Od jakiegoś czasu mamy osobne sypialnie, gadamy ze sobą tylko "służbowo", zazwyczaj sprawy te dotyczą dziecka czy zrobienia czegoś w domu, jestem na etapie zamykania wszystkich spraw tutaj,część rzeczy mam już w nowym mieszkaniu, sprawy dotyczące rozwodu mamy już przerobione (przynajmniej w tych podstawowych tematach) i w zasadzie nasze małżeństwo jest już skończone. Tak myślałam.Do wczoraj. Wczoraj Pan i Władca wpakował mi się do sypialni twierdząc,że to przecież też jego łóżko i może spać gdzie chce. Dziś od rana próbuje mnie zagadywać na różne tematy(a nie rozmawiamy tak "normalnie"od dłuższego czasu). Mówi do mnie per "żono" (nie mówił tak od dawna!) a na internecie wyszukuje wypadów na weekend we dwoje (sic!).
Wygląda na to,że dotarło do niego,że ja nie żartowałam z tym rozwodem i na prawdę odchodzę i próbuje walczyć! Tylko jest to komiczne bo nigdy się tak nie zachowywał,gdy byliśmy razem. No,może na początku
I jak tu zrozumieć faceta? Szczególnie tego faceta