Dodaj do ulubionych

gdzie kogoś poznać?

15.06.11, 13:03
jestem 2 lata po rozwodzie i czuję, że jestem gotowa na nowy związek.
I tu pojawia się problem.
Nigdzie nie chodzę, tylko do pracy, całe moje życie poświęcam synowi.
Więc gdzie kogoś poznać?
Chciałabym spróbować raz jeszcze ułożyć sobie życie.
Zalogowałam się na portalu randkowym, ale mam wrażenie że tam można znaleźć tylko kogoś do seksu.
Jak to jest u Was z tymi nowymi znajomościami?
Obserwuj wątek
    • ewela1_1 Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 13:18
      Ja od kwietnia b.r. jestem rozwódką, ale z mężem nie miałam juz nic wspólnego od dwóch lat. W tym czasie nikogo nie poznawałam, nie miałam przede wszystkim czasu. Mam małe dzieci. Zero pomocy od ojca dzieci=zero czasu na zycie towarzyskie dla siebie. Jedynie (aż) rodzice mi pomagają. Kilka dni po rozwodzie gdy byłam u swojej adwokatki poznałam mężczyznę, który od niej własnie wychodził. Wymienilismy sie uśmiechami i od rozmowy do rozmowy wymieniliśmy się nr telefonu.. Mam z nim kontakt, czasami umówimy się na kawę, kino, jak znajde czas, ale jak to mówia"nic z tego nie bedzie"...sad

      Cholercia ja nie mam czasu na facetów, na pielęgnowanie związku, uczuć itp. Jest za wczesnie,musze poczekać na swoj czas i na swoją kolej....

      -------------
      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
      • piotr-wwa Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 13:32
        Bo Wy od razu o uczuciach.
        Ludzie po przejściach, bo tak się o nas mówi, albo z doświadczeniem podchodzą ostrożnie do życia. Jedni zajmują się dzieci, inni mają dzieci gdzieś.
        Spotkanie od czasu do czasu (od święta) nie powie Ci kto jaki jest. Nie zdradzi wszystkiego.

        Zasłanianie się dziećmi też niczego nie zmieni. Facet, który chce spotykać się z kobietą z dzieckiem (dziećmi) jest na to przygotowany, ze spotkanie nie będzie w kawiarni, kinie, tylko na placu zabaw. Dzieci, to nie zabawka, którą odstawisz w kont, pójdziesz się spotkać z kimś i jak wrócisz, to one będą tam, gdzie zostawiłaś. Trzeba albo zapewnić opiekę, albo zabrać dzieci ze sobą. Nie mówię o zabraniu dzieci na pierwsze spotkanie, ale na któreś z kolei to już chyba naturalne.
        Kolejny problem, to czas. Przy dzieciach się go ma mało. Zakładając, że możliwe jest spotkanie na placu zabaw, w ogródku jordanowskim - są większe szanse. Czasami tam też można spotkać samotnego tatusia wink



        • ewela1_1 Re: gdzie kogoś poznać? 16.06.11, 11:33

          Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś, tylko, że to "zasłanianie się dziećmi" to argument, że one są akurat priorytetem, a nie wymówką. Jesli ze względu na nie mam ograniczone możliwości czasowe( i nie jest to rowniez wymówka) to myślę, że nie bede facetowi "zawracała gitary". Choć sam ma dziecko, ale Ono mieszka z matką. Kobietą z dziećmi jest troszkę trudniej znależc SENSOWNEGO partnera po rozwodzie. Spotkania raz na tydzień, czy dwa tygodnie nie pozwolą mi na poznanie jego w taki sposób, ze bede chciała poznawać go z dziećmi. Dla mnie to abstrakcja, poza tym lubie z nim spedzać czas, ale juz teraz wiem, ze to nie TEN. Troszke za szybko sie angazuje, mowi mi slowa, ktorych jeszcze nie chciałabym usłyszeć. Mnie tacy faceci zawsze odstraszali na początku.

          Co do samotnego tatusia na placu zabaw u mnie w okolicy sie jeszcze taki nie uchowałsadsmile..hoho, a i tak jakby sie znalazł wcale nie musimy się sobie podobać...Utopiasmile

          Chyba ten internet jest najlepszym rozwiązaniem do nawiązywania ciekawych znajomości.
          -------------
          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
    • mamameg Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 13:26
      Mamy ten sam problem.
    • argentusa Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 13:36
      Na moje psiapsiółkowe grono 4 rozwódek, - 3 poznały fajnych panów na portalu randkowym. Cholera, tylko ja się wyłamałam smile.
      Zatem nie tylko "do seksu", czasem się trafi jakiś fajny facet. (chociaz moje kumpelki mówią, że odsiew zrobiły sporyyy).
    • student854 Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 13:49
      Jeśli chodzi o portal randkowy, to musisz cierpliwie szukać i czekać. Na pewno w końcu znajdzie się ktoś właściwy. Mi się udało, moja narzeczona znalazła się w ten sposób ;D Spora część ludzi szuka tam jednorazowej przygody, ale są też wyjątki i trzeba je wykorzystywać. Dużo ludzi jest w podobnej sytuacji, jedni nie mają okazji, inni czasu, jeszcze inni odwagi, żeby poznać kogoś w "realu". Wg mnie warto próbować szukać w Internecie.

      Życzę powodzenia!
    • altz Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 14:56
      Najfajniej by było kogoś spotkać z dzieckiem, bo widać, jaki ma stosunek do dzieci, cierpliwość i czy jest otwarty czy raczej tłumi emocje.
      Najprościej jednak chyba znaleźć kogoś przez znajomych. Wbrew pozorom, zna się sporo osób, znajomi znają znajomych itd. Wystarczy nie ukrywać rozwodu, żeby wejść do banku osób z odzysku. Problemem jest zainicjowanie wtedy spotkania, ale nie jest to przecież niemożliwe.

      Portale randkowe znam z opowieści, bardzo łatwo tam o osoby chętne na seks, ale czy na długi związek? Raczej nie.
      Są też strony na telegazecie, gdzie są konkretne opisy, bo przecież tam nie ma zdjęć i chyba przez to jest łatwiej napisać, czego się oczekuje.
      Myślę, że warto znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie chociaż w jeden dzień w tygodniu i opiekę nad dziećmi na ten czas, można w ten sposób bardzo poszerzyć grono znajomych i trochę odsapnąć.
    • xciekawax Re: gdzie kogoś poznać? 15.06.11, 16:42
      zawsze sie zastanawialam jak to jest ze niektore moje kolezanki gdziekolwiek sie nie pojawia to od razu sie zapoznaja i maja nowych znajomych..... i doszlam do wniosku ze one po prostu sa otwarte i nawet w sklepie warzywnym moga zaczac rozmowe o jablkach a wychodza z numerem telefonu smile i tu nie chodzi tez ze one zaczynaja rozmowe, ale maja taka aure otwartosci ze ludzie sami czasami zaczepiaja.

      Ja jestem introwertykiem i takiej aury nie mam wink ale przez portal randkowy spotkalam bardzo fajnego mezczyzne. Jednak trzeba zrobic duza selekcjie. ze zdjec mozna duzo wywnioskowac, czy facet sie chwali telefonem wink, czy pokazuje za duzo swojego ciala, czy ma zdjecia z innymi laskami, czy robi minki "seksowne", itd.... Wtedy takich sie odrzuca.
      Ja duzo facetow odrzucalam tylko przez ich profil, a pierwsza randka na ktora wkoncu poszlam okazala sie strzalem w 10

      Przyjaciele, rodzina sa rowniez swietnym narzedziem do poznania kogos.

      Trzeba po prostu byc otwartym na to. jakos ta wewnetrzna energia przebija sie. Usmiech na twarzy pomaga bardzo smile A i dzieciak nie moze byc calym Twoim zyciem.
    • tricolour Najłatwiej w necie... 15.06.11, 21:49
      ... na portalu randkowym, bo do tego służy.

      Jednak początkujący użytkownik nie potrafi napisać nic sensownego o sobie, nie ma także sprecyzowanych kryteriów doboru kandydatów, ale ma wielkie oczekiwania: najlepiej królewicz na białym koniu lub jakaś królewna_koniecznie_ dziewica. Problem w tym, że aby trafić na skarb trzeba mieć wyposażenie eksploratora, a nie jeden trampek i zepsutą latarkę: stąd guzy, zadrapania i propozycje seksualne od innych podobnych odrapańców.

      Mnie napisanie o sobie tak, że byłem z tego naprawdę zadowolony zajęło pół roku. Gdy miałem już porządny anons, to odstręczał on amatorki niewiadomoczego do tego stopnia, że - po mojej zaczepce - odpisywały hurtowo "nie jestem gotowa na poważny związek". O to chodziło: by nie marnowac czasu na coś ładnego, ale nie do użytku.

      Jedna przeszła moje sito, ja przeszedłem jej sito i została moją żoną, a od trzech dni matką. W sumie proste.
      • mola1971 Re: Najłatwiej w necie... 15.06.11, 22:18
        Tak sobie myślę... Tera wszystko w Necie znaleźć można, od czasu jakiegoś pracuję w rynku e-commerce i by nie wyszło, że szewc w dziurawych butach chodzi, jak już mnie najdzie i przyjdzie na mnie pora to se męża w Necie poszukam big_grin
        A tak poważniej to w sytuacji poprzejściowców to chyba najlepszy sposób. Byle bez desperacji, na spokojnie i cierpliwie. Chyba za czas jakiś spróbuję.
        • tricolour Zachęcam! Ciebie szczególnie! 15.06.11, 22:24
          A tak z drugiej strony, to wiesz jakie pouczające jest napisane może trzydziestu zdań o sobie i wystawienie tego na publiczną chłostę lub oślinione ciamkanie?

          Mnie się włos jeżył co ludziska potrafili wyczytać z tego, co ja napisałem, ale nie chciałem. To były jaja!
          • mola1971 Re: Zachęcam! Ciebie szczególnie! 15.06.11, 22:32
            No luz i dystans do siebie potrzebny po prostu jest. A ten stan udało mi się osiągnąć, więc chyba gotowa już jestem wink
            Tylko jaki portal wybrać? Sympatię? Gazetowe cafe? Bo te różne z testami psychologicznymi i opłatami to wg mnie zwykłe naciąganie i żerowanie na ludzkiej potrzebie parzenia się.
            • tricolour Juz kiedyś pisałem... 15.06.11, 22:38
              ... że byłem na trzech portlach, na pewno Sympatii i Cafe Gazeta (a może to jedno i to samo? nie pamiętam). Portale są rózne i trzeba znaleźć taki który dobrze nam leży, gdzie można i popisac, poczytać, zdjęcia pooglądać itp.

              Zrezygnowałem z trzech na rzecz jednego gdy zacząłem się gubić z kim i na jakim etapie znajomości jestem, a nie chciało mi sie prowadzić notatek co, kiedy i komu powiedziałem. Zresztą za setnym razem pisanie ciągle tego samego staje się nużące i zaczynamy wysoko cenić lotność umysłów na zasadzie: nie trzeba było pisać, a baba i tak wywęszyła.
              • mola1971 Re: Juz kiedyś pisałem... 15.06.11, 22:51
                O! Mnie najbardziej zniechęca to ciągłe opowiadanie o sobie. Ile można? Może gdzieś, kiedyś natknę się na takiego co sam wywęszy i to będzie TO? wink
            • niutka Re: Zachęcam! Ciebie szczególnie! 16.06.11, 01:33
              Ja znalazlam na Sympatii.
      • ekscytujacemaleliterki Re: Najłatwiej w necie... 15.06.11, 22:24
        Tri!
        dlaczego się nie chwalisz?!
        No, prosię a nie ojciec!
        Ja Ci gratuluję!!
        i współczuję tych nocy nieprzespanych!
        Ciesz się każdą chwilą!

        Ja się cieszę smile
        • tricolour Może nie będzie tak źle... 15.06.11, 22:33
          ... całe dnie spędzam w szpitalu (wracam około 21:30) i tak widzę, że na razie jestem lepszą mamką niż mama. Bo ja się już nie boję, że jak krzywo spojrzę, to dziecku nóżka odpadnie albo oślepnie. Dupkę w czystości utrzymać teraz łatwo, bo pampersy nie tak drogie jak kiedyś. Zresztą ma mieć ciepło, sucho i być najedzone, to gdy będzie zdrowe - sama przyjemność.

          smile
          • mola1971 Re: Może nie będzie tak źle... 15.06.11, 22:34
            Miałam rację (najswojszą tongue_out) będziesz, już jesteś dobrym ojcem smile
          • ekscytujacemaleliterki Re: Może nie będzie tak źle... 16.06.11, 05:31
            No cieszę się jak głupek!
            Kurde, muszę Cię naprawdę lubić tongue_out

            Fajnie Tri!
            Fajnie widzieć, że po przejściach może świecić słońce!
            Niech rośnie chłopak jak na drożdzach!
        • mola1971 Re: Najłatwiej w necie... 15.06.11, 22:33
          Tutaj można oficjalnie pogratulować szczęśliwemu tacie smile
      • panda_zielona Re: Najłatwiej w necie... 15.06.11, 22:35
        No wiesz co Tri, zamiast krzyczeć głośno to Ty tak mimochodem po cichutku "ojcem zostałem"smile
        Gratulacje, a zdradzisz płeć?
        • tricolour Synek. 15.06.11, 22:40
          Chętnie bym więcej napisał, ale to net. Mam zasadę raczej trzymac prywatnośc po mojej stronie monitora.
          • panda_zielona Re: Synek. 15.06.11, 22:48
            Święta racja.
          • zmeczona100 Re: Synek. 15.06.11, 23:31
            Ja też gratuluję smile
            Wzrasta szansa, że zaczniesz więcej rozumieć w sprawach kosztów utrzymania własnego dziecka tongue_out
            • altz Re: Synek. 16.06.11, 06:04
              zmeczona100 napisała:
              > Wzrasta szansa, że zaczniesz więcej rozumieć w sprawach kosztów utrzymania włas
              > nego dziecka tongue_out

              Opisałem tę metodę, to jest umniejszanie wiedzy rozmówcy i do tego pod płaszczykiem żartu.
              "Ja się znam, a ty jesteś głupiutki i nic nie rozumiesz"
              A miały to być życzenia... :-\
              Dlatego masz u mnie ignora za takie różne numery i traktuję Cię jak trolla.
              • mola1971 Re: Synek. 16.06.11, 08:54
                Altz, weź Ty chłopaku na luz wrzuć. Tri jakoś się nie obraził i zapewne żart zrozumiał a Ty w jego imieniu fochy stroisz. Chyba coś nie tenteges...
                Nie dopisuj sobie czegoś, czego ktoś nie powiedział. Raz, że Zmęczona emotikonkę na końcu dała (sprawdź sobie do czego służą) a dwa - NIGDZIE nie napisała, że Tri jest głupiutki. To tylko TWOJA nadinterpretacja.
                • zmeczona100 Re: Synek. 16.06.11, 09:36

                  Oj, Mola, nie imaj się rzeczy niemożliwych- w tym wypadku wytłumaczenia rzeczy oczywistych wink

                  Pan Altz ma problem pod tytułem "Ja wiem najlepiej jak jest i jak ma być" :

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14479,125859774,,Klopoty_z_dziecmi_partnera.html?v=2
                  • mamameg Re: Synek. 16.06.11, 10:43
                    Zaczynam podejrzewać, że Altz jest nauczycielem(przepraszam z góry nauczycieli, którzy nie pouczają i nie poprawiają wszystkich dookoła)
                  • mola1971 Re: Synek. 16.06.11, 10:47
                    Zmienić partnerkę i jej dzieci??? shock shock shock
                    Boże drogi, chroń mnie przed takimi typami. Niech się trzymają ode mnie jak najdalej.
                    Albo ktoś będzie mnie chciał taką jaka jestem (a ja jego), albo niech się trzyma jak nadalej.
                    Kobieta i dzieci, mężczyzna zresztą też, to nie plastelina, z której można ulepić sobie coś wg własnego widzimisię.
                  • altz Re: Synek. 16.06.11, 18:59
                    > Pan Altz ma problem pod tytułem "Ja wiem najlepiej jak jest i jak ma być" :
                    Ja nie jestem, wbrew pozorom bardzo wymagający.

                    Chłopak powinien między innymi:
                    - umieć sobie coś ugotować i nie musi to być super wykwintne,
                    - załatwić samodzielnie proste sprawy, napisać pismo, wysłać itd.
                    - umieć wyprać i wyprasować, posprzątać, pozmywać, zachować higienę itd,
                    - posługiwać się prostymi urządzeniami,
                    i nie wymagać ciągłej pomocy od rodziców, a rodzice mają obowiązek pozwolić na próby samodzielności, a nie wyręczać we wszystkim i powinni też mieć własne życie.
                    Dla mnie to jest absolutne minimum, jeśli chodzi o sprawy porządkowe.

                    Czy któraś z pań nie podpisze się pod tym?
                    Myślę, że nie będzie wielkiego oburzenia, więc po co bić pianę nie znając tematu? Najłatwiej teraz się oburzać, a potem również z powodu, że poznany mężczyzna wymaga obsługi. smile
              • tricolour Altz, przyjacielu... 16.06.11, 10:48
                ... Zmęczona ma sporo racji.

                Z tym, że nie tyle w kwestii kosztów utrzymania, bo jeśli coś kosztuje w sklepie 100zł, to cena nie zmienia się w zalezności od tego czy kupuje pełna rodzina czy samotna matka i dalej kosztuje 100zł.
                • zmeczona100 Re: Altz, przyjacielu... 16.06.11, 10:59
                  Ależ Tri... wink

                  Nie tak wcale dawno pan Altz udowadniał za jakie grosze można wyżywić siebie i dziecko wink
                  Bo problem nie lezy w tym, że 1 kg tej samej szynki w każdym sklepie kosztuje mniej więcej tyle samo, ale w tym, że szynka różni się znacznie od szynki- i jedna kosztuje np. 41 zł / kg, a druga 15 zeta. Altz nie widzi różnicy między zdrową szynką, a wyrobem szynkopodobnym, gdzie podstawą masy jest pół tablicy Mendelejewa wink

                  Wiem, że są tacy, których po prostu nie stac na droższą, tj. zdrowszą opcję, ale jeśli kogos stać, to na pewno przeszkodą nie może byc rozwód rodziców, jak sie Altzowi wydaje (i Tobie też tongue_out).

                  Hihi, za 13 lat pogadamy sobie, Tri, o tym, ile pożera dorastający nastolatek big_grin Zapisz tylko w Ulubionych linka do moich wyliczeń tongue_out
                  • tricolour Pożyjemy zobaczymy... 16.06.11, 11:10
                    ... tyle, że z pewnością moje dziecko nie będzie jadło szynki za 41zł kosztem mojej żony czy tez moim kosztem. Albo rodzinę stać na drogą szynkę i wszyscy taką jedzą, albo nie stać i wszyscy jedzą tańszą.

                    "Wiem, że są tacy, których po prostu nie stac na droższą, tj. zdrowszą opcję" - opcja droższa nie jest automatycznie zdrowsza. Różnice cenowe między prodecentem, a końcowym uzytkownikiem sięgają czasem 1000% i nie ma to często nic wspólnego ze zdrowiem.
                    • zmeczona100 Re: Pożyjemy zobaczymy... 16.06.11, 11:51
                      tricolour napisał:

                      > ... tyle, że z pewnością moje dziecko nie będzie jadło szynki za 41zł kosztem m
                      > ojej żony czy tez moim kosztem. Albo rodzinę stać na drogą szynkę i wszyscy tak
                      > ą jedzą, albo nie stać i wszyscy jedzą tańszą.

                      Tri, to że kochanki/ konkubentki mojego męża nie stać na droższą wędlinę i tylko dlatego nie kupują jej teraz- guzik mnie obchodzi wink Mój-nie-mój musiał obniżyć loty, aby za wiele nie dokładać do wspólnego interesu- i tez mnie to guzik obchodzi. Mnie obchodzi to, czy stać go na to, aby jego dziecko jadło to samo, co w okresie, kiedy wszyscy jedliśmy to samo smile

                      I taką praktykę popierają sądy smile

                      O różnicach cenowych szynki nie pisałam w kontekście różnic między producentami, tylko o tych, wynikających z zawartości szynki w szynce tongue_out
                      • tricolour I w tym tkwi problem... 16.06.11, 12:07
                        ... że uczepiłas sie tego "tak samo jak przed rozstaniem" jak rzep.

                        A sednem tego problemu jest, że specyficznie widzisz jak to "tak samo jak przed rostaniem" ma wyglądać, czyli:
                        - nie gorzej, z to oznacza, że jak exowi sie pogorszy, to dziecko ma mieć dalej tak samo. Gdy Tobie też sie pogorszy, to dziecko dalej ma miec tak samo.
                        - jedynego odpowiedzialnego za "tak samo" upatrujesz tylko w eksie.

                        Wyrażone jest to słowami: "Mnie obchodzi to, czy stać go na to, aby jego dziecko jadło to samo, co w okresie, kiedy wszyscy jedliśmy to samo" - podczas gdy porozwodowa normalność wyraża się tym, że nie powinno Cie już nic obchodzić z exowych spraw. Ty zaś śledzisz go czy w inny sposób pilnujesz i wyraźnie widać ile energii to pochłania.
                        • zmeczona100 Re: I w tym tkwi problem... 16.06.11, 12:14
                          tricolour napisał:


                          >
                          > Wyrażone jest to słowami: "Mnie obchodzi to, czy stać go na to, aby jego dzieck
                          > o jadło to samo, co w okresie, kiedy wszyscy jedliśmy to samo" - podczas gdy po
                          > rozwodowa normalność wyraża się tym, że nie powinno Cie już [b]nic obchodzić [/
                          > b]z exowych spraw.

                          Tri, Tyś chyba na głowę upadł, albo nie dosypiasz wink
                          On ma jedno, jedyne dziecko- ze mną, więc wybacz, ale nadal będzie mnie ono interesować. W końcu kogoś musi! smile
                          • tricolour Ale Ciebie nie tylko obchodzi dziecko... 16.06.11, 12:20
                            ... Ciebie w dalszym ciągu obchodzi ex. Cały czas o nim piszesz i do niego sie odwołujesz. A to zarobki, a to "tak samo jak kiedy byliśmy razem".

                            Ty pozostałaś mentalnie w rodzinie z exem, a jej już nie ma i nigdy nie będzie choćbys wydarła z niego ostatni grosz. Zresztą te alimenty stały się wygodna platformą do utrzymywania ciągłego kontaku z exem.

                            Nie widzisz tego, co tak wyraźne!
                            • zmeczona100 Re: Ale Ciebie nie tylko obchodzi dziecko... 16.06.11, 12:23
                              No kolejny, który wie o mnie więcej niż ja sama.

                              Skoro mu się nie pogorszyło, to dlaczego ma się pogorszyć jego dziecku? Bo tatusiowi bardzo by odpowiadało, gdyby znikła pozycja w jego budżecie pt. Alimenty na syna?

                              Zresztą te alimenty stały się wygodna pl
                              > atformą do utrzymywania ciągłego kontaku z exem.

                              big_grin big_grin big_grin Pisz więcej big_grin

                              Albo lepiej- prześpij sie, póki masz taką możliwość tongue_out
                              • tricolour Miej odwagę... 16.06.11, 12:28
                                ... i zastanów sie o czym piszesz od roku, czy nawet dłużej? Ty nie piszesz o niczym innym tylko te alimenty i walka o jak najwyższe i tak w kółko.

                                Sprawa alimentacyjna jest jedna i zrozumiałe byłyby emocje przed rozprawą, ale nie latami o tym samym. I ciągły powrót: "by było tak jak kiedyś" wyrażane pomysłem "by syn miał tak jak kiedyś".

                                Syn nigdy i za żadne pieniądze nie bedzie miał jak kiedyś! Znajdź sobie lepiej faceta i nowego ojca dla syna, to może syn będzie miał sustytut.
                                • garibaldia Wątek o spotkaniach 16.06.11, 12:43
                                  Dobrze nawet, że ten wątek skręcił w trochę innym kierunku. Spotkałam kilku panów, którzy niby chcieli nowego związku ale mówili, przeżywali, wałkowali, opowiadali ; ciągle o starym związku i byłej żonie lub kobiecie, rodzinie którą stracili a często ex z którą się nadal kłócili.
                                  Z takim nastawieniem nie jest się gotowym na jakikolwiek nowy zdrowy układ z innym człowiekiem. Jestem w stanie zrozumieć, że niedługo po rozstaniu ktoś się całym sobą trzyma starego życia i wspomnień o nim, bo gdyby to wypuścić z emocji to zostaje przerażające poczucie osamotnienia i pustki, co nie każdy odważy się znieść i emocjonalnie przerobić... Niemniej chcąc nowego związku nie mam ochoty się godzić na bycie "dodatkiem" do przeszłości albo psycholożką która weźmie na siebie emocjonalne rozwiedzenie kogoś z byłym partnerem...

                                  Z upływem czasu z jednej strony staję się bardziej tolerancyjna w rozumieniu różnych trudnych życiowych problemów i błędów ale niestety też bardziej nietolerancyjna na ludzi nie uczących się na błędach i obciązających skutkami innych lub wykorzystujących czyjąś energię i życzliwośc by uzyskać wsparcie a potem robiących dokładnie to samo...
                                  Chyba już zostanę sama :B/
                                  • noboru_terao Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 12:58
                                    tak, z takim nastawieniem zostaniesz sama smile) Bo oceniasz ludzi bardzo surowo.
                                    Daj komus szanse, poznaj go a potem oceniaj. Spotykasz kogos pierwszy raz, pewnie pytasz jak to bylo z tym rozwodem, wiec nie dziw sie ze opowiadaja.
                                    Z drugiej strony, co maja powiedziec panowie, spotykaja sie z takimi zimnymi, wyrachowanymi kobietami.
                                    • garibaldia Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 13:25
                                      Zdecydowanie jestem zimna (bo do łożka nie chodzę na pierwszej randce) do tego wyrachowana (bo nie jestem skłonna pana sponsorować, uważając że tak samo ma 2 ręce i głowę do zarabiania jak i ja, więc w pewnym wieku jakiś status już powinien prezentować a nie tylko narzekać, że jacyś inni to mają lepiej bo pewnie ukradli) i nie powinnam się dziwić, że świeżo poznany męzczyzna wymaga ode mnie codziennie kilkugodzinnej rozmowy przez skype/telef. o jego jakże istotnych wspomnieniach z byłego małżeństwa, mimo, że wie iż właśnie mam zapalenie krtani i wypowiedzenie pełnego zdania przychodzi mi z trudem ; tak wspaniałomyślny pan, że moja choroba nie stanowi dla niego problemu to skarb big_grinbig_grinbig_grin

                                      Nikt nie ma ochoty zmieniać sobie na gorsze. Kilka moich znajomych się rozwiodło, niektóre uciekły od domowej przemocy - ich ex mężowie też są na randkach internetowych i na pierwszy rzut oka prezentują się zachęcająco... nie ma się co łudzić kogo także można spotkać w takich miejscach.
                                      Ja nie szukam kogoś by mi "pomógł", "wysłuchał problemów", "zaopiekował się", "popilnował mi dzieci" itd. Życiowo jest mi dobrze na moim średnim poziomie który sobie zbudowałam i szukam "kompletnego" mężczyzny do wspólnego bycia i codziennej przyjaźni , nie do "uzupełniania nim/nią niedostatków". A takich "kompletnych" osób jest baaaaardzo mało.

                                      • noboru_terao Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 13:30
                                        Niepotrzebnie od razu pokazujesz obraz zyciowego nieudacznika. Pomiedzy ksieciem a giermkiem jest cos jeszcze.
                                        Koniec zdecydowanie lepszy smile Wlasnie, partnerstwo to chyba klucz do sukcesu. I z tym sie zgadzam w zupelnosci. Niepotrzebnie podkreslasz chyba jakie to niedojdy spotykasz. Daj szanse komus kto wydaje sie sensowny, przeciez nie poznasz go swietnie po pierwszej randce.
                                        • zmeczona100 Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 13:38
                                          Daj szanse komus kto wydaje sie sensowny, przeciez nie poznasz g
                                          > o swietnie po pierwszej randce.

                                          czasami wystarczy 5 minut, aby wiedzieć, że się ma do czynienia z palantem; nie potrzeba wtedy całej randki nawet.
                                        • garibaldia Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 13:44
                                          > Niepotrzebnie od razu pokazujesz obraz zyciowego nieudacznika. Pomiedzy ksieci
                                          > em a giermkiem jest cos jeszcze.


                                          Jakiś czas temu z niejaka konsternacją odkryłam, że typ charakteru określany się mianem "życiowy nieudacznik" dominuje na internetowych randkach. "Księciunio" cząsto ma poprzewracane w głowie i szuka młodej z dużym c. bo go na to staćtongue_out .
                                          Jedyna nadzieja, że ktoś miał niemądrą partnerkę i własnie go "zwolniła" , przychodzi na takiego pana czas, że związku chce, konkretnie się za to zabiera i w związek wchodzi. Moja znajoma3 lata po rozwodzie w ten sposób poznała obecnego partnera, od 8 lat rozwiedzionego. Miał czas leczenia po rozwodzie, zabawy z kolegami, wyszalenie się; aż poczuł "wolę bożą" big_grinbig_grinbig_grin że chce znowu mieć rodzinę i wtedy się spotkali a pan się uparł na nią i sobie wychodził.smile
                                          • altz Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 18:22
                                            Każdy ma jakieś minusy, Ty też, chociaż tak pięknie i w superlatywach piszesz o sobie wink
                                            Masz wysokie wymagania, facet musi coś posiadać, choćby zostawił wszystko dzieciom czy był pozbawiony przez byłą żonę. Może nadają się tylko starzy bogaci kawalerowie? wink

                                            Po przejściach potrzeba kilku lat, żeby wyjść na prostą, ale ludzkie życie nie jest znowu aż takie długie, a czas młodości i atrakcyjności jest jeszcze krótszy, dlatego tacy nieposklejani ludzie starają się o swoje szczęście, zamiast spokojnie czekać na swoją kolej, ja tak to rozumiem.
                                            Bywa tak, że się ludzie nie mogą rozstać z przeszłością i są to mężczyźni mówiący o tym, jak to ich ta paskudna kobieta skrzywdziła, jak też kobiety mówiące ciągle o byłym, co też ma i że ma za dużo, żeby dał więcej. To taki sposób podtrzymywania chorych kontaktów, jak pisał Tri. Fakt, mamy prawo oczekiwać, że nie będziemy musieli być psychologiem dla partnera/rki, albo chociaż oczekiwać, że takie wsparcie nie będzie dłużej konieczne, niż to zazwyczaj bywa, powiedzmy wygaszane przez te 1,5 roku i to jest, według mnie, uczciwe postawienie sprawy. Jeśli się wymaga, żeby partner nie miał żadnych wspomnień i problemów, to ja nie chcę takiego związku, bo to nie jest partnerstwo, tylko zwykła sklepowa transakcja.
                                      • malgolkab Re: Wątek o spotkaniach 17.06.11, 13:08
                                        garibaldia napisała:


                                        > Ja nie szukam kogoś by mi "pomógł", "wysłuchał problemów", "zaopiekował się", "
                                        > popilnował mi dzieci" itd. Życiowo jest mi dobrze na moim średnim poziomie k
                                        > tóry sobie zbudowałam i szukam "kompletnego" mężczyzny do wspólnego bycia i c
                                        > odziennej przyjaźni , nie do "uzupełniania nim/nią niedostatków". A takich
                                        > "kompletnych" osób jest baaaaardzo mało.
                                        >
                                        może mam wyjątkowych znajomych, ale znam takich osób wcale nie tak mało - obu płci z resztą. Mam też takiego partnera, poznanego kilka miesięcy po rozejściu z ex, tylko może sęk w tym, ze ja nie szukałam...
                                  • argentusa Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 16:21
                                    eeee garibaldia, niekoniecznie zopstaniesz sama.
                                    hihih, ja od razu uprzedziłąm OBecnego,ze nie interesuje mnie przesżłość (jego) ani nie zwykłąm rozmawiać źle o eksach. Odetchnął chłopina z ulgą, a nawet oboje sobie powiedzieliśmy, że przesłżosci nie żałujemy, liczymy na fajną przyszłość. Ze sobą.
                                    "Niemniej chcąc nowego związku nie mam o
                                    > choty się godzić na bycie "dodatkiem" do przeszłości albo psycholożką która w
                                    > eźmie na siebie emocjonalne rozwiedzenie kogoś z byłym partnerem...
                                    >
                                    i pamietam jak padłtaki tekst: nie będę za ciebie rozwiązywać Twoich problemów z przesżłosci.
                                    - ulżyło, nam obojgu, że tak samo podchodzimy do życia. A przesżłosc jest w nim, bo oboje mamy z poprzednich zwiazków dzieci.
                                    • garibaldia Re: Wątek o spotkaniach 16.06.11, 19:53
                                      To gratulacje! Życzę szczęścia. smile
                                      Mój limit cierpliwości do rozwiązywania cudzych problemów za kogoś; na to życie się wyczerpałsmile
                                      A jak się nie znajdzie porządny chłop do związku to.... nie powiem smile))))))
                                      • noname2002 Garibaldia 16.06.11, 22:37
                                        Jak ja doskonale wiem piszesz! Też spotykałam mężczyzn, którzy jeszcze żyli poprzednim związkiem/małżeństwem. Nie dość, że szukają darmowego psychologa i wsparcia, to jeszcze zwykle w momencie "wyleczenia" osoba, która im pomagała się otrząsnąć źle im się kojarzy i do związku znajdują sobie kogoś innego.
                                • zmeczona100 Re: Miej odwagę... 16.06.11, 12:58
                                  > ... i zastanów sie o czym piszesz od roku, czy nawet dłużej? Ty nie piszesz o [
                                  > b]niczym innym[/b] tylko te alimenty i walka o jak najwyższe i tak w kółko.

                                  Tri, jak pragnę zdrowia, a o czym u licha, mam TUTAJ pisać? Może przeoczyłam i to forum stało się kącikiem koneserów sztuki współczesnej albo walców wiedeńskich, hm?
                                  Tak, alimenty są dla mnie najważniejszą sprawą, związaną z dzieckiem i OMCex, bo od nich zależy przyszłość mojego dziecka- i mnie też. Z resztą dam sobie rada samodzielnie.

                                  > Syn nigdy i za żadne pieniądze nie bedzie miał jak kiedyś!

                                  I tu się zgodzę- teraz ma lepiej smile
                                  Moja w tym głowa, aby nie miał gorzej, niż miał tongue_out
                                  • tricolour No właśnie o tym piszę... 16.06.11, 22:20
                                    ... że alimenty stały się dla Ciebie najważniejszą sprawą, a że alimenty związane są z ex, to Ty dalej jesteś jego żoną. No prawie żoną, ale w dlaszym ciągu utrzymujesz tą "rodzinę" w mentalnej całości.

                                    Wiesz, ja rozumiem, że bronisz swe alimentacyjne zaangażowanie, bo nic innego nie masz. Gdybyś odpępowiła się od exa i traktowała alimenty jak comiesięczny przelew, a nie codzienne rozmyślania i przeżycia, to na codzień nic by Ci nie zostało. Emocjonalnie nic. Możesz się bronić jak tylko potrafisz przed moim spostrzeżeniem, ale to nie zmienia faktu, że tak jest. To widać. Rozumiesz? WIDAĆ!. Widać jak na szali stawiasz po jednej stronie miłośc do syna, a po drugiej nienawiść i zemstę na exie, a całośc utrzymujesz w balansie wysokością alimentów. To, co zabrał Ci ex starasz się odebrać jemu poprzez alimenty i podarować synowi, by nie ucierpiał na odejściu ojca. Problem w tym, że to droga do patologii. Najpierw Twojej, a potem syna.

                                    Jak długo alimenty będą dla Ciebie najważniejsza sprawą, tak długo bedziesz tkwiła w miejscu starzejąc się i cofając w rozwoju aż któregos dnia synusiek zamieni matkę na swoją dziewczynę, a Ty zostaniesz sama jak palec. Pół biedy gdy zamkniesz się w czterech ścianach (bo przez lata zdziczejesz do tego stopnia, że żaden facet nie wytrzyma z mamusią starego synusia), znacznie gorzej gdy zostaniesz jedną z tych "wspaniałych" teściowych instruujących żony jak mężowi prasować i układać skarpetki.

                                    Rozumiesz o czym piszę? "Moja w tym głowa, aby nie miał gorzej, niż miał " - Twoja głowa powinna być skierowana na Ciebie, a dopiero pochodna Twojego szcześcia może być udziałem dzieci. Na dzisiaj nie możesz zaoferować synowi swojego szczęścia, Ty możesz mu tylko zaoferować alimenty wydarte ojcu myśląc, że kupisz za nie to, co zabrał ojciec wychodząc z domu. Zredukowałaś wzorzec kobiety i nauczycielki partnerstwa do roli intendenta.
                                    • mola1971 Re: No właśnie o tym piszę... 16.06.11, 22:43
                                      Zmęczona, wydrukuj sobie to co napisał Tri i powieś na lodówce bo to świnta prowda jest.
                                      I nie piszę tego by Ci dokopać (Tri zapewne też takich intencji nie miał) tylko po prostu dlatego, że wartościować baba z Ciebie jest i aż żal patrzeć jak się marnujesz. I jak tracisz czas i energię na coś, czego już nie ma.
                                      A zrobisz jak chcesz - to Twoje życie.
                                      • tricolour Dokładnie... 16.06.11, 22:55
                                        ... fajna, wartościowa, odpowiedzialna (a jak urodziwa, to dobrze że nie widzę, bo łatwo się zakochuję) babka. Ale zafiksowana jak Kuba na ZSRR.

                                        Napisałem, by choć sekundę zastanowić.
                                        • mola1971 Re: Dokładnie... 16.06.11, 23:08
                                          I bardzo dobrze, że napisałeś smile
                                          Normalnie uzupełniamy się big_grin Ty z grubej rury, ja dyplomatycznie (no, staram się) smile
                                          Gdybyś był wolny to być może bym się nawet zakochała smile Ale tylko po realnym spotkanie bo w avatarach (od czasu jakiegoś) już się nie zakochuję tongue_out
                                          Zresztą nie ma nad czym gdybać. Żonaty jesteś i masz maleńkiego synka, więc z zasady nietykalny i aseksualny jesteś wink Ale kumpel fajny byłby z Ciebie, Tri smile
                                          • tricolour To gdy kiedyś wybierzesz się do Wrocka... 17.06.11, 00:22
                                            ... daj znać. Jadąc od Twojej strony będziesz mijała nasz dom w odległości 400m.

                                            Zapraszamy na kawę.
                                            • mola1971 Re: To gdy kiedyś wybierzesz się do Wrocka... 17.06.11, 08:12
                                              Dam znać na pewno. Gdybyś Ty kiedyś wybierał się do Wawy to też daj znać. Jadąc z Wrocka do Wawy mijasz mój dom smile Oczywiście jeśli jedziesz samochodem.
                                      • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 17.06.11, 18:37
                                        Mola, Ty czasami jak coś poprzesz, to nie wiadomo, czy smiać się, czy płakać. Vide ostatni wątek Michszyba i swoją reakcję na niby sensowną jego wypowiedź. A teraz popierasz Tri, chociaz ani jedno, ani drugie nie ma najmniejszego, zielonego pojęcia o tym, kim jestem, czym sie na co dzień zajmuję i ile w tym % jest OMC exa. Dlatego zajmijcie się raczej swoimi sprawami. Wasze rady są kompletnie nietrafione własnie z takiego powodu, że wiecie o mnie tylko to, co tu piszę- czyli wielkie nic. Nietrafione rady, choćby i z samego serca, są do dupy, bo nieadekwatne do sytuacji.

                                        Może nie zauważyliście, że jesteśmy na forum Rozwód i co dalej. Ja w tym tkwię, więc co w tym dziwnego, że tu bywam?
                                        Za to ja dziwię się WAM: po przejściach, dawno po rozwodzie, więc powinniście mieć już nowe życie, bez tkwienia w tej przechowalni. A mimo to tu bywacie. Dziwię się zwłaszcza Tri, bo zamiast zmieniac pieluchy i położnicy pomagac, to siedzi na forum i klepie. Żeby to jeszcze forum jakoweś Noworodki, Kolka czy Po porodzie, to byłoby pól biedy, ale tu?? Kolejny rozwód szykuje, czy po jakie licho tu zagląda w takiej chwili?

                                        Tri, Ty osobiście, to ja tez osobiście: w innym wątku wykazałam, że to Ty się zafiksowałeś na moim ex. Dla Ciebie, który olałes swoje pierwsze dziecko, sprawa po rozwodzie była czysta- comiesięczny przelew i to wszystko, co Cie łączyło z przeszłością. Ale ja jestem w innym od Twojego położeniu- pomijam swoją postawę wobec dziecka, które powołałam do zycia, ale przede wszystkim podstawowa różnica między nami jest taka, że Ty chyba nie masz powodu tutaj pisywać, czy nawet zaglądać, a ja- tak.

                                        To nie jest forum o dupie Marynie, tylko tematyczne. Stąd moje zdziwienie, że Wy się dziwicie, że ja tu pisze o sprawach okołorozwodowych. A ja się dziwię, że Wy się nie dziwicie samym sobie, a w zasadzie Waszej obecności tutaj.
                                        • mola1971 Re: No właśnie o tym piszę... 17.06.11, 23:23
                                          Zmęczona, no toż napisałam Ci, że zrobisz z tym co zechcesz. Twoje życie, Twoja sprawa.
                                          A dlaczego ja piszę na tym forum? Zdradzę Ci pewną tajemnicę. Poznałam na tym forum wspaniałych ludzi (z dwiema kochanymi zołzami z tego forum byłam dziś na kawie) i bywam tu ze względu na LUDZI a nie tematykę forum. To nie jest żadna przechowalnia.
                                          Jest tu naprawdę dużo wartościowych ludzi, których gdybym tu nie pisała nigdy nie dane byłoby mi poznać. I za to lubię to forum i na tyle, na ile czas mi pozwoli, pisać będę.
                                          A samo pisanie na forum jest dla mnie po prostu rozrywką. Pisałam o tym wielokrotnie. Jedni oglądają seriale, inni siedzą na portalach randkowych a ja w wolnych chwilach siedzę na forum. Od razu dodaję, że nie jest to jedyna moja rozrywka smile

                                          P.S.
                                          Co do czepiania się tego kogo i gdzie popieram to by to zrozumieć musiałabyś znać moją motywację a tę znam tylko ja. I w nosie mam to czy komuś się to podoba czy nie tongue_out
                                          • sonia_30 Re: No właśnie o tym piszę... 18.06.11, 20:21
                                            Poza tym gdyby każdy kto się już rozwieść zdoła, natychmiast odcinał się grubą krechą od Forum, kto udzielałby rad czy wsparcia? Pojechałaś Zmęczona serią, zamiast się zastanowić nad tym co Tri napisał, a parę osób poparło. Skoro taki jest odbiór Ciebie, widocznie coś jest na rzeczy.
                                            A z anonimowością w sieci nie przesadzaj.. Ty zidentyfikowałaś Michszyba, są też tacy, którzy Ciebie znają wink
                                            • mola1971 Re: No właśnie o tym piszę... 18.06.11, 21:08
                                              Jest też takie (ponoć chińskie) przysłowie, które mów - jeżeli jedna osoba powie ci, że jesteś osłem, to się tym nie przejmuj. Jeżeli dwie - spójrz w lustro. Jeżeli trzy, to kup sobie siodło.
                                              Osła proszę personalnie do siebie nie brać (jest też inna wersja tego przysłowia), ale ja tam z mądrością chińskich przysłów się zgadzam smile
                                              • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 20:09
                                                > Jest też takie (ponoć chińskie) przysłowie, które mów - jeżeli jedna osoba pow
                                                > ie ci, że jesteś osłem, to się tym nie przejmuj. Jeżeli dwie - spójrz w lustro.
                                                > Jeżeli trzy, to kup sobie siodło.

                                                I ja się pod tym podpisuję, jednakże pod pewnym warunkiem- to moi znajomi mają mi powiedzieć, a nie ci, którzy znają mój nick czy profil na NK czy facebooku.
                                                • mola1971 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 20:23
                                                  Zmęczona, zastanawia mnie zatem coś...
                                                  Skoro w tym co napisał Tri nie ma grama prawdy to skąd Twoje wzburzenie? Pytam bo tego nie rozumiem bo po mnie spływa to co piszą o mnie jakieś anonimowe nicki a ja wiem, że nie mają racji.
                                                  • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 20:42

                                                    bo po mnie spływa to co piszą o mnie jakieś anonimowe nick
                                                    > i a ja wiem, że nie mają racji.

                                                    Po mnie też spływa zazwyczaj, natomiast teraz mnie ruszyło. Ruszyło, bo on zazwyczaj pisze sensownie, a teraz wyciągnął wnioski nie wiadomo skąd i na jakiej podstawie.
                                                  • mola1971 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 20:53
                                                    Jak znam życie i Tri'ego to sensownie Ci to co i skąd wziął wyjaśni smile
                                                    No chyba, że po prostu mu się nie będzie chciało wink
                                                  • z_mazur Re: No właśnie o tym piszę... 20.06.11, 08:15
                                                    Widzisz zmęczona. Problem nie w tym kto i dlaczego tu na forum przebywa, ale w tym kto, co i jak pisze na tym forum.

                                                    Tri słusznie zauważył, że na punkcie alimentów i to alimentów w kontekście dochodów Twojego męża masz zajoba i Twoje pisanie na tym forum w zasadzie do tego się sprowadza i dlatego wiele osób twierdzi, że masz z tym i właśnie z tym problem. Nikomu nie chodzi o to, że jesteś czy Cię nie ma na tym forum, tylko o to, co i jak piszesz.

                                                    Co istotniejsze jesteś na tym forum już dosyć długo, a Twoje pisanie w tym konkretnym temacie nie zmieniło się ani o jotę.

                                                    Ok, zmieniło się, z trochę przestraszonej i zagubionej sytuacją okołorozwodową kobiety, zmieniłaś się w zimną i lekko obsesyjnie zafiksowaną na punkcie dochodów męża i jego zobowiązań z tym związanych babę. Zamiast żyć dalej, tkwisz w tym wyrządzając sobie, a co gorsza najprawdopodoniej własnemu dziecku również, krzywdę, bo relacje międzyludzkie sprowadzasz do wzajemnych rozliczeń i zobowiązań finansowych.
                                                  • tricolour Proszony o wyjaśnienie... 21.06.11, 12:58
                                                    ... spróbuję raz jeszcze. Tylko prosiłbym uważnie przeczytać.

                                                    1. Nie twierdzę, że poza form nie masz innego życia. Może masz grono przyjaciól i stałego faceta, a z forum wiąże Cię tylko sprawa rozwodu - tak może byc.
                                                    2. Pisząc o Tobie nie piszę wniosków tylko spostrzeżenia i tak je nazwałem. Czyli Ty piszesz o swoich sprawach, a czytelnicy oprócz tych spraw zauważyli ( w tym momencie powstają spostrzeżenia) pewną prawidłowość w Twoich wypowiedziach i o tym mówią. Może się mylą w ocenie, ale jeśli nawet się mylą, to warto byś wiedziała, że sposobem mówienia fałszujesz obraz samej siebie.
                                                    3. Natomiast jeśli czytelnicy nie mylą się w swoich spostrzeżeniach (i ja jestem o tym przekonany) to wyraźnie widać, że jesteś mocno związana z exem. Mówiąc o alimentach nie myślisz tylko o alimentach, ale o exie i jak Wam się kiedyś żyło. Znacznie rzadziej mówisz o potrzebach dziecka, natomiast non-stop mówisz o tym, by potrzeby były zasokojone tak jak kiedyś. Rozumiesz? Ciągle wracasz do exa i tego "jak kiedyś". I na to zwracam uwagę: na exa i "kiedyś".

                                                    Ty zaś bronisz się przed moim atakiem za pomocą róznych uników (jak choćby nazywając spostrzeżenia wnioskami, a w związku z tym, że nie mam merytorycznych podstaw do wniosków chcesz zdewaluować spostrzeżenia) zamiast wejść w problem i go rozbroić.
                                                  • zmeczona100 Re: Proszony o wyjaśnienie... 26.06.11, 18:55

                                                    > 2. Pisząc o Tobie nie piszę wniosków tylko spostrzeżenia i tak je nazwał
                                                    > em. Czyli Ty piszesz o swoich sprawach, a czytelnicy oprócz tych spraw zauważyl
                                                    > i ( w tym momencie powstają spostrzeżenia) pewną prawidłowość w Twoich wypowied
                                                    > ziach i o tym mówią.


                                                    No jeśli wymiana postów ma być aż tak merytoryczna, to błądzisz, Tri: spostrzegać można tylko wykorzystując narząd wzroku. Spostrzeżeniami będą więc krój czcionki, znaki interpunkcyjne itp., za to na bank- nie moje życie czy sens wypowiedzi.


                                                    3. Natomiast jeśli czytelnicy nie mylą się w swoich spostrzeżeniach (i ja jeste
                                                    > m o tym przekonany) to wyraźnie widać, że jesteś mocno związana z exem

                                                    No nie da się ukryć- nie wyautowałam wspólnego syna z mojego życia.


                                                    Znacznie rzadziej mówisz o potrzebach dziecka, natomiast non-stop mówisz o
                                                    > tym, by potrzeby były zasokojone tak jak kiedyś. Rozumiesz? Ciągle wracasz do e
                                                    > xa i tego "jak kiedyś". I na to zwracam uwagę: na exa i "kiedyś".

                                                    Znowu- słówka?
                                                    Tak, potrzeby syna mają być zaspokajane tak, jak wtedy, gdy ja i jego ojciec byliśmy razem. A wiesz, dlaczego? Bo w życiu syna są tylko dwa okresy- gdy byliśmy razem, we trójkę, i drugi- gdy jesteśmy we dwójkę. Jakoś trudno byłoby mi się odwoływać w życiu syna i poziomu zaspokajania jego potrzeb, gdy w jego życiu nie było ojca (a w zasadzie- jego części pieniędzy).
                                            • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 19:52
                                              > A z anonimowością w sieci nie przesadzaj.. Ty zidentyfikowałaś Michszyba, są te
                                              > ż tacy, którzy Ciebie znają wink

                                              No ba. Jeśli "znać" oznacza wiedzieć, jaki nick nosi imię i nazwisko, to masz rację- jestem nawet tu znana. Bardzo dogłębnie znana. Zwłaszcza, że profil na Facebooku mam prywatny.

                                              > Poza tym gdyby każdy kto się już rozwieść zdoła, natychmiast odcinał się grubą
                                              > krechą od Forum, kto udzielałby rad czy wsparcia?

                                              Nie, Sonia, to nie ja pojechałam; ja tylko musiałam się wytłumaczyć, dlaczego tu bywam. Inni mogą, nawet po rozwodzie, ale jeśli ja tu jestem, to tylko dlatego, że po prostu innego życia nie mam. Schizofrenia.
                                              Ręce opadają.
                                          • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 19.06.11, 19:57
                                            Molu, ja też tu lubię zaglądać i zobaczyć, co się u kogo dzieje, a czasami komuś wetknąć szpilę wink Chociaż dla mnie nazywanie stąd nicków jako znajomych jest przesadą- po prostu ciekawi mnie, co u kogo słychać, a nie jestem na takim etapie znajomości, aby być na priv.

                                            Natomiast Tri siadł na mnie, że jestem monotematyczna i tylko rozwód mi w głowie i alimenty to najważniejsza dla mnie w ogóle sprawa. A Ty go poparłaś.
                                            Dlatego zadałam Ci pytanie, co Ty tutaj robisz- równie monotematyczna jak ja smile Innym wolno, a ja jestem od razu podejrzewana o zafiksowanie na jednym i tym samym.
                                    • sonia_30 Re: No właśnie o tym piszę... 16.06.11, 23:18
                                      Strzał w 10! Nic dodać nic ująć
                                    • argentusa Re: No właśnie o tym piszę... 17.06.11, 08:22
                                      Coś dziwnego się robi w powietrzu, bo w ciągu ostatnich 3 miechów, to ja się juz chyba ze 3 razy zgadzałam z Tri! - a generalnie nam nie po drodze.
                                      A tutaj to ja się BARDZO ZGADZAM. Tri, dobrze napisane, tylko otym ojcu dla dziecka to nie teges.
                                      I przećwiczone na sobie-się zajęcie sobą daje najlepsze efekty jakie można sobie wyobrazić. Egoistyczne zajęcię się nawet, rzekłabym.
                                      • sonia_30 Re: No właśnie o tym piszę... 17.06.11, 10:30
                                        O to to... mam tak samo wink Ale ja zazwyczaj mogłabym się podpisać pod Twoimi postami Argentusa big_grin
                                    • zmeczona100 Re: No właśnie o tym piszę... 17.06.11, 19:04
                                      tricolour napisał:

                                      > ... że alimenty stały się dla Ciebie najważniejszą sprawą,

                                      Tak, na TERAZ alimenty sa dla mnie najważniejszą sprawą; za chwilę najważniejszą sprawą będzie sprawa rozwodowa; po niej znów najważniejsza sprawą będą alimenty.
                                      Zaraz, zaraz.... Chyba nie myślicie, że to sprawa najważniejsza w moim życiu?? To są sprawy dla mnie najważniejsze, z jakimi TU bywam. Bo na te najważniejsze w życiu to akurat nie jest miejsce na tym forum.

                                      a że alimenty związa
                                      > ne są z ex, to Ty dalej jesteś jego żoną. No prawie żoną, ale w dlaszym ciągu u
                                      > trzymujesz tą "rodzinę" w mentalnej całości.

                                      Tri, ja inaczej rozumiem swoją odpowiedzialność za dziecko, niż Ty. Ty odciąłeś się od wszystkiego dosłownie, a ja- nie. Bo wychowywanie wspólnego dziecka zawsze będzie powodować jakąś tam obecność dawnej rodziny. No dziwne, co nie?
                                      >
                                      Gdybyś odpępowiła się od exa i traktowała alimenty jak comiesięczny pr
                                      > zelew, a nie codzienne rozmyślania i przeżycia, to na codzień nic by Ci nie zos
                                      > tało. Emocjonalnie nic.

                                      Altzujesz, Tri.


                                      Możesz się bronić jak tylko potrafisz przed moim spostr
                                      > zeżeniem, ale to nie zmienia faktu, że tak jest. To widać. Rozumiesz? WIDAĆ!
                                      > .
                                      Widać jak na szali stawiasz po jednej stronie miłośc do syna, a po drugie
                                      > j nienawiść i zemstę na exie, a całośc utrzymujesz w balansie wysokością alimen
                                      > tów.

                                      Kiedyś to już pisałam i teraz powtórzę- zupełnie nie obchodzi mnie to, co o mnie myślisz Ty i każda inna osoba, która mnie nie zna. Mogę się tylko usmiechnąć z politowaniem i w myślach powiedzieć Ci "Ależ ma fantazję chłopina!"

                                      To, co zabrał Ci ex starasz się odebrać jemu poprzez alimenty i podarować
                                      > synowi, by nie ucierpiał na odejściu ojca. Problem w tym, że to droga do patolo
                                      > gii. Najpierw Twojej, a potem syna.

                                      OK, nazwij po imieniu to "TO".
                                      Syn wychowywał się bez ojca; ojciec zarabiał na jego utrzymanie; czyli niewiele się zmieniło w życiu syna- oprócz tego, że na wiele rzeczy dla niego nie stać mnie samej. Dlaczego dzieciak ma tracić coś, do czego wcześniej przywykł?

                                      >
                                      > Jak długo alimenty będą dla Ciebie najważniejsza sprawą,

                                      odpowiem- do usamodzielnienia sie syna. Ojej, ale to dziwne, przecież jest tyle ważniejszych spraw między mną a OMCexem, tak?

                                      tak długo bedziesz tkw
                                      > iła w miejscu starzejąc się i cofając w rozwoju

                                      Nie znasz mnie, więc nie oceniaj, czy się rozwijam, czy nie, OK? Natomiast Ty się zastanów, czy ta Twoja ciągła obecność tutaj to nie znak tego, że Ty się jednak cofasz.


                                      aż któregos dnia synusiek zamie
                                      > ni matkę na swoją dziewczynę, a Ty zostaniesz sama jak palec.

                                      No i widzisz, niedospany bidoku, jakie głupoty piszesz. Ponoć Ty z pamięcią problemów nie masz, ale chyba jednak Ci szwankuje, skoro nie pamietasz, że walczę o mieszkanie, w którym mieszkaliśmy we trójkę, aby móc je sprzedać jak syn zda maturę i kupic dwie kawalerki- dla mnie i dla niego własnie. Zapominasz też, że walczę o to, aby mógł odebrać dobrą edukacje, aby nie zasilił szeregu bezrobotnych i nie siedział na moim garnuszku. Widzisz, Tri, strzelasz kulą w płot.
                                      Natomiast ja doskonale pamietam, że Ty każdą inwestycję w dziecko traktujesz jako odbieranie mu samodzielności i uzaleznianie od dorosłego. Pamietaj więc, gdy będziesz syna zapisywał do przedszkola, aby wybór był czysto przypadkowy- najlepiej losować z worka- bo wtedy będziesz miec pewnośc, że Twoje dziecko nie zostało ukształtowane świadomie przez Ciebie, bo mu wybrałes przedszkole.


                                      Pół biedy gdy zam
                                      > kniesz się w czterech ścianach (bo przez lata zdziczejesz do tego stopnia, że ż
                                      > aden facet nie wytrzyma z mamusią starego synusia), znacznie gorzej gdy zostani
                                      > esz jedną z tych "wspaniałych" teściowych instruujących żony jak mężowi prasowa
                                      > ć i układać skarpetki.

                                      W świetle tego, co pisałam tu kiedyś i teraz o tym, że dzieciaka chcę odseparować od siebie w odpowiednim momencie, żeby był samodzielny, to masz racje Tri big_grin To są bardzo realne zagrożenia dla mojego syna i jego potencjalnej żony big_grin

                                      >
                                      > Rozumiesz o czym piszę? "Moja w tym głowa, aby nie miał gorzej, niż miał " - Tw
                                      > oja głowa powinna być skierowana na Ciebie, a dopiero pochodna Twojego szcze
                                      > ścia
                                      może być udziałem dzieci.

                                      Pierdy. Nie masz pojęcia, czy jestem szczęśliwą osobą, czy nie, czym się w życiu zajmuję, kim jesteś, ale i tak Ci to nie przeszkadza sprzedawać głodnych kawałków. Z jasnowidztwa zupełnie byś się nie utrzymał. Ty lepiej powiedz, co robi na tym forum szczęsliwy żonkoś i ojciec?

                                      Na dzisiaj nie możesz zaoferować synowi swoj
                                      > ego szczęścia,

                                      Boże, Tri... Daruj sobie. Piszesz takie pierdoły, że aż słabo mi się robi. Ty najlepiej wiesz, co mogę, a czego nie mojemu synowi! No Altz bliźniak sie znalazł!

                                      Ty możesz mu tylko zaoferować alimenty wydarte ojcu myśląc, że k
                                      > upisz za nie to, co zabrał ojciec wychodząc z domu.

                                      Czyli co zabrał? Bo w życiu moim i syna nie zmieniło się NIC- oprócz sytuacji materialnej. Jak ojca w życiu nie miał, tak i nie ma; jak ja pchałam sama wózek, tak robię to i teraz. Ba, jest nam nawet lepiej, o czym pisałam, bo nikt krzywo się nie patrzy na nas, że nie jest traktowany jak pępek świata, pan i władca.

                                      Zredukowałaś wzorzec kobiet
                                      > y i nauczycielki partnerstwa do roli intendenta.

                                      big_grin Tri, pisz ksiązki- na tym zarobisz więcej, niż na jasnowidztwie.
                                      • tricolour Że też Ci się chciało... 17.06.11, 21:19
                                        ... mnie by sie nie chciało odnosić akapitami jak żołnierskimi setniami.

                                        Wiesz po czym poznać, że krytyka nie ma merytorycznych podstaw? Po tym, że adwersarz stwierdza, że krytyka nie ma merytorycznych podstaw, co skutecznie hamuje nieodpartą chęc odkopnięcia. Rozumiesz: głupoty rozbawiają, nie wzbudzają agresji.

                                        "Ty lepiej powiedz, co robi na tym forum szczęsliwy żonkoś i ojciec?" - znam, znam to. Aluzja (a nawet stwierdznie wprost, że zaraz się rozwiodę) to zawoalowana forma agresji.

                                        Więc tak: na tym forum mam znajomych więc piszę. Na forum szkutniczym mam znajomych więc piszę, bo buduję przyczepę podłodziową pod moją łódź. Na forum elektroda.pl mam znajomych więc piszę i pomagam. Podobnie na "Po przejściach" oraz czasem na PBK. Na allegro tez piszę, ale zazwyczaj cyfry, bo nie chce mi się latać po sklepach i lubię jak w zębach przynoszą do domu. Maile też piszę. Do firmy także piszę. Przelewy netowe tez piszę.

                                        Być może masz rację. Może taka ilośc pisaniny prowadzi prostą drogą do rozwodu? No ale z drugiej strony pierwszy rozwód był za czasów przednetowych i nic nie pisałem, a jednak się rozwiodłem? To może rozwody są z niepisania? Hmmm....wobec znacznych rozbieżności stawiam hipotezę, że rozwody są słabo skorelowane z pisaniem i piszę dalej.

                                        I albo się rozwiodę albo nie smile

                                        PS. No i może uda sie poderwać Molkę!
                                        • zmeczona100 Re: Że też Ci się chciało... 19.06.11, 20:07
                                          tricolour napisał:


                                          > Wiesz po czym poznać, że krytyka nie ma merytorycznych podstaw? Po tym, że adwe
                                          > rsarz stwierdza, że krytyka nie ma merytorycznych podstaw, co skutecznie hamuje
                                          > nieodpartą chęc odkopnięcia. Rozumiesz: głupoty rozbawiają, nie wzbudzają agre
                                          > sji.

                                          Napisz, że jestem blondynką, albo, że ważę sto ton- dyskusja będzie dokładnie tak samo merytoryczna.



                                          > "Ty lepiej powiedz, co robi na tym forum szczęsliwy żonkoś i ojciec?" - znam, z
                                          > nam to. Aluzja (a nawet stwierdznie wprost, że zaraz się rozwiodę) to zawoalowa
                                          > na forma agresji.


                                          A to nie Ty pisałeś, że akcja rodzi reakcję? Mnie miało zaboleć Twoje np.:

                                          > Problem w tym, że to droga do patologii. Najpierw Twojej, a potem syna.

                                          > Jak długo alimenty będą dla Ciebie najważniejsza sprawą, tak długo bedziesz tkwiła w
                                          > miejscu starzejąc się i cofając w rozwoju aż któregos dnia synusiek zamieni matkę na swoją > dziewczynę, a Ty zostaniesz sama jak palec.

                                          > Na dzisiaj nie możesz zaoferować synowi swojego szczęścia, Ty możesz mu tylko zaoferować > alimenty wydarte ojcu myśląc, że kupisz za nie to, co zabrał ojciec wychodząc z domu.
                                          > Zredukowałaś wzorzec kobiety i nauczycielki partnerstwa do roli intendenta.

                                          a Ciebie zaboleć nie ma prawa? Jakieś przywileje, czy co?

                                          > Więc tak: na tym forum mam znajomych więc piszę. Na forum szkutniczym mam znajo
                                          > mych więc piszę, bo buduję przyczepę podłodziową pod moją łódź. Na forum elektr
                                          > oda.pl mam znajomych więc piszę i pomagam. Podobnie na "Po przejściach" oraz cz
                                          > asem na PBK. Na allegro tez piszę, ale zazwyczaj cyfry, bo nie chce mi się lata
                                          > ć po sklepach i lubię jak w zębach przynoszą do domu.

                                          I w tym tkwi Twój problem, Tri- że Ty masz życie netowe, a ja go nie mam, a w zasadzie mam- i ono się kręci tylko wokół rozwodu. Ty przyjąłeś za pewnik, że sprawy okołorozwodowe to jedyne, którymi żyję, bo ja innego internetowego życia nie mam; moje inne sprawy rozgrywają się bowiem w realu- łącznie ze znajomymi. Bo ja tak mam, że jeśli ktoś jest moim znajomym, to nie porozumiewam się z nim przez forum, tylko telefonicznie, przez gg lub mailowo.



                                          > No ale z drugiej strony pierwszy rozwód był za czasów przednetowych i nic n
                                          > ie pisałem
                                          , a jednak się rozwiodłem?

                                          Ale mi nie chodziło o to, że się rozwiodłeś, tylko o to, że żyjesz przeszłością (skoro tu wracasz), a mnie to zarzucasz, chociaż to ja, a nie Ty, jestem w środku tego cyklonu.

                                          Bądź konsekwentny, Tri.
                                          • tricolour No to wyjaśnię raz jeszcze... 19.06.11, 23:48
                                            .... skoro jakoś nie dotarłem.

                                            "Ty przyjąłeś za pewnik, że sprawy okołorozwodowe to jedyne, którymi żyję" - nie napisałem tego w ten sposób, ale inaczej. Postaram Ci się to tak wytłumaczyć byś zrozumiała, co miałem na myśli: napisałem i powtórzę raz jeszcze, że Twoja pisanie na tym forum (nawet jeśli to jedyne forum, na którym piszesz) zdradza, że na punkcie alimentów kompletnego zajoba ponieważ jednocześnie alimenty są zemstą na mężu. Jeśli masz wątpliwości skąd wytrzasnąłem taki wniosek, to służę cytatem: "Mnie obchodzi to, czy stać go na to, aby jego dziecko jadło to samo, co w okresie, kiedy wszyscy jedliśmy to samo".

                                            Gdybyś była odpępowiona od męża, to byś zasądziła alimenty i miała w dupie czy męża na nie stać. Ty jednak jesteś z nim mentalnie zrośnięta więc deliberujesz co wątek na ten sam temat.
                                            • zmeczona100 Re: No to wyjaśnię raz jeszcze... 26.06.11, 19:04

                                              napisałem i powtórzę raz jeszcze, że Twoja
                                              > pisanie na tym forum (nawet jeśli to jedyne forum, na którym piszesz) zdradza,
                                              > że na punkcie alimentów kompletnego zajoba ponieważ jednocześnie alimenty są ze
                                              > mstą na mężu.


                                              To spostrzeżenie, Tri?
                                              Gratuluję w takim razie tej spostrzegawczości.
                                              No chyba, że to alimenty na mnie nazywasz zemstą na mężu.

                                              Jeśli masz wątpliwości skąd wytrzasnąłem taki wniosek, to służę c
                                              > ytatem: "Mnie obchodzi to, czy stać go na to, aby jego dziecko jadło to samo, c
                                              > o w okresie, kiedy wszyscy jedliśmy to samo".
                                              >
                                              > Gdybyś była odpępowiona od męża, to byś zasądziła alimenty i miała w dupie czy
                                              > męża na nie stać.

                                              Gdybyś występował kiedykolwiek o alimenty, to byś wiedział o takiej oczywistości, że wykazujesz potrzeby dziecka i je realizujesz- bo na coś Ci te pieniądze, do kuźwy, są potrzebne. jasne, że możesz zapisać dziecko do szkoły j. japońskiego i potem w sądzie domagać się alimentów na coroczne podróże dziecka z tą szkołą do Japonii, ale rozsądniej wiedzieć, czy ojca stać na taki luksus, nim w ogóle zapiszesz go do takiej szkoły.
                                              No ale to ja dziwy prawię- wiem.
                                • malgolkab Re: Miej odwagę... 16.06.11, 13:27
                                  tricolour napisał:

                                  > Znajdź sobie lepiej faceta i nowego ojca dla syna, to może syn będzie miał sustytut.

                                  Ojca to on już masmile ale popieram radę - znajdź sobie kogoś, to przestaniesz żyć poczynaniami ex (a, że to Twój temat nr 1 widać w co 2 Twoim poście). A i dla dziecka jest dużo lepiej gdy ma w domu dorosłych obu płci (wcale nie musi być to mama i tata).
                                  Mój kolega ma takie niezbyt ładne powiedzenie: "widać, że dawno chłopa nie miała" - do ciebie idealnie pasuje...
                                  • garibaldia Re: Miej odwagę... 16.06.11, 13:32
                                    malgolkab napisała:

                                    > Mój kolega ma takie niezbyt ładne powiedzenie: "widać, że dawno chłopa nie miał
                                    > a" - do ciebie idealnie pasuje...


                                    Nie rozumiem dlaczego wiedząc, że powiedzenie jest nieladne to je powielasz? Chcesz coś brzydkiego powiedzieć dziewczynie bo cię wkurza to powiedz jej wprost a nie "zza płota" że niby to nie ty ale jakiś kolega... Ble, nie cierpię takich niby-kulturalnych.
                                    • malgolkab Re: Miej odwagę... 16.06.11, 13:35
                                      garibaldia napisała: >
                                      >
                                      > Nie rozumiem dlaczego wiedząc, że powiedzenie jest nieladne to je powielasz? C
                                      > hcesz coś brzydkiego powiedzieć dziewczynie bo cię wkurza to powiedz jej wpros
                                      > t a nie "zza płota" że niby to nie ty ale jakiś kolega... Ble, nie cierpię taki
                                      > ch niby-kulturalnych.
                                      mówię to ja jako ja- kolega o istnieniu Pani Zmęczonej nie ma pojęciasmile
                                      już się nie dziwię, że tak krytycznie oceniasz panów po 30wink
                                  • zmeczona100 Re: Miej odwagę... 16.06.11, 13:35
                                    Ah, dzięki za Waszą troskę. Doprawdy, co ja bym bez Was poczęła!

                                    > Ojca to on już masmile ale popieram radę - znajdź sobie kogoś, to przestaniesz żyć
                                    > poczynaniami ex (a, że to Twój temat nr 1 widać w co 2 Twoim poście).

                                    Następna, która nie zauważyła, na jakim forum pisze.
                                    Każda rada forumowiczów czy odwoływanie się do własnego doświadczenia, to -okazuje się- życie poczynaniami ex smile Miodzio smile
                                    Zapytam przy okazji- o jakichż to poczynaniach exa pisałam w tym wątku albo w jakimkolwiek innym?
                                    • malgolkab Re: Miej odwagę... 16.06.11, 13:41
                                      każdy wie, że forum to nie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji - nie ma co sie oburzać jak ktoś ma inne zdaniewink ja swoje mam i go nie zmienię, nie oczekuję też tego od innych.
                                      Przeglądnij archiwum, to będziesz wiedziała o jakich poczynaniach exa pisałaś - jak chodzi o inne rzeczy to pamięć masz dobrąwink
                                      • zmeczona100 Re: Miej odwagę... 16.06.11, 14:13
                                        Uuu..... zadanie ponad siły. A może chociaż ten wątek, jak nie archiwum?
                          • noboru_terao Re: I w tym tkwi problem... 16.06.11, 13:07
                            Przepraszam, ale To Tricolour ma racje.
                            Probujesz udowodnic calemu swiatu ze bez wzgledu na wszystko ma byc utrzymany staly poziom i basta. Nie da sie tak. A co jak ktos straci prace, zachoruje. Kazdej akcji odpowiada reakcja. Ludzkie zycie to nie prosta stala linia na wykresie, niestety
                            • zmeczona100 Re: I w tym tkwi problem... 16.06.11, 13:20
                              noboru_terao napisał:


                              > Probujesz udowodnic calemu swiatu ze bez wzgledu na wszystko ma byc utrzymany s
                              > taly poziom i basta. Nie da sie tak.

                              Bo...?


                              > A co jak ktos straci prace, zachoruje.

                              Mam TERAZ to rozważać? Z jakiego powodu?
                            • altz Re: I w tym tkwi problem... 16.06.11, 18:27
                              > A co jak ktos straci prace, zachoruje.
                              Nie sprawdził się, więc wymiana na model bez usterek. smile
                              Z tym że, z biegiem lat, wszyscy mają jakieś usterki. smile
                  • altz Re: Altz, przyjacielu... 16.06.11, 18:00
                    troll napisał:
                    > Nie tak wcale dawno pan Altz udowadniał za jakie grosze można wyżywić siebie i
                    > dziecko wink
                    Nigdy nie pisałem o żadnych groszach, pisałem o kwotach rzędu 860 zł, a w większych rodzinach o trochę niższych. Więc jest to kłamstwo!
                    Gdybyś poczytała coś o statystykach, to 3/4 społeczeństwa zarabia poniżej średniej (co jest logiczne), bliżej 2000 miesięcznie netto. Takie są możliwości społeczeństwa, więc takie są wydatki.

                    > Altz nie widzi różnicy między zdrową szynką, a wyrobem szynkopodobnym, gdzie podstawą
                    > masy jest pół tablic y Mendelejewa wink
                    Jasnowidz czy manipulantka? Doskonale wiem czym się różnią oba wyroby, nigdy nie zachęcałem do kupowania wyrobów śmieciopochodnych, a zazwyczaj zachęcam do kupowania mniejszych ilości wyrobów dobrej jakości albo do kupowania dobrych tanich wyrobów typu wątróbka, fasolka, kasze itd.

                    > Wiem, że są tacy, których po prostu nie stac na droższą, tj. zdrowszą opcję, al
                    > e jeśli kogos stać, to na pewno przeszkodą nie może byc rozwód rodziców, jak si
                    > e Altzowi wydaje (i Tobie też tongue_out).
                    Znowu jasnowidz? Co mi się wydaje, to ja wiem najlepiej. smile
                    A do tego niedouczony jasnowidz, bo przy rozwodzie koszty rosną, choćby z powodu prowadzenia dwóch domów i podwójnych urządzeń czy dodatkowej opieki nad dziećmi.
      • niutka Re: Najłatwiej w necie... 16.06.11, 01:37
        GRATULACJE! Synek czy coreczka?
      • garibaldia Mężczyźni mają łatwiej 16.06.11, 11:35
        Najgorzej mają wykształcone, samodzielne w utrzymaniu kobiety kilka lat po 30tce poszukujące równorzędnego partnera. W necie jest takich kobiet na pęczki a do dyspozycji mają na pęczki panów jeśli już wolnych to dużo gorzej wykształconych, bezrobotnych lub marnie zarabiających, obciążonych mnóstwem obowiązków z poprzednich związków lub....alkoholizmem i patrzących na kobietę przez pryzmat: ładne ciało lub potencjalna sponsorka lub macica do urodzenia im dzieci(jeśli takowych nie mają), niespecjalnie zainteresowani wspólnotą, bardziej zaklepaniem kobiety do jakiejś funkcji wypełniacza ich potrzeb bo już wypada.
        Pytanie jak nisko można obniżyć swoje wymagania by mieć partnera...
        Wielu panów spotyka się z kobietami chyba tylko po to by sobie te kolejne pooglądać... Jeden z takowych z ktorym niedawno rozmawialam "szukajacych stałego związku" , przekonany o własnej atrakcyjności kawaler bez samochodu mieszkający z rodzicami, stwierdził , że ze spotkanych : tamta była za gruba, inna za piskliwy głos ma, kolejna nie w jego typie itd... i z przekonaniem twierdził, że jeśli będzie musiał się spotkać ze 100 kobietami by "tę właściwą" znaleźć to jest na to gotowy... Więc nawet nie chciało mi się tracić czasu na spotkanie z nim, odeslałam pana by się zgłosił do mnie jak już te 100kobiet sobie odfajkuje i uzna, że to ten moment w którym musi się sam postarać by z kobietą się związać.. ileż można wysłuchiwac malkonentów...

        Panowie wolni a do tego samodzielni, przedsiębiorczy, inteligentni, z pomysłem na siebie a do tego kulturalni (czego wielu brak) - jesli już jakiś trafi na randki internetowe i jest akurat zainteresowany związkiem -> to rozchodzą się jak świeże bułeczki, stoi do nich kolejka kobiet w których mogą przebierać.
        • noboru_terao Re: Mężczyźni mają łatwiej 16.06.11, 12:36
          Przepraszam Cie, ale bajki opowiadasz. Sypiesz takimi schematami ze az sie slabo robi.
          Bo po 30 to wszystkie singielki to same seksowne zaradne kobietki, a faceci to zapijaczone chamy? Z kim ty sie spotykasz?
          Ja od czasu do czasu sie umawiam z kims, owszem. Nie ukrywam, ze nie mam zamiaru byc sam do konca zycia. O paniach z ktorymi dane bylo mi sie spotkac moznaby napisac ksiazke.
          Problem jest bardziej zlozony niz go przedstawiasz wiec nie ma sensu powielac takie schematy. Kazdy ma prawo miec sobie swoje wymagania, prosze bardzo. Ostatnie lata spowodowaly ze naprawde malo co mnie dziwi. Slyszalem wiele tekstow smiesznych, ale jeszcze wiecej zalosnych. Ksiezniczek szukajacych ksiecia, ew. chodzacego bankomatu nie brakuje. naprawde ciezko spotkac kogos wartosciowego. Juz to kiedys tutaj pisalem, ale wtedy zostalem zle zrozumiany i zakrzyczano mnie, a ja nie mialem nic zlego na mysli, moze zle to opisalem.
          najwiekszym problemem jaki ja widze u pan z ktorymi sie spotkalem: to ze mam corke (czasami slyszalem wprost ze odpada na dzien dobry, czasami szybko to do mnie dochodzilo). Z jednej strony facet ktory czesto zajmuje sie dzieckiem i swietnie sobie radzi jest tak bardzo poszukiwany, ale to puste slowa i slogan. To ograniczenie swobody i obowiazki, a zawodowa singielka nie lubi miec pod gorke. Zycie ma byc proste i jedwabiste.
          i drugi problem - nie naleze do majetnych wiec atrakcyjnosc maleje jeszcze bardziej.
          I pomimo zainteresowania wstepnego, bo nie uwazam zebym byl na szarym koncu i wiem gdzie moje miejsce w szeregu, konczy sie jak sie konczy.
          Droga Garibaldio, problem jest troszke bardziej zlozony wink))
        • altz Re: Mężczyźni mają łatwiej 16.06.11, 18:33
          > kawaler bez samochodu
          To mnie ubawiło. smile)))

          Nie wiem, czy taki jest świat, ale według tego opisu, mężczyźni są prymitywni, nie potrafią się z nikim związać emocjonalnie, a tylko zadaniowo.
          Kobiety pewno są super i mają wszystkie cechy na plus? To może zwiąż się z kobietą? wink

          > stoi do nich kolejka kobiet w których mogą przebierać.
          Po co przebierać? Brać po kolei! Przecież wszystkie kobiety są idealne! wink
          • garibaldia Re: Mężczyźni mają łatwiej 16.06.11, 19:40
            Specjalnie wyrywasz z kontekstu żeby manipulować? Dla przypomnienia zacytuję całość: "przekonany o własnej atrakcyjności kawaler bez samochodu mieszkający z rodzicami". Teraz jaśniej czy nadal nie rozumiesz kontekstu? uzupełnię że "zbliżający się do 40-tki" żeby był szerszy ogląd.
            Niestety jeśli ktoś własną pracą do doszedł do jakiejś pozycji to nie zadowoli się związkiem z osobą siedzącą u mamusi z lajtowym etacikiem albo na zasiłku a nie w pracy bo w pracy by się mógł spocić albo zmęczyć a niby po co. Prosta sprawa. Ja nie obrażam się na mężczyzn dla których jestem za mało atrakcyjna, wolałabym spotykac takich mężczyzn więcej bo to by była oznaka, że mam do czego dążyć a nie jedynie równać w dół z braku laku i znosić uwagi różnej maści malkonentów którym się wydaje że kobieta powinna za samo posiadanie spodni ich brać jak leci.
            • altz Re: Mężczyźni mają łatwiej 17.06.11, 07:10
              Nie manipuluję, tak napisałaś. Widocznie dla Ciebie to ważne, ten samochód. A przecież można kupić i za 500 zł. Dla mnie posiadanie samochodu to nie jest żaden plus, znam osoby ze starymi mercedesami (którymi mi się kojarzy dlatego z gratem smile), znam osoby z bardzo drogimi samochodami, w których nic nie można zrobić samemu, a części kosztują krocie. Gdybym miał wybrać, to na pewno nie wybrałbym tych drugich, dla nich ważniejszy jest pozór, a nie sprzęt do korzystania łatwy do naprawy i bezproblemowy.

              > Niestety jeśli ktoś własną pracą do doszedł do jakiejś pozycji to nie zadowoli
              > się związkiem z osobą siedzącą u mamusi z lajtowym etacikiem...
              Różnie bywa z tymi mamusiami, czasami trzeba mieszkać z mamą, bo na przykład ma poważne problemy zdrowotne i ktoś musi mamie pomóc. Warto więc zaczekać z pierwszą oceną. Jeśli siedzi z mamą, bo tak mu wygodnie i ma pełną obsługę, to tego nie rozumiem zupełnie.

              A czy się nie zadowoli robol, który ma dużo, ale dużo za to oddał swojego życia? Czytałem o takich, którzy stwierdzili, że przeszarżowali i odpuścili sobie trochę, gdy poznali odpowiedniego człowieka. Dla mnie posiadanie dla dwóch osób domu 300 m2 świadczy o słabej działalności ich mózgu. smile Po to mieć za dużo, żeby przy tym pracować i utrzymywać? Taki jest cel ich życia?
              Szanuję pracę, ale szanuję jeszcze bardziej mądrych ludzi z celem.

              Najważniejszy dla mnie jest zdrowy umiar i dystans do siebie, jak w dowcipie:
              - Słyszałeś, że są tacy, którzy za wypłatę mogliby kupić 10 tysięcy bochenków chleba?
              - Pieprzysz, kto by zjadł tyle chleba!
    • niutka Re: gdzie kogoś poznać? 16.06.11, 01:25
      Moje Slonce poznalam na portalu randkowym. Nie mialabym szans na poznanie kogos w realu...
      • anka_cyganka35 Re: gdzie kogoś poznać? 16.06.11, 08:39
        no ja też przez neta. ale jakie przypadki sie trafiały łomatko ale co tam wesoło było
    • malgolkab Re: gdzie kogoś poznać? 16.06.11, 09:16
      ja poznałam w klubie na imprezie. Znajomi zaczęli mnie wyciągać w wolne weekendy (kiedy syn był u exa lub moich rodziców) na takie wyjścia - wzbraniałam się strasznie, ale po kilku weekendach przesiedzianych samotnie w domu stwierdziłam, ze co mi tamwink
      W poczatkach znajomości spotykaliśmy się właśnie w te moje wolne wieczory, czyli 2, w porywach 3 razy na miesiąc. Z reszta na tym etapie pasowało nam to obojgu i zadne z nas nie myślało o związku... po paru miesiącach zaczął tez przyjeżdżać do mnie, poznał syna i samo się wszystko poukładało.
      Przez internet nigdy nie próbowałam, mam do tego raczej krytyczny stosunek, choć znam kilka osób, które w ten sposób poznały kogos naprawde fajnego...
      • nieznajoma.eu Re: gdzie kogoś poznać? 16.06.11, 18:26
        Rozwiodłam się sześć lat temu, w tym czasie byłam na dwóch nieudanych randach zaaranżowanych przez znajomych i zafundowałam sobie romans z żonatym, którego standardowo „żona nie kocha i wcale ze sobą nie śpią”. Poukładałam siebie życie, to znaczy odizolowałam się od świata na własne życzenie, nawet większość pracy wykonuję w domu. Nie chce mi się nikogo szukać, bo jak i gdzie? Samotnych mężczyzn w moim przedziale wiekowym jest naprawdę niewielu. Jestem jedną z tych dziewczyn, które się spóźniły na karnawału ostatni bal. A zresztą, co mnie to wszystko obchodzi.
        PS. Wiem, że marudzę i smucę, ale dzień mam podły okropnie, więc przyjmijcie proszę to co napisałam z przymrużeniem oka.
    • zmeczona100 Re: Altz, przyjacielu... 16.06.11, 19:14

      > Da się, przy kilku osobach zrobić jedzenie ekstremalnie za 8 zł i co najważniejsze, jeść zdrowo.

      > Robię naleśniki, najlepiej z własnymi konfiturami, placki ziemniaczane, czasami pizzę, pierogi, > placki z jabłkami,

      > Owoce kupuję stosownie do pory, truskawki w czerwcu

      aktualnie 5 zł za kg big_grin

      > Małemu dziecku wolę kupić jabłko i utrzeć za 50 gr

      3,50 zł- cena z grudnia za 1 kg big_grin


      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,124370236,124377253,Re_Mity_nt_wysokich_kosztow_utrzymania_dziecka_.html
      Kity wciskaj komuś, kto nie robi codziennych zakupów, Altz big_grin
      • altz Re: Altz, przyjacielu... 17.06.11, 07:34
        Wiem, że latem jest drożej, więcej się wydaje, bo więcej jest pokus.
        Są ludzie, którzy żyją i odżywiają się zdrowo za te 280 zł, ja znam takich.
        Nie proponowałem nigdy diety, więc mi nie wpieraj, że proponuję tylko węglowodany, bo nie podałem nigdy listy co najmniej na miesiąc, a wtedy coś można już powiedzieć o odżywianiu się, nie przemyślałem tego aż tak, żebym mógł podawać dietę, porównywałem tylko cenę posiłków.
        I tak, jeśli chodzi o przetwory dla dzieci, to dobrze, że to przypomniałaś, bo to ja miałem rację. Okazało się, że gotowce są nie dość, że drogie, to jeszcze wątpliwej wartości i nie poleca się ich dzieciom. O wiele taniej i zdrowiej wychodzi własny wkład przy tarce.

        > 3,50 zł- cena z grudnia za 1 kg big_grin
        No, może przesadziłem z 50 gr, ale nawet jeśli kilogram jabłek to 5 sztuk, to jedno wystarczy na taki sklepowy deser, czyli byłoby 70 groszy, niech by było nawet 1 zł, to i tak to nie jest cena 2,8 zł i więcej za deser wątpliwej jakości.

        Teraz przestawiam się na świeże owoce i warzywa i sobie nie żałuję, a przy tym jest dość tanio.

        Swoją drogą, to ja wolę co trzeci dzień jeść wątróbkę z kaszą i surówką z kimś mądrym, niż coś bardziej wykwintnego z kimś nie za bardzo. To nie jest przytyk do Ciebie, żeby było jasne.

        A Ty sobie równaj do kogo chcesz, męcz się z tym podwyższaniem alimentów, żyj tym, zamiast normalnie funkcjonować i być szczęśliwą. Twój wybór na sposób na życie. Swoją drogą widzę jakąś odrobinę pogardy dla osób gorzej zarabiających, ale to można leczyć.
    • altz Re: Altz, przyjacielu... 17.06.11, 08:00
      > Taaa.... Zwłaszcza, jak pan zamieszka z inna panią, to koszty wzrosną dwukrotni
      > e big_grin A dzieci będą mieć nowego tatusia. Nieprawdaż, Altz? big_grin
      Nie dwukrotnie, bo oszczędza się na mieszkaniu i jedzeniu. Pani też zarabia.
      Nie tatusia, tylko ojczyma, ale ojca też mają.
      Poza tym, jest to fajne, spróbuj sama, jeśli masz odwagę i tolerancję dla innych. smile
      Nie obiecywałem być do końca życia sam i tylko się zastanawiać, jak spać krócej i pracować dłużej, byle dzieci miały więcej, więcej, więcej, ... big_grin
      Mają, ile mają, musi matka z dziećmi za to wyżyć. W razie problemów teściowie też mogą się dołożyć, łaski nie robią, w końcu się rozwód to też ich dzieło i nie można im tego zabierać. smile
      • szizumami Re: Altz a placki 17.06.11, 10:14
        z czym robisz?
        ja do zwykłych dodaje serka waniliowego..
        i z truskawakami tez były ostatnio

        jesli ktos myśli,że kupując droga wędline--je zdrowo-niech mysli
        ale jesli chce znac prawde-niech porozmawia z pracownikem przy wyrobie
        i z pania w sklepie...
        i nawet do ubojni sie uda
        w warunkach przemysłowych nie ma dobrego mięsa
        poszukajcie kogos kto naturalnie hoduje zwierzeta i humanitarnie je traktuje--tam bedzie zdrowiej

        jesli zaś idzie o kasze i strączkowe,obok warzyw i owoców,kiełków..-grupa najwyżej stojąca na drabinie zywienia--BO NAJZDROWSZA, i
        najdrozsze nie znaczy najlepsze

        • altz placki 17.06.11, 11:48
          Ja serek słodzę miodem, bo mam dobry.
          Naleśniki z jagodami są pycha, tylko jeszcze nie czas na nie.
          Własne konfitury i powidła bez cukru to jest to.
          Czasami ktoś się pyta, jak często można jeść to czy owo? Można codziennie, nawet czekoladę wcinać, byle mało. smile
          Można się zatruć czymkolwiek, choćby rabarbarem w dużych ilościach.

          Znajomy mówi, że dobre wyroby można dostać tutaj, wskazując swój dom. smile
          Kupuje raz na jakiś czas pół świniaka od znajomego rolnika, który wiadomo czym karmi i sam robi wszystko dzieląc się kosztami i wyrobami z rodziną.
          Jak dobrze pójdzie, to w przyszłym roku też będę miał wszystko swoje i będę miał w nosie producentów badziewiastego jedzenia, niech się inni trują. wink
          • fikcyjne-konto świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 12:05
            zalecane dla Warszawy.
            a na balkonie można kury hodować, jajka będą swoje
            jak ktoś mieszka nie wyżej niż 4 piętro to może jeszcze mieć kozę i zdrowe kozie mleko, bo taka koza na balkonie sięgnie na zewnątrz i sobie liście z pobliskich drzew oskubie. tanio i ekologicznie.
            jak wyjeżdża się na wakacje to można sąsiada z M3 obok poprosić, żeby trzody dopilnował.
            a właściwie jak komuś się zachciewa na wakacje jeździć to niech hoduje pytony albo aligatory. tym można dać żreć raz na miesiąc i przetrwają. a potem na patelnię takiego jak się z wakacji wróci, podobno mięso nie jest takie złe, na pewno lepsze niż badziew ze sklepu.
            • altz Re: świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 12:48
              fikcyjne-konto napisała:
              > zalecane dla Warszawy....
              Widzę, że koleżanka z Warszawy? To tam podobno się ludziom wydaje, że reszta Polski nie istnieje. wink
              Zawsze będzie można przyjechać do mnie po prowiant. smile
              Podejrzewam, że i tak z 50% "Warszawiaków" ma warunki na trzymanie kur, bo mieszka poza miastem. A pomoc sąsiedzka jest nie do przeceniania, to fakt!
              • fikcyjne-konto Re: świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 14:58
                altz napisał:


                > To tam podobno się ludziom wydaje,...
                > Podejrzewam, że i tak z 50% "Warszawiaków" ma warunki...


                "tam podobno", "podejrzewam że", itd itp. I tu jest chyba sedno problemu. Jedni coś WIEDZĄ bo w róznych miejscach zdarzyło im się żyć i różnych środowiskach obracać więc mają praktyczne rozeznanie rożnicy realiów, a drudzy "coś podejrzewają" i teorie oraz światłe porady wysnuwają dla innych na temat realiów które są im obce a nawet niezrozumiałe.
                • altz Re: świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 15:18
                  > "tam podobno", "podejrzewam że", itd itp. I tu jest chyba sedno problemu.
                  Statystyk aktualnych nie posiadam, więc się nie wychylam, ale co nieco czytałem na ten temat. smile
                  Niektórzy mówią, że wiedzą na pewno, chociaż nie wiedzą i tym się różnimy, ja i oni. wink
                  W Warszawie bywam, niestety, i na wszystkich trasach dojazdowych do Warszawy również, nie zawsze da się ominąć. sad
            • szizumami Re: świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 14:41
              pitolisz!
              najlepsze białko jest z robali!
              mrówki można
              a to sie samo chow-ie
              • fikcyjne-konto Re: świniak w każdym bloku obowiązkowo 17.06.11, 15:03
                samo się nie uchowie tongue_out cukru trza posypać żeby ich dużo przyszło. a przeca drogi.
                to już lepiej cukier zjeść. a na białko to dżdżownic nakopać na skwerku jak straz miejska nie widzi. tylko trzeba zdążyć przed wyprowadzaczami psów żeby potem człowieka nie pokazali w telewizji jako kolejna ofiare Escherichia Coli importowaną, bo obciach będzie na calą Polske.
          • malgolkab Re: placki 17.06.11, 13:15
            a robisz jakies placki nie na słodko?? bo dla mnie słodki obiad może nie istnieć (w przeciwieństwie do mojego synawink
            ja lubię np. z ziemniaków i twarogu, a do tego pieczarki na gęsto- mniam!!
            • altz Re: placki 17.06.11, 13:37
              Ja nie muszę na słodko, raczej wolę na kwaśno, na przykład do placków ziemniaczanych. Nie lubię zupy truskawkowej i uważam to za porażkę naszej polskiej kuchni, wolę już zdecydowanie chłodnik.

              Z twarogiem i cebulką (wymieszane w cieście) to są takie placki po tatarsku, też dobre, szczególnie do zabrania na wycieczkę. A pieczarki i inne dobre okazały się zdrowe, chociaż przez lata mówiono, że nic nie warte. smile Pieczarki najlepiej na surowo, mają wtedy największą wartość.
              • malgolkab Re: placki 17.06.11, 14:12
                zup owocowych nienawidzęsmile
                ja nie robię w cieście, robię masę z sera, ugotowanych zmieniaków, cebuli, jajka+przyprawy i obtaczam w bułce tartej... ale to w cieście też brzmi ciekawie- jak to sie robi?
                • altz Re: placki 17.06.11, 14:38
                  > ale to w cieście też brzmi ciekawie-jak to sie robi?
                  Jadłem tylko, ale widziałem po upieczeniu, nie robiłem jeszcze, zostawiam próbę na wyjazd pod namiot.
                  Cebulka osobno podpieczona, krojona na drobno, podpieczona, potem wszystko zmieszane i upieczone pewno oryginalnie ma blaszce nad ogniskiem, jak to u koczowników, chociaż ja jadłem placki smażone na patelni. Ilość dodatków do ciasta, jak przy farszu do naszych naleśników.
                  Nie jest to jakaś super rewelacja, ale są dość smaczne i nie trzeba się zmuszać, nie rozpada się, nie wylatuje farsz ze środka. Specjalnie się podpytywałem, jak się to robi.
                  Muszę jednak sprostować, już mi się miesza, gdzie co jadłem. smile To była potrawa czeczeńska! Częstowali mnie Czeczeni, azylanci w Polsce.

                  A tatarskie były między innymi pierożki pieczone. U tych państwa.
                  kruszyniany.pl/kuchnia.html
                  Polecam pojechać kiedyś, dobrze gotują, mniam.

                  Jak się coś dobrze zrobi, to wszystko smakuje. smile Kiedyś jadłem zupę ze słoniny z dodatkami, place lizać, ale to nie u nas, tylko na Słowacji.
                  • malgolkab Re: placki 17.06.11, 14:42
                    też wypróbuję, lubię takie rzeczysmile naleśniki też są dobre z takim nadzieniem...
              • szizumami Re: placki 17.06.11, 14:46
                boczniaki zamiast kotleta
                a zupa owocowa--to mniam -jagodowa

                jagody można podawac już malutkim dzieciom--regulują prace jelit,odrobaczają
                suszone--na najwieksze biegunki
                a z kompotu na zaparcia--nawet dla noworodka
                probiotyki w saszetkach sie chowaja!
            • szizumami Re: placki 17.06.11, 14:43
              pierogi ze szpinakiem
              placki ziemniaczane z cebula,groszkiem ,,,itd
          • panda_zielona Re: placki 17.06.11, 17:18
            Własne konfitury i powidła bez cukru to jest to.
            A jak się takie powidła i konfitury robi bez cukru?, bo jescze się nie spotkałam, poproszę przepis
            • altz Re: plackiel 17.06.11, 18:04
              Powidła nie potrzebują cukru, wystarczy to, co jest w owocach, tylko wtedy nie wychodzi 30 g owoców na 100 g produktu smile ale potrzeba co najmniej 250 g owoców na 100 g produktu. Podejrzewam, że jeszcze czasami agrest dałoby się robić bez cukru, ale nie próbowałem, resztę trzeba słodzić, ale chociaż wiemy, czym słodzimy, gdy robimy to sami. Problem żaden, naprawdę minimalny gaz i podpieka się na ogniu cały dzień i są powidła.
        • magdal-ena83 Tak w necie.... 20.06.11, 09:26
          Ja tez bylam zalogowana na portalu randkowym, ale bez szału, głownie mężczyźni szukajacy kochanek itp. Od jakiegos czasu zyje w związku z mężczyzną poznanym w necie na czaterii, było to spotkanie w zupelne ciemno nie wymienialismy sie zdjeciami, znalismy sie z opisu, moze i bylo to szalone itp ale coż. Razem wychowujemy moje dziecko 1.5 rocznego syna, on kawaler, ja po przejściach rozwódka- nie przeszkadzalo mu to ze mam syna pokochal jak swoje wlasne.... życze kazdemu szczescia
          • sonia_30 Re: Tak w necie.... 20.06.11, 10:20
            To 1,5 roku, czy 9 miesięcy ten syn ma? Może policz dobrze...
            • pandora81 Re: Tak w necie.... 21.06.11, 14:53
              Ja też jestem na portalu randkowym i jakoś nie widzę tam samych facetów szukających kochanek. Pewnie zależy jakiego typu szukasz, albo na jakim portalu. Ja jestem na sympatii.
    • szizumami Re: gdzie kogoś poznać? 17.06.11, 19:39
      --no ale COŚ nas stworzyło takich no ..bezecnych
    • gazeta_mi_placi Re: gdzie kogoś poznać? 20.06.11, 10:14
      Może na Cafe Gazeta?
      • to.ja.kas TRI Kochany 21.06.11, 13:35
        WIELKIE GRATULACJE !!!!
        BO SYN TO SYN !!! wink)))
        Wiele lat się znamy z forum, wiele walk stoczyliśmy i wiele razy trzymaliśmy sztamę. Wkurzasz mnie i lubię Cię i w jakis sposób stałes mi się na przestrzeni tych wielu, wielu lat bliski mimo iz na oczy się nei oglądaliśmy.
        bardzo się cieszę, bardzo. I gdybys był obok to bym Cię uściskała.

        Kaśka

        PS. Co do Zmeczonej to przyznaje Ci 100% rację i pięknie to napisałeś wszystko. Zmęczona, zechcij jakąś refleksję o tym co pisał Tri poczynić.
        PS number two - Próby poderwania Molki wybaczę Ci tylko z tego powodu, że ja teraz zajęta i poderwać mnie nie masz szans ani Ty ani sam książe William...no może Gary Oldman miałby szansę wink))))))
        • tricolour Dziekuję Kasieńko... 21.06.11, 19:38
          ... aż nie wiem, co napisać, tyle mnie miłych słów spotyka (jedyne, które miłe nie były, a nawet były niemiłe, to od córki rodzonej. Mało sie tym przejmuję, bo to standard - wszyscy znajomi zbierają dąsy za nowe dzieci z nowych związków).

          A wiesz co? Za około rok pewnie będę jechał do Wawy po nowe auto służbowe. Dam wtedy znać i może spotkamy się na kawie jeśli tylko będziesz chciała, miała czas, a ja nie zrejteruję. W każdym razie jest rok na okrzepnięcie pomysłu.

          Jeszcze raz dziękuję za życzenia.
          • mola1971 Re: Dziekuję Kasieńko... 21.06.11, 23:29
            Tri, córy niemiłym zachowaniem kompletnie się nie przejmuj. Moje Młode gdybym im do domu noworodka przytachała to też by mnie wyklęły wink))
            Córa bardzo młoda jeszcze jest i wielu spraw nie rozumie. Jest szansa, że z czasem z tym, że ma "konkurencję" się pogodzi. W tym wieku łatwo jej nie będzie.
            Pamiętaj, że mimo, że stare to ciągle dziecko jest i musi trochę czasu minąć nim pogodzi się z tym, że nie jest już jedynaczką i ma rodzeństwo.
          • to.ja.kas Re: Dziekuję Kasieńko... 22.06.11, 00:02
            Tri, oczywiście, że bym chciała. Bedziesz w Wawie daj znać. Chętnie kawę wypiję wink
        • mola1971 Re: TRI Kochany 21.06.11, 23:24
          Ja wolna, niezakochana, ale Tri też nie ma u mnie szans bo panowie z kawałkiem złota na palcu to nie mój target tongue_out A tacy z niemowlęciem przy piersi to już podwójnie smile))
        • cathy_bum Re: TRI Kochany 26.06.11, 21:35
          Z racji przepracowania, dopiero dziś zajrzałam -Tri, serdecznie gratuluję syna!smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka