Dodaj do ulubionych

Witamy na nowej drodze życia!

10.02.12, 22:43
Ożeniłeś się, myślałeś że teraz będziesz miał rodzinę, żonę, dzieci, ale figę, okazuje się że twoja żona która Ci przysięgała teraz mówi że.... Cię nie chce. Że nie chce żyć z Tobą. Tylko na dziecko masz płacić. I okazuje się że po ślubie dalej jesteś sam. I tylko dziecko Cię kocha jeśli Ci na tym zależy i potrafisz o to zadbać.
Podobno to nigdy tak do końca nie wiadomo, czy się uda, czy będą oboje szczęśliwi.
Ale czy dziś prawo w tej materii nie jest zbyt za bardzo liberalne, łaskawe? Czy poniekąd nie zachęca i ułatwia szczególnie kobietom podjęcia takiej właśnie decyzji? Nie jesteś szczęśliwa, odkochałaś się, on jest zły, niedobry, nie kocha cię. Po co się męczyć? Samej będzie ci lepiej, jeszcze jak masz dziadków, przecież pomogą, a alimenty i tak dostaniesz.
W niektórych krajach za odejście od współmałżonka, współmałżonki (co równa się ze zdradą) grozi nawet kara śmierci. My jesteśmy przecież w Europie, oazie wolności, tolerancji, postępu społecznego.
Wydaje mi się że sądy powinny badać każdą sytuację rozwodową. Jeżeli to on odchodzi od niej, nie dba o rodzinę, jest jego wina, powinien ponieść surowe konsekwencje, z karą więzienia, napiętnowania publicznego włącznie, alimenty to za mało. Ale jeśli to kobiecie się znudziło, mimo że on się stara jak może, pracuje, dba o rodzinę, kocha ale ona odchodzi i liczy tylko na alimenty, zostawiając tego człowieka na pastwę losu, pozbawiając dziecka pełnej rodziny, to powinna ponieść takie same surowe konsekwencje swej decyzji i zero alimentów. Jeszcze dzieci powinny być zabierane takim nieodpowiedzialnym ludziom, bo dobrego wychowania nie dostaną od kogoś kto ma wypaczone sumienie.
jasamale
Obserwuj wątek
    • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 22:56
      www.youtube.com/watch?v=J-c6U4DVho8
    • garibaldia Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:00
      > W niektórych krajach za odejście od współmałżonka, współmałżonki (co równa się
      > ze zdradą) grozi nawet kara śmierci.


      No widzisz chłopie w złym kraju się ożeniłeś.... i nic z Twoich marzeń o "sprawiedliwości".
      Mógłbyś dzieciątka na grób zaprowadzić, mieć jakąś satysfakcję, a tu nic!
    • nowel1 Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:09
      A jak już dzieci zabierzesz tym wypaczonym ludziom, to komu je oddasz?
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:27
        Tym którzy nauczą je uczciwości, wartości słowa, uniwersalnych wartości.
        Bo bez takich wartości uniwersalnych świat staje do góry nogami, gdzie słowo nic nie znaczy,
        • garibaldia Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:30
          aha, czyli np aktywnym alkoholikom?
        • nowel1 Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:36
          jasamale napisał:

          > Tym którzy nauczą je uczciwości, wartości słowa, uniwersalnych wartości.

          Mowa-trawa, jasamale. Czarno-białe widzenie świata masz, złość i gorycz przez ciebie przemawia.
        • argentusa Re: Witamy na nowej drodze życia! 11.02.12, 01:11
          dupa maryna. Masz pojęcie, że ludzi, którzy chcą wychowywać nie swoje dzieci jest mniej niz tych dzieci? A tyle dzieciaków w DD? Tych z nieuregulowaną sytuacją prawną? A i z uregulowaną, tylko nie do końca niesprawiających problemy?
          oj, jak ja lubię jak ktoś, kto nie ma pojęcia o rodzicielstwie zastępczym ma takie pomysły.
          Ar-zastępcza wielowymiarowo wink
    • buba2002 Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:24
      pewnie powiesiłbyś mojego eksa na suchej gałęzi, ale jakoś mi na tym nie zależy
      niech mu się wiedzie...

      miałam pełną rodzinę
      rodzice koty darli, ojciec za kołnierz nie wylewał, ale byli razem
      tylko dlaczego wychowywałam się sama? dlaczego czułam się samotna?
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:31
        Po latach patrzymy na niektóre sprawy inaczej trochę.
        Kiedyś miałem żal do swojego ojca że taki był, dziś wiem że On nas kochał, tylko alkohol był silniejszy od niego.
        • garibaldia Re: Witamy na nowej drodze życia! 10.02.12, 23:34
          A jak myślisz, dlaczego wolałbyś by twoja ex została zabita niż odeszła z małżeństwa żywa?
          • plujeczka Re: Witamy na nowej drodze życia! 11.02.12, 08:54
            osobiście w swoim środowisku nie znam kobiety, której by się znudziło małżenstwo, rozwody były z powodu alkoholizmu młzonka lub jego zdrady a takze z powodu syndromu tongue_outiotrusia Pan"-wiec to co pisze autor watku raczej jest "mniejszością"-nic nie poradzisz nikogo na siłe przy sobie nie zatrzymasz ,Swoja droga nie wyobrazam sobie aby mnie ktokolwiek łacznie z sadem na siłe trzymał z ex uzaleznionym od alkoholu.Chwała Bogu ,ze ktos wymyslił rozwody..
            • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 00:55
              gratuluję postępowego światopoglądu smile
        • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 13:29
          To podobnie jak z tymi kobietami z niebieską kartą. Ci mężowie też swoje rodziny bardzo kochają, tylko niestety są silniejsi od współmałżonek. Po latach te żony też patrzą pewnie na to inaczej, jak szwy i opuchlizna zejdą.
    • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 11.02.12, 09:17
      "Ale jeśli to kobiecie się znudziło, mimo że on się stara jak może, pracuje, dba o rodzinę, kocha ale ona odchodzi i liczy tylko na alimenty, zostawiając tego człowieka na pastwę losu, pozbawiając dziecka pełnej rodziny, to powinna ponieść takie same surowe konsekwencje swej decyzji i zero alimentów."

      Kurcze, a ja siebie uważałem siebie za egoistę... ale Ty bijesz wszelkie rekordy smile
      Stary, skoro odchodzi "bez powodu" to znaczy, że powód jest dużo większy niż Ci się wydaje tylko jeszcze tego nie widzisz, nie rozumiesz... daj, że dziewczynie żyć ! i nie chodzi mi tylko o to, że nie spotka ją kara śmierci wink Nie potrafiłeś ułożyć jej układanki szczęścia to pozwól jej spróbować samej - może zrobi to lepiej.

      "Jeszcze dzieci powinny być zabierane takim nieodpowiedzialnym ludziom, bo dobrego wychowania nie dostaną od kogoś kto ma wypaczone sumienie."

      Znaczy, wypatrzone sumienie bo postanowiła odejść ? zakładając jej obrączkę dostałeś ją na własność i czy jej się podobało czy nie MA BYĆ ?!? Trochę tego nie ogarniam.
      Niby powinienem Cię rozumieć... bo jesteśmy w podobnej sytuacji ale Twój tok myślenia zupełnie nie jest mi bliski uncertain
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 00:52
        No jak zakładam komuś obrączkę to ta osoba jest moja smile a jak ja przyjmuję obrączkę to oddaję siebie też tej osobie, tak czy nie? smile
        Oczywiście pisząc moja nie mam na myśli że mogę robić z tą osobą co tylko mi się zechce, ale przecież nie robiłem nic niestosownego smile
        tylko to co w kontrakcie małżeńskim jest przewidziane smile
        • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 08:00
          "Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I to jest najważniejsze przesłanie miłości - mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać."
          • argentusa Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 10:18
            Dobrze, że są ludzie rozumiejący, że akt małżeństwa to nie akt własności.
            Ar.
            ps. nie rozumiem tej potrzeby przynależnosci do kogoś innego. Nigdy nie miałam poddańczej natury. Moje dzieci też nie mają smile.
            • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 18:16
              niestety nie zawsze rozumiałem, że tak to powinno działać... tak mam, że potrafię się uczyć tylko na swoich błędach uncertain
              • argentusa Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 09:17
                I to Twoja siła!
                Uczysz się, masz wielką szansę drugi raz nie powtórzyć tych błędów. Wiesz, że to bardzo wiele?
                • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 10:25
                  tak wiem... ale wyrzuty i żal pozostają.
        • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 13:36
          Może macie z żoną konflikt danych i ona inaczej interpretowała paragrafy kontraktu?
          Ja podpisałam kontrakt, w którym zobowiązałam się, do szacunku oraz że uczynię wszystko aby to małżeństwo było szczęśliwe i trwałe. Mój mąż podpisał ten sam kontrakt.
          Naprawdę może się zdarzyć różnica w interpretacji, powstała choćby na bazie oczekiwań wobec ról społecznych wyniesionych z domu nas podzieli.
          Istotne wydaje mi się ustalenie, który punkt Waszego kontraktu uznałeś za złamany przez żonę i czy było to pierwsze złamanie warunków umowy przez którąkolwiek ze stron. Taka autorefleksja sporo może wnieść do Twojego życia.
          • sunnychris Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 14:24
            zdecydowanie polecam... wpierw szukać u siebie błędów, a później u partnera... taka mała zmiana kolejności, ale bardzo ważna.... żebyś na przyszłość nie musiał wzywać do kamieniowania kolejnej odchodzącej żony.

            PS wnioski, wnioski i jeszcze raz wnioski... wyciągnij je !!!
            • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:10
              szukam i u siebie, wierz mi, na siebie przede wszystkim patrzę krytycznym wzrokiem.
              To co piszę na blogu to fakty, nie ma tam słów krytyki, starałem się żeby nie było, swoje zdanie musiałem wyrazić w odpowiedzi na niektóre pisma z sądów.
    • heksa_2 Re: Witamy na nowej drodze życia! 11.02.12, 09:22
      Chciało by się, żeby żona znosiła wszystko jak mama? Naprawdę inne pokolenie. I całe szczęście.
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 11.02.12, 13:04
      jasamale napisał:

      > Ożeniłeś się, myślałeś że teraz będziesz miał rodzinę, żonę, dzieci, ale figę,
      > okazuje się że twoja żona która Ci przysięgała teraz mówi że.... Cię nie chce.

      Dla mnie przysięga w KK jest niezrozumiała. Nie wiem kto i dlaczego do niej doprowadził, kto ją wymyślił. Wyraźnie wprowadza w błąd. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, że coś będzie stałe, że nic się nie zmieni. To co jest pewne w życiu, to właśnie zmiany.
      Mało tego, jak czytamy w Biblii, gdy Piotr zapewniał Chrystusa o swojej wierności, ten podważył jego słowa. Znał ludzką słabość.
      W Biblii również znajduje się przestroga przed składaniem przysiąg.
      No cóż, może kiedyś dotrę do historii powstania przysięgi małżeńskiej...

      Jasamale, rozumiem, że czujesz się rozczarowany, ale czy chciałbyś być z kobietą, która nie czuje się z Tobą szczęśliwa i jest z Tobą tylko z obowiązku?
      Czy Ty sam chciałbyś być z kobietą, którą przestałeś kochać?

      Oczywiście trzeba mieć poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje. Ty czujesz niesprawiedliwość, bo żona podjęła niekorzystną dla Ciebie decyzję i to Ty będziesz ponosił jej przykre konsekwencje.
      Gdybyś wcześniej miał świadomość, że ślub nie jest gwarancją dozgonnej miłości, na pewno byłoby Ci teraz łatwiej.
      Człowiek jest istotą wolną i tej wolności nikt nie może zabrać.

      Możesz przecież odwrócić sytuację, czyli zająć się dziećmi i niech żona płaci alimenty.
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 01:00
        Dopiero byłby chaos gdyby takie myślenie jak twoje esteraj stało się powszechnym smile
        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 01:27
          jasamale napisał:

          > Dopiero byłby chaos gdyby takie myślenie jak twoje esteraj stało się powszechny
          > m smile

          Rozwiń myśl i ją uzasadnij.
          Czyżby jednak kara śmierci za niedotrzymaną przysięgę?
          Jesteś pewien siebie na 100%?
          Jesteś pewien swoich przekonań, że nigdy się nie zmienią?
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 20:50
            Już rozwijam esteraj,
            Piszesz że nic nie jest stałe, pewne, a jedyne co jest pewne to zmiany.
            Może i masz troszeczkę racji tak z 0,1 % smile
            Nic tak nie zmienia się nieodwracalnie, żeby wywracać świat do góry nogami. A rozwód to jest właśnie wywrócenie życia do góry nogami.
            Nie rozumiem jak można przestać kochać???? To znaczy że przed ślubem go kochała/kochał ją a po ślubie już nie??? Bez sensu. Co z życiem emocjonalnym dzieci jeśli są??? Przecież dzieci się nie rozdwoją jeśli zawiązane są emocjonalnie z mamą i tatą. Osobną sprawą są związki patologiczne, gdzie przeważnie on ją leje, znęca się itp.
            Ale mówimy o normalnym związku gdzie jej/jemu się znudziło, pojawił się ktoś trzeci, odkochali się itp.
            Taka osoba która odchodzi mimo że partner nie zawinił, mimo że był dobrym mężem/żoną, ojcem/matką, taka osoba powinna mieć publiczne znamię, piętno wypisane na plecach, że jest osobą nieodpowiedzialną, i powinna ponieść swojego czynu konsekwencje, z ciężkim więzieniem o chlebie i wodzie włącznie.
            jasamale
            • heksa_2 Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 21:28
              Przepracuj to z psychologiem. Na jakiej podstawie wydaje ci się, że byłeś dobrym mężem? Każdy, kto przeczyta choć wyrywkowe fragmenty twojego bloga, wie, że nie byłeś.
              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:13
                nie twierdzę że byłem idealny, jak większość ludzi też mam swoje wady smile

                ale może podaj przykład,
                Dlaczego byłem złym mężem?

            • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 00:14
              jasamale napisał:

              > Nie rozumiem jak można przestać kochać???? To znaczy że przed ślubem go kochała
              > /kochał ją a po ślubie już nie???

              Hm... Najpierw trzeba by zastanowić się nad tym, co rozumiesz przez słowo "kochać".
              Niestety, każdy ma inną wizję miłości.
              Czytałam Twojego bloga. Mam wrażenie, że Wasze małżeństwo było zawarte z "rozsądku". Piszę w cudzysłowie, bo Wasz rozsądek wynikał z racji wieku. Ty "stary" kawaler i ona "stara" panna. Przyszedł dla Was czas na założenie rodziny.
              Wierzę Ci, że kierowałeś się dobrymi intencjami. W Twoim mniemaniu robiłeś wszystko jak należy.
              Twoja małżonka miała inne wyobrażenie na temat związku.
              To, co najbardziej rzuca mi się w oczy, to Wasze uzależnienie od rodzin. Wasze pępowiny nie zostały odcięte. Ty jedną nogą w domu rodzinnym, a żona zupełnie uzależniona od rodziców.

              Czy Twoja siostra, choć niezamężna, nie dawała sobie rady z matką?
              Przyznaję jednak, że uczciwie uprzedziłeś swoją żonę o istniejącej sytuacji. Niemniej, nie można mieć do niej żalu, że czuła się nieswojo w Twoim domu. Mogła czuć się samotna, bo Ty w pracy, a ona bez bratniej duszy przez większość dnia...
              Mieszkanie z teściami raczej nie służy młodemu małżeństwu.
              Rozumiem Twoje niezadowolenie jeśli chodzi o uzgadnianie kluczowych spraw z rodzicami, zamiast z własnym małżonkiem. Nie powinieneś na to pozwolić.

              Kwestie finansowe też pozostawiają wiele do życzenia.
              Piszesz o kosztach chrztu lub szczepienia. Czy Twoja żona zarabiała jakieś pieniądze by dokładać się po połowie? Czy tego od niej wymagałeś? Nie obraź się, ale może źle zrozumiałam przedstawioną przez Ciebie sumę poszczególnych wydatków. Czy brałeś pod uwagę jej wkład w zajmowaniu się dzieckiem?
              Piszesz o tym, jak kupiłeś jej sukienkę czy palto. Wyłania się z tych słów oczekiwanie wdzięczności. Nie robiłeś tego bezinteresownie. Czy nie chciałeś w ten sposób pokazać, że to Ty jesteś głową rodziny, panem i władcą, który decyduje kiedy i co należy kupić? Czy Ty konsultowałeś z żoną wydatki? Czy miała jakiś wpływ na podejmowane przez Ciebie decyzje jeśli chodzi o kasę? Czy nie było tak, że musiała wyprosić od Ciebie jakąś rzecz lub sobie na nią zasłużyć?

              Nie wiem czy można któregoś z Was winić za rozpad małżeństwa. Mieliście po prostu inne wzorce związku i inne pojmowanie miłości. Myślę, że nawet Twoja żona kierowała się dobrymi intencjami. Nastąpiło rozczarowanie, potem tylko, nieudolnymi metodami chcieliście przekonać jeden drugiego do własnych racji. To powodowało coraz większe oddalenie, aż została podjęta decyzja o rozwodzie.

              > Ale mówimy o normalnym związku gdzie jej/jemu się znudziło, pojawił się ktoś tr
              > zeci, odkochali się itp.

              Nie wyczytałam, żeby pojawił się u Was ktoś trzeci (raczej u niej). Nawet jeśli, to ta trzecia osoba nie jest zapewne tutaj przyczyną, bo wcześniej nastąpił brak uczucia, a przede wszystkim zrozumienia.

              Co z życiem emocjonalnym dzieci je
              > śli są??? Przecież dzieci się nie rozdwoją jeśli zawiązane są emocjonalnie z ma
              > mą i tatą.

              Wcale nie jest powiedziane, że życie dzieci rozwiedzionych rodziców będzie gorsze niż życie dzieci, które skazane są na ciągle kłócących się małżonków.
              Po rozwodzie można zapewnić dziecku spokojne i dobre relacje.
              Jasamale, to tak jak byś zapytał, co będzie, gdy ojciec musi wyjeżdżać na tydzień do pracy i pojawia się tylko w weekendy?
              Najważniejsze jest, żebyście razem, jako rodzice okazywali sobie wzajemny szacunek, żebyście w ten sposób dawali dziecku dobre wzorce.
              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 12:48
                Nie jestem związany pępowiną z domem rodzinnym.
                Powiedziałem że możemy zamieszkać w wynajętym mieszkaniu całkiem osobno, ani nie z moją rodziną ani nie z jej.
                Ale to nie jest tak że dzieci idą na swoje i zostawiają rodziców na pastwę losu, nie interesując się czy dają sobie radę czy już nie. Siostra, sama, też musiała jakoś zarabiać utrzymywać siebie, więc ja miałem obowiązek pomagać tak samo.

                A dobry wzorzec teraz ma dziecko.
                Ostatnio trzy tygodnie temu powiedziała mi: NIE CHCĘ ŻEBYŚ PRZYCHODZIŁ! A gdy zapytałem dlaczego - mówi - bo nie. W końcu mówi "OCZEPISZ SIE ODE MNIE CZY NIE"
                Dosłownie.
                • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 13:41
                  Współczuję Ci w sprawie kontaktów z dzieckiem. Wyobrażam sobie jak musi być to dla Ciebie bolesne.
                  Na swoim blogu opisałeś właściwie dwa lata od 2006 do 2008. Jak długo mieszkaliście zanim wyjechałeś do innego kraju? Jak wyglądały do tej pory Twoje kontakty z córką?
                  Z tego co wyczytałam, to nie było Ciebie kiedy dziecko było malutkie. Zrozumiałam również, że nadal jesteś zagranicą. Chociaż sama nie wiem, bo jakoś się pogubiłam w tych Twoich opisach...

                  Czasami rzeczywiście nie wiadomo jaką taktykę podjąć w walce o dziecko i o sprawiedliwość. Gdy jesteś za dobry i ustępliwy może być to wykorzystywane przeciwko Tobie. Z drugiej strony agresja rodzi agresję.
                  Ustalaniem kontaktów i sprawiedliwością najlepiej niech się zajmie sąd.

                  Według mnie nie powinieneś oczerniać żony, choć wiem, że nie jest Ci łatwo, gdy sam czujesz, że niesłusznie Ciebie oskarżają.
                  W ten sposób właśnie udowadniasz sobie, że jednak można przestać kochać. Zachowanie Twojej żony zabiło Twoją miłość, a przecież przysięgałeś, że będziesz kochał ją do śmierci. Jeśli jednak chciałbyś mi zaprzeczyć, że nadal kochasz, to na pewno wiesz, że:

                  "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą."

                  Czy te słowa pokrywają się z Twoim pojęciem miłości?

                  Przestałeś kochać, bo szukasz zemsty, chcesz napiętnowania za złamanie przysięgi. Czy Ty w tej chwili dochowujesz swojej?

                  "Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień".
                  • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 13:48
                    Czasami rzeczywiście nie wiadomo jaką taktykę podjąć w walce o dziecko i o sprawiedliwość.

                    czy wyście ludzie powariowali?
                    Jaka walka "o dziecko"? jak "sprawiedliwość"???

                    Dziecko to nie jest przyczółek mostu i o nie się nie walczy ani nie jest nieruchomością do podziału, żeby było sprawiedliwie!!!
                    PSIM obowiązkiem obydwojga rodziców jest zapewnić jak największy komfort dziecku w tych trudnych dla niego chwilach a nie dbać o własne D!
                    Chyba, że dziecko traktuje się jak poprzednio żonę : inwentarz ruchomy, który po urodzeniu stanowi własność rodzica.
                    Nawet się w takiej sytuacji dziecku nie dziwie, ze ci mówi: kiedy się wreszcie ode mnie odczepisz.



                    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 14:17
                      kara_mia napisała:

                      > Czasami rzeczywiście nie wiadomo jaką taktykę podjąć w walce o dziecko i o s
                      > prawiedliwość.

                      >
                      > czy wyście ludzie powariowali?
                      > Jaka walka "o dziecko"? jak "sprawiedliwość"???

                      Kara_mia, dlaczego tak się emocjonujesz?

                      Dobrze, przyznaję, powinnam napisać w walce o kontakty z dzieckiem.
                      Łapiesz za słówka, niepotrzebnie.

                      > PSIM obowiązkiem obydwojga rodziców jest zapewnić jak największy komfort dzieck
                      > u w tych trudnych dla niego chwilach a nie dbać o własne D!

                      Jakie masz propozycje dla Jasamala, który widzi, że dziecku wpajane są nieodpowiednie przekonania? Że uczy się je niechęci do własnego ojca? Że może kiedyś przedłoży się brakiem szacunku dla innych ludzi? Że może córka będzie już z góry uprzedzona do mężczyzn, co nie pozwoli jej na zbudowanie normalnego związku?

                      Kara_mia, czy jesteś przekonana, że Jasamale nie kieruje się innymi intencjami niż zaspokojenie własnego ego?
                      • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 14:26
                        Kara_mia, czy jesteś przekonana, że Jasamale nie kieruje się innymi intencjami niż zaspokojenie własnego ego?

                        Przekonana: nie, ale jak czytam jego posty to mam poważne przypuszczenia.
                        Może się mylę ( oby)
                        Czemu się emocjonuje?
                        Moje osobiste doświadczenia uczyniły mnie szczególnie wrażliwą na traktowanie dziecka jako inwentarza, którego obecność NALEŻY się rodzicu jak miska zupy.

                        Jakie masz propozycje dla Jasamala, który widzi, że dziecku wpajane są nieodpowiednie przekonania? Że uczy się je niechęci do własnego ojca?

                        Życ swoim życiem , dbać o siebie , o ile to możliwe - tak często jak córka będzie chciała - okazywać córce , że jest ona ważna dla ojca a jednocześnie jej ojciec jest dorosłym, zrównoważonym stabilnym emocjonalnie facetem, który nie potrzebuje do SWOJEGO szczęścia kontaktów z córka, ale jest dla niej wtedy kiedy ona tego potrzebuje.
                        Dziecko zawsze kocha oboje rodziców i jeżeli Jasamal w to nie wierzy, tylko potrzebuje okreslonego zachowania córki, żeby w tym go utwierdzić, to znaczy, ze jest zależny uczuciowo od swojej córki i powinien ON nad tym pracować.

                        • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 14:32
                          BTW mam również niejakie przekonanie, że ex traktuje dziecko tak samo - jak inwentarz - i "zabranie inwentarza" karze swojego byłego męża.
                          osobiście takie praktyki uważam za obrzydliwe.

                          mama szarpie dziecko i mówi "moja nierogacizna, bo ja urodziłam"
                          a ojciec ciągnie za postronek " moje i ma 3 dni w tygodniu pracować na moim poletku , głaszcząc moje tatusiowe ego!
                          - mam cie gdzieś rozwiodłam się z tobą i zabiorę ci to co do mnie należy - a dziecko to moja sztuka!
                          - nie twoja.. moja!!

                          Powiem krótko
                          FUJ

                          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:38
                            Nie wiem gdzie takie coś wyczytałaś??? Nie wyszarpuję dziecka na siłę, podkreślałem to już wiele razy.
                            Chyba że masz jakieś osobiste tego typu doświadczenia.
                        • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:36
                          ostatnio nie potrzebuje kontaktów z ojcem, nie chce nawet żebym się pokazywał
                      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:33
                        Wreszcie ktoś choć trochę stanął w mojej obronie, DZIĘKUJĘ smile

                        jeszcze raz powtarzam, nie chcę dziecka wyszarpywać na siłę, raczej poczekam, chciałbym ich zmusić ażebym miał wpływ na wychowanie dziecka i normalne kontakty z nim.
                        Prośby nie pomogą, już wiele razy probowałem
                        • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 13:09
                          "chciałbym ich zmusić ażebym miał wpływ na wychowanie dziecka i normalne kontakty
                          z nim".

                          Albo przez przypadek fatalnie zredagowałeś swoją potrzebę, albo naprawdę traktujesz ludzi przedmiotowo.
                          Co to znaczy "ICH ZMUSIĆ??
                          "Ich" to chyba o żonie i dziecku. Sądzisz, że jeśli jakimś cudem uda Ci się wywalczyć na przykład nakaz sądowy doprowadzenia dziecka do Ciebie przez żonę, to cokolwiek zmieni? Że będziesz miał jakikolwiek wpływ na wychowanie swojego dziecka dzięki przymusowi?
                          A jak rozumiesz wychowanie w ogóle?

                          Bo dla mnie wychowanie to przede wszystkim dawanie przykładu własnym życiem, słuchanie aż do drętwienia uszu i serca i stanie z wyciągniętą ręką - ZAWSZE w gotowości żeby ją podać dziecku (nawet jak ma 150 lat).
                          Jak chcesz ich zmusić, żebyś Ty dawał przykład własnym życiem, słuchał i był gotów wesprzeć swoje dziecko w każdych okolicznościach? Co "oni" mają z tym wspólnego? Wychowanie dotyczy postawy rodziców - nie dzieci.

                          Jakie działania Twojej byłej żony i dziecka byłyby dla Ciebie zadowalające? Co powinna zrobić była żona, a co dziecko żebyś poczuł, że masz wpływ na wychowanie dziecka?
                          • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 13:29
                            braktalentu napisała:

                            > Bo dla mnie wychowanie to przede wszystkim dawanie przykładu własnym życiem, sł
                            > uchanie aż do drętwienia uszu i serca i stanie z wyciągniętą ręką - ZAWSZE w go
                            > towości żeby ją podać dziecku (nawet jak ma 150 lat).
                            > Jak chcesz ich zmusić, żebyś Ty dawał przykład własnym życiem, słuchał i był go
                            > tów wesprzeć swoje dziecko w każdych okolicznościach? Co "oni" mają z tym wspól
                            > nego? Wychowanie dotyczy postawy rodziców - nie dzieci.

                            A jak Braktalentu wygląda dla Ciebie dawanie przykładu przez ojca? Ma bezczynnie czekać aż dziecko dorośnie i czekać na cud, że pomimo wpajanych negatywnych przekonań o ojcu, zacznie dostrzegać jego właściwą postawę?
                            Co ma robić ojciec, kiedy każdy jego dobry gest i uczynek będą przedstawiane opacznie?

                            Ojciec chce zobaczyć dziecko, to powiedzą mu, że je nachodzi.
                            Kupi zabawkę, powiedzą, że za tania, albo nie w tym kolorze, albo nieużyteczna.
                            Będzie chciał przytulić, oskarżą o molestowanie.
                            Odpuści, powiedzą, że nie interesuje się dzieckiem.
                            Zabierze do lekarza, stwierdzą, że ten jest kiepski i powinien pojechać do innego.

                            Nie wiem, przykładów można mnożyć. Jeśli ktoś chce się czegoś uczepić, to się uczepi.

                            Przypomina mi się film "Tato" z Bogusławem Lindą.
                            Jeżeli Ty Braktalentu kojarzysz go sobie, to powiedz, co może zrobić ojciec w takiej sytuacji?
                            Niektóre kobiety są bezwzględne i zrobią wszystko, żeby odciąć dziecko od ojca, mało tego, nastawić je przeciwko niemu.
                            Co zrobić z taką bezsilnością?
                            Dlatego nawet rozumiem, że Jasamale użył słowa "zmusić", bo licząc na dobre chęci i na prawo, to można się przeliczyć.

                            Współczuję wszystkim ojcom, którzy są w podobnej sytuacji.
                            • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 17:25
                              Nie widziałam filmu z Lindą i nie mam pojęcia jaka jest sytuacja prawna Jasamale (czy odebrano Mu lub ograniczono prawa rodzicielskie, itp.). Nie wiem również w jakim wieku jest dziecko.
                              Oczywistym jest dla mnie, że aby móc wychowywać trzeba mieć kontakt i więź. I wydaje mi się, że ktoś kto pragnie wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec dziecka nie zajmuje się wyliczaniem kwot z 2006 roku i stopniowaniem poziomu tortur wobec byłej żony, tylko skupia się na pytaniu "jak nawiązać kontakt i więź z dzieckiem, które ma mnie w dupie".
                              Ja, szukałabym sprzymierzeńców. Przy dzieciach przedszkolno szkolnych sprzymierzeńcem może być wychowawca / pedagog szkolny. Do dziecka w wieku szkolnym można pisać listy z zapewnieniami o miłości i gotowości do wysłuchania dziecka (DO WYSŁUCHANIA, nie do wychowywania). Esteraj, wyobraź sobie, że ktoś odcina Cię od najbliższej i najukochańszej istoty (najczęściej sami się odcinamy-sad ). Jestem pewna, że sama potrafisz wymyślić co najmniej 10 sposobów na złapanie kontaktu. I nie przekonuje mnie opowieść o złej matce. Zawsze jest jakaś teściowa, koleżanka, czy inne. Albo się chce za wszelką cenę, albo za określoną, albo wcale.
                              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 21:46
                                Ich, oni to znaczy moja była pani żona i jej rodzice.
                                Kontakt z dzieckiem miałem dobry jeszcze pół roku temu, bardzo dobry.
                                Ostatnio ponieważ wystąpiłem do sądu o uregulowanie, zaczęło się nastawianie dziecka przeciwko mnie, i teraz nawet nie chce ze mną rozmawiać.
                                Dziewczynka ma 6 lat.
                                • ciociacesia siebie warci jestescie 14.02.12, 22:15
                                  ty sie obraziles jak zona wystapila o alimenty oni jak ty o kontakty. tylko dziecka szkoda
                                  • jasamale Re: siebie warci jestescie 15.02.12, 23:07
                                    Nie obraziłem się, ale bolało.
                                    Bo wyobrażasz sobie żeby twój współmałżonek podał Cię do sądu.
                                    Chociaż powiedziałaś mu że jak się da lubić, kochać to wszystko będzie w porządku.
                                    Wyobrażasz to sobie?
                                    • ciociacesia to zalezy 16.02.12, 10:56
                                      upominala sie wczesniej o pieniadze na dziecko paszczą?
                            • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 21:49
                              Dziękuję esteraj
                            • ada828 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 20:23
                              A ja nie wyobrażam sobie matki, która utrudnia spotkania z dzieckiem z ojcem, który:
                              - poświęca czas dzieciom, a nie wtłaczaniu im do głowy, jaka mama jest "straszna",
                              - z uśmiechem na twarzy odbiera i odprowadza dziecko do ich domu,
                              - stara się włączyć dziecko w swoje życie, oczywiście pomijając to co "nie-wychowawcze",
                              - wie, kiedy dziecku jest źle (jest chore, ma problemy z rówieśnikami) i stara się problemom zaradzić,
                              czyli stara się być rodzicem, a nie mszczącym się ex.
                              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:17
                                Nie opowiadam jaka mama jest straszna, przeciwnie mowię do niej że mamę trzeba kochać i szanować.
                                Ale też uważam że powinna poznać prawdę, chociaż to jeszcze za wcześnie, jeszcze jest za mała. Poczekam jeszcze dobrych parę lat.
                                Tymczasem prawdę powinni poznać sąsiedzi i krewni,
                                nie mszczę się
                                • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 11:13
                                  Prawda jest taka, żeś zostawił kobietę z maleńkim dzieckiem na łasce rodziców i wyjechał radośnie za granicę. Możesz to opowiadać sąsiadom i krewnym, czemu nie...
                                  • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 21:48
                                    skąd wiesz że radośnie???
                                    • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 17.02.12, 10:12
                                      Mogłeś wyjechać i w worze pokutnym, gie to kogo obchodzi. Liczy się to, że zostawiłeś kobietę z maleńkim dzieckiem bez środków do życia.
                                      • luciva Re: Witamy na nowej drodze życia! 17.02.12, 10:16
                                        Jasamale, ponawiam swoje pytanie i proszę odpowiedz -co to znaczy według Ciebie, że chodziło o to, aby żona "dała się kochać"? Co to za pojęcie - dać się kochać?
                                        • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 20.02.12, 02:11
                                          Po prostu dać się lubić.
                                          Jak żona, mąż chciałby ją kochać, lubić, ale ona robiła wszystko żeby nie dać się lubić.
                                          Bo czy lubiła byś kogoś, gdyby ktoś o byle co, czasem nawet nie wiedziałem z jakiego powodu, darł się na Ciebie, wieczne pretensje, i krzyki, i teściowie też zaczęli mówić że jestem do niczego, i zły. Chociaż starałem się jak mogłem.
                                          Lubiła byś takiego kogoś?????
                                          A przecież przed ślubem nie darła się, była miła, potrafiła zażartować, uśmiechnąć się.
                                          Więc potrafiła być taka.
                                          Ale po ślubie zaczęła uważać że cokolwiek powie, zrobi to ja i tak zostanę bo nie mam innego wyjścia, bo się z nią ożeniłem.
                                          A ja jeszcze raz powtarzam:
                                          WOLĘ POD MOSTEM, LUB NA DWORCU MIESZKAĆ NIŻ W TAKIM DOMU!
                                          • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 20.02.12, 07:50
                                            Czy to znaczy, że żona nie doceniała Twoich starań?
                                            A może te Twoje starania były po prostu nie warte docenienia - wziąłeś to pod uwagę?

                                            Czy zostawioną żonie kwotę na życie uzgodniłeś z Nią wcześniej, czy po prostu uznałeś, że tyle macie to 1000PLN miesięcznie powinno Jej wystarczyć?

                                            Czy słuchałeś o co żona ma do Ciebie pretensje, wiesz o co Jej chodziło, czy uznałeś, że skoro jest niemiła to rozwiązywanie Jej problemów nie jest Twoją sprawą?

                                            Naprawdę sądzisz, że zachowywała się w opisany przez Ciebie sposób, bo wiedziała, że związany węzłem małżeńskim nie opuścisz Jej? Nadal uważasz, że opuszczenie Jej przez Ciebie byłoby dla Niej większym nieszczęściem niż życie z kimś w stanie ciągłego konfliktu?

                                            Nie bronię Twojej żony, ale zdumiewa mnie, że źródeł swoich frustracji wciąż poszukujesz poza sobą. Gdyby nie teściowie i żona Twoje małżeństwo byłoby sielanką. Ale wiesz, w każdym małżeństwie jest jakaś żona i jacyś teściowie.

                                            Naprawdę myślisz, że żona zachowywała się w taki sposób, bo wiedziała, że związany węzłem małżeńskim Jej nie opuścisz?
                                            • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 20.02.12, 22:15
                                              Nie uzgadniałem kwoty, zostawiając pieniądze, powiedziałem jej że gdyby się dała kochać, lubić wszystko byłoby zupełnie inaczej, powtórzyłem jej to jeszcze parę razy przez telefon gdy dzwoniłem.

                                              Czasami to nawet nie wiedziałem o co ma pretensję, taka rozmowa zapamiętana przeze mnie bardzo dobrze:
                                              pytam się - o co Ci chodzi, czy możesz mi wyjaśnić? - ty wiesz dobrze o co -
                                              ale powiedz bo właśnie że nie wiem, o co Ci chodzi??? - ty wiesz dobrze o co -
                                              i tak kilka razy, w końcu nie wytrzymałem i pchnąłem ją na łóżko że sobie usiadła, nie uderzyłem tylko pchnąłem, zerwała się i pobiegła na dół do rodziców z wiadomością że ją biję. Przychodzi jej matka i mówi do mnie: - słyszałam że się kłócicie, ale ja córki bić nie pozwolę. - ależ ja jej nie biję - mówię - przyszła do mnie i mówi że ją uderzyłeś -mówi jej matka, tłumaczyłem się z 10 minut w końcu poszła.

                                              Tak, tak właśnie uważam, zaczęła uważać że nie mam innego wyjścia.
                                              Przecież przed ślubem ani razu się na mnie nie wydarła, w ten sposób, przez dwa lata, a po ślubie....
                                              trwając tam nadal chyba bym w końcu w łeb sobie strzelił albo nie wiem co,
                                              cokolwiek zrobiłem było źle, ja podobno tak śmierdziałem że jak się z tamtąd wyprowadziłem to trzeba było cały dom wietrzyć,

                                              A gdzie mam szukać, robiłem co mogłem żeby utrzymać to małżeństwo, są takie kursy dla trudnych małżeństw, chciałem żebyśmy poszli, nic z tego nie pójdzie, znalazłem artykuły różne, - zobacz jak ludzie żyją - mówię, to oddała mi wszystko, spakowała do worka i powiedziała że LUDZIE NIE ZYJĄ ZE SOBĄ ALE NA DZIECI PŁACĄ!!!

                                              Więc płacę, jest jak chciała

                                              • kami_hope Beznadziejny przypadek 21.02.12, 21:11
                                                Czasami to nawet nie wiedziałem o co ma pretensję, taka rozmowa zapamiętana przeze mnie bardzo dobrze:
                                                pytam się - o co Ci chodzi, czy możesz mi wyjaśnić? - ty wiesz dobrze o co -
                                                ale powiedz bo właśnie że nie wiem, o co Ci chodzi??? - ty wiesz dobrze o co -
                                                i tak kilka razy, w końcu nie wytrzymałem i pchnąłem ją na łóżko że sobie usiadła,


                                                Acha, czyli jak nie wiesz o co komuś chodzi, to wtedy popychasz. Nieźle. Powinnam się cieszyć, że dzieli nas wirtualna odległość, bo w razie jakby odpowiedź nie podpadła, to bym musiała sobie „usiąść”.
                                                Ja to widzę, że Ty jesteś gość co ma sadystyczne zapędy. Jak nie pójdziesz po rozum do głowy to skończysz w zakładzie penitencjarnym. Jeśli nie o przemoc lub stalking, to o niepłacenie alimentów.
                                                Śmiać mi się chciało z tego jak podzieliłeś wspólne pieniądze z wesela, gdzie uznałeś jej połowę jako prezent od siebie. Prezent to by był jakbyś podzielił się z nią swoją częścią, a nie jej.

                                                A i jeszcze to:
                                                powiedziałem jej że gdyby się dała kochać, lubić wszystko byłoby zupełnie inaczej,

                                                - Klasyczny szantaż emocjonalny (manipulacja!). A najdziwniejsze jest to, że Ty uważasz manipulację jako zupełnie normalną formę komunikacji.
                                                Ręce załamuję i uważam, że to co wypisujesz podpada pod kat. „beznadziejny przypadek”.

                                                • jasamale Re: Beznadziejny przypadek 21.02.12, 21:56
                                                  Czasami mam wrażenie że na tym forum, w całym tym internecie ileś tam procent ludzi, dość znaczny to właśnie takie beznadziejne przypadki smile
                                                  wszystko interpretują po swojemu, to indywidualiści smile

                                                  Gdybyś miała nerwy napięte jak postronki, gdyby ktoś przez ponad rok darł się Ciebie, miał ciągle jakieś pretensje, czasami nawet ciężko było zgadnąć o co chodzi, ile byś tak wytrzymała???

                                                  Skąd wiesz która była czyja połowa? smile przecież ja swoją połowę jeśli tak rozumujemy też wydałem na nasze wspólne małżeństwo, między innymi kupiłem meble, łóżko

                                                  Szantaż emocjonalny??? Niech Ci będzie.
                                                  To co radziłabyś mi kami?
                                                  prośby, gniew, żadne argumenty nie pomagały, próbowałem już wcześniej wiele razy

                                                  • kami_hope Re: Beznadziejny przypadek 21.02.12, 22:47
                                                    > wszystko interpretują po swojemu, to indywidualiści

                                                    I co Cię w tym dziwi? Każdy ma swój rozum i wg. siebie osądza. Szczęśliwie czasy totalitaryzmu, monokracji itp. minęły (i mijają, tam gdzie jeszcze są). Rozumiem, że osobie z Twoimi inklinacjami trudno się odnaleźć w innym systemie niż autokratyczny.

                                                    > Skąd wiesz która była czyja połowa?

                                                    Ło boziu, Ty na serio?! Połowy są równe co do wartości. Ty swoją połowę rozdysponowałeś wg. swojej potrzeby i ona swoją połowę rozdysponowała wg. swojej. (Miała też 3000 zł z wesela (na wesele dostaliśmy około 6700 zł, część pieniędzy się rozeszło kupiłem nowe meble, chwile też nie pracowałem, mniej więcej połowa się rozeszła na różne wydatki, z resztą trzeba było coś zrobić, włożyłem na konto. [cut] I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł. I powiedziałem że jakby się dała kochać to by wszystko było inaczej. Za te pieniądze kupiła sobie samochód Tico,) Ty kupiłeś co chciałeś i ona kupiła co chciała. Może nie musiałaby kupować sobie samochodu Tico, gdybyś dał kluczyki do swojego samochodu jej, a nie koledze. Wspominałeś coś o wspólnocie małżeńskiej. Jak się ma to prawo odnośnie powierzenia samochodu koledze?
                                                    Raz, że ustanawiasz SAM jakieś zasady, i oczekujesz by inni te same zasady podzielali i przestrzegali.
                                                    Dwa, że SAM tych zasad się nie trzymasz.

                                                    > Szantaż emocjonalny??? Niech Ci będzie.

                                                    Niech mi będzie? To znaczy co, zgadzasz się, czy nie? Chcesz spróbować manipulacji na mnie? Dobre…
                                                    Tak, to klasyczna manipulacja, tzw. szantaż emocjonalny: jak mi dasz to i to, to ja ci dam to i to lub jeśli nie zrobisz tego i tego, to ja ci nie dam tego i tego – innymi słowy: jeśli ktoś nie zrobi tego, co jest oczekiwane to spotka go kara.

                                                    > To co radziłabyś mi kami?

                                                    Zgłosić się na terapię DDA.
                                                    Zrozumieć i pogodzić się z tym, że to małżeństwo się skończyło.
                                                    Zacząć żyć samemu i pozwolić żyć innym.
                                                    Przestać szarpać się o dziecko!
                                                    Dojrzeć…
                                                    … zrozumieć obowiązki wynikające z rodzicielstwa (w tym, obowiązek alimentacyjny) i zacząć wprowadzać w życie zdrowe zachowania i tworzyć zdrową relację z córką.
                                                  • zmeczona100 Re: Beznadziejny przypadek 21.02.12, 22:58
                                                    Kami, masz Ty cierpliwość, kobieto wink
                                                    Eh, szkoda tylko, że ten Twój trud pójdzie na marne- jak i pozostałe rady i opinie z tego forum, które panu nie pasują... czyli w zasadzie całość.
                                                  • kami_hope Re: Beznadziejny przypadek 21.02.12, 23:14
                                                    Zmeczona, drinka właśnie sobie zrobiłam wink
                                                  • zmeczona100 Re: Beznadziejny przypadek 21.02.12, 23:45
                                                    Pijaczka wink
                                                  • kami_hope Re: Beznadziejny przypadek 22.02.12, 00:15
                                                    kino (domowe wink ) jest to i chipsy i drink jest

                                                    Zmęczona, jeśli to Twoje znajome klimaty, to przyjmij ode mnie najgłębsze wyrazy współczucia. Wypiję toast za szczęśliwe zakończenie Twojej udręki.
                                                  • jasamale Re: Beznadziejny przypadek 23.02.12, 00:14
                                                    nie dam rady odpisać wszystkim, ale zapraszam na bloga tam napiszę
                                                  • jasamale Re: Beznadziejny przypadek 23.02.12, 00:12
                                                    To do tego czasu miałem niezdrowe relacje z córką???
                                                    Przed około pół rokiem, bo teraz to tak ją zbuntowali że jak przyjdę to nawet się dziecko nie odzywa do mnie. Ale jeszcze parę miesięcy bawiliśmy się w najlepsze.
                                                    Czyli?????

                                                    Ja nic innego nie chcę, nie liczę już na tamto małżeństw, chcę tylko dziecko.
                                              • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 22:23
                                                jasamale napisał:

                                                > Nie uzgadniałem kwoty, zostawiając pieniądze, powiedziałem jej że gdyby się dał
                                                > a kochać, lubić wszystko byłoby zupełnie inaczej, powtórzyłem jej to jeszcze pa
                                                > rę razy przez telefon gdy dzwoniłem.

                                                CZYTAJ: przepiszcie na mnie dom

                                                > bo właśnie że nie wiem, o co Ci chodzi??? - ty wiesz dobrze o co -
                                                > i tak kilka razy, w końcu nie wytrzymałem i pchnąłem ją na łóżko że sobie usiad
                                                > ła, nie uderzyłem tylko pchnąłem,

                                                no ludzki pan, zamiast skatować by trafiła do szpitala tylko pchnął na łóżko. nie uderzył tylko pchnął. ojciec bił a matka potulnie to znosiła. cudowny ojciec. a tu żona i teściowa zamiast docenić, że nie pobił tylko pchnął pretensje mają. jakieś chore. no nie? i domu łaskawcy nie oddały. jakieś chore. psychiatra by sie im przydał.
                                                łaskawca artykuły różne znalazł, ale nic z nich nie zrozumiał i tu na forum nic nie zrozumiał.
                                                chwałą bohu, ze matka trzyma córkę z dala od pana, bo pan by ją przecież nauczył, że jej rolą jest bycie kornym podnóżkiem i gdy (rzecz jasna gdy dorośnie_) mąż ją będzie katował, to winna mu jeno wdzięczność. obrzydliwe do wypęku.

                                                • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 00:19
                                                  zawsze w drodze więcej takich obywateli jak Ty a Polska będzie naprawdę potęgą w każdej dziedzinie
                                      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 20.02.12, 02:01
                                        Ależ przecież pisałem ile zostawiłem, naszych wspólnych pieniędzy
                                        • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 16:09
                                          > Ależ przecież pisałem ile zostawiłem, naszych wspólnych pieniędzy

                                          A teraz proszę o uzasadnienie, dlaczego w żaden sposób (bo 250 zł na 7 miesięcy to kpiny, nie sposób) nie dołożyłeś się do utrzymania dziecka, uznając, że powinni je utrzymywać wasi goście weselni.
                                          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 22:04
                                            Powiedziałem jej że gdyby to nasze małżeństwo wyglądało inaczej, gdyby się dała kochać tak jak przed ślubem to kupił bym jej samochód (bo zaczęła mówić że te 3000 zł to miało być na samochód) jakieś konsekwencje postępowania muszą być,
                                            Ty uważasz że gdyby się ktoś darł na Ciebie, i miał ciągłe pretensje to i tak była byś dla tego kogoś miła yoma? smile
                                            • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 22:20
                                              Jeżeli ty tak kompletnie nic nie kapujesz w rozmowie z byłą żoną, jak na tym forum, to ja się wcale nie dziwię, że ona dostaje szału.
                                              Nie rozumiesz najprostszej rzeczy- że człowieka się kocha niezależnie, czy się "daje" czy "nie daje" kochać. Po prostu się kocha i nie ma na to sposobu.
                                              Albo się nie kocha, wtedy się stawia warunki.
                                              Ale po co ja ci to piszę- ty zaraz znowu jak mantrę powtórzysz, że jakby "się dała" kochać, to byś jej samochód nawet z alufelgami kupił...
                                              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 00:22
                                                A potrafiła byś się przytulić do kogoś kto by się darł na Ciebie?????????????
                                            • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 22:28
                                              świetny interes: dom za samochód, chyba nie nówka tylko jakis rzęch, a nawet, gdyby i nówka to ile takich bylejakich nówek można kupić za dom?
                                              świat się kończy, po raz pierwszy w życiu zaczynam przeliczać
                                            • kami_hope Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 23:12
                                              Ależ ta Twoja logika jest pokrętna! Te 3tys. z wesela, najnormalniej w świecie jej się należały jako JEJ połowa. I za SWOJE, kupiła sobie samochód.
                                              Nie chciała płacić Ci "miłością" za cokolwiek. Rozumiesz to??
                                              Miłość jest za miłość - tu nie ma wymiernej wykładni. MIŁOŚCI SIĘ NIE KUPUJE. Żona to nie burdel. A Ty ją najnormalniej zmuszałeś do prostytucji. Chciałeś jej płacić... Do tego, jej pieniędzmi. Masakra!
                                              • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 23:30
                                                Ale najbardziej porażające jest to, że do tego gościa nic nie dociera. Człowiek totalnie zaimpregnowany na wszelką autorefleksję, każdy już by dojrzał, że może jednak gdzieś tam nawalił, może nie do końca był fair- ale nie tu; zaraz pewnie autor wątku wygłosi swą stałą przemowę o kasie i że nie dała się kochać, plus uwaga, że ludzie nie rozumieją co czytają, masakra...
                                                • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 23:44
                                                  To chyba brat bliźniak mojego uncertain Toćka w toćkę...
                                                • kami_hope Re: Witamy na nowej drodze życia! 21.02.12, 23:56
                                                  Nie dociera. Facet ma poważny problem, niestety.
                                                • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 00:24
                                                  nie daję rady wszystkim odpisać, ale zapraszam na bloga tam napiszę
                                              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 00:27
                                                Rzeczywiście MASAKRA,
                                                nie daję rady wszystkim odpisać, zapraszam na bloga tam napiszę
                              • ciociacesia ja tez sobie nie wyobrazam 16.02.12, 11:06
                                a jednak takie sa. bycie beznadziejnym rodzicem i 'karanie' drugiej strony za pomoca dziecka nie jest zarezerwowane wylacznie dla samców
                  • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:26
                    nie oczerniam jej, to co napisałem na blogu to są fakty, nie ma tam słów krytyki, starałem się żeby nie było,
                    musiałem jednak wyrazić swoje zdanie w odpowiedzi na niektóre pisma, z Sądów, kościelnego i cywilnego.

                    Uważam że z przysięgi mnie zwolniła pani żona, powiedziała że mnie nie chce, żebym sobie poszedł, że mogę sobie założyć nową rodzinę jej żebym tylko płacił alimenty.
                    Więc jest jak chciała, płacę,
                    nie chcę się mścić, zniknę z jej życia, z jej widoku, chcę tylko dziecko.

                    Szkoda mi jej, ale takie sobie życie wybrała, nie będę jej na siłę za sobą ciągnął, jeśli nie chce, małżeństwo żeby było trzeba dobrej woli dwóch osób, a nie tylko jednej.
                  • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 00:08
                    Wyjechałem w styczniu 2006 na 3 miesiące tylko, ale ponieważ między czasie dostałem pozew o alimenty zostałem tam 7 miesięcy. Wróciłem i rozmówiłem się z żoną, powiedziała że mnie nie chce. Wyjechałem ponownie, ale praktycznie co miesiąc byłem w Polsce żeby widzieć malotkę,
                    kupowałem bilety z wyprzedzeniem 2-3 miesiące żeby było taniej, nic nie zarobiłem bo kto się zgodzi zatrudnić tak że 3-4 tygodnie pracujesz a potem mówisz że sorry ale musisz jechać na chwilę do Polski i nie będzie Cię tydzień.
                    Ja przepracowałem tak 3 lata prawie, w Anglii. W jesieni 2008 roku wróciłem na stałe. Od tamtego czasu próbuję się tu w Polsce odnaleźć.
                    • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 10:10
                      > > Wyjechałem w styczniu 2006 na 3 miesiące tylko, ale ponieważ między czasie dost
                      > ałem pozew o alimenty zostałem tam 7 miesięcy.

                      No rzeczywiście, baaardzo rozsądny, kochający tatuś. Ale się zemściłeś na byłej, ale jej w pięty poszło!
                      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 21:53
                        To nie z zemsty, nie chcę się mścić, teraz też nie, chcę tylko żeby znano prawdę.
                        Byłem tak rozżalony że przegapiłem bilet, potem znalazłem pracę, żeby nie myśleć zająłem się pracą, Postarałem się o urlop jak najszybciej i przyjechalem
                        • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:15
                          Biedactwo, samolot mu uciekł i nie mógł na dziecko [dziecko! podkreślam po raz trzeci] pieniędzy przelać. A potem jakoś tak samo wyszło, Wysoki Sądzie. A poza tym zostawiłem im całe 250 zł, więc o co chodzi?

                          Żałosny jesteś.
            • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 09:25
              Nie rozumiem jak można przestać kochać????
              normalnie,
              zwykle zwykli ludzie jak są w związkach traktowani jak świeżo kupiona lodówka na gwarancji, przestają kochać .
              Ci mniej zdecydowani próbują "łatać dziurawa skarpetkę" i wchodzą w romans, Ci mądrzejsi lub bardziej zdeterminowani od razu uczciwie mówią "wypad".
              O miłość się dba, jak się nie dba to on a się kończy.
              To, ze ty piszesz, że ty dbałeś o miłość żony nic nie znaczy.
              Znaczy tylko to co ona widział i dostawała od Ciebie.
              nie podobało jej się to odeszła.
              ( PS jak tak czytam twoje posty nawet ja trochę rozumiem, nie rozumiem natomiast dlaczego za ciebie wyszła)




            • braktalentu Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 14:20
              Bycie ojcem, lub mężem to nie tylko kwestia miłości, ale podjętych zobowiązań (w ramach ustalonych prawem i zasadami życia społecznego). Ja absolutnie rozumiem chęć naznaczenia osób nieodpowiedzialnie podchodzących do samodzielnie wybranych ról (żona, matka/ mąż, ojciec). Bo o ile w moim przekonaniu można się odkochać, to ciągnie się podjęte zobowiązania do czasu renegocjacji warunków umowy (małżeństwo rozwiązane przez rozwód), lub do czasu naturalnego wygaśnięcia zobowiązania, co w przypadku roli ojca następuje dopiero po śmierci (a i tu niektórzy nie dopatrują się końca i zostają rodzicami zza grobu).

              Daleka jednak jestem od oznaczania ludzi, a nawet ich karania. Wystarczy mi obrzydzenie własne i ostracyzm, który stosuję rezygnując ze znajomości z ludźmi, którzy lekceważą swoje zobowiązania. Cóż z tego, że gównianego ojca, z którym dzieci nie chcą mieć do czynienia (a w moim przekonaniu za więź dziecko - rodzic odpowiedzialność ponosi dorosły) naznaczę wypalonym znamieniem? Ani dziecku nic z tego nie przyjdzie, ani żadnej naiwnej przed związaniem się z padalcem nie uchronię. Wolę iść w stronę sprawiedliwości naprawczej. Nie chcesz lub nie potrafisz dotrzymać warunków zobowiązania - zapłać pokrzywdzonym za wyrządzone szkody - np. dziecku za bycie kiepskim ojcem (pamiętaj, że to ono jest jurorem w tej konkurencji) tatuś funduje psychoterapię.
              Małżonek, który ponosi winę za złamanie warunków kontaktu buli kasę za straty różnorakie temu bez winy (to łatwo ustalić w przypadku orzekania o winie przy rozwodzie).

              Śmierć, tortury, oznaczanie ogniem kojarzy mi się z przebrzmiałymi metodami. Niesiony przez cywilizację brak agresji fizycznej i przemocy psychicznej (bo jednak z epoki na epokę jest jej coraz mniej) to dla mnie bardzo pozytywna jakość. Nie chciałabym wracać do stanu prawnego, w którym okalecza się ludzi fizycznie i trwale.

              Dodam też, że na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad istotą rodzicielstwa, bo ja po takim tekście usłyszanym od własnego dziecka więcej czasu poświęciłabym na analizowanie swoich zobowiązań wobec dziecka, niż na zobowiązaniach dorosłej kobiety względem mnie.
              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:07
                Do karania śmiercią bym się nie posuwał, ani tortur. Ale wiezienie z pracą o chlebie i wodzie powinno być, i trochę batów porządnych na tyłek też.
                Za karą finansową jestem jak najbardziej za.

                A w jaki sposób mogę zwiększyć swój wpływ na dziecko? Analiza zobowiązań? Przecież muszę się dostosować do tego na co mi pozwolą.
                A ostatnio nie pozwalają na wiele, przecież się nie będę bił z nimi, i to jeszcze przy dziecku.
                Nie chcę dziecka wyszarpywać na siłę. Chciałbym żeby to się odbyło powoli, spokojnie, dla dziecka bezstresowo.
              • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:20
                Braktalentu, szacun smile
        • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 00:01
          nie chaos a raczej normalność
      • tricolour Nie ma w przysiędze nic niezrozumiałego... 12.02.12, 09:40
        ... masz nawet okazję zapytać forumowych nowożeńców z jaka intencją składają zwykłe ślubowanie cywilne. Czy jest to intencja warunkowa, czy też jej głębszym zamysłem jest trwanie bez wyraźnego celu w postaci rozstania, rozwodu itp - po grób?

        Podważają sens przysięgi kościelnej szczególnie ci, którzy ją złamali, a szczególnie gdy nie z ich winy związek padł. Tyle, że nie ma obowiązku składania przysiąg (a już szczególnie niezrozumiałych, wątpliwych), a wiara jest kwestią codziennego wyboru więc decydując się na ślub kościelny bierzemy na siebie i konsekwencje takiej decyzji.

        Wniosek jest zatem prosty: to nie przysięga jest bez sensu, bo sens jest jest jasny: trwały związek. Nikt też nie zmusza do dobrowolnego składania "niezrozumiałych przysiąg, które KK wymyślił by wprowadzać w błąd". Kandydaci na małżonków sakramentalnych stosowną formułą PROSZĄ o sakrament. Przecież ksiądz nie lata po ulicy i nie pęta ludzi siłą do gardła wciskając śluby.

        "W Biblii również znajduje się przestroga przed składaniem przysiąg" - przecież w małżeństwie nie o przysięgę chodzi.
        • kowalka33 Re: Nie ma w przysiędze nic niezrozumiałego... 12.02.12, 17:18
          Dokładnie, po pierwsze nowożeńcy proszą o sakrament, poza tym tak naprawdę przysięgamy sobie samemu ze kochać będziemy,ze nie opuścimy w zdrowiu i chorobie i tylko prosimy Boga by nam w tej przysiędze dopomógł. Ogladałam ostanio film ze ślubu kuzynki i nie ma nic piekniejszego od slubu kościelnego i tego momentu gdy ksiądz wiąze ręce stułą ....
          • argentusa Re: Nie ma w przysiędze nic niezrozumiałego... 12.02.12, 17:40
            kowalko, warto dopisać, że dla Ciebie nie ma nic piękniejszego smile
            Uwierz mi znam kilka piękniejszych spraw. Dla mnie. Ale automatycznie nie uważam, że inni mają tak samo.
            Dla mnie ślub sakramentalny nie ma znaczenia. Wiem jednak, że są ludzie, dla których ma.
            Ludzie są różni.
            Ar.
            • tricolour To warto by się jeszcze zastanowić... 12.02.12, 23:18
              ... co w ślubie sakramentalnym nie ma dla Ciebie znaczenia. Czy tylko zewnętrzna oprawa w postaci rytuału w kościele czy może jego merytoryczna istota?

              Bo merytoryczna istota opiera się o uczciwość, miłość, oddanie, jednię, zaufanie, nadzieję, rodzicielstwo itp. Tak sobie myślę (choć mogę się mylić), że jednak zależy Ci na tych wymienionych atrybutach sakramentu małżeństwa. Gdyby tak było, to mogłoby się okazać, że jak najbardziej zainteresowana jesteś całą subtelną istotą sakramentu... no tak sobie gdybam.
              • argentusa Re: To warto by się jeszcze zastanowić... 13.02.12, 09:30
                Tri ja się odniosłam do słów kowalki, która napisała, że oglądała tę przysięgę i księdza ze stułą.
                Wartości wartościami, ale ja je cenię bez względu na to czy to ślub świecki, czy sakramentalny. Co do istoty - masz rację, to ważne dla mnie. Z tym, że jednoczesnie uważam, że bezkrytyczna wiara w przysięganie do grobowej deski w dzisiejszym świecie może być po prostu nieporozumieniem.
                Żeby nie było, mam nadzieję, że z Obecnym to tak do śmierci: w zdrowiu i chorobie, na dobre i gorsze, w zamożnosci i biedzie.
                Ar.
                ps. i wiem, ze oczekiwanie od związku, że będzie przynosił jedynie przyjemnośc jest z góry skazane na klęskę. Akcpetuję i wybrałam jednak związek. Nie sakramentalny jednak.
    • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 12.02.12, 20:11
      jasamale napisał:
      > Ale czy dziś prawo w tej materii nie jest zbyt za bardzo liberalne, łaskawe?
      > W niektórych krajach za odejście od współmałżonka, współmałżonki (co równa się
      > ze zdradą) grozi nawet kara śmierci. My jesteśmy przecież w Europie, oazie woln
      > ości, tolerancji, postępu społecznego.
      > Wydaje mi się że sądy powinny badać każdą sytuację rozwodową. Jeżeli to on odch
      > odzi od niej, nie dba o rodzinę, jest jego wina, powinien ponieść surowe konsek
      > wencje, z karą więzienia, napiętnowania publicznego włącznie, alimenty to za ma
      > ło.

      No wyobrażam sobie tą krainę szczęśliwości z nienawidzącymi się nawzajem ludźmi żyjącymi pod jednym dachem ze strachu przed wtrąceniem do lochu i z utęsknieniem oczekujących śmierci partnera, jako jedynej możliwości uwolnienia się od niego...Ty nie rozumiesz jednej rzeczy: drugiego człowieka nie można do niczego zmusić. Owszem, jedynie pod grożbą srogiej kary można czasem złamać. Ty potraktowałeś małżeństwo jak kontrakt, podpisanie aktu własności- i stąd twoje pomysły z penalizacją próby wycofania się drugiej strony z niego...
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:47
        smile Przyznasz jednak że 100, 200, 1000 lat temu było o wiele mnie rozwodów, rozejść się.
        Czy ludzie byli ze sobą bo jakoś wtedy potrafili bardziej się porozumieć???
        Czy może bali się czegoś?
        A może nie mieli takiej instytucji, takiej możliwości jak rozwód???
        I byli całe życie razem, i wytrzymali
        Bo klamka ZAPADŁA Anbale
        • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 00:07

          > smile Przyznasz jednak że 100, 200, 1000 lat temu było o wiele mnie rozwodów, roze
          > jść się.
          > Czy ludzie byli ze sobą bo jakoś wtedy potrafili bardziej się porozumieć???
          > Czy może bali się czegoś?

          A jakie możliwości przeżycia i wychowania dzieci miały wtedy kobiety? Pomyślałeś o tym?

          > I byli całe życie razem, i wytrzymali
          > Bo klamka ZAPADŁA Anbale

          No tak. Nie ma to jak dożywocie bez sądu.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:07
            Ja dziękuję że miałem ojca chociaż był alkoholikiem.
            Dziękuję mamie że z nim wytrzymała.
            Kocham ich oboje!.
        • ada828 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 20:35
          Ludzie wtedy nie przeżywali, średnio, 40 roku życia, wiec inna perspektywę mieli.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 21:52
            tak krótko żyli??

            rozumiem, to te 20 lat mniej więcej można wytrzymać jeszcze z mężem pijakiem, co bije i znęca się smile
    • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 00:05
      dziś wiem że On nas kochał, tylko alkohol był silniejszy od niego.

      Zgadzam się z Toba…
      Taki alkohol jak założy podwójnego nelsona, skopie po nerach, to człowiek choćby nie wiem jak silny musi upaść.
      A jak to nie pomoże , to alkohol potrafi wykręcić ręce i przemocą się wlać do gardła…
      Nie ma mocnych, żadna w tym odpowiedzialność biednego człowieka, którego dopadł przebrzydły alkohol…
      Znam okrutne przypadki kiedy biedny człowiek został zaatakowany przez CIEPŁY alkohol wysokoprocentowy no i po prostu musiał go wypić.
      Żal mi tych biednych, niczemu niewinnych ludzi.
      • heksa_2 Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 00:52
        Lubię to!
      • nowel1 Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 09:49
        Hm, kara-mia.. uzależnienie zasadniczo na tym polega, że używka jest "silniejsza" od uzależnionego, i Ty o tym na pewno doskonale wiesz. Akurat tego typu sarkazm jest IMO nie na miejscu.
        • emilia.nowa Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 10:08
          Jasamale posłuchaj dziewczyn. One dobrze piszą.
          Ty patrzysz na swoją sytuację tylko z jednej strony. One patrzą na to z innej perspektywy.
          W Twoim innym wątku Zmęczona napisała długi post po przeczytaniu Twojego bloga.
          Przeczytaj go koniecznie, przeanalizuj.
        • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 10:37
          zostałam wychowana w moim zdaniem słusznym przekonaniu, że to jednak człowiek decyduje o swoim życiu - choćby w tym małym zakresie , w którym ma wpływ .
          Należy do tego ilość spożywanych pokarmów i napojów.
          To nie alkohol ( czy inna używka ) jest silniejszy, tylko z jakiejś przyczyny człowiek podejmuje decyzje, żeby w ten sposób ( np pijąc) radzić sobie ze swoimi problemami.
          Oczywiście wraz z upływem czasu picie przeradza się w nawyk, następuje degradacja komórek nerwowych człowieka - i coraz większy kłopot , żeby nawyk picia zmienić.
          nie ma to nic wspólnego z tym, że używką jest silniejsza od człowieka , używka nie ma żadnej siły.
          człowiek podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje.
          mój sarkazm był jak najbardziej na miejscu.

    • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 13:56
      A mnie zastanawia, że tego nikt do tej pory nie zauważył:

      > nie chce żyć z Tobą. Tylko na dziecko masz płacić.
      > Samej będzie ci lepiej, jeszcze jak masz dziadków, przecież pomogą, a alimenty i tak dostaniesz.
      > ale ona odchodzi i liczy tylko na alimenty, [cut] powinna ponieść takie same surowe konsekwencje swej decyzji i zero alimentów.

      Jasamale, do tej pory nikt ci nie powiedział, że alimenty są dziecka? Tego dziecka, które tak strasznie kochasz ponoć?
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 13.02.12, 23:58
        Dla dziecka?
        To dlaczego jak zostawiłem jej 3000 zł na dziecko i pojechałem za granicę na 3 miesiące tylko, to kupiła sobie samochód za to a mnie podała do sądu że nie płacę na dziecko.
        To tak się robi????

        Ja się nie ożeniłem po to aby płacić alimenty.

        Wiele osób wiedząc że nie dostanie alimentów nie zdecydowało by się na rozwód.
        Jeśli On kocha, łoży na dziecko, pracuje dla rodziny, troszczy się o tę rodzinę a Ona odchodzi uważam że NIE POWINNA DOSTAĆ ALIMENTÓW! Tylko 100 BATÓW NA TYŁEK!!!!
        • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 00:11
          > Dla dziecka?
          > To dlaczego jak zostawiłem jej 3000 zł na dziecko i pojechałem za granicę na 3
          > miesiące tylko, to kupiła sobie samochód za to a mnie podała do sądu że nie pła
          > cę na dziecko.
          > To tak się robi????

          Dodaj do tego, że masz jej za złe, że przez 5 miesięcy po porodzie nie pracowała.
          Czyli założyłeś, że za 1000 zł utrzymają się obydwoje, tj. żona i Wasze dziecko...

          > Wiele osób wiedząc że nie dostanie alimentów nie zdecydowało by się na rozwód.

          hehehhhee, zamiast pleść takie androny, to lepiej poczytaj sobie KRiO (lepiej późno, niż wcale).

          O tak, ukarać dziecko za to, że matka wyszła za mąż za dziecko emocjonalne...To dopiero jest dojrzałość.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:12
            Ależ przecież nie mam jej za złe że po porodzie nie pracowała.
            Ależ ludzie jesteście.
            Ja pracowałem, wyjechałem dopiero jak dziecko miało niecałe 6 miesięcy.

            W jaki sposób karzę dziecko???????????
            • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:48
              jasamale napisał:

              > Ależ przecież nie mam jej za złe że po porodzie nie pracowała.

              cyt.:
              "Czy moja żona poniosła większe lub co dołożyła w ciągu tych pięciu miesięcy od urodzenia się dziecka 31.08.2005 do 09.01.2006 kiedy to wyjechałem za granicę?"

              "Chętnie zajmę się dzieckiem i nie będę miał krzywdy niech tylko moja żona pójdzie zarobić i przyniesie do domu pieniądze".

              "Poniżej przedstawię sumę poszczególnych wydatków które poniosłem w ciągu tylko pięciu miesięcy (miesiąc przed urodzeniem się dziecka do koń- ca grudnia kiedy to po nowym roku 2006 wyjechałem za granicę).
              1. Wyprawka dla dziecka (wózek, inne przybory, kosmetyki) – niecałe------------1000 zł.
              2. Chrzest, ja dałem 150 zł, moja żona 50 zł -------------------------150 zł.
              3. Fotelik samochodowy dla dziecka -----------------------------------213 zł.
              4. Szczepienia dziecka - 103 zł (pierwsze szczepienie, zostawiłem
              też dalsze 250 na następne szczepienie, miało kosztować 117 zł,
              reszta na ewentualnego lekarza prywatnego gdyby zaszła taka
              potrzeba, lub na lekarstwa, razem więc----------------------------353 zł.
              5. Prywatne badania lekarskie USG wykonane w Rzeszowie na
              ul. Szopena, „Medyk” Niepubliczny ZOZ----------------------------100 zł.
              6. Płatne badania moczu (kilka razy) --------------------------------------20 zł.
              7. Drobne wydatki na przykład na lekarstwa, mleko, pampersy itp.,
              (dość dużo z tych wydatków ponosiła żona, ale ja też kupowałem –
              ----------------------------------------------------------------------------------400 zł.
              8. Paliwo do samochodu i serwis. Gdzie trzeba było pojechać to
              jechałem, z pracy nieraz się zwalniałem. Jeździłem do lekarza z
              dzieckiem, do sklepu, na badania, do szczepienia, zależnie od
              potrzeby.
              Wszystkie te koszty ja ponosiłem.-----------------------------------800 zł.
              Razem około 3036 zł."

              Trzy tysiące- łącznie z wyprawką, fotelikiem samochodowym i kosztem serwisowo- paliwowym... To na dziecko; ciekawe, z czego utrzymywała się żona i kto ponosił pozostałe koszty utrzymania dziecka...

              Ktoś tu się dziwi, dlaczego wniosła żona o alimenty??

              " (...) poprosiłem mojego przyjaciela (On jest lepszym kierowcą niż ja) o przysługę. Zostawiłem mu samochód i telefon i poprosiłem go że gdyby moja żona zadzwoniła to żeby ją podwiózł do lekarza z dzieckiem lub gdziekolwiek gdzie będzie chciała. Po przyjeździe wszystko bym uregulował. Wiedziała o tym, wystarczyło zadzwonić, nie skorzystała ani razu".
              No tak, baba wiadomo, jaki kierowca; jeszcze by zadrapała samochód, albo uszkodziła w inny sposób- dlatego na Twój samochód nie zasłużyła po prostu. Sorry, ale nie przyszłoby mi do głowy zostawiać telefon i samochód komuś obcemu i w ten sposób po pierwsze ograniczać możliwość skorzystania z niego, no i zostawić kogoś w roli sługi na każde zawołanie.

              Ja chrzanię.
        • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 10:16
          Wiesz co? Jak cię tak czytam, to twój główny problem leży w tym, że wybrałeś zły kraj zamieszkania. Powinien być Katar, ewentualnie Emiraty. Tylko jest ten mały szkopuł, że tam w razie rozwodu musiałbyś oddać byłej cały jej posag razem z odsetkami.

          Przyznaj wreszcie przed Bogiem i ludźmi, a przede wszystkim przed samym sobą, ze chodzi ci o te alimenty parszywe, które się przewijają w każdym twoim poście. No jak ona śmiała pozwać cię o alimenty, zdzira!

          Tylko wiesz co? To dziecko cię pozwało. Była wystąpiła tylko w imieniu dziecka, które samo nie ma zdolności do czynności prawnych.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 21:56
            "LUDZIE NIE ŻYJĄ ZE SOBĄ ALE NA DZIECI PŁACĄ"

            Ale ja się nie ożeniłem po to by płacić alimenty,
            • ciociacesia ale alimenty sie placi 16.02.12, 22:01
              niezaleznie od tego czy sie ozenilo czy nie. jesli jest dziecko to rodzice je maja utrzymywac
            • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 22:03
              Ale skoro nie żyjecie już razem, nie stanowicie małżeństwa, to nikt Cię nie zwolni z ponoszenia kosztów utrzymania dziecka.
              No ja wiem, że w małżeństwie miałeś lepiej- byłeś mężem/ ojcem, ale nie płaciłeś; stąd teraz Twoje oburzenie. Konsekwencje się kłaniają.
        • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 13:41
          Wypowiedź 1:

          > zostawiłem jej 3000 zł na dziecko i pojechałem za granicę

          Wypowiedź 2:

          > Miała też 3000 zł z wesela (na wesele dostaliśmy około 6700 zł, część pieniędzy się rozeszło kupiłem nowe meble, chwile też nie pracowałem, mniej więcej połowa się rozeszła na różne wydatki, z resztą trzeba było coś zrobić, włożyłem na konto. [cut] I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł. I powiedziałem że jakby się dała kochać to by wszystko było inaczej. Za te pieniądze kupiła sobie samochód Tico, a mnie podała do sądu o alimenty, że nic nie daję na dziecko.

          Łaskawca. Zostawił żonie z niemowlęciem 250 zł na 7 miesięcy, ludzki pan!
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:47
            3000 + 250 = 3250 zł
            te trzy tysiące to były nasze wspólne pieniądze
            • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 18:59
              Właśnie. A nie dziecka. Na utrzymanie dziecka łaskawca raczył przeznaczyć 250 zł na siedem miesięcy, a teraz płacze, że mu się krzywda dzieje. Już nie mówiąc o tym, ze z tych prezentów ślubnych ponad połowę byłeś uprzejmy przeputać.

              A nawet gdybyś zostawił 3250 i 7 gr, to twoim zdaniem dziecko powinno przez te siedem miesięcy żyć z tego jak pączek w maśle? Jeszcze raz powiem, jesteś żałosny.
    • zmeczona100 Jasamale 14.02.12, 00:15
      To jest mój ostatni post do Ciebie. Po prostu nie ma sensu więcej pisać.
      Jak Cię czytam, to... tragedia.
      Mój 15-letni syn bardziej nadaje się na męża, niż Ty...
      • jasamale Re: Jasamale 14.02.12, 22:14
        Rozumiem, nie będę się narzucał.
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 12:54
      Jasamale, ciągle w swoich wątkach upierasz się przy tym, że gdy raz złożyło się przysięgę małżeńską to powinno się w niej wytrwać pomimo wszelkich niedogodności.

      Podejrzewam, że jesteś osobą wierzącą, zatem przytoczę Ci przykłady z Biblii, a raczej z życia Chrystusa. Zauważ, że Jezus łamał wiele praw ustanowionych jeszcze za czasów Mojżesza.
      Nie wolno było np. uzdrawiać w szabat; faryzeusze mięli do niego pretensje, że jego uczniowie zrywali kłosy zboża w święto; pozwalał jeść "nieczyste" pokarmy, rozmawiał z celnikami...
      Zobacz, do czego to doprowadziło. Czy Ty też byłbyś wśród tych, którzy ukrzyżowali Chrystusa?
      Chrystus chciał powiedzieć, że nie człowiek jest dla prawa, tylko prawo dla człowieka.
      Nie można przedkładać krzywdzących zasad nad dobro człowieka.

      Nie można kamieniować czy zamykać w więzieniach ludzi, którzy zrezygnowali z małżeństwach, w których nie byli szczęśliwi.

      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:20
        Owszem jest wiele dziwnych praw, czasami prawa te ewoluowały i przekształcały się w rożne absurdy.
        Jednak przyznasz że są prawa uniwersalne, sakramenty których nie wolno nam modyfikować!
        Jak by ten świat wyglądał gdyby ludzie sami modyfikowali sobie Boże prawa, lub interpretowali je według własnego widzimisię?
    • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 13:32
      Jasamale

      ty to pisałeś poważnie czy w pijanym widzie?

      > Był jeszcze jeden poważny zgrzyt przed samym weselem. Kiedy to zakup alkoholu należał do mnie ale teść na siłę sugerował że jego goście (z jego strony) nie będą pili spirytusu który ja chciałem kupić i który tradycyjnie przygotowuje się na wesela. On wolał gotowy alkohol ze sklepu czyli wódkę.
      • heksa_2 Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 14:47
        Po metylu tak bredzi, najwyraźniej.
        • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:38
          Jeśli o mnie chodzi to jestem trzeźwy smile
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:40
        ja trzeźwy, coś źle napisałem?
        napisałem tak jak było, fakty, swoimi słowami, nie jestem polonistą
        • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 19:00
          Stawiasz zarzut teściowi, ze się sprzeciwił zmuszaniu gości weselnych do chlania spirytusu?
          • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 20:31
            Oj tam, Yoma; trza tradycji dochowywać, więc spiryt święta rzecz na weselu w remizie. Ciekawe, czy samogon się chociaż udał - tym nie wspomina jakoś.

            Poza tym, to niby skąd teść miał wiedzieć, co będą pić jego goście ; wszak wiadomo, że TAKI zięć wie najlepiej. Zna się chuop, na wszystkim i wszystkich, no.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:28
            ależ nie smile
            może ja to źle napisałem że tak zinterpretowaliście
            ale przyznasz że zakup alkoholu na wesele należy do pana młodego, tak? smile
            • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 00:13
              > ale przyznasz że zakup alkoholu na wesele należy do pana młodego, tak? smile

              A to niby dlaczego? Np. u mnie tak nie było.

              A tak poza tym- niechby to i był Twój obowiązek, ale powiedz tak z reką na sercu- sobie tym spirtusem chciałes zrobić przyjemność, czy chodziło o przyjemność dla gości weselnych?

              Poza tym, czy Ty w ostatnich latach bywałeś gdzieś na weselach? Tak pytam tylko, bo nawet na moim, 19 lat temu, nie było spirytusu, tylko różne wódki i inne trunki ze sklepu.
    • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 15:05
      Nie wiem gdzie takie coś wyczytałaś??? Nie wyszarpuję dziecka na siłę, podkreślałem to już wiele razy.
      Tu:
      chciałbym ich zmusić ażebym miał wpływ na wychowanie dziecka i normalne kontakty z nim.
      Prośby nie pomogą, już wiele razy probowałem

      • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 15:55
        Pozwolę się wtrącić, ale mam wrażenie Kara_mia, że czepiasz się pewnych zwrotów albo słów.

        Jasne jest przecież, że istotnym celem Jasamala jest mieć wkład w wychowanie córki.

        Zapytam jeszcze raz, co on ma zrobić, kiedy jego kontakty z dzieckiem są ograniczane, a na domiar złego córka jest negatywnie nastawiana do ojca?

        Kara_mia odpowiedziałaś, że swoją postawą ma dawać dobry przykład i być zawsze gdy dziecko będzie go potrzebowało.
        Ok., ale czy to nie są tylko frazesy?
        Jak dziecko ma go potrzebować skoro wpoi się mu, że ojciec jest złym człowiekiem?
        Jak córka może zobaczyć w ojcu poczciwego człowieka, skoro zabrania się (lub raczej tak nią się manipuluje) jej z nim widywać?

        Jasamal nie tyle chce zmusić matkę i jej rodziców, co wpłynąć na nich tak by pozwolili mu na większe kontakty z dzieckiem.
        • zalosny.jestes To akurat jest proste. W umysłach większości 14.02.12, 16:56
          niewiast facet ma pozostać do śmierci bankomatem (i to takim bez limitu) i nie wtrącać się w życie dziecka. Kiedyś się zastanawiałem skąd się bierze takie myślenie i doszedłem do wniosku, że wynika to z faktu iż nasze drogie panie winią nas za własne rozczarowania życiem i zwalają winę na nas za wszelkie niepowodzenia. Nie dość, że wyszłam za bydlaka, co nie był królewiczem na białym koniu to jeszcze mi cham życie zmarnował. Zgnoić dziada...
          • jasamale Re: To akurat jest proste. W umysłach większości 14.02.12, 22:37
            właśnie, kobiecy punkt widzenia

            podobno w Niemczech tak jest że nie ma kontaktów z dzieckiem, są utrudniane nie ma też alimentów
        • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 19:29
          Nie nie frazesy.
          Jak pisze przykład, to znaczy przykład.
          Jak widzę zmusić to czytam zmusić.
          jestem zwolennikiem teorii, że nasze słowa ( szczególnie te nie: ważone, ale luźno rzucane np na forum) najlepiej oddają nasze mysli.
          Jasmale napisał wyraźnie : po dobroci kontaktów nie ma , córka na oczy go nie chce oglądać ( chwilowo)
          Moim zdaniem powinien odsunąć się choćby na pól roku - rok i dać czas np córce za sobą zatęsknić...
          I nie robić dymów...
          Ale tego pewnie nie zrobi, bo on chce mieć wpływ, kontrolę i to ma służyć jemu a nie córce - tak ja to widzę.
          Obym się myliła i była nadmiernie czepialska.
          Jeżeli ja tu pisze nadinterpretacje i głupoty to tylko ja wyjdę pod tym nickiem na forum na głupa- mała strata.
          Jak mam co nie daj Boże racje - to córka ma przechlapane.




          • altz Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:17
            kara_mia napisała:

            > Moim zdaniem powinien odsunąć się choćby na pól roku - rok i dać czas np córce
            > za sobą zatęsknić...
            Tak to można z nastolatkiem, a nie z tak małym dzieckiem.
            Odejdzie, to dziecko zapomni, a Jasmale nie chce się odstawiać na boczny tor.
            • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:33
              Wyjazd za granicę ( 7 miesięcy lub więcej ? ) jakoś nie przeszkadzał jasamale w rodzicielstwie.
              Wtedy córka tęsknic mogła. Teraz to pół roku nagle spowoduje utratę jakiegokolwiek wpływu na dziecko i dziecko jest za małe?
              Albo - albo
              • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 23:24
                No właśnie, teraz wielko halo, że żona chce rozwodu, a wcześniej bez żadnych skrupułów jasamale wyjechał na parę miesięcy za granicę, nie martwiąc się o konsekwencje rozłąki z żoną, z dzieckiem...Jasamale, wtedy się nie kłopotałeś o to, że takie wyjazdy są emocjonalnie zabójcze dla małżeństw, dla dzieci, że niosą ryzyko rozpadu związku? Tym bardziej, że jak łatwo wywnioskować z twoich wywodów, twoje małżeństwo było zawarte "z rozsądku", a żonę ewentualnie mogłeś warunkowo kochać tylko wtedy, jeśli była miła i podporządkowana...
                • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:40
                  Jak byłem w Polsce zaraz jak się malotka urodziła to pani żona też nie była szczęśliwa,
                  czytaliście wszystko?
                  Poznałem tam ludzi którzy też mieli żony, i zostawili je w Polsce, poznałem gościa któremu dwa tygodnie wcześniej urodziła się córeczka, i pojechał i wysyłał pieniądze.
                  Ja bym też wysyłał, powiedziałem że jeśli da się kochać to wszystko będzie dobrze.
                  Czytaliście chyba nie dokładnie.
                  • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 00:16
                    > Ja bym też wysyłał, powiedziałem że jeśli da się kochać to wszystko będzie dobr
                    > ze.

                    No to napisz dokładnie, szczegółowo, jak miało wyglądać, na czym miało polegać to "danie się kochać".
                    Zdajesz sobie sprawę z tego, że z Tobą jest problem, bo to Ty nie potrafisz kochać? Tobie się myli akt małżeński z aktem niewolnictwa. Tyle tylko, że przez wspaniałe warunki, jakie Ci stworzyli rodzice żyjący w patologii, nie rozumiesz w ogóle, o czym mowa.
                    • luciva Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 08:49
                      Aż się zalogowałam, żeby w sumie napisać to samo co Zmęczona.
                      Jasamale, wytłumacz proszę, co to znaczy "dać się kochać"?
                      Piszesz - prosiłem ją, żeby dała się kochać, lubic.....
                      To znaczy - co konkretnie miała robić, na czym mialo to polegać?
                  • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 11:17
                    > Ja bym też wysyłał, powiedziałem że jeśli da się kochać to wszystko będzie dobrze.

                    Czytaj: będę wysyłał pieniądze.

                    Normalnie alfons. Kurde.
                  • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 16:42
                    jasamale napisał:


                    > Poznałem tam ludzi którzy też mieli żony, i zostawili je w Polsce, poznałem goś
                    > cia któremu dwa tygodnie wcześniej urodziła się córeczka, i pojechał i wysyłał
                    > pieniądze.
                    > Ja bym też wysyłał, powiedziałem że jeśli da się kochać to wszystko będzie dobr
                    > ze.
                    > Czytaliście chyba nie dokładnie.

                    Moim zdaniem to co napisałeś kwalifikuje twoje małżeństwo do unieważnienia, pomijając juz twoje chore podejście do niego jak do kontaktu/ transakcji; zostało ono zawarte bez miłości, bez szacunku, porzuciłeś na miesiące, bez skrupułów żonę z dzieckiem przy piersi i zero wyrzutów "bo inni tak robią", traktujesz ją wybitnie roszczeniowo: dajesz kasę to ma tańczyć jak ty zagrasz, ma się gimnastykować, żebyś ją "kochał"-choć cholera wie, co to w ogóle dla ciebie znaczy, oprócz tego dawania kasy na życie...No kompletne dno, totalne nieporozumienie, to nie związek, to jakieś kalectwo emocjonalne.
                    I jesteś tak kompletnie pozbawiony nawet cienia autorefleksji, masz tak strasznie zabetonowany łeb- że aż zaczynam podejrzewać trollowanie...
                    • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 21:28

                      > I jesteś tak kompletnie pozbawiony nawet cienia autorefleksji, masz tak straszn
                      > ie zabetonowany łeb- że aż zaczynam podejrzewać trollowanie...

                      Nie sądzę, aby to był troll. To, co wypisuje, to czystej postaci herezje, ale jestem pewna, że pisze to szczerze, od serca. On po prostu tak naprawdę myśli. Bo to klasyczny przykład konsekwencji wychowywania się w rodzinie z problemem alkoholowym i towarzyszącym im jakichś zmian w mózgu (moja teoria- zaburzenia neuroprzekaźnictwa, funkcji, ale nie budowy mózgu, ).

                      Mam różnych znajomych- część oczywiście z korzeniami w takich samych rodzinach, ale każda z tych osób "ma równo pod sufitem" i mimo niezbyt udanego dzieciństwa są normalnymi ludźmi- matkami, ojcami, współpracownikami. Jeśli człowiek ma coś z mózgiem, to nie jest w stanie np. wyciągać wniosków z obserwacji innych, analizować, uczyć się na błędach, obserwując innych- ich relacje rodzinne, sposób bycia etc. Jest wtedy takim własnie betonem, do którego nic nie dociera, nic nie przyswaja, zero autorefleksji, spojrzenia na siebie z dystansu. Bo przecież nie każda osoba wychowywana w takiej patologii sama jest naznaczona dokładnie tymi samymi zachowaniami wobec innych- wg mnie skoro mózg funkcjonuje prawidłowo, to jest w stanie przyjąć za własne zaobserwowane u innych wzorce postępowania, wdrożyć do praktyki teorie itp.

                      A nie sądzę, że to troll, bo... to jakby brat bliźniak mojego omc exa. Z tym, że mój jednak starał się dostosować do norm panujących poza jego rodziną pochodzenia- początkowo mu to wychodziło, ale z czasem zaczął wracać do zachowań swojego ojczyma, który to kobiety traktuje przedmiotowo, a facet w rodzinie to pan i władca, godny piedestału. Po prostu te jego dawne doświadczenia dochodziły coraz głosniej do głosu, coraz bardziej dawały znać o sobie, bo życie z nimi było dla niego po prostu przyjemniejsze, wygodniejsze. A później znalazł sobie kochankę- sprząta mu, pierze, pod nos podstawia smakołyki, załatwia wszelkie sprawy, aby tylko kurewicz się nie zbiesił, więc to jakby utwierdza go w przekonaniu, że te moje wymagania były jakieś wzięte z kosmosu, no i tym samym uczyniłam jego życie piekłem na ziemi. A ta przeogromna chęć ukarania kobiety to też cechy wspólne mojego-nie-mojego z jasamale...
            • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:42
              Zgadzam się w 100 %,
              DZIĘKUJĘ smile
              • altz Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 00:37
                asamale napisał:

                > Zgadzam się w 100 %,
                > DZIĘKUJĘ smile

                Nie dziękuj, tylko napisz paniom, jak wyglądała sytuacja przy długim wyjeździe za granicę?
                • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:45
                  czasami mam wrażenie że nie wszyscy wiedzą, rozumieją co czytają
                  albo czytają to co chcą przeczytać i interpretują na swój sposób,

                  ciężko odpisywać na każdy post, muszę jutro do pracy rano wstać smile
                  dlatego odpiszę ogólnie na blogu,
                  pozdrawiam, miłego dnia smile
                  • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 00:11
                    > czasami mam wrażenie że nie wszyscy wiedzą, rozumieją co czytają
                    > albo czytają to co chcą przeczytać i interpretują na swój sposób,

                    To może wziąłbyś pod uwagę to, że może z Tobą jest coś nie tak, a nie z innymi?
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:34
            kara_mia ktoś Ci tam odpowiedział za mnie
            • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 13:32
              nie piałam do ktośtam tylko do ciebie.
              mam konkretne uwagi, jeżeli niejasno napisałam, daj znać, to powtórzę.
              masz ochotę to odpisuj, a nie wysługuj się "ktostam".

              Mam jasne zarzuty poparte TWOIMI słowami:
              jak dziecko było małe to wyjechałeś w świat i w d miałeś rodzinę,
              jak cie żonka odstawiła od cycka to cie się przypomniało, że razem z zabraniem siebie zabiera druga twoją własność czyli dziecko.
              A poza tym dobrze by było żonkę ukarać za odebranie panu i władcy jego własności czyli zony.
              TFU.


              • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 23:20
                jak tam pojechałem to poznałem chłopaka który w Polsce zostawił dwutygodniowe dziecko, i żona to rozumiała, i popierała bo wiedziała że On dla nich pracuje tutaj, i widziałem jak tęskni, jak dzwonił prawie codziennie, wysyłał pieniądze, jak opowiadał o nich, widziałem zdjęcia,
                pojechał na święta

                ja nie miałem do kogo pojechać, nie ciągło mnie tam do niej, tylko do tego dziecka malutkiego mnie ciągło, i szarpałem się pojechać czy nie
                rozumiesz już teraz kara_mia?
        • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 22:25
          smile
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 23:11
        kara_mia
        Zmusić ich ale nie zmuszać fizycznie, wymusić zgodę na kontakty z dzieckiem, tak jak sąd orzeka i muszą się podporządkować, tak i ja poprzez różne swoje działania, między innymi poprzez tego bloga staram się wpłynąć na nich ażeby nie bronili mi dostępu do dziecka
        • kami_hope Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 23:28
          poprzez tego bloga staram się wpłynąć na nich ażeby nie bro
          > nili mi dostępu do dziecka


          Tyle że tym blogiem sam pod sobą dołki kopiesz. Weź człowieku i bądź w końcu poważny!
          Pokazujesz siebie jako niezrównoważonego psychicznie, a w takiej sytuacji sąd może wręcz ograniczyć dostęp do dziecka. Myślisz Ty coś?
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 23:25
            Na jakiej podstawie tak sądzisz że niezrównoważony psychicznie? Dlatego że piszę bloga, czy z powodu treści na tym blogu??
            Rozumiem że treść nie każdemu jest w smak, szczególnie żeńskiej części zaglądających smile ale są i Panie które mnie popierają.

            Ale zrobię tak jak mówisz kami, przestanę go pisać i zamknę, jeszcze z parę miesięcy, może rok, powinno wystarczyć, mam cel
            • kami_hope Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 01:04
              Określenie „niezrównoważony psychicznie” odnosi się do patologii (nienormalności) zachowania. Twoje zaburzenia - że tak powiem - wynikają z doświadczeń społecznych (dorastanie w rodzinie patologicznej). Przede wszystkim urojenia ksobne i dysonans poznawczy z próbami redukcji, które upośledza racjonalne myślenie, (np. takim sposobem jest przypisywanie byłej żonie całej odpowiedzialności, jest zła i zasługuje na publiczne oczernianie). Karzesz innych (lub chcesz ukarać) za swoje złe uczynki, bo zależy Ci na własnym dobrym wizerunku – taki paradoks. Przeceniasz powszechność występowania podobnych Tobie cech, zachowań, poglądów, itp. Wobec siebie stosujesz inne kryteria ocen niż wobec innych. Skłonności sadystyczne zaznaczające się w marzeniach, a także werbalizowane, tudzież próby realizacji tych skłonności (w tym wypadku zaczynasz od popychań, odmawiasz pomocy ofierze będąc bezpośrednim świadkiem aktu przemocy).
              Powiedziałabym, że dostrzegam u Ciebie cechy osobowości psychopatycznej.
              • puzzle33 Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 14:59
                Brak samokrytycyzmu uniemożliwia wszelką pozytywną zmianę postępowania i kształtowania osobowości według nowego wzorca, umożliwiającego wchodzenie w pozytywne relacje z ludźmi. Pojawia się trwałe usztywnienie w kręgu wyuczonych zasad, odmiennych od powszechnie akceptowanych. Osoba o takich rysach odbierana jest przez otoczenie jako obca i niezrozumiała.
    • der1974 Re: Witamy na nowej drodze życia! 14.02.12, 23:07
      Jasamale:

      Zakłady psychiatryczne i leczenie w tym zakresie są jeszcze póki co w Polsce darmowe. Może warto przemyśleć?
      • endrju579 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 10:17
        A co, konkurencja w zawodzie rośnie i teraz chcesz się łapać za psychiatrię ?
        • der1974 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:24
          Mnie powodzi się doskonale kolego. Im więcej konkurencji tym lepiej. Na tle innych zawsze wychodzę na perfekcyjnego adwokata, co przekłada się na znaczące dochody i tylko Bogu dziękować za taką koniunkturę.

          Jednak szkoda mi typa, który zwariował, bo żona się puszcza. Moja też sobie kiedyś poszła i naprawdę wiem z perspektywy czasu, że są znacznie gorsze zdarzenia w życiu. Nie warto rozpaczać za człowiekiem, który nie chce z Toba być. Wręcz przeciwnie, lepiej, że polazła wcześniej niż później.
          • endrju579 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 09:56
            > Mnie powodzi się doskonale kolego. Im więcej konkurencji tym lepiej. Na tle inn
            > ych zawsze wychodzę na perfekcyjnego adwokata, co przekłada się na znaczące doc
            > hody i tylko Bogu dziękować za taką koniunkturę.


            Tak właśnie przypuszczałem, że zawsze byłeś Najlepszy smile


            > Jednak szkoda mi typa, który zwariował, bo żona się puszcza.

            Tak, tak, i z tej empatii wysyłasz faceta do Tworek, kiedy już reszta elokwentnego towarzystwa zdążyła się w obu wątkach uhahać się z jego rozpaczy, biedy i dziadostwa.


            • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 13:35
              jego rozpaczy, biedy i dziadostwa.

              z czego najbardziej podzielam stwierdzenie "dziadostwa". Bo to co jasamale opisuje jako bycie w związku i rodzicielstwo istotnie najbardziej odpowiada temu słowo : dziadostwo.
              "bele jak, bele wyjszło na moje.."
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 12:15
      Jasamale, właściwie to na jakiej podstawie małżonka twierdzi, że zostawiłeś ją i dziecko?
      Zrozumiałam, że o jej decyzji usłyszałeś będąc zagranicą. Czy pomysł wyjazdu był wspólny? Jak często kontaktowałeś się z rodziną? Połączenia telefoniczne w tamtym czasie mogły sporo kosztować, ale można przecież pisać listy. Mogłeś zapewniać o swojej tęsknocie i miłości.

      Co najbardziej doskwierało Twojej żonie w Waszym małżeństwie?
      Kiedy tak naprawdę nastąpiło Wasze rozstanie?
      Jak Wasze relacje wyglądały po Twoim powrocie?
      • paraben Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 15:03
        Dzieki bogu ze w poprzednim lancuszku postow zostaly zamieszczone te wszystkie wydatki na dziecko..Inaczej bylabym swiecie przekonana ze to moj ex tutaj swoje zale wylewa. Bo ma takie samo podejscie. Jak juz zawarlam kontrakt to na cale zycie i parszywa jestem okrutnie ze sie z niego wyplatalam-ale udalo sie. A teraz jak moze to mi dowala, jak nie w zlosci to w rozpaczy. W sumie polepszyl mi sie humor widzac, ze wiecej takich kwiatkow na swiecie i ze nie jestem odosobnionym przypadkiem, ktory zwiazal sie z osobnikiem o takich pogladach jak jasamale...uff!
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:58
        Sam nie wiem na jakiej podstawie, spytał bym się ale nie mamy okazji porozmawiać w cztery oczy, tylko jak jest dziecko, a wtedy nie chcę, bo ona nie potrafi spokojnie porozmawiać, tylko się drze na mnie. Nie chcę żeby się przy dziecku darła na mnie.
        Dzwoniłem, były specjalne numery, przeważnie z sieci O2, poprzez które było dużo taniej, poza tym tam dwadzieścia funtów to nie jest tak dużo, a na chwilę wystarczało.
        Chrzanić to już zaczęło się praktycznie już parę miesięcy po ślubie, tak jak napisałem, stawała się coraz bardziej niezadowolona. Z początku brałem to za żarty, ale widziałaś żeby ktoś w żartach darł się na męża??
        Za granicą byłem dwa razy, pierwszy raz jak była w ciąży, przywiozłem trochę pieniędzy, kupiliśmy wyprawkę za dziecka między innymi. Jeszcze wtedy było ok, za drugim razem wyjechałem jak dziecko miało 5 miesięcy na 3 miesiące ale zostałem 7, po tym czasie też pracowałem za granicą ale praktycznie co miesiąc byłem w domu.
        • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 13:37
          ak dziecko miało 5 miesięcy na 3 miesiące ale zostałem 7, po tym czasie też pracowałem za granicą ale praktycznie co miesiąc byłem w domu.

          no to teraz po kiego grzyba chcesz się widywać z córką więcej niż 1 raz na miesiąc????
          A wtedy to niby gdzie miałeś ten twój osławiony WPŁYW na wychowanie dziecka?
          Teraz córka potrzebuje Cie jeszcze mniej niż wtedy...
        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 14:01
          jasamale napisał:
          > Chrzanić to już zaczęło się praktycznie już parę miesięcy po ślubie, tak jak na
          > pisałem, stawała się coraz bardziej niezadowolona. Z początku brałem to za żart
          > y, ale widziałaś żeby ktoś w żartach darł się na męża??

          Czy wsłuchiwałeś się dlaczego była niezadowolona? Czy brałeś jej słowa pod uwagę?
          Dlaczego sądziłeś, że to żart?

          Piszesz na blogu:
          "(...)Ale zamiast miłych, ciepłych słów słyszy w drzwiach lub chwilę później pretensje, nerwy, krzyki, to zaczyna się sam siebie pytać o co tu chodzi? Dlaczego??? Przecież tak się starałem. I dowiaduje się na przykład że powodem jest to że położył się koło dziecka w nie posprzątanym pokoju. Albo spóźnił się do lekarza z dzieckiem 10 min."

          Rzeczywiście, to są pierdoły, ale od nich zaczynają się kłopoty z komunikacją.
          Wyobrażam sobie, że w takiej chwili nie reagowałeś, albo tłumaczyłeś się, albo te słowa wywoływały w Tobie agresję i coś "odszczekiwałeś".

          W komunikacji między ludźmi ważne jest, by na początku odpowiedzi wczuć się w to co mówi rozmówca. Czyli żona mówi: "Pokój nie posprzątany, a Ty leżysz i nic nie robisz", możesz wtedy odpowiedzieć: "Wiem, że ważny jest dla Ciebie porządek, ale zrozum, że miałem dzisiaj ciężki dzień, muszę chwilę odpocząć"

          Na obrazę, gdy zażartowałeś, że kupisz jej malucha, mogłeś powiedzieć: "Kochanie, wiem, że jesteś zdolną kobietą i na pewno przyjdzie ten czas, że znakomicie będziesz jeździć, ale póki co, kupmy coś tańszego"

          Teraz gdy Ci mówi (na przykład, teoretyzuję): "Nie przychodź do dziecka i nie zawracaj małej głowy, ona Cię nie potrzebuje..." możesz powiedzieć: "Przykro mi, że tak sądzisz i że zakłócam Wasz spokój, ale bardzo stęskniłem się za córką i chciałbym chwilkę z nią pobyć"

          Chcę zwrócić Ci uwagę, że w komunikacji, w rozmowach, aby były skuteczne, musisz wziąć pod uwagę co czuje druga strona. Trzeba okazać szacunek do jej zdania, choć czasami wiesz, że jej słowa Cię ranią lub są niesprawiedliwe.

          • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 14:12
            rzeba okazać szacunek do jej zdania, choć czasami wiesz, że jej słowa Cię ranią lub są niesprawiedliwe.


            choć czterema rekami podpisuje się pod tym c piszesz, to w przypadku jasamale wydaje mi sie, że twoja wiara w ludzi jest dość poważnie przesadzona smile smile
            Generalnie, do twojego postu - całkiem poważnego, odnoszę się życzliwo-humorystycznie, bo z tego co jasamale pisze, to ostatnia rzecz , jaka ma ochotę dać innym ludziom to jest szacunek...
            • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 14:33
              Kara_mia, wierzę w dobre intencje Jasamala. Myślę, że jego głównym problemem jest nieumiejętność przedstawiania swoich myśli i wyrażania uczuć.
              Żyjąc w rodzinie, gdzie ojciec pił, a matka zmagała się samotnie ze wszystkimi troskami, wyciągnął niekoniecznie właściwe wzorce.

              Myślę, że to forum pokaże mu różnorodność postrzegania niektórych spraw, co w rezultacie otworzy mu oczy i pozwoli zmienić swoje poglądy.
              • kara_mia Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 14:48
                Uwielbiam Cie smile smile
                Juz dawno nie widziałam takich niepoprawnych optymistów i romantyków.
                Może nawet Ci tego zazdroszczę???
                SERDECZNE pozdrowienia
                smile
                • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 15:14
                  kara_mia napisała:

                  > ak dziecko miało 5 miesięcy na 3 miesiące ale zostałem 7, po tym czasie też
                  > pracowałem za granicą ale praktycznie co miesiąc byłem w domu.

                  >
                  > no to teraz po kiego grzyba chcesz się widywać z córką więcej niż 1 raz na mies
                  > iąc????
                  > A wtedy to niby gdzie miałeś ten twój osławiony WPŁYW na wychowanie dziecka?
                  > Teraz córka potrzebuje Cie jeszcze mniej niż wtedy...

                  Myślę, że Jasamale wyjechał, żeby zarobić trochę grosza na polepszenie bytu swojej żony i dziecka (przynajmniej mam taką nadzieję). Może wtedy zakładał, że lepszym od bycia na co dzień przy matce i dziecku będzie zapewnienie im godnych warunków życia.
                  Oczywiście mogę tutaj tylko przypuszczać, bo Jasamale nie podał powodów wyjazdu za granicę. Nie wiemy też dokładnie, jak wyglądał jego wkład na budowaniu rodziny w tamtym czasie. Napisał kilka szczegółów w emocjach, ale chyba nie do końca przedstawiają one całościowy obraz.
                  Teraz córka jest coraz mądrzejsza i bardziej świadoma. Chłonna wiedzy i łatwa w kształtowaniu osobowości.

                  Rozumiem skąd "walka" Jasamala o dobre imię. Otoczenie, w którym wychowuje się aktualnie dziecko, będzie miało też swój wkład w budowanie jego światopoglądu.
                  Jeżeli sąsiedzi będą trwali w przekonaniu, że ojciec je zostawił, to automatycznie negatywne do niego nastawienie udzieli się również córce.
                  Czy to dobrze wpłynie na małą dziewczynkę? Raczej nie, bo będzie czuła się odrzucona i niekochana. Żaden rodzic chyba tego nie chce.

                  kara_mia napisała:

                  > Uwielbiam Cie smile smile
                  > Juz dawno nie widziałam takich niepoprawnych optymistów i romantyków.
                  > Może nawet Ci tego zazdroszczę???
                  > SERDECZNE pozdrowienia
                  > smile

                  Również pozdrawiam smile
                  • yoma Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 15:25
                    > Nie wiemy też dokładnie, jak wyglądał jego wkład na budowaniu rodz
                    > iny w tamtym czasie.

                    No niestety wiemy, bo sam to napisał, i jest to taki wkład, że się nóż w kieszeni otwiera.
                  • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 12:19
                    Akurat zmieniałem pracę, zakończyłem jedną, gdzie pracowałem po kilkanaście godzin zdarzało się, a rozglądałem się za czymś innym. Nadarzyła się okazja do wyjazdu za granicę, więc postanowiłem wyjechać, tym bardziej że w domu w którym przyszło mi mieszkać, szarpałem się tylko psychicznie z teściami i z panią żoną, która po urodzeniu dziecka pokazała co potrafi.
                    Gdybym tam został nie wiem co by się stało?
                    Za granicą poznałem ludzi, człowieka który zostawił żonę z dwutygodniowym dzieckiem, pracował dla nich, dzwonił prawie codziennie, wysyłał pieniądze, i jechał na święta. Widać było jak go ciągnie do domu, do dziecka i do żony.
                    Miał do kogo wracać.
                    Ja najwyżej do tego dziecka mogłem wrócić, bo do pani żony mnie nie ciągło
    • der1974 Re: Witamy na nowej drodze życia! 15.02.12, 23:26
      Z michszybem sobie możecie wspólnego bloga założyć - biedaczki.
      • triss_merigold6 Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 10:12
        Jak dla mnie obaj mają zadatki na bycie stalkerami.
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 16.02.12, 14:24
      Jasamale, piszesz:

      "Ja bym też wysyłał, powiedziałem że jeśli da się kochać to wszystko będzie dobrze."

      Oczywiście można się domyśleć, o co Ci chodziło, by żona dała się kochać. Chciałeś od niej serdeczności, miłych słów, uznania, szacunku. chciałeś by była łagodną i przychylną Tobie kobietą.
      Zauważ, że jest to taka transakcja wiązana, bo ona będzie dla Ciebie "dobra", a Ty w zamian będziesz wysyłał jej pieniądze i się o nią troszczył.
      Wynika tutaj to, że ktoś musi zrobić pierwszy krok, żeby relacje były takie jakich oczekujecie.
      W tym momencie nastąpił Wasz rozłam, bo ty czegoś tam nie zrobiłeś, a ona przez to nie była dla Ciebie miła.

      Gdybyście w całym tym konflikcie, na chwilę, zastanowili się nad tym, co czuje druga strona, gdybyście potrafili okazać zrozumienie lub raczej zaakceptować odmienność jej zdania, może byli byście teraz w innym miejscu...

      Jasamale, rozumiem, że masz własne przekonania religijne, wierzysz w pewne zasady moralne, ale nie możesz ich narzucać innym ludziom. Zaakceptuj i pogódź się z tym, że ludzie mają prawo mieć inne zdanie.

      Postaraj się mimo wszystko porozmawiać z żoną. Poproś ją by nie krzyczała. Jeżeli będzie podnosić głos, przypomnij jej o swojej prośbie. Powiedz, że chcesz wyjaśnić pewne rzeczy. Powiedz o tym, jak wyobrażałeś sobie Wasze małżeństwo. Przyznaj się do błędów, które popełniałeś. Poproś ją by zastanowiła się na tym, dokąd zmierzają Wasze kłótnie.
      Może jest szansa byście się dogadali. Byłoby to najlepszym wyjściem.
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 12:36
        Ja robiłem ten pierwszy krok przez dwa lata esteraj,
        myślisz że nie próbowałem z nią porozmawiać??
        i przed rozwodem, i po rozwodzie, żadne argumenty do nie nie docierają.
        Przed rozwodem może też dlatego że uważała że i tak zostanę, że nie mam innego wyjścia, bo się z nią ożeniłem przecież. Rodzic tylko ją w tym wspierali jeszcze, też dla nich byłem zły.
        Po rozwodzie wściekłość że się z nią rozwiodłem przesłoniła jej wszystko co pozytywne w życiu, wszystkie granice przyzwoitości, uczciwości wobec mnie.
        Żadne argumenty do niej nie docierają.
        Próbowałem już nieraz
        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 13:18
          Jasamale
          Wiesz w czym tkwi problem? Problem jest w tym, że Ty chcesz, żeby ona Ciebie zrozumiała, a ona chciała, żebyś Ty ją zrozumiał.
          Czy próbowałeś wczuć się w jej położenie? Czy zastanawiałeś się dlaczego ona krzyczy?
          Ty chciałeś, żeby ona powiedziała Ci o co chodzi, ona chciała żebyś się domyślił.

          To jest taka ułomność kobiet, że one same bywają bardzo empatyczne, potrafią wczuć się w rolę drugiej osoby, w jej potrzeby, przez co uważają, że mężczyźni mają tak samo i również potrafią się domyśleć.
          To jest podstawowy błąd.
          Oczywiście, gdyby mężczyzna włożył jakiś trud i wysiłek i zastanowił się chwilę, co ta kobieta chce mu przekazać, czy drze się, bo chce mu dopiec, czy tkwi w niej jakaś słabość, której nie potrafi wyartykułować, powiedzieć, umiałby odpowiednio się do tego ustosunkować.

          Człowiek jest na tyle egoistą, że najpierw będzie widział siebie. "Jak to, przecież ta druga strona mnie atakuje, to ja czuję się pokrzywdzony". Zamiast pomyśleć: "kurcze, jak ona się czuje, czego chce, co ją boli, dlaczego jest wściekła, jak mogę jej pomóc?'

          Wielu mężczyznom nie chce się myśleć. Działają na zasadzie schematów, gotowych wzorców.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 23.02.12, 22:28
            Esteraj
            Ależ ja starałem się ją zrozumieć,
            Tego nie mogę pojąć, jeśli nawet mam o coś do kogoś pretensje to mówię mu to prosto z mostu, i spokojnie, dyskutujmy na argumenty.
            Starałem się wczuć w jej sytuację, robić to na czym jej zależało,
            przyznaję że nie przywiązywałem i nadal nie przywiązuję zbytniej wagi do ubioru, zdarzyło mi się więc założyć skarpety z dziurką na palcu, wiesz jaka z tego powodu była awantura? smile
            Przeprosiłem ją za to, i starałem się bardziej patrzeć na siebie, żeby się to więcej nie powtórzyło,
            nieraz starałem się ją zrozumieć, o co jej chodzi, pytałem, powody miała nieraz takie że ręce opadały, a przecież dwa lata przed ślubem spotykaliśmy się dość często, i żadne z tych powodów nie było przeszkodą dla niej,

            takie słowa: ja wiem co ty potrafisz, święty by z tobą nie wytrzymał, słowa teściowej: teraz już za późno dziewczyno, gdzie ty miałaś oczy?

            a przecież przed ślubem potrafiła być miła, uśmiechnięta, ja się przecież nie zmieniłem po ślubie, jeśli już to na lepsze najwyżej, zacząłem bardziej patrzeć na siebie, na swój ubiór, przecież zależało jej na tym, bo mówiła że wstydzić się nie będzie za mnie
    • ciociacesia troll 23.02.12, 11:27
      Sara ciągle pyskuje aż się czerwona zrobiła, od kuchni i od tej pyskówki pewnie.
      On nagle wstał, i otwartą dłonią przyłożył jej aż się skuliła, złapał za włosy podniósł głowę i jeszcze raz, i jeszcze, zaciągnął do pokoju, zamknął drzwi, a tam było słychać jak ja leje. Zaczęła wołać jeszcze jak ją darł do pokoju - Mark.... Mark...- nie poszedłem jej bronić, nie miałem prawa, a nawet nie chciałem.
      Na drugi dzień Sara nie gotowała obiadu.
      W kolejnych dniach już gotowała, cichutka, ani słowem się nie odzywała do nikogo, do męża tak samo, przynajmniej w kuchni.
      Wyprowadziłem się stamtąd po paru miesiącach. Spotkałem ich później, szli razem, On trzymał ją za rękę, Ona była w ciąży, zatrzymali się, On rozmawiał ze mną, Ona tylko cześć powiedziała.

      Uważam że niektórym naszym kobietom, także i tym na forum przydał by się taki arabski, wschodni mąż, albo trzeba by wysłać je na parę miesięcy na staż w tamte rejony.
      Doceniłyby to co tu mają w Polsce, w Europie.
      • sandrad2 Re: troll 23.02.12, 11:35
        Dlaczego troll? Myslisz , że nie ma takich facetów jak autor? Że to wymyslona historia?
        Takich mężczyzn, o tak spaczonym mysleniu, jest wielu... niestety.
        Przemoc miał na co dzień w dzieciństwie i sam jest przemocowcem. Niestety na tyle tępym emocjonalnie, że nie do zmiany...
        • ciociacesia wypieram 23.02.12, 11:54
          mozliwosc istnienia takich ludzi.
          • sandrad2 Re: wypieram 23.02.12, 11:59
            to dość wygodne, ale lepiej ściągnij różowe okulary bo fałszują rzeczywistość.
        • jasamale Re: troll 23.02.12, 12:23
          Gdybym był przemocowcem przecież nie zarzucono by mi że: BYŁEM ZA SPOKOJNY smile
        • jasamale Re: troll 23.02.12, 12:29
          Drogie Panie, może się ustosunkujecie do tego czy można się drzeć na faceta, nawkładać mu ile tylko się da i co ślina na język przyniesie itp, i to wszystko bezkarnie, no bo co można Wam zrobić, przecież będziemy przemocowcem jeśli żadne tłumaczenia, prośby, ciche dni, jeśli nic nie pomaga to co można Wam zrobić?????
          Chyba tylko rozwieść się z Wami.
          • sandrad2 Re: troll 23.02.12, 12:37
            karanie milczeniem to przemoc psychiczna.
            a z tego co napisałeś, to z tobą się tu rozwodzą a nie odwrotnie.

            jestes chory od dzieciństwa na przemoc. czy to ci się podoba czy nie. niestety zakochany przy tym w ojcu pijaku i agresorze - więc czeka cie nieuchronnie destrukcja i patologia. sorry winnetou, taki life. chyba, że na parę lat siądziesz na kozetkę u psychologa żeby się odkodować. ale na to za leniwy i zbyt egocentryczny jesteś.
            • yoma Re: troll 23.02.12, 13:26
              Sandrad, daj spokój, koleś jest zabetonowany. Idę na bloga się pośmiać smile
              • sandrad2 Re: troll 23.02.12, 13:34
                Na bloga nie zaglądałam. Brrrr.
                • luciva Re: troll 23.02.12, 14:59
                  Ja już się pogubiłam.
                  Jasamale, piszesz: "(...) wściekłość, że się z nią rozwiodłem(...)"
                  Przecież to ona Cię wyrzuciła, odeszła.
                  Dlaczego więc miałaby być wściekła?
                  • jasamale Re: troll 23.02.12, 23:06
                    Tak jest, spakowała mnie i wyrzuciła,
                    ale potem za tydzień zadzwoniła (z namową rodziców pewnie, uświadomili jej że będzie rozwódką) i powiedziała że jak chcę to możemy porozmawiać,
                    w trakcie tej rozmowy dowiedziałem się że ona to robi tylko dla dziecka, i że jeśli się poprawię, zmienię to ona mnie jeszcze przyjmie. Ja powiedziałem że dobrze ale nie będę mieszkał w Makłówce, ona na to że gdzie indziej nie będzie mieszkać i że tylko w Makłówce może mieszkać. Ja na to że z Makłówką się nie żeniłem, tam nie jestem u siebie, tam o moim małżeństwie decydują jej rodzice, a mnie tylko informują. Widziałem że nic nie zrozumiała, i że gdybym został byłoby tak samo jak było do tego czasu.
                    Poszedłem do adwokata i jest rozwód, przed sądem pani sędzia mówiła żebyśmy jeszcze przemyśleli, i może pogodzili się, ja mówiłem że jestem otwarty na propozycje, ona powiedziała że mnie nie chce!
              • kami_hope Re: troll 23.02.12, 18:44
                Yoma, przygotuj sobie jakieś jedzonko i drinka, będzie kino wink
                • yoma Re: troll 23.02.12, 18:54
                  A idź. To nie kino, lecz kabaret, i to taki jakiś wybitnie nieśmieszny smile
                  • kami_hope Re: troll 23.02.12, 19:35
                    Tragikomedia wink
                    jeśli doczekamy, może z happy end'em
                    • yoma Re: troll 23.02.12, 19:40
                      Zaraz zaraz, a co by tu mogło być happy endem według ciebie? Że pan wejrzy w siebie i zawyje "byłem swołocz, ubij mienia, wszystko naprawię"? Nie wierzę smile
                      • kami_hope Re: troll 23.02.12, 20:27
                        No, że odpuści walkę o stracone idee. Że pójdzie na terapię dla DDA. Że go olśni i zrozumie, że samą jego „miłością” (wypaczoną!) i ckliwymi słówkami jego córka nie będzie żyła, że musi jeść, mieć się w co ubrać, itd. (że alimenty, obok ojcowskiej miłości są niezbędne do rozwoju dziecka). No wiesz…
                        Yoma, Nadzieja to moje drugie imię smile. Ja mam nadzieję, że JA SAM Ale da radę unieść ten ciężar i w końcu odnajdzie właściwe drogi… a nie te pokrętne uncertain
                        • yoma Re: troll 23.02.12, 20:48
                          Jesteś niepoprawną optymistką (i dobrze) smile A dajcie mu bogowie zdrowie i długie życie, bo na rozum chyba trochę za późno. Chociaż...
                          • kami_hope Re: troll 23.02.12, 21:02
                            To ja o ten rozum do bogów wnoszę... Nadzieja smile
                            • yoma Re: troll 23.02.12, 21:14
                              A potem żyli długo i szczęśliwie i mieli jeszcze dużo tłustych dzieci smile
                          • kasiamasia Re: troll 23.02.12, 23:18
                            Jesteś niepoprawną optymistką (i dobrze) smile A dajcie mu bogowie zdrowie i długi
                            > e życie, bo na rozum chyba trochę za późno. Chociaż...

                            Jak tak mozesz zyczyc mu rozumu, przeciez on "swoj" rozum ma!!
                            A ze wiekszosc "tutaj" nie potrafi zrozumiec jego logiki, to juz jest problem wiekszosci
                            nie jego. On przeciez wie lepiej jak mialy wygladac relacje z "pania zona" i tesciami.
                            A teraz jeszcze te okropne plotki i klamstwa na jego temat w calej Polsce!!!
                            Przeciez ludzie go nie szanuja i palcami wytykaja, a jak on sie moze pokazac na ulicy!!

                            Jednego tylko nie moge zrozumiec, jak dlugo mozna w sobie karmic zawisc i pretensje do drugiej osoby: 2 lata spotykania sie, slub, dziecko z rok po slubie (teraz dziecko 6.5 roku),
                            wyjazd za granice na 7 miesiecy (jak dziecko bylo 5 miesieczne) i juz bez powrotu na lono rodziny.
                            Czyli 2 lata "chodzenia"
                            Slub i dziecko (1.5 roku do wyjazdu)
                            brak powrotu na lono rodziny przez ostatnie 6 lat........................

                            Czyli przez 6 lat Jasam nie potrafil sobie poradzic ze swoimi uczuciami do Ex zony (i jej rodziny) po 1.5 roku malzenstwa z rozsadku??
                            Nie potrafi takze poradzic sobie i uczuciami w stosunku do dziecka:
                            wyjechal kiedy mala miala 5 miesiecy, obrazil sie i nie pokazywal przez 7 miesiecy w ogole
                            potem deklaruje sie ze przez nastepne 3 lata widywal mala moze raz w miesiacu,
                            a teraz najlepiej byloby zeby on mogl mala wychowywac bo on przeciez jest "idealnym rodzicem".
                            Zastanawia mnie czy JASAM bedzie sie karmil swoimi pretensjami przez kolejne 20-30 lat!
                            Bo przeciez on tak sie staral i tak bardzo chcial zeby ona dala sie kochac, a moze nawet by jej samochod kupil...........
                            Czy za 3-5 lat dowiemy sie na innym forum lub blogu, jaka niewdziecznica jest corka,
                            ktora tez moze nie biedzie chciala dac sie kochac (jak jej wredna matka) ??
                            • esteraj Re: troll 23.02.12, 23:52
                              Ja nie widzę u Jasamala zawiści i wydumanych pretensji. Widzę jego zmagania z poczuciem niesprawiedliwości.
                              Wiele rzeczy jest przedstawionych chaotycznie, bo emocje robią swoje.
                              Na pewno trudno jest się dogadać z kobietą, która ciągle jest pod wpływem rodziców. Poza tym w tym związku ewidentnie jest wyczuwalny brak miłości.
                              Przynajmniej widać w autorze chęć zmiany. Może to jednak wina kobiety, że nie potrafiła jasno określić czego oczekuje.

                              Wydaje mi się, że Twoja ex, po tym jak wystąpiłeś do sądu ,przestraszyła się, że traci kontrolę i wpływ na Ciebie, stąd jej agresja i utrudnianie spotkań z dzieckiem. Może to taki typ, który lubi gnębić człowieka i mieć nad nim władzę.
                              • zmeczona100 Re: troll 24.02.12, 00:13
                                idę o zakład, że sądowe uregulowanie kontaktów z dzieckiem to pomysł ojców walczących czy jakoś tak- no i na to matka się zbiesiła, bo skoro do tej pory nie narzekał na kontakty, nie miał problemów ze spotkaniami z córką, to po kiego grzyba poleciał do sądu? Dla satysfakcji, że ma być tak, jak on chce, bo tak mu walczący podpowiedzieli? No to teraz niech mu wyprostują sytuację.

                                Esteraj, niesprawiedliwość w ich przypadku polega na tym, że kobita, mimo wcale nie nastoletniego wieku, dała się wkręcić w małżeństwo i rodzicielstwo, że niepotrzebnie zaufała, a przede wszystkim- że nie ma obiektywnej metody oceny dojrzałości osób, które chcą zawrzeć małżeństwo...

                                Może to jednak wina kobiety, że nie p
                                > otrafiła jasno określić czego oczekuje.

                                Masz na mysli kolor ścian w salonie czy rodzaj ekspresu do kawy?
                                A może powinna mu zakomunikować, że oczekuje, iż będzie pracował zawodowo i współutrzymywał dziecko, albo żeby nie nosił dziurawych skarpet i nie chodził zarośnięty jak dziad?
                                • jasamale Re: troll 24.02.12, 23:48
                                  nie czytasz dokładnie zmeczona, albo czytasz tylko to co chcesz przeczytać i jeszcze po swojemu zinterpretujesz,
                                  dopóki byłem za granicą odwiedzałem dziecko możliwie jak najczęściej, ale częściej jak raz na miesiąc, półtora się nie dało, musiałem się zgodzić na takie odwiedziny i chociaż traktowali mnie jak traktowali, siedziałem cicho, dziecko jeszcze nie rozumiało, uczyło się mowić dopiero, nie miałem czasu iść do sądu, ani dowodów, zbierałem je, przeważnie brałem dyktafon ze sobą, nagrywało się to jak darli się na mnie,
                                  do Polski wrociłem końcem 2008, ale jeszcze postanowiłem, zbierać dowody. Międzyczasie próbowałem rozmawiać z eks żoną żebym mógł kontaktować się z dzieckiem poza domem, i o spokojnych kontaktach, musiałabyś słyszeć co mówiła zmieniła byś zdanie może, pierwsze obiecywała potem z wszystkiego się wycofała.
                                  Końcem 2010 odkryli jednak że nagrywam wszystko, i zacząło się jeszcze ze zdwojoną siłą, dziecko coraz więcej rozumiało, postanowiłem działać. Wniosek złożyłem w tamtym roku jeszcze w lecie, ciągnie się to do dziś, dziecko będzie badane przez psychologów czy to co mówię jest prawdą, a tymczasem nastawianie dziecka trwa do dziś

                                  Zawodowo pracowałem, miałem dochody większe od niej, wydawałem na dziecko i rodzinę 95% zarobionych pieniędzy za dziurkę w skarpecie przeprosiłem, więcej się to nie powtórzyło, nie chodziłem zarośnięty
                              • kami_hope Re: troll 24.02.12, 00:19
                                forum.gazeta.pl/forum/s,24087,133248177.html?t=1&a=133626532&rep=1
                                Facetowi się marzy tresura w arabskim stylu. Tak, zgadzam się, on ma poczucie niesprawiedliwości. Tyle, że to jego poczucie wynika z patologii (!!). I tej patologii jego była żona nie chce.

                                A teraz? Gość, nie chce być ojcem i nie dba o rozwój dziecka. On CHCE to dziecko, jako własność. Podobnie jak to ma miejsce we wschodnich klimatach.

                                On CHCE taką samą niewolnicę, jaką była jego matka dla ojca. To jest dla niego wzór miłości. Takiej miłości on chce.

                                Która normalna kobieta zgodzi się na taką "miłość"?
                                • esteraj Re: troll 24.02.12, 00:34
                                  E no..., bez przesady.
                                  Jasamal rozpatruje arabski styl, bo jak się przekonał dobre chęci i gesty nie dały pozytywnego rezultatu. Ex wraz za swoją rodzinką chcieli zrobić z niego parobka, a on się jednak na to nie zgodził.
                                  Uregulowanie sądowne miało mu zapewnić gwarantowany, nieograniczony kontakt z dzieckiem a nie uzależniony od humorów rodzinki.
                                  • jasamale Re: troll 24.02.12, 11:33
                                    Esteraj kto Ty jesteś?
                                    Czy została byś moim adwokatem? smile JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ

                                    NIGDY NIE UDERZYŁEM ŻADNEJ KOBIETY I NIE ZAMIERZAM. JEST DOKŁADNIE TAK JAK NAPISAŁAŚ
                                    • braktalentu Re: troll 24.02.12, 12:06
                                      Czy gdyby policjant tłumaczył Ci coś o mandacie, a Ty nie rozumiałbyś o co dokładnie chodzi, to pchnąłbyś go żeby sobie usiadł?
                                      Czy żona to taki sam człowiek jak inni, czy też w stosunku to żony obowiązują inne niż społecznie przyjęte formy komunikacji?
                                      Czy gdyby żona podniosła się z kanapy i z kolei popchnęła Ciebie, żebyś sobie usiadł jakbyś to zinterpretował?
                                      Co w ogóle myślisz Jasamale o popychaniu ludzi, żeby sobie usiedli?
                                      • jasamale Re: troll 24.02.12, 23:54
                                        ja od 2 lat ją pytałem o co chodzi i bardzo często dostawiałam taką odpowiedź: TY WIESZ DOBRZE O CO!!! albo jakieś inne ogólniki

                                        mylę że byłem za dobry, za łagodny dla niej

                                        nie dam rady wszystkim odpisać ale zapraszam jutro na bloga odpowiem, może zrozumiecie
                                      • jasamale Re: troll 24.02.12, 23:55
                                        nie jutro, w niedzielę
                                  • kami_hope Re: troll 24.02.12, 12:11

                                    Esteraj, chyba piszemy o dwóch różnych osobach.
                                    Gdyby było jak twierdzisz i gość nie dałby zrobić z siebie parobka, to założyłby dla własnej rodziny oddzielne gniazdo. Tylko, że tutaj małżeństwo od początku nie było priorytetem, a jedynie środkiem do osiągnięcia założonego celu. Facet poczuł upływ czasu, a że nieliczne związki jakie tworzył zakończyły się fiaskiem, to na gwałt musiał znaleźć sobie żonę. Bo na wiosce to wstyd… i palcami byłby wytykany. A dalej, spłodził potomka, bo małżeństwo bez dziecka, to chyba jeszcze większy wstyd. Nic to, że miłości między nimi nie było (i nie mogło być, bo Jasamale ma wypaczony pogląd na miłość), liczy się „sztuka”.
                                    Wredne jest to, co wypisuje na blogu. Oszczernia byłą żonę i jej rodzinę w imię poczucia „sprawiedliwości”, wszak nie ma kontaktu bezpośredniego z byłą, to choć z dystansu – w dostępny mu sposób – krzywdzi i karze.

                                    > NIGDY NIE UDERZYŁEM ŻADNEJ KOBIETY I NIE ZAMIERZAM.
                                    Nie uderzył ale popychał.
                                    Jak się ma użycie siły fizycznej przeciwko słowom?
                                    Jeśli już, to słowo można zastosować przeciwko słowom. A obronę fizyczną w wypadku ataku fizycznego. Jeśli „obrona” (tu nie była to obrona, bo nie był atakowany, a jedynie nie rozumiał o co żonie chodzi – różnica, czyż nie?) jest niewspółmierna do zadawanej krzywdy, wtedy staje się aktem przemocy i jest karalna (!)
                                    A i… groźba użycia siły też jest karalna.
                                    Cyt. z e-prawnik: „Groźba karalna może zostać wyrażona w wypowiedzi słownej, pisemnie, gestem. Każdy człowiek ma prawo do wolności od zastraszania go przez inne osoby.”
                                    • esteraj Re: troll 24.02.12, 14:03
                                      kami_hope napisała:

                                      >
                                      > Esteraj, chyba piszemy o dwóch różnych osobach.

                                      Nie piszemy o dwóch różnych osobach, ale rozpatrujemy zachowanie Jasamala na podstawie znanych nam doświadczeń i obserwacji otoczenia.
                                      To co pisze Jasamal to wyrywki jego życia. Trudno jest zbudować na nich rzeczywisty obraz, bo są to jednostronne zapisy mocno zabarwione emocjami. Emocjami bezradności.
                                      My czytający w naszej wyobraźni "dośpiewujemy" sobie resztę. Mamy kredki, karton i kilka faktów. Nasze obrazy będą znacznie się różniły, każdy będzie inny.

                                      > Gdyby było jak twierdzisz i gość nie dałby zrobić z siebie parobka, to założyłb
                                      > y dla własnej rodziny oddzielne gniazdo.

                                      Przecież (chyba) Jasamale pisał, że był gotów zamieszkać oddzielnie. Sądził jednak, że takie rozwiązanie jak zamieszkanie z rodzicami (teściami) może mieć zalety, bo żona będzie miała wsparcie, zaoszczędzą na kosztach... Uważał, że będą to normalne stosunki i będzie można się dogadać.
                                      Ja również zamieszkałam u teściów. Każdy ze znanych mi osób mocno mnie przed tym przestrzegał. Nigdy nie miałam z nimi jakichkolwiek zatargów. Oni szanowali mnie, ja ich.
                                      Pamiętam, jak teściowa zasugerowała mi, jak powinniśmy urządzić mieszkanie.
                                      Gdy powiedziałam o tym fakcie swojej mamie, ta zaczęła nastawiać mnie przeciwko niej, bo jak to, po co ona się wtrąca, chce być najmądrzejsza, rozporządzać naszymi pieniędzmi itp.
                                      Zastanowiłam się chwilę, czy rzeczywiście tak jest?
                                      Ja zobaczyłam, że teściowa miała dobre intencje, chciała podzielić się swoimi doświadczeniami, udzielić nam rad i wskazówek byśmy nie popełnili błędu. Podziękowałam jej i powiedziałam, że zrobimy to troszkę inaczej, a jak będzie źle, to trudno.
                                      Dziś w swoich teściach mam wielkie oparcie i oni mogą liczyć na mnie.
                                      Gdybyśmy zamieszkali w domu moich rodziców, być może (a nawet bardzo prawdopodobne), że długo nie bylibyśmy małżeństwem.

                                      Rozumiem także Jasamala, bo sama pochodzę ze wsi. Wiem jak istotna w takim zamkniętym społeczeństwie jest opinia ludzi, opinia większości. Słabego człowieka można zniszczyć. Człowieka, który nie zna innego sposobu na życie, nie wie, że można inaczej.

                                      Gdy byłam młodą dziewczyną poszłam na spacer do lasu z chłopakiem. Któraś z mieszkanek mojej wsi nas zobaczyła. Dorobiła sobie historię i zrobiła ze mnie "puszczalską". Dostałam burę od rodziców. Zostałam poniżona i upokorzona. Przeszła mi myśl o samobójstwie. Wtedy też przyszła myśl, że ten czas minie, ludzie zapomną, znajdą inny powód do plotek, a życie przyniesie może coś miłego.
                                      Nie raz jeszcze życie doświadczało mnie wstydem, nauczyłam się jednak z nim żyć i sobie z nim radzić.

                                      Nic to, że miłości między nimi nie było (i nie mogło
                                      > być, bo Jasamale ma wypaczony pogląd na miłość), liczy się „sztuka”.

                                      Jasamale chciał kochać, ale może kochał nieudolnie. Okazywał miłość tak jak umiał, tak jak go nauczono i według przekazanych mu wzorców. Czy można za to go winić?
                                      Czy jest jego winą, że małżonka miała inne wyobrażenie miłości i małżeństwa?
                                      Mało tego, nie umiała przekazać mu swoich wizji. Chciała żeby się domyślił.
                                      A niby jak miał to zrobić?
                                      Jakakolwiek próba konstruktywnej rozmowy kończyła się wrzaskiem i stwierdzeniem "Przecież powinieneś to wiedzieć. Nie rób z siebie głupka, jesteś idiotą itp."

                                      Jak czytam wypowiedzi co niektórych tutaj osób, to ich taktyka jest również wyrazem bezsilności i bezradności w przekazaniu komunikatu.

                                      "Jasamal to beton, tępak do potęgi n-tej, tłumok itp."

                                      "Jak on może nie rozumieć, przecież jestem taką mądrą osobą, przecież niejedna osoba doceniła moje rady... to nie moja wina, że on nie rozumie, to on jest idiotą".
                                      Żeby jeszcze ta myśl stała się wiarygodna, to trzeba by go ośmieszyć "Chodźcie wszyscy, kino się zaczyna" smile

                                      Jakie to schematyczne... Najpierw upokorzenie, potem krzyk, potem przemoc fizyczna...

                                      Co niektórzy, zatrzymują się na etapie wyśmiewania, w tym przecież nikt nie dopatrzy się zaczątków przemocy...

                                      A przecież wystarczyłoby się przyznać: "Jestem bezradna jeśli chodzi o Twoją sytuację, nie potrafię Ci pomóc, nie znam odpowiednich argumentów i sposobów by wpłynąć na zmianę Twoich przekonań... Powiedziałam, co wiedziałam, a teraz może ktoś inny będzie znał lepszy sposób"

                                      Osoby, które nie wycofują się z pisania komentarzy (podobnie w przypadku wątku Herty) tak naprawdę nie chcą udzielić rady (tzn. pierwotne intencje takie są), przychodzą tutaj by zaspokoić swoje ego, żeby wykazać się mądrością, by ktoś je docenił.*

                                      * Żeby nie było, sama też karmię swojego ego smile
                                      Nie zgadzam się jednak z poniżaniem forumowiczów.

                                      Jasamal sięga MYŚLAMI ( nie wprowadził w czyn) do arabskich metod, bo szuka jakiegokolwiek sposobu na swoją bezsilność, bezradność do zaistniałej sytuacji.
                                      Biorąc pod uwagę kilka takich przykładów, gdy przemoc pomogła lub raczej przyniosła pożądany efekt, staje się jedną ze sposobów, które należałoby rozważyć.
                                      Jednak Jasamal nie uderzył jak dotąd żadnej kobiety i oby tak zostało.

                                      ------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                      "Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień"
                                      • yoma Re: troll 24.02.12, 14:37
                                        Widzisz, generalnie wszystko prawda, tyle że nie do końca.

                                        Bo akurat tu na tym forum w ludziach jest kupa dobrej woli i jeśli ktoś przychodzi z problemem, to mu się starają doradzić mniej czy bardziej udolnie. Tyle, że zakładają też jakąś wolę współpracy z drugiej strony. Ale jeśli się mówi drugiej stronie to a to raz, drugi, trzeci jak krowie na rowie, a druga strona nic, tylko mle swoje "ale ja byłem dobry, kupiłem paltocik", to co ta druga strona jest? Ta druga strona jest, z przeproszeniem, beton. Beton w potocznym znaczeniu to jest ktoś impregnowany na argumenty. Po co w ogóle wchodzi, skoro tak? Pochwalić się, jaki był dobry?

                                        To niech się wobec tego liczy z tym, że się wystawi i na pośmiewisko. Bo każda dobra wola się kiedyś skończy, a potem zaczyna się zniecierpliwienie, a potem i docinki. Ludzie są tylko ludźmi i kiedy widzą, że z dobrej woli nici, to się zaczynają śmiać.
                                        • esteraj Re: troll 24.02.12, 15:25
                                          yoma napisała:
                                          Tyle, ż
                                          > e zakładają też jakąś wolę współpracy z drugiej strony. Ale jeśli się mówi drug
                                          > iej stronie to a to raz, drugi, trzeci jak krowie na rowie, a druga strona nic,
                                          > tylko mle swoje "ale ja byłem dobry, kupiłem paltocik", to co ta druga strona
                                          > jest?

                                          No to teraz Yoma poczułaś tą samą bezsilność jaką czuje Jasamale.
                                          On chciał ratować małżeństwo, chciał coś zmienić, chciał coś wytłumaczyć, a jego żona co? beton!
                                          Nawet to, że może w końcu nie wytrzymał i "mocniej" posadził swoją żonę by usiadła jest brane za przemoc.
                                          Pytam się zatem, czym jest Wasze szydzenie z niego, poniżanie i wyzywanie?
                                          Do jakich zachowań mogłybyście się posunąć w realu?

                                          Po co w ogóle wchodzi, skoro tak? Poc
                                          > hwalić się, jaki był dobry?
                                          Przyszedł, żeby zaczerpnąć opinii, może pomysłu na inne rozwiązania...

                                          Nigdy nie dotrze się do człowieka, gdy pierwszym ruchem będzie atak.

                                          > Bo każda
                                          > dobra wola się kiedyś skończy, a potem zaczyna się zniecierpliwienie, a potem i
                                          > docinki. Ludzie są tylko ludźmi i kiedy widzą, że z dobrej woli nici, to się z
                                          > aczynają śmiać.

                                          I to Yoma weź pod uwagę.
                                          • yoma Re: troll 24.02.12, 15:51
                                            > No to teraz Yoma poczułaś tą samą bezsilność jaką czuje Jasamale.

                                            Nie. Bo mnie Jasamale ani ziębi, ani grzeje.

                                            > > On chciał ratować małżeństwo, chciał coś zmienić, chciał coś wytłumaczyć, a jeg
                                            > o żona co? beton!

                                            Rzeczywiście, biedactwo. Chciało coś zmienić, więc zażądało, żeby teściowie mu swój dom podarowali. No proszę cię...

                                            > > Nawet to, że może w końcu nie wytrzymał i "mocniej" posadził swoją żonę by usia
                                            > dła jest brane za przemoc.
                                            > Pytam się zatem, czym jest Wasze szydzenie z niego, poniżanie i wyzywanie?

                                            Rozumiem. Rękoczyny przemocą nie są, nabijanie się z biedactwa nią jest.

                                            > Nigdy nie dotrze się do człowieka, gdy pierwszym ruchem będzie atak.

                                            I właśnie tłumaczę grzecznie, że pierwszym odruchem jest udzielenie potrzebującemu pomocy. Ale jak rzekomo potrzebujący nie chce, to nie, nieprawdaż?

                                            Chcesz, to głaszcz biedactwo po główce. Ja nie mam zamiaru.
                                      • kasiamasia Happy End 24.02.12, 15:17
                                        No to udalo nam sie podsumowac historie szczesliwym zakonczeniem,
                                        Jasamale znalazl kogos kto go rozumie.
                                        > Rozumiem także Jasamala, bo sama pochodzę ze wsi. >>Wiem jak istotna w takim zamk
                                        > niętym społeczeństwie jest opinia ludzi, opinia większości. Słabego człowieka m
                                        > ożna zniszczyć. Człowieka, który nie zna innego sposobu na życie, nie wie, że m
                                        > ożna inaczej.
                                        Ale Jasamale nie mieszka ma Makowce, mieszka 30 km dalej. Nie zna ludzi tam,
                                        a tak bardzo martwi sie o to co ludzie mysla sobie o nim.
                                        A co o plotkach sasiadow zony i rodziny, byl maz, zrobil dziecko i zaginal!
                                        I co myslisz opowiadali sasiedzi wtedy!

                                        Posadza zone o szkalowanie.
                                        Jasamale wyjechal do pracy za granice (na 3 miesiace) zostawiajac zone z 5 miesiecznym
                                        dzieckiem z 250 zl "swoich" pieniedzy (plus raczyl pozostawic jej 3000 zl z prezentow slubnych, sam wydal 3700 tych pieniedzy wedlug wlasnego widzimisie). Kluczyki do samochodu zostawil koledze (nie zonie). Potem sie zali ze jak dzwonil to zony to chciala pieniedzy na utrzymanie dziecka bo te 3000 wydalana kupienie samochodu.
                                        Pieniadze z prezentow slubnych on wydal na co chcial, ona wydala na to o czym mowila wczesniej- samochod (a on przeciez mowil ze moze jej kupi malucha- wlasnie obchodzilsmy 40 lat rozpoczecia produkcji- cud samochod, wiem mialam).
                                        Czyli jego wklad wlasny w utrzymywanie wspolnego dziecka wyniosl 250 zl ( na planowane 3 miesiace)!!! No bo jak to, on rzadzi i wiecej pieniedzy nie wyslal. A jak sie zonie nie podoba to on jej pokazal i zostal za granica 7 miesiecy bez pokazywania sie w kraju i wysylania pieniedzy na utrzymanie dziecka (i moze zony, bo nie wiemy czy wrocila do pracy zaraz po macierzynskim).
                                        No to Esteraj co rodzice i zona powinni powiedziec sasiadom pytajacym o meza corki?
                                        W koncu ich opinia jest taka wazna i moga cie zaszczuc!!!
                                        fakty Jasamale wyjechal, zostawil 250 zl, pieniedzy nie przysylal, swoj samochod z kluczykami zostawil koledze........
                                        podejrzewam ze zona skakala z radosci z 5 miesiecznym dzieckiem pozostawiona sama (pierwszy rok po urodzenia dziecka jest trudny dla wszystkich malzenstw).
                                        No ale wszystko to jej wina bo nie dala sie kochac, no i nie pokazal sie we wsi 7 miesiecy, nie przyslal pieniedzy..........
                                        Ale on przeciez tak sie staral, tak mocno chcial i kochal........
                                        Ja tutaj tych staran i milosci ciagle nie moge doszukac.
                                        • esteraj Re: Happy End 24.02.12, 15:32
                                          kasiamasia napisała:

                                          > Ale Jasamale nie mieszka ma Makowce, mieszka 30 km dalej. Nie zna ludzi tam,
                                          > a tak bardzo martwi sie o to co ludzie mysla sobie o nim.

                                          Ta opinia nie ma wpływu na niego, ale na światopogląd, który dopiero się rozwija w główce jego małej córeczki.

                                          Co do pieniędzy, to tu jest wiele niejasności. Brak chronologii. Nie wypowiadam się w tym temacie, nie znam ich ustaleń (może nie doczytałam, nie wiem).
                                          • endrju579 Re: Happy End 24.02.12, 16:16
                                            Esteraj, na przyszłość zanim tu coś o sobie napiszesz, to pamiętaj że zostanie to wykorzystane przeciwko Tobie.
                                            • kasiamasia Re: Happy End 24.02.12, 17:31
                                              endrju579 napisał:

                                              > Esteraj, na przyszłość zanim tu coś o sobie napiszesz, to pamiętaj że zostanie
                                              > to wykorzystane przeciwko Tobie.

                                              Esteraj bardzo dobrze zna plotki i zamkniete srodowisko wiejskie, gdzie ludzie sa bardzo szybcy do oceny i pomowien.
                                              Esteraj bardzo wspolczuje Jasamale, bo ludzie (ktorych on nie zna)
                                              opowiadaja rozne rzeczy o nim,
                                              natomiast ma zero zrozumienia dla prob obrony opini zony(i jej rodziny)
                                              w oczach sasiadow (ktorym uciekl ziec od "felernej i zlej" corki.
                                          • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Happy End 24.02.12, 16:49
                                            esteraj napisała:

                                            > Co do pieniędzy, to tu jest wiele niejasności. Brak chronologii. Nie wypowiadam
                                            > się w tym temacie, nie znam ich ustaleń (może nie doczytałam, nie wiem).

                                            a szkoda, to pana słowa włąsne
                                            , chciała telewizję cyfrową-kupiliśmy razem. Trzymałem się takiej nie pisanej zasady, ponieważ pracowała i miała także swoje pieniądze, więc jakieś grubsze, droższe rzeczy kupowałem ja ze swoich pieniędzy, natomiast drobniejsze, tańsze (jedzenie na przykład) kupuje żona"
                                            a potem pan dokładnie wylicza poniesione przez siebie wydatki na dziecko przez 5 miesięcy (sam to gdzieś tutaj zapodal, ale nie chce mi się szukać, więc wkleję z blogu:
                                            "Poniżej przedstawię sumę poszczególnych wydatków które poniosłem w ciągu tylko pięciu miesięcy (miesiąc przed urodzeniem się dziecka do koń- ca grudnia kiedy to po nowym roku 2006 wyjechałem za granicę).
                                            1. Wyprawka dla dziecka (wózek, inne przybory, kosmetyki) – niecałe
                                            -------------------------------------------------------------------------------1000 zł.
                                            2. Chrzest, ja dałem 150 zł, moja żona 50 zł -------------------------150 zł.
                                            3. Fotelik samochodowy dla dziecka -----------------------------------213 zł.
                                            4. Szczepienia dziecka - 103 zł (pierwsze szczepienie, zostawiłem
                                            też dalsze 250 na następne szczepienie, miało kosztować 117 zł,
                                            reszta na ewentualnego lekarza prywatnego gdyby zaszła taka
                                            potrzeba, lub na lekarstwa, razem więc----------------------------353 zł.
                                            5. Prywatne badania lekarskie USG wykonane w Rzeszowie na
                                            ul. Szopena, „Medyk” Niepubliczny ZOZ----------------------------100 zł.
                                            6. Płatne badania moczu (kilka razy) --------------------------------------20 zł.
                                            7. Drobne wydatki na przykład na lekarstwa, mleko, pampersy itp.,
                                            (dość dużo z tych wydatków ponosiła żona, ale ja też kupowałem –
                                            ----------------------------------------------------------------------------------400 zł.
                                            8. Paliwo do samochodu i serwis. Gdzie trzeba było pojechać to
                                            jechałem, z pracy nieraz się zwalniałem. Jeździłem do lekarza z
                                            dzieckiem, do sklepu, na badania, do szczepienia, zależnie od
                                            potrzeby.
                                            Wszystkie te koszty ja ponosiłem.-----------------------------------800 zł.
                                            Razem około 3036 zł.

                                            Nie liczę ubezpieczenia za samochód za które zapłaciłem 350 zł, i prze-gląd. Rozumiem że koszty samochodu nie są bezpośrednim wydatkiem na dziecko. Jednak żeby jeździł trzeba o niego dbać. Tymczasem od mojej żony słyszę: Co mnie twój samochód obchodzi! Ale gdy tylko co było trzeba to korzystała z niego tak samo jak i ja. Jechaliśmy wszędzie gdzie tylko chciała.
                                            Miała też 3000 zł z wesela (na wesele dostaliśmy około 6700 zł, część pieniędzy się rozeszło kupiłem nowe meble, chwile też nie pracowałem, mniej więcej połowa się rozeszła na różne wydatki, z resztą trzeba było coś zrobić, włożyłem na konto. W dzień gdy wyszła ze szpitala dowiedziałem się ze jestem nie do życia. Byłem już tak skołowany i miałem tak wszystkiego dość że trzasnąłem drzwiami i pojechałem do domu. Jak przyjechałem po około trzech godzinach to jej rodzice rzucili się do mnie z pretensjami i do bitki że zostawiłem Mariolkę chorą i pojechałem. Powiedzieli żebym oddał pieniądze z wesela bo to ich część. Więc oddałem. I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł. I powiedziałem że jakby się dała kochać to by wszystko było inaczej. Za te pieniądze kupiła sobie samochód Tico, a mnie podała do sądu o alimenty, że nic nie daję na dziecko."


                                            są jakieś niejasności?
                                      • kasiamasia Arabskie metody 24.02.12, 15:29
                                        esteraj napisała:
                                        > Jasamal sięga MYŚLAMI ( nie wprowadził w czyn) do arabskich metod, bo szuka ja
                                        > kiegokolwiek sposobu na swoją bezsilność, bezradność do zaistniałej sytuacji.
                                        > Biorąc pod uwagę kilka takich przykładów, gdy przemoc pomogła lub raczej przyni
                                        > osła pożądany efekt, staje się jedną ze sposobów, które należałoby rozważyć.
                                        > Jednak Jasamal nie uderzył jak dotąd żadnej kobiety i oby tak zostało.

                                        Jasamal sięga MYŚLAMI ( nie wprowadził w czyn) do arabskich metod.....
                                        Tak nie reagowal na krzyki katowanej sasiadki (wolalacej o pomoc),
                                        bo sa uwazal ze to dobra metoda rozwiazywania problemow i nieporozumien w malzenstwie!!
                                        Nie udzielenie pomocy osobie w czasie kiedy ktos inny jak bije i katuje, tez jest przestepstwm, przyzwoleniem, zaniechaniem pomocy.
                                        No tylko on nie mogl jej wprowadzic w swojej rodzinie, bo jakby zaczal tak tluc zone w domu swoich tesciow, to podejrzewam ze wolani na pomoc nie ignorowali by krzykow bitej kobiety.
                                        A co pozniej?

                                        • esteraj Re: Arabskie metody 24.02.12, 15:38
                                          kasiamasia napisała:

                                          > Tak nie reagowal na krzyki katowanej sasiadki (wolalacej o pomoc),
                                          > bo sa uwazal ze to dobra metoda rozwiazywania problemow i nieporozumien w malz
                                          > enstwie!!

                                          Może znał na tyle tego człowieka (przypuszczam, że tak było), że wiedział, że tamten nie zrobi jej aż tak wielkiej krzywdy.
                                          Kasiu, broniłabyś człowieka, który sam dopuszczał się przemocy?
                                          W tym przypadku, tamta kobieta sama zaczęła.

                                          Nie popieram takich metod, ale potrafię je zrozumieć.
                                          • yoma Re: Arabskie metody 24.02.12, 15:52
                                            ... bo to zła kobieta była, to jej przyłożył z liścia...
                                          • nowel1 Re: Arabskie metody 24.02.12, 16:32
                                            esteraj napisała:


                                            > Może znał na tyle tego człowieka (przypuszczam, że tak było), że wiedział, że t
                                            > amten nie zrobi jej aż tak wielkiej krzywdy.
                                            > Kasiu, broniłabyś człowieka, który sam dopuszczał się przemocy?
                                            > W tym przypadku, tamta kobieta sama zaczęła.
                                            >
                                            > Nie popieram takich metod, ale potrafię je zrozumieć.



                                            A napisałaś tak esteraj o tym:

                                            Sara ciągle pyskuje aż się czerwona zrobiła, od kuchni i od tej pyskówki pewnie.
                                            On nagle wstał, i otwartą dłonią przyłożył jej aż się skuliła, złapał za włosy podniósł głowę i jeszcze raz, i jeszcze, zaciągnął do pokoju, zamknął drzwi, a tam było słychać jak ją leje. Zaczęła wołać jeszcze jak ją darł do pokoju - Mark.... Mark...- nie poszedłem jej bronić, nie miałem prawa, a nawet nie chciałem.
                                            Na drugi dzień Sara nie gotowała obiadu.
                                            W kolejnych dniach już gotowała, cichutka, ani słowem się nie odzywała do nikogo, do męża tak samo, przynajmniej w kuchni.
                                            Wyprowadziłem się stamtąd po paru miesiącach. Oni też zmienili mieszkanie. Spotkałem ich później, szli razem, On trzymał ją za rękę, Ona była w ciąży, zatrzymali się, On rozmawiał ze mną, Ona tylko cześć powiedziała.




                                            Ja myślałam, że Ty po prostu masz inne zdanie.
                                            Że można z tobą podyskutować, bo może coś przeoczyłaś.
                                            Teraz widzę, że się myliłam.
                                            Ty uważasz, że przemoc jest usprawiedliwiona.
                                          • kami_hope Re: Arabskie metody 24.02.12, 18:42
                                            esteraj napisała:
                                            > Może (...) wiedział, że tamten nie zrobi jej aż tak wielkiej krzywdy.

                                            On nagle wstał, i otwartą dłonią przyłożył jej aż się skuliła, złapał za włosy podniósł głowę i jeszcze raz, i jeszcze, zaciągnął do pokoju, zamknął drzwi, a tam było słychać jak ją leje. Zaczęła wołać jeszcze jak ją darł do pokoju - Mark.... Mark...

                                            To nie jest krzywda?
                                            To kiedy krzywda się zaczyna?

                                            Normalnie nie wierzę! Co portafisz w tym zrozumieć Esteraj? Ja nie potrafię zrozumieć, nie potrafię wytłumaczyć i ABSOLUTNIE POTĘPIAM.
                                            On jej nie bronił, bo: „nie miałem prawa, a nawet nie chciałem.”
                                            Bo on popiera akty przemocy: Uważam że niektórym naszym kobietom, także i tym na forum przydał by się taki arabski, wschodni mąż, albo trzeba by wysłać je na parę miesięcy na staż w tamte rejony.
                                            Bo wg niego TAK POWINNO BYĆ: „gotowała, cichutka, ani słowem się nie odzywała do nikogo, do męża tak samo, przynajmniej w kuchni”.
                                            • yoma Re: Arabskie metody 24.02.12, 19:27
                                              Mnie to... zatkało, szczerze mówiąc.

                                              No to mamy happy end. Mamy Jasamalego, który uważa, że nie ma co na tym forum szukać żony - i mamy jednak Esteraj, która nie będzie miała nic przeciwko, że dostanie w buzię, jak zasłuży.

                                              Nie o takim happy endzie myślałam co prawda...
                                              • zmeczona100 Re: Arabskie metody 24.02.12, 21:15
                                                No i git. Ważne, że się rozumieją i akceptują...
                                                • yoma Re: Arabskie metody 24.02.12, 21:34
                                                  To prawda. Skoro będą szczęśliwi...
                                        • zmeczona100 Re: Arabskie metody 24.02.12, 21:13
                                          > esteraj napisała:

                                          > > Biorąc pod uwagę kilka takich przykładów, gdy przemoc pomogła lub raczej
                                          > przyni
                                          > > osła pożądany efekt, staje się jedną ze sposobów, które należałoby rozważ
                                          > yć.

                                          Ożesz kurdę, ja pitolę.
                                          Kolejne DDA uncertain

                                          Esteraj, dlaczego nie zaproponowałaś, aby jasamale wyjechał więc do jakiegoś kraju arabskiego? Skoro jemu potrzebna jest kobieta podporządkowana, zdana na jego łaskę, to Arabka będzie w sam raz; nawet za liścia nikt się na niego krzywo nie popatrzy, a raczej będzie chwalony.
                                          • yoma Re: Arabskie metody 24.02.12, 21:32
                                            > Esteraj, dlaczego nie zaproponowałaś, aby jasamale wyjechał więc do jakiegoś kr
                                            > aju arabskiego?

                                            O przepraszam, ja zaproponowałam, tylko nie pamiętam, w tym czy tamtym wątku smile Tyle że przypomniałam delikatnie, ze w kraju arabskim w razie rozwodu Jasamale musiałby zwrócić żonie cały posag - i temat zdechł.
                                          • kasiamasia Re: Arabskie metody 24.02.12, 22:38
                                            zmeczona100 napisała:

                                            > > esteraj napisała:
                                            > > > Biorąc pod uwagę kilka takich przykładów, gdy przemoc pomogła lub raczej przyni
                                            > > > osła pożądany efekt, staje się jedną ze sposobów, które należałoby
                                            > rozważ yć.
                                            >
                                            > Ożesz kurdę, ja pitolę.
                                            > Kolejne DDA uncertain
                                            >
                                            > Esteraj, dlaczego nie zaproponowałaś, aby jasamale wyjechał więc do jakiegoś kr
                                            > aju arabskiego? Skoro jemu potrzebna jest kobieta podporządkowana, zdana na jeg
                                            > o łaskę, to Arabka będzie w sam raz; nawet za liścia nikt się na niego krzywo n
                                            > ie popatrzy, a raczej będzie chwalony.

                                            I znowu steroptypy o krajach arabskich:
                                            Kto tam biednemu golodupcowi da corke za zone??
                                            Ani referencji klanu rodzinnego! Ani bogatego wujka w rodzinie!
                                            Ani stada koz, wielbladow lub owiec dla ojca panny mlodej!
                                            Corki nie sa bogactwem rodziny, ale trzeba je sobie wykupic
                                            zamim mozna je traktowac "po arabsku"!

                                            Znam osobiscie wiele rodzin muzulmanskich, w ktorych kobiety traktuje sie z szacunkiem i miloscia. Znam takze duzo rodzin polskich (chrzescijanskich) z ludzmi o roznym poziomie wyksztalcenia i obycia w ktorych stosuje sie metody przemocy fizycznej, psychicznej i emocjonalnej.


                                            Esteraj uwaza ze jak ktos "zasluzy", to nalezy "rozwazyc" i zastosowanie "bicia po mordzie" innej osoby jest do akceptowalne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                            A gdzie w tym wszystkim jest netykalnosc osobista!? Szacunek do drugiej osoby?
                                            Czyli nie zrobila/zrobil tego co mu wspolmalzonek NAKAZAL to juz jest do zaacptowania:
                                            -niewspoluczestniczenie w kosztach utrzymania rodziny
                                            -darcie mordy i popychaniem, targaniem za kudly
                                            -urzadzanie tzw "cichych dni"
                                            -lamianie wczesniejszych ustalen ze wspolmalzonkiem (jak powrot wizyta po 7 miesiacach w domu zamiast powrotu po 3 miesiacach)............
                                            No bo Jasamal przeciez prosil, grozil, urzadzal ciche dni, obiecywal ze jak da sie lubic to dostanie samochod i paltocik, a tutaj nic nie dzialolo i zona w dalszym ciagu nie chiala
                                            "chodzic" jak w zegarku, jak to sobie Pan i Wladca wymarzyl!!!

                                            Czasami to szkoda ze mamy okazje tutaj tylko wysluchac jednej strony konfliktu.
                                            Ja tak naprawde interesujacym by bylo, jak ta cala smetna historia wygladala ze strony
                                            "Pani Ex zony"
                                            • esteraj Re: Arabskie metody 25.02.12, 14:37
                                              A co mi tam... pokuszę się na jeszcze małe sprostowanie.

                                              kasiamasia napisała:
                                              > Esteraj uwaza ze jak ktos "zasluzy", to nalezy "rozwazyc" i zastosowanie "bicia
                                              > po mordzie" innej osoby jest do akceptowalne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                              Zastanawiałam się na tym i chyba jest to dla mnie akceptowalne.

                                              Przypomniał mi się dzisiaj film "Dług".
                                              Fabuła tego filmu mówi o tym, jak to jeden kolega wrobił swoich znajomych w wyimaginowany dług. Nękał ich psychicznie, zastraszał i był zdolny do wszystkiego. Na koniec dwaj mężczyźni zamordowali dręczyciela. Szczerze mówiąc nie było mi żal zamordowanego.

                                              Nie jest mi żal, kiedy dręczyciele ponoszą karę fizyczną.
                                              Nie jest mi żal, kiedy gwałciciele kobiet, zostają zgwałceni przez współwięźniów.
                                              Nie jest mi żal, kiedy chłopak, który dręczył małolata dostanie "w pierdy" od kogoś innego.

                                              Matko. Jestem przerażona. Odkryłam, że jestem przemocowcem. Mam zespół DDA (kurde, tylko skąd?).

                                              Dlaczego się na to godzę? Dlaczego to akceptuję?
                                              Jeżeli jakaś osoba z premedytacją gnębi drugiego, to powinna się liczyć z tym, że w końcowym efekcie dostanie wreszcie po mordzie.
                                              Taki lajf, taka natura, taki mamy program.

                                              Co do Sary i Araba, to trzeba by było się zastanowić, co ona chciała osiągnąć przez swoje darcie?
                                              Ona chciała coś wymusić na swoim partnerze. Chciała więcej kasy, więcej uwagi, posłuszeństwa itp.
                                              Chęć wymuszenia przynosi taki skutek a nie inny.
                                              Negatywna emocja, presja, nacisk spowoduje wzrost ciśnienia, a potem wybuch. Takie są prawa fizyki.
                                              Od tamtej pory, Sara sama przekonała się, że nie jest to najlepsza metoda na przekazanie swoich oczekiwań, że niesie to ryzyko pobicia.
                                              No cóż, niektórzy muszą dotknąć, doświadczyć, poznać namacalnie konsekwencje, żeby uwierzyć.
                                              Naprawdę niewielu jest ludzi, którzy potrafią panować nad swoimi emocjami. To jest niesamowita sztuka. Z drugiej strony nie można też sobie pozwolić, żeby być ciągle opluwanym.
                                              Jeśli ktoś wchodzi w czyjąś przestrzeń, musi liczyć się z przykrymi konsekwencjami.

                                              Ogólnie temat jest bardzo kontrowersyjny i nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi.
                                              Na to, czy można kogoś bić po mordzie, czy nie, ma wpływ wielu czynników, a nie chce mi się ich po kolei roztrząsać.
                                              • kasiamasia Re: Arabskie metody 25.02.12, 18:00
                                                esteraj napisała:

                                                > A co mi tam... pokuszę się na jeszcze małe sprostowanie.

                                                > kasiamasia napisała:
                                                > > Esteraj uwaza ze jak ktos "zasluzy", to nalezy "rozwazyc" i zastosowanie
                                                > "bicia
                                                > > po mordzie" innej osoby jest do akceptowalne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                > Zastanawiałam się na tym i chyba jest to dla mnie akceptowalne.

                                                Slow mi zabraklo
                                                • zmeczona100 Re: Arabskie metody 25.02.12, 19:34
                                                  kasiamasia napisała:

                                                  > Slow mi zabraklo

                                                  Mi też...
                                                  Ale rozumiem, że każdy jest indywidualnością i w związku z tym może mieć własny, odmienny pogląd na życie. Jeden jest szczęsliwy, kiedy się ożeni, inny- jeśli się rozwiedzie, a są i tacy, którzy nie tylko, że nie potępiają, ale nawet pochwalają mordobicie i uznają je za przejaw miłości czy troski o drugą osobę ("Jak mąż nie bije, to kobicie wątroba gnije") albo prawa do takiego zachowania.

                                                  Postęp w "człowieczeństwie" polegał na tym, że przez wieki zostały wypracowane pewne oczekiwane zachowania społeczne uzaleznione od środowiska życia, kultury czy religii, a później, na ich podstawie tworzono prawo. Co prawda, nasze prawo zabrania stosowania przemocy, ale cóż robić, gdy dla niektórych ważniejsze są zachowania z obcej kultury? Reagować- i to wszystko.
                                            • zmeczona100 Re: Arabskie metody 25.02.12, 14:51
                                              > I znowu steroptypy o krajach arabskich:

                                              No tak big_grin Toż żaden szanujący się Arab nie oddałby godołupcowi swej córki big_grin

                                              > Znam osobiscie wiele rodzin muzulmanskich, w ktorych kobiety traktuje sie z sza
                                              > cunkiem i miloscia.

                                              Bo to zależy od tego, w jakiej kulturze wychowuje się człowiek. Chodziło mi generalnie o to, że tam jest przyzwolenie na stosowanie przemocy wobec kobiet (a raczej- stosowanie metod przymuszających kobiety do posłuszeństwa), a nie jej nakaz.

                                              > Czasami to szkoda ze mamy okazje tutaj tylko wysluchac jednej strony konfliktu.
                                              > Ja tak naprawde interesujacym by bylo, jak ta cala smetna historia wygladala ze
                                              > strony
                                              > "Pani Ex zony"

                                              Przez te kilka lat tu spędzonych ( big_grin weteranka ze mnie big_grin ) były kilkakrotnie poruszane te kwestie- że własnie byłoby to ciekawe, pouczające itp. No i kilka razy doszło do takiej konfrontacji (ostatnio Piegusek i jej partner) i powiem szczerze, że to jest raczej żenująca sytuacja; ja w ogóle jestem przeciwna takiemu publicznemu obnoszeniu się ze swym prywatnym życiem (oczywiście wtedy, gdy ktoś nie jest tak do końca anonimowy, ma forumowych znajomych itp.).
                                      • braktalentu Re: troll 24.02.12, 15:54
                                        "> Jasamale chciał kochać, ale może kochał nieudolnie. Okazywał miłość tak jak umi
                                        > ał, tak jak go nauczono i według przekazanych mu wzorców. Czy można za to go wi
                                        > nić? > Czy jest jego winą, że małżonka miała inne wyobrażenie miłości i małżeństwa?"

                                        Winą Jasamale nie jest to, że kochał nieudolnie, ale że zachowywał się w sposób niezgodny z normami swojej społeczności. Konsekwencją jest niechęć, którą budzi jak podejrzewam nie tylko na forum.
                                        Jeżeli komuś w życiu się nie wiedzie od długiego czasu i mimo to NADAL nie korzysta z informacji zwrotnych od otoczenia to JEST WINIEN (sam sobie).
                                        Jasamale jest winien swojemu nieszczęściu, jest winien odrzucenia pomocy i jest winien krzywdzie, którą wyrządza swojemu dziecku.
                                      • zmeczona100 Re: troll 24.02.12, 21:09
                                        esteraj napisała:

                                        Sądził jed
                                        > nak, że takie rozwiązanie jak zamieszkanie z rodzicami (teściami) może mieć zal
                                        > ety, bo żona będzie miała wsparcie, zaoszczędzą na kosztach...

                                        Taaak?
                                        Rodzice Jasamala schorowani, niepełnosprawni i wymagający opieki (leżący); jasamale pracujący ile się da, bo on się nie spieszy, a pracodawca nie patrzy na czas, ale na wykonanie roboty, wracający do domu zmęczony i oczekujący wypoczynku po tak cięzkiej pracy; samotna siostra jasamala, która pracowała zawodowo, bo przecież z czegoś utrzymać się musiała.

                                        No jak nic- pomoc, wsparcie jak cholera. Robota wielofunkcyjnego potrzebował w swym rodzinnym domu, a nie myslał o tym, jak ulżyć młodej matce.
                                • ciociacesia ale kto powiedzial ze musi byc normalna? 24.02.12, 10:28
                                  > Która normalna kobieta zgodzi się na taką "miłość"?

                                  malo to takich zaburzonych co na taki uklad pójda bo innego nie znaja? tylko wybierac smile
                                  • zmeczona100 Re: ale kto powiedzial ze musi byc normalna? 24.02.12, 12:14
                                    Hiehiehie, ale chodziło mi o normalne smile

                                    A zaburzone, albo młode i niedoświadczone, mogą się nabrać, przy czym te ostatnie jak już doświadczą na sobie tego miodu, to zwieją gdzie pieprz rośnie.

                                    Siostra jasamale na pewno jest i będzie szczęsliwa- nie dość, że ktoś chciał starą pannę, to w męża trafiła idealnie- świetnie dogaduje się z jej bratem smile
                                • jasamale Re: troll 24.02.12, 11:26
                                  oj ludzie ludzie, bez komentarza
                              • nowel1 Re: troll 24.02.12, 09:58
                                esteraj napisała:

                                > Ja nie widzę u Jasamala zawiści i wydumanych pretensji. Widzę jego zmagania z
                                > poczuciem niesprawiedliwości.

                                Esteraj, czytałaś ten przerażający opis na jego blogu? O kobiecie, współlokatorce, pobitej przez swojego męża, której jasamale odmówił pomocy, a która potem bardzo przycichła i spokorniała? Powiało grozą, wiesz?
                              • jasamale Re: troll 24.02.12, 11:24
                                Esteraj jesteś jedną z niewielu osób która jest choć troszkę wyrozumiała dla mnie, dziękuję.

                                Właśnie ona ma wsparcie w rodzicach we wszystkim co robi, brak miłości, masz rację, ja nie pcham się tam skoro mnie tam nie chcą. Po co im ktoś taki jak ja, powtórzył bym Ci co powiedzieli tylko to niecenzuralne i wstyd mi.

                                Sądu się nie przestraszyła za bardzo bo sąd odłożył w czasie rozprawę, skierował dziecko na badania specjalne, psychologiczne, tymczasem jest nastawiane konsekwentnie przeciwko mnie, tak że nawet już się do mnie nie odzywa jak przyjdę, a jeszcze pół roku temu pomimo że matka wydarła się czasem na mnie bawiliśmy się w najlepsze,
              • jasamale Re: troll 23.02.12, 22:46
                tyle Wam zostało niestety, niektórym,
                bo żadnych poważniejszych wniosków, refleksji nie potraficie wyciągnąć
            • jasamale Re: troll 23.02.12, 22:43
              Tato nigdy nie uderzył mamy, i ja nigdy nie uderzyłem żony, zresztą żadnej kobiety,

              powiedz, potrafiła byś się przytulić do kogoś kto ma wieczne pretensje i drze się na Ciebie???
              • kami_hope Re: troll 23.02.12, 23:17
                Pchnąłeś ją żeby sobie usiadła, bo nie rozumiałeś o co jej chodzi.
                Szantażowałeś.
                Zostawiłeś z dzieckiem bez środków na jego utrzymanie. Do dziś odżegnujesz się od zobowiązań finansowych wobec córki.
                Deprecjonowałeś żonę, stawiając innych ludzi na wyższej/ważniejszej od niej pozycji. I wiele wiele innych rzeczy, przy których "nie uderzyłem żony" nie wystarczy by wyglądać niewinnie i bohatersko.

                ... no i to wszystko co wypisujesz na blogu... brrr! teraz to i Ty nie licz na przytulenie od kogokolwiek, a już na pewno od nikogo z okolicznych...
                • jasamale Re: troll 23.02.12, 23:23
                  może powiedz z czym się nie zgadzasz na blogu??? jakieś argumenty, bo tak to możemy bez końca dyskutować
                  • zmeczona100 Re: troll 23.02.12, 23:41
                    Do tej pory nigdy nikomu nic takiego nie powiedziałam- nawet mojemu mężowi, który jest dokładnym odbiciem Ciebie, ale teraz to napiszę (chociaż nożyczki pewnie i tak zadziałają wink ).

                    Jasamale, jesteś po prostu tępolem, takim tępym osobnikiem, którego mózg nie przyjmuje już żadnych informacji, ale obraca tym, czym się karmił w dzieciństwie. To nie Ty masz ze sobą problem, bo Ty kompletnie nie rozumiesz, nie ogarniasz tego, o czym Ci tu inni piszą; problem ma z Tobą Twoja była żona i Wasze dziecko. Wcale się nie dziwię, że żona na Ciebie wrzeszczała- pewnie z bezsilności, bo tłumok nie rozumiał, o co chodzi.

                    Normalni, dojrzali ludzie nie żyją tak, jak Ty to sobie ubzdurałeś!!! To nie my nie rozumiemy, ale z Tobą jest coś nie tak!!!

                    Wiem, wiem... Wszyscy ci tutaj to głupole, a Ty jeden najmądrzejszy.

                    Twoja żona wycofała się z tego chorego układu w samą porę- inaczej przypłaciłaby to swoim zdrowiem.
                    • endrju579 Re: troll 24.02.12, 10:29
                      W małżeństwie też wiedziałaś wszystko najlepiej ? Nic dziwnego, że mąż Cię w końcu olał, skoro go miałaś za glupola.
                      • braktalentu Re: troll 24.02.12, 12:00
                        Mnie mąż nie olał. Jestem szczęśliwą mężatką. A piszę o tym, żeby nie było wątpliwości jakich "argumentów" nie warto w moim wypadku wytaczać.
                        Jasamale pisze bloga po to, żeby przedstawić osobom trzecim PRAWDĘ o swoim małżeństwie i rodzicielstwie. Blog ten jest jednostronnym zapisem przedstawienia i nie uwzględnia stanowiska innych niż Jasamale osób, które w nim występują. Na swoim blogu Jasamale opisuje TYLKO te fakty, które chce i prezentuje tylko SWOJE stanowisko.

                        Tymczasem większość osób, które owego bloga i posty Jasamale czytają są przerażone. Już historia opowiedziana przez Niego jest druzgocąca, a co by się działo gdyby tę historię uzupełnić o stanowisko pozostałych uczestników wydarzeń.
                        I przerażeni ludzie piszą: Jasamale brniesz w ślepą uliczkę, na tej drodze czeka Cię tylko nieszczęście, rozpacz i samotność. Pokazują Mu, że trzeba szukać rozwiązania w sobie, pokazują, że w takich wypadkach warto szukać pomocy u specjalisty. RATUJĄ JAK MOGĄ!

                        Jasamale, idzie dalej ścieżką prowadzącą donikąd i opowiada, że skoro krew się nie leje to on ranny nie jest, a wśród tłumu radzącego udanie się po pomoc interesuje Go tylko potencjalny adwokat Jego racji. Reszta to głupia tłuszcza.

                        Wreszcie ktoś w tłumie macha ręką na los Jasamale. Tylu ludzi próbuje Mu pomóc, a ten leci jak ćma do ognia. Stracił już przeszłość, traci teraźniejszość, a za chwilę straci też przyszłość. Tylu ludzi tłumaczy Mu na różne sposoby, że to co robi szkodzi Mu, a gość dalej, uparcie wali głową w mur. Jak to podsumować?



                        • kami_hope Re: troll 24.02.12, 12:26
                          Podam taki przykład z życia wzięty.
                          Jakoś tak rok temu, albo i więcej, spotykałam się z takim facetem. Byliśmy umówieni jakiegoś popołudnia. Dowiedziałam się, że koleżanka urodziła dziecko i właśnie wraca do domu. Zadzwoniłam do niego, że wybieram się do tej kobiety, bo to i to. On mi na to, że jasne, nie ma sprawy i tak właśnie jedzie z kumplem na zakupy. I ok, myślałam że dobrze się ułożyło. Następnym razem jak się spotkaliśmy, on mi zaczął robić wyrzuty, że sama nie wiem czego chcę, że raz się chcę spotkać, a potem nie przychodzę, że inna to by dostała po buzi za takie coś, ale on jest wyrozumiały i mnie nie zbije.
                          Pozostawiam bez komentarza.
                          Dodam jedynie, że facet był DDA, a ja bez uprzedzeń byłam otwarta na tą znajomość. Do czasu rzecz jasna.
                        • endrju579 Re: troll 24.02.12, 13:34
                          braktalentu napisała:

                          > Mnie mąż nie olał. Jestem szczęśliwą mężatką. A piszę o tym, żeby nie było wątp
                          > liwości jakich "argumentów" nie warto w moim wypadku wytaczać.


                          To nie był - jak twierdzisz - "argument", tylko wniosek. Wniosek dość oczywisty skoro Zmeczona z jednej strony uważa Jasamale za tępola, a z drugiej upatruje w nim "dokładne odbicie" własnego męża.

                          Argumenty to mogłyby być, gdybym włączył się do obrony Jasamale. Ale nie będzie, bo - wybacz - nic mu nie przyjdzie z mojego polemizowania z werbalną agresją, głupotą i demagogią jego oskarżycieli.

                          On potrzebuje adwokata w polskim swądzie rodzinnym, zdolnego sprawnie przeforsować jego kontakty z dzieckiem na neutralnym terenie (z dala od konfliktu, co dla wszystkich, a przede wszystkim dla dziecka, będzie najzdrowsze).
                          A z adwokatów na forum internetowym nic mu nie przyjdzie.
                          • sinsi Re: troll 24.02.12, 13:50
                            > On potrzebuje adwokata w polskim swądzie rodzinnym, zdolnego sprawnie przeforso
                            > wać jego kontakty z dzieckiem na neutralnym terenie (z dala od konfliktu, co dl
                            > a wszystkich, a przede wszystkim dla dziecka, będzie najzdrowsze).

                            Niewątpliwie masz rację. On bez adwokata w sądzie nie ma szans. Bo jesli sam zacznie mówić do sądu to co uważa, jak myśli, czego żąda, co wg niego mu się należy a co powinna żona ; to sąd bardzo szybko ograniczy mu prawa rodzicielskie dla dobra dziecka. I to nie dlatego, że sędzia będzie kobietą, bo dokładnie tak zrobił PAN sędzia gdy podobny exmąż koleżanki postanowił w sądzie przedstawić swój punkt widzenia na rzeczywistość.
                            • jasamale Re: troll 25.02.12, 00:57
                              Postaram się o adwokata, chwilowo nie mam pieniędzy, nawet z ZUS-em zalegam, taki przednówek teraz jest, ale myślę że do maja wszystko się zmieni, wtedy ma być badanie psychologiczne dziecka, adwokat będzie,
                              dziękuję sinsi
                      • zmeczona100 Re: troll 24.02.12, 12:22
                        Ja go nie miałam za głupola- z początku to nawet zabawne było, bo byłam święcie przekonana, że udaje nierozgarniętego, nierozumiejącego czegoś, abym to ja mogła "się wykazać" big_grin

                        Czy mąż mnie olał? Znalazł sobie kogoś, komu może imponować smile I chwała mu za to, jak i jego kochanicy smile I powtórzę któryś raz z kolei (boś stosunkowo świeży na tym forum)- decyzję o rozwodzie podjęłam jakieś 2 lata wcześniej, niż dowiedziałam się o jego podwójnym życiu; zdrada mi tylko pomogła w złożeniu pozwu smile A wcześniej nie mogłam go złożyć, bo miałam chorego dzieciaka, którego miesięczne leczenie kosztowało ponad 2 500 zł, a ja wtedy nawet tyle nie zarabiałam. Tak, była mi potrzeba jego forsa- i dlatego uprawiałam prostytucję małżeńską w oczekiwaniu na zakończenie leczenia syna.
                        • yoma Re: troll 24.02.12, 13:05
                          Drogie panie, będę wredna - Jasamale nas podsumował smile

                          > Wytłumaczył/wytłumaczyła byś to tak samo ładnie na gazeta forum, dział: rozwód.. i co dalej? ja już nie mam siły smile
                          jestem tam atakowany przez cały tabun kobiet przede wszystkim. Nie wiem jaki procent jest podobnych kobiet w Polsce, w świecie, ale wśród takich jak tam materiału na żonę się nie znajdzie

                          Mamy przechlapane! smile
                          • kami_hope Re: troll 24.02.12, 15:58
                            Hahaha.... lubię to smile

                            ... i sama dobrowolnie sobie usiadłam smile
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 18:47
      braktalentu napisała:

      > Winą Jasamale nie jest to, że kochał nieudolnie, ale że zachowywał się w sposób
      > niezgodny z normami swojej społeczności. Konsekwencją jest niechęć, którą budz
      > i jak podejrzewam nie tylko na forum.

      Wina jest pojęciem względnym. To co ja widzę to nieumiejętność odpowiedniego działania i jego konsekwencje.

      nowel1 napisała:
      > Ty uważasz, że przemoc jest usprawiedliwiona.

      Nie usprawiedliwiam przemocy lecz ją rozpatruję.

      a_ja_zawsze_w_drodze napisała:
      > a potem pan dokładnie wylicza poniesione przez siebie wydatki na dziecko przez
      > 5 miesięcy (sam to gdzieś tutaj zapodal, ale nie chce mi się szukać, więc wklej
      > ę z blogu

      Nie sądzę, że są to DOKŁADNE wydatki, choć tak sugeruje Jasamale.
      Nie znam ich ustaleń co do finansów, dlatego nie chcę wypowiadać się w tej materii.
      Poza tym, cały ten wywód jest dla mnie niezrozumiały i ja nie jestem w stanie (nie potrafię) chronologicznie ułożyć sobie tego w głowie. Jestem betonem, ha, ha, ha smile

      kasiamasia napisała:
      > natomiast ma zero zrozumienia dla prob obrony opini zony(i jej rodziny)
      > w oczach sasiadow (ktorym uciekl ziec od "felernej i zlej" corki.

      Jesteś tego pewna, że nie mam zrozumienia dla obrony opinii żony?
      Żona Jasamala miała prawo tak go odbierać. Jej bliscy, w ich rozumieniu mieli powody by tak oceniać Jasamala.

      Czy najważniejsze w tym wszystkim jest ustalenie winnego, czy może raczej należałoby skupić się na przyczynach wzajemnych nieporozumień?
      Dotrzeć do powodów, znaleźć sposób na ich rozwiązanie, to wydaje mi się najistotniejsze.
      • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 19:20
        esteraj napisała:
        > Nie sądzę, że są to DOKŁADNE wydatki, choć tak sugeruje Jasamale.

        no tak. pan zrobił wyliczenia co do złotówki, a nie co do grosza. na pewno nie są dokładne.
        > Nie znam ich ustaleń co do finansów, dlatego nie chcę wypowiadać się w tej mate
        > rii.

        ależ pan się wypowiedział w temacie swoich ustaleń. on kupuje droższe (w jego odczuciu) rzeczy (wyliczone co do złotówki) reszta żona.
        że już nie wspomnę o wyliczeniach za samochód, którym woził żonę do lekarza, lub na zakupy. chyba na drugi koniec Polski jeździli smile

        > Poza tym, cały ten wywód jest dla mnie niezrozumiały i ja nie jestem w stanie (
        > nie potrafię) chronologicznie ułożyć sobie tego w głowie. Jestem betonem, ha, h
        > a, ha smile

        tak zwłaszcza to rozkoszne ha, ha, ha dużo mówi. "bo ja taka mala, taka głupiutka, takie nic bez chłopa" bylejakiego byle był.
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 21:11
      Jasamale, czy według Twoich wyliczeń Twoja żona miała dość środków na utrzymanie siebie i dziecka? Do którego momentu taki podział finansów jej odpowiadał? Jak dogadywaliście się w kwesti łożenia i wkładu w wychowanie dziecka? Czy w sytuacji zamiany się rolami (Ty zajmujesz się dzieckiem, a żona wyjeżdża za granicę do pracy ) byłbyś usatysfakcjonowany takim podziałem? Jak oceniłbyś zależność swojej postawy (dałbyś się kochać ) od chęci obdarowywania Ciebie przez nią prezentami czy potrzebnymi rzeczami? Czy chciałbyś być na jej miejscu w takim układzie?
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 01:49
        Ja nie pracowałem tylko jakiś miesiąc po ślubie, żyliśmy z jej oszczędności i z moich, używając także pieniędzy z wesela, meble, kuchenka (na to poszła pierwsza połowa z wesela) z resztą z wesela 3000zł nie było co zrobić, oboje pracowaliśmy włożyłem na konto

        Uważam że jak byłem jeszcze w Polsce (zarabiałem około 1500-2000zł/mies, prawie wszystko wydawałem na rodzinę) ona też pracowała 900 zł/mies, było to chyba wystarczająco jak na jedną rodzinę, gdy wyjechałem zostawiłem jej przecież pieniądze, specjalnie te co miała przeznaczone na samochód, nie dałem wiele od siebie, jakieś konsekwencje powinny być przecież, powinna się zastanowić, co jest nie tak? jakaś refleksja, porozmawiać ze mną, wszystko wróciło by do normy, o wszystkim bym zapomniał, nawet o tym że wyrzucali mnie z domu, że do bitki skoczyli (przed rozwodem jeszcze)

        nie miała zastrzeżeń co do podziału finansów, jedynie co do wysokości moich zarobków.
        Mąż jej koleżanki jest na kierowniczym stanowisku w firmie eksportowej, i przynosi do domu kilka tysięcy do domu, więc on sobie może pójść na mecz, na piwo jeśli chce, do kolegi, ja nie mogłem, ale przecież gdy wychodziła za mnie to nie byłem managerem, i nie zarabiałem kilku tysięcy

        Bo mi za długo w pracy schodzi, ale przed ślubem też mi tyle schodziło i było dobrze, jeszcze weekendy miałem zajęte bo zapisałem się na studia zaoczne, chciałem kiedyś zmienić pracę, to wszystko przed ślubem i było dobrze.

        Ja jej nieraz mówiłem: IDŹ ZARÓB NA RODZINĘ, JA MOGĘ ZAJĄĆ SIĘ DZIECKIEM, potrafię nakarmić, wykąpać, przewinąć, zabawić, uśpić zresztą wiele z tych rzeczy robiłem w weekendy, i po pracy wieczorami gdy wracałem o 19-20,
        byłbym szczęśliwy i usatysfakcjonowany,

        Dałbym się kochać, ja się dawałem kochać, nie potrzebował bym nawet prezentów namacalnych, wystarczyło by mi dobre słowo i uśmiech
        nawet gotować bym się dla niej nauczył, choć do tego jestem strasznie oporny
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 22:45
      Jak zareagować, gdy partnerka wyrzuca swoje złości czyli drze się? Czy można taką kobietę przytulić?
      Jeśli ją się kocha, to tak.
      W języku miłości, na poziomie uczuć będzie się chciało taką kobietę zrozumieć, co ona chce powiedzieć, jaki prawdziwy przekaz ma w sobie.
      Jeśli ona kocha, "mocne " (czytaj : czułe ) przytulenie powinno wywołać wymianę pozytywnej energii.
      Jeśli jednak nie kocha, przytulania nic nie dadzą.
      Co wtedy?
      Tutaj zaczynają się schody, bo dla kogoś, kto na pierwszym miejscu będzie stawiał zasadę nierozerwalności związku, zastosuje wszelkie możliwe sposoby by nie dopuścić do rozpadu.
      Jeśli dla kogoś priorytetem jest godność człowieka, powie: "Nie róbmy sobie krzywdy, widać, że nam nie po drodze, nie kroczymy tą samą drogą. Ze względu na wzajemny szacunek rozstańmy się. "
      Dlatego według mnie nie powinno składać się takich przysiąg (takimi słowami ) jak w kościele katolickim. Można obiecać, że uczyni się wszystko by małżeństwo było szczęśliwe i trwałe, a nie, że będzie się w nim trwać bez względu na wszystko do końca swoich dni.
      • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 23:07
        esteraj napisała:


        > Co wtedy?

        Wyjść. I wrócić, jak obie strony już ochłoną.

        > Tutaj zaczynają się schody, bo dla kogoś, kto na pierwszym miejscu będzie stawi
        > ał zasadę nierozerwalności związku, zastosuje wszelkie możliwe sposoby by nie d
        > opuścić do rozpadu.

        A jakie mogą to być te sposoby? Chyba nie masz na mysli liścia?!

        > Jeśli dla kogoś priorytetem jest godność człowieka, powie: "Nie róbmy sobie kr
        > zywdy, widać, że nam nie po drodze, nie kroczymy tą samą drogą. Ze względu na w
        > zajemny szacunek rozstańmy się. "

        To się nie wyklucza z nierozerwalnością małżeństwa.

        > Dlatego według mnie nie powinno składać się takich przysiąg (takimi słowami ) j
        > ak w kościele katolickim.

        A ona jest obowiązkowa?? Narzucona?? Nie ma wyjścia żyć bez niej??

        Można obiecać, że uczyni się wszystko by małżeństwo
        > było szczęśliwe i trwałe, a nie, że będzie się w nim trwać bez względu na wszys
        > tko do końca swoich dni.

        No jeśli przysięga zobowiązuje do trwania bez względu na wszystko, do końca swoich dni, to na pewno nie masz na myśli KK.
        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 24.02.12, 23:48
          zmeczona100 napisała:
          > > Co wtedy?
          >
          > Wyjść. I wrócić, jak obie strony już ochłoną.

          To też jest dobry sposób.

          > A jakie mogą to być te sposoby? Chyba nie masz na mysli liścia?!

          Jak widać w wielu przypadkach "liścia" stosuje zbyt wiele osób.

          Czy : "rozstańmy się" nie wyklucza nierozerwalności małżeństwa?
          Proszę o wyjaśnienie, bo to ciekawe spostrzeżenie.

          > A ona jest obowiązkowa?? Narzucona?? Nie ma wyjścia żyć bez niej??
          Hm... tak mi się to jakoś kojarzy. Narzucona nie, ale niesie dozgonny obowiązek.
          Jest jakieś wyjście z takiej przysięgi?
          Czy masz na myśli życie w pojedynkę do końca swoich dni? Jest to jakieś wyjście, czy jednak szczęśliwe?

          > No jeśli przysięga zobowiązuje do trwania bez względu na wszystko, do końca swo
          > ich dni, to na pewno nie masz na myśli KK.

          Niech no sobie przypomnę...

          Ja ...(imię Pana Młodego) biorę sobie Ciebie... (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
          • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 20:11
            > Czy : "rozstańmy się" nie wyklucza nierozerwalności małżeństwa?
            > Proszę o wyjaśnienie, bo to ciekawe spostrzeżenie.

            W wymiarze boskim czy ludzkim?


            > Czy masz na myśli życie w pojedynkę do końca swoich dni? Jest to jakieś wyjście
            > , czy jednak szczęśliwe?

            No skąd. Jesli kobieta potrzebuje mężczyzny do życia, jest jej niezbędny, nie poradzi sobie sama, potrzebuje swej drugiej połówki, będzie uznawana za gorszą, bo bez męża, to wiadomo, że szczęśliwa nie będzie.

            A tak a propos połówek smile Nie znoszę Marii Czubaszek co prawda, ale jedno jej zdanie mi przypadło do gustu: Jeśli ktoś potrzebuje swojej drugiej połówki, to niech nie myśli, że dzięki temu stworzy całość- bo najczęściej wychodzą z tego dwa półgłówki smile

            > Niech no sobie przypomnę...
            >
            > Ja ...(imię Pana Młodego) biorę sobie Ciebie... (imię Panny Młodej) za żonę i ś
            > lubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę a
            > ż do śmierci.


            No i widzisz- tu się mylisz. Przysięgasz w całości, a nie tylko o nieopuszczeniu; inaczej przysięga nie jest ważna. Ktoś, kto dopuszcza zdradę (jednorazowy wyskok, seks pod wpływem głupoty czy alkoholu itp.), albo ktoś, kto uważa, że miłość jest wtedy, gdy ta druga osoba "da się kochać", albo kiedy miłość ma polegać wg niego na całkowitym posłuszeństwie i podporządkowaniu, albo kiedy zataja coś niekorzystnego, co mogłoby spowodować utratę zaufania lub rezygnację z małżeństwa przez tę drugą osobę (ma długi, schizofrenię, jest niepłodny, ma wyrok za rozboje etc.) nie zawiera ważnie sakramentu małżeństwa, a więc nie może wymagać, aby druga strona dochowała przysiegi, skoro przysięgała- bo nie znała prawdy, bo została wprowadzona w błąd. Przysięga małżeństwa to transakcja wiązana - albo obydwoje spełniają warunki do sakramentu, albo przysięga nie jest ważna.
            Przecież m.in. na tym opierają się procesy o stwierdzenie wazności małżeństwa katolickiego.
            • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 20:48
              Zmęczona, dziękuję za chęć wytłumaczenia, ale ja jakoś na dzień dzisiejszy nie mogę tego ogarnąć. Może kiedyś...


      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 02:03
        Bo kościół katolicki uważa że ślub biorą ludzie dorośli, odpowiedzialni.
        Wczoraj na kazaniu w kościele ksiądz mówił że kochać znaczy być za kogoś odpowiedzialnym, że miłość to odpowiedzialność jedno za drugiego, to wyrzeczenie, poświęcenie się dla tej drugiej osoby.
        Gdybyśmy nie przysięgali sobie tylko obiecywali to zostawialibyśmy sobie malutką furtkę, malutką ale zawsze.
        Ludzka natura jest ułomna, i jeśli z góry nie zostanie położony nacisk to ludzie będą sobie szukać takich furtek.
        Faktem jest że dzisiaj ludzie nawet ten nacisk z góry lekceważą,
        no ale cóż Nowe Czasy
        • luciva Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 10:08
          Jasamale, niestety, zostawienie żony z maleńkim dzieckiem samej (gdy ona fizycznie nie ma jak iść zarobić), pozbawienie jej środka komunikacji, zostawienie 3250 na 3 miesiące życia (uważasz, że 1083,33zł na miesiąc to wystarczająca kwota na przeżycie dorosłej osoby z dzieckiem?), przedłużenie swego pobytu za granicą wbrew wcześniejszym umowom - to nie są fakty świadczące o Twej odpowiedzialności.
          Rozumiem Twoje wzburzenie, mnie też zostawił mąż, ale ja sobie wszystko przeanalizowałam.
          Zostałam zdradzona, zdrady nic nie tłumaczy i nie usprawiedliwia, ale wiem, co szwankowało w naszym związku.
          Ty też sobie to przemyśl. Ja myślę, że u Was szwankowała komunikacja - pewnie jak w większości związków.
          Niestety, w większości przypadków jest tak, że kobieta nie wyrzuca faceta bez powodu.
          To jej "domyśl się" (niezbyt konstruktywne i mądre, wiem) świadczy dla mnie o tym, że coś musiało być z Twej strony nie tak i sądzę, że przynajmniej raz wyartykułowała do Ciebie pretensję. Ale myślę, że Ty nie chcesz nam tego powiedzieć.
          Jesteście po rozwodzie - jaki jest sens rozdrapywać to wszystko? To przynosi tylko złe emocje, najlepiej spórbuj wyciagnąć wnioski i odciąć się.
          Do czego dążysz?
          Rozumiem, że zależy Ci na dobrych kontaktach z dzieckiem?
          Co robisz w tym celu? Konkretnego?
          Bo z moich obserwacji wynika, że ojcowie często mocno narzekają i biją pianę, uderzając głównie w matkę dziecka, ale mało w tych działaniach konkretów nastawionych faktycznie na dziecko.
          Jeżeli coś robisz i nie daje to skutku - może czas na analizę? Może czas zmienić działanie? Może czas iść po radę do kogoś?
          • kasiamasia Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 17:50
            luciva napisała:

            > Jasamale, niestety, zostawienie żony z maleńkim dzieckiem samej (gdy ona fizycz
            > nie nie ma jak iść zarobić), pozbawienie jej środka komunikacji, zostawienie 32
            > 50 na 3 miesiące życia (uważasz, że 1083,33zł na miesiąc to wystarczająca kwota
            > na przeżycie dorosłej osoby z dzieckiem?), przedłużenie swego pobytu za granic
            > ą wbrew wcześniejszym umowom - to nie są fakty świadczące o Twej odpowiedzialno
            > ści.
            To chyba bylo 3250 -3000zl( na samochod zony pieniedzy z prezentow slubnych, swoj samochod zostawil koledze), czyli zostawil 250 zl na dziecko i zone na 3 miesiace
        • zmeczona100 Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 14:28
          jasamale, żałosny ten Twój katolicyzm:

          , że miłość to odpowiedzialność jedno za drugiego, to wyrzeczenie, poś
          > więcenie się dla tej drugiej osoby.

          Odpowiedzialność? Ciekawe, w jaki sposób ona się wyrażała w stosunku do Twojej ex.

          > Ludzka natura jest ułomna, i jeśli z góry nie zostanie położony nacisk to ludzi
          > e będą sobie szukać takich furtek.

          Tiaaaa, bo człowiek to taki baranek czy cielę bezmózgie, za którego decyduje Bóg. Gdyby tak było, to nie byłoby grzechów na świecie ani sakramentu pokuty, a człowiek nie posiadałby wolnej woli.

          > Bo kościół katolicki uważa że ślub biorą ludzie dorośli, odpowiedzialni.

          Jednak w Twoim przypadku kościół się pomylił, a skoro nie wykazałeś się miłością (dojrzałą!!!), to żona ma prawo ustalić, czy zawarliście sakrament ważnie, czy nie smile
          Tak się kończy bzdurne przekonanie o tym, że jak już się w kościele podpisało papiery, wystąpiło w białej sukni i gajerku i napstrykało setki zdjęć, to teraz już nie ma wyjścia i akt własności obowiązuje do śmierci. To nie czasy niewolnictwa, szanowny panie, i nie czasy, gdy kobiety nie były w stanie utrzymać się same, nie wspominając nawet o dzieciach.
          Dlatego związanie się z jakimś odpadem genetycznym nie jest już wyrokiem dożywocia smile
        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 25.02.12, 15:29
          jasamale napisał:

          > Gdybyśmy nie przysięgali sobie tylko obiecywali to zostawialibyśmy sobie malutk
          > ą furtkę, malutką ale zawsze.
          > Ludzka natura jest ułomna, i jeśli z góry nie zostanie położony nacisk to ludzi
          > e będą sobie szukać takich furtek.

          Jasamale, ja uważam, że nie tylko furtka powinna być, ale nawet brama.
          Już sam Bóg uczynił nas ludźmi wolnymi. Tylko w wolności może narodzić się prawdziwa miłość.
          Niektórzy znawcy Biblii wypaczyli jej interpretację. Straszy się nas piekłem i wiecznym ogniem za brak posłuszeństwa.
          To nie tak. Czy kochając swoje dziecko mógłbyś zrobić mu krzywdę?
          Wiesz, że dopiero uczy się życia, że będzie popełniało wiele błędów i nawet musi je popełniać, żeby w pełni wszystkiego doświadczyć, żeby dokonać wyboru co jest złe a co dobre.
          Czy Bóg, który jest miłością może skazać człowieka na wieczne cierpienie?
          Przecież to niedorzeczność.

          > Bo kościół katolicki uważa że ślub biorą ludzie dorośli, odpowiedzialni.

          Nikt nie może zakładać, że jakikolwiek człowiek jest na tyle "dorosły", nieomylny, idealny, żeby nie popełniał błędów, że się nie zmieni, że nie ewoluuje.

          Trzeba ufać, że człowiek jest zdolny do wszystkiego i na tym zaufaniu można dopiero coś budować.
    • esteraj Finanse 25.02.12, 13:10
      Jasamale, jaki jest sens wyliczania kto ile włożył we wspólne życie?

      Do tej pory nie mogę pojąć jakie rozwiązania finansowe są właściwe dla małżeństwa.
      Ja zawsze uważałam, że to co jest w rodzinie, jest wspólne, nie ma rozgraniczenia na moje i Twoje. Mój mąż natomiast przyjmuje zasadę, że to co on na przykład kupił, jest jego, ale ze względu na bycie w związku, każdy ma prawo w takim samym stopniu z tego korzystać.

      Rożnica w tym poglądzie często była naszą kością niezgody.

      Na początku naszego małżeństwa, po urodzeniu dziecka żyliśmy z pieniędzy zarobionych przez męża. Potem przyjęłam zlecenie pracy w domu, co umożliwiło mi pokrycie bieżących wydatków. Tak też zostało. Ja kupowałam jedzenie i pierdółki potrzebne w domu, opłaty i większe zakupy robił mąż. Kupił też samochód. Jego zarobki były większe, bo na pracę mógł poświęcić cały dzień. Ja dodatkowo zajmowałam się domem i wychowaniem dziecka.

      Moje wydatki w mniemaniu mojego męża były mało znaczące, a i praca w domu także się nie liczyła, bo przecież to taka oczywistość i coś naturalnego, czego nie bierze się pod uwagę.

      Gdy chciałam jechać do rodziców lub na zakupy, było to odbierane jako zbędna fanaberia. Przecież to nie ja kupiłam samochód i nie ja lałam do niego paliwo. Gdy robiliśmy jakieś odzieżowe zakupy np. na zimę, również powinnam okazać wdzięczność i docenić jego dobre chęci, że kupił mi kurtkę czy buty.

      Czułam niesprawiedliwość w takim podejściu do sprawy. Czułam się pokrzywdzona, on niedoceniony. Powstał między nami mur. Zaczęły się złośliwości i rodziła się agresja. W końcu decyzja o rozwodzie. Wcześniej jednak mąż chciał podpisania intercyzy.
      Myślałam, że całym dorobkiem podzielimy się równo, ale byłam w wielkim błędzie.
      Mąż zapisał wszystkie rzeczy które kupił na siebie, mi pozostały drobnostki nie przedstawiające żadnej wartości.
      Znajomi uświadamiali mi, że powinnam walczyć o swoje. Dla mnie szkoda było czasu i energii, chociaż w środku bolało...
      Nie rozwiedliśmy się jednak, ale intercyza została.
      Dzisiaj, kiedy każdy może pracować w pełnym wymiarze godzin, nasze zarobki są podobne.
      Po równo dzielimy się wydatkami, reszta pozostaje do własnej dyspozycji. Większe zakupy wspólnie planujemy i dokładamy się w miarę możliwości.
      Gdy teraz wszystkie zakupy liczone są z dokładnością, do mojego męża dotarło, jaki faktyczny był mój wkład na utrzymanie domu.

      Mam jednak świadomość, że rzecz zakupiona przez męża jest jego, ale każdy może z niej korzystać. Jeśli ja coś kupię jest wspólne i nie przywiązuję do tego wagi.

      Wreszcie stać mnie było na zakup własnego samochodu (tak, jest tylko mój). Sama o niego dbam i sama leję do niego paliwo. Nareszcie mogę jeździć gdzie chcę, ale ze względu na szacunek do mojego męża, informuję go o swoich wyjazdach lub je konsultuję.

      Jasamale, szczerze nie rozumiem Twojego podejścia gdy piszesz:
      "(...)gdy wyjechałem zostawiłem jej przecież pieniądze, specjalnie te co miała przeznaczone na samochód, nie dałem wiele od siebie, jakieś konsekwencje powinny być przecież, powinna się zastanowić, co jest nie tak? jakaś refleksja, porozmawiać ze mną, wszystko wróciło by do normy"

      Miała pieniądze przeznaczone na samochód, według Waszych ustaleń. Ty o tym wiedziałeś. Mimo to, sam zadecydowałeś i zmusiłeś ją, by te pieniądze wydała na utrzymanie siebie i dziecka. Jaki w tym sens? Co ona miała przemyśleć? Czy nie sądzisz, że ją w ten sposób upokorzyłeś? Czy liczyłeś, że zmuszona przez brak pieniędzy zacznie okazywać Ci uczucie?

      Jasamale, uczucia nie można wymusić.
      Czy w historii Sary i Araba widzisz sens? Owszem, uzyskał u niej posłuszeństwo, ale czy myślisz, że ona go kocha? Że w ten sposób wzbudził w niej miłość? Posłuszeństwo tak, ale nie miłość. To nie to samo.

      Widzisz, ty sam mógłbyś stać się potulnym barankiem, bo nie raz przepraszałeś i uginałeś się pod wpływem krzyków i oskarżeń Twojej żony.

      Jak piszesz na blogu:

      Może trzeba było zostać jednak, po dwóch latach takiego traktowania klęknąć i przeprosić za wszystko, może by się zlitowała i nie kazała mi się wynosić, przypuszczalnie dalej traktowała by mnie tak jak wcześniej, z pomocą rodziców, w końcu miała wsparcie, no bo przecież byłem winny, nawet przepraszałem. Nie wiem ile bym tak wytrzymał??? Może rok, dwa, może 4 a może nawet do dzisiaj. Jeśli bym prędzej nie skończył ze sobą, a czuję się mocnym człowiekiem, psychicznie też, więc może bym dotrwał.

      Czy Twoja żona nie miała czuć się podobnie pod wpływem Twoich zachowań?

      Oboje stosujecie siłowe metody. One nie przynoszą efektów.
      • jasamale Re: Finanse 26.02.12, 02:40
        Esteraj jesteś dla mnie najmądrzejszą osobą w całym tym internecie, twój mąż musiał być niespełna rozumu żeby zrezygnować z takiej kobiety jak Ty,
        dotąd zgadzałem się z Tobą we wszystkim, w 100 %, jednak w tym jednym nie mogę się z Tobą zgodzić Esteraj, że w małżeństwie powinna być furka a nawet brama jak mówisz, która dawała ludziom możliwość odejścia w każdej chwili, jeśli współmałżonkowi się odechce, odkocha się, bo się pomylił itp.
        Piszesz:
        Już sam Bóg uczynił nas ludźmi wolnymi. Tylko w wolności może narodzić się prawdziwa miłość.

        Ale WOLNOŚĆ to wolność wyboru Esteraj, nikt nam nie każe wiązać się z tym człowiekiem. Ale jeśli już zwiążemy się tą drugą osobą, bądźmy za nią odpowiedzialni.
        Ja czuję się nadal odpowiedzialny za swoja eks. ( I chociaż dzisiaj będąc u dziecka, dziecko nie odezwało się do mnie ani słowem przez ponad dwie godziny - tak ją mama nastawiła - jeszcze nie tak dawno bawiliśmy się przecież). To gdyby nagle dopadło ją jakieś nieszczęście, wypadek, znalazła by się na ulicy umierając z głodu, NIE POZWOLIŁ BYM JEJ ZGINĄĆ.
        Mimo że ze mimo że ze mną postąpiła jak postąpiła, mimo że gdy widzę jak nastawia dziecko to tak bym jej wpierd..., mimo tego wszystkiego NIE DAŁ BYM JEJ ZGINĄĆ.

        Zauważ że między niektórym zwierzętami też tak jest, że łączą się w pary przez całe życie.
        Podobno gołębie na przykład. Gołąb tworzy gniazdko, własnym puchem je wyściela, i wtedy samica przylatuje, składa jajka, i wysiaduje je, już nie pamiętam czy na zmianę, czy tylko ona a on donosi pożywienie. Ale łączą się w pary na całe swoje życie.
        A więc środowisko zwierząt jest zdrowsze jak by to powiedzieć moralnie, egzystencjalnie (złe określenie ale nie przychodzi mi żadne inne na myśl, wiesz o co chodzi) niż środowisko ludzi.
        Bo wśród zwierząt (określonych gatunków) nie ma rozwodów, sierot porozwodowych itp.
        A wśród ludzi są i to coraz więcej.
        A jaka jest różnica między zwierzętami a ludźmi?
        Ludzie maja rozum. Zwierzęta go nie mają. Mają tylko instynkt który karze im tak postępować od wieków.

        Czy to rozum popycha nas do odejścia od współmałżonka??? Znaczy że u nas ludzi rozum jest przeszkodą, może szkodzić smile
        Powiesz może że miłość się skończyła. Ale chyba Pan Bóg wyposażył w taki sam system i zwierzęta. Tam również musi być coś w rodzaju miłości bo samiec, samica nie wiąże się z pierwszym lepszym napotkanym osobnikiem płci przeciwnej tylko trwają poszukiwania i dopiero po jakimś czasie.

        W historii Sary i jej męża widzę taki sens.
        Otóż gdyby stan taki trwał jak przed tym wlaniem jej, prawie na 100 % procent byłby rozwód, bo nie wierzę żeby On długo takie coś wytrzymał.
        Wlał jej, Sara się uspokoiła, On dalej o Nią dbał i ją kochał. Więc twierdzę że szanse na przetrwanie związku wrosły dajmy na to do 50 %.
        Ponieważ widziałem że On się dalej o nią troszczył, był obowiązkowym człowiekiem, widziałem jak ją trzymał za rękę gdy i spotkałem potem. Więc jest też szansa że to dziecko które nosiła Sara nie będzie pół sierotą. Społeczeństwo zyska jedną komórkę rodzinną więcej. Taki widzę sens tej historii Esteraj.
        Kij też czasem bywa wychowawczy. Przecież dziecku też czasem wlejesz gdy niegrzeczne i już nie możesz wytrzymać, a przecież je kochasz!


        Jeśli chodzi o finanse to oczywiście, wszystko w małżeństwie jest wspólne, POWINNO BYĆ WSPÓLNE.
        Nie wyliczał bym niczego, tylko moi byli teściowie no i eks, zarzucają mi że nie łożyłem na utrzymanie rodziny.
        Nie wiedziałem że te 3000 zł chce na samochód, dopiero w dzień kiedy wybrałem z banku i jej dałem powiedziała mi.
        Stosuję rozwiązania siłowe ponieważ wszystkie inne środki już wyczerpałem.
        Przez 2 lata użyłem już wszelkich innych środków, bezskutecznie.


        Myślę że wielu naszym kobietom brak jest tej skromności, pokory,
        Zauważ takie słowa, definicja jak powinny wyglądać relacje między małżonkami, definicja chrześcijańska, katolicka:
        Ona będzie kochać męża i będzie mu posłuszna bo On jest głową rodziny.
        On ją też będzie kochał i szanował i troszczył się o nią, bo Ona jest matką jego dzieci.
        (może dosłownie brzmi to troszkę inaczej ale coś w tym sensie)
        Dziś kobiety nie chcą być posłuszne, nie chcą słuchać męża, stać u jego boku, jak było od wieków (to takie archaiczne, przestarzałe smile)
        Być posłuszną TO NIE ZNACZY BYĆ SŁUŻĄCĄ.
        Za wzór do naśladowania może być dla nas Matka Pana Jezusa, była skromną, cichą, Bogu się takie cnoty podobają, dlatego Ją wywyższył.
        Pewnie znowu zostanę wyśmiany smile no cóż takie jest moje zdanie.
        Mężczyznom także bardzo wiele brakuje, wielu dało się uwieźć dzisiejszym używkom, nałogom, stylowi życia które przysłaniają wszystko inne, dobro rodzinne.
        • kasiamasia #1 ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE 26.02.12, 04:41
          ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE
          Mysle, ze chyba dzwonili w jakims kosciele, ale w ktorym i dlaczego to
          Jasamale chyba nie bardzo chce slyszec i pojac i chyba zrozumiec.


          jasamale napisał:
          > Esteraj jesteś dla mnie najmądrzejszą osobą w całym tym internecie, twój mąż mu
          > siał być niespełna rozumu żeby zrezygnować z takiej kobiety jak Ty,.......

          Zarzucasz wszystkim ze nie czytaja ze zrozumieniem, wiec przeczytaj ten wspis historii jej malzenstwa
          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,133248177,133692495,Finanse.html?wv.x=2.
          Esteraj sie nie rozwiodla, tylko zyje teraz z mezem i intercyza, ktora podpisala zeby uszczesliwic meza (i miec "spokoj" w rodzinie). I teraz cytuje:
          Mam jednak świadomość, że rzecz zakupiona przez męża jest jego, ale każdy może z niej korzystać. Jeśli ja coś kupię jest wspólne i nie przywiązuję do tego wagi.

          ale wczesniej pisala (cytuje)
          Gdy chciałam jechać do rodziców lub na zakupy, było to odbierane jako zbędna fanaberia. Przecież to nie ja kupiłam samochód i nie ja lałam do niego paliwo. Gdy robiliśmy jakieś odzieżowe zakupy np. na zimę, również powinnam okazać wdzięczność i docenić jego dobre chęci, że kupił mi kurtkę czy buty. Czułam niesprawiedliwość w takim podejściu do sprawy. Czułam się pokrzywdzona, on niedoceniony. Powstał między nami mur. Zaczęły się złośliwości i rodziła się agresja. W końcu decyzja o rozwodzie. Wcześniej jednak mąż chciał podpisania intercyzy. Myślałam, że całym dorobkiem podzielimy się równo, ale byłam w wielkim błędzie.
          Mąż zapisał wszystkie rzeczy które kupił na siebie, mi pozostały drobnostki nie przedstawiające żadnej wartości.........Znajomi uświadamiali mi, że powinnam walczyć o swoje................
          Nie rozwiedliśmy się jednak, ale intercyza została.


          Czyli w tej calej wspolnocie malzenskiej (w zyciu Esteraj), tej calej trosce i milosci malzenskiej
          maja intercyze, kazdy sobie rzepke skrobie....... na wlasne konto.

          Gdzie w tym wszystkim milosc? zaufanie? wspolnota malzenska? szacunek dla partnera?
          • jasamale Re: #1 ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE 26.02.12, 11:29
            Rzeczywiście, nigdzie nie jest napisane że się rozwiodła, to mój błąd, przepraszam
        • kasiamasia #2 ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE 26.02.12, 08:12
          jasamale napisał:
          > Zauważ że między niektórym zwierzętami też tak jest, że łączą się w pary przez
          > całe życie. Podobno gołębie na przykład. Gołąb tworzy gniazdko, własnym puchem je >wyściela i wtedy samica przylatuje, składa jajka, i wysiaduje je, już nie pamiętam czy
          > na zmianę, czy tylko ona a on donosi pożywienie. Ale łączą się w pary na całe s
          > woje życie.

          Jasamale sugerowalabym Tobie troche ostroznosci z twoimi przykladami i
          porownaniami ze swiatem zwierzat.
          Napisales wczesniej ze rozumiesz po angielsku wiec prosze poczytaj to:
          en.wikipedia.org/wiki/Animal_sexual_behaviour albo
          news.softpedia.com/news/Monogamy-is-an-Oddity-42006.shtmlcyt.
          Animals regarded as symbols of faithfulness, such as gibbons and swans, are now known to cheat, abandon and even "divorce" one other, exactly like in humans. And the famous example of stork fidelity is a bogus! The male is faithful in fact to the nest rather than to the female, and he won't protect her if another female fights with her for the nest.

          jasamale napisał:
          > A więc środowisko zwierząt jest zdrowsze jak by to powiedzieć moralnie, egzyste
          > ncjalnie (złe określenie ale nie przychodzi mi żadne inne na myśl, wiesz o co c
          > hodzi) niż środowisko ludzi.
          > Bo wśród zwierząt (określonych gatunków) nie ma rozwodów, sierot porozwodowych
          > itp. A wśród ludzi są i to coraz więcej.

          Mozesz tam takze poczytac o [zjawiskach w swiecie zwierzat, ktorych na pewno moralnosc w twoich oczach jest pod znakiem zapytania]
          * 4.1 Autoeroticism or masturbation
          * 4.2 Oral sex
          * 4.3 Contraceptive sex
          * 4.4 Homosexual behaviour
          * 4.5 Cross species sex
          * 4.6 Prostitution
          * 4.7 Sexual fetishes
          * 4.8 Sexual imagery viewing
          * 4.9 Coercive sex
          * 4.10 Sex between adults and juveniles
          * 4.11 Sexual cannibalism
          * 4.12 Necrophilia
          * 6 Other evidence of interspecies sexual activity


          • jasamale Re: #2 ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE 26.02.12, 11:58
            Trochę rozumiem, a i jeśli czegoś się długo nie używa to powoli się zapomina.
            Nawet jeśli monogamia występuje u 3-5 procent gatunków zwierząt, to ja o te właśnie gatunki miałem na myśli, występuje tam poświęcenie dla partnera/partnerki takie nieraz że ludzie niektórzy powinni głowę w piasek schować.
        • anbale Re: Finanse 26.02.12, 10:22
          jasamale napisał:
          > Myślę że wielu naszym kobietom brak jest tej skromności, pokory,
          > Zauważ takie słowa, definicja jak powinny wyglądać relacje między małżonkami, d
          > efinicja chrześcijańska, katolicka:
          > Ona będzie kochać męża i będzie mu posłuszna bo On jest głową rodziny.
          > On ją też będzie kochał i szanował i troszczył się o nią, bo Ona jest matką je
          > go dzieci.
          > (może dosłownie brzmi to troszkę inaczej ale coś w tym sensie)
          > Dziś kobiety nie chcą być posłuszne, nie chcą słuchać męża, stać u jego boku, j
          > ak było od wieków (to takie archaiczne, przestarzałe smile)
          > Być posłuszną TO NIE ZNACZY BYĆ SŁUŻĄCĄ.
          > Za wzór do naśladowania może być dla nas Matka Pana Jezusa, była skromną, cichą
          > , Bogu się takie cnoty podobają, dlatego Ją wywyższył.
          > Pewnie znowu zostanę wyśmiany smile no cóż takie jest moje zdanie.
          > Mężczyznom także bardzo wiele brakuje, wielu dało się uwieźć dzisiejszym używko
          > m, nałogom, stylowi życia które przysłaniają wszystko inne, dobro rodzinne.

          Doprawdy trudno zrozumieć o co Ci właściwie chodzi, w świetle tego, że (jeśli dobrze zrozumiałam) to ty złożyłeś pozew o rozwód. Więc to ty zrejterowałeś z tego małżeństwa, zamiast tkwić w nim jak kamień z zaciśniętymi zębami, jak twoja matka przy ojcu alkoholiku.
          A wciąż czepiasz się swojej byłej żony, przedstawiając siebie czystego jako kryształ górski, co to zły świat się na niego uwziął. Coś tu mocno nie gra...
          Poza tym, cytuję: żona będzie kochać kochać męża i będzie mu posłuszna, jeśli on będzie ją kochał i szanował, troszczył się o nią- a Ty ani nie kochałeś, ani nie szanowałeś, ani się nie troszczyłeś, bo trudno troską nazwać porzucenie na parę miesięcy z niemowlakiem, bez samochodu, bez kasy konkretnej itp. Nie masz o byłej żonie nic do powiedzenia, poza tym, że jest już "niemłoda", trochę krzywa, nieposłuszna i ciągle się drze. Jakbyś jej w ogóle nie znał, nic o niej nie wiedział jakby w ogóle nie miała swojej racji, swojego miejsca w tej historii. O dziecku też niewiele wiesz, oprócz tego, że jest i że chcesz je na wyłączność. Chcesz z tych dwóch istot coś dostać, coś na nich wymusić- ale w taki sposób, żebyś sam nie musiał dawać nic w zamian, mają respektować twoje roszczenia, mają "dać się kochać"; ale same być pozbawione głosu, ciche i skromne, niczego od ciebie nie chcieć, nie domagać się w żaden sposób- bo to już niesubordynacja.
          Nie widzisz żadnej swojej odpowiedzialności w tej historii, żadnego swojego udziału w rozpadzie, ani cienia nawet- to jest aż niewiarygodne; a te różne historie o gołąbkach i innych zwierzątkach, jako argument twojej "najmojszej racji", są w tym kontekście i śmieszne i straszne zarazem...Po prostu złapiesz się wszystkiego, żeby twoje było na wierzchu, mrówek, glizd- wszystko jedno...
          • jasamale Re: Finanse 26.02.12, 12:20
            Rzeczywiście, to ja wziąłem rozwód, zaciskałem zęby ale nie wytrzymałem, tak jak pisałem po dwóch latach takiego traktowania pewnie gdybym klęknął i przeprosił (nie wiem za co) to może by się zlitowała i nie kazała się wynosić. Nie wytrzymałem, i do dziś mam wyrzuty sumienia.

            Ze mną było tam wielu mężczyzn którzy wyjeżdżając zostawili w Polsce dzieci, żony, jeden nawet dwutygodniowe dziecko, i wszystko było w porządku, żony czekały na nich, i były szczęśliwe kiedy wracali, wysyłali pieniądze, i ja bym wysyłał gdyby tak jak powiedziałem dała się kochać.

            Nie chcę dziecka na własność, chcę tylko mieć wpływ na jego wychowanie, żeby wyrosła na dobrą, uczciwą i mądrą kobietę, która dotrzymuje słowa, żeby była szczęśliwa nie tak jak jej matka.
            • anbale Re: Finanse 26.02.12, 13:03
              jasamale napisał:

              > Rzeczywiście, to ja wziąłem rozwód, zaciskałem zęby ale nie wytrzymałem, tak ja
              > k pisałem po dwóch latach takiego traktowania

              No to nieżle odwróciłeś kota ogonem. Przez dłuższy czas brałam cię za cierpiącego z powodu decyzji żony o rozwodzie, a tu się okazuje, że sam się wymiksowałeś z tego małżeństwa...
              A jak to się ma do twoich słów, cyt: "W niektórych krajach za odejście od współmałżonka, współmałżonki (co równa się ze zdradą) grozi nawet kara śmierci". Uważasz, że należy ci sie kula w łeb, bo nie wytrzymałeś w złym małżeństwie? Hmm?
              >

              > Ze mną było tam wielu mężczyzn którzy wyjeżdżając zostawili w Polsce dzieci, żo
              > ny, jeden nawet dwutygodniowe dziecko, i wszystko było w porządku, żony czekały
              > na nich, i były szczęśliwe kiedy wracali, wysyłali pieniądze, i ja bym wysyłał
              > gdyby tak jak powiedziałem dała się kochać.

              Ja znowu znam wiele małżeństw, które się rozpieprzyły w proch z powodu emigracji zarobkowej jednej ze stron i generalnie psycholodzy i socjolodzy biją na alarm, że takie funkcjonowanie to gwóźdź do trumny dla rodzin, patologiczna sytuacja- ale rozumiem, ze ty wiesz lepiej...Z tym twoim "gdyby dała się kochać" to ja juz passuje; po prostu jawnie i otwarcie się przyznajesz, że ślubnej nie kochałeś i na dodatek nie widzisz w tym nic dziwnego, w kontekście przysięgi miłości przed ołtarzem, co niby jest dla ciebie tak ważna...Ręce opadają, to małżeństwo nadaje się do kościelnego unieważnienia z powodu twojego, poniekąd, oszustwa
              >
              > Nie chcę dziecka na własność, chcę tylko mieć wpływ na jego wychowanie, żeby wy
              > rosła na dobrą, uczciwą i mądrą kobietę, która dotrzymuje słowa, żeby była szcz
              > ęśliwa nie tak jak jej matka.

              Skąd wiesz, że była żona jest nieszczęśliwa? Gdzieś napisałeś, żę podobno gdy ciebi nie ma na horyzoncie; ona funkcjonuje spokojnie i bez agresji- i ja w to wierzę...
              • jasamale Re: Finanse 26.02.12, 22:57
                Tak za odejście od współmałżonka, porzucenie go pomimo ze współmałżonek wypełnia przysięgę ze wszystkich swoich sił i możliwości należą się bardzo surowe konsekwencje,
                społeczeństwo byłoby wtedy zdrowsze uważam

                Na pozostałe twoje twierdzenia/pytania zajrzyj proszę do postu który odpisałem dla Esteraj, tam jest i odpowiedź dla Ciebie, lub na bloga wkrótce
            • heksa_2 Re: Finanse 26.02.12, 13:19
              jasamale napisał:
              i ja bym wysyłał gdyby tak jak powiedziałem dała się kochać.

              Może gdybyś wysyłał, to by cie kochała?
            • yoma Re: Finanse 27.02.12, 19:40
              > i ja bym wysyłał
              > gdyby tak jak powiedziałem dała się kochać.

              Bogowie, dwa tygodnie wałkowania wątku, a ten ciągle swoje...
        • luciva Re: Finanse 26.02.12, 10:57
          Jasamale, nie wiem, jak inni, ale jak nigdy nie wlałam swojemu dziecku i nigdy tego nie zrobię.
          To jest przemoc.
          Taki argument (siłowy) oznacza, że rodzic jest bezsilny, że nie potrafi rozmawiać z własnym dzieckiem.
          To porażka wychowawcza.

          Druga rzecz - a dlaczego to zona ma być posłuszna mężowi a nie odwrotnie?

          Trzecia rzecz - co do Esteraj - ona napisała o przemocy, ale przypuszczam, że chodziło jej o to, żę dopuszcza ją w takich sytuacjach, jak np w filmie "Dług". To jest sytuacja, o której ja się nie wypowiem, bo nie wiem co bym zrobiła, bo tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. Sam film wywołał we mnie agresję, gdyby mnie coś takiego spotkało.......
          Nie przypuszczam jednak, aby Esteraj dopuszczała przemoc, aby np wychować sobie żonę.

          Piszesz, o tym, że jak facet przylał kobiecie - ona się uspokoiła, on dalej ją kochał.
          Tiaaaaa......To, że się uspokoiła, nie oznacza, że będą przez x lat szczęśliwym małżeństwem. Być może się uspokoiła, stłumiła emocje, ale taki stan nei trwa długo. Może za jakiś czas odejdzie od niego. No i czy możesz ze 100% pewnością powiedzieć, że ona po tym zdarzeniu kocha go i szanuje? Czy tylko boi się?
          • sinsi Re: Finanse 26.02.12, 11:05
            niestety z tego, co zacytowała wyżej kasiamasia wynika, ze esteraj po prostu zaakceptowała przemoc w swoim związku. teraz usilnie broni swojego wyboru nawet podpierając to bogiem (choć bóg by pewnie nad tym zapłakał do jakich celów jest wykorzystywane jego imię)
        • zmeczona100 Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 19:58
          jasamale napisał:

          > Kij też czasem bywa wychowawczy. Przecież dziecku też czasem wlejesz
          > gdy niegrzeczne i już nie możesz wytrzymać,
          > a przecież je kochasz!

          A tak poza tym, skoro Ty byłeś bity i dzięki temu wyrosłeś na porządnego, to i Twojemu dziecku nie zaszkodzi, a pomoże. Prawda?
          • kasiamasia Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 22:20
            zmeczona100 napisała:

            > jasamale napisał:
            >
            > > Kij też czasem bywa wychowawczy. Przecież dziecku też czasem wlejesz
            > > gdy niegrzeczne i już nie możesz wytrzymać,
            > > a przecież je kochasz!

            >
            > A tak poza tym, skoro Ty byłeś bity i dzięki temu wyrosłeś na porządnego, to i
            > Twojemu dziecku nie zaszkodzi, a pomoże. Prawda?


            zmeczona100 (przepraszam za te uwage) ale niedoczytalas, a Jasamale napisał ze
            Co prawda ze ojciec pil, okradal rodzine z pieniedzy by wydac je na wodke
            ale przeciez Ojciec nigdy nie bil jasamala (ani jego matki i siostry).
            takze jasamale widzial i rozumial (ze pomimo wszystko) jak bardzo Ojciec ich kochal.
            Bo wolal takiego ojca niz zycie bez ojca


            zmeczona100 , moze to tak jak z Maria Antionina w czasie Rewolucji Francuskiej:
            no bo gdzie jest problem, przeciez jezeli obywatele nie maja chleba to niech jedza ciasto!!!!
            Syty nie zawsze zrozumie glodnego, bijacy/ oprawca nie zrozumie bitego/ofiare......

            I jak w tym wszystkim jasamale mialby wczuc sie w uczucia i potrzeby zony
            i corki. Twierdzil ze przemoc fizyczna, emocjonalna i finasowa nie byla czescia jego dziecinstwa, bo przeciez wyrosl na porzadnego czlowieka.
            Bo jasamale przeciez ma w sobie tyle milosci do dania (zeby tylko zona i corka "daly sie kochac"). Jasamale przeciez "uratowal zone od staropaniestwa", bo przeciez "starawa" po trzydziestce juz byla, bo przeciez z wada postawy.....
            Bo przeciez on prosil, grozil, krzyczal,klocil sie, zartowal, robil "ciche dni", obiecywal, blagal, popychal, kupowal "prezenty" lub nie dawal zadnych pieniedzy na utrzymanie rodziny........
            Probowal wszystkich metod, ktore znal no i nie za bardzo udalo sie nagiac, przekonac, zmusic, uksztaltowac tych kobiet (zony i corki) do jego modelu i wzorca "milosci" i posluszestwa........
            Na ex-zone juz pewnie za pozno, ale przeciez jeszcze moze uda mu sie przekonac corke do jego wizji milosci ojcowskiej przez
            >>Przecież dziecku też czasem wlejesz
            > > gdy niegrzeczne i już nie możesz wytrzymać,
            > > a przecież je kochasz!

            • zmeczona100 Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 22:31
              Eeetam, nie doczytałam zaraz. Tego się nie da spamietać, co on pisał, a jeszcze połączyć to jakoś sensownie, to ponad moje siły.

              Dobroczynny wpływ bicia na porządnictwo życiowe widzą zazwyczaj tylko ci, którzy sami na swojej skórze tego doświadczyli. No i tak skojarzyłam, że skoro on taki porządny, to musiał być lany. Tym bardziej, że ojciec go przecież kochał.




              wink
            • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 22:40
              kasiamasia napisała:
              >
              > zmeczona100 (przepraszam za te uwage) ale niedoczytalas, a Jasamale napisał ze
              > Co prawda ze ojciec pil, okradal rodzine z pieniedzy by wydac je na wodke
              > [i]ale przeciez Ojciec nigdy nie bil jasamala (ani jego matki i siostry).

              pisał również o stałych wizytach (jak rozumiem towarzyskich, bo to taka wzorcowa rodzina była i pewnie wpadali by odpocząć od patologii, z którą mieli stale do czynienia) policji w domu.
              tyle w tym prawdy i logiki, co w domaganiu się ciężkich kar dla tych, którzy zerwali 'święty związek małżeński' ale nie dla siebie.
              a co do rozwodu, o który wystąpił pan Jasamale, to i tu sprawa jest prościutka. mamusia przecież nie odeszła od ojca. znaczy się panu sie zakodowało, ze kobieta nie odejdzie, nie będzie chciała nosić piętna rozwódki i jak złoży pozew to wszystko się ułoży: żona się zrobi potulna, dom na niego przepiszą, jak będzie kolejne dziecko to pan łożyć na nie nie będzie musiał tylko żona zaraz po porodzie pójdzie do pracy a pan Jasamale będzie noworodka karmił piersią. nie doczytaliście, że już raz proponował zonie (przed wyjazdem do Londynu a wyjechał jak mała miała 5 miesięcy) żeby ona poszła do pracy a on się dzieckiem zajmie.

              a tak w ogóle Jasamale to ty płacisz jakieś alimenty na dziecko?
              i jak chcesz wychować córkę na porządna kobietę, zakładając, że jakimś cudem byś ją dostał?
              • jasamale Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 23:01
                tak płacę,
                znajdę sobie kogoś
                • anbale Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 26.02.12, 23:29
                  jasamale napisał:

                  > znajdę sobie kogoś

                  Znajdziesz sobie kogoś do wychowania córki na porządną kobietę???
                  Nie do wiary...Na pewno ustawi się kolejka chętnych, będziesz mógł znowu spokojnie zwiać za granicę
                • luciva Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 27.02.12, 00:08
                  Aaaaaa!!
                  A klaps to co to niby jest? Nie bicie?
                  Kiedy konczy się klaps a zaczyna bicie? I kto to ustala? łatwo przekorczyć taką granicę.....
                  Z jaką siłą uderzenia jest klaps a z jaką siłą uderzenia bicie? Potrafisz to zmierzyć i zawsze tak samo dawkować?
                  Czy wg Ciebie zwykły klaps dziecko też by tak oceniło? Przecież dorosły facet ma x siły raz więcej niż dziecko, prawda?
                  Poza tym to nawet nie chodzi o siłę. Tu chodzi o psychikę, upokorzenie.
                  Jak inny dorosły czegoś nie rozumie, nie zachowuje się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami, też dajesz mu klapsy?

                  Zmęczona, dokładnie, niedawno rozmawiałam z facetem, który był bity przez ojca, powiedział tak samo - mały klaps nikomu nie zaszkodził. Tia.......
              • kasiamasia Re: Bić dzieci trzeba, bo wyrośnie na porządne 27.02.12, 00:24
                a_ja_zawsze_w_drodze napisała:
                > pisał również o stałych wizytach (jak rozumiem towarzyskich, bo to taka wzorcow
                > a rodzina była i pewnie wpadali by odpocząć od patologii, z którą mieli stale d
                > o czynienia) policji w domu.

                Sorry, kompletnie zapomialam o wizytach policji (dziekuje za przypomienie).
                To chyba tak jak z powtarzaniem plotek/legend,
                powtorzone wystaczajaco czesto i dlugo,
                staja sie one jedyna powszechna objawiona prawda
                Mowie o powtarzaniu legend o niebiciu, poswieceniu,
                "daniu sie kochac", trosce i milosci.

                Czytam i czytam i ciagle nie wiem jakiej pomocy oczekuje od nas
                Jasamale??
                Rady ktorych mu probujemy udzielic ignoruje, bo on "wie lepiej"
                No moze poza uwagami i radami Esteraj -
                cyt Jasamale; "Esteraj jesteś dla mnie najmądrzejszą osobą w całym tym internecie,..............dotąd zgadzałem się z Tobą we wszystkim, w 100 %).
                Reszta z nas jest ignorowana
      • jasamale Re: Finanse 26.02.12, 12:05
        jeśli chodzi o tę furtkę czy wręcz bramę tak jak napisałaś Esteraj, to może i powinna być jakaś malutka, podobno kościół akceptuje separację,
        Ale tylko i wyłącznie jeśli mieliby się pozabijać, jeśli występuje znęcanie się fizyczne czy psychiczne, a cierpią na tym przede wszystkim dzieci. Znam taki przypadek, gdzie ona mieszka teraz osobno, z dwójką dzieci, nie mają nawet rozwodu, Ona nie szuka nikogo, do końca życia chce być sama.
    • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 12:05
      Hm... właściwie, to nie wiem jak zacząć, bo rozumienie małżeństwa jest tematem bardzo szerokim. Żyjemy w Polsce, gdzie w większości zakorzeniona jest wiara katolicka i na niej się opieramy. Większość przyjmuje taki model małżeństwa, gdzie związek jest nierozerwalny i na całe życie. Podpieramy się Biblią i traktujemy ją jako jedyną księgę prawdy. Na jej podstawie wnioskujemy co Bóg chciał, a czego nie.
      Gdybyśmy wzięli pod uwagę stary testament, to już na dzień dobry mamy przykłady małżeństwa poligamicznego. Wielcy mężowie, będący wybranymi przez Boga, mieli kilka żon, byli to: Abraham, Jakub, Dawid, Salomon. Dlaczego tak? Czy rzeczywiście Bóg ustanawia prawo? Dlaczego Bóg zmienia zdanie, bo już w nowym testamencie mamy małżeństwo monogamiczne. Czy ludzie żyjący w innych rejonach świata mieli innego Boga? Dlaczego tam wytworzyło się inne prawo, inny model małżeństwa?

      Zachęcam do przeczytania:
      pl.wikipedia.org/wiki/Historia_ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwa
      pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia
      W świecie zwierząt też jest różnie, jak to zauważyła Kasiamasia.

      Jasamale, masz prawo trzymać się takiego schematu małżeństwa, nierozerwalnego za wszelką cenę. Nie możesz jednak zmusić nikogo, by taką koncepcję podzielał.

      Prawa i poglądy się zmieniają. To nie Bóg je ustanawia, to człowiek je tworzy.
      Nie chciałabym podważać prawdziwości Biblii, ale wiele rzeczy w niej jest bardzo dyskusyjnych.
      Podam taki mały przykład:
      Pewnego razu wojskowy samolot amerykański wylądował na miejscu zamieszkiwanym przez dzikie plemiona. Nie mieli oni nigdy styczności z jakąkolwiek techniką. Byli przerażeni.
      Mundurowi wyszli i dali im jedzenie. Zostawili im całe zapasy żywności, które mieli w puszkach. Plemiona uznały ich za posłańców Boga, a z zepsutego samolotu zrobili posąg do którego się modlili.

      W Biblii jest zawarta księga Ezechiela. Jest tam opis (w pojęciu religijnym) wizji tronu, rydwanu bożego. Wielu uznało to za opis statku kosmicznego (zresztą na jego podstawie pokuszono się na zbudowanie go).
      Co jeśli tamte (starotestamentowe) przybycia posłańców są kontaktem wyższej cywilizacji?
      Czy słowa proroków są rzeczywiście słowami Boga prawdziwego?
      Kim jest Bóg, jak Go pojmujemy?

      Kwestia wiary, światopoglądu i religii jest tak bardzo kontrowersyjna, że nie chcę tu wszczynać takiej polemiki, bo to nie jest to forum.

      Według mnie to, czym powinniśmy kierować się w życiu, to przykazanie miłości dane przez Chrystusa:
      "Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego,
      z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli swoich .
      A bliźniego swego jak siebie samego."
      Inaczej: nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe, co nie chciałbyś aby Tobie czyniono.

      Małe sprostowanie jeszcze do słów Kasimasi:

      "Czyli w tej calej wspolnocie malzenskiej (w zyciu Esteraj), tej calej trosce i milosci malzenskiej
      maja intercyze, kazdy sobie rzepke skrobie....... na wlasne konto.

      Gdzie w tym wszystkim milosc? zaufanie? wspolnota malzenska? szacunek dla partnera? "


      To ustanowiony przez nas kompromis, do którego żadne z nas nie ma zarzutu i nam odpowiada. Widzę wiele zalet w posiadaniu intercyzy i w tej chwili chyba nawet ja bardziej za nią obstaję.
      Ten kompromis nie przeszkadza nam kochać, mieć do siebie zaufanie , szacunek i mieć nawet wspólnotę małżeńską.

      Przyznam jednak, że jestem otwarta na inne rozwiązania, jeśli chodzi o finanse.

      Tak a propo, Kasiu.
      Nie mów za mnie, ani za innych co czują.
      Możesz tylko przypuszczać, domniemywać, ale nie jesteś mną i nie wypowiadaj się proszę w moim ani nikogo innym imieniu, jeśli nie jesteś do tego upoważniona. (Esteraj sie nie rozwiodla, tylko zyje teraz z mezem i intercyza, [u]ktora podpisala zeby uszczesliwic meza (i miec "spokoj" w rodzinie).[/u]
      Taki styl budzi niepotrzebne emocje. Wyrażasz w ten sposób ironię i lekceważenie drugiej osoby, jeśli nie pokrywają się z faktycznymi uczuciami. Myślę, że rozumiesz.
      • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 13:00
        Oczywiście nie zmuszam nikogo by podzielał taką koncepcję małżeństwa jak ja.
        Pewnie gdybym urodził się pod inną szerokością geograficzną być może miałbym wiele żon i strata jednej nie byłaby dla mnie aż taką tragedią smile
        jednak żyję tu, i mam takie poglądy jakie mam, chociaż czasami kusi mnie żeby pojechać gdzieś precz,
        tutaj jest jednak mała Ania, której nie potrafię zostawić, i chciałbym chociaż popatrzeć na nią jeśli się do mnie nie odzywa. Mam też tutaj trochę obowiązków, to wszystko trzyma mnie tutaj i pewnie tu będę.

        Dobrze napisałaś,
        Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe - mój dziadziu zawsze mi tak powtarzał.
        Myślę że jest Bóg, jest gdzieś Ktoś ponad nami, kto to wszystko ogarnia, panuje nad tym wszystkim, Kto tak mądrze wszystko poukładał że wszytko się łączy i zazębia, że po wiośnie następuje lato, i po tym jesień i zima. I im więcej odkryć naukowych tym bardziej wszystko się staje dla nas zagadką.
        Nie wiem czy słyszeliście opowiadania ludzi którzy przeżyli śmierć kliniczną.
        Gdzie na końcu tunelu jest niezwykła jasność i całe życie przewija się przed oczami jak w przyśpieszonym filmie.
        Wierzę że Ktoś wszystko zapisuje, rejestruje każdą minutę naszego życia i kiedyś nam to puści.


        Pisząc ten blog chciałem przede wszystkim dotrzeć do lokalnej tutaj społeczności, mam pomysł jak to zrobić ale to wymaga czasu. W Polskę też chciałem żeby poszło, ale bardziej jako apel, aby znaleźć więcej takich ludzi jak ja, i aby połączyć swoje siły, i na przykład reprezentować swoje racje przed sądami.
        Grupa, społeczność ludzi stanowi już jakąś siłę, i może wiele więcej zdziałać niż pojedyncza jednostka. Społeczność potrafi nawet zmienić prawo państwowe, tak aby było bardziej ludzkie, i służyło ludziom.
        Pewnie jednak nic z tego nie będzie, nie potrafię przemówić do ogółu żeby skupić ludzi w grupę, co najwyżej narażę się na śmieszność.
        Dlatego być może uporządkuję trochę tego bloga, ograniczę aktywność na forach, a jedynie czas od czasu zamieszczę post co się dzieje z Anią, i w dziale ZNALEZIONE.
        Interfejs na tym blogu nie chce mnie słuchać smile
        • heksa_2 Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 13:27
          Wymagasz leczenia psychiatrycznego.
          Rozwiodłeś się z żoną, i masz pretensje, że ona się wymiksowała z małżeńtwa? To modelowy przykład schizofrenii.
          • triss_merigold6 Mam propozycję 26.02.12, 13:36
            Mam propozycję.
            Zamiast wypisywać kompromitujące kocopały w necie, facet powinien zabrać się za robotę konkretniej, żeby zarabiać jakieś sensowniejsze pieniądze. Ma czas na pierdoły, to ma czas i na pracę.
            Ponadto - do psychiatry w trybie natychmiastowym.
            Gość ma zadatki na stalkera i powinien być leczony.
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 21:39
            wezmę twoje zdanie pod uwagę smile
        • anbale Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 13:28
          jasamale napisał:
          >
          > Pisząc ten blog chciałem przede wszystkim dotrzeć do lokalnej tutaj społecznośc
          > i, mam pomysł jak to zrobić ale to wymaga czasu.

          Mam wrażenie, że to jedyna rzecz na której naprawdę ci zależy- żeby ludzie nie gadali, żeby oceniali sytuacje dokładnie tak, jak im zapodasz...
          • jasamale Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 21:42
            żeby oceniali sytuację tak jaka naprawdę
      • kasiamasia Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 17:41
        esteraj napisała:
        > Tak a propo, Kasiu. Nie mów za mnie, ani za innych co czują.
        > Możesz tylko przypuszczać, domniemywać, ale nie jesteś mną i nie wypowiadaj się
        > proszę w moim ani nikogo innym imieniu, jeśli nie jesteś do tego upoważniona.

        >Esteraj sie nie rozwiodla, tylko zyje teraz z mezem i intercyza, ktora p
        > odpisala zeby uszczesliwic meza (i miec "spokoj" w rodzinie).
        > Taki styl budzi niepotrzebne emocje. Wyrażasz w ten sposób ironię i lekceważeni
        > e drugiej osoby, jeśli nie pokrywają się z faktycznymi uczuciami. Myślę, że roz
        > umiesz.

        Esteraj przepraszam jezeli urazilam twoje "faktyczne uczucia", bo nie bylo moja intencja.
        Ale skoro mnie prosisz, na otwartym forum duskusyjnym gdzie kazdy ma prawo wyglosic swoja opinie, spostrzezenia i wnioski o to zebym:
        >Nie mów za mnie, ani za innych co czują.
        > Możesz tylko przypuszczać, domniemywać, ale nie jesteś mną i nie wypowiadaj się
        > proszę w moim ani nikogo innym imieniu, jeśli nie jesteś do tego upoważniona

        Sprobuje nie wypowiadac sie w twoim imieniu, ale prosze, powiedz kto dal Tobie upowaznienie zebys ty miala prawo wypowiadac sie i imieniu innych ludzi i skladac w ich imienu rzadania zebym sie nie wypowiadala??

        • esteraj Re: Witamy na nowej drodze życia! 26.02.12, 20:57
          kasiamasia napisała:
          > Sprobuje nie wypowiadac sie w twoim imieniu, ale prosze, powiedz
          > kto dal Tobie upowaznienie zebys ty miala prawo wypowiadac sie i imieniu innych
          > ludzi i skladac w ich imienu rzadania zebym sie nie wypowiadala??

          Dziękuję za zrozumienie i chęć zastosowania się do mojej prośby.
          Co do składania prośby w imieniu innych (jest to pojęcie ogólnikowe, nie wskazujące na konkretną osobę), to pozwoliłam sobie na to, gdyż niejednokrotnie spotykałam się z wpisami, żeby nie mówić czegoś za kogoś.
          Najwidoczniej tylko personalne wnioski o zaniechanie wyrażania czyiś uczuć będą przez Ciebie rozpatrywane.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka