Dodaj do ulubionych

Powrót męża do wspólnego domu?

01.11.12, 14:26
Witam wszystkich

Mam nowy problem i liczę znowu na wasze rady.
Mój mąż-alkoholik po wielkiej awanturze (pogotowie, policja,izba wytrzeźwień) wyprowadził sie pól roku temu do swoich rodziców. Ja, żeby sie go pozbyć i reszcie rodziny (2 dzieci i moi rodzice) dać możliwość odetchnięcia psychicznie, zgodziłam się na ultimatum: jak on pół roku pić nie będzie, to może wrócić.. Ultimatum mija 1.12 i on chce za wszelką cenę wrócić i twierdzi że ja mu nie mogę zabronić.. Niezależnie od tego że ultimatum raz złamał...
Dom jest nasz wspólny, wiec prawnie mu powrotu nie zabronię. Przemawianie "na chłopski rozum" chwilowo nie działa sad
On twierdzi że on wraca, że będziemy każdy swoje życie żyć, a on będzie sam swoje pranie prał i sam sie żywił itp.. Jak on sobie to wyobraża, to nie wiem..
Atmosfera w domu będzie nie do wytrzymania. Dla młodszego syna sie znów huśtawka uczuć zacznie.. Tata poszedł, tata wraca..

Co robić?? Natychmiast się rozwodem zająć? Jestem zdecydowana, tyle że dotychczas zwlekałam.. Zbieram jeszcze siły.. smile
Ale to wszystko trwa i musiałabym chyba z nim pod jednym dachem mieszkać, aż sprawy majątkowe uregulowane będą? Nie ma innej możliwości?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: Powrót męża do wspólnego domu? 01.11.12, 15:50
      możesz coś wynająć, składając równocześnie pozew o rozwód i wystawiając razem z mężem dom na sprzedaż - a jeśli małżonek nei zechce sprzedać, powinien Cię spłacić, co byłoby najwygodniejsze, bo mogłabyś zacząć szukać czegoś do kupienia - transakcję jednak powinnaś sfinalizować po uprawomocnieniu wyroku rozwodowego, żeby nowokupione mieszkanie czy dom nie weszły znowu do majątku wspólnego
      • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 01.11.12, 16:04
        Domu sprzedać nie da rady. Dom wybudowali moi rodzice i po naszym ślubie na mnie i męża przepisali, zostawiając sobie prawo dożywotniego mieszkania na parterze..
        Mam nadzieję, że za pomocą rodziców i kredytu bedę kiedyś w stanie jego spłacić.
        Ale to nie jest jeszcze aktualne. I nie o to chodzi.
        Mój problem: jak uniknąć mieszkania z nim pod jednym dachem? Wyprowadzić się razem z dziećmi? A rodziców z zięciem-pijakiem zostawić? Psychiczny terror..
        • tricolour Możesz cofnąć darowiznę.. 01.11.12, 16:14
          ... czyli rodzice mogą cofnąć darowiznę wykorzystując przepis o "rażącej niewdzięczności obdarowanego".

          Alkoholizm jak najbardziej nadaje się. Zbieraj kwity (policja, izba wytrzeźwień, dochody męża itp) i do prawnika. Sprawa wydaje się być do wygrania, a kredyt jest najgorszym rozwiązaniem. On pieniądze ze spłaty przepije na śmierć. Będziesz pracowała na śmierć męża i ojca dzieci.
          • 24beata Re: Możesz cofnąć darowiznę.. 01.11.12, 16:24
            Na temat darowizny już kiedyś na forum pisałam i odpowiedzi były raczej negatywne: sprawa długotrwała ze znikomą szansą na wygranie..
            Ja wiem, że on pieniądze przepije, ale szczerze mówiąc mnie to nie interesuje.
            Jestem psychicznie przeciążona i nie martwię się tym co będzie jutro, albo kiedyś tam.. Tylko tym co mnie TERAZ gnębi sad
            Motto: masz zbyt dużo zmartwień, to martw się tylko o aktualne sprawy, a reszte przesuń na później..
            • tricolour Jak to delikatnie napisać? 01.11.12, 16:52
              Otóż moim zdaniem wcale nie chcesz rozwiązać swoich problemów. Chcesz, by jakoś zniknęły (jak mąż na pół roku), ale to się nie uda. Nie znikną same.

              Mąz ma prawo mieszkać i będzie mieszkał. Ma prawo pić, to będzie pił. Dzieci dostaną patologiczny wzorzec i tak wystartują w dorosłe życie. Tak będzie gdy nic nie zrobisz.

              Nawet jeśli sprawa o cofnięcie darowizny ma się ciągną pięc lat, to te pięc lat kiedyś minie. Moze sprawę wygrasz, może przegrasz, ale jeśli nic nie zrobisz, to przegrasz na pewno. Przegrasz życie swoje, dzieci, i trochę rodziców. A możesz wygrać jeśli ruszysz palcem... no ale skoro na forum kiedyś ktoś wypowiedział się negatywnie, to może nic nie robić? Fajnie poleniuchować...

              Terapię dla współuzależnionych ukończyłaś?
              • 24beata Re: Jak to delikatnie napisać? 01.11.12, 17:18
                Oj.. Prawda boli..
                Ale dziękuję za szczerość.
                Masz racje, trzeba rękawy zakasać.. Tyle że ja nie bardzo wiem gdzie i jak zacząć..

                Dotychczas nic "oficjalnie" nie załatwiłam. Były tylko rozmowy z mężem: alimenty (płaci dobrowolnie), odwiedziny, podział majątku itd. Rozmowy często były, bo często telefonujemy a i w tym samym zakładzie pracujemy.
                Łudziłam się, że nam się jakoś uda wszystko w miarę w zgodzie uregulować. Jak długo on trzeźwy (mówi że nie pije, ale ja nie wiem co on wieczorami robi, jak sam jest), to można z nim w miarę rozmawiać.
                Tyle że on ostatnio krok w tył zrobił i już ani rozwodu ani spłaty domu nie chce. Tylko "mieszkać" u nas w domu.. Dlaczego? Taktyka? Nie wiem..

                A jeśli o cofnięcie darowizny chodzi: nie ja, tylko rodzice musieliby sprawe rozpocząć. A oni oboje niemłodzi, niezbyt zdrowi i są w panice, bo jeszcze nigdy w życiu przed sądem nie zeznawali.. Pozatym słyszalam, że tylko gdyby zięć ich bił lub znieważał byłaby szansa na wygranie sprawy. Ale on niestety z tych: "popijać po cichu w kąciku"..
                • andalus Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 09:28
                  Słuchaj, może upewnisz się najpierw czy darowizna była zrobiona rzeczywiście na was dwoje.
                  Rzadko się to robi,bo mąż musi zapłacić podatek. Ty nie. Dlatego większość darowizn od rodziców daje się dzieciom a nie małżeństwom. W takim przypadku darowizna nie wchodzi w skład majątku wspólnego.
                  Gdyby jednak było inaczej to szczerze widzę marne szanse na odwołanie darowizny. tzw. niewdzięczność ciężko udowodnić, bo to musi być rażąca niewdzięczność i można to zrobić tylko w ciągu roku od zaistnienie zdarzenia. musisz zatem szukać innego rozwiązania. Podział majątku w takim wypadku to straszna droga przez mękę
                  • 24beata Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 17:52
                    andalus napisała:

                    > Słuchaj, może upewnisz się najpierw czy darowizna była zrobiona rzeczywiście na
                    > was dwoje.


                    Ja wam strasznie dziekuję ze rady i krytykę - stawia mnie w pionie smile
                    Zabrałam się za przeglądanie dokumentów i stwierdzilam że dom jest na nas oboje, ale żeby podatku nie płacić jest przez notariusza zapisane, że ja i mąż musimy rodzicom roczną sumę płacić.
                    Tego już nie pamiętałam, bo to już prawie 10 lat temu było. I nikt wagi do tego nie przywiązywał. Do dziś..
                    Rozmawiałam dziś z znajomą i ona twierdzi, że to może mi pozwoli dom odzyskać. Myśmy rodzicom nigdy nic nie płacili, wiec ta umowa nigdy nie stała się prawomocna. Znajoma twierdzi, że rodzice moga żądać zwrotu domu. Gdybyśmy przynajmniej jedną ratę kiedyśtam zapłacili, nie byłoby szans.. Czy to prawda?
                    W poniedziałek rano zadzwonię do tego notariusza i może w miarę szybko dostanę termin, żeby sie więcej dowiedzieć.
                    Ale może ktoś z was wie, czy to prawda? Mogę mieć nadzieję?? smile
                    Pozdrawiam wszystkich
                • tautschinsky Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 13:05
                  24beata napisał(a):

                  > A jeśli o cofnięcie darowizny chodzi: nie ja, tylko rodzice musieliby sprawe ro
                  > zpocząć. A oni oboje niemłodzi, niezbyt zdrowi i są w panice, bo jeszcze nigdy
                  > w życiu przed sądem nie zeznawali.. Pozatym słyszalam, że tylko gdyby zięć ich
                  > bił lub znieważał byłaby szansa na wygranie sprawy. Ale on niestety z tych: "p
                  > opijać po cichu w kąciku"..


                  Jeszcze cię forumowe kumy nie poinstruowały, jak wkręcić męża w przemoc domową? Lubić pić, to dać mu się napić, sprowokować go, a jak się nie da, to niech się dziadki nawzajem poobijają i zeznają, że zięć, "przemocowiec", opój, wieprz jeden z łapskami na schorowanych, co mu dach dali, rzucił, by - taaaaaaaak!!! - zabić...! Bo wziął, panie władzo siekierę i się zamachnął, ale nie trafił pijak (na szczęście!), bom się uchyliła - niech zeznaje matka staruszka. Oczywiście żeby było 'wiarygodnie', trzeba poświęcić framugę i siekierą przywalić przed przyjazdem policji - ta niech zrobi zdjęcia, spisze notatkę. Dobrze byłoby taką akcję przeprowadzić jeszcze ze dwa razy - to będzie recydywa już, a nie jednorazowy wyskok, to sąd bardziej powinno przekonać.

                  Tak trza kombinować, jeśli trafił się taki "przeeeemocooowieecc", co, że
                  zacytuję ciebie:

                  Ale on niestety z tych: "popijać po cichu w kąciku"..
                  • 24beata Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 17:28
                    Potraktuję ten wpis jako żart..
                    Ani ja, ani tym bardziej rodzice nie bedziemy się w takie kombinacje wdawać..
                    • tautschinsky Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 18:07
                      W jednym poście piszesz:

                      24beata napisał(a):

                      > Potraktuję ten wpis jako żart..
                      > Ani ja, ani tym bardziej rodzice nie bedziemy się w takie kombinacje wdawać..

                      A zaraz potem:

                      24beata napisał(a):



                      > Zabrałam się za przeglądanie dokumentów i stwierdzilam że dom jest na nas oboje
                      > , ale żeby podatku nie płacić jest przez notariusza zapisane, że ja i mąż musim
                      > y rodzicom roczną sumę płacić.
                      > Tego już nie pamiętałam, bo to już prawie 10 lat temu było. I nikt wagi do tego
                      > nie przywiązywał. Do dziś..
                      > Rozmawiałam dziś z znajomą i ona twierdzi, że to może mi pozwoli dom odzyskać.
                      > Myśmy rodzicom nigdy nic nie płacili, wiec ta umowa nigdy nie stała się prawomo
                      > cna. Znajoma twierdzi, że rodzice moga żądać zwrotu domu.

                      I TO NIE JEST kombinatorstwo?


                      A tak poza tym nie sądzę, żeby to było podstawą do unieważnienia darowizny - to nie jest rażąca niewdzięczność - to raz, a dwa - od stwierdzenia tej nierażącej wdzięczności i złożenia w sądzie wniosku o jej cofnięcie jest określony czas - potem się to przedawnia. Natomiast będziecie musieli uregulować (ty swoją połowę big_grin) solidarnie wobec rodziców, do której płacenia się zobowiązaliście. Na korzyść męża, który - mam nadzieję weźmie adwokata - będzie przemawiał też fakt, że "teście" (jak to mawiacie) chcą unieważnienia darowizny WŁAŚNIE teraz, kiedy dochodzi do rozwodu między wami. W każdym razie sprawa wygląda na tą z tych lekkich. Darowiznę naprawdę trudno odwołać, a tutaj sprawa śmierdzi na kilometr w każdą stronę big_grin
                      • 24beata Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 19:38
                        tautschinsky napisał:

                        > Lubić pić, to dać mu się napić, sprowokować go, a jak się nie da, to niech się
                        > dziadki nawzajem poobijają i zeznają, że zięć, "przemocowiec"


                        > > , ale żeby podatku nie płacić jest przez notariusza zapisane, że ja i mąż
                        > musimy rodzicom roczną sumę płacić.

                        > I TO NIE JEST kombinatorstwo?
                        >

                        >

                        Ja jednak różnicę widzę smile

                        Co do reszty: moja znajoma nie mówiła o wycofaniu darowizny, tylko o niespełnieniu warunków umowy kupna-sprzedaży. Dwie strony spisują umowe i jedna strona jej nie dotrzymuje, bo nie płaci. Czyli umowa nigdy prawomocnie do skutku nie doszla. Nie wiem czy to prawda, wiec też nie wiem czy na takie coś przedawnienie jest. W umowie nie pisze: płatość do.. itd
                        Więc chodzi o umowę kupna/sprzedaży a nie o darowiznę i wtedy ta "niewdzięczność" nam niepotrzebna wink


                        • tautschinsky Re: Jak to delikatnie napisać? 02.11.12, 19:56
                          24beata napisał(a):

                          > Co do reszty: moja znajoma nie mówiła o wycofaniu darowizny, tylko o niespełnie
                          > niu warunków umowy kupna-sprzedaży. Dwie strony spisują umowe i jedna strona je
                          > j nie dotrzymuje, bo nie płaci. Czyli umowa nigdy prawomocnie do skutku nie dos
                          > zla. Nie wiem czy to prawda, wiec też nie wiem czy na takie coś przedawnienie
                          > jest. W umowie nie pisze: płatość do.. itd
                          > Więc chodzi o umowę kupna/sprzedaży a nie o darowiznę i wtedy ta "niewdzięcznoś
                          > ć" nam niepotrzebna wink


                          Kręcisz Beato na całego. Wcześniej pisałaś o PRZEPISANIU, o DAROWIŹNIE, a teraz o umowie sprzedaży-kupna. Zdecyduj się
                          na wersję, którą sprzedajesz na forum big_grin
                          • czerwony.melon Re: Jak to delikatnie napisać? 03.11.12, 20:11
                            Przecież wyjaśniła, że przejrzała dokumenty i teraz wie, jak dokładnie to przepisanie jest ujęte prawnie.
                            • 24beata Re: Jak to delikatnie napisać? 03.11.12, 21:54
                              czerwony.melon napisała:

                              > Przecież wyjaśniła, że przejrzała dokumenty i teraz wie, jak dokładnie to przep
                              > isanie jest ujęte prawnie.

                              Dziękuje smile
                              Wreszcie ktoś "po mojej stronie" smile wink
                              Już się trochę tu zaszczuta czułam..
                              Raz słyszę że się nad sobą użalam, a później że się powinnam leczyć, bo problemy zbyt lekko traktuję.. Bo czytałam godzinami wypowiedzi kobiet na temat pożycia z alkoholikiem (bicie, kopanie w brzuch w 8 m-cu ciąży, gonienie z siekierą itd itp) i po tej lekturze stwierdziłam że mój mąż nie najgorszy...
                              • czerwony.melon Re: Jak to delikatnie napisać? 03.11.12, 22:20
                                Tu jest parę osobników, którzy się wyżywają na forum. Tym bardziej jest to żałosne, że dotyka często osoby będące w trudnej sytuacji. Olej takie komentarze.


                                Dobrze, że u Ciebie nie buło najgorzej smile
                                Postaraj się, że by było jeszcze lepiej. Pamiętaj, że wrażliwa psychika Twoich dzieci się właśnie kształtuje i z całych sił warto się postarać zapewnić im jak najlepsze wzorce. Nie chciałabyś przecież, by poszły w ślady Twojego męża.

                                A to co robi Twój mąż, to nie tylko zły przykład dla dzieci, ale zwyczajnie przemoc, nawet jeśli tylko psychiczna.
                        • tricolour Nie traktuj serio Tauczyńskiego... 02.11.12, 21:18
                          ... bo facet z tych emocjonalnie skaleczonych.

                          Alkoholizm jest rażącą niewdzięcznością, bo on ten dom (jako obdarowany) przepije, a na pewno palcem nie kiwnie, by przy nim pracować. W kątku przepije, z kolegami przepije - wsio ryba. Jeśli nie chce się leczyć i to skutecznie, to trzeba wywalić wrzód. Każdym sposobem w granicach prawa i moralności. Czy to niespłacona "darowizna" czy to rażąca niewdzięczność - wsio ryba.
                          • tautschinsky Re: Nie traktuj serio Tri... 02.11.12, 21:34

                            > ... bo facet z tych emocjonalnie skaleczonych.



                            > Alkoholizm jest rażącą niewdzięcznością, bo on ten dom (jako obdarowany) przepi
                            > je, a na pewno palcem nie kiwnie, by przy nim pracować.


                            Nie rozumiesz w ogóle meritum. Taką niewdzięcznością wobec darczyńcy może być jego złe traktowanie, nastawanie na jego zdrowie czy życie. Ale nawet w takich przypadkach trudno odkręcić darowiznę. Zdarza się najczęściej, że rodzice obdarowują swoje dziecko domem w zamian za dożywotnią opiekę, a w końcu lądują w jakimś schowku na węgiel bez wody i jedzenia - i nawet wtedy sprawa nie jest oczywista.

                            W tym natomiast przypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek niewdzięczności obdarowanego wobec darczyńców. Bo to, że przestał kochać big_grin ich córkę, tym nie jest. A on, po pierwsze NIE PRZEPIJA domu, po drugie nie dewastuje go (niestety - jak pisze Beata - to taki typ spokojny, co siedzi w kącie i w spokoju pije). Nawet - o zgrozo! - nie zadłuża się wobec ich córki, bo dobrowolnie płaci alimenty (więc nawet za potencjalne długi alimentacyjne nie będzie można zlicytować JEGO części).
                            • lampka_witoszowska Re: Nie traktuj serio Tri... 02.11.12, 22:36
                              moim zdaniem, Tau, Ty nie rozumiesz - żenisz się, Twoi rodzice przepisują Wam dom, w którym wszyscy na kupie mieszkacie, babka pije po kątach, potem wyprowadza się na Twoją prośbę, obiecujesz, że wróci za pół roku, jak rzuci picie, ona rzuca-nie rzuca, wrócić chce, nie że do Ciebie czy dzieci, tylko wrócić... zajmie tylko mały kącik z butelką, dzieci za to będą miały stąły nieudany kontakt z pijącą cichutko mamusią i Twoje życie oraz życie Twojej rodziny zapewne wypięknieje... ale dla odmiany niektórzy chcą spokojnie żyć, bez kącika z buteleczką i narąbaną połówką, cot o miała życie razem spędzać, być OBECNĄ, już o miłości nei wspomnę

                              no, mnie jakoś nie wnerwiasz, fakt, ale może pora byś zaczął zajmować się całkiem serio swoimi emocjami, bo kalectwo Ci się utwierdza na mur i zwyczajnie szkoda Ciebie jako człowieka
                            • martishia7 Re: Nie traktuj serio Tri... 04.11.12, 22:11
                              > W tym natomiast przypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek niewdzięczności obdarowan
                              > ego wobec darczyńców. Bo to, że przestał kochać big_grin ich córkę, tym nie jest.

                              Poniekąd jest, a przynajmniej takie stanowisko zdarzyło się zajmować Sądowi Najwyższemu. Jeżeli pani rozwiedzie się z winy pana, to do odwołania darowizny wobec zięcia - droga wolna, chociaż nie jest to warunek konieczny. A po drugie, można odwołać darowiznę do majątku wspólnego małżonków w stosunku do tylko jednego z nich.
    • armia55 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 02.11.12, 12:51
      Powiem Ci Beato...., że rzuciło mnie po twoim poscie smile bo.....
      Bo mam wrażenie, ze ty nie jesteś nieświadomą , zakręcecona współuzależniona która nie wiem w czym tkwi.
      Ty dobrze wiesz .
      Wkurza mnie taka postawa. Chcesz załatwic temat nie dajac nic poza zgoda na ultimatum uncertain które było zupełnie nie trafionym rozwiązaniem.
      Żeby mieć spokój w swoim zyciu to trzeba o ten spokój powalczyć.
      Współczuje alkoholika, ale pocieszjace ze nie musisz dodatkowo do całej sytuacji boksować sie o alimety .
      Trzeba zacząć od siebie, a nie wszystkie winy na ....tata poszedł, tata wraca .... A co mama w tym czasie ?
      Sorry Beata, ale samo sie nie zrobi. Jak trzeba, to sie poużalaj trochę nad soba , ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć dośc i wziąść ster w swoje rece kiedy ma sie za męża, ojca dzieci swoich alkoholika.
      • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 02.11.12, 17:59
        armia55 napisała:


        > Bo mam wrażenie, ze ty nie jesteś nieświadomą , zakręcecona współuzależniona kt
        > óra nie wiem w czym tkwi.
        > Ty dobrze wiesz .

        > Sorry Beata, ale samo sie nie zrobi. Jak trzeba, to sie poużalaj trochę nad sob
        > a , ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć dośc i wziąść ster w swoje rece kie
        > dy ma sie za męża, ojca dzieci swoich alkoholika.

        Czasem trzeba oczy trochę przymknąć albo głowę w piasek.. Tylko odpocząć..
        Ale macie rację : zakasuję rękawy !
        I dziękuję też za krytyczne posty: ja chyba czasem kopniaka w tyłek potrzebuję.. wink
    • ona_37 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 02.11.12, 21:45
      Witam
      Moi rodzice cofnęli darowiznę ,która była przepisana na nas oboje.Nie jest łatwo cofnąć darowiznę ale ex sam sobie dołki kopał,jego nieprzemyślane aktorstwo,powroty(wtedy gdy toczyły się inne sprawy ,meldunkowe itp) szantażowanie by spowodować awanturę,nawet sam wezwał policje były podstawą by cofnąć darowiznę,To prawda ,że od "czynu" może upłynąć tylko rok by złożyć pozew o cofniecie darowizny. Nie trwała długo z pięć spraw i koniec(około roku)Kiedy ex na sprawie zaczął powoływać świadków z mojej strony i swoich niespodziewanych,rodzice wzięli na ostatnie dwie sprawy sądowe adwokata i doszły mu koszta zwrotu adwokata oraz sądowe bo przegrał(5% wartości nieruchomości). Między innymi przyczyną cofnięcia darowizny był stan psychiczny rodziców spowodowany jego zachowaniem a na sprawie nie panowali nad emocjami.
      Ex nigdy nie pił nie bił nie było żadnej przemocy fizycznej ani psychicznej.Problem się zaczął jak odkryłam kochankę nie spodziewał się tego i tak jak i mnie tak i jemu zawalił się grunt pod nogami,szukał drastycznych rozwiązać by obwinić mnie ale ŻADNEJ SPRAWY NIE WYGRAŁ.Za " plecami" wniósł pozew o rozwód(zemsta za wniosek o alimenty) a na sprawie powiedział ,że jemu rozwód jest niepotrzebny chce tylko rozdzielności majątkowej smile Nawet nie zgodziłam się na zwieszenie sprawy odnośnie alimentów na czas sprawy rozwodowej,odbyła się .Kiedy dowiedziałam się o pozwie i rozmawiał ze mną chciał się rozwieść na dobrej stopie ale to już sąd sam zdecydował nie utrudniałam mu,jak już złożył pozew to ja to wykorzystałam .Podświadomie powiedziałam ,że daje szanse ale nie..., jak tak to powiedziałam :zgadzam się na rozwód z wyłącznej winy "męża"
      Ty musisz podjąć decyzje taką,którą uznasz na najlepszą dla Ciebie.
      • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 02.11.12, 23:05
        ona_37 napisała:

        > Ty musisz podjąć decyzje taką,którą uznasz na najlepszą dla Ciebie.


        Dziekuję ci bardzo za tak obszerne informacje. Podjąć decyzję można dopiero, gdy się ma wystarczająco informacji . A mi informacji brak, po to tu jestem. sad

        Wiem już ze dla mnie chyba lepiej przeprowadzić rozwód za orzekaniem winy. Wiem, że sprawę alimentów mogę razem z rozwodem załatwić..
        Ale np. nie mam pojecia czy rozdzielność majątkową sie tez automatycznie w trakcie rozwodu zalatwia? Jakie sprawy meldunkowe trzeba przed sądem załatwiać?

        Niektóre osoby w to wątpią, ale ja naprawde zielona jestem w tych sprawach.. A jak już jakąś wiedzę mam, to tylko wywrwkową.. Dlatego tu jestem i dlatego pytam..
        • mola1971 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 02.11.12, 23:21
          Alimenty sąd zawsze orzeka przy okazji rozwodu, ma taki obowiązek. Nie wiem czy w Twoim przypadku warto walczyć o rozwód z orzekaniem winy. Po co Ci to? Ewentualne orzeczenie jego winy może dać Ci tylko możliwość ubiegania się o alimenty na siebie w przypadku pogorszenia Twojej sytuacji materialnej po rozwodzie. W praktyce sądy niezmiernie rzadko orzekają alimenty na zdrowych, dorosłych ludzi. Ponadto rozwód z orzeczeniem winy może trwać lata całe, a i tak pewności nie ma, że zakończy się orzeczeniem jego winy, do tego wymaga świadków, dowodów i takich tam. Rozwód bez orzekania winy można dostać nawet na pierwszej rozprawie.

          Co do rozdzielności majątkowej to następuje ona w chwili rozwodu, ale nie działa wstecz, czyli np. długi zaciągnięte podczas małżeństwa nadal są wspólne.

          No i ta sytuacja z domem... To jest twardy orzech do zgryzienia i tutaj polecałabym Ci dobrego adwokata. Sprawa nie jest z góry przegrana, ale by ją wygrać trzeba się nieźle nagłowić.
          Aha, sam rozwód nie ma nic w wspólnego z podziałem majątku. Spokojnie możesz się rozwieść, a potem zająć podziałem majątku.
          • lampka_witoszowska Re: Powrót męża do wspólnego domu? 03.11.12, 11:08
            co do podziału majątku - może sąd, a nie musi, zająć się podziałem podczas sprawy o rozwód - ale zajmie się tym tylko wtedy, gdy będziecie z mężem dogadani w tej kwestii i sąd tylko przyklepie w wyroku wspólną Waszą wersję co do podziału

            w przeciwnym razie trzeba zakładać nową sprawę o podział, czasem to dobre, jak ktoś za mocno szaleje w nerwach i w tym nerwowym rozedrganiu wymyśla głupoty i chce obedrzeć przeciwnika ze skóry

            zawsze przy próbach orzeczenia rozwodu z winy myślę, że warto samemu sobie odpowiedzieć na pytanie - po co? bo to może być ważne dla wyrównania rzeczywistych krzywd, a może być zwykłą kontynuacją walki i chęcią dokopania
          • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 04.11.12, 15:40
            mola1971 napisała:

            > Nie wiem czy
            > w Twoim przypadku warto walczyć o rozwód z orzekaniem winy. Po co Ci to?

            Jezeli sprawa domu będzie się latami ciągła, to pomyślałam, że rozwód za orzekaniem winy (alkoholizm) da mi możliwość założenia później sprawy o eksmisję. W razie gdyby on się dalej upierał że chce z nami mieszkać.
            Myślę że sąd zabroni pijaczynie tu mieszkać (dzieci!!), mimo że on współwłaścicielem jest.
            Mylę się????
            • ona_37 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 04.11.12, 20:21
              Nie wiem dlaczego niektórzy tak bronią innych przed orzekaniem winy.
              Jest winny/winna to tak powinno być w wyroku.To ,że sprawy z tego powodu będą ciągły się miesiącami nie jest prawdą bo bez orzekania może ciągnąć się dłużej.Każda sprawa jest inna nie ma jednakowych,wszystko zależy od sądu ,powodów,pozwanych,świadków,przygotowania się do sprawy i udowodnionych dowodów.
              Można powiedzieć....jest wina ale po co orzekać o winie a może w ogóle nie rozwodzić się bo po co, co daje "papier"?
              Jak najbardziej składaj pozew z orzekaniem o winie.
            • mola1971 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 04.11.12, 20:27
              Z powodu samego alkoholizmu sąd raczej nie nakaże eksmisji z mieszkania, którego jest współwłaścicielem. Alkoholizm to za mało, musiałby stanowić zagrożenie dla Ciebie i/lub dzieci, a sam alkoholizm takim zagrożeniem nie jest, bo on nie jest po alkoholu agresywny.
            • armia55 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 05.11.12, 21:29
              Czy ty Beato jesteś pod jakąś stała opieką ośrodka rozwiązywania problemów alkoholowych ?
              A bardziej ....czy uczęszczasz na terapie na osób współuzależnionych ?
              Nie mam na myśli jakiejś jednorazowej wizyty. Pod stałą opieką czy jesteś?
              Bo jesli nie ....to zapomnij o orzekaniu o winie męża z powodu alkoholizmu.
              Alkoholizm i współuzależnienie jedzie na jednym wózku więc leczyć sie muszą jedni i drudzy.
              Współuzależnione matki potrafią nieźle spaprać dzieciom zycie nie gorzej niż alkoholizm ich ojca.
    • 24beata Na temat męża.. 02.11.12, 23:27
      Powinnam może troche na temat męża napisać, żeby nieporozumień uniknąć
      1. jest alkoholikiem, pije od lat
      2. jak się spije - nie rozrabia, nie bije, nie krzyczy itp ale ma fochy i robi terror psychiczny: np gdy pochmielony pan kolację je, to nikt z reszty rodziny (5 osób) nie powinno do kuchni wchodzić..
      3. do pracy chodzi, ale tam go już pod obserwację wzięto
      4. alimenty płaci dobrowolnie
      5. na odwyk nie pójdzie, bo ON nie ma problemu, a już wcale z alkoholem.
      6.ojcem nie jest złym(nie bije, nie krzyczy), tyle że dzieci dawniej jak meble traktował - obojętnie..
      7. teraz on podobno nie pije (piwo, to napój a nie alkohol) ale jak długo?
      8. miesiąc temu jeszcze rozwodu chciał, a teraz on chce "do domu" wrócić" moim zdaniem do wygodnego życia.. Z nadzieją, że wszystko będzie jak przed awanturą w czerwcu

      Podsumowanie: nie jest najgorszym człowiekiem, jaki po kuli ziemskiej chodzi.. Ale do ideału mu też brakuje. big_grin
      • tricolour Przestań pieprzyć... 03.11.12, 00:28
        ... i sama weź się za leczenie, bo Tobie też niedaleko do patologii skoro uważasz, że "ojcem nie jest złym, bo nie bije i nie krzyczy".

        Wychowujesz dzieci z alkoholikiem i jeszcze szukasz dla niego usprawiedliwienia i zapewniasz komfort picia. W zasadzie powinno się z Tobą skończyć rozmowę, bo nie ma z kim gadać tak długo jak nie ukończysz terapii dla współuzależnionych. Szkoda, że polskie prawodawstwo nie zezwala na umieszczenie dzieci w rodzinie zastępczej skoro żona kryje męża alkoholika. W USA miałabyś sprawę karną za zaniedbanie dzieci i wyrok więzienia czego Ci życzę, bo wychowujesz kolejne pokolenie degeneratów.
        • kasper254 Re: Przestań pieprzyć... 03.11.12, 14:38
          Masz rację, Taut. co do ewentualnych warunków cofnięcia darowizny. W opisanej tutaj sytuacji żaden adwokat nie pomoże. Natomiast co do ciebie Tri., to wypisujesz adnrony. W USA nic takiego się nie robi, o czym nadmieniasz. Wychowywałem się z alkoholikami i wielu z nich było wspaniałymi ludźmi, ojcami, braćmi itd. Znałem też tych z tzw. "dobrych" domów, nie pijących, ale degeneratów w pełni tego słowa znaczeniu.
          • czerwony.melon Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną, 03.11.12, 20:18
            Ależ prawnik może tu sporo pomóc. Warto skorzystać z porady. Osoba dotknięta przemocą domową czy alkoholizmem współmałżonka może też uzyskać darmowe porady w niektórych instytucjach. Zapytaj w więcej niż w jednym źródle, bo za pierwszym razem możesz nie trafić na osobę wystarczająco kompetentną.

            www.niebieskalinia.pl/ - tu akurat w poniedziałek jest jest dyżur prawny


            Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną, jest sporo opcji.
            • czerwony.melon Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 20:29
              Jeśli zawarliście umowę sprzedaży, ale tak na prawdę była to ukryta forma darowizny (bo nigdy niczego nie zapłaciliście i rodzice też nie chcieli od Was zapłaty, bo tak na prawdę umówiliście się na darowiznę), to tu jest bardzo dobra dla Ciebie informacja:

              www.bankier.pl/wiadomosc/Umowy-pozorne-czyli-umowili-sie-na-jedno-podpisali-drugie-1103858.html
            • 24beata Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 22:03
              czerwony.melon napisała:

              > Ależ prawnik może tu sporo pomóc. Warto skorzystać z porady. Osoba dotknięta pr
              > zemocą domową czy alkoholizmem współmałżonka może też uzyskać darmowe porady w
              > niektórych instytucjach.

              Mam nawet już termin zaklepany na rozmowę - niestety dopiero na 19stego..

              Link na niebieską linię dobry, ale nie wiem czy moje problemy (bo jednak wszystko z wszystkim się wiąże) nie są zbyt rozlegle na rozmowę telefoniczną. Ale spróbować można smile

              Co do prawnika: w naszym miasteczku jest tylko jeden, drogi i beznadziejny fachowiec.. sad
              Skąd dobrego wytrzasnąć? Musze po znajomych popytać..
              • czerwony.melon Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 22:14
                Dlatego podaję namiary na telefon do niebieskiej linii. Z ich porad możesz korzystać za darmo i niezależnie od tego, gdzie mieszkasz.

                Jasne, że telefonicznie rozmawia się trudniej, niż twarzą w twarz. Ale możesz od tego zacząć.

                Na niebieskie linii udzielają nie tylko porad prawnych, ale też nt. postępowania z mężem alkoholikiem czy przemocowcem.

                Ponadto mogą Ci doradzić, gdzie w pobliżu Ciebie znajdziesz darmowe porady "na żywo".

                Trzymaj się!


                P.S. Męża nie wpuszczaj. Dla dobra dzieci! Zmień zamki. Zaproś dzielnicowego (jeszcze teraz, gdy maż nie mieszka u Ciebie), niech rozezna się w sytuacji, sporządzi notatkę, że mąż nie mieszka. To przyda się przy wymeldowaniu. Dowiedz się u dzielnicowego, na niebieskiej linii i gdziekolwiek jeszcze dostaniesz pomoc, co robić. Wiele kobiet ma taki problem, jak Ty, dlatego instytucje zajmujące się tym dobrze wiedzą, co robić. Powodzenia!
                • tautschinsky Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 23:26
                  czerwony.melon napisała:

                  > P.S. Męża nie wpuszczaj. Dla dobra dzieci! Zmień zamki. Zaproś dzielnicowego (j
                  > eszcze teraz, gdy maż nie mieszka u Ciebie), niech rozezna się w sytuacji, spor
                  > ządzi notatkę, że mąż nie mieszka. To przyda się przy wymeldowaniu. Dowiedz się
                  > u dzielnicowego, na niebieskiej linii i gdziekolwiek jeszcze dostaniesz pomoc,
                  > co robić. Wiele kobiet ma taki problem, jak Ty, dlatego instytucje zajmujące s
                  > ię tym dobrze wiedzą, co robić. Powodzenia!



                  Kiedy czytam takie rady będące wyrazem kobiecej NIENAWIŚCI do mężczyzn, to zbiera mi się na wymioty i budzi to moją pogardę dla tego typu osób.

                  Gwoli wyjaśnienia warto przeczytać POCZĄTKOWE posty "uciemiężonej" kobiety. Jej problem z 'tyranem i pijusem' sprowadza się do tego, że jej mąż od czasu do czasu popija piwo (od paru miesięcy walczy z chorobą alkoholową), jakiś czas temu wyprowadził się z domu, który jest też JEGO własnością podarowaną mu i jego żonie przez teściów. Teraz żona, chcąca się niewygodnego w jej życiu męża pozbyć z życia, próbuje go OKRAŚĆ z jego własności, wyszukując jakieś kruczki - a to mieli (OBOJE jako obdarowani) zapłacić pieniądze rodzicom, nie zrobili tego, i teraz cała nadzieja, że da się tę umowę unieważnić. Przecież to zwyczajnie OHYDNE.

                  PS. Zmieniać zamki to sobie ta pani może - tysiące razy pisano na forum, że właściciel ma prawo wejść do swojego domu. Nadzieja, że nie uda się jej zaprząc aparatu przemocy państwowej, by pozbawić tego gościa praw do jego własności.
                  • czerwony.melon Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 23:30
                    tautschinsky napisał:

                    > Kiedy czytam takie rady będące wyrazem kobiecej NIENAWIŚCI do mężczyzn, to zbie
                    > ra mi się na wymioty i budzi to moją pogardę dla tego typu osób.

                    Raczej Twoje posty wynikają (nie tylko ten, inne też) z nienawiści do kobiet. Nie rzutuj swoich motywów na innych.

                    Babka pisze, że mąż "robi terror psychiczny" i "na odwyk nie pójdzie, bo ON nie ma problemu, a już wcale z alkoholem. "

                    A dom jest nadal własnością jej rodziców, bo umowa była pozorna.
                    • tautschinsky Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 03.11.12, 23:40
                      czerwony.melon napisała:
                      > Babka pisze, że mąż "robi terror psychiczny" i "na odwyk nie pójdzie, bo ON nie
                      > ma problemu, a już wcale z alkoholem. "
                      >
                      > A dom jest nadal własnością jej rodziców, bo umowa była pozorna.



                      Kobieta napisała, że "niestety jest z tych co w kącie siedzą i cicho piją" - to nie jest terror!!!

                      A to, jak sprawa własności się potoczy dalej, orzeknie sąd a nie twoje widzimisię na podstawie tego, co ktoś ci zechciał napisać na forum.

                      Jest na szczęście ogromna szansa, że współwłasność mąż utrzyma, choćby dlatego, że od darowizny minęło 10 lat. To ma znaczenie a także fakt, dlaczego teraz dochodzi do tego zauważenia niedopatrzenia.
                      • czerwony.melon tautschinsky, zdysnajsuj się 03.11.12, 23:47
                        Robi awantury. Kończące się nawet interwencją policji. Gdy on je kolację, nie wolno nikomu wejść do kuchni (5 osób - czyli pewnie ona, dzieci i jej rodzice). No rzeczywiście, pan nie jest przemocowcem.

                        O nieważności umowy owszem, orzeknie są. Ale nie wypowiadam się na podstawie wpisu na forum, ale na podstawie wyroku Sądu Najwyższego, na którego namiary wyżej podlinkowałam.

                        Niech to, że masz jakiś uraz w sprawach damsko męskich nie rzutuje na wszystkie Twoje relacje z kobietami. Szczególnie nieadekwatne jest to w stosunku do kobiet, których nie znasz, jak na forum.
                      • 24beata Czego się czepiasz? 04.11.12, 00:30
                        tautschinsky napisał:


                        > Kobieta napisała, że "niestety jest z tych co w kącie siedzą i cicho piją" - to
                        > nie jest terror!!!
                        >


                        Nie, to nie terror.. Bo nie bije i nie krzyczy..
                        Ale może horror?
                        Bo konieczność patrzenia pod nogi w trakcie nocnej wycieczki do łazienki, żeby na leżące "zwłoki" na podłodze nie nastąpić też nie jest przyjemnością.. Albo ciągłe sprawdzanie: jaki ma teraz humor? Albo sprzątanie butelek po wódce, prania zabrudzonych ubrań, krycia go przed innymi (przedewszystkim przed dzieciakami) albo tysiące innych tzw. "drobnostek" ..

                        Widzę że nie miałeś żony-alkoholiczki i nie wiesz o czym gadasz.

                        A że chwilowo tylko piwo pije??? Jak długo?????? Bez terapii już natępną butelkę wódki na stole widzę..
                        Nie byłoby mnie tutaj gdybym najpierw "po dobroci" nie próbowała.. Ale po latach nie mam już sił ani ochoty na bezsensowną walke z wiatrakami.
                        Pomóc można tylko osobie, która pomoc przyjmuje.

                        Więc odczep się!
                      • lampka_witoszowska Re: Cofniecie darowizny, uznanie umowy za pozorną 04.11.12, 10:28
                        urocze, Tau liczy na wymiar sprawiedliwości w tym kraju, rządzonym przez klikę kobiet big_grin

                        wedle tego podejścia, udało sie kiedyś jednym dopiąć sprawiedliwości - otóż młodziutka panienka zaszła sobie w ciążę twierdząc, że bierze pigułki, za tatusia dziecka wyszła, zaczynając marudzić, żę co prawda mieszkać z teściową nie chce, ale jak babcia rzeczonego tatusia przepisze na młode małżeństwo swoje mieszkanie, to ona będzie mieszkała ze świeżo upieczonym mężem długo i szczęśliwie, a babcia przeniesie się na ich miejsce, do swojej córki a teściowej zaciążonej pani

                        i tak się stało, babcia młodym przepisała mieszkanie i się wyprowadziła

                        nie minęło 5 lat, młoda mamusia już miała fatyganta, na tyle ważnego, że gdy ten opuścił z kolei swoją żonę, to zamieszkali razem - i bajka miałaby już tutaj swój szczęśliwy finał, gdyby nie to, że niewierna zażądała połowy wartości SWOJEGO mieszkania smile i ten ukochany wymiar sprawiedliwości hojnie pozwolił panią obdarować (tutaj nikt nie próbował cofać darowizny) - i tego, Tau, się trzymaj big_grin

                        na marginesie - mam wrażenie, że rodzice przepisując nieruchomość na dzieci nie biorą pod uwagę rozwodów, zdrad, alkoholizmu czy innych tragedii - to z jednej strony dobrze, taka wiara w ludzi - ale i źle, bo potem ktoś to wykorzystuje

                        przecież nie jest trudnym wymyślić, że jeśli kończy się małżeństwo dziecka, to możliwe, że rodzic chciałby nieruchomość zostawić jednak swojemu dziecku, nie byłemu zięciowi czy byłej synowej, a w razie wątpliwości ów były/była może zresztą zapytać o zdanie bylych teściów (jeśli żyją i jeśli odwagi starczy)
    • yoma Re: Powrót męża do wspólnego domu? 05.11.12, 20:11
      Cóż, Beato. Ultimatum postawiłaś, ale jakieś dziwne. Bo nie mówi się alkoholikowi "przestań pić, bo to i to a to", bo to nic nie da. I tak będzie pił, bo to silniejsze od niego. Twój mąż, jak widać, się przynajmniej stara, bo zrezygnował z wódki.

      Trzeba było powiedzieć "idziesz się leczyć i to ma być skuteczne leczenie, czyli masz chcieć się leczyć", albo w prostych żołnierskich słowach "wódka/piwo/inny alkohol albo ja".

      I teraz mąż, w swoim przekonaniu, warunek spełnił i chce wracać, boście się tak umówili. Ale ty go nie chcesz i z tego, co piszesz, nie chciałaś już wtedy, kiedy stawiałaś ultimatum. Wolno ci, ale wobec tego po co je stawiałaś zamiast się zająć rozwodem?

      No to się nim zajmij (rozwodem), a w sprawie domu radzić nie będę, bo tu fachowca trzeba.
      • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 07.11.12, 23:00
        yoma napisała:


        > Trzeba było powiedzieć "idziesz się leczyć i to ma być skuteczne leczenie, czyl
        > i masz chcieć się leczyć", albo w prostych żołnierskich słowach "wódka/piwo/inn
        > y alkohol albo ja".
        >
        , ale wobec tego po co je stawiałaś zamiast si
        > ę zająć rozwodem?
        >
        > No to się nim zajmij (rozwodem),

        Zbyt miękka byłam (i jestem) i czasem mi trudno tak kawę na ławę sad
        Przyznaję: po ostatniej eskalacji byłam szczęśliwa że on "wybył" i w domu WRESZCIE trochę spokoju będzie i że wszyscy psychicznie odpoczniemy. Nie myślalam: co będzie później?

        Rozwodem się zajmuję, ale najpierw jeszcze muszę z nim jakoś do ładu dojść.. Nachodzi mnie w pracy, codziennie wydzwania.. Są prośby i groźby.. Raz mnie kocha i nie chce stracić, a raz ON sam biegnie w podskokach żeby sprawę o rozwód założyć.. Huśtawka kompletna..
        Ale wy to chyba znacie wink
        Dziękuję wam za wsparcie
        • garibaldia Re: Powrót męża do wspólnego domu? 08.11.12, 11:16
          Powiedz mężowi prawdę, że w głębi serca nie chcesz jego powrotu, że skłaniasz się do rozwodu i nie widzisz szansy na dalsze wspólne życie. Jeśli to jest prawdą.
          A sama idź na terapię, bo jesteś jak chorągiewka na wietrze własnego współuzależnienia. Jeśli boisz się stać prosto, mówić prawdy o sobie i swoich potrzebach, rozwiązywać problemy a nie tylko przykrywać ścierką - to jak zamierzasz tworzyć szczęśliwsze życie i dogadywać się konstruktywnie z ludźmi?

          Wiesz dlaczego mąż Cię nachodzi i szantażuje? Bo mu nie dałaś ciągle jasnego komunikatu czego chcesz (że tego nie chcesz) i nie postawiłaś żadnej granicy. Przyczyniasz się do przedłużania trwania burdelu w swojej rodzinie i pretensji wszystkich do wszystkich. Przerwij to w końcu.
        • yoma Re: Powrót męża do wspólnego domu? 08.11.12, 12:07
          > Zbyt miękka byłam (i jestem) i czasem mi trudno tak kawę na ławę sad ... Nie myślalam: c
          > o będzie później?

          Bywa, a kto bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ale w końcu tę kawę na ławę wyłożyć trzeba.

          > Rozwodem się zajmuję, ale najpierw jeszcze muszę z nim jakoś do ładu dojść

          Błąd. Nie najpierw, tylko równolegle (o ile oczywiście jesteś zdecydowana: tak, pół roku pożyłam bez męża i wiem, że chcę dalej żyć bez męża). Składasz pozew i mówisz mężowi, tak a tak, ja już cię, niestety, w naszym życiu nie chcę. Chowanie głowy w piasek i przykrywanie ścierką to najgorsze, co możesz teraz robić.
    • straznikteksasu12 Re: Powrót męża do wspólnego domu? 18.11.12, 17:37
      Wydziel z chałupy pokój z kuchnią i sraczem, zamuruj przejścia i niech się wprowadza.
      • 24beata Re: Powrót męża do wspólnego domu? 18.11.12, 20:23
        straznikteksasu12 napisał:

        > Wydziel z chałupy pokój z kuchnią i sraczem, zamuruj przejścia i niech się wpro
        > wadza.

        Ale ja wtedy bez kuchni i "sracza" zostanę..
        Bo tylko po jednym mam.. smilesmilesmile

        Ale poważnie: dał się przekonać, że go nikt nie chce i szuka mieszkania. Więc ten problem mam chwilowo z głowy. Teraz: rozwód, alimenty i podział majątku.
        Trochę się boję, bo on ma na środę termin u prawnika (podobno tylko porady) i zabrał orginał aktu darowizny. Więc adwokat go już przekona, że trzeba wysooooookie żądania stawiać..
        Ja mam jutro termin u prawniczki w poradni dla rodzin z problemem alkoholowym, ale mam już dziś wielki chaos w głowie..
        Trzymajcie mi kciuki!
        • tautschinsky Re: Powrót męża do wspólnego domu? 20.11.12, 09:52
          24beata napisał(a):

          > Trochę się boję, bo on ma na środę termin u prawnika (podobno tylko porady) i z
          > abrał orginał aktu darowizny. Więc adwokat go już przekona, że trzeba wysoooooo
          > kie żądania stawiać..


          A ty myślisz, że gdybyś ten oryginał darowizny schowała lub spaliła,
          to by się problem rozwiązał? I jakie wysokie warunki miałby stawiać
          ponad to, że chce swoją połowę?

          Mam nadzieję, że się na swoich knowaniach przejedziesz. Tego ci życzę,
          a jemu powodzenia.
          • kobieta306 Tau 20.11.12, 10:04

            Autora pisze tak:
            Dom wybudowali moi rodzice i po naszym ślubie na mnie i męża przepisali, zostawiając sobie prawo dożywotniego mieszkania na parterze..

            a że się penerek pijaczyna tam przyspawał??
            Nie taka była umowa. Teraz tylko nie wyjeżdżaj, że alkoholizm to choroba uncertain
            Bądź konsekwentny. Zarzucasz, że kobiety są stronnicze ale Ty również jesteś. Bierzesz stronę pijaczka, bo to facet.
            Litości!!
            Autorko - nie stresuj się takimi wpisami. Działaj na dobro swoich dzieci - zatem pijaka won z domu.
            Poza tym też rodzice - co oni czuć musza jak widzą, że krwawica przepisana na penera??!!
            Widać, że jesteś silna kobieta!! Nie daj się zbić z tropu forumowym "kaznodziejom" !!
            • tautschinsky Re: Tau 20.11.12, 11:28
              kobieta306 napisała:


              > a że się penerek pijaczyna tam przyspawał??


              Powielane acz wygodne kłamstwo staje się prawdą?

              Po pierwsze - nie przyspawał. Został NOTARIALNIE współwłaścicielem
              tego lokum.

              Po drugie - pijaczyną staje się teraz na okoliczność walki o pozbawienie go prawa do jego własności - jeszcze raz się zapoznaj z całą historią tutaj opisywaną. Jest jak dla mnie ohydna. Z gościa w spokoju pijącego w kącie
              piwo robi się kata i ochlapusa. Rzecz tak prosta - kobieta chce - kolejna na forum - okraść kogoś z jego własności. Inaczej tego nazwać nie można. Jeśli nie prawnie (odwołanie darowizny lub uznanie jej za niebyłą) to może sądownie przez eksmisję.


              > Teraz tylko nie wyjeżdżaj, że alkoholizm to choroba uncertain


              Z tego co mi wiadomo i jest to wiedza powszechna - alkoholizm
              jest chorobą. Jakkolwiek mamy tutaj pole do nadużyć. Dla jednych alkoholikiem jest ktoś, kto pije codziennie, dla innego już ktoś, kto wypije raz na tydzień, a są tacy, którzy za alkoholików mają tych wszystkich, którzy w ogóle cokolwiek piją, choćby u cioci na imieninach w myśl zasady - kto ćpa, to narkoman.


              > Autorko - nie stresuj się takimi wpisami. Działaj na dobro swoich dzieci - zate
              > m pijaka won z domu.

              To jest MOWA NIENAWIŚCI.


              > Poza tym też rodzice - co oni czuć musza jak widzą, że krwawica przepisana na p
              > enera??!!


              A co ma do tego ich córka? Ona ten dom wybudowała? Tyle jej tego, co oni jej dali. Równie dobrze mogą chcieć się pozbyć jej z potomstwem - no ale.... durnie... na nią też przepisali część domu. I co teraz? Może ich zawiodła swoją głupotą lub po prostu nie znoszą jej. To ma być podstawą do widzimisię i po 10 latach kombinowania i może robienia z niej złodziejki lub prostytutki? Skoro z gościa pijącego od czasu do czasu w spokoju piwo robi się alkoholika, to czemu nie? Przecież cel jest jeden a on uświęca środki, czyż nie?
            • 24beata Prawo? czy sprawiedliwość??? 21.11.12, 00:03
              kobieta306 napisała:

              > Autora pisze tak:
              >
              > Autorko - nie stresuj się takimi wpisami.



              Niestety przyznaję że trochę boli, gdy obca mi osoba, która nic o mnie nie wie, wypisuje takie bzdury..

              Nie miałam zamiaru na takie teksty reagować, ale wszystkim tym, którzy mnie też nie znają, ale mimo to w mojej obronie stoją, dłużna jestem chyba trochę wyjaśnień..

              Nigdy nie miałam, ani nie mam zamiaru nikogo oszukać ani ze skóry obedrzeć..
              Dlatego rady typu: dziadkowie niech skłamią że on ich bił, są dla mnie bzdurą.
              Jesteśmy od pokoleń normalną, spokojną i uczciwą rodziną .

              Co on w dom zainwestował, to mu się oczywiście należy i dostanie spłacone.
              Jeśli mąż się uprze ( a sąd to potwierdzi), że mam mu połowę domu spłacić, to też zacisnę zęby i tak zrobię. Albo bank mi da pożyczkę i będę do końca życia spłacać, albo dom trzeba sprzedać..
              ALE:
              Prawo, to jedno.. A sprawiedliwość to czasem co innego..
              Dziadkowie przepisali działke (i stary dom: 3 pokoje) po ślubie na rodziców. Rodzice i reszta rodziny własnymi rękami (tato z wujkami po nocnej zmianie murował, a mama też po nocnej zmianie dowoziła im cegłówki na taczce, dziadek betoniarki pilnował, a babcia gotowała i wnuki wychowywała..) dom wybudowali. Rodzice w dobrej wierze (na temat ich głupoty nie ma sensu pisać, bo co się stało, się nie odstanie..) przepisali dom na mnie i męża.. Bo też w całej rodzinie, nawet tej najdalszej dotychczas żadnych rozwodów nie było..

              Mąż nic nie miał (pisałam już: pare rzeczy osobistych i starego gruchota..), ani też nic od swoich rodziców nie dostał. A ja to już wcale.. wink
              A moi rodzice nie tylko nam dom podarowali, ale nam całe lata pomagali. Za prąd,wodę, opał itd więcej płacili (ich-2, nas-4) mimo że to my mieliśmy im to wsyzstko opłacać..
              I gdzie tu sprawiedliwość??

              Ja nie zabiegam dla siebie. Mi wystarczy pokój, kuchnia i "sracz" wink
              Nawet o spadek moich dzieci mi nie chodzi.. Ale o rodziców!!
              Więc dlaczego nie mam spróbować walczyć? Mówię o FairPlay!
              Dlatego rozmawiam z nim cały czas. Nigdy nie pisałam że to ostatnia szuja.. On ma też troche poczucia sprawiedliwości i 2x powiedział (trzeźwy był!!) że on domu zabierać nie będzie. On w końcu lata całe z rodzicami pod jednym dachem mieszkał, oni zawsze dla niego dobrymi teściami byli.. On wie że strata domu by ich zabiła.. Dlatego mam cichą nadzieję, że może on nas z torbami nie puści.. I że się jakoś dogadamy..
              Ale może się łudzę?

              Dziś mąż stracił prawko. Dzwonił kilka razy (coraz więcej pijany) i myślę, że jutro go z pracy wyleją, bo jak dojedzie te ok 10 km? A zadzwonić że urlop chce nie da rady, bo już na "czarnej liście" z tego powodu jest..

              A co do tematu: alkoholizm to choroba: latami prosiłam żeby na leczenie poszedł.. I jak długo on twierdzi że on jest "zdrowy" i leczenia nie potrzebuje, to nic nie zrobię..
              Długo trwało, ale teraz wiem: nie mój problem i nie ja jestem za niego odpowiedzialna, tylko on sam..

              Jedyne na czym mi bardzo zależy: spokój w rodzinie. Ja w miarę spokój już mam, bo pijaka w domu nie muszę omijać.. Ale rodzice bedą nieszczęśliwi, gdy dom stracimy. A to znów sie na "spokoju w rodzinie" odbije..
              Dlatego walczę!!

              Pozdrawiam wszystkie dobre dusze smile

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka