Natchniony dyskusją o wysokości alimentów w jednym z wątków przypomniałem sobie o bardzo ciekawym artykuliku, który ukazał się nie tak dawno w wyborczej, o tym jak to rozwiedziona kobita pozwała o alimenty matkę swojego exa, czyli babkę dzieci.
Ale najbardziej zaskoczony byłem stwierdzeniem tam pani adwokat, która jasno i klarownie mówi, że "Rodzic po rozwodzie musi tak się rządzić, by mu starczyło na życie z tego, co ma. Konie, Alpy to bajery - jeśli kogoś nie stać, to rezygnuje. To, że komuś stopa życiowa się obniżyła, nie znaczy, że babcia ma ją wyrównywać. Niech dostosuje się do nowych warunków życia"
No i jak, drogie panie? Może wam się stopa życiowa zmniejszyć czy nie może?
Cały tekst:
wyborcza.pl/1,76842,15204310,Wnuki_pozywaja_babcie_o_alimenty__Bo_brakuje_im_na.html#ixzz2ptQhYbxW