Witam wszystkich
Mam nowy problem i liczę znowu na wasze rady.
Mój mąż-alkoholik po wielkiej awanturze (pogotowie, policja,izba wytrzeźwień) wyprowadził sie pól roku temu do swoich rodziców. Ja, żeby sie go pozbyć i reszcie rodziny (2 dzieci i moi rodzice) dać możliwość odetchnięcia psychicznie, zgodziłam się na ultimatum: jak on pół roku pić nie będzie, to może wrócić.. Ultimatum mija 1.12 i on chce za wszelką cenę wrócić i twierdzi że ja mu nie mogę zabronić.. Niezależnie od tego że ultimatum raz złamał...
Dom jest nasz wspólny, wiec prawnie mu powrotu nie zabronię. Przemawianie "na chłopski rozum" chwilowo nie działa

On twierdzi że on wraca, że będziemy każdy swoje życie żyć, a on będzie sam swoje pranie prał i sam sie żywił itp.. Jak on sobie to wyobraża, to nie wiem..
Atmosfera w domu będzie nie do wytrzymania. Dla młodszego syna sie znów huśtawka uczuć zacznie.. Tata poszedł, tata wraca..
Co robić?? Natychmiast się rozwodem zająć? Jestem zdecydowana, tyle że dotychczas zwlekałam.. Zbieram jeszcze siły..

Ale to wszystko trwa i musiałabym chyba z nim pod jednym dachem mieszkać, aż sprawy majątkowe uregulowane będą? Nie ma innej możliwości?
Pozdrawiam