Dodaj do ulubionych

gdy droga się rozwidla...

17.06.12, 21:41
Po wstępnym przejrzeniu niektórych tematów zorientowałam się,że przynajmniej część towarzystwa już nieco lepiej się zna.
Jako że za jakiś czas być może dołączę do osób posiadających ex zajrzałam tutaj.
I tak sobie myślę, że warto się przedstawić, chociaż z grubsza.
Z powodów raptem zauważonych różnic charakterów i pewnych nieprzyjemnych wydarzeń wyprowadziłam się dwa miesiące temu od męża. Gdy czas największej złości minął, zaczęliśmy rozmawiać. Może terapia dla par pomoże nam, ale pomimo naszych deklarowanych chęci powrotu do siebie nie wyobrażamy tego sobie, i chyba psycholog nie zmieni tego.
A może jednak...
Ciekawa jestem Waszych refleksji i doświadczeń.
Miło mi będzie poczytać Wasze wypowiedzi.
Czekam smile
Obserwuj wątek
    • esteraj Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 21:56
      rostellum napisała:
      Może terapia dla par pomoże nam, ale pomimo naszych
      > deklarowanych chęci powrotu do siebie nie wyobrażamy tego sobie, i chyba psycholog
      > nie zmieni tego.

      Normalne jest to, że teraz nie chcecie wracać do tego co było, bo było źle. Jednak gdy nabiera się dystansu do siebie, nie ma już takich emocji i można zacząć myśleć racjonalnie, łatwiej jest zrozumieć popełniane błędy i je naprawić... Dobry terapeuta może Wam to ułatwić.
      Czy macie dzieci?
      Czy w Waszym małżeństwie były naprawdę dobre chwile, kiedy czuliście się ze sobą dobrze i byliście szczęśliwi? Jeśli tak, to wszystko jest możliwe...
      • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:32
        Dzieci nie mamy, więc nie ma dylematów związanych z nimi.
        Psycholog może pomoże ale raczej wątpię, bo mąż na słowo psycholog reaguje prawie alergią, ale zgadza się na spotkania, podjął się umówienia wizyty.Znając jego grafik nastąpi to nie tak szybko, jeśli w ogóle nie zapomni smile
        A problem leży, żeby tak powiedzieć jednym słowem ( bo rzecz niby prosta ale zawiławink )w tym że jesteśmy DDA. Ja pracuję nad pewnymi mechanizmami obronnymi wyniesionymi z dzieciństwa, które pomagały m.in. gdy ojciec pił, ale w dorosłym życiu niestety nie sprawdzają się, natomiast mąż twierdzi, że głupoty gadam. Jemu jest dobrze.
        I skoro tak mówi, to nie mam podstaw negować tego. Ale mi jego mechanizmy obronne w związku naszym przeszkadzają. I tyle.
        A chwil szczęśliwych trochę było.
        • esteraj Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:46
          rostellum napisała:
          Ja pracuję nad pewnymi mechanizmami obronnymi wy
          > niesionymi z dzieciństwa, które pomagały m.in. gdy ojciec pił, ale w dorosłym ż
          > yciu niestety nie sprawdzają się, natomiast mąż twierdzi, że głupoty gadam. Jem
          > u jest dobrze.

          To może być problem, skoro Twojemu mężowi nic nie przeszkadza i nie widzi problemu...
          Czy po Twojej wyprowadzce odczuł, że kogoś mu brakuje?
          Czy jest między Wami jeszcze uczucie i tylko narastające problemy doprowadziły do rozstania, czy wkradła się już obojętność?
          • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 19:18
            Mogę pisać tylko w swoim imieniu. I nie tylko związane to jest z dyskrecją w stosunku do osoby o której się mówi/pisze ale też dlatego, że mój mąż jest zamknięty w sobie. A w zasadzie to tak naprawdę jest poblokowany na uczucia. Albo jedno i drugie.
            Wydaje mi się że są uczucia po obu stronach, ale mąż wypiera miłość, i pomimo że jesteśmy 3 lata po ślubie(prawie, w sierpniu będzie rocznica) a po 6 latach znajomości to neguje coś takiego jak miłość.
            I jak jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może mieć wątpliwości czy jest miłość czy nie, i nie widzieć potrzeby odczuwania takiego uczucia. Ale ja sobie uświadomiłam, że nie potrafię być z człowiekiem który boi się zaangażować, i trzyma mnie na dystans. Który nie rozpoznaje u siebie uczuć, potrafi tylko powiedzieć że jest dobrze i od razu skryć się np. na balkonie by zafajczyć, i zamknąć tym samym temat rozmowy, albo mruknąć z irytacją"jest dobrze" i też na balkon ucieczka.
            Frustruje i złości mnie takie zachowanie.
            A poza tym to chciałabym tak nie analizować tego wszystkiego tak bardzo, tylko chciałabym wzruszyć ramionami i mruknąć "nie to nie"/"ty masz tak ja mam tak, nie po drodze nam".
            Ale kurna jeszcze walczę o ten związek i wkurzam się na bezsilność, bo mam wrażenie, że tylko ja walczę, że mąż już WIE że nic z tego nie będzie.
            Och, trochę się rozpisałam.
            I w zasadzie można byłoby napisać i więcej, ale nachodzi mnie właśnie zniechęcenie, a właściwie po co to wszystko piszę, coś tam z mężem działamy, staramy się rozmawiać ze sobą, może zaistnieją wizyty u psychologa...A komu jaki los pisany taki jest do przeżycia...
            Cieszę się, że zalogowałam się na forum, trochę jednak takie popisanie pomaga...
            Ale chyba też poszukam tematyki filmowej albo czytelniczej albo branżowej albo naukowej by poszerzać horyzonty i nie skupiać się za bardzo na sobie, bo to sprzyja rozczulaniu się nad sobą.
            tylko czy mi czasu wystarczy na takie pisanie... a dni są piękne, słoneczne...
            Dzięki Esteraj za uwagę smile
            • czlowiek-na-torze Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 20:12
              > Ale kurna jeszcze walczę o ten związek i wkurzam się na bezsilność, bo mam wrażenie,
              > że tylko ja walczę, że mąż już WIE że nic z tego nie będzie.

              Miałem identycznie z byłą żoną. Z tą różnicą, że ona nie tyle wiedziała, co sobie postanowiła, że nic z naszego małżeństwa nie będzie.
              • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 21:20
                "ona sobie postanowiła..."
                - w wolnym cytowaniu.
                To wyrażenie wywołało we mnie myślotok... o moich postanowieniach...
                dwa razy w naszej kadencji postanowiłam nie odzywać się tak długo do męża aż on pierwszy to zrobi...za pierwszym razem po trzech dniach nie wytrzymałam...za drugim razem(po jakimś roku od pierwszego zdarzenia)-po tygodniu pękłam. Bo ja się męczyłam, niewypowiedziane emocje rozsadzały mnie a dodatkowo widziałam dobre samopoczucie męża, bo w końcu miał ciszę w domu wink
                a potem zrozumiałam że chciałam go ukarać w ten sposób. z ludźmi się tak nie załatwia spraw...
                a teraz zastanawiam się czy "nie postanowiłam" wyprowadzić się od męża...
                a może w moim przypadku nie chodzi o karanie, tylko o chwytanie się wszelkich sposobów by On zwrócił na mnie uwagę, żeby zrobił ukłon w moją stronę, żebym zobaczyła tak czarno na białym że mu zależy na mnie...
                Och, dobrze że mieszkamy oddzielnie...może nam się nie uda, ale może przynajmniej w sobie poodkrywam pokamuflowane jakieś gierki, w które nieświadomie gram.I stąd to emocjonalne miotanie się...Bo rozumowo/ logicznie jest jasne-nie dogadujemy się, za mało rozmów między nami, za mało wspólnych aktywności, ja lubię refleksyjność on unika jakiekolwiek rozważania, on nie lubi się zwierzać, ja nie wyobrażam życia bez tego, On przejawia postawę "jestem jaki jestem", ja lubię pracować nad sobą.A uczuciowo u mnie jest bulgoczący kocioł-wątpliwość, złość, niepewność, lęk, żal,tęsknota, bezsilność,poczucie krzywdy...rozchorować się od tego można.
                no i znowu epopeja wyszła...

              • esteraj Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 21:34
                czlowiek-na-torze napisał:

                > Miałem identycznie z byłą żoną. Z tą różnicą, że ona nie tyle wiedziała, co sob
                > ie postanowiła, że nic z naszego małżeństwa nie będzie.

                Słuszna uwaga.
                Może właśnie należałoby rozpocząć rozmowę z mężem od tego czego on chce, do czego dąży...
                Gdy wyznacza się sobie cel, wówczas szuka się sposobów na jego osiągnięcie.
                Podejrzewam, że to co Was do siebie zbliżyło na początku znajomości, to wspólne problemy. Pomagaliście sobie i potrafiliście siebie zrozumieć.
                Ty Rostello poszłaś dalej i chcesz czegoś więcej od życia. Być może Twój mąż doszedł do miejsca do którego zmierzał i nie wie co dalej... Oczywiście to tylko moje domysły, bo nie wiemy z jakiego powodu były u Was nieporozumienia.

                Napisałaś, że mąż jest zamknięty w sobie. Czy taki był na początku?
                Kto zabiegał w pierwszej fazie Waszej znajomości? On czy Ty?

                Powinnaś postarać się zmienić trochę swoje nastawienie, bo starając się na siłę tracisz ją. Poza tym Twój mąż może czuć się osaczony Twoimi oczekiwaniami, a przecież to co człowiek ceni najbardziej to wolność... Lubi być akceptowany i doceniany, chce być ważny dla kogoś i potrzebny, to nadaje mu wigoru, motywuje...
                • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 22:00
                  > Może właśnie należałoby rozpocząć rozmowę z mężem od tego czego on chce, do cze
                  > go dąży...
                  > Gdy wyznacza się sobie cel, wówczas szuka się sposobów na jego osiągnięcie.
                  > Podejrzewam, że to co Was do siebie zbliżyło na początku znajomości, to wspólne
                  > problemy. Pomagaliście sobie i potrafiliście siebie zrozumieć.
                  > Ty Rostello poszłaś dalej i chcesz czegoś więcej od życia. Być może Twój mąż do
                  > szedł do miejsca do którego zmierzał i nie wie co dalej...

                  być może tak jest...

                  > Napisałaś, że mąż jest zamknięty w sobie. Czy taki był na początku?

                  Taki był od początku

                  > Kto zabiegał w pierwszej fazie Waszej znajomości? On czy Ty?

                  Ja zabiegałam.


                  Poowinnaś postarać się zmienić trochę swoje nastawienie, bo starając się na siłę
                  > tracisz ją. Poza tym Twój mąż może czuć się osaczony Twoimi oczekiwaniami, a p
                  > rzecież to co człowiek ceni najbardziej to wolność...

                  Szczególnie on ceni sobie wolność. Pytanie na ile takiej wolności znajduje się w związku. Czy czasem nie jest tak, że jeśli jedna strona bierze dużo tej wolności, czy tym samym nie zabiera jej drugiej stronie.


                  Lubi być akceptowany i do
                  > ceniany, chce być ważny dla kogoś i potrzebny, to nadaje mu wigoru, motywuje...

                  No właśnie, tego mi też bardzo brakuje w moim małżeństwie.



                  Niezła jesteś. Chylę czoło...
                  smile
                  • triss_merigold6 Błagam kobieto 18.06.12, 22:08
                    Błagam kobieto, pułapka nie lata za myszami.
                    TY zabiegałaś, Ty się starałaś, organizowałaś, próbowałaś rozmawiać, negocjować, analizować, nakłaniać do odkrycia emocji, Ty się doszukujesz głębi zakamuflowanych uczuć itd.
                    Brzytwa Ockhama, cherie - jeśli pan nie okazuje Ci uczuć, olewa i daje do zrozumienia, że ceni bardzo wolność, to zapewne tak właśnie jest.
                    Nie macie dzieci więc nie trać cennego biologicznie czasu na reanimację związku w którym facet się nie stara.
                    • rostellum Re: Błagam kobieto 19.06.12, 21:21
                      Na swój sposób się stara.
                      owszem, lubię wyzwania, i nie rezygnuję z walki tak szybko, tak mam.
                      Mam świadomośc też, że wtedy kiedy poznawaliśmy się i decydowaliśmy o wspólnym życiu nie miałam tej umiejętności wglądu w siebie i odwagi podejmowania trudnych dezyzji.
                      Teraz nieco to się zmieniło.
                      ale zanim skończę z kimś na kim mi zależy, zrobię tyle ile m,ogę by jakoś dotrzeć do siebie (tzn do siebie nawzajem). Zaproponowałam mężowi wspólną terapię i się zgodził.i nie namawiałam go do tego. więc teraz nie widzę powodu by rezygnować z tego. poza tym są terapie refundowane z NFZ.
                      i muszę mieć pewność że rozwodem nikogo nie skrzywdzę- ani siebie ani jego.
                      Bo odejść jest prosto, ale potem przez całe życie mieć w sercu mały zadzior/kolec, że może gdybyśmy spróbowali terapii dla par to może by było lepiej,to nie wyobrażam sobie.ja nie chcę mieć już węcej kolców z przeszłości, wystarczą mi z dzieciństwa. bo może i tego zadziora by nie było jeśli w miarę szybko bym zakochała się we "wspaniałym" mężczyźnie i stwoirzyli cudny związek, ale to bajki. owszem zdarzają się, ale nic nie jest po prostu i łatwo, związek budowany jest latami, a przykre rzeczy, przykre emocje z przeszłości niestety potrafią wpływać na teraźniejsze poczynania.
                      a mój kobiecy biologiczny czas niestety zależy bardziej od dokonań medycyny sad
                      miłej nocy życzę
        • braktalentu Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 21:29
          "Psycholog może pomoże ale raczej wątpię, bo mąż na słowo psycholog reaguje praw
          > ie alergią,"

          Psychoterapeuta nie musi być psychologiem. Fachowiec, który pomógł mojej rodzinie nie jest psychologiem.
          Decyzja o podjęciu psychoterapii była najlepszą w moim życiu, pieniądze na nią wydane uważam, za najlepszą dotychczasową inwestycję. Jestem wdzięczna losowi za kryzys małżeński, który nas do podjęcia psychoterapii skłonił. Ułożyło się moje życie rodzinne i zawodowe. Dzięki psychoterapii jestem lepszym człowiekiem, lepszą żoną, lepszą matką, lepszą córką.
          Takie jest moje doświadczenie-smile
          • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 21:48
            znowu będę miała problemy z zaśnięciem...
            no tak właśnie myślę, że nie można rezygnować z jakiejś metody walki z kryzysem tylko dlatego że wydaje nam się że nie pomoże...
            odkryłam niedawno w sobie ,że lubię walczyć,i że nie rezygnuję dopóki ostatnie działa nie zostaną wystawione...(ale na pewno nie jestem mściwa, dodaję, żeby nie było nieporozumień)
            to chyba atut, choć wyczerpujący
            • triss_merigold6 Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 22:18
              Lubisz kopać się z koniem i nieświadomie wybierasz beznadziejne inwestycje?
              Czujesz się lepsza jako ta, walcząca do końca i ratująca?
              Masz 9 żyć jak kot i lekkim twistem możesz jedno zmarnować?

              Cokolwiek Twojemu jeszcze mężowi dolega, nie stara się, żebyś wróciła. Get real i zajmij się czymś przyjemnym dla siebie, zadbaj o siebie, o swoje potrzeby.
            • esteraj Re: gdy droga się rozwidla... 18.06.12, 23:02
              rostellum napisała:

              > odkryłam niedawno w sobie ,że lubię walczyć,i że nie rezygnuję dopóki ostatnie
              > działa nie zostaną wystawione...

              Z tego wynika, że podeszłaś do Waszego związku ambicjonalnie. Przyjęłaś sobie za cel zbawić człowieka, a tym człowiekiem stał się Twój mąż. Chciałaś sobie udowodnić, że jesteś w czymś dobra... Chciałaś zaspokoić swoje wygłodniałe ego...
              Chciałaś mu pokazać jak wygląda prawdziwa miłość, ale według swojej koncepcji...
              W tym wszystkim liczyłaś się Ty i Twoja próba dowartościowania...

              I nie ma w tym nic złego, bo wiele ludzi tak ma, tylko jest tego nieświadoma.
              Przypadek okazał się zbyt trudnym zawodnikiem i to Ciebie dołuje. Cel nie został osiągnięty...

              Co by było, gdyby udało Ci się zmienić swojego męża? Stałby się uległy Tobie i może nudny...
              Potrzebujesz wyzwań.
              Czy potrafiłabyś go zaakceptować takim, jaki jest? Czy pozwoliłabyś mu być sobą...?
              Może czas zmienić sobie cel i podjąć inne wyzwanie...?
              Czy chciałabyś, by ktoś formował Ciebie na swój wyimaginowany obraz? Uszczęśliwiał Ciebie na siłę? Wiedział za Ciebie co jest dla Ciebie dobre, a co nie?
              Chyba nie. Poszłabyś tam, gdzie czułabyś się akceptowana, doceniona...

              Twój mąż jest typem introwertyka i najwyraźniej dobrze mu z tym. Ty czegoś oczekujesz, a on już stworzył swoją strefę komfortu.

              Zajmij się przez chwilę czymś innym. Spraw sobie coś, co da Ci przyjemność (może basen, taniec, dobra muzyka, film, spotkanie wśród znajomych, jakaś wycieczka...).

              W małżeństwie nie trzeba wszystkiego robić razem. Można mieć "swój kawałek podłogi" i część wspólną.
              • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 19.06.12, 21:58
                wynika, że podeszłaś do Waszego związku ambicjonalnie. Przyjęłaś sobie z
                > a cel zbawić człowieka, a tym człowiekiem stał się Twój mąż. Chciałaś sobie udo
                > wodnić, że jesteś w czymś dobra... Chciałaś zaspokoić swoje wygłodniałe ego...
                > Chciałaś mu pokazać jak wygląda prawdziwa miłość, ale według swojej koncepcji..
                > .
                > W tym wszystkim liczyłaś się Ty i Twoja próba dowartościowania...


                Tak chyba było. to zauważyłam gdy złość minęła, gdy wyprowadziłam się, nabrałam innej perspektywy na siebie i na zwiążek
                >
                > I nie ma w tym nic złego, bo wiele ludzi tak ma, tylko jest tego nieświadoma.
                > Przypadek okazał się zbyt trudnym zawodnikiem i to Ciebie dołuje. Cel nie zosta
                > ł osiągnięty...
                >
                > Co by było, gdyby udało Ci się zmienić swojego męża? Stałby się uległy Tobie i
                > może nudny...
                > Potrzebujesz wyzwań.

                aha smile


                > Czy potrafiłabyś go zaakceptować takim, jaki jest? Czy pozwoliłabyś mu być sobą
                > ...?


                teraz właśnie nad tym się zastanawiam. czy pewne cechy u niego jestem w stanie przyjąc takimi jakimi są. i są dwie rzeczy, których nie potrafię przeskoczyć. To są dwie rzeczy, Albo DWIE RZECZY...

                >>
                > Twój mąż jest typem introwertyka i najwyraźniej dobrze mu z tym. Ty czegoś ocze
                > kujesz, a on już stworzył swoją strefę komfortu.

                tak jest zapewne, ale pytanie czy na pewno to jest dla niego komfort, ta strefa beze mnie-jakoś na razie mi daje sygnały że tak nie do końca.dlatego też mam wątpliwości.
                >
                > Zajmij się przez chwilę czymś innym. Spraw sobie coś, co da Ci przyjemność (moż
                > e basen, taniec, dobra muzyka, film, spotkanie wśród znajomych, jakaś wycieczka
                > ...).
                >
                i tak robię, nic innego nie pozostaje mi. zajrzałam tutaj na forum, sporo mi dała wymiana zdań z Wami wszystkim( to chyba działa na zasadzie burzy mózgów,oraz poczucia wspólnoty z innymi, że ci inni poświęcają swój czas by pomóc mi, to jest budujące na duchu, pomimo że społeczność anonimowa).
                przypomniałam sobie jaką przyjemnością jest słuchanie muzyki, wcześniej jakoś skupienia na to nie miałam, za to wcześniej miałam więcej koncentracji na czytanie, teraz jakoś nie chce mi się zajmować prozą.
                idę na koncert Bobbiego McFerrina- i to mnie uskrzydla
                a po czwartym lipca zajmę się zastanawianiem jak zorganizować urlop by był w górach, i w będę wybierać jakie góry, będę planować trasy i noclegi...
                nie jest źle, "dwie ręce mam obejmę się"...


    • czlowiek-na-torze Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 21:57
      > Może terapia dla par pomoże nam, ale pomimo naszych d
      > eklarowanych chęci powrotu do siebie nie wyobrażamy tego sobie, i chyba psychol
      > og nie zmieni tego.

      Terapia nie pomoże. Jeśli bezpłatna to pal sześć, możesz iść dla spokoju sumienia. Jeśli komercjalna to lepiej wydaj pieniądze na coś innego.

      > Ciekawa jestem Waszych refleksji i doświadczeń.

      Moich refleksji - po trwającym dwa lata rozpadzie małżeństwa i po całym tym okołorozwodowym gównie - nie jesteś ciekawa, wierz mi.

      > Miło mi będzie poczytać Wasze wypowiedzi.

      Jeśli liczysz na wzajemne głaskanie się po głowach i wspólną mentalną masturbację to faktycznie, może być miło.
      • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:08
        No tak, różne są komunikaty zwrotne, niektóre są nieprzyjemne, ale... niektórzy lubią gdy się ich bije pejczykiem... to tak gwoli przekory tongue_out
        A niektórzy lubią sami się katować...
        Jeżeli nie chcesz opowiadać, to nie kokietuj mnie tym pejczykiem tongue_out
        • czlowiek-na-torze Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:10
          > Jeżeli nie chcesz opowiadać, to nie kokietuj mnie tym pejczykiem tongue_out

          Rozrywki sado-maso to nie ze mną, adres nie ten.
          • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:13
            Och, kurna mać...
            Sajonara
            • czlowiek-na-torze Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:15
              > Och, kurna mać...

              Och motyla noga!

              > Sajonara

              Umgabe!
    • inna_nowa_ja Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:26
      chodziłam z mężem na terapie, niczego nie uratowaliśmy bo nie było czego ratować, zresztą czas właśnie pokazał, że nam po prostu nie po drodze.
      Jeśli czujesz że nic z tego nie będzie to odpuść, przynajmniej kase zaoszczędzisz.
    • lampka_witoszowska Re: gdy droga się rozwidla... 17.06.12, 22:32
      idźcie na tę terapię, może to Wam pomoże się poskładać, skoro jeszcze chcecie rozmawiać i być razem - oszczędzicie sobie tego bólu rozstania
      i może błędu - bo po co Wam to doświadczenie? jest zwyczajnie złe

      rozstać zawsze się zdążycie
    • 1lapaz Re: gdy droga się rozwidla... 19.06.12, 06:51
      Ja mam za soba juz kilka zwiazkow i jak doswiadczenie pokazuje proby porozumienia po rozstaniu nie maja sensu. Nie jestes z kims bo nie macie plaszczyzny porozumienia, bo jednej ze stron nie chce sie angazowac, bo zwiazek nie jest dla niej wystarczajaco atrakcyjny zeby dac z siebie cos wiecej.
      • rostellum Re: gdy droga się rozwidla... 19.06.12, 21:37

        bo jednej ze stron nie chce sie angazowac, bo zwiazek nie jest dla ni
        > ej wystarczajaco atrakcyjny zeby dac z siebie cos wiecej.

        albo jest tak wrażliwy, że poblokował się na uczucia, pod wpływem doświadczeń z przeszłości.
        oczywiście to nie usprawiedliwia go i oczywiście nie muszę być z takim człowiekiem.
        ale przede wszystkim nie chcę nic robić wbrew sobie, jeżeli nie mam pewności w sobie na podjęcie decyzji o rozstaniu, to szukam sposobów komunikacji by znależć w sobie decyzyjność, by wiedzieć a nie tylko mieć wrażenie że już my małżeństwem nie możemy być. a jak facetowi jakieś klapki z oczu opadną-to tylko plus. a jeśli okaże się że jednak jakoś udaje nam się tworzyć zaczątek nowej jakości porozumienia w związku- no to gratulacje dla terapeuty smile
        jak będzie -okaże się
        a może mąż jednak "nie znajdzie czasu" na umówienie wizyt-no to kopii kruszyć nie będę.
        koniec meczu walkowerem
        smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka