Dodaj do ulubionych

Aleksander Ford

24.11.12, 16:55
(właściwe nazwisko : Mosze Lifszyc)
ur. 24.11.1908
zm. 04.04.1980 (śmierć samobójcza)
znany reżyser,scenarzysta - człowiek filmu.
W dorobku miał wiele interesujących obrazów filmowych :
"Młodość Chopina" (1951), "Piątka z ulicy Barskiej" (1953),"Krzyżacy"(1960).
"Pierwszy dzień wolności"(1964)
i cóż nastał pamiętny rok 1968 i nagle jego twórczość przestała być ważna,został odsunięty na drugi plan,wyemigrował z Polski.
Obserwuj wątek
    • lidka449 Re: Aleksander Ford 24.11.12, 17:08

      Janusz Wróblewski - artykuł Z Polityki (fragment)
      z dnia 2 stycznia 2009

      Ford Aleksander
      Pan Pułkownik
      Nazywany carem polskiego kina, pupil władzy, kobieciarz, na emigracji popełnił samobójstwo.

      To drugi po Romanie Polańskim polski reżyser, który na Zachodzie odniósł sukces, a później jego...

      Był samorodnym talentem. Już w czasie studiów na wydziale historii sztuki w Warszawie zaczął kręcić dokumenty. Nazywał je udramatyzowanymi reportażami z akcją. Zajmował się m.in. życiem codziennym warszawskich gazeciarzy („Legion ulicy”wink, chorych na gruźlicę dzieci leczących się w sanatorium („Droga młodych”wink, wodniaków („Ludzie Wisły”wink. Ambitna prasa chwaliła te dokumenty za odwagę ukazywania nabrzmiałych problemów społecznych, za autentyczne plenery i chwytanie życia na gorąco. Dostał nagrodę branżowego pisma „Kino” za najlepszy film 1932 r.

      Po zrealizowaniu „Sabry” o palestyńskich osadnikach z Polski zaproponowano mu, żeby zajął się zorganizowaniem narodowej żydowskiej kinematografii. Odmówił, bo był przeciwnikiem nacjonalizmu żydowskiego, podobnie jak arabskiego. Urodził się w rodzinie polskich Żydów w Kijowie (niektóre źródła podają, że w Łodzi lub Warszawie, a nie na Kresach). Jego prawdziwe nazwisko to Mosze Lifszyc. Dobrze znał smak biedy. Podczas gdy wielu jego kolegów uciekało za ocean, by na amerykańskiej ziemi obiecanej zakładać Hollywood, on wstąpił do Komunistycznej Partii Polski i marzył o rewolucji na wzór radziecki. Niektórzy uważają, że zmarnował przez to swoją szansę. Gdyby pracował w fabryce snów, bez trudu mógłby być nie tylko kimś takim jak Samuel Goldwyn, założyciel Paramount Pictures, ale Goldwynem i Mayerem naraz.

      Miał permanentne kłopoty z cenzurą. W II RP jego filmy najczęściej nie trafiały na ekrany, bo zarzucano mu, że sieje wywrotową, komunistyczną propagandę, w czym zresztą było sporo prawdy. Także w PRL wielokrotnie jego twórczość była cenzurowana. Zrealizowaną w 1948 r. „Ulicę graniczną” brutalnie poddano politycznej obróbce. Film piętnował antysemityzm Polaków i pokazywał tragedię powstania w getcie warszawskim na przykładzie losów czwórki młodocianych bohaterów mieszkających w jednej kamienicy. Staroświecki w formie, oskarżycielski w treści film zdobył nawet Złoty Medal w Wenecji. Nie spodobał się jednak Biuru Politycznemu. Włodzimierz Sokorski, ówczesny wiceminister kultury i sztuki, był oburzony, że reżyser nie uwzględnił sugestii partii i że ukazana martyrologia Żydów nie jest związana z ideologią marksistowską. Maria Dąbrowska uznała „Ulicę graniczną” za film skrajnie antypolski. Ford się ugiął. Przemontował materiał, złagodził jego wymowę i w ten sposób okaleczył swoje dzieło. Ale i tak zdaniem Stanisława Janickiego, biografa artysty, to co powstawało później w PRL na temat skomplikowanych polsko-żydowskich relacji, nie wychodziło właściwie poza horyzont myślowy „Ulicy granicznej”.

      Zrealizowany już po odwilży, w 1958 r., „Ósmy dzień tygodnia” od razu trafił na półkę (premiera odbyła się dopiero w stanie wojennym). Ford, wówczas pięćdziesięciolatek, wziął na warsztat prozę młodego i modnego Marka Hłaski, szykującego się właśnie do ucieczki na Zachód. Nie czuł specjalnie subtelności opowiadania literata i zrobił film na miarę własnych wyobrażeń o tym, co doskwiera wrażliwej młodzieży, leczącej kaca po stalinizmie. Hłasko podsumował to jednym zdaniem: „Z filmu wyszło gówno”. Jeszcze dosadniej uzasadnił to na piśmie, twierdząc, że Ford „zrobił film na temat, że ludzie się nie mają gdzie rżnąć, co oczywiście nie jest prawdą; rżnąć można się wszędzie”.

      Ford nie był jedynie ofiarą systemu politycznego, który współtworzył. Jego pozycja była zgoła odmienna. Należał do elity, do ścisłego kierownictwa grupy wybranej jeszcze przez Stalina w ZSRR, którą szykowano do przejęcia władzy w kraju. Fordowi wyznaczono rolę oficera oświatowego. Wkroczył do Polski wraz z I Dywizją Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Rozpoczął karierę od zgrupowania w Sielcach w stopniu porucznika. Ponieważ był gorliwy i ambitny, szybko awansował na podpułkownika. Filmował przemówienia Wandy Wasilewskiej, Zygmunta Berlinga, Karola Świerczewskiego. Nakręcił dokument o Majdanku, zasiedlaniu tzw. ziem odzyskanych. Za polityczno-wychowaczo-propagandowe zasługi został mianowany komendantem wojskowej wytwórni Czołówka, a w 1945 r. szefem Filmu Polskiego – państwowej instytucji zajmującej się całością krajowej produkcji.

      W stalinowskiej ekipie Bolesława Bieruta znał chyba wszystkich. Wiedział, z kim należy rozmawiać, żeby załatwiać sprawy. To on przywiózł z niemieckiej wytwórni Babelsberg kamery. Dzięki temu zrujnowana Łódź weszła w posiadanie najnowocześniejszego sprzętu filmowego w Europie. Wielką przyjaźnią darzył go Jakub Berman, szara eminencja w ówczesnym aparacie władzy, odpowiadający za prześladowania akowców i terror bezpieki. Mając dostęp do takich ludzi, Ford czuł się bezkarny. Był najlepiej poinformowaną osobą w środowisku, co oczywiście wykorzystywał do umacniania swojej pozycji i eliminowania konkurencji. Nie dopuścił do powstania autonomicznych struktur filmowych, które planowali założyć Antoni Bohdziewicz (wybitny reżyser, żołnierz armii podziemnej, związany z PPS) i jego dawny kolega Eugeniusz Cękalski (kierownik biura filmowego w rządzie londyńskim). Pomagał tylko słabszym od siebie, podporządkowując ich całkowicie. Tych, którzy rościli jakieś pretensje, niszczył bez skrupułów. Blokował pomysły, zatrzymywał scenariusze. Wielu, m.in. Kazimierz Kutz, uważa, że był o nie obsesyjnie zazdrosny i sam chciał je realizować.

      W książce „Poza ekranem. Kinematografia polska 1918–1991” Edward Zajiček przytacza fakty. Ford tak długo nakazywał robić poprawki, aż zniechęcony scenarzysta zgadzał się sprzedać mu za grosze prawa autorskie. Tak nękał m.in. Ludwika Starskiego, przejmując od niego projekt filmu o Januszu Korczaku, i Stanisława Urbanowicza, odciągając go od „Moniuszki”. O mały włos to samo nie spotkałoby Jerzego Zarzyckiego i jego „Robinsona warszawskiego”. Na ekranizację wspomnień Władysława Szpilmana „Śmierć miasta 1939–1945” mieli ochotę niemal wszyscy ówcześni reżyserzy. Myślał też o niej Ford. W pewnym momencie zrezygnował z tego zamiaru, ale z czystej zawiści nie pozwolił na skierowanie filmu do produkcji. Dopiero interwencja Wandy Jakubowskiej, która cieszyła się sympatią Stalina (pozytywnie zaopiniował jej scenariusz „Ostatni etap”wink, pozwoliła Zarzyckiemu film nakręcić.

      Przeprowadzony przez NIK raport ujawnił w zarządzanej przez Forda kinematografii fałszowanie dokumentów, wypłacanie na lewo pensji, niegospodarność. W 1947 r. reżyser został usunięty z kierowniczego stanowiska w Filmie Polskim, co nie znaczy, że utracił wpływy. Nadal rządził, pozostając nieformalnie najważniejszą osobą w kinie, o której wszyscy mówili Pan Pułkownik. Czasami wznosił się ponad swój egoizm. Na kolaudacji „Pokolenia” stanął lojalnie po stronie Wajdy. Gdyby nie jego upór, nie powstałyby Zespoły Filmowe, do dziś tak chwalone przez starsze pokolenie polskich reżyserów.

      Chciał być najlepszym i najważniejszym polskim reżyserem. Jego umiejętności na planie nie budziły wątpliwości. Wiedział, gdzie postawić kamerę, jak zagadać do wózkarza, żeby pracował jak w amerykańskim filmie, czego wymagać od aktora. Interesował się wszelkimi nowinkami. Socrealistyczna w treści, lecz neorealistyczna w formie „Piątka z ulicy Barskiej” zdobyła nawet w 1954 r. nagrodę za reżyserię na festiwalu w Cannes. Bezprecedensowy, gigantyczny sukces odniósł jednak dopiero ekranizacją „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza.
      Była to pierwsza polska superprodukcja, w której wzięło udział prawie tysiąc statystów, 350 koni, a budżet wynosił tyle co siedem filmów fabularnych.


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka