Dodaj do ulubionych

pytanie do weteranów... życie po.....

03.03.14, 23:04
Jak wyżej, już niedługo, po 9 latach wspólnego życia.... najgorsze jest to, że mimo iż wiem, że to jest jedyne rozsądne wyjście, nie boli to mniej. Oboje tego chcemy (może druga strona bardziej, a ja z rozsądku)... to był podręcznikowy toksyczny związek, nie będę ukrywać z dużą dawką agresji z drugiej strony. Ex pomaga finansowo, coraz więcej czasu spędza z dzieckiem (w ostatnich wspólnych latach raczej mu się to nie zdarzało), wiem, że będzie o wiele lepszym "kumplem" i ojcem niż za czasów małżeństwa. Wydaje mi się, że w końcu jest szczęśliwy... wolny, robi co chce, dużo czasu spędza z przyjaciółmi (non-stop) lub z przyjaciółką (nie wnikam). Chyba po prostu boje być sama, że nie dam rady pod wieloma względami, kredyt, rachunki, dziecko.....i patrzę także na przykład nieopodal.... rozwódka z dwójką dzieci..... nigdy nie ułożyła sobie życia, może nie była nieszczęśliwa, ale do szcześcia jej wiele brakowało. Jest cudowną osobą i dlatego mnie to tym bardziej dziwi, całe życie, powiem dosłownie- harowała jak wół, żeby związać koniec z końcem. Przeraża mnie to, ale ja nie wyobrażam sobie takiego życia... czasem mam wrażenie, że nic innego mnie nie czeka.....
Obserwuj wątek
    • anderikka Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 07:23
      Hej,
      trudno może skutecznie pocieszać w takiej sytuacji, ale dół prędzej czy później Ci mnie. Co do samotności: tu na forum kojarzę wiele osób, które są same, a mają tyle pogody ducha i zadowolenia w sobie, że niejeden mógłby pozazdrościć.
      A przy tym wcale nie musi sprawdzić się czarny scenariusz, który sobie sama piszesz.
      Trzymaj się! smile
    • zabapo11 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 09:50
      Poczytaj mój wcześniejszy wątek "Poczucie, że nic już mnie nie czeka", pisałam mniej więcej to co Ty smile
      Zaczynam powoli układać sobie życie, radzę sobie coraz lepiej. Chyba to są pewne fazy, które się przechodzi, dzisiaj śmieję się z tego, w co wierzyłam 3 miesiące temu, a za parę miesięcy znowu będzie inaczej. Moja teściowa też nigdy nie ułożyła sobie ponownie życia, została sama z 2 dzieci i ledwo wiązała koniec z końcem. Raczej nie ma reguły, a przecież bycie z kimkolwiek, żeby tylko kogoś mieć, jest zdecydowanie gorsze niż bycie samą, ale silną.
    • argentusa Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 10:42
      Pamiętam jak te x lat temu, w okresie okołorozwodowym przyswoiłam sobie najważniejszą rzecz w moim życiu:
      Szczęśliwym się w życiu BYWA. Ma się niewiarygodnie dużo farta w życiu, jeśli na co dzień jest się ZADOWOLONYM.
      AMEN.
      Jak już człek pozbędzie się złudzeń, że "ma-się-przecież-prawo-do szczęścia-na-okrągło", to zycie staje się nie tylko znośne, ale wręcz fajne smile. I kolejna prawidłowość: jeśłi nie jest się nieszczęśliwym, to to jest już baaardzo dużo.
      Stąd też i mój chorobliwy wręcz optymizm życiowy. Przejrzenie na oczęta jest bolesne, a nawet miejscami niemal zabójcze. Jak się już to osiągnie, to naprawdę jest się z czego cieszyć.
      Ja rozumiem,ze ludziska lubią się łudzić, ale po jaką cholerę oszukiwać samego siebie?
      Powodzenia,
      Ar.
      • skyrgra Re: pytanie do weteranów... życie po..... 11.03.14, 10:32
        > Szczęśliwym się w życiu BYWA. Ma się niewiarygodnie dużo farta w życiu, jeśli n
        > a co dzień jest się ZADOWOLONYM.
        > AMEN.
        > Jak już człek pozbędzie się złudzeń, że "ma-się-przecież-prawo-do szczęścia-na-
        > okrągło"

        Bardzo celny komentarz. Tak to wygląda, chociaż ludzie w dzieciństwie nabywają przekonania, że szczęście "mi się należy"... potem wyrośnięcie z tego, jak sama napisałaś, dla niektórych bywa zabójcze, a przecież dopiero po odarciu z tej iluzji można żyć bez marnowania czasu na indolencje.
      • harp Re: pytanie do weteranów... życie po..... 20.03.14, 13:52
        Tak, fragment o byciu zadowolonym z życia to w zasadzie motto z "O szczęściu" Władysława Tatarkiewicza.
    • altz Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 20:19
      mika99 napisała:
      > Jest cudowną osobą i dlatego mnie to tym bardziej dziwi, całe życie,
      > powiem dosłownie- harowała jak wół, żeby związać koniec z końcem.
      > Przeraża mnie to, ale ja nie wyobrażam sobie takiego życia...
      > czasem mam wrażenie, że nic innego mnie nie czeka.....
      Na bycie z kimś też trzeba zapracować. Trzeba się o to starać, samo nie przyjdzie.
      Ktoś wybrał dzieci, ktoś inny pracę, jeszcze inny swój związek, a byli tacy, co wybrali wszystko w odpowiednich proporcjach. smile
      • mysz1978 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 20:30
        a mi tam dobrze jest samej smile zyczliwych osob wokol mnie (znajomi i rodzina) jest sporo wiec jest latwiej, choc wiadomo, ze samej trzeba wszystko ogarnac, ale od ponad 3 lat radze sobie i optymistycznie patrze w przyszlosc smile Czego i Tobie zycze.
      • zabapo11 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 21:31
        Altz, gdyby to jeszcze było takie proste, że wystarczy się starać, to tylko kwestia proporcji i już wychodzi wink To nie przepis na ciasto. Chyba przyznasz, że staranie to żadna gwarancja sukcesu.

        • altz Re: pytanie do weteranów... życie po..... 04.03.14, 22:13
          zabapo11 napisał(a):
          > Altz, gdyby to jeszcze było takie proste, że wystarczy się starać, to tylko kwe
          > stia proporcji i już wychodzi wink To nie przepis na ciasto. Chyba przyznasz, że
          > staranie to żadna gwarancja sukcesu.

          Sukces jest w zasięgu ręki. Mam znajomą, brzydką kobietę, chociaż sympatyczną. Były szlochy i lamenty, a teraz szczęśliwa, ma kogoś do pary. Jedni sobie dobrze radzą sami, inni gorzej, a jeszcze inni nie radzą sobie, ale każdy znajdzie sobie kogoś, byle tylko miał dość motywacji.
          W małym środowisku może być trudno, ale nikt nie każe wybierać z małej grupy wink Są na to metody! smile
          • luciva Re: pytanie do weteranów... życie po..... 05.03.14, 11:06
            myślisz, że motywacja wystarczy?
            tak, wiem, zmotywowany człowiek działa, ale to raczej chyba nie wystarczy, bo jednak nie można nikogo przymusić do niczego i nie wiem, czy motywacja, staranie się, itd. wystarczy, aby ktoś inny do nas coś poczuł, aby zaiskrzyło....
            • altz Re: pytanie do weteranów... życie po..... 05.03.14, 19:00
              luciva napisała:
              > myślisz, że motywacja wystarczy?
              > tak, wiem, zmotywowany człowiek działa, ale to raczej chyba nie wystarczy, bo j
              > ednak nie można nikogo przymusić do niczego i nie wiem, czy motywacja, staranie
              > się, itd. wystarczy, aby ktoś inny do nas coś poczuł, aby zaiskrzyło....

              Jak nie zaiskrzy, to szuka się kogoś innego, tylko trzeba mieć jakąś pulę do wybrania, więc nie można siedzieć w czterech ścianach i nic nie robić.
              Jednym samemu jest dobrze, znałem kilku takich ludzi, część już zmarła, jednak samemu jest trudno.
              Inni wyją jak pies w swoich czterech ścianach za jakimś drugim człowiekiem, a jeszcze innym wystarczą spotkania dwa razy w miesiącu.
              Ludzie są różni, ale jeśli się chce, to się pozna kogoś, choćby nawet chodząc na pielgrzymki i działając w Caritasie, chociaż to może wydawać się najgorsze miejsce na poznawanie kogoś. smile
      • luciva Re: pytanie do weteranów... życie po..... 05.03.14, 11:03
        A czym można zapracować? w jaki sposób można się starać? ale tak konkretnie........
    • xciekawax Re: pytanie do weteranów... życie po..... 05.03.14, 15:35
      Bycie wolnym czlowiekiem jest o wiele wazniejsze niz meczyc sie z drugim czlowiekiem.
      Zobaczysz ze poczujesz sie lzejsza, spokojniejsza, i z czasem: pewniejsza siebie.

      Ludzie nie wchodza w nastepne zwiazki z roznych powodow. czasami po prostu nie chca. Doswiadczyli tego i juz ich do tego nie ciagnie. Dobrze im jak jest.

      To, ze pani obok takie ma zycie nie znaczy ze Twoje zycie takie bedzie.

      gdyby mi ktos pare lat temu powiedzial ze moje zycie bedzie wygladalo tak jak wyglada teraz - to bym nie uwierzyla - nawet bym nie wiedziala ze szczescie takie jest osiagalne. I tak, byc moze mi sie poszczescilo, ale rowniez byc moze nie mialam tej kuli u nogi co mnie zawsze ciagnela na dno.

      Nie martw sie na zapas. Poki co - skoncentruj sie na sobie i swoich potrzebach i dbaj o siebie i badz dla siebie dobra smile
    • polak2580 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 05.03.14, 23:22
      Witam panią ja mam podobną sytuacje jestesmy małzenstwem od 8lat.zona wnosi o rozwud bo niepotrafie utrzymac rodziny finansowo.choc staram sie jak moge.niestety to toksyczny związek i lepiej czasem sie rozejsc.głowa do gury kolezanko niema sie co załamywac.trzeba brac zycie takie jakie jest.szczescia i zdrowia rzycze.
    • linka_wwa Re: pytanie do weteranów... życie po..... 07.03.14, 18:40
      Jestem w bardzo podobnej sytuacji (tylko staż małżeński krótszy) i też się zastanawiam jak to będzie, ale wszystkie znajome rozwódki mnie pocieszają, że po rozwodzie odetchnę. Prawdę mówiąc czuję o wiele lepiej odkąd on się wyprowadził. Nie jest łatwo, bo on praktycznie nie zajmuje się dzieckiem, a ja jakoś muszę wygospodarować czas na terapię, szukanie mieszkania i spotkania z prawnikiem, ale jak się wreszcie wszystko poukłada to powinno być dobrze. Jestem dobrej myśli. Na razie nie myślę o kolejnym związku. Prawdę powiedziawszy trudno mi sobie wyobrazić w chwili obecnej że mogłabym z kimś być. Ciężko mi będzie komuś zaufać, po "atrakcjach" zafundowanych przez M, ale nie wiadomo co życie przyniesie. Myślę że wszystko zależy teraz od nas samych.
      Pozdrawiam ciepło.
      • kasia3030 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 12.03.14, 18:08
        jakis czas temu myslalam, ze jestem sama w takiej beznadziejniej sytuacji, ale nie jest tak duzo osob ktore mysla to co ja, ja tez pewnie nikomu juz nie zaufam tak do konca po atrakcjach...ale staram sie myslec, ze co mnie nie zabije...juz tak duzo przeszlam wiec walcze dalej o siebie i corke o lepsze jutro, a moj M. sam siebie ukaral, ze nas stracil...szkoda, ze moj rozwod toczy sie juz tak dlugo od pazdziernika 2013 i konca nie widac...
      • m949 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 23.03.14, 07:24
        Nie tłumaczyć się, nie rozpamiętywać, nie szukać za wszelką cenę faceta typu a ja mu pokażę ....... iść do przodu, myśleć o sobie, o swoich przyjemnościach, korzystać z życia, realizować marzenia, przyjemności, na byłego patrzeć z pobłażaniem, utrzymywać z nim poprawne kontakty z uśmiechem na ustach, korzystać jak się tylko da z jego pomocy, trzymać go na dystans, nie mieć dla niego za dużo czasu, ............... korzystać z życia bo ono tak szybko płynie!
    • justyna2949 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 07.03.14, 20:50
      Ja mam inne pytanie. Czy trudno wam było podjąć decyzję o rozwodzie? Jeśli wiadomo że to nie ma sensu. Fakt krócej po ślubie jesteśmy niż kobietka co wątek założyła. Ale to chyba nie ma nic do rzeczy. Tylko że ja mimo iż wiem że nic się nie zmieni. Boję się powiedzieć dosyć. Boję się jego i tego jak zareaguje na rozwód. Boję się wojny w sądzie. Bo raczej na pewno to będzie wojna. Ale też nie mam już dłużej siły walczyć z nim. Jego nałogiem i całym tym syfem który robi. Jak znaleźć w sobie siłę by to skończyć.
      • marco-1975 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 12.03.14, 09:34
        Zadaj sobie pytanie czy masz powód aby doprowadzić do rozwodu? Potem zadaj sobie pytanie czy masz jeszcze jakiś powód aby tego rozwodu nie brać? Czy chcesz zostać w tym małżeństwie tylko dlatego że boisz się tego co będzie w sądzie? Brak szacunku dla siebie ze względu na strach przed reakcją małżonka? Bardzo mi przykro że los tak się z Tobą zabawił, ale nie powinnaś siedzieć i przyglądać się temu jak umyka Tobie życie z rąk. Z tego co napisałaś wyłaniają się dwie drogi. Żadna nie jest miła i łatwa. Zrobisz coś aby znaleźć siłę i odwagę aby zakończyć Wasze małżeństwo albo wbrew losowi zawalczysz jeszcze o nie. Siedząc w strachu i nie nie robiąc, to żadna opcja. Każdy człowiek powinien być wolny, mieć prawo wierzyć w szczęście i być szczęśliwy.
      • wiola700 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 17.03.14, 11:03
        Witam. Ja też się bałam , bałam się założyć sprawę o rozwód, dlatego najpierw założyłam o alimenty, krzyk, awantury, za parę miesięcy założyłam pozew o rozwód, to co ma być, to nie ominie. Proszę pamiętać im szybciej, tym lepiej. Ostatnie 3 lata były bardzo ciężkie dla mnie i dzieci, chodziłam na grupę wsparcia dla osób współuzaleznionych i tam zrozumiałam albo tak, albo nie. Jeżeli nie, to trzeba działać! Powodzenia!
    • pollarek Re: pytanie do weteranów... życie po..... 08.03.14, 02:08
      Czeka Cię to, po co odważysz się sięgnąćsmile
      Ach, jeszcze jedno: 'ułożyć sobie życie', rozumiem, że chodzi o znalezienie sobie faceta? Błąd... kobiety zazwyczaj wymagają od mężczyzn tego, co powinny dać sobie same. Bądź szczęśliwa sama ze sobą, wówczas gdy zatrzymasz przy sobie jakiegoś faceta, to dlatego, że go chcesz, a nie że potrzebujesz. Uwierz mi, to robi różnicęsuspicious
      • uwolnijcie.loginy Re: pytanie do weteranów... życie po..... 08.03.14, 16:31
        Bardzo dobry tekst smile
        Więcej wiary we własną moc... i ogarniemy wszystko.
        • pollarek Re: pytanie do weteranów... życie po..... 12.03.14, 11:34
          No ba! My ze szwagrem nie takie rzeczy robilibig_grinD
      • pierwszykot Re: pytanie do weteranów... życie po..... 21.03.14, 21:43
        nic dodac nic ujac. Bardzo mądra wypowiedź. Gdyby kobiety tak myślały nie byłyby nieszczesliwe...
    • maria.lamparska Re: pytanie do weteranów... życie po..... 10.03.14, 08:32
      Jesteś szczęściarą. Lepiej wcześniej niż później, skoro i tak się rozwodzicie. Po 9 latach masz większe szanse na ułożenie sobie życia na nowo, niż np. po 30 wspólnych latach. Jesteś jeszcze MŁODA. Spójrz na to z tej strony i dziękuj losowi ze tak się stało, jeśli żałować to tylko straconych kilku lat, sam początek pewnie był piękny i to pamiętać,ale NIE rozpamiętywać. Jesteś młoda i przed Tobą realizowanie swoich marzeń i bycie szczęśliwą. Każdy znas dźwiga trudy codzienności i tego nie należy się bać. Wycisz sięi spójrz z dystansu. To co dziś jest przykre w przyszłości uznasz za najlepsze co mogło CIEBIE i Twoje dziecko spotkać. Wszystkiego najlepszego na nowej twojej drodze życia. Czas jest lekarzem dusz ludzkich. Emerytka
      • lodzianka09 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 10.03.14, 12:33
        cóż napisać..... jestem z Tobą..... rozumiem bo.... chyba też mnie to czeka... niestety
        życie jest pełne niespodzianek, często tych najbardziej bolesbnych
    • nisar Re: pytanie do weteranów... życie po..... 11.03.14, 09:33
      Boisz się, że nie będziesz szczęśliwa? A czy sądzisz, że byłabyś szczęśliwa zostając w tym małżeństwie? Nie, prawda? No więc: może nie będzie lepiej, ale dasz losowi szansę. Tak sobie tłumaczyłam naście lat temu podejmując decyzję o rozwodzie. Pod wieloma względami mi się udało (jestem w dobrym związku, bardzo się kochamy), niektóre sprawy w moim życiu pozostały lub stały się trudne. Jak w każdym. Głowa do góry, jeszcze "poczujesz ziemię pod stopami". Oby jak najszybciej. Pozdrawiam i życzę siły.
    • marco-1975 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 11.03.14, 09:37
      Nie dawno spotkało mnie coś podobnego. Tylko że u mnie to było 15 lat życia. Wiadomo że tyle lat razem gdy ludzie spędzą z sobą to mogą nawzajem powiedzieć o sobie wszystko. My byliśmy parą która jak mi się to wydawało, będzie ze sobą wiecznie. Niestety życie pisze własne scenariusze i trzeba dać sobie z tym radę. Ja dowiedziałem się że Nasze życie wspólne dobiegło końca gdy wróciłem ze szpitala do pustego domu. Parę lat temu zachorowałem na nowotwór,długo z nim razem walczyliśmy. Potem przyszły powikłania i problemy ze zdrowiem. Wiem że gdyby nie Ona, sam nie dałbym sobie z tym rady. Niestety nawet Ona nie wytrzymała takiej próby. Byliśmy zgodni, dużo czasu spędzaliśmy razem. Czasem były kłótnie ale to sporadyczne przypadki i szybko je kończyliśmy. Przykro mi było że nie potrafiła się zdobyć po 15 latach nawet na rozmowę. Wszystko odbyło się bez słowa wyjaśnienia, za pomocą smsa. Po 15 latach życia dostałem smsa że mam do czwartku wyprowadzić się z domu. Wiem że będzie Tobie ciężko i nie jedną noc przepłaczesz w poduszkę. Ja mam tak że gdy zobaczę coś znajomego,jakieś wspomnienie to zaczynam płakać jak dziecko. To że Ona tak postąpiła to nie znaczy że przestałem ją Kochać. Nie wyobrażam sobie abyśmy po tym mogli być znów razem, ale pamiętam jaka była, pamiętam te dobre chwile i trudne czasy którym stawialiśmy czoło zwycięsko. Moja rodzina Kochała ją bardziej niż mnie. Nawet teraz im wydaje się że to moja wina.Że to ja zniszczyłem ten związek. Nie dostrzegają tego że to Ona znudzona,znalazła sobie innego. Tym bardziej jest mi ciężko ale co mogę zrobić? Muszę to przeżyć i mieć nadzieję że zasługuję na szczęście i kiedyś znów dla mnie wyjdzie słońce. Życzę Tobie tego z całego serca. Bądź silna i patrz w przyszłość z ufnością i nadzieją.
      • mia17 marco, 11.03.14, 15:08
        przykre to, co napisałeś, że Cię spotkało sad
        nie mnie oceniać zachowanie Twojej Zony (eks-żony), więc powstrzymam się od komentarza.
        życzę Ci powrotu do zdrowia i dużo sił oraz żebyś jeszcze był szczęśliwy smile
        • marco-1975 Re: marco, 11.03.14, 18:26
          Dziękuję za miłe słowo. To pierwsze miłe słowo od 17 stycznia i to na dodatek od obcej osoby.
          Życie to wielka niespodzianka. Będę szczęśliwy kiedy uda mi się przespać całą noc, będę szczęśliwy kiedy przestanie ściskać w brzuchu, będę szczęśliwy kiedy znów powiem że życie jest piękne i warto żyć. Tobie także życzę wszystkiego dobrego.
          • mia17 Re: marco, 11.03.14, 21:21
            mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień dla Ciebie.
            wiesz, nic nie dzieje się bez powodu. tak sobie zawsze powtarzam. i choć póki co nie widzę powodu, dla którego moje małżeństwo się rozpadło - wierzę, że kiedyś się tego dowiem.
            trzymaj się!
            • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 21:24
              A po co ci wiedza czemu się rozpadło?
              Nie wiem po co żyć w przeszłości skoro?
              Kompletnie nie zadaję sobie pytań dlaczego?
              To jest zamknięty rozdział.
              On zrobił błędy ja zrobiłam błędy.
              Należy zaakceptować własne wady i żyć dalej i patrzeć w jutro a nie odwracać się w przeszłość.
              A
              • mia17 Re: marco, 11.03.14, 21:34
                Ania, chodzi o to, nie dlaczego - a po co.
                jeśli nic nie dzieje się bez powodu - to rozwód nastąpił też "po coś". to miałam na myśli.
                nie roztrząsam tego, co było - choć jeszcze się z tym nie pogodziłam.
                zastanawiam się, po co mi to i jak się zmieni moje życie i życie mojej córki.
                • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 21:38
                  Tą odpowiedż przyniesie ci życie, najprostsza odp to taka, że było Ci pisane inne życie.
                  Ja stoję na stanowisku, że rozwód to była najlepsza rzecz jaka spotkała mnie w życiu.
                  Paradoksalnie dzięki rozwodowi sprawdziłam swoją dorosłość, odpowiedzialność, inaczej podchodzę do syna rozważniej i mądrzej, inaczej patrzę na związki międzyludzkie i inaczej postrzegam swoją rolę w świecie.
                  A
                  • mia17 Re: marco, 11.03.14, 21:50
                    no widzisz - a ja się nie mogę pogodzić z tym, bo miałam dobre życie.
                    dlatego nie potrafię zaakceptować tej zmiany, tego rozwodu, nie potrafię się z tym pogodzić.
                    nie zmieniłam się na lepsze - patrząc teraz na moje życie wydaje mi się, że się cofnęłam.
                    nie poszłam do przodu sad
                    • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 21:56
                      Co to znaczy dobre życie?
                      Nie było dobre skoro podjęta była decyzja o rozwodzie?
                      Jak wygląda Twoje życie zależy tylko od Ciebie.
                      Zrozumienie tej prawdy spowodowało, że moje życie jest fajniejsze, nie oceniam nic co robię dziś z tamtej perspektywy bo ja jestem inna.
                      I dziś wybieram inaczej.
                      Wzbogaciłam się o wiedzę o sobie co lubię tak naprawdę i do czego zmierzam.
                      Zupełnie inne priorytety i myślenie codzienne.
                      I to nie jest, że życie mam jak z bajki, ale biorę za nie odpowiedzialność.
                      Robię to co chcę i dałam sobie prawo do popełniania błędów i bycia słabą.
                      Też się wzbogaciłaś i dlaczego uważasz, że nie poszłaś dalej
                      A
                      • mia17 Re: marco, 11.03.14, 22:02
                        dobre życie - to znaczy dobre w moim mniemaniu.
                        miałam to, na czym mi zależało. przez te 10 lat byłam szczęśliwa.
                        szkoda tylko, że ostatni 1-2 lata były fałszem, którego ja niestety nie widziałam.
                        nie wiem, czy byłam ślepa - ale jeśli tak to dlatego, że kochałam. poza tym w głowie mi się nie mieściło, że coś takiego może się stać.
                        a teraz? teraz mieszkam u mojej mamy. czuję się, jak mała dziewczynka, bo ciężko nam czasem funkcjonować razem. nie jestem szczęśliwa.
                        czuję się zamknięta i zabita gwoździami.
                        • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 22:11
                          Rozumiem, ja podjęłam inną decyzję, chociaż była karkołomna.
                          Zostaję tu gdzie mam pracę i młody przedszkole.
                          Nie chciałam tracić swojej niezależności, chociaż mieszkanie daleko od kogoś kto może pomóc niekiedy jest kuszące.
                          Ja dziś uważam, że ja z byłym mężem byliśmy jak ogień i woda i nie dochodzę kogo wina.
                          Wtedy wydawało mi się, że lubię ogród, i wydawało mi się, że będę bardzo za nim tęsknić dziś ani nie tęsknię ani nie wspominam.
                          Zupełnie inne myślenie....
                          Wydoroślałam.
                          • mia17 Re: marco, 11.03.14, 22:16
                            wiesz, a mnie się zawsze wydawało, że my właśnie do siebie pasujemy.
                            przez tych 10 lat nie było żadnych przesłanek do tego, aby pomyśleć, że się nie sprawdzamy jako małżeństwo. śmieszne to w sumie.
                            zderzenie z tym, co się stało i jak zostałam potraktowana zupełnie mnie zatkało.
                            i dlatego właśnie ciężko mi zaakceptować to wszystko. bo gdybyśmy nie pasowali, gdybyśmy się kłócili, żarli, sprzeczali, mieli inne priorytety - zrozumiałabym.
                            heh, no chociaż w zasadzie jak się okazało to on miał "inny priorytet".
                            aaa, nie ma co w ogóle gadać.
                            • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 22:21
                              MIasmile
                              Brutalna prawda, nie mieliście takich samych priorytetów i nei pasowaliście do siebie bo stało się coś co spowodowało że się rozstaliście, więc nie było to idealne połączenie.
                              Komuś coś zabrakło.
                              Więc to życie za którym tęsknisz nie było prawdziwe.
                              Uświadomienie tego i zaakceptowanie tego powinno Ci pomóc.
                              A
                              • mia17 Re: marco, 11.03.14, 22:27
                                no masz rację. nie mogę się nie zgodzić.
                                tyle, że u mnie proces akceptacji tego stanu rzeczy jeszcze nie nastąpił uncertain
                                nie ma pogodzenia się z tym wszystkim. nie ma przejścia nad tym do porządku dziennego.
                                dlatego nie mogę ruszyć z miejsca i tkwię w czarnej d....
                                ale mam nadzieję, że to do mnie przyjdzie. że pewnego dnia nastąpi uwolnienie i zacznę wreszcie żyć na nowe konto.
                                • blue_ania37 Re: marco, 11.03.14, 22:35
                                  Życzę, aby nastąpiło to jak najszybciejsmile
                                  A
                                  • marco-1975 Re: marco, 12.03.14, 06:48
                                    @Mia17 Wydaje mi się że brak chęci akceptacji Twojej nowej sytuacji w jakiej się znalazłaś bierze się stąd że nie czujesz się winna temu co się stało. Skoro jesteś nie winna, to myślisz że nie powinnaś płacić za zamianę jaką przyniosło życie. Małżeństwo to dwie osoby, rachunek końcowy jest dla obojga. Ja też biję się z myślami:dlaczego? Zastanawiam się czemu tak się stało skoro było dobrze? Widocznie nie było tak dobrze skoro tak się stało,nie dla niej. Mamy dwie opcje: zostajemy w miejscu i drapiemy przeszłość aż do ran i sami będziemy żywić się tym bólem albo nawet wbrew sobie zamykamy za sobą drzwi i idziemy dalej. Czy to łatwe? Pewnie zależy od charakteru człowieka, jego osobowości i stanu emocjonalnego w jakim się znajduje. Jedyni czują się wolni i czują się jakby kamień który wisiał u szyi nagle odpadł,inni czują się jakby niebo spadło im na głowę. Nie zadawaj sobie pytań typu: jak Ona może być szczęśliwy skoro mnie skrzywdził i ja cierpię. Nie rób tego bo prędzej oszalejesz niż zrozumiesz. Ja wczoraj widziałem w samochodzie moją byłą i jej nowego faceta. Gdy mnie zobaczyli zaczęli się śmiać. Było mi przykro jak diabli, ale wiesz co? Zrozumiałem że Kochałem nie ją ale jej wyidealizowany obraz. Zrozumiałem że to co było to była fałszywa projekcja tego czego chciałem. Znajdź nowy cel w życiu,obierz kierunek i idź nie odwracając się za siebie. Gdzieś tam, za rogiem być może jest jakiś mały kawałek szczęścia który znajdziesz. Tu gdzie jesteś teraz na pewno go nie ma. Ja to wiem, bo wczoraj zamknąłem drzwi i jest mi odrobinę łatwiej. Ty też dasz radę, musisz się zmusić aby chcieć.
                                    • chalsia Re: marco, 12.03.14, 08:59
                                      Marco, mądrze piszesz. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę rocznik smile
                                      • marco-1975 Re: marco, 12.03.14, 09:10
                                        Nie wiem czy mądrze, wiem tylko że tak myślę i to czuję. Wydaje mi się że wbrew losowi widzę światełko w tunelu i jest to wyjście z sytuacji a nie nadjeżdżający pociąg. Najgorsze co można zrobić to bić się z myślami i walczyć o coś co nie ma już znaczenia. Nie może mieć, nie po tym co się stało.
                                        @ Mia17, To specjalnie dla Ciebie abyś nabrała ochoty iść dalej
                                        • mia17 Re: marco, 12.03.14, 09:24
                                          dzięki Marco - a wiesz, że trafiłeś? smile
                                          przed rozwodem puszczałam to sobie non stop, żeby sobie "wmówić", że będzie dobrze i że to nie koniec świata.
                                          co do tego, co napisałeś powyżej: masz rację. nie czuję się winna tego, co się stało. nie czuję się winna zdrady, bo uważam ją za coś niedopuszczalnego. wiele razy pisałam tutaj, że jeśli coś się komuś nie podoba w związku to niech powie otwarcie i zakończy małżeństwo, a dopiero potem zaczyna nowy związek. nie mam zrozumienia dla zdrady i mieć nie będę.
                                          dlatego czuję się oszukana i zraniona. i choć wiem, że wina nigdy nie leży po jednej stronie - mimo wszystko uważam, że powinnam była być potraktowana z szacunkiem, którego zabrakło.
                                          mnie też się nie wszystko podobało w naszym związku, ale próbowałam rozmawiać, szukałam rozwiązań. poza tym jestem dorosłym i dojrzałym człowiekiem i wiem, że nie można mieć wszystkiego. zawsze czegoś będzie brakowało. ale nie jest rozwiązaniem "zabrać swoje zabawki i iść do innej piaskownicy" tylko szukać kompromisów i akceptować to, co jest.
                                          i ja zaakceptowałam życie, jakie miałam - bo byłam szczęśliwa. z jego radościami i brakami.
                                          szkoda, że mój eks tego nie potrafił. że nie potrafił powiedzieć mi szczerze: "wiesz, co? to nie jest to, czego szukam". nie miałabym pretensji, że szuka czegoś innego - każdy ma do tego prawo. bolałoby bardzo, ale rozstalibyśmy się jak ludzie, z szacunkiem. byłaby inna sytuacja.
                                          a tak pozostał niesmak, żal, gniew i inne równie niefajne uczucia.
                                          dlatego właśnie nie mogę przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego. i nie chcę zostać w tym miejscu, nie chcę wkładać widelca do rany i drapać. nie jestem masochistką.
                                          ale nie potrafię też jeszcze zamknąć tego rozdziału i zacząć na nowo. ale wierzę, że to przede mną i że się uda smile
                                          dziękuję za Twój komentarz.
                                          • blue_ania37 Re: marco, 12.03.14, 09:57
                                            Coś ci napiszę Miasmile
                                            Moje małżeństwo było złe, ale ja uważałam, że znajdę słowa które to naprawią i on zrozumie, że kasa to nei wszystko o że zachwyci się mną jak kiedyśsmile
                                            Nic takiego nie nastąpiło.
                                            Pojawiła się ona, szalałam z rozpaczy bo wierność była ostatnią rzeczą w którą wierzyłam i że on nie okłamuje.
                                            Znałam ją, pracowali razem a ja tam wpadałam z synem psem....
                                            Znalazłam ich zdjęcia, TAKIE ZDJĘCIAsmile
                                            Uważałam, że to koniec świata, i tak było.
                                            W głupiej rozpaczy na ich pierwsze święta wysłałam dziewczynie 20 róż z dedykacją dziękuję za uwolnienie się od tyrana, książkę życie ze złością, opinię psychologa wskazującą że dziecko było świadkiem przemocy wobec mnie i dopisek, że jak zacznie ją niszczyć ma do mnie się zwrócić to jej pomogę.
                                            Dziś mi za to wstyd.
                                            I tej dziewczynie naprawdę dziękuję, każda rozmowa z byłym pokazuje mi że żyjemy na innych planetach.
                                            Nie buduje się szczęścia na rozpaczy innego i nigdy nie ma fajnego z czegoś takiego.
                                            Dziś szczerze mówię, że była najlepszą osobą która pojawiła się w moim małżeństwie.
                                            Życzę Ci tegosmile
                                            Ania
                                            • mia17 Re: marco, 12.03.14, 10:09
                                              dzięki Aniu za Twoje słowa.
                                              mnie najbardziej boli to, że mój eks okazał się takim podłym człowiekiem. innym niż myślałam.
                                              heh, pewnie 90% ludzi na tym forum może coś takiego napisać.
                                              ale wydawało mi się, że przez 10 lat wspólnego życia JEDNAK zna się osobę, z którą się jest!
                                              to naprawdę boli - i uderza bezpośrednio we mnie, bo oznacza, że tak strasznie się pomyliłam... że nie znałam człowieka, z którym byłam dekadę. straszny zawód sad
                                              i powiem Ci tak: jeśli to wszystko (w sensie rozwód) stało się po to, aby go zobaczyła takim, jaki jest - to dobrze się stało. bo teraz mam jeszcze czas na życie. nie stoję nad grobem smile mam siły, mam nadzieję...
                                              może kiedyś minie ten koszmarny żal i przyjdzie spokojna akceptacja tego, że po prostu nie udało mi się małżeństwo.
                                              • blue_ania37 Re: marco, 12.03.14, 10:19
                                                Rozumiem cię Mia, ale ja jestem dalej.
                                                Mnie nic już nie boli co zrobił eksior.
                                                Myślę o sobie o odbudowaniu tego co zniszczył.
                                                Jego nie zmienię mogę zmienić tylko siebie.
                                                A ja chcę być szczęśliwa nawet jakbym miała sobie to szczęście narysowaćsmile
                                                Nie myśl o nim, nie analizuj nie ma odpowiedzi na pytanie dlaczego.
                                                Każdy będzie miał inne przykłady i inne fakty należy to zaakceptować wyciągnąć wnioski i iść dalej.
                                                A
                                                www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
                                              • argentusa Re: marco, 12.03.14, 10:55
                                                > mnie najbardziej boli to, że mój eks okazał się takim podłym człowiekiem. innym
                                                > niż myślałam.
                                                Mia, i tu jest sedno sprawy! Ty go sobie wyobraziłaś, a on , zwyczajnie był inny. To Ty chciałaś go widzieć takim jakim chciałaś, a nie takim jakim był naprawdę. Ja wiem ,ze pozbycie się złudzeń bywa bardzo bolesne. Ale daje prawdę. A z tą, łatwiej żyć. I trudno znosi ise własną głupotę idealizującą partnera. Partnerowi, którego się wstawia w jakieś ramy też nie jest łatwo.
                                                Trzymam kciuki, bo widać światełko. Ty myślisz o sprawie, i stan, który masz, cię uwiera. A to już jest dużo.
                                                POWODZENIA!!!!
                                                Ar.
                                                • mia17 Re: marco, 12.03.14, 11:07
                                                  wiecie, co? ale najgorsze jest to, że ja go nie idealizowałam.
                                                  wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ON BYŁ OK.
                                                  przez tych 10 lat nie zanotowałam żadnego alarmującego dzwonka w głowie. nie liczą się jakieś drobiazgi, bo wiadomo, że w każdym związku bywa różnie. chodzi o jakieś poważniejsze "rysy". nie było takich!
                                                  tak więc albo się tak dobrze kamuflował - albo się zmienił w ciągu ostatnich lat, ale wtedy też się dobrze kamuflował smile
                                                  dlatego ja po prostu zostałam trzaśnięta, jak łopatą w twarz! bo nie spodziewałam się z tej strony ataku. i dlatego tak ciężko mi to zaakceptować.
                                                  Ania - wiem, że Ty jesteś dalej niż ja. czytam to, co pisujesz i widzę Twoje spojrzenie. ale prawda jest taka, że w Twoim małżeństwie psuło się już chyba w trakcie jego trwania, tak? były tzw. "incydenty". u mnie wszystko się posypało w ciągu jednego dnia - rok temu.
                                                  i dlatego tkwię w tym "rok temu", jak drzazga w tyłku uncertain
                                          • babjaga1 Re: marco, 12.03.14, 10:25
                                            mia gdyby nie data twojego wpisu to pomyślałabym, że to mój wpis z przed kilku lat. Moja sytuacja była podobna do twojej w zasadzie do dziś nie potrafię sobie odpowiedzieć dlaczego się rozstaliśmy. Nie poddawaj się tak jak napisał Marco będzie dobrze bo czas leczy rany , a w zasadzie nie wiemy co się czai na nas za zakrętem. Trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam
                                            • mia17 babajago, 12.03.14, 11:08
                                              byle nie czaił się ktoś z toporem tongue_out
                                              dzięki!
                                              a jak Ty sobie poradziłaś ze sobą? z życiem po rozwodzie? ile lat minęło?
                                              • marco-1975 Re: babajago, 12.03.14, 15:00
                                                Ile lat? Boże, dziewczyny Wy mierzycie to w latach? 17 marca będzie dwa miesiące.
                                                • mia17 Re: babajago, 12.03.14, 15:20
                                                  u mnie pod koniec kwietnia będzie rok.
                                                  dopiero...
                                                • blue_ania37 Re: babajago, 12.03.14, 16:54
                                                  Marco umarłam ze śmiechusmile
                                                  Miłego popołudnia.
                                                  A
                                                  • marco-1975 Re: babajago, 12.03.14, 17:46
                                                    Bo przerażacie tymi latami wink
                                                  • blue_ania37 Re: babajago, 12.03.14, 18:53
                                                    Ja byłam złamana około jednego roku, jeżeli Cię to pocieszysmile
                                                    Każdy ma inaczej, ale musi trochę czasu upłynąć zanim człowiek się podniesie.
                                                    Każdy ma inaczej, dwa miesiące to naprawdę niedługo.
                                                    Potrzebujesz jeszcze trochę czasu.
                                                    A
                                                  • marco-1975 Re: babajago, 12.03.14, 19:18
                                                    Zdaję sobie sprawę że utraty małżeństwa, zaufania a ponad wszystko rozczarowania nie można zamienić na wymiar czasu. Myślę że każdy z nas tutaj będzie miał już taką rysę do końca życia. Pragnieniem mym jest aby móc taką rysę nosić nie jak skazę ale jako symbol zwycięstwa. Być zdradzonym, oszukanym i wyrzuconym na ludzki śmietnik a mimo to podnieść się i z dumnie uniesioną głową powiedzieć: Nic to. Słońce nadal wschodzi o poranku, ptaki nadal śpiewają.
                                                    Ja też nadal żyję .
                                                  • eicron Re: babajago, 12.03.14, 19:29
                                                    marco-1975 napisał:

                                                    > ż taką rysę do końca życia. Pragnieniem mym jest aby móc taką rysę nosić nie ja
                                                    > k skazę ale jako symbol zwycięstwa. Być zdradzonym, oszukanym i wyrzuconym na l
                                                    > udzki śmietnik a mimo to podnieść się i z dumnie uniesioną głową powiedzieć: Ni

                                                    To żeś sobie wyznaczył za krótki termin realizacji wink
                                                  • mia17 Re: babajago, 12.03.14, 19:52
                                                    termin zawsze można przedłużyć wink
                                                  • marco-1975 Re: babajago, 12.03.14, 21:11
                                                    Czas to pojęcie względne,nie powiedziałem że to stanie się jutro,za tydzień czy miesiąc. Pragnieniem mym jest, a kiedy? Dziś już niczego nie jestem pewien. Nie planuje się życia ,jeśli ledwo masz siłę wstać rano z łóżka.
                                                  • mia17 Re: babajago, 12.03.14, 21:17
                                                    planuje się małe kroczki.
                                                    wstać z łóżka, zjeść śniadanie, wyjść z domu, iść do pracy...
                                                    ja się tak staram robić. bo jak mi do głowy zechce przyjść "myśl globalna" - to nieraz włosy na głowie stają dęba i już nie mam siły robić nic.
                                              • babjaga1 Re: babajago, 13.03.14, 13:38
                                                Ciężko było okropnie to jakaś żałoba trwała prawie 3 lata. Ułożyłam sobie życie na nowo mam cudownego mężczyznę i wreszcie będę mamą. EX mnie nie rusza niech mu ziemia lekką będzie. Pozdrawiam
                                        • kasia3030 Re: marco, 12.03.14, 18:45
                                          ja jestem na etapie nie walczenia juz o nic... ma pustke w srodku, ale wbrew tem nie czuje sie z tym jakos zle bedzie co ma byc, ale nie czuje sie winna, kazda sytuacja jest na swoj sposob inna choc klasyczna, bo kazdy z nas jest inny, z jednej strony podoba mi sie podejscie blue-a, a z drugiej ja musze zrobic swoisty rachunek sumienia, zeby nie popelnic juz wiecej takiego bledu, a to czasem wiaze sie z rozdrapaniem strupa, a moj ex troche mu wspolczuje, bo podniose sie z tego bagna i bede silniejsza
            • kasia3030 Re: marco, 12.03.14, 18:29
              a mnie ta teza wkurza nic nie dzieje sie bez przyczyny, albo zawsze sa dwie osoby winne, a ja nie czuje sie winna, i wcale nie potrzebowalam tak bolesnie dowiedziec sie, ze kiedys moze bedzie lepiej...ktos kto zostawia, zdradza, okrada itd. powinien jakos metafizycznie odpowiedziec za to co zrobil tak dla rownowagii...trzymaj sie...ja jakos sie trzymam, a myslalam w pewnym czasie, ze sie rozpadne...
          • sav0308 Re: marco, 12.03.14, 09:39
            Rozumię o co ci chodzi, marko. Też miałem 15 lat wspólnego życia, też patrzyłem w szczęśliwą przyszłość, ale też zostałem wyrzucony w lutym zeszlego roku.
            I co, zapomniałem? Czyli stało mi lepiej? Nic takiego. Kto na prawdzie kochał dla tego już nigdy nie będzie życie piękne. Potrafisz żyć, ale nie tak...
      • hildebrant666 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 12.03.14, 00:10
        No to przyjmij kolejne miłe słowo. Teoretyzować nie będę, to nie ma sensu.
    • asyndrome Re: pytanie do weteranów... życie po..... 11.03.14, 13:29
      To był rozsądny pomysł robić dziecko z agresywnym facetem w toksycznym związku.
    • robmar2007 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 11.03.14, 14:23
      Bez wględu na przyczyny rozstania, nie warto być z drugą osobą na siłę. Więc wg mnie decyzja o rozwodzie powinna być postrzegana pozytywnie, a nie negatywnie.
      Ja się rozwiodłem po prawie 11 latach małżeństwa. Teraz jestem mężem rozwódki, która też po kilku latach nie wytrzymała. Razem obserwujemy ludzi z naszego otoczenia, którzy są ze sobą z różnych powodów: kredyty, dzieci, przyzwyczajenie i przemilczają takie problemy jak: toksyczność, alkohol, niedopasowanie, zdrada. Rozwód jest swoistym rodzajem oczyszczenia z "kwasu", który życie w nieudanym związku wprowadza do wszystkich naszych organów, po kropli, każdego dnia. Kto chce z tym żyć - jego wybór... Kto chce się uwolnić? Gratuluję!
      Jeśli przyglądasz się innym, to zobacz ilu ludzi jest szczęśliwych, chociaż kiedyś raz im nie wyszło. Ja, rozwiedziony, z moją żoną - rozwódką, jesteśmy szczęśliwismile
    • kasia3030 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 12.03.14, 17:53
      ja mam tak samo, mam nadzieje ze to minie, chyba lepiej byc sama niz zyc w toksycznej relacji, a materialnie jakos zawsze sie ulozy...
    • sok.z.truskawek Re: pytanie do weteranów... życie po..... 13.03.14, 07:46
      "GDY ZAMKNĄŁEŚ DRZWI ZEGAR DALEJ BIŁ"- to fragment tekstu M. Brodki. Jeszcze i dla nas zaświeci słońce.
    • facio60 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 13.03.14, 10:35
      Rozwód zawsze rujnuje życie, chyba że miałaś do czynienia z pijakiem, facetem sadystą lub coś podobnego.
      Ja dochodziłem do siebie 3-4 lata. A tak naprawdę zostawiło to ślad w psychice i większej ilości siwych włosów. Materialnie ubożejemy, niestety. Podział majątku, dorabianie się od nowa.
      Przez wiele lat zaniedbałem swoje pasje. Podróże, fotografię. Niby można z kimś innym pojechać, ale jak się kogoś kochało i z nim rozstało, to jednak była jakaś blokada.
      Znalezienie sobie kogoś nowego to jak rosyjska ruletka. Kobiety przebrane, z bagażem emocji i doświadczeń, zwykle niepozytywnych. Nie wiesz tak do końca na kogo znowu trafisz.
      Ale jakoś tak mamy, że nie chcemy być sami.
      • chalsia Re: pytanie do weteranów... życie po..... 13.03.14, 11:02
        > Znalezienie sobie kogoś nowego to jak rosyjska ruletka. Kobiety przebrane, z ba
        > gażem emocji i doświadczeń, zwykle niepozytywnych
        . Nie wiesz tak do końca na ko
        > go znowu trafisz.

        A zauważyłeś czy nie, że sam należysz do przebranych mężczyzn, z bagażem emocji i doświadczeń, zwykle niepozytywnych ?
      • wrednarzeka Re: pytanie do weteranów... życie po..... 22.03.14, 12:22
        ja uważam, że to nie rozwód rujnuje życie. Zwykle ono już jest zrujnowane kiedy dochodzi do rozwodu.

        Fakt schrzanienia małżeństwa uznaję za porażkę, rozwód/ uwolnienie się od tego człowieka uznaję za sukces.
    • mika99 Dziękuję 14.03.14, 13:14
      Dziękuję Wszystkim za pokrzepiające odpowiedzi!!!!
      Małymi kroczkami do przodu, są lepsze i gorsze chwile, staram się skupiać na tych dobrych, pierwsza decyzja podjęta, niedługo w domu zamieszka nowy zwierzak... którego M nigdy nie chciał.. i tak powoli, mam nadzieję, że wystraczy mi sił na to wszystko . Cieszę się że mam wsparcie rodziny po postach widzę, że róznie z tym bywa a móc liczyc na pomoc bliskich... bezcenne....
    • zuzi821 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 18.03.14, 09:55
      Dasz radę, spójrz w lustro , na pewno jesteś silną i piękna kobietą. Tylko uwierz w siebie, skoro przeszłaś takie piekło to tym bardziej z normalnym życiem sobie poradzisz.Rozwiodłam się po 11 latach toksycznego związku w tym 4 lata w małżeństwie, dlaczego wyszłam za mąż bo się bałam , bo przekonał mnie swoim chorym zachowaniem ze nie jestem warta splunięcia. Teraz mam normalny układ, tak normalny ze trudno mi czasem uwierzyć ze tak może być, i tak sobie myśle ze może musiałam przejść piekło żeby teraz doceniać co mam. Trzymam mocno za Ciebie kciuki.
    • igipigiel Re: pytanie do weteranów... życie po..... 19.03.14, 14:50
      Po przeczytaniu tego wątku ucałuję dzisiaj żonę w stopy za to, że jest NORMALNA.
      • chalsia Re: pytanie do weteranów... życie po..... 20.03.14, 00:46

        > Po przeczytaniu tego wątku ucałuję dzisiaj żonę w stopy za to, że jest NORMALNA

        no i słusznie
        szkoda jedynie, że trzeba było tego wątku, byś doszedł do takiego wniosku
        • igipigiel Re: pytanie do weteranów... życie po..... 20.03.14, 10:29
          nieeee, nic takiego nie napisałem. Do takiego wniosku doszedłem duuuużo wcześniej.
          Wątek jedynie spowodował nagłą chęć ucałowania (dla nadinterpretujących: to nie tak, że pocałowałem żonę pierwszy w życiu, dzięki temu wątkowi wink).
          • mika99 i tak nikogo nie sprowokujesz... 20.03.14, 10:51
            • igipigiel do czego? 20.03.14, 13:22
              wyluzuj smile
    • jaaga76 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 20.03.14, 20:17
      kiedy czytałam Twój post, miałam wrażenie, że to ja go napisałam. Wszystko się zgadza oprócz stażu małżeństwa. U mnie minęło właśnie 12 lat. I to, że, niestety ,mój prawie eks nie interesuje się dziećmi ni nie stara się być dobrym tatusiem. I też teraz korzysta z wolności. Mam już napisany pozew o rozwód, ale jeszcze nie odważyłam się go złożyć. I to nie jest tak, że jeszcze mam nadzieję. Ja wiem, że to jest nieuniknione. Ja też się boję. I boli jeszcze bardzo mocno. Też mam dwoje dzieci, kredyty i całą resztę jak Ty mika99. Musimy wierzyć, że nie może być całe życie tylko źle. To jedyne, co mi do głowy przyszło, bo sama też nie jestem gotowa na tą wiarę "na lepsze". Trzymaj się.
      • mika99 jaaga76 21.03.14, 16:33
        Ty też się trzymaj... ja też staram się wierzyć że będzie dobrze, a przede wszystkim staram się normalnie żyć... czasem sie zamyślę..... unikam konktów z X i tak jest o wiele lepiej.....
        • jaaga76 Re: jaaga76 21.03.14, 19:34
          Ja wiem jak to boli. Czasem jeszcze śni mi się i wtedy jest jeszcze gorzej.W niedzielę ma przyjechać do dzieci i dam mu pozew do przeczytania. Mimo wszystko chcę to zakończyć z klasą. Boję się , jak zareaguje, chociaż wiem, że o dzieci walczyć nie będzie, tylko o alimenty... Z jednej strony chcę mieć już to za sobą, a z drugiej wiem, że jak to się skończy to jakaś część życia mego też się skończy i nie wiem jak z tym dalej żyć... Martwię się o dzieci, o ich przyszłość, że też nie będą umiały stworzyć szczęśliwych związków. Ale to jeszcze odległa przyszłość.
          • hellraiserr Re: jaaga76 21.03.14, 23:29
            Nie żartuj sobie, w przyszłości nie będzie już zadnych zwiazkow! Lbig_grin
            • jaaga76 Re: jaaga76 22.03.14, 07:32
              Jakbyś nie doczytał/ła to nie o moje związki się martwię (tu pewnie masz rację, że nie będzie, póki co to nawet nie myślę), ale o moje dzieci. Rozumiem , że jesteś ekspertem i wiesz, jak rozwód rodziców wpływa na rozwój emocjonalny dzieci i przyszłe życie itd. Ale dzięki za "dobre słowo". Nie żartuję.
              • torado Re: jaaga76 22.03.14, 12:35
                jaaga76 napisała:

                > Jakbyś nie doczytał/ła to nie o moje związki się martwię (tu pewnie masz rację,
                > że nie będzie, póki co to nawet nie myślę), ale o moje dzieci. Rozumiem , że j
                > esteś ekspertem i wiesz, jak rozwód rodziców wpływa na rozwój emocjonalny dziec
                > i i przyszłe życie itd. Ale dzięki za "dobre słowo". Nie żartuję.

                jaaaga przytulam. Jesteś dzielna i silna, jak i pozostałe osoby, które odważyły się przerwać małżeństwo, gdy stało się ono farsą. Masz dużo odwagi smile i wierzę, że ona oraz siła pozwolą Ci najpierw przetrwać, a potem ułożyć sobie życie na nowo smile
              • glamourous Re: jaaga76 22.03.14, 12:43
                jaaga76 napisała:

                > Jakbyś nie doczytał/ła to nie o moje związki się martwię (tu pewnie masz rację,
                > że nie będzie, póki co to nawet nie myślę), ale o moje dzieci.

                Ja z kolei zrozumialam powyzszy wpis, ze w przyszlosci nie bedzie juz stalych dlugofalowych zwiazkow, wiec nasze dzieci nie beda mialy presji swietych slubow, grzesznych rozwodow i poczucia spieprzonego zycia bo nie wyszedl im zwiazek ktory mial byc "na zawsze".
                Osobiscie rowniez mysle, ze nastepne pokolenia beda mialy mniej idealistyczne podejscie do zwiazkow, nie bedzie juz mitow ze ksiezniczka poslubila swojego jednego jedynego przeznaczonego ksiecia i teraz beda zyc dlugo i szczesliwie przez nastepne sto lat. Nasze dzieci nie beda mialy presji na jeden, nierozrywalny zwiazek na cale zycie. I w sumie dobrze - mniej traum i obciazen psychicznych, mniej dolkow, depresji i darcia szat. Odejdzie im zupelnie sztuczna, drobnomieszczanska presja "co ludzie powiedza". A skoro spoleczne podejscie do rozstan bedzie luzniejsze to i obciazenia psychiczne jak sie cos nie uda beda mniejsze.

                Dodam od siebie, ze na w Europie zachodniej juz tak sie dzieje. Presja katolicyzmu, a co za tym idzie slubow, grzechow i lamania przysiag jest tu zerowa, ludzie nie maja na ogol problemow z psychicznym poradzeniem sobie po rozwodzie oraz z ogolnym ulozeniem sobie zycia, wejsciem w nowe zwiazki itp. Bo skoro prawie wszyscy sa z przeszloscia, to ludzie musza sie przeciez jakos laczyc w pary. Dzieci tez to lepiej znosza, bo patrza wokol siebie i widza, ze 3/4 kolegow w klasie ma rodzicow po rozwodzie i sobie normalnie zyja dalej. Tu nawet nie ma pejoratywnie nacechowanego pojecia "rodzina rozbita", a to mowi samo za siebie.
                Reasumujac : im mniej samobiczowania i umatrwiania sie po rozwodzie "dlaczego mnie to spotkalo, dlaczego mi nie wyszlo", tym zdrowiej. Warto pielegnowac w sobie podejscie w stylu : wyjscie z toksycznego zwiazku tak jak odejscie ze stresujacej pracy - trudno, nie wyszlo, ale zyje sie dalej. Zostawiam to za soba i zamykam rozdzial, bo czeka mnie pewnie cos lepszego.
                • jaaga76 Re: jaaga76 22.03.14, 13:10
                  Prawie się z Tobą zgodzę, oprócz tego "jednego związku na całe życie" , tzn. podejścia. Otóż ja zakładając rodzinę, pewnie jak wszyscy którzy ją założyli, tak właśnie myślałam, że to jest na całe życie. To kwestia właśnie mojego wychowania. Moi rodzice byli właśnie takim małżeństwem i ja nie wiedziałam, że można żyć inaczej. I nie chciałam. Dla mnie rozwód to osobista porażka. Ale tu nie chodzi o mnie tylko o dzieci właśnie. Moje nie były z "wpadki". Były planowane , czekane. A potem tatuś stwierdził, że to go przerosło, rodzina , obowiązki itd. I zostawił po prostu i odszedł. To nie na tym ma polegać, że nie daję rady i zostawiam, róbcie co chcecie. Gdyby to chodziło tylko o mój związek, to słowa bym nie powiedziała, tylko zostawiła to i żyła sobie dalej. Niestety, jak się ma dzieci, to nie jest ani proste, ani łatwe. A dla dzieci może jest to normalne, że 3/4 klasy to dzieci z rozwiedzionych rodzin, tylko kiedy przyjdzie co do czego, jakiś występ, koniec roku itp, to dziecko patrzy na koleżanki, których oboje rodzice są obecni. I weź wytłumacz, czemu jego tatusia nie ma.
                  • argentusa Re: jaaga76 23.03.14, 08:13
                    ale dlaczego tatusia miałoby nie być?
                    mimo rozwodu i dzielących ponad 100 km, tata moich dzieci JEST na ważnych dla nich uroczystościach szkolnych. To jest kwestia dogadania się. A na dzień babci i dziadka rodzice "macochy" też są zapraszani bowiem mają etat przyszywanych dziadków.
                    Można? Można. Trzeba chcieć.
                    i naprawdę nie znasz rodziny tzw "pełnej", gdzie na uroczystości przedszkolno-szkolne jeden z rodziców nie przybywa?
                    Myślę, że sobie jednak mocno wyidealizowałaś rzeczywistość. Bywa różnie. Jak to w życiu.
                    A! i dzieci doskonale widzą czy tata przyszedł do przedszkola, bo mu mama nawkładała do głowy że trzeba, czy dlatego, że chciał sam.
                    Ar.
                    • jaaga76 Re: jaaga76 23.03.14, 10:04
                      argentusa napisała:

                      > ale dlaczego tatusia miałoby nie być?
                      > mimo rozwodu i dzielących ponad 100 km, tata moich dzieci JEST na ważnych dla n
                      > ich uroczystościach szkolnych. To jest kwestia dogadania się. A na dzień babci
                      > i dziadka rodzice "macochy" też są zapraszani bowiem mają etat przyszywanych d
                      > ziadków.
                      > Można? Można. Trzeba chcieć.
                      > i naprawdę nie znasz rodziny tzw "pełnej", gdzie na uroczystości przedszkolno-s
                      > zkolne jeden z rodziców nie przybywa?
                      > Myślę, że sobie jednak mocno wyidealizowałaś rzeczywistość. Bywa różnie. Jak to
                      > w życiu.
                      > A! i dzieci doskonale widzą czy tata przyszedł do przedszkola, bo mu mama nawkł
                      > adała do głowy że trzeba, czy dlatego, że chciał sam.
                      > Ar.

                      Niczego jednak nie wyidealizowałam. Mój mąż zapomniał , że jest ojcem i to jest główny problem. Wcześniej był, a teraz go nie ma, bo mu się nie chce. Niczego nie chcę od niego, tylko żeby był ojcem, przynajmniej raz w miesiącu. A teraz nawet tego nie ma. Tu nie ma co wkładać do głowy bo dzieci doskonale wiedzą, widzą i czują. I pytają, dlaczego tata nie dzwoni, dlaczego tata nie odwiedza. Takie życie mówisz, tak bywa. Otóż nie takie to łatwe i proste. Pewnie , że znam ludzi po rozwodach, którzy nie są małżeństwami, ale są rodzicami i nie zapominają o tym. Głównie o tatusiów chodzi. I wychowują te dzieci wspólnie, starają się. Zazdroszczę takim. Ale do miłości zmusić nie można. Jak to się mówi - zostać ojcem jest bardzo łatwo, ale być nim to już co innego. Ojciec , czy matka, bo też różnie bywa, po prostu rodzic.
                  • glamourous Re: jaaga76 23.03.14, 11:48
                    Wiem, ze nic na to nie mozna poradzic i nie wniesie to nic do dyskusji, ale bardzo draznia mnie te polskie szkolne zwyczaje, gdzie rodzice musza co chwila biegac do szkoly na rozne wzruszajace uroczystosci, dzien matki, ojca, babci, dziadka itp. Albo jakies szkolne rajdy rowerowe ocjow z dziecmi. Uwazam, ze organizowanie z ramienia szkoly tych wszystkich "prorodzinnych" uroczystosci bardzo dyskryminuje dzieci ktore z roznych podowow (nie tylko dlatego ze rozwod) nie moga zaprosic czy wlaczyc w uczestnictwo owych ojcow, babc dziadkow i wszystkich znajomych krolika uncertain Czasami sytuacja rodzinna dzieci jest taka a nie inna, dziadkowie mieszkaja za daleko, ktores z rodzicow nie zyje czy pracuje za granica - rozne sa zyciowe konfiguracje. Uwazam, ze szkola w Polsce za bardzo sie miesza do zycia rodzinnego dzieci, za bardzo penetruje w sfere osobista - a przeciez jej glownym zadaniem jest przekazywanie konkretnej wiedzy, realizowanie programu i wychowanie dzieci w konktekscie spolecznym, pozarodzinnym. W PRLu te proporcje byly jakies zdrowsze, nie bylo az takiej ingerencji w intymne rodzinne konfiguracje, a dzieci nie musialy hodowac sobie na tym tle kompleksow. A ich samotni rodzice razem z nimi.
                    • hellraiserr Re: jaaga76 23.03.14, 14:33
                      Dokładnie o to mi chodziło: nie będzie w przyszłości długofalowych, udanych związków, bo takie związki przeczą obecnemu rozwojowi społeczeństwa. To tak jak dajmy na to z telefonem na tarczę lub pagerami, lub kasetonowmi magetofonoami - można taki mieć ale po co?
                  • hellraiserr Re: jaaga76 23.03.14, 14:45
                    jaaga76 napisała:

                    > Prawie się z Tobą zgodzę, oprócz tego "jednego związku na całe życie" , tzn. po
                    > dejścia. Otóż ja zakładając rodzinę, pewnie jak wszyscy którzy ją założyli, tak
                    > właśnie myślałam, że to jest na całe życie.

                    tak wszyscy mysla, ale zycie jest inne i jak się człowiek zorientuje ze jest inaczej, to powinien nauczke z tego wyciagnac a nie ladowac się po raz nty w to samo smile
                    Dzieci mysla, ze istnieje sw Mikolaj, lub ze Barbie lalka to szczyt piekna, ale jak się rozwijają to widza ze tak nie jest i nie trzymają się tego uparcie. Cos takiego ja związek na cale zycie nie istnieje, a nawet jeśli istnieje to jest to anomalia a nie regola smile
                    • mika99 bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 09:45
                      ... to ja wtrące swoje 5 groszy
                      tak przyznam, rozwój społeczeństwa sie nie cofa, tylko idzie na przód, a za tym rozlużnienie w sferze społecznej- rodzinnej, w krajach wysokorozwiniętych to juz norma... tam rozpada sie co drugie małżństwo, my nie jesteśmy, aż tak daleko w tyle, jeszcze parę lat i przesuniemy sie o parę oczek wzwyż. Uważam, że następuje zmiana obyczajowa na wielu płaszczyznach, dzieci dłużej mieszkają z rodzicami, brak potrzeby samodzielności, nie ma starych panien czy kawalerów - są single, dużo różnych zmian mozna by opisać
                      ale wracając do wątku, nie o to chodzi, aby związki były monogamiczne, na całe życie.. ale żeby nie iśc na łatwizne.. jak mi się znudzi, żeby powalczyć (o ile jest o co), a jeżeli juz nic nie możemy zrobić, aby mimo wszystko dzieciom stworzyć 2 domy - u mamy i taty - aby drugi rodzic ponosił współodpowiedzialność w praktyce a nie na papierze, żeby dzieci czuły że są kochane przez oboje... moim zdaniem to jest clou sprawy... nie czy rodzice są razem tylko czy razem te dzieci wychowują.
                      • mia17 Re: bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 10:39
                        dla mnie clou sprawy jest to, aby ponosić odpowiedzialność za swoje wybory.
                        aby być dojrzałym człowiekiem i ponosić konsekwencje swoich decyzji.
                        aby zakładając rodzinę nie znudzić się nią po paru latach - bo nagle odkryje się, że jest chęć na zabawę, na beztroskę, na szaleństwa. a tutaj rodzina, dom, dzieci...
                        wielu mężczyzn (bo akurat znam tylko mężczyzn, którzy tak postępują) stwierdza po kilku latach, że to jednak nie jest to, czego chcą od życia. pakują więc swoje graty i spadają, zostawiając żonę, dziecko i życie, które miało być "do grobowej deski".
                        owszem, obecne czasy nie sprzyjają rodzinom. ale jak się jest człowiekiem i myśli się nie tylko o sobie - to można wiele.

                        • argentusa Re: bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 15:44
                          ja z kolei znam większość takich (spośród facetów w kolejnych związkach), którzy w następnym związku się odnajdują. Być może dlatego, ze nie wiążą się tym razem z pierwszą kobietą, która się napatoczy i tyłek oraz nogi ma fajne, tylko z dojrzalszymi jednostkami. A przy tym zadbanymi też. Niekoniecznie młodszymi (albo baaaardzo młodszymi).
                          Z tymi, którzy tylko z kwiatka na kwiatek nie warto w ogóle zaczynać rozmowy.
                          No, ale póki świat pełen desperatek, to i amatorek tacy kwiatkowicze odnajdą moc.
                          Ar.
                          • mia17 Re: bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 16:23
                            hehe - czasem pozory mylą smile
                            mój eks był już raz rozwiedziony, jak się poznaliśmy. oboje nie byliśmy już nastolatkami, podchodziliśmy pod 30stkę. zdawać by się mogło, że będzie tak, jak napisałaś - ale nie było.
                            no ale ilu ludzi - tyle charakterów smile
                            • argentusa Re: bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 18:25
                              hihih dziecko kochane moje smile (młódka jesteś, to sobie pozwalam),
                              pod 30-tkę toż to wczesne dzieciństwo jest przeciez.
                              Jakbyście tak przed 50-tką byli to bym się zastanowiła. smile
                              Przed 30-tką to pierwsze małżeństwo się zawiera. Potem to już małżeństwa nie potrzeba wcale wink wink wink
                              Najlepszego,
                              Ar.
                              • mia17 Re: bardzo ciekawa dyskusja 25.03.14, 18:49
                                hehehe...ale ta 30stka to była 10 lat temu, więc kategoria "młódka" już poza moim zasięgiem tongue_out
                                ja moje pierwsze małżeństwo zawarłam zatem przepisowo.
                                szkoda, że eksowi jak widać ten stan ewidentnie nie służy i szuka biedny dalej...
                        • hellraiserr Re: bardzo ciekawa dyskusja 30.03.14, 20:31
                          > dla mnie clou sprawy jest to, aby ponosić odpowiedzialność za swoje wybory.
                          > aby być dojrzałym człowiekiem i ponosić konsekwencje swoich decyzji.
                          > aby zakładając rodzinę nie znudzić się nią po paru latach - bo nagle odkryje si
                          > ę, że jest chęć na zabawę, na beztroskę, na szaleństwa. a tutaj rodzina, dom, d
                          > zieci...

                          hahaha, chyba masz 17 lat smile)))
    • der1974 Re: pytanie do weteranów... życie po..... 25.03.14, 23:49
      Weterani to weterani. Ja trafiłem tu w roku 2006, więc jestem prawdziwym weteranem.

      Życie po jest świetne, zupełnie na nowo, już w nowym małżeństwie od trzech lat zresztą, relacja z ex zupełnie niezła.

      Tylko się cieszę, że tak się to potoczyło.

      I każdemu z Was życzę jak najlepiej. Trudno mi jakoś szczegółowo to opisywac, bo nie za wiele już pamiętam ale naprawdę da się to przeżyc i ułożyc swoje zycie jeszcze lepiej.

      Pozdrawiam starych weteranów!
      • mika99 i to budzi nadzieję.....dzięki 26.03.14, 08:28
    • iskram Re: pytanie do weteranów... życie po..... 26.03.14, 12:58
      A to dopiero , z takiego przyzwyczajenia same kłopoty , Ty masz sie rozwinąć jako człowiek z godnościa ,a nie zalezna kobieta od mezczyzny , jak jest to dobrze ,jak Go nie ma też ma być dobrze. Wolnośc jest bezcenna.
      Mozna być w związku ,tylko trzeba pamiętać ze kazdy ma swój czas!
      • mika99 jasne... to prawda 26.03.14, 13:55
        Nie chodzi o zależność, dla mnie indywidualność też jest bezcenna, żyjemy razem, ale każdy ma prawo do swojego kawałka życia... chodzi o przyjmność, jaka płynie ze związku oraz uczuć jakie nas ogarniają w związku z drugim człowiekiem.

        • jaaga76 Re: jasne... to prawda 26.03.14, 17:48
          I w końcu mamy to życie tylko jedno. Nie chcemy cierpieć, chcemy być szczęśliwi.
    • ositka Re: pytanie do weteranów... życie po..... 30.03.14, 22:56
      kto szuka nie bladzi... dzieki za temat.

      10 lat malzenstwa, 10 lat ... zludzen? Dwojka dzieci, brak perspektyw dla usamodzielnienia sie (mimo ze pracuje, pensja nie starczy na wynajecie mieszkania i przezycie, a praca dzis jest a jutro niekoniecznie...), brak ewentualnego wsparcia ze strony rodziny (duza odleglosc), brak mozliwosci powrotu do kraju ze wzgledu na narodowosc dzieci... STRACH o przyszlosc.

      I nie zdradzil (przynajmniej "fizycznie", bo ze musi sie jakos wyzyc chocby dzieki cyberseksowi to jestem przekonana), nie bije... Ale psychicznie jestem wykonczona. Wiecej nie dam rady. I to ja poprosilam o separacje. I oczywiscie on jako pierwszy, ze w glowie mi sie poprzewracalo, ze sobie nie poradze. Poradze sobie!!! Chyba... Poczucie wlasnej wartosci i wlasnych mozliwosci jest rowne zeru. Ale wmawiam sobie ze jestem dzielna, ze jestem silna, ze dam sobie rade. Ale sa wielkie schody, jego urazona duma i walka o dzieci jeszcze przed podjeciem jakichkolwiek krokow.
      I widze, ze z tego co piszecie, dobrze zrobilam zgadzajac sie na terapie malzenska, czekam na pierwsza wizyte, moze jemu cos psycholog przetlumaczy... zeby pozwolil mi odejsc, zeby pozwolil zyc i sam zaczal zyc.

      Od lat balam sie podjac ten krok, w pewnym momencie trafilam - poprzez pewien epizod zwiazany z edukacja corki - do psychiatry ktory to juz dwa lata temu powiedzial, ze MUSZE sie zdecydowac na rozwod, ze maz to pasozyt w moim zyciu. Nie bylam w stanie sie na to zdobyc, choc mezowi powiedzialam, ze jest zle, ze trzeba cos zmienic... On sobie nie mial (i nie ma) nic do zarzucenia. Zdecydowalam sie, bo wraz ze zmiana pracy sporo zmienilo sie w moim zyciu, poznalam wspanialych ludzi, ktorzy mnie doceniali i doceniaja, poznalam tez czlowieka w podobnym do mojej sytuacji ktory doskonale mnie wspieral, do czasu... az jego zona dowiedziala sie o moim istnieniu. Mimo, ze do niczego miedzy nami nie doszlo (jestem z tych, co wierza w monogamie), kobieta zdecydowanie zmienila nasze (moje i przyjaciela?) zycia w koszmar, sama zaczela miec ostre jazdy z probami samobojczymi miedzy innymi... Po prostu koszmar, poczucie winy, utrata "przyjaciela" bo jednak strach o kobiete, z ktora spedzil cwierc wieku jest silniejszy niz "obca" osoba... Wszystko to powoduje, ze jest mi tak strasznie ciezko, ze nie wiem, czy decyzja o rozstaniu jest sluszna, czy nie pogorsze jeszcze sytuacji i nie zgotuje piekla nie tyle sobie, co dzieciom...

      Nie pytam o odpowiedz na "co mam zrobic" tylko podpinam sie pod watek, zeby "wyplakac sie", zeby byc moze znalezc wsparcie a byc moze dostac sluszny ochrzan? Ja juz sama jestem tak zagubiona, ze nie wiem, co zrobic. Byc w zwiazku z czlowiekiem, ktorego nie kocham, z ktorym fizycznie od lat nic mnie nie laczy, ktory psychicznie mnie wykancza ale jest ojcem moich dzieci, ktore go bardzo kochaja i sa z nim bardzo zwiazane czy zakonczyc (oczywiscie na stopie wojennej) ten toksyczny dla mnie zwiazek (dla niego chyba nie, skoro tak kurczowo sie mnie trzyma, nie pozwala odejsc, z drugiej strony jestem dosyc ugodowa osoba i nawet klocic sie nie umiem... przewaznie to na mnie po prostu sie ludzie wyzywaja krzykiem).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka