Dodaj do ulubionych

Drugi partner

11.04.12, 13:24
Ostatnio przeczytałam gdzieś, że często przyczyną rozpadu związku jest niedojrzałość i egoizm partnera (nie chodzi tylko o faceta).
Po moich doświadczeniach - małżeństwo, związek po, który własnie upadł, przyznam, że poczułam sie zagubiona.
Nie wiem, jak szukać tej dojrzałości, odpowiedzialności.
Skąd wiedzieliście, że ludzie, których poznajecie, są dojrzali, odpowiedzialni, że to własnie CI, którzy trzeba?
Co Was przyciągało do kogoś, co odrzucało?
Jak drugi raz nie popełnić błędu?

No i dzieci.......Tzn relacja drugiego partnera z dziećmi z pierwszego związku.....Kiedy te dzieci wnikały w związek, że zaczynaliscie być powiedzmy rodziną a nie parą? Czyja to była inicjatywa? Po jakim czasie? Po czym poznać, że partner jak najbardziej poważnie i ok traktuje nasze dzieci?
Obserwuj wątek
    • tricolour Przecież to jest proste... 11.04.12, 17:03
      ... poznajemy, darzymy sympatią (niczym więcej), potem lubimy się, zakochujemy. Gdy planujemy coś więcej, to zostajemy narzeczonymi, a CAŁY CZAS przyjaciółmi. NIGDY siebie nie zawodzimy w żadnej sytuacji. Ustalamy datę ślubu - żadna karta rowerowa, luźny związek, partnerstwo i inne durne półśrodki nie wchodzą w rachubę. Ten PROCES daje nadzieję, że umiemy razem planować przyszłość bez lęków i uprzedzeń.

      Pani mająca dzieci ma uregulowaną sytuację rozwodową, alimentacyjną, materialną, zawodową. Pan także regularnie płaci alimenty, a nie ochłapy. Dzieci tolerują nasze wybory, a gdy nie tolerują, to mamy odwagę powiedzieć, że choćby się zesrały, to są to nasze wybory więc koniec srania.

      Znaczy: mamy umiejętność wyznaczania i osiągania celów. Przy czym ważny jest psychologiczny aspekt pojęcia "planowanie".
      • maciekqbn Re: Przecież to jest proste... 11.04.12, 17:36
        Tri, normalnie 'rozwaliłeś' mnie tym stwierdzeniem o prostocie. No proste jak cholera. Żeby jeszcze nie te błędy, które człowiek popełnia to życie w ogóle byłoby bajką. Kto jak kto ale bywalcy tego forum na własnej skórze przekonali się jakie to 'proste'.
        • tricolour Owszem, błędy sie popełnia... 11.04.12, 18:26
          ... ale gdy się o błędach rozmawia, to stają się one nauczką, a nie raną.

          Poza tym - gwoli elementarnej ścisłości - to błędów się nie popełnia, bo to stwierdzenie bezosobowe. Błędy popełnia konkretny człowiek i to konkretne błędy, które można literalnie nazwać, zdiagnozować i albo celowo popełniać dalej (wtedy to już nie są błędy lecz sabotaż) albo naprawić i nie popełniać.

          Mówiąc inaczej: trzeba się na coś zdecydować. W przypadku rozwodników zdecydowano permanentnie popełniać błędy.
          • luciva Re: Owszem, błędy sie popełnia... 12.04.12, 08:44

            > Mówiąc inaczej: trzeba się na coś zdecydować. W przypadku rozwodników zdecydowa
            > no permanentnie popełniać błędy.


            Tego powyżej nie rozumiem.
            • tricolour W przypadku rozwodników... 12.04.12, 09:22
              ... obie strony celowo i z premedytacją niszczyły związek. I się w końcu udało.

              To można robić na wiele sposobów. Zaczyna się - co czytamy często na forum - od ożenku z nieodpowiednią osobą, z licznymi wadami, na które przymyka się najpierw oko, ale później wady te wydrapują oczy i trzeba wiać żeby ratować zdrowie lub nawet życie. A przecież nie było obowiązku wiązać się z byle kim. Był czas przyjrzeć się, podjąc odpowiednią decyzję.

              W małżeństwie też nie należy być ślepcem, głupcem tolerującym nieopdowiednie zachowania do tego momentu, że już wszystko rozwalone w gruzy.
              • brak_dystansu Re: W przypadku rozwodników... 01.05.12, 08:09
                mądry rozwodnik po szkodzie wink .... ja chyba do tych głuchych i ślepych w związku należę skoro świadomie wybrany mąż pozwolił sobie nagle się zakochać i zniknąć....
                dobrze że teraz mi się oczy otwierają i szkoda że dopiero teraz.....
        • niutka Re: Przecież to jest proste... 11.04.12, 21:25
          Az zabraklo mi slow na post Tri...
    • yoma Re: Drugi partner 11.04.12, 21:48
      Tri napisał mądrze.

      Dołożę jeszcze tak: nie ma ludzi idealnych i w każdym coś przyciąga (choćby zwyczajna chemia z feromonami), a coś odrzuca. Warto się zastanowić, czy to, co się nie podoba, nie podoba się aż do tego stopnia, że za parę lat stanie się nie do zniesienia. Przysłowiowa już klapa od sedesu: mnie nigdy nie przeszkadzała podniesiona, a mój mąż ją jak na złość opuszcza smile ale dla wielu kobiet z jakiegoś powodu ta klapa staje się gwoździem do trumny małżeństwa (ale mi się górnolotnie napisało, trudno).

      Jeden z moich licznych smile byłych był owszem niedojrzały, miał też inne wady, natomiast świetnie mi się z nim podróżowało. Ale wiedziałam, że domu z nim nie zbuduję i syna nie spłodzę, niemniej byłam o wiele młodsza niż teraz i miałam inne priorytety, więc mi to tak strasznie nie przeszkadzało. Koniec nastąpił, kiedy jedna z pozostałych wad byłego czy to wyszła na jaw, czy się uaktywniła do tego stopnia, że stała się nie do wytrzymania.

      > Jak drugi raz nie popełnić błędu?
      Wyciągać wnioski z poprzednich smile

      > ....Kiedy te dzieci wnikały w związek, że zaczynaliscie być powiedzmy rodziną

      U mnie było od początku wiadomo, że partner, a obecnie mąż, ma dzieci, kocha je, chce, żeby przy nim były i walczy o to. Gdybym tego nie zaakceptowała, niezależnie od wszystkiego trzeba by było powiedzieć bye bye.

      Z kolei pewien znajomy, wdowiec, miał nastoletnie dzieci i ta dzieci nie pozwalały mu nawet pomyśleć o innej kobiecie. Pamięć mamusi szargasz, mówiły. Znajomy miał partnerkę, którą bardzo kochał i musieli się z ta miłością ukrywać, aż dzieci pójdą w świat. Chore. Ale też partnerka wiedziała, że tak jest i zaakceptowała to. Taki był jej wybór.

      A uniwersalnej recepty i tak nie ma. Życie potrafi robić takie sztuki, że najstarsi górale nie są w stanie przewidzieć.
      • argentusa Re: Drugi partner 12.04.12, 14:02
        > A uniwersalnej recepty i tak nie ma. Życie potrafi robić takie sztuki, że najst
        > arsi górale nie są w stanie przewidzieć.
        >
        i dlatego choć generalnie zgadzam się z pierwszym wpisem Tri, to niekoniecznie z całością i do końca.
        Bo ludzie są RÓŻNI.
        I jednym pewność daje wyłącznie papierek, a innym raczej proces i działanie a nie deklaracje podpisywane w urzędzie czy świątyni.
        Pełna zgoda dla przyjaźni, lojalności i szacunku, zaufania.
        U mnie jeszcze jeden aspekt jest w związku ważny. Niezależność obu partnerów. Coś jak: mamy część wspólną życia -ważną, najwazniejszą i chcianą, ale też mamy części niespójne(np mój świr - moje hobby i jego świr-hobby). Ani jedno, ani drugie focha nie strzela, że to drugie własnie na hobby a nie za patrzy w oczęta w tzw "wolnym czasie".
        Ale ja właśnie niezależna jestem i taki oddech mi do szczęścia potrzebny. Bo choć są mężczyźni podzielający moje zainteresowania, to i tak Obecny jest najważniejszy a tamci współhobbicze szans nie mają.
    • wawrzanka Re: Drugi partner 12.04.12, 14:15
      Wydaje mi się, że zadajesz niewłaściwe pytania. Wbrew pozorom łatwiej Ci będzie, gdy zapytasz sama siebie - co Ty możesz dać dojrzałemu i odpowiedzialnemu facetowi. Odpowiedz sobie uczciwie i bez teoretyzowania. Nawet jeśli się zagubiłaś to się odnajdziesz i będziesz szczęśliwa. Może tylko potrzebujesz na to trochę czasu.
      • yoma Re: Drugi partner 12.04.12, 20:50
        Wawrzanka, ty nie bądź taki Clinton smile
        • wawrzanka Re: Drugi partner 12.04.12, 21:37
          yoma napisała:

          > Wawrzanka, ty nie bądź taki Clinton smile

          Dobrze, że nie Monica Lewinsky smile
    • nangaparbat3 Re: Drugi partner 12.04.12, 22:58
      luciva napisała:

      > Ostatnio przeczytałam gdzieś, że często przyczyną rozpadu związku jest niedojrz
      > ałość i egoizm partnera (nie chodzi tylko o faceta).

      A czemu nie "partnerów"?
      Dlaczego zawsze niemal się zakłada, że to nie ja byłam niedojrzała, egoistyczna?
      Absolutnie nie zachęcam do samobiczowania, sądzę jednak, że obarczanie całkowitą odpowiedzialnością "tego drugiego" jest podejrzane i mało produktywne, mało, grozi regresją.


      Podobno podobne przyciąga podobne - może to jest odpowiedź na Twoje pytania?
      • luciva Re: Drugi partner 13.04.12, 08:42
        Nanga, "partnera" bezosobowo, nie chodzi o płeć męską.
        Partnera w związku.

        Podobno podobne przyciąga podobne - może to jest odpowiedź na Twoje pytania?
        Nie wiem, czy to jest odpowiedź na moje pytania, chyba nie.
        Nie zgadzam sie z tym, że podobne przyciąga podobne.Jeśli chodzi o związki, rzecz jasna. Raczej to jest przyciąganie na zasadzie braków.
        Ja np zauważyłam, że ciagnę facetów niedojrzałych, którzy w związku z kobietą szukają opieki i oparcia, takiej matczynej piersi. Ale jednocześnie potrafią pięknie i gładko mówić, o uczuciach, o tym, że jestem całym światem, sensem, wartością i w ogóle, ach i och. No i przede wszystkim - jak kochają. Wyznanie miłości słyszę po miesiącu znajomości.
        To jest normalne?

        O ile w przypadku eks męża takie rzeczy totalnie mnie zakręciły, o tyle w drugim przypadku już inaczej na to wszystko patrzyłam.
        Ale doskonale wiem, dlaczego tak na mnie eks podziałał, jego słowa, zachowanie, itd. Wiem, co mnie przyciagnęło do niego, jakie moje braki to spowodowały.

        Tak samo, dlaczego do przemocowców ciągną tacy a nie inni partnerzy? partner - bezosobowo, aby nikogo nie wyróżniać, żadnej płci.
        Mówi się - kat przyciąga ofiarę, ofiara kata.
        Nie wiem, co by było gdyby przyciagnęło się dwóch katów, ale raczej nie widzi się tego.

        Akurat z dojrzałością i egoizmem u mnie w porządku, podobnie jak z odpowiedzialnością.

        Problemem jest dla mnie to, dlaczego nie trafiam (wybieram?) facetów dojrzałych...itd?

        Dlatego ciekawi mnie, jak osoby które weszły po raz drugi w poważny związek, radziły sobie z doświadczeniami po rozwodzie, czy oceniały tą drugą osobę, czy totalnie poddawały się emocjom?
        Poza tym, nie wiem, jak np powinna wyglądać relacja z dziecmi? Czy taki partner wchodzący w układ rodzic+dziecko powinien sam w pewnym momencie chcieć kontaktu z dzieckiem? To z jego strony powinno to wyjść? Czy to dzieje sie naturalnie?
        Spotykałam się teraz z facetem, jak pewnie więszkosć czytała. I o ile na początku kontakty z dzieckiem nie były potrzebne, to potem (np po 8-9 miesiącach znajomości) dla mnie było już dziwnie.
        Owszem, gdy zdarzyło się że przyszedł do domu w porze dnia, bawił się z maluchem calkiem fajnie. Ale np chciał się spotkać w niedzielę, na spacer. Ja mówiłam, że nie mogę, nie mam kim zostawić synka - nie proponował spaceru w trojkę, tylko przesuwał spotkanie.
        W zasadzie nigdy z jego strony nie padła propozycja spędzenia czasu we trójkę.
        Ja nie chciałam facetowi narzucać dziecka, bo w sumie nie ma obowiązku, a wiadomo, że randka z dzieckiem, to już inna nieco jest wink
        No, ale zastanowiło mnie to. Jak powinno być? A może przesadzam?

        Wawrzanka, dość ciekawe to co napisałaś, ale załozmy, że już coś takiego zrobiłam. Taki rachunek sumienia, co ja mogę dać, co we mnie fajnego, co mniej powiedzmy. I co dalej? Nadal nie wiem nic....Dlaczego moje pytania są niewłaściwe?
        • tricolour Nanga dobrze napisała... 13.04.12, 13:17
          ... i dlatego przyciągasz niedojrzałych facetów.

          Wyraźnie o tym piszesz: spotykać się blisko rok (ile Ty masz tych roków do zmarnowania?) z facetem, który nie chciał Twoich dzieci, to działanie na szkodę swoją i rodziny. Facet powinien jasno określić - a gdy nie chce określić, to oznacza, że nie chce dzieci - swoje obowiązki i prawa do dzieci. Jasno, klarownie i wcielić to w czyn.

          Więc to nie jest tak, że trafisz facetów niedojrzałych, bo chyba nie chodzisz po ulicy z zawiązanymi oczami, prawda? Ty ich wybierasz! WYBIERASZ takich, którzy Cię pociągają i jakoś pasują... do czasu. Mówiąc inaczej: masz niewłaściwe kryteria wyboru facetów, bo tych, których wybierasz powinnaś gonić natychmiast batem. Żeby nie zawracali głowy i nie marnowali cennego czasu.
          • luciva Re: Nanga dobrze napisała... 13.04.12, 14:16
            tricolour napisał:

            > ... i dlatego przyciągasz niedojrzałych facetów.


            Tzn dlaczego?
            Według Nangi, podobne przyciąga podobne - dlatego, że jestem niedojrzała?
            Czy moje wybory są niedojrzałe?

            Tak, przyznam, wybór męża może taki był, ale miałam 20 lat, jakieś tam braki i problemy - wiem dlaczego to się stało.
            Natomiast dalej?
            Nie wiem, jakie jest Wasze doświadczenie, ale ja nie mam wokół 5 adoratorów i tylko palcem wskazuję.
            W sumie po rozwodzie nikt się mną nie zainteresował, oprócz rzeczonego. Faktem jest, że i ja niespecjalnie się na tym skupiałam a z tym zaczęłam spotykać się trochę z ciekawości.

            Facet powinien jasno określić - a gdy nie chce określić, to oznac
            > za, że nie chce dzieci - swoje obowiązki i prawa do dzieci. Jasno, klarownie i
            > wcielić to w czyn.

            Masz rację, ale kiedy wg Ciebie powinno to nastąpić?
            Wiadomo, że na początku ludzie spotykają sie tak sobie, poznają sie, takie rzeczy wychodzą po czasie.
            No i jeszcze - jedni biorą ślub po 3 miesiącach, inni nawet i więcej niż po 3 latach....... Kiedy ten facet w zasadzie ma się określać?
            "Roków" do zmarnowania nie mam za wiele wink
            • tricolour Ja się nie spotykałem "tak sobie"... 13.04.12, 15:28
              ... ja się po to spotykałem, by znaleźć żonę. A ta obecna żona - kiedy już się wydało - spotykała się z facetami, by znaleźć męża.

              Rozumiesz? Gdybyśmy spotykali się "tak sobie" to szukalibyśmy do dzisiaj (nie wiedząc czego) i mając mętlik w głowie. Bo za rogiem zawsze może być ładniejsza, mądrzejsza, zwinniejsza w łóżku, bogatsza, uśmiechniejsza, pogodniejsza, brunatsza... zawsze.
              • luciva Re: Ja się nie spotykałem "tak sobie"... 13.04.12, 23:04
                Tri, rozumiem.
                Ale widzisz, nie dalej jak w moim osobistym wątku poradzono mi, aby od razu tak się nie fiksować na małżeństwo, stały związek.
                Poza tym - nie od razu wiesz, czy ta akurat osoba, która spotykasz chce czegoś stałego, nie od razu też wiesz, czy akurat z ta osobą, chciałbyś na stałe.......

                Puzzle, a ja myślę, że to niezatrzymywanie się wynika z doświadczenia. Że pierwsze symptomy i już wiadomo, z doświadczenia, czym to zwykle się konczy, wiadomo, że się nie zmieni.

                Wawrzanko, trochę Ciebie rozumiem, trochę nie.
                Ja nie oczekuję, że ktoś tu mi napisze receptę na moją sytuację, nie szukam odp do swojej sytuacji. Raczej chodzi o dzielenie się doświadczeniem, rozszerzanie horyzontów. Zawsze lubiłam wiedzieć, jak pewne sprawy wyglądają z innych punktów widzenia.
        • wawrzanka Re: Drugi partner 13.04.12, 22:33
          luciva napisała:

          > Wawrzanka, dość ciekawe to co napisałaś, ale załozmy, że już coś takiego
          > zrobiłam. Taki rachunek sumienia, co ja mogę dać, co we mnie fajnego, co mniej
          > powiedzmy. I co dalej? Nadal nie wiem nic....Dlaczego moje pytania są niewłaśc
          > iwe?

          A co w nich właściwego, moja droga - skoro nie wiesz jak rozpoznać tego jednego, jedynego, to zbyt racjonalnie podchodzisz do miłości.

          Tak podchodzisz, bo się boisz być sama, a wcześniej czy później i tak będziesz sama jak nie w godzinę śmierci twojej-amen, to w godzinę śmierci jego-amen i co z tego, no nic. A pytania niewłaściwe zadajesz, bo sama jeszcze przed sobą nie wiesz na czym ta odpowiedzialność i dojrzałość ma polegać, byś nie pytała, gdybyś wiedziała, bo i po co.

          Każdy tu wie swoje, bo na jakimś jest etapie i w jakiejś sytuacji, a Ty w swojej jesteś i o swoją pytasz. To jak ktoś obcy ma Ci dać odpowiedź na Twoją sytuację, nie, nie może, o swojej tylko będzie mówił i dobrze, bo o to Ci chodzi, bo z tego chcesz wnioski wyciągać i do swego losu porównywać i nic w tym złego, no to spójrzmy na mnie:

          Gdy się rozwodziłam dwa i pół roku temu, to byłam w beznadziejnej sytuacji mieszkaniowej, a mój ex by wszystko dla mnie zrobił, bym mu tylko wybaczyła – no co? No zdradę, ale ja nie chciałam, bo nie. On się „murem z domu nie ruszy, bo u niego w rodzinie nie ma rozwodów” i mi nie pozwoli i co ja mogę i tak dalej. A ja mogłam, bo młoda jeszcze byłam i wszystko był zrobiła, żeby moje dziewczęce ideały nie legły w gruzach, ale nie w głowie mi wtedy była wielka miłość, bo to było jakbym się w czasie cofnęła i jakbym znów była małą dziewczynką i wstydziłam się, że tyle jeszcze przede mną do zrobienia, choć sama już miałam małą dziewczynkę do wychowania i z nią razem moje pierwsze własne mieszkanko urządzałam sama. A potem.... nie potrafię o miłości pisać racjonalnie, więc nie będę, ale wystarczy.

          Rok już jeden zmarnowałaś i nie mydl sobie oczu, że wszystko jest po coś, bo nie, bo niektóre rzeczy są po nic, gorzej, bo na manowce i dlatego właśnie lepiej się zatrzymać, nic nie robić, w miejscu stanąć i posłuchać, popatrzeć, dotknąć, westchnąć, usiąść, położyć się, wstać.

          I dopiero sobie odpowiedzieć co ja mam do zaoferowania i nie chodzi o Clintona, ani Monikę Lewinsky, ani „co ja mogę zrobić dla kraju”, pieprzyć kraj, zamiast tego zapytaj siebie co możesz zrobić dla ukochanej osoby, czyli i dla siebie, dla Was, bo macie być jednością i nie myśl już o tym, tylko połóż się, odpocznij.
        • nangaparbat3 Re: Drugi partner 13.04.12, 23:00
          Ale np chciał się spotkać w niedzielę, na spacer. Ja mówiłam
          > , że nie mogę, nie mam kim zostawić synka - nie proponował spaceru w trojkę, t
          > ylko przesuwał spotkanie.


          A powiedziałaś kiedyś: Wybieram się z synkiem do parku, moze pojdziemy razem?
          Jesli nie, i tylko mowiłaś, że nie możesz, bo synek, mógł odnieść wrażenie, ze nie chcesz wspólnych wyjść z małym.

          Nie wiem, co by było gdyby przyciagnęło się dwóch katów, ale raczej nie widzi się tego.
          big_grin Własnie oglądam film, w którym to pokazano https://astridstark1.files.wordpress.com/2010/10/000_matador11.jpg
          • luciva Re: Drugi partner 13.04.12, 23:10
            Tak, powiedziałam.
            Ale też z drugiej strony nie wiem, czy nie lepiej, gdy ze strony tego partnera pada propozycja spędzenia czasu również z dziećmi, bo jeśli nie chce, to z mojej strony może być to narzucanie towarzystwa dzieci.
            • nangaparbat3 Re: Drugi partner 13.04.12, 23:59
              A tam narzucanie - zapytasz, wiesz (mniej wiecej) na czym stoisz.
              • luciva Re: Drugi partner 14.04.12, 08:40
                Sama już nie wiem.
                Na początku on bardzo chciał ze mną spędzać czas, było mu wszystko jedno jak gdzie i z kim, byle ze mną.
                Dziecko było, bo musiało być. Trochę jak taki piesek.

                Ale inaczej ejst gdy ja pytam, czy dołączy się do mnie i do dziecka, gdy ja mówię, ok, ale będzie z nami maluch bo coś tam - a on się na to zgadza; a inaczej jest, gdy sam pyta, co u malucha, proponuje, a może weźmiemy ze sobą malucha, a może byśmy z maluchem pojechali tu i tu.

                Ech, nie wiem, pewnie już za duzo rozmyslam i analizuję.
    • der1974 Re: Drugi partner 12.04.12, 23:45
      Tri ma rację. Ja też tu się żaliłem, pisałem, marudziłem. Mam teraz drugą żonę, kocham ją choć ma cały komplet wad jak i ja i jest naprawdę OK.
      • malgolkab Re: Drugi partner 13.04.12, 13:55
        der1974 napisał:

        > Tri ma rację. Ja też tu się żaliłem, pisałem, marudziłem. Mam teraz drugą żonę,
        > kocham ją choć ma cały komplet wad jak i ja i jest naprawdę OK.
        To samo chciałam napisać o swoim 2 małżeństwiesmile
        • argentusa Re: Drugi partner 13.04.12, 15:08
          hihih, ja o swoim Obecnym też to samo mogę powiedziec i o sobie też- mamy 2 komplety wad.
          Tyle, że u nas podziałała jeszcze inna rzecz: my akceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy. Bez próby "dostosowywania" tego drugiego.
          W kwestii dzieci i deklaracji od początku i "marnowaia" roków wink
          I co z tego, że Obecny ma dzieci, i ja mam. Myśmy się dość długo "rozpoznawali" i sprawdzali i dopiero po jakimś czasie dzieci poznały tę drugą stronę. Podobnie było z partnerką taty moich dzieci.
          Żadnych deklaracji od początku, bo od początku to my nie wiedzieliśmy czy dla siebie jesteśmy. Dla mnie takie deklarowanie od początku, o którym pisze Tri jest jednak desperacją. I dowodzi niekoniecznie rozwagi. Jak już przemyślę dogłębnie sprawę to dopiero się deklaruję i decyduję na życie razem.
          Zawsze jednak uważałam, że ludzie niekoniecznie musza mieć tak jak ja, żeby żyli dobrze. W sumie obie drogi są właściwe, tylko dla różnych ludzi.
          • tricolour Ja nie rozumiem... 13.04.12, 15:22
            ... Twojego stanowiska: to znaczy Ty nie wiedziałaś czy chcesz mieć dzieci mając swoje dzieci i biorąc faceta z dziećmi?

            "Dla mnie takie deklarowanie od początku, o którym pisze Tri jest jednak desperacją. I dowodzi niekoniecznie rozwagi. Jak już przemyślę dogłębnie sprawę to dopiero się deklaruję i decyduję na życie razem" dla mnie to nie jest desperacja tylko unormowane życie, w którym wiem czego chcę. Mówiąc humorystycznie: kiedyś, dawno temu przemyślałem dogłębnie sprawę i zakładam codziennie czyste majtki. Zakładanie czystych majtek nie jest "odpowiedzią" na poznanie kobiety, z którym mógłbym wylądować w łóżku więc nie jest rzeczywistością tworzoną on-line na potrzeby akcji. Jest stałym nawykiem bez względu na cokolwiek więc zapytany mogę natychmiast odpowiedzieć. I nawet zdjąć. Czyste.

            Kiedy więc obecna żona zapytała czy chcę dzieci odpowiedziałem, że mój egoizm nie chce, ale rozum chce więc chcę.
            • argentusa Re: Ja nie rozumiem... 14.04.12, 13:43
              : to znaczy Ty nie wiedziałaś czy chcesz mieć dzieci mają
              > c swoje dzieci i biorąc faceta z dziećmi?
              Wiedziałam, że więcej dzieci nie chcę. A to oznaczało, że nawet z TYM facetem ich nie chcę. Żeby nie wiem co. To oczywiście zanim go poznałam oznaczało też, że bezdzietnych facetów nie chcę (a nuż jemu by sięzachciało kiedyś).
              > Kiedy więc obecna żona zapytała czy chcę dzieci odpowiedziałem, że mój egoizm n
              > ie chce, ale rozum chce więc chcę.
              A u mnie "egoizm" zwyciężył. A raczej rozum, który zakładał - bezdzietnym facetom dziękujemy. I takim, którzy jeszcze dzieci chcą też.
              No ja zakładam, że uczucia z rozumem tworzą całość. I póki nie odnajdą porozumienia, to nie angażuję się.
              Ja z kolei na bieżąco odpowiadam na "potrzeby" rzeczywistości. W zalżności od potrzeb. Akurat czyste majtki to dziedzina u mie oderwana od facetów smile. Czy są czy ich nie ma, czy nawet potencjalnie mogą być -i tak lubię czyste. Inna sprawa to dzieci. Tu nie ma negocjacji.
              Ale, oczywiście nie jest to jedyny właściwa opcja. Inni mogą mieć inaczej. Na zdrowie smile
              Ar.
      • nextvivi Re: Drugi partner 20.04.12, 18:00
        Żona z całym kompletem wad? Przecież to niemożliwewink
    • puzzle33 Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:11
      Mnie zastanawia coś innego. Dlaczego dzieje się tak, że przy próbach nawiązania nowych związków brakuje nam/mnie cierpliwości? Zrywamy/zrywam je przy dostrzeżeniu pierwszych sygnałów, że znów to nie to, czego by się chciało. Nie ma woli drążenia, prób usprawiedliwiania i tłumaczenia nieodpowiednich cech i zachowań, nie mówiąc już o chwalebnej postawie szukania kompromisów między chciejstwem a realiami. W momencie uznajemy/uznaję sprawę za nierokującą dobrze. Mam swoje latka i powinnam szanować każde portki, zawitające do mojego świata. Otóż nie, na przekór logice, nie zadaję sobie większego trudu, aby badać czy to właściwe porcięta czy nie. Jakiś uraz - finito. Baaardzo to nieracjonalne, ale dla mnie właściwe. Dlaczego? Czy wynika z to faktu, że nie mam już czasu na beleco?
      • mola1971 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:20
        Nie wiem z czego to wynika u Ciebie, ale wiem z czego podobne zachowanie (chyli wianie z chwilą zauważenia pierwszych symptomów, że to nie jest TO) wynika u mnie. A u mnie wynika z tego, że nauczyłam się być sama, polubiłam życie bez partnera i jeśli zdecyduję się na związek to tylko i wyłącznie z kimś, z kim będzie mi lepiej niż jest mi samej. Z kimś, kto będzie wartością dodaną w moim życiu. Bycie z kimś, kto powoduje w moim życiu więcej stresu/smutku niż dostarcza radości, nie wchodzi w rachubę.
        • puzzle33 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:35
          mola1971 napisała:

          > nauczyłam się być sama, polubiłam życie bez par
          > tnera i jeśli zdecyduję się na związek to tylko i wyłącznie z kimś, z kim będzi
          > e mi lepiej niż jest mi samej.
          Chyba mi odpowiedziałaśsmile
          • mola1971 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:42
            To się bardzo cieszę smile
            Nauczyłam się tego od mojej śp Babci. Ona bardzo młodo owdowiała, adoratorów na pęczki miała (jeszcze jakieś dwa miesiące przed śmiercią jakiś amant w kościele ją podrywał, a zmarła w wieku 86 lat), ale z żadnym nigdy się na poważnie nie związała. Mówiła, że lubi być sama i nie wyobraża sobie, by mogła z tej samotności dla kogoś zrezygnować. Zresztą samotna nigdy nie była, miała dzieci, wnuki, prawnuki.
            Była bardzo mądrą kobietą i cudowną Babcią.
            Ja na razie, w przeciwieństwie do Babci, dopuszczam myśl, że mogłabym się z kimś związać. Tyle, że biorąc pod uwagę jakość facetów (i moje oczekiwania) to, że z kimś się na poważnie zwiążę, jest bardzo mało prawdopodobne.
            • puzzle33 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:48
              mola1971 napisała:

              > Ja na razie, w przeciwieństwie do Babci, dopuszczam myśl, że mogłabym się z kim
              > ś związać. Tyle, że biorąc pod uwagę jakość facetów (i moje oczekiwania) to, że
              > z kimś się na poważnie zwiążę, jest bardzo mało prawdopodobne.
              Molu, masz więcej ode mnie czasu. Życie pisze przedziwne scenariusze, z których samotniczy nie wydaje mi się być najgorszym smile
              • mola1971 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 19:51
                Tego która z nas ma więcej czasu, to akurat nigdy nie wiadomo...
                Cieszę się dniem dzisiejszym, cieszę się tym, że żyję. A co przyniesie przyszłość? Czas pokaże smile
                • puzzle33 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 20:10
                  Mądra z Ciebie osoba. Wnoszę to nie tylko z ostatnich wpisów.
                  • mola1971 Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 20:14
                    Dziękuję smile
            • zmeczona100 Re: Brak cierpliwości? 14.04.12, 13:49
              > Tyle, że biorąc pod uwagę jakość facetów (i moje oczekiwania) to, że
              > z kimś się na poważnie zwiążę, jest bardzo mało prawdopodobne.

              Kobiety! Kochajcie mężczyzn takimi, jakimi są; innych nie ma big_grin
        • niutka Re: Brak cierpliwości? 13.04.12, 21:27
          Dzieki za te wypowiedz...
      • zmeczona100 Re: Brak cierpliwości? 14.04.12, 14:04
        puzzle33 napisała:

        Zrywamy/zrywam je przy dostrzeż
        > eniu pierwszych sygnałów, że znów to nie to, czego by się chciało. Nie ma woli
        > drążenia, prób usprawiedliwiania i tłumaczenia nieodpowiednich cech i zachowań,

        I całe szczęście- inaczej powielilibyśmy poprzedni schemat- tłumaczenia partnera z jego zachowań, jakby w ogóle trzeba było coś tłumaczyć. Np. nie zwiałabym od faceta, który się spóźnił- wysłuchałabym, dlaczego tak się stało. Ale gdyby mnie okłamał, albo pobił kogoś albo był agresywny- to niby istnieje jakieś usprawiedliwienie takiego zachowania?

        > nie mówiąc już o chwalebnej postawie szukania kompromisów między chciejstwem a
        > realiami.

        Chciejstwo- przynajmniej w moim przypadku- dotyczy tylko i wyłącznie podstawowych oczekiwań (cechy osobowości, charakteru- i to bardzo podstawowe); pozostałe nie są ważne (łysina, wzrost, kolor włosów itp.). Trudno mówić o kompromisie, jeśli ktoś lubi alkohol, pali papierosy czy używa wulgarnego języka albo jest sknerą.

        W momencie uznajemy/uznaję sprawę za nierokującą dobrze. Mam swoje l
        > atka i powinnam szanować każde portki, zawitające do mojego świata.

        W życiu!
        "Wolę być sama, niż z byle kim".


        Otóż nie, n
        > a przekór logice, nie zadaję sobie większego trudu, aby badać czy to właściwe p
        > orcięta czy nie. Jakiś uraz - finito. Baaardzo to nieracjonalne, ale dla mnie w
        > łaściwe.

        Dlaczego nieracjonalne????
    • fraaa szukaj 17.04.12, 15:20
      w OAZIE tam ludzie naprawde powaznie traktuja malzenstwo
      • garibaldia Re: szukaj 17.04.12, 15:26
        uuuuuu....szczerze mówiąc, to ja wolę spotykać ludzi którzy poważnie traktują drugiego człowieka a nie przede wszystkim formę związku.
        • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 16:24
          Nie ma ideałów. To tak apropos dyskusji powyżej. Jeżeli pierwsze symptomy, że coś nie tak odstraszają, to dobrze. Znaczy, że nie nadajemy się na partnera CZŁOWIEKA. człowieka z jego wadami, słabościami, zdolnością do błedów. No chyba, że mamy szczęscie na pierwsze randki zawsze trafiac z patologią. wink

          Mi pasuje własciwie to co napisał Tri. Mimo, że u mnie było inaczej, bo ja nie szukałam męża, a "jakoś tak wyszło", że znalazłam męża w kimś po kim zupełnie bym się tego nie spodziewała. Nieeeeeee, nie jest ideałem. Ma MASĘ wad. Widzę je codziennie. I znoszę. Tak jak on znosi moje niemałe wady.

          Kiedy jednak załozyliśmy, że chcemy być razem to było dla nas jasne, że weźmiemy ślub. Nie ma półśrodków, idziemy na całość, z pełną deklaracją "to TA. to TEN." Nie, i nie chodziło o papier a o publiczne, przed urzędnikiem, przyjaciółmi, rodziną, dziećmi, Bogiem, SAMYMI SOBĄ przyznanie "BIORĘ ZA TA DECYZJĘ ODPOWIEDZIALNOŚĆ I SKŁADAM PUBLICZNĄ I JAWNĄ DEKLARACJĘ. KOCHAM I CHCĘ". Czy ten papierek coś zmienia? Ogromnie dużo zmienia. Cała percepcja się zmienia. Nieeee...i wcale nie na gorsze, nie pozwala osiąść na laurach ludziom mądrym i po rozwodach mających doświadczenie które mówi "jesli dla ciebie to tylko papier to szykuj się na rozwód nr 2". Bo małżeństwo to nie jest formalność. Formalnością jest ceremonia zaślubin. A to dwie różne rzeczy. Zresztą nowe badania pokazują, że wieloletnia kohabitacja zmniejsza szansę na udany związek. To coś przeciwko czemu protestowałabym kiedyś głośno i energicznie....Tri pamieta wink (np. kobieta.wp.pl/kat,26325,page,2,title,Wspolne-mieszkanie-przed-slubem-negatywnie-wplywa-na-jakosc-malzenstwa,wid,14426649,wiadomosc.html) wink

          Kiedy wiedziałam, że to ten? Nie było nagłego olśnienia. Pewnego dnia gdy ja mazałam się bo znowu kłopoty on powiedział, że się tym zajmie...i zajął. I to był moment kiedy nagle zaczęłam mysleć a nie tylko czuć. Obserwować wnikliwie jakim jest człowiekiem. I to jakim jest człowiekiem każdego dnia pokazuje mi, że to był dobry wybór. I jesli tego nie spieprzymy to będziemy taką miziająca się para staruszków wink OD początku jednak wiedział, że mam córkę, że jest ona number one moim zyciu bardzo ważna, że jestem za nią odpowiedzialna i fajnie by było jakby ją polubił. Polubili sie wzajemnie. I w tym tez widze męza olbrzymią mądrośc. Wiedziałam o jego zobowiązaniach z "poprzedniego zycia" i je akceptuję. A jak mnie bola to dzwonie do kogoś pozgrzytać zębami wink.

          Nie, małzeństwo to nie jest formalność. Absolutnie nie.
          Pierwszego dnia po ślubie, wchodząc na góre do schroniska i sapiąc zapytałam mojego męża "czujesz róznicę miedzy wczoraj przed ślubem, a dziś?" Na co on odpowiedział "tak, czuję tak wielką odpowiedzialność, że az czuję się przytłoczony. musze sie do niej przywyczaić". Czułam dokładnie tak samo. teraz może juz nie przytłacza ale odciska swoje piętno. Bo nie, jak zobaczę wady to nie zabiorę swoich zabawek i nie pojde w cholere bo "samej mi fajnie". Zobowiązałam się publicznie, przed rodzina, przed nim, przed urzędnikiem i Bogiem, że będę WALCZYĆ I STARAĆ SIE dla tego związku. Przyrzekałam to mojemu mężowi a on to przyrzekał mi. I małzeństwo to zycie kiedy każdego dnia staramy się sobie pokazywać, że pamiętamy o tym przyrzeczeniu.
          Pozdrawiam.
          • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 16:30
            acha...slub miałam w USC, więc to "przed Bogiem" to taki akcent dla podkreślenia wagi tego wydarzenia. Dla nas bardzo ważnego.
          • luciva Re: szukaj 20.04.12, 17:14

            > Nie ma ideałów. To tak apropos dyskusji powyżej. Jeżeli pierwsze symptomy, że c
            > oś nie tak odstraszają, to dobrze. Znaczy, że nie nadajemy się na partnera CZŁO
            > WIEKA. człowieka z jego wadami, słabościami, zdolnością do błedów. No chyba, że
            > mamy szczęscie na pierwsze randki zawsze trafiac z patologią. wink

            To.ja.kas, po tym powyzszym zdaniu mozna to zrozumieć tak: acha, czyli coś nie tak ze mną, skoro widzę w drugim człowieku wady a nie po prostu...człowieka. Coś nie tak, bo przecież zaakcpetować mozna każdego.
            Czemu więc jedni się przyciagają a inni nie? Czemu ludzie nie wiązą się z pierwszy mlespzym, którego spotkają?
            Np. mój wątek, o rozterkach wobec faceta, z którym się spotykałam - czy według tego, co napisałaś, nie powinnam teraz pomysleć, kurczę, nie zobaczyłam w nim człowieka, tylko negatywnie oceniłam..........ale wszyscy wypowiadający się sami doradzali, że lepiej nie wiązać się .......

            A poza tym, nie wiem dlaczego kładziesz taki nacisk na slub w swojej wypowiedzi, nie tego ma dotyczyć wątek (chociaż może wink ) - raczej czym się ludzie kierują przy wyborach, co sprawia, że taki a nie inny człowiek nas przyciąga, odpycha, itd.
            • nextvivi Re: szukaj 20.04.12, 18:23
              ,,czym się ludzie kierują przy wyborach, co sprawia, że taki a nie inny człowiek nas przyciąga, odpycha, itd."

              Dobre pytanie, może na forum psychologia ktoś będzie mógł to logicznie wytłumaczyć, poprzeć badaniamismile
              • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 20:19
                Nie, to nie ja napisałam o tym, ze jak coś nie tak to trza wiać....a wieje się od czegos złego wink
                Nie pisałam/nie dyskutowałam tylko z Tobą a z wieloma osobami tutaj, porzede wszystkim odniosłam sie do tego co napisał Tri.

                Ludzie są rózni...jeśli kogoś poznajemy zazwyczaj nie zakładamy, że będzie z tego bóg wi co. To proces. A jak do każdego procesu potrzeba czasu. W tym okresie wiemy jaki kto ma stosunek do dziecka naszego ewentualnego, jakie wyznaje wartosci, jakie ma cele i jakie ma ograniczenie. Widzimy wady i widzimy zalety. Dopiero potem jest COŚ...kocha się za to COŚ właśnie, za to co otrzymujemy, za to jak czujemy sie przy tej osobie, jakie w nas budzi emocje, jak odnosi sie do nas.
                W okresie kiedy spotykamy sie na kawie wiemy czy ktoś widzi w każdym złą wolę i "on/ona na pewno mnie źle ocenia, skoro tak powiedział/a" czy jednak szuka porozumienia w komunikacji. Później już wiemy na tyle, że może urodzić się chemia ta inna niż tylko ta cielesna (która tez jest oczywiscie niezmiernie ważna ). Kiedyś pisałam, że ja wczesniejszych swoich związków mimo iż nie zakończyły się na slubnym kobiercu nie oceniam jako porażki, To raczej była przygoda, wprawka, nauka....nauka dla mnie przede wszystkim i uczyłam się o sobie zwłaszcza.
                Nie każdy związek jest na całe życie. Ważne by wyciągać wnioski o sobie, własnych potrzebach i ograniczeniach. Bo najgorzej kiedy te ograniczenia, wady, złą wole, braki widzimy zawsze u kogoś. Wtedy na bank skazani jestesmy na kolejne i kolejne porażki.
                Wazne by znac własne priorytety. Rzeczy które być MUSZĄ i takie które koniecznie nie sa. I wazne by znac WŁASNE ograniczenia.
                Piszemy tu dużo o własnych wymaganiach...czasami wysokich. A zastanówmy się, co my mamy do zaoferowania poza tymi wysokimi wymaganiami? Co możemy dać w zamian? I czy to jest równie dużo?
                I jak juz mamy jakąś wiedzę o sobie, to wtedy najczęsciej wiemy czy to JUŻ czy NIE JUŻ. TEN czy NIE TEN. Ale by to stwierdzić, trzeba znać troszkę siebie.
                A i tak nie chroni to nas przed błędami i porażkami. Bo w życiu nie ma tak, że mamy jakąkolwiek pewność czegokolwiek. To jedyna pewna rzecz smile
            • malgolkab Re: szukaj 23.04.12, 10:50
              luciva napisała:


              >
              > Co ś nie tak, bo przecież zaakcpetować mozna każdego.
              jako człowieka może tak, jako partnera na pewno nie, bo są cechy, których u potencjalnego partnera nie jesteśmy w stanie akceptować.

              - raczej czym się ludzie kieruj
              > ą przy wyborach, co sprawia, że taki a nie inny człowiek nas przyciąga, odpycha
              > , itd.
              Myślę, że tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy kieruje się czym innym... ja kiedy decydowałam się na związek z obecnym mężem największą uwagę zwracałam na podejście do spraw najważniejszych - dzieci (tym bardziej, że swoje już miałam), rodzina, pieniądze, praca, osoby bliskie, seks, uczciwość itd. (kolejnośc przypadkowa). Kiedy wiązałam się z 1 mężem miałam niecałe 20 lat i nie zwracałam uwagi na takie rzeczy i to był błąd, bo okazało się, że mamy całkiem różne prorytety i odmienną wizję małżeństwa, rodziny, wychowywania dzieci itp.
          • kategemi Re: szukaj 20.04.12, 20:12
            Kaś! Brakuje mi Twego pisania smile
            • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 20:20
              Kategemi, toz piszę smile)) Czasami. Brak czasu, zajeta jestem w życiu po prostu. A Ty nie zwlekaj ino do Wawy przyjedź smile
          • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 20:13
            to.ja.kas napisała:
            > Nie ma ideałów. To tak apropos dyskusji powyżej. Jeżeli pierwsze symptomy, że c
            > oś nie tak odstraszają, to dobrze. Znaczy, że nie nadajemy się na partnera CZŁO
            > WIEKA. człowieka z jego wadami, słabościami, zdolnością do błedów. No chyba, że
            > mamy szczęscie na pierwsze randki zawsze trafiac z patologią. wink

            A kto i gdzie napisał, że pierwsze symptomy pojawiają się na pierwszej randce?
            One zazwyczaj pojawiają się po dłuższym czasie (tygodniach, miesiącach znajomości). I chyba lepiej zwiać, niż marnować czas i energię na coś, co bardziej męczy niż cieszy. A że dla kogoś innego jest to objawem nienadawania się na partnera? Mówi się trudno i żyje się dalej. Ważne by żyć w zgodzie z samym sobą.
            • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 20:23
              A po co wiać? To jakich używamy słów odzwierciedla nasz stosunek do zagadnienia.
              Wianie, marnowanie, męczenie.
              Życie jest różne i ma różne etapy.
              Czasami kończy się związek który nie jest dla nas. Czasami to my jesteśmy NIE TE. I ciesze się, ze eks partnerzy nie wiali ode mnie i nie epatowali zmęczeniem. Ot, po prostu dziękowaliśmy sobie za czas poswiecony, za naukę i zostawalismy z MIŁYMI wspomieniami.
              Zazwyczaj mi się to udaje na szczęście.
              To chyba własnie kolejny etap Mola. NIe wianie, bo to jakiś męczący gość, a ocena że nie jesteśmy dla siebie i rozstanie się. Ot, po prostu.
              • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 20:41
                Kaś, a dlaczego miałabym używać innych słów, jeśli, te których używam najlepiej odzwierciedlają moje podejście? Tak, wieję. Gdy widzę, że z tej mąki chleba nie będzie to po prostu ucinam kontakt i tyle. Po to by się nie męczyć, bo kontakt z kimś, z kim nie jest mi po drodze zwyczajnie mnie męczy. I po to, by nie marnować czasu, bo poświęcanie rzeczy najcenniejszą jaką mam, czyli czasu, komuś z kim wiem, że nie zbuduję niczego dobrego, jest wg mnie marnotrawstwem. Wolę ten czas poświęcić na coś bardziej konstruktywnego.
                Inni ludzie mogą mieć (i mają) inaczej, mnie nic do tego. Żyje sobie tak jak lubię i chcę.
                • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 20:57
                  Ależ MOla, źle mnie zorzumiałas. Ty sobie używaj jakich chcesz. Ja oceniam co piszesz nie tylko po tym CO ale również po tym JAK piszesz. Zresztą nie tylko to co piszesz Ty, ale każdy kogo czytam. Tak jak oceniane jest moje pisanie i ktoś wyciaga o mnie wnioski zarówno po tresci jak i po formie. Przeciez to normalne.
                  W mojej subiektywnej ocenie, jeśli ktoś reprezentuje taki stpsunek do zwiazków i wad ludzi to nie jest gotowy (a to nie grzech) do tego by byc w związku z wadliwym człowiekiem. Nie ten etap.
                  Ludzie mają różne powody do spotykania się z drugą płcia, jedni widza ją tylko wtedy kiedy rokuje na związek, jesli nie rokują poswiecaja na cos bardziej wg nich konstruktywnego, inni po prostu się lubią i zwiazek nie jest jedyną formą kontaktu z drugą płcią, anwet jesli to ktoś z kim nam sie kiedys ten zwiazek przydarzył.
                  Oczywiscie, jest różnie i wszystko zależy od szczegółów.

                  Mnie, na tym etapie razi...nie, złe słowo....bawi ten język wojny płci pt. "wianie", "męczenie się" w kwestii związków między ludźmi. Dlaczego? Bo by związek jakikolwiek zaistniał, jakikolwiek, czy to relacja romansowa, czy przyjaźń, czy koleżeństwo trza język walki zamienić na język przyjaźni. I wtedy się to klei. Po prostu. Póki walczymy używamy języka walki, a okres walki nie jest najlepszym etapem na zawieranie związków trwałych. Taką mam opinię po prostu. Nie stosuję gradacji "ten etap lepszy a ten gorszy". Każdy jest potrzebny, A dobry jest ten etap na którym jesteśmy i czujemy się na miejscu.
                  • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 21:04
                    Ok, teraz rozumiem o co Ci chodzi. Jest jednak różnica między nienadawaniem się do czegoś, a niebyciem gotowym do czegoś. Też chodzi o słowo i jego wydźwięk, jeśli już o tym mówimy smile
                    • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 21:12
                      A widzisz...jedno słówko, w sensie podobne, a jakie ma znaczenie.
                      Więc jeśli piszesz, że "wiejesz z chwilą zauważenia pierwszych symptomów, że to nie jest TO" to ja wyciągam wnioski o jakich pisałam powyżej.
                      • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 21:19
                        Znaczy wg Ciebie wianie = nienadawanie się do związków?
                        Zresztą nieważne. Sama jakiś czas temu stwierdziłam, że się do związków nie nadaję smile))
                        • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 21:37
                          Tak, wg mnie nie nadawanie się jeśli to wianie następuje po PIERWSZYCH SYMPTOMACH i jeśli to jest wianie smile
                          Jeśli nienadawanie się odczytujemy jako "jeszcze nie ten etap".
                          Pozwól, że to wytłumaczę jeszcze raz.

                          By poznać człowieka tego odpowiedzialnego i wyjątkowego trzeba uświadomić sobie, że:
                          a) będzie miał wady
                          b) ja będę mieć wady
                          c) muszę dać jemu czas na pokazanie się z wielu stron
                          d) muszę mu się pokazać w wielu sytuacjach
                          e) zdarzą się sytuacje i symptomy, że jest do niczego
                          f) mamy dokładnie tyle samo wad co druga strona wink

                          Jeśli wręcz WIEJEMY po PIERWSZYCH SYMPTOMACH to znaczy, że nie mamy jeszcze tej cierpliwości by dac szansę na poznawanie się wzajemne. Bo ucieczka zamyka drogę do czegokolwiek. Poza tym pokazuje coś jeszcze innego - nie umiemy się jeszcze komunikować, lub nie chcemy się jeszcze komunikować. Pierwszy symptom, że coś nie tak, a nas już nie ma bo zwialiśmy. A gdzie miejsce na dialog? Poznanie motywacji? Przyczyn?
                          Związek to dawanie sobie codziennie, wzajemnie szansy i tolerowanie tego co nie tak w celu utrzymania co jest BARDZO TAK.
                          I odpowiedzialny człowiek ZANIM da nogę chwilę pomyśli.
                          Jeśli zapytasz mnie ty czy ktokolwiek co jest jedną z cech odpowiedzialności to własnie to - zastanowienie się zanim coś zrobimy. smile
                          • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 21:38
                            I ja też kiedyś od mojego obecnego męża zwiałam, bo był symptom....jak dobrze, że mnie dogonił wink
                            • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 21:46
                              Kaś, ja to wszystko rozumiem i zasadniczo się zgadzam. Są jednak rzeczy, które są dla mnie nie do przyjęcia. Nie wieję z błahych powodów, nie wieję z powodu jednorazowego głupiego/infantylnego/nieprzemyślanego zachowania. To oczywiste, że każdy człowiek ma wady i zalety, nikt doskonały nie jest. Wieję z powodu wad/zachowań, których nie jestem w stanie zaakceptować. A nie jestem, bo uczę się na błędach i wcześniejsze doświadczenia pokazały, że akceptowanie czegoś, co się do zaakceptowania w moim świecie nie kwalifikuje, prędzej czy później odbija się czkawką.
                              I nie chodzi o pierdoły typu nieopuszczanie deski klozetowej, chodzi o sprawy zasadnicze.
                              • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 21:50
                                MOla piszesz dokładnie tak "więje po pierwszych symptomach, że coś jest nie tak"
                                W tym zlepku słów nie dopatrzyłam sie tego co napisałaś powyżej a z czym się zgadzam smile
                                • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 21:58
                                  Napisałam, że wieję po pierwszych symptomach, że to nie jest TO. A wiem, że to nie jest TO, gdy facet zachowuje się w sposób, który jest dla mnie nie do przyjęcia. Np. gdy tylko zauważę pierwsze objawy skłonności do przemocy (a po doświadczeniu w przemocowym małżeństwie dość wcześnie jestem w stanie takie objawy zauważyć), to wieję gdzie pieprz rośnie.
                                  Podobnie, gdy zaobserwuję zbyt materialistyczne podejście do życia.
                                  Jednego i drugiego na początku znajomości nie widać, bo puszą ogony jak pawie i ideały udają big_grin To z czasem wychodzi.
                                  • to.ja.kas Re: szukaj 20.04.12, 22:01
                                    Oj wychodzi...pod warunkiem, że chcemy zobaczyć smile
                                    Każdy puszy ogon na początku i ideał udaję.
                                    Ja na pewno smile))))
                                    • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 22:11
                                      Pewnie, że każdy smile Na tym początkowy etap znajomości polega. I to bardzo miłe jest smile
                                      Grunt tylko, by czujności nie stracić i nie brać tańca godowego za marsz weselny wink
                                  • luciva Re: szukaj 20.04.12, 23:09
                                    Mola, tak trochę OT, ale - jakie to są pierwsze objawy skłonności do przemocy? Po czym poznajesz, jakie to zachowania?
                                    • mola1971 Re: szukaj 20.04.12, 23:18
                                      Luciva, to tema rzeka...
                                      Ale tak krótko mówiąc, to obserwuję jak się facet zachowuję w stosunku do innych ludzi. I zwierząt. Jeśli np. warczy na kelnerkę w restauracji, lub kopie psa/kota, to mi się czerwona lampka w głowie zapala.
                                      • luciva Re: szukaj 22.04.12, 08:55
                                        Hm, myślałam, że te symptomy bardziej w kategoriach niuansów... wink

                                        Ok, w sumie tak sobie pomyslałam - z wypowiedzi Wawrzanki, Nangi, To.ja.kas wynika, że właściwie przyciągam takich facetów, bo sama mam mało do zaoferowania. Po prostu ciekawi się mną nie interesują, bo sama nie jestem ciekawa?
                                        • mola1971 Re: szukaj 22.04.12, 12:56
                                          Ale co to znaczy wg Ciebie ciekawi? Ciekawi w sensie barwni, najczęściej są porąbani. Normalni faceci (a ja lubię normalnych) z kolei najczęściej są nudni. Być może nie zauważasz tych nudnych?
                                          Zresztą z facetami jest taki problem, że normalnych jest bardzo mało, a wolnych i normalnych to jak na lekarstwo.

                                          Co do symptomów jeszcze to tak, są również niuanse, na które zwracam uwagę, ale to trudno wyjaśnić. Po prostu czuję, że coś nie gra i niestety najczęściej okazuje się, że miałam rację i te moje przeczucia potwierdzają się w praktyce.
                                          • luciva Re: szukaj 22.04.12, 14:48
                                            Nie, Mola, ciekawi to wg mnie....normalni właśnie.
                                            Nie wiem, co wg Ciebie znaczy nudny.
                                            Ciekawi - czyli ogarnięci w życiu, pracujący, stabilni......itd.
                                            • mola1971 Re: szukaj 22.04.12, 15:07
                                              No ale właśnie taki ogarnięty życiowo, spokojny facet dla wielu kobiet jest nudny. Bo nie dostarcza adrenaliny.
                                              Stąd moje pytanie co dla Ciebie oznacza słowo "ciekawy".
                                              Ciekawych w sensie barwnych facetów znam wielu. Są świetnymi kumplami, można ciekawie z nimi spędzić czas, ale żaden nie nadaje się na partnera. No chyba, że ktoś lubi życie na krawędzi wink Ja nie lubię.
                                            • triss_merigold6 Nie analizuj tak 22.04.12, 15:26
                                              Nie analizuj tak.
                                              Facet na dzień dobry powinien pociągać Cię seksualnie i być fajnym towarzyszem do rozmowy. Inne warunki brzegowe też są proste: zainteresowany aktywnie spędzaniem czasu z Tobą, akceptujący dziecko, ogarnięty życiowo, nie szukający matki, terapeutki czy innej opiekunki i kasy zapomogowo-pożyczkowej.
                                              • maciekqbn Re: Nie analizuj tak 22.04.12, 22:17
                                                Dobrze to ujęłaś. Aczkolwiek najlepsze egzemplarze (i to po obu stronach 'barykady') są już wybrane. Najlepiej skupić się na dzieciach, na sobie - w sensie rozwoju, kultywowania hobby. A jak ma się coś trafić, to się trafi. Byle nie zadręczać się rozmyślaniem,że jestem taki czy owaki i przyciągam takich a nie innych.
                                        • mayenna Re: szukaj 23.04.12, 10:44
                                          luciva napisała:


                                          > Ok, w sumie tak sobie pomyslałam - z wypowiedzi Wawrzanki, Nangi, To.ja.kas wyn
                                          > ika, że właściwie przyciągam takich facetów, bo sama mam mało do zaoferowania.
                                          > Po prostu ciekawi się mną nie interesują, bo sama nie jestem ciekawa?

                                          Moim zdaniem może to wynikać ze środowiska, w którym jesteś. Moja znajoma przyciąga facetów, którzy szukają jedynie przygód i to jak najmniejszym kosztem. Poznaje ich przeważnie albo w największej w mieście mordowni z tańcami disco polo, albo przez znajomych, którzy preferują takie rozrywki.
                                          Moja ciocia miewała adoratorów ze sfer uniwersytecko - naukowych, chociaż sama jest księgową, bo lubi rozrywki typu krakowski festiwal Misteria Paschalia czy opera.
                                          Teraz spotyka się z jakims lekarzem bo po 70 - ce dużo czasu poświęca na leczenie się.
                                          Moim zdaniem poznajemy ludzi tam gdzie bywamy i to warunkuje kogo poznajemy.
                                          • to.ja.kas Re: szukaj 25.04.12, 20:57
                                            Z tym absolutnie się zgodzę...oczywiście, można trafić na doktora filozofii na nielegalnych wyścigach na CARGO, ale zdecydowanie częściej jednak trafimy go w bibliotece, czytelni, na uniwerku, na jakimś wykładzie. Żeglarza próżno szukać w górach, a górołaza na żaglach...aczkolwiek mi zdarza się na żaglówce bywac wink

                                            Większy problem z określeniem tego momentu gdy z "chłopaka" staje się naszym partnerem/mężem albo gdy "spotkania" stają się poważnym związkiem.
                                            Jak to rozpoznac?
                                            To się czuje. I każdy z kim rozmawiałam ma momenty wątpliwości, "czy to na pewno to? A może to bardziej chcenie bycia z KIMŚ niż potrzeba bycia z TĄ osobą właśnie?"

                                            Gdzie są ci odpowiedzialni? Jak nie są zajęci bo mają rodziny to błąkają się dokładnie tam gdzie my. Trzeba tylko dać szansę sobie i im. smile

                                            I nie, nie sugerowałam, że przyciągasz nieciekawych boś sama nieciekawa. Nie wiem jaka jesteś, nie znam Cię.
                                            Ja mówiłam, że warto się zastanowić nie tylko nad swoimi wymaganiami, ale też nad ofertą jaką same mamy. Aby kogoś poznać nie można tylko wybierać, oceniać, wymagać i odtrącać lub nie....trzeba też samemu przyciągać...by mieć z czego wybierać. I nie zawsze to brak ciekawej oferty z naszej strony. Czasami nie mamy dobrego pijaru. Pamiętajmy o tym, że nasz potencjalny partner też może doskonale maskować swoje zalety wink
                                        • tricolour "Bo mam mało do zaoferowania"... 25.04.12, 21:05
                                          ... taka krótka moja historyjka:

                                          Gdy zacząłem szukać sobie żony, to załozyłem profile na trzech portalach randkowych. Męczące to było strasznie, bo musiałem prowadzić log zaawansowania znajomości i co już komuś powiedziałem, by nie wyjść na durnia, co gada o tym samym. Męczące więc zrezygnowałem z masówy i zająłem się jednym portalem i swoim wizerunkiem na nim. Dopracowanie tegoż wizerunku, bym sam był z niego zadowolony, zajęło mi pół roku. Po dopracowaniu żadna babka już się do mnie pierwsza nie odezwała choć pamiętam, że profił był naprawdę bardzo OK.

                                          A ta jedna, co się odezwała jako druga, w pokoju obok usypia synka...
        • fraaa Re: szukaj 20.04.12, 20:16
          garibaldia napisała:

          > uuuuuu....szczerze mówiąc, to ja wolę spotykać ludzi którzy poważnie traktują [
          > u]drugiego człowieka[/u] a nie przede wszystkim formę związku.

          jedno nie wyklucza drugiego
    • aron95 tri. kas i der- Dzięki ! 02.05.12, 14:27
      Pomogliście mi podjąć decyzję z którą od dawna zwlekałem . Bo kiedyś ktoś zdradził
      Bo jakieś dziwne obawy . A przecie to co kiedyś, to teraz takie mało ważne .
      Tak ciężko walnąć furtkę od przeszłości
      Przynajmniej pierścionek się nie marnuje , tylko ładnie wygląda, ku uciesze mojej i narzeczonej .

      hm
      Wy tu za " dinozaury " robicie ?
      sorki za pytanie , sporty ekstremalne uprawiam ...
      • argentusa Re: tri. kas i der- Dzięki ! 04.05.12, 18:05
        No aron, gratulacje największe smile z okazji pierścionka oczywiście \Ar.
        • to.ja.kas Re: tri. kas i der- Dzięki ! 04.05.12, 19:37
          Aron, gratulacje ! smile)))) No proszę, jak się stara gwardia zakochuje i zakłada te znienawidzone kiedyś krążki znowu na palce smile))

          Co tu robimy? Czasami piszemy. Ja rzadko, oj rzadko, ale zaglądam i proszę jaka niespodzianka big_grin
      • yoma Re: tri. kas i der- Dzięki ! 05.05.12, 16:25
        Aron, wszystkiego dobrego smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka