielanka, gdy zdecydował się odejść, trwała bardzo krótko i on wrócił na łono rodziny. Ja po trzech miesiącach katatonii zaczęłam życie od nowa. Nie potrafiłam jednak wyrzucić z niego M. I po kilku miesiącach udało mu się przekonać mnie, że teraz to on jest już gotowy odejść od żony. Nie był... trudno nazwać to co ich łączy teraz związkiem, ale w chorym układzie oboje tkwią nadal i żadne nie chce się z niego wyplątać.
            Co mam Ci w związku z tym powiedzieć? Jestem świnią, więc za karę żyje w chorym trójkącie. Na szczęście są też jasne strony tego, co się wydarzyło. I bez względu na wszystko nikt mi ich nie zabierze wink
            Mam wrażenie, że ludzie którzy piszą na tym forum, to sami święci, którzy mają moralny obowiązek opluwać takie szmaty jak ja. Rozumiem, że nie popełniacie błędów, nie robicie złych rzeczy, a wasze małżeństwa rozpadły się, bo byliście zbyt dobrzy dla swoich partnerów.
            • zmeczona100 Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 10:10
              ania1ooo napisała:


              > Jego małżeństwo, chociaż mieli wtedy dwójkę małych dzieci, to była jakaś farsa.

              To akurat nic odkrywczego smile dziwny zbieg okoliczności- zazwyczaj u każdego zdradzającego dochodzi do takiego olśnienia smile


              > Wszyscy w pracy wiedzieli, że on lubi romansować. Jarało mnie dymanie przez pr
              > zełożonego, ale ponieważ jego poprzednie romanse nie kończył się rozwodami, wię
              > c nie sądziłam, że cokolwiek doprowadzę do ruiny. Myślałam, że taki mają układ.

              O matkoooooo...... Ale, jak rozumiem, Wy zawarliście taki układ?

              . I bez wzgl
              > ędu na wszystko nikt mi ich nie zabierze wink

              Nie będzie musiał- sama ich oddasz, jak przyjdzie czas wink


              > Mam wrażenie, że ludzie którzy piszą na tym forum, to sami święci, którzy mają
              > moralny obowiązek opluwać takie szmaty jak ja.

              Może dlatego, że przez takie szmaty rozpadło się tu niejedno małżeństwo?

              Akurat nie piszę o swoim- kwiaty do końca życia należą się kochance mojego-nie-mojego smile Zawdzięczam jej poznanie prawdziwego oblicza pana smile

              Rozumiem, że nie popełniacie błę
              > dów, nie robicie złych rzeczy, a wasze małżeństwa rozpadły się, bo byliście zby
              > t dobrzy dla swoich partnerów.

              raczej sadomasochiści pewnie tu przeważają wink
              • ania1ooo Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 10:40
                Nasz układ jest trochę inny... nie mówię, że lepszy wink
                Wiesz, przeświadczenie, że małżeństwo może się rozpaść przez jakąś szmatę, jest pewnie dobrym sposobem na to, żeby nie spróbować poszukać prawdziwej przyczyny. Uważam, że najpierw jest problem, a potem zdrada, a przynajmniej taka zakończona rozpadem małżeństwa.
                Ale załóżmy, że masz rację, że przez szmatę związek się rozpadł... Było cudownie, żadnych problemów... Jeśli facet zostawia rodzinę, z powodu nawet najlepszego rżnięcia pod słońcem, to ch... mu w d...., za przeproszeniem.... świetnie, że się zwinął.
                • zmeczona100 Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 11:03


                  > Ale załóżmy, że masz rację, że przez szmatę związek się rozpadł... Było cudowni
                  > e, żadnych problemów... Jeśli facet zostawia rodzinę, z powodu nawet najlepszeg
                  > o rżnięcia pod słońcem, to ch... mu w d...., za przeproszeniem.... świetnie, że
                  > się zwinął.

                  jasne, że świetnie, nikt temu nie przeczy. Ale, żeby takiego kogoś mieć za partnera, to wybacz- jestem zdumiona. Tym bardziej, kiedy ten ktoś ma kurestwo w charakterze.
                  Jeśli w małżeństwie są problemy, to na pewno ich nie da się rozwiązać poprzez poszukanie sobie dupy na boku. no ale niektórzy idą na łatwiznę, bo po co się wysilać, a potem płacą za to wielokrotnie więcej i są zdziwieni takim obrotem sprawy.
              • brzoza1975 Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 22:44
                "Jego małżeństwo, chociaż mieli wtedy dwójkę małych dzieci, to była jakaś
                farsa."

                Tu Ameryki nie odkryliście, jakieś 20 % facetów tak myśli , a w kryzysie wieku średniego liczba wzrasta do jakiś 60%smile

                To akurat nic odkrywczego smile dziwny zbieg okoliczności- zazwyczaj u każdego zdradzającego dochodzi do takiego olśnienia smile"
                No obu płci ! bingo!



          • zmeczona100 Re: Ominęłas jedną rzecz... 19.10.10, 10:20
            Tri, bez przesady. Faceci to nie są bezwolne kukły, zwolnione z myślenia. Ona nie zawierała małżeństwa z ex, więc exia może się wkurwiać tylko na Micha.

            A że dupczyła? No cóż. Niektórzy mają albo na stałe, albo czasowo przesuwający sie ośrodek myslenia pomiędzy dwoma dużymi palcami u stóp, na wysokości mniej więcej bioder.
            • tricolour Nie ma żadnej przesady... 19.10.10, 11:11
              ... "odkrywanie" przez faceta złych stron małżeństwa gdy laska daje dupy nie jest dobrym momentem na wyciąganie racjonalnych wniosków dotyczących małżeństwa.

              Oczywiście facet ślubował i facet zdradzal i mnie nie chodzi o to, że stara Michowa wkurza się na nową. Chodzi o to, że dymana nowa dobrze wiedziała, że Mich jest mężem oraz ojcem dwójki małych dzieci i nie przeszkadzało jej to w rozwaleniu rodziny. To jest w tym najgorsze, że swędzące dupsko było ważniejsze od jakości życia kilku osób.
              • nangaparbat3 Tri 19.10.10, 18:15
                czy naprawdę nie możesz wyhamowac?
                Przecież to nie ma sensu - jak nawet napiszesz coś niegłupiego, przekreślasz to językiem, jakiego używasz. Weź se na wstrzymanie, proszę.
        • zmeczona100 Ania 19.10.10, 09:53
          Wiesz co, Aniu? Czytam i nie rozumiem w ogóle, że znając tak dobrze Micha i jego sytuację rodzinną, jego zachowania itp. Ty wierzysz, że Ciebie ominą takie historie. Naprawdę jesteś tak naiwna, by sądzić, że on jest inny, tylko ex mu nie pozwalała przez wspólne lata pokazać swoje prawdziwe oblicze? Przecież to dorosły człowiek!

          Nie do końc
          > a wierzę, że szuka tu agresji, raczej aprobaty do walki z nią, bo w realu, każd
          > y mu mówi, żeby śmiał się z głupoty ex i to olał.

          A on dalej swoje. Uważasz, że mu to kiedykolwiek przejdzie? Albo, że nie wpłynie na Wasze wspólne życie?


          o w jego życiu, i zawodowym, i os
          > obistym, dzieje się wiele pozytywnych zmian, na których mógłby się skupić.

          Czyli się nie skupia... Wazniejsza jest wojna z ex, a nie np. poświęcenie tego czasu na dbanie o Waszą hm... miłość...

          Jednak gdy dziecko będzie już na świecie, M będ
          > zie musiał zdystansować się od czynów ex i poradzić sobie z gniewem, który w ni
          > m wzbudza

          big_grin big_grin big_grin Wybacz, ale moim zdaniem to przejaw totalnej naiwności. Kobiety, które świadomie wychodzą za mąż za człowieka, który nadużywa alkoholu, też są święcie przekonane o "mocy sprawczej" swej miłości i w związku z tym są pewne, że po slubie sie to zmieni. Jasssne, że się zmienia, tylko akurat w odwrotnym kierunku, niż ten przez nie pożądany..
          Dziecko już jest na świecie, Ty jesteś, a mimo to Mich ma inne priorytety...


          Krzywdzą swoje dzieci, ludzie na tym forum wielokrotnie mi uświadami
          > ali, że to ich sprawa i g... mi do tego, więc ok, niech to robią. Ale nie pozwo
          > lę, by moje dziecko wychowywało się w oparach walki dwóch zaślepionych wzajemną
          > nienawiścią wariatów.


          A jak to zrobisz? Będziesz go prosić na kolanach, straszyć, płakać?

          I nikt w tej walce nie wygra nic, poza chwilową satysfakcją
          > , która pryśnie w momencie, gdy z drugiej strony nadejdzie kolejny ruch.


          Super mężczyzna Ci się trafił, serio. Furiat, krzywdziciel dzieci i pałający nienawiścią wariat, zuzywający energię na to, aby niszczyć, toczyć walki, zamiast skupić się na sprawach naprawdę ważnych...
          Ale, ale - rozumiem, że wobec Ciebie i Waszego dziecka taki na pewno nie będzie.

          A jego lęk, że straci miłość dzieci, jest zupełnie nieuzasadnio
          > ny
          . Pomimo jadu, jaki sączy im matka i babka, one za nim szaleją.

          Czyli czemu służy to wszystko? Walce dla walki? Dokopywaniu sobie wzajemnie? Bo tak mi się wydaje, że Mich musi miec w życiu wyimaginowanego wroga i skupiać się na walce z nim, bo to sens jego życia, daje mu kopa, tłumaczy wszelkie jego niepowodzenia itp. Opamieta się dopiero wtedy, gdy wokół niego zostaną tylko zgliszcza i straci kolejną żonę i kolejne dziecko.

          Ja i mój ex rozstaliśmy się w zgodzie, każd
          > e z nas dostało to, co chciało. Wystarczyła odrobina dobrej woli, godności i kl
          > asy,

          A no właśnie- wystarczą te cechy u partnera, których jednak Mich nie posiada...
          Nie współczuję Ci, bo wiesz, jaki on jest, odczułaś to na własnej skórze, więc jesteś już na takie okazje przygotowana (?).

          Opiekę nad ich dziećmi, której jak słusznie zauważyłaś nie chcę. Nie umiałaby
          > m i nie chciałabym zastąpić im matki. I M doskonale to wie, nie musi o tym czyt
          > ać na forum.

          Wie? No to w takim razie w duszy ma Twoje zdanie na ten temat, skoro ciagle powtarza, że wystąpi do sądu o opiekę... Bo skoro teraz już zastępujesz im matkę, to nie będzie problemów, dzieci Cie uwielbiają- koronny argument....

          Ale
          > wychowywanie dzieci, zwłaszcza nieswoich, to ogromna odpowiedzialność, na którą
          > trzeba być przygotowanym i której trzeba chcieć. Ja wiem, że nie dałabym rady.

          Mich w Ciebie wierzy smile Dasz radę, w końcu to tylko dwoje dzieci, a nie cały tuzin.
          • ania1ooo Re: Ania 19.10.10, 10:24
            To nie zupełnie tak, że wierzą w nagłą przemianę M. On ma czas, aby przemyśleć, to co robi z naszym życiem i ustalić priorytety. Ja wierzę, że można dojrzeć, wyciągną wnioski z popełnianych błędów.
            Nawet jeśli nasz związek miałby okazać się totalną klapą, to będziemy mieli dziecko. Za chwilę będę miała trzydziestkę na karku i jestem szczęśliwa, że zdecydowaliśmy się na nie. Od M zależy, czy spuści nasze wspólne życie do klopa, byleby tylko nie przegrać wojny z ex. Liczę, że tego nie zrobi. Ale też wiem, że różnie w życiu bywa...
            Na własne życzenie dostałam gorzką lekcję od życia, a ponieważ co nas nie zabije to nas podobno wzmocni wink, to jestem gotowa na każdy rozwój obecnej sytuacji (tak przynajmniej sobie wmawiam).
            Jestem jednak pewna, że nasze rozstanie wyglądałoby inaczej i możesz mówić, że to naiwne z mojej strony, ale po pierwsze do takiego piekła jakie oni sobie robią, to trzeba dwojga. Chęci i czyny jednej strony, to za mało. A poza tym ja już mam przerobione rozstanie z M smile Zachował się jak świnia, ale szopek nie było.
            • zmeczona100 Re: Ania 19.10.10, 10:42
              ania1ooo napisała:

              > To nie zupełnie tak, że wierzą w nagłą przemianę M. On ma czas, aby przemyśleć,
              > to co robi z naszym życiem i ustalić priorytety. Ja wierzę, że można dojrzeć,
              > wyciągną wnioski z popełnianych błędów.

              A więc jednak wiara...
              Jeśli mu nie pomogły kilkuletnie sesje na kanapie u psychologa, o których wspominał Mich, to sam z siebie ma tak się zmienić? A ile ma tego czasu, aby przemysleć Wasze życie i ustalić priorytety? Ile czasu dajesz mu na to, żeby dojrzał? Kurdę, myslałam, że ludzie dojrzewają o wiele szybciej, a ci, którym się to nie uda do wkroczenia w dorosłość, raczej sami z siebie tego nie zrobią.


              > Nawet jeśli nasz związek miałby okazać się totalną klapą, to będziemy mieli dzi
              > ecko. Za chwilę będę miała trzydziestkę na karku i jestem szczęśliwa, że zdecyd
              > owaliśmy się na nie.

              Mich nie pisał, że to było planowane dziecko... No ale skoro chodziło Ci o niezłe wink geny do połączenia z Twoimi, to osiągnęłaś, co chciałas smile

              Od M zależy, czy spuści nasze wspólne życie do klopa, byle
              > by tylko nie przegrać wojny z ex. Liczę, że tego nie zrobi. Ale też wiem, że ró
              > żnie w życiu bywa...

              > (tak przynajmniej sobie wmawiam).

              A no własnie. Liczysz chyba bezpodstawnie. Ciekawi mnie jednak, dlaczego z nim w ogóle jesteś? Taki dobry w łóżku czy są inne powody?

              >

              > Jestem jednak pewna, że nasze rozstanie wyglądałoby inaczej i możesz mówić, że
              > to naiwne z mojej strony, ale po pierwsze do takiego piekła jakie oni sobie rob
              > ią, to trzeba dwojga.

              Ach, jeśli masz na myśli całkowite, bez żadnych warunków, usunięcie się z życia z Michem i danie mu dowolność w kontakty z synem, to masz rację.

            • sonia_30 Re: Ania 19.10.10, 11:18
              Przerobione masz rozstanie z M po trwających parę miesięcy uniesieniach, kiedy nie powstały żadne zależności i wspólności, więc i szopek nie było, bo niby o co miałyby być? Gdybyś miała za jakiś czas podzielić losy Jego ex, rozstanie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, chyba że wyraziłabyś zgodę na większość propozycji M a'propos Waszego dziecka. Nie porównuj rozstania po 15 latach małżeństwa, z dorobkiem w postaci dwójki małych dzieci, domu z ogrodem i obciążoną kredytem hipoteką, do rozstania po 2 czy 3 miesiącach intensywnej 'znajomości'.
            • tricolour Gdy przeczytasz na tym forum... 19.10.10, 11:30
              ... pytanie Micha w jaki sposób odebrac Ci dziecko i wywalic z domu, to będzie to tylko kolejna gorzka lekcja od życia, która Cię wzmocni?

              Dasz dzieciaka ojcu, wyprowadzisz się w nieznane?
            • pan-kowalski Re: Ania 19.10.10, 12:14
              Aniu, następnym razem wyluzuj, sprowokowana przez sforę wirtualnej hołoty zawsze popłyniesz wraz z nią na dno.
              • zabelina A... 19.10.10, 12:54
                pan-kowalski napisał:

                > Aniu, następnym razem wyluzuj, sprowokowana przez sforę wirtualnej hołoty zawsz
                > e popłyniesz wraz z nią na dno.

                A Ty kim jesteś, że uważasz się uprawniony do nazywania innych hołotą?
                • pan-kowalski Re: A... 19.10.10, 15:07
                  Bo się do niej nie zaliczam.
                  Sam też kiedyś zostałem zdradzony i może właśnie dlatego rozumiem, że nic nie usprawiedliwia ślepej agresji tych ludzi.
                  • zabelina Re: A... 19.10.10, 15:41
                    No patrz...a dla mnie nic nie usprawiedliwia nazywania nieznanych przez siebie ludzi hołotą.
                  • nangaparbat3 Re: A... 19.10.10, 18:21
                    pan-kowalski napisał:

                    > Bo się do niej nie zaliczam.

                    Niczym się nie różnisz - kierujesz tylko swoją agresję w inną stronę.
                    • pan-kowalski Re: A... 19.10.10, 22:03
                      Jak powyżej wspomniał Kasper - życie to nie ćwiczenie z logiki, a ja nigdy nie ukrywałem, że w tym sporze identyfikuję się z upadłym ojcem, nie pretenduję do jasnej strony mocy.
                      Odpowiem więc Ci wprost:
                      Szarżujecie w tej wojnie inwektywami w poczucie winy wrażliwej i Bogu ducha winnej dziewczyny w moim wieku, to się przynajmniej z kontrą dziady liczcie (która i tak spłynie jak po kaczce, co do tego wątpliwości nie mam).

                      EOT
                      • nangaparbat3 Re: A... 19.10.10, 22:15
                        CDYS
    • xciekawax Re: A imię jej było 666 18.10.10, 21:25
      A jak ja poznales, chodziles z nia, ozeniles sie a potem splodziles dzieci - to jaki jej imie bylo wtedy???????
    • zmeczona100 No i tak 18.10.10, 21:39
      Kolejny rekord na forum wink Autorzy jednak ci sami wink

      Mich ciekawie napisał o tym, że chce odebrać prawa rodzicielce matki. Nie napisał tylko, kto będzie sprawowac nad nimi opiekę- czyżby miał zamiar zrezygnować z pracy? Albo ją poważnie ograniczyć? Bo na nówkę funkiel babkę liczyć przecież nie może.

      Swoją drogą- Mich widzi w exi wszelkie zło, ale Ania- juz nie. Skoro jej lenistwo i wygoda wink zwyciężyło wobec tak strasznej krzywdzie, jaka sie dzieje Michowym dzieciom, to albo tam nie ma żadnej krzywdy, albo faktycznie Mich musiałby się nimi zająć sam <już to widzę> Tak czy siak- Mich dzieci nie dostanie.

      Jednego paradoksu nikt tutaj nie zauważył- Ania i Mich między sobą niczego nie uzgadniają. No bo ładowanie młodej mamie dwójki kolejnych maluchów, nie jest chyba niepoważną sprawą, by tego wspólnie nie uzgodnić?? Ania mówi, że nie, ale Mich jak najbardziej -tak. Platformą rozmów między nimi na ten temat okazało się FORUM.... Jak widać, komunikacja w ich małżeństwie wprost kwitnie.
      To im na pewno dobrze wróży...
      • altz Re: No i tak 18.10.10, 22:14
        Słuszne uwagi, dziecko potrzebuje czasu, dużo czasu.
        Może i ojciec dałby radę się zająć, gdyby chciał, ale najczęściej jak nie ma dodatkowej pracy, to nie ma pieniążków, a potrzeby są i kredyty do spłacenia. Ot, taki wybór.
        • only.elvie Re: No i tak 18.10.10, 22:28
          altz napisał:
          > Słuszne uwagi, dziecko potrzebuje czasu, dużo czasu.
          > Może i ojciec dałby radę się zająć, gdyby chciał, ale najczęściej jak nie ma do
          > datkowej pracy, to nie ma pieniążków, a potrzeby są i kredyty do spłacenia. Ot,
          > taki wybór

          Mamy więc cudowny podział rozwodowy - eks-żona dostała dzieci a eks-mąż kredyty i utrzymanie wszystkich smile
          • zmeczona100 Re: No i tak 18.10.10, 22:34
            Te kredyty i utrzymanie, całkiem niezłe alimenty, to Mich dał "sam z siebie" wink
            • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 07:47
              zmeczona100 napisała:
              > Te kredyty i utrzymanie, całkiem niezłe alimenty, to Mich dał "sam z siebie" wink

              Owszem i jak widać taka sytuacja nie jest dla niego korzystna, bo czas spędzany na zarabianiu dodatkowych pieniędzy mógłby przeznaczyć dzieciom.
              • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 09:56
                Widocznie z jakiegoś powodu woli sytuację niekorzystną dla siebie. A raczej jest korzystna, tylko Mich nie zdradził jeszcze, dlaczego.
                • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 10:19
                  zmeczona100 napisała:
                  > Widocznie z jakiegoś powodu woli sytuację niekorzystną dla siebie. A raczej jes
                  > t korzystna, tylko Mich nie zdradził jeszcze, dlaczego.

                  A może jest najkorzystniejsza z dostępnych? Bo nie da się ukryć, że w PL matka musi pić, bić albo być chora psychicznie, żeby sąd przyznał opiekę ojcu.

                  Ja się nie dziwię, że płaci - w końcu na dom, w którym mieszkają jego dzieci. Natomiast w związku z postawą drugiej strony - poważnie bym się nad tym zastanawiała. Bo w zamian za tyranie na ich utrzymanie dostaje kopa w dupę.
                  • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 10:27


                    N
                    > atomiast w związku z postawą drugiej strony - poważnie bym się nad tym zastanaw
                    > iała. Bo w zamian za tyranie na ich utrzymanie dostaje kopa w dupę.

                    Dlatego myślę, że Mich i jego aktualna babka nie piszą o rzeczywistych powodach takiej decyzji.
                    Skoro Mich - Awanturnik, specjalizujący się w sztukach walki z exią, postępuje w ten sposób, to musi być gdzieś drugie dno. Mich spłaci kredyt, a potem wystąpi o podział majątku i ex zostanie bez niczego albo z ochłapami, za które nie będzie ją stać na mieszkanie dla siebie i dzieci. Wtedy Mich przeprowadzi się triumfalnie do domu, z nową partnerką (nie myślę o Ani wink ) i będzie udowadniał, że dzieci powinny z nim zamieszkać ze względu na to, iż to jest ich dom, ich środowisko.
      • only.elvie Re: No i tak 18.10.10, 22:26
        zmeczona100 napisała:
        > Mich ciekawie napisał o tym, że chce odebrać prawa rodzicielce matki. Nie napis
        > ał tylko, kto będzie sprawowac nad nimi opiekę- czyżby miał zamiar zrezygnować
        > z pracy? Albo ją poważnie ograniczyć? Bo na nówkę funkiel babkę liczyć przecież
        > nie może.

        Momento - a eks-żona Michszyba to nie pracuje? Siedzi w domu z dziećmi 24h/dobę? Są przedszkola i opiekunki - nie trzeba rezygnować z pracy, żeby opiekować się dziećmi.
        • zmeczona100 Re: No i tak 18.10.10, 22:31
          > Momento - a eks-żona Michszyba to nie pracuje? Siedzi w domu z dziećmi 24h/dobę

          Póki co, to nie ma dzieci, tylko dziecko (nie wiem, czy już urodziła- Mich sie nie chwalił).
          Z trójką dzieci w wieku: paru tygodni, 3 i 5 lat miałaby roboty nie tylko na 24 godz/ dobę smile A jak sama przyznała- leniwa i wygodna jest na to wink

          Są przedszkola i opiekunki - nie trzeba rezygnować z pracy, żeby opiekować si
          > ę dziećmi.

          I w związku z tym lepiej, aby dzieci były wychowywane przez opiekunki i przedszkola, niż przez matkę?
          • to.ja.kas Re: No i tak 18.10.10, 23:46
            Only pytała czy mama synów Micha nie pracuje?
          • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 07:45
            zmeczona100 napisała:
            > > Momento - a eks-żona Michszyba to nie pracuje? Siedzi w domu z dziećmi 24
            > h/dobę
            > Póki co, to nie ma dzieci, tylko dziecko (nie wiem, czy już urodziła- Mich sie
            > nie chwalił).

            Pytałam wyraźnie o eks-żonę.
            • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 09:59
              Ślepok ze mnie- jakoś nie dowidziałam "ex"wink

              Ex pracuje i korzysta z przedszkola. Mich nie mógłby skorzystac z takiej opcji, choćby z powodów dyżurów w weekendy czy pracy do późna. Musiałby brać opiekunkę, więc de facto nie on wychowywałby dzieci. Albo Ania wink która nie chce być dla nich matką (i słusznie).

              Michowi więc nie zależy na dobru dzieci, tylko na tym, aby nie mieszkały z ex.
              • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 10:22
                zmeczona100 napisała:
                > Ex pracuje i korzysta z przedszkola. Mich nie mógłby skorzystac z takiej opcji,
                > choćby z powodów dyżurów w weekendy czy pracy do późna. Musiałby brać opiekunk
                > ę, więc de facto nie on wychowywałby dzieci.

                A to lekarze nie mają dzieci? Bardzo ciekawe smile

                > Michowi więc nie zależy na dobru dzieci, tylko na tym, aby nie mieszkały z ex.

                Michowi zdaje się zależy na tym, żeby mieć z dziećmi normalny kontakt, co w chwili obecnej ex skutecznie uniemożliwia.
                • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 10:32
                  only.elvie napisała:


                  >
                  > A to lekarze nie mają dzieci? Bardzo ciekawe smile

                  Mają wink Wtedy z dziećmi pozostaje drugi rodzic wink


                  > Michowi zdaje się zależy na tym, żeby mieć z dziećmi normalny kontakt, co w chw
                  > ili obecnej ex skutecznie uniemożliwia.

                  Gdyby chodziło o kontakt, nie pisałby o pozbawieniu jej praw, a tylko o sądownym uregulowaniu (Mich ostatnio nie pisze o tym, że matka utrudnia, uniemozliwia, albo że wyrok w sprawie kontaktów został już wydany i się uprawomocnił) i nie pisałby o roli Ani w opiece nad jego dziećmi.
                  • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 10:38
                    zmeczona100 napisała:
                    > Mają wink Wtedy z dziećmi pozostaje drugi rodzic wink

                    A to ciekawe jak sobie radzą małżeństwa lekarzy, bo mam trochę znajomych z takich rodzin big_grin

                    > Gdyby chodziło o kontakt, nie pisałby o pozbawieniu jej praw, a tylko o sądowny
                    > m uregulowaniu (Mich ostatnio nie pisze o tym, że matka utrudnia, uniemozliwia,
                    > albo że wyrok w sprawie kontaktów został już wydany i się uprawomocnił) i nie
                    > pisałby o roli Ani w opiece nad jego dziećmi.

                    Zmęczona - ja się zastanawiam, czy Ty naprawdę nie widzisz jak wybiórczo czytasz? Jakie 'sądowne uregulowanie' jak eks-żona ma i je i KRiO totalnie w dupie? Chyba o to w całej sprawie chodzi? Że NIE DA SIĘ bez dobrej woli drugiej strony nic załatwić?

                    Nie utrudnia? Nie uniemożliwia? A nieinformowanie (o zmianie przedszkola, o chrzcie) nie jest utrudnieniem? Nie jest wbrew prawu? I co? I nic. Taki to właśnie kraj jest nad Wisłą uncertain
                    • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 10:55
                      only.elvie napisała:


                      > A to ciekawe jak sobie radzą małżeństwa lekarzy, bo mam trochę znajomych z taki
                      > ch rodzin big_grin

                      Ja też mam wink Tak dostosowują swój grafik, aby sie nie nakładały dyżury. A w dni pozaweekendowe - jak inni- prowadzą dzieci do przedszkola, albo maja opiekunkę. Nie widzę nic złego w okresowej opiece nad dzieckiem, którą sprawuja opiekunki, babcie itp.; chodzi mi tylko o zachowanie równowagi między taką formą opieki, a opieką rodziców.


                      >
                      > Zmęczona - ja się zastanawiam, czy Ty naprawdę nie widzisz jak wybiórczo czytas
                      > z? Jakie 'sądowne uregulowanie' jak eks-żona ma i je i KRiO totalnie w dupie?


                      Mich o tym nie pisał tym razem. Pisał natomiast o tym, że kiedy są dzieci u niego, to matkuje im Ania. czyli, że dzieci u niego bywają.

                      > Chyba o to w całej sprawie chodzi? Że NIE DA SIĘ bez dobrej woli drugiej strony
                      > nic załatwić?

                      Michowa pisze przecież, że oni OBYDWOJE toczą walkę. Nawet, gdyby ex zamieniła się w anioła, to i tak do niczego pozytywnego nie dojdzie. Od początku Mich może tu przeczytać o tym, aby zmienił front działania; w realu słyszy to samo. Ale on swoje. To co ma się zmienić w ich układzie?

                      >
                      > Nie utrudnia? Nie uniemożliwia? A nieinformowanie (o zmianie przedszkola, o chr
                      > zcie) nie jest utrudnieniem? Nie jest wbrew prawu? I co? I nic. Taki to właśnie
                      > kraj jest nad Wisłą uncertain

                      Odnośnie chrztu- skoro Mich jest ateistą, to znając Micha jego ex mogła wybrać wariant najlepszy w tej sytuacji. A to, że on nawymyślał księdzu, dostarczył pismo z żądaniem, aby w ogóle nie chrzcić dziecka, zapewne trudno utrudnianiem, uniemozliwianiem nazwać...
                      • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 11:00
                        zmeczona100 napisała:
                        > Ja też mam wink Tak dostosowują swój grafik, aby sie nie nakładały dyżury. A w dn
                        > i pozaweekendowe - jak inni- prowadzą dzieci do przedszkola, albo maja opiekunk
                        > ę. Nie widzę nic złego w okresowej opiece nad dzieckiem, którą sprawuja opiekun
                        > ki, babcie itp.; chodzi mi tylko o zachowanie równowagi między taką formą opiek
                        > i, a opieką rodziców.

                        O - nareszcie zauważyłaś, że nawet po rozwodzie dziecko ma dwoje rodziców smile Dlaczego podczas weekendowego dyżuru Michszyba dziećmi miałaby się zajmować Ania a nie jego eks? Jakby nie miał tylu kredytów do spłacenia (i utrzymania eks) to pewnie czas też by się zwiększył smile

                        > Odnośnie chrztu- skoro Mich jest ateistą, to znając Micha jego ex mogła wybrać
                        > wariant najlepszy w tej sytuacji.

                        Najlepszy wariant to manie w dupie prawa i oszukiwanie ojca? Brawa dla Zmęczonej smile
                        • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 11:07
                          only.elvie napisała:

                          > zmeczona100 napisała:
                          > > Ja też mam wink Tak dostosowują swój grafik, aby sie nie nakładały dyżury.
                          > A w dn
                          > > i pozaweekendowe - jak inni- prowadzą dzieci do przedszkola, albo maja op
                          > iekunk
                          > > ę. Nie widzę nic złego w okresowej opiece nad dzieckiem, którą sprawuja o
                          > piekun
                          > > ki, babcie itp.; chodzi mi tylko o zachowanie równowagi między taką formą
                          > opiek
                          > > i, a opieką rodziców.
                          >
                          > O - nareszcie zauważyłaś, że nawet po rozwodzie dziecko ma dwoje rodziców smile Dl
                          > aczego podczas weekendowego dyżuru Michszyba dziećmi miałaby się zajmować Ania
                          > a nie jego eks? Jakby nie miał tylu kredytów do spłacenia (i utrzymania eks) to
                          > pewnie czas też by się zwiększył smile

                          Zakładasz, że Mich nie utrudniałby kontaktów dzieci z ex?? Przy jego podejściu? Chęci walki??
                          W weekendy powiadasz. czyli ex musiałaby sie dostosować do Micha... Dalej miałaby planować swoje życie pod Micha.

                          >>
                          > Najlepszy wariant to manie w dupie prawa i oszukiwanie ojca? Brawa dla Zmęczone
                          > j smile

                          najlepszy wariant to korzystanie z własnych praw.
                          • only.elvie Re: No i tak 19.10.10, 11:16
                            zmeczona100 napisała:
                            > Zakładasz, że Mich nie utrudniałby kontaktów dzieci z ex?? Przy jego podejściu?
                            > Chęci walki??
                            > W weekendy powiadasz. czyli ex musiałaby sie dostosować do Micha... Dalej miała
                            > by planować swoje życie pod Micha.

                            Boszz... kobieto - to był przykład. Mich wielokrotnie pisał, że stara się ułożyć dyżury tak, żeby móc spotykać się z dziećmi kiedy ona jest w pracy a ona mimo to woli np. zaprowadzić je do sąsiadki. I tak - po rozwodzie OBIE strony nadal muszą się do siebie dostosowywać i planować swoje życie POD DZIECI. Tylko wiesz - do tego potrzebne są chęci a nie poczucie 'mam władzę bo i tak nic nie możesz zrobić'.

                            > najlepszy wariant to korzystanie z własnych praw.

                            Tyle, że widzisz to nie jest JEJ prawo. To jest właśnie choroba systemu, która pozwala jej bezkarnie ZŁAMAĆ prawo.
                            • zmeczona100 Re: No i tak 26.10.10, 14:27

                              only.elvie napisała:

                              I tak - po rozwodzie OBIE strony nadal
                              > muszą się do siebie dostosowywać i planować swoje życie POD DZIECI.

                              Poważnie, muszą się do siebie dostosowywać?? Czy jednak moga, a nie muszą?. Różnica między małżeństwem a ex małżeństwem polega jednak na tym, że swoje zycie dopasowuje się pod swoje dzieci juz nie razem, a osobno. Jasne, że przy chęciach z obu stron może to przebiegać nadal w sposób naturalny, ale nie u wszystkich. Gdyby było inaczej, nie byłby w ogóle potrzebny sąd rodzinny i np. sądowy wyrok w sprawie kontaktów z dziećmi.
                              • only.elvie Re: No i tak 26.10.10, 14:36
                                zmeczona100 napisała:
                                > Poważnie, muszą się do siebie dostosowywać?? Czy jednak moga, a nie muszą?. Róż
                                > nica między małżeństwem a ex małżeństwem polega jednak na tym, że swoje zycie d
                                > opasowuje się pod swoje dzieci juz nie razem, a osobno. Jasne, że przy chęciach
                                > z obu stron może to przebiegać nadal w sposób naturalny, ale nie u wszystkich.
                                > Gdyby było inaczej, nie byłby w ogóle potrzebny sąd rodzinny i np. sądowy wyro
                                > k w sprawie kontaktów z dziećmi.

                                A czy sądy nie rozstrzygają właśnie w sytuacjach, kiedy rodzice powinni się dogadać a nie robią tego? Właśnie niejako 'zmuszając' ich do dogadania się?
                                • zmeczona100 Re: No i tak 26.10.10, 15:01

                                  Sądy nie zmuszają do dogadania się, a decydują o tym, co w konkretnej sytuacji będzie najkorzystniejsze dla dzieci.
                                  • only.elvie Re: No i tak 26.10.10, 15:04
                                    zmeczona100 napisała:
                                    > Sądy nie zmuszają do dogadania się, a decydują o tym, co w konkretnej sytuacji
                                    > będzie najkorzystniejsze dla dzieci.

                                    Ano właśnie! A decydują wtedy, kiedy rodzice nie mogą się dogadać. Czyli - po rozwodzie rodzice dalej muszą kierować się dobrem dzieci a jak nie to 'zmusi' ich do tego sąd.
                      • malgolkab Re: No i tak 19.10.10, 12:28
                        >
                        > Ja też mam wink Tak dostosowują swój grafik, aby sie nie nakładały dyżury. A w dn
                        > i pozaweekendowe - jak inni- prowadzą dzieci do przedszkola, albo maja opiekunk
                        > ę. Nie widzę nic złego w okresowej opiece nad dzieckiem, którą sprawuja opiekun
                        > ki, babcie itp.; chodzi mi tylko o zachowanie równowagi między taką formą opiek
                        > i, a opieką rodziców.

                        wiadomo, że taka równowaga być powinna, też uważam, ze dziecko powinni wychowywać rodzice, a nie opiekunka na zmiane z babcią, ciocią i przedszkolem.
                        ale nie przesadzaj- ja znam lekarki-samotne matki i dają radę- wszystko jest kwestią organizacji.
                        >
                        > >

                        > Pisał natomiast o tym, że kiedy są dzieci u nie
                        > go, to matkuje im Ania. czyli, że dzieci u niego bywają.
                        a co w tym złego? mój ex teraz ma zamieszkać z dziewczyną i to chyba normalne, ze ona tez bedzie przebywac z młodym, bawić się z nim, zostanie z nim jak ojciec gdzieś wyjdzie itd. a co- powinien ja z domu wyrzucic na weekend, bo syn go odwiedza??
                        > > Nie utrudnia? Nie uniemożliwia? A nieinformowanie (o zmianie przedszkola,
                        > o chr
                        > > zcie) nie jest utrudnieniem? Nie jest wbrew prawu? I co? I nic. Taki to w
                        > łaśnie
                        > > kraj jest nad Wisłą uncertain
                        bo na tym to właśnie polega, że niektóre kobiety nie potrafią rozgraniczyć - niechęć do exa jako człowieka to jedno, ale jego prawa rodzicielskie (nawet jesli ograniczone sądownie) to co innego. i jeszcze uważają, ze robią to dla dobra dzieci.
                        najchetniej nie oglądałabym juz nigdy swojego ex, drażni mnie wieloma rzeczami okrutnie, ale informuję go o wizytach lekarskich (mimo, ze chodzę tylko ja z synem, on nie ma czasu), o rzeczach związanych z przedszkolem, o zajęciach dodatkowych, o terminie imprezy urodzinowej, o wczasach, wyjazdach itd.
                        bo po prostu tak trzeba, jak to się zrozumie to już idzie z górkismile
                        • zmeczona100 Informujesz czy on się interesuje? 26.10.10, 14:11
                          malgolkab napisała:

                          najchetniej nie oglądałabym juz nigdy swojego ex, drażni mnie wieloma rzeczami
                          > okrutnie, ale informuję go o wizytach lekarskich (mimo, ze chodzę tylko ja z sy
                          > nem, on nie ma czasu), o rzeczach związanych z przedszkolem, o zajęciach dodatk
                          > owych, o terminie imprezy urodzinowej, o wczasach, wyjazdach itd.

                          czyli traktujesz exa jak taką skrzynkę odbiorczą, której trzeba wysłac informacje, a skrzynce one i tak nie są potrzebne, nie powodują jej określonego zachowania.


                          > bo po prostu tak trzeba, jak to się zrozumie to już idzie z górkismile

                          ja owszem, rozumiem udzielanie informacji na wspomniane przez Ciebie problemy, ale wtedy, gdy to ojca interesuje. Nie poczuwam sie do obowiązku informowania ojca o wszystkim, co dotyczy dziecka, bo jemu to lata koło tyłka. Mój syn jest już nastolatkiem, ma swój telefon, więc nie miałby ojciec problemów żadnych, żeby wiedzieć, co u jego dziecka słychać, gdyby go to autentycznie interesowało- ode mnie czy od syna. W połowie wakacji mój- nie- mój przekonywał sąd, że go interesują sprawy syna i jednocześnie skarżył się na to, że nikt mu nie powiedział, do jakiej szkoły syn pójdzie od wrzesnia....
              • altz Re: No i tak 19.10.10, 10:32
                Michowi zależy, żeby dzieci miały kontakt z obojgiem rodziców, żeby też mieszkały z kimś, kto ma pragnienie opiekowania się dziećmi, dlatego dzieci ma matka.
                A co do pracy, to czasami jest tak, że się wejdzie w tryb pracy, to trudno sobie uzmysłowić, że można coś ograniczyć, jakoś zmienić grafik, czy mniej dyżurów. Myślę, że ta faza jest jeszcze przed Michem, jak już się poukładają sprawy z ex, chociaż żal, bo teraz jest najpiękniejszy okres opieki rodziców nad dziećmi.
                A opieka nad zdrowymi dziećmi 3 i 5 lat, to jest już łatwizna, często się same zajmują sobą. Dużo gorzej jest, gdy się ma jeszcze oseska i wtedy pomoc drugiej osoby jest mile widziana, a często niezbędna.
                • zmeczona100 Re: No i tak 19.10.10, 11:08
                  nie pozostaje mi nic innego, jak się pod tym podpisać obiema łapkami.
              • malgolkab Re: No i tak 19.10.10, 12:16
                zmeczona100 napisała:

                > Ślepok ze mnie- jakoś nie dowidziałam "ex"wink
                >
                > Ex pracuje i korzysta z przedszkola. Mich nie mógłby skorzystac z takiej opcji,
                > choćby z powodów dyżurów w weekendy czy pracy do późna. Musiałby brać opiekunk
                > ę, więc de facto nie on wychowywałby dzieci. Albo Ania wink która nie chce być dl
                > a nich matką (i słusznie).
                >
                sugeruje zakazać lekarzom posiadania dzieci- wiadomo- dyżury, seminaria, konferencjesmile a samotnym matkom-lekarkom lub ojcom-lekarzom to w ogóle prawa odbierać!
                • brzoza1975 Re: No i tak 19.10.10, 22:52
                  hmm wszyscy o stereotypach i nagonkach.
                  A gdybyś tak Michu zakończył jeden związek a potem zaczął drugi to nie byłoby prościej?
                  Wszyscy zaoszczędzilibyście na psychoanalitykachwink

                  choć z drugiej strony nie padłby rekord na forum...
                • zmeczona100 Re: No i tak 23.10.10, 21:55
                  malgolkab napisała:
                  > sugeruje zakazać lekarzom posiadania dzieci- wiadomo- dyżury, seminaria, konfer
                  > encjesmile a samotnym matkom-lekarkom lub ojcom-lekarzom to w ogóle prawa odbierać
                  > !

                  Lekarze za partnera nie zawsze mają innego lekarza, a nawet jeśli tak, to nie biorą dyżurów "na zakładkę".

                  Naprawdę nie dostrzegasz różnicy między samotnym rodzicem- lekarzem, a sytuacją Michszyba??
    • zielona.wrona Odbyl sie ten chrzest... 22.10.10, 14:46
      w koncu, czy nie?
      Jak skonczyla sie ta historia?
      Jak sie odbyl, to ponic telefon do ksiedza i cala reszta. Jak sie nie odbyl, to dopiero musial byc cyrk. Ludzie przyszli do kosciola a tu nic?
      Autorze warku, dopisz zakonczenie.
      Pozdrawiam!
      • ani_chybi Przeniosła dzieci? 22.10.10, 14:54
        Nie wiemy tez kto wygrał poprzednia batalię o przedszkole .
        Czas wypłacać zaklady...
    • morekac Re: Przeniosła dzieci? 22.10.10, 16:38
      Każdy ma taką eks-żonę (ewentualnie eks-męża), jaką wcześniej poślubił...
      • nangaparbat3 motto 22.10.10, 21:02
        morekac napisała:

        > Każdy ma taką eks-żonę (ewentualnie eks-męża), jaką wcześniej poślubił...

        Święte słowa. Dla mnie to powinno być motto naszego forum.
    • zmeczona100 Re: Hm 23.10.10, 21:52
      > A co ma jego zawód do rzeczy?

      Może to, że nie jest to "zwykły" zawód, tylko praca z ludźmi i dla ludzi i w związku z tym obowiązują jednak szczególne wymagania, etyka?
      • nowel1 Re: Hm 23.10.10, 21:58
        Lekarze są ludźmi, jak każdy inny. Mają różne osobowości i różne historie życiowe.
        Nie istnieją żadne "specjalne" wymogi etyczne dotyczące lekarzy; a w każdym razie nie takie, które dotyczyłyby jego życia prywatnego.
        • vero_nique Re: Hm 23.10.10, 23:08
          Hmmm czyli wg tej swietnej teorii etyka i morale powiedzmy w godzinach pracy np. 8-16, po 16 juz nie obowiazuje?
          Jak dobrze rozumiem tez, tyczy sie to kazdego czlowieka bez wzgledu na zawod - ...np. sedzia, szewc, nauczyciel, prokurator wink - wkoncu to tez zwykli przecietni ludzie ze swoimi historiami... wink

          A juz zupelnie na powaznie, wg mojej teorii albo ktos ma zasady, ktorymi kieruje sie ZAWSZE - albo ich nie ma. Nie da sie byc uczciwym w np. 26 %.


          • nowel1 Re: Hm 23.10.10, 23:22
            Według tej świetnej teorii uczciwość i moralność obowiązuje każdego, a nie tylko lekarza.
            • zmeczona100 Re: Hm 23.10.10, 23:52
              Jednak nieprzestrzeganie tej teorii nie świadczy najlepiej o lekarzu:

              Kodeks etyki lekarskiej:

              CZESC OGÓLNA
              Art. 1.
              1. Zasady etyki lekarskiej wynikaja z ogólnych norm etycznych.
              2. Zobowiazuja one lekarza do przestrzegania praw człowieka i dbania o godnosc
              zawodu lekarskiego.
              3. Naruszeniem godnosci zawodu jest kade postepowanie lekarza, które podwaa
              zaufanie do zawodu.

              Czy zachowanie Micha (np. wyzywanie żony, prowadzenie z nią otwartej wojny, na oczach innych z jego otoczenia etc.) nie podważa zaufania do zawodu?

              Obowiązuje Kodeks, funkcjonują sądy lekarskie...
              • nowel1 Re: Hm 24.10.10, 00:10
                Nie rozumiem zupełnie, do czego zmierzasz.
                Uważasz, że Sąd Lekarski powinien osądzić Michszyba z powodu jego wojny z żoną i co, zabrać mu prawo wykonywania zawodu, tak?
              • only.elvie Re: Hm 24.10.10, 13:46
                zmeczona100 napisała:
                > Czy zachowanie Micha (np. wyzywanie żony, prowadzenie z nią otwartej wojny, na
                > oczach innych z jego otoczenia etc.) nie podważa zaufania do zawodu?

                A widzisz zmęczona - moje zaufanie do człowieka podważyłoby działanie odwrotne - poddanie się karygodnej działalności eks i 'odpuszczenie' sobie własnych dzieci.

                Walka o dzieci nie jest w moich oczach dla mnie niczym złym - ubolewam jedynie, że w tym kraju prawo doprowadza do tego, że rodzic musi w taki sposób walczyć o swoje prawa.
                • tricolour Walka jest zawsze czymś złym... 24.10.10, 14:14
                  ... ponieważ istotą walki jest zadawanie strat i ponoszenie ofiar.

                  W tym konkretnym przypadku Mich najpierw nie miał nic przeciw ceremonni chrztu tylko wierzgał, że nie został zawiadomiony o tak ważnej (jak dla ateisty.... hehehe) sprawie.

                  Istotą walki w tym konkretnym przypadku było odwołanie chrztu, co zostało wymierzone przeciw dziecku, które poszło do kościoła na darmo, przeciw ex oraz przeciw zaproszonym gościom. Istotą wallki było nie to, że dziecko pójdzie do chrztu tylko, że jak to będzie wyglądało, że ojca nie ma na chrzcie - więc nie chodziło w tym przypadku o chrzest tylko o wizerunek ojca.

                  Na tym polega zło walki.
                  • only.elvie Walka czy obrona konieczna? 24.10.10, 15:36
                    tricolour napisał:
                    > ... ponieważ istotą walki jest zadawanie strat i ponoszenie ofiar.

                    Dla mnie kwestia dzieci to nie 'zadawanie strat' tylko obrona konieczna. Ty sobie odpuściłeś. Pozwoliłeś okraść siebie i dziecko - masz do tego prawo. Po raz kolejny piszę Ci - nie odmawiaj tego prawa innym.

                    Ojciec ma prawo uczestniczyć w życiu swojego dziecka i decydować o ważnych dla niego sprawach. W momencie, kiedy prawo to nie jest respektowane przez drugą stronę - ma prawo go bronić.
                    • maniasza Re: Walka czy obrona konieczna? 24.10.10, 19:00
                      only.elvie napisała:

                      > Ojciec ma prawo uczestniczyć w życiu swojego dziecka i decydować o ważnych dla
                      > niego sprawach. W momencie, kiedy prawo to nie jest respektowane przez drugą st
                      > ronę - ma prawo go bronić.


                      Ważne sprawy albo są, albo nie są. Kiedy żona była w ciąży, to to nie były ważne sprawy dla niego, prawda? Więc jego żona ma prawo się bronić po tym, co jej zrobił.
                      On sam się pozbawił wszelkich praw zdradzając swoje dzieci, bo nie tylko o zdradę żony tu chodzi przecież. Bo jeśli facet zdradza żonę, kiedy ta jest w ciąży, to jednoznacznie wskazuje na to, że ani żona, ani to dziecko co maiało tuż-tuż przyjść na swiat nie są dla niego ważne.
                      Szkoda , że żadając poszanowania swoich praw jednocześnie zapomniał o obowiązkach i potraktował swoją żonę w ciąży przedmiotowo.
                      Doczytałam właśnie, że chodziło o chrzest. Rzeczywiście jest to godne potępienia, pod warunkiem, że ich relacje byłyby normalne. Ale nie są. I nie dziwię się reakcji eks michszyba w tej konkretnej sytuacji. Sam się wymiksował z obowiązków, więc ma to, do czego dążył. Jak ktoś nie poczuwa się do obowiązków, to sam automatycznie pozbawia się praw. Proste.
                      • only.elvie Re: Walka czy obrona konieczna? 24.10.10, 22:13
                        maniasza napisała:
                        > Ważne sprawy albo są, albo nie są. Kiedy żona była w ciąży, to to nie były ważn
                        > e sprawy dla niego, prawda? Więc jego żona ma prawo się bronić po tym, co jej z
                        > robił.

                        Kolejna zwolenniczka odgrywania się na eks za pomocą dzieci?

                        Dorośli ludzie swoje sprawy powinni załatwiać między sobą. Mieszanie w nie dzieci jest karygodne. Granie dziećmi to krzywda wyrządzana IM.

                        > On sam się pozbawił wszelkich praw zdradzając swoje dzieci, bo nie tylko o zdra
                        > dę żony tu chodzi przecież. Bo jeśli facet zdradza żonę, kiedy ta jest w ciąży,
                        > to jednoznacznie wskazuje na to, że ani żona, ani to dziecko co maiało tuż-tuż
                        > przyjść na swiat nie są dla niego ważne.

                        Otóż nie. Jesteś kolejną osobą, która nie potrafi odróżnić 'ja-żona' od 'ja-matka'. Większość matek czuje taki stopień symbiozy z dziećmi, że ich zdradę odczuwają jako zdradę dzieci - a tak nie jest. To sprawa między DOROSŁYMI, między MAŁŻONKAMI a nie dziećmi.

                        > Sam się wymiksował z obowiązkó
                        > w, więc ma to, do czego dążył. Jak ktoś nie poczuwa się do obowiązków, to sam
                        > automatycznie pozbawia się praw. Proste.

                        Problem polega na tym, że Michszyb POCZUWA się do obowiązków. Do dbania o dzieci, zajmowania się nimi. To Ex wolałaby go w roli tylko bankomatu smile
                        • maniasza Re: Walka czy obrona konieczna? 24.10.10, 23:03
                          only.elvie napisała:

                          > Kolejna zwolenniczka odgrywania się na eks za pomocą dzieci?

                          Kulą w płot.
                          Mój syn mieszka z ojcem. Tylko dlatego jest z nim, że był i jest prawdziwym ojcem, znającym swoje obowiązki. Nasze relacje nie miały wpływu na to , z kim ostatecznie dziecko będzie mieszkało.

                          Co do reszty, to nie odniosę się, bo są to brednie.
                          Michszyb zachowywał się i zachowuje nadal jak ostatnia swołocz. Jakby mój eks tak się zachowywał, to nie dopuściłabym go na kilometr do dziecka, a najpewniej , zatłukłabym na miejscu własnoręcznie przy jakiejkolwiek próbie zbliżenia się do dziecka.
                          • only.elvie Re: Walka czy obrona konieczna? 25.10.10, 08:54
                            maniasza napisała:
                            > Michszyb zachowywał się i zachowuje nadal jak ostatnia swołocz. Jakby mój eks t
                            > ak się zachowywał, to nie dopuściłabym go na kilometr do dziecka, a najpewniej
                            > , zatłukłabym na miejscu własnoręcznie przy jakiejkolwiek próbie zbliżenia się
                            > do dziecka.

                            I to jest właśnie odgrywanie się na eks za pomocą dziecka. On skrzywdził mnie więc ja skrzywdzę jego zabierając mu dziecko. Bardzo sposób działania u kobiet. 'Chronić dziecko'? Przed czym? Nie powiedzieć ojcu do jakiego przedszkola chodzi bo nie daj Boże go z niego odbierze? Bo nie daj Boże na chrzest przyjdzie?

                            Ja już tu pisałam - za zdradę eks mogłaby mu jaja obciąć ale WARA od dzieci.
                            • maniasza Re: Walka czy obrona konieczna? 25.10.10, 20:14
                              only.elvie napisała:

                              >
                              > I to jest właśnie odgrywanie się na eks za pomocą dziecka. On skrzywdził mnie w
                              > ięc ja skrzywdzę jego zabierając mu dziecko. Bardzo sposób działania u kobiet.
                              > 'Chronić dziecko'? Przed czym? Nie powiedzieć ojcu do jakiego przedszkola chodz
                              > i bo nie daj Boże go z niego odbierze? Bo nie daj Boże na chrzest przyjdzie?
                              >
                              > Ja już tu pisałam - za zdradę eks mogłaby mu jaja obciąć ale WARA od dzieci.

                              Powinna to zrobić, bez wątpienia.
                              Co do "chronić", nie wiem, jak on się zachowuje czy zachowywał w stosunku do swojej eks, ale jeśli tak, jak opisuje to tu na forum od paru lat, to prawdopodobnie postąpiłabym na jej miejscu tak samo. Dzieci trzeba chronić przed nikczemna postawą rodzica. Bo niestety, cześto to odbywa się tak, że ojciec chce być dobrym, na zasadzie dysonansu. Matka zła, a ja jestem rzadko i popatrz jaki fajny ze mnie tatuś. To jest parszywa manipulacja i krzywdzenie dziecka i taką postawę trzeba tępić w zarodku. I to nie eks odgrywa się na michszybie, tylko on - na niej.
                              Zważ jego postawę, - wszyscy winni, tylko jego biedaka krzywdzą.
                              Śmieszne i żałosne, facet bez odrobiny zadumy nad sobą, swoim postępowaniem i własnym życiem.
                              • only.elvie Re: Walka czy obrona konieczna? 26.10.10, 08:35
                                maniasza napisała:
                                > Dzieci trzeba chronić przed nikczemna postawą rodzica

                                Kto ochroni te dzieci przed nikczemną postawą matki?
                                • dorata351 Re: Walka czy obrona konieczna? 26.10.10, 09:51
                                  Tatuś. który zamiast być przy mamusi w ciąży, a potem przy nowo narodzonym maleństwie, baraszkował z koleżanką w pracy?
                                  Też mi ochrona.
                                • maniasza Re: Walka czy obrona konieczna? 26.10.10, 20:27
                                  only.elvie napisała:

                                  > maniasza napisała:
                                  > > Dzieci trzeba chronić przed nikczemna postawą rodzica
                                  >
                                  > Kto ochroni te dzieci przed nikczemną postawą matki?

                                  Nic nie wskazuje na to , że przed tą matką należy chronić.
                                  Albo nie jesteś matką, albo nie rozumiesz podstawowych mechanizmów, jakimi kieruje się kobieta, która matką jest.
                        • tricolour Bankomat? 25.10.10, 06:48
                          Tysiąc złotych na dziecko to jakiś szczególny dar i poświęcenie, że nazywasz ojca bankomatem? To ile - Twoim zdaniem - powinno dostawać dziecko alimentów, by ojciec nie był bankomatem? Trzy stówy wystarczą?

                          A dwa tysiące na kredyt za dom to też poświęcenie ojca, że biedak został sprowadzony do roli bankomatu?

                          Takie masz argumenty gdy się bliżej przyjrzeć temu, co mówisz.
                          • only.elvie Re: Bankomat? 25.10.10, 08:51
                            tricolour napisał:
                            > Tysiąc złotych na dziecko to jakiś szczególny dar i poświęcenie, że nazywasz oj
                            > ca bankomatem? To ile - Twoim zdaniem - powinno dostawać dziecko alimentów, by
                            > ojciec nie był bankomatem? Trzy stówy wystarczą?

                            Jak zwykle Tri nie rozumie smile Urocze smile

                            Nie chodzi o kwotę tylko o fakt chęci eks Michszyba do ZREDUKOWANIA jego roli w życiu dzieci do płacenia. TYLKO płacenia. Wyeliminowanie go ze wszystkich innych kwestii - decyzji, wyborów, uroczystości. Ona decyduje - on płaci. Taka jest wizja jego eks smile
                            • tricolour Taka jest wizja ex? 25.10.10, 08:55
                              Czy tu choć jedno słowo napisała ex i cos o swojej wizji?

                              A może takie jest opowiadanie Micha?

                              • only.elvie Wybiórcza wiara w słowa drugiego człowieka? 25.10.10, 09:17
                                tricolour napisał:
                                > Czy tu choć jedno słowo napisała ex i cos o swojej wizji?
                                > A może takie jest opowiadanie Micha?

                                Ty oczywiście wierzysz w to co Michszyb pisze tylko wtedy, kiedy pasuje to Twojej teorii. Jak nie pasuje to na pewno kłamał big_grin big_grin big_grin
                                • tricolour Chcesz powiedzieć, że Mich kłamał.. 25.10.10, 09:26
                                  ... wtedy kiedy milczała jego ex na temat swojej wizji?

                                  Polecam zajęcia z logiki, bo szkoda mojego czasu na marne manipulacje.
                                  • only.elvie Re: Chcesz powiedzieć, że Mich kłamał.. 25.10.10, 09:49
                                    > ... wtedy kiedy milczała jego ex na temat swojej wizji?

                                    Michszyb przedstawiał wizję swojej eks - cytował jej słowa. Tobie oczywiście te słowa były nie na rękę, więc zarzucisz mu kłamstwo. Tylko w tej kwestii bo w innych (wygodnych dla Twoich poglądów) uznajesz, że pisze prawdę smile
                                    • tricolour Gdzie zarzuciłem mu kłamstwo? 25.10.10, 09:55
                                      Ja twierdzę, że znamy tylko opowiesć jednej strony i to tendencyjną. Nawet Anka nie wiedziała od Micha tego, co wiedziało forum, co wyraźniewskazuje na tendencyjność, co jest zresztą zrozumiałe...
                                      • only.elvie Re: Gdzie zarzuciłem mu kłamstwo? 25.10.10, 10:03
                                        tricolour napisał:
                                        > Ja twierdzę, że znamy tylko opowiesć jednej strony i to tendencyjną.

                                        Tendencyjną określasz tylko tę część, która jest nie na rękę w Twoich teoriach.

                                        Btw. Bardzo często wypowiadasz się o eks Michszyba, pisząc DLACZEGO ona coś robi (w stylu 'nie dziwię się, że kobieta próbuje chronić dzieci') mimo, że ona NIC nie napisała. Nie wiesz nic o jej motywach poza tym co pisze Michszyb ale nie przeszkadza Ci to się wypowiadać. Twoje wypowiedzi też są 'tendencyjne'?
                                        • tricolour Moje wypowiedzi tendencyjne? 25.10.10, 10:58
                                          Oczywiście, że takimi są. Przez nieznajomośc faktów, przez własne przeżycia itp.

                        • zmeczona100 Prawa a obowiązki 26.10.10, 14:23

                          only.elvie napisała:

                          > Problem polega na tym, że Michszyb POCZUWA się do obowiązków. Do dbania o dziec
                          > i, zajmowania się nimi. To Ex wolałaby go w roli tylko bankomatu smile

                          Czyżby?
                          W jakiej roli postawił się Michszyb, kiedy ex była w ciąży, z już jednym, malutkim dzieckiem u boku? Nie był wtedy tylko bankomatem, czas poświęcając gzieniu się na dyżurach i spedzaniu całych dni w łóżku z wolontariuszką, w drogich hotelach (o czym pisała sama Ania)? jakie wtedy wypełniał obowiązki wobec swoich dzieci? I kiedy?? Między kolejnym dyżurem a kolejnymi dobami w hotelach?

                          Myslisz, że tu chodzi o odegranie sie ex za zdradę? Skoro wszelkie obowiązki wtedy spoczywały na matce dzieci, sama musiała o wszystkim decydowac, dawać sobie radę, to dlaczego w pewnym momencie Michszyb włazi do ich ułożonego życia z buciorami? tak nagle sobie przypomniał o tym, że ma dzieci i ma do nich prawo? Jasne, że ma prawo, ma obowiązki, ale nie tak od razu, aby tylko dokopać ex, aby stanąć w roli biednego, skrzywdzonego przez wredną babę misia... Ale skoro od razu wkroczył i zaczął dyrygowac, jak ma być, to niestety, tak się to skończyło.
                          • only.elvie Re: Prawa a obowiązki 26.10.10, 14:32
                            zmeczona100 napisała:
                            > W jakiej roli postawił się Michszyb, kiedy ex była w ciąży, z już jednym, malut
                            > kim dzieckiem u boku? Nie był wtedy tylko bankomatem, czas poświęcając gzieniu
                            > się na dyżurach i spedzaniu całych dni w łóżku z wolontariuszką, w drogich hote
                            > lach (o czym pisała sama Ania)? jakie wtedy wypełniał obowiązki wobec swoich dz
                            > ieci? I kiedy?? Między kolejnym dyżurem a kolejnymi dobami w hotelach?

                            I rozumiem to przekreśla go na wieki wieków?

                            > Myslisz, że tu chodzi o odegranie sie ex za zdradę? Skoro wszelkie obowiązki wt
                            > edy spoczywały na matce dzieci, sama musiała o wszystkim decydowac, dawać sobie
                            > radę, to dlaczego w pewnym momencie Michszyb włazi do ich ułożonego życia z bu
                            > ciorami? tak nagle sobie przypomniał o tym, że ma dzieci i ma do nich prawo? Ja
                            > sne, że ma prawo, ma obowiązki, ale nie tak od razu, aby tylko dokopać ex, aby
                            > stanąć w roli biednego, skrzywdzonego przez wredną babę misia... Ale skoro od r
                            > azu wkroczył i zaczął dyrygowac, jak ma być, to niestety, tak się to skończyło.

                            Skąd wiesz, że 'nagle sobie przypomniał' i że 'wszelkie obowiązki spoczywały na matce'? W sumie na chwilę obecną Michszyb pracuje tyle co pracował, nie mieszka z eks a mimo to jest w stanie spędzać z synami bardzo dużo czasu (wg. ustaleń sądowych). Skoro teraz jest w stanie poświęcić tyle czasu to co powoduje twoje twierdzenie, że kiedyś nie poświęcał go wcale?

                            PS. Nie zakładam, że był dobrym ojcem, może był, może nie - tego nie wiemy - pytam tylko na jakiej podstawie zakładasz co innego?
                            • zmeczona100 Re: Prawa a obowiązki 26.10.10, 15:03
                              A na jakiej podstawie twierdzisz, że nie traktuję Michszyba jako dobrego ojca??
                              Twierdzę tylko, że wprowadzanie nowej osoby do obowiązków innej nie może byc gwałtowne, tylko stopniowe.
                              Ludzie, przeciez ja to napisałam wyraźnie...
                              • only.elvie Re: Prawa a obowiązki 26.10.10, 15:10
                                zmeczona100 napisała:
                                > A na jakiej podstawie twierdzisz, że nie traktuję Michszyba jako dobrego ojca??

                                Piszesz, że nie poświęcał czasu dzieciom, że wszystko było na głowie eks. Napisałaś, ze on 'wszedł z buciorami do ICH ułożonego życia' tak jakby go w tym życiu wcześniej nie było.
                                • zmeczona100 Re: Prawa a obowiązki 26.10.10, 15:40
                                  > Piszesz, że nie poświęcał czasu dzieciom, że wszystko było na głowie eks.

                                  Bo tak było przecież.

                                  Napis
                                  > ałaś, ze on 'wszedł z buciorami do ICH ułożonego życia' tak jakby go w tym życi
                                  > u wcześniej nie było.

                                  A był?? Nie było. Trudno być z nimi, jeśli na okrągło ojciec dyma się z wolontariuszkami, wykorzystując nie tylko miejsce pracy, ale i weekendowe wypady do hoteli, a resztę czasu spędzając w pracy i później w nowym gniazdku z kochanką Anią.
                                  Pewnie był wtedy, kiedy starszak był mały- wtedy przynajmniej wracał do domu.

                                  Jest, od kiedy przerzucił się (chwilowo wink ) na monogamię z Anią. Jakoś udało mu się przypomnieć o dzieciach.
                    • tricolour My to nie piszemy o mnie... 24.10.10, 21:15
                      ... a jeśli chcesz pisać, to wiedz, że mnie bawią te ssane z palca "argumenty" oparte na wyobraźni oraz ukrywanie się za coraz nowymi nickami.

                      A z tym decydowaniem o ważnych sprawach: czy dla ateisty chrzest jest wazny? Moim zdaniem nie jest ważny, ale ważne jest wojna z matką.
                      • only.elvie Re: My to nie piszemy o mnie... 24.10.10, 22:07
                        tricolour napisał:
                        > ... a jeśli chcesz pisać, to wiedz, że mnie bawią te ssane z palca "argumenty"
                        > oparte na wyobraźni oraz ukrywanie się za coraz nowymi nickam

                        Nowym nickami? Ja mam ciągle ten sam smile Po prostu więcej osób zauważa to samo. Może dlatego, że to prawda?

                        > A z tym decydowaniem o ważnych sprawach: czy dla ateisty chrzest jest wazny? Mo
                        > im zdaniem nie jest ważny, ale ważne jest wojna z matką.

                        Jako ateistka odpowiem - tak jest ważny.
                        • tricolour Nick CIĄGLE ten sam od kiedy? 25.10.10, 06:44
                          Od maja i na potrzeby jednego forum z nielicznymi wtrętami na dwa inne? No tak - ciągle ten sam!

                          " Jako ateistka odpowiem - tak jest ważny" - jako ateistka odrzucasz Boga więc na czym polega - Twoim zdaniem - ważnośc chrztu dla Ciebie?
                          • only.elvie Re: Nick CIĄGLE ten sam od kiedy? 25.10.10, 08:47
                            tricolour napisał:
                            > Od maja i na potrzeby jednego forum z nielicznymi wtrętami na dwa inne? No tak
                            > - ciągle ten sam!

                            Żadnej przerwy w niczym nie było. Używam jednego nicka - widocznie mnie z kimś mylisz.

                            > " Jako ateistka odpowiem - tak jest ważny" - jako ateistka odrzucasz Boga więc
                            > na czym polega - Twoim zdaniem - ważnośc chrztu dla Ciebie?

                            Na tym, że sprzeciwiam się chrzczeniu i wychowywaniu dzieci w religii, z którą się utożsamiam. W moim przypadku uważam wręcz za szkodliwą, zakłamaną etc.
                            • tricolour A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 09:00
                              Konkretnie napisz z jaką religią utożsamia się ateista?
                              "sprzeciwiam się chrzczeniu i wychowywaniu dzieci w religii, z którą się utożsamiam" - to zdanie jest wewnętrznie sprzeczne przy deklarowanym ateizmie.

                              Co do nicka to - wybacz - pięć miesięcy na forum to nawet nie sa początki pisania. CIĄGLE ten sam, to kilka lat, a nie nick założony na potrzeby tego forum.
                              • only.elvie Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 09:15
                                tricolour napisał:
                                > Konkretnie napisz z jaką religią utożsamia się ateista?
                                > "sprzeciwiam się chrzczeniu i wychowywaniu dzieci w religii, z którą się utożsa
                                > miam" - to zdanie jest wewnętrznie sprzeczne przy deklarowanym ateizmie.

                                Miało być 'się NIE utożsamiam'.

                                > Co do nicka to - wybacz - pięć miesięcy na forum to nawet nie sa początki pisan
                                > ia. CIĄGLE ten sam, to kilka lat, a nie nick założony na potrzeby tego forum.

                                Przedtem twierdziłeś, ze ukrywam się pod różnymi nickami a teraz, że gdzie indziej piszę pod innym nickiem? I niby co znaczy, że 'pięć miesięcy na forum to nawet nie sa początki pisania'? Ile to są początki 5 lat?

                                Wydaje mi się, że walisz na oślep.
                                • bramstenga Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 09:30
                                  > > Konkretnie napisz z jaką religią utożsamia się ateista?
                                  > > "sprzeciwiam się chrzczeniu i wychowywaniu dzieci w religii, z którą się
                                  > utożsa
                                  > > miam" - to zdanie jest wewnętrznie sprzeczne przy deklarowanym ateizmie.
                                  >
                                  > Miało być 'się NIE utożsamiam'.

                                  OK, to jak według Ciebie można załatwić sprawę chrztu w przypadku, gdy jeden rodzic jest wierzący, a drugi to zdeklarowany ateista? Sorry, ale nie da się zadowolić obu stron.
                                  ~bramstenga
                                  • only.elvie Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 09:43
                                    bramstenga napisała:
                                    > OK, to jak według Ciebie można załatwić sprawę chrztu w przypadku, gdy jeden ro
                                    > dzic jest wierzący, a drugi to zdeklarowany ateista? Sorry, ale nie da się zado
                                    > wolić obu stron.
                                    > ~bramstenga

                                    Ustalić PRZED urodzeniem dziecka i się tego trzymać. Z tego co Michszyb pisał jego żona też jest niewierząca więc to nie ten typ problemu.
                                    • bramstenga Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 10:42
                                      Hmm, a jeśli również przed urodzeniem dziecka rodzice nie potrafią dojść do kompromisu? (Nie mówiąc już o tym, że ludzie i ich decyzje się zmieniają, co akurat piszący na tym forum wiedzą najlepiej).
                                      ~bramstenga
                                    • maniasza Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 25.10.10, 20:22
                                      only.elvie napisała:

                                      >
                                      > Ustalić PRZED urodzeniem dziecka i się tego trzymać. Z tego co Michszyb pisał j
                                      > ego żona też jest niewierząca więc to nie ten typ problemu.

                                      Pragmatyzm godny podziwu. To raz. Przed urodzeniem dziecka też można było ustalić, Mihszyb powinien to zrobić, że zostawi żonę w ciąży i odejdzie do kochanki.

                                      Dwa, Michdszyb wymiksował się, kiedy żona była w ciąży zdaje się. Jego odejście anuluje jakiekolwiek z nim , nawet jeśli były, ustalenia.

                                      Facet żyje w totalnym amoku, obłędzie, a Ty nie chcesz tego zauważyć i w ciemno go bronisz.
                                      • only.elvie Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 26.10.10, 08:37
                                        maniasza napisała:
                                        > Dwa, Michdszyb wymiksował się, kiedy żona była w ciąży zdaje się. Jego odejście
                                        > anuluje jakiekolwiek z nim , nawet jeśli były, ustalenia.

                                        Kolejna zwolenniczka postawy, że jak facet zdradzi kobietę to traci prawo do dzieci smile

                                        Zdrada może anulować ustalenia MIĘDZY DOROSŁYMI. Nie pozbawia praw rodzicielskich.
                                        • aneta-skarpeta Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 26.10.10, 09:34
                                          no to ustalenia zostały anulowanewink
                                        • tricolour Wiesz, skąd taki długi wątek? 26.10.10, 09:43
                                          Bo ścierają się dwa światy: jeden to surowy (i słusznie) świat zasad głoszących, że po rozwodzie nie powinny zmienić się relacje między dzieckiem, a rodzicami. Drugi głoszący (i słusznie), że skrzywdzony człowiek odczuwa ból więc potrzebuje czasu na rekonwalescencję.

                                          Jestem naturalnym zwolennikiem (z własnego doświadczenia), że matka nie powinna szkodzic dzieciom poprzez ich izolację czy nawet utrudnianie kontaktów. Jestem także zwolennikiem, że problemy się rozwiązuje tym łagodniej i z tym większym wyczuciem im te problemy są trudniejsze.

                                          Generalnie nie mam większych oporów nakopać zgwałconej kobiecie do dupy i nakazac jej ze łzami podjąc pracę zawodową zamiast leczyć traumę u psychologa na koszt NFZ. Nie mam żadnych oporów powiedzieć jej, że instynkt samozachowawczy i wyobraźnia powinna zakazywać pić z nieznajomymi, szlajać się po dyskotakach w kusych spódniczkach czym nęci gwałcicieli. Jednak nie nakopię i nie powiem, bo w ten sposób nie poprawię tylko pogorszę sytuację. Wiele za to da spokój, powrót do zdrowia, a DOPIERO WTEDY będzie mowa o zdrowym człowieku, który zacznie normalnie funkcjonować i będzie mu można postawić zwykłe wymagania.

                                          Choć z drugiej strony (jaką chyba Ty reprezentujesz) rzeczywiście można zgwałconej powiedzieć, że nie raz już kolana rozchylała więc nic wielkiego się nie stało. Wręcz przeciwnie: z obcym, a bez grzechu.
                                          • only.elvie Re: Wiesz, skąd taki długi wątek? 26.10.10, 09:52
                                            tricolour napisał:
                                            > Choć z drugiej strony (jaką chyba Ty reprezentujesz) rzeczywiście można zgwałco
                                            > nej powiedzieć, że nie raz już kolana rozchylała więc nic wielkiego się nie sta
                                            > ło. Wręcz przeciwnie: z obcym, a bez grzechu

                                            Bzdura totalna i Twoje chore wizje smile

                                            Piszę to po raz wtóry - jak dla mnie eks Michszyba mogłaby mu jaja za zdradę urwać. Ale JEMU. Natomiast stanowczo sprzeciwiam się krzywdzeniu dzieci w odwecie na eksie.

                                            Jeżeli chcesz używać porównania do gwałtu - imo zgwałconej kobiecie powinna przysługiwać możliwość ukarania gwałciciela w dowolnie wybrany sposób - łącznie ze skopaniem po jajach. Ale ukaranie gwałciciela a nie dowolnie spotkanego na ulicy mężczyzny. Jeżeli kopnęłaby w krocze obcego faceta - poniosłaby karę, mimo okoliczności łagodzącej jaką byłby jej stan psychiczny. Matka krzywdząca dzieci w odwecie na eks jest bezkarna.
                                            • tricolour Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:08
                                              ... do niej może zwyczajnie nie docierać, że krzywdzi dziecko. Może być tak obolała i wystraszona wizją samotnego macierzyństwa, współkredytu, że nawet w wyciągniętej ręce Micha widzi zagrożenie. Oczywiście może też wyrachowanie tępić Micha - tak też może być.

                                              Tyle, że Mich to lekarz, a nie rakarz. No coś od tego lekarskiego łba można wymagac więcej oprócz dymania podwładnych i roszczeń wobec zdradzonej, prawda?
                                              • only.elvie Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:21
                                                tricolour napisał:
                                                > ... do niej może zwyczajnie nie docierać, że krzywdzi dziecko. Może być tak obo
                                                > lała i wystraszona wizją samotnego macierzyństwa, współkredytu, że nawet w wyci
                                                > ągniętej ręce Micha widzi zagrożenie. Oczywiście może też wyrachowanie tępić Mi
                                                > cha - tak też może być.

                                                Krzywda nieświadomie wyrządzona pozostaje krzywdą. A opinie takie jak na forum, że 'jak zdradził to nie ma prawa do niczego' tylko utwierdzają kobiety w takiej sytuacji, że robią słusznie.

                                                Ja nie piszę, że ona to robi z wyrachowania, raczej z poczucia 'władzy', bezkarności i chęci zemsty na eks w jedyny dostępny sposób i tam, gdzie zaboli go najbardziej. To takie zwyczajne, ludzkie, małostkowe 'odpłacenie się'. Ale SZKODLIWE co powinno być podkreślane na każdym kroku, zamiast usprawiedliwiania.

                                                > Tyle, że Mich to lekarz, a nie rakarz. No coś od tego lekarskiego łba można wym
                                                > agac więcej oprócz dymania podwładnych i roszczeń wobec zdradzonej, prawda?

                                                Coś na kształt 'jesteś mądrzejszy to ustąp'? Owszem - tylko widzisz - jest dla mnie spora różnica między postawami:
                                                1. Masz rację, eks nie powinna odgrywać się za pomocą dzieci ale niestety prawo Cię nie chroni lepiej więc działać ze spokojną stanowczością, na drodze sądowej etc.
                                                2. Zdradziłeś więc masz za swoje, nie rzucaj się bo prawo słusznie ma Cię w 4 literach a eks ma rację
                                                • aneta-skarpeta Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:38
                                                  powody rozwodów moga byc rózne, sposoby rozstania także To jak rozgrywał to MIch przed rozwodem ( kochanki, czesto i gesto), atmosfera rozstania i co sie dzialo po pozwala mu sądzić, ze za bardzo nie dbał o szeroko pojete dobro dzieci.
                                                  wg mnie jesli faktycznie zle mu bylo w malzenstwie to powinien w miare najlagodniej przeprowadzic rodzine przez rozwod, zna swoja żone wie jaka potrafi byc. Dla dzieci powinien to przemyslec, jak to zrobic, zeby odbyło sie to z jak najmniejsza szkodą

                                                  ale Micha to nie obchodziło, tak mu w danym momencie pasowało to tak zrobił

                                                  nie myslał o dzieciach i ich dobru
                                                  nie myslał o ich dobru gdy gruchał z Anią- a przy jego pracy i intensywnosci romansu naprawde niewiele mu pozostało czasu dla dzieci

                                                  a teraz ta zbolałą kobiete, której koles zrójnował zycie, który jak sama Ania twierdzi jest uparty jako osioł i zaslepiony w wojowniczym nastawieniu, nazywa sie bezduszną, chorą z nienawisci

                                                  tylko co jest gorsze? działanie zranionej zony- nie zawsze mądre, nie zawsze dobre, czy jego działanie z premedytacją?

                                                  ps. uwazam, ze nie nalezy idealizowac Micha i oczerniac zony, moim zdaniem sa w swoim sotosunku do dzieci obecnie tak samo beznadziejni, dlatego denerwuje mnie jak to sie MIcha idealizuje, bo na odległosci zgrywa super tatę, ale myslec o dzieciach nie bardzo chce
                                                  • only.elvie Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:45
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ale Micha to nie obchodziło, tak mu w danym momencie pasowało to tak zrobił
                                                    > nie myslał o dzieciach i ich dobru
                                                    (...)
                                                    > dlatego denerwuje mni
                                                    > e jak to sie MIcha idealizuje, bo na odległosci zgrywa super tatę, ale myslec o
                                                    > dzieciach nie bardzo chce

                                                    Dlaczego Twoim zdaniem 'dbanie o dzieci' i 'bycie super tatą' = bycie z matką dziecka?

                                                    Znam przypadek pary, która rozstała się jeszcze przed porodem i facet jest świetnym tatą, mimo, że eks nie obchodzi go w zasadzie wcale. Nie byli razem w takcie ciąży, nie był przy porodzie. Brak związku uczuciowego z matką nie przekłada się jednak w żaden sposób na relacje z synem.

                                                  • aneta-skarpeta Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:53
                                                    bo zamiast byc z dziecmi, z zona to wolał byc w hotelu z anią, przy tym jak duzo pracuje widzocznie az tak go do dzieci nie ciagnelo. Nie dbał tez o łagodnosc rozstania, a co powinien zadbac majac na uwadze dzieci, a zna swoja zone jak nikt inny

                                                    jasno to obrazuje jakie miał priorytety

                                                    nie wiem z jakich powodów ta para sie rozstała i jakie maja charaktery, a to jest kluczowe
                                                  • only.elvie Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:58
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > bo zamiast byc z dziecmi, z zona to wolał byc w hotelu z anią, przy tym jak duz
                                                    > o pracuje widzocznie az tak go do dzieci nie ciagnelo. Nie dbał tez o łagodnosc
                                                    > rozstania, a co powinien zadbac majac na uwadze dzieci, a zna swoja zone jak n
                                                    > ikt inny

                                                    Ale to wszystko co piszesz to dbanie o MATKĘ a nie o dzieci. Dbanie o to, żeby się nie narazić bo inaczej ona będzie się mścić kosztem dzieci. Dla mnie to jakaś chora paranoja uncertain

                                                    Sankcjonowanie złych zachowań i jeszcze zwalanie odpowiedzialności na nie na drugą stronę.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 11:18
                                                    > Ale to wszystko co piszesz to dbanie o MATKĘ a nie o dzieci

                                                    ale przy tak malutkich dzieciach lub gdy kobieta jest w ciazy to sie nakłada

                                                    inna inszosc- jaki humor maja rodzice taki humor i samopoczucie maja dzieci

                                                    ojciec, który bije matkę na oczach dzieci ( a och nie tyka) jest dobrym ojcem bo bije przeciez matke, a nie dzieci?
                                                    oczywiscie dratyczny przypadek, ale dla zobrazowania naczyn połączonych

                                                    ja pamietam jak dzis, gdy mój syn był noworodkiem i ja miałam awantury z męzem- ja jestem wrazliwa wiec od razu nerwy i płacze- automatycznie przezuczało sie to na dziecko, stawało sie niespokojne, nerwowe i płaczliwe
                                                  • only.elvie Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 11:29
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ja pamietam jak dzis, gdy mój syn był noworodkiem i ja miałam awantury z męzem-
                                                    > ja jestem wrazliwa wiec od razu nerwy i płacze- automatycznie przezuczało sie
                                                    > to na dziecko, stawało sie niespokojne, nerwowe i płaczliwe

                                                    No to świetnie. Działania matki takie jak nie poinformowanie o zmianie przedszkola, ganianie ojca przez pół kraju przy przekazaniu dzieci w wakacje, nie powiadomienia o chrzcie to JEJ działania, które zaogniają sytuację. JEJ doprowadzenie do kłótni.

                                                    Awantura rozgrywa się między dwojgiem ludzi. Postawa pt. rób jak ja chcę albo będzie awantura, która odbije się na dzieciach to zwykły SZANTAŻ, który powinien być PIĘTNOWANY a nie popierany!
                                                  • aneta-skarpeta Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 11:51
                                                    jasne, ze ona robi żle. Mozemy to powiedziec na forum i co dalej? od tego cos sie u Micha zmieni?

                                                    Jak Mich bedzie groził zonie paluszkiem i mowił- żle postepujesz jeste niedobra to cos to zmieni? zona nagle oprztomnieje i powie- ojej faktycznie jestem zła od dzisiaj bede dobra? NIE

                                                    ich ordzina, Ania doradza Michowi, zeby troche odpuscił- nie oznacza to rezygnacji z dzieci. widocznie, wiedzac wiecej niz my, uznali ze to lepiej podziala na zonę

                                                    inna kwestia, ze pamietam jak w wakacje zonie oswiadczył ze z kochanką chce zabrac dzieci na wakacje i dziwi sie, ze ona sie zdenerwowała

                                                    jeszcze przed rozwodem zawozil dzieci tam gdzie byla kochanka i dziwil sie ze zona zła
                                                    przeciez to było nieludzkie

                                                    i caly czas probowałam- jak jeszcze chcial ze mna gadac;P wyjasnic mu ze to jak on bedzie postepował wzgledem niej bedzie sie w dluzszej perspektywie przekladalo na relacje w kwestiach dzieci.
                                                    No to sie przekłada
                                                    trafił swoj na swego i sie predzej pozabijaja niz któres ustapi i zadnemu nie chodzi tutaj o dzieci. ani jej ani jemu, wiec nie wiem czemu mam pietnowac tylko jej zachowanie

                                                    za to moge poradzic tylko jemu jak zmienic ta sytuację
                                                  • zmeczona100 Moment 26.10.10, 14:38

                                                    only.elvie napisała:


                                                    >
                                                    > No to świetnie. Działania matki takie jak nie poinformowanie o zmianie przedszk
                                                    > ola

                                                    Czy ustalali oboje, że dzieciak idzie do tego samego przedszkola, co starsze? NIE. Czy interesował sie Mich, tj. pytał ex zonę o tę kwestię? NIE. To Mich wymaga, aby było tak, jak on chce.

                                                    > ganianie ojca przez pół kraju przy przekazaniu dzieci w wakacje,

                                                    Owszem, matka powinna poinformować Micha o zmianie planów, jednak Mich, zamiast gnać na drugi koniec Polski, wracać i narażać dzieci, zmęczone podróżą, na kolejną męczącą podróż, wcześniej mógł sie upewnić, że plany nie uległy zmianie. No ale po co? Przecież nie mógłby potem napisać, jak on bohatersko dopiął swego mimo że ta ohydna baba tak bardzo zrobiła mu na złość.


                                                    nie powia
                                                    > domienia o chrzcie

                                                    Nie wiadomo, z jakiego powodu tego nie zrobiła. Stawiam na to, że obawiała się zadymy, którą może zrobic Michszyb.
                                                    Może by się coś wyjaśniło, gdyby Mich raczył odpowiedzieć na pytanie o to, kiedy ochrzczony był starszak i z jakiego powodu.

                                                    to JEJ działania, które zaogniają sytuację. JEJ doprowadzeni
                                                    > e do kłótni.

                                                    A co na to mówi Ania? Że on dokładnie postepuje tak samo. Jego działania zaogniają sytuacje, on doprowadza do ciągłych kłótni. Dlaczego więc obwiniac tylko ją, tę małpę chodzącą?

                                                    >
                                                    > Awantura rozgrywa się między dwojgiem ludzi. Postawa pt. rób jak ja chcę albo b
                                                    > ędzie awantura, która odbije się na dzieciach to zwykły SZANTAŻ, który powinien
                                                    > być PIĘTNOWANY a nie popierany!

                                                    I Mich oczywiście nie przejawia takiej postawy?
                                                  • only.elvie Re: Moment 26.10.10, 14:47
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    > A co na to mówi Ania? Że on dokładnie postepuje tak samo. Jego działania zaogni
                                                    > ają sytuacje, on doprowadza do ciągłych kłótni. Dlaczego więc obwiniac tylko ją
                                                    > , tę małpę chodzącą?

                                                    Sedno sprawy - OBOJE się tak zachowują. PO RÓWNO. I tak samo PO RÓWNO powinni być osądzani.

                                                    Natomiast tutaj wiele osób wychodzi z założenia, że działają tak samo ale ona jest 'usprawiedliwiona' no bo przecież on 'sam sobie winien'. Ja tak nie uważam.

                                                    PS.
                                                    > Owszem, matka powinna poinformować Micha o zmianie planów, jednak Mich, zamiast
                                                    > gnać na drugi koniec Polski, wracać i narażać dzieci, zmęczone podróżą, na kol
                                                    > ejną męczącą podróż, wcześniej mógł sie upewnić, że plany nie uległy zmianie. N
                                                    > o ale po co? Przecież nie mógłby potem napisać, jak on bohatersko dopiął swego
                                                    > mimo że ta ohydna baba tak bardzo zrobiła mu na złoś

                                                    O widzisz - to dobry przykład. Z tego co pamiętam to eks nie odbierała telefonu więc jak mógł 'upewnić się czy plany nie uległy zmianie'?

                                                    I zwróć uwagę - ktoś tu napisał, że to reakcja na to, że Michszyb chciał zabrać dzieci na wakacje z kochanką. Że ona poczuła się zraniona i to nieludzkie. I jaka była reakcja? Przegonienie dzieci przez pół kraju w ramach odegrania się? To jest właśnie klasyczny przykład kiedy przy odegraniu się na eks cierpią dzieci - tutaj bezpośrednio uncertain
                                                  • zmeczona100 Re: Moment 26.10.10, 15:09

                                                    > O widzisz - to dobry przykład. Z tego co pamiętam to eks nie odbierała telefonu
                                                    > więc jak mógł 'upewnić się czy plany nie uległy zmianie'?

                                                    Poczekać, aż nawiąże z nią kontakt i dopiero zadecydować, co robić?

                                                    >
                                                    > I zwróć uwagę - ktoś tu napisał (...)

                                                    Nie odnoszę sie do wszystkich wypowiedzi, bo to sensu nie ma.

                                                    , że to reakcja na to, że Michszyb chciał zabrać
                                                    > dzieci na wakacje z kochanką. Że ona poczuła się zraniona i to nieludzkie. I j
                                                    > aka była reakcja? Przegonienie dzieci przez pół kraju w ramach odegrania się?

                                                    A skąd w Tobie ta pewność, że tu jednak o zemstę na ex chodziło?
                                                    T
                                                    > o jest właśnie klasyczny przykład kiedy przy odegraniu się na eks cierpią dziec
                                                    > i - tutaj bezpośrednio uncertain

                                                    Miło, że wreszcie zauważasz, że Mich nie jest taki kryształowy, za jakiego uznawałaś go do tej pory.
                                                  • only.elvie Re: Moment 26.10.10, 15:14
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    > Poczekać, aż nawiąże z nią kontakt i dopiero zadecydować, co robić?

                                                    I dostać telefon 'dlaczego Cię tu nie ma przecież się umawialiśmy!?'

                                                    Wiesz - ja wychodzę z założenia, że jak się z kimś umawiam i u mnie się coś zmienia to ja informuję drugą stronę tak szybko jak się da. I nie oczekuję, że jest Duchem Świętym i będzie wiedzieć, że się zmieniło wink

                                                    > A skąd w Tobie ta pewność, że tu jednak o zemstę na ex chodziło?

                                                    Jeszcze raz - nie ja twierdzę ale takie padło tu stwierdzenie.

                                                    > Miło, że wreszcie zauważasz, że Mich nie jest taki kryształowy, za jakiego uzna
                                                    > wałaś go do tej pory.

                                                    Hmm... ja nie twierdzę, że nie jest kryształowy ale w tej konkretnej sytuacji uważam, że ewidentnie winna jest eks. Z jakichkolwiek powodów plany jej się zmieniły to powinna Michszyba zawiadomić.
                                              • aneta-skarpeta Re: Tylko jest jedna sprawa... 26.10.10, 10:27
                                                w pełni się zgadzam tutaj z Tri

                                                inna kwestia, ze sama Ania, a zna sprawe z róznych stron mówi, ze im OBOJGU chodzi o wojne, że OBOJE sie nakręcają, a dzieci sa na szarym końcu w tym wszystkim, że Mich powinien odpuscic, ze rodzina mu tak doradza- a oni wszyscy znaja sprawez obu stron

                                                oczywiscie rodzice powinni zyc w zgodzie po rozwodzie i umiec sie dogadac ze soba w kwestiach dzieci

                                                ...i mimo, że ja ugodowa jestem i wyrozumiała to nie wiem czy potrafiłabym porozumiec sie w kwestiach dzieci z Michszybem, gdybym była na miejscu jego zony. BO z nim ciężko cokolwiek uzgodnic ustalic, pojsc na jakikolwiek kompromis

                                                on nie słucha, ani zony, ani Ani, ktorą ( chyba jeszcze w ciazy) czeka, ma nadzieje, liczy na to ze Mich sie zmieni bo jak narazie zafundował nie tylko sobie, zonie i dzieciom kociolek, ale takze jej i nic go to nie obchodzi, bo ma byc na jego. Ciezko z takim czlowiekiem współpracować

                                                i naprawdę wiem, że Mich kocha dzieci, ale nie piałabym nad jego ojcostwem z zachwytu
                                                • only.elvie I to jest właśnie to :) 26.10.10, 10:33
                                                  aneta-skarpeta napisała:
                                                  > inna kwestia, ze sama Ania, a zna sprawe z róznych stron mówi, ze im OBOJGU cho
                                                  > dzi o wojne, że OBOJE sie nakręcają, a dzieci sa na szarym końcu w tym wszystki
                                                  > m, że Mich powinien odpuscic, ze rodzina mu tak doradza- a oni wszyscy znaja sp
                                                  > rawez obu stron
                                                  (...)
                                                  > ...i mimo, że ja ugodowa jestem i wyrozumiała to nie wiem czy potrafiłabym poro
                                                  > zumiec sie w kwestiach dzieci z Michszybem, gdybym była na miejscu jego zony. B
                                                  > O z nim ciężko cokolwiek uzgodnic ustalic, pojsc na jakikolwiek kompromis
                                                  > on nie słucha, ani zony, ani Ani, ktorą ( chyba jeszcze w ciazy) czeka, ma nadz
                                                  > ieje, liczy na to ze Mich sie zmieni bo jak narazie zafundował nie tylko sobie,
                                                  > zonie i dzieciom kociolek, ale takze jej i nic go to nie obchodzi, bo ma byc n
                                                  > a jego. Ciezko z takim czlowiekiem współpracować

                                                  Aneto,

                                                  Zaprezentowałaś właśnie wywód (nie)logiczny, który reprezentuje wiele osób tutaj smile A więc najpierw mamy, że OBOJGU chodzi o wojnę, że OBOJE się nakręcają a następnie... że to z Michszybem nie da się dogadać, uzgodnić, że jego nic nie obchodzi etc. smile

                                                  Oboje robią to samo - ale to na Michszybie wszyscy za to wieszają psy. Potrafisz wyjaśnić dlaczego?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 10:43
                                                    potrafię- bo sam sobie to zafundował bzykając sie słodko i uroczo z Ania, gdy zona była w ciazy z drugim dzieckiem

                                                    a z opowiadań Ani wynika, że nie z nia jedną

                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 10:49
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > potrafię- bo sam sobie to zafundował bzykając sie słodko i uroczo z Ania, gdy z
                                                    > ona była w ciazy z drugim dzieckiem

                                                    Czyli jednak jesteś z frakcji zwolenników usprawiedliwiania mszczenia się za pomocą dzieci bo 'pan sam to sobie zafundował'?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 11:15
                                                    nie o to chodzi

                                                    miał zone zołzę, rozpieprzył jej zycie w najmniej miły sposób, a on sie teraz dziwi, że ona z żalu i nieszczęscia rzuca sie jak wesz na grzebieniu

                                                    uwazam, ze to jak traktujemy innych daje nam zyski albo straty
                                                    jak jestem ostatnia suką wobec mojego męza to nie moge oczekiwać, że będzie dla mnie pelen zrozumienia i wszystko bedzie mi trudniej zalatwic-> co wczesniej czy pozniej moze wejsc na poziom komunikacji o dzieci- bo nie jestesmy robotami- mało kto umie wyzywac sie na sprawie rozwodowej od ch.jow i suk, a godzine pozniej dla dobra dzieci bawic sie w jednym salonie

                                                    z mojego podworka powiem tyle, ze znam sowjego ex- obecnie od dawna wcale sie nie odzywa do swojego dziecka, od dawien dawna nie placi alimentów. Z obecnym mężem ustalilismy, że nie bedziemy go za nie ganiac. Nie chce byc ojcem- droga wolna. mnie te alimenty nie zbawią, do wizyt zmuszac nie bede- CHOC MAM DO TEGO PRAWO
                                                    W rodzinie kazdy sie dziwi- bo przeciez mam prawo walczyc, Ale mało kto rozumie, ze ruszając sprawe alimentów porusze lawinę wiecznych telefonów, męczenia, smęcenia, wyrzutów ze go nie rozumiem blablabla- a tutaj koszt walki o alimenty bedzie ogromny.
                                                    teoretycznie wszystko ładnie pieknie, ale praktycznie wywołując "wojne alimentacyjną" wiem co mnie czeka. Oczywiscie po ruszeniu sprawy alimentów moge płakać na forum, ze on mnie meczy telfonami, ze odbija sie to na mnie, rodzinie i dziecku- ale wiedziałam na co sie piszę i jakie bede miała konsekwencje wyszarpania mu tych paru groszy, bo wiem jaki ma charakter, choc oczywiscie on powinien byc inny i kazdy to powie, ale co z tego?

                                                    z drugiej strony on akurat z czasem pokazał, ze najpierw miał w powazaniu mnie, a potem zaczał miec takze dziecko ( choc był etap supertatusiowania). Tez byłam zdradzana w ciazy, choc ciaza była planowana. Na tym etapie zycia ranisz kobiete, ranisz dziecko. Na dziecku sie wszystko odbija. Ja miałam ogromne wsparcie w rodzinie, przyjaciołach, ale moze ona nie ma i nie potrafi przepracowac tej traumy, a ten jej tylko dowala do pieca, bez litosci- bo on tez ma prawa!.



                                                    nie chodzi mi tutaj o dokładne przekładanie mojej sytuacji na Micha- bo to sa zupelnie inne sprawy, chodzi o to, ze mozemy sie traktowac w rozny sposob-> dzieki temu mozemy wiecej osiagnac. Trzeba wykazac sie pewnym sprytem, zrozumieniem, a nie tylko walic na olep MOJE PRAWA. tak nic sie nie da, tak tylko sie wojne zbuduje, a naturalnym odruhcem przy ataku jest obrona i zaczyna sie odbijanie pałeczki i nie wiadomo kiedy z awantury o kredyt przeszlismy na spotkania z dziecmi- a kazdemu para uszami idzie az milo

                                                    dlatego mówię, ze jakby MIch inaczej "pogrywał" to by wiecej mógł ugrac. Bo tutaj nie ma kwestii tylko dzieci. jest dom, jest zdrada, podział majątku i kredyt i dhzie to wszystko sie miesza


                                                    a że Mich rozpetał wojnę w taki a nie inny sposób to ma bardziej pod górkę niz mogłby miec i nie widze powodu dla ktorego mamy za to winic żonę
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 11:22
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > W rodzinie kazdy sie dziwi- bo przeciez mam prawo walczyc, Ale mało kto rozumie
                                                    > , ze ruszając sprawe alimentów porusze lawinę wiecznych telefonów, męczenia, sm
                                                    > ęcenia, wyrzutów ze go nie rozumiem blablabla- a tutaj koszt walki o alimenty b
                                                    > edzie ogromny.

                                                    Odpuściłaś sobie alimenty - ok. A odpuściłabyś sobie dziecko, gdyby eks je zabrał i utrudniał kontakt? Co 'koszt walki byłby ogromny'?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 11:45
                                                    > Odpuściłaś sobie alimenty - ok. A odpuściłabyś sobie dziecko, gdyby eks je zabr
                                                    > ał i utrudniał kontakt? Co 'koszt walki byłby ogromny'?

                                                    nie odpusciłabym, ale zdradzając męża i majac dziecko wiem, ze automatycznie wywołam mega wojnę ( mowie o obecnym mezusmile) i bym miała prze.... na kazdym froncie. wiec dla dobra dziecka i rodziny nie zdradzęsmile
                                                    dodatkowo rozstając sie z mezem ( zakladam ze dziecko zostaje z nim) mam swiadomosc tego, ze mojego kontakty z dzieckiem beda przez logistyke, aspekty techniczen ograniczone w pewnym zakresie i nie da sie zawsze i wszedzie, tak jak w malzenstwie, nie da sie wigilii podzielic na pol itd- trzeba sie z tym liczyc.
                                                    nikt nie mowi, zeby mich wcale nie widywal sie z dziecmi- NIE- po prostu niech liczy sie z matka. Teraz on nie liczy sie z nia, ona z nim i jest cudnie

                                                    jak widac pojscie z nia na wojnę nic dobrego nie rpzynosi, same szkody

                                                    wiec moze warto spróbowac innej metody?




                                                  • dusinka1 Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 11:51
                                                    Żaden sąd nie dałby dziecka ojcu przedmówczyni i żaden nie da michszybowi. Chyba, że matki dzieci nie będą żyć. I mniej chodzi o płeć, więcej o ich podejście do ojcowania. Zresztą Rodk się wypowiedział. Jego nowa kobieta dzieci na głowie nie chce, on nie ma dla nich czasu.
                                                    A jakbyś chciała czytać wątki uważnie a nie tak jak ci wygodniej by swoje tezy na siłę udowadniać, to byś też wyczytała, że w czasie ustalonym przez sąd michszyb ma dzieci do dyspozycji i żadnego utrudniania nie ma, jest "nieułatwianie" mu życia przez ex - a naiwniak chyba myślał zdradzając żonę w ciąży i porzucając ją, że usłyszy "dobrze kochanie, to ja się wyprowadzam bo złą żoną byłam a ty żyj z dziećmi i kochanką długo i szczęśliwie bo dasz im więcej niż ja niedobra" smileP
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:05
                                                    dusinka1 napisała:
                                                    > a naiwniak chyba myślał zdradzając żonę w ciąży i p
                                                    > orzucając ją, że usłyszy "dobrze kochanie, to ja się wyprowadzam bo złą żoną by
                                                    > łam a ty żyj z dziećmi i kochanką długo i szczęśliwie bo dasz im więcej niż ja
                                                    > niedobra" smileP

                                                    Szła baba przez park wieczorem i naiwna dziwi się, że ją zgwałcili? Sama sobie winna!

                                                    Dla mnie to właśnie ten poziom 'logiki' uncertain
                                                  • dusinka1 Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:12
                                                    > Dla mnie to właśnie ten poziom 'logiki' uncertain


                                                    Nic na to nie poradzę, że swój brak logiki określasz logiką i jeszcze podpierasz przykłdami, które do cytatu mają się nijak.
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:14
                                                    i lepiej piac nad tym jacy gwalcicele sa xli i niedobrzy i nie powinni gwałcic czy uczcy babe jak unikac zagrozen i ew sie bronic?
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:19
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > i lepiej piac nad tym jacy gwalcicele sa xli i niedobrzy i nie powinni gwałcic
                                                    > czy uczcy babe jak unikac zagrozen i ew sie bronic?

                                                    A jaką 'obronę' proponuje się Michszybowi? 'Odpuść sobie'?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:31
                                                    > A jaką 'obronę' proponuje się Michszybowi? 'Odpuść sobie'?

                                                    ja juz pisałam to dziesiatki razy
                                                    wyluzowac. od dawna pisze to samo, co mówi Ania i jego rodzina

                                                    kontakty wyznaczone sądownie są przestrzegane- sam mich to zaznaczał, musi popracowac nad dobra relacją z matką
                                                    dla dobra dzieci odpusci sobie aferę z chrztem , odciac wszystko gruba kreską, wprowadzic zasade stonowania i nie naskakiwania
                                                    ograniczyc sie na razie do kontaktów tylko ustalonych sadownie, az konkatkty sie złagodzą, ona ochlonie, on ochlonie

                                                    nie wiem dlaczego ciagle mowisz o całkowitym odpuszczeniu sobie? nikt nie mowi tutaj o tym, zeby Mich zapomnial o dzieciach tylko zeby przystopował "dla dobra dzieci"
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:42
                                                    ps moj ex jest pieniaczem

                                                    dzwonił np w kwesti widzenia się z dzieckiem i pytał się o ktorej bedziemy w domu
                                                    odpowiedziałam ze o 12 na co on lawinę zali, ze kiedys to sie spoznilismy- iwedzial ze jedziemy z daleka i byl korek, ale musial to po raz setny wyrzucic z siebie, rpzy okazji cała litanię zali prawdziwych i nieprawdziwych, w 3/4 rozmowy nie wiedzialam o co chodzi

                                                    swojego czasu probowalam mu wyjasniac, tlumaczyc, dyskutowac- ja sie zdenerwowałam, o klepał bez sensu
                                                    nauczyłam sie omijac sluchem to co mowi poza tematem- jakby nie mówił

                                                    ustalilismy kontakt z dzieckiem..on zaczynał, a ja słodkim głosem mowiłam- no dobra to do 12stej, przepraszam ale musze konczyc bo mi sie pali zupa na ogniu- choc nic takiego nie mialo miejsca

                                                    on sie zamknął, ja bylam spokojna, on sie sam nie nakrecił

                                                    po kilkunastu probach przestał stekac....co prawda na jakis czas, ale była to jedyna, odnosząca skutek metoda
                                                    Udowadnianie mojej racji nic mi nie dawało, bo on swoje klepał, a ja sie tylko denerwowałam

                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:43
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ps moj ex jest pieniaczem
                                                    (...)
                                                    > ustalilismy kontakt z dzieckiem..on zaczynał, a ja słodkim głosem mowiłam- no d
                                                    > obra to do 12stej, przepraszam ale musze konczyc bo mi sie pali zupa na ogniu-
                                                    > choc nic takiego nie mialo miejsca
                                                    >
                                                    > on sie zamknął, ja bylam spokojna, on sie sam nie nakrecił

                                                    No tak ale w tym przypadku Ty masz władzę bo Ty sprawujesz opiekę nad dzieckiem. I możesz sobie 'pozwolić' na stawianie warunków.

                                                    Mam taką koleżankę, której ex też jest pieniaczem. Ona parę razy zademonstrowała 'władzę' i też się uspokoił. Tyle, że mogła, prawo a w zasadzie brak jego egzekucji stoi po jej stronie. I kiedy jej się 'udało' sama stwierdziła, że 'nikt jej nic nie zrobi'. Nie - nie stara się nie używać takich środków, chyba, że eks posuwa się do absurdów ale oboje zdają sobie sprawę, że MOŻE.
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:56
                                                    jaka demonstracja władzy z mojej strny i dyktowanie warunków tutaj widzisz?

                                                    sposób madry unikałam konfliktow

                                                    miedzy bogiem a prawdą pewnie on myslal, ze ma racje, a mi nie zalezalo na tym, zeby moje bylo nawierzchu w idiotycznej klotni tak naprawde o niczym

                                                    bo ani mu nie ograniczalam kontaktow, ani mu nie mowilam, co tak napwde o nim mysle- wiec wydaje mi sie ze nie wykorzystywalam swojej wladzy- mimo ze chcesz tak to naswietlic

                                                    w moim odczuciu łagodziłam niepotrzebne konflikty dla dobra dziecka. Nie reagowanie na jego zlosliwosci, uszczypliwosci i porby manipulacji i wywierania presji ( ktore mialy za zadanie tylko i wylacznie uderzyc we mnie i z dzieckiem nie mialy nic wspolnego, choc bylo narzedziem i tematem awantur)

                                                    i teraz jakby mój ex był exową Micha to pewnie tez by wymyslił chrzest choc kosciol oglada tylko z zew. tylko po to zeby mi przysrac.

                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:00
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > jaka demonstracja władzy z mojej strny i dyktowanie warunków tutaj widzisz?

                                                    Z wypowiedzi zrozumiałam, że narzuciłaś mu godzinę, bez możliwości 'zaprotestowania'. Ale widocznie nie tak było wink
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 12:55
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > dla dobra dzieci odpusci sobie aferę z chrztem , odciac wszystko gruba kreską,
                                                    > wprowadzic zasade stonowania i nie naskakiwania

                                                    No tak - odpuścić sobie wiedzę, gdzie dzieci chodzą do przedszkola, wpływ w jakiej religii będa wychowywane etc. Cud miód i orzeszki smile

                                                    Ja się pytałam jaką OBRONĘ mu proponujesz. Bo to co piszesz to postulat POGODZENIA się z zagrywkami eks.
                                                  • dusinka1 Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:22
                                                    Zabawna jesteś w swoim naciąganiu tematu na siłę. Dzieci to cały czas niemowlaki, nie można ich zapytać o to co i gdzie robią. Religia katolicka jest prawnie zakazana w tym kraju i w przypadku rozbieżności zdań jeden z rodziców ma prawo decydować, że dziecko MUSI zostać ateistą jeśli ojca na zdjęciu z chrztu ma nie byćsmileDDDDDDDDD, a drugi rodzic nie ma prawa decydować żeby dziecko ochrzcić, chyba, że będą te zdjęcia z ojcem na pierwszym planiebig_grinDDDDDD. Po ochrzczeniu dziecka ,ojciec w swoim czasie opieki,z automatu MUSI zaprowadzać je do kościoła. I to ojciec jest bezbronną ofiarą indoktrynacji ze strony matki big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDD , sam dziecka wychować przecież nie umie i przekazać mu swoich Wartościowszych życiowych przykazań wolnych od obrzydlistwa religii big_grinDDDDDDDDDDDDDD
                                                  • dusinka1 Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:29
                                                    A jak się bronić? To jasne! Atakować! Tylko atakować! Zapisać dziecko do Mormonów i powiedzieć o tym ex PO FAKCIE. A drugie do Muzułmanów! To będzie satysfakcja, Ba! Skicha się zołza z wściekłości. big_grinDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                    Huzia na nią! Dla dobra dzieci oczywiście big_grinDDDDDDDDDD. Nuże only, wołaj michszyba, przeciez wiesz, że to jedyna droga i chcesz ją z nim realizować.
                                                  • mujer_bonita Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:36
                                                    dusinka1 napisała:
                                                    > A jak się bronić? To jasne! Atakować! Tylko atakować! Zapisać dziecko do Morm
                                                    > onów i powiedzieć o tym ex PO FAKCIE. A drugie do Muzułmanów! To będzie satysf
                                                    > akcja, Ba! Skicha się zołza z wściekłości. big_grinDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                    > Huzia na nią! Dla dobra dzieci oczywiście big_grinDDDDDDDDDD. Nuże only, wołaj mich
                                                    > szyba, przeciez wiesz, że to jedyna droga i chcesz ją z nim realizować.

                                                    No cóż - to akurat świadczy tylko o Twoim poziomie. Ja się do niego zniżać nie zamierzam.
                                                  • zmeczona100 Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:47
                                                    Aaaaaa, to Ty jesteś only.elvie smile
                                                  • dusinka1 i to jest właśnie only : PPPPPPPPPPP 26.10.10, 13:54
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > dusinka1 napisała:
                                                    > > A jak się bronić? To jasne! Atakować! Tylko atakować! Zapisać dziecko do
                                                    > Morm
                                                    > > onów i powiedzieć o tym ex PO FAKCIE. A drugie do Muzułmanów! To będzie s
                                                    > atysf
                                                    > > akcja, Ba! Skicha się zołza z wściekłości. big_grinDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                    > > Huzia na nią! Dla dobra dzieci oczywiście big_grinDDDDDDDDDD. Nuże only, wołaj
                                                    > mich
                                                    > > szyba, przeciez wiesz, że to jedyna droga i chcesz ją z nim realizować.
                                                    >
                                                    > No cóż - to akurat świadczy tylko o Twoim poziomie. Ja się do niego zniżać nie
                                                    > zamierzam.
                                                    >


                                                    Siem dziewcynka zagapiła i taki dobrze ułożony nick jej się rypsnął big_grinDDDDDDDDDDDDDD
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:27
                                                    > No tak - odpuścić sobie wiedzę, gdzie dzieci chodzą do przedszkola, wpływ w jak
                                                    > iej religii będa wychowywane etc. Cud miód i orzeszki smile
                                                    >

                                                    przeciez ona ma w nosie kosciol wiec dzieci beda ochrzczone a potem beda widzialy kosciol przy swiecące jak dotychczas. On o tym wie, dlatego robi awanture nie o swiatopoglad tylko oto " jak to bedzie wygladało,ze go nie ma przed rodziną"

                                                    jakby wczesniej wprowadzil taki plan to moze by nie doszlo do tego. czasu nie cofniemy, wojna jak widac nie zdaje egzaminu wiec mysle ze warto sprobowac innej metody

                                                    > Ja się pytałam jaką OBRONĘ mu proponujesz. Bo to co piszesz to postulat POGODZE
                                                    > NIA się z zagrywkami eks.

                                                    pogodzenia sie z tym, ze to zołza i trzeba poniesc jakies koszty dla DOBRA DZIECI, zeby pozniej bylo lepiej

                                                    nie mowie o przytakiwaniu na wszystko co ona robi- ona chwile sie powierzga i zaraz jej przejdzie bo nie bedzie miala w kogho strzelac. O to chodzi. Zobaczy ze nie ma przeciwnika to wyluzuje

                                                    trzeba w sprtny sposob ostudzic jej emocje, zeby myslała,ze to jej zasługasmile wlasnie dla dobra kontaktow z dziecmi

                                                    a on podsyca te emocje- pamietajmy ze przedszkole, chrzciny to jest konsekwencja jego porpozucji wyjazdu na wakacje z kochanka i dziecmi zanim papiery rozwodowe ostygły itd

                                                    sam mich wywolal wojne to teraz musi ON ja zakonczyc. Niestety beda koszty- nie mówie tutaj o zerowym kontakcie.
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:39
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > pogodzenia sie z tym, ze to zołza i trzeba poniesc jakies koszty dla DOBRA DZIE
                                                    > CI, zeby pozniej bylo lepiej
                                                    (...)
                                                    > nie mowie o przytakiwaniu na wszystko co ona robi- ona chwile sie powierzga i z
                                                    > araz jej przejdzie bo nie bedzie miala w kogho strzelac. O to chodzi. Zobaczy z
                                                    > e nie ma przeciwnika to wyluzuje

                                                    Pytanie właśnie jest - jakie będą koszty i czy na pewno wyluzuje? Bo ja nie byłabym taka pewna. A może właśnie poczuje się pewna i 'u władzy'?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:44
                                                    ok, to co Ty proponujesz?

                                                    ps. jego rodzina tak mu radzi, a ją zna- wiec sadze ze mają jakies przesłanki ku temu
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 13:54
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ok, to co Ty proponujesz?

                                                    Widzisz - ja niestety wiem, że niewiele może, bo taka jest w Polsce mentalność i taka egzekucja prawa. Jedyne co można robić to walczyć o zmianę postrzegania takich spraw ale to jeszcze lata świetlne uncertain

                                                    Jedynie co można zrobić, to regulowanie wszystkiego co się da sądownie, na piśmie, ustalenie reguł kontaktu, ustalania spraw NA ILE SIĘ DA.

                                                    > ps. jego rodzina tak mu radzi, a ją zna- wiec sadze ze mają jakies przesłanki k
                                                    > u temu

                                                    Bo niestety 'przyzwolenie' na takie kwestie w PL jest, że po rozwodzie to 'facet odpuść sobie i tak nie wygrasz' uncertain
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:07
                                                    > Jedynie co można zrobić, to regulowanie wszystkiego co się da sądownie, na piśm
                                                    > ie, ustalenie reguł kontaktu, ustalania spraw NA ILE SIĘ DA.

                                                    to co jest ustalone jest rpzestrzegane, trudno tez przewidziec wszystkie aspekty zycia na zaś

                                                    poza tym walka w sądzie z kazda sprawa znowu zaognia konflikt, nawet jesli płynnie bedzie przestrzegane wszystko to atmosfera nie bedzie pozytywna dla dzieci
                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:14
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > to co jest ustalone jest rpzestrzegane, trudno tez przewidziec wszystkie aspekt
                                                    > y zycia na zaś

                                                    Teoretycznie 'na zaś' to przewiduje KRiO. Teoretycznie, bo jak jest w przypadku decydowania o ważnych dla dzieci kwestiach to eks Michszyba pięknie pokazuje...

                                                    > poza tym walka w sądzie z kazda sprawa znowu zaognia konflikt, nawet jesli płyn
                                                    > nie bedzie przestrzegane wszystko to atmosfera nie bedzie pozytywna dla dzieci

                                                    Czyli jednak wracamy do godzenia się na wszystko? uncertain

                                                    Ja zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę to Michszyb wiele zrobić nie może. Jak eks się uprze to zrobi swoje - nikt i nic jej nie powstrzyma. Jednak staram się przynajmniej 'moralnie' o ile można tak to określić protestować przeciw takiej sytuacji. Nie sankcjonować jej słowami 'sam sobie winny'.
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:23
                                                    only.elvie napisała:


                                                    > > poza tym walka w sądzie z kazda sprawa znowu zaognia konflikt, nawet jesl
                                                    > i płyn
                                                    > > nie bedzie przestrzegane wszystko to atmosfera nie bedzie pozytywna dla d
                                                    > zieci
                                                    >
                                                    > Czyli jednak wracamy do godzenia się na wszystko? uncertain


                                                    ta rozmowa zaczyna byc koperkowa

                                                    ja piszę " z niekazdą sprawą do sądu" Ty czytasz " z żadną sprawą"

                                                    tak sie nie da rozmawiać

                                                    twierdzę, że szkodliwe dla dzieci jest kierowania najmniejszych blachostek do sądu, ze zona sie spozniła, ze sie rozchorowalo dziecko i nie moglem widziec syna itd- a to w tym kierunku zmierza. wojna bedzie trwała, tylko rpzerzuci sie na sąd



                                                  • only.elvie Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:34
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ja piszę " z niekazdą sprawą do sądu" Ty czytasz " z żadną sprawą"
                                                    > tak sie nie da rozmawiać
                                                    > twierdzę, że szkodliwe dla dzieci jest kierowania najmniejszych blachostek do s
                                                    > ądu, ze zona sie spozniła, ze sie rozchorowalo dziecko i nie moglem widziec syn
                                                    > a itd- a to w tym kierunku zmierza. wojna bedzie trwała, tylko rpzerzuci sie na
                                                    > sąd

                                                    No dobra zgadam się - nie z 'każdą'. Czy chrzest o który sprawa tu się toczy to już dla Ciebie wystarczająco 'poważna' sprawa żeby interweniować czy nie?
                                                  • aneta-skarpeta Re: I to jest właśnie to :) 26.10.10, 14:43
                                                    chrzest to powazna sprawa

                                                    ale sprawa tez mocno skomplikowana

                                                    zanim był chrzest to mich zapowiedzial, ze jedzie z dziecmi i kochanka na wakacje -czy to jest wystarczająco powazna sprawa dla sądu?

                                                    a patrząc na ten konkretny chrzest to co zrobi tu teraz sąd?
                                                    jak wyglada sprawa chrztu straszego?
                                                    co siezmieni w zyciu malego po chrzcie?
                                                    czy sie chrzest odbył i czy robienie afery u ksiedza rozwiazało sprawę?
                                                  • dusinka1 i jeszcze - manipulacje only :DDDDDDDDDDD 26.10.10, 14:54

                                                    > > No tak - odpuścić sobie wiedzę, gdzie dzieci chodzą do przedszkola, wpływ
                                                    > w jak
                                                    > > iej religii będa wychowywane etc.


                                                    Michszyb w tym wątku napisał wyraźnie, że nie zgadza się na chrzest tylko dlatego, ze nie został o nim poinformowany na tyle wcześnie by na nim być, uczestniczyć osobiście i zrobić sobie zdjecie z synem.
                                                    Nie interesują go żadne religijne kwestie (przypuszczalnie jest , jak cała masa innych osób, "niepraktykującym katolikiem" i wiara katolicka jest dla niego naturalną wpojoną z wychowania, ale niewygodną do życia więc olaną )
                                                    Ale only oczywiście naciągnąła to pod teorię, że chodzi o wychowanie dziecka w wierze na jaką się ojciec nie zgadza big_grinDDDDDDDD i only usiłuje nieudolnie ubić na tym jakąś pianę tylko coś słabo jej to idzie bo już nie wie co by jeszcze przekręcić i nakłamać, żeby wyszło na jej. big_grinDDDDDDDDDDD
                                                  • only.elvie Pytanie było ogóle 26.10.10, 15:03
                                                    dusinka1 napisała
                                                    > Michszyb w tym wątku napisał wyraźnie, że nie zgadza się na chrzest tylko dlate
                                                    > go, ze nie został o nim poinformowany na tyle wcześnie by na nim być, uczestnic
                                                    > zyć osobiście i zrobić sobie zdjecie z synem.

                                                    Po pierwsze - przeczytałam jeszcze raz i nigdzie nie zauważyłam tego 'TYLKO dlatego'. To akurat naciągnie z Twojej strony.

                                                    Po drugie - pytanie było natury ogólnej - jak daleko ma iść 'odpuszczanie sobie' w kwestii dzieci.
                                                  • zmeczona100 A Ty co proponujesz? 26.10.10, 14:50
                                                    only.elvie napisała:

                                                    > Ja się pytałam jaką OBRONĘ mu proponujesz. Bo to co piszesz to postulat POGODZE
                                                    > NIA się z zagrywkami eks.

                                                    Przed czym on ma się bronić? Przed tym samym, co stosuje wobec exi?

                                                    Aneta pisze mądrze- nie ma walki o to, czyje na wierzchu, tylko zachowanie, które nie wywołuje napadu wściekłości drugiej strony. A pieniacz niech se mysli, że jest po jego mysli. Co to kogo obchodzi, co on mysli? Ważne są ostatecznie i tak dzieci.
                                                  • zmeczona100 bardzo łatwo to wyjaśnić 26.10.10, 14:44

                                                    only.elvie napisała:
                                                    >
                                                    > Oboje robią to samo - ale to na Michszybie wszyscy za to wieszają psy. Potrafis
                                                    > z wyjaśnić dlaczego?

                                                    1. Bo tylko on pisze o swojej sytuacji na forum?
                                                    2. Bo nie jest mozliwe poradzenie tego samego ex zonie przez forumowiczów?
                                                    3. Bo nie jest w stanie zmienić postępowania ex, a jedynie swoje?
                                                    4. Bo mieliśmy próbke tego, jak wyraża sie ex i jak on to odbiera (maile)?
                                                    5. Bo nie tylko ludzie z forum, ale także w realu (czyli ci, którzy go znają) doradzają mu spokój i zakończenie tej beznadziejnej walki między sobą?
                                            • zmeczona100 Jaka krzywda dzieci? 26.10.10, 13:55

                                              only.elvie napisała:
                                              Matka krzywdząca dzieci
                                              > w odwecie na eks jest bezkarna.

                                              Ania pisała wyraźnie, że dzieciom żadna krzywda się nie dzieje ze strony ich matki, że jest dla nich dobrą matką. Pisała tez wyraźnie, że mich pisuje dlatego, że szuka aprobaty dla prowadzenia swojej chorej wojny z ex. Jak widać- niektóre go w tym wspierają.
                                              • only.elvie Re: Jaka krzywda dzieci? 26.10.10, 13:58
                                                zmeczona100 napisała:
                                                > Ania pisała wyraźnie, że dzieciom żadna krzywda się nie dzieje ze strony ich ma
                                                > tki, że jest dla nich dobrą matką. Pisała tez wyraźnie, że mich pisuje dlatego,
                                                > że szuka aprobaty dla prowadzenia swojej chorej wojny z ex. Jak widać- niektór
                                                > e go w tym wspierają.

                                                Hmmm... doprowadzanie do szarpaniny między rodzicami krzywdą jest tylko wtedy, kiedy wynika z działania Michszyba?
                                                • zmeczona100 Re: Jaka krzywda dzieci? 26.10.10, 14:57
                                                  only.elvie napisała:

                                                  >
                                                  > Hmmm... doprowadzanie do szarpaniny między rodzicami krzywdą jest tylko wtedy,
                                                  > kiedy wynika z działania Michszyba?

                                                  Mujer, zaplątałaś się już całkowicie big_grin big_grin big_grin

                                                  Od kiedy z obarczania winą exi za rzekomą krzywdę dzieci, przeszłaś na niego?
                                                  O to chodzi, że wykańczają tylko siebie; dzieciom krzywda się nie dzieje.
                                                  jaka rada? A niech dalej sobie walczą, może któreś wreszcie sie ocknie.
                                                  • only.elvie Re: Jaka krzywda dzieci? 26.10.10, 15:07
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    > Od kiedy z obarczania winą exi za rzekomą krzywdę dzieci, przeszłaś na niego?
                                                    > O to chodzi, że wykańczają tylko siebie; dzieciom krzywda się nie dzieje.
                                                    > jaka rada? A niech dalej sobie walczą, może któreś wreszcie sie ocknie.

                                                    No nie wiem czy ganianie dzieci przez pół kraju czy cały ten cyrk ze chrztem to takie nic dla dzieci. A to, że Michszyb krzywdzi dzieci, bo krzywdzi ich matkę a to się 'przenosi' to akurat nie ja tu napisałamwink
                                        • maniasza Re: A z jakś religią sie utożsamiasz? 26.10.10, 20:24
                                          only.elvie napisała:

                                          > maniasza napisała:
                                          > > Dwa, Michdszyb wymiksował się, kiedy żona była w ciąży zdaje się. Jego od
                                          > ejście
                                          > > anuluje jakiekolwiek z nim , nawet jeśli były, ustalenia.
                                          >
                                          > Kolejna zwolenniczka postawy, że jak facet zdradzi kobietę to traci prawo do dz
                                          > ieci smile
                                          >
                                          > Zdrada może anulować ustalenia MIĘDZY DOROSŁYMI. Nie pozbawia praw rodzicielski
                                          > ch.

                                          Oczywiście. Ale między dorosłymi są małe dzieci. Jakkolwiek byś chciała, kobieta w ciąży czy nawet z małym dzieckim , powiedzmy do roku, dwóch - jest w symbiozie. Takie są prawa biologii. I jeśli facet urządza cyrki swojej zonie, zdradzając ją i porzucając, wracając, znowu porzucając, żądając...itp, to na to samo wychodzi jakby urządzał cyrk własnym dzieciom.
                                          Ty tego nie rozumiesz, i michszyb tez tego nie rozumie. Sytuacja dla niego się zmieni dopiero wtedy, kiedy zejdzie z niego para, kiedy przestanie wymachiwać rączkami i naciskać na eks.

                                          Ja nie kwestjonuję prawa ojca do dziecka nawet po zdradzie, pod warunkiem wszak, że popełniając jeden błąd stara się go naprawić lub w jakikolwiek sposób zadościuczynić. Lub co najmnije przestać żądać by rzucona przez niego rodzina tańczyła jak on zagra.
                                          A on mało że ją porzucił w ciąży i zdrugim małym dzieckiem, to jeszcze sobie wymyślił, że fajnę gniazdko stworzy z inną, zabierze dzieci, wyekspediuje żone z domu i będzie udawał że nic się nie stało. Żona nie ściana, można przestawić? A dzieci to rzeczy, które można położyć na tej półce na której się chce?
                                          Nie tędy droga. To nie może się udać i nie uda się.
                                    • zmeczona100 Kiedy ochrzczono starsze? 26.10.10, 13:51
                                      Zapytałam Michszyba w tym wątku o to, kiedy ochrzczono starsze i z jakiego powodu, ale nie odpowiedział. Czyżby ta odpowiedź nie była korzystna dla niego? Bo jakoś tak od początku zauważyłam, że michszyb nie odpowiada na pytania, które jemu nie leżą.

                                      Jego żona była niewierząca, ale czy jest nadal? Tego nie wiemy.
                  • zielona.wrona Re: Walka jest zawsze czymś złym... 24.10.10, 15:57
                    ....Istotą walki w tym konkretnym przypadku było odwołanie chrztu, co zostało wymierzone przeciw dziecku, które poszło do kościoła na darmo,..........
                    trzyletnie dziecko nie poszlo samo do kosciola, tylko zaprowadzila je tam matka, ktora doskonale wiedziala, ze drugi rodzic sie na chrzest nie zgadza, nie byl powiadomiony i nawet nie mial szansy w uroczystosci uczestniczyc. Jesli rzezcywiscie doszlo do absurdalnej sytuacji, ze dziecko bylo w kosciele a chrzest sie nie odbyl, to cyrk urzadzila mu matka, ktora o odwolaniu chrztu byla uprzedzona. Nie mozna natomiast powiedziec, ze matka poinformowala ojca o chrzcie jego syna. Na szczescie trzyletnie dziecko nie rozumie jeszcze wszystkiego.
                    Ale ciagle jeszcze nie wiemy na pewno, czy rzeczywiscie tak bylo? AUTORZE WATKU; DOPISZ ZAKONCZENIE.
                    • tricolour Najpierw może doczytaj.. 24.10.10, 21:12
                      ... a potem pisz, bo wychodzą głupoty.

                      Mich o tym, że sie nie zgadza na chrzest dziecka dowiedział się sam od siebie w przeddzień chrztu. Wcześniej o tym nawet nie myślał, bo był zajęty nową rodzina.
                • vero_nique Re: Hm 24.10.10, 14:17
                  Ja uwazam ,ze przede wszystkim dzieci maja prawo do godnego, radosnego dziecinstwa. A rodzice maja ten obowiazek spelniac. I nie raz na kwartal, najlepiej jeszcze kiedy dziecko jest zdrowe. Bycie rodzicem to postawa kazdego dnia. Jak dla mnie oczywiscie wink
                • zmeczona100 Zaufanie a postępowanie 26.10.10, 14:02
                  only.elvie napisała:


                  > A widzisz zmęczona - moje zaufanie do człowieka podważyłoby działanie odwrotne
                  > - poddanie się karygodnej działalności eks i 'odpuszczenie' sobie własnych dzie
                  > ci.

                  Moje też, ale pod warunkiem, że odpuściłby sobie, gdyby dzieciom działa się krzywda. Tu z taką sytuacją nie mamy do czynienia.


                  >
                  > Walka o dzieci nie jest w moich oczach dla mnie niczym złym - ubolewam jedynie,
                  > że w tym kraju prawo doprowadza do tego, że rodzic musi w taki sposób walczyć
                  > o swoje prawa.

                  Michszyb nie musi walczyć o dzieci- nie dzieje im się krzywda, matka nie utrudnia mu realizowania postanowień sądu.

                  Jeśli chorą sytuację między dwojgiem dorosłych traktuje się jako walke o dzieci, to oznacza, że dzieci traktuje się jak przedmioty. Tylko przedmioty nie przeżywaja emocji i mozna je dowolnie przemieszczać.
                  • only.elvie Re: Zaufanie a postępowanie 26.10.10, 14:09
                    zmeczona100 napisała:
                    > Jeśli chorą sytuację między dwojgiem dorosłych traktuje się jako walke o dzieci
                    > , to oznacza, że dzieci traktuje się jak przedmioty. Tylko przedmioty nie przeż
                    > ywaja emocji i mozna je dowolnie przemieszczać.

                    Nie rozumiem? Uważasz, że ich dzieci nie przeżywają źle tej sytuacji?
                    • zmeczona100 Re: Zaufanie a postępowanie 26.10.10, 15:15

                      Łomatko....
                      Kiedy przecież napisałam wyraźnie, że :

                      Tylko przedmioty nie
                      > przeż
                      > > ywaja emocji i mozna je dowolnie przemieszczać.

                      Tj. dzieci nie powinny być traktowane jak przedmioty własnie, co sie dzieje w przypadkach walki miedzy ich rodzicami.
                    • tricolour Mujer bonita? 26.10.10, 15:34
                      Czy ja wczoraj nie pisałem o chowaniu sie za nowe nicki?

                      No nie przypuszczałbym, że prawda wylezie tak szybko. W każdym razie "cierpliwość przynosi róże".
        • mola1971 Re: Hm 23.10.10, 23:19
          Nowel, masz rację.
          Miałam kiedyś szkolenie z jednym z najlepszych w tym kraju psychiatrów i on powiedział bardzo mądrą rzecz. A mianowicie cała wiedza fachowa, którą się ma psu na budę się zdaje, gdy w grę wchodzą EMOCJE. Gdyby było inaczej to wśród psychologów i psychiatrów nie byłoby rozwodów a są. Rozwodzą się tak samo jak każda grupa zawodowa a nawet częściej bo wcześniej niż przeciętny zjadacz chleba potrafią zdiagnozować koniec związku i stwierdzić, że dalej tak się nie da.
          Rozmawiałam też kiedyś z kimś, kto zawodowo "siedzi" w rozwodach od lat i najdłużej ciągnący się rozwód połączony z niemal krwawą walką o dziecko to był rozwód dwojga nauczycieli. Wszelkie badania wykazywały, że OBOJE nie nadają się do roli rodziców a zawodowo przecież zajmowali się i to z sukcesami wychowywaniem cudzych dzieci.

          Reasumując... Wg mnie wykonywany zawód NIE ma nic do rzeczy ani jakim się jest człowiekiem, mężem/żoną czy rodzicem.
          • nowel1 Re: Hm 24.10.10, 00:14
            > Reasumując... Wg mnie wykonywany zawód NIE ma nic do rzeczy ani jakim się jest
            > człowiekiem, mężem/żoną czy rodzicem.

            I to jest zupełnie oczywiste.
            Ja mam alergię na myślenie stereotypami, typu właśnie "lekarz powinien" i "chroń mnie panie Boże przed takimi lekarzami". Bo lekarzem to on akurat moze być niezłym i może nawet empatycznym.
            Co ciekawe, założę się, że osoby z których ust spływają takie gładkie zdanka, zapewne ekscytują się postacią dra House`a i z radością pozwoliłyby mu się leczyć wink
            • maniasza Re: Hm 24.10.10, 00:28
              Niestety Nowel, uważam , że nie masz racji.
              Albo ktoś ma kręgosłup, albo go nie ma.
              Jeśli ktoś jest jako człowiek szmatą, to taką samą szmatą jest w swoim zawodzie.
              Nie da się tego rozdzielić.
              Życie to potwierdza.
              • nowel1 Re: Hm 24.10.10, 00:34
                Powtarzam to samo - ma kręgosłup albo go nie ma.
                A czy Michszyb jest "szmatą"? Przy całej mojej antypatii do niego - uważam, że nie masz prawa tak o nim pisać.
                • maniasza Re: Hm 24.10.10, 00:56
                  Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w ogóle do niego nie odniosłam się. Ani nie wspomniałam o nim.
                  Powiedziałm tylko ogólnie, o ludzkiej postawie odnośnie życia prywatnego i zawodu.
                  Niepotrzebnie produkujesz się.
            • mola1971 Re: Hm 24.10.10, 01:24
              Nowel, oprócz dr House'a jest jeszcze nasza rodzima dr Zosia z Leśnej Góry big_grin
              Nie zapominaj o tym wink Cud miód, idealna kobieta wink
              A tak a propos filmów to Mich sam kiedyś wspominał coś o filmie "Tato", z którego czerpał wiedzę na temat tego jak ojcowie są traktowani w polskim wymiarze sprawiedliwości. No to teraz ma tongue_out
              Tak to jest jak ludziska życia uczą się z TV i kina smile
            • morekac Re: Hm 24.10.10, 01:29
              Bo lekarzem to on akurat moze być ni
              > ezłym i może nawet empatycznym.
              Powiedziałabym, że można być swietnym lekarzem (w sensie diagnozy czy wyników leczenia), będąc zupelnie pozbawionym empatii.
              • mola1971 Re: Hm 24.10.10, 01:35
                To prawda. W przypadku lekarza empatia może być przeszkodą w dobrym diagnozowaniu. Od empatii są przyjaciele, rodzina, ewentualnie psycholog a nie lekarz. Lekarz ma leczyć a nie współodczuwać.
                • zmeczona100 Empatia a lekarz 26.10.10, 16:02

                  Chyba razem z nowel mylisz, Mola, znaczenie słowa "empatia". To nie jest to samo, co współodczuwanie. Empatia to zdolnośc do rozumienia sytuacji innego człowieka; nie ma tu miejsca na emocje.
                  Jest chory, ma określone trudności, więc rozumiesz, co czuje, jak on się czuje. Ale nie współodczuwasz tego, tzn. nie myslisz "jaki on biedny, nieszczęsliwy, zostawia swoja rodzinę, będzie fatalnie wyglądać po chemii" itp. Podchodzisz do tego, jak do zadania matematycznego- rozumiesz, że ma prawo płakać, złościć się, czuć ból fizyczny, obawiać sie o swoje zdrowie, ale zalecasz mu leczenie adekwatne do jego stanu chorobowego, zgodnie z aktualną wiedzą; nie kierujesz sie w tym emocjami.
                  Współodczuwanie, przezywanie przez lekarza stanu, choroby wraz z chorym prowadzi prostą drogą do wypalenia zawodowego. Chory dla lekarza ma byc osobą, która cierpi i wymaga leczenia, a nie osobą, wobec której mamy okazywać swoje emocje. Wiem, że jest to cholernie trudne, bo np. wymaga, aby po pracy, po opuszczeniu oddziału, sprawy swoich chorych zostawić za murami szpitala i nie przenosić ich na dom, własną rodzinę itp. Empatią jest np. szukanie najlepszych rozwiązań w postepowaniu leczniczym wobec chorego dlatego, że jest to obowiązkiem lekarza; nie z powodu takiego, że my- jako ludzie, osoby odczuwające- mamy mu pomóc. Od tego drugiego są własnie znajomi, rodzina, przyjaciele.

                  Lekarz z empatią, otzrymując wynik wskazujący na nowotwór piersi u kobiety, nie przekaże jej tych wiadomości w sali, gdzie leżą inne chore, na korytarzu, w pospiechu itp, tylko znajdzie czas i miejsce, zastosuje wobec niej zrozumiałe słownictwo, by wiedziała, że lekarz zrobi wszystko, co dała na dzisiaj medycyna, aby jej pomóc. taki lekarz uznaje prawo kobiety do histerii, do złości, do zadawania konkretnych pytań, które utwierdzą ją w przekonaniu, że lekarz wie, co mówi. Czyli- że można mu zaufać.

                  Tak, nowel- empatia u lekarza to podstawowy warunek zaufania do niego. Poczytaj sobie np. prof. de Walden- Gałuszko.

                  Empatii nie wymagałabym od lekarzy, z którymi bezpośrednio- jako pacjentka- nie mam szans na spotkanie, np. od patomorfologa czy diagnosty laboratoryjnego.
                  • nowel1 Re: Empatia a lekarz 26.10.10, 17:13
                    Zmęczona:
                    Wykład na temat empatii wartościowy, ale dla mnie - zbędny.
                    Nigdzie nie twierdzę, że lekarzowi niepotrzebna jest empatia.
                    Piszę jedynie, że niestety wielu lekarzy jej nie posiada, że mimo to mogą być dobrymi fachowcami, i że nie istnieje i istnieć nie może żadne NARZĘDZIE, które zabierałoby prawo wykonywania zawodu lekarzom empatii pozbawionym.
                    Dodam jeszcze, że wbrew temu co piszesz, nie wszyscy pacjenci empatii od lekarza oczekują. Tak, mnie też to dziwi. Mój pierwszy kierownik specjalizacji był kompletnie empatii pozbawiony, a mimo to tłumy waliły do niego drzwiami i oknami. Był świetnym internistą, znakomitym internistą - diagnostą i praktykiem.
                    • zmeczona100 Re: Empatia a lekarz 26.10.10, 20:22
                      > Wykład na temat empatii wartościowy, ale dla mnie - zbędny.

                      Nie pisałam go dla Ciebie, tylko dla Moli.

                      > Nigdzie nie twierdzę, że lekarzowi niepotrzebna jest empatia.
                      > Piszę jedynie, że niestety wielu lekarzy jej nie posiada, że mimo to mogą być d
                      > obrymi fachowcami,

                      A nie zauwazyłas przypadkiem tego, że chorzy, którzy są pod ich opieka, po prostu najczęściej nie mają (już) wyboru?

                      i że nie istnieje i istnieć nie może żadne NARZĘDZIE, które
                      > zabierałoby prawo wykonywania zawodu lekarzom empatii pozbawionym.

                      Ależ ja nie twierdziłam nigdzie, że należałoby zabierać takim lekarzom prawo wykonywania zawodu! Ale nie miałabym nic przeciwko, aby byli kierowani na szkolenia z tego, co to znaczy empatia i w czym przejawia sie ona w pracy lekarza wink


                      > Dodam jeszcze, że wbrew temu co piszesz, nie wszyscy pacjenci empatii od lekarz
                      > a oczekują. Tak, mnie też to dziwi.

                      Mnie nie. Jak się nie ma, co sie lubi, to się lubi, co się ma wink

                      Mój pierwszy kierownik specjalizacji był ko
                      > mpletnie empatii pozbawiony, a mimo to tłumy waliły do niego drzwiami i oknami.
                      > Był świetnym internistą, znakomitym internistą - diagnostą i praktykiem.

                      Niech zgadnę- średnia wieku jego pacjentów to tak okolice 50-tki, prawda? wink
                      • nowel1 Re: Empatia a lekarz 26.10.10, 20:36
                        zmeczona100 napisała:

                        >
                        > A nie zauwazyłas przypadkiem tego, że chorzy, którzy są pod ich opieka, po pros
                        > tu najczęściej nie mają (już) wyboru?

                        Pacjenci z założenia mają wybór. Bywa on ograniczony różnymi względami, ale istnieje.

                        >

                        > Ależ ja nie twierdziłam nigdzie, że należałoby zabierać takim lekarzom prawo wy
                        > konywania zawodu! Ale nie miałabym nic przeciwko, aby byli kierowani na szkolen
                        > ia z tego, co to znaczy empatia i w czym przejawia sie ona w pracy lekarza wink

                        Ja też nie miałabym nic przeciwko temu .Powiem więcej, od lat o tym marzę. Taki drobiazg: ktoś to musiałby zorganizować i ktoś za to zapłacić. Kto?


                        > > Dodam jeszcze, że wbrew temu co piszesz, nie wszyscy pacjenci empatii od
                        > lekarz
                        > > a oczekują. Tak, mnie też to dziwi.
                        >
                        > Mnie nie. Jak się nie ma, co sie lubi, to się lubi, co się ma wink

                        To jest odwracanie kota ogonem, i dobrze o tym wiesz.
                        >

                        > > Był świetnym internistą, znakomitym internistą - diagnostą i praktykiem.
                        >
                        > Niech zgadnę- średnia wieku jego pacjentów to tak okolice 50-tki, prawda? wink

                        O, czyżby ludzie w tym wieku nie lubili, aby traktować ich empatycznie?
                        >
                        >
          • kasper254 Re: Hm 25.10.10, 09:21
            Ów psychiatra, Mola, powiedział prawdę i - zaprzeczając sobie - nieprawdę. Wnioski jednak moga z tego płynąć i inne, niż te, które wyciągnąłeś. Rola zawodowa wchłania konkretną/e role społeczne. Jeden człowiek, którego zniszczy skurczybyk bez zasad moralny, to dla ciebie ktoś, a dla kogoś ktos najbliższy na świecie. W naukach karnych jest takie powiedzenie: lepiej dziecięciu winnych uwolnić, niż jednego niewinnego skazać.
        • timetotime Re: Hm 25.10.10, 00:09
          nowel1 napisała:

          > Lekarze są ludźmi, jak każdy inny. Mają różne osobowości i różne historie życio
          > we.
          > Nie istnieją żadne "specjalne" wymogi etyczne dotyczące lekarzy; a w każdym raz
          > ie nie takie, które dotyczyłyby jego życia prywatnego.

          Lekarz to osoba publiczna, powszechnie znana zwykle, latwa do namierzenia chocby na Goldeline, FB czy NK (jak autor watku - lekarz z Lodzi - Michal Szybu...) i dlatego własnie obowiazują go specjalne wymogi etyczne.
        • zmeczona100 Re: Hm 26.10.10, 13:57
          nowel1 napisała:


          > Nie istnieją żadne "specjalne" wymogi etyczne dotyczące lekarzy; a w każdym raz
          > ie nie takie, które dotyczyłyby jego życia prywatnego.

          Kodeks etyki lekarskiej:
          Art. 1.
          1. Zasady etyki lekarskiej wynikaja z ogólnych norm etycznych.
    • zmeczona100 Co robi Mich na forum? Podsumowanie 23.10.10, 22:25


      ania1ooo 17.10.10, 21:46 Odpowiedz

      Rozstanie z michszybem też już kiedyś przerobiłam. Potraktował mnie okropnie,

      Re: A skoro już tu jesteś...
      ania1ooo 17.10.10, 23:27 Odpowiedz
      Wiesz najlepiej dla tych dzieci to by było, gdyby nikt ich nie przejmował i nie traktował jak pionki w rozgrywce. Uważam, że dzieciom jest potrzebna i matka, i ojciec (...) to dla ich dobra powinni dojść do porozumienia. Mam nadzieję, że dokapie to w końcu do obojga rodziców.
      Nie chcę być ich matką, one już ją mają i nie potrzebują kolejnej.

      Re: A ja myślę para "głównych bohaterów"
      Autor: ania1ooo 19.10.10, 09:04
      Dodaj do ulubionych
      Odpowiedz cytując Odpowiedz
      To co napisałaś jest trafne i zgodne z rzeczywistością.
      M, żeby nie zwariować, albo nie wybuchnąć, "spuszcza się" na forum. Nie do końca wierzę, że szuka tu agresji, raczej aprobaty do walki z nią, bo w realu, każdy mu mówi, żeby śmiał się z głupoty ex i to olał.
      Nieudolnie staram się trzymać od tego syfu i chorych zachowań jak najdalej.
      Krzywdzą swoje dzieci, ludzie na tym forum wielokrotnie mi uświadamiali, że to ich sprawa i g... mi do tego, więc ok, niech to robią.
      Sami się pozabijają, ale jeśli ktoś nie potrafił rozmawiać ze sobą szczerze przez 15 lat, to trudno się tego nauczyć w chwili rozstania. I nikt w tej walce nie wygra nic, poza chwilową satysfakcją, która pryśnie w momencie, gdy z drugiej strony nadejdzie kolejny ruch.
    • nowel1 Re: Hm 23.10.10, 22:59
      Linkujesz jakieś badania opinii publicznej; ja pytam tylko, gdzie to ma umocowanie prawne? Oprócz tego, że komuś "wydaje się" że lekarz ma być kryształową nieskażoną osobowością?
      Gdybyśmy mieli być konsekwentni, na studia medyczne kryterium przyjęcia musiałyby być testy osobowości, a później obowiązkowa terapia własna.
      • kasper254 Re: Hm 25.10.10, 08:34
        Nowel1, są takie wartości/zasady/normy "pozaprawne", które nie mają/i nie muszą mieć/nie jest wymagane/konieczne - umocowania prawnego.
        Nikomu się nie wydaje, ż lekarz ma być "kryształową, nieskażoną osobowością". Nie może być jednak dobrym lekarzem ktoś, kto życzy komuś śmierci, kto porzucił dzieci d;a inne czy inn ego. Jest tak - a dostrzegli to już w starożytnej etyce - że gdy ktoś narusza zasady społeczne w mniejszym stopniu, będzie je naruszał w wyższym. W odniesieniu do lekarza jest to bardzo grożne. Jest lub może być podmiotem władzy dyskrecjonalnej, nawiązuje kontakty społeczne, oparte na więzi podporządkowania, hierachiczności. Dysponuje często prawe życia i śmierci. Ktoś, kto nie ma twardego kręgosłupa moralnego, kto krzywdził i nie ma świadomości odejścia od tego, szukania przebaczenia, w pewnej sytuca życia może być skurwielem. Łatwo jest być dobrym i szlachetnym wobec silniejszego. Przez ostatnie cztery lata zjechałem wiele ośrodków zdrowia. Widziałem takie gadziny, dla których moralność nic nie znaczy; nie leczył, lecz kroił mięso, brzydził się pacjentem itd. Gdzieś to się zaczęło - z naruszania praw innych, deptania osobowości kogoś innego.
        • nowel1 Re: Hm 25.10.10, 10:42
          Kasper; ja się z Tobą/Wami zgadzam co do idei, ale żyję też długo na świecie, sporo widziałam i to pewne idealistyczne poglądy weryfikuje.
          I tak: oczywiście, że lekarz POWINIEN postępować w sposób moralny. A jeśli rozwodzi się z żoną, czy nawet w gniewie rzuca godne potępienia słowa, TO CO? To należy pozbawić go prawa wykonywania zawodu, napiętnować? Jaka podstawa prawna, jaka moralna nawet? "Kto z was jest bez winy.. itd itp".
          I nie jest prawdą, że osoba porzucająca żonę nie może być dobrym fachowcem. Może i częstokroć jest. Jeśli zaczniemy stosować kryteria moralności podnoszone na tym forum do oceny profesjonalizmu lekarzy, to okaże się, że 10% może zajmować się nadal swoim zawodem a reszta ma iść na szczaw.
          W takim świecie żyjemy, rozluźnienie norm obyczajowych, relatywizm moralny - lekarzy dotyczy to także.
          I żeby było jasne - tak wiem o czym mówię, jestem lekarzem od kilkunastu lat.
          • kasper254 Re: Hm 25.10.10, 21:16
            Masz rację, nowel1, co do relacji między profesjonalizmem a etyką. Mnie chodzi jednak także i coś innego. Ktoś, kto porzuca bezbronne dzieci, kto krzywdzi innego, a szczególnie, gdy chodzi o najbliższych - może to zrobić tym bardziej w odniesieniu do obcych, bo tu już nie ma żadnych hamulców moralnych. Dla niego to będzie ten raz, ten jeden, kiedyś - tam, a dla innego - czynność lekarza, który traktuje człowieka jako przedmiot - może oznaczać utratę kogoś bliskiego. Od tego jednego razu zaczyna się banalność zła. Mniejsza zresztą z taką daleką, ostateczną perspektywą: lekarz/nauczyciel/strażnik - czyli ci, którzy mają dominującą rolę w stosunkach z podległymi im ludżmi - traktując kogoś jak przedmiot - pozbawiają ich wielu szans. Powiemy - tak jest, ta względność, relatywizm, takie życie itd., ale chodzi przecież o krzywdę, o cierpienie kogoś konkretnego.
            I persopektywa aktualna: michszyb porzucił dzieci, a tutaj na forum mamy głosy zrozumienia, współczucia, bliskości. Prawda - jeszcze nie oskalpował żony, a mógł; nie molestował dzieci a miał możliwości itp.
            Moje ukłony w stosunku do ciebie, nowel1; myślę, że będziesz zawsze dobrym lekarzem, bo dobry lekarz to nieprofesjonalista przede wszystkim, ale lekarz duszy ludzkiej. Nie sądzę, aby to był idealizm.
            • nowel1 Re: Hm 25.10.10, 21:52
              A najbardziej przerażające jest to, że to uprzedmiotowienie jest wszędzie, otacza nas.
              I nie napiszę już nic więcej, bo wygląda na to, że uzgodniliśmy stanowiska i zgadzamy się do obrzydliwości wink

              Dzięki za to ostatnie zdanie. Naprawdę.
            • dusinka1 Re: Hm 26.10.10, 11:56
              >, bo dobry lekarz to nieprofesjonalista przede wszystkim, ale lekarz duszy
              > ludzkiej. Nie sądzę, aby to był idealizm.


              Również tak uważam. Z doświadczenia mam tego przykłady.
          • zmeczona100 Nowel, 26.10.10, 16:14
            nowel1 napisała:

            > Kasper; ja się z Tobą/Wami zgadzam co do idei, ale żyję też długo na świecie, s
            > poro widziałam i to pewne idealistyczne poglądy weryfikuje.

            Co wszakże nie oznacza, że nie mamy dążyć do ideału. Wiem, wiem- w czasach wygodnictwa zazwyczaj oznacza to narażenie się na śmieszność.


            > I tak: oczywiście, że lekarz POWINIEN postępować w sposób moralny. A jeśli rozw
            > odzi się z żoną, czy nawet w gniewie rzuca godne potępienia słowa, TO CO? To na
            > leży pozbawić go prawa wykonywania zawodu, napiętnować?

            Nowel, przecież nie chodzi o to, że on się rozwodzi, tylko o to JAK on to robi- czy zachowuje się jak normalny człowiek, czy jak ostatni palant i gnój.


            Jaka podstawa prawna, j
            > aka moralna nawet? "Kto z was jest bez winy.. itd itp".

            Przecież cała etyka lekarska jest wywodzi się z ogólnych norm etycznych.

            > I nie jest prawdą, że osoba porzucająca żonę nie może być dobrym fachowcem. Moż
            > e i częstokroć jest. Jeśli zaczniemy stosować kryteria moralności podnoszone na
            > tym forum do oceny profesjonalizmu lekarzy, to okaże się, że 10% może zajmować
            > się nadal swoim zawodem a reszta ma iść na szczaw.

            Nie, nie o to przecież chodzi. Profesjonalizm nie wystarczy do tego, by byc dobrym lekarzem. Zauważ, że określenie "konował" nie oznacza tylko kiepskiego profesjonalistę, ale własnie przede wszystkim jego podejście do drugiego człowieka. Pzrecież przyznanie sie lekarza do swojej niewiedzy nie czyni z niego konowała; raczej to, że robi z siebie osobę, która wszystkie rozumy pozjadała i żaden chory nie może wiedzieć czegoś, czego pan lekarz nie wie.



            > W takim świecie żyjemy, rozluźnienie norm obyczajowych, relatywizm moralny - le
            > karzy dotyczy to także.
            Mimo to, sa jednak wartości, których nie zmieniaja wieki.

            > I żeby było jasne - tak wiem o czym mówię, jestem lekarzem od kilkunastu lat.

            A jesteś empatyczna jako zawodowiec? wink
    • zielona.wrona LUDZIE!!!!! Pytanie brzmialo: czy chrzest .... 24.10.10, 08:42
      ... sie odbyl, czy nie. Bo to byl temat poczatkowego postu. Jakim lekarzem jest autor watku nie ma tu nic do rzeczy. Ciekawe, ze jedna z druga sie wymadrza na temat kregoslupa moralnego i tak dalej i wam, wasz sztywny kregoslup moralny jakos nie pomogl w utrzymaniu Waszych zwiazkow, czy malzenstw. Moze wlasnie Wasz kregoslup moralny byl za sztywny? I jakos, o dziwo, brak kregoslupa moralnego Waszych partnerow, ktorzy niejendna z Was w trabe puscili nie przeszkadzal Wam w poslubieniu takiego osobnika. Biala sukienka, kwiatki i oltarz. Wtedy bylo cacy. Zrobcie porzadek na wlasnym podworku a potem pouczajcie innych i czepiejcie sie kregoslupa moralnego lekarza, autora watku.
      Powtarzam wiec pytanie do Autora: CZY CHRZEST SIE ODBYL??
      • morekac Re: LUDZIE!!!!! Pytanie brzmialo: czy chrzest ... 24.10.10, 09:25
        wasz sztywny kregoslup moralny jakos nie pomogl w utrzymaniu Waszych zwiazkow, czy malzenstw.
        A jaki to ma związek.
        Chrzest chyba się nie odbył... ale głowy nie dam...
    • bramstenga Re: Opiłek co najwyżej.... 25.10.10, 10:40
      Widzisz, ale to jest problem, bo wśród ateistów są także osoby uważające, że religia to "opium dla ludu" itp. I dla nich chrzest nie jest bynajmniej obojętny (jak Ty byś zareagował, gdyby Twoja była żona zaczęła - wraz z Twoją córką - uczestniczyć w nabożeństwach np. sekty Moona czy scjentologów?).
      Znam to z własnego doświadczenia: mam w rodzinie małżeństwo po rozwodzie, w którym ojciec już po rozstaniu nawrócił się (z katolicyzmu) na nową religię z silnymi elementami okultyzmu. Matka jest zaangażowaną katoliczką. No i dochodzi do sytuacji, gdy ojciec mocno indoktrynuje dzieci, daje im jakieś amulety itp. I to naprawdę jest problem właściwie nie do rozwiązania.
      ~bramstenga
      • adaria38 Re: Opiłek co najwyżej.... 25.10.10, 10:50
        Mowa jest o chrzcie młodszego dziecka. A co ze starszym? jeśli już jest ochrzczone, to odbyło się to w trakcie małżeństwa za wolą i wiedzą ojca.. Nie o kwestie religijne chodzi w tym wątku. I naprawdę, szkoda tu prądu bo kontynuacja wątku karmi psychopatyczne ego autora. Chcecie rozmawiac o aspektach religii po rozwodzie - to może w oddzielnym wątku..
      • only.elvie Re: Opiłek co najwyżej.... 25.10.10, 10:50
        bramstenga napisała:
        > Widzisz, ale to jest problem, bo wśród ateistów są także osoby uważające, że re
        > ligia to "opium dla ludu" itp. I dla nich chrzest nie jest bynajmniej obojęt

        Ano właśnie - nie wiem skąd przekonanie, że ateistom ma być wszystko jedno czy ich dzieci będą wychowywane w jakiejś religii? Religia to konkretny światopogląd, obyczaje, normy moralne, z którymi ateista nie koniecznie musi się zgadzać.
        • tricolour Przekonanie stąd... 25.10.10, 11:02
          ... że wychowanie nastepuje poprzez naśladowanie. Trudno będzie wypychać dzieciaka na religię samej głosząc ateizm czyli brak Boga w ogóle. No chyba, że ten chrzest to tylko dla zakrapianej imprezy.
          • only.elvie Re: Przekonanie stąd... 25.10.10, 11:47
            tricolour napisał:
            > ... że wychowanie nastepuje poprzez naśladowanie. Trudno będzie wypychać dzieci
            > aka na religię samej głosząc ateizm czyli brak Boga w ogóle. No chyba, że ten c
            > hrzest to tylko dla zakrapianej imprezy.

            Więc po co chrzcić dziecko? Dla zakrapianej imprezy? Ja osobiście jestem przeciw hipokryzji i nie chciałabym, żeby moje dziecko było w takie rzeczy mieszane. Nie jest mi to obojętne.
            • cieplefuterko Re: Przekonanie stąd... 25.10.10, 14:25
              > > ... że wychowanie nastepuje poprzez naśladowanie. Trudno będzie wypychać
              > dzieci
              > > aka na religię samej głosząc ateizm czyli brak Boga w ogóle. No chyba, że
              > ten c
              > > hrzest to tylko dla zakrapianej imprezy.
              >
              > Więc po co chrzcić dziecko? Dla zakrapianej imprezy?

              Moj ex .........
              U nas wygladalo to w ten sposob ze wychowanie etyczne i religijne
              spoczelo na mnie,
              Ja sama zostalam wychowana w religii katolickiej, On wlasciwie tez
              Natomiast zniechecilo mnie do polskiego KK jego mieszanie sie w polityke
              (koniec lat osiemdziesiatych)..............i proby manipulacji "ciemnymi masami".
              To co sie dzieje w polskim Kosciele (jako instytucji) uwazam za obraze/wypaczenie
              dla postaw wiary..............
              I gdym zyla w kraju to pewnie bylabym zyjacym i walczacym antyklerykalem.

              Moj Ex jako wierzacy i "praktykujacy" katolik po wyprowadzce z naszego
              orginanego srodowiska zaczal sie zachowywac ze zasady moralne i etyczne nie obowiazuja
              bo rodzina i znajomi nie patrza.
              Ja przeszlam indiwidalny tok nauk i przygotowan do pierwszej lomunii z naszym synem
              kiedy mial juz prawie 10 lat, w pelni rozumial co tam robimy i tego chcial
              (zero presji ze strony rowiesnikow i otoczenia).
              Nasz syn (19 lat) chodzi do Kosciola kiedy ma na to wewnetrzna potrzebe.

              Natomiast moj ex: po slubie (w kosciele) byl w nim na chrzcinach naszego syna
              (i jego pierwszej komunii, 2 razy z koszykiem do swiecenia (bo wszyscy goscie wychodzili)
              i raz na pasterce.

              W momencie zaczecia swojego romansu i mojego pytanie " a gdzie jest twoje slowo/obietnice
              na dobre i zle i ze bede wierny, uczciwy.........?"
              A co ty mi mozesz zrobic, mozesz mi naskoczyc !!!!!!!
              Dla mnie to oznaczalo po prostu koniec naszego malzenstwa.
              Natomiast nie bardzo wiedzialam co powiedziec naszemu synowi,
              ktory przyszedl do mnie z zapytaniem:
              (Moj ex ma mlodszego syna, ktory urodzil mu sie zanim jeszcze udalo
              nam sie podpisac papiery rozwodowe i to ex ociagal sie z podpisywaniem).

              "Mamo dlaczego oni beda robili wielka impreze i chrzcili dziecko (wtedy juz 5 letnie)
              jezeli zadne z nich (Ex i matka dziecka) nie wiedza nawet gzie jest kosciol w miejscowosci w ktorej mieszkaja".
              Odpowiedzialam mu ze on jest tylko odpowiedzialny za wlasna wiare, wlasne decyzje i wybory.
              Nie jest On odpowiedzialny za hipokryzje i zaklamanie (etyczne i religijne)
              Jego Ojca i Jego rodziny
      • tricolour Wyśmaiłem żonę... 25.10.10, 11:00
        ... gdy zaczęła "profesjonalnie" zajmować się Majami. Nie tylko ja ją wyśmiałem - wyśmiali ją również nasi wspólni znajomi.
        • bramstenga Re: Wyśmaiłem żonę... 25.10.10, 11:30
          Czyli miałeś stosunkowo prostą sytuację.
          W przytoczonym przeze mnie przykładzie jest o wiele trudniej, bo facet ma już nowych znajomych, którzy bynajmniej go nie wyśmiewają, a wspierają w walce z "katolicką herezją". Dzieci otrzymują sprzeczne komunikaty od rodziców i są w ogniu konfliktu.
          ~bramstenga
        • aiwlysji Re: Wyśmaiłem żonę... 28.10.10, 10:09
          tricolour napisał:

          > ... gdy zaczęła "profesjonalnie" zajmować się Majami. Nie tylko ja ją wyśmiałem
          > - wyśmiali ją również nasi wspólni znajomi.

          to bardzo smutne, wysmiewac kogos za jego zainteresowania, pasje byc moze wiare!
          podpierasz sie rowniez OWYMI znajomymi, ktorzy tez wysmiali. rozumiem, ze wiekszosc zawsze ma racje?
          osoby o slabej psychice zawsze musza sie podepszec jakimis znajomymi co tez tak mysla, najlepiej, zeby wsrod znajomuch byl profesor, naukowiec...wtedy to juz pewne, ze racja jest postronie OWYCH.

          wiesz...to jedno zadanie o ex-zonie zmienilo calkowicie moj stosunek do tego co piszesz, zrozumialam, ze wszystko jest bardzo subiektywne (zawsze bylo) ale teraz to do mnie dotarlowink
          • tricolour Dobrze by jeszcze było... 28.10.10, 14:09
            ... choć trochę zgłebić temat i zainteresować się dlaczego została wyśmiana.

            Bo w tym leży istota tego śmiechu, że czasem śmieszy jeśli dupie dorobi sie uszu i twierdzi, że to ludzka twarz. Nie ma w takim śmiechu niczego zdrożnego. Wręcz przeciwnie: może być leczniczy.
    • der1974 Re: A imię jej było 666 25.10.10, 15:41
      Przeczytałem ten wątek i stwierdzam, że nie masz szans najmniejszych pozbawić matki władzy rodzicielskiej. Twoje zachowania sią co najmniej nielepsze od zachowań matki dzieci. Decydując się na walkę o dzieci w tej sytuacji chcesz zaspokoić swoje ambicje, a interes dzieci masz w nosie. Tak to przynajmniej wygląda z boku.
      • lastsenses chciałabym usłyszeć wersję żony Micha 26.10.10, 21:59
        ale moim zdaniem jest to para nieodpowiedzialnych gówniarzy, której głównym celem jest dokopanie ex - czy odbywa się to kosztem dzieci - kompletnie nie interesuje ani jej ani jego.
        niestety nie dorośli do bycia mamą i tatą. krzywdzą swoje dzieci okrutnie - ale są tak zaślepieni nienawiścią, że dotrze to do nich może jak dzieciaki podrosną i zaczną sprawiać problemy. chociaż nawet wtedy będą zwalać winę na ex.
        żeby być lekarzem zdałeś Michu egzaminy. żeby jeździć autem - prawo jazdy.
        zdrowe, fajne dzieci, które rozpaczliwie chcą mieć spokój oraz tatę i mamę dostaliście bez wysiłku...
        patologia?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka