Dodaj do ulubionych

i stalo sie...

05.09.08, 13:31
po 4 latach zwiazku (jestesmy zareczeni) zdradzilam, zakochalam sie
jak szalona, to trwa 5 miesiacy i teraz przyszedl czas na podjecie
decyzji, ciagnac dalej zwiazek czy rozstac sie i isc w nieznane....
z jednej strony stabilna przyszlosc, maz, dom, wszystko czego
pragniesz-tylko jakby milosc sie wypalila; a z drogiej strony nowy
partner i wszystko co ze soba niesie nieznane....
Obserwuj wątek
        • xentia23 Re: i stalo sie... 05.09.08, 14:02
          Teraz przeżywasz pierwsze zauroczenie - to wg mnie najpiękniejsze i
          irracjonalne, tzw. motyle w brzuchu. Sama musisz wybrać, 4 lata w
          związku, zdrada i pytanie co dalej??...Którego kochasz naprawdę?
          Zapewne czas pokaże.
          Jak dopiero narzeczony to łatwiej pójść w swoją stronę...prawdziwa
          próba uczuć
          • morgan11 Re: i stalo sie... 05.09.08, 14:07
            tylko,ze ja sie wykanczam psychicznie, bo jakos nie potrafie podjac
            decyzji, jak tak na to patrze, to skoro teraz zdradzilam i nie mam
            wyrzutow to co bedzie po slubie? jak juz teraz czuje sie
            zaniedbywana?
            • xentia23 Re: i stalo sie... 05.09.08, 14:14
              Jak nie jestes pewna to zawalcz o narzeczonego i o to zaniedbywanie -
              nie zostawiaj tego samego sobie, bo samo sie nie rozwiąże. Szczera
              rozmowa i to b. szczera.
              Ale masz rację jak to zrobiłas przed ślubem bez wyrzutów sumienie -
              ale pewnie dlatego, że on nic nie wie i ty nie wiesz jak on będzie
              cierpiał jak się o tym dowie, to co będzie dalej...
              • morgan11 Re: i stalo sie... 05.09.08, 14:24
                szczera rozmowa, tak wiem, zbieram sie do niej od dluzszego czasu,
                tylko, ze ja nie jestem pewna czy chce walczyc o ten zwiazek, po
                prostu jakos ta milosc sie wypala; ale co cos zrobic musze a to
                chyba najrozsadniejsze wyjscie z tej calej sytuacji
                    • bi_chetny Re: i stalo sie... 05.09.08, 15:06
                      nie patrz na przeszłość, to co macie. popatrz na to co mieliście, co było między
                      wami. czy może być dobrze ? jeśli przed ślubem jest kiepsko, to raczej lepiej
                      nie będzie. chyba że on się zmieni.
                      nigdy nie wiadomo co będzie w przyszłości, ale ja bym zaryzykował, jeśli
                      naprawdę czujesz że kochasz tamtego.

                      słowo mąż w moim wcześniejszym poście było określeniem umownym - chodziło mi o
                      to, że rzeczy materialne nie powinny tu decydować.

                      --
                      bi...
                      • morgan11 Re: i stalo sie... 05.09.08, 15:10
                        dzieki, potrzebowalam z kims "pogadac" i chyba jakos mi sie troche
                        rozjasnilo w glowie; tak na prawde ja boje sie tego kroku, rozstania
                        po latach, co bedzie, co powiedza inni itp
                        jestem w dosc dziwnej sytuacji, wlasnie zaczelismy budowac
                        dom,wszyscy tylko o slubie, a ja mysle o rozstaniu.....
                • pawelkuczowski Re: i stalo sie... 24.09.08, 19:52
                  ...ja o swoich doświadczeniach. 3lata związku, było nie najlepiej, potem ciąża
                  (aborcja z sugestii mamy - nie mojej) KOCHAŁEM JĄ, znów ciąża - ślub - rozwód
                  (15lat małżeństwa) i problemy by być z dziećmi (widywać się) była... woli
                  wynająć niańkę choć mógłbym się synami zająć. KOCHAŁEM JĄ! czas na zmiany
                  dziewczyno - puki czas
                • dosiadpl Re: i stalo sie... 09.10.08, 09:57
                  Z zasady jesli 1 osoba zdradza to cos musialo byc nie tak w zwiazku.
                  Nie ładuj się w związek z czlowiekiem ktorego jeszcze przed slubem
                  zdradzilas. Nic z tego nie bedzie
            • anais_6 Re: i stalo sie... 05.09.08, 18:32
              morgan11 napisała:

              > jak tak na to patrze, to skoro teraz zdradzilam i nie mam wyrzutow
              to co bedzie po slubie? jak juz teraz czuje sie zaniedbywana?

              Moim zdaniem, sama sobie właśnie odpowiedziałaś na swoje pytania...
        • anais_6 Re: i stalo sie... 05.09.08, 18:30
          morgan11 napisała:

          > to jeszcze nie maz, zareczeni jestesmy....

          Więc póki nie macie dzieci, kredytów i innych takich, lepiej odejdź
          od niego. Masz jeszcze czas...
          • morgan11 Re: i stalo sie... 10.09.08, 12:33
            zebralam sie w koncu na szczera rozmowe ze swoim nazeczonym, i co...
            i nic, bo jak to powiedzial nie lubi rozmawiac bo to i tak do
            niczego nie prowadzi.....
            mowie, ze czuje sie niedocenionia, ze gdzies sie zagubilismy po
            dordze, ze stalam sie dla niego malo wazna; a on tylko ze ja sie
            zmienilam, bo on jest taki sam jak na poczatku.....hmmm
            dodal, ze nasze zycie intymne od jakiegos czasu tez mu sie nie
            podoba (odkad spoktykam sie z innym) ale jako facet ma potrzeby wiec
            nie nazeka....
            tragedia na calego, chyba jakos sie podlamalam, bo jak sie okazuje
            zyje z czlowiekiem ktorego nie znam....
            • morgan11 Re: i stalo sie... 10.09.08, 12:56
              walczyc o ten zwiazek juz chyba za pozno.......

              wiecie powinnam sie cieszyc skoro poznalam kogos na kim mi zalezy i
              kto mnie w koncu docenia, ale jakos rozgoryczenie i to ze sie
              zawiodlam na moim obecnym biora gore...
            • xentia23 Re: i stalo sie... 10.09.08, 12:57
              Co jak co, ale jak teraz nie da się z nim rozmawiać to już lepiej
              nie będzie. Nie słucha i nie widzi problemu - coż....
              Zastanów się czy warto sie męczyć??
              • xentia23 Re: i stalo sie... 10.09.08, 13:00
                <ale jakos rozgoryczenie i to ze sie
                zawiodlam na moim obecnym biora gore... >

                Normalne w końcu był ci najbliższy na świecie i chciałas z nim być.
                Może dopiero zerwanie i definitywny koniec otworza mu oczy

                  • barad Re: i stalo sie... 10.09.08, 13:49
                    ... i tylko kurwa tego domu zal nie morgan?? :PPP
                    moze zacznij dzis rozmowe od: "wiesz kochanie ale masz piekne poroze" :PP
                    --
                    "Kobiety są jak przekład wiersza: piękne nie są wierne, a wierne nie są piękne"-
                    Bernard Shaw
                  • wawrzyniecpruski wszystko dla mnie!!!! 10.09.08, 15:47
                    Poczytaj swoje posty od początku. W oczy rzuca sie, że to TY masz
                    prawo do szczęścia, to TWOJE potrzeby są najważniejsze, ty TY
                    czujesz sie zaniedbywana,to dla CIEBIE facet ma sie starać, to TY
                    zdradziłaś by zaspokoić SWOJE potrzeby, to TY JESTEŚ NIESAMOWITĄ
                    EGOISTKĄ.....
                    A co TY zrobiłaś dla swojego starego parnera?- walnełaś go po rogach.
                    Pewnie z tej miłości i szacunku.....do budowanego domu. Przecież to,
                    że facet buduje dla WAS (a nie tylko dla CIEBIE) dom świadczy o
                    tym ,że w ogóle go nie obchodzisz i czujesz sie niedopieszczona....
                    I tak sobie to tłumacz, Pani Najważniejsza Na Świecie...
            • bi_chetny Re: i stalo sie... 10.09.08, 13:57
              > dodal, ze nasze zycie intymne od jakiegos czasu tez mu sie nie
              > podoba (odkad spoktykam sie z innym) ale jako facet ma potrzeby wiec
              > nie nazeka....

              to znaczy ? jak realizuje te potrzeby ???


              --
              bi...
            • wawrzyniecpruski kto sie na kim zawiódł? 10.09.08, 15:37
              Zaraz, zaraz pomału. Piszesz, że nie znałaś człowieka, z ktorym
              żyjesz, potem, że sie na nim zawiodłaś? Otóż pragnę Ci przypomnieć i
              ustawić na właściwym torze: to TY zdradziłaś a nie ON. To TY jesteś
              winna a nie Twój dotychczasowy partner. Nie zwalaj na niego
              odpowiedzialności za swoją zdradę i nie usprawiedliwiaj sie, bo to
              nieuczciwe.
              Za związek odpowiedzialne są obie strony. Jednak tylko do momentu
              zdrady. Z chwilą, kiedy zdradziłaś bierzesz odpowiedzialnośc za cały
              syf w swoim związku, także za to co było przed zdradą. Bo uciekłaś,
              nie próbowałas naprawiać. Zaczełaś z nim rozmawiać po zdradzie a
              powinnaś przed. Raz, drugi i dziesiąty. Masz prawo być szcześliwa-
              jeśli rozmowy nie pomagają - odchodzisz i robisz co chcesz, piekła
              nie ma.
              A tak zawaliłaś sprawę i szukasz pocieszenia na forum i poglaskania
              po główce, jaka Ty jesteś biedna i do czego zmuszona. Typowe
              zachowanie zdradzacza- dałam ciała i teraz muszę wymyśleć jakieś
              usprawiedliwienie, poszukać podobnych na forum i usłyszeć, że dobrze
              zrobiłam.
              Pewnie znajdziesz usprawiedliwienie dla świństwa, które zrobiłaś ale
              fakt pozostaje faktem: to Ty wszystko spiepszylaś.
              Miałaś odwagę zdradzać to miej odwagę przyznać: tak, zawiodłam, nie
              potrafiłam, biorę za to odpowiedzialność, to był mój wybór.
              Bo był Twoj a nie dotychczasowego partnera....
              Sorry za szczerość.
                    • wawrzyniecpruski Re: kto sie na kim zawiódł? 10.09.08, 16:10
                      Zagubiona na pewno. Ja nie oceniam samego faktu zdrady bo tu
                      motywacje mogą być różme; mogła mieć chcęć sprobowania z kim innym,
                      mogło sie upić, mogla mieć słabszy dzień i wiele innych powodów,
                      które rozumiem, choć nie pochwalam. Mnie chodzi o to, byśmy
                      traktowali sie uczciwie jak dorośli odpowiedzialni ludzie.
                      Autorka mogła napisać; ostatnio kiepsko nam sie układało, poznałam
                      kogoś, zakochałam sie i zdradziłam. Teraz nie wiem sama co robić,
                      wracać do grzecznego ale nudnego misia czy dać sie ponieść
                      szaleństwu? Doradzcie!!
                      To bym zrozumiał, bo kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
                      Ale laska wali chłopa po rogach od pół roku!!!!Po pół roku
                      sygnalizuje mu, (Po zdradzie!!),że jest niezadowolona ze związku.
                      Prawda jest moim zdaniem taka, że szuka usprawiedliwienia bo
                      resztkami przyzwoitości czuje, ze zrobiła źle...
                      I ja nie oceniam faktu, że zdradza "męża", ja oceniam fakt, że
                      próbuje obciązyć go odpowiedzialnościa za swoje grzechy i zwalić
                      wyrzuty sumienia na barki tego faceta. Wyrzyga sie na niego i
                      poczuje ulgę. I o to właśnie mam pretensję. Mnie jest po prostu żal
                      tego faceta, który zacharowuję sie by wybudować dom i mieć na życie
                      a jego wybranka sypia w tym czasie z innym i co nie wykluczone w
                      razie wpadki wmówi mu, że właśnie zostanie ojcem. Bo na tym sie
                      skończy.
                      To "zła kobieta" jest.
                      :-))
                      Jak mawiał Franc Maurer.
                      ;-))

                        • morgan11 Re: kto sie na kim zawiódł? 10.09.08, 21:10
                          o prosze jaka sie awanturka nam wszczela...
                          nie, nie poszukuje poglasakania po glowce, po prostu jestem-bylam
                          zagubiona; to ze postapilam zle wiem i sie przyznaje

                          sam fakt ze zdradzilam swiadczy o tym ze nie ukladalo nam sie od
                          jakiegos czasu (nie bylo to na jedna noc z checi "bzykania sie" z
                          kims innym;
                          oczywiscie, ze rozmawialam przed, jak jeszcze problemu byly
                          mniejsze, ale to i tak nie dawalo zmian, po prostu niektorzy nie
                          lubia sie zmieniac i chca byc akceptowanym takim jakim sa i juz.

                          nie napisalam, ze dom buduja "nam"-czyt synkowi, jego rodzice to
                          tyle, ze niby tyra a ja latam na bok z innym...
                          • bleona Re: kto sie na kim zawiódł? 10.09.08, 21:42
                            zostaw gościa, przecież nie jest Twoim mężem, lepiej ułożyć sobie życie na nowo z kimś kto Cię rozumie i wspiera, niż z osobą do której się przyzwyczaiłaś, bo przez całe życie będziesz miała z tym problem, czy tamtem był Ci przeznaczony? przy każdej kłótni z narzeczonym czy potem mężem bedziesz myśleć o tamtym......
                          • bi_chetny Re: kto sie na kim zawiódł? 11.09.08, 13:20
                            morgan11 napisała:
                            > oczywiscie, ze rozmawialam przed, jak jeszcze problemu byly
                            > mniejsze, ale to i tak nie dawalo zmian, po prostu niektorzy nie
                            > lubia sie zmieniac i chca byc akceptowanym takim jakim sa i juz.

                            to jest podobno jedna z najczęściej wystepujących przyczyn kryzysu: zmiana u
                            jednej osoby nie pociąga zmiany u drugiej. tej drugiej jest dobrze, jest jaka
                            była, ale ta pierwsza np. awansowała, zmieniła otoczenie itd. i zmieniła się.
                            zaczęła oczekiwać innych rzeczy od partnera. i rodzi się problem.

                            --
                            bi...
    • marlena_mill Re: i stalo sie... 11.09.08, 08:16
      Dziewczyna nie moze dogadac sie ze swoim narzeczonym, jeszcze nie są
      małżeństwem, pocieszeniem dla niej staje się kolejny facet. Jeśli
      ktoś nawet nie potrafi przeżyć czterech lat z jednym partnerem to
      strach pomyśleć cobędzie dalej.
      Ten kolejny tez sie znudzi, tez okaże się inny, niż myślała gdy
      zaczną razem mieszkać.... i on znowu poczuje się opuszczona, znowu
      poszuka.... a może droga koleżanko pora zacząć dawać coś od siebie a
      nie tylko brać i brać od życia. Związek tworzą dwie osoby i to od
      nich zależy jego kondycja uczuciowa.
      Ty ze swojego związku uciekłaś jak tylko troche poczułaś się
      niewygodnie w nim. Tak to najłatwiej.
      Jeśli nie dojrzejesz uczuciowo i emocjonalnie do związku to z tym
      drugim będzie tak samo, związek to też uczciwość, szacunek i
      odpowiedzialność za drugiego człowieka. A ty nie masz w swoim
      związku żadnego z tych elelmentów.
      Moim zdaniem nie powinnaś zostać z tym chłopakiem dla jego dobra, bo
      on żyje w przekonaniu, że jesteś inną osobą niż jesteś naprawę.
      To on Cię nie zna a nie Ty jego. Przekaż mu prosze ode mnie radę:
      uciekaj gościu od swojej narzeczonej czym prędzej, i znajdź sobie
      uczciwą i kochającą partnerkę!
      Nie obraź się, ale problem jest raczej w Tobie,
      pozdr
    • xentia23 Re: i stalo sie... 11.09.08, 09:26
      Macie sporo racji, popieram myslenie wawrzynca - mam podobne co do
      syfu w związku itp
      Ale nie o to chodzi...
      Prawda jest też taka, że nieleczy sie ran następnym związkiem.
      Pierwsze uniesienia opadają, a potem zaczyna sie samo życie, czyli
      te same problemy, codzienność itp Jeżeli w jednym związku sobie z
      tym nie poradziliśmy to w następnym jak dojdziemy to tego samego
      momentu bedą znowu i jaki będzie sposób na ich rozwiązanie??.....
      Ja uwazam, że każdy nieudany związek trzeba przeżyć samej w sobie i
      wyciągnac wnioski, dlaczego tak się stało, dlaczego miłość sie
      wypaliła i co dalej i czy sama sobie z tym poradzę...
      Tamten w tym momencie jest wybawcą od złego, od szarości i nudy, a
      tak nie powinno byc. Daj sobie czas, pomieszkaj sama i tylko dla
      siebie, przemyśl wszystko.
      O tym czy mówić o zdradzie - powaznie się zastanów i odsyłam do
      tekstu, który umieściłam w watku - do poczytania...
    • krolowazla Re: i stalo sie... 23.09.08, 07:46
      Kochałam jak szalona. Pobraliśmy sie po 6 latach. Małżeństwo trwało 4 lata i 1
      dzień. Miłośc wygasła, bylam zaniedbywana, odrzucona. Odeszłam.
      Dodam, ze mialam stabilną sytuację materialną, mieszkanie, samochód, oboje
      pracowalismy, miałam wszystko, nie czekałam od 1 -go do 1- go. Ale dobra
      materialne to nie wszystko.

      Teraz jestem w szczęśliwym zwiazku, chociaz mam trochę mniej niż wcześniej. Ale
      nic nie da się porównać do bliskości drugiej osoby.
      --
      Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka