Dodaj do ulubionych

codzienne picie piw

21.07.17, 14:37
Zamieściłam podobny wątek na innym forum ale ponieważ spotkałam się z kpinami zamiast pomocą to kieruję jeszcze raz to samo zapytanie do innego grona osób. Myślę, że będziecie mieli coś więcej do powiedzenia jako ludzie "po przejściach".
Jesteśmy rodziną ze stażem, i choć dzieci jeszcze w wieku szkolnym to mamy też swoje lata. Trochę to tajemnicze ale może wystarczy. Mój mąż lubi sobie wypić. Codziennie są dwa piwa (zredukowane z 3-4 po ostrych konfliktach i postawieniu sprawy na zasadzie być-albo-nie być razem), a przy okazji spotkań zakrapianych ( na szczęście rzadkich) wlewa do pełna - a wchodzi mu niesamowicie dużo. Po napiciu jest spokojny i nieszkodliwy, Napić się i iść spać. Zakup dwóch piw (czasami jedno dla zmniejszenia napięcia w domu) jest u nas na porządku dziennym - jak inne artykuły. Wysączy litr piwa leżąc na kanapie i gapiąc się w TV i idzie spać. I tak każdego dnia. Czasami zdarzają mu się małe przerwy -jeden, lub dwa dni ale to rzadkość. Wraca do domu np. o 21 i jeszcze trzeba te dwa piwa wypić. Leci do sklepu.
Ja nie jestem przychylna takiemu spędzaniu czasu i oczywiście staram się na wszystkie sposoby uświadomić mu, że to nie jest w porządku, normalne i że chciałabym żeby nie pił tak codziennie. Ale on ostatnio wykrzyczał mi, że on uważa, że to jest normalne, że piwo jest dla ludzi, że ludzie piją itd. I że ja nie będę mu zakazywała ani nakazywała co on ma robić. I że moja obraza jest jakimś nieporozumieniem itd.
Jego głównym argumentem jest- poza tym co już napisałam- że nic wielkiego się nie dzieje, że tu się alkohol strumieniami nie leje a wypić sobie piwo (piwa) można nawet i codziennie.
Nie ma w naszym domu atmosfery bliskości i porozumienia, bo ja nie umiem przekuć tej jego logiki na moje - zgoła odmienne - stanowisko. I co najbardziej boli to to, że nie chce (nie może ? nie umie?) zrezygnować z tego picia dla mnie - bo go proszę. I dla dobra związku.
I tak jest od kilkunastu lat.
Czy uważacie, że przesadzam i się czepiam? Czy to JEST normalne?
Wiem, że alkohol jest dla niego ważny i jak postawię sprawę wyboru - to wybierze, tłumacząc to tym, że związek nie może polegać na stawianiu warunków, alkohol. Z drugiej strony, on tak pije (sam w domu) że tego nie widać po jego zachowaniu i trudno mu zarzucić że jest pijany lub coś w tym stylu. Wiem też że ma swoje latka i pójście w cug raczej mu nie grozi - jest zbyt mocno osadzony w realiach swojego życia (praca, brak kasy, dzieci).
Z góry dziękuję za poważne potraktowanie tematu.
Obserwuj wątek
    • tol8 Re: codzienne picie piw 21.07.17, 22:33
      Jakbym czytała o swoim byłym mężu. Też nie widział problemu. Odeszłam, by dzieci nie powieliły tego wzorca w przyszłości, by nie patrzyły na ojca żłopiącego piwsko.
      Po rozwodzie pokazałam im, że można czas spędzać ciekawiej i przede wszystkim, że można się bawić i odpoczywać bez alkoholu.
    • leda16 Re: codzienne picie piw 22.07.17, 18:06
      Przecież to już uzależnienie. A decyzja czy tolerować czy nie, należy tylko do Ciebie. Nachleje się, uwali w wyro i śpi. Tyle z niego pożytku. Współczuję Tobie i dzieciom. Niedługo tatusia organika naśladować zaczną, no bo skoro celowe ogłupianie się jest normalne...
      • marikax1970 Re: codzienne picie piw 24.07.17, 17:50
        Identyczna sytuacja byla powodem mojego rozstania z malzonkiem. Jakze inaczej nauczyc dziecko ze to bez sensu takie zycie jak nie odchodzac. Poza tym - szkoda juz mi bylo mojej kasy na jego alkoholizm oraz akceptacji odrazy jaka czulam po 14 latach. Jestesmy lata po rozstaniu, w dobrych relacjach , dogadujemy sie w temacie corki. Jesli masz corke i nie chcesz zeby uznala ze alkoholizm to norma ( a w rezultacie takiego samego glaba pobrala sobie na zycie ) nie masz wyboru tylko rozwodsmile Nigdy nie zalowalamsmile
        • orieta123 Re: codzienne picie piw 25.07.17, 12:18
          Mam i córke i syna. Na razie widzą że tata jest fajny - angażuje się w opiekę nad nimi, zabiera a wycieczki, gra z nimi w piłkę - kochają go i chcą mieć tatę w domu. Widzą zapewne także, że piwo codziennie towarzyszy mu wieczorem nie powodując żadnych strat poza drętwą atmosferą w domu spowodowaną brakiem mojej akceptacji - ale tego jeszcze nie rozumieją i nie wiedzą z czego wynika.
    • vermieter masz pomysł na ciekawsze spędzanie 25.07.17, 00:37
      wolnego czasu, to zaproponuj mu. Przecież nie musi być tapczan i telewizja.
      Facet nic innego nie zna, więc się nudzi i pije.
      • orieta123 Re: masz pomysł na ciekawsze spędzanie 25.07.17, 12:13
        Jego picie nie wynika z nudy. Jest zawsze dodatkiem do tego co dzień wypełnia - choćby to była ciężka orka przez cały dzień lub jakieś inne zajęcia np. rekreacyjne. Wieczorem po powrocie z czegokolwiek piwka muszą być. Taka jazda obowiązkowa. Pić mu się chce i już a nic tak nie ugasi pragnienia.
        • orange75 Re: masz pomysł na ciekawsze spędzanie 25.07.17, 15:13
          może kalkulacja ekonomiczna
          365 x 4 zł (dwa piwa) = 1460 zł = dość fajna suma na wspólny weekendowy wyjazd raz w roku dla całej rodzinki

          chcieć to móc, a słabi ludzie szukają usprawiedliwienia wszędzie tylko nie w swoich słabościach

          szczerze, to uważam że jest to NIEPRAWIDŁOWE I DYSFUNKCYJNE, ociera się o uzależnienie i będzie antywzorcem dla dzieci...które będą kojarzyły wieczory w domu z ojcem uwalonym na kanapie i butelką piwa na stole
          wszystko jest dla ludzi, ale w pewnych granicach
    • farah Re: codzienne picie piw 25.07.17, 22:10
      To bzdura jest. Facet spędza czas kulturalnie. Nie wiesz, co to może być piekło. Wyluzuj. Znajdźcie jakieś wspólne zainteresowania. Może wyjazd, może fitness. Od dwóch piw nikt jeszcze nie umarł. A według mnie jesteś prawdopodobnym czepialskim morsem i do tego niewyględnym. Zacznij od siebie!
      • marrysienka Re: codzienne picie piw 26.07.17, 15:10
        Przecież ona nie może wieczorem wyjść na fitness. Jeżeli jej mąż każdego wieczoru pije, nie może się powstrzymać, to ona nie ma z kim zostawić dzieci. Prosta sprawa, przecież dzieci muszą się znajdować pod opieką pełnoletniej TRZEŹWEJ osoby. Swoją drogą, nie wyobrażam sobie takiego życia, że nigdy nie mogę wyjść wieczorem z domu i powierzyć dzieci ich wlasnemu ojcu.

        Cokolwiek się zdarzy, dziecko rozleje wrzątek na siebie, albo nawet po prostu niefortunnie stanie i coś sobie skręci, złamie i będą mieć spory przypał, jeśli będzie pod wyłączną opieką ojca popijającego piwo.
      • orieta123 Re: codzienne picie piw 01.08.17, 12:09
        Zgadza się. Nie wiem co to piekło i nie to jest moim punktem odniesienia. Od dwóch piw nie umarł? Nie umarł także od wypicia litra wódki w trzy godziny itd. Nie chodzi o śmierć, piekło, o dno.
        Chodzi o to żeby picie piw / alkoholu - nawet to kulturalne picie - nie było tak ważne, że rezygnacja z niego jest niemożliwa. Bo wtedy w starciu o kwestię bycia czy niebycia razem - zwycięża alkohol.
    • agardocka Re: codzienne picie piw 26.07.17, 15:23
      Cześć,
      Mam ten sam problem z mężem a właściwie jeden z problemów z mężem. Ja postawiłam sprawę jasno - nie, to nie jest normalne, codzienne picie nawet 2 czy jednego piwa to alkoholizm. Mój mąż w dość wulgarnych słowach nie zgadza się z moją logiką i moim sposobem budowania relacji rodzinnych i małżeńskich. W związku z tym, że alkohol jest tylko jednym z problemów, wystąpiłam właśnie o rozwód. Mój mąż nie walczy o rodzinę ....
      • agardocka Re: codzienne picie piw 26.07.17, 15:25


        >
        • barbra25 Re: codzienne picie piw 26.07.17, 19:21
          Spotkałam się ostatnio z opinią, że ludzie powinni dobierać się w pary na zasadzie podobieństwa - rozmowa dotyczyła akurat kwesti finansowej ale myślę, że jednakowo istotne są priorytety i nawyki. Nie liczyłabym zanadto na zmianę zachowania męża więc albo "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma". Jeśli stać Was na przepijanie (to nie jest złośliwe) - to może stać Was bedzie jednakowo na zajęcie dla Ciebie typu fitness a dla dzieci opiekunkę aby mąż Twój nie czuł się tak bardzo ograniczony. To trochę do kabaretu się nadaje: "kochanie, ty sobie tu poleż i napij się ile chcesz, nie ograniczam Cię i już nie zrzędzę bo właśnie lecę poćwiczyć żeby być piękna specjalnie dla Ciebie. Za chwilę powinna pojawić się opiekunka do dzieci na czas twojej niedyspozycji."
          • orieta123 Re: codzienne picie piw 28.07.17, 13:39
            powinni, ale wiesz jak to w życiu jest. Jak serce zakochane to rozum i pragmatyzm życiowy schodzi na trzeci plan. Zwłaszcza, że te nasze "grzeszki" chowamy jak możemy, żeby tylko ta druga strona się nie zorientowała...No i potem jest jak jest - męczą się ludzie ze sobą w imię dobra dzieci i zaoszczędzenia im dramatu rozpadu rodziny. Wiem, że inny dramat to patrzenie na niespójność rodziców w ich sposobie komunikacji, nawyków czy właśnie priorytetów. Okopujemy się nadzieją, że może tym razem się uda, że "jakoś" to będzie i mijają lata....a my zostajemy z poczuciem niezaspokojenia w związku, niespełnienia i samotności. Dzieci jakiekolwiek nie byłyby cudowne nie zastąpią rodzicom tego co powinni dawać oni sobie nawzajem, a nie dają.
            • marikax1970 Re: codzienne picie piw 31.07.17, 12:56
              to jest dopiero współuzależnienie jak ktoś twierdzi że codzienne spożywanie alkoholu to kultrowa norma i sposób spędzania czasusmile uciekaj to moja rada bo potem będzie już tylko gorzejsmile alkoholik nie leczony to gehenna na starość.
    • heniek.8 Re: codzienne picie piw 02.08.17, 19:22
      moim zdaniem kolejność przyczynowo-skutkowa jest u was taka:
      nie ma atmosfery bliskości i zrozumienia -> facet "leczy się" zalewając jakieś układy w mózgu browarem

      a nie odwrotnie ( czyli NIE : pije browary - z tego wynika > małżeństwo nie funkcjonuje )

      z technicznego punktu widzenia zapewne jest uzależniony, psychicznie

      ale nic tobie nie pomoże, nawet jeżeli pewnego dnia go oświeci i przestanie pić

      bo będzie musiał dopaminę dostawać w inny sposób,
      może zostać pracoholikiem, może np. znikać z domu żeby pójść na siłownię, na rower, może zacząć czytać albo grać na konsoli itd
      bo małżeństwo z tobą jest dla niego jak wyrok , on chce się znieczulić

      przy okazji to budzi moje podejrzenie takie twoje stawianie sprawy - negocjujesz że może pić np. dwa piwa i liczysz skrupulatnie czy wypił jedno czy dwa, czy może trzy
      a jak kupił sobie dwa po 7% to tak jakby wypił trzy po 4,6% - może jeszcze czytasz etykietki?

      podejrzewam w tym jakieś wpływy z twojego rodzinnego domu (problem rodziców?)

      moim zdaniem , jednym z kroków jakie powinnaś zrobić to uniezależnić się od kontrolowania jego poczynań

      niezależnie jaką decyzję podejmiesz - ta o rozstaniu/separacji będzie tak samo dobra

      jak masz warunki to spróbuj - wyprowadź się na pół roku
      koleś poczuje wolność i przez jakiś czas będzie ładował więcej niż po dwa

      a potem może się ogarnie się, a może i nie
      może zobaczy że traci sterowność i naprawdę zacznie chodzić na siłownię, albo czytać książki
      a może będzie stał pod sklepem z kolegami i zbierał po złotówce

      wybór należy do niego
      • orieta123 Re: codzienne picie piw 04.08.17, 12:15
        wiesz, Heniek.8 - on już pił zanim mnie poznał. Ma za sobą już jeden rozwód więc komuś przede mną to też przeszkadzało. I potem jeszcze kilkuletni związek w którym też został porzucony. Szans na zaprzestanie miał już w życiu kilka i jak widać wybiera, co wybiera.
        • heniek.8 Re: codzienne picie piw 04.08.17, 15:54
          orieta123 napisał(a):

          > Szans na zaprzestanie miał już w życiu kilka i jak
          > widać wybiera, co wybiera.

          Ty tak samo: widziały cały co brały, ale w schemat weszłaś
          • leda16 Re: codzienne picie piw 08.08.17, 13:00
            heniek.8 napisał:


            > Ty tak samo: widziały cały co brały, ale w schemat weszłaś


            Schematyczny to jesteś wyłącznie Ty! Co to za debilne rady - wyprowadź się, uciekaj. Wyprowadzić się to powinien pijak, a nie żona z nieletnimi dziećmi. Minęły już te czasy, gdzie rodzina wiała do Przytuliska a mąż i ojciec zadłużał wspólne mieszkanie, robił z niego pijacką melinę i chlał bez przeszkód. Na początek kobieta powinna wnieść o separację, alimenty dla rodziny i partycypację w utrzymaniu mieszkania. Jeśli nie, to od razu o rozwód. Przy takiej przeszłości wygraną w sądzie ma jak w banku.
            • orieta123 Re: codzienne picie piw 09.08.17, 13:53
              Ludzie, po co tyle agresji i ataków na siebie?
              Ja nie muszę nigdzie uciekać, ani nie mam takiej potrzeby. Mój przypadek nie należy do tych skrajnych w których pojawia się melina, przemoc fizyczna i ucieczka z dziećmi do schroniska. Mam raczej spokojny dom. Mój mąż popija codziennie takie ilości jak napisałam. Nie upija się. Nie jest w żaden sposób niebezpieczny. Tylko, że ten alkohol jest codziennym rytuałem i nie sposób z niego zrezygnować - nawet jeżeli postawię sprawę "wóz albo przewóz".
              Poza tym, odnośnie wchodzenia w schematy: zawsze uważałam, że sam rozwód nie dyskwalifikuje człowieka raz za zawsze. Mam kilku znajomych którzy po rozwodzie potrafili stworzyć normalne, zdrowe związki z inną osobą. Więc dlaczego nie miałam dać szansy także mojemu wówczas jeszcze nie-mężowi? A drugie: w trakcie jak się poznawaliśmy i chodziliśmy to on nie pił a przynajmniej nie dawał po sobie poznać, że ma takie skłonności. A potem była już ciąża, wspólne zamieszkanie i zaczął się rozkręcać.... I tak się rozkręcił że się kręci do dzisiaj....
              • heniek.8 Re: codzienne picie piw 10.08.17, 23:24
                spoko, to znana tutaj dobrze zaburzona osoba, najlepiej nie karmić

                czytam sobie ostatnio książkę pewnego doktora który pracuje z narkomanami
                pisze o kształtowaniu w dzieciństwie, o środowisku, o mózgu, o chemii itp., co prawda ma znacznie poważniejsze przypadki niż twój mąż

                nie mam intencji żeby napisać ci coś obraźliwego żeby się wyładować, może będzie coś z czym się nie zgadzasz albo przed czym się bronisz, ale luz

                wg mnie :
                1, robisz założenie, że jak mu nagadasz to nagle pstryknie palcami i przestanie pić.
                będzie robił to, co ty mu doradzisz.
                a z tego co ja rozumiem, to jest gość który tymi piwami łagodzi swój ból istnienia
                wpakował się w małżeństwo bez miłości, nie ma bliskiej osoby
                (to nie jest jego ani twoja wina, to jest ciężar który wasi rodzice dostali od swoich i przekazali wam)

                musiałby dostać coś w zamian, a na to się raczej nie zanosi

                2. co do schematów - nie mieszajmy dwóch rzeczy
                "sam rozwód nie dyskwalifikuje człowieka raz za zawsze. Mam kilku znajomych którzy po rozwodzie potrafili stworzyć normalne, zdrowe związki z inną osobą."

                OK czy te osoby które znasz to byli pijacy którzy w drugim związku wytrzeźwieli?
                jeżeli tak, to twój mąż nie trafił na odpowiednią osobę
                jeżeli nie, to sama źle wybrałaś wbrew faktom

                przy czym nie uważam twojego męża za pijaka, z tego co opisałaś to nieszczęsliwy ze swojego życia samotny człowiek
                po 2 piwach to podejrzewam u faceta zawartość będzie <0.5%% więc raczej nie chodzi ci o alkohol (chyba że masz uraz z dzieciństwa) tylko o to że jesteście obcymi sobie ludźmi którzy spędzają czas w pustce emocjonalnej.
                • orieta123 Re: codzienne picie piw 11.08.17, 09:55
                  heniek.8 - jest dużo prawdy w tym co piszesz.
                  Ta pustka emocjonalna nie powstała ot tak, nagle - to wiele lat zmagań, starań żeby było inaczej i odbijania się zawsze od ściany uporu, zatwardziałości i niemocy. "Coś w zamian" próbowałam dawać wielokrotnie, poza tym, patrząc z boku, miał to o czym niejeden marzy (żona, dzieci, dom, zdrowie) i dziwiło mnie strasznie, dlaczego jeszcze MUSI być codziennie ten alkohol ( w różnych ilościach na przestrzeni tych lat) żeby było dobrze. Czy to zabawa, czy odpoczynek, czy praca - cokolwiek i kiedykolwiek - trzeba było jeszcze coś wypić.
                  Dzisiaj już dotarło do mnie, że to rzeczywiście ogromnie nieszczęśliwy człowiek który ma w sobie mnóstwo zaprzeczeń i fałszu przypudrowanego dla tzw. dobra rodziny. Nigdy nie odważył się na szczerość wobec mnie - na otwarcie swojego wnętrza i wylanie tej goryczy. Nigdy nie przyznał się do tego, że ma problem i nigdy nie wyraził chęci że chciałby to zmienić. Tak jakby założył, że całe życie już będzie taki jaki jest bo jak twierdzi, ludzie się nie zmieniają. Tylko kobiety, niestety i to na niekorzyść (to jego mądrość) - czyli najpierw są zakochane i nic im nie przeszkadza a potem okazuje się, ze przeszkadza wszystko.
                  Środowisko, mózg, chemia - jak piszesz - to prawda. Też trochę liznęłam tematu i oczywiście zgadzam się z tym. Niemniej, wydawało mi się, że "jak się czegoś bardzo chce, to człowiek da radę" i tym moim gadaniem i innymi akcjami chciałam spowodować, żeby on zachciał tej zmiany. Ale nie udało mi się. Można powiedzieć nawet, że także mi się nie udało. Mam w domu człowieka którego bardzo kocham i chciałabym, żeby był szczęśliwy ze mną i z naszą rodziną ale niestety, nie umiem tego spowodować żeby tak się stało. I jest to poniekąd moja porażka. Bardzo mi przykro i ciężko, ale wiem, że już nic się nie da zrobić poza uwolnieniem się od siebie - choć to pozornie niewiele zmieni. On nadal będzie nieszczęśliwy i nadal będzie popijał a ja będę miała świadomość klęski.
                  • negritha2 Re: codzienne picie piw 11.08.17, 13:43
                    Moze gdy jak piszessz "uwolnicie sie od siebie" bedzie to na tyle silny bodziec dla niego aby wprowadzic zmiany w swoim zyciu?
                  • leda16 Re: codzienne picie piw 16.08.17, 12:23
                    orieta123 napisał(a):
                    Dzisiaj już dotarło do mnie, że to rzeczywiście ogromnie nieszczęśliwy człowiek


                    I z tego "nieszczęścia" pije? A z jakiego powodu taki nieszczęśliwy, pracę, majątek stracił, pożar jego dom spopielił, żona kaleką została, dziecko na raka mu umiera? Nic z tych rzeczy, prawda? To tylko Twoja próba racjonalizacji jego poczynań a on po prostu pije bo...lubi pić! Zresztą, cóż to jest "szczęście", chwila czy lata, zadowolenie czy euforia? Są ludzie co mają wszystko, a od których "szczęśliwszy" jest żebrak pod mostem.



                    Nigdy nie odważył się na szczerość wobec mnie - na otwarcie swojego wnęt
                    > rza i wylanie tej goryczy.



                    I uważasz, że jak to wiadro swojego prywatnego guana wyleje na Ciebie, zamiast na psychoterapeutkę z PZP to Ty będziesz szczęśliwsza, on czy może Wy oboje? No i po co bawić się w psychoterapeutkę własnego męża jak wiedzy i kwalifikacji do tego nie masz żadnych.


                    Nigdy nie przyznał się do tego, że ma problem i nigd
                    > y nie wyraził chęci że chciałby to zmienić.



                    On?! To tylko Ty masz problem z akceptacją jego chlania i swoim problemem usiłujesz obciążyć jego. Typowa projekcja, mechanizm obronny doskonale w psychologii znany.





                    Tak jakby założył, że całe życie ju
                    > ż będzie taki jaki jest bo jak twierdzi, ludzie się nie zmieniają.



                    Ma w tym sporo racji, bo dorosłego już nie wychowasz. Małe drzewko ugnie się pod naciskiem ale duże tylko złamie ( w ludowych przysłowiach jest mądrość pokoleń) a poza tym on NIE CHCE się zmienić o czym już wiesz, więc zostanie po staremu. Zmienić swoje zachowanie możesz wyłącznie Ty - albo polubić jego chlanie, albo odejść. Tertium non datur.


                    > chciałabym, żeby był szczęśliwy ze mną i z naszą rodziną ale niestety, nie umi
                    > em tego spowodować żeby tak się stało. I jest to poniekąd moja porażka.

                    Czemu Twoja? Przecież szczęście, jakkolwiek rozumieć to słowo, nie jest czymś, co się "daje" komuś jak prezent pod choinkę. Każdy człowiek potencjalnie nosi szczęście w sobie. Albo będzie zdolny do jego odczuwania, albo nie. Na jakiej podstawie przypuszczasz, że pije te 2 piwa dziennie, bo jest nieszczęśliwy, zamiast pomyśleć, że pije je, bo lubi pić?


                    On nadal będzie nieszczęśliwy i
                    > nadal będzie popijał a ja będę miała świadomość klęski.


                    Lubisz przyjmować postawę masochistki. Pijaka kochasz, więc nic z tym nie zrobisz, nadal będziesz tkwić w toksycznym związku, a dzieciom tłumaczyć - tatuś chleje, bo mamusia nie potrafiła "dać" mu szczęścia, wy dzieci, też nie potrafiłyście mu tego "dać" A przecież cała nasza rodzina ma obowiązek dawać pijakowi szczęście smile
              • negritha2 Re: codzienne picie piw 11.08.17, 08:41
                Czy maz uprawia jakis sport? W znanym mi przypadku gosc z podobnymi sklonnosciami znalazl sobie czynnosc zastepcza w postaci silowni. Poza tym wydaje mi sie ze troche za bardzo go usprawiedliwiasz. Piszesz na forum ze masz problem a potem w zasadzie piszesz ze masz spokojny dom. Pytanie na jak dlugo? Gosc sam musi sie z tym uporac, moim zdaniem powinnas sie odseparowac aby to zrozumial.
                • orieta123 Re: codzienne picie piw 11.08.17, 09:59
                  żeby znaleźć czynność zastępczą trzeba najpierw jej chcieć szukać. Szukajcie a znajdziecie. On niczego nie szuka, bo ma to co mu odpowiada i w czym nie widzi problemu.
                  Mam problem i mam poniekąd spokojny dom - pisałam już, że to nie melina ani dom wariatów. Ot taki sobie spokojny zimny dom.
                  • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 11.08.17, 23:21
                    orieta123 napisał(a):

                    > Mam problem i mam poniekąd spokojny dom -

                    Dokładnie, Ty masz problem. Facet nie do końca spełnia Twoje ambicje, oczekiwania i to Cię nurtuje. Co do tych dwóch piw, to szukając pretekstu, Ty sama stworzyłaś ten problem. Uroiłaś sobie, że jak on zrezygnuje z tych piw, to coś w Tobie się zmieni, ulgę poczujesz i zaczniesz męża postrzegać nie jak kogoś z odzysku i niedojdę ekonomiczną, a jako kogoś już naprawdę kochanego.
                    Koleżanko O, chodzisz do sklepów? Widzisz tam pełne półki piwa? Tak? No to się zastanów, czy gdyby na nie nie było popytu, to one by stały na tych półkach?
                    Wy oboje macie traumy. On, bo w życiu kopniaki dostawał. Ty, bo skopany chłop przypadł Ci w udziale.
                    • marikax1970 Re: codzienne picie piw 12.08.17, 07:07
                      odpowiedz powyzej jest egemplifikacja albo: wlasnego uzaleznienia albo: wspoluzaleznienia smile autorko watku: ywoj malzonek jesli spozywa tak jak opisalas jest alkoholikiem i powinien sie leczyc. Jedyne co mozesz zrobic zanim uciekniesz to namowic go na leczenie smile
                      • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 14.08.17, 07:50
                        marikax1970 napisał(a):

                        > odpowiedz powyzej jest egemplifikacja

                        Co znaczy "egemplifikacja"?

                        albo: wlasnego uzaleznienia albo: wspoluz
                        > aleznienia smile

                        Nic z tych rzeczy.

                        > autorko watku: ywoj malzonek jesli spozywa tak jak opisalas jest
                        > alkoholikiem i powinien sie leczyc.

                        No to w takim razie olbrzymia większość ludzkości powinna się leczyć bo od tysięcy lat raczy się ona napojami z zawartością alkoholu. Tak, tak, od tysięcy. Gdyby nie napoje z zawartością alkoholu, to ludzkość nie byłaby w stanie żyć w zbiorowiskach. W miastach, grodach, zamkach i podzamczach. Wytruli by się bakteriami mnożącymi się w wodach, które to wody sami zatruli straszliwym syfem jaki dawniej generelowali. Wszystkie im dostępne ujęcia wód mieli skażone bakteriami, a dowożonej wody nie dało się długo magazynować. Tu receptą na tę bolączkę stały się napoje z alkoholem, te dało się magazynować, nawet latami. Po nich biegunki nie dostawali, jeśli już, to lekkie, wesołe hoppi.
                        Znajomego mam. Pochwalił się kiedyś, że na swojej działce, w jedną sobotę wypił 17 piw. A co na to jego pani? Owszem, uwagi miała - a zostawiłeś mi, kurna, choć z jedno? Bardzo zgodny, wieloletni związek i z ekonomicznymi sukcesami.
                        Czyli?
                        To nie alkohol jest winny. Winny jest brak kultury jego spożycia i ubzdane sobie, nielogiczne, bywa, że obsesyjne, podejście co poniektórych do kwestii alkoholi w życiu nas, ludzi. A też, jak w opisanym w tym wątku, przypadku, do samych ludzi. Ma się do kogoś pretensje, jakieś żale, to szuka się szpilki by ukłuć. Alkohol jest w tym przypadku bardzo wygodnym narzędziem.

                        Ps.
                        1 - Dwa piwa dziennie i wielki problem, koń by się uśmiał. A też i sędzia na rozprawie rozwodowej.
                        2 - Nie znaczy to, ze nie dostrzegam problemów uzależniania się od alkoholi. Dostrzegam, ale tu taka opcja nie występuje. Facet z czterech zszedł na dwa, a nie na odwrót.

                    • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 14.08.17, 06:56
                      potwor_z_piccadilly napisał:

                      > Dokładnie, Ty masz problem. Facet nie do końca spełnia Twoje ambicje, oczekiwan
                      > ia i to Cię nurtuje. Co do tych dwóch piw, to szukając pretekstu, Ty sama stwo
                      > rzyłaś ten problem. Uroiłaś sobie, że jak on zrezygnuje z tych piw, to coś w To
                      > bie się zmieni, ulgę poczujesz i zaczniesz męża postrzegać nie jak kogoś z odzy
                      > sku i niedojdę ekonomiczną, a jako kogoś już naprawdę kochanego.

                      Chyba trafiłem w samo sedno, koleżanko orieto, bo tak zamilkłaś?
                      • orieta123 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 12:35
                        Dyskusja z argumentami jakie podałeś wyglądałaby prawdopodobnie tak jak dyskusja z moim mężem.
                        Zostałam uświadomiona o dobroczynnym działaniu alkoholu na przestrzeni wieków, o tym, że ludzie piją i potrafią być przeszczęśliwi i o tym, że jak się chce to zawsze znajdzie się powód do kłótni/rozstania.
                        Przecież ja to wszystko wysłuchuję od lat. Uważam, że są to argumenty osób które nie wyobrażają sobie życia bez alkoholu, a rezygnacja z niego jest po prostu niemożliwa.
                        Natomiast ja widzę i uważam za słuszną ta drugą stronę medalu.
                        Jeżeli ktoś nie umie zrezygnować z codziennego / regularnego picia alkoholu to znaczy, że ma wielki problem. Problem ze swoim życiem - polegający na tym, że przykrywa tym piciem swoje naturalne reakcje, w taki sposób "rozwiązuje" swoje problemy życiowe, łagodzi napięcia i dostarcza sam sobie pseudo-komfortu psychicznego. I nic innego ani nikt inny nie jest w stanie go WYSTARCZAJĄCO zaspokoić. I faktycznie, to nie alkohol jest winny, tylko jak piszesz - brak kultury jego spożycia i moim zdaniem także brak świadomości, że nie jest to sok owocowy tylko substancją silnie wpływającą na układ nerwowy, uzależniająca i wciągająca jak rzadko która używka - bo łatwo dostępna i stosunkowo niedroga. A o zgubnych konsekwencjach picia to - wybacz - pisać nie będziemy, bo Ci co chcą to je widzą i mają ich świadomość, a ci co nie chcą - uważają tak jak mój mąż i jak zapewne Ty.
                        Piszesz, że ja sama stworzyłam ten problem. Poniekąd masz rację, bo on od lat uważa, że on problemu nie ma, a skoro mam go ja to muszę sobie sama poradzić. Oczywiście, że z tym "problemem" są powiązane inne bo to w związku małżeńskim taki zespół naczyń połączonych. Jeżeli dowiaduję się, że "ja pić będę bo lubię, a ty nie będziesz mi nakazywać, zakazywać i radź sobie z tym tematem jak chcesz" to jaka to podstawa do budowania relacji rodzinnych? małżeńskich? Zapewne kwestia podejścia, bo są i tacy co - jak piszesz - razem wyżłopią wiadro wódy i jest im razem dobrze. Czasami mają po 8 dzieci i nie widzą w takim modelu wychowania żadnej nieprawidłowości.
                        Natomiast ja chciałabym aby moje dzieci nie "nasiąkały" tym, że każdy dzień kończymy piwkami, że piwka towarzyszą nam zawsze i wszędzie - na wakacjach, w domu na co dzień, po pracy, po wypoczynku, po rowerku itd. Ja chciałabym żeby one miały taki wzorzec, że można czas spędzać i robić wszystko BEZ alkoholu.
                        A ja, chciałabym mieć męża dla którego jestem po prostu ważniejsza niż to picie. A niestety nie mam.
                        • heniek.8 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 13:07
                          Mam wrażenie że masz lepszy osąd sytuacji niż wtedy gdy zaczynałaś wątek.
                          Ciekawy jestem, co teraz zamierzasz zrobić?
                          • orieta123 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 13:19
                            Mam wrażenie, że osąd sytuacji mam taki sam od lat. Na początku byłam może bardziej "powściągliwa".
                            Co zamierzam robić?
                            A co mogę zrobić? Wiem, że nie polubię tego stanu rzeczy i jeżeli po raz kolejny przypudruję temat i dla dobra dzieci i rodziny zgodzę się na cichą akceptację to chyba zwariuję.
                            Wiem też - tak jak pisałam - że rozstając się nadal będziemy nieszczęśliwi. On będzie i tak popijał, ja będę miała poczucie klęski, że okazałam się gorsza od alkoholu dla mojego męża, i to ja będę dźwigać na co dzień nieszczęście dzieci związane z rozpadem rodziny. Ja, nie on. On będzie tłumił ból alkoholem.
                            Zawsze jest jakiś wybór. W tym wypadku żaden nie jest dobry. Dobrego po prostu nie będzie.
                            • heniek.8 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 14:07
                              Ale od strony praktycznej, co zamierzasz zrobić?
                              • orieta123 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 14:35
                                Naciskasz heniek.8 (smile)a ja i tak czuję się przyparta do muru. Mam bardzo ambiwalentne myśli i muszę jeszcze dojrzeć do popełnienia aktu desperacji.
                            • negritha2 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 14:59
                              Nie zakladaj ze oboje bedziecie nieszczesliwi. Nie wiesz co zycie przyniesie, kogo spotkacie na swojej drodze, zarowno Ty jak i on. Jeszcze mozesz sobie kiedys podziekowac za podjecie decyzji ktora uwolnila Cie z tego marazmu. Jestem w troche podobnej sytuacji, bo tez zdecydowalam sie odejsc od meza i mimo ze sa dni kiedy sie boje, to wiem ze dalam sobie szanse na lepsze, szczesliwsze jutro. Najgorzej jest osiasc na mieliznie i nie moc zrobic zadnego kroku..
                        • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 14.08.17, 13:17
                          Ty, koleżanko O, jesteś zwolenniczką absolutyzmu, a tak się nie da.
                          Jeśli nie chcesz się męczyć i nie chcesz męczyć/psuć swoich dzieci (one będą lustrzanym odbiciem Was i relacji u Was panujących) to pomyśl o kompromisie. Ty popuścisz mu cugli, a on ukulturalni swoje zamiłowanie do piwa. Zawrzyjcie układ.
                          Jeśli on jest możliwy, bo Ty wyglądasz mi na przesadnie egzaltowaną, a on na prymitywa. Tu pytanie, czy ten jego prymitywizm jest reformowalny, Ty powinnaś to wiedzieć.
                          Jeszcze rada techniczna
                          Odrzuć w cholerę czynnik zewnętrzny. Niech Ci żadne autorytety nie podpowiadają co masz robić ze swoim życiem i jak masz Ty i Twoi bliscy to życie spędzać. Radzę tak, bo widzę, że to nie Ty urządzasz swoje życie, lecz gazetowe ciotki dobre rady i tzw. autorytety od wciskania ludziom do głów tzw. zasad, czyli kitu po to, by życie tych ludzi przebiegało w czasie cyklicznym i w przestrzeni sacrum. Po co te ich zabiegi? Oni mają żyć stadnie i posłusznie, tak by łatwiej był nimi kierować i mają trzymać się z dala od drugiego sposobu na życie. Krnąbrnego, ale ciekawego życia w czasie linearnym i przestrzeni profanum.
                          Pozdrawiam.
                          • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 14.08.17, 13:41
                            potwor_z_piccadilly napisał:

                            > Ty, koleżanko O, jesteś zwolenniczką absolutyzmu,

                            Poprawka.
                            Różne definicje.
                            Chodziło mi o władzę absolutną i bezdyskusyjne podporządkowanie się Twojej woli i Twoim ideałom.
                            Napisałem, że się nie da, bo się nie da. Niewolnik to żaden partner.
                            • orieta123 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 14:04
                              Pewnie, że się nie da. Doświadczam tego od lat, choć wciąż próbuję i czuję się zawiedziona.
                              Człowiek zniewolony piciem to niewolnik nałogu. Nawet jeżeli jest to małą łyżeczką a stale. To też rodzaj zniewolenia. A niewolnik to nie partner - więc.... z kim mam budować relacje rodzinne?
                              Chyba ocieramy się wciąż o definicje niedopasowania partnerów - bo jeżeli komuś regularne picie nie przeszkadza to pewnie można się razem nieźle bawić w męża i żonę. A jeżeli ma się odmienne poglądy w tej materii to akurat w przypadku dotyczącym alkoholu - kompromisów nie ma. To nie kwestia wyciskania tubki po paście czy ładu w mieszkaniu gdzie ludzie się dogadują i respektują swoje odmienne rytuały
                          • orieta123 Re: codzienne picie piw 14.08.17, 13:55
                            Obawiam się, że ani jego prymitywizm ani moja przesadna egzaltacja nie należą do grupy reformowalnej. Trochę już mamy za sobą - i życia przed, i historii bycia razem i właściwie wszystko już było. Ilość kompromisów niezliczona, dawania sobie ostatniej szansy, nawracania, odkręcania, obiecywania.
                            Jaki układ? Można zawrzeć układ z uzależnieniem? Na jak długo? I ile razy można wracać do punktu wyjścia? W końcu nie chce się już nigdzie wracać.
                            Wiesz co... ja mimo wszystko uważam, że autorytety są mi potrzebne. A wyboru dokonuję sama na podstawie m.in. własnego rozumu, doświadczenia i intuicji.
                            • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 14.08.17, 17:21
                              orieta123 napisał(a):

                              > Obawiam się, że ani jego prymitywizm ani moja przesadna egzaltacja nie należą d
                              > o grupy reformowalnej.

                              Wszystko i wszystkich da się zreformować. W końcu nie jesteście elementem jakimś aspołecznym. Inna spawa to, ile trzeba na to czasu i zachodu.

                              > Ilość kompromisów niezliczona, dawania s
                              > obie ostatniej szansy, nawracania, odkręcania, obiecywania.
                              > Jaki układ? Można zawrzeć układ z uzależnieniem? Na jak długo? I ile razy można
                              > wracać do punktu wyjścia?

                              No, jeśli Ty stawiałaś sprawę, koniec z alko i szlus, to się nie dziw, że nici z tego wyszły. Co do uzależnienia, to Ty wolna jesteś od uzależnień? Żadne manie, nawyki Tobą nie targają. Nic nie ma takiego, że musisz by się waliło paliło?

                              > ja mimo wszystko uważam, że autorytety są mi potrzebne. A wyboru do
                              > konuję sama na podstawie m.in. własnego rozumu, doświadczenia i intuicji.

                              Jesteś tego pewna, że to Twoje doświadczenia i intuicja Tobą kierują? A słyszałaś coś o bodźcach podprogowych? Te bodźce, to ładowane Ci w podświadomość przez lobbystów, speców od reklamy, duchownych i innych cwaniaków (też Twoje autorytety) od robienia ludzi w konia, treści które Ci pod balejaż załadowane, Ty uważasz za swoje. Za wynik Twoich przemyśleń i doświadczeń. Ostrzegałem Cię już byś uważała na czynnik zewnętrzny.
                              Uświadom sobie, że oni wszyscy mają w tym interes, a Ty tylko tracisz.
                              A bo nie tracisz?
                              Bardzo podatna jesteś na pranie mózgu, bardzo.
                              Dobra, biorę butelkę Tyskiego i idę do ogrodu kosić trawnik. Zarósł cholernik.
                              • orieta123 Re: codzienne picie piw 16.08.17, 10:22
                                Nie, nie stawiałam sprawy "koniec z alko i szlus" tylko prosiłam o ograniczenia w ilości i częstotliwości, wprowadzałam (na ile to było możliwe) zmiany w moim podejściu, atmosferze domowej itd. Ale zawsze jak już było lepiej to nagle następował nieoczekiwany (przeze mnie) zwrot sytuacji i powrót do przeszłości. Tęsknota chłopa za procentami okazywała się silniejsza.

                                Myślę potworze_z_ że nie jestem specjalnie podatna na pranie mózgu. Może dlatego, że mam dość mocno rozwiniętą samoświadomość i istnienie tego czynnika zewnętrznego. Poza tym, lata pracy nad sobą (pewnie, że z różnym powodzeniem) i może jeszcze to, że jak mi ładowano do głowy to balejaże jeszcze nie istniały smile

                                A Ty uważasz, że masz umysł wyzwolony? Że się nie dajesz? A ładowanie procentów to niby coś innego? Po co to robisz? Co Ci to daje? Jak wpływa na podświadomość.
                                I czy nie tracisz na tym tak samo dotkliwie?
                                Wg mnie, to jest dopiero robienie siebie samego w konia za własne pieniądze.

                                Ale masz prawo uważać, że Twoja racja jest najtwojsza.
                                • anaiss Re: codzienne picie piw 16.08.17, 16:35
                                  Twój mąż jest alkoholikiem. Byłaś na terapii dla współuzależnionych?
                                  • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 16.08.17, 22:03
                                    anaiss napisała:

                                    > Twój mąż jest alkoholikiem. Byłaś na terapii dla współuzależnionych?

                                    Ile bierzesz za godzinę?
                                    Pytam, bo pewnie i ja jestem uzależniony. Przedwczoraj przy koszeniu trawy wypiłem piwo. Wczoraj z bratem dwa. Dziś z żonką wypiliśmy po dwa kieliszki Brunello, które przywieźliśmy z Montalcino w Toskanii. W szafce za mną stoi litr Johny Walkera (prawie litr, bo już troszkę wypiłem z dodatkiem lodu), a w barku to już petarda alkoholi, włącznie z trzydziestoletnim Ballantines-em obok Hennessy xo. Jest też sycylijska Grappa, parę rodzai wódek z ulubioną mojej żonki Gorzką Żołądkową, Jakieś wina w tym sycylijskie Crema Di Mandorla (o smaku migdałów, wzmocnione winogronową brandy) greckie Ouzo z wyspy Chios, jest Ouzo monopolowe, likier kawowy na bazie Ouzo (przysmak pań), Campari, Passsoa (te dwa likiery wali się ze świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym i z lodem), migdałowe Amaretto, włoskie Limoncino Bottega. Są też rękodzieła naszych znajomych, czyli cała gama owoców zalanych spirytusem.
                                    Nie wiem czy wszystko wymieniłem, ale weryfikować nie będę.
                                    Wrzutkę Wam za to szanowne panie zafunduję.
                                    Może się uda. Ostatnio coś namieszali w YouTube i fonia źle się zgrywa. Jeśli będą kłopoty, to same sobie skecz znajdziecie i sobie go oglądniecie.
                                    Warto.
                                    www.youtube.com/watch?v=tybZAyxxqHg
                                    Pozdrówka.
                                • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 17.08.17, 22:10
                                  orieta123 napisał(a):

                                  > prosiłam o ograniczenia
                                  > w ilości i częstotliwości, wprowadzałam (na ile to było możliwe) zmiany w moim
                                  > podejściu, atmosferze domowej itd. Ale zawsze jak już było lepiej to nagle nas
                                  > tępował nieoczekiwany (przeze mnie) zwrot sytuacji i powrót do przeszłości. Tęs
                                  > knota chłopa za procentami okazywała się silniejsza.

                                  A może to nie tęsknota za procentami, a nałożenie się zmór przeszłości na aktualnie dotykające go jakieś traumy? Może facet czuje, że dla Ciebie nie jest on wymarzonym partnerem życiowym? Może pomijając kwestie piw, Ty wysyłasz takie sygnały? Pomyśl.

                                  > Myślę potworze_z_ że nie jestem specjalnie podatna na pranie mózgu.

                                  Wszyscy dziś są podatni na pranie mózgu. Otrzymujemy dziennie nawał informacji w których żadnym jest problemem przemycenie treści dla nas szkodliwych. Ktoś kiedyś stwierdził, czy wybadał, że nasze mózgi dziennie przyjmują tyle bodźców ile żyjący w średniowieczu przeciętny człowiek przez całe swoje życie.

                                  > A Ty uważasz, że masz umysł wyzwolony? Że się nie dajesz?

                                  Eeeeee, tam. Ale może coś w tym jest. W końcu żyję z tą samą już mocno ponad trzydzieści lat i możesz wierzyć, lub nie, ponad trzydzieści lat bez nawet jednej sprzeczki. A awantury, to dla nas pojęcie abstrakcyjne.

                                  A ładowanie procentów
                                  > to niby coś innego? Po co to robisz? Co Ci to daje? Jak wpływa na podświadomość.
                                  > I czy nie tracisz na tym tak samo dotkliwie?

                                  Zyskuję, a nie tracę. Widzę, że Ty zapominasz o jednej, bardzo ważnej sferze naszego istnienia. Mam na myśli używki i rozrywki. Ludzie ceniący uprzyjemniacze i potrafiący z nich korzystać, kwitną. Ci co ich nie doceniają, lub je potępiają, muleją.

                                  > Ale masz prawo uważać, że Twoja racja jest najtwojsza.

                                  Moja racja, nie moja, mam to w nosie.
                                  Dla mnie co innego jest ważne. Tak kombinuję, by w moim i mojej koleżanki małżonki życiu, występował, nieustannie następował, progres, a nie regres.
                                  Jeszcze podziękowanie. Dzięki Twojemu wątkowi przypomniałem sobie, że w szafce, za moimi placami mam łyskacza. Popatrz, zapomniałem o nim.
                                  Pozdrawiam.
                                  • orieta123 Re: codzienne picie piw 18.08.17, 12:03
                                    wiesz, to taka wymiana zdań pomiędzy dwoma światopoglądami - "to ludzka rzecz pogadać" ale raczej nie dojdziemy do jakiś odkrywczych wniosków. Zapewne i Ty masz część racji, i ja. Ale racja to znowu rzecz względna.
                                    Ja, mimo wszystko, wybieram ludzi, którzy potrafią bawić się, mieć luz i kwitnąć bez wspomagania się alkoholem. To tak krótko.
                                    Jeszcze jedno wyjaśnienie - nie uważam, że zakaz spożywani alkoholu jest jedynie słuszny. Póki co, nie ma zakazu trzymania w domu i spożywania alkoholu i jakoś mnie takimi wywodami na temat zawartości Twojego kredensu nie wystraszyłeś ani nie zbulwersowałeś. Są ludzie u których alkohol stoi w szafce i czasami się go spożywa - bo temu służy.
                                    U nas niestety w domu nigdy alkohol nie postał. Otwarta butelka zostawała osuszana w jedne, dwa dni (drinki robione z 3/4 szklanki wódki). Popijanie 2-3 piwek i jeszcze ze dwa drinki. Oczywiście samemu, i bez względu na okoliczności. Kiedyś wróciliśmy od znajomych, mój M wypił kilka drinków, a po powrocie otworzył sobie butelkę wina (bo akurat była w domu) i duszkiem wypił. Bo miał ochotę. Takich przypadków ze wspólnej przeszłości mamy sporo. Na jednej imprezie wypił on sam litr wódki i zabierał się za następny - tylko udało mi się go wsadzić do samochodu i przerwać spożywanie tego "uprzyjemniacza". Wprowadziłam absolutny zakaz trzymania w domu alkoholu ciężkiego. Wiem, że to brzmi paranoidalnie ale inaczej nie mogło być.
                                    Widzisz, wszystko jest dla ludzi, alkohol także - wiem o tym. Ale niektórzy są chorzy na ten alkohol.
                                    Jeżeli Ty masz nad nim kontrolę a nie on nad Tobą - to życzę Ci samych cudownych chwil. Upewnij się może, czy bez niego też masz taki fun i dajesz radę?
                                    • heniek.8 Re: codzienne picie piw 20.08.17, 13:14
                                      orieta123 napisał(a):

                                      > Ja, mimo wszystko, wybieram ludzi, którzy potrafią bawić się, mieć luz i kwitną
                                      > ć bez wspomagania się alkoholem. To tak krótko.

                                      no niestety muszę cię zmartwić - masz "ślepą plamkę" przez co nie dostrzegasz że wybierasz ludzi skłonnych do uzależnień. szukałbym w domu rodzinnym.

                                      moim zdaniem to uzależnienie psychiczne - dwa piwa to tyle co nic, na dobrą sprawę mógłby wypijać dwa karmi, efekt ten sam.
                                      albo czytać gazety i się nie odzywać.

                                      problem małżeński nie polega tutaj na piwach
                                      • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 20.08.17, 16:33
                                        heniek.8 napisał:

                                        > masz "ślepą plamkę" przez co nie dostrzegasz że wybierasz ludzi skłonnych do uzależnień.

                                        Dokładnie i jeszcze coś. Alkohol i to inne co powodują uzależnienia, to tyko narzędzia. Coś co stosuje się do pokrycia, złagodzenia rzeczywistych przyczyn ludzkich załamek i klęsk. Ucieczka od nich w stany upojenia.
                                        Tu trzeba sobie zadać pytanie. Czy tylko odbierając narzędzia da się wyleczyć przyczyny? I czy w ogóle te przyczyny w jakimś konkretnym przypadku, da się wyleczyć. Tego nie wiem.

                                      • orieta123 Re: codzienne picie piw 22.08.17, 10:56
                                        No, trochę mnie zmartwiłeś. W końcu to nie wina krzyża że były wojny krzyżowe, wiec trudno odmówić Ci racji Heniek. Problem małżeński nie polega na piwach, tylko na nadrzędnej roli alkoholu w życiu człowieka. I nie mów mi, że to to samo co czytanie gazet, czy maniakalna potrzeba codziennej jazdy na rowerze.
                                        Dom rodzinny to akurat zły trop. Tylko dzięki temu, że był taki a nie inny - moje małżeństwo trwa. I chcę żeby trwało. Mam taką wolę - dlatego szukam, walczę i zmagam się także ze swoimi słabościami. Myślę też, że dzięki temu wątkowi dostrzegam więcej w swoim ogródku.
                                        • heniek.8 Re: codzienne picie piw 22.08.17, 17:26
                                          orieta123 napisał(a):

                                          > na nadrzędnej roli alkoholu w życiu człowieka. I nie mów mi, że to to samo
                                          > co czytanie gazet, czy maniakalna potrzeba codziennej jazdy na rowerze.

                                          z punktu widzenia funkcji jego mózgu - to to samo
                                          weźmy przykład innego uzależnienia -hazardu.
                                          wyobraź sobie, że twój stary codziennie puszcza dwa totolotki.

                                          nie jesteś wyczulona na totolotka tak jak na alkohol, prawda?
                                          ale takie codzienne granie mogłoby spełniać formalną definicję uzależnienia.
                                          ktoś inny by na forum poradził tak: "rzuć go, bo to nałogowy hazardzista, a hazard to wiadomo - wynoszenie cennych rzeczy, robienie długów u jakichś podejrzanych typów, i tak dalej". bo taki obraz hazardu ma taka osoba zakodowany w dzieciństwie - nie odróżnia czy to dwa totki czy zastaw hipoteki.

                                          twój stary robi coś na podobieństwo puszczania dwóch kuponów

                                          i gdyby to zamienił na totolotki, to by nie zmieniło waszej sytuacji - ponieważ jego mózg by się "upajał" tym czekaniem na losowanie, sprawdzaniem liczb itd - on byłby nadal niedostępny emocjonalnie dla ciebie
                                          (tak zresztą jak ty jesteś niedostępna dla niego - przyjmuje się że ten kto pisze na forum ma rację ale wiadomo że do wszystkich układów potrzeba dwojga)

                                          jak już się uporasz z tym małżeństwem i będziesz się rozglądać za następnym chętnym, to pamiętaj - jeśli trafisz na egzemplarz któremu małżeństwo się nie udało z powodu alkoholu, czy nawet totolotka, ale on teraz już nie pije / nie gra - nigdy nie wierz na słowo.
                                          • orieta123 Re: codzienne picie piw 24.08.17, 15:31
                                            Myślę heniek, że to nie do końca to samo.
                                            A gdzie jest ta granica pomiędzy TYLKO dwoma totkami a hipoteką? Pomiędzy dwoma piwkami a rynsztokiem?

                                            ech, nie myślę o rozglądaniu się za następnym chętnym wiesz smile Kocham mojego męża i kto wie...może uda nam się jakoś ocalić ten związek? A może nie?
    • kalia-kalia Re: codzienne picie piw 17.08.17, 16:41
      Orieto,
      przeczytałam cały wątek i wychodzi na to, że Twój mąż jest uzależniony od alkoholu.
      Pije codziennie od lat, nie wyobraża sobie życia bez tego.
      Piszesz, że ci przykro, że nie chce z tym skończyć dla ciebie. A to nie tak. On może i by chciał, ale nie jest w stanie.
      Łatwiej byłoby to wszystko zobaczyć, gdyby nie był w tym całym swoim piciu taki "kulturalny" wink.
      Właściwie wystarczy już to, że wiesz, że alkohol jest dla niego ważny i w razie konieczności dokonania wyboru: ty czy alkohol wybierze alkohol.

      W wątku przewinęły się sugestie, że on pije przez ciebie - to kompletna bzdura. Mam nadzieję, że nigdy taka myśl nie postała ci w głowie.

      Najlepsze, co możesz teraz zrobić, to umówić się na rozmowę z psychoterapeutą w poradni leczenia uzależnień. Nie musisz podejmować terapii (choć warto), ale taka rozmowa pozwoli ci uporządkować myśli, zyskać kolejne argumenty na to, że on naprawdę jest uzależniony, dowiedzieć się, co możesz z tym dalej zrobić.
      Możesz też pójść na spotkanie osób współuzależnionych, a także doraźnie wejść na jakieś forum dla uzależnionych lub współuzależnionych, naświetlić temat, a użytkownicy wyleją ci na głowę kubeł zimnej wody, jeśli jeszcze tego potrzebujesz smile.
      • potwor_z_piccadilly Re: codzienne picie piw 17.08.17, 21:23
        kalia-kalia napisał(a):

        > W wątku przewinęły się sugestie, że on pije przez ciebie - to kompletna bzdura.
        > Mam nadzieję, że nigdy taka myśl nie postała ci w głowie.

        Bzdurą jest twierdzić, że w tym przypadku i podobnych, winę ponosi tylko jedna strona.
        To jest nielogiczne i takie cuda nie występują w realu. Nie znaczy to, że winna drugiej strony wynika z działań celowych. Ten ktoś nie musi działać z premedytacją. On kierując się fałszywymi przesłankami, może tylko błądzić, dostatecznej wiedzy nie posiadać, a takie przypadki już wieki temu Konfucjusz opisał krótko "Wszystkie nieszczęścia tego świata wynikają z niewiedzy". A skąd niewiedza? Noo, jak się ma kiepskich doradców? Lub gdy swoje postępowanie ktoś na gówn...ych wzorcach opiera.
        Do terapii namawiasz. Uczciwie będzie gdy przedstawisz cennik.
        I jeszcze jedno. Dasz gwarancję sukcesu zalecanej terapii? Czy będziesz kurowała, kurowała, kurowała i tak do usra..j śmierci?
        • kalia-kalia Re: codzienne picie piw 18.08.17, 14:32
          Nikt nie pije przez kogoś. Pije, bo jest uzależniony. Powodów do tego nie trzeba.
          Terapia na NFZ jest bezpłatna. Nie dam żadnej gwarancji. Zresztą powiedz na czym Twoim zdanie polega sukces terapii.
          • leda16 Re: codzienne picie piw 20.08.17, 23:37
            Św. pamięci M. Kotański twierdził, że uzależniony od alkoholu jest tylko pijak i jego należy leczyć, a nie rodzinę, która w żaden sposób nie jest ani odpowiedzialna ani winna jego opilstwu. Pijak pije tylko dlatego, że lubi pić.. Pijusa należy od rodziny bezwzględnie izolować, żeby miała spokój. Pijak tylko wówczas ma szansę na wyleczenie, jeśli zgłosi się z własnej nieprzymuszonej woli i będzie chciał do końca swoich dni żyć w trzeźwości. Podobne poglądy prezentował również w odniesieniu do narkomanów, na których leczeniu całkowicie skoncentrował się później. Pojęcie "współuzależnienia" powstało w celach merkantylnych podobnie jak termin DDA, dzięki czemu "psychoterapią" można było objąć 2x więcej osób i oczywiście na nich zarobić.
            • wawrzanka Re: codzienne picie piw 23.08.17, 19:13
              leda16 napisała:

              > Pojęcie "współuzależnienia" powstało w celach merkantylnych podo
              > bnie jak termin DDA, dzięki czemu "psychoterapią" można było objąć 2x więcej os
              > ób i oczywiście na nich zarobić.

              Jak się z kimś mieszka latami to się w ten alkoholizm wrasta. Można to nazwać współuzależnieniem, można nie nazywać, ale coś jest na rzeczy. "Współuzależnionych" nie leczy się przecież z alkoholizmu, tylko daje im się wsparcie psychologiczne, którego potrzebują, to nie ulega wątpliwości. Ja bym się z alkoholikami obchodziła najsurowiej, jak się tylko da. Może i alkoholizm jest chorobą, ale żeby na nią zapaść to trzeba się trochę postarać. Jestem za częściową prohibicją, w naszym kraju to jest bardzo potrzebne. Fakt, że alkohol każdy może sobie zrobić, ale i tak coś by to dało. Ceny alkoholu w sklepach powinny być ze 4 razy wyższe. Domy, o których wiadomo, że mieszkają w nich ludzie nadużywający alkoholu powinny być objęte stałym monitoringiem. Już sam fakt wpisania na taką listę osób "do monitoringu" może niektórym otworzyć oczy. Zaniedbane i głodne dzieci, drobne kradzieże, fuszerka i absencje w pracy, choroby cywilizacyjne leczone z państwowych pieniędzy, renty i zasiłki dla bezrobotnych wypłacane z tego samego źródła - to są ogromne szkody powodowane przez żuli, których po prostu nienawidzę.
              • heniek.8 Re: codzienne picie piw 23.08.17, 21:34
                jeszcze by się przydał Krajowy Rejestr Osób Chodzących Bez Czapki, bo to też niebezpieczne - absencje, fuszerka, zarażanie innych, zasiłki chorobowe z NFZ
                • wawrzanka Re: codzienne picie piw 23.08.17, 22:14
                  Uderz w stół...
                  • heniek.8 Re: codzienne picie piw 23.08.17, 22:34
                    wawrzanka napisała:

                    > Uderz w stół...

                    no masz mnie, jestem żulem, czy dlatego mnie nienawidzisz?

                    przeszłości nie zmienisz, możesz ją zamknąć i pójść do przodu, zamiast się spinać na jakichś dzikich fantazjach
                    • wawrzanka Re: codzienne picie piw 24.08.17, 09:51
                      Co ma do tego przeszłość? Alkohol powinien umilać życie, a nie niszczyć. Uważasz, że to zły pomysł? Domy, w których rodzic (a jeszcze gorzej - oboje) regularnie upija się przy dzieciach można objąć specjalną opieką/nadzorem/monitoringiem? Jest sporo organizacji, które mogłyby się tym zająć. Dlaczego to jest zły pomysł?
                      • orieta123 Re: codzienne picie piw 24.08.17, 15:19
                        Zastanawiam się do czego zmierza ta wymiana zdań? Poza tym, chyba trochę pouciekaliście w boczne uliczki...

                        Po części zgadzam się z ledą16 odnośnie tematu terapii osób tzw. współuzależnionych. Odpowiadając na sugestie innych osób, jakoby powinnam skosztować - oświadczam, że zaczerpnęłam już tej formy pomocy kilka lat temu. I szybko się z niej wycofałam. Uznałam, że to miejsce nie dla mnie i nic mi nie daje. Trochę takie towarzystwo wzajemnej adoracji. Uważam podobnie jak leda16, że większość tych form psychoterapii funkcjonuje po to, żeby nabijać kabzę.

                        wawrzanka - a jak Ty sobie wyobrażasz taki monitoring/nadzór nad domami w których regularnie upija się rodzic (lub dwoje). Przecież to czysta utopia! Poza tym, obraz domu alkoholika jaki zarysowałaś to wielki stereotyp. I takich wcale nie ma dużo. Najwięcej jest tych pijących kulturalnie, po cichu - wielu kasiastych ludzi, wykształconych, z domami w których już jest monitoring (tylko antywłamaniowy), chodzących do pracy, kochających swoje dzieci które bynajmniej głodne nie chodzą itd. - regularnie nadużywa alkoholu. I jakbyś ich podzieliła? Tych awanturujących się, nie pracujących na prawo do nadzoru, a panów dyrektorów na lewo?
                        Gdzie zatem umieścić mojego męża? Pracuje rzetelnie, płaci podatki, głodni nie chodzimy, z domu uciekać nie trzeba, nikt nie krzyczy i nie wyzywa a jak wypije litr wódki to grzecznie idzie spać lub zasypia w miejscu spożywania - równie bezboleśnie dla reszty domowników - cichutko. A rano się ogarnie i pędzi do pracy.
                        I gdzie byś nam ten monitoring sugerowała zainstalować? I co on miałby dać?
                        Czy bardziej szkodliwi społecznie nie są Ci co noszą miano "upierdliwych sąsiadów" - to dopiero zakała wielu bloków. Lub rejestr dzieci nieszczepionych - jakie straty dla firm farmaceutycznych! Oczywiście trochę żartuję. Ale tylko trochę...
                        Bardziej skupiłabym się na formach promowania sprzedaży alkoholu które robią się coraz bardziej ekspansywne. Ale to naprawdę inny temat (regularnie upijające się piwem małolaty, piwkowanie na plażach, nad jeziorkiem - zobacz, rodziny z dziećmi, mama, tatuś i sześciopak).

                        • wawrzanka Re: codzienne picie piw 24.08.17, 16:56
                          Temat żuli jest ignorowany przez rząd na zasadzie: wolnoć tomku w swoim domku. Tylko ten "swój domek" przestaje być taki prywatny, gdy tam mieszka bezrobotny alkoholik. Albowiem tenże wylega po zmierzchu na ulicę w zasikanych spodniach i szuka szczęścia oraz "kolegów". Stronię od polityki, a więc nie jestem od tego, by wymyślać szczegóły rozprawienia się z tym fenomenem, tak sobie tylko napisałam, co myślę, bo czasem człowiek musi...

                          Twój mąż? Nie, wy się nie kwalifikujecie do "monitoringu"smile W sprawie twojego męża to Ty jesteś najlepszą obserwatorką. Jeśli jego dwa piwa dziennie mają negatywny wpływ na wasze życie to on powinien coś z tym zrobić, ale moim zdaniem tu nie chodzi o te dwa piwa, tylko o coś innego. O znudzenie życiem? O to, że on woli te dwa piwa, niż zmierzyć się z tym, że po pracy można inaczej spędzać czas/odpoczywać? Może się tego jakoś boi, bo to wymaga wysiłku. Nie wiem. Nie jestem przeciwniczką alkoholu, nawet lubię. Ale dwa piwa codziennie to przesada, nawet dla dużego faceta. Może nie jest jeszcze alkoholikiem, ale na pewno coś stara się zagłuszyć, żeby mu to piwko szumiało w głowie, a on nie musiał mierzyć się z tym, że czas ucieka, dzieci rosną, życie płynie... on tak pracuje na zgorzkniałą i pustą starość. Bo w starości dobrze jest mieć miłe wspomnienia. Chwile spędzane z rodziną, wspólne robienie czegoś razem, rozmowy, wyjazdy... a u was tego chyba za dużo nie ma.
                        • rybak Re: codzienne picie piw 19.09.17, 07:51
                          Dwa piwa dziennie? Lekarz w armii napoleońskiej miał dzienny przydział 3,6 litra piwa i 0,7 l wina. Plus kwarta wódki.
                          No masz problem, naprawdę. smile . A, i jeszcze jedno: James Bond codziennie wypija , w przeliczeniu na czysty alkohol, trzy razy tyle co twój mąż. Żeby sobie teraz uporządkować własne uczucia do ślubnego: Wiedząc to, wolałabyś Bonda czy męża w łóżku? Bo jak znam życie, to łóżko a nie piwo jest waszym prawdziwym problemem. Ty chcesz i się męczysz, a on śpi po soku chmielowym.
                          • wawrzanka Re: codzienne picie piw 19.09.17, 14:17
                            big_grin big_grin big_grin
    • darekzio1980 Re: codzienne picie piw 19.09.17, 13:07
      Witam. Moje małżeńsrwo ma 5 lat. Od pewnego czasu dość regularnie zacząłen popijać piwa (ok 1-3 i tak jest 4-5 dni w tygodniu). Jest to pod wieczór gdy dzieci już śpią. Nikt więc nie ogląda (oprócz żony) jak te piwa wypijam. Moja żona podobnie jak Pani zaczęła zwracać mi uwagę i jest to dość automatyczne z jej strony. I wiem ,że żona ma tu raczej racje. Taki nawyk nie wpływa dobrze i na zdrowie, i na finanse, i na relacje rodzinne i małżeńskie. Aha odnośnie relacji to wielokrotnie chciałem zamienić piwo i "spędzić wieczór wspólnie" - wówczas żona odmawia i mówi żebym pozostał jednak przy piwie. Nie odpowiada mi ta sytuacja. I często kupuję piwo żeby zapełnić pustkę.
      Być może wkrótce zamienię ten nawyk na coś bardziej konstruktywnego ale "Co szukać na siłę i się starać i uciekać gdzieś?" I potem wracać do domu i wciąż niezadowolona żona, szuka czegoś wiecznie w internecie. Nie poświęca mi żadnej uwagi. Nie brakuje nam raczej pieniędzy bo uczciwie zarabiam , więc nie chodzi tutaj o jakieś alternatywy finansowe typu picie albo wakacje ,ubrania itd..
      • marikax1970 Re: codzienne picie piw 20.09.17, 08:38
        Dobrze zarabiający, ogarnięty człowiek któremu piwo zapełnia pustke. Nad tym faktem bym się zastanowiła alternatywnie do pomysłu że to obojętna żona jest powodem siegania po alkohol. Co takiego jest we mnie że aby nie czuć pustki funduje sobie rauszsmileKażde inne poszukiwania spełzną na niczym.
      • heniek.8 Re: codzienne picie piw 20.09.17, 20:05
        a jak wygląda twoja sylwetka?
        zastanawiam się nad regularnym piwem ale boję się że mi wywali bęben
        jedno piwo jak czytam to 230 kcal, czyli jakby chcieć zrobić 4-paczek to już raczej kosztem kolacji

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka