molly2222
25.04.12, 12:45
Jestem w kropce... Jak to jest z tymi dowodami? Skoro nie miałam wcześniej żadnych podejrzeń to jak miałam je zbierać, żeby coś udowodnić? Zbierając je okazałabym brak zaufania i wtedy takie życie, takie małżeństwo nie miało by sensu.... Nie miałam przecież przypuszczeń, że coś może się nieprzewidzianego dla mnie wydarzyć. Jak miałabym wcześniej żyć sama ze sobą zbierając wszystko co ewentualnie mogłoby mi się przydać w przyszłości. Jak mogłam zakładać, że mnie zdradzi?
Co teraz - nie mam żadnych dowodów namacalnych (ogromną wiedzę posiadam i owszem ale co mi po tym) Jak mam udowodnić w sądzie jego winę?
Świadkowie - też ich nie mam - znajomi widzieli w nas zgodną rodzinę. Jeśli były jakieś trudniejsze dni to nie afiszowaliśmy się z tym...
On na razie na wszystko się zgadza (najpierw nie chciał nawet o tym rozmawiać, ale postanowiłam zawalczyć o siebie samą o szacunek do siebie samej i o swoją godność i wymusiłam na nim zgodę - nie chcę już tak żyć) - na rozwód z orzeczeniem o winie, na wysokość alimentów, na wszystko. Ale co jeśli mu się odwidzi? Co wtedy?
Czy jeśli zgodzi się na wszystko to czy potrzebuję świadków, dowodów? Czy jego przyznanie się do winy, zgoda z innymi sprawami wystarczy do otrzymania rozwodu?